Viggo Villard

263


187 cm

-





[Cytuj]
Multikonta: Logan Ward / Wayfarer
- Może będzie ci się dane przekonać Estero. Francuzi potrafią prawić komplementy i sprawić by kobieta czuła się naprawdę wyjątkowa. - odpowiedziałem z nieukrywaną dumą oraz pewnością siebie.
Niestety tutaj pochodzenie dawało o sobie znać. Słusznie uważano mój naród za zadufanych w sobie. Każdy z nas miał w sobie ten pewien pierwiastek, który kazał nam się uważać za najlepszych ma świecie, a przynajmniej w Europie. Już na pewno lepsi od Anglików, ale na szczęście Estera nie należała do tego grona. Mogliśmy porozmawiać w całkiem przyjemnej atmosferze. Drobna kokietka nie uciekała też od mojej delikatnej kokieterii. Dość dostojnie to znosiła, co czyniło ją o tyle ciekawszą osobą. Jeszcze do tego dojdzie, że pierwszy raz od stuleci będę zainteresowany innym przedstawicielem swojej rasy. Moja wizyta w Yorku może okazać się dłuższa niż przewidywałem...
- A ty stwierdziłaś, że nawet pozory mają w sobie trochę prawdy. - uśmiechnąłem się lekko będąc w stanie łapać ją za słówka, bo takie gierki były bardzo przyjemne - Nie mam wątpliwości, że jesteś rozważnym przywódcą. Z całym moim szacunkiem oraz sympatią, ale jeśli byś nie była, pewnie byś tutaj nie przewodziła. Znałem pewnego charyzmatycznego przywódcę. - uśmiechnąłem się do niej delikatnie.
Oczywiście nie zamierzam przestać prawić wampirzycy komplementów, kiedy nadarzy się taka okazja. Każdy lubi usłyszeć coś miłego na swój temat, a tak długo, jak nie jest to wymuszone i fałszywe, czego zazwyczaj nie robię, to nie widzę problemu by robić to częściej. Niczego tym nie stracę, a wnioskując po jej reakcji mogę tylko zyskać.
- Miałaś zatem szczęście droga Estero. Moja wampirza rodzina nie ma w tej kwestii zbyt wiele wyboru, ale niektórzy... Cóż, udaje się ich przekonać, że nie jest to takie złe. Potrafią się zaaklimatyzować do nowej rzeczywistości i korzystać z nowych możliwości. Kilka osób jest nawet szczęśliwych, a przynajmniej tak mi powiedziały. - odpowiedziałem wpatrując się w resztkę płynu w swojej szklance, po czym po prostu go dopiłem.
- Oczywiście, pytaj o co musisz. - przytaknąłem nastawiając naczynie do dolewki - Miałem szczęście spotkać pewną czarownicę zanim upiekłem się gdzieś w Francuskim lesie. Wtajemniczyła mnie w świat Podziemia oraz pomogła zapanować nad głodem oraz umiejętnościami. Do tej pory utrzymujemy kontakt. Co zaś się tyczy słońca... - odwróciłem wzrok w stronę otwartych drzwi do ogrodu - Jest wiele rzeczy za którymi tęsknię. Moją rodziną najbardziej, naszym domem. Miałem gospodę, więc tęsknię za tamtymi czasami. Za słońcem natomiast... Nie aż tak bardzo. Moja żona zajmowała się gotowaniem, a ja pieczeniem, więc często wstawałem na długo przed wschodem słońca. Więc by odpowiedzieć na twoje pytanie... - wróciłem do niej wzrokiem upijając kolejny łyk i lekko kręcąc głową - Tęsknię za nim najmniej.

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
- Nawet nie zamierzam w to wątpić - odparła pogodnie. Z przyjemnością się przekona jak to potrafią Francuzi komplementować. Ostatnio Jean bardzo ją komplementował, choć ten akurat jest Anglikiem, nie Francuzem. W sumie ciekawe czy by się dogadywali. Jakby nie patrzeć te dwie nacje zawsze miały spięcia. Ich charakterki wielokrotnie dawały o sobie znać pod tym względem. Wampirzyca była więc ciekawa, jak byłoby i w tym wypadku. Podejrzewała, że dochodziłoby co najmniej do przekomarzania się pomiędzy nimi. Z chęcią by to zobaczyła. To byłoby niezwykle interesujące.
- I tu mnie masz. - Kobieta zaśmiał się przeuroczo zasłaniając dłonią własne usta. Spodobało jej się to, jak ją złapał za jej własne słowa. Lubiła takie przekomarzanki. Miłe i przyjemne. Świetna odskocznia od papierologii przy której ostatnio zaległa. Delikatnie przekrzywiła głowę wpatrując się w mężczyznę. Słuchała uważnie każdego jego słowa. Dopatrywała się wszelkich zmian. Proszę jej wybaczyć, taka po prostu już była. Obserwowała. Zainteresował ją fakt, że prowadziła go ostatecznie w świat cieni czarownica. Skoro tak, to ciekawiło ją jak zareaguje na wieść, że jedna z przedstawicielek tej rasy zamieszkuje Bastion. O tym jednak powie mu za chwilę.
- Rozumiem Twoją obecną tęsknotę za rodziną. Wszak straciłeś ją z powodu czyjegoś kaprysu. Jednak my, wampiry też jesteśmy rodziną. Kwestia uznania jej jako swojej. W każdej rodzinie są czarne owce i mamy tego wiele przykładów jak widać na załączonym obrazku. - upiła łyczek alkoholu by odstawić zaraz szkło na stolik. Uśmiechnęła się delikatnie. - Osobiście takich owiec nie lubię. Niszczą nasz pijar i narażają nas wszystkich bez wyjątku na kolejne restrykcyjne. Jestem więc skłonna dopomóc Cię w przeszukaniu miasta, aby znaleźć twojego stwórcę. Obecna w Bastionie czarownica Nerezza na pewno z przyjemnością pomoże w wytropieniu go. Jest tylko jeden warunek takiej współpracy - przystąpienie do Bastionu. Jest to jednak tylko na korzyść dla ciebie mój drogi. Podlegając bastionowi nie podlegasz pod Clave, co za tym idzie nie będą oni Ciebie sądzić za wszelkie występki. Nim jednak odpowiesz powiem jeszcze jedną rzecz - nie mam zamiaru Cię ograniczać. Czy o coś cię poproszę? Nie wiem. Może tak, może nie. Czy się zgodzisz? Twój wybór. Wciąż będziesz wolnym duchem. Poza tym... - pochyliła się nad stolikiem w jego stronę. Jej oczy delikatnie błyszczały, a uroczy uśmiech nie schodził z jej twarzy. - ... Jesteś w stanie uzyskać coś więcej, niż tylko sojuszników. - powiedziała głosem, który wskazywał na nutę tajemniczości w tym wszystkim. Jej ciemne tęczówki przeszywały go wręcz na skroś. Obserwowała.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Viggo Villard

263


187 cm

-





[Cytuj]
Multikonta: Logan Ward / Wayfarer
Ile razy słyszałem to, że wszyscy Podziemni niejako jesteśmy jedną rodziną. Dokładnie tego samego argumentu używali inni, którzy próbowali mnie zrekrutować po mojej służbie u Napoleona. Kto nie chciałby mieć doskonale wyszkolonego wampirzego szpiega po swojej stronie. Oczywiście, że są gorsze jednostki, nawet rodzina ma swoje czarne owce, jednak to nic nie zmienia. Ta czarna owca nadal wpływa na opinię o całej rodzinie. Tak samo jak nasz stwórca rzutuje na nas, tak robi to również na wszystkie wampiry. Naprawdę nie miałem zamiaru dać się nikomu wykorzystać. Estera choć sprawiała wrażenie bardzo uroczej i pogodnej, na pewno miała jeszcze jakieś strony, które sprawiały, że to właśnie ona, a nie kto inny tutaj rządzi, chociaż jestem pewien, że silnych wampirów w Yorku nie brakuje. Podpisanie jakiegoś podziemnego paktu byłoby głupotą, a ja zdążyłem się już wystarczająco nauczyć przez te kilkaset lat.
- Z całym szacunkiem Estero, ale wampiry nie są i nie będą moją rodziną. Usłyszałaś chociaż część mojej historii i pewnie rozumiesz, dlaczego nie uważam się za część waszej wielkiej rodziny, ani nawet za część świata Podziemnych. Wampirów nigdy nie było przy mnie, kiedy ich potrzebowałem. Najbliżej do nazwania kogokolwiek rodziną byłoby mi do czarownicy, która pomogła mi z opanowaniem żądzy krwi. Nie Estero, wybacz, ale moja rodzina zmarła setki lat temu w Paryżu. Drugiej mieć nie będę. - pokręciłem głową unosząc na nią przepraszający wzrok.
Nie miałem nic do niej jako osoby, aczkolwiek bycie wampirem oraz przewodzenie temu klanowi wykluczało powstanie między nami jakichś cieplejszych stosunków. Nie zamierzałem być częścią jej planów, ani nawet świata Podziemnych. Nie po to trzymałem się na uboczach wszystkich zdarzeń przez setki lat ograniczając kontakty z każdym wampirem by teraz przystąpić do ich Bastionu, jak to nazywali. Jej urok osobisty niestety nie działa na mnie aż tak dobrze, a nie jestem też jakimś młodym wampirem potrzebującym ochrony. Ich pomoc w przeszukania miasta była kusząca, jednak to pewnie tylko by go wystraszyło i znów straciłbym trop na kilkanaście lat.
- Nerezza? Tutaj? - moja z początku zdziwiona mina szybko zamieniła się w pierwszy, szczery i rozbawiony uśmiech tego wieczoru - Kto by pomyślał, że nasze ścieżki skrzyżują się właśnie tutaj. - zaśmiałem się cicho z tego zrządzenia losu po czym spojrzałem na wampirzycę z pewnym blaskiem w oku, którego wcześniej tam nie było, zupełnie jakby moje karmelowe oczy nabrały trochę życia - Doceniam pokładane we mnie zaufanie Estero, bo zapewne nie wysuwasz takiej propozycji do każdego przybłędy, aczkolwiek muszę odmówić. Znamy się od kilku minut, nic o was nie wiem. Nie podejmę takiej decyzji w ciemno. Dziękuję, jednak, że bierzesz mnie pod uwagę. - skłoniłem lekko głowę w podzięce, a gdy znów się wyprostowałem upiłem kolejny łyk swojego koniaku - Poproszę jednak byś pozwoliła mi zobaczyć się z waszą czarownicą, najlepiej nic jej nie mówiąc. Chętnie zrobię jej niespodziankę. - uśmiechnąłem się całkiem uroczo, jednak skóra na policzkach trochę bolała od braku ćwiczeń w tym rejonie.
Uniosłem lekko brew obserwując jak nachyla się ponad stołem z pewną niewypowiedzianą tajemnicą. O co chodziło? Nie miałem pojęcia. Może to właśnie to, co sprawia, że wszyscy za nią podążają, jednak trafił jej się wampir, który nie traktuje swojej sytuacji jako błogosławieństwa. Nie byłem jakoś specjalnie przywiązany do swojego pośmiertnego żywota. Chciałem tylko pomóc innym członkom naszej małej rodzinny i zatrzymać swojego stwórcę. Co przyjdzie później? Nie mam pojęcia.
- Chyba zbyt długo byłem sam, by szukać teraz sojuszników albo... - wyciągnąłem dłoń by poprawić ten nieposłuszny kosmyk, który znów opadł jej na twarz, delikatnie muskając jej skórę opuszkami palców - Czegoś więcej. Jedyne, czego chcę to dorwać mojego stwórcę. Nie szukam dla siebie zbawienia czy większej mocy. To mnie naprawdę nie interesuje. - zwilżyłem gardło kolejną porcją koniaku zabierając dłoń z okolic jej twarzy - Może rozważyłabyś pomoc w złapaniu tej czarnej owcy bez warunku wstąpienia do waszego Bastionu? W końcu, jak powiedziałaś, te czarne owce rzutują na całą waszą rodzinę... - uśmiechnąłem się z pewną satysfakcją znów łapiąc ją w sidła jej własnych słów.

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
Czy Estera wkurzyła się na jego szybką odpowiedź? Nie. No bo niby czemu? Odpowiadał tak, jak myślał. Estera jednak nie miała zamiaru się poddawać, a i miała do czynienia z różnymi osobistościami. Czy teraz, czy też później się uda. Kto wie. Nie miała zamiaru pozostawiać tego również bez odpowiedzi. Delikatnie się zaśmiała, tak niezwykle uroczo ponownie zasłaniając swoje usta dłonią.
- Och Skarbie. Wydaje mi się, że nie do końca się zrozumieliśmy. Moja wina. Mogłam źle dobrać słowa. Nikt Ci nie karze uważać nas za rodzinę. To jest tylko i wyłącznie Twój wybór. Ja zaś, choć dopiero Cię poznałam, to jednak za członka naszej wampirzej rodzinki uważam. Co zaś tyczy się samej znajomości Nas - to już przecież jest jedynie kwestia czasu i chęci Mój Drogi. - puściła mu oczko delikatnie się uśmiechając. Przymrużyła delikatnie swoje oczka nie spuszczając z niego swojego wzroku. Musiałą przyznać, iż niezwykle interesującą informacją było to, że to właśnie Nerezza zaopiekowała się porzuconym wampirem. Brunetka nawet nie drgnęła gdy poprawiał uciążliwy kosmyk włosów. Choć fakt, było to nieco niespodziewane, jednak nie zareagowała na to. Po prostu mu pozwoliła to zrobić. Wciąż była nieco pochylona nad stolikiem. Cmoknęła cichutko jakby w zamyśleniu.
- Nie wiem, czy ona lubi niespodzianki. Co zaś tyczy się owieczki... Problem polega na tym, że sam stwierdziłeś, że wampirów nie uznajesz za swoją rodzinę. Więc w czystej teorii, nie ma żadnej czarnej owieczki. Chociaż pozwolę sobie tutaj przytoczyć Twoje własne słowa... Ty masz swoją wampirzą rodzinę, o którą jakby nie patrzeć dbałeś przez lata, jak również o nowo pojawiających się członków. - - odparła spokojnie upijając łyczek alkoholu z kieliszka. Zaczęła się nim bawić oblizując koniuszkiem języka swoje wargi. - Powiedz mi więc... Jak to w końcu z tobą jest? Twoje słowa troszeczkę się rozmijają w ten sposób. - uśmiechnęła się niewinnie odpowiadając zaczepką na zaczepkę. No ale hej! Sam się przecież o to prosił. Zawsze jest coś za coś po za tym. Owszem, mogła mu pomóc całkowicie bezinteresowanie. Jak najbardziej. Ta wampirzyca jednak zawsze zostawiała sobie coś na później. Nawet jeśli by nie dołączył do Bastionu, to wciąż pomoc od nich otrzymana wiązałaby się z późniejszą przysługą, kij wie jaką. Teraz miał przedstawiony zwykły, czysty i prosty układ. Jednak jeśli zrobiliby to bez tego układu, a na zasadzie zwykłej "pomocy, wtedy już nie byłoby wiadomo kiedy mogłaby przyjść i upomnieć się o "należność". Proszę nie zapominać, że jest Cyganką. Może jest niska i wielu patrzy na nią z góry, aczkolwiek jak już ktoś tutaj sam wspominał, z jakiegoś powodu przewodzi tutejszym klanem.

  

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Viggo Villard

263


187 cm

-





[Cytuj]
Multikonta: Logan Ward / Wayfarer
- Widzisz Estero, tego czasu oraz chęci nie mam zbyt wiele. Chociaż teoretycznie mam całą wieczność, nie jestem do niej przywiązany. Sensem mojej egzystencji z początku była zemsta, ten płomień nadal gdzieś tam się tli, jednak po kilku stuleciach chodzi po prostu o zatrzymanie mojego stwórcy. W jakiś pokręcony sposób uważam go za swoją odpowiedzialność. - upiłem łyk ze szklanki wpatrując się przez chwilę w bursztynowy płyn zanim znów spojrzałem na wampirzycę - Widzisz, może nie muszę uważać was za swoją rodzinę, jednakże jeśli sami tak o sobie myślicie, co właśnie potwierdziłaś, nieuczciwym byłoby przystąpienie do was z innymi intencjami. Zasługujecie na więcej, a ja czułbym się jakbym was wykorzystywał. Tego wolę uniknąć. - uśmiechnąłem się delikatnie oraz w pewien sposób przepraszająco.
Byłem trochę zdziwiony, że nawet się nie wzdrygnęła, gdy poprawiłem jej niesforny kosmyk. Wcześniej coś takiego może by jej schlebiło, ale tym razem może zaczęła pokazywać swoje prawdziwe kolorki liderki, zupełnie nie reagując na moją delikatną i subtelną kokieterię. Czy od początku tylko udawała? Interesujące. Najwyraźniej moja odpowiedź trochę zmieniła jej podejście do mojej osoby, aczkolwiek nie sądziłem by miała zamiar stawać okoniem w moich poszukiwaniach. Co najwyżej będzie stała z boku. W końcu jej to też na rękę jeśli zniknie mój stwórca, a wraz z nim ja. Ciekawa z niej osoba, o wiele ciekawsze od innych liderów, których poznałem. Zazwyczaj byli bardzo przewidywalni. Do rozgryzienia w kilka minut, ona jednak... Była inna.
- Och, zapewniam, że nie lubi, ale moją doceni. Nie będzie to na was negatywnie rzutować. Po prostu dawno jej nie widziałem, a ciężko znaleźć taką sposobność, jak ta tutaj by zaskoczyć drogą Nerezzę. - uśmiechnąłem się trochę zadziornie, a trochę drapieżnie, bo to naprawdę rzadka okazja - Touche, Estero... Touche... - przytaknąłem wznosząc szklankę do góry na znak poszanowania dla jej argumentu - Aczkolwiek ja nie muszę mojego stwórcy za czarną owcę, by on faktycznie taką dla was był moja droga. Wszystko zależy od punktu widzenia. Jeśli chodzi o mnie natomiast... Jestem najstarszym z linii wampirów mojego stwórcy. Wypiął się na nich, a ja nie jestem w stanie zostawić ich samym sobie. Nie tworzymy zgranej rodziny. Sprawuję nad nimi opiekę do pewnego punktu i idę dalej. To ta rodzina, której rzeczywiście się nie wybiera. Cała reszta naszej populacji nie jest ze mną spokrewniona poprzez więzy krwi, ergo musiałbym ich wybrać jako swoją rodzinę. Rola najstarszego brata jest czasami naprawdę męcząca... - przeczesałem włosy wolną dłonią cicho wzdychając.
Wydaje mi się, że teraz moja pozycja jest wystarczająco jasna względem całej reszty wampirów. Po dziś dzień nie czuję się nawet częścią Świata Podziemia. Zawsze stroniłem od kontaktów z innymi rasami. Pozostawałem w kontakcie tylko z nielicznymi informatorami by mieć wgląd w zmieniającą się politykę na świecie, ale poza tym... Żyłem w cieniu, nawet w świecie cieni.

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
Wampirzyca przez cały ten czas nie odrywała od niego swojego wzroku. Słuchała, analizowała, a delikatny uśmieszek nie schodził z jej twarzy. Ciężko powiedzieć z zewnątrz, co mogło krążyć po jej głowie. Oczy lśniły wciąż tym samym blaskiem. Właściwie byłą w bezruchu. Jedynie fakt, iż mógł usłyszeć spokojne bicie jej serca i równomierny oddech zapewniało, iż wciąż znajduje się na swoim miejscu i nie zrezygnowała z korzystania ze swojego człowieczeństwa. Na jego słowa mogłaby odpowiedzieć na wiele różnych sposobów. Pomysłów tysiące, jak i odpowiedzi, które świetnie pasowałyby do jego słów. Poniekąd było to urocze, że nie chciał ich wykorzystywać. Wampir-słodziak. No ale ona nie należała do typu istot, która wykłada wszystkie karty na stół za jednym zamachem. Gdyby zaczęła rozpracowywać jego wypowiedź na czynniki pierwsze, to mogłaby za wiele odkryć ze swojej strony. Wolała to jednak dawkować, a wszelkie przemyślenia zostawić dla siebie. A gdy już się nimi podzieli, to oczywiście na własnych zasadach. Nie ma co się temu jednak dziwić. To już po prostu taki typ osoby.
Z drugiej jednak strony, w którym momencie karty tarota zniknęły z blatu stolika? Tak cicho i bezszelestnie. Jednak gdzie je odłożyła? Schowała je do żakietu? Czy jednak ułożyła gdzieś za sobą na fotelu? A może schowała w rękawie? Dobre pytanie. Na pewno ich nie zgubiła. Może nie były potrzebne na ten moment. Jednak przecież mogłyby nadal pozostawać na stoliku, nieprawdaż? No cóż. Nie ma ich, a wampirzyca postanowiła wstać ze swojego miejsca w milczeniu. Powoli zaczęła okrążać fotele przesuwając dłonią po ich brzegach. Uśmiech wciąż był ten sam. Wszystko robiła bardzo spokojnie, powoli, nieśpiesznie, a zarazem z nutą swoistej tajemniczości i kokieterii. Myślałeś, że zaprzestała tego? Wręcz przeciwnie. Ona dopiero się rozkręcała.
Brunetka zatrzymała się tuż za Viggo. Oparła delikatnie swoje dłonie na jego ramionach powoli je masując. Pochyliła swoją głowę zbliżając swoje usta karminowe usta do jego ucha. Zaciągnęła się jego zapachem. Był bardzo przyjemny. Jej delikatne i drobne dłonie zsunęły się z ramion na tors. Kciuk i palec wskazujący prawej dłoni wsunęły się pod połę marynarki wyciągając z niej jedną z kart tarota przedstawiającą Wieżę. Czy dostrzegłeś przy tej okazji, że na jednej z dłoni ma obrączkę w miejscu, które wskazuje na wdowę?
- Skarbie... - zaczęła cichutko szeptać wprost do jego ucha. - Ty i Nerezza macie na prawdę wiele wspólnego. - Estera podniosła kartę przed jego oczy. - To mur twojej wieży powoduje, że nie jesteś w stanie dorwać własnego stwórcy. Sam się w niej zamknąłeś. Zburz go sam, nim rozpadnie się samoistnie. Wybuch kontrolowany zawsze będzie lepszy od ataku terrorystycznego. - szepnęła mu do ucha odkładając kartę w poprzednie miejsce. Poklepała połę marynarki i wyprostowała się powoli zabierając własne dłonie z jego ciała. Wszystko wykonała z pełną gracją, delikatnością i iskrzącą w oczach tajemniczością.

  

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Viggo Villard

263


187 cm

-





[Cytuj]
Multikonta: Logan Ward / Wayfarer
Przyglądałem się wampirzycy, kiedy bez zapowiedzi wstała ze swojego miejsca z tym tajemniczym, acz lekko kokieteryjnym uśmiechem. Im dłużej przebywałem w jej towarzystwie, tym bardziej przekonywałem się o tym ile twarzy potrafi mieć. A mówiła, że każdy ma tylko dwie. Kłamczucha, ja widzę tutaj przynajmniej trzy, a zaraz chyba poznam tę czwartą. Moja mimika nie wyrażała niczego więcej prócz pewnego zaciekawienia. Chwilowo zniknął uśmiech, który chwilowo zawitał na moją twarz po wzmiance o Nerezzie. Nieużywane dawno mięśnie wydawały się nienaturalnie rozciągnięte, aczkolwiek nie jest to coś, czego wampirza regeneracja nie dałaby rady naprawić.
Czując na sobie jej dłonie nie przejawiałem żadnej wielkiej ekscytacji, chociaż musiałem stwierdzić, że taki lekki masaż zawsze był przyjemny i na miejscu. Mając ją tak blisko siebie, że czułem jej kosmyki włosów opadające na moje ramiona również nie omieszkałem skorzystać z okazji by poczuć jej zapach. Słodki i przyjemny, jednak z pewną drapieżną nutą... Jeszcze zanim jej dłonie powędrowały niżej skorzystałem ze swojego człowieczeństwa by również wybudzić niebijące już od dawna serce do życia i przynajmniej imitować wdech i wydech. Jak już wspominałem, chyba nikt nie lubi dotykać trupów, to naprawdę nic wielce przyjemnego.
Wzrokiem odprowadziłem jej palce sięgające w póły mojej marynarki by wyciągnąć stamtąd jedną z kart tarota. Odruchowo spojrzałem na stolik, gdzie jeszcze chwilę temu leżały. Nie zauważyłem nawet, kiedy zniknęły. Interesujące. Trochę to stereotypowe ale cyganie rzeczywiście doskonale sobie radzą ze swoimi dłońmi i nie chodzi tutaj o kradzież, a raczej kunszt odwracania uwagi, na który się nabrałem.
- Nigdy nie twierdziłem, że nie mamy moja droga. - odpowiedziałem spokojnie podnosząc wzrok na kartę przed moją twarzą - Niektóre wieże, nawet jeśli częściowo się zawalą, potrafią nadal stać. Te mury są tym, co trzyma mój kurs. Zawsze schodami do góry, bez zbędnego rozpraszana się. - odpowiedziałem spokojnie oraz z pełnym przekonaniem.
Nie pozwoliłem natomiast Esterze tak od razu ode mnie uciec. Złapałem ją za dłoń, gdy próbowała się wyprostować, a nasze obrączki stuknęły o siebie z charakterystycznym, metalowym dźwiękiem, który na pewno oboje usłyszeliśmy. Na chwilę zawiesiłem wzrok na naszych symbolach straty drugich połówek. Najwyraźniej są pewne wspólne mianowniki w naszej historii. Jednak czy to wystarczy byśmy zostali chociaż przyjaciółmi? Jak zaufać dopiero poznanej kobiecie z rasy, której szczerze nie czuję się nawet częścią?
- Mój stwórca w końcu popełni błąd, a wtedy go złapię. Z waszą pomocą bądź nie. Przez wieki radziłem sobie sam i chociaż przyznam, że wasz klan wygląda na inny od tych, które do tej pory spotkałem, czy coś naprawdę się zmieni, jeśli do was dołączę? - odwróciłem głowę w jej stronę pozwalając by nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.
Jednak żadne z nas nie było już nastolatkiem. Taka bliskość nie oznacza niczego więcej niż mojej dociekliwości oraz chęci spojrzenia w jej tęczówki gdy usłyszę jej odpowiedź. Będę mógł sam ocenić na ile jest prawdziwa.

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
Od razu tutaj od kłamczuch wyzywać. Powiedziała, że każdy ma dwie twarze. Nie twierdziła, że nie można mieć więcej. To, iż nie odpowiedziała, gdy wspominał o możliwości posiadana większej ich ilości, to już jest zupełnie inna sprawa. Nie mówiła również nic o własnych twarzach. To, że ma ich bez liku, to taki niejako temat tabu. Nikt przecież własnych sekretów ot tak wyjawiać przecież nie będzie. Czy uda mu się zobaczyć wszystkie? Któż to wie. Może tak, może nie. Jednak wciąż proszę nie nazywać ją kłamczuchą. W tym temacie nie skłamała. Jak na razie w żadnym poruszonym temacie nie skłamała.
Co jak co, ale musiała przyznać, iż przyjemnie było dotykać bijące ciało przystojniaczka. No nie oszukujmy się, przyjemne to uczucie. A ona obmacała go sobie całkowicie bezkarnie. Doskonale wyczuwała jego mięśnie spod materiału koszuli. Sama również wciąż używała człowieczeństwa, co mógł bez problemu wyczuć. Pal sześć bijące serduszko. Jego ucho i szyję równomiernie owiewał ciepły podmuch jej oddechu. Do jego ucha dotarł również cichutki pomruk zadowolenia gdy złapał ją za dłoń nie pozwalając się jej wyprostować. Uśmiechnęła się uroczo i delikatnie pokręciła głową.
- Ja również nie twierdziłam, iż nie macie. Tylko stwierdziła, że bardzo dużo macie wspólnego... I to znacznie więcej, niż tobie samemu się wydaje.- Nie zabierając swojej dłoni z jego uścisku przeszłą dwa kroki i przysiadła na podłokietniku. Wolną dłonią znów poklepała go po materiale marynarki. Następnie palcem wskazującym zaczęła przesuwać od miejsca, gdzie była karta w górę, przez mostek, na szyję, aż na podbródek. Delikatnie chwyciła dwoma palcami za jego brodę nie odrywając własnego wzroku od jego oczu.
- Kiedyś tą kartę zrozumiesz, tak jak Nerezza. Nie bądź jednak ślepcem błądzącym we mgle ze świecą, która nie jest nawet zapalona. - Zbliżyła swoje usta do jego. Koniuszkiem języka oblizała dolną wargę własnych ust. Uśmiechnęła się kokieteryjnie i pochyliła się znów do jego ucha.
- Zmienić się może wszystko... A równie dobrze i nic. Możesz latać niczym pies za własnym ogonem, lub kot za myszą wokół nogi stołu. Możesz stać się prawdziwym drapieżnym lwem, choć te podobno myszy się boją. A co się stanie... Gdy osiągniesz obrany wieki temu cel? - prostując się musnęła noskiem o jego policzek. Znów patrzyła w jego oczy wciąż siedząc na podłokietniku i wesoło machając nóżkami. Tak to już było z niskimi osóbkami. Nóżki miała krótkie, więc by nie były bezczynne machała nimi niczym mała, pogodna dziewczynka na ławeczce. Niesforny loczek znów opadł na jej czoło. Ach ta jej czupryna. Jak zwykle żyje własnym życiem.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Viggo Villard

263


187 cm

-





[Cytuj]
Multikonta: Logan Ward / Wayfarer
Jej ruchy do złudzenia przypominały to, co kiedyś robiła moja żona. To słodko-gorzkie wspomnienie. Po zakończonym dniu pracy, kiedy wszyscy goście zamknięci już byli w swoich pokojach, a ja posprzątałem w kuchni oraz parterze siadałem tak na krześle, a ona czasami przychodziła właśnie w taki sposób umilić mi wieczór, co zazwyczaj kończyło się zaciągnięciem mnie do łóżka. Tak, ten ciepły oddech przy moim uchu oraz dłonie sięgające niżej... W ostatniej chwili udało mi się złapać wampirzycę za dłoń zanim to zaszłoby za daleko, a ja bym się zdradził. Delikatny dreszcz był wystarczającym odkryciem tej karty z mojej strony.
- Cóż... Spędziliśmy trochę czasu razem, ale nawet ja nie ryzykowałbym stwierdzenia, że znam Nerezzę na wylot. Czarownice to jednak bardzo złożone stworzenia. Niemniej po dziś dzień jesteśmy przyjaciółmi i nadal będę prosił żebyś pozwoliła mi zrobić jej niespodziankę. - odprowadziłem ją wzrokiem nie puszczając jej dłoni kiedy przysiadła na podłokietniku.
Z pewnym zainteresowaniem obserwowałem jej kolejne poczynania. Ciepło moich karmelowych oczu spoczęło na jej tęczówkach. Korzystając z człowieczeństwa zwiększyłem nieco temperaturę ciała w okolicy szyi, co powinno wzmocnić zapach delikatnych perfum z wyraźną nutą cynamonu. Starałem się wyglądać na nie zainteresowanego oraz niewzruszonego jej kokieterią, jednak chyba nadal byłem pod wpływem swoich wcześniejszych wspomnień, ponieważ to działało. Do życia wybudzały się nerwy, o których dawno zapomniałem.
- Jeśli byłbym ślepcem ani świeca, ani to czy jest zapalona czy nie, ani mgła nie miałyby dla mnie znaczenia. Określiłbym siebie jak konia wyścigowego z klapkami na oczach. Widzę tylko to, co przede mną, a cała reszta mogłaby nie istnieć. - odpowiedziałem jej skradając jedno spojrzenie na jej karminowe usta by znów powrócić do jej tęczówek.
Puściłem jej dłoń by móc bez najmniejszego problemu zsunąć ją z podłokietnika wprost na swoje kolana, gdzie nadal powinna móc machać nóżkami, jeśli tego zapragnie. W końcu dwoje może grać w tę grę kokieterii, prawda? Może to ona zarządza w Bastionie, jednak na razie nade mną nie ma zbyt wiele władzy, co takie zagranie z mojej strony może trochę jej przypomni. Położyłem jedną dłoń na jej udzie, a drugą w dole pleców delikatnie ją tam głaszcząc.
- Lwem, hmm? Mogę stać się czymkolwiek, co pozwoli mi powstrzymać mojego stwórcę, a co do moich dalszych planów... Nie mam pojęcia Estero. Bardzo możliwe, że przywrócę wszystko do naturalnego porządku i dołączę do rodziny. - spoglądałem na nią swoimi ciepłymi, karmelowymi oczami odruchowo okręcając obrączkę wokół swojego palca.

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
Delikatny dreszcz, który przez nie go przeszedł, nie umknął jej uwadze. Nie dała po sobie jednak znać, iż zwróciła na to uwagę. Ot, zanotowała w swojej ślicznej główce ten drobny szczegół. Z resztą sam fakt, że powstrzymał wędrówkę jej dłoni, było kolejną rzeczą godną odnotowania w pamięci. Potrafiła sobie dodać dwa do dwóch. Ba, potrafiła wykonywać znacznie bardziej skomplikowane obliczenia w pamięci. Wkładała je sobie do odpowiedniej teczuszki we własnej główce, by później wszystko sobie przeanalizować.
- Och tak... Ogólnie Czarownicy są niezwykle skomplikowanymi istotami. Aczkolwiek... Nie tylko oni. Wróżki pod tym względem ich przebijają. - powiedziała pogodnie. - Och Kochaniutki. Czy ja odmówiłam zrobienia jej niespodzianki? Oczywiście, że nie. Powiem nawet więcej... Znam doskonały moment na coś takiego. - Puściła mężczyźnie oczko uśmiechając się przy tym delikatnie. Już w jej głowie powstał plan na to. Miejsce i czas już miała niejako ustalony. Kwestia, by wszyscy przybyli. To zostawi sobie jednak na nieco później. Teraz skupiła się na czymś innym. Uwielbiała zapach cynamonu. Wokół niej zaś roztaczał się zaś delikatny zapach miodu, rumianku oraz mięty wzmocnione odrobiną piżma. Kobieta przesunęła palcem wzdłuż jego szyi, zatrzymując dłoń przy kołnierzyku. Gdy znalazła się na jego kolanach zaczęła poprawiać kołnierzyk i strzepywać delikatnie wyimaginowany kurz z jego ramion.
- I w tym tkwi problem mój drogi. Jeśli chcesz osiągnąć swój cel musisz wyjść z wieży, zburzyć jej mury, zdjąć klapki z oczu, zapalić świecę, rozegnać mgłę i otworzyć oczy na nowo. No chyba... że lubisz tkwić w zamkniętym kole goniąc za widmem przeszłości bez perspektyw na przyszłość. - Estera zgrabnie obróciła się na jego kolanach. Była teraz plecami do niego. Złapała jego dłonie wyciągając przed siebie. Obróciła je otwarte ku górze przyglądając się im. Uśmiechnęła się pod nosem zaraz wstając i puszczając jego ręce. Przeszła kilka kroków w stronę otwartych drzwi na ogród. Spojrzała w rozgwieżdżone niebo.
- To by było czyste marnotrawstwo potencjału... - odwróciła się do niego bokiem splatając dłonie za plecami. Z jej twarzy nie znikał delikatny uśmiech. - Nie wiesz, że to grzech?- zapytała nie odrywając od niego wzroku. Oczywiście po głowie krążyło znacznie więcej komentarzy i słów, jakie mogłaby mu w danym momencie powiedzieć. Jednak to nie było w jej stylu, aby wykładać wszystko ot tak. Poza tym, na swój sposób tak sprawdzała każdego. Obserwowała, słuchała, analizowała, a wszystko układała sobie tak, by wiedzieć jak później postępować lub z daną istotką też rozmawiać. W tym wypadku nie było wyjątku. To była jej metoda na poznawanie innych, a że przy okazji zarzuciła jakąś radą, lub też stwierdziła co o tym myśli... To przecież nic złego, prawda?

  

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Viggo Villard

263


187 cm

-





[Cytuj]
Multikonta: Logan Ward / Wayfarer
- Nie mogę powiedzieć bym miał przyjemność być w kontakcie z wróżkami. Ledwo utrzymuję kontakt ze swoją rasą, a co dopiero z innymi, aczkolwiek doszły mnie słuchy o ich zdolności manipulacji prawdą. Podobno są to bardzo przebiegłe istoty. - odpowiedziałem, jednak bez nawet udawanego zainteresowania.
Byłem przekonany o tym, że im mniej mnie widzieli tym lepiej. Zwłaszcza inne długowieczne istoty jak czarownicy, wróżki i na końcu wampiry. Z Nefilim oraz wilkołakami nie ma problemu. Żyją krótko, to też szybko zapominają.
- Och..? Miałem nadzieję zrobić to teraz. Czy fakt, że masz już na to jakiś plan powinien napawać mnie niepokojem? - uśmiechnąłem się lekko z pewnym rozbawieniem.
Oczywiście nie znałem Estery zbyt dobrze. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że prawie w ogóle, aczkolwiek z tego, co już teraz mi pokazała byłem pewien, że dobrze radzi sobie z manipulacją oraz różnymi machinacjami. W tym przypadku też mogłem tylko domyślać się, że jej główka już pracowała i kiedy, ja chciałem po prostu zaskoczyć Nerezzę w jej kwaterach, ona uczyni z tego coś, co pewnie utrze jej nosa dla zabawy, a mnie się po tym wszystkim oberwie. Najwyraźniej przyjdzie mi zapłacić za moją szczerość, ale w prawdzie nie miałem nic do ukrycia. Niestety nie byłem jednym z tych pociągających, tajemniczych typów. Zawsze grałem w otwarte karty.
- Chyba się do tego przyzwyczaiłem Estero. - podniosłem na nią swoje ciepłe spojrzenie karmelowych oczu - Jednak może masz rację. Chyba najwyższa pora złamać to koło i poprosić Nerezzę o pomoc. Może wystarczająco długo tułałem się po tym świecie. - przytaknąłem powoli głową jakbym wreszcie podjął pewną decyzję.
Pewnie podświadomie obawiałem się jednak tego, co będzie po tym, kiedy wykonam już swoje zadanie. Chciałem dołączyć do rodziny, lecz czy tak naprawdę nie powstrzymywał mnie strach przed śmiercią? Taką definitywną. Byłem katolikiem w poprzednim życiu, jednak żyjąc teraz jak wampir przez kilkaset lat czy mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że jest jakieś raj i, że w ogóle do niego trafię? Może właśnie to powstrzymywało mnie od poproszenia o pomoc drogiej przyjaciółki jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Zamiast tego tułałem się po świecie wmawiając sobie, że nie ma innego wyjścia. Tylko czy jestem na to gotowy? Nie mam pojęcia.
Pozwoliłem jej zrobić z moimi dłońmi cokolwiek chciała, pewnie sprawdzała któreś z linii, jak to jej ludzie mają w zwyczaju, tylko czy to miało jakiś sens? Przecież moje ciało jest martwe od stuleci, nic nowego się tam nie pojawiło.
Wiedziony zapachem wampirzycy, który również przypominał pewne nuty, które nosiła moja żona pozwoliłem sobie na małą wycieczkę w przeszłość. Mozolnie wstałem z krzesła zapinając na nowo guzik marynarki. Skierowałem swoje kroki w jej stronę nie spuszczając jej z oczu. Stanąłem za nią kładąc swoje ciepłe dłonie na jej ramionach. W tym momencie w pełni korzystałem już ze swojego człowieczeństwa do złudzenia przypominając żyjącą istotę. Powoli gładziłem jej ramiona, powoli przechodząc do szyi i z powrotem. Nachyliłem się do jej ucha by mogła wyczuć mój ciepły oddech.
- Za życia byłem całkiem grzeszny Estero, pewne rzeczy nie zmieniają się nawet po śmierci. - zacząłem delikatnie masować wcześniej gładzone miejsca nie zabierając jeszcze ust z okolic jej ucha.
Dwoje mogło grać w tę kokieteryjną grę, a ja może nie jestem jeszcze kompletnie zardzewiały w tym temacie. W końcu nie mogę jej się pozwolić cały czas wodzić za nos. Normalnie nie zdecydowałbym się na takie posunięcie, lecz to chyba wina wspomnień. Przypominała mi czasy, do których bardzo chciałem wrócić...

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
- W czystej teorii nie mogą kłamać. Przynajmniej część z nich. Prawdą jest jednak, że świetnie manipulują słowami. - uśmiechnęła się mimowolnie. Oj tak, to faktycznie przebiegłe istotki. No ale nie ma co się dziwić. Skoro część z nich kłamać nie może, to jakoś trzeba sobie radzić z niewygodnymi odpowiedziami. Nie zgodziłaby się jednak, że Nefilim i Wilkolaki szybko zapominają. Urazy mogą przechodzić przecież z pokolenia na pokolenie, a i przez to potrafi być nawet gorzej. To niczym głuchy telefon. W pewnym momencie opowieść się zaciera, traci na szczegółach, przestaje być jasna, a uraz wciąż trwa.
- Niepokojem? Skądże znowu. - zrobiła urażoną minkę by zaraz lekko się zaśmiać. Pokręciła delikatnie głową i spojrzała mu w oczka. - Nie martw się. Nie stanie się wam krzywda. Poza tym aktualnie Nerezza jest poza Bastionem, więc dzisiaj i tak nie byłbyś w stanie jej zaskoczyć. - puściła mu oczko nieco rozbawiona. Estera nie miała w głowie żadnych psikusów w ich stronę. Nie miała by nic z tego, gdyby się któreś wkurzyło. Poza tym, nie oszukujmy się, ale kto chciałby z powodu niewinnego żartu mieć rozwalone domostwo? No na pewno nie Esterka.
W odpowiedzi na przyznanie jej racji uśmiechnęła się uroczo. Nie komentowała już tego jednak, bo po co? On sam musiał dokładnie przemyśleć całą sprawę. Zrozumieć również wskazaną kartę. Jej znaczenie było dość skomplikowane, choć sama Nerezza już się przekonała na własnej skórze, czym są wróżby Estery. Do dziś wampirzyca wspomina sobie ich spotkanie w barze w ubiegłym roku, gdy to musiała wyjaśnić co nieco Czarownicy. To było całkiem zabawne. Mina kobiety bezcenna.
Constantin nie bez powodu wspomniała o braku perspektyw na przyszłość. Początkowe pragnienie zemsty zawsze kończyło się tym samym. Początkowo czysta wściekłość. Później poczucie obowiązku wymierzenia swoistej sprawiedliwości. A na końcu pustka, zagubienie i niepewność. Większość istot nie zastanawiała się nad tym co potem będzie robić. Nie chciała o tym myśleć. Woleli skupić się na celu, ale to właśnie z tego powodu nigdy tego celu nie osiągali. Trzymali się go tak kurczowo, że opóźniali wykonanie odpowiednich kroków, aby tego dokonać, bo to właśnie cel trzymał ich przy życiu. Nie chcieli poczuć pustki. Estera nie jedną taką istotę spotkała na swej drodze. Znała to doskonale. Dla niej było to marnotrawienie drzemiącego w nich potencjału.
O tak... To była czysta przyjemność móc poczuć męskie dłonie gładzące jej ramiona i szyję. Ciepły oddech przy uchu. Delikatny masaż silnych, męskich dłoni. Kobieta mimowolnie przymknęła na chwilę oczy. Sama wciąż używała człowieczeństwa. Przygryzła dolną wargę, a spomiędzy karminowych ust wydobył się cichutki pomruk zadowolenia. Po chwili przerwała jednak ową przyjemność obracając się w jego stronę. Stali teraz twarzą w twarz. Objęła go w pasie swoimi drobnymi łapkami przyciągając do siebie. Koniuszkiem języka oblizała swoje usta patrząc w jego karmelowe oczy.
- Co nie zmienia faktu, iż szkoda by było na taką stratę. Gdyby tak się stało.... To nie miałabym możliwości osobistego sprawdzenia twojej grzeszności... - na jej twarz wypełzł cwaniacki uśmieszek. W oczach coś błysnęło gdy delikatnie je przymrużyła. Wsunęła swoje drobne dłonie pod jego marynarkę gładząc przy tym dolną część pleców wampira.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Viggo Villard

263


187 cm

-





[Cytuj]
Multikonta: Logan Ward / Wayfarer
- Wampir nigdy nie może być zbyt ostrożny, prawda? - wzruszyłem lekko ramionami rozkładając dłonie - Szkoda... Naprawdę miałem ochotę zrobić jej niespodziankę. Chociaż raz bym się odegrał. - uśmiechnąłem się delikatnie spoglądając na wampirzycę z pewnym błyskiem w oku.
Jej uroczy uśmiech był zaraźliwy, ale przecież nie mogę aż tak nadwyrężać mięśni swojej szczęki. Z resztą decyzja o poproszeniu Nerezzy o pomoc nie przychodziła mi z łatwością. Zawsze szczyciłem się byciem całkowicie samowystarczalnym wampirem, tym, który pomagał innym, a nie jemu pomagano, więc by teraz złamać swoje własne zasady i się przemóc..? Nic to łatwego, ani przyjemnego. Pewnie nierozwiązane problemy za życia ciągnęły się za mną również i po śmierci. Ktoś by pomyślał, że żyjąc ponad dwa wieki ponad to, o czym mógł marzyć przeciętny Przyziemny charakter potrafi się zmienić. W moim wypadku pewne jego aspekty tylko się wyostrzyły i nie były to te najlepsze, chociaż dla niektórych to pewnie kwestia dyskusyjna. Niewybrana rodzina nie widziała tych gorszych stron mojego charakteru. To wychodziło dopiero w kontaktach z innymi wampirami.
Jednak ta wesoła, dość urocza oraz piękna wampirzyca potrafiła już przy pierwszym spotkaniu dobrać się do moich, niektórych lepszych stron. Chciałbym zrzucić to na te wszystkie wspomnienia, które nieświadomie we mnie wybudzała, jednak nie byłem głupi. Borykałem się z samotnością od wieków. Tylko jak zwykle... Ze zdiagnozowaną chorobą nic nie robiłem. Czekałem aż zje mnie od środka.
Z pewną przyjemnością uśmiechnąłem się za jej plecami masując jej ramiona i słysząc cichy pomruk zadowolenia. Pewnych rzeczy po prostu się nie zapomina, a ja chętnie się jej trochę odegram za poprzednie macanki. Niestety... W tej grze to również ja byłem myszką. Moje zdolności w tej kwestii były mocno zardzewiała, a ona była kocicą, która nie miała żadnego problemu z zapędzaniem mnie pod ścianę. Tym razem nie było ucieczki, kiedy objęła mnie w pasie, a ja się nie opierałem, gdy przyciągała mnie bliżej. Moje spojrzenie instynktownie uciekło do jej karminowych ust, gdy na chwilę wysunęła z nich języczek.
- Skąd pewność, że nawet gdyby tak się nie stało byłabyś w stanie sprawdzić czy moja grzeszność sięga pułapu sprzed wieków? - przesunąłem dłońmi po jej plecach, ramionach by w końcu jedną zostawić na jej szyi, a drugą na policzku delikatnie pocierając jej skórę swoimi kciukami i patrząc jej głęboko w oczy z delikatnie zadziornym uśmiechem w którym błyskały końcówki moich kłów.
Dobrze, że nasze usta dzieliło przynajmniej te kilkanaście centymetrów z racji różnicy wzrostu. Inaczej pewnie bym się nie powstrzymał.

  

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
- Ależ przecież zrobisz... Nie martw się. Nie będzie wiedziała, że przybędziesz. Dam CI po prostu znać, kiedy będzie. - po raz kolejny puściła mu oczko. To, że przy okazji pozna inne tutejsze wampiry, to już inna sprawa. Zebranie bastionowe ma w planach od dobrych kilku dni, jak nie tygodni. Jeśli przy okazji jest w stanie zrobić komuś niespodziankę, a i zapoznać z nowymi istotkami... Dla niej tylko same plusy.
Jest wiele rzeczy, które przychodzą z wielkim trudem. Prośba o pomoc zawsze do nich należy. Nie ważne kim się jest, ile ma się lat - to w sumie najtrudniejsze. Może się bowiem danej istotce wydawać, iż w czymś poległa, że jest za słaba lub coś w tym stylu. Sama wampirzyca wychodziła z goła innego założenia. Otóż dla niej było to pokazanie wewnętrznej siły. Przyznanie się, iż potrzebuje się pomocy, wymaga wewnętrznej siły, a nie każdy ją posiada. Skoro mężczyzna postanowił faktycznie poprosić kogoś o pomoc, w tym wypadku Nerezzę, to plus dla niego. Nie wszystko bowiem da się załatwić w samotności. Estera znała wiele istot, które postępowały dokładnie tak, jak on - zapierały się rękami i nogami, aby iść w zaparte do obranego wcześniej celu. Nie zastanawiali się nad otoczeniem, które można było wykorzystać do tego, aby własny cel uzyskać. Constantin należała do tego typu istot, które miały widzenie szerokokątne. Widziała więc znacznie więcej oraz potrafiła niektóre rzeczy dopasowywać bardziej pod siebie.
Z kimś takim jak brunetka ciężko było rywalizować w tej grze. Właśnie ze względu na jej szerokokątny punkt widzenia, jak i zdolności obserwacji i analizy, układała sobie kilka potencjalnych ścieżek, jakimi może się potoczyć dalszy los. Przy tej okazji szykowała już potencjalne kierunki, w jakie sama pójdzie zależnie od ścieżki wybranej przez jej rozmówcę. Tym razem było tak samo. Nie umknęło jej to, jak spoglądał na jej usta, ani to, iż się nie opierał gdy go do siebie przyciągała. Poruszyła delikatnie łopatkami, gdy przesuwał dłońmi po jej plecach. Uśmieszek nie schodził z jej ust. Położyła palec wskazujący prawej dłoni na jego ustach. Delikatnie obróciła głowę by cmoknąć jego kciuk. Dopiero gdy to zrobiła wróciła swoimi ciemnymi oczkami do jego, choć palca z jego warg nie zabierała.
- Nie znam twojego pułapu sprzed wieków, więc nie mnie to oceniać. Musiałbyś zrobić to sam ale... To jest ograniczanie samego siebie. Nie sądzisz? - puściła mu oczko. Wymsknęła się spod jego dłoni zmieniając się na chwilę w kota. Powróciła na fotel wracając do swojej oryginalnej postaci. Uniosła kieliszek z koniakiem.
- Nie można pozwolić, by się zmarnował alkohol... Nie sądzisz mój drogi?

  

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Viggo Villard

263


187 cm

-





[Cytuj]
Multikonta: Logan Ward / Wayfarer
Pomimo wszystkich zapewnień Estery nie do końca byłem w stanie uwierzyć w jej całkowicie szczere intencje. Może rzeczywiście Nerezzy nie było w tym momencie w budynku, a może chciała żebyśmy spotkali się w jakichś szczególnych okolicznościach? W każdym razie teraz nie mogłem z tym nic zrobić prócz spojrzenia na nią podejrzliwie. Ta czarownica nie jest osobą, którą znajdziesz, jeśli nie chce być znaleziona. Byłem poniekąd zdany na łaskę wampirzycy. Nie będę przecież czekać pod bramą. Zwłaszcza na istotę, która potrafi się teleportować...
Musiałem przyznać, że w sztuce kokieterii oraz uwodzenia ta drobna osóbka stała kilka poziomów nade mną. Każdy jej ruch był subtelny, kobiecy oraz pociągający. Tak proste rzeczy jak poruszenie łopatkami wysyłało dla mnie sygnał, że to co robię jej się podoba, co zwiększa moją pewność siebie, a w efekcie prowadzi do kolejnych zagrań z mojej strony. Delikatnie potarłem jej usta po tym, jak cmoknęła mnie palec, jednocześnie odpowiadając jej tym samym. Pozwoliłem sobie jednak zahaczyć delikatnie swoim kłem o jej delikatną skórę. Z wyczuciem, jakby wiedziała, że nasze gierki mogły doprowadzić do czegoś więcej szybko oswobodziła się z moich rąk zostawiając mnie w tej dziwnej pozie. Uśmiechnąłem delikatnie przyglądając jej kociej formie. Niestety nie były to moje ulubione zwierzęta na świecie, lecz każdy ma swoją unikatową formę, prawda?
- Sądzę, że cała nasza egzystencja to ograniczanie samego siebie. Czyż nasza natura to nie antyteza wstrzemięźliwości? - wróciłem na swoje miejsce rozpinając jeszcze guzik marynarki - Oczywiście nie powinien się zmarnować. - przytaknąłem stukając swoją szklanką o jej i upijając łyk nie spuszczając z niej swojego wzroku - Skoro już poruszyliśmy cel, w jakim tutaj przybyłem... Powiedź mi, czy spotkaliście się ostatnio z jakimś świeżo spokrewnionym wampirem? Prawdopodobnie kolejnym z kolekcji mojego stwórcy, który jest moją odpowiedzialnością?
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo