Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Cele braci
Autor Wiadomość
James D. Whitelight


James Dominic Whitelight

24

Nefilim

Shantae Whitelight

Szef Instytutu


Wysłany: 2018-02-27, 19:25   
   Adam, Misha, Minnie
[Cytuj]

Nigdy w życiu nie był tak poważny jak wtedy, gdy obiecał pojąć ją za żonę, ale z drugiej strony musiał zrozumieć też wątpliwości Shantae. Ich znajomość była śmiesznie krótka, szczególnie by składać takie deklaracje, jednak James był pewien swojego. Może i Verlac przyciągnęła go swoim wyglądem, ale jego serce ujęło jej ciepło oraz wrażliwa natura. W tym wypadku nie miało znaczenia, czy jej oczy będą sprawne czy nie, jednak zamierzał walczyć o to by wróciła do pełnego zdrowia. Blondyn miał świadomość do czego prowadzi długotrwałe korzystanie z Yin Fen. Nie mógł pozwolić sobie na utratę Czarnulki.
- Tak Ci się tylko wydaje Shan. To złudne wrażenie, ten środek to tak naprawdę trucizna - próbował ją przekonać coraz bardziej błagalnym głosem. Naprawdę nie sprawiało mu żadnej przyjemności to szarpanie się z brunetką, ale wiedział, że musi być stanowczy za nich oboje. Dziewczyna nie myślała teraz racjonalnie. Zrobiłaby i powiedziała wszystko, byleby tylko zdobyć odrobinę Yin Fen. Do tego nie mogli dopuścić.
- Obowiązki poczekają. Twoje zdrowie jest ważniejsze. Wszystkim się zajmę, o nic się nie martw - jeszcze nie był pewien jak, ale na pewno sobie poradzi. W końcu teraz miał dookoła życzliwych ludzi, na których pomoc mógł liczyć. Jasne, nie uśmiechało mu się zostawienie Margaret, ale Finlay był osobą, której mógł zaufać i zdrowie siostry powierzyć. Shantae potrzebowała go teraz bardziej. Był pewien, że Ruda zrozumie. I coś czuł, że z Verlac będzie miał pełne ręce roboty, ale może jakimś cudem uda mu się wyrwać na godzinkę czy dwie żeby zajrzeć do York. Nie chciał spychać sprzątania tego całego syfu na innych, jednak naprawdę nie miał wyboru.
Nightwind faktycznie nieco ich zaskoczył. Przybył nawet wcześniej niż James się spodziewał. Mimo wszystko nie wypuścił dziewczyny z objęć. Była tak słaba, że pewnie nie ustałaby sama bez jego pomocy - Blondie, szybki jesteś. Jak to wygląda w York? Ilu naszych poległo? - nie mógł się powstrzymać, żeby nie zaatakować go zaraz pytaniami. W końcu na drugim końcu wrzosowisk toczyła się kolejna część bitwy, o której nie mieli zbyt wiele pojęcia. Nefilim był jedynym na tę chwilę, który mógł rzucić na to odrobinę światła. Sądząc po jego stroju, przybył do nich wprost z York.
- Nie miałem powodu, by jej nie wysyłać. Poza tym Margaret na pewno chciałaby, żebyś tu był kiedy się obudzi. Cisi Bracia zajęli się jej ranami, ale minie trochę czasu nim się ocknie - poinformował przyszłego szwagra, zerkając na Shantae, gdy ten wspomniał jej imię. Fakt, nie wyglądało to za dobrze. Whitelight jednym ruchem poderwał ją z ziemi, biorąc na ręce jak najprawdziwszą księżniczkę.
- Musisz jej wybaczyć, kiepsko się czuje. Zabieram ją do Instytutu, a Margaret oddaje w Twoje ręce. Poproszę Braci, żeby podrzucili Ci jakieś krzesło .. - rzucił, podrzucając lekko panienkę Verlac żeby poprawić chwyt. Byli już praktycznie przy drzwiach, gdy obrócił się jeszcze na sekundkę - Daj znać jak Ruda się ocknie - i tyle ich widział. Już więcej nie będą obrzydzać mu reszty tej krwawej nocy.

zt x 2
_________________

Did somebody say ship?
[Profil] [PM]
   
 
Margaret Nightwind


Margaret Nightwind

26

Nefilim

Finlay Nightwind

zabijanie demonów, a do tego przyszła mama


dancing with the demons in our minds

Wysłany: 2018-02-27, 19:37   
   Nyx, Shan, Kieran, Noah
[Cytuj]

Co pamiętała jako ostatnie z Pola Bitwy? Obietnicę, że się nie podda. Dalej widziała tylko ciemność i nie miała pojęcia co się z nią działo. Zupełna pustka otaczająca ją wokół, a do tego rozdzierający, przeszywający ból. Była gotowa się poddać i w końcu odpłynąć w ramiona śmierci, kiedy jej ciało drżało resztkami sił, gdy James dotransportował ją do Cichych Braci. Wyjęli ostrze z jej boku i od razu je zniszczyli, nakładali na nią runy i całą masę innych specyfików, którymi potrafili się posługiwać. Ratowali jej życie, choć prawdę mówiąc była już na granicy śmierci, ale zawrócili ją z tej błędnej drogi. Poza tym, obiecała Jamesowi, że się nie podda, nie chciała też zostawiać Finlay’a, kochała go i nie mogła wyobrazić sobie tego, że będzie musiał żegnać się z nią, ukrytą pod całunem. Prawdę mówiąc to Cisi Bracia odwalili kawał dobrej roboty, jednak osłabiona Nefilim nie wróciła tak szybko do świata przytomnych ludzi.
Ile godzin minęło? Ciężko stwierdzić, prawdę mówiąc było z nią tragicznie i tylko ciężkie, nieznane jej runy utrzymały ją przy życiu i zwalczyły truciznę. Nie wiedziała, że James i Shantae tu byli, nie wiedziała nawet kiedy wyszli, gdy przyszedł Finlay, ani tego ile godzin trwał przy jej łóżku wyczerpany walką i wymęczony. Leniwie otworzyła oczy i na całe szczęście w pomieszczeniu nie było jasno, a przyjemny półmrok sprawiał, że czuła się znacznie lepiej. Kilka głębokich wdechów musiała wykonać, zanim dotarło do niej gdzie jest. Machinalnie spojrzała w dół, ale ostrze nie tkwiło już w jej ciele. Dopiero wtedy zauważyła Finlay’a obok siebie i uśmiechnęła się blado. Była zmęczona, wyczerpana i wcale nie zapowiadało się, że będzie lepiej w ciągu najbliższych parunastu godzin.
- Fin… – szepnęła cicho orientując się, że w jej gardle nieźle zaschło. Przełknęła ślinę z lekkim trudem, a później spojrzała na niego, jej zielone oczy lśniły uroczo, kiedy wpatrywała się w swojego partnera, czując doskonale, że jest tutaj obok niej i wiedząc, że zawsze będzie przy niej. – Kocham Cię… – wyszeptała znów i ręką sięgnęła do jego dłoni chwytając ją. Nawet jeśli spał, to nie mogła się powstrzymać od tego, aby wyznać mu swoje uczucia ponownie. Mogli stracić siebie jeszcze kilka godzin temu. Ale byli tu razem, żywi. Tu i teraz.
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
FINLAY NIGHTWIND


Finlay Nightwind

28

Nefilim

Margaret Nightwind

poluję


W związkach chodzi o dużo więcej niż tylko o miłość.

Wysłany: 2018-02-27, 21:53   
   Jeffrey, Queenie
[Cytuj]

Na słowa Jamesa pokiwał tylko głową twierdząco. Jeśli chodziło o Margaret to zawsze był szybki. Nie ważne były dla niego "warunki". Wystarczyło mu wskazać miejsce i powiedzieć, że chodzi o Margaret. Zawsze zjawiał się natychmiast. Przecież w labiryncie było tak samo. James powinien już się przyzwyczaić. Chociaż... przecież tak naprawdę niewiele o nim wiedział. To musiało być jednak dla niego wielkie zaskoczenie.
Przyjechał tutaj prosto z Yorku. Oczywiście wiedział jak sytuacja się ma, jakie ponieśli straty. Wiedział co się dzieje. Ledwie co się dowiedział musiał przybyć na wskazane miejsce, ale dowiedział się co trzeba. Najistotniejsze sprawy były mu znane. Postanowił, że powiadomi o tym Jamesa. Przecież i tak się dowie, a to nie było żadną tajemnicą.
- w instytucie panuje żałobna atmosfera mimo, że nikt na sobie nie ma białych ubrań. Zginęło ponad setka samych nocnych łowców, a przecież wiesz, że podziemni również stanęli do walki. Wielu z nich również oddało życie- powiedział suchym tonem. Nie wspomniał tego, że zginęło tyle jemu bliskich osób które naprawdę polubił. Nie wspomniał, że tego dnia stracił przyjaciół. Powiedział tylko to, co istotne. Nie interesowało go kto żył a kto nie. Teraz żył w innym świecie, dowie się prędzej czy później. Może i kogoś znał? Może stracił kilku wrogów?
Pokiwał głową kiedy postanowił mu powiedzieć informacje na temat ukochanej. Może dobrze, że jego przy niej wcześniej nie było? Byłby w znacznie gorszym stanie zwłaszcza widząc krew wypływającą z jej ust. Nikt by go wtedy nie widział w gorszym stanie. Chociaż już był w gorszym stanie kiedy ta była nieprzytomna. Zawsze jak z nią było coś nie tak to Fin nie był w dobrym stanie.
- Poczekam. Choćby wieczność- powiedział i poczuł ucisk w brzuchu. Nie pamiętał nawet kiedy jadł. Nie było czasu na takie sprawy a było jasne, że nie zostawi jej teraz samej. Nawet później tego nie zrobi. Najwyżej, że o to poprosi.
- Nie fatyguj się, nie potrzebuję krzesła- powiedział tylko i przyjrzał się jak wynosi jego przyjaciółkę z Paryża.
On nie wiedział również ile czasu minęło. Mógł tylko przypuszczać. Albo zwyczajnie wyjść na zewnątrz i przyjrzeć się jak promienie słońca padają. Bardzo przydatna umiejętność. Ale czas tu nie miał znaczenia. W sali panował półmrok. Nie było tutaj żadnego okna. Było cicho i spokojnie. Przez ten cały czas nawet nie przymknął powiek. Siedział skulony pod ścianą, wyciągał nogi przed siebie, siadał na łóżku i czasami nawet kładł się w nogach bo było więcej miejsca ale szybko rezygnował i zaczął chodzić po sali. Zapamiętał wszystkie detale tej celi. Niestety, wiele nie było do zapamiętania. Siedział właśnie skulony obok łóżka kiedy usłyszał słabo wypowiedziane jego imię, ale ten głos usłyszałby dosłownie wszędzie! Odwrócił się w jej stronę i jego oczy aż zabłysły. Teraz mógł już pozwolić sobie na pokazanie uczuć. Byli tutaj tylko oni. Podał jej szklankę z wodą. Chyba nie powinno jej to zaszkodzić, prawda? Nie był pewien czy powinien zawołać cichych braci czy nie. Nie widział ich od czasu kiedy tutaj wszedł. Nawet nie wiedział gdzie miałby ich szukać. Chciał się nacieszyć jej widokiem. Była żywa! Aż musiał ją dotknąć by upewnić się czy to prawda. Przejechał dłonią po jej szyi klęcząc teraz przed łóżkiem. Kiedy wyznała mu miłość jego serce zabiło mocniej. Nie powiedziała, że jest osłabiona, że ją boli, nie zapytała gdzie jest i czy może już stąd wyjść tylko wypowiedziała te dwa słowa chwytając jego dłoń. Splótł ich palce bardziej i nachylił się nad nią.
- Wiesz, że ja cię kocham najbardziej na świecie. Zawsze będziesz tylko ty w moim sercu- to była prawda. Tylko ją miał w swoim życiu. No może gdyby się uparł toby mógł wrócić do rodziców. Jednak nie chciałby tego nigdy.
- Myślałem, że już nigdy się nie przebudzisz. Tyle czasu...- powiedział cicho. On również był zmęczony. Najpierw walka, potem dowiadywanie się kto nie żyje aż w końcu czuwanie nad ukochaną. odgarnął jej włosy z twarzy i wpatrzył się w jej oczy po czym pocałował delikatnie jej policzek nie puszczając jej ręki.
_________________

<div style="font-family: 'Just Me Again Down Here', sans-serif; font-size: 26px; color: #996B6B; line-height: 100%; text-align: center; letter-spacing: 1px; width: 240px;margin-left:-18px;margin-bottom:-28px;">Nie lubisz mnie? Strasznie mi z tego powodu wszystko jedno.
<img src="https://68.media.tumblr.com/6aec1e87aaf801b7aa2e3ecf18b86f4f/tumblr_oldkqxZCQV1qfg6byo4_250.gif" style="width: 120px;height:120px; border: solid #EBC3A2 3px; border-radius: 100px;margin-left:-21px;"><img src="https://78.media.tumblr.com/83ea2aebb5015c21f5805c98f4d33fcd/tumblr_ozn359uhBG1wxdmrbo2_r1_400.gif" style="width: 160px;height:90px; border-radius: 100px; margin-bottom:0px; border: solid #EBC3A2 3px;"><img src="https://i.pinimg.com/originals/92/f4/e0/92f4e044413b923a7b9a6fb522390335.gif" style="width: 120px;height:120px; border: solid #EBC3A2 3px; border-radius: 100px;margin-left:0px;">
<div style="font-family: 'Arial', sans-serif; font-size: 7.0px; letter-spacing: 2px; color: #43636a; text-align: center; text-transform: uppercase; margin: 2px 0px 0px 0px; width: 350px; margin-left:-15px;margin-top:5px;line-height: 90%;">Szukam momentów lekkich jak piórko bez wbijania noży w serce.
[Profil] [PM]
   
 
Margaret Nightwind


Margaret Nightwind

26

Nefilim

Finlay Nightwind

zabijanie demonów, a do tego przyszła mama


dancing with the demons in our minds

Wysłany: 2018-02-28, 22:45   
   Nyx, Shan, Kieran, Noah
[Cytuj]

Popełniała wiele błędów i robiła je często, jeśli chodziło oczywiście o relacje stricte międzyludzkie. Jeśli brać pod uwagę jej walkę, styl i sposoby była naprawdę dobra i myliła się sporadycznie. Tym razem jednak było coś inaczej. Przede wszystkim dowiedziała się prawdy, jej zniszczone życie, zachwiane relacje i ciągłe dążenie do bycia „chcianą, kochaną i potrzebną” były winą demonów. Straciła ostatnią szansę na rozmowę z matką, bo jej psychika była zbyt słaba. Widziała ją, widziała tego potwora, który ukradł jej ciało i zbezcześcił je, a później, kiedy mogła zobaczyć jej prawdziwe oblicze… Straciła szansę. James był przy niej kiedy odchodziła, to on był tym, któremu złożyła swoją ostatnią wolę, Margaret to rozumiała. Młodszy brat był od niej o wiele bardziej wytrzymały, miał więcej siły, a przynajmniej takiego zgrywał. Wiedziała, że to również na jego psychice się odbiło. Cieszył ją fakt, iż miała przy sobie na pogrzebie Finlay’a. On zawsze tkwił u jej boku, czy tego chciała czy nie, jeśli go odrzucała on zaczynał ją szukać, gdy uciekła. Był chłopakiem marzenie, bardzo niedocenionym w tym wszystkim. Po dopełnieniu obowiązków w Instytucie chciała go poprosić o wyjazd, choć na kilka dni, gdzieś daleko od tego miejsca, gdzie będą mogli odpocząć.
Ruda nie budziła się długo, wyczerpany organizm potrzebował więcej czasu na regenerację, na pewno wpływ na to miała śpiączka, w której ostatnio się znajdowała, te wszystkie urazy, których doznała. Nie było łatwo, nikt nie mówił, że kiedykolwiek będzie, ale dała z siebie wszystko i przede wszystkim… stanęła w obronie Jamesa i dzięki temu on żył. Nie, nie chodziło o to, że szukała chwały czy innych takich atrakcji, raczej chodziło o to, że Margaret czuła, że tak właśnie powinno być między nimi, że to było coś, co demon niechybnie im odebrał lata temu. Jako rodzeństwo powinni stać ramię w ramię, będąc gotowymi oddać za siebie życie, tak jak w przypadku Verlaców. Jayden i Shantae byli parabatai, najlepsi w walce, wspólnie się dopełniali. James mógł tego nie wiedzieć, ale ona i Sebastian nie byli tak „idealnie” jak sobie to obrazował. Finlay też tego nie wiedział, zbyt wiele lat różnicy między nimi było, aby mogło to być tak piękne.
Otworzenie oczu i zobaczenie jako pierwsze osobę, którą się kocha było dla niej niesamowicie podbudowujące. Zawsze działo się coś jej, zawsze to ona miała problemy. Nie, nie chodziło o to, żeby to właśnie jemu się coś działo, nie… Dobrze, że był bezpieczny. Margaret zawsze wzięłaby wszystkie ciosy na siebie, byleby jej bliscy byli w pełnym bezpieczeństwie. Tak było i teraz, nie zawahałaby się drugi raz, zrobiłaby dokładnie to samo. Bez zastanowienia. Nawet jeśli miałaby stracić życie.
- Ej, kochanie… Demon przebił mnie mieczem, to nie jakieś zwykłe… draśnięcie. – zaśmiała się lekko, próbując wykrzesać z siebie choć odrobinę „dobrego humoru”. – Nie martw się, wyjdę z tego. – szepnęła cicho i pociągnęła jego dłoń do ust, żeby pocałować go lekko. – Pewnie niedługo pozwolą mi wyjść, dojdę do siebie w Instytucie. A mając Ciebie obok, na pewno będzie szybciej. – dodała jeszcze i odetchnęła głęboko. – Pokonaliśmy je? Zginęły wszystkie? – spytała przygryzając lekko wargę i patrząc mu w oczy, swoimi świecącymi od emocji, zielonymi tęczówkami.
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
FINLAY NIGHTWIND


Finlay Nightwind

28

Nefilim

Margaret Nightwind

poluję


W związkach chodzi o dużo więcej niż tylko o miłość.

Wysłany: 2018-03-01, 20:44   
   Jeffrey, Queenie
[Cytuj]

Każdy z nas w swoim życiu popełnił wiele błędów. I nie ma to znaczenia czy to było dzieciństwo, czy w czasach dorastania czy teraz. Nie istniało życie bez popełniania błędów. Niektórzy lubią uczyć się na własnych błędach a niektórzy wciąż w nie wpadali niczego się nie ucząc. Tą osobą był Fin. Ciągle popełniał błędy. Miał wrażenie, że wciąż te same. Ile to już walczył?! Niczego się nie nauczył.
Fin ma wrażenie, że to ciągle Margaret cierpi tylko dlatego, że w większości tych cierpień on był obok. Ale bądźmy szczerzy- on zawsze był obok niej. Zawsze chciał ją chronić, ale nigdy mu to nie wychodziło. I to on chciał pewnego razu ucierpieć byleby tylko ją uchronić. Byleby tylko nie cierpiała. Ale za każdym razem kiedy szedł na bitwę tą samą co ona to trzymał się z daleka niej byleby tylko się nie rozpraszać. I to był błąd. Gdyby tylko był blisko niej to by nie skupiał się na potworach tylko na obserwowaniu czy jakoś sobie radzi. Może jednak powinien walczyć bliżej? Nauczyć się walczyć w pobliżu przyszłej narzeczonej? Musi spróbować chociaż!
Uśmiechnął się kiedy się odezwała. Cała ona. Kto by na jej miejscu próbowałby żartować? I to jeszcze w takich okolicznościach. Tak bardzo ją kochał a los jak na złość cały czas chciał mu ją odebrać, ostatnią osobą którą był w stanie kochać. Nie dałby rady bez niej. Nie chciał nawet myśleć co by się stało... to jest pechowe myśleć przy chorych o takich rzeczach, prawda?
- Tak, wiem. Dowiedziałem się części tego, co się stało- przyznał nadal lekko się uśmiechając, ale jego oczy nadal były smutne. Dopiero odetchnął z ulgą kiedy dotknął jej ust. Nie wiedzieć kiedy wlazł na łóżko do niej mimo, że było małe. Nie na takich rzeczach leżeli razem. Przycisnął ją lekko do siebie patrząc jej głęboko w oczy. Cisi bracia na pewno nie byliby zadowoleni z tego widoku, ale oni nic nie rozumieli! Potrzebował jej! Bał się, że ją straci.
- Wiem, że wyjdziesz z tego. I mam nadzieję, że niedługo stąd będę mógł cię zabrać. Sama wiesz, jak oni mnie przerażają mimo, że od mojego pobytu tu nie zajrzał. Chyba wyczuwają moją nie chęć- zadrżał lekko. Zajrzą tutaj prędzej czy później. Nie pozwolą nieprzytomnej leżeć tutaj w nieskończoność. Może ktoś bardziej potrzebował tego miejsca?
- Ja już tobą zajmę się odpowiednio w instytucie!- oczywiście zajmie się nią jeszcze bardziej jak wyzdrowieje. Nie wypuści ją na misję przez miesiąc jak nie dłużej. Z chęcią przez tydzień nie wypuściłby jej z łóżka, ale z tym byłoby ciężej.
- Tak, zginęły wszystkie- powiedział poważnym głosem, ale myślami powrócił do poległych. To była smutna chwila dla nich wszystkich. Czy powinien się cieszyć, że jego ukochana przeżyła skoro tyle osób nie żyje? Tyle osób poniosło stratę? - około sześćdziesiąt- powiedział na niezadane pytanie. Może powinien przeczekać aż wróci do instytutu? Nie było co ukrywać.
_________________

<div style="font-family: 'Just Me Again Down Here', sans-serif; font-size: 26px; color: #996B6B; line-height: 100%; text-align: center; letter-spacing: 1px; width: 240px;margin-left:-18px;margin-bottom:-28px;">Nie lubisz mnie? Strasznie mi z tego powodu wszystko jedno.
<img src="https://68.media.tumblr.com/6aec1e87aaf801b7aa2e3ecf18b86f4f/tumblr_oldkqxZCQV1qfg6byo4_250.gif" style="width: 120px;height:120px; border: solid #EBC3A2 3px; border-radius: 100px;margin-left:-21px;"><img src="https://78.media.tumblr.com/83ea2aebb5015c21f5805c98f4d33fcd/tumblr_ozn359uhBG1wxdmrbo2_r1_400.gif" style="width: 160px;height:90px; border-radius: 100px; margin-bottom:0px; border: solid #EBC3A2 3px;"><img src="https://i.pinimg.com/originals/92/f4/e0/92f4e044413b923a7b9a6fb522390335.gif" style="width: 120px;height:120px; border: solid #EBC3A2 3px; border-radius: 100px;margin-left:0px;">
<div style="font-family: 'Arial', sans-serif; font-size: 7.0px; letter-spacing: 2px; color: #43636a; text-align: center; text-transform: uppercase; margin: 2px 0px 0px 0px; width: 350px; margin-left:-15px;margin-top:5px;line-height: 90%;">Szukam momentów lekkich jak piórko bez wbijania noży w serce.
[Profil] [PM]
   
 
Margaret Nightwind


Margaret Nightwind

26

Nefilim

Finlay Nightwind

zabijanie demonów, a do tego przyszła mama


dancing with the demons in our minds

Wysłany: 2018-03-02, 21:14   
   Nyx, Shan, Kieran, Noah
[Cytuj]

Mieli ryzykowany zawód, wiedzieli to nie od wczoraj, może i faktycznie Margaret za dużo cierpiała, ale to jej wybór. Nikt nie kazał jej wchodzić pomiędzy Jamesa, a jego demoniczną wersję. Zrobiła to po to, aby uratować swojego brata. Finlay zrobiłby to samo dla Sherisse, jeszcze za jej życia, teraz ciężko było ją zranić, więc lepiej dla niej. Powinien naprawić z nią relacje, tak jak Margaret starała się naprawić je z Jamesem. Może i nie był idealny, ale wiedziała, że zrobi wszystko, aby ona zmieniła podejście do niego, a on do niej. Trzeba walczyć o swoich bliskich, prawdę mówiąc, został jej tylko James i chciała go mieć obok siebie. Może przyczyna jej problemów była nieco inna? Jej parabatai nie było obok, a wiadomo, walka z nią u boku byłaby dużo, dużo łatwiejsza. Znały się doskonale, dopasowywały i dopełniały w walce. Margaret brakowało jej tak cholernie mocno, że nie mogła więcej znieść tej rozłąki. Będzie musiała jej poszukać, aż pewnego dnia w końcu ją znajdzie. Dlaczego zniknęła? Takie rzeczy nie działy się, kiedy walczyła z nią ramię w ramię. Miała pewność, że wciąż żyła, jej runa parabatai nadal była na miejscu.
- Zabiłby Jamesa, musiałam go chronić. – szepnęła cicho, będąc pewna, że Finlay zrozumie jej pobudki. Wiedziała, że to było naprawdę trudną sprawę, żeby tak po prostu zaakceptować fakt, iż Marg chciała się poświęcić dla brata, ale Nightwind musiał to zrozumieć. James nie był taki jak Sebastian, właściwie to był od niego dużo, dużo lepszy. Sebastian nigdy nie poinformowałby jej chłopaka o tym, co się z nią dzieje, wręcz przeciwnie, zrobiłby wszystko, żeby nie dowiedział się przypadkiem gdzie ruda się znajduje. James bez zastanowienia napisał do niego wiadomość, bo wiedział, że ruda chciałaby, aby był przy niej, jak się obudzi.
- Nawet nie wiemy, która godzina… Pewnie niebawem, ktoś się zjawi. – powiedziała cicho czując jak przysuwa się blisko niej. Jasne, że Cichym Braciom się to nie spodoba, ale oni byli parą i nic złego nie robili. Poza tym, Margaret było cholernie zimno, a Finlay ją ogrzewał, można powiedzieć, że to część kuracji. Kiedy powiedział jej ile osób nie żyje odetchnęła głęboko. Cholera, miało być zupełnie inaczej, miało być lepiej.
- Cholera jasna… – szepnęła zamykając powieki i przygryzając wargę. – Było ich za dużo, widziałam kątem oka pole walki i było naprawdę słabo. – dodała jeszcze i pokiwała lekko głową. Jasne, że czuła się winna temu, co się właśnie stało, to ona ułożyła ten cholerny plan, demonów miało być mniej, skąd mogli wiedzieć, że razem z Connorem i całą resztą mrocznych wersji pojawi się ponad setka pośrednich demonów, chociaż pewnie było ich znacznie, znacznie więcej. A jednak, pokonali ich, ponosząc tak ogromną stratę.
Miała coś powiedzieć, ale w celi pojawił się Cichy Brat. Przerażali ją do tej pory. Dostawała gęsiej skórki na ich widok i dobrze, że nie pamiętała tego, co działo się kilka godzin temu. Obadał ją w milczeniu, sprawdził wszystko, narysował runę, a później „puścił” swój głos w ich głowach. Jeszcze kilka godzin i będziesz mógł zabrać pannę Whitelight do Instytutu. Ma odpoczywać, przynajmniej dwa tygodnie bez przeciążania się. Brat Albert przyjdzie Was poinformować, kiedy otworzymy dla Was przejście do Instytutu w York. poinformował ich, a później w milczeniu zniknął.
- Powinniśmy odpocząć, poleżeć trochę, przespać się… – szepnęła muskając jego policzek i zamykając powieki. Chwila odpoczynku nie zaszkodzi Finlay’owi, a też chodziło o jego dobro.
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
FINLAY NIGHTWIND


Finlay Nightwind

28

Nefilim

Margaret Nightwind

poluję


W związkach chodzi o dużo więcej niż tylko o miłość.

Wysłany: 2018-03-03, 09:49   
   Jeffrey, Queenie
[Cytuj]

Oczywiście, że stanąłby w obronie swojej siostry. Robił to kiedy była nefilim, kiedy żyła. Była jego parabatai więc tego od niego oczekiwano, prawda? Chronił swoją siostrzyczkę jak tylko mógł, ale teraz już go nie potrzebowała. Miała swoich obrońców, swoją paczkę. Była inna od nich. Nie żeby Fin od razu inne osoby chciał od razu zabić! Próbował się nawet z nią dogadać kiedy się z nią spotkał. Po ataku na nią nawet ją przytulił! Ale... wiadomo jak jest. Zawsze pozostanie w jego sercu. Teraz kiedy zobaczył ją na polu walki dziwnie się poczuł. Dlaczego właśnie musiał zobaczyć jak atakuje jego podobiznę? To że poczuł jakby sobie wyobrażała, że to jej brat to całkiem normalne! Czy teraz za każdym razem jak pójdzie na jakąś misję będzie ją widywał? Czy będzie rozszarpywać stare rany? Jeśli tak, to dobrze jej szło. Czy kiedyś zdoła sie pogodzić ze swoją parabatai? Ona miała na to mnóstwo czasu. Może się uda, może nie. Czas pokaże. Na razie nawet nie chciał o niej myśleć. Wystarczy, że ją zobaczył.
Mógł się domyślić,że chodzi o Jamesa. Margaret za każdą cenę chciała uratować wszystkich. Czy jeśli będzie miała dziecko to będzie wolała wciąż chronić brata ryzykując? Nie zdziwiłby się. Nie rozumiał tego, ale za to zaczynał sie przyzwyczajać, że James jest dla niej najważniejszy i zawsze tak pozostanie coby się nie działo. Oby pewnego dnia się nie zawiodła. Może z czasem też zacznie bardziej akceptować jej brata (wątpliwe, do tego byłyby potrzebne wieli). Jak na razie szanował tego nefilim. To już coś!
- No tak. Chociaż on jest cały i wylizuje teraz rany innej- powiedział wspominając ten niezbyt smaczny widok. Wolał to wymazać z pamięci jak najszybciej. Ktoś tu ucierpi, był tego pewien. A to już nie będzie jego sprawa. Teraz też już nie jest w sumie.
- Myślę, że cisi mają wszędzie uszy i wszystko wiedzą co dzieje sie w pobliżu więc wiedzą, że już nie śpisz. Może chcę nam dać chwilę?- powiedział. Wydało mu sie to bardzo prawdopodobne. Umieli wnikać do ludzkiego umysłu a nie wiedzieliby, że ktoś już nie śpi? Może kuracja nie polegała tylko na odrobinie ciepła ale i też podarowaniu poczucia miłości, bezpieczeństwa? Nie tylko on jej coś dawał, teraz sam czuł się znacznie lepiej.
- Było słabo. Spodziewałem się czegoś gorszego, ale gdybym nie zaczął eksperymentować z magią poszłoby nam znacznie lepiej- czuł się źle, że zawiódł wiele osób. Zaoszczędziłby na czasie kiedy zacząłby od razu atakować. Poszłoby szybciej kiedy zabiłby własną kopię, a następnie kopię Shi i kto tam jeszcze został. Poszłoby szybciej! Zaryzykował życiem sióstr i braci.
No i tak jak się spodziewał przyszedł cichy brat. Sam widok wstrząsnął nim, a co mówić kiedy odezwał się w jego głowie! Przeszedł aż po nim dreszcz.
- Będę o nią dbał- powiedział chwytając jej dłoń nie wstając nawet z łóżka. Miał się ukrywać, że leżał z nią w jednym łóżku? Żeby to jeden raz! Nie zamierzał się wystraszać tylko dlatego, że zobaczył cichych braci. Szkoda, że nie mógł jej zabrać od razu. Ale tylko pokiwał głową, a kiedy ten wyszedł ułożył się ponownie przymykając oczy i na powrót je otwierając.
- Twój organizm jest wykończony, wy powinnaś spać, ja jeszcze poczuwam. Jeszcze będę miał czas na sen- powiedział zmęczony i zaczął z przyzwyczajenia gładzić jej długie, rude włosy.
- Jak wrócimy to będziesz jeszcze dłużej odpoczywała więc się przyzwyczaj- ale czy aby na pewno go posłucha? Wytrzyma bez misji, treningów i całej reszty?
_________________

<div style="font-family: 'Just Me Again Down Here', sans-serif; font-size: 26px; color: #996B6B; line-height: 100%; text-align: center; letter-spacing: 1px; width: 240px;margin-left:-18px;margin-bottom:-28px;">Nie lubisz mnie? Strasznie mi z tego powodu wszystko jedno.
<img src="https://68.media.tumblr.com/6aec1e87aaf801b7aa2e3ecf18b86f4f/tumblr_oldkqxZCQV1qfg6byo4_250.gif" style="width: 120px;height:120px; border: solid #EBC3A2 3px; border-radius: 100px;margin-left:-21px;"><img src="https://78.media.tumblr.com/83ea2aebb5015c21f5805c98f4d33fcd/tumblr_ozn359uhBG1wxdmrbo2_r1_400.gif" style="width: 160px;height:90px; border-radius: 100px; margin-bottom:0px; border: solid #EBC3A2 3px;"><img src="https://i.pinimg.com/originals/92/f4/e0/92f4e044413b923a7b9a6fb522390335.gif" style="width: 120px;height:120px; border: solid #EBC3A2 3px; border-radius: 100px;margin-left:0px;">
<div style="font-family: 'Arial', sans-serif; font-size: 7.0px; letter-spacing: 2px; color: #43636a; text-align: center; text-transform: uppercase; margin: 2px 0px 0px 0px; width: 350px; margin-left:-15px;margin-top:5px;line-height: 90%;">Szukam momentów lekkich jak piórko bez wbijania noży w serce.
[Profil] [PM]
   
 
Margaret Nightwind


Margaret Nightwind

26

Nefilim

Finlay Nightwind

zabijanie demonów, a do tego przyszła mama


dancing with the demons in our minds

Wysłany: 2018-03-03, 12:37   
   Nyx, Shan, Kieran, Noah
[Cytuj]

Zawsze będzie chroniła każdego ze swoich bliskich. Nie ważne, czy był to James, czy na jego miejscu byłby Finlay albo jej parabatai, Margaret i tak stanęłaby pomiędzy nimi, a mieczem przeciwnika i przyjęła cios na siebie. Nie chodziło tylko o Jamesa, zrobiła to z oczywistych powodów. Co jeśli zostanie matką? Jakoś w tej chwili nie bardzo o tym myślała, bo prawdę mówiąc obawiała się tego, co może się wydarzyć. Biorąc pod uwagę fakt, że działo się w Świecie Cieni naprawdę źle. Rodzicielstwo w tym momencie było naprawdę złym pomysłem. Tak czy siak, Fin powinien wiedzieć, że Margaret zawsze najpierw myślała o sobie bliskich osobach, a dopiero później o sobie. Nigdy na odwrót.
- Sprowadził tu Ciebie, Finlay. Sebastian nigdy by na to nie pozwolił. James wie, że pod Twoją opieką jestem najbezpieczniejsza. Doceń to. – powiedziała nieco poważniej. Finlay nie miał racji, a ona nie miała pretensji do brata o to, że poszedł opatrywać rany „innej”. Wiedziała, że pierwszy raz jej brat poczuł coś do kogoś i było to naprawdę dla niego ważne, poza tym, nie zostawił jej na pastwę losu, a sprowadził mężczyznę, którego Margaret kocha. To było naprawdę znaczące w tym wszystkim i Finlay nie powinien tego tak traktować. Marg nie była zła na Jamesa i nie miała zamiaru być, wiedziała, że wybrał najlepsze rozwiązanie z możliwych. Poza tym, jego dziewczyna też potrzebowała pomocy. Poświęciła naprawdę wiele. Jak każdy, wczorajszej nocy.
- Eksperymentowałeś z magią? Nałożyć Alliance rune? – spytała patrząc na niego całkowicie poważne. Cholera, to mogło być niebezpieczne i biorąc pod uwagę fakt, że wcześniej tego nie robili, mogło się to naprawdę źle skończyć. Wzięła głęboki oddech, poczuła ból w ranie, ciągnący i nieprzyjemny, kiedy jej mięśnie spięły się. Pewnie jeszcze długo będzie odczuwała skutki swojego heroicznego czynu. Wiedziała, że było warto.
Wizyta Cichego Brata była niepokojąca, ale Marg musiała się chwilowo przyzwyczaić. Zalecił odpoczynek, wiedział co robi, a później opuścił pomieszczenie, choć rudej zdawało się wyraźnie, że nie jest specjalnie zadowolony z tego powodu, że oni leżą razem na tym łóżku. Ciężko było ich rozgryźć, to naprawdę potworne co działo się z Nefilim po wstąpieniu do zakonu Cichych Braci. Nie chciała jednak o tym myśleć, nie potrzebowała jeszcze się zadręczać.
- Wiem Finlay, ale Ty też powinieneś odpocząć. – powiedziała zmartwionym głosem i westchnęła cicho. Dlaczego on nigdy jej nie słuchał? – Oboje powinniśmy odpocząć, więc zdrzemnijmy się, przyjdzie brat Albert i wrócimy do Instytutu… Martwię się o Ciebie. – szepnęła i pogładziła jego policzek, choć nie był to najlepszy pomysł, jęknęła cicho. Napięcie mięśni było złym pomysłem, naprawdę fatalnym, znów zabolało jak cholera.
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
FINLAY NIGHTWIND


Finlay Nightwind

28

Nefilim

Margaret Nightwind

poluję


W związkach chodzi o dużo więcej niż tylko o miłość.

Wysłany: 2018-03-05, 21:22   
   Jeffrey, Queenie
[Cytuj]

Fin osobiście by nie chciał by jego ukochana stanęłaby w obronie o niego. Wolałby już zginąć niż widzieć jak cierpi albo co gorsza- zginęłaby. Co to za życie byłoby bez niej u boku? Nie dałby rady chyba. Dlatego tak bardzo się martwił za każdym razem kiedy zła na misję. Zawsze się martwił kiedy była nieprzytomna mimo, że to była jej robota. Zawsze będzie się martwił mimo, że zawsze wychodziła z tego cała. Nie może przecież nic na to poradzić, nie może nawet poprosić by została z nim. To zbyt wielka prośba. Nawet jak dla niego. O dziwo, rozumiał to.
Jeśli na ten czas nie chciała myśleć o dzieciach by było za szybko to kiedy chciała o nich pomyśleć? Kilka dni przed tym aż będzie za późno? Nawet jeśli, to istniało prawdopodobieństwo, że to będzie córka, która absolutnie nie przedłuży jego rodu. Jedno dziecko nu nie starczało. Był wybredny.
- Masz rację. Coś w tym jest. Doceniam to, że miał tyle odwagi by mnie tu sprowadzić i w duchu dziękuję mu, że nie zostawił cię na środku walki- powiedział. Chwilowo naprawdę czuł do Jamesa coś więcej niż nienawiść. Szanował jego gest. Nawet kilka gestów które wcześniej wykonał. A może po prostu coś knuł? Nie, nie chciał myśleć o nim w tych samych kategoriach jak o Shi. Ten był nocnym łowcą i bratem jego dziewczyny. Nie chciał wcale o nim myśleć.
- Nałożyłem Shi runę sojuszu. Tak wiele zaryzykowałem. Tak strasznie mi przykro- powiedział ściskając ją mocniej. Magia mu nic nie dała. Jedynie co zrobił to się uleczył. Oraz obronił przed dziwnym atakiem demonicznego Shi.
Dostrzegł jej ból. Nie powinien jej teraz denerwować ani o tym mówić. Mieli mnóstwo czasu. Mógł jej to powiedzieć nazajutrz, po tygodniu, za miesiąc. Mieli mnóstwo czasy dla siebie. Dla niego przy niej istniała wieczność chociaż to nie było możliwe.
Westchnął głośno. Przecież jak on teraz zaśnie to dopiero obudzi się za dobrych parę godzin! Mógł przegapić jej pobudkę! Jednak widział jej zamartwianie w oczach i się poddał.
- No dobrze, niech będzie, zrobię to- powiedział poddany. Przycisnął ją jeszcze bardziej do siebie jakby bał się, że ta rozpłynie się w powietrzu i zamknął oczy.

Nie wiedział nawet kiedy zasnął. Kiedy obudził się to cichy brat stał już nad nim. Już wiedział dlaczego miał taki niespokojny sen. Wciąż trzymał w objęciach Margaret. Chyba to ona nim potrząsnęła bo patrzyła na niego w ten typowy sposób. Przeciągnął się na łóżku. A kiedy cichy brat oznajmił, że przejście jest gotowe to podniósł się leniwie z łóżka i przyjrzał się jak ukochana robi to samo. Mimo ciągłego wyczerpania wciąż wyglądała na najbardziej seksowną dziewczynę jaką w życiu widział, a trzeba przyznać, że sporo ich miał w życiu.

/zt x2
_________________

<div style="font-family: 'Just Me Again Down Here', sans-serif; font-size: 26px; color: #996B6B; line-height: 100%; text-align: center; letter-spacing: 1px; width: 240px;margin-left:-18px;margin-bottom:-28px;">Nie lubisz mnie? Strasznie mi z tego powodu wszystko jedno.
<img src="https://68.media.tumblr.com/6aec1e87aaf801b7aa2e3ecf18b86f4f/tumblr_oldkqxZCQV1qfg6byo4_250.gif" style="width: 120px;height:120px; border: solid #EBC3A2 3px; border-radius: 100px;margin-left:-21px;"><img src="https://78.media.tumblr.com/83ea2aebb5015c21f5805c98f4d33fcd/tumblr_ozn359uhBG1wxdmrbo2_r1_400.gif" style="width: 160px;height:90px; border-radius: 100px; margin-bottom:0px; border: solid #EBC3A2 3px;"><img src="https://i.pinimg.com/originals/92/f4/e0/92f4e044413b923a7b9a6fb522390335.gif" style="width: 120px;height:120px; border: solid #EBC3A2 3px; border-radius: 100px;margin-left:0px;">
<div style="font-family: 'Arial', sans-serif; font-size: 7.0px; letter-spacing: 2px; color: #43636a; text-align: center; text-transform: uppercase; margin: 2px 0px 0px 0px; width: 350px; margin-left:-15px;margin-top:5px;line-height: 90%;">Szukam momentów lekkich jak piórko bez wbijania noży w serce.
[Profil] [PM]
   
 
jayden verlac


Jayden Verlac

31

Nefilim

Wdowiec

Strzelam z łuku między oczy


i feel like i'm dying inside

Wysłany: 2018-11-13, 12:54    [Cytuj]

/ i'm back!

Nie wiedział, jak tu trafił - wszystko wydawało się być jak przez mgłę. Ostatnie co pamiętał to pole walki i nadchodzącą odsiecz, a następnie upadł na ziemię. Od kiedy Eileen odeszła, a on wyruszył na misję, nic nie było już takie samo. Czuł się winny, oczywiście! W końcu to jego żona, powinien ją chronić, być dla niej i dbać o jej bezpieczeństwo. I tym razem ją zawiódł. Zaangażował się emocjonalnie i przyszło mu za to zapłacić bardzo słono. To, że zadanie zbiegło się w czasie z trudnym okresem w jego życiu wydawało się być prezentem od losu - przynajmniej w opinii Jaydena, który nie potrafił radzić sobie z emocjonalnie ciężkimi sytuacjami, dlatego ponownie - tak jak po śmierci swojego przyjaciela - rzucił się w wir pracy. Dosłownie, niemalże zaorał swój organizm, doprowadzając się do granicy użyteczności. Inaczej - zawsze był w pełni gotowy do akcji, ale nie zostawiał sobie czasu na odpoczynek. Spał tyle ile musiał, a było to maksymalnie sześć godzin, dostarczał tylko podstawową porcję energii w postaci posiłków do organizmu. Zatracił się w tym całkowicie, musząc przejść żałobę to Eileen w swój własny sposób. I w tym okresie na nic zdałyby się rozmowy, próby przekonania go do tego, że nie miał z tym nic wspólnego. Tu nawet nie chodziło o poczucie winy. Drżał, kiedy doszło do masakry w Instytucie, a teraz gdy odeszła... Po prostu czuł w sobie pustkę, która niczym czarna dziura wsysała wszystko co mogło przynieść ukojenie. Jakby wcale na nie nie zasługiwał. Żadnych uczuć, postanowił.
Do Miasta Kości zabrano go po akcji w okolicach Londynu. Nie pamiętał momentu transportu do cel Cichych Braci, ale stan nie mógł być najlepszy, skoro Cisi bracia postanowili zabrać go do Miasta Kości, ponieważ warunki Instytutu nie mogły zapewnić mu należytej opieki. Leżał, przypominając karykaturę samego siebie, bezwładnie na łóżku. Klatka piersiowa z ledwością unosiła się ku górze, całe ciało pokryte było licznymi ranami, w tym większy opatrunek znajdował się na brzuchu, prawym ramieniu oraz lewej łydce.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Shantae Y. Whitelight


Shantae Yvette Whitelight

29

Nefilim

James Whitelight

Przyszła mama zabijająca demony


Even Superwoman Sometimes needed Superman's soul

Wysłany: 2018-11-13, 13:34   
   Marg, Nyx, Kieran, Noah
[Cytuj]

Już od pierwszej chwili wiedziała, że z Jaydenem coś jest nie w porządku. Miała świadomość w jaki sposób działa runa i w momentach zagrożenia życia, na pewno „poinformuje ją” co się takiego dzieje z jej bratem. No dobra, może nie dostała dokładnych informacji, ale wiedziała, że jest z nim źle i jej potrzebuje. Zawsze jej potrzebował, byli nieodwracalnie związani runą Parabatai i tylko śmierć mogła ich rozłączyć, a do tego Shantae nie zamierzała dopuszczać. Jayden musiał najpierw poznać swoją siostrzenicę i siostrzeńca, a później dopiero sobie może myśleć o umieraniu. Poza tym, jak on to sobie wyobrażał, nie może jej tak po prostu zostawić.
Napisała do Jamesa, ale ten nie odpowiadał. Później telefon do matki, ale ta nie wie co się dzieje i też zaczyna panikować. Świetnie. Tego brakowało, żeby jeszcze Yasmin dostała ataku paniki. Shantae chodziła po domu nerwowo, a raczej szedł brzuch, później ona i tak w kółko od dobrych trzydziestu minut. Później ognista wiadomość postawiła ją na nogi. Sięgnęła po płaszcz, bicz i serafickie ostrze, które umieściła na przypiętych do uda pasach. Wdziała płaskie buty, założyła kaptur na głowę. Wiedziała gdzie jest jej brat. Nie wiedziała za to, kto był tak uprzejmy i ją poinformował o całym zajściu. Szybko znalazła się przy wejściu do Miasta Kości, później korytarze, Cichy Brat napotykany na drodze. Dzieciaki nawet były spokojniejsze przez ten krótki moment.
Została zaprowadzona do Celi, w której leżał jej brat dochodząc do siebie. Przytknęła dłoń do ust, czując jak serce podchodzi jej do gardła. Wyglądał tak źle, tak słabo i mizernie, że aż zachciało jej się płakać. Przysiadła na brzegu łóżka i zsunęła kaptur z głowy, łapiąc rękę brata.
- Jayden, już jestem… – szepnęła cicho, gładząc palcami wierzch jego dłoni.
_________________

Shantae Yvette Whitelight
I've battled demons that won't let me sleep...
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
jayden verlac


Jayden Verlac

31

Nefilim

Wdowiec

Strzelam z łuku między oczy


i feel like i'm dying inside

Wysłany: 2018-11-13, 14:45    [Cytuj]

Czy w tym wszystkim zapomniał o Shantae? Oczywiście, że nie! Jakże mógłby zapomnieć o swojej ukochanej siostrze, swojej parabatai. Ale nie mógł teraz uczestniczyć w jej życiu, nieważne czy czuła to co działo się z nim; starał się odciąć od swoich uczuć. Wiedział, że ostatnie czego potrzebuje w tym momencie, to nadopiekuńczość Shantae, która pewnie zapewniałaby, że nie ma powodu dla którego miałby się obwiniać o śmierć żony. Wiedział, wiedział o jej śmierci i to gdzie był w tym momencie bolało jeszcze bardziej. Shantae była teraz szczęśliwa i ostatnie czego potrzebowała to jeszcze bardziej ponury niż zwykle brat, który z uporem osła będzie katował swój organizm na jej oczach. Chciał uciec od dwóch rzeczy; od jej zatroskania i jednoczesnego prawienia kazań. Nie chciał kłótni, w której musiałby paść argument; co czułabyś, gdyby to James umarł, a ty nie mogłaś nic na to poradzić.
Leżał niczym manekin, na który naniesiono liczne rany płytsze i głębsze, sińce i opatrunki po tych najpoważniejszych urazach. Jego skóra była trupio blada, oczy podkrążone, a ciałem co jakiś czas wstrząsały dreszcze, spowodowane gorączką, która w wyniku działań Cichych Braci dopiero opuszczała jego ciało. To, na razie walczyło z rozległymi ranami i zapewne zakażeniami.
Czuł jej obecność, chociaż jego umysł był jeszcze otumaniony i dopiero wybudzał się, wracał do przytomności. Najpierw gałki oczne zaczęły się poruszały się pod powiekami, które powoli zaczęły się otwierać. Gdzie był? Co się stało?
- Czy to już niebo? - wychrypiał, co było bardzo złym pomysłem, ponieważ czuł się, jakby w jego gardło wbite były tysiące gwoździ. Głos był chrypliwy i raczej słaby, niską dudniąc w uszach. W momencie odkupił to kaszlem, wstrząsającym jego ciałem.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Shantae Y. Whitelight


Shantae Yvette Whitelight

29

Nefilim

James Whitelight

Przyszła mama zabijająca demony


Even Superwoman Sometimes needed Superman's soul

Wysłany: 2018-11-13, 15:23   
   Marg, Nyx, Kieran, Noah
[Cytuj]

Jayden Verlac był mistrzem obwiniania się o wszystko, co zwykle niezmiernie irytowało jego młodszą siostrą. Obwiniał się o śmierć przyjaciela, obwiniał się teraz o śmierć Eileen, pewnie o tsunami i inne kataklizmy na świecie też się obwiniał. Na pewne aspekty życia nie mamy najmniejszego wpływu, a bycie Nefilim niesie ze sobą spore zagrożenie, głównie przez fakt, że mogą zginąć w każdym momencie. Eileen nie żyła, akurat niedługo po tym jak Jaydenowi zaczynało na niej zależeć. Verlac miał pecha w tych kwestiach, w to Shantae nie wątpiła, jednak nie mógł myśleć o tym w tych kategoriach. Powinien przeżyć swoją żałobę, ale nie w ten sposób. Eileen by tego chciała? Właśnie tego, żeby Jayden zarzynał sam siebie? Mógł spożytkować swój żal i ból w inny sposób, przyczyniając się bardziej dla świata, a nie próbować usilnie ukarać samego siebie za coś, na co nie miał wpływu.
- Zaraz Cię trzasnę w ten pusty łeb, to może zobaczysz co najwyżej gwiazdki. – wyrzuciła, wywracając przy tym oczami. Niebo, jeszcze czego. Myślał, że tak łatwo się podda i ją tutaj zostawi? Dobrze, że ktoś reagował, że miał czas na działanie i mógł doprowadzić go do Cichych Braci, pozwalając im działać na swój przerażający sposób. Nie ważne co robili, byli przy tym cholernie skuteczni i jej brat żył.
- Czy Ty się zawsze musisz w coś wpakować, Jaydenie Verlac? – spytała, gładząc delikatnie jego włosy, troskliwie i czule. Martwiła się o niego, był dla niej jedną z dwóch najważniejszych osób, no, czterech można powiedzieć, więc to naturalne, że przejmowała się nim cholernie mocno. Dlatego przypędziła tutaj w zaskakująco szybkim tempie, tylko po to, aby trwać obok niego, jak tylko się obudzi. – Potrzebujesz coś? Chcesz pić? – spytała troskliwie. Jako ciężarna nosiła ze sobą butelkę wody, a płaszcz miał na tyle duże kieszenie, że nie musiała jej targać w rękach, a wystarczyło wsunąć ją w kieszeń i nie było problemu.
_________________

Shantae Yvette Whitelight
I've battled demons that won't let me sleep...
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
jayden verlac


Jayden Verlac

31

Nefilim

Wdowiec

Strzelam z łuku między oczy


i feel like i'm dying inside

Wysłany: 2018-11-13, 15:51    [Cytuj]

Zbiegi okoliczności, które następowały w życiu Jaydena doprowadziły do momentu, w którym wydawało mu się, że jakiekolwiek dobrowolne wdawanie się w bliższą relację z nim, kończyło się co najmniej tragicznie. Najpierw śmierć zabrała jego przyjaciela w Nowym Jorku, później musiał zmierzyć się z przymusowym rozstaniem z Lexą, z powodu zaaranżowanego małżeństwa z Eileen. A kiedy w końcu udało jej się przebić przez grubą skorupę, a Jaydenowi zaczęło na niej zależeć, los postanowił po raz kolejny z niego zadrwić, zabierając także i ją. Nie wyobrażał sobie powrotu do Yorku, mimo iż właśnie tam była jego parabatai.
Kochał Eileen, co do tego nie miał wątpliwości, szczególnie teraz. I nie miał nawet możliwości, aby się z nią pożegnać, aby po raz ostatni wziąć ją w ramiona, przytulić, złapać za rękę i zapewnić o swoim uczuciu do niej. Został pozbawiony możliwości ostatecznego pożegnania. Czy szukał sposobu na przywrócenie jej do życia? Oczywiście, że tak. W czasie swojego zadania, które zostało mu przydzielone jeszcze zanim James został szefem, zbierał informację od różnych czarowników, chcąc dowiedzieć się, czy istnieje możliwość na przywrócenie jej. Szukał nawet odpowiedzi u aniołów, chociaż wiedział, że nie ma co liczyć na ich odpowiedź. Chociaż tego jej nie powiedział, to żałował że to nie koniec. Sam nie targnąłby się na własne życie, ale gdyby zginął z bronią w ręku, to byłaby to dobra śmierć.
- Znasz mnie, nie lubię się nudzić - wychrypiał po raz kolejny. Tym razem wydawało się mniej bolesne, chociaż miał wrażenie, że jego gardło nadal przypomina tarkę. Jego słowom zawtórował kaszel, przez który nieznacznie się podniósł, a z kącika ust pociekła krew. Ale przynajmniej dzięki temu dostrzegł, jak bardzo urósł jej brzuch. Nie mogło to nie wywołać uśmiechu na jego trupio bladej twarzy.
- Wodę - szepnął. Zerknął na nią. - Przyprowadziłaś towarzystwo - stwierdził, kierując ciemne oczy na jej brzuch.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Shantae Y. Whitelight


Shantae Yvette Whitelight

29

Nefilim

James Whitelight

Przyszła mama zabijająca demony


Even Superwoman Sometimes needed Superman's soul

Wysłany: 2018-11-13, 16:36   
   Marg, Nyx, Kieran, Noah
[Cytuj]

Bzdurne gadanie i zupełnie niepotrzebne myślenia. Okay, Jay miał pecha, stracił dwie bliskie osoby, ale to nie oznaczało, że został miano czarnego kota, który przynosił pecha! Co to, to nie. Prawdę mówiąc to każdy kogoś tracił bliskiego i nie obwiniał się o jego śmierć na każdym kroku. Jay musiał nabrać trochę dystansu, ogarnąć się i zacząć myśleć o tym inaczej, bo to nic dobrego nie przyniesie, jedynie problemy, których można uniknąć. Sytuacja nie tylko w York, ale w całej Anglii była krótko mówiąc słaba, Leyton robił co chciał, a tak wyśmienity wojownik, jakim był jej Parabatai nie powinien się poddawać, nie w tym momencie. Pokazywanie słabości było głupim pomysłem, złym wręcz, więc teraz powinien skupić się podwójnie. Chciał coś zrobić w związku ze śmiercią swojej żony? Niech ją pomści!
- Nudzić nie, ale dać pochlastać chyba już owszem. – stwierdziła kiwając głową i sięgnęła po butelkę wody do kieszeni, którą dość szybko wyjęła. W najmniej inwazyjny sposób dała bratu się napić, odstawiając ją później na niestabilne krzesło, które stało obok łóżka. Westchnęła, uśmiechając się delikatnie, kiedy zwrócił uwagę na jej brzuch. Dzieci, które z reguły w dzień i wieczorami były nadaktywne, teraz były nadmiernie spokojne, chyba wiedziały, że coś złego się działo i nie są w najprzyjemniejszym miejscu na świecie.
- No nie mam jak ich zostawić na szafce nocnej, choć czasem są tak nadaktywne, że wolałbym je wsadzić z Jamesa, to by może przestał gadać, ze nie może być tak źle. – dodała, uśmiechając się lekko pod nosem. Prawda jest taka, że Shantae i jej dzieci miały wiele za sobą, teraz już przyszła mama czuła się lepiej, ale nadal nie był to taki stan, jakiego by oczekiwała. Przede wszystkim, wolałaby się nie bać wychodzić z domu.
- Przedstawiam Ci Clair i Theodora Whitelight. – powiedziała z uśmiechem do brata, chyba najwyższy czas poznać bliźnięta siostry!
_________________

Shantae Yvette Whitelight
I've battled demons that won't let me sleep...
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8