Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Świat Cieni nie należał do najpiękniejszych we wszelkich wszechświatach, ale skoro już się do niego należało, trzeba było nauczyć się w nim żyć. Wcale nie było to takie łatwe, właściwie nawet można było spokojnie powiedzieć, że początki bywały koszmarne, gdy nie wiedziało się tak do końca, co się z tobą dzieje i w jaką iść stronę. Biorąc chociażby za przykład Jonathana - uznawany był za antychrysta, za pomiot szatana i co jeszcze się chciało, a on po prostu marzył o tym, żeby żyć. Los jednak kpił z nich wszystkich okrutnie, stawiał ich często w sytuacjach pozornie bez wyjścia, a później patrzył na nich, jak sami się wyniszczają. O ile oczywiście nie trafiali na innych przedstawicieli własnych ras, którzy okazywali się przychylni młodym adeptom sztuk, przemienionym albo dopiero niedawno narodzonym, którzy nie wiedzieli właściwie, jak przy tym wykwintnym stole należy trzymać sztućce i w którym kieliszku pić gorzkie wino. On sam miał już dobrych trzysta lat i stosowne doświadczenie na tym polu, ale jako dziesięciolatek nie zdawał sobie sprawę z tego, kim jest i bał się mimo wszystko wielu rzeczy, teraz jednak był mężczyzną doświadczonym, który nie zamierzał ostatecznie spoczywać na laurach, aczkolwiek i taki moment pojawił się w jego długim życiu.
Jego kocie uszy poruszyły się, gdy usłyszał czyjeś kroki i odwrócił się, by spojrzeć na kobietę. Dostrzegł plamy krwi i przez chwilę marszczył nieznacznie brwi zastanawiając się, czy nie powinien jej pomóc. Wydawało mu się jednak, że ta nie była ranna, do tego posiadała jednak specyficzną aurę. Czyżby była jedną z nich? Przedstawicielką Świata Cieni? Nie przypominała w niczym Łowcy ani czarownika, wróżką raczej też nie była, pozostawała więc możliwość, iż stała przed nim wilkołaczka albo wampir. Zdawało się, że było w niej nawet coś podobnego do Eleanor albo Noah, ale na chwilę obecną Jonathan nie mógł tego na pewno stwierdzić. Jeszcze nie.
- Całkiem spokojny wieczór, prawda? - odezwał się do niej spokojnie. Jeśli nie będzie chciała z nim rozmawiać, po prostu odejdzie swoją drogą, ale on mimo wszystko uważał, że jakoś spróbować zagadnąć powinien. Kto wie, może to nieszczęśliwe stworzenie potrzebowało mimo wszystko jakiejś pomocy? Ostatecznie bowiem wyglądała naprawdę jak siedem nieszczęść, a ostatnie czego Jonathanowi teraz było trzeba, to jakieś oskarżenia o niewrażliwość i brak pomocnej dłoni wyciągniętej do reszty członków Świata Cieni.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
Dziewczyna wciąż czuła się zagubiona. Spacerowała więc po mniej uczęszczanych miejscach, by we względnej ciszy zebrać własne myśli. Tym razem zawędrowała w okolicę torów kolejowych. Obserwacja pociągów, czy wędrowanie po szynie porzuconego toru było dość wciągające. Myśli gdzieś tam wędrowały, a ich właścicielka przyrównywała je właśnie do wspomnianych torów. Niestety dość często jej myśli jechały zbyt daleko nie zatrzymując się na konkretnej stacji. Zapędzała się zapominając o hamulcach. W ten oto sposób nie dość, że nie zauważyła jak późno się zrobiło, to i nie zwróciła uwagi, iż zbliżała się do grupki ludzi, którzy urządzili sobie ognisko przy jednym z porzuconych torów. Zatrzymała się kilka metrów od nich. Pech chciał, że to oni szybciej zauważyli ją, a nie odwrotnie. Stanęła więc jak wryta słysząc, że ktoś pogwizduje w jej stronę i zadaje jakieś pytanie. Uniosła zamyślony wzrok patrząc pytająco na nieznajomych.
- Hejka Skarbie, zgubiłaś się? - jeden z chłopaków, na oko lat 19 dość sprawnie przeskoczył nad kłodą podchodząc do dziewczyny. Z piwem w łapkach zbliżył się do niej wyraźnie chcąc objąć ją ramieniem. Mia, która wyglądem stanowczo nie pasowała do zebranego towarzystwa uniosła dłonie w geście obronnym. Postąpiła nawet krok do tyłu zapominając, że stoi na szynie.
- Nie, nie... Ja... Ja tylko tędy przechodzę. - pośpiesznie powiedziała swym melodyjnym głosikiem, który mimo wszystko był pełen uroku. Pisnęła jednak zaraz cicho opadając na tyłek. Chciała jak najszybciej się podnieść. Nie dość, że byłą w butach na obcasach, to i w letniej, eleganckiej sukience z kwiecistym wzorem. Stelę co prawda miała, no ale przecież zwykłym ludziom nic nią nie zrobi, a i nawet nie mogła. Wzięła głębszy wdech próbując na szybko w głowie ułożyć plan jakiegoś działania.

Simon R. O'Malley

32


183 cm


For fuck's sake, art should be fun!







[Cytuj]
Multikonta: brak
Chłód otaczał go ze wszystkich stron.
Wkradał się na poddasze, tańczył wokół niego niczym nachalna partnerka, obejmował go widmowymi ramionami i nie wypuszczał. Dla Simona, który od zawsze kochał blask słońca, jego ciepło rozlewające się na skórze, obecna sytuacja była daleka od ideału. To nie tak, że nie przepadał za chłodem, za blaskiem księżyca, a właściwie odbiciem blasku słońca na tarczy widmowej kochanki - nie spodziewał się jednak, że chłód będzie jedynym co będzie od tej pory czuł. Nie spodziewał się, że w jego mrocznym, pozbawionym blasku wiecznym życiu jedynym co da mu ciepło będzie krew innych, krążąca w ich żyłach, rozgrzewająca skórę, choć i tej przyjemności sobie odmawiał. Nie polował na Przyziemnych, nie chciał ale... ale w chwili takiej jak ta perspektywa wyrwania się spod jarzma narzuconych samemu sobie zasad kusiła.
Na tory wybrał się właściwie przypadkiem - nie wiedząc co zrobić z dopiero budzącą się do życia nocą, pozbawiony niecierpiących zwłoki zleceń i potencjalnych klientów dobijających się do drzwi, postanowił zrobić coś, czego nie robił od dawna. Wyszedł na spacer. Nie, odkąd został przemieniony starał się tego nie robić, chyba że w towarzystwie innego Podziemnego, lub Przyziemnych przyjaciół, których nie był w stanie skrzywdzić. Teraz, po raz pierwszy od miesiąca, wyszedł sam.
Tory znajdowały się dość daleko od centrum i o tej porze nikt nie zapuszczał się w tamte tereny, więc były dobrym miejscem, szczególnie do czerpania inspiracji. Tonąc w myślach, początkowo nie zauważył blasku ogniska. Wiedziony złym przeczuciem chciał najpierw zawrócić, oddalić się, nie zbliżać do grupki śmiertelnych. Coś jednak zwróciło jego uwagę - niepokojący ruch, nagłe zwrócenie uwagi na coś, nie- na kogoś nowego, kogoś kto wszedł w krąg światła. Kogoś, kto chwilę później upadł i niemal natychmiast został otoczony przez grupę.
Zadziałał instynktownie. W ułamku chwili znalazł się w towarzystwie Przyziemnych, stając przed leżącą istotką. Kątem oka zauważył, że była to dziewczyna, dziewczynka zaledwie, nie pasująca ani wyglądem, ani tym bardziej zachowaniem do grupy, w której się znalazła.
- Panowie... - skłonił się nieco zbyt teatralnie, uśmiechając się szeroko. Blask ognia odbijający się w zielonych tęczówkach sprawił, że jego oczy wyglądały bardziej nieludzko niż zwykle, zęby zalśniły w mroku - Panowie, obawiam się, że nie mogę pozwolić wam na to, co bardzo, bardzo chcielibyście zrobić. Obawiam się również, że jeśli w ciągu paru minut nie zabierzecie tyłków z tego miejsca i nie udacie się o tam... - wskazał oddalony punkt gdzieś na horyzoncie - ... wasi rodzice będą wyciągać wasze zwłoki z tego pięknego i całkowicie niepoprawnie rozpalonego ogniska. Gasicie to i spier- to znaczy, znikacie stąd.
Maniery. Musiał pamiętać o manierach. Przeklinanie przy damach, szczególnie tak młodych, nie wchodziło w grę. Widząc, że grupka dość ochoczo i zdecydowanie zbyt szybko zajęła się zwijaniem imprezy, odwrócił się do dziewczyny, wyciągając ku niej dłoń. - Simon. Simon O'Malley. Nie potłukłaś się za mocno? Jeśli pozwolisz, odprowadzę cię z powrotem do miasta. To nie jest zbyt dobra pora na takie wycieczki...

'Cause I'm drowning for ya

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
Miała wrażenie, jakby nagle zasnęła i trafiła wprost do jakiegoś dziwacznego snu, który za chwilę miał przerodzić się w istny koszmar. Niczym zaklęta wpatrywała się w otaczających ją chłopaków, którzy zaciskali nad nią krąg niczym kat pętlę na szyi skazańca. Okrążali niczym sępy potencjalną ofiarę, która miała już za chwilę skonać i pozostać ich pożywieniem, aby pozostały z niej już jedynie ochłapy lub nawet kości. W głowie miała pustkę. Na takie rzeczy nie była przygotowana. Ona, Nefilim z krwi i kości, byłą szkolona do walki z demonami oraz pacyfikacji, bądź ewentualnego uśmiercania Podziemnych. Nie umiała jednak znaleźć odpowiedniej metody do spacyfikowania kilku młodych mężczyzn w sile wieku, którzy byli niczym lwy okrążające młodą antylopę gnu, która właśnie się przewróciła potykając o cieniutkie nóżki. Przez jej głowę przemknęła nagle paskudna myśl... Czy to tak miała skończyć? Jako ofiara? Zacisnęła dłoń na drobnych kamyczkach. Olśniło ją. Już miała wykonać swój ruch jednak wtem przybyła nieoczekiwana odsiecz w postaci wampira. Skierowała swój zaskoczony wzrok w jego kierunku. Na chwilę wstrzymała oddech obserwując co wydarzy się dalej. Na szczęście młodzi posłuchali dobrej rady i pośpiesznie się zebrali. Odetchnęła z ulgą wypuszczając z zaciśniętej dłoni żwir. Choć ogólnie obawiała się wampirów, a zwłaszcza ich uroku, to z wdzięcznością ujęła jego dłoń wstając z ziemi. Otrzepała się i poprawiła swoją sukienkę.
- Nie, dziękuję. Jestem Mia. Mia Ashdown. - westchnęła cichutko. - Mój błąd, że nie użyłam runy ukrywającej. - spojrzała raz jeszcze w kierunku chłopaków, którzy zdążyli zagasić ognisko i wystarczająco się oddalić, aby nie słyszeć ich rozmowy. Wróciła wzrokiem do Simona. Pokiwała delikatnie głową. Gdy stałą już nie wyglądała na taką małą dziewczynkę. Miała w końcu 170 cm wzrostu, a i jej figura do dziecięcych stanowczo już nie należała.
- Zapewne masz rację, jednak my Nefilim dość często patrolujemy właśnie w nocy. Przyzwyczajona jestem do tego trybu życia. Poza tym potrzebowałam... Odrobinę przestrzeni. - przyznała uśmiechając się blado. - Jeszcze raz bardzo ci dziękuję. - skinęła głową podkreślając swoje słowa.

Simon R. O'Malley

32


183 cm


For fuck's sake, art should be fun!







[Cytuj]
Multikonta: brak
O dziwo, dziewczyna nie była aż tak drobna jak mu się początkowo wydawało. Była młodziutka, to pewne, ale z pewnością nie była typową panienką w opałach. Dość szybko zorientował się, że ma do czynienia z Podziemną - być może zdradziły ją tatuaże, nie, nie tatuaże - runy pokrywające ciało, a być może to, że nie wyglądała na zwyczajną Przyziemną. Zresztą, sama wspomniała o runach, co samo w sobie świadczyła o tym, że była...
- ... aniołem? - wymruczał na głos, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że po pierwsze niezbyt grzecznym było niedopuszczanie jej do swojego wewnętrznego monologu, a po drugie, jeśli była tym kim była... Simon mógł być w poważnych tarapatach. Nefilim. Nie wiedział o nich zbyt wiele. Zresztą, niewiele wiedział o świecie Podziemnych. Starał się nauczyć jak najwięcej - wiele czytał, dopytywał się, szukał. Nie chciał popełnić błędów, nie chciał przypadkiem przekroczyć niewidzialnej granicy.
- Cóż, Mia... mogę tak do ciebie mówić? - zapytał, uśmiechając się do niej w dość kojący sposób, starając się nie pokazywać kłów. Zresztą, pewnie już wyczuła kim był. - Niewiele wiem o Nefilim, niewiele zresztą wiem o wa- naszym świecie, ale wiem jedno... ci skur- to znaczy, ci chłopcy na pewno tu wrócą. Myślę, że jeśli nie chcemy konfrontacji, a wierz mi, nie chcemy, bo przyznam ci się szczerze - niespecjalnie potrafię walczyć - zaśmiał się cicho. Co prawda co nieco wiedział o wampirzych mocach i widział jak wiele zmieniło się w jego ciele, ale nie zamierzał sprawdzać tego na ludziach - Chodźmy. Noc jest jeszcze młoda, choć zbiera się na deszcz, czujesz? Nie odprowadzę cię do Instytutu - tak się to nazywa? bo nie wiem gdzie się znajduje, ale sam mieszkam w Central, więc będziesz mieć nieco bliżej. I może zdążymy przed burzą.
Odgłos grzmotu przetoczył się po okolicy, a z nieba, jak za dotknięciem magicznej różdżki, spadł rzęsisty deszcz, niemal natychmiast i na wskroś mocząc ich ubrania. - Powinniśmy się pospieszyć. Oferuję herbatę, a Lucyfer z pewnością chętnie cię ogrzeje...

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
Dziewczyna spojrzała na niego delikatnie unosząc brew. Pokręciła przecząco głową. Nie, stanowczo do anioła było jej daleko. Owszem, może i miała w sobie jego krew, jednak czuła, że wiele przed nią by faktycznie pokazać kim na prawdę są Nefilim. Tu już nie chodziło jedynie o wyszkolenie. Jednak sposób myślenia i podejścia do świata. Ostatnie wydarzenia dobitnie pokazały, iż choć Łowcy mieli w sobie anielską krew, to w żaden sposób tego nie pokazali w ostatnim czasie. Na swój sposób stoczyli się i to z własnej winy. Tak, jakby ludzka cząstka ich duszy wzięła nad nimi górę.
Blondynka skinęła delikatnie głową zgadzając się, by zwracał się do niej po imieniu. Tak w sumie było najlepiej. Dziwnie by było, gdyby nagle do niej mówił per pani. Nah, za młoda była na to. No i dochodziło też to, iż nie czuła się jakąś ważną personą godną takowego miana. Zmrużyła jednak swoje piwne oczęta słysząc słowa Simona. Niewiele wiedział? Czyżby był młodym wampirem? Na to dokładnie wskazywało. Skinęła jednak ponownie głową.
- Masz rację. Mogą zaraz wrócić z tak zwaną odsieczą. Sama również nie mam ochoty na walkę. W ostatnim czasie... Mam ich dość. - przyznała cicho. Na samą myśl o Alicante i Instytucie przeszył ją nieprzyjemny dreszcz. Odruchowo objęła własne ramiona zaciskając na nich palce. Wzięła głębszy wdech by szybko wyrównać własny oddech. Spróbowała odsunąć od siebie wspomnienia masakr, które ostatnio widziała.
- Jeśli mieszkasz w Central to w tej samej dzielnicy jest Instytut. - spojrzała w niebo, które postanowiło obdarować ich deszczem. Cichutko westchnęła i powróciła smętnym wzrokiem na Simona. - W takim razie prowadź. Herbata na pewno się przyda. Chodź tobie to nie grozi, to ja zaraz zmarznę. - jęknęła cichutko idąc za wampirem. Może i było dość ciepło, jednak bycie mokrym w dłuższym okresie czasu szybko organizm się wychładza. Z chęcią więc skorzysta z przytulnego lokum.

[zt/2]
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo