Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
White nie patrzyła w ogóle na zegarek. Jednak doskonale zdawała sobie z czasu jaki upłynął od ostatniej rozmowy z Eredinem. Jego słowa co jakiś czas odbijały się echem w jej głowie, a ona w danym momencie czuła dziwny ciężar, jakby coś ją przygniatało do ziemi. Zaraz miała gulę w gardle, a mięśnie napinały się na samą myśl o tym, co mogłoby wyjść z kolejnej niewygodnej rozmowy. Odgłos tykającego zegarka zaczynał doprowadzać ją do szewskiej paski. Zaciskała powieki i szukała jakiegoś innego odgłosu, na którym mogłaby się skupić. Niestety to nic nie dawało. Zegarek nadal tykał, a wraz z nim pojawiło się coś nowego. Kroki. Zbliżające się nie ubłagalnie czyjeś kroki. Czarownica czuła, jak jej żołądek dostaje skrętu kiszek.
Kolejne upływające sekundy niczym w filmie wszystko w zwolnionym tempie. Otwarte drzwi, by zaraz usłyszeć ich zamknięcie. Kroki. Te dziwne kroki. Coś tutaj nie grało. Niby on, ale nie on. Nie. To pewnie złudzenie. Jej umysł na bank płatał jej figla. Zapewne inny czarodziej tutaj zbłądził. Za lekkie były te kroki. Nie chciała otworzyć oczu by się przekonać. Siedziała wciąż w tej samej pozycji chcąc uniknąć potencjalnej konfrontacji. Znamiona jednak zdradzały zdenerwowanie. Pulsowały nierówno, a czym bliżej dana osóbka była, tym mocniej dawały o sobie znać.
Czarownica mimowolnie sprawdziła aurę. WTF?! Coś tutaj w cholerę nie grało. Nie umiała już się powstrzymać dłużej przed zerknięciem na istotę, która właśnie odwiedziła salon. Kolejne WTF White zaliczyła w momencie, gdy dana istotka zasłoniła jej oczy. Syknęła teleportując się na drugi koniec pomieszczenia. Spojrzała na nieznajomą osobę. Zmrużyła oczy i cicho warknęła.
- Kim ty kurwa jesteś? I co ty w ogóle wyprawiasz?! Pojebało cię czy jak? Toż mogłam zrobić ci krzywdę! Nie wiesz, że nieznajomym nie robi się takich durnych niespodzianek?! - wysyczała, a znamiona błyszczały zdradzając zdenerwowanie. White mimowolnie przybrała postawę obronną. Przyjrzała się rudowłosej kobiecie. Stanowczo jej coś w tym wszystkim nie grało. Obawiała się, że jednak umysł płatał jej figle, a może o jedną szklaneczkę rumu wypiła za dużo. Obstawiała na połączenie obu tych spraw. Prychnęła prostując się i dłońmi poprawiając materiał opinającej, seksownej sukienki. Palcami zaczesała włosy do tyłu i skrzyżowała dłonie pod piersiami czekając teraz na jakąkolwiek odpowiedź.

Serana

776


170 cm


Discipline leads to Victory






[Cytuj]
Multikonta: Damien C. Ashdown, Lycande
Akurat takiej reakcji się nie spodziewała, zważywszy na to iż do Spiralnego Wymiaru trudno jest dostać się osobom niepożądanym. Kim była? To chyba oczywiste, że Czarownicą! Powyższa zasada i sama aura kłamać nie mogła! Tak samo jak stojąca przed White, rudowłosa istotka o smoczych – bursztynowych oczkach. Przedstawiciele innych ras takich nie mieli. Z kolei to, że najzwyczajniej w świecie podeszła do obcej panny i przesłoniła jej oczka – przynajmniej nie zrobiła tego w sposób typowy dla przeciętnego asasyna.
A poza znamieniem i kłakami typowymi dla lisa chytrusa, cóż więcej szło dostrzec? Stój który bardziej pasowałby gdzieś na przedział między XVII i XIX wieku: sięgające aż za kolana, ciemne buciki, czarne i dość obcisłe spodnie, jasna koszula, ciemny gorset poniżej piersi, czerwona kamizeleczka (brzuszka już by nie zasłoniła, gdyby nie koszulina) z szerokimi rękawami. No i naszyjnik przypominający piracką czachę, plus szabelka przy pasie – może pannica zapomniała, iż klasyczne korsarstwo odeszło do lamusa?
- Wbrew pozorom nie jesteśmy sobie obce – przy czym jest to dość skomplikowana opowiastka. Mogę ci ją skrócić, jeśli chcesz, ale nadal rekomendowałabym skorzystać z dobrodziejstw foteli - odparła, w miłym tonie z melodyjnymi nutami, jak gdyby wręcz nie uznając swego postępowania za wybitnie niewłaściwe. Krążą plotki, wśród młodzieży fioletowej, iż Ereidn za młodu również nie był aż takim sztywniakiem.
Niezależnie od tego co zrobi White, Serana zaraz przywołała na stolik niezbędne dla jej opowieści drobiazgi, czyli cieplutkie kakałko, kinder czekoladę i bułeczki z czymś równie apetycznym w środku. White, pamiętasz jak pewien pan nakarmił cię tym drugim? I przy okazji, to trzecie to domowy wypiek – i skoro niegdyś nie otruł(a) tym innej wiedźmy, to chyba i teraz powinno być zjadliwe?
- Więc? - spytała i wskazała na siedlisko, patrząc cały czas w twoje ślepka. Mniejsza o opakowanie; czyż i jej obecna prezencja nie miała w sobie czegoś wwiercającego się w twoją duszę? Pewnych rzeczy zmałpować się nie dało, a ponoć w ten sposób peszył cię tylko jeden Mag.

Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
Oczywiście nie wątpiła w to, że może być to ktoś inny od Czarownika. Rzecz logiczna i pytanie nie było kierowane pod tym kontem. Smocze oczka świętowały White tak samo mocno, jak te Eredinowe. Kobieta czuła się z tym niezwykle dziwnie. Strój kobiety również ją nieco zaskakiwał. No ale to dało się jakoś logicznie wytłumaczyć. Niektórzy po prostu lubią ubierać się na starą modłę. Jej wybór. No i trzeba było przyznać, że świetnie w tym wyglądała. Sylwetka świetnie podkreślona. Ubranie również praktyczne i wygodne. Przypominało to blondynce stare czasy, gdzie i ona podobnie się ubierała pływając na różnych okrętach.
Mimo wszystko Frigg podchodziła nieufnie do nieznajomej czarownicy. Coś jej ty mocno śmierdziało. Te oczy... Cholera jasna! O co tu chodzi?! I o czym ona znowu chce gadać?! Znamiona zdradzały zdenerwowanie Czarownicy. Oczy miała przymrużone, a zęby zaciśnięte. Po dłuższej chwili milczenia prychnęła i usiadła w końcu. Założyła nogę na nogę i już unikała wzroku nieznajomej. Na słodkości starała się również nie patrzeć. Za bardzo jej to przypominało zachowanie Eredina i to, jak zjadła z jego ręki kinderka, a przy tej okazji ich ostatnią rozmowę. Skręciło ją aż w żołądku. Przywołała swoją szklankę i butelkę z alkoholem by sobie nalać i się napić.
- Tylko się pospiesz, bo na kogoś czekam. - burknęła niezbyt przyjaźnie nastawiona do zaistniałej sytuacji. Wciąż miała wrażenie, że umysł płata jej figle. Czekała na Gada, a tu przyszedł jakiś rudzielec. Miała dość atrakcji, a nie zapowiadało się, by się zaraz skończyły. Czuła się jak w wesołym miasteczku na rollercoasterze. Góra, dół, góra dół i pętelką. Żołądek ściśnięty, a ona nie miała z tej zabawy żadnej przyjemności tylko mdłości. W głowie powtarzała sobie, że zaraz koniec. Jeszcze tylko chwila i po sprawie. Stanie o własnych nogach. Może chwiejnych, ale własnych, a te zawirowania się skończą. Z jednej strony z chęcią by zwiała, jednak zdawała sobie sprawę, że tu, na tej imprezie magia nie działa. Nie tepnie się, bo tak. Musiał to wytrzymać i nie chciał zbędnie tego przedłużać.niech no rudzielec powie czego od niej chce, niech przyjdzie Eredin. Załatwią co trzeba i się rozejdą w swoje strony. W sumie nie była pewna o czym on chciał jeszcze gadać. Ostatnim razem wystarczająco dużo padło. On po prostu nie dał jej szansy, ani sobie na jakiekolwiek zmiany. Spisał wszystko na straty. Takie miała odczucie. A ona... Ona nie walczyła. Miała to sobie za źle. Może powinna? Dobra, wróć... Trzeba się skupić na nieznajomej czarownicy, a nie latać gdzieś w dal myślami. Po kolejnym łyku alkoholu wróciła wzrokiem do Lisicy. Wytrwale patrzyła w jej oczy, choć było to ciężkie, bo jak Eredin przeszywała ja na wskroś.

Serana

776


170 cm


Discipline leads to Victory






[Cytuj]
Multikonta: Damien C. Ashdown, Lycande
Ach, okręty! Świetnie się wtedy bawiła, a raczej bawił! Szczególnie że to ona odgrywała rolę tych dobrych, a przynajmniej miała śliczne papiery oficerskie Jej Królewskiej Mości – czyli najzupełniej legalnie łupiła okręty francuskie, korsarskie, pirackie – lub czasem śląc własną flotę incognito na w zasadzie każdą banderę. I do tego jeszcze spore udziały w spółkach handlowych – co ostatecznie przynosiło dochody – nawet jeśli czasem tych kilka jednostek padło cudzym łupem. Raz nawet pożarł się z pewnym kociakiem, ot nazwijmy to kurtuazyjnie drobnym niedopowiedzeniem – gdyż weź odnajdź Przyziemnego skitranego pod trefnym nazwiskiem w jakiejś ludzkiej kompanii. Czy wyglądała archaicznie? Ludzie nazwaliby to cosplayem, seksownym z racji wspomnianego podkreślenia sylwetki – choć zawsze mogłaby przebrać się za jakiegoś Melkora; witaj modo Czarnoksiężników.
O, tak, tak! Pij do dna! Ponoć procenty pomagają w relaksie i złych wiadomościach! Albo trudnych, bo sama Lisica była zdecydowanie bardziej promienista od Gada – w końcu i tak miała materiał na zbalansowanie szarzyzny, a ta zarazem łagodziła jej wcielenie typu: Kerrigan. Nazywając to prościej: kompletność to fajna sprawa.
- Ach, tak, racja. Może zacznę to w ten sposób, co byś zrobiła, gdybym ci powiedziała iż: ten wtedy jeszcze ifryt, z którym nawiązałaś niegdyś romans i zrobiłaś to z nim po raz pierwszy, z którym łupiłaś europejskie wybrzeża – od którego otrzymałaś miecz, który nadal masz w posiadaniu, pielęgnujesz do dziś, ostatnio przetestowałaś na jego testowym pancerzu – z którym, i Nithem udałaś się do Katji… - tutaj zrobiła pauzę na wzięcie oddechu i obserwację rozmówczyni. Trzeba przyznać, ta Ruda zrobiła bardzo dobry research na intymnych wydarzeniach z czyjegoś życia, prawda? A Eredina nadal tutaj nie ma. - Którego nieprzytomnego zabrałaś do siebie do domu, a on wzgardził omletem, choć gdy wcześniej wyszłaś z kuchni to podpił nieco piwa – i ostatnio wspomniał o problemach ze snami, związanymi z wizjami tego co zobaczył na wyprawie… - dodała i wtopiła w ciebie oczka raz jeszcze, tym razem na modłę tego Koreańczyka i to do bólu identycznie.
- Które okazały się faktycznymi fragmentami z jego prawdziwego życia, gdyż przez lata żył tak iż chciał o tym zapomnieć – a ingerencja pewnego wrednego żyjątka zabrała nie tylko wspomnienia, lecz i tożsamość w formie namacalnej – i powrócił kilka godzin temu, do dawnej świetności, dzięki cząstce Katji, która złożyła mu wtedy taką jednorazową ofertę… - rzekła i choć wcześniej miała dość chochlikowaty ton, tak teraz brzmiała śmiertelnie poważnie. Dużo informacji, więc raz jeszcze powtórzmy pytanie, co byś zrobiła, gdybym ci powiedziała, iż:
- Eredin i ta rudowłosa, siedząca przed tobą Czarownica – to tak naprawdę jedna i ta sama osoba? Z tym że teraz widzisz ją – po raz pierwszy – w jej prawdziwej postaci i z w pełni skompletowanymi wspomnieniami - dodała na koniec, kończąc to rozdanie zgodnie z zasadą: w otwarte karty. Czego o wadach tego rozwiązania nie mówić, zauważ jedno – masz tutaj kompletny, szczery pakiet ex-eredinowski; choć w formie streszczenia.

Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
White zrobiła zaskoczoną minę słysząc rozpoczęcie monologu kobiety. Zrobiło się naprawdę dziwnie. Dłoń blondynki z każdą upływającą sekundą co raz mocniej zaciskała się na szklance z alkohole. Kostki palców zaczynały aż bieleć od nacisku. Mięśnie całego ciała napinały się gotowe do ataku. Zęby w niemej złości zacisnęły się, a spomiędzy ust wydobył się groźny warkot. Oczy skrzyły się co raz mocniej. Znamiona pulsowały niczym rozbłyskające pioruny podczas potężnej burzy. Powietrze w pomieszczeniu było co raz mocniej naelektryzowane.
Nie miała pojęcia skąd pieprzony rudzielec wiedział to wszystko, ale stanowczo się jej to nie podobało. Z trudem utrzymywała własną magię w ryzach, by zaraz czegoś nie rozpierdolić. Nie po to przecież odbudowywała Spiralny, aby zaraz zniszczyć zamek brakiem panowania nad samą sobą. Frigg patrzyła teraz wprost w oczy swojej rozmówczyni pełna kipiącej wściekłości. Każdy kolejny fragment z ich wspólnego życia, jaki został wyciągnięty przez rudą, był niczym szpila prosto w jej serce. Tylko Eredin i ona wiedzieli o takich szczegółach. O tym, iż on był jej pierwszym kochankiem, o tym pieprzonym omlecie, o rozmowie w sali treningowej, gdzie został poruszony trudny dla niej temat.
W końcu coś w White pękło. Znalazła się nagle na fotelu Rudej Czarownicy. Jedno kolano wsparła o podłokietnik, drugą nogą się zaparła. Nie, nie skorzystała z miecza. Ot przywaliła jej mocno z prawego sierpowego. Zrobiła by to może i zaraz z lewej pięści, jednak powstrzymała się. Syknęła jedynie i prze teleportowała się spowrotem koło swojego fotela. Złapała za butelkę z rumem i cisnęła nią w ścianę. Szkło wraz z alkoholem zrobiło cudowny ślad. White odwróciła się w kierunku rudowłosej zaciskając pięści. Jej długie paznokcie wbiły się w jej własną skórę rozcinając ją. Krople krwi powoli zaczęły skapywać na podłogę. Z trudem powstrzymywała swoją czystą furię. Była wściekła. Z jednej strony chciała przywalić tej kobiecie za pierdolenie głupot. Czułą jednak, iż było zbyt wiele rzeczy, które potwierdzały jej słowa. Z drugiej chciała przywalić Eredinowi. Miała mętlik w głowie. On... Ona... Ten ktoś wiedział, co przecież czuła. I co z tym zrobił? Przyszedł w zupełnie innej formie, zadowolony kurwa z siebie, i co?
- No i co teraz?! I czego teraz kurwa oczekujesz?! Czego chcesz?! Mam Cię pogłaskać po główce? Zapleść pieprzone warkoczyki? CZEGO DO KURWY NĘDZY OCZEKIWAŁAŚ OD TEGO PIEPRZONEGO SPOTKANIA?! - ryknęła wściekle cała się trzęsąc. Ta ilość informacji nie była czymś, co dało się od tak przetrawić. Czuła, że to prawda. Nie negowała tego właściwie. Była wściekła o to, iż jej odczucia nie były brane nigdy pod uwagę. Nigdy. To ją właśnie bolało najbardziej.

Serana

776


170 cm


Discipline leads to Victory






[Cytuj]
Multikonta: Damien C. Ashdown, Lycande
Gdyby tylko Rudzielec była fałszerką, tudzież zawaliła research, zapewne oberwałaby w japę i musiała splunąć krwią. Na całe szczęście, była Eredinem, więc spodziewała się żywiołowej reakcji, przez co czyjaś cząstka zderzyła się z barierą okalajacą japę Serany. Czy przekręciła głowę? Owszem, impet uderzenia był. Czy zabolało? Nie tyle sam cios, co towarzyszący mu ruch, czyli – w nomenklaturze wojowników – wcale. Z jednej strony, ktoś miał prawo być wkurwioną. Z kolei, gdyby tylko spojrzeć na to z perspektywy tej wyjawiającej niewygodne fakty… Wystarczy wspomnieć, iż oczka potomkini Freji, lśniły bursztynem o smoczej oprawie – gdyż to był jej domyślny znak Czarownika, wizytówka pewnego Azjaty.
- Przyjąć to do wiadomości, wraz ze świadomością tego, iż jesteś pierwszą która o tym słyszy. Nawet Nithral, który jest moim rodzonym bratem, jeszcze o tym nie wie - odparła, choć w jej głosie było słychać wyraźny gniew i irytację. Zadowolona kurwa z siebie? Oczywiście, zaraz jeszcze zatańczy kankana, a fakt iż uznała White za kogoś godnego zaufania wcale nie ma tutaj żadnego znaczenia. W końcu zawsze mogła olać eredinowską cząstkę i po prostu ją zniknąć, a następnie strugać idiotkę i udawać, że tego skośnego nawet nie znała. Wymówka na nieobecność? Prosta i trudna do podważenia, przebywanie w innym wymiarze; który nie był ani Faeriolandem ani Edomem.
- Jeśli mam wybierać pomiędzy wegetatywną szarością i samobójstwem, a byciem kompletną sobą, z jakąkolwiek perspektywą na coś więcej niż pustkę, zawsze wybiorę tę drugą opcję. Nie prosiłam się o pierdolonego demona – który urządził mi z życia piekło – ani skurwiałą wróżkę psującą prostszą formę ukojenia jego następstw, o interwencję - wpierw próbowała jeszcze zachować spokój, lecz ostatnie słowa wręcz wywarczała. - Chyba, że wolałabyś żyć w wiecznym kłamstwie - dodała i na tym poprzestała. To, czy miała na myśli całość lub tylko cząstkę – zgaduj.

Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
Czarownica byłą trochę rozczarowana, iż nie udało jej się przywalić nowemu odpowiednikowi Eredina. Szkoda. Na prawdę szkoda. No ale nic. Rozładowanie napięcia poszło więc w tą nieszczęsną butelkę rumu. Alkohol jeszcze spływał po ścianie, a sama blondynka z trudem trzymała dalsze nerwy w ryzach. Czuła się zagubiona. To było dla niej chyba zbyt wiele na jeden raz. Wciąż w pamięci miała sytuację z sali treningowej. To jak, na swój specyficzny sposób, wyznała co czuła od lat oraz z jakiego powodu wieki temu zniknęła z czyichś ślicznych oczek. A teraz pojawił się przed nią rudzielec, o tych samych cudnych oczach wyjawiając coś straszliwie dziwnego.
White nerwowo zaczęła krążyć. Może i faktycznie przesadzała ze swoimi nerwami, ale proszę się na nią nie gniewać. Ona zawsze taka była. Nic się w tej kwestii po prostu nie zmieniło. Zatrzymała się jednak w pół kroku. Zaparło w niej dech w piersiach. Otworzyła szeroko swoje jaskrawo świecące oczka i skierowała je na rudzielca. Dłonie od razu się rozluźniły. Krople krwi z dłoni wciąż skapywały. Jakoś jej się nie śpieszyło z wyleczeniem tych drobnych ranek na wewnętrznych częściach dłoni. Paznokcie pokryte były jej własną krwią, ale miała to całkowicie gdzieś. Miała wrażenie przez chwilę, że się przesłyszała. Pytającym wzrokiem patrzyła na kobietę próbując załapać to, co zostało jej właśnie przekazane.
Informacja o Nithralu wprawiła ją w ogromne osłupienie. Nith.. Bratem Eredina... Właściwie...No właśnie. Nawet nie wiedziała jak nazywać tą czarownicę. Ruda paskuda była już zarezerwowana dla kogoś innego. Dobra, tym zajmiemy się za chwileczkę. Procesy myślowe White na prawdę ciężko pracowały, aby była w stanie pozbierać to wszystko w jedną całość. O demonie nie do końca skumała, ale wzmianka o wróżce dała jej jasno do zrozumienia - to musiało być życzenie. Czyżby coś nieopacznie rzucone? Tak to zabrzmiało.
Znamiona Frigg zaczęły szybko blednąć. Oczy już tak nie iskrzyły się, jak jeszcze kilka sekund temu. Po trudnej do okiełznania złości przyszło zrezygnowanie oraz zwyczajne zmęczenie. Pokręciła delikatnie głową by zaraz parsknąć.
- Przyjąć do wiadomości... Pstrykniemy magicznie palcami i wszystko się ogarnie. - machnęła dłonią w jej kierunku. - Nawet nie wiem jak mam na ciebie teraz mówić... No i nie wiedziałam, że Nith ma siostrę. Nie rozumiem też dlaczego więc to ja, jako pierwsza dowiaduje się u cudownym... Scaleniu? Tok to chyba nazwę. Czy bym chciała żyć w kłamstwie? Nie wiem... -odparła szczerze. Z jednej strony takowe byłoby prostsze. Jednak w końcu i tak wyszłoby na jaw, a wtedy bolałoby podwójnie. Kłamstwa zawsze bolą. Nie ważne w jakiej postaci.

Serana

776


170 cm


Discipline leads to Victory






[Cytuj]
Multikonta: Damien C. Ashdown, Lycande
Cóż więc miała powiedzieć, Serana – gdy w końcu kompletne wspomnienia wysypały się na nią? To dopiero było dziwne i już można nawet pominąć same elementy układanki, które w końcu zaczęły układać się w logiczną całość. Większy problem był z konwersją tego na jedno z wcieleń – z jednej strony to pierwotne, ona – z drugiej to o większym stażu, on. I spróbuj zgrabnie odnosić się do własnego jestestwa, w świetle wspomnień z udziałem tej drugiej płci. To był dopiero mętlik, który jej jaźń musiała ogarnąć w zasadzie na teraz. Ból głowy jako tako ustąpił dopiero po tym, jak się z tym wszystkim przespała. Z kolei ofiary postronne pokroju spokrewnienia z Nithralem? Na cale szczęście, takich rodzinnych wpadek nie było wiele – towarzyskich w sumie też niezbyt obficie. Dlatego gęstych tłumaczeń czekało rudzielca niewiele. Przy okazji, a gdyby mówić o sobie jako panna – lecz w odniesieniu do zwierzątka – per Lisek?
- Jak by nie patrzeć, to nie tak, iż nasza przeszłość została wymazana… - pociągnęła myśli w tę stronę, z przełożeniem na sztukę werbalną oczywiście. Zarazem próbowała to ubrać w ładniejsze słówka niż proste: kiedy ja tylko zmieniłem płeć na domyślną! Pomijając całą traumę, w którą raczej nie zechce się od tak zagłębić, gdyż był to wielce niewygodny dla niej temat – i zarazem przyczyna całego szlaku – w sumie dobre pytanie, czy tylko nieszczęść? - I ja jako ja, na oko, jestem bardziej towarzyska, a przynajmniej mniej toporna w obyciu - dodała i zaraz zgarnęła kidner czekoladę, której kawałeczek pochłonęła. Różnice względem jej i Eredina? Włosy i talia, gdyż manieryzm pozostał bez zmian – tak samo jak kawałek który został jej na bródce, którego musiała zgarnąć paluszkiem.
- Serana - odparła i wyciągnęła dłoń, w tym dość groteskowym geście. - Biedaczek również nie wiedział, iż ta była cały czas pod jego noskiem. Aż mnie dziwi, iż nie miał podejrzeń, w związku z podobieństwami w aurze… - dodała, odnośnie braciszka któremu widocznie opatrzność poskąpiła ziarenka, jak dla tej ślepej kurki. Z drugiej strony, taki plot jaki jej się przytrafił, był ostatnią rzeczą która mogłaby przyjść mu do głowy.
- Przecież obiecałam wpierw przeprowadzić z tobą pewną rozmowę, a przecież zawsze dotrzymuję słowa - rzekła i uniosła badawczo brew. I może w bezczelny sposób, tą metodą, odbijmy piłeczkę. Wiem, że to mocno skomplikowane – bardziej niż przy męskiej formie – lecz masz może jakąś propozycję? Zaś co do rozmowy z braciszkiem, to wymagało choć odrobiny, jak do tego podejść. I to, że zamienił się ciałem z Shar – o czym jeszcze Lisek nie wie – powiedzmy, iż to on jest tym bardziej ciapowatym w rodzinie.

Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
Chyba dla wszystkich, którzy będą próbowali ogarnąć co się wydarzyło, będzie to nie lada wyzwanie, aby przyswoić nadmiar informacji w bardzo krótkim czasie. Prawdą jest, iż to sama Serana miała najwięcej do ogarnięcia w swojej rudej główce. Choć mając wszystkie wspomnienia posiadała również i wszystkie puzzle do ułożenia. White zaś posiadała tylko część, więc i całego obrazu w ten sposób nie ułoży. Może co najwyżej domyślać się, co się kryje za tymi, których brakuje. To dla niej sprawiało już wyzwanie, ponieważ raczej była typową wojowniczką. To nie tak, że nie umiała używać własnej mózgownicy. Jednak na większe rozkminy potrzebowała nieco więcej czasu. Ta sytuacja była na prawdę skomplikowana jak dla niej i wciąż jakoś nie mogła się z tym pogodzić. Choć faktycznie ich wspólne wspomnienia nie zostały wymazane, to jednak już zmienia się nieco ich postrzeganie. Głównie chodzi o to, iż osoba z którą Frigg je dzieliła, w teorii była tuż przed nią, jednak w praktyce już nigdy nie będzie tym konkretnym mężczyzną. Może zachowywać się tak samo, jak za dawnych lat, może mieć tą samą manierę, styl mówienia czy też te same oczka, jednak dla White to już nie jest to samo.
Czarownica delikatnie pokręciła głową jakby w niemym niedowierzaniu. Nie umiała się zdobyć na uściśnięcie dłoni Serany. Nie umiała się z tym wszystkim pogodzić. Znów miała wrażenie, jakby ktoś uporczywie ściskał jej wnętrzności aby zadać jej jak najwięcej bólu. Wzięła głębszy wdech.
- To, dlaczego cię nie rozpoznał będziesz wyjaśniać sobie z nim. Najwyraźniej były ku temu podstawy. Nie będę się w to wtryniać. Może i nasze wspomnienia nie zostały wymazane, ale nie oszukujmy się, nigdy nie będzie tak samo. Ostatnim razem usłyszałam dość, a tak na prawdę nie wiem, jak ty mnie widziałaś przez te wszystkie lata. Poza tym... To ty chciałaś ze mną przeprowadzić rozmowę. Ja się poddałam, bo jestem do tego chyba za bardzo przyzwyczajona. Przyzwyczajona do ucieczki. Nie wiem czego ode mnie teraz oczekujesz, ani czego wtedy oczekiwałaś. Osobiście... Nawet nie wiem co teraz o tym wszystkim myśleć. Jak dla mnie, na dany moment to chyba zbyt dużo. Muszę to przetrawić. - powiedziała cicho. Aktualnie miała ochotę po prostu otworzyć portal i wyjść. Gdzieś się schować, przemyśleć wszystko. Wiedziała jednak, że nie będzie miała na dniach czasu. Zaraz miała szukać kamyczka. A na prawdę chciała się po prostu schować, być sama z własnymi myślami.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo