Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator
[Cytuj]
Travelling Man

Travelling Man to sieć sklepów oferujących asortyment obfitujący w różnego rodzaju komiksy czy nawet gry planszowe - istny raj dla nerdów czy geeków. Na półkach znajdziecie zarówno starsze komiksy, jak i te najnowsze, dostępne niemal od samego dnia premiery. Zaglądają tu z dość oczywistych względów ludzie młodzi, gotowi, aby zanurzyć się w świecie fikcji i fantazji na długie godziny, a właściciele i sami pracownicy bardzo chętnie służą pomocą oraz wiedzą pochodzącą z ich zainteresowań. Tu przynajmniej nie musisz się bać rozmów o wilkołakach i wampirach czy innych istotach nadprzyrodzonych, bo zawsze przecież możesz się powołać na ostatni zeszyt swojego ulubionego tytułu.

  
Erin Spiritstride
[Usunięty]
Erin Spiritstride
[Usunięty]
[Cytuj]
    Po wątku z Elim w mieszkaniu

Nie chciała o nim myśleć, ale jej głowa robiła jej na złość. Co rusz powracała myślami do sytuacji sprzed kilku godzin, co napędzało tylko jej nerwy. Ogarnęła się dopiero w momencie, gdy zdała sobie z czegoś sprawę. Matka musiała się wciąż martwić o jej nagłe zniknięcie. Wymodziła jakiś krótki list do matki, bo łatwiej było jej przelać kłamstwa na papier. Musiała jakoś wyjaśnić zniknięcie w taki sposób, aby nie dowiedziała się o zamieszaniu z rodziną, której tak naprawdę wciąż była częścią, tylko oddzielona po prostu jakąś niezrozumiałą barierą kłaczków. Chciała go zostawić w sklepie i tak po prostu sobie pójść, ale kiedy już przekroczyła próg, wspomnienia sprzed lat wróciły. Jak tuż po poznaniu prawdy o matce przesiadywała tutaj prawie całe dnie wolne od treningów i zleceń, rozmawiając na temat jej pasji, której nabawiła się w ostatnich miesiącach. Jak ściągała tutaj Ray i wspólnie znikały na zapleczu, aby czytać te bardziej interesujące zeszyty. Lacey je otwierała, a one korzystały z Glamour, aby zniknąć przed oczami przyziemnego właściciela i tak siedziały, nie bacząc na otoczenie. Śmiały się wspólnie, rozmawiały... te czasy były piękne. Zdusiła jednak te wspomnienia w zarodku, zastępując je gorzkim obrazem z Kostnicy.

Lacey nie było, co zaobserwowała od razu. Serce jej się ścisnęło. A co, jeśli rodzina i do niej się dobrała? Na szczęście okazało się, że to tylko jeden dzień wolnego ze względu na zdrowie. Wiedziała, że niedługo będzie pełnia, nie mogła jej spędzić więc w pracy. Odetchnęła z ulgą i oddała list wypełniony kłamstwami z prośbą o ich przekazanie. Już wolała kłócić się o to, że matka nie potrzebuje lekarstwa na lykanotropię niż o to, że sytuacja z rodziną wcale nie jest tak dobra, jak mogłoby się zdawać. Lekarstwo było łatwiejsze do wyjaśnienia niż porwanie... Mężczyzna jednak nie znał blondynki na tyle, aby powiązać siniaka na policzku z czymkolwiek pozytywnym, a ona głupio nie skorzystała z Iratze po odzyskaniu steli. Był to jednak ślad na jej dumie, którego nie miała zamiaru likwidować, więc nawet nie zaprzeczała, że wpieprzyła się w bójkę i oberwała w twarz.

Pozwolił jej posiedzieć między regałami i zająć się lekturą. Warto było być córką wieloletniego, oddanego pracownika, ale nie korzystała z tego przywileju od długiego czasu. Zdawało się, że dotąd niechętny właściciel zrobił jej ten miły wyjątek, aby mogła się rozluźnić, bo wcale w ostatnich dniach nie miała łatwo. Zgarnęła więc jakiś starszy komiks, który śledziła jeszcze przed laty, ale z pewnych względów przestała. Nie sądziła, że jeszcze wróci do czytania Wynonna Earp po tylu latach, ale zawsze sądziła, że do tego czasu znajdzie się jeszcze mnóstwo innych wydań, a tu tylko trzy do nadrobienia... Jak zwykle zaciągnęła sobie na głowę kaptur swojej czarnej kurtki z długimi rękawami, a przez ułożenie nóg uchowanych w ciemne jeansowe spodnie, nie dało się zauważyć szarej bluzki, wyraźnie ciut za dużej jak na nią. Skupiała się na lekturze na tyle, że nawet nie zwróciła uwagi na to, czy ktokolwiek koło niej przeszedł, stanął, po prostu czytała. Wyrysowała sobie w międzyczasie runę ukrycia przed wzrokiem Przyziemnych, aby nikt jej nie przeszkadzał, dzięki czemu zyskała jakąś dodatkową godzinę spokoju. No, tak na oko.
 
Camellia Morgan
[Usunięty]
Camellia Morgan
[Usunięty]
[Cytuj]
/Po spotkaniu z Zaheerem

Powróciła do swojego apartamentu, aby tam w spokoju odpocząć. Nie miała na dziś żadnych planów, dlatego postawiła na czysty relaks. Lampka wina i ona sama w swoich czterech ścianach. Czasami dobrze było sobie odpocząć, szczególnie po ostatnich wydarzeniach, a musiała przyznać, że bardzo wiele działo się w jej życiu. Dość wiele. Przyjazd i pozostanie w Yorku okazało się być strzałem w dziesiątkę. Kto by pomyślał, że znajdą się tu wszyscy, których kiedyś poznała. Aiden, a nawet Zaheer. Wszystko mogło być inaczej i to właśnie tutaj miała swój nowy, lepszy start. Nigdy nie wiadomo, co będzie za kilka lat, ale nauczyła się, żeby cieszyć się chwilą, która ma miejsce w teraźniejszości.
Nagle jej głowa opadła na bok fotela i zasnęła. Spędziła tak całą noc. Następnego dnia wzięła szybki prysznic i pełna energii przebrała się, aby wyjść z domu. Miała ochotę na spacer. Nałożyła na siebie czarne, obcisłe rurki, białą bluzkę oraz jasny żakiet. Swoje długie, blond włosy pozostawiła rozpuszczone. Lubiła tak eksperymentować, więc często to robiła. To nie była wielka zmiana, ponieważ wciąż była tą samą Czarownicą. Mówiąc o tym, ukryła swoje znaki, co nie było trudne, ponieważ jej oczy były magiczne. Soczewki załatwiły sprawę, bo w końcu mieli to ukrywać. I tak robiła to bardzo wiele razy, dlatego to dla niej nic nowego.
Opuściła apartament i udała się na spacer. Chwilę tak chodziła, aż do momentu gdy natrafiła na sklep. Z góry mogła założyć, że były tam również książki, czyż nie? Zaciekawiło ją to, dlatego tam weszła. Jeszcze nie była w takim miejscu, bo nie potrzebowała. Księgi miała w swoim apartamencie. Te najważniejsze również, a teraz mogła znaleźć coś nowego. Cóż, to dość miłe rozpoczęcie dnia.
Jeden z komiksów wpadł jej w oko. Wzięła go w dłoń i zaczęła przeglądać. Zawsze trzeba spróbować czegoś nowego, choć ona wolała zwykłe książki. Już nie pamiętała, gdy ostatnio pozwoliła sobie na zachowanie się jak nastolatka. Mogła do tego powrócić, ale zbyt szybko dorosła. Przeglądała kolejne półki, aż do momentu gdy zauważyła kogoś. Była ona dość znajoma, a kiedy zrozumiała kim jest chciała się wycofać, ale zahaczyła o stojak, z którego spadło kilka komiksów. Ale wtopa. Miała nadzieję, że kobieta jej nie rozpozna i uda jej się to szybko pozbierać.
 
Erin Spiritstride
[Usunięty]
Erin Spiritstride
[Usunięty]
[Cytuj]
Dalej nie potrafiła uwierzyć w to, co się stało parę godzin temu. Z jakiegoś powodu nie potrafiła skojarzyć z tym, przed czym ją ostrzegał Elijah. Nie sądziła, że to może tak prędko nadejść, tak bez ostrzeżenia, bez żadnego powodu. Przecież nie zawiniła na tyle, aby teraz ją nienawidził i stał się oschły. Miała wrażenie, że to było coś zupełnie innego. To nie mogło być to.
W obawie przed bratem tak naprawdę zdecydowała się zabrać swoje rzeczy. Plecak leżał tuż koło jej ramienia, również ukryty przez odpowiednią runę. Trzymała go blisko, bo gdyby go w tym momencie straciła, z pewnością nigdy nie odzyska też pendrive. Poza tym, gdyby straciła urządzenie, zbyt wiele tajemnic wyszłoby na jaw. Tajemnic, których nie powinni znać Przyziemni. Miałaby wtedy problem zarówno Jia, jak i sama Erin. Ona za udostępnienie materiałów z przesłuchania, a Erin za zgubienie ich. Nie mogła ryzykować, ale też nie mogła zostać na bruku. Pierwszą myślą była Sena, ale nie chciała jej się z tym wszystkim zrzucać na głowę. Była jednak wystarczająco zaufana, aby nie zrobić jej takiej maniany, jak to uczynił jej brat.
Odepchnęła od siebie wszystkie myśli i skupiła się na zeszycie. Strona po stronie czytała historie wnuczki Wyatta Earpa, pochłaniając każdą linijkę dialogu i opisów narratora. Oglądała wszystkie kunsztowne rysunki, nie zauważając nawet, jak ktoś - wbrew jej zamiarom - skupił na niej swój wzrok. Doszła do wniosku, że to niemożliwe, chociaż przychodzą tutaj Podziemni, nie pomyśleliby raczej o tym, aby szukać Erin między półkami. Może mieli jakąś sprawę, racja, ale bez przesady. Od komiksu oderwał ją dopiero łomot spowodowany przez czyjeś trącenie witryny z komiksami. Podniosła nos znad komiksu i na dłuższą chwilę zamarła, wpatrując się swoimi zaskoczonymi, choć wciąż zmęczonymi i podkrążonymi oczami na Camellię. Nie odezwała się nawet słowem do znajomej, już nie tylko przypominając sobie sytuację z baru, ale nie chcąc zwrócić uwagi właściciela. Gdyby zaczęła rozmowę po tym, jak go zainteresowała swoim nieumyślnym wybrykiem, wzbudziłaby jego podejrzenia, w końcu nie widział Erin przez runę. Przytknęła palec do ust, jakby ją chciała poprosić o zachowanie ciszy niczym w bibliotecznej czytelni. Właściciel już ruszył w jej kierunku, wzdychając na niezdarność ludzi.
- Mogłaby mi pani pomóc? Chociaż pozbierać je tytułami - poprosił, dość grzecznie nawet jak na zirytowanego sytuacją człowieka. Pozbierał poszczególne numery, akurat w tym przypadku komiksów z niezależnych wydawnictw i zaczął wkładać je w kolejne szparki stojaka, mniej-więcej tak, jak były wcześniej.
 
Camellia Morgan
[Usunięty]
Camellia Morgan
[Usunięty]
[Cytuj]
Szczęście nie stało dziś po stronie blondynki. Sądziła, że wszystko będzie udane i nie zaliczy już żadnej wpadki. Bardzo się pomyliła, ponieważ już podczas jej codziennego spaceru napotkała kobietę, z którą miała dość niedawno styczność. Między nimi coś się wydarzyło i czarownica chciała to jak najszybciej wyjaśnić, ale gdy przyszło co do czego – stchórzyła i w rezultacie przewróciła stojak z komiksami. Może to właśnie los chciał, aby znalazła się dokładnie w tym miejscu i o tej porze. Pamiętała słowa Aidena, lecz to nie było takie proste, jakie się mogło wydawać. Nie sądziła bowiem, że zaczęcie zwykłej rozmowy, a w tym zadanie pytania będzie dla niej tak trudne. Camellia jednak była bardziej skomplikowana, niż sama sądziła. Dziewczyna miała problem z otwarciem się, gdyż kiedyś została dostatecznie skrzywdzona. Podziałało więc na nią coś tak.. przypadkowego. To, co wydarzyło się wtedy w barze mogło być niewinne i spowodowane alkoholem, który krążył w ich żyłach, ale ona się przejmowała. Miała to do siebie, że gdy przychodziło do takich spraw, nie mogła przestać o tym myśleć. Dokładnie tak samo robiła kiedyś. W dniu poznania swojej wielkiej miłości w Paryżu, uważała na każdy swój krok. Po rozstaniu postawiła wokół siebie mur, którego nie chciała burzyć, gdyż nadzieja została utracona i prawdopodobnie nigdy nie powróci. Jednakże tamten incydent sprawił, że mur zaczął pękać i powoli się sypać, a ona resztkami sił próbowała go utrzymać. Najpewniej by się jej to udało, gdyby nie dzisiejszy dzień i widok kobiety w tym zwykłym sklepie.
Gdy na nią spojrzała zauważyła zmęczenie i przygnębienie. Zastanawiała się, co takiego mogło się stać, że tak silna kobieta była w takim stanie. Znaczy nie wyglądała źle, ale dobrze też nie.
Tak, już, już. — powiedziała, zaczynając mu pomagać zebrać te komiksy, które tak niefortunnie spadły na ziemie. W miarę swoich możliwości ułożyła resztę na stojaku. Nie znała się na tym zbyt dobrze, ale robiła wszystko, aby jej wyszło. Gdy mężczyzna poszedł, odwróciła się plecami do kobiety i przygryzła dolną wargę. Kusiło ją, aby do niej podejść, ale nie mogła wydać jej kryjówki. Postanowiła więc coś zrobić. Zapłaciła za notesik oraz długopis. Usiadła naprzeciwko Łowczyni i wzięła jakiś przypadkowy komiks. Nawet nie zwróciła uwagi na tytuł, ponieważ to nie było jej potrzebne. Na karteczce napisała: ‘Wszystko w porządku?’ i pokazała jej tak, aby nikt się nie domyślił, a jednocześnie udawała, że czyta te wszystkie dialogi, chociaż kompletnie nie wiedziała o co w tym chodziło. To jednak nie było ważne, ponieważ Morgan chciała pomóc blondynce.
 
Erin Spiritstride
[Usunięty]
Erin Spiritstride
[Usunięty]
[Cytuj]
Mężczyzna z drobną pomocą blondynki zdołał zebrać wszystkie komiksy i ułożyć je na stojaku. Po jego minie widać jednak było, że martwi go nieobecność Lacey, która przecież do tej pory pomagała mu w tych trudniejszych ze względu na obłożenie klientów dniach. Jej dzisiejsza nieobecność, choć nie przeszkadzała aż tak bardzo, wciąż należała do tych bardziej problematycznych. Po jego odejściu jednak dziewczyny miały chwilę dla siebie, a przynajmniej póki żadna z nich nie podejmie zbyt ryzykownych kroków. W przypadku Eri nie było problemów, Przyziemni nie zwracali na nią uwagi ze względu na runę, ale Cam... Cam sobie z tym poradziła.
- Tak to wykombinowałaś. - Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem, ale zdecydowanie nie poprawiło to zbytnio jej humoru. Doceniła w pełni gest pozwalający na zachowanie potrzebnej dla pozorów ciszy.
Po chwili jednak udzieliła niewerbalnej odpowiedzi na jej pytanie: pokręciła smutno głową na boki, a jej zmęczony wzrok spoczął na już blondynce. Wciąż miała siniaka na twarzy, który wciąż należał do świeżych, przecież dostała w twarz jeszcze wczoraj i to dość mocno. I kto powiedział, że wątła koroner potrafi tak przywalić.
- Nic nie jest w porządku. Wydaje mi się, jakby to wszystko... Runęło - rzuciła cicho, zamykając przy tym zeszyt. Już chwilę temu odechciało jej się czytać, a teraz to zniechęcenie sięgnęło zenitu. Odwróciła po chwili wzrok i wstała, podnosząc ze sobą również plecak. Z kieszeni wyjęła stelę, ale widać było, jak jej ręce drżały.
- Otworzę nam zaplecze. Wejdź jak nie będzie patrzył - odezwała się jeszcze do Cam i, zostawiając komiks na byle której półce, ruszyła do drzwi nieopodal kasy. Zaczęła ostrożnie rysować runę otwarcia, ale nie wychodziło jej to wcale tak łatwo. Ręce jej drżały strasznie, pomyliła też kształt runy z inną, ale na szczęście nie doprowadziła do żadnych incydentów na masową skalę. W końcu zamek puścił dzięki pomocy magii, a Erin wkroczyła do środka, już w środku czekając na Cam. Jeśli miały porozmawiać to w bezpieczniejszym miejscu. Gorzej, jeśli szef zechce wejść na zaplecze...
 
Camellia Morgan
[Usunięty]
Camellia Morgan
[Usunięty]
[Cytuj]
Układanie tych zeszytów nie było teraz ważne. Nawet nie zwróciła uwagi na mężczyznę, bo przejęła się stanem siedzącej tu kobiety. Jeden priorytet na raz. Znalazła sposób na to, aby się z nią dyskretnie porozumieć bez robienia zbędnego hałasu. Nie mogła też użyć swoich czarów, choć bardzo chciała to zrobić. Mogła, ale nie w miejscu publicznym. To by jej znacznie ułatwiło działanie w tej sytuacji. Cóż, musiała się zastosować do tego rozkazu, prośby, czy czegoś innego. Obiecała sobie, że zacznie się udzielać i będzie kimś innym. A postępowanie w taki sposób oznaczało brak jakichkolwiek niesubordynacji. Nie zamierzała nikomu podpaść, choć kiedyś igranie z ogniem jej się podobało. W sumie nadal tak było, lecz to w odpowiednim czasie.
Obserwowała ją, zachowując całkowitą ciszę. Zauważyła coś na jej policzku. Zastanawiała się więc kto to mógł zrobić i co takiego jej się przytrafiło. Chciała jej w tym pomóc i jak najbardziej zamierzała to zrobić. Całe jej dotychczasowe plany przestały się liczyć. Chęć pomocy nie dawała Camelli opuścić tego miejsca, które zbytnio do niej nie pasowało, a już na pewno nie do jej wyglądu. Tutaj nie przychodzili tacy, jak ona. Preferowała inną literaturę. Cóż, może była przyzwyczajona do ksiąg i innych tego typu pism.
Błękitne tęczówki obserwowały smutne oczy Nocnej Łowczyni. Nie chciała nic teraz pisać, ponieważ wolała to powiedzieć, a już po chwili Erin wpadła na dobry pomysł. Musiała udawać, że jej nie widzi, dlatego zamknęła komiks i odłożyła go na półkę. Wstała z miejsca i zaczęła — niby — szukać czegoś innego, ale jednocześnie zbliżała się do drzwi, które prowadziły na zaplecze. Wykorzystała moment, gdy mężczyzna był czymś bardzo zajęty. Wtedy tam weszła i ostrożnie zamknęła drzwi, aby nic nie podejrzewał. Modliła się, żeby nagle mu się nie zachciało tu przyjść, bo będzie musiała się tłumaczyć, albo po prostu go znokautować i wyjść. Opcji było wiele, lecz nie wybiegajmy w przeszłość.
Podeszła bliżej kobiety. Na tyle, aby móc zobaczyć jej siniaka, który znajdował się na twarzy. Przechyliła lekko głowę w bok i uprzednio rozejrzała się w poszukiwaniu jakichkolwiek kamer, lecz nie było żadnej. Na całe szczęście, ponieważ za chwilę zrobiła coś, czego sama by się po sobie nie spodziewała.
Mogę? — zapytała i zbliżyła swoją dłoń do policzka Erin. To nie była żadna poważna rana, ale zapewne wywarła ranę na jej sercu. Czarownica mogła zrobić jedynie to, co zrobiła po chwili. Uleczyła siniaka, powodując, że zniknął. W końcu, to tak niewiele mocy, a może wyrządzić wiele dobrego.
Chciałabyś o tym porozmawiać? — spytała, zabierając delikatnie dłoń z jej policzka. Posłała w jej stronę ciepły uśmiech. Czasami lepiej było się wygadać komuś obcemu, niżeli bliskiej osobie. Nic nie stało na przeszkodzie, aby obie kobiety niedługo przeszły na następny poziom znajomości.
 
Erin Spiritstride
[Usunięty]
Erin Spiritstride
[Usunięty]
[Cytuj]
Dała sobie okienko o długości około pół minuty po wejściu Cam. Po tym niemal od razu przylgnęła do drzwi i zaczęła majstrować przy zamku stelą. Namalowanie runy Zamknięcia było trudniejsze niż tamtej, szczególnie że znowu nerwy jej puszczały. Zaklęła pod nosem po szkocku, gdy zaczęła po raz kolejny rysować runę pod nosem. Pamięć do kształtów zaczynała ją zawodzić. W końcu jednak ta zadziałała, blokując zamek przed otwarciem, zupełnie jak zwykły klucz. Czasami naprawdę kochała tę runę.
I kiedy tylko się odwróciła, zobaczyła zmierzającą do jej policzka dłoń. Odruchem było powstrzymanie jej, jakby w obawie przed sytuacją sprzed niecałej doby. Bała się, że znowu dostanie w twarz tak naprawdę nic. Dopiero po chwili dobiegł do niej sens słów wypowiedzianych przez Camellię. Chciała ją uleczyć. Trzymając wciąż jej nadgarstek, opuściła jej rękę i samej odsunęła się na kilka kroków. Zastanawiała się jednak, co było w tej sytuacji gorsze: chęć uleczenia rany, która była bezpośrednio połączona z jej dumą, czy samo zagrożenie ponownego uderzenia.
Popadała w paranoję.
- Nie wiem, czy jest o czym rozmawiać - odezwała się jedynie, stojąc tyłem. Objęła się rękoma, a jej wzrok szybował między ścianami a pudłami zaklejonymi taśmą pakową. Znajdowały się w nich gry, które czekają na oficjalne wydanie, aby pojawić się na półkach. Embargo zobowiązywało każdego, więc nie mogli ich od tak-o wystawić.
- Nie potrzebuję leczenia - tymi słowami zanegowała bycie cybernetycznym ninja z pewnej gry*. Wzięła głębszy wdech. - Po prostu... wszystko się zjebało, tak? Nikt nie wierzy w moje słowa, bo każdy patrzy na mnie przez ten jeden pryzmat tego, jaka jestem - kontynuowała z irytacją w głosie.

*- Genji z Overwatcha i memy o leczeniu
 
Camellia Morgan
[Usunięty]
Camellia Morgan
[Usunięty]
[Cytuj]
Niestety działo się tak bardzo często. Ludzie oceniali nas przez pryzmat tego, jacy jesteśmy i bardzo rzadko zwracali uwagę na zmiany przez jakie przeszliśmy. Ktoś kto znał Camellie kilka lat temu, mógł ją ocenić jako zwykłego tchórza, który się po prostu ukrywa i czeka na to, aż wszystko się ułoży, lecz ona się zmieniła. Dokonała tego i nawet sama się sobie dziwiła. Choć i tak czasami było jej trudno pogodzić się z tym co czuła. Ból jest częścią bagażu, który nosi każdy z nas.
Uszanowała to, że dziewczyna nie chciała zostać uleczona. Może to ze względu osobistych? Nie miała pojęcia, ponieważ nie znała jej tak dobrze, jakby tego chciała. Ale to nie przeszkadzało w tym, aby spróbować zwykłej rozmowy, która być może doprowadzi do pocieszenia panny Spiritstride. Gdyby Morgan tego nie chciała, to nie robiłaby sobie kłopotu z wchodzeniem na zaplecze sklepu dla nerdów. Dość ponure miejsce, pełne zaklejonych pudeł i innych tego typu rzeczy, ale bywała w gorszych i straszniejszych.
W porządku. — powiedziała cichym głosem, spoglądając w jej oczy i tym samym pokazując, że nie ma złych zamiarów. Od razu mogła wywnioskować, że mogła się tego lekko przestraszyć. Blondynka żyła już dość długo, więc zdążyła się poznać na niektórych zachowaniach. Oczywiście nie wszystkich, ale na większości już tak.
Ale ja Cię nie znam, Erin. Nie tak dobrze, jak powinnam. Mimo to.. możesz mi opowiedzieć swoją wersję. — odparła po czym ujęła delikatnie jej dłonie. Naprawdę chciała pomóc i nie miała w tym żadnego ukrytego motywu. Rozmowa z kimś nieznajomym może okazać się naprawdę pomocna. Camellia nie mogłaby jej od tak zostawić, widząc, w jakim stanie jest Nocna Łowczyni.
Mogę się okazać naprawdę dobrym słuchaczem. Możesz też pomyśleć o mnie jak o dobrej wróżce, która może spełnić jedno twoje życzenie. — posłała w jej stronę delikatny uśmiech.
 
Erin Spiritstride
[Usunięty]
Erin Spiritstride
[Usunięty]
[Cytuj]
Nie tak dobrze, jak powinna? Jej oczy otworzyły się nieco szerzej. Miała wrażenie, że się przesłyszała. Może rzeczywiście się przesłyszała. Przecież poznały się w pubie, gdzie obie chlały jak chciały. Odwróciła się w jej kierunku, ukazując jej tym samym zdziwiony wyraz twarzy, przy czym otworzyła usta. Chociaż początkowo nie wydobył się z nich żaden dźwięk, po chwili się przełamała. Już wtedy jej zaczynała gadać o wszystkim, co ją gryzło. Może nie była tak napruta, jak mogłoby się zdawać, ale pamiętała wszystko. Zupełnie tak, jakby jej stan psychiczny albo zdrowotny powstrzymały ją od zapomnienia tak ważnych rzeczy. Pamiętała, jak nawet rzucała aluzjami do tego, co o niej myślą w Instytucie. Pogadanka, bo po pijaku kogoś wyrwała... po miesiącu nieobecności... Wydźwięk tych słów był jeszcze bardziej przygnębiający niż sam fakt, że je kiedykolwiek wypowiedziała.
Nie puściła jej dłoni. Mogłoby jednak się wydawać, że jej ciało się rozluźniło. Była po prostu ciepłą kluchą, której większość odmawiała bliskości równie bardzo, jak tego potrzebowała.
- To, co ci mówiłam o naprawianiu jednego błędu... Gdybym nie zgodziła się na prośbę rodziny, dzisiaj tej sytuacji by nie było. Przez miesiąc wisiała nade mną groźba śmierci, ale dosłownie nikt nie pomyślał, aby mnie odszukać - zawiesiła głos po wdechu, a jej wzrok opadł na podłogę. Teraz kiedy była czysta, nie miała brudnych i podartych ubrań, ciężko było zauważyć braki w wadze i że ubrania poniekąd na niej wisiały. Częściowo straciła to, nad czym tyle pracowała przez te wszystkie lata.
- Każdy mi bliski, nawet mój brat, uważał, że poszłam się uchlać. Bo nie utrzymywałam z nikim kontaktu przez miesiąc, a on znalazł mnie w takim stanie na ulicy.
Nie wiedziała dlaczego, ale łatwiej było jej zrzucić okowy blokujące ją przed powiedzeniem tych słów. Nie odczuwała żadnej blokady, która powstrzymywałaby ją przed zacytowaniem słów brata i parabatai.
- I nie patrzą na to, że przez wszystkie lata zawsze byłam dla nich, ale wieszają na mnie psy za jedno niepowodzenie.
Może jednak miała rację? Łatwiej było powiedzieć o wszystkim komuś obcemu. Nie poczuła nawet tego, co czuła przy Elim: nie czuła parcia łez, gdy jej emocje po raz kolejny wzięły górę. Teraz zdawały się uspokajać wszelkie demony, które trzymała za zamkniętymi drzwiami do ciemnego pokoju w jej umyśle.
Za chwilę jednak wysunęła dłoń z jej objęć i cofnęła się o krok. Podniosła wzrok, aby spojrzeć jej w oczy. Nie widziała tych samych, kocich tęczówek, tym razem ukrytych za soczewkami. Ale samo spojrzenie wystarczyło.
- Nie powinnaś spełniać tego życzenia. Nie powinnaś się z nimi spotykać. Wyśmieją cię i... nie uwierzą. Bo wierzą w to, co widzieli u mnie przez te lata - skończyła. Poczuła się oczyszczona, ale ciężar na barkach wciąż spoczywał. Wzięła na siebie zbyt wiele i teraz czuła wszelkie skutki uboczne.
 
Camellia Morgan
[Usunięty]
Camellia Morgan
[Usunięty]
[Cytuj]
Camellia chciała usłyszeć o problemie Erin. Pragnęła jej pomóc. Dlaczego? Czuła właśnie taką potrzebę, aby uczynić coś dobrego i jednocześnie pomóc dziewczynie w walce z jej demonami. Obserwowała ją i lekko trzymała dłoń kobiety, aby w ten sposób podnieść ją na duchu. Nie chciała, aby to był przymus. Gdyby nie była w stanie tego powiedzieć, to ona by to zrozumiała. Nie każdy bowiem to potrafi. Przyznanie się do tego, co się czuło było naprawdę trudne. Camellia również miała z tym problem, ponieważ preferowała rozprawienie się z tym samemu. Tak było najlepiej, bo wtedy nie musiała nikogo obarczać, a naprawdę źle by się czuła z tym, że po prostu kogoś obarcza. Od lat była sama i wiele razy mierzyła się z własnym mrokiem, więc była do tego jak najbardziej przyzwyczajona. Mimo to, lubiła pomagać, a widząc cierpienie w jej niebieskich tęczówkach pragnęła dać jej odetchnąć, aby pomogła powiedzieć co jej leży na sercu i dzięki temu poczuje się lepiej. Czy to źle, że chciała dobrze dla drugiej osoby?
To trochę niefajnie z ich strony.. — powiedziała. Spojrzała na nią i cicho westchnęła. Zastanawiała się co mogła zrobić w tej sytuacji. Jakiś pomysł może by i miała, ale nie miała pojęcia, czy da się to wykonać.
Widzę, że masz bardzo wiele na głowie, Erin. — zaczęła i oparła się o stolik, który był za nią, ponieważ dziewczyna potrzebowała przestrzeni, a ona to szanowała. — Nie mogę z nimi porozmawiać, ponieważ ich nie znam. Jednakże mogę Ci coś zaproponować rozwiązanie. Możesz się wyrwać z Central, a ja cię zabiorę w fajne miejsce, gdzie nikt do ciebie nie przyjdzie. Tam możemy się też poznać... jeśli byś tego chciała. Do niczego cię nie namawiam, pamiętaj. Chciałabym ujrzeć ten słodki uśmiech na twych ustach. — na koniec spojrzała w jej kierunku. Zastanawiała się, czy może się zbytnio nie pospieszyła, ale chyba nic złego nie powiedziała, prawda? Zrobiła się jakaś.. śmiała, jeśli chodziło o pannę Spiritstride.
A ty w sumie.. nie musisz im niczego udowadniać. Jesteś jaka jesteś i oni sami powinni móc to dostrzec. — dodała ściszonym tonem głosu. Gdyby ta się zgodziła, to wystarczyłby jeden portal i byłyby w jej domu.
 
Erin Spiritstride
[Usunięty]
Erin Spiritstride
[Usunięty]
[Cytuj]
Nie była tą samą nastolatką, która trafiła do Yorku po śmierci rodziców. Przez cały ten czas odpędzała od siebie ten mrok, pozbywała się go, chociaż czasami pozwalała sobie na to, aby go ogarnął. Tych momentów było niesamowicie wiele, ale ilość incydentów malała wprost proporcjonalnie do tego, jak zacieśniały się jej relacje z Ray. Osoba, która tak naprawdę pojawiła się w jej życiu niespodziewanie, okazała się swoistą tarczą blokującą mrok przed wdarciem się do jej serca. Teraz ta sama tarcza samoistnie się rozpłynęła, dopuszczając do niej wszystkie negatywne uczucia, które skrywały się w tamtym pokoju. Teraz tkwiła w ciemnej chmurze, po omacku szukając wyjścia z pomieszczenia. Samej nie była w stanie odnaleźć drzwi, a tym bardziej kluczy do tychże. Eli tylko zagęścił ten dym podejrzeniami, że współpracuje z Kohortą, tudzież ze swoją rodziną, a której szczerze nienawidzi. Wtedy zjawiła się blondynka, która wyciągnęła do niej tę pomocną dłoń, przebijając się przez kłęby dymu. Podziałała jak ta lina wyciągająca człowieka z dna ciemnej jaskini.
Wysłuchała jej propozycji i przez moment spoglądała na nią z szokiem wypisanym na twarzy. Może miała rację? Potrzebowała przerwy. Potrzebowała twardego resetu, z dala od Instytutu, od problemów, zmartwień... Od Ray i od brata...
- W normalnych warunkach pewnie bym się na to nie zgodziła... ale wy, Czarownicy, chyba po prostu dostrzegacie o wiele więcej. Widzicie, co drugiej osobie ciąży na sercu... Dobrze, niech będzie - odpowiedziałą, ale bardziej ostrożnie niż pewnie. W pewnym sensie obawiała się, że ten dzień może być tylko gorszy, że Camellia wciąga ją w kolejną pułapkę wyniszczającą psychikę.
Jej słowa o wartości jednak dały wiele. Zdawałoby się, że nawet się bardziej wyprostowała i przestała garbić mimo woli. Słowa były potężnymi zaklęciami o niesamowitej mocy sprawczej, którymi władał każdy. Wystarczyło ich tylko użyć w odpowiedniej intonacji i ciągu, w zależności od tego, jakich efektów oczekujemy. Upewniła się, że stelę ma przy sobie, tak samo oba serafickie przytroczone do boku. Wiedziała, że do czasu, jak się ogarnie, nie powinna pojawiać się w Instytucie, aby nikomu się nie narazić. Nie teraz, gdy Eli wpadł w jakiegoś rodzaju psychozę, a Ray nie chciała jej widzieć na oczy.
- Nie musisz z nimi rozmawiać. Jeśli tak jak mówisz, nie dostrzegają mojej wartości, tym bardziej nie dostrzegą jej, gdy mówi o niej ktoś znany tylko mi, więc to mija się z celem. - Ciężko westchnęła. I chociaż do głowy wpadł jej ten pomysł, aby podała się za Margaret, ale to by nie wyszło. - Dobrze więc. Prowadź. - Rozłożyła ręce, ale wyraźnie nie zdawała się zbyt pozytywnie nastawiona do tego pomysłu.
 
Camellia Morgan
[Usunięty]
Camellia Morgan
[Usunięty]
[Cytuj]
Każdy ma w sobie swoje własne demony, z którymi musi się mierzyć. Niekiedy jest to codzienna walka, a nie raz zostaje ona powstrzymana przez ludzi z naszego otoczenia. Ona coś o tym wiedziała i nie wyobrażała sobie co musiała czuć teraz Erin, gdy — jak sądziła — jej najbliżsi potraktowali ją najgorzej na świecie, oceniając po tym, jaka była kiedyś. Może wiedźma jej nie znała, nie tak dobrze, jakby chciała, ale dostrzegła w niej coś dobrego. Powiadają, że można ujrzeć coś w czyichś oczach. Tak też było teraz. Dostrzegła coś w oczach Nocnej Łowczyni.
Pomoc innym może naprawdę zdziałać wiele dobrego. Morgan nie miała w tym żadnego interesu. To było całkowicie bezinteresowne. Może dzięki temu wyjaśnią sobie również sytuacje, która miała miejsce w barze. Musiały o tym porozmawiać, ale na razie najważniejsze było samopoczucie kobiety, którą zdążyła już polubić. Wszystko na plus! Zmierzały więc w dobrym kierunku.
Potrafimy to dostrzec niczym dobre wróżki. — powiedziała, spoglądając prosto na nią. Przy wypowiadaniu tych słów, kącik jej ust uniósł się delikatnie w górę, tworząc uśmiech, który posłała w jej stronę. — Można chyba śmiało powiedzieć, że to poprzez doświadczenie. Zdążyłam się już poznać na niektórych ludziach, więc mogę śmiało stwierdzić, co czuje druga osoba, choć to też bywa trudne. Nie zawsze jesteśmy w stanie to zrobić, ale mogę mówić jedynie za siebie. Kto wie, może jakiś inny czarownik jest w stanie czytać czyjeś uczucia. — wyjaśniła. Oczywiście, że uważała, iż to jedynie kwestia doświadczenia. Zdążyła się poznać, ponieważ żyła już ponad dwa wieki. Przez ten czas nabywa się potrzebne doświadczenie, lecz czasami popełniamy te same błędy. Niestety nie zawsze jesteśmy ich świadomi, ale gdybyśmy mieli wszystko przewidywać to życie byłoby nudne i pozbawione tych niespodzianek, które los rzuca nam pod nogi.
Bardzo się cieszę, że mam twoją zgodę. Mam nadzieję, że nie pożałujesz. — odepchnęła się lekko od szafki, aby stanąć już prosto. Camellia ucieszyła się z tego, że mogła kogoś zaprosić do swojego domu. Bardzo rzadko miała gości, bo nigdy jakoś nie było okazji zaprosić jej znajomych i przyjaciół, których poznała na przestrzeni lat.
Się robi. — odrzekła w dość wesoły sposób, a po tym zaczęła machać swymi rękoma — jak to zwykle bywa przy rzucaniu zaklęć — i otworzyła portal. Następnie zachęciła ją ruchem dłoni, aby podeszła bliżej. Chwyciła ją za dłoń i razem z nią przeniosła się do domu panny Morgan, który znajdował się tuż przy płynącej nie daleko rzece, a wokół panowała cisza. Kobiety od razu znalazły się w salonie Camelli, a wtedy zamknęła portal.

Zt. x2
 
Sia

Han Mi Ra

20/21


155 cm


...but i want to live, not just survive






Sia
[Cytuj]
Multikonta: -
| IX

Oddychaj. Granica między emocjami zaciera się, niknie wraz z mijającym czasem, z drżeniem drobnych rąk, z każdym zaciśnięciem pełnych ust gotowych ułożyć się w przeraźliwy krzyk. I żaden rozpaczliwy gest ni myśl muśnięta słońcem nie potrafi nadać stałości, wyrazistej linii oddzielającej nawet najbłahsze uczucie od tysiąca mu podobnych, pozostawiając ją tym samym na łasce nieokiełznanych fal nowych wrażeń, zagubienia narastającego w umyśle dotąd ograniczonym przez normy współczesności. I może tylko oddychać. Liczyć niespiesznie do trzech z przymkniętymi oczami, bo co jeśli tym razem kurtyna rzęs uniesie się powoli, ukazując światu czerń tęczówek, a wszystko to, czego zdążyła doświadczyć, okaże się ledwie złym snem? Zwykłym figlem losu? Złośliwostką chwili? Znane ramy na nowo obejmą jej postać, pozwolą na powrót obrać wytartą ścieżkę istnienia i może, ale tylko może, będzie łatwiej. Łatwiej bez tego poczucia obcości we własnej skórze, dotąd wystarczająco niekomfortowej. Łatwiej bez obaw o skry dnia codziennego, gotowe zająć niespokojne wnętrze i przyprawić je o niekontrolowane zmiany. Łatwiej bez cieni tańczących w kąciku oka, bez istot dotąd przemykających między wersami bajek dla dzieci oraz opowieści dla nieco większych dzieci, gdzie fantazje i prawdziwa miłość przeplatają się między sobą nierozerwalnie. Bez poczucia utraty tego wszystkiego, co składało się na własną osobę, a co teraz wydawało się w pewien sposób wypaczone i wprost nieznośne. Więc oddycha. Spokojnie wypuszcza powietrze spomiędzy warg, kruchą skorupą opanowania otulając kłębowisko bez granic jątrzące się w duszy i pozwala czerwieni płynąć. Rozlewać się wśród bieli stronic, zakrywać niebieskie rzędy liter, podkreślać niezrozumienie wobec każdego zagadnienia. Ciemne brwi marszczą się w wyrazie najwyższego skupienia, kiedy starannie nanosi na notatnik litery 'wtf' opatrzone stosowną ilością wykrzykników i znaków zapytania. Piętrzące się po prawej i lewej stronie zeszyty milczą, podle unikając wszelkich odpowiedzi, a jednocześnie oferując rysunki nasycone wyrazistymi barwami i splotami wydarzeń tak dziwnymi, iż miała wrażenie, że z każdym przeglądanym komiksem wie coraz mniej. Czerwony marker zamiera w połowie drogi, kiedy próbuje łączyć jedną teorię z drugą, lecz jedyne co pozostaje to nieustający lęk o te same marszczące się ciemne brwi, które jak w Teen Wolfie mogą zniknąć, jeśli pozwoli swej nowej naturze przejąć nad sobą kontrolę. A co jeśli nie zdoła nad nią zapanować? Czy jak w Więźniu Azkabanu stanie się bezrozumną bestią, atakującą wszystko, co tylko znajdzie w zasięgu wzroku? Cholerne komiksy o superbohaterach nie mogły jej pomóc, podobnie jak pracownicy patrzący na nią z niknącą sympatią, bo dali z siebie naprawdę wszystko, a teraz muszą znosić drobną azjatkę okupującą miejsce pod ścianą w otoczeniu zebranych przez nich jakże pieczołowicie tomów. Wiedziała, że mogło być to lekkim utrapieniem, ale obiecała sobie, że coś kupi, aby choć trochę wynagrodzić im tę wyrozumiałość i brak prób jej wygonienia. Co byłoby słabe, biorąc pod uwagę, że swoją zmianę w kawiarni zaczynała za jakieś dwie godziny, a do tego czasu chciała się czegokolwiek nauczyć. Tak, wbrew pozorom to znudzone wertowanie stron było swoistą wersją nauki, której czarownica roztaczająca niejako opiekę nad świeżo upieczoną wilczycą nie potrafiła odpowiednio przekazać. Znaczy potrafiła, Sia była pewna, że wiedźma potrafiła wszystko, ale podstawowe fakty oraz wiedza ogólna nie są wystarczające, by mogła dzięki nim zachowywać się, jak przystało na porządnego wilkołaka. Jakkolwiek by ono nie było, a wchodzenie w interakcje z podobnymi sobie nie wchodziło póki co w grę - co jeśli popełni jakąś głupotę na wstępie? Nie obwącha tej części na powitanie, co powinna? Co, jeśli zbłaźni się okrutnie i zostanie tą, którą na zajęciach z wychowania fizycznego wybiera się jako ostatnią? Co, jeżeli przez wykluczenie, podobnie jak świnki morskie i króliki umrze szybciej, bo dopadnie ją samotność i żadne pięćdziesiąt osiem kotów nie zdoła tejże samotności zagłuszyć? O nie, nie, nie. Zdecydowanie musi poznać podstawy, cokolwiek, nim zacznie dumnie kroczyć - a raczej czołgać się - po świecie cieni, gdzie przy odrobinie nadziei nikt nie zwróci na nią uwagi. Tak. Taka powinna być. Niezauważalna. Niewidzialna. Nieprzyciągająca uwagi. Kiwa głową do siebie zadowolona, z podobnym zadowoleniem przeciąga się, rozprostowując nogi w tej swojej niezauważalności, mogąc tym samym wywołać jakiś przypadkowy wypadek. Ale cóż z tego, skoro miała plan i poradniki w postaci totalnie zmyślonych historii?


--- I'm sour candy
so sweet then I get
a little angry

Shar

718


170 cm


I've just learned how to use my heart less...





[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Słuchaj ziom - przestań się gapić, bo inaczej przygramolę Ci w pysk – nie powiedział nigdy Nith, za to śmiało warczała Shar. Życie w Świecie Mroku nie było łatwe - tu uważaj, tam unikaj, potem zaś pytaj jak, skoro wszystko wokół spowił mrok! Przeklęte nierówności na chodniku – okropne kamory pod nogami – wdepnięcie w gówno to już szczyt złośliwości i to jeszcze całkiem możliwy do zstąpienia na łeb bądź pod nóżki pewnej duszy. To cud, że w sztormie chaosu wiedźma zdołała odnaleźć iskrę nadziei. Kochana Pani Zosia – co prawda imię jej zmyśliliśmy, ale to nic, wszak to dzięki niej ślepa istota raczyła omijać kłody śmiechu i pułapek z pomocą dwóch przeuroczych czworonogów.
Ich oczy przeciętne, włosie złote i mięciutkie, a nosy stale mokre i wielce wyczulone. Psy – czy wiedziałeś, że od zarania dziejów aż po dziś uchodziły za najlepszych kompanów dla ludzi? Z początku sam w to nie wierzyłem, w końcu kto normalny chciałby trzymać psa? Duże to, szczeka, ciągle żebrze o jedzenie... No a jeszcze dodaj linienie, konieczność wychodzenia na spacery i coroczne szczepienia! Nie wspomnę oczywiście o obowiązkowej sterylizacji/kastracji. Serio ziom jeszcze tego by mi brakowało, aby po ogródku latało stado spłodzonych koniecznością reprodukcji nadanej im przez naturę szczeniaków. Z drugiej strony takie smrody wyglądały na urocze, a dorosłe niekiedy potrafiły pomóc. Jak na kogoś, kto rzadko kiedy przyznawał rację, Shar dość szybko zmieniła zdanie. Choć miejscami upierdliwe, te dwa włochate psy znacząco ułatwiały jej codzienne funkcjonowanie w obcym ciele.
W taki czy inny sposób - postawmy na ten autorsko uniwersalny. Drzwi do sklepu otwierają się, a przez ich próg przechodzi facet. Z pozoru zwykły - stosunkowo wysoki, smukłej budowy i nawet ubrany jak na współczesną modłę przystało! Na tle innych wyróżniały go dwa detale – trzy dla tych bardziej wyczulonych. Pierwszy: soczewki maskujące prawdziwe ślepia - boże gościu chwała Ci, że ich nigdy nie zdejmowałeś! Drugi: pies towarzysz – jeden, tamten postawiony na straży przed lokalem. Trzeci: aura, której nie sposób było nie wyczuć przez nadnaturalnych reprezentantów Świata Mroku. Mocna magiczna aureolka z kwiatuszkiem zapaszku spalonej zapałki osadzonym na przedniej części nieistniejącego diademu – wybornie... Co tu robiłeś kocie o skośnej mordzie? Prócz tego, że chodził i fuczał coś pod nosem – no bo ten, ktoś musiał odebrać niedawno zamówione komiksy. Oby tylko prawda o nich nie ujrzała “światła” dziennego. Nie każdy musiał wiedzieć o cichym uwielbieniu Marvela przez pewną wyjątkowo wybredną osóbkę z duszą osadzoną w nieswoim ciele. A to peszek...
Wędrówka pomiędzy regałami łatwa nie była, ale hej! Pies przewodnik to jest coś - nikt przecież ślepego nie wygoni, tym bardziej wiecznie marudzącego na uczulenie – kurwa... To jednak nie APTEKA? Czyli jednak należało skręcić w lewo... Głupi sierściuch - właśnie dlatego na przekór powyższym literkom oba czworonogi zostały na ZEWNĄTRZ.
Wyciąga nogi w przeciągłym pobudzeniu ciała. Wtem osoba druga idzie, nie widząc siedzącej panienki na jednej z pseudo puf, gdzie miewano w zwyczaju czytać komiksu. Nagle – JEB – nie dość, że ktoś nie zauważył wysuniętej stopy, to na dodatek poważnie zachwiał swoją równowagę, ocaloną wyłącznie przez ten niemiłosiernie latający we wszystkie strony świata ogon. Pal licho kłody Losu - chwała maskowaniu odgórnemu, które jak gumka w PS zamazywało czarodziejskie atuty kociego Pana. Szanowna psino – zgodzisz się ze mną, że psowate za kotowatymi nie przepadały? A może rozpoznasz skośnego, którego znała także niejaka wiedźma Shar?
- Co do... - a to fuknięcie - niby obce, a jednak swojskie akcentem, który dziwnym trafem charakteryzował właśnie powyższą osóbkę. Chyba nie bez powodu mawiali, że kto z kim się zadaje, ten takim się staje.
The easiest way to avoid getting hurt is to stop caring but not caring is the hardest thing to do.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo