Logan Ward

56


192 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Wayfarer
Ukradkiem rzuciłem okiem na otwarte drzwi kampera. Pomimo faktu, że wampiry potrafią zmieniać się w małe zwierzęta, a czasami nic więcej niż kurz, pewnie byłbym w stanie i tak wyczuć ich zapach gdyby miała tam całą masę kocurów. Taki gest potraktuję jako pewne wyciągniecie dłoni w stronę starego wilkołaka, co by nie popadł w jakąś paranoję. Na to jednak było trochę za późno. Kilka lat w służbach specjalnych podczas aktywnego konfliktu zrobi to z człowiekiem, w tym wypadku wilkiem. Sama osóbka Estery za to wydawała się całkiem pogodna. Najwyraźniej wszystkie dostępne kije powkładali sobie w dupy jej podwładni. To dobrze, może coś osiągniemy tym spotkaniem.
- To spotkanie jest jak najbardziej biznesowe, ale jeśli potrzebny jest striptiz żeby wszystko poszło gładko... - rozpiąłem jeszcze jeden guzik koszuli - Czego się nie robi dla watahy. - puściłem jej oczko z rozbawionym uśmiechem.
- To czym ja bym to uznał, nie jest ważne, ale wolałbym byś się powstrzymała. Jak wyczuje cię na mnie pewna wilczyca o bardzo wrażliwym nosie będę się musiał gęsto tłumaczyć... - uśmiechnąłem się trochę niezręcznie i podrapałem się z tyłu głowy - Może innym razem. - wyszczerzyłem się głupkowato przy okazji zapinając z powrotem guzik koszuli co by rzeczywiście nie wyglądać jak z jakiejś reklamy przeznaczonej dla kobiet.
- Widzisz, dobrze wiedzieć... Wania nie jest typem, co jakoś bardzo dzieli się takimi szczegółami, nawet z przyjaciółmi... - teatralnie załamałem ręce cicho prychając - Jest to jednak związane z tym, o czym chciałem porozmawiać.
Zaczekałem chwilę przyglądając się, co też tam wampirzyca wykombinuje. Oczywiście, skoro kamper to jest również mały stolik oraz krzesło dla gościa. Dobrze pomyślane i rzeczywiście było to lepszym pomysłem, niż to, co ja miałem w bagażniku. Trochę przyjemniej siedzi się jednak pod dachem. Plenerowe krzesełka mogą się schować... Po zaproszeniu podszedłem bliżej. Usiadłem na wskazanym krzesełku, które zapewne głośno zaprotestowało pod moją wagą, ale chyba nic nie zepsuję.
- Tak więc... Ja nie jestem jakoś świetny w owijaniu w bawełnę, więc może przejdę od razu do meritum. Spotkałem ostatnio jednego z waszych młodych wampirów pędzącego na motorze zasilanym waszą demoniczną energią. Los jakoś tak się złożył, że jestem mechanikiem, najlepszym w Yorku. To... Tak. Co byś powiedziała na to żebym zajął się dla was tworzeniem takich motorów, może nawet samochodów oraz ich utrzymaniem w odpowiednim stanie? - uśmiechnąłem się do kobiety wesoło kładąc ręce na stoliku i splatając palce dłoni ze sobą.

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
Z tymi kijami to jest akurat bardzo prawdopodobne, zwłaszcza patrząc na samego Lorenzo. Taak.. On kija w tyłku na pewno posiada, tak jak i Olivier. Z Jeanem to już zaś inna bajka. Nie uznała by, iż posiada takiego kijaszka. Lorenzo i Olivier stanowczo nadrabiali potencjalne "braki", o ile nie posiadali ich podwójnie. Brunetka, dla zabawy, zamruczała głośno gdy rozpinał kolejny guziczek. Zaraz jednak się delikatnie zaśmiała i pokręciła głową. Dość zabawna sytuacja. Choć chyba lepiej, w tym kierunku gładko nie szło, bo mogłaby być potrzebna wazelina.
- Nie wiem czy wiesz, ale ubrania się pierze, płucze, suszy i prasuje z dodatkiem olejku lawendy. Twojego ciała nie miałam zamiaru dotykać ponad to, że uścisnęliśmy sobie dłonie. - powiedziała rozbawiona.
Czy kobietę zaskoczyło to, że Wania nie przekazał innym informacji? Nie. Nie dokończył nawet tego co obiecał, więc w sumie i ona jakoś nie musiała trzymać się układu przyciągania pijawek w konkretne dzielnice. Nie posiadała potrzebnych z resztą informacji, dlatego jej działania ograniczały się jedynie do bastionu i zastrzeganiu, o pakcie o nieagresji i unikaniu wszelkiej maści konfliktów. Wampirzyca zastanawiała się, co właściwie jest nie tak z tą watahą... A może żadna z nich wataha, a każdy sam sobie rzepkę skrobie?
- A powiedz no... Co u niego? Nadal sprawuje piecze nad watahą czy nadeszła kolejna zmiana lidera? - zapytała jakby nieco od niechcenia wyciągając rzeczy z campera. Oboje się rozsiedli wygodnie na krzesełkach. Pilotem rozłożyła rozsuwany dach, bo czemu nie. Kij wie, czy i zaraz chmurki się nie zbiorą na deszcz. Poza tym to troszkę odruch. Estera usadowiła się wygodnie i wyciągnęła nabitą już fajeczkę. Odpaliła ją sobie siedząc bardziej bokiem do Mężczyzny by na niego nie dmuchać. Spojrzała na niego delikatnie się uśmiechając.
- A to ciekawe... Skąd on w ogóle posiadał taki motor i kto go już wykonał? Skoro jednak mowa o młodocianym, to stawiam na Simona. - zaśmiała się lekko. Zaciągnęła się fajeczką, a gdy wydmuchiwała dym zrobiła z niego kilka kółeczek. - Nie ma to jak autoreklama. - uśmiechnęła się. Spokojnie dała mu czas na wypowiedź. Osobiście jednak uważała, że skoro była w użytku demoniczna energia, to musiał w tym maczać paluszki jakiś czarownik.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Logan Ward

56


192 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Wayfarer
- Niestety... Macie podobny węch, jak my. Jeśli nie wyczuje, to wiedziałaby, że coś jest na rzeczy gdybym nagle zaczął używać na ciuchach lawendowego olejku. To byłoby równoznaczne ze znalezieniem szminki na kołnierzu. - zaśmiałem się rubasznie poprawiając odruchowo kołnierzyk po zapięciu guzika - O nie... No teraz to czuję się urażony... - uśmiechnąłem się zadziornie puszczając jej oczko.
Przecież nie mogłem takiego komentarza puścić płazem. Każda kobieta chciała dotykać tego ciała, każda. Nawet wampirzyce. W normalnej sytuacji pewnie ciągnąłbym ten żart oraz lekką kokieterię dalej, jednak po pierwsze... Byliśmy tutaj jakby nie patrzeć w interesach, a po drugie takie jego puchate w życiu by mi tego nie wybaczyło. Dla dobra ogółu oboje będziemy trzymać rączki przy sobie i zachowywać się jak cywilizowany wilkołak i wampirzyca-przywódczyni klanu wampirów. Tak. Tak właśnie będzie.
- U Wani? Jak najbardziej. Dumny lider, ale chłopak strasznie zabiegany, dlatego nawet mu nie zawracam głowy takimi spotkaniami. Wszystko mu opowiem przy następnej flaszce. - uśmiechnąłem się szeroko przyglądając się rozkładaniu stolika.
Normalnie pewnie bym jej pomógł, jednak jak na pierwsze spotkanie i tak przebywaliśmy już wystarczająco blisko siebie. Jeszcze mnie brakowało tam obijającego się o ściany kampera, zwalającego wszystko z półek. Przy moich gabarytach to wózek nie dla mnie. Nie mogłem też dać po sobie poznać, że Wania wcale pewnie nie byłby szczęśliwy z tego spotkania, ale młody jeszcze jest. Czasami wydaje mi się, że za młody żeby przewodzić tej watasze, jeśli w ogóle możemy tak to nazwać. Chyba nie będzie mnie winić za to, że próbuję pomóc szczeniakom, kiedy on się gdzieś zaszył. To nie w moim stylu, ale czasami starsze wilki muszą się poświęcić.
- Tego jeszcze nie wiem, ale zdecydowanie się dowiem. Mam swoje kontakty. - uśmiechnąłem się pewny siebie - Widzę, że Simon wreszcie się do was zgłosił. Tak, o tego gówniarza chodzi. - zachichotałem rozbawiony - Pewnie przyprawia was o ból głowy. Nie zazdroszczę... - pokręciłem głową uśmiechając się wesoło - Tak, wiem... Powinienem więcej przeznaczyć na dział marketingu, ale sam jestem najlepszą reklamą. - puściłem jej oczko prostując się w krześle i wygodniej opierając by nie pochylać się nad stołem - To jak... Jesteś zainteresowana? - przyglądałem jej się z pewnym błyskiem w oku.

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
Kobieta parsknęła śmiechem. No tak, coś w tym było, aczkolwiek zapach lawendy był bardzo przyjemny dla nosa i miał właściwości uspokajające. Ot taki tip na przyszłość. Zmierzyła go nieco krytycznym wzrokiem splatając dłonie pod piersiami. Cmoknęła cichutko.
- Nic nie poradzę, że nie jesteś w moim typie. - zaśmiała się. Nie mogła powiedzieć, że nie był przystojny, bo by skłamała. Miał w sobie przyjemną iskierkę, ciało też niczego sobie, aczkolwiek wilkołactwo niejako dyskwalifikowało go na pierwszej linii frontu. Nie pociągali ją, ale nie oszukujmy się, taka już była ich natura. Niektórzy umieli ją przełamać, ale jej alergia raczej nigdy na to nie pozwoli. Gdyby miała się zacząć podniecać na jego widok musiałaby uruchomić człowieczeństwo. To zaś niosło za sobą problem ciągłego kichania, a na to nie miała stanowczo ochoty. Psułoby to potencjalny urok spotkania.
Słowa Logana uświadomiły ją, iż Wania raczej nic nie wie o tym spotkaniu. Totalnie nic. Dlaczego oni tak komplikują wszystkie sprawy? Chociaż tu niejako była propozycja indywidualna, ale jeśli Wilkołak należał do Azylu, to Wania mógłby nie być zadowolony z samowolki. No ale to akurat nie jej sprawa. Nie znała ich dokładnej polityki i wtryniać nosa w nią nie będzie bez wyraźniej potrzeby. Ot trochę to opisuje ich aktualny stan i podkreśla, iż nie wszystko się zgrywa.
- Mam nadzieję, że kontakty wśród czarowników. Demoniczna energia nie jest czymś, czym sami powinniśmy się bawić. - uśmiechnęła się uroczo pykając sobie fajeczkę. - Powiedzmy, że się zgłosił. Jest pisklakiem, więc wiele musi się nauczyć. Normalne. - odparła spokojnie spoglądając w kierunku nieba. Zamyśliła się na chwilę. Po dłuższej chwili spojrzała w oczy Logana.
- Zainteresowana może i jestem, jednak trzeba uważać na własne paluszki i nie pchać ich pod gilotynę, jeśli nie wie się, jak ona działa i czy zaraz ich nie utnie. Nie podpiszę się pod żadnym kontaktem, jeśli nie będę miała pewności, iż nie zaszkodzi to moim ludziom - powiedziała mrużąc delikatnie swe oczęta. Wciąż delikatnie się uśmiechała, choć tonacja głosu wskazywała na nieco większą powagę niż jeszcze chwilę wcześniej. Osobiście uważała, iż na pewno jest to związane z magią, no bo inaczej nie widziała możliwości w nowoczesnej technologii na pobór demonicznej energii.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Logan Ward

56


192 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Wayfarer
Uśmiechnąłem się tylko rozbawiony gdy wampirzyca w końcu parsknęła śmiechem. Popatrzcie państwo, jednak miałem rację. Nie wszystkie wampiry to straszne dupki, a jeśli ich liderka potrafi się tak uroczo śmiać, może nasza koegzystencja jest jednak możliwa. Jeśli ktoś taki przewodzi Bastionowi istnieje szansa na nasze porozumienie. Normalnie w takiej sytuacji pewnie dodałbym jeszcze coś aroganckiego od serca jak to, że jestem w typie każdego, nawet mężczyzn, ale to jednak spotkanie biznesowe, więc powinienem chociaż spróbować zachować pewne pozory powagi. Z resztą takie docinki lepiej zachować dla innych Podziemnych, niekoniecznie wampirów.
- Jak możesz... - zrobiłem teatralnie urażoną minę po czym po prostu zachichotałem rozbawiony - To przynajmniej te kwestię mamy już z głowy. - zapiąłem jeszcze jeden guzik zostawiając tylko kołnierzyk rozpięty.
Będąc bliżej wampirzycy trochę ciężej było przyzwyczaić się do jej zapachu. Niestety nie miałem tyle szczęścia by móc włączać bądź wyłączać wyczulone, wilcze zmysły. Tytoń też nie był moim ulubionym zapachem. Nawąchałem się tego w marynarce wojennej, chociaż doceniałem fakt, że starała się nie dmuchać bezpośrednio na mnie. Wiatr robił, jednak swoje i nie udało się uciec od tej woni. Z mojej strony niczego nie usłyszy, ale czasami nie mogłem powstrzymać delikatnego poruszenia płatkami nosa, kiedy mnie w nim zakręciło.
- Oczywiście. Mam znajomego czarownika parającego się zaklinaniem oraz rzemiosłem. - wyszczerzyłem się do niej wesoło.
Nie musiała przecież wiedzieć, że nie mam z nim stałego kontaktu, ale pewnie udałoby mi się go znaleźć i przekonać do pomocy. Nith to dobre kocisko, na pewno nie odmówi mi pomocy, tylko nie spłaciłem jeszcze tego pierwszego długu. Nie uśmiechało mi się zaciągać u niego kolejnego, jednak czego się nie robi dla szczeniaków.
- Ależ oczywiście Estero! - uniosłem dłonie i pokręciłem głową - Sam bym wam ich nie wydał, gdybym nie był całkowicie pewien, że są bezpieczne. Możemy za sobą nie przepadać, jednak swoją reputację traktuję poważnie i nie oddam wam bubla. - ułożyłem dłonie ponownie na stoliku lekko nachylając się w jej stronę oraz patrząc już na nią z goła poważniej - Skoro już o podpisywaniu czegoś mowa, to może zdradzę dlaczego poprosiłem o spotkanie właśnie z tobą. Otóż... Widzisz... Ostatnie wydarzenia chyba wszystkim nam uświadomiły jak bardzo niebezpieczny jest nasz świat. Gdzieś tam- spojrzałem gdzieś na horyzont wskazując tam głową - Są zagrożenia, które czyhają na nas wszystkich. - wróciłem wzrokiem do jej oczu tracąc już swoją śmieszkową aurę lekkoducha.
- Po co dodawać sobie jeszcze zagrożeń ze strony siebie nawzajem? Oboje chcemy chronić młodszych przedstawicieli swojej rasy. Dlatego chciałbym zaproponować prawdziwy pokój pomiędzy wilkołakami, a wampirami Yorku. W ramach gestu pojednania proponuję zaopatrzenie was w te pojazdy bez żadnych kosztów za swoje usługi. To gest pojednania z mojej strony. Czy byłabyś w stanie rozważyć taką propozycję? - spojrzałem jej głęboko w oczy bez żadnych negatywnych emocji, wręcz przeciwnie, z pewną nadzieją.

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
Kwestie nieformalne mieli niejako załatwione. Wiadome było, iż jedno nie rzuci się na drugie zarówno w akcie agresji, jak i nagłego pociągu seksualnego. Co zaś tyczyło się zapachów, to przy paleniu fajeczki niejako musiała uruchomić oddychanie, ale zapach tytoniu tłumił zapach wilkołaka, więc na dany moment udawało jej się nie kichać. Dostrzegła jednak, iż wiatr płata figle, więc zagasiła fajeczkę przestając również oddychać. Jeden problem z głowy dla nich obojga. Ona nie kicha, a jego nie będzie drażnił dym. Odłożyła fajeczkę na stolik i skinęła głową. Skoro miał to dobrze. Nie będzie się wdrażać w to, na jakiej stopie żyje on z czarownikami. Nie jej interes. Grunt, by było wszystko załatwione w odpowiedni sposób. Zabawnie by było jednak wiedząc, że to właśnie Nitha miał na myśli Wilkołak. Ona sama co prawda znała Kocisko pod innym imieniem, ale jej relacja z tymże czarownikiem była jak najbardziej pozytywna. Z resztą sama Estera miała kontakt do kilku Czarowników, a Nerezza niejako przynależała do Bastionu. Shar zakładała zaś zabezpieczenia.
- Dobrze to wiedzieć. - powiedziała z uśmiechem poprawiając się na krzesełku. - Co zaś tyczy się zagrożeń... One od zawsze tam były. Nie każdy je jednak dostrzegał. Z resztą niektórzy wciąż posiadają klapki na oczach, a ciężko takowe zdjąć zarówno z długowiecznych, jak i piskląt czy szczeniaków. Widzą świat tylko w czerni i bieli, a nie dostrzegają szarości i jej głębi. - Delikatny uśmiech nie schodził z jej twarzy. Emanowała ogromnym spokojem i delikatnością. Aby zająć czymś ręce bawiła się swoją drewnianą fajeczką. Ot, takie przyzwyczajenie. Nie umiała siedzieć całkowicie bezczynnie.
- To miły gest z Twojej strony, jednak osobiście wolę zapłacić za takową usługę. To, że Ty w ten sposób chcesz zawrzeć pokój nie znaczy, że wszyscy to uszanują. Poza tym... - zrobiłą zamyśloną minę na chwilkę by dobrze ubrać w słowa własne myśli. - Powiem tak... Z poprzednim przywódcą Azylu, Oscarem, zawierałam pakt o nieagresji. Mieliśmy podzielić nieco York, aby były strefy dla każdej rasy, gdzie czuli by się bezpiecznie. Plus oczywiście strefy łączone, do czystej kooperacji. Oscar zniknął, Wania przejął Azyl. Wania również pragnął paktu o nieagresji, plan wrócił do życia, chociaż musiałam wszystko tłumaczyć, ponieważ Oscar nie przekazał żadnych informacji swojej becie, czyli dla Wani. Teraz niejako sytuacja się powtarza. Nie wiem co z Wanią, pakt nie został w pełni sfinalizowany ani podpisany. Wania nie przekazał mi potrzebnych informacji i przybywasz teraz Ty. Jak się okazuje, aktualny przywódca Azylu nie przekazał wam żadnych informacji. Przybyłeś tutaj z propozycją pokoju między naszymi rasami. - podrapała się po karku i spojrzała mu w oczy spokojnie. - Stawiacie mnie w bardzo kłopotliwej sytuacji. Patrząc na całokształt... Co mogę myśleć o tym wszystkim i jak Was, jako Azyl, postrzegać? - zapytała nie owijając w bawełnę. Aktualnie opinia o Azylu była właściwie na samym dnie. Estera uważała ich za zbyt niestabilnych, aby faktycznie móc im jakkolwiek zaufać, chociażby odrobinkę. Choć sama starała się trzymać zarówno Bastion jak i niepodległe wampiry na "smyczy", i dorwać każdego, kto spróbuje nabrudzić na jej podwórku, tak nie widziała, aby Azyl jakoś szczególnie się wykazał. Po burdzie w klubie, który potem spłonął, sprzątały tylko Wampiry i nie wie nic o tym, by Wilkołaki chociaż palcem ruszyli w tym kierunku. Kobieta patrzyła na niego spokojnie czekając na jego reakcję. Na dany moment nie przejmowała się tym, czy by się wkurzył czy też nie. Chciała by zrozumiał, w jakiej znajdują się właściwie sytuacji.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Logan Ward

56


192 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Wayfarer
- Dlatego dobrze, że my potrafimy zauważyć zagrożenia większe niż druga część podwórka. Dzięki temu możemy zbudować coś, co przetrwa. Przynajmniej tak mi się wydaje. - uśmiechnąłem się do niej przyjaźnie - Tak, jak powiedziałaś, niektórym klapki z oczu trzeba pościągać, ale w międzyczasie zanim uda nam się to zrobić trzeba wypracować jakąś metodę by ochronić tych, do których jeszcze nie dotarliśmy. - odpowiedziałem już bardziej rzeczowo.
Powoli traciłem swoje beztroskie, szczęśliwe, a miejscami głupkowate zachowanie. Słoneczko, którym jestem na co dzień teraz zachodziło, a zaczynały się pokazywać pierwsze oznaki mojego prawdziwego wieku. Fizycznie może nic się nie zmieniło, aczkolwiek mimika przypominała teraz tego weterana służb specjalnych. Osobę, która przeżyła więcej niż niektórzy Podziemni swego czasu. Byłem w pełni świadom horrorów konfliktów. Zbrojnych i nie tylko. Może wyglądałem na radosnego, młodego wilka, jednak moja maniera mówiła teraz zupełnie co innego. Nie mogłem się wiekowo oczywiście równać z wampirzycą, jednak zdobyłem już swój bagaż doświadczeń.
Wysłuchałem słów Estery, które rzeczywiście nie stawiały Azylu w najlepszym świetle. Ciągłe zmiany przywódców oraz ich zniknięcia zdawały się być jakimś fatum na naszej rasie w tym mieście. Nigdy nie mieszałem się w ich politykę. Ledwo byłem częścią ich watahy. Przewijałem się gdzieś w cieniu, bo prawda jest taka, że nie radzę sobie z czymś, co mógłbym nazwać rodziną. To nie było dla mnie. Nie miałem z tym związanych zbyt dobrych wspomnień. Teraz... Wilki są w rozsypce. Dlatego i tylko dlatego zacząłem brać sprawy w swoje ręce. To dla mnie naprawdę żadna przyjemność.
- Moja propozycja została wysunięta w taki, a nie inny sposób, ponieważ zdaję sobie sprawę, że jestem tutaj na straconej pozycji, a takie pakty trzeba jakoś osłodzić. Ten ciężar jestem w stanie wziąć na siebie. - westchnąłem lekko rozkładając ręce - Jeśli mam być szczery, to oni postawili mnie w tej niezręcznej sytuacji. Jestem najstarszym i najbardziej doświadczonym wilkiem w York, dlatego kiedy młodsi sobie nie radzą, musiałem wystąpić przed szereg. Nie robię tego ani z przyjemnością, ani z chęcią ani dlatego, że będę mieć z tego jakiś pożytek. Ja potrafię o siebie zadbać, pokój nie jest mi potrzebny, ale te szczeniaki tego potrzebują. Dość już zarówno twoich, jak i moich zginęło w tej bezsensownej agresji. - spojrzałem na nią całkiem poważnie wpatrując się jej głęboko w oczy.
- Jak zauważyłaś, nie jestem tutaj do końca jako członek Azylu. Pomagałem im go stworzyć, utrzymać, jednak najwyraźniej nie ma szczęścia do swoich przywódców. Nie zrozum mnie źle, Wania jest teraz liderem, a ja sam nie mam żadnych ambicji by mu to odbierać. Jeśli nie jesteś w stanie zaufać Azylowi, może byłabyś w stanie rozważyć podpisanie takiego paktu ze mną? - uśmiechnąłem się trochę niezręcznie - Jakkolwiek by to nie brzmiało, chcę po prostu zadbać o nasze szczeniaki. Jeśli wśród wszystkich niebezpieczeństw czyhających na nich w tym mieście mogę zniwelować chociaż jedno, to spróbuję to zrobić i po to tutaj jestem. Czy będzie nazywać się to Azyl, czy zupełnie coś innego, zbiorę tych, którzy będą w stanie przestrzegać pewnych reguł, a inni... Będą pozostawieni sami sobie i jeśli coś przeskrobią, obiecuję pomóc ich złapać i wymierzyć sprawiedliwość. - ostatnie słowa wypowiedziałem z grobową miną, która jasno mówiła, że zrobię, co będzie trzeba, jednak nie sprawi mi to oczywiście żadnej przyjemności.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo