Logan Ward

56


192 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Wayfarer
Przewróciłem tylko oczami, kiedy dalej ciągnęła ten dowcip z pomalowaniem mi całego warsztatu w jakieś słodkie, pstrokate kolory. Mnie tym nie zagnie. Nie to, żebym jej kiedykolwiek na to pozwolił, bo jak każdy wilk jestem terytorialny, a ona w jakiś sposób stała się wyjątkiem, który na swoje terytorium zawsze wpuszczam bez żadnych pytań, albo raczej nie reaguję, jak się sama wprasza... Jednak oboje wiemy, że malowanie garażu nie będzie miało miejsca. Nawet jeśli miałby kto zająć się ponownym remontem! Muszę dbać o reputację.
- To zależy od tego jak dobrze będziesz się sprawować. Wolisz robić w reklamie, czy ochronie? No i jeśli w ochronie to mojej czy nieruchomości? - uśmiechnąłem się do niej zadziornie pokazując białe ząbki.
Pogłaskałem ją po głowie kiedy się tak obruszyła tym moim przyjacielskim tyrpnięciem robiąc przepraszającą minę.
- Ja wolę? A co mi do ich zapasu mięsa. Wyżeraj ile chcesz. - zaśmiałem się rubasznie, ale kiedy kłapnęła mi zębami obok szyi mimowolnie mięśnie w tym rejonie się spięły.
Nie wytrzebisz z żołnierza tak łatwo pewnych przyzwyczajeń w reagowaniu na zagrożenie. Nawet, jeśli jej jako zagrożenie nigdy bym nie potraktował. Ufałem, że ma wobec mnie najlepsze intencje, teraz i w przyszłości.
Uśmiechnąłem się kiedy przynieśli nasze zamówienia, które rozglądając się po okolicznych stolikach... Były chyba sumą wszystkich innych w lokalu. No cóż, też przyjechałem głodny z warsztatu, więc bez ceregieli wziąłem się za opędzlowanie pierwszej kanapki jeszcze zanim Sina znów się do mnie odezwała. Z głupkowatym uśmiechem spojrzałem tylko na pusty papierek w rękach odrzucając go na bok i wycierając usta serwetką.
- Tak? Jestem ciekaw jaki masz sposób na złapanie najszybszego wilka w Yorku. - spojrzałem na nią z prawdziwym zaciekawieniem - Chyba nie myślisz, że wystarczy rozłożyć kilka steków, jak okruszki w jasiu i małgosi, a ja się złapię w te sidła? - zaśmiałem się cicho sięgając po kolejną kanapkę - No wiesz co... Ja nie mam dobrego serca? Ja? - fuknąłem - A myślisz, że ile kosztowały mnie te wszystkie turbiny, które upuściłaś albo porysowane maski bo chciałaś się po nich przejechać jak na filmach? Czy ja cię kiedyś za to policzyłem, hę? - spojrzałem na nią mrużąc oczy z udawaną urazą - Nawet miałem zamiar zapłacić za twój dzisiejszy posiłek, ale masz rację, mojego niedobrego serca nie stać na ten gest. - wyszczerzyłem się do niej złośliwie.
- Będę się starzeć z gracją moja droga... Tak jak natura chciała. - sięgnąłem z nową kanapką do ust udając prawdziwego arystokratę po czym tylko się do niej uśmiechnąłem i pochłonąłem ją bez wysublimowanej gracji, ale za to z wilkołaczym apetytem!

Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
No właśnie główny punkt rozrywki miał polegać na tym, żeby Logan nie miał zielonego pojęcia, że takowe malowanie się odbywa, a potem tylko przyjść na gotowe. Jakby tak dogadać się z jakimś alchemikiem, to może i zapach udałoby się ukryć? I potem nagle taka niespodzianka... Choć trzeba było przyznać, że z kolorystyką raczej żartowała - nie miała wprawdzie jakiś idiotycznych urazów do kolorów, ale preferowała raczej bardziej stonowane odcienie niż ultra pstrokate. Może kiedyś z nudów pójdzie się pobawić kolorami z warsztatem, ale to kiedyś.
- Ochronie Twojej? Może jeszcze osobistej i całodobowej? - podchwyciła z błyskiem w oczach i szerokim uśmiechem na twarzy. - Wiesz, że takie rzeczy kosztują, moje Ty słoneczko? - nachyliła się lekko, ciekawa odpowiedzi. Temat zszedł na zaiste ciekawe tory.
Na przeprosiny tylko wymownie wskazała tyrpnięte miejsce. Przecież na ból najlepsze było cmoknięcie w bolące miejsce, więc idealnie. I nie ma wymigiwania się, bo jeszcze załączy łezki i będzie na Logana, że kobiety do płaczu doprowadza.
Napięcie mięśni za to było doskonałym sygnałem, by się odrobinkę cofnąć - i po prostu nie kłapać ząbkami. Zabawa zabawą, ale należało się jednak trzymać granic, a skoro Loganowi taki gest się nie podobał... Oczywiście, że nie zamierzała zrobić mu żadnej krzywdy, ani tym bardziej atakować, ale każdy w końcu miał swoje urazy, tak jak ona miała problem ze strzelaniem do jej osoby, tak Logan najwyraźniej nie lubił kłapania ząbkami. Stąd więc w ramach upewnienia go, że nie miała nic złego na myśli, podsunęła mu kawałek własnego mięska z kanapki. Szczyt altruizmu, głodna jak pierun wilczyca dzieli się mięsem - spoko, odbierze z nawiązką, aż tak miła nie była. I po tym mogła już w spokoju wrócić do pożerania własnych kanapek, żeby napełnić żołądek, który zachowywał się, jakby od tygodnia nie jadł.
- Niech szlag trafi demony i odcinanie rąk, od dawna się tak nie obżerałam... - wymamrotała, od czasu do czasu jak na siebie samą przystało podbierając trochę żarcia Loganowi na ładne ślepka. No przecież mówiła, że odbierze, prosimy się nie czepiać!
- To jest moja słodka tajemnica. No chyba nie sądzisz, że Ci powiem, żebyś jeszcze mi uciekł? Nie nie nie. - pokręciła palcem prosto przed nosem mężczyzny, tylko po to, żeby po chwili lekko w ten nos pacnąć go palcem.
- Po pierwsze, nic nie upuszczałam, po drugie, niczego nie rysowałam, a po trzecie mówiłam, żeby nie dawać mi ciężkich rzeczy, bo jestem tropicielem, a nie siłaczem i to już jest w pełni wasza wina. - przymrużyła lekko oczka. - I jak to nie stać? - hops i natychmiast znowu znalazła się na kolankach Logana, tym razem robiąc wybitnie smutne oczka, jakby jej nie przymierzając nóż w serce wbił taką deklaracją. - No to właśnie tym bardziej chyba powinieneś mi udowodnić, że się mylę, prawda? Taki gest dobroci i w ogóle, podskoczysz w rankingu dobrych ludzi wspomagających biednych policjantów... No promyczku mój. - nie odrywając uroczego spojrzenia zgarnęła własną kanapkę i zabrała się za pałaszowanie jej, bo jednak negocjacje negocjacjami, ale żołądek swoje prawa miał.
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime

Logan Ward

56


192 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Wayfarer
- Czyli jednak kusi cię ochrona mej skromnej osoby? - wyszczerzyłem się do dziewczyny chytrze - Całodobowej? Nie mówiłem nic o całodobowej ochronie, ale skoro tak się za mną stęskniłaś, to kim jestem ja, żeby ci odmawiać? - uszczypnąłem lekko jej policzek lekko za niego ciągnąc z rozbawioną miną - Chcesz się od razu do mnie wprowadzić, skoro twoje usługi obejmują ochronę całodobową? Moimi finansami natomiast nie musisz się martwić, widziałaś samochody, które stoją u mnie w garażu. Wybierzesz sobie jednego dla siebie co roku. - zaśmiałem się, jednak patrzyłem na nią trochę badawczo, kiedy jej oczka tak świeciły się na ten pomysł, bo trochę to jednak podejrzane... Ma jakiś plan. Zawsze.
Oh... Chciała przeprosin za to delikatne tyrpnięcie w czoło? Oczywiście, jestem dżentelmenem, więc nie pozostaje mi nic innego, jak przeprosić ją w sposób, który sobie wybrała. Korzystając z tego, że jeszcze trzymałem dłoń w okolicy jej policzka po tym, jak ją tam pociągnąłem ułożyłem tam wygodnie dłoń powoli głaszcząc. Nachyliłem się do niej całując ją w czoło przy okazji miziając ją w tym miejscu pieszczotliwie swoim zarostem zostawiając na niej również trochę zapachu, jak przystało na wilka. Wyprzedzając wydarzenia, przesunąłem swoją dłoń na jej szyję a samemu pocałowałem ją jeszcze w policzek, który wcześniej pociągnąłem. Po wszystkim uśmiechnąłem się do niej promiennie puszczając oczko i zabierając swoją dłoń. Takie małe przekomarzanki.
Przyjąłem z wdzięcznością kawałek mięsa zaoferowany przez Sinę. Chyba jednak traktowała mnie jak część swojej watahy, skoro stać ją było na taki gest. Z wielką przyjemnością spałaszowałem podarek, a w ramach podziękowania nawet nie dałem jej po łapach, kiedy podbierała z moich talerzy. Przynajmniej za pierwszym, drugim oraz trzecim razem bo za czwartym już pstryknąłem ją w dłoń cicho warcząc. Ja też potrzebowałem się najeść!
- Niech szlag trafi odcinanie rąk. - przytaknąłem żywiołowo po czym pochłonąłem kolejną kanapkę prawie na raz głupkowato się do niej uśmiechając.
- Może kiedyś ci w takim razie ucieknę, żeby przekonać się, co tam na mnie masz. - uśmiechnąłem się rozbawiony po czym prychnąłem na jej palec, którym tym razem to ona mnie tyrpnęła - Co? Kto ci dawał ciężkie rzeczy? Pani policjant... Mam pani pokazać nagrania z garażu..? Wydaje mi się, że zobaczy tam pani pewną kobietę, która ślizga się po maskach drogich samochodów, kiedy prosty właściciel interesu próbuje zarobić na życie... - pokręciłem głową załamując ręce z naprawdę teatralną miną poszkodowanego.
- Mhm... Biednych policjantów, a co to było o podrzuceniu mi prochów..? Założę się, że po cichu rozprowadzasz je na dzielni. Inaczej skąd stać biednego policjanta na miesięczne wakacje w Samoa? - wyszczerzyłem się chytrze - Ale chyba lokalny przedsiębiorca może wesprzeć stróżów prawa w tym mieście. Ten raz... - uśmiechnąłem się do niej ciepło z powrotem kładąc jej dłoń na plecach i powoli głaszcząc.
Mówi się, że psowatych nie powinno się dotykać jak jedzą, jednak ta wilczyca chyba jest na tyle oswojona żebym mógł sobie na to pozwolić. W końcu siedzi mi na kolanach!

Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
- Zaraz tam kusi... Wiesz, sprawdzam po prostu warunki zatrudnienia i z czym przyjdzie mi się mierzyć. - zrobiła bardzo niewinną minkę, bo przecież to były tylko przekomarzania się, a nie faktyczny deal. - No to się chyba rozumie samo przez się? - udała ogromne zdziwienie, fucząc cichutko na to ciągnięcie policzka. - Jeszcze by Cię napadli po godzinach pracy i byłoby na mnie, że zły ochroniarz. Absolutnie inne opcje nie wchodzą w grę. - zacmokała, choć kąciki ust drgały cały czas w powtstrzymywanym śmiechu. W życiu by nie wpadła na to, że Logan potrzebowałby ochroniarza, ale podroczyć się zawsze można było. - A jeden samochód to trochę mało, wiesz, kobieta ma swoje potrzeby poza jedzeniem i piciem. Wiesz, ciuchy, buty, torebki, kosmetyki, waciki... - zaczęła wymieniać, sama siedząc w zwykłych bojówkach i krótkiej bluzce odsłaniającej brzuch.
W zasadzie mogła się spodziewać, że nie zostanie jej dłużny i podchwyci pomysł przeprosin. Tylko, że nie myślała, że tak bardzo. Na chwilę nawet się speszyła, wszystko rzecz jasna maskując cichym śmiechem na łaskotaniu zarostu. Zapach jej tam wcale nie przeszkadzał, w końcu wiedziała czyj był i w jaki sposób się na niej znalazł, a że nie było nikogo, kto mógłby się o to czepiać...
- No i tak powinno być. Nie ma znęcania się nad biednymi wilczycami, Ty wielkoludzie. - puściła mu oczko, nie przejmując się faktem, że w zasadzie i ona zostawiała swój zapach na nim. Co za problem przecież wziąć potem prysznic?
Jakby się zastanowić, istniało bardzo niewiele osób, z którymi podzieliłaby się żarciem, a dokładniej mięsem. Przy Loganie to było jakoś tak naturalnie, nie widziała powodu, dla którego miałaby tego nie robić. Dokładnie tak samo jak z podbieraniem małych kawałków od niego. Za to za warczenie dostał cmoknięcie w policzek, bardzo ekspresyjne jak na Sinę, ale przecież ona taka była zawsze, pomijając ten krótki, sześcioletni epizod.
- No już, już, nie warcz tak. Przepraszam. - uśmiechnęła się miękko i uspokajająco, zostawiając już całkowicie w spokoju żarcie starszego wilka. Jak to mówią, co za dużo, to nie zdrowo i trzeba znać umiar.
- O, a co, odcięli Ci coś kiedyś? - zainteresowała się żywo. W końcu w domu spytać o to nie mogła, toż rodzinka dostałaby szału, gdyby się dowiedzieli. W końcu dla niektórych nadal była małą dziewczynką, choć na całe szczęście Logan tak do niej nigdy nie podchodził.
- Ależ uciekaj... Chętnie się pobawię w "kto złapie Logana". - uśmiechnęła się szeroko i z ewidentnym wyzwaniem. - Ewentualnie podchody też się nadadzą. Ciekawe, kto ma lepszy węch... - idea takiej zabawy dla wilków była całkiem przyjemna, rozruszaliby się trochę... Trzeba podrzucić Wani pomysł. - O wypraszam sobie, drogi biedny właścicielu, mam za miękki tyłek, żeby Ci cokolwiek w warsztacie nim porysować, więc ściemniasz, paskudo, żeby wyłudzić ode mnie odszkodowanie. - skrzyżowała ręce na piersiach, mrużąc lekko oczy i patrząc podejrzliwie. Nie ma opcji, Sina się w nic wrócić nie da!
- No wiesz co, takie oskarżenia bez dowodów... - pokręciła głową znad kanapki, wtulając się od razu bokiem i mrucząc cichutko od tego głaskania. Zdecydowanie lubiła, nawet bardzo. A że przy żarciu? Przecież oboje było oswojeni, co za problem. - I przecież kosztował mnie tylko bilet, rodzina zapewniła resztę. Wcale tak drogo nie wychodzi, serio. Tylko warunki trochę bardziej specyficzne, jeśli się nie lubi dużej ilości wilków w jednym miejscu, to może być ciężko. - przyznała szczerze, pochłaniając następną kanapkę. - Ten, jak Ci przeszkadzam, to mów, zlezę. - wyszczerzyła się z nosem umazanym sosem.
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime

Logan Ward

56


192 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Wayfarer
- Och... Po tym jak ostatnim razem się upiłaś i przyszłaś się u mnie przenocować chyba pamiętasz, że mam dostępną tylko jedną sypialnię? - uniosłem brew z zawadiackim uśmiechem będąc ciekawym, jak zareaguje na tę informację.
Cholera, jakby to wszystko doszło do skutku musiałbym pojawić się pewnie gdzieś w Samoa i poprosić jej ojca o zgodę. Co jeszcze gorsze, pewnie jestem w jego wieku... To by była dopiero jedna, kurewsko niezręczna konwersacja. Z ręką na sercu, obiecuję, że to nie tak jak pan myśli! Znajomość czysto służbowa! Z tą wizją cicho zachichotałem znikąd patrząc na Sinę ciepło. Muszę jednak przyznać, że nawet mnie ciężko nie zwracać uwagi na oczywiste walory estetyczne tej Samoańskiej piękności, ale przy tej różnicy wieku? Nie... To nie mogłoby się udać.
- Wiesz ile kosztują te samochody..? - prychnąłem - Czyli nie wystarczy samochód. Mam zapewnić jeszcze jedzenie, picie, dach nad głową, bo podobno byś się wprowadziła. Jeszcze mam oddać część swojej łazienki i odpowiednio zaopatrzyć? Podobnie z szafą? Hmm... To chyba nie jest zatrudnienie, a małżeństwo słońce. - zaśmiałem się rubasznie po czym nagle spojrzałem na nią zupełnie poważnie głaszcząc ją po głowie - Myślisz, że jesteśmy gotowi na ten krok..? - nie utrzymałem długo poważnej facjaty, bo szybko na usta wpełzł mi rozbawiony uśmieszek.
- Znęcania się? No wiesz co... Przecież ja cię praktycznie na rękach noszę, no... Chwilowo na kolanach. - wyszczerzyłem się głupkowato.
Mruknąłem coś cicho w odpowiedzi na jej przeprosiny przytakując. Mruknąłem nawet cicho, kiedy pocałowała mnie w policzek, bo nie zdarzało się to zbyt często. Te wakacje najwyraźniej wyszły jej na dobre. Nabrała trochę tego ciepłego, samoańskiego słońca i teraz emanowała nim na wszystkich w około. Taką Sinę lubiłem najbardziej. Razem nie ma nikogo, komu nie moglibyśmy poprawić humoru.
Zatrzymałem się z kanapką w pół drogi do ust, kiedy zapytała o amputowane kończyny. Na chwilę przywołało to nieprzyjemne wspomnienia, które lata temu zakopałem głęboko w swojej podświadomości.
- Bardziej odgryźli. Też rękę. Więcej niż raz. - mruknąłem wpatrując się nieobecnym wzrokiem w swoją kanapkę - Dobrze, że nam wszystko odrasta, co? - uśmiechnąłem się do niej w końcu nawet przekonująco wracając do pałaszowania swojego zamówienia.
- Uważaj, bo tak zrobię i naprawdę za mną zatęsknisz. - puściłem jej oczko wycierając usta po skończonym posiłku.
- A nie nosisz przypadkiem dżinsów albo szortów, które z tyłu mają jakieś metalowe wstawki, hmm? Tyłek może masz miękki, ale niekoniecznie spodenki, które nosisz. Mam ci pokazać nagrania, naprawdę? Chyba powinienem potrącić ci z przyszłej pensji... - uśmiechnąłem się chytrze wiedząc, że tutaj ją mam, przecież nigdy nie sfabrykowałbym dowodów.
Czując jak wtula się we mnie bokiem nie zaprzestałem głaskania. Nawet zwiększyłem trochę częstotliwość, wiedząc, że lubi takie pieszczoty. Czasami podrapałem nawet za uszkiem uśmiechając się do niej ciepło.
- Powinnaś mnie kiedyś zabrać. Chętnie pobiegam na jakiejś wyspie. - spojrzałem na nią z radosną iskierką w oczach - Nie przeszkadzasz, ja już skończyłem. - skinąłem na stos papierków oraz talerzyków na stole przy okazji łapiąc serwetkę i wycierając jej sos z nosa - To jakie masz dalej plany po powrocie? - spojrzałem na nią zaciekawiony.

Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
Jedną sypialnię? To był zdecydowanie spory problem, ale nie ma przecież tego, czego by się nie dało wykorzystać przeciwko pewnemu wilczkowi, co to sądził, że tak łatwo speszy Sinę.
- Wiesz, słyszałam, że spanie na podłodze i tak dalej to świetnie działa na kręgosłup. - udała, że się nad tą kwestią medyczną zastanawia, a zaraz później dorzuciła kolejną podobnoż oczywistość. - A taki dżentelmen jak Ty chyba nie pozwoli kobiecie spać na ziemi. - a teraz zaprzecz jej, kiedy patrzy tym wymownym spojrzeniem. Przecież wyglądała zbyt delikatnie, by poniewierać się po glebie. Różnica wieku natomiast była mało istotna, przynajmniej dla samej Siny. To jednak należało ewentualnie kiedyś tam obgadać, poza tym pewne uczucia na bariery wiekowe uwagi nie zwracały.
- Żarcie, picie, dach nad głową i przyzwoitą zapłatę za usługi ochroniarskie. Zaopatrzeniem w kobiece rzeczy zajmę się sama z mojej pensji. Poza tym według Twojej logiki musiałabym te samochody co roku sprzedawać, żeby mieć za co żyć... No nie wiem, czy w tym wypadku nie lepiej zostać na policyjnej pensji. - wystawiła wybitnie bezczelnie język, oczywiście wszystko w żartach, bo jakżeby inaczej. - A co do małżeństwa... No chyba cię pogrzało! - rzuciła wyraźnie oburzona samym pomysłem, robiąc przy tym jakże efektowną przerwę. - Bez oświadczyn i pierścionka żadnego małżeństwa nie będzie. - roześmiała się do wtóru. To nie to, że nie wyobrażała sobie siebie w roli żony, ale chyba ona i Logan mieli zupełnie odmienne poglądy, jak małżeństwo miało wyglądać. Ale i tak bez zaręczyn żadnego małżeństwa nie będzie i tyle.
- No i noś dalej, wygodnie mi! - uśmiechnęła się uroczo, choć w zasadzie była to prawda. Od czasu do czasu wilczyca po prostu lubiła usiąść komuś na kolanka, tylko że musiała to być odpowiednia osoba. Jak dotąd Logan był drugim, który dostąpił przekleństwa trzymania Siny na kolanach. Przynajmniej nie miała oporów, by zejść, jeśli będzie mu to przeszkadzało. A wakacje zdecydowanie wyszły jej na dobre, przynajmniej to tam wszystko odreagowała, zwłaszcza finalną walkę w Alicante.
- Bardzo dobrze. Szanuję weteranów i ludzi bez kończyn, ale cholera... Nie wyobrażam sobie takiego życia. - mruknęła, na chwilę przygaszona wspomnieniem tamtego bólu i potarła tatuaż na ramieniu, przesuwając palcem po idealnie prostej linii. Wychodziło też, że pan Amerykaniec nie miał ochoty kontynuować tematu - to dobrze, bo Sina raczej też nie. Nie psujmy sobie humorów paskudnymi wspominkami.
- Oczywiście, że nie noszę, te metalowe wstawki potem się wbijają w tyłek i to boli. I ja Ci niczego nie drapałam... - mruknęła przygryzając wargę, ale już z mniejszą pewnością siebie. Jeśli faktycznie nagrania istniały, to może i naprawdę coś takiego było? Ugh... Spłata byłaby naprawdę ciężka. Licho wie, ile te wozy stały.
Nie dało się ukryć, że drapanie sprawiało, że topiła się niczym wosk. Kto by zresztą nie lubił dobrego drapanka?
- Jeszcze zaraz wilcze uszy wyciągnę... - mruknęła, lekko przechylając głowę i nadstawiając się bardziej. - I chętnie zabiorę, daj znać kiedy, to uprzedzę rodzinkę. Bądź co bądź całkiem tam sporo tego, sam mój ojciec ma jakąś szóstkę rodzeństwa. Ale wyspa jest piękna i terenu na bieganie też mnóstwo. Daj tylko znać, kiedy. - dokończyła grzecznie własne kanapki i zapiła piciem. No, w końcu żołądek się przymknął. - W zasadzie to... Żadnych? Kohorta załatwiona, wszyscy bezpieczni, dilerzy też jakoś przycichli. Chociaż znając to miasto szybko zacznie się coś dziać. A co, masz dla mnie coś do roboty? - przekrzywiła lekko głowę, patrząc pytająco. W końcu Sina nigdy nie odmawiała pomocy, a już na pewno nie swoim.
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime

Logan Ward

56


192 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Wayfarer
Słysząc o podłodze tylko uniosłem brew jakbym chciał powiedzieć "Naprawdę? Pociągniesz to tak daleko?". Oczywiście, że to zrobiła i jeszcze z jaką niewinną miną! Dżentelmen, jak ja... Kto słyszał o dżentelmenach ze Stanów Zjednoczonych, przecież tam jeden gorszy od drugiego! Jednak musiałem chylić czoła przed tym, jak dobrze to rozegrała. Nic dziwnego, że mnie rozczulała i właściwie pozwalałem jej sobie wejść na głowę. Naprawdę urocze to dziewczę, naprawdę...
- Czekaj, czekaj... Podsumuję. Więc tak, chcesz pełnej lodówki, pełnego barku, najlepiej części mojej nieruchomości, garderoby, łazienki, do tego jeszcze mojego dużego i wygodnego łóżka tylko dla siebie. Ekhem, jeszcze dorzućmy do tego stałą pensję na waciki, ubrania i kosmetyki, wszystko na koniec zwieńczone premią w postaci samochodu wartego tyle co roczna wypłata całego twojego wydziału w policji i wtedy... Może wtedy rozważyłabyś przejście do prywatnej ochrony mojej miłej osoby? - spojrzałem na nią dość wymownie nie powstrzymując jednak promiennego uśmiechu - Cholera, Sina, to brzmi jak najlepsza okazja mojego życia, gdzie mam podpisać zanim zmienisz zdanie? - powiedziałem z wyraźnym sarkastycznym wydźwiękiem, ale szybko rubasznie się roześmiałem - Moje życie byłoby bez ciebie takie szare, wiesz? - uśmiechnąłem się radośnie mierzwiąc trochę jej fryzurę - Cieszę się, że wróciłaś. - pocałowałem ją w policzek, co było do mnie dość niepodobne, gdyż zazwyczaj nie inicjuję żadnego kontaktu, chyba, że mówimy o jakimś braterskim uścisku.
- Pierścionka? - oparłem się wygodniej dając obu rękom odpocząć na oparciu - I jak byś się z nim przemieniała? Powinien być taki gumowy z automatu? - zaśmiałem się cicho patrząc na nią z wesołymi iskierkami w tęczówkach - Nie wystarczyłaby ci moja obietnica, że będę cię kochał po kres swoich dni? - uśmiechnąłem się do niej trochę dwuznacznie - Nie to żeby zostało ich tak dużo, widziałaś już siwe włosy podobno. - zrobiłem smutną minę - Nic dziwnego, że nawet nie wzięłabyś mnie pod uwagę... - pokręciłem głową by zaraz się do niej bezczelnie uśmiechnąć.
Oczywiście, że chętnie będę ją nosił na kolanach. Jaki facet nie chciałby mieć przy sobie takiego Eye Candy? Chociaż to trochę chore żeby taki staruszek jak ja obracał się w towarzystwie takich młodych dziewczyn. Sina, jednak była dla mnie jak młodsza siostra, no dobra były momenty, kiedy ta granica poniekąd się trochę zacierała, ale nasze relacje były z grubsza przyjacielsko-rodzinne. Lubiłem przebywać w jej towarzystwie. Odejmowała mi trochę lat, więc tak jak normalnie zachowywałem się jakbym miał jakieś 28, tak przy niej łapałem regres do 18 i nie było w tym zupełnie nic złego!
- Nie wyobrażaj sobie. - uśmiechnąłem się, jednak oczy nie robiły tego samego - Hej, to jak ty okazujesz ten szacunek do weteranów, bo chyba nie zauważyłem? - zaśmiałem się cicho rozluźniając atmosferę.
Zauważyłem w końcu to ziarno niepewności, które zasiałem wspominając o nagraniach. Czy istniały? Szczerze nie mam pojęcia. W sensie... Widziałem je, ale czy zapisałem? Licho wie. Wtedy po prostu śmiałem się do monitora oglądając jak udaje jakiegoś bohatera filmów akcji. To co, że porysowała kilka masek. Nie jest to nic, czego nie załatwi trochę lakieru, a lakiernika mamy na miejscu. Dobrze było zobaczyć tę młodzieńczą energię oraz radość. Sprawiło, że przypomniałem sobie o swoich głupich latach. To nie do końca miłe wspomnienia, ale czasami było zabawnie.
- Za to ja cię podrapię, za te wszystkie maski... - uśmiechnąłem się do niej wesoło żywo drapiąc ją za uszkiem po głowie i karku - Jak wyciągniesz to przestanę... - dmuchnąłem jej jeszcze w uszko wiedząc, że trudno będzie nimi nie trzepnąć z przyzwyczajenia.
- Może na zimę w okolicy świąt. Pewnie macie tam ciepło. Nie będę się wam narzucać, mogę pohasać po drugiej stronie wyspy. - uśmiechnąłem się słodko - Coś do roboty..? Hmm... Może chcesz się nauczyć jeździć po torze? Mam dużo aut i motorów do przetestowania, a coraz mniej czasu. Wiesz, kojarzysz ten kawał asfaltu przy moim warsztacie?

Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
Całym szczęściem Sina nieczęsto właziła komukolwiek na głowę, czy raczej po prostu ten fakt wykorzystywała tylko raz na jakiś czas. Poza tym to w końcu nie ona zaczęła ten temat z ochroną, ona go tylko pociągnęła. W sumie kto wie, może kiedyś zmieni branżę?
- Hmmm... - zastanowiła się nad wszystkim wymienionym i westchnęła z udawaną rozpaczą. - Wiesz... Tak naprawdę wystarczy mi kanapa, żarcie i stała pensja, za którą potrzebne rzeczy sama sobie kupię. Nie będę aż tak wredna, żeby Cię zaraz tak rujnować... Wiesz, jeśli Cię zrujnuję, nie będzie Cię stać na ochronę. - roześmiała się lekko i kręcąc się na kolanach wilkołaka pochyliła się do plecaka po jakąś kartkę. - Wstępnie może być na kartce! I nawet bym nie rozważała, tylko przeszła od razu, a autko wystarczy jedno, byle jeździło. Nie jestem aż tak podła. - jeszcze kilka ruchów i wyprostowała się z kartką w rękach. - To co, podpisujesz? - założyła nogę na nogę i zrobiła tę swoją wyczekującą minę, tylko po to, by za chwilę niewinnie wzruszyć ramionami. - Oczywiście, że byłoby szare, bo kto by Ci planował warsztat na różowo malować. Eeeej! - roześmiała się przy okazji, protestując na robienie jej kołtuna na głowie. I kto to potem będzie wyczesywał? - Bo dostaniesz szczotkę i będziesz to czesać, jak ostatnio i na złość Tobie pójdę w wilczą formę. - ostrzegła groźnie, bo w końcu wyczesywaniem skończyło się ostatnie robienie jej kołtunów na głowie. Co jak co, ale o włosy to dbała. Może nie miała świra na tym punkcie, ale nie chodziła przypominając mopa. Zaraz też się uśmiechnęła ciepło na ten cmok w policzek i trochę bezczelnie a trochę z czułością potarła policzkiem o brodę Logana, nie przejmując się tym, że zostawia na nim swój zapach.
- Nah, raczej nosiłabym na długim łańcuszku na szyi? Ewentualnie zaręczynowa bransoletka, byle nie spadała z wilczej łapy. Wszystko do dogadania no i przecież są czarownicy, nie? - uśmiechnęła się ślicznie, a potem wzruszyła ramionami. - Szczerze? Wystarczyłaby mi. Przedmioty mogą być skradzione, zgubione. Nigdy nie mierzyłam uczuć ilością prezentów czy błyskotek, nie wspominając nawet o tym, że w policji wygodniej ich nie mieć po prostu. Więc po prostu kochaj, a się mnie nie pozbędziesz. - zakpiła sobie od razu, pokazując mu przy tym język. Nie ma poważnych tematów, nie dziś i nie teraz. Za bardzo szczęśliwa była z powrotu i przeżycia.
- A w siwych włosach w sumie nawet Ci do twarzy, mój wielkoludzie, więc damy radę! - zaśmiała się wesoło. Niby fakt, że jak dotąd nie rozglądała się za potencjalnym partnerem, ale walki w Alicante zbyt dużo jej uświadomiły. I włączyły instynkty, o których nawet nie sądziła, że je ma. - Ale wiesz... W sumie... Jak tak mówisz... To jakbyś w ogóle nadążył za dziećmi? - zrobiła pełną troski minę. - Narzekałbyś tylko, że Cię w kościach łamie, albo nie daj Księżycu zrobił sobie krzywdę podczas zabaw ze szczeniakami... No nie wiem, nie wiem, musiałabym to dobrze przemyśleć. O ile w ogóle miałbyś wystarczająco dużo wigoru, żeby te dzieci zmajstrować... - i tak troskliwie, jak to tylko ona umiała, pogładziła mężczyznę po policzku. A jeśli ktoś podsłuchiwał? Ich problem.
- No jak to! Nie dokuczam im, chociaż bym mogła! - zapach mężczyzny ewidentnie wskazywał, że temat był dla niego niewygodny, więc odpuściła sobie. Za to kwestia nagrań naprawdę była niepokojąca, więc zagryzła lekko dolną wargę, patrząc spod rzęs.
- Erm... Serio... Było tak źle? - speszyła się delikatnie, zakładając kosmyk włosów za ucho. Co innego się bawić, a co innego komuś coś zniszczyć. - Wiesz, że nie chciałam? Ale jestem duża i odpowiedzialna, więc jakoś to odpracuję albo coś. - rozłożyła łapki, mrucząc nisko od tego drapania. Zaraz też wygodnie wlepiła się w mężczyznę, pakując swój nos w jego szyję. Jakby przeszła w półformę, na pewno ogon by jej szalał na wszystkie strony z radości.
- Żartujesz sobie, prawda? - wyprostowała się gwałtownie, z lśniącymi radością oczami. - No jasne, że chcę! Awwwww, kocham Cię normalnie! - rzuciła mu się z impetem na szyję, na szczęście nie aż takim, by ich wywrócić i ofiarowała mężczyźnie mocny pocałunek w policzek. - Kiedy zaczynamy?!
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime

Logan Ward

56


192 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Wayfarer
- Oj słońce... Jakie rujnować... Nie wspominałem ci, że ten warsztat w York to tylko jeden z pięciu w Wielkiej Brytanii? - wyszczerzyłem się trochę arogancko - Przed podpisaniem wiążącej umowy musisz zrobić lepszy research. - zachichotałem podpisując skleconą przez nią umowę - Masz jednak szczęście, że twój nowy pracodawca zawsze może zmienić warunki za zgodą obu stron, to znaczy mogę na przykład dopisać jedno zero do miesięcznego wynagrodzenia, które sobie wpisałaś... - tak też uczyniłem stawiając parafkę - Może też przydzielić służbową brykę... - kolejna parafka - Udział w swoim firmowym mieszkaniu, wyżywienie oraz ubezpieczenie... - check, check, check - Oraz mięsne czwartki. - dopisałem małą klauzulkę stawiając ostatnią parafkę, po czym podpisałem wszystko i zwróciłem do niej - To co, podpisujesz w takiej wersji? - uśmiechnąłem się chytrze wyjmując klucze do swojego mieszkania z kieszeni koszuli trzymając je na wyciągniętym palcu i lekko nimi potrząsając.
- Dobrze, że wilkom włosy też odrastają, co? - zaśmiałem się cicho na wspomnienie tego, jak ostatnim razem kazała się czesać.
Powiedzmy tylko, że od tamtej pory nawet z poplątanymi włosami wolała nie prosić mnie o pomoc. Jak na delikatność, którą potrafię obchodzić się z drobnymi elementami silnika, tak nie potrafię zrobić tego samego kiedy chodzi o czesanie futerka. Te dłonie po prostu nie zostały do tego stworzone, nic na to nie poradzę! Chociaż wtedy może chciałem ją trochę zniechęcić do traktowania mnie jak jakiejś koleżanki. Stary, durny i dumny ze mnie wilk!
Zamruczałem cicho na okazaną przez nią czułość głaszcząc ją po głowie. Jak tak dalej pójdzie to będę cały w jej zapachu i żadna kobieta się dzisiaj do mnie nie zbliży. O dziwo pomimo tego, że ludzkie kobiety nie miały tak wrażliwych nosów, jeśli zapachu innego wilka było wystarczająco dużo, chyba na jakimś poziomie podświadomości unikały takiego faceta.
- Czarownicy, co? Są, są... Mendy, ale są. - fuknąłem pod nosem kręcąc głową z niesmakiem, ale nie miałem zamiaru nawet myśleć o takim jednym, którego mógłbym o to poprosić, bo to zdecydowanie jego domena - Będę kochał do końca swoich dni słońce. - uśmiechnąłem się do niej ciepło puszczając jej oczko, co nie znaczyło jednoznacznie, że żartowałem, ale nie mogłem czasami się powstrzymać by jej trochę nie speszyć i się nie podroczyć.
- Przy was wszystkich zsiwieję przed siedemdziesiątką. - pokręciłem głową z rozbawioną miną - Nie jestem aż tak stary Sina. Ile myślisz, że mam lat? - wybuchłem śmiechem - Spokojnie nadążę za każdym małym szczeniakiem, jeśli daję radę nadążyć za tobą słońce. Grunt to być aktywnym, a mnie nie brakuje ruchu w pracy. - wyszczerzyłem się do niej - A o mój wigor się nie martw... Mam więcej niż niektóre młode wilki. - uśmiechnąłem się filuternie z dzikim błyskiem w oku.
Jak na zdrowego wilka przystało w takiej sytuacji, mój zapach na chwilę znacząco się wzmocnił nabierając ostrzejszej nuty. Odwróciłem głowę by przygryźć skórę we wnętrzu jej dłoni, którą jeszcze przed chwilą gładziła mnie po policzku. Dałem jej poczuć zaostrzone zęby o moje ciepłe usta. W końcu uśmiechnąłem się do niej pokazując wydłużone kły oraz te wilcze oczka. Po chwili wszystko wróciło do normy, ale nie spuszczałem z niej gorącego spojrzenia. Może pociągnąłem to trochę za daleko, ale dumny wilk to dumny wilk i nie pozwoli sobie na podważanie jego męskości. Na pewno nie ja.
- Oj przestań Sina. Droczę się z tobą słońce. Nic mi nie jesteś winna. Przecież mam warsztat, co to za problem. Stać mnie. - uśmiechnąłem się do niej ciepło dalej drapiąc ją energicznie za uszkami oraz po karku, drugą ręką przytrzymując żeby mi z kolan nie spadła jakby się wierciła z tych pieszczot.
Oh... Więc trafiłem z tą propozycją. Dobrze było widzieć ją taką rozpromienioną. Niestety kiedy z takim impetem się we mnie wtuliła znów przypomniało mi się, że chociaż Sina jest ode mnie młodsza, w żadnym wypadku nie jest małą dziewczynką. Czując jak przyciska się do mnie coś miękkiego z trudem powstrzymałem swój zapach przed kolejnym wzmocnieniem, co skutecznie by mnie zdradziło. Na chwilę zamknąłem oczy walcząc z wewnętrzną naturą, która podpowiadała mi coś bardzo odmiennego od tego, jak wyglądają nasze relacje. W końcu uśmiechnąłem się do niej szeroko widząc jej radość.
- Hmm... Teraz? Przyjechałaś samochodem, czy jedziesz ze mną motorem? - wyjąłem z kieszeni kilka banknotów rzucając je na stół jako zapłatę za dzisiejszy posiłek, obojga oczywiście.

Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
- Czyli sugerujesz, że wcale nie zbiedniejesz od takiej umowy? O to mi się podoba w takim razie, większe pole do popisu... - uśmiechnęła się z błyskiem w oczach. Pytanie tylko, czy taka umowa mogłaby być wiążąca? Podobno umowy o pracę zupełnie inaczej powinny wyglądać i na pewno sam druk powinien mieć lepszy kształt i wygląd. Ale skoro Loganowi pasowało, to kimże była, by mu bronić takiej oferty w jej stronę?
- No może, może, skoro Cię stać... - z, zainteresowaniem patrzyła na modyfikacje pierwotnej umowy, nie zgłaszając żadnych zastrzeżeń. No bo hej, tylko idiota miałby problem z takimi warunkami. Nie, żeby to właśnie Logan najbardziej na tym nie tracił, a na wspomnienie o mięsku tylko się oblizała. Żryć mięso za cudze, szczyt marzeń! - No jasne, że podpisuję! To chyba z pracą w policji mogę się pożegnać, nie wcisnę tego, chyba, że będziesz chodzić ze mną... - zamyśliła się, stawiając zamaszystą parafkę na chałupniczo stworzonej umowie. Ciekawe tylko, czy ochrona Logana byłaby trudna...
- Nawet. Mi. Nie. Przypominaj. - syknęła i można przysiąc, że przez chwilę nawet się zjeżyła. - Najpierw splątał mi połowę włosów, a potem je wyrwał... Jak to dobrze, że mogłam wtedy nosić czapki... - posłała mu groźne spojrzenie. Stary, głupi i do tego wredny. Za to przecież odegrała się w cudownie perfidny sposób. - Udało Ci się odczyścić ciuchy? - uśmiechnęła się słodko. W końcu wszystkie ciuchy po tym wydarzeniu miał skąpane wręcz w pozostałościach białego, wilczego futra Siny. A jak szczęśliwie wtedy merdała ogonkiem, podziwiając dzieło... O wytarzaniu się w prześcieradle nie wspominając.
- Zaraz tam od razu mendy. Są dziwni, ale w sumie przydatni. I przecież na zleceniu to raczej nie robiliby cyrków? - zastanowiła się chwilę nad tym. W sumie nie znała wielu przedstawicieli tej rasy, ale nie miała specjalnie złego zdania na ich temat. Ot każdy, kto tyle żył, musiał mieć nie po kolei w głowie. - I dokładnie o to chodzi! - wyszczerzyła się od razu. To jasne, że nie traktowała tego jako dozgonnej deklaracji, przecież tylko się przekomarzali. Tyle, że nawet w formie żartu była to całkiem przyjemna deklaracja. I aż się prosiła o lekko rozmarzony uśmiech... Który szybko zrobił się bardzo złośliwy, jak na Sinę przystało.
- Przed siedemdziesiątką?! - zrobiła wielkie oczy, udając tym wielkie zdziwienie. - Ja Ci dawałam, ja wiem... Jakąś setkę, dziadku. - uśmiechnęła się niewinnie. Wszystko to było oczywiście w formie żartu, bo w praktyce stawiała na trochę po trzydziestce max. - Pamiętaj, ja jestem racjonalna. Dzieci nie są. To małe wulkany energii, robiące wszystko, by zrobić Ci na złość... Dziadku. I doprawdy? - pochyliła się lekko, naruszając dosyć mocno przestrzeń osobistą Logana. Ale chyba mogła, prawda?
Na tak jawną prowokację zadrżała lekko, a i jej własne oczy lekko się rozświetliły, zwłaszcza, gdy do tego jeszcze wciągnęła ostrzejszy zapach Logana. Wpatrywała się w mężczyznę trochę jak zahipnotyzowana, gdy tylko na wnętrzu dłoni poczuła zęby. Z jednej strony powinna to potraktować jako wyzwanie, z drugiej jednak strony ten zapach i spojrzenie... Jej własny zapach nieco się wyostrzył, a wzrok najpierw zatrzymał się na ustach, a potem zsunął niżej. Bardzo szybko sytuacja zmieniła się na coś, czego się nie spodziewała. Zaraz jednak zerwała ten dziwny kontakt, czując, jak policzki ją pieką i uciekła wzrokiem. Nagle siedzenie mu na kolanach wydało się być cholernie niezręczne, a serce nadal biło przyspieszonym rytmem.
- Czyyyyyli skoro nic nie jestem winna, to dalej mogę szorować tyłkiem po maskach? - rzuciła radośnie dla rozładowania sytuacji, choć jej głos wciąż był ciut niższy i odrobinkę zachrypnięty. I jakiś taki miło mruczący od drapania... A że ciało miała zdecydowanie porządnie zaokrąglone tam, gdzie kobieta krągłości mieć powinna, to i bardzo dobrze mógł poczuć miękkie ciało przyciśnięte do siebie. Przynajmniej się jakoś specjalnie nie wierciła, nawet jeśli by mogła. Prosimy docenić.
- Jestem z podróży, przyjechałam taksą. Oczywiście, że jadę z Tobą motorem! - uśmiechnęła się szeroko, zgarniając plecak i wkładając go na siebie. - Dzięki. - dorzuciła też widząc, że zapłacił i za nią, po czym pogwizdując radośnie ruszyła do wyjścia. Najedzona i z perspektywą jazdy po torze... To jest życie! - Plecak w warsztacie zostawię, no nie? - rzuciła radośnie, czekając, aż mężczyzna usadowi się na motocyklu, by móc usiąść za nim i objąć go grzecznie w pasie.
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime

Logan Ward

56


192 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Wayfarer
- Oczywiście, że nie zbiednieję. Na biednego nie trafiło... - wyszczerzyłem się do niej podczas podpisywania umowy.
Nawet nie wiedziała, jaki cyrograf w tym momencie podpisała. Na całodobową ochronę? Nie ma spisanych obowiązków, więc mogę jako pracodawca zlecić jej cokolwiek. O moje słodkie słoneczko, coś ty właśnie zrobiła składając tutaj swój podpis. Nieumyślnie związałaś się ze mną bez możliwości ucieczki. No... Chociaż benefity dostała spore, bo nie jestem taki zły i chciwy. Nie ma co narzekać.
- Chcesz mnie, na swoim posterunku? - uniosłem lekko brew z rozbawioną miną - A nie sądzisz, że mogłoby to być sprawić, że spadnie wam trochę produktywność? - zaśmiałem się cicho puszczając jej oczko - Poza tym nikt by raczej nie wpuścił obywatela innego kraju tak beztrosko do posterunku policji, nawet jeśli znam waszego komendanta... Poza tym jako, kto? Konsultant? Wiesz, że zaraz pewnie wszystko potrącę. To nie robota dla mnie. - uśmiechnąłem się do niej słodko.
Nie mogłem się powstrzymać i wybuchnąłem śmiechem kiedy przypomniała mi o tej małej wymianie uprzejmości. Prawie zapomniałem, jak mi się wtedy zrewanżowała. Jej kłaki miałem w całym mieszkaniu, nie tylko sypialnia, ale salon, łazienka, inne pokoje nie wspominając o połowie garderoby. No... Tak. To było klasyczne zagranie z naszej strony, ale taki akt agresji i dominacji był zupełnie niepotrzebny, przecież nie zrobiłem tego do końca celowo! Nie do końca! Co mogę poradzić na to, że nie jestem ekspertem w czesaniu włosów, sam nie mam zbyt długich.
- Dobrze, że mi przypomniałaś. Mam na ciebie wystawiony rachunek za sprzątanie całego mieszkania i wymianę garderoby. Możesz odebrać jak zwykle u mnie. - cmoknąłem ustami w geście wysłanego jej pocałunku wraz z mrugnięciem oczkiem.
- Jak dla mnie zawsze robią cyrki. - mruknąłem niemrawo wzruszając ramionami i starając się nie rozwijać tego tematu dalej.
Nithral nie był do końca zły, ale ten, który zabił moich rodziców musiał być strasznym skurwysynem, przecież tylko starali się zająć jakoś dzieciakami. Jestem wdzięczny Nithowi, ale mimo wszystko próbowałem nie spotkać go na swojej drodze odkąd zniknął. Zdawałem sobie sprawę, że kiedyś przyjdzie mi spłacić dług.
Dobrze było zobaczyć dość ciepłą reakcję ze strony dziewczyny na moje piękne wyznanie. Mogłem nadal czuć się potrzebny w tym wilczym pierdzielniku, który tutaj mamy.
- Tak, jestem jeszcze przed siedemdziesiątką! - zaśmiałem się cicho - Ale do niej przy was zrobię się siwy, ale nadal dumny. - wypiąłem zabawnie pierś - Co?! Jaką setkę. Nawet nie blisko! - zrobiłem udawaną oburzoną minę i gdybym nie miał jej na kolanach pewnie skrzyżował bym ręce na piersi - Racjonalna, co? - uśmiechnąłem się złośliwie.
Nie miałem zamiaru zrobić z tego czegoś niezręcznego, ale widząc ten błysk w jej oczach, które widziałem bardzo, bardzo blisko skoro pochyliła się w moją stronę chwilę wcześniej oraz czując jak jej zapach się zmienia... Budziło to reakcję mojej drugiej natury. Podobnie jak ona nie omieszkałem zawiesić wzroku na jej ustach jednocześnie kładąc jej dłoń na biodrze nie chcąc by mi uciekła. Wzrok powędrował do wyraźnych krągłości, które zawsze przeszkadzały mi w traktowaniu jej tylko jak swojej młodszej siostry. Ciężko było oderwać od niej wzrok i trwało to kilka sekund zanim w ogóle udało mi się spojrzeć w inną stronę i opanować swój zapach oraz bijące ode mnie ciepło. Wziąłem kilka głębszych wdechów odbierając kontrolę swojej dzikiej naturze. To nie czas ani miejsce...
- A przestaniesz, jeśli powiem, że nie..? - spojrzałem na nią wymownie wyraźnie tym rozbawiony.
To pomogło na chwilę zapomnieć o tym, co się między nami przed chwilą stało. Rozładowało trochę atmosferę, chociaż jej miękkie w odpowiednich miejscach ciało nie sprzyjało temu żebym zapomniał. Na szczęście zanim znów coś się we mnie obudziło zdążyła zeskoczyć mi z kolan i założyć swój plecak.
- [b]Tak, nie ma sprawy. To chyba znaczy, że będę też musiał odwieźć cię do domu?-[b] - szturchnąłem ją swoimi biodrami wychodząc z restauracji.
Zanim w ogóle wsiadła na motor założyłem jej kask na głowę i poklepałem dość mocno by upewnić się, że dobrze leży. Dopiero wtedy mogłem się do niej wyszczerzyć, wsiąść samemu na maszynę i ruszyć ulicami Yorku do mojego warsztatu. Nie powinno zająć więcej jak kilka minut, jechaliśmy w końcu dość szybko.

z/t x2
Sia

Han Mi Ra

20/21


155 cm


...but i want to live, not just survive






Sia
[Cytuj]
Multikonta: -
IX

Przestań. Jasne palce nerwowo zanurzają się w czerni kosmyków, przesuwają się po wrażliwej skórze skalpu i paznokcie niemal naruszają skórę, kiedy cofa raptownie małą dłoń i przykłada ją do piersi, niczym ranne zwierze. Przestań. Emocje kotłują się, wznoszą, a następnie uderzają zaciekle o materie istnienia, wiją się oraz rozrywają, szarpią i tną, nie pozwalają się poskromić. Są jak wzburzone fale ścierające się z brzegiem. Niekiełznane, obce, niebezpieczne, a ona nie potrafi nic z nimi zrobić. Bo wszystko jest jakieś takie zbyt głośne, zbyt wyraźne, zbyt realistyczne, a jednocześnie pozbawione logiki, poczucia stabilności. Jest tylko ciasnota własnego ciała, coś w środku, czego nie może do końca pojąć i uczucia, nazbyt mocne, nazbyt rozwinięte, które potrafiła jeszcze niedawno uporządkować, łagodnie przypisać każde szarpnięcie wnętrza do konkretnego wrażenia. Powinna to zaakceptować, mówili jej przecież, a ona słuchała. Zaakceptować inność, wyobcowanie, nagłą samotność związaną z własną osobą, ale życie dotąd znane zapierało się w jej umyśle uparcie, odmawiając elastyczności w imię przyzwyczajeń. Przestań. Szaleństwo wydawało się chłodnym oddechem muskać odsłonięty kark, lęk zagościł w trzewiach i potrzeba opanowania narasta, podobnie jak łzy skrzą się w czerni migdałowych oczu. Nie może ich uwolnić, tak samo, jak gniewu, strachu, krzyku gnieżdżącego się w krtani. Nie powinno jej tu być, nie powinna opuszczać względnie bezpiecznych ścian domu Nerezzy. Nie była gotowa na starcie ze światem, który już nie był jej światem. Na rozczarowania i świadomość, że jest jeszcze bardziej nieprzystosowana do istnienia niż wcześniej, a przecież do niedawna procentowo nie były to znowu zawrotne liczby. Na zderzenie czołowe z prawdą najgorszą z możliwych - kanapka z mozzarellą i zielonym pesto nie smakowała już pokrzepieniem, ukojeniem po kolejnym dniu wypełnionym bezradnością. Pocieszeniem od spojrzeń tchnących współczuciem i niemym zapytaniem, czy aby na pewno jest przy zdrowych zmysłach. Nie była, nie wiedziała, czy była, ale przecież nie mogła sobie wymyślić sama współlokatorki, jej budżet był zbyt kruchy na podobne zabawy wyobraźni. Tak samo, jak nie mogła sobie wyobrazić wilkołaków, czarowników, wampirów, czy wróżek. Znaczy mogła, to był dwudziesty pierwszy wiek, złota era opowiadań na wattpadzie oraz filmów nadnaturalnych dla nastolatków, niemniej to nie była dzika fantazja, znaczy była, znaczy nie była, ale chodzi o to, że nikt nie może sobie wmówić czegoś, co aż tak odbiega od normalności na tyle, by po prostu to widzieć i zmieniać się przy okazji w...coś. A może można? Psychologia nie z takimi gagatkami miała do czynienia. Może więc zwariowała, oszalała, to jedyne wyjaśnienie, dlaczego kanapka leżąca przed nią pachniała nieco zbyt bardzo intensywnie bazylią i ludzkim potem, dlaczego osadzała się na języku ciężko, obrzydliwie, okropnie i wymagała zgłoszenia prowadzącemu zmianę, że ktoś tu nie przestrzega zasad higieny, nie myjąc rąk. Wspaniale. Odbiło ci. Sia osuwa się na krześle, już nie jest przerażona, teraz jest zirytowana, rozdrażniona, mogłaby gryźć, mogłaby ugryźć, tupnąć nogą, podnieść głos, nadąć policzki. Mogłaby się zdenerwować i niszczyć, niszczyć, niszczyć. Mogłaby też zjeść mięso. Lubiła mięso. Teraz jakby bardziej. Jeden z czarowników mówił, że to normalne. Ona mówiła, że to bardzo stereotypowe myślenie, pełne okropnych uprzedzeń. On zaś to wyśmiał. Ona też, po stosownym odstępie czasowym zdradzającym urazę. Ale tak czy inaczej, chciała mięso, mięso, a nie zmacany ser przez potliwego Larrego. Czy jak mu tam było. Zdecydowanie jej odbiło. Boże tam na górze, który okazuje się być równie rzeczywisty co ona. Gdzie się nagle podziała wolność wyznaniowa? Gdzie podziała się wolność kanapkowa? Gdzie leżała granica między wilkołactwem a furry?


--- I'm sour candy
so sweet then I get
a little angry

Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
Zapachy, krzyki, papier, proch, potem las, noc i miękki zapach drzew i ściółki. Chłód powietrza w przydługim futrze - może nawet powinna je przyciąć? A potem kolejny dzień i tak samo. Nie można rzec, by różniły się jedne od drugich, ale paradoksalnie to była pewnego rodzaju stabilizacja, nawet jeśli zawsze było to ryzyko akcji, że może być różnie. Nadal wszystko było stabilne i w pewien sposób może nawet przewidywalne, oferując sobą spokój, którego przez ostatnie miesiące brakowało. Nawet myśli przestawały już tak szaleć w każdą stronę, uspokajając się w kierunku dnia dzisiejszego, bez zbyt mocnych obaw o przyszłość. Zapachy komendy jak zwykle się ze sobą mieszały, tak samo jak mieszały się dźwięki, które już dawno nauczyła się wyciszać do brzęczącego tła po prostu. Papierkologia i biurokracja też były nieodłączną częścią tej pracy, choć najmniej przyjemną. I pewnie dalej siedziałaby ze zmuloną miną, smętnie dziubiąc długopisem w raport i zastanawiając się, kiedy będzie mogła zawinąć się do domu, by nie było to niegrzeczne, gdyby nie ten zapach.
Wilk. Na komendzie był inny wilk. Wyostrzyła węch, koncentrując się konkretnie na tej "znajomej" woni pobratymca, pod pretekstem przyniesienia kawy starając się umiejscowić źródło tego zapachu. I znalazła, w osobie młodej Azjatki, która wybiegła z Komendy. Niezobowiązująca rozmowa, kilka pytań, żartów i już wszystko było jasne. Tak samo jak to, że na jej miejscu większość poszłaby do innych wilków, które mogłyby wytropić zaginioną... Może więc to ciekawość, a może świeżo obudzona troska zadawały więc proste pytanie, dlaczego tego nie zrobiła? Dlaczego policja, która wnioskując po odpowiedziach nie miała nawet śladu? Nie wypadało zostawić samej, chociażby ze względu na tę rasową przynależność.
Raporty zeszły na dalszy plan, nikt nie zabraniał też skończyć ich w domu, najlepiej przy kawce albo innej gorącej czekoladce. Złapanie kurtki i machnięcie ręką, że się ewakuuje wraz z papierami trwało chwilę, nawet krótką. Zapakowanie tego majdanu do do samochodu kolejną. A potem nadszedł czas tropienia. Wilczyca nie miała z tym żadnego problemu, złapanie tropu, a potem prześledzenie go, wprost do kanapkarni, czyli miejsca robiącego najlepsze kanapki z mięskiem. Wypatrzenie sprawczyni radosnego spacerku i wyrwania się z dusznej komendy nie było zbyt trudne. Na wargach Siny pojawił się lekki uśmiech, nie chcąc jednak dziewczyny przestraszyć skierowała się najpierw do lady, by zamówić dwie porządnie mięsne posiłki. Kolejna chwila oczekiwania i już miała w rękach żarełko. Cała mowa ciała dziewczyny mówiła o złości zdenerwowaniu, nie była tym zdziwiona. Dlatego podeszła do niej, uważając jednak, by w żaden sposób jej nie przestraszyć i podsunęła jej kanapkę pod nosek, z ciepłym uśmiechem, emanując spokojem i nawet troską. Nie miała też żadnej pewności, czy dziewczyna nie jest w tym wszystkim nowa, tym bardziej miała więc narzucony przez siebie samą obowiązek pomóc jej i zaopiekować się w tym świecie.
- Spróbuj. Zaręczam, że to nieco pozwoli uspokoić irytację. - powiedziała miękko, trzymając kanapkę na wyciągniętej dłoni, pachnąc czymś na kształt słodyczy karmelu i leśnego powietrza, pomijając oczywisty zapach wilka. - A tutaj robią najlepsze kanapki z mięskiem. I nawet nie dorzucają zieleninki. - puściła dziewczynie oczko, licząc, że zapach jedzenia chociaż w części pozwoli na niejakie "oswojenie" jej i tym samym na dalszą rozmowę.
- Jestem Sina. - przedstawiła się lekko, po chwili biorąc kęs swojej własnej kanapki. - Widziałam Cię na komendzie. - dodała lekko, tym samym tłumacząc, skąd właściwie wzięła się tutaj, skąd pomysł zaczepienia kogoś, kogo w ogóle nie znała. Czujnie też wypatrywała oznak stresu i niechęci, pomoc była dobra, lecz nie jeśli niechciana. Nachalność mogła wyrządzić więcej szkód niż pożytku.
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo