Yuu

Yuu

24


172 cm


Wait a little bit, just a few more nights..






Yuu
[Cytuj]
Multikonta: Bevin
Krzyk przełamał się z piskiem w akompaniamencie śmiechu i tej aureolki, która kwitła nad szarowłosą łepetynką. Obserwował długowieczną z ciekawością — trochę niczym rzadki okaz znajdującego się w odległym od domu muzeum. Lekki, beztroski strój, urocze zaplątanie rąk na piersi, ton, który, choć mógł wydawać się oburzony, tak łowcy prędzej przewodził na myśl małe kociaki, uczące się wymachiwania zarysem pazurków. Oktober miała ten dziewczęcy urok, czar niczym niezwiązany z demonicznym pochodzeniem. Ot taka słodka odskocznia od różnorodnych spotkań z innymi kobietami pragnącymi od niego "czegoś".
-To czemuś nie pisała? Może nie mam Twojej wiedzy ani doświadczenia, ale przynajmniej nie siedziałabyś z tym sama. A spróbuj mi tylko powiedzieć, że nie dojadałaś lub nie wysypiałaś się dostatecznie, a odgryzę Ci ten nos! - fuknął obruszony, wyczajając wszelkie niewidoczne dla oka fałdy tłuszczu osiadające na wysokości podkreślonej przez sukienkę talii, a może żeby być bardziej precyzyjnym, to ich brak. Nauczony po Margot zerkał po czarownicy, doszukując się osławionych worków pod oczętami, drżących palców od nadmiaru kofeiny. Ale i tak spuścił nos na kwintę w całej gamie świętego oburzenia.
-Tak mi teraz trochę głupio, że Cię w takim razie od roboty odciągam, bo no mam świadomość jak niewielu dobrych oraz wykwalifikowanych medyków jest. - podrapał się po karku, a chłopięcy uśmiech grzesznika wykwitł na wargach. -Uhm.. gdyby to nie było bliskie sercu, to pewnie odwołałbym cały ten bałagan w jednej sekundzie, ale sytuacja zmusza mnie do wzmożonego egoizmu. - ktoś mu kiedyś powiedział, że świadomość własnej niedoskonałości jest odwagą dojrzałości. Łowca natomiast by się z tym z lekka spierał, ale fakty bezsprzecznie pozostawały faktami. Zależało mu. Tak zwyczajnie, po ludzku, a wiedza, iż sam nie poradziłby sobie z czymś nieskończenie większym od niego, przytłaczała, ściągając na dół ku poszukiwaniu pomocy u boku czarowników oraz wróżek. Dotyk Oktober powitał z rozluźnieniem mięśni, zmniejszeniem dystansu, spokojnym wypuszczeniem nagromadzonego powietrza w płucach. On wiedział — był niesamowicie łasy na wszelkie możliwości kontaktu, ale no w sytuacjach stresowych tego typu rozwiązania zawsze działały u niego cuda. Toteż uśmiechnął się ciepło do czarownicy, a w głowie już klarowały się pierwsze niecne plany.
-Nie ma rzeczy, której bym Tobie odmówił. - odparł szczerze, podążając po żwirowej ścieżce. -Miałabyś coś przeciwko abyśmy skręcili w tamtą alejkę za tamtą rabatką z różami? - zapytał nieśmiało, kradnąc przywództwo w tym jakże urokliwym spacerze. Dałaś się pociągnąć?
Ukryta Wiadomość:

-Zamknij oczy i nie podglądaj, wrócę do Ciebie za jakieś trzy, może cztery minuty, dobrze? - do "młodych" uszu wiedźmy mogło dotrzeć chrzęst żwiru, zwiększenie dystansu między dwójką Podziemnych oraz łatwo szło powiązać kropki, iż łowca gdzieś odbiegł. Chłopak obejrzał się przez ramię, upewniając się o zamkniętych paczałkach czarownicy, a dopiero wówczas skręcił w biegu w kolejną alejkę. Od kilku dni stała tam kobieta z małymi bukietami przeróżnych kwiatów. Łowca zgarnął jeden z nich, zapłacił, ukłonił się w podziękowaniu, by w biegu powrócić do swojej obecnej towarzyszki. Znowu bezczelnie zakradł się za wiedźmą, a mały psotnik szepnął tylko do ucha:
-Teraz możesz je otworzyć. - W dłoni trzymał bukiecik niezapominajek.


Fight so dirty, but you love so sweet
Talk so pretty, but your heart got teeth
Late night devil, put your hands on me
And never, never, never ever let go

Oktober

534


159 cm


(ゝ◡・)ノ♡







[Cytuj]
Multikonta: Elijah, Oliver
Westchnęła ciężko, słysząc pod swoim adresem całkiem uroczą tyradę. Naprawdę tęskniła za małym łowcą, który zawsze potrafił wyczarować uśmiech na twarzach innych. Może jednak nie był nefilim, a czarownikiem? To byłby zaiste ciekawy zwrot akcji. - Nic nie będziesz gryźć! - ofuczała go znów, mimowolnie zakrywając dłonią mały nosek. Nie kryła swojego oburzenia, które wcale nie wyglądało jak małe kotki, ale też, znów, nie trwało długo. Skoro już ustaliliśmy, że Yuu miał w sercu Oktober specjalne względy, to się tego trzymajmy. - W hotelu jest Octavia, która mi pomagała i pilnowała, żeby wszystko było na swoim miejscu. Poza tym jestem czarodziejką, która przeżyła wiele wojen, nie zapominaj. Po takich przeżyciach nic nie jest ci straszne. - Czegokolwiek próbowałby się doszukać młodzieniec, jego starania spełzły na panewce. Sukienka ładnie układała się na zgrabnej figurze, pod oczkami trudno było wypatrzeć jakiegokolwiek zmęczenia, a sama dziewczyna nie nosiła znaków kofeinowej delirki. - Dobry lekarz, to zdrowy lekarz. O ile miejscami było gorąco, o tyle ta zasada zawsze mi przyświecała, mój drogi - odezwała się wdzięcznie. - A ty masz swoje zadania i obowiązki jako nocny łowca, mijn schatje* Jakżeby mogłabym ci w nich przeszkodzić? - Nawet jeśli jakimś cudem Yuu zjawiłby się w hotelu i pomagał opatrywać rannych, ich wcale nie ubywało. Wręcz przeciwnie, wpadali częściej niż zwykle. Z większymi ranami, mniejszymi, umierający, dla których nic już nie mogła zrobić. Gdyby łowca przekroczył próg pracowni, siedziałby tam kolejne dwa miesiące. - Nie przejmuj się, odkąd Kohorta wycofała się do miasta aniołów, mam więcej czasu i mogę zaoferować ci swoją pomoc, bo wnoszę oczywiście, że takowej potrzebujesz. - Drobny gest zakłopotania został zarejestrowany wręcz natychmiast, sprawiając, że czarodziejka przekrzywiła głowę, by ich spojrzenia się spotkały. Zaoferowała młodzieńcowi najbardziej promienny uśmiech, na jaki było ją stać. Nie chciała, by czuł się źle, prosząc ją o coś. Dla przyjaciół niewiasta zrobiłaby wszystko.
Gdy szli sobie przez ogród ramię w ramię, Oktober wzięła ten czas, by na spokojnie przyjrzeć się chłopakowi. Widziała w nim tego samego Yuu co zawsze, a jednak poczuła rozluźnienie mięśni, gdy złapała go pod ramię. Jakby z serca spadł mu jakiś ciężar. Nawet jeśli miało być to tylko chwilowe, ucieszyła się w duchu, że dała mu tę sekundę ukojenia duszy. - Jesteś pewien, że zgodziłbyś się na wszystko? - uśmiechnęła się zawadiacko. Oczywiście oboje zdawali sobie sprawę z tego, że kobieta nie posunęłaby się do niczego niecnego w stosunku do swojego towarzysza. - Prowadź - dodała jeszcze krótko, dając się pokierować w głąb ogrodu.
Pomysł z zamykaniem oczu i czekaniem, niekoniecznie jej się spodobał. Pewnie gdyby zapytała pierwsza lepsza osoba, nie zgodziłaby się na to, za żadne skarby. Z drugiej jednak strony, odczuła niesamowitą ciekawość na myśl o tym, co zaplanował mały kruszynek. Tak więc posłusznie przymknęła powieki, walcząc ze sobą, by ich nie otworzyć przed czasem. Nasłuchiwała zaś dokładnie, dlatego gdy ten znów próbował ją podejść, niemal z miejsca się odwróciła, łącząc ich spojrzenia w jedno. - Musisz się bardziej… - już miała zarzucić jakąś uwagą na temat umiejętności skradania się, gdy kątem oka zauważyła mocno niebieski kolor. Spojrzała w dół, oczywiście nie kończąc już swojej błyskotliwej myśli. Zapowietrzyła się za to, gdy z prawdziwym szczęściem w oczach oglądała bukiecik. Niezapominajki miały ponadczasowy urok. - Ciekawy wybór, mój drogi - odezwała się po pierwszej fali radości, łapiąc w jedną dłoń bukiecik. Drugą natomiast chwyciła rękę łowcy, by bez względu na to, czy słyszała protesty, czy nie, pociągnąć go w stronę najbliższej im ławki.
Przysiadła na niej, układając sobie kwiaty na kolanach. - Last night we sat in yonder bower - zaczęła, wyciągając z bukietu dwie łodyżki. - We walk’d beside that lowly grot - Przelotne, nieco figlarne spojrzenie na łowcę, taksujące jasne włosy, jego delikatnie muśniętą słońcem twarz. - We pluck’d a lovely simple flower - Kilka sekund, by wprawne palce splotły dwa kwiaty ze sobą. - The brilliant blue Forget-me-not.** - Kolejna łodyżka, kolejny splot. - Lubię ten wiersz, jest uroczy. Wiesz jakie znaczenie mają niezapominajki? Czy wybrałeś je, bo były ładne? - uśmiechnęła się znów, tym razem zawieszając na nim wzrok na dłużej. Oczywiście mogła przejść do rzeczy, ale po co? Mogli przecież jeszcze chwilę poświęcić na luźną rozmowę o niczym.

* my sweetheart
* Forget Me Not - Mary Anne Browne
"A single rose can be my garden… a single friend, my world.
Yuu

Yuu

24


172 cm


Wait a little bit, just a few more nights..






Yuu
[Cytuj]
Multikonta: Bevin
-Ah, Octavia. Chyba nawet miałem okazję ją poznać jakieś trzy miesiące temu? Była w kawiarni Pani Dżin, podrzuciłem jej część naszych danych. Jednak jak rozumiem, musiała się mocno wkręcić w temat, skoro to dopiero White puściła informacje dalej. - jakiś niesmak pozostał mu w ustach po tamtym spotkaniu, ale skoro wspierała Oktober przy chorych... cóż, ciężkie czasy nastały, nie każdy brał do siebie aż tak dosadnie, a sam wiedział po sobie, iż na sali medycznej naprawdę szło się zakręcić, gdy na przeciwnej szali znajdywało się ludzkie życie. -Może i przeżyłaś wiele wojen, ale nie utraciłaś dziecięcej niewinności. Jakim cudem do tego doszło, to nadal nie wiem. - parsknął cicho, mimowolnie wbijając szpileczkę. To nie do końca tak, że robił to czysto złośliwie — co to, to nie! Jednak naiwność czarownicy jakby przeczyła zeznaniom ofiar wojen, stawała okoniem co bestialskich zachowań oraz zwyczajowego zabij lub giń. A jednak długowieczna nadal uśmiechała się szeroko, ufnie podawała swą dłoń, jakby zapominała, że zarówno przodkowie łowcy, jak i przyszli potomkowie powtórzą odwieczne spory o władzę, w których na nowo wiedźma będzie zmuszona wziąć udział.
-I tak się będę martwić. To chyba płynie głębiej w moim DNA, niż japońska kultura. - burknął cicho, a gdzieś w głowie tłukła się myśl, by zemścić się na Oktoberku, sprawdzając, na których żebrach miała łaskotki. Ale to za chwilę! On sobie to po prostu zapamięta i odbije w najmniej oczekiwanym przez nią momencie. -Po prostu napisz następnych razem, może nie przeprowadzę operacji na mózgu samodzielnie, ale przydam się w inny sposób. Po tylu latach mam już doświadczenie w wielozadaniowości, więc dorzucenie jeszcze jednego nie będzie stanowiło jakiegoś problemu. - Tak to z tymi maluchami bywało. Masz problem? To Ci pomogę, choćby ziemia miała się pode mną zawalić. W drugą stronę tak to łatwo jednak nie działało, jedno drugiemu nie chciało przeszkadzać, “dając sobie na razie radę”. -I .. uhm.. chyba ... będę potrzebował pomocy? - mruknął nieporadnie, nie do końca mając pewność kiedy, jak i którędy zacząć temat. A jednak zepchnął to znowu na później, aż pierwszy popiół spadnie, rosząc zniszczoną po emocjonalnym pożarze ziemię. Pozwolił sobie na tę chwilę ukojenia, swobodnego uśmiechu, zdjęcia ciężaru z barków poprzez niespłacalną pożyczkę kolejnych hektolitrów ludzkiego ciepła.
-Oczywiście, czyżby Twój młody umysł miałby jakieś niecne zamiary w moją stronę? - parsknął cicho, rozbawiony samą ideą Oktoberka będącego drapieżnikiem pośród nieznanych jej wód. Nah, to nie miało racji bytu, ale doceniał próbę! Tak samo, jak doceniał tę prawdziwą radość, szczerość w swym zachwycie nad czymś tak prostym jak niepozorny bukiecik kwiatów. Uśmiechnął się szeroko, uwzględniając wystawę dziąseł, niemalże tak samo dumny jak po zrobieniu laurki. Korzystając z faktu, że czarownica przysiadła na ławce, splatając wianek z kolejnych łodyżek, łowca ułożył się wygodnie, a nogi zarzucił na oparcie. Tym oto sposobem miał pełny widok na buzię wiedźmy, wypuszczającej z siebie kolejne wersety.
-Jeżeli mnie pamięć nie myli, niebieskie oznaczały zaufanie i szacunek. Nie znam innych kwiatów, które oddałyby naszą relację równie adekwatnie. - poruszył się niespokojnie, nie do końca mając pewność, czy miał rację. A co jeśli się mylił i właśnie zadeklarował gotowość na jakieś miłosne szranki? A mógł dopytać kwiaciarki! -Ładnie Ci w tym wianku będzie, domagam się przynajmniej jednej wspólnej fotki, dorzucę sobie do galerii. - mruknął cicho, obserwując postęp nad pracą. -Nigdy nie miałem pamięci do wianków, będziesz musiała mnie nauczyć. - teraz następował słodki moment, gdy Azjata gadał wszystko o wszystkim, byle odciągnąć temat znaczenia niezapominajek. Co jeśli naprawdę się pomylił?

Fight so dirty, but you love so sweet
Talk so pretty, but your heart got teeth
Late night devil, put your hands on me
And never, never, never ever let go

Oktober

534


159 cm


(ゝ◡・)ノ♡







[Cytuj]
Multikonta: Elijah, Oliver
Wiedźma pokiwała głową, plotąc sobie w najlepsze kolejne oczka z kwiatów. - Wypadłyśmy z obiegu oboje. Leczenie to jedna sprawa, ale każdy medyk potrzebuje asystenta. W tym wypadku asystentki. Milovan po jednej z misji zaginął, a ona była pod ręką. Więc właściwie jeśli ona coś zawaliła, to jest to raczej moja wina? - Gdy padło imię czarownika, iskierka, zawsze widoczna w oczach Oktober, zniknęła. Powinna się martwić? Skoro nie zbił kryształka w pierścieniu, to znaczyło, że nic mu nie jest. Świadomość, że on po prostu może nie chcieć jej widzieć, była chyba bardziej przygnębiająca. Ale, ale, ale! Nie przyszła tutaj przecież rozmyślać nad swoimi rozterkami sercowymi, prawda? - Nie przeprowadzisz operacji na otwartym mózgu? - udała zdziwienie, po chwili kwitując to cichym śmiechem. - Ale po co otwierać czaszkę, skoro odpowiednia ilość magii załatwi sprawę bez tego? - I cyk, z tymi słowami kolejna zapleciona część wianka była gotowa. Oktober znajdowała się już gdzieś w połowie zabiegu. Sprawne rączki co jakiś czas sięgały do kwiatów, które znajdowały się na kolanach Yuu, i wyciągały z bukietu łodyżki, pokryte niebieskimi pączkami. Było w tym coś terapeutycznego. - Wystarczy, żeby nie tracić nadziei, że dobro jest w ludziach. To nie jest jakiś sekret, ani magia. Trzeba zawsze myśleć o innych dobrze. - rzuciła, dzieląc się swoim sekretem niewinności. - Chociaż ostatnio próbowałam zabić wilkołaka - dodała z lekkością, jakby rozmawiała o tym, co jadła na śniadanie. Gra pozorów? Tak i nie. Z jednej strony dużo nad tym myślała w ostatnim czasie. Co jak skrzyneczka wyciągnęła z nich to, co najgorsze? Ich prawdziwe ja na światło dzienne? Z drugiej strony, Lilith nie żyła, więc i czarodziejka przestała w pewnym momencie się tym katować. Bo i po co? Musiała wierzyć w swoje dobro. Zresztą tak samo postrzegała Yuu. Jako kogoś, kto zawsze próbuje widzieć pozytywne strony w każdej sytuacji. No i hej, z miejsca zaoferował się z pomocą, nieprawdaż? Po prostu urocza mała kulka i tyle. - Ja? Niecne zamiary? Wobec kogokolwiek? Przecież wiesz, że nigdy w życiu - uśmiechnęła się wesoło, zaplatając ostatni splot, tym samym kończąc swe dzieło. Kolejny raz, nie pytając się o zgodę, naruszyła przestrzeń osobistą chłopaka. Nachyliła się i założyła mu wianek na głowę. - wręczenie komuś niezapominajek, to wyznanie miłości przecież, głuptasie. - Jej głos zabrzmiał całkiem poważnie, biorąc pod uwagę fakt, że wciąż nad nim wisiała. Po chwili jednak nie wytrzymała i wybuchnęła kolejną salwą wdzięcznego śmiechu. - Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać. Ale faktycznie te kwiaty mają wiele znaczeń. - ciągnęła, przyglądając się twarzy Yuu, podziwiając, jak uroczo wygląda w wianku z niezapominajek. I to ona była oznaką niewinności? Hatfu.
Dobra, żarty żartami, ale trzeba zaadresować słonia w pokoju. Czy może raczej w ogrodzie. - To w czym ci mogę pomóc, mój drogi? - Odsunęła się od niego, wracając tym samym na swoje poprzednie miejsce. Wzroku jednak nie spuściła z Azjaty nawet na sekundę.
"A single rose can be my garden… a single friend, my world.
Yuu

Yuu

24


172 cm


Wait a little bit, just a few more nights..






Yuu
[Cytuj]
Multikonta: Bevin
-Nie przejmuj się, dawno temu i nieprawda. Sprawa została załatwiona z drugą czarownicą, więc koniec końców wszystko potoczyło się zgodnie z oczekiwaniami, a dzieciątka Demonów otrzymały stosowne informacje. – lekki uśmiech kwitnie w kącikach warg, chociaż oczęta mrużą się na widok ginącej iskierki. –Jak to zaginął? Coś się stało w międzyczasie? Nie, żebym nie stwierdzał oczywistości, ale zawsze znajdzie drogę z powrotem do Ciebie, wiesz o tym, prawda? – pobyt na ziemiach angielskich z każdym dniem przypominał mu, aby zachowywać się na miarę japońskiego dziecka: nie interesuj się, nie wtykaj noska, nie wpychaj paluszków między drzwi. A jednak ów zaginiony blask z tęczówek czarownicy niepokoił, wprowadzając taką jedną wredną mrówkę zaraz pod pierwszą warstewkę skóry. Milovana chyba nigdy nie poznał, ale podobno nikogo nie zaboli, jak zasięgnie języka tu i ówdzie? Kolorowa karteczka przykleiła się do tablicy pełnej zadań do wykonania, poczynając od tych prozaicznych jak pilnowanie, aby biegał codziennie przez obserwowanie lokalnej watahy, a na odkłaczeniu brata kończąc. Gdy czarownica podpierała z jego nóg kolejne niezapominajki, skorzystał z okazji, by nakryć dłoń dziewczyny własną, zaciskając palce w krzepiącym geście -Jak będziesz potrzebowała się komuś wygadać, napisz do mnie. Jestem dosłownie na odległość przysłowiowej strzałki. – mruknął cicho, a chwilowa niewola ręki wiedźmy zakończyła się równie szybko, co i nastała. Swoje powiedział, a co z tego się urodzi, jedynie Anioł raczy wiedzieć.
-Kwiatuszku Ty mój w wianuszku, zapominasz, że nie wszyscy są nią obdarzeni. – szczery, niepohamowany śmiech niesie się pośród cząsteczek powietrza, odpowiadając na wiatr, nucącego swą melodię pośród liści drzew. –Chyba że próbujesz subtelnie zasugerować, że w każdej medycznej sytuacji powinienem lecieć do Ciebie na złamanie karku? - unosi rozbawiony brew, a łowca z grzeczności powstrzymuje się, przed co bardziej złośliwym komentarzem. Oktoberkowi się nie dokucza w zły sposób, ale zawsze można w ten dobry, czyż nie? Mina mu jednak z lekka sczezła, a szare neurony próbowały połączyć hasła na linii Oktoberek – mord – wilkołak. To chyba nie będzie zaskoczeniem, jeżeli łowca przyzna, iż szło mu to z lekka topornie?
-Jak rozumiem w sensie metaforycznym? Za co? Próbował Ci podebrać świeżo upieczony obiad? A może otwarcie stwierdził, że nie planuje Ci oddać jednej z ulubionych książek? Sam nieraz mam ochotę takiemu głowę ściąć wałkiem. – prychnął oburzony, a w pamięci przewijało mu się przynajmniej kilka osób, które go w ten sposób skroiły. Niby nie powinien mieć żalu, mimo wszystko wiercił się niemożliwie po tym globie, może ktoś chciał mu zwrócić zgubę, tylko do tego czasu Azjata ruszył dalej, psując kolejny fragment ziemi własnymi krokami? Jednak jak to mówią na wschodzie, karma to suka, więc jeżeli ktoś dopuścił się świadomie kradzieży, to prędzej czy później los zemści się w najmniej oczekiwanym momencie.
Z dumą obserwował rodzący się artystyczny twór, ale to, czego nie przewidział, to fakt, iż ów cudo wyląduje na jego własnych niesfornych kosmykach. Dłoń mimowolnie powędrowała ku misternie zaplecionym łodyżkom, delikatnie przesuwając palcami. Wyszczerzył się, a nos zadarł do góry, niewerbalnie chwaląc się podarkiem. I ten status by się utrzymał, gdyby nie to, iż na kolejne słowa wiedźmy wpierw nogi zaprzestały radosnego majtania zza oparcia, aby zamrzeć w miejscu, oczy rozszerzyły się do niebotycznych rozmiarów, a usta otworzyły, tworząc zgrabne „o”. Oups! Wtopił. Równo. Zapominając o swoim obecnym położeniu, zerwał się z miejsca, a poczucie balansu zawiodło go, kulturalnie zwalając z ławki na żwirową ścieżkę. Nieszczęśliwe „au” zabrzmiało tuż przy nogach wiedźmy, a Azjata podniósł się, aby usiąść po turecku naprzeciwko Oktober, pozostając na ciepłym od słońca żwirze. Uśmiechnął się chytrze na perlisty kobiecy śmiech, a usta wykrzywiły się ku dołowi, a cała sylwetka przyjęła pozę zbitego psa.
-A nawet jeśli taki miałem zamiar? Zaplatając je w wianek i oddając z powrotem do mnie.. czyżbyś wzgardziła moim płomiennym uczuciem, jakim Cię od miesięcy darzę? Nigdy nie spodziewałem się, że dostanę tak brutalnie kosza! – Pochyla głowę, a ramiona zaczynają drżeć, nie będąc w stanie utrzymać zbyt długo dziejącego się patosu. Odczekuje kilka sekund, dając sytuacji wsiąknąć, a dopiero wówczas zaczyna się śmiać całym sobą, a łzy rozbawienia ciekną po rumianych policzkach. Huncwocki uśmiech bije po oczach, a figura u Twych stóp rozluźnia się, czerpiąc niemą frajdę z mini zemsty, ot stworzonej na potrzebę chwili. Poprawił odrobinę zdobyczny wianek, a przedramiona oparł o kolana Oktober.
-Pamiętasz, jak Ci mówiłem, że pochodzę z Azji? Cóż, ród, do którego mam olbrzymi sentyment poinformował mnie, że jedna z ich członkiń zapadła w śpiączkę. Ta łowczyni… zrobiła dla mnie wiele dobrego, więc wziąłem sobie za punkt honoru, aby znaleźć jakieś rozwiązanie ich problemu. Jakiś miesiąc temu zwołałem spotkanie z dwiema wróżkami oraz gronem czarowników, którym powiedziałem tyle samo, co zaraz Tobie. Kobieta pochodzi z rodu Shimizu, padła ofiarą karmy, a w całą sprawę zostały zaangażowane jeszcze dwie jednostki, gdzie jedna z nich skorzystała z usług dżina. Do niej za bardzo dostępu nie ma, więc wszelkie rozwiązania mogą iść na razie wyłącznie w teorii. Nie wiem jednak na jakim etapie prac na razie są, ale no .. chyba nie jestem w miejscu, aby odmówić czyjejkolwiek pomocy. Naturalnie zapłata przewidziana, o to się martwić nie musisz. – odparł cicho, a głowa układa się na przedramionach. Smutny uśmiech odpowiada na nieustanne spojrzenie czarownicy, a z ust wypuszcza powietrze. Ot to cała historyja.

Fight so dirty, but you love so sweet
Talk so pretty, but your heart got teeth
Late night devil, put your hands on me
And never, never, never ever let go

Oktober

534


159 cm


(ゝ◡・)ノ♡







[Cytuj]
Multikonta: Elijah, Oliver
Z ulgą przyjęła informacje, że z jej winy świat nie chylił się ku końcowi. W sumie naprawdę obwiniła się w całości za przetrzymywanie Octavii w swojej pracowni. Nie robiła tego wbrew woli czarownicy, ale jednak to ona stanowiła powód, dla którego ktoś nie dostał stosownej informacji, w określonym czasie. - To dobrze. Nie chciałabym sprowadzić na Ziemię apokalipsy - zaśmiała się dźwięcznie. - A Milovan zapadł się pod ziemię. Nie miałam z nim kontaktu od jakiegoś czasu. Trzeba szanować przestrzeń osobistą innych. Jak poczuje się gotowy, na pewno się odezwie. - Yuu, jako jedna z niewielu bliskich jej osób, umiał powiedzieć odpowiednią rzecz, w odpowiednim czasie, by pokrzepić malutkie serduszko i natchnąć w nie nadziei. Prawdą jest, że dziewczyna całe życia poświęciła na pomaganie innym i czasami łapała się na tym, że strasznie zaniedbuje swoje problemy. Dużo, na całe szczęście, ich nie miała, ale sama świadomość, że może się nimi podzielić, pomagała. - Wiem, ale z tego co widzę, moje rozterki życiowe na pewno nie znajdują się wyżej niż to, z czym aktualnie się zmagasz. - Nie zabrała ręki. Przyjemne ciepło, niemające nic wspólnego z tym fizycznym, rozlało się po jej ciele. Mogła na kimś polegać, a to sprawiało, że świat nie wydawał się taki straszny.
Uniosła brew w zdziwieniu, gdy zobaczyła, jak łowca próbował łączyć kropki. Czy to było aż takie dziwne? W końcu należała do rasy czarowników. Urodziła ją nie tylko demonica, ale sama Lilith. Mogła sobie przeczyć całe życie, jednak na pewno posiadała głęboko w sobie zło. To jednak temat zdecydowanie na inną rozmowę. - Nie, głupiutki. Mieliśmy znaleźć i otworzyć jakąś skrzynkę. No i nam się udało. Szkoda tylko, że gdy się otworzyła, dostaliśmy klątwą. Nie wiem jak z innymi, ale mi się dostała żądza mordu. Biedny Iwan. Wpadł w ścianę. Chociaż może powinnam powiedzieć biedny budynek… i tak chyba był do rozbiórki. - Zamyśliła się na chwilę, szukając odpowiednich słów. - Nie do końca pamiętam, co mną kierowało, ani w ogóle całe zdarzenie, ale, jak widzisz, wciąż żyję, pan wilkołak mi przebaczył i nie zjadł. - Skończyła swoją arcyciekawą opowieść.
Przyglądała się z jeszcze większym zdziwieniem, gdy po jej małym żarcie z wiankiem i niezapominajkami, łowca po prostu wziął i spierdzielił się przed nią na ziemię. W małej blond główce myśli zaczęły się kłębić z prędkością światła. Czy nic mu nie było? Czy nie stłukł sobie czegoś? Oktober, ty to masz pomysły, god verdomme! Pochyliła się zgrabnie do przodu, zanim jeszcze Yuu zdążył cokolwiek powiedzieć i obejrzała go ze wszystkich stron, które udało jej się złapać wzrokiem. - Nic ci nie jest? - spytała, już raczej retorycznie, widząc, jak chłopak się uśmiecha. - K-kosza? - Tylko tyle zdążyła wydukać, łapiąc trzecią już zwiechę. Ale kto by to liczył? - Zamienię cie kiedyś w wielką pluszową pandę, którą postawię komuś w ogrodzie na stałe. - fuknęła, niby złośliwie, jednak z nutką rozbawienia w głosie. Czego innego mogła się po nim spodziewać? Do tego czasu powinna się raczej nauczyć, by lepiej przesiewać dostane informacje.
Spoważniała w jednej chwili, widząc, że Yuu zaczyna się otwierać na widocznie ważny dla niego temat. Próbowała ładnie zakatologować sobie w głowie każde słowo, które od niego słyszy, dorzucając na nich fioletową pieczątkę z napisem pilne. Po wysłuchaniu wszystkiego zastanowiła się nad istotą problemu. Westchnęła jednak smutno po chwili, kładąc dłonie na przedramionach chłopaka. - Karma to nie jest taka prosta sprawa. Choć to pewnie już wiesz. Dżiny potrafią być… zdradliwe. - przerwała na chwilę, a jej twarz ozdobiła niewielka zmarszczka, świadcząca o intensywnej pracy szarych komórek. - Nie jestem jakimś ekspertem w tym konkretnym temacie, ale czy ktoś już badał tę karmę? - Próbowała w ten sposób wyciągnąć więcej informacji. Jeżeli miała pomóc w jakikolwiek sposób, to tylko i wyłącznie, posiadając ich komplet. Z drugiej jednak strony nie dało się ukryć, że temat jest dla jej rozmówcy niezmiernie wrażliwy, dlatego nie chciała go przypadkiem dobić jeszcze bardziej. - Wiesz, że ja nie wymagam zapłaty, prawda? Potraktuj to jako przyjacielską przysługę. - Uśmiechnęła się pocieszająco i przejechała dłonią w miejscu, którym trzymała dłoń, by dać łowcy trochę otuchy.
"A single rose can be my garden… a single friend, my world.
Yuu

Yuu

24


172 cm


Wait a little bit, just a few more nights..






Yuu
[Cytuj]
Multikonta: Bevin
Aby z jej winy świat zapłonął, dwoje mężczyzn musiałoby obdarzyć ją zaborczym afektem — może wówczas męski testosteron stanowiłby przysłowiową oliwę, pośród słupów ognia powiewałyby sztandary z najpotężniejszymi wzorami odstraszającymi wroga za pomocą fantastycznych bestii, strasznych zwierząt, czy charakterystycznych zamków, a ryk wzniesionych armii wyły z uciechy na przyszłą bitwę. W końcu historia znała niejeden taki przypadek, czyż nie?
-Od kiedy czyjeś troski są wyżej lub niżej od jednostki obok? – mówiąc to, złapał nosek Oktober w dwa palce, ciągnąć delikatnie. W jakimś stopniu odwzorował gest Haru, gdy Houshin jako młody szczeniak mówił coś nader głupiego, a wystarczyło czasem wyprostować z lekka spaczone spojrzenie. –Ja mogę mieć swoje problemy, Ty własne, ale czyż nie od tego jesteśmy, aby dawać sobie nawzajem wsparcie, nawet jeśli czasem nie udaje nam się znaleźć stosownego rozwiązania? – słodkie założenie, że zawsze znajomi pomogą, byłoby naiwne lub zbyt optymistyczne, jednakże czasem.. czasem właśnie wystarczyło, żeby nie zostać odtrąconym, poczuć dotyk drobniejszej dłoni na ramieniu, poczuć ciepło objęcia, gdy bezsilność zaciskała kleszcze wokół wrażliwych organów.
Słuchał w osłupieniu o klątwie, a szare paczęta próbowały sobie wyobrazić czarownicę rzucającą wilkiem o budynek. No dobra, widział – toż sam nieraz był celem Shiza, gdy był nader upierdliwy z najdziwniejszymi pytaniami o sens danego ćwiczenia.
-Toż nawet z Ciebie nie byłoby jednej dobrej zupy. Jesteś chuda jak kościotrup, a jak wszyscy wiemy, wilki preferują mięsko. – a to, że zjarałby wilka do ostatnich gramów popiołu za tknięcie Oktoberka z grzeczności przemilczał, toż to było oczywiste. Czarownica była jego ulubionym celem do drobnych prztyczków w nos, odskocznią i promyczkiem podczas zaćmienia. A jaki osobnik chciałby pozbyć się oświetlenia, jeżeli może dołożyć wszelkich starań, aby ów dar jedynie z czasem rozszerzał się na dodatkowe jednostki? –A tak na boku – wybacz wścibskość, jeżeli nie chcesz, to nie odpowiadaj. Masz może pomysł, kto rzucił ów klątwę na skrzynkę? Chętnie dowiedziałbym się czegoś więcej od właściciela. – i pyk, kolejna idea zaczęła kicać z radością baranków przez płotki, chociaż na chwilę obecną znajdywała się na szarusieńkim końcu pomysłów dzisiaj.
-Jedynie serduszko złamane. Uleczysz? – spytał zawadiacko, w końcu spotkał się z naczelnym medykiem oraz ekspertką w składaniu czegoś, co raz zostało zniszczone, prawda? A skoro tak, korzystał z okazji, nawet jeśli na krótką chwilę.
Zamyślił się nad słowami wiedźmy, ważąc kolejne, co miały paść z jego warg. Ciężka szala decyzji wahała się to z jednej to z drugiej strony, a szczęk uderzanego metalu niósł się po upartej łepetynie. Zęby zagryzły dolną wargę, a niepewne spojrzenie wwiercało go w ciepły żwir.
-Powiem Ci tak: w międzyczasie wymieniłem korespondencję ze stacjonującym tam czarownikiem – ogólnie jest.. ciężko. Wina leży prawdopodobnie po dwóch stronach, a ów śpiąca łowczyni oberwała rykoszetem z .. mojej winy? – ostatnie dwa słowa padły cicho, niemalże szept, a połączenie spojrzeń zostało przerwane, gdy chłopak spuścił głowę w żalu. Dławiąca go hańba z każdą sekundą pogrążała go w żółci, a dłonie zaciskały się mimowolnie w pięści, by równie szybko pozostawić ślad paznokci po wewnętrznej stronie. Sylwetka spięła się niemiłosiernie, choć organizm brał głębokie hausty powietrza, aby zbalansować ból duszy. Moja wina. Tyle razy powtarzał to sobie w dzikiej głuszy, tym razem mając widownię, brzmiało to iście obco nawet w jego uszach. Głowa na nowo unosi się, chociaż rozżalenie przepływa w rozemocjonowanych źrenicach. Ojciec mówił mu wielokrotnie, iż dziedzice mieli obowiązek domykać sprawy do końca, toteż.. usta na nowo rozsupłały się, wylewając kolejne informacje.
-Łowczyni z rodu Shimizu jest uśpiona z mojej winy. Może to nie ja wypowiedziałem życzenie do dżina, ale to ja sprawiłem, iż ono padło. Zrobiłem coś … niewybaczalnego, skrzywdziłem osobę życzącą, efektem czego zraniona jednostka w złości skierowała swój gniew na mnie. Jak sama wiesz, w takich transakcjach stron jest przynajmniej trzy. Osoba życząca, przeklęta i rykoszet. Wówczas nie myślałem o tym ani trochę, po prostu pod wpływem emocji zachowałem się szczeniacko, zbyt emocjonalnie, a Pani Domu oberwała, gdyż jest mi wyjątkowo bliska. Dlatego no jestem w tej chwili zdesperowany, aby zapłacić każdą cenę, jeżeli tylko ona się obudzi, wiesz? – potok szybkich słów płynie z malinowych warg, a klatka unosi się z prędkością konia w galopie. –Po prostu chcę ją z powrotem. – łowca z ostatnimi słowami kurczy się, a ton przypomina bardziej zagubionego chłopca, szukającego swojej mamy pośród tłumu w godzinach szczytu.

Fight so dirty, but you love so sweet
Talk so pretty, but your heart got teeth
Late night devil, put your hands on me
And never, never, never ever let go

Oktober

534


159 cm


(ゝ◡・)ノ♡







[Cytuj]
Multikonta: Elijah, Oliver
Przyzwyczaiła się do tego, że to ona była osobą, która pomaga. Nigdy przez myśl jej nie przeszło, że to ona może kiedyś będzie jej potrzebować. Póki dawała sobie radę sama, nie widziała problemu. Zawsze mogła też skupić się na pracy, której nie ubywało. A Milovan? Może warto byłoby zaufać łowcy i poczekać? Wiedziała, że nie dzieje mu się żadna krzywda, więc przynajmniej nie musiała bać się jego życie. Skrzynka prawdopodobnie oddziałała na niego dużo gorzej niż na nią. - Od kiedy wilkołak wykrwawia ci się na stole operacyjnym. Wtedy raczej nie myślisz o sobie, ani o tym, że zmywać ustrojstwo z dywanu będziesz przez tydzień. Interesuje cię tylko, żeby przeżył. Ale skoro nalegasz, to następnym razem cię zaproszę. Będziesz mógł trzymać mi narzędzia, jak prawdziwa pielęgniarka. - zaśmiała się wdzięcznie, łapiąc za palce łowcy i przekrzywiając głowę. Te małe gesty znaczyły dla niej naprawdę dużo, choć traktowała chłopaka bardziej jak młodszego brata, którego trzeba było raz w czas uratować. Z jakichś powodów czuła się niewytłumaczalnie za niego odpowiedzialna. - Zaatakowałam go ja, co prawda pod wpływem zaklęcia, ale jednak to byłam ja. Podejrzewam, że nawet jakby mnie nie zjadł, nie miałby żadnego problemu, żeby mnie zabić. - Nie chciała, by Yuu leciał, z morderczymi intencjami do bogu ducha winnego Wani. W końcu wszystko skończyło się dobrze, prawda? - Nie wiem kto rzucił klątwę na skrzynkę. Nie chcę wiedzieć. - spoważniała lekko, marszcząc brwi. - W środku był jakiś kamyczek, ale nie interesowałam się tym przesadnie. Jestem lepsza w leczeniu niż w ratowaniu świata przed skrzyneczkami. - Uzdrawianie i Alchemia były potężnymi dziedzinami magii, którymi uwielbiała się otaczać. Nie służyły jednak do złych celów, kwestię spiralnego zostawiła więc reszcie organizacji.
Słuchała, dalej poważna, całej historii karmy łowcy. Z każdym kolejnym słowem czuła coraz cięższy kamień, osiadający się na jej żołądku. Czarownica miała ogrom empatii, przez który umiała poczuć emocje innych. No cóż… Yuu był przesiąknięty tymi negatywnymi. Czemu się w sumie nie szło dziwić. - Próbowałeś dokładnie sprawdzić swoją karmę? Może udałoby się ją zmienić? Trzeba byłoby też zbadać karmę osoby, która wypowiedziała życzenie. Bardzo ciężko jest odkręcać takie coś, ale z moich informacji nie jest to niewykonalne. Wszystko zależy też od tego, co dokładnie zrobiłeś, czy jakie życzenie zostało wypowiedziane. - Nie wiedziała, co mogła mu powiedzieć. Jako lekarz kierowała się zasadą, by nie dawać złudzeń, niepopartych wiedzą medyczną. Informacji miała mało, by próbować wyrokować, a w sam temat karmy nigdy nie zagłębiała się głęboko. Z drugiej jednak strony widok tak rozbitego łowcy, siedzącego przed nią, był nie do zniesienia. Chciała go jakoś pocieszyć, jednocześnie pozostając wierna swoim zasadom.
"A single rose can be my garden… a single friend, my world.
Yuu

Yuu

24


172 cm


Wait a little bit, just a few more nights..






Yuu
[Cytuj]
Multikonta: Bevin
To takie łatwe. Zanurz się w pracy po ostatnie końcówki włosów, chwyć palcami spoczywające na dnie kamienie, przywiąż się do rafy, aby nie daj Królowo wychylić głowę poza powierzchnię toni realizmu. Otul się w miękkich prądach stałych wód obowiązków, pozwól, by słodkie zmęczenie zmusiło do ułożenia skonanej głowy na miękkich piaskach łoża jezior. To zabawne jak bardzo byli podobni. On nie chciał myśleć o Niej, o mamie, bracie, rodzie, karze, wiszącej nad głową niczym gilotyna, oczekująca na przecięcie liny przez wytrawnego kata. Znalazł swe schronienie w księgach, przypowieściach, historiach, pogłoskach i marzeniach lepszej przyszłości. Ona natomiast lata temu odkryła największe z powołań — dar kradzieży życia Tej, która przekraczała setki razy dziennie rzeki Charona, wydłużając życia tym, co przegrali ruletkę z losem. Dlatego uśmiechnął się szeroko na subtelną prowokację, przychylając niewidzialnego kapelusza.
-Sądzisz, że ładnie mi będzie w spódnicy pielęgniarki? - brwi poruszyły się w droczącym się geście, a rozmarzone paczałki pomknęły w stronę filmów, które podobno dzieci znać nie powinny. Mówimy tu naturalnie o jelonku Bambi (a może to było lwiątko?). Niczym wygłodniała pijawka kradł światło czarownicy, słodką aurę .. tej prostej dobroci, ciepła, bezpieczeństwa, które niegdyś czuł wyłącznie pośród rodzinnych lotosów, świergotu carskich słowików i zapachu orientalnej roślinności. Pławił się w tym uczuciu, brodząc uparcie w głębsze tonie wiedźmowskiej empatii, zdobywając upragniony na krótką chwilę spokój.
-Co wówczas czułaś? - zapytał ciekawsko, wpijając na nowo szare źrenice w damę nad nim. To tak.. abstrakcyjne, aby ktoś o charakterze największej z gwiazd dał porwać się instynktom swej matki. Może to on długi czas miał spaczone spojrzenie, tak bardzo nieadekwatne — toż to było dziecię demonicy, to oczywiste, iż posiadała w swym wnętrzu również tak podatną ziemię na ziarna zła, sianego na nieskazitelną duszę. A jednak całym swym istnieniem Oktober utwierdzała go w przekonaniu, że nie — pomimo swych korzeni, historii, przekleństwa, zachęcającego cichymi podszeptami, by czynić najgorsze zło, wyszła z batalii zwycięsko, poświęcając długie lata żywota na ratowaniu dusz zamiast skazywaniu na potępienie w kolejnych kręgach piekielnych.
-Wilki.. są niesamowicie wyczulone na każdą emocję, która tli się wewnątrz nas. Ów Dziecię Księżyca byłoby zwyczajnie głupie, gdyby nie dostrzegło, co Tobą dyktowało. Toż każdy, kto spojrzał na Ciebie chociaż raz, wiedziałby, że gdyby nie ów klątwa, uratowałabyś wszystkie zagrożone Jednorożce z ziem Jasnej krainy Faerie. - fuknął obruszony, bo jak rozumiał motywy czarownicy, tak uparcie będzie trzymał się swojej teorii do samej śmierci. Oktober była jedną z tych, którą wpuścił do drżącego serduszka, to i zasługiwała na ten kredyt zaufania oraz olbrzymiego marginesu błędu.
Potarł nieporadnie kark, próbując skleić chaos Kropelką.
-Tak. Nie. Nie wiem. Powinienem. - zaczął krzywo, a dłonie poszukiwały "czegoś", by zająć się w ramach odreagowania stresu. Pech padł na rąbek sukienki wiedźmy, którą zaczął skubać, lekko skręcać, naprostowywać i tak w kółko. -Osoba odpowiedzialna za bałagan sama jest w ciemnym miejscu, nie jestem pewien, czy dźwignęłaby coś ponad proste funkcje życiowe. - nie ufał tamtej Nefilim. Nie po tym wszystkim, co ich spotkało. Może gdyby ich losy nie splotły się tak głupio, banalnie, niczym z najgorszego sortu fanowskich fanficków, to kto wie? Prawdopodobnie wówczas dałby radę spojrzeć ponad własny dumny czubek własnego nosa, przyjrzeć się ciemni jej duszy i wyciągnąć ufnie rękę, wierząc, iż chociaż na ten jeden moment zjednoczą się we wspólnej walce o lepszą przyszłość? Trywialne? Bardzo. Jednakże jeszcze bardziej prawdziwe. -Ja.. chcę wrócić na jakiś czas do domu, spróbować odzyskać moje miejsce w znanym mi szeregu, może wyrazić szczere przeprosiny za wszystkie krzywdy, jakie przeze mnie ród Shimizu doświadczył. Prawdę mówiąc.. nawet nie wiem, czy wrócę, w jakim stanie, jako kto. Obecne badania prowadzi grono czarowników, więc oni raczej są lepszym już ode mnie źródłem informacji — na razie prowadzą politykę kontaktowania się ze mną w ostateczności, co tak między nami szczerze doceniam. Wiem, że pewnie odkryją rzeczy, które planowałem zabrać do grobu. Wiem, że mogą mnie zawieść. Wiem, że dałem im zagwozdkę, na którą raczej nie byli przygotowani. I wiem, że to wszytko może nie wypalić — ale niech mi Anioł uwierzy, gdy mówię, iż prędzej zginę, aniżeli poddam się, nim Pani Domu otworzy swe oczy. - cicha determinacja, cienki płomyk uporu. -Przepraszam, mówię dziś za dużo, ale no jeśli nie Tobie, to komu? - ciche poczucie samotności, odosobnienia wdziera się na chwilę, dokładając kolejną emocję na budowane w izolacji cegiełki. -Odnosząc się jednak merytorycznie do pytania: moją winą było wystawienie życzącej na pośmiewisko. Pozostawiłem ją na ślubnym kobiercu zaraz przed złożeniem małżeńskiej przysięgi. Nie potrafiłem.. nie potrafiłem obiecać jej siebie, nie przed Aniołem. Jak mógłbym, gdy taiłem przed nimi wszystkimi jedną z oczywistych prawd? W afekcie zamknęła mnie w iluzji błędnego koła, dzień w dzień przeżywałem kolejne godziny naszego ślubu, a w swym uporze odmawiałem, by chociaż raz spojrzeć na całą tę sytuację jej oczyma. Powinienem. A jednak głowę miałem kompletnie gdzie indziej, wbijając kolejne szpile winy we własne sumienie. Efektem.. Pani Shimizu zasnęła, jako ta, która podarowała mi wszystko, włącznie z darem życia. - nabrał głośno powietrza, huk opadającego ciężkiego gorsetu rozniósł się po idylli yorkowskiego parku.

Fight so dirty, but you love so sweet
Talk so pretty, but your heart got teeth
Late night devil, put your hands on me
And never, never, never ever let go
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo