Lycande
[Usunięty]
Lycande
[Usunięty]
[Cytuj]
W tym wszystkim, czy i nam coś nie umyka? Narzekamy na konserwatyzm seniorów, lecz jak było z nimi i ich stosunkiem do własnych rodzicieli i nadzorców? Wpadamy tutaj w pewną spiralę: to my jesteśmy buntownikami, dawniej wszystko było trwalsze i niewzruszone, jak porządek rzeczy którego dopiero teraz nie chcemy zaakceptować. Czyż to nie fałszywe idealizowanie minionych wieków? To, że spisano okrutne i sprawiedliwe zarazem – wszakże, w założeniu, odpłacamy pięknym za nadobne – prawo Hammurabiego wcale nie sprawia, że nie obchodzono go tak jak dzisiejszych zapisów. Zepsute mięso, nawet pięknie opakowane, przy bliższym kontakcie, nadal śmierdzi – a nas oddziela od niego szyba sklepowa i jeszcze tego nie wiemy. Bo jeżeli zawierzyć temu, to czyż podróż z Egiptu do Izraela nie powinna zająć 40 lat? A niejedna armia pokonywała ten dystans… Powiedzmy, iż po grubym melanżu, ktoś mógłby obudzić się z obcym mieczem na gardzieli. Nie, dawniej było tak samo – młodzi walczyli ze starymi, w końcu przejmowali ich rolę i dokonywali reform, a kolejne pokolenia uznawały ich dorobek za skamielinę – czasem słusznie, czasem nie. Zjedz piankę, dostaniesz próchnicy – pewnie, mądre słowa ojca i płacz gdy przyjdzie opłacać dentystę. Spokojnie, od tego są oni i szkoda, że stomatologii nie było, na tym poziomie, dawno temu. Bo niestety – autor nie daje gwarancji czy ta teza jest słuszna – dobitniejsze problemy z ząbkami przyszły wraz z przerzuceniem się z czystego myślistwa i zbieractwa, na rolnictwo. Gdyby spytać Lycande, w tym porównaniu martwiłaby się o ilość rzeczonych pianek – co za dużo to nie zdrowo, otyłość i choroby serduszka.
Zaintrygowałeś ją jeszcze jednym słówkiem, moralnością. Co to jest i jakie mamy prawa do oceny i porównania obecnej i dawnej? Ponoć zabijanie jest złe – a jednak nadal to robimy, choć ostatnio w niektórych regionach świata, ograniczano to w aspektach wojennych. Kradzież też niemiła, a nadal to robimy: jak nie konwencjonalnie, to elektronicznie lub na drodze politycznej – oszczędności emerytalne, mówi to panu coś? Nie cudzołóż – lecz czyż to nie wydawało się oczywiste? Wszakże powierzając komuś własne serce, zwykle dedykowało się i ciało. Pomijamy tutaj kwestię otwartych związków, wszakże na co zgadzają się obie strony, nie jest to wykroczeniem. Nawet na bigamię i haremy robiono nagonki – czasem warto spytać – po co? Bo jest ta różnica pomiędzy dobrowolnym zrzeszeniem się grupki ludzi – Wróżka nie ma tutaj na myśli wyłącznie jednego układu „Pan i kilka Pań” - a niewolnictwem. Jeśli związku między kilkoma osobami nie przeszkadzają, to gdzie tutaj problem? Paradoksalnie, nawet do wieku trudno podejść. Dawniej macierzyństwo zachodziło wcześniej, lecz to temat rzeka i ona raczy go nie drążyć. Zaś opieka nad potomstwem? To mamy wpisane w geny, dla przetrwania gatunku. Grzeszki mamy podobne, tylko opakowane inaczej. Poza tym, dochodzi jeszcze kwestia kulturowa i mechanizmów społecznych – łatwiej kontrolować grupę, jeśli jakieś prawo ubrać w wyznaniową formułkę. Bo kto nie chciałby rządzić ludem gloryfikującym ciężką pracę i skłonnościami do poświęceń? Czasem dobrym pytaniem jest nie „dlaczego?”, a „kto ma w tym interes?”.
Może tak było, kto wie? Wzbraniała się przed wszelakiej maści związkami, choć z drugiej strony, chciała by ktoś się do niej dobrał – wraz z uświadomieniem sobie tego w chwili, gdy z jej ust pada magiczne słowo: chcę. Tylko czy nie jest to uroczą wizją dla zdobywcy z charakteru, posiąść zakazany owoc, tę której nie eksplorował nikt inny? Widzisz, z wiekiem przychodzą obawy, a nadmiar wiedzy nie zawsze koił nerwy i gdybania. Bo ile razy była świadkiem, gdy grupka najemników zabawiała się z wieśniaczką przez kilka godzin, a później osadzała ją na drewnianym paliku? Lub gdy jedna panna musiała zadowolić cały oddział, bo inaczej ona i jej resztka rodziny cierpiałaby głód? O intrygach i odhaczaniu w dzienniczku kolejnych pizd nie wspominając – wszakże chcąc poznać specyfikę kulturową, wypada zagłębić się w każdy temat. Złośliwy perwers zapyta – więc co z seksem, skoro go nie uprawiała: nierzetelne podejście lub zielonkowata prawda. Lecz i na to udzieli odpowiedzi: czy kiedykolwiek negowała swój udział jako widownia? To można podciągnąć nawet pod fetysz, gdy rżniesz dziwkę i liczysz na to, że Pani Kapitan zgłodnieje i doceni twój kunszt – i weźmie się za ciebie lub dołączy do zabawy i opłaci połowę wydatków. Osobną sprawę stanowią pewne stereotypy i podejście do tych spraw. Jej nie potrzeba rycerza na białym koniu, który wybawi ją z wieży i zamknie w złotej klatce – sama też nie szukała u nikogo tego typu opieki. Paradoksalnie, to jeden z nielicznych wymagań, który przez swoją specyfikę ograniczał dobór partnera/ki i to mocno. Dolicz brak presji – desperacji – z czasem przywykniesz i stwierdzisz: radziłam sobie tyle czasu, więc to nie jest mi do niczego potrzebne. To cienka linia pomiędzy wzbranianiem się i zwyczajnym brakiem potrzeby – upór albo balans, sam zadecyduj. Zaś zaufanie do innych to zabawna rzecz – wybudować je trudno – zaś zburzone raz, potrafi zrujnować te którym darzy się innych oraz uniemożliwić odbudowę. Jedni chcą być ważną częścią czyjegoś życia, jej przypadła rola epizodyczna: pojawia się, robi swoje i znika – a ty wcale jej nie nawet nie szukasz. Jeżeli delikatne muśnięcie było odczuwalne przez pancerz, to ten był do dupy i należało go naprawić lub wymienić.
- Idealne prawo to takie, które możesz interpretować na różne sposoby. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy lądujesz po drugiej stronie - odbiła piłeczkę, z chęcią podejmując dalszą grę. Drogi Łowco, niejako wbijasz szpilę w Clave. Poddajmy twoje stwierdzenia rewizji. Owszem, bariera nie była szczelna, wiesz dlaczego? Bo ilość zwolenników Morgensterna była proporcjonalna do sojuszników Clave. Większość z was zaoptowała za ukaraniem ras aniżeli jednostek lub pomniejszych grupek, które bez problemu wręcz same się wyodrębniły. Nefilim – dwójka z was przyczyną nieszczęść,żadnej kary. Zaś te za Kohortę – w porównaniu z Faerie – bardzo łagodne. A co zresztą? Czarownicy, Wampiry, Wilkołaki – pośrednio zasadziliście im kopa w dupę, co po niektórym wciskając do ręki woreczek z judaszowymi srebrnikami: Hej, macie za pomoc i zamknijcie mordy, a zakazy obowiązują również i was. Dziwisz się więc, że nawet sprzymierzeni zaczynali dbać o własny interes, gdy wbiliście im tych kilka pinesek w stopę? Jak na ironię, złość na was pozwoliła szybciej zaleczać wewnętrzne animozje. Z kolei wiedza o zbrojeniach i brak reakcji? Racz wybaczyć Panie, lecz pasywność to tylko i wyłącznie wina waszego lenistwa i arogancji. Gdyby wybuchła kolejna wojna, byłoby o tyle ciekawie, że walczącymi byłyby kaleki: jedni bez Baśniowej Krainy, drudzy pozbawieni stolicy i części siły żywej w polu. Czarownicy? Kocioł bałkański na beczce prochu, lecz ta jak wybuchnie, to tylko w ich obrębie. Paradoksalnie, Dziecięta Nocy i Luny miały komfortową sytuację i kto wie czy prędzej nie delektowaliby się widowiskiem, wspólnie czerpiąc samogon z jednego kotła. Podsumowując: skomponowaliście zapisy, których nie potrafiliście egzekwować. To na ile to wyszło na złe czy dobre – to już osobna sprawa. Przecież nikt nie kupi uszkodzonej, tudzież podgniłem w jednym miejscu, pomarańczki.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, a tam akurat to nasze stópki były pierwsze. Dziwiłbyś im się? Bo ja nie, zaś przodownicy w eksperymentach mieli niekoniecznie tylko ludzką naturę - odparła i prawdę mówiąc to mogłaby wręcz sypać godnościami jak z rękawa, chociażby w przypadku pewnych struktur niemieckich i japońskich. Jeżeli sądziłeś, że wszystkie dokumenty popalono – i wbrew historii – żadna kooperacja nie istniała, błąd. Tylko czy warto rozstrząsać tak ponure scenariusze? I nie wolno zapominać, że cierpienie jednych, ratowało innych. Czysto matematycznie, wyszliśmy na plus. I tak, łatwo jej to mówić, wszakże nie znajdowała się w grupie testerów – wtedy śpiewałaby inaczej. Jedyne co różni ją od rasowych hipokrytów, to fakt, że nie miałaby oporów przed wypowiedzeniem tego na głos. Własna wygoda kosztem innych, nie zaprzeczysz, że nigdy cię to nie kusiło – wliczamy przełożenie powyższego na inne sfery.
Pewnie upiłaby więcej napitku, gdyby nie pewien kłopot, skończył się. Zamówiła więc, w trakcie rozmowy, kolejny u kursującego kelnera. W dodatku poprosiła o jakieś zakąski, ze słodkości – bo na te miała ochotę, dla zbalansowania wrażeń z cieczy. Po szybkiej recytacji posiadanego dobra, stanęło na piankach i żelkach. To dwie całkiem pokaźne miseczki, raczył uprzedzić pracownik. Kto wie, może jeśli ładnie poprosisz, Yuu, to Wróżka się z tobą podzieli? To, że dobrała kolejną procentową szklaneczkę, to logiczne.
- Oczywiście, że nie. Znajdujesz się w dość sporym, podziemnym gronie, które raczyłeś poruszyć. Żadnego innego Łowcy nie zauważyłam, a nawet gdyby jakiś był, mógłby przeoczyć czyjeś zniknięcie. Wszakże, w miejscu rozrywek, łatwo jest stracić upatrzoną zdobycz z oczu - rzekła i uśmiechnęła się słodko, zaś jej dłoń przez przypadek musnęła twoją, nim nie powróciła do poprzedniej pozycji, bliżej podłokietnika. Lubiła badać kształt i konsystencję wygodnego siedzenia. Naprawdę nie było powodów do peszenia się, to dobry lokal i zamówienia realizowano szybko. Wręcz w mgnieniu ona, w jej dłoni zalazła się słodka pianeczka, która raczyła się delektować. - Czasem jedyne co może okazać się zbawienne, to kamuflaż w barwach innych niż rodzime. W większości raczymy spoglądać pobieżnie, doszukując się obrazu tkwiącego w naszej jaźni, miast dokładnie przeczesać cały teren - dodała, sięgając po kolejną słodką dobroć. Jednak tym razem wysunęła ją w twoim kierunku. Poczęstujesz się?
 
Yuu

Yuu

24


172 cm


Wait a little bit, just a few more nights..






Yuu
[Cytuj]
Multikonta: Bevin
Niejeden próbował już wyjaśnić pojęcie moralności. Ów próby spisano na grube karty ksiąg, przepisywano, przeredagowywano, wykreślano niepoprawne sformułowania, zastępując innymi o podobnym brzmieniu. Co inteligentniejsi poddali się po tygodniach pracy, odkładając ją na półkę z duszą, sumieniem, dobrem, złem, tolerancją, wiarą wraz z milionem innych pojęć, którymi szafowaliśmy na prawo i lewo, chociaż nijak nie znaliśmy słownikowej definicji. Mógł Ci szepnąć swoją na ucho, bo czemuż nie? Jednak nie spodziewaj się tam głębokich, nieznanych nikomu prawd, odkryć większych, aniżeli tego, iż Ziemia jest w rzeczywistości płaska, szczepionki były jednym wielkim planem globalnego rządu, by sprzedać nas na części obcym, a cholerę wymyślili Żydzi, aby pozbyć się przyszłej konkurencji. Ewentualnie pochyli się nad Twoimi przykładami, odbijając piłeczkę, trzymając odpowiedni ton – tak, mordowaliśmy, kradliśmy i chędożyliśmy się za plecami naszych drugich połówek, poddając ciała i umysły pierwotnym potrzebom żądzy krwi, pieniądza oraz tej błogiemu uczuciu towarzyszącemu każdemu z nas po udanym seksie. Tylko widzisz, na wszystkie te jakże hańbiące niewinne serduszka akty, zaraz znajdzie się ancymonek, co z bezczelnym uśmiechem Ci powie, że.. może to i lepiej, iż to nadal działało w dzisiejszych czasach? Mordując kogoś na krześle elektrycznym, ucinasz pępowinę pasożytowi, odciążając odrobinę podatnika, kładącego ciężkie pieniądze na zakłady karne. Wykradając owoce czyjejś ciężkiej pracy, wymuszasz na ofierze, aby nauczyła się w końcu zamykać drzwi na dwa zamki. Zatapiając się w ciele nieswojej kobiety, przypominałaś sobie wartość wierności – a dokładniej jej braku. W końcu do zdrady trzeba było zawsze dwojga, oczko puszczone tam, warga zagryziona gdzie indziej, „omyłkowo” rozpięta koszula z wystającą koronką ponętnego stanika, gdy akurat wychodziłaś zza rogu. Takich przykładów mogliście mnożyć całą noc, a i tak nie uszczknęlibyście nawet jednego procenta z całej puli. Jednakże czyż nie było to idealną definicją rzekomego konserwatyzmu? Dobrowolna niewola społeczna, uwzględniająca jedyny słuszny pogląd, objawiająca się w szczerej trosce o dobro drugiego – w efekcie odbierając mu prawo do decydowania o własnym losie? Toteż wszystkie nieprzyzwoite zagrania wrzucano do jednego worka, chowano go głęboko na strych i przykrywano starym, przeżartym przez mole dywanem z nadzieją, iż żaden czteroletni szkrab nie wpadnie na pomysł, by pod niego zajrzeć. Tam mogłaś doszukać się kwestii aborcji, poligamii, kolorowej tęczy i ateizmu, a sami wiedzieliście, iż to był wyłącznie czubek góry lodowej.
Drga kącik wargi, oczy chowają się w fałdzie mongolskiej, zdradzając skrywaną euforię. Jakby miałby być złośliwą mendą, to powiedziałby, iż świadomie lub nie, ale właśnie przeskoczyłaś wiele zacnych dam, dumnie wyrażając pragnienie. Łowca nie krył, iż było coś pociągającego w zdobywaniu, podbijaniu, wyszarpywaniu dominacji z rąk, przebijaniu się walcem przez kolejne mury i zaglądaniu w najciemniejsze zakamarki. Jednakże nigdy nie bawił go gwałt na wolnej woli, nie sprawiało mu frajdy wbijanie pinezek w skrzydła motyla do kolejnej strony albumu, ni wyciąganie do tańca na klubowy parkiet, gdy jesteś bardziej kanapowym stworzeniem. To trochę tak jakby masochista zaoferował pacyfiście bicz, bo potrzebuje smagnięcia po nagich barkach. Sam nie ma odwagi, a prosi o coś naruszającego stan ducha drugiego. Toteż szczerzy się ten huncwot, słysząc Twoje chcę. Gdyż właśnie tym jednym prostym przyzwoleniem wyciągałaś go z grona brutali, sadystów, zwyrodnialców i bestii w ludzkiej skórze, pozwalałaś zakraść się pod ciężkie druty, oddzielające stado szumowin od niego samego. Spokojnie – nadal był Ci obcy, a jednak szłoby naiwnie założyć, że widziałaś tę rozmytą różnicę między tym, czego świadkiem były Twoje oczy swego czasu a tym tutaj. Gorzej jeśli wewnętrznie właśnie poszukiwałaś Tarzana, co zgarnie na lianie przy ryku na modłę małp, pozostawiając w samej spódniczce z liści rafii – to wtedy faktycznie błędny adres. Do rycerza również mu było daleko, prędzej do złośliwego barda, czerpiącego z życia pełnymi garściami. Nie znajdziesz tu historii o wyskrzeczanych serenadach ani nie wypatruj na horyzoncie smoka, bo i nie byłaś zamknięta w wieży z długim blond warkoczem. Gdybyście mieli pójść w zabawę pt. dzień szczerości, to by Ci otwarcie powiedział, iż tak naprawdę.. byłaś w idealnym wieku do dyskusji. Nie szargały Tobą młodzieńcze hormony, nie rzucisz się z mostu, gdy zostaniesz porzucona – ot nie ten, to następny się trafi. A jak CI się towarzystwo znudzi, znikniesz jak ów epizodyczna kamfora, nie zaprzątając sobie kimś dalej głowy. Więc tak naprawdę był tu klasyczny przykład podwójnego zabezpieczenia dla obu stron bez groźby wdawania się w jakieś chwiejne emocje.
-A nie takie, które nie zostawia pola do domysłu? – w końcu ile interpretacji znajdziesz w powołanym przez siebie Prawie Hammurabiego? Poprzednik sugeruje przewinienie, następnik Ci podpowie, co się stanie, jak spróbujesz swego szczęścia w zero jedynkowym totku. Wystąp przeciwko Clave, to zostaniesz zepchnięta w cień politycznej areny. Wystaw nos poza wyznaczony rejon, a spodziewaj się jego straty. Jedno tylko zastanawiało – skąd założenie, że chłopak będzie bronił racji łowców do grobowej deski? Czy fakt mieniących się na ciele run oślepiało jakkolwiek na wszystkie wydarzenia dziejące się dookoła? Wyklarujmy sobie jedno: Azjata mógł nie zgadzać się z niskim wyrokiem dla winowajców całego zamieszania, ale również nie szukaj u niego jakiejś empatii wobec wróżek, które jakże ochoczo chwyciły za szeroki spektrum broni i najcięższych zaklęć. Uniosły się dumą i obietnicą ściągnięcia Aniołów pod obcas? Wówczas napotkały nieprzenikniony mur równej buty, stawiający beznamiętny opór. Czyż nie wtedy nastąpiły oblodzenia wszystkich relacji, a niegdyś mocne traktaty handlowe zostały bezpowrotnie przerwane? I choć zgrabnie próbujesz przerzucić ciężar odpowiedzialności na łowców, to pozwól, że chłopak zrobi kroczek w bok, by z góry poobserwować stertę rzekomych win. Zimny Pokój został nadpisany, nowe Porozumienia weszły do gry, dumnie wszystkie rasy „podniosły się z klęczek”, z trzaskiem zamykając za sobą drzwi Sal Obrad. Teraz powiedz mi, mój Koalku Ciamciakowy, jak na tym wszystkie głowy wyszły? Wilki w rozsypce, wampiry szukały własnych kłów w starych grobowcach, wróżki straciły dom, czarownicy biegali jak kurczaki bez głowy. Gdzież te dumne rasy sprzed dwóch lat mówiące srogie „basta” rzekomym tyranom? I dlaczego ów sadyści pojawiali się tu i ówdzie skoro jedyne co nieśli to rasizm oraz skrajną tendencję do mylenia kolejności wlewania przy łączeniu kwasu z wodą?
-Dziwiłbym się, gdybym nie był uczniem mojego nauczyciela. – hipokryzji tu Panie leje się dostatek, na cóż dodawać kolejne warstwy lukru na zepsuty biszkopt? Chciał lub nie, Shizuń-sensei bawił się w niejednych jelitach, bo w końcu to Podziemni stanowili najlepszy materiał badawczy, a to również było za niemym przyzwoleniem Clave. A skoro mieli potwora w głębi instytutu, to czemóż inni nie mogli zabłąkać się na ziemie Kwitnącej Sakury , do jaskiń chińskich rewolucjonistów lub przybrać wysokich butów oficerskich z pagonami NKWD? Czasem chciałoby się powiedzieć, iż znało się wszystkie monstra, ale im dłużej żył, tym bardziej zdawał sobie sprawę, jak bardzo nieraz się mylił.
Dzwonek na ringu niesie się, przynosząc przerwę. Czy zdziwisz się, jeśli dostrzeżesz zmarszczenie nosa i wydęcie warg? Dąsał się niczym maluch, bo nie ważyłby się wnieść swoich słodyczy na teren pubu, a sam nie pomyślał, że dostanie tego typu łakocie do alkoholu. Toteż zazdrościł niczym dziecko nowej zabawki rówieśnika.
-Biedni Ci Łowcy, tacy niewinni i skazani na los krwiożerczych Podziemnych. Na pewno rodzina uroni łezkę czy dwie w żałobie. – zdobycze mają to do siebie, że lubią podgryzać drapieżnikom ogonki, a ponoć jego zwierzęcy opiekun był największą zmorą z nich wszystkich. W końcu co nie zrobisz, to i tak to cholerstwo wróci nękać, usadzając się na żerdzi jak gdyby nigdy nic. Zaczepiony przekrzywia odrobinę głowę, skonfundowany. Wabiłaś, droczyłaś się, a może zaczynałaś kolejną partię długofalowych szachów? Racz mu wybaczyć, że na chwilę zawiesił się, wpatrując w dwukolorową piankę niknącą w słodkim wnętrzu warg. A jednak sprowadza się na ziemię, kręcąc głową, pozwalając, by szare kosmyki na chwilę przysłoniły ciekawskie źrenice.
-Na kamuflaż jest z lekka za późno i również nie widzę powodu, dla którego miałbym kryć, kim jestem. Prędzej podwinę rękawy, aniżeli nałożę kurtkę. – uniesiona brew, nieme wyzwanie przerwane smakiem pokoju. A jednak zamiast chwycić słodycz, łapie za dłoń.
-Yuu. – prosty, mocny uścisk, szybko przerwany, by móc zakosztować w końcu pianki. Toż brat zakazywał brania cukierków wyłącznie od obcych, nie?

Fight so dirty, but you love so sweet
Talk so pretty, but your heart got teeth
Late night devil, put your hands on me
And never, never, never ever let go
Lycande
[Usunięty]
Lycande
[Usunięty]
[Cytuj]
Wiesz czym różni się Tarzan od małpy? Kwestia seksualności tych drugich nie budzi ani wątpliwości ani niesmaku. Widzisz, życie nie jest baśnią i ten scenariusz – nawet jeśli pozostawimy człowieka wychowanego przez te zwierzątka – nie miałby racji bytu. Kto z kim przystaje, takim się staje, minęłyby długie miesiące, jeśli nie lata – co by biedaka ucywilizować. Więc chwila w której zostałaby porwana? To nic więcej jak starcie światu nowoczesnego z naturalnym, dwa podobne byty z odmiennego środowiska. W idealnym wieku na dyskusję o tym, przechodząc do rycerza w złotej zbroi i pozostawiając pół-pawiana? Gdyby wiek faktycznie decydował o rozsądku i niedaniu hormonami i własną często gówniarską butnością – długowieczni byliby zdecydowanie wyżej w łańcuchu pokarmowym. To niestety tak nie działało: znajdziesz tysiącletnią wróżkę która focha się jak nastolatka, proporcjonalnie leciwą wiedźmę której humorki przebijają rozpuszczonego bachora z klasy nieco powyżej średniej, a także małomównego już-nie-gimnazjalistę, który zaskoczy cię zdroworozsądkowym podejściem do rzeczywistości. Paradoksalnie, nawet wśród krócej żyjących, zwykła logika może przyjść szybko. To, że czasem to rozbija się o brak wiedzy – nic czego nie da się nadrobić, aż tak wiele od młodych nie wymagajmy.
Ponoć wyobraźnia to piękna rzecz, szczególnie gdy natrafisz na kogoś myślącego twoimi kategoriami i mającego tendencję do przekładania tekstu na obrazy. Huncwocie, oboje znamy pewną stalkerkę, która często składa reklamację, ze względu na akapit. A jak jest z tobą? Gdyż chcę tej Faerie można bardzo łatwo rozrysować. Widzisz ją, chłodną i wyrachowaną, choć co jakiś czas przełamującą ten obraz i zaskakującą drobnym, pozornie niewinnymi gestami. Spotykasz ją raz, drugi trzeci – aż w końcu niewinna otoczka barowa zamienia się w pole bitwy. Kto jest po drugiej stronie? Może Kohorta? Zbłąkane demony? Ludzcy fanatycy albo inne przeszkody, które trzeba usunąć lub ratować własny żywot. Prawdę mówiąc, te detale nie mają znaczenia – tak samo jak sam wygląd zmagań. Ważne jest następstwo, gdy jedno ciągnie drugiego do punktu medycznego, nawet jeśli samo jest podziurawione i krwawi. To odbywa się w ciszy, zaś otoczka emocjonalna rozpoczyna się i kończy na początku i końcu tej drogi, w chwili gdy spojrzenia faktycznie mogą się przeciąć. Później nie ma niczego, cisza, doktor robi swoje oraz czas leczy rany. Dopiero gdy stan pacjentów ulega poprawie, dochodzi do kolejnego spotkania… Nie, moi drodzy, to jeszcze nie jest ta chwila. Znajomość zostanie dokonana rewizji gdy opadną kurze bitwy. Dopiero na tym spotkaniu ubiegnie cię i opróżni własne szkło szybciej, następnie wstanie i bez słowa podejdzie do ciebie. Następuje krótki pojedynek spojrzeń, jej milczenie przeciwko twemu zakłopotaniu – o co może chodzić? I wtedy zasiada na twych kolanach, odpina kolejne guziczki własnej koszuli i delikatnie wypina pierś do przodu. Masz chwilę do nacieszenia się widokiem jej ciała, nadal przysłanianego przez stanik, gdyż zaraz wpije się swymi ustami w twoje. Wiesz czym to różni się od zwykłego wyrwania laski lub faceta w barze? Przejściami, tą specyficzną więzią z towarzyszem/ką broni, drobnostką sprawiającą, że ta w gruncie rzeczy nieznajoma dusza nie jest ci aż tak obojętna. Zaś co następuje dalej, tego nie wiedzą nawet Cisi Bracia – dlatego ograniczmy się do jednego z wariantów. Ona szturmuje, ty kontratakujesz – walczysz w jej ustach, z językiem, smakujesz – z kolei ręce zaczynają błądzić po ciele, łapczywie wkradając się w skrywane zakamarki. To obiad, kolacja i deser – gdy jedno z was ląduje pod ścianą, a kolejne partie ubrań na ziemi. Nim zdołasz się zorientować, jedno ciało z drugim jest już daleko za grą wstępną i teraz intensywnie oddziałuje – przez co nawet gdybyś chciał to i tak się nie wycofasz. Na refleksję przyjdzie czas dopiero gdy padniecie wycieńczeni i spojrzycie na kolejne pobojowisko – połamane krzesło, zbite lustro, zawartość stołu walająca się po okolicy oraz parę obtarć i malinek na waszych ciałach. To jest chwila w której ścieżki idą w różne kierunku, z uwzględnieniem: one night stand, friends with benefits, romance or something more. To nic więcej jak punkt wyjścia, tudzież koniec historii, zależnie od smaku odczuwalnego na językach. Bez żalu, gdyby ta książeczka okazała się cieniutka, wszakże i te są w stanie zaspokoić czytelnika. Tu nie chodzi o elokwencję, sprawność palców i języka, czy inne powierzchowne detale – a o zaufanie, świadomość krytych pleców, coś na wzór braterstwa; uznania siebie za równorzędnych partnerów. Lepszego wyobrażenia cudzego chcę, tego ze sfer jedynych fantazji, o ile je miała, nie znajdziesz.
- Zależy od natury beneficjenta - rzekła cichutko, wręcz wyszeptała, niczym jad który sączył się do dyskretnie zadanej rany. Łowcy reprezentowali porządek, twardy, jasny i klarowny w swej naturze: zrobisz X, oberwiesz Y. To proste i zaufaj jej, często ceniła takie podejście – w przypadku mniej podziemnych rozrywek wręcz preferowała. Niemniej… była Wróżką, Faerie, niezdolną do kłamstwa i zmuszoną do manipulacji prawdą. Dlatego musiała umieć oderwać się od rutyny, i gdy zajdzie potrzeba, wydobywać z siebie to co tkwi w wielu baśniach; jeśli nie dla siebie to dla dobra rasy. Odpowiednik patriotyzmu? Powiedzmy, bo to właśnie ono nakazuje mówić tak aby przynieść chwałę swemu stronnictwu, a jeśli to jest niemożliwe, to jak najmocniej zanegować własne winy. Czyż nie to właśnie robimy w tej chwili? Oczywiście, teraz mamy przywilej krytyki własnej strony, wytykania błędów i niedoskonałości – lecz czy wyłożylibyśmy to na dialog? Niektórym mogłoby się to nie spodobać, zaś efektem byłaby co najmniej reprymenda. Powiadają, nie sraj do własnego gniazda, nawet jeśli już broczysz po kolana w gównie – idąc do innych racz umyć nogi i przebrać się w coś czystego, udawaj że wszystko gra. Racz jednak pamiętać o jednym, skoro wyliczasz upadki innych ras – wspomnij o upadku Alicante i reaktywacji Kohorty, dzieła Nefilim. To zaskakujące, że jak mieć przejebane, to kolektywnie.
Nie odezwała się, nie wnikała o jakim nauczycielu mowa – jedynie skrzętnie kopnęła walizeczkę co by nie kusiła – metaforycznie. To fascynujące, że wszyscy mamy swoje brudne sekreciki, choć zawsze uznamy się za tą porządną stronę i znajdziemy co najmniej dziesięć usprawiedliwień nawet na największą podłość. Choć nie, może lepiej już tego nie poruszajmy – po tylu latach Lycande zaczęła powątpiewać w niewinność nawet i dzieci. Oglądaliście może Silent Hill lub Case 39? Plot twist, czasem te młode kreaturki same wabią znudzonego czarta do siebie, zaś ich nieskalana ograniczeniami wyobraźnia i go potrafi zaskoczyć. Niemniej, to byłby jeszcze dziwniejszy wywód, więc ukryjmy go pod pewnym gestem – skoro rodzina uroniłaby łezkę, to podała ci chusteczkę. Yuu, przecież nie byłeś samotny, miałeś rodzinę, niespełnioną narzeczoną, ukochaną broń i równie psotliwego i perwersyjnego brata. Aż chciałoby się zaszczekać, nie? Pozornie drętwy gest, mogący wynikać z niezrozumienia przekazu? Nie, to ma drugie dno – gdyż utrata części z wymienionych istot lub rzeczy byłaby dotkliwa…
- Taki młody, taki narwany… Wpierw wybadaj nastrój, szukaj okazji do napuszczenia jednego narwańca na drugiego, mąć tak jak próbowałeś dotychczas. Atakuj dopiero wtedy, gdy sytuacji i napięcia nie da się już rozładować. Podwijasz rękaw, oni szepczą zaklęcia lub wyciągają noże – zamiast sugerować starcie, od razu uderz w gardło lub splot słoneczny. Element zaskoczenia – rzekła, niczym wykładowczyni na uniwersytecie, omawiająca teorię spuszczania wpierdolu. Nie martw się, przechodziła przez to, prężyła muskuły miast uderzać gdy miała sposobność do doboru celu i punktu w który walnie – na dobre to nie wychodziło. Kozacz wcześniej, dostań w mordę, dasz dodatkowy powód do poniżenia. Przejmij inicjatywę, spuść wpierdol, zapamiętają to jeszcze bardziej i pomyślą przed ponownym fiknięciem. Tak przynajmniej działało to wobec przeciętnych, tudzież ułomnych zjadaczy zwykłego i magicznego chleba. Pozwól, że zademonstruje to w praktyce. Chwyciła cię za dłoń i przyciągnęła bliżej – nie zaprzeczysz, iż siłę miała dostateczną. Bez obaw, sama również raczyła się unieść, tak więc z fotela nie wylecisz. Znalazła się szybko przy twoim uszku, do którego wyszeptała:
- Wróżka - urocze, prawda? Na równie z tym, że raczyła je lekko przygryźć i ledwie musnąć językiem, od razu wycofując się do poprzedniej pozy. To nic więcej działanie Faerie w pigułce. Więc śmiało, skosztuj pianki, niechaj ten gest da ci chwilę na opracowanie dalszej strategii. Tym samym – zjadasz ją na przekór bratu – nadal jest ci obca. To zostaje skorygowane dopiero po zaistnieniu tego grzechu śmiertelnego, choć bądźmy szczerzy, Sora nie byłby zły i zapewne podjąłby jej grę w sposób prowadzący ich na zaplecze. - Lycande - wypowiedziała w końcu to słówko, równie prosto co ty uścisnąłeś wcześniej jej dłoń.
 
Yuu

Yuu

24


172 cm


Wait a little bit, just a few more nights..






Yuu
[Cytuj]
Multikonta: Bevin
Wybacz chaos myśli, ale dzięki Twoim spostrzeżeniom, nasunął się jeden niepewny wniosek — popraw go, jeśli się myli. Wychodziłoby na to, że to, co czyniło nas dumnymi zwycięzcami łańcucha pokarmowego, nie sprowadzało się do prostej proporcji wieku, wiedzy skradzionej z setek tomów ksiąg, ani najlepszych genów, jakie mogłaby Ci natura sprezentować. Z tych pseudointeligenckich, nader ciężkich wywodów oraz rozkmin wychodziło, iż tak naprawdę pierwsze skrzypce wiodła ów otwartość, odwaga, by móc spojrzeć za ramię na nieszczęsny poorany dziurami asfalt, wdać się w dyskusję, nawet jeśli rezultaty mogły zachwiać betonowe fundamenty. W końcu czy mówiąc nieskromnie, dyskutowałabyś równie swobodnie z pewną siedemsetletnią wróżką zainteresowaną wyłącznie kiepskiej jakości seksem oraz mdłym romansem?
Wyobraźnia była iście potężnym narzędziem. Pozwalała usłyszeć ryk Tarzana, poczuć gniew smoka na spalonych kosmykach lub sprawić, iż zakołyszesz się na zajmowanej pufie, będziesz poprawiać się raz, drugi, ósmy i nadal.. nie znajdziesz tej jednej wygodnej pozycji. Podobno tragedią świata byli ci, którzy ów inwencji nie posiadali — błąd. Niewątpliwie pełzali po tym globie bez unormowanego kształtu, trochę niczym plastelina dopasowywali się do wymaganych norm. Choć ich życie było szare oraz ponure, wysnuwane grubymi nićmi depresji, tak obchodzili problem braku kolorów na swój własny, jakże nudny w odbiorze sposób. Jednakże ci, którzy przesadzili z nauką doszukiwania się najnowszych wyścigówek pośród białych obłoczków płynących spokojnie po letnim niebie.. mieli nie lada problem. Gdyż tego przycisku nie szło już wyłączyć, on pozostawał wbudowany w niegdyś niewinne istnienie, toteż Huncwot chyli w zażenowaniu na chwilę głowę — nijak nie różnił się od pewnej peszącej się uroczo niewiasty, ot wyłapuje smaczki skierowane wybitnie w jego gusta.
Spija z fascynacją rozrysowaną idyllę, mruży oczy na te przypadkowo-celowe spotkania, zagryza wargę na czarną wizję nieuchronnego pola walki. Toż to nie powinno stanowić kłopotu, oboje byliście wyuczeni, aby unieść oręż, pozwolić, aby stal zaśpiewała swą melodię. Wówczas ciała nie mówiły nic — ot szły płynnie, wirując w morderczym tańcu narzuconym przez głowy ras. A jednak.. jak dziwne będzie, jeśli zdradzimy Ci prawdę o tym dyskomforcie, czystej niechęci, aby wciąż na nowo powtarzać stare scenariusze? Chciałoby się wierzyć, iż do tego czasu porządnie wyszkoli się w medycynie, odzyska ścięte z narodzinami skrzydła, uniemożliwiając, aby na pucasowym policzku zabłysła choćby jedna blizna. A jednak wiara nigdy nie szła w parze z realizmem, a fanatyzm nie nadstawiał ucha dla dyplomacji. Toteż rozwija się ten niewybredny obrazek, dodający kolejne szczególiki, pozostawiający pod paznokciami ślad kobiecej skóry. Toż nie od dziś było wiadomo, iż do seksu wiele nie potrzeba było. Podjudź jedną z emocji wyższych taką jak gniew, strach, euforię, podniecenie, źle umieszczoną troskę, a ciało odwróci się ku najbardziej prozaicznej formie spuszczenia pary. Zaciska niewinne stworzenie uda w desperacji, odganiając widok spod zmęczonych powiek.
I widzisz.. to właśnie ta refleksja sprawia, iż cofał się w panice kilka kroków, kręci głową, próbuje zetrzeć z warg zakazany smak. Mięśnie na nowo spięłyby się przy nakładaniu koszulki na nagie barki, topiąc się w kotle wstrętu na widok przelewającej się przez palce damskiej bielizny. Tej emocji obawiał się jak żadnej innej — groziła konsekwencjami, zobowiązaniami, nauką bzdurnych kłamstw wraz z umiejętnym odsłanianiem słabych, nic nieznaczących kart. Nawet najprostszy w tym układzie jednorazowy namiętny numerek wymagał prostych danych, jak chociażby uchylenia rąbka tajemnicy co do prawdziwego imienia, które jakże chętnie spiłby z czyiś warg w chwili szczytowania. To taki paradoks, zapewne znany z Twoich własnych doświadczeń. Natomiast ów "something more" wymagałoby szczerości, spalenia zielonego gaju fałszu, podarowania komuś ciężarów, zamkniętych w krawędziach kolorowego tuszu. Powiedz grzeszna Syrenko, iluż szczęśliwców obdarzyłaś wiedzą o swym faerycznym imieniu? Czy takie chcę również wpisywało się w pierwotny zamysł?
-W idealnym społeczeństwie beneficjentem jest naród, nie .. klasa zawodowa. - z uporem osła będzie wracał do idei pomarańczy, na którą składały się wszystkie rezydujące rasy. Prawo, na które buntowały się słodkie cząstki, spajało ich wspólnie w grubej skórce, według wszelkich danych pierwotnie miało ono na celu ochronę oraz zapewnienie balansu, aby żadnej z ras nie wpadło go głowy nadużycie autorytetu. Jak wyszło? To chyba wiemy.. niestety wszyscy. Na zraniony szept odpowiada rzekoma anielska łagodność podbita pasemkami buty. Nie sraj do własnego gniazda, nie wtykaj kija w mrowisko, uważaj, gdy zasiadasz pośród żmij. Wszystkie rady praktyczne, umożliwiające zachowanie głowy na karku. Jednakże czyż nie w ten sposób pojawił się słodki problem przenoszenia delikwentów z parafii na parafię, licząc, iż sprawa ucichnie sama? Metaforycznie mówiąc, chłopak brał megafon, drąc jadaczkę ile tylko się dało, toż Łowcy święci nie byli, ale również nie zasługiwali na obraz demonów spod łóżka całego Podziemia.
Pamiętasz, jak wspomniał, iż nigdy nie jest sam? On nie miał wówczas na myśli anielskich braci i sióstr lub ewentualnych prywatnych sojuszników, których dziergał z mozołem każdego dnia. Pocieszałaś go w tragedii, której nigdy nie zaznał. Tak jak mówisz — w żyłach płynęła krew współdzielona z istotami na dalekim półwyspie, gdzie zaczynało się święto Hanami, z narzeczoną podzielał twarde zasady azjatyckich rodów wraz z prostymi przyjemnościami, które tylko oni znali. Na skroni posiadał ślad brata, na barku zęby przyjaciółki. U boku spoczywała bliska sercu broń. Jak wielkim narcyzem byłby, gdyby nie dostrzegał tych drobnych kamyczków, trzymających go w całości niczym figurkę za pancernym szkłem? Unosi chusteczkę do suchych oczu, skrywając uśmiech za delikatnym materiałem. Los mógł wyciągnąć po niego nie raz i nie dwa rękę, ale hey — właśnie zdobył ślad kolejnej osoby, który pozostanie z nim do końca jego dni, czyż nie? Podobno w zamian powinien oddać Ci coś swojego, co pokryje stratę. Powiedz, czego Ty pragnęłaś?
-Ewentualnie rozpylę kiedyś chloroform po całym pomieszczeniu, by później narysować na twarzach wszystkich dostojników niewybredne wzorki. - odparł beztrosko, odmawiając zabawy w taktyki bojowe. Czyż ów wpierdolem nie potwierdzi tym łosiom ich szurniętych opinii na temat zabijactwa i nieodpowiedzialności łowców? Nie taki był tu cel, większą przyjemność znajdywał w tej dyskusji, wymianie poglądów, wyłapania smaczków, nauki mimiki, może odkrycie kilku doświadczeń, zmieniających koryto tego małego strumyka. Jak będzie trzeba to i z glewią zanuci melodię spod Zbaraża, tu? Tykał kijem w ul, z ciekawością obserwując bzyczące, rozzłoszczone osy. Jedynie nie spodziewał się, iż koło ucha zabłąka się jeden z królewskich wiekowych hetmanów. Gwałtowny wdech, drgnięcie, a dziwna iskra popędziła od ucha przez żuchwę, by zniknąć gdzieś u dolnych partii kręgosłupa. Minęło ledwie kilka sekund, by w końcu śmiech wydarł się na powierzchnię, dając ujście rozbawieniu. Ramiona zadrżały, głowa opada na wygodne oparcie. Ogrywałaś go jak małe kocię, a co śmieszniejsze jemu to nie przeszkadzało ani trochę — ot może odrobinę ego uszczknęłaś, nic ponadto. Pianka rozpuszcza się, dostarczając kolejnych endorfin, jednocześnie tworząc dziwne połączenie z goryczą kończącego się drinka.
-Imię.. niespotykane. Chociaż również w naturze nie spotykało się połączenia kobry z siłą niedźwiedzia. - a niech ma, wplecie nieśmiały komplement — najwyżej zostanie opacznie zrozumiany, a chłopak raczy się dowiedzieć, co ów Wróżka degustowała na gardle w ostatnim czasie.

Fight so dirty, but you love so sweet
Talk so pretty, but your heart got teeth
Late night devil, put your hands on me
And never, never, never ever let go
Lycande
[Usunięty]
Lycande
[Usunięty]
[Cytuj]
I tak i nie, chciałaby rzecz przemiła Wróżka, idąc za mądrościami rabinów. Swoją drogą, wiedziałeś iż ci, którzy są tak często i ochoczo cytowani, byli faktycznymi Faerie? Zweryfikuj te poglądy ze specyfiką rasy, wnioski będą interesujące. Niemniej wróćmy do naglącej kwestii, którą raczyłeś poszerzyć. Czym jest odwaga? Najprędzej zostanie zdefiniowana jako: zrobienie czegoś grożącego utratą życia, byle dokopać wrogowi i poprawić sytuację własnego stronnictwa. Powiedzmy, gdyby Paulus próbował wyrwać się od razu z okrążenia pod Stalingradem – wbrew rozkazom Fuhrera – to byłaby, na swój sposób, odwaga. Kwestia tego, czy byłby w stanie, to inna sprawa – gdyż liczby w mięsie i stali były po stronie Sowietów. Drugi przykład, zdjęcie kota z drzewa, jako gówniarz – co z tego, że ryzykowało się połamaniem kręgosłupa, bo ilość szekli w wspinaczce jest równa tej przeciętnej w teorii magii? I wreszcie trzeci model, japoński kamikaze, rozbijający się o okręt – a przynajmniej dzielnie próbujący. Brawura, głupota i bezsens? Tak. Odwaga? Również, zależnie od punktu widzenia. Tylko, czy faktycznie zawsze musi tak wyglądać? Można do tego podejść inaczej, chociażby przez wpadkę. Seks jest zajebisty, nie zaprzeczysz, lecz czasem dochodzi do niechcianego zapłodnienia i przychodzi zmierzyć się z konsekwencją zabawy: donosić i wychować albo usunąć? Zaś w przypadku faceta i pierwszego wariantu, spierdzielić czy też nie? I pomińmy przy tym charaktery, to temat rzeka – tylko doprawmy to tym, gówniak w młodym wieku, jako Przyziemny gorzej sytuowany. Jeszcze jedno podejście, spróbuj zaszczekać komuś z dynastii Kimów, jako przeciętny obywatel Korei Północnej, tudzież publicznie podważ bezpieczeństwo radzieckich reaktorów RBMK – bo zbudowano je po kosztach i przycisk bezpieczeństwa potrafi zrobić za zapalnik do kaboom. Powiedz mi, jak niewielu nie lękałoby się łagrów i wyrafinowanych tortur w obozie pracy, bez szansy na ucieczkę i wyjście żywym?
Otwartości nie raczymy poruszać, dlatego przejdziemy do tego co rzekomo sama napomknęła, doświadczenia wynikającego z wieku i wiedzy. Na początek, czyż nie stąd rodził się konserwatyzm? Z przeświadczenia, iż większa wiedza w jakimś obszarze, daje ci prawo do decydowania o wszystkim? Wkucie na blachę szeregu zapisków miałoby uczynić kompetentnym? Gdyby to tylko tak działało. Widzisz, Yuu, jest różnica między mądrością i inteligencją. Tę pierwszą rzecz można nabyć, mniejszym lub większym nakładem czasu, lecz w końcu łeb opanuje to co ma. Z kolei możliwość zastosowania tego, na drodze pomyślunku niezawartego w żadnym tomie, to co innego. Osobiście Wróżka wolałaby uchodzić za inteligentną – wiedza przyszłaby sama, i to prościej z racji lepszych metod edukacyjnych. A teraz spójrz na długowiecznych, choćby i koronny przykład, tak ubóstwianą przez pewnego taktyka, Królową. Miała w zasadzie wszystko: bogactwo, szacunek i lojalność większości podwładnych, wiedzę i wiek, piękno własnego ciała i wszelakie kobiece atrybuty zawracające większości w głowie – a jednak w całej swej mądrości, zakochała się niczym szczeniak w nie tym co trzeba i poszła za nim w inferno – które gdyby dopięło swego, kopnęłoby w zad ją i cały Dwór. Znęcać się dalej? Iluż to leciwych Czarowników kopało sobie groby, dążąc do tzw. potęgi? Na pytanie, czego chcą i jakie są tego limity, odpowiadali: wszystkiego i brak. Jama ustna ma ograniczoną pojemność, a niektóre pokarmy są trujące; to tak jakby połknąć rozdymkę i dziwić się, że zrobiła poof w brzuszku. Bo ilu było starszych od Cezara czy Oktawiana, a byli niczym więcej jak burczącym tłem dla ich działalności?
Do czego zmierza? Prostej rzeczy: liczba lat, przewertowanych kartek, szekli na koncie i innych tego typu dupereli nie sprawi, iż głupiec zacznie posługiwać się mózgiem. Na szczycie łańcucha pokarmowego jest ten, który wie jak tam dotrzeć i utrzymać się, pomimo rzekomego braku jakichkolwiek środków dla tego przedsięwzięcia. Pewien Lannister raczył mawiać, sparafrazuj to pod tę rozprawkę: any man who must say i am the king is no true king.
Czy wiesz, czym jest wyobraźnia? To narzędzie które gwarantowało ci przećwiczenie scenariuszy i argumentacji, dzięki którym konfrontacja byłaby wygrana. Niestety, najczęściej działa po fakcie i z dala od rozmówców, w efekcie końcowym marnując czas i odwlekając kontratak. Ponoć trzeba kuć żelazo póki gorące, zaś powyższe sprawia, że kowal zastanie materiał zimny niczym serce pewnego Koreańczyka – w wyłącznie jego tygrysim mniemaniu. Poza tym, mamy do czynienia z odskocznią od rzeczywistości – nawet jeśli gnębieni za życia – to w najbardziej prywatnych momentach, sięgamy chmur, a nawet gwiazd! Cóż byś wolał, słuchać jakim to śmieciem i nieudacznikiem jesteś, czy odlecieć do krainy marzeń na ten czas i mieć otoczenie w dupie? I wreszcie, najniebezpieczniejsza część, zależna od toku rozumowania – a gdyby wcielić mrzonki w życie? Pewien akwarelista pragnął oczyścić świat z tzw. zarazy – ilu straciło przez to życie? Lecz nie miał korony, inni łudzili się, iż komunizm zadziała. Bilans ofiar? Znacznie większy, nawet jeśli liczyć ZSRR i Chiny oddzielnie. Krocząc dalej tą ścieżką, mnogość przeprowadzonych eksperymentów, bo coś się ubzdurało, jest zatrważająca – zarówno z perspektywy Przyziemnej jak i Podziemnej. A ty, jak postrzegałeś to narzędzie; rozkosz czy ambicja?
Doprawdy tak sądzisz, uznajesz seks za najbardziej prozaiczną metodę spuszczenia pary? Niby fakt, prowadzi do różnorakich doznań pobocznych. Jeżeli brakuje ci ciepła, wręcz przytulisz się do ciała kochanka/ki, spleciesz swój język z nim, zasypiesz pocałunkami usta i inne części ciała, zaczniesz delektować każdą sekundą spędzoną razem i kolejnymi fragmentami zagłębiającymi się w drugie jestestwo. Można wręcz rzec, niemalże związkowe zbliżenie, a przynajmniej tak by to wyglądało z zewnątrz. Ileż słodyczy to pokrywało? Z drugiej strony mamy przecież agresję, dominację i pożądanie. Złap za włosy, wsuń intymną część do ust, pracuj dopóki nie nastąpi finał. Chwyć mocno, dopóki skóra nie ulegnie zaczerwienieniu, pchnij na ścianę i wpij się mocno w duszę – uczyń ją własną, zerżnij bez litości – walcz o prawo powiedzenia, to ja cię przeleciałem/am. Obie wizje są piękne, tudzież odcienie szarości które im towarzyszyły, lecz czy faktycznie to jedyne sposoby? Równie dobrze ulgę można dostrzec w uchodzącym życiu. Śmiało, chwyć za nóż i wbij go w bebechy nieznajomego – patrz jak próbuje coś powiedzieć, gdy pytający wzrok miesza się z bólem i strachem przed tym co nieuniknione. Delektuj się oczkami, które powoli zamyka. Tudzież chwyć za gardziel, duś, napawaj się utratą blasku niegdyś świetlistych ocząt – znajdź ukochaną, sadystyczną niszę i eksploruj do woli. Jest też i inna droga, zrób swoje i odejdź, powróć do domu i: przyszykuj kakałko, siądź przed kominkiem, kocyk na nogi i tyłek na pufę – i sięgnij po ukochaną książkę. Masz wolne, ta rzeczywistość chwilowo nie ma niczego więcej do zaoferowania, dlatego wkrocz do innych, lepszych światów…
Wszyscy grzeszymy, nawet jeśli dopiero co się narodziliśmy. Jak wielu obdarowała swym prawdziwym imieniem? Domyśl się i zadaj lepsze pytanie, jak często przedstawiała się jako Lycande – w kontekście Przyziemnych? I tak zwracała na siebie uwagę, nie zaprzeczysz, jej kobiecość mieszała się z ucieleśnieniem brutalności; wzrost i stopień wyćwiczenia. Więc przełóż obraz wojowniczki na względy praktyczne, dlaczego miałaby zdradzać swój najsłabszy, rasowy punkt? Ten zlepek liter dałby drugiemu jestestwu władzę nad jej życiem, tudzież osobie trzeciej, która pozyskałaby w ten czy inny sposób tę informację. Równie dobrze mogłaby palnąć w głowę z czegoś o większym kalibrze, gdyż ten dobierający się do prawdziwego imienia Faerie nigdy nie miał dobrych zamiarów – a konsekwencje tego do czego byłaby zmuszona, równałyby się stryczkowi. Nie ma przy tym rozdziału na sądownictwo osób trzecich i własnej duszy, ta wszystkiego zdzierżyć nie mogła.
Sądzisz, że nie wie, czym jest something more? Widziała to nie raz, czytała o tym, wręcz pobierała próbkę z nie do końca cudzych ust. To nic więcej jak pozornie błogi stan, bezpieczna ostoja i zarazem słaby punkt – ten który nie mógł istnieć dla tych mających militarne aspiracje. Jeżeli masz do wyboru, zwyciężyć i ocalić lud przez jarzmem najeźdźcy – lecz utracić przez to miłość swojego życia – jak wielu wymieniłoby jedną duszę za setki tysięcy? Odpowiem, takich jegomości jest zdecydowanie za dużo. Dlatego nie ryzykowała, wolała nawet nie zadowolić się cielesną namiastką, co kompletnie zastąpić to innymi sposobami na rozluźnienie. Umiesz liczyć? Licz na siebie. To, że tego nauczyła się w domu, to inna sprawa.
- Nie ma idealnego społeczeństwa i wpierw zawsze beneficjentem jest władza. Od ogólnego rozwoju, ograniczeń w zapiskach i umowy społecznej zależy, jak sytuowana jest reszta - tak było, jest i będzie. Kto miał najwięcej? Król i magnateria, niezależnie od formy. Owszem, zdarzały się wybitniejsze jednostki, chociażby kupcy urwani z żydowskiego rdzenia i pływający w złocie, lecz było to stosunkowo rzadkie – a i często ci lądowali w ten czy inny sposób, w gronie tzw. śmietanki towarzyskiej. Zjadacze chleba? Większość obecnych powinna się cieszyć, że to nie jest średniowiecze – mieliby przejebane i płacz na kanapie i przed tv nie były im dany – te dobra proszę analogicznie przełożyć na dawne czasy. Zaś pomarańczka? To polityka, obecna wśród ludzi, użytkowana przez Podziemie. Stosowane wśród nas sztuczki są albo bezczelną kalką, albo analogią – parafie, tajne załączniki do traktatów itp.
Mówisz, że nie jesteś sam – a to ciekawe. Powiedz mi, co zrobiliby wyliczeni przez ciebie bliscy, gdyby bywalcy postanowili zrobić ci z dupy wydmuszkę? Nie usłyszałbyś wycia braciszka i jego wpadnięcia niczym w filmie akcji. Z podziemi nie wyrosłaby Jia, zaraz dźgając niemilców swym dedykowanym badylem. O reszcie rodziny zapomnij, nikt cię nie usłyszy, podobnie jak przyjaciele znajdujący się co najmniej kilometry stąd. Zostałbyś statystyką i powodem do podjęcia śledztwa w sprawie zaginięcia kolejnego Nocnego Łowcy – może nawet wylądowałbyś na koncie Kohorty, jeśli dobrze się zmówić? Nie, Yuu, siła więzi z nimi nie miała teraz żadnej faktycznej mocy – nie kiedy pozostawali poza zasięgiem i krzykiem twej rozpaczy. Zaś czego chciała ona? Wielu rzeczy. Niczego. Przykro mi, na pewne niewypowiedziane pytania, odpowiedź będzie równie niewystępująca. Może statusu szermierza nr 1? Pozycji w świecie Wróżek? Albo czyiś ust na swojej gardzieli i innej części ciała, głęboko w sobie? Tudzież, kurwa mać Martin grubasie, wydania pozostałych książek spod szyldu Pieśni Lodu i Ognia?
- Piękna wizja, gdyby nie to, że dwie rasy zareagują natychmiast i nie przesiąkną nim wystarczająco, zaś źródło szybko zidentyfikują i byłoby niemiło… odparła jakże uroczo i nawet raczyła się lekko uśmiechnąć – numer z kutasami zawsze w cenie. Prawdę mówiąc, zaproponowałaby jeszcze naprawdę trudno zmywalny marker, tudzież coś w jego podobie. Pół biedy gdyby zmyli hieroglify jeszcze w lokalu, lecz będąc zmuszonym do marszu wstydu przez całe miasto? To ci dopiero kawał! I nie martw się, nie ogrywała cię, a przynajmniej tak tego nie postrzegała. Nefilim mieli swoją rolę do odegrania, Faerie również – a to był przecież iście baśniowy gest. Powiedz mi, Yuu, miała delikatną skórę? I czy faktycznie jej kąsanie był aż tak… niemile widziane?
- Natura lubi zaskakiwać, zaś wszystkich jej tworów nikt jeszcze nie zgłębił. Choć zastanawia mnie, jakie właściwości miałby jad podanego przez ciebie stworzenia? - ponownie raczyła unieść krańce ust ku górze, po czym teatralnie pochłonęła soczystego żelka. Wbrew pozorom, to potomkowie Aniołów i Demonów potrafiły najlepiej przychylić drugiej duszy kawałeczek nieba, tudzież zaznać ją z rozkoszami piekieł. Przykro mi to mówić, lecz Szatan nie karze za złe czyny – po co marnować dobry materiał na partnerów w zbrodniach? Wszakże razem zdziałaliby więcej.
Zapewne dodałaby coś jeszcze, gdyby nie pewne ciekawe zjawisko. Otóż w oczy Wróżki rzucił się słodki, młodziutki miś koala! Serio, maluszek błąkał się po okolicy, niezauważony, i nie za bardzo wiedział co ze sobą zrobić. Na szczęście pomocna Wróżka nie będzie czekać, aż ktoś go przez przypadek rozdepcze. Zaraz go pochwyciła i usadziła na kolankach, po czym zaczęła głaskać po łepku. Znasz się na domowych zwierzątkach, Łowco? Powiedz mi, co widzisz w jego słodkich oczkach, gdy był pieszczony za uszkami? I jak cieszył się z daru w postaci pianki, która tak ochoczo pochłaniał, gdy tylko została mu ona dana?
- Jeden z Czarowników - wskazała głową na spitego i śpiącego, z powodu alkoholu, z drugiego końca sali. - Chwalił się nowym zwierzątkiem do zabawy. Dlaczego mam wrażenie, że już się rozmyślił i zapomniał o jego istnieniu? - spytała jak gdyby nigdy nic, po czym usadziła słodziaczka na podłokietniku. Zapewne klient poprosiło przechowanie go na zapleczu, lecz zapomniało jednym – dzieci są sprytne i lubią uciekać z kołysek. Powiedz, czyż nie jest uroczy? Tylko jak go nazwać? Może…
Bevin?
 
Yuu

Yuu

24


172 cm


Wait a little bit, just a few more nights..






Yuu
[Cytuj]
Multikonta: Bevin
Co takiego było w magii definiowania rzeczywistości, że jako jednostki rozumne zawsze musieliśmy mieć ostatnie zdanie? Uwielbialiśmy określać wszystko w wyznaczonych przez siebie ramach, by potem móc powiedzieć: "toż tak było w słowniku!". A co jeśli Ci odpowie, że żaden z tych przykładów nie jest objawem odwagi, a kiepskiej kalkulacji z przełamaniem na głupotę? Czyż nie uczymy się w pierwszych latach życia, aby umieć mierzyć siły nad zamiary? Stalingrad, kampania wrześniowa, walka o Pearl Harbor, czy też jakże rozczulająca historia fałszywie oskarżanego o karłowatość Małego Kaprala w starciu z ruskimi zimami. Choć logika w starciu z tymi czterema przypadkami była nader różna, tak wszystkie sprowadzały się na nowo do niechęci uznania czynników nam niewygodnych. W zamian wolałby się pochylić nad pewnym dowódcą, co postanowił zrobić niemożliwe, przeprowadzając słonie przez Alpy. Setki lat naukowcy spierali się, rzucając argumenty geologiczne, meteorologiczne, jeszcze więcej militarnych, podbitych prawdopodobieństwem, czy zwierzęta dadzą sobie radę na takich wysokościach. Kto by przypuszczał, że to końskie łajno rozwiąże tak długi spór? Jednakże czyż nie będzie to hipokryzją, jeśli powie, że to jego racja jest słuszniejsza, a Ty się zwyczajnie myliłaś? Ano nie — po prostu mieliście różnicę spojrzeń. Tak jak aż szło zawiązać dłonie na piersi i zastanowić się: na cóż wciągałaś owoce nocnych (lub dziennych — gracz nie oceniał) igraszek w ogień dyskusji? Czyż sprawa tam nie była nader krótka? Chcesz — poświęcasz imprezowe życie, litry alkoholu, błogo znieczulające spojrzenie na nudną rzeczywistość, a dym z papierosów przestaje wisieć w powietrzu kuchennej przestrzeni. Nie? Zbierasz hajs, rozkładasz nogi, jak jeszcze chwilę temu przed kochankiem wbijającym się raz po raz po same jądra w głąb mokrej od aktu macicy, tyle że tym razem zaciskasz wargi i pozwalasz, aby współczesna medycyna obdarła cud zapłodnienia do poziomu kilku nieznaczących tkanek.
A czyż mężczyźni mieli coś wówczas do powiedzenia? Cytując klasyka: "I tak i nie". W końcu, jak mogliśmy o tym decydować, gdy brakowało nam podstawowych danych jak chociażby okres, miejsce, sytuacja finansowa oraz polityczna? Głupotą będzie zestawić w jednym zdaniu libertyńską Francję, komunistyczne Chiny i pozbawione darów cywilizacji ziemie Nepalu, gdzie kobiety nadal spędzały dni morza czerwonego poza rodzinnym domem jako te nieczyste. Czy odwagą nazwiesz stosowanie autorytetu tylko dlatego, że byłaś farciarzem w biologicznym totku, dorabiając się podwawelskiej między udami? A może wręcz przeciwnie, było to wyłącznie tchórzostwo, gdyż bez tego argumentu pozostawało takim jednostkom wyłącznie kłapanie dziobem bezgłośne jak rybom wyciągniętym ze zbiornika wodnego? W międzyczasie może odezwać się jeszcze inny nestor rodu, stwierdzający, że płeć piękna jest zwyczajnie głupsza, ma mniejszy iloraz inteligencji lub są po prostu stworzone w celach rozpłodowych i staniu przy garach – a wiadomo, z tak żelazną logiką nawet największa chłopczyca nie wygra.
A to wszystko na nowo zataczało koło do pisowskiego Janusza z zakątków podhalańskich gór, gdzie tylko jedna partia miała rację bytu, słuszny pogląd na sprawy, a lokalnym mieszkańcom pięć stów na ósmą latorośl spadało z hodowanych pod domem cytrusów. I tam, gdzie Ty preferowałaś tytuł inteligentnej, tam on prędzej skłoniłby uwagę ku wschodnim mędrcom, rzucającym najdziwniejsze frazy, które potem puste głowy powtarzały bez pomyślunku. Twoją sferą była rzeczywistość, zimna wykalkulowana analiza, toż ona tak naprawdę trzymała Cię przy życiu, nadawała sens prostym ludzkim zagraniom, pozwalała znaleźć słabości w dziurawych zbrojach. Jego domeną byłaby bardziej duchowa strona, emocjonalna, której uczył przy kolejnym wschodzie słońca, odkrywając coś nowego, odrobinę bardziej fascynującego niż dnia poprzedniego. I to chyba będzie odwieczny spór — inteligenci będą patrzeć z pogardą na mędrców, a Gandalfy uniosą brew w politowaniu, patrząc na zimnych naukowców życia, sunących swą łodzią na mocnych fundamentach badań. Przykładasz czarne lustro ku słabości Królowej – tu się nie kłócimy, bo zwyczajnie miałeś rację. Długowieczna podążyła za trzepotem serca, pozostawiając za sobą zgliszcza, jednocześnie będąc pośrednim przykładem, by walczyć o swą drugą połowę, aż po ostatni gwóźdź do trumny. Tylko co jeśli w odpowiedzi zapytamy o Króla? Miał opinię tyrana, dzieciobójcy, zwyczajnego socjopaty bez cienia ojcowskich odruchów. Dla samej zabawy w hipotezę, co jeśli utrzymałaby się taka opinia i byłaby iście zgodna z prawdą? Raz sparzony po stracie Driady, odwieczne zimno zawitało w królewskie serce, przejmując władzę rozumu nad sercem. Wyłącznie racjonalne decyzje rządzą dworem, zapominając o płomykach czystej empatii. Czy faktycznie to jest ten obraz, który powinniśmy promować? Gdyż tak naprawdę wówczas nie mieliśmy prawa do ostracyzmu wyziębionych jednostek, stawiających własny interes nad dobro reszty – a czyż nie tak obecnie formował się obraz faerie?
Jednakże nie należało czepiać się wyłącznie słodkich wróżek, toż ta choroba dotyczyła całego Podziemia. Silny indywidualizm, pragnienie anarchii, rozwiązania szybkie, łatwe i najlepiej przyjemne, bo według ostatnich wyobrażeń, każdy z outsiderów, bóg statystyk oraz mrożącego spojrzenia, powinien spoczywać na złotym tronie. Więc obracali ów narzędzie w swych dłoniach, podbijając własne mało znaczące ego, puste niczym różowy balonik zakupiony na rodzinnym festynie. Gorzej, jak napotykali w swych fantazjach rzeczywistość, wówczas osiągali najgłębsze przepaście depresji – toż nie tak miało być, czyż nie? Inni natomiast używali je zgodnie z przeznaczeniem, przepracowywali setki scenariuszy, z uporem maleńkiej mrówki znosili kolejne źdźbło, dążąc do bezpiecznego balansu pomiędzy inteligencją a mądrością, nie uciekając się w żadną ze skrajności. W chwilach wytchnienia wzrok uciekał ku ciemniejszym zakamarkom, gdzie z cienia wynurzały się nęcące czerwienią zarysy, oferujące błogie tête-à-tête z wyuzdaną podświadomością, która nijak nie powinna znaleźć swego spełnienia pośród praw fizyki. Czyż nie wyobraźnia da Ci rozkosz, na jakie nie mogłaś liczyć z najbardziej utalentowanym kochankiem? Dlaczego? Gdyż nawet po stu, trzy, tysiącu lat u boku tej jednej wyjątkowej osoby mogło Ci zabraknąć tego smagnięcia po pośladkach, nieśmiałego pocałunku wewnętrznej strony nadgarstka lub zadrapania pleców, gdy byłaś brana ostro przez współtowarzyszkę, przyciskającą Cię o surowy maszt.
I skąd to święte oburzenie na sprowadzenie seksu do czystej mechanicznej czynności, mającej na celu uwolnienie napięcia seksualnego z ewentualną prokreacją? Czyż te błogie chwile nie były warte oddania zgrabnych nóg, splecenia na czyjejś szyi ramion, przyciągając bliżej, niemo prosząc o więcej, szybciej, mocniej, wolniej? Gdzie w tym akcie było miejsce na emocje, jeśli rzekomo się ich czynnie pozbywaliśmy, bo przecież utrudniały one egzystencję? Trochę naiwne założenie, iż bezemocjonalny seks jest wyzuty z „kultury na drodze”, prostej operacji, dbającej o spełnienie obu stron, opieki, gdy trochę Ci się przesadziło, a spomiędzy ud wypływają kolejne strugi białej spermy, plamiąc niegdyś nieskazitelne prześcieradło. Czyż nie w geście drugiej strony leżało wówczas przyniesienie nawilżonej szmatki, by móc oczyścić się z fluidów wyczerpanego organizmu? Jasne, nie było co spodziewać się śniadanka do łóżka z różą wetkniętą w prowizoryczny wazon. Jednakże nie ma co również demonizować fanów jednorazówek, bo choć niektórzy przelecą w dwie minuty i wyjdą z klubowej łazienki, tak co dojrzalsi zadbają, na koniec zamawiając taksę na swój koszt. Cóż złego było w eksploracji smaków na olbrzymiej palecie genetycznej? Obraź się lub nie, ale seks z nieznajomymi był trochę jak wejście do gigantycznej lodziarni – różnorodność barw kusi, by spróbować wszystkich, zamiast zmuszać się do stałego repertuaru złożonego z sorbetu cytrynowego.
Spragniona wyłączności syrena zamknięta w ciele Pucasa. Hipnotyzująca kobra, wabiąca płynnym ruchem zgrabnej figury, a jednak przyciągająca czystą siłą syberyjskich niedźwiedzi. Szepczesz o something more, samej nie będąc do końca zdolnej zawierzyć siebie w stu procentach. Poza młodzieńczymi motylkami w brzuchu, blasku skóry, jaśniejącej od buzujących hormonów, temu dziwnemu skokowi strun głosowych, gdy partner wygląda nawyraz dobrze danego dnia, było również ryzyko, że pozyskana w chwili słabości wiedza stanie się przyczyną zguby. Podobno ludzie dążyli do miłości, ujrzenia samych siebie w oczach drugiej osoby – mając jednak na uwadze wszystkie minusy, czy aby jednak na pewno?
-Chciałbym się nie zgodzić, ale … to zbyt idealistyczne, nawet jak na mnie. Jesteśmy zbyt przekonani o własnej wartości, by móc funkcjonować bez kogoś, kto żyje naszym kosztem. – stare prawdy, przykre, a jednocześnie nadal aktualne pomimo setek lat ewolucji. Potrzebowaliśmy kogoś siedzącego u szczytu piramidy, by móc za kilkaset lat spalić w diabły Bastylię i … popełnić ten sam błąd na nowo minutę później.
Aż szłoby parsknąć, jak bardzo różniliście się w odbiorze prostych przyjemności. Ty w bliskich widziałaś tarczę, sojuszniczą broń, która przechwyci lecący w ciemności sztylet. On? Dostrzegał w nich swoją motywację, by iść do przodu pośród gorących piasków Sahary, uniemożliwiali mu zaśnięcie na jednej z wielu zasp Syberii lub zwyczajnie dodawali mu otuchy, gdy ciało pragnęło opaść zmęczone na zbroczone płytki nierównego chodnika. Nie zrozum go źle, miałaś rację – z czysto bojowego punktu widzenia, rodzina była całkowicie bezużyteczna, ot stanowiła kilkanaście liter na akcie urodzenia i zgonu. Jednakże co jeśli naprzeciwko staje ów sopelek lodu, walczący wyłącznie o powiększenie kiesy? Przerywane oddechy, zmęczenie, dłonie odmawiają ponownego utrzymania pozycji defensywnej. A jednak on będzie prędzej w stanie unieść drążące ramiona– bo miał do kogo wrócić.. a Ty? Toteż pragnij książek, kakałka, spoconego ciała nad sobą, władzy, grubego zielonego koca. On Ci da to wszystko, w zamian powracając do ciepła domowego ogniska.
-Nie umiesz się bawić. - zaśmiał się cicho, dodając w myślach jakże dojrzale "psuja". No hey, bo w końcu ileż można było brać rzeczy na poważnie? A tak wyobraźnia zachęcała, aby popłynąć przy szumie kształtnych kutasków, jędrnych biustów na miejscu powiek, ewentualnie napisów z klasą najbardziej uzdolnionego graficiarza. Podobno wróżki odznaczały się niewybrednym dowcipem, co byś tam w wolnej chwili dorzuciła?
-Euforyczny. – prosta odpowiedź, nieprzefiltrowana żadnym subtelnym zamknij się. Prawdopodobnie rozwinąłby myśl, w końcu to był jego wymysł biologiczny, który należało wybronić niczym pracę doktorską, a jednak zaciął się, nerwowo trzymając pobudzoną wyobraźnię na wodzy. Smak, konsystencja, długość, przyjemność. Jeśli pazurki wbite w oparcie zajmowanego miejsca cokolwiek znaczyły …
Ruch Wróżki nie pozostał bez reakcji, haust powietrza wpuszczony do płuc, mylnie odczytany po tylu jakże niemiłych zagraniach wobec biednego łowcy. Najwyraźniej życie mu próbowało zasygnalizować, że powinien przejść na ciemną stronę hejtowania wszystkiego, co nie należy do rodzaju ludzkiego. Jak nie Pasztet brata, to teraz nieszczęsna koala, wydająca zachwycone dźwięki na pełnię nieustającej uwagi. I wszystko ładnie oraz piękne, Azjata niemalże spurpurowiał z zazdrości, bo któż nie doceniałby zręcznych palców na własnym ciele? Gdyby nie pewien dwukolorowy szkopuł.
-Mam nadzieję, że masz adres do kliniki weterynaryjnej, bo to małe diabelstwo padnie od takiej diety. – mruknął, unosząc się z zajmowanego miejsca. Zgarnął spoczywającą u jego boku broń, by następnie przyklęknąć obok nowego towarzysza wróżki. Palce łowcy zagubiły się na chwilę w miękkim futerku koali, a szczery uśmiech na ten włochaty cud natury rozjaśnił męskie oblicze. Dopiero po chwili skupił się na nowo na słowach Podziemnej, unosząc oczy ku rozmówczyni.
-Pozostaje mieć nadzieję, że wypuścisz tego malucha na Waszych ziemiach, jak tylko powrócą do swej dawnej świetności. -lekkie wzruszenie ramion, uniesienie się do pozycji wyprostowanej. Jako iż był grzeczny na czas całej rozmowy.. cóż, czyż nie zasłużył na drobną złośliwość?
Szybkim ruchem skradł szklankę kobiety, susząc ją do cna. Wzrok lekko zafalował (mimo wszystko jaki normalny Azjata wypija haustem alkohole?), choć równowaga nie pozostawiała złudzeń – dajcie mu linę, a przejdzie równiutko, Panie Władzo!
-Spotkajmy się jeszcze kiedyś, Lycande-san. – ciężko określić, dlaczego głos spadł o tyle oktaw. Zmęczenie? Nadmiar alkoholu w żyłach? Zwykłe podniecenie urodziwą wróżką?
Może koala będzie wiedzieć?
Ruszył w końcu do wyjścia lekkim krokiem, z uciechą oczekując pierwszego uderzenia powietrza na zaczerwienione od temperatury baru policzki. Przed wyjściem obejrzał się ostatni raz przez ramię, nim przekroczył próg przybytku.

Fight so dirty, but you love so sweet
Talk so pretty, but your heart got teeth
Late night devil, put your hands on me
And never, never, never ever let go
Lycande
[Usunięty]
Lycande
[Usunięty]
[Cytuj]
Czy wiesz, Kłębku, jak mało rozumiemy świat w którym żyjemy? Zapewne nie i dlatego to kolejny powód do radowania się, szczególnie ze tym razem nie uraczy cię przepasnym eposem – któremu nie odpowiesz w najbliższym czasie. Tym samym nie ma znaczenia to co rzeczona misiowata kobra myślała, skoro liczyło się zachowanie tego niesfornego stworzenia. Jak to mówią, następnym razem, moje słodkie maleństwo z oczach iście przypominających te Królowej. Wiedz jednak jedno, odnośnie pierwszych wypowiedzianych słów, to jest najprawdziwsza prawda. Wszakże w naszych historiach, zawsze będziemy bohaterami – nawet jeśli w praktyce wszystko zrypiemy. Jak już raczyłam opowiedzieć ci – wszakże to perspektywa Pani Wróżki – historię o pewnym Faerie, zapewne tak samo sądził. Widzisz, on tylko ratował ukochanego, a to co się później stało – niby winien podejść do tego powoli i rozważnie, tylko jak stłamsić tyle emocji i pozwolić działać zdrowemu rozsądkowi? No zawsze pozostaje przeświadczenie: uda mi się, nie jestem taki jak reszta, nic złego MNIE NIE SPOTKA. Ilu takich wyjątkowych indywidualności zgniło gdzieś w rowie, dajmy na to, Związku Radzieckiego? Rannych, wycieńczonych, porzuconych na pastwę losu…
Nazwiesz ją psują, o jadzie nie mówmy, lecz to po prostu Wróżka – może nieco bardziej nastawiona na ludzkie realia i współdziałanie w ich środowisku – ale jednak. Bo czyż nie na tym właśnie polegał urok Baśniowego Ludu? Spójrz tylko na tę sytuację, przecież nie wymieniliście się żadnymi cennymi informacjami, w zasadzie to nic więcej jak przypadkowa pogawędka z nieznajomą w barze. Spróbuj spisać raport i poprzeć go dowodami – nie masz ich ani świadkowie nawet nie mają czego zełgać. Lecz z drugiej strony, ile zarazem dowiedziałeś się o niej i udostępniłeś sam? To przeświadczenie gdzieś na krańcu jaźni – wiem! Znam! Mam cię! A jednak nie masz nawet jak tego użyć. Nawijać jak najęty każdy może, lecz wygłaszać prawdy i zaciekawić rozmówcę, jednocześnie nie dając mu do ręki nawet zalążka narzędzia, to sztuka. Czy ona ją posiadła, to pytanie pozostawiam tobie do rozstrzygnięcia.
- Gdybym miała żywić się zieleniną przez całe życiem, i w końcu dano mi mięcho, też bym przeciążyła nim organizm - rzekła, nieco rozbawiona tym, jak nawet rzekomo krwiożerczy łowca lgnął do tak słodkiego i niewinnego – aczkolwiek wielce uroczego – maleństwa. Przecież wiesz, że nie da mu więcej niż trzech sztuk łakoci. Co do weterynarza zaś, to oczywiste – w końcu to jej nowe zwierzątko domowe! Można zaryzykować stwierdzenie, przypominało laleczkę voodoo, z podobizną pewnego Nefilima o imieniu Yuu. Co do wypuszczenia, niby logiczne, lecz ryzykowne – wiesz ile dzikich stworzeń biegało niegdyś po Faeriolandzie, zwłaszcza w Ciemnej Krainie!? Zbyt wiele żeby wypuszczać go poza królewskie ogrody, przynajmniej w samotności i na dłuższy czasu.
Tylko z tego podniecenia nie pozbądź się spodni, przynajmniej przed dotarciem do Mihai. I nie zapomnij o zażyczeniu wysokiej, blondwłosej i niebieskookiej blondynki – może w tych dwóch procentach zaspokoisz wyobraźnię tyczącą się jej osoby. Tymczasem jednak, ona złapała cię za ramię i wyprowadziła na zaplecze. Ruch spory to i nie wszyscy – ci którzy powinni – to spostrzegli w porę.
- Skorzystaj z nieoficjalnego wyjścia - klepnęła cię w pośladek na do widzenia i popchnęła ku drzwiom do wolności. To nic więcej jak efekt obserwacji, jak jej szklaneczka jest opróżniana i wychodzącej trójcy Panów, łypiących wcześniej na Łowcę za jego gadkę. To logiczne, że zasadzili się na uliczce A – pech iż pracownicy wychodzili na tę B. Zaś ona? Wróciła jak gdyby nigdy nic i spokojnie wyciamciała resztę łakoci, miziając co jakiś czas Koalę – tym razem jednak raczyła się streszczać, nim właściciel się nie ocknie i nie zażąda zwrotu. Rachunki? Co skonsumowała i wypiła, to opłacone. Z kolei drink który został jej wykradziony…
- Na Instytut w York, na konto Yuu - wzruszyła ramionami, bądź co bądź nie zamierzając płacić za cudzą radochę. Racz jej to wybaczyć, i ewentualny opiernicz od Dyrektora za to zadłużenie jego placówki, lecz zachowałeś się bardzo nieuprzejmie wobec jej osoby. Obarczać kobietę rachunkiem za własne uciechy alkoholowe? Nieładnie. Zaś sama obsługa, trochę na ciebie cięta za wygłup, jakoś nie zamierzała robić z tego tytułu problemu...

z/t Yuu, Lycande i Koala
 

Ishmael Thibaud

307


183 cm


nic dwa razy





[Cytuj]
Multikonta: -
Odnalezienie się w obecnej teraźniejszości – o trzydzieści pięć lat innej niż ta, z którą był oswojony i za pan brat – okazywało się zaskakująco trudne, pomimo dobrych zdolności adaptacyjnych, jakie sobie lubił przypisywać. Przeżył wszak niejedną wojnę, niejeden koniec świata, niejeden kamień milowy w jego historii czy w historii kraju, w którym akurat w danym czasie szukał zajęcia, towarzystwa i rozrywki. Jak każdy długowieczny czy wszechwieczny musiał w końcu wprawdzie przyzwyczaić się do dotrzymywania kroku zmieniającym się realiom, które regularnie nabierały rozpędu, by zaraz gwałtownie cofnąć się pod władzą niedoskonałości umysłu ludzkiego, napędzającego tę karuzelę tragizmu ideami i niestałym kształtem społecznej mentalności. Czuł się zdezorientowany, chwilami skołowany; czuł jak rozdrażnienie własną nieaktualnością miesza się z nim z pewną ciekawością współczesnego świata i iskrą ekscytacji. Na przestrzeni trzystu lat rzadko zdarzało się bowiem, by w czasie jednego jego mrugnięcia umknęło mu tak wiele.
Zdesperowany, by w poniekąd obcym mu jeszcze świecie odnaleźć cokolwiek znajomego, skierował swoje kroki do lokalu, który szczęśliwie przetrwał upływ lat. Dziwnie mu było ze świadomością, że nie ma przy nim tej jednej stałej jego parszywego krwiopijczego życia, wartości constant w postaci temperamentnej, niepoprawnej moralnie Francuzki, która postradała własny rozsądek i z którą musiał się dzielić marnymi szczątkami własnego, utrzymywanego przy życiu chyba tylko dla pozoru jakiegoś intelektu. Miał na sobie wciąż dobrze skrojone, szare spodnie od garnituru z poprzedniej epoki, marynarkę porzucił jednak w domu włącznie z krawatem i sztywną elegancją zapiętych guzików po samą brodę. Usiadłszy przy barze i wypiwszy pierwsze parę łyków krwi z dodatkiem zbawiennych procentów, porwał się nawet na rozpięcie kolejnego, popadając już w pewne bluźnierstwo wobec zasad porządności, depcząc je ostatecznie niechlujnym podwinięciem rozpiętych mankietów, odsłaniając jasne przeguby i przedramiona.
Jeszcze jedną Krwawą Mary, proszę – rzucił w kierunku barmana z uprzejmym, swobodnym uśmiechem na bladym licu. Obrócił się zaraz potem na stołku, by oprzeć się nonszalancko łokciem o ladę i dopiero teraz potoczyć wejrzeniem po lokalu, szukając jeśli nie samej rozrywki, to chociaż potencjału na jej zaistnienie, jakby łyk alkoholu ocucił go nieco z wewnętrznego rozkojarzenia i paradoksalnie zwrócił trzeźwość zaćmionych dotąd myśli.

Simon R. O'Malley

32


183 cm


For fuck's sake, art should be fun!







[Cytuj]
Multikonta: brak
Z początku mroczne piwnice Fox Inn nie brzmiały zbyt zachęcająco, przywołując obraz pajęczyn, wilgoci i zła czającego się gdzieś w kącie. Niemniej jednak, Simon był teraz wampirem, a w tym układzie kwestie mroku, pajęczyn, wilgoci i zła nie stanowiły żadnych przeszkód. Ostatecznie, nic gorszego nie mogło mu się stać. Miesiąc temu niemal spłonął w promieniach słońca, a stosunkowo niedawno kończył z gałęzią wbitą w okolice mostka - dzień jak co dzień, chciałoby się rzec. Siedzenie w ciemnym kącie poddasza i wypłakiwanie oczu nie miało właściwie sensu, przede wszystkim dlatego, że podeschnięte krwawe łzy dość trudno było usunąć później z ubrań. Ponadto, Simon dość dobrze czuł się w swoim nowym wcieleniu. Jasne, tęsknił za słońcem, za dniem, za porannym joggingiem i kubkiem parującej kawy, ale do wszystkiego można się było przyzwyczaić. Jego Przyziemni przyjaciele do tej pory nie zorientowali się, że w Simonie coś się zmieniło, a skoro wszyscy artyści i tak byli uważani za więcej niż ekscentrycznych, nikogo specjalnie nie zdziwiły jego nowe upodobania do mroku nocy i... krwi. Oficjalnie miała ona zostać użyta do malowania portretów (ten pomysł Simon zawdzięczał jednym z najgłupszych filmików wyprodukowanych przez buzzfeed), a to że stanowiła podstawę jego nowej diety było dość skrzętnie ukrywane. Na szczęście, sklepy z 'zabawnymi rzeczami' były wyposażone w sztuczną krew, więc problem rozwiązał się samoistnie.
O Fox Inn młody wampir usłyszał od jednego z czarowników, którzy pojawili się na jego poddaszu po to, by zakupić jeden z najnowszych obrazów spod pędzla Simona. Przedstawiał on ni mniej ni więcej a jego samego pochylonego nad otwartą trumną i stanowił widok na tyle wzruszający, że mężczyzna zakupił go niemal natychmiast. I dobrze.
Teraz, znalazłszy się w podziemiach Fox Inn Simon odkrył wiele rzeczy równocześnie - przede wszystkim, nie było tam żadnych pajęczyn, przyjemny półmrok jedynie zachęcał do podejścia do baru, a sam bar serwował drinki, które być może byłyby w stanie wprowadzić Simona w stan alkoholowej błogości. Oby.
Na szczęście, młody wampir niespecjalnie wyróżniał się spośród tłumu - na tyle, na ile było to możliwe. Nieco przetarty t-shirt z grafiką z okładki albumu Sex Pistols, skórzane spodnie, buty ze sprzączkami i sięgający kolan płaszcz z futerkiem dopełniły dzieła w iście Simonowskim stylu. Oczy lekko podkreślone czarną kredką podkreśliły nieco nienaturalne cienie, nadając wampirowi wyglądu pomiędzy seksownym wampirem i szalonym piratem. Tak, zmiana garderoby nie była w jego wypadku potrzebna.
Teraz brakowało mu jedynie towarzystwa.
Znalezienie odpowiedniej osoby zajęło nie dłużej niż jedno mgnienie oka. Mężczyzna był przystojny, dobrze ubrany i z całą pewnością niezainteresowany towarzystwem. Tym lepiej. Simon lubił wyzwania.
- Czerwone wino. Tak, z krwią, słońce - rzucił w kierunku barmana, uśmiechając się do niego niemal niewinnie. Pozór niewinności zrujnował niemal natychmiast, puszczając w kierunku mężczyzny perskie oko, a później kierując swój wzrok na samotnego nieznajomego w rozpiętej koszuli - Wiesz... jest taka jedna dobra, choć niezbyt powszechnie znana ludzka zasada - nie pij w samotności, a już na pewno nie do lustra. Jako, że my chyba nie odbijamy się w lustrach ten problem cię nie dotyczy ale... picie z barmanem to jak podpisać na siebie wyrok śmierci. Tego byśmy nie chcieli, prawda? Jestem Simon... i tak, to prawdziwy zaszczyt poznać mnie w tę piękną noc. Twoje zdrowie - zakończył z niemal diabelskim uśmiechem, unosząc kieliszek.

Ishmael Thibaud

307


183 cm


nic dwa razy





[Cytuj]
Multikonta: -
Ku jego rozczarowaniu, choć zlustrował lokal i jego zawartość z gorliwą małostkowością, nic czy też nikt nie wzbudził w nim żadnych szczególnych wrażeń. Zanotowani przezeń goście pubu wydali mu się dość powszedni, biorąc oczywiście poprawkę na to, że była to powszedniość podziemna, a więc adekwatnie barwniejsza od typowo ludzkiej – wciąż jednak dojmująco oswojona i w całej swej palecie osobliwości zupełnie banalna. Gdyby go co prawda zapytać, czego w istocie tak zawzięcie poszukuje, nie potrafiłby się określić precyzyjnie. Może chodziło o zagadkowy błysk w uchwyconym przypadkiem spojrzeniu, może o uśmiech, jakiemu nie dałoby się oprzeć, może zaś o pretekst, żeby dać komuś w mordę lub – jeszcze lepiej – okazja do podjudzenia obcej pięści do napoczęcia spelunowej bójki, by samemu zaś doskonale bawić się na trybunie.
Pomimo rozczarowania, cień łagodnego uśmiechu nie schodził mu z warg. Nawet jeśli nie działo się zbyt wiele, dobrze było móc znowu umoczyć usta w krwistym drinku, po który sięgnął zresztą natychmiast, kiedy wylądował na ladzie przy nim. Podziękował barmanowi skinieniem głowy, unosząc szkło do lica, zataczając denkiem delikatny okrąg, obserwując od niechcenia jak gęsty szkarłat lepi się do wypolerowanych, błyszczących ścianek szklanki.
Nie dało się nie zauważyć osoby szczupłego, okutanego w efektowny płaszcz, wampira, który przysiadł się do baru zaraz obok ze szczególną, ekscentryczną w jakiś sposób manierą. Ishmael nie krył się nawet z tym, że mu się przygląda – wątpił wprawdzie, żeby mężczyzna miał zresztą coś przeciw temu. Upijając leniwie łyk drinka, prześledził spojrzeniem ostre rysy profilu, bladość policzków kontrastującą z ciemną czupryną i intensywną zieleń tęczówek. Było coś ujmującego w swobodności, jaką wręcz epatował i pod której bezpośrednim ostrzałem sam Ishmael zaraz się znalazł, kiedy wampir się do niego zwrócił. Na co absolutnie nie zamierzał narzekać, bo było w tym potoku atencji coś orzeźwiającego, to coś właśnie, czego - jak mu się zdawało - szukał. Słuchając nowo nabytego towarzysza wieczoru, pozwolił sobie na uśmiech z gatunku tych dobrotliwych, wygładzających jego rysy i wzbudzających zaufanie, który niedługo później przełamało rozbawienie wywołane ostatnim, jakże skromnym, komentarzem interesującego jegomościa.
Z całego morza głupoty ludzkiej można w istocie wyłowić perełki najprawdziwszej mądrości. I choć faktycznie jeden zgon na koncie na razie mi wystarczy, nie powiesz chyba, że z takim barmanem źle byłoby umierać – odpowiedział, bez trudu odnajdując się w zapodanym mu tonie rozmowy, zerkając przy okazji z pociesznym uśmiechem na wprawdzie niebrzydkiego barmana, z żartobliwą iskrą w ciemnych tęczówkach. Nie mógł nie zauważyć puszczonego mu wcześniej oczka ze strony Simona, toteż podobna uwaga wydała mi się zdecydowanie na miejscu. – Ishmael, słońce – przedstawił się, po czym na wzniesiony toast uniósł i swoją szklankę, by wychylić połowę jej zawartości, czując od razu jak towarzystwo zbawiennie oddziałuje na jego nastrój. Szklane denko zachrobotało o wypolerowaną ladę, kiedy odstawił naczynie; gładząc opuszką kciuka kryształ szkła, nachylił się w wyrazie poufałej serdeczności w stronę kompana, spoglądając na niego bystro.
Za zaszczyt poznania cię udzielę ci zaszczytu dzielenia ze mną radości bezmyślnego pijaństwa, Simonie, ale mam swoje warunki. Chcę, żebyś się ze mną o coś założył; przegrany płaci za każdy litr wlanej w nasze gardła krwi. Wchodzisz w to? – zaproponował, nie bawiąc się w żadne ceregiele, nie było to wprawdzie w jego stylu. Uniósł nieznacznie brwi, trzymając szmaragdowe spojrzenie chłopaka w stanowczym uchwycie własnych źrenic, błyszczących w przyciemnionych światłach lokalu. Paznokciem wskazującego palca zastukał jakby mimowiednie o szklankę, oczekując odpowiedzi.

Simon R. O'Malley

32


183 cm


For fuck's sake, art should be fun!







[Cytuj]
Multikonta: brak
Tym co właściwie uderzyło go jako pierwsze był przyjazny uśmiech nieznajomego. Oczywiście, w miejscach takich jak to nietrudno było o towarzystwo, ale tacy, którzy rzeczywiście nie mieli nic przeciwko niemu zdarzali się niezbyt często. Zwykle zdradzał ich nieznaczny grymas, zmarszczenie brwi, półuśmiech, który sugerował, że kontakt mógł być utrzymany jedynie po zainwestowaniu w niego, a transakcja tego typu zwykle nie kończyła się na jednym drinku. W tym wypadku było inaczej. Zdecydowanie inaczej. I dobrze, bo Simon naprawdę nie miał ochoty walczyć o czyjeś zainteresowanie, na pewno nie tej nocy. Nic na siłę, głosiło kolejne mądre ludzkie przysłowie, którego młody wampir bardzo lubił się trzymać. - Hej! Jako denat od niespełna miesiąca pragnę zauważyć, że mądrości ludzkiej jest w nas jednak troszkę więcej niż tylko kilka perełek. Jeśli zaś chodzi o tego przystojniaka... masz rację, na pewno bym nie narzekał - ostatnie zdanie Simon wypowiedział na tyle głośno by barman usłyszał. Delikatny (i przepyszny) rumieniec jaki wykwitł na policzkach barmana był wystarczającą nagrodą, a to że w bonusie otrzymali jeszcze po shocie wódki doprawionej kroplami krwi wysokiej jakości jedynie świadczyło o tym, że komplement padł na wyjątkowo podatny grunt. Uśmiechając się do mężczyzny, Simon zwilżył wargi koniuszkiem języka i, nie odrywając wzroku od barmana, wypił oferowanego drinka. - Ishmael? Drogi Ishmaelu, w innych okolicznościach uznałbym nazwanie mnie słońcem jako obrazę, bo jak to tak - wampira? Słońcem? Jednak... twoje imię dość pozytywnie kojarzy mi się z bohaterem jednej z książek o targanym chęcią zemsty kapitanie Ahabie i pewnym białym wielorybie. Lubię piratów, a Ishmael odgrywał w książce dość znaczącą rolę. Mnie z kolei zawsze ciągnęło do wypraw wgłąb oceanu... wyobraź to sobie, bezkresne morze i przygoda. Niech więc i będzie Ishmael.
Jak każdy artysta, Simon posiadał w sobie cechę, która niektórych bawiła, innych doprowadzała do szału, a jeszcze innych do... cóż, odczuć wprost przeciwnych. Jak każdy artysta, Simon potrafił roztoczyć wokół siebie aurę tajemnicy, swoistego szaleństwa i pełnej uroku ekscentryczności. Nikt nie mógł mu mieć tego za złe, ostatecznie w parze z tymi uczuciami szedł prawdziwy talent. Artystom po prostu zezwalało się czasem na więcej, a Simon chętnie z tego pozwolenia korzystał. Propozycja wampira, choć z pewnych względów niebezpieczna była równie kusząca (Simon miał przy sobie pieniądze, rzecz jasna, ten miesiąc okazał się być aż nadto łaskawy, ale kto wiedział ile lat, jeśli nie wieków żył ten drugi i jak wielkie bogactwa ukrywał w podziemiach swojego wampirzego zamczyska). Mężczyzna nie byłby jednak sobą gdyby natychmiast nie przystał na warunki Ishmaela. Przeczesując włosy wąskimi palcami pianisty (i niemal natychmiast uwalniając kilka niesfornych loczków, na tyle byłoby z godzinnego układania fryzury), Simon spojrzał prosto w oczy mężczyzny. I zatonął w nich. Nie, tak naprawdę zaledwie się zanurzył i to jednym palcem, ale... tendencja do dramatyzmu nie opuszczała go tej nocy. Uśmiechnąwszy się, kiwnął głową i wyciągnął (bardzo zgrabną) dłoń z pomalowanymi na czarno paznokciami (dbałość o detale) w kierunku drugiego wampira. - Cóż mogę rzec, drogi Ishmaelu, to twoja szczęśliwa noc. Trafiłeś bowiem na osobę, której niestraszne wyzwania... chętnie założę się z tobą, byle nie o moją duszę, bo ta chyba odeszła gdzieś w niebyt. O ile w ogóle kiedykolwiek ją miałem. Jakie są twoje warunki?

Ishmael Thibaud

307


183 cm


nic dwa razy





[Cytuj]
Multikonta: -
Jego brwi drgnęły nieznacznie, gdy wampir bez najmniejszych ceregieli oznajmił mu swój martwy staż; trafił mu się więc, w istocie, zaledwie jeszcze szczeniak, w pieszczotliwym tego słowa brzmieniu, o ile można się o taki pokusić. Miał ogromną ochotę poprawić chłopaka – nie było już wprawdzie żadnego nas, w którym mógłby szukać solidarności z Przyziemnymi. Chciał ze zdziadziałą przyganą wypomnieć mu, że ludzkie my nieodwracalnie wymsknęło mu się przez kurczowo ściskające tętniące w żyłach życie palce – teraz zaciskał je nieumiejętnie, z dziecięcą niezgrabnością, na pochwyconej, przypadkiem czy też nie, nieśmiertelności, która z roku na rok miała pogłębiać powstałą przepaść między nim a człowieczeństwem. Nie zamierzał jednak burzyć nastroju kazaniami trzystuletniego starca, mającego wyraźnie zbyt dużo czasu na przestrzeni swojego wampiryzmu na podobne rozważania; wszelkie napomnienia przełknął więc wraz z ogniem podarowanego mu przez połechtanego komplementami barmana shota. Ostatecznie rozumiał też, że będąc zaledwie miesięcznym krwiopijczym bobasem miało się rzeczy ważniejsze i ciekawsze na głowie niż zgłębianie istoty swojej nowej tożsamości i niekoniecznie przyjemną samoświadomość. Jak chociażby upajaniem się niezliczoną ilością idących za przemianą zalet – to przede wszystkim. I z tą właśnie myślą, spoglądając ciepło na swojego rozmówcę, wspaniale gadatliwego, tak jeszcze znakomicie przy tym skażonego ludzką eutymią i intrygująco kreatywnego w swych wypowiedziach, wyczuł słodki zapach pokusy, by wystawić w jakiś sposób wampirzą dojrzałość kolegi na próbę. Opierał się, rzecz jasna, temu głupiemu pomysłowi, wiedział jednak, że odtąd będzie mu on towarzyszył do końca ich wspólnej zabawy.
Zupełnie odmienne mamy perspektywy na tę kwestię, przyjacielu. Słońce dla ciebie jest obrazą, bo patrzysz jeszcze na wszystko jak człowiek, co zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że jesteś jeszcze, jak przyznałeś, młodym wampirzym farfoclem z krwią pierwszej ofiary pod zadartym nosem – oponował, z największą przyjemnością podejmując dyskusję, będąc poniekąd żartobliwie uszczypliwy, ale wyraźnie w dobrej wierze. – Mnie od słońca dzieli natomiast prawie trzysta lat nocy. To bardzo dużo czasu, by zacząć postrzegać je inaczej; jest niezmiennie równoznaczne ze straszną agonią, ale z biegiem czasu staje się też coraz silniejszą pokusą, urastającą wręcz na miarę fantazji. Być może tylko i wyłącznie dlatego, że to jedyna rzecz kategorycznie i pod karą śmierci z woli sił wyższych zakazana każdemu Dziecku Nocy, praktycznie nieosiągalna.
Popłynął jak Ishmael z książki Simona, wierny swojemu imiennikowi i równie beznadziejnie skłonny do szukania oceanicznej głębi, z tą różnicą, że on szukał tam, gdzie było to zbędne. Podobnie do Simona, miał tę tendencję do drażnienia towarzystwa, choć może na inny sposób – w wieku po prawdzie XVIII czy też XIX znacznie przychylniej patrzono na przebłyski filozoficznej natury, niż w czasach późniejszych, coraz mniej zainteresowanych treścią inną niż ta zapisana największym, najbardziej krzykliwym i najprostszym w zrozumieniu drukiem. I choć Ishmael nauczył się adaptacji do nowych warunków, była to jedna z tych rzeczy, z którymi ciężko przychodziło mu się zgodzić.
Za nic nie chciałbym od ciebie tej czarnej, przegniłej paskudy; jakby moja własna, parchata szkarada, nie ciążyła mi wystarczająco, doprawdy – mruknął rozbawiony na wspomnienie Simonowej duszy, zarazem jasno stawiając swoją opinię w kwestii wiary w jej istnienie. Wyraźnie zadowolony chwycił bladą dłonią wyciągniętą w jego stronę rękę, by uścisnąć ją pewnie. – Założę się, że upierdolę sobie więcej palców niż ty – oznajmił, nie luzując uścisku ani nie przerywając krzyżu spojrzeń, wciąż tak samo łagodnie uśmiechnięty. – Dam ci prawo pierwszeństwa, jako że jesteś młodszy. Także dlatego, że nie chcę kroić sobie rąk niepotrzebnie, w razie gdybyś miał wymięknąć.

Simon R. O'Malley

32


183 cm


For fuck's sake, art should be fun!







[Cytuj]
Multikonta: brak
Żart na temat słońca i jego zabójczych właściwości spotkał się z odpowiedzią, której Simon się nie spodziewał. Zszokowany, zacisnął wargi w wąską kreskę i opuścił wzrok, starając się ukryć drżenie dłoni. Kochał światło słońca i nie mógł pogodzić się z tym, że od dnia przemiany nie mógł cieszyć się jego blaskiem. Ishmael, choć bezwiednie, poruszył strunę w martwym sercu Simona i sprawił, że jego zielone oczy niemal zaszły krwawymi łzami, co raz że było dość niemęskie w tej sytuacji (choć generalnie Simon uważał, że mężczyźni mieli prawo, a wręcz powinni byli okazywać uczucia), a dwa, beznadziejnie spierało się z materiału. Powstrzymał się więc i wysilił na dość wątły w obecnej sytuacji uśmiech. Wiedział, że jego milczenie było zbyt długie i zbyt niewygodne więc, chcąc nie chcąc, postanowił wyjaśnić mężczyźnie swoje stanowisko.
- To nie tak... - rozpoczął wciąż drżącym głosem - to co powiedziałem miało być jedynie żartem, dość słabym, przyznaję. Prawda jest taka, że słońca brakuje mi chyba najbardziej. Brakuje mi jego blasku, jego ciepła, brakuje mi opalenizny, brakuje mi porannych wypraw do pobliskiej kawiarenki gdzie zawsze czekała na mnie poranna kawa, brakuje mi powrotów z imprez o brzasku, kiedy ulice są zupełnie puste i... jesteś tylko ty i wszechświat. I tak przy okazji, nie mam ofiar. Nikogo nie zabiłem - uśmiechnął się do mężczyzny, wzruszając delikatnie ramionami. Było to prawdą, a Simon robił wszystko co w jego mocy by nikogo swoim obecnym stanem nie skrzywdzić albo nie zranić. Do tej pory udawało mu się to nadzwyczaj dobrze.
Choć wciąż nieco roztrzęsiony wspomnieniem słońca, którego już nigdy nie było mu dane ujrzeć, na samo hasło "upierdalania palców" Simon musiał, po prostu musiał wybuchnąć głośnym, radosnym śmiechem, co oczywiście zwróciło uwagę całego klubu. Kontrast pomiędzy bardzo poetycką naturą przystojnego mężczyzny i jego wypowiedzią był na tyle duży, że Simonowi dłuższą chwilę zajęło uspokojenie się na tyle by wykrztusić coś więcej poza chichotem. Cóż, może po prostu tracił zmysły, może przemiana w wampira zaczynała przeradzać się w czyste szaleństwo?
- Jeśli mamy... u-upierdalać sobie palce... - wykrztusił, powstrzymując śmiech (bezskutecznie) - Drogi Ishmaelu, dlaczego mielibyśmy to robić? Jakie są twoje warunki? I czy masz przy sobie odpowiednio ostry nóż?

'Cause I'm drowning for ya
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo