Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator
[Cytuj]
Sala Konferencyjna
Na pierwszym piętrze hotelu Noir mieści się sala konferencyjna, która została wykorzystana przez wampiry, jako miejsce spotkań z głową klanu. Ogromne pomieszczenie, zajmujące całkowicie jedną część budynku, z licznymi rzędami krzesełek, w większości poprzewracanych, ale wciąż działających. Ponure miejsce, wielkie okiennice zasłonięte czarnymi kotarami, aby światło nie mogło dostawać się do środka, a na podłodze znajdują się potargane materiały, wyżłobienia w drewnie, z którego posadzka została wykonana, liczne ślady krwi, posypany tynk z sufitu i ścian, rozbite fragmenty szkła. Najwyraźniej wampirom ten stan rzeczy nie przeszkadza kompletnie.


Elisabeth Graves

549 (26)



I don't look back unless there is a good view.







[Cytuj]
Multikonta: Dahlia
Człowiek człowiekowi często był wrogiem, a Podziemny Podziemnemu jeszcze częściej. Starsi nieśmiertelni czy chociażby czarownicy rzadko posiadali jakikolwiek kręgosłup moralny, zazwyczaj kierowali się własnym dobrem i po prostu chcieli jak najwięcej ugrać dla samych siebie. Elisabeth dobrze znała ten typ, wszak sama poniekąd nim była, i wcale nie zdziwiłaby się, gdyby któryś z przedstawicieli Świata Cieni zawarł jakieś porozumienie z fanatycznymi łowcami. Chociaż zdecydowanie wolałaby, gdyby ten po prostu robił ich w bambuko, udając, że im pomaga, a tak naprawdę próbowałby się do nich w ten sposób zbliżyć i zniszczyć ich od wewnątrz. Ona właśnie tak by postąpiła, jeżeli tylko miałaby okazję znaleźć się pomiędzy nimi. Niestety oni już ją znali i raczej nie uwierzyliby, że pozwoli się im wykorzystać. Wracając jednak do tego tajemniczego informatora, któż to mógł być? Łącznik pomiędzy Podziemiem i Clave — Noah Schiavone? Pod latarnią zawsze najciemniej! Tak czy owak, domysły były jedynie domysłami. Graves na razie żadnych dowodów nie posiadała, aczkolwiek zamierzała przynajmniej spróbować je znaleźć.
Kiedy Jack otworzył drzwi, to do szczurzego nosa wampirzycy dotarła woń nieświeżej krwi, za którą podążyła, wymijając swojego towarzysza. W przeciwieństwie do niego nie pozbyła się kamuflażu, coby w razie czego wykorzystać efekt zaskoczenia. Jeżeli ktoś wciąż się tutaj kręcił, to niech sobie myśli, że McDougall jest sam. Tymczasem Elisabeth powoli wdrapała się po schodkach na górę, cały czas podążając za zapachem posoki. Nie mogła powiedzieć Jackowi, żeby poszedł za nią, lecz miała nadzieję, że sam na to wpadnie i tak właśnie uczyni.
Pojawiwszy się w pomieszczeniu, które niegdyś musiało służyć za salę konferencyjną, rozejrzała się wokoło dość uważnie, starając się dostrzec lub wyczuć coś podejrzanego.


    Show me the shadow where true meaning lies
    So much more dismay in empty eyes




Jack Everett McDougall

35 (483)



Good night and joy be with you all






[Cytuj]
Multikonta: Arthur Buckley, Abraham
Jack zastanawiał się, dlaczego każdy nie mógł iść swoją drogą. Dążenie do jakiejkolwiek centralizacji władzy leżało w naturze człowieka. Podziemni powinni być ponad tym! Jack nie miał zbytniego przekonania do odgórnie narzuconych praw, chyba że były to prawa natury - przeżywa najsilniejszy.
Zapach krwi, choć starej i skrzepłej, nie mógł zostać zignorowany. Nie zdziwił się, że Elisabeth pod postacią szczura ruszyła właśnie w tamtym kierunku. Mogli odkryć zarówno coś ciekawego, jak i zupełnie nieprzydatnego.
Poszedł za tropem szczura. Przyszedł tu w ramach wsparcia i ochrony, nie miało znaczenia, czy przed wielkim kocurem, czy łowcą ze srebrnym ostrzem. Nie mógł stracić Elisabeth w takich okolicznościach, nie tylko ze względu na prywatne pobudki, ale również przez fakt, że to ona znała sytuację wampirów w Yorku i lokalnych przywódców. Jeśli mieliby szukać wtyki, nie mogli obejść się bez znajomości kobiety.
Podążył za panią kapitan do sali konferencyjnej. Pomieszczenie nie wyglądało dobrze, ale zniszczenia dawały łowcom wiele miejsc do ukrycia i zaatakowania znienacka. Jack miał się na baczności, starał się również mieć oko na szczura.

William H. Leyton

39



Kiedy umierasz, to problem wszystkich, tylko nie Twój.

[Cytuj]
Poza tą dwójką w całym budynku nie było nikogo więcej. Nie mogli słyszeć żadnych odgłosów chodzenia czy innych, świadczących o bytności tu osób trzecich. Na ich szczęście, być może, bo jeśli rozgorzałaby się walka, mogłoby pewnie zrobić się średnio przyjemnie. Niemniej jednak, postanowili ruszyć do wnętrza budynku, skierować swoje kroki w stronę zapachu, który im bliżej celu byli, tym stawał się bardziej intensywny, mocny i drażniący.
Dotarli w końcu do Sali Konferencyjnej i mogli mieć pewność, że to właśnie stąd dobiega ich zapach krwi. Pomieszczenie nie wyglądało tak jak zawsze, chociaż mogli o tym nie wiedzieć. Jako, że klan korzystał z niego do spotkań z przywódcą, nawet podczas jasnej strony doby, wielkie okna były zasłonięte bardzo szczelnie, aby przypadkiem promienie słońca nie wtargnęły do wnętrza budynku.
Pierwszym na co mogli zwrócić uwagę to właśnie te zerwane częściowo kotary. Drugim… Zwłoki. Na pewno nie umknęło ich uwadze to, że ktoś postanowił pozostawić zwłoki na środku ogromnego pomieszczenia. Nie jedne, a cztery pary. Były ukrzyżowane, dokładnie tak jak robili to poprzedni kilka razy, jednakże te nie zostały spalone na słońcu. Wisiały do góry nogami, zupełnie jak w uprzednich przypadkach, jednak głowy były odcięte, przybite do drewna nieco niżej, niż ich korpusy. Poza spaleniem na słońcu, dekapitacja była drugą z metod na zabicie wampira. Nieprzyjemny widok, nieco przerażający, ktoś musiał sobie zadać wiele trudu, aby tego dokonać. Szczególnie, że krzyże zostały podwieszone przy samym suficie. Nie były to świeże „zwłoki”, z pewnością leżały tu już kilka dni, może dłużej. Poprzedni śmiałkowie, próbujący zbadać to miejsce czy inne wampiry, które znalazły się w nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiednim czasie?

Elisabeth Graves

549 (26)



I don't look back unless there is a good view.







[Cytuj]
Multikonta: Dahlia
Elisabeth nie wyczuła obecności osób trzecich w budynku, ale to wcale nie oznaczało, że nikogo tutaj nie było. Hotel był duży, a ona przecież nie sprawdzała wszystkich pomieszczeń. Tak czy inaczej, nie mogła wiecznie ukrywać się pod postacią szczura, tym bardziej że taka forma ją nieco ograniczała. Ciężko było bowiem czegoś dotknąć, spojrzeć na coś z góry i tak dalej... Tak więc córka nocy postanowiła powrócić do swojej pierwotnej postaci, gdy tylko ujrzała osiem (?) wampirzych zwłok.
- Zachowaj czujność - powiedziała cicho do Jacka. Po swoim ostatnim spotkaniu z fanatykami przekonała się, że ci lubią zajmować czymś swoje ofiary i atakować, kiedy te najmniej się tego spodziewają. Tym razem nie chciała dać się zaskoczyć.
Jeżeli Jack postanowił stać na czatach, to nieśpiesznie podeszła do truposzy, patrząc po ich twarzach. Nie znała żadnego z nich. Co ciekawe, taki widok w ogóle jej nie przerażał, wszak to było nic w porównaniu z tym, co robił ze swoimi ofiarami stwórca Elisabetty — patroszył je żywcem, dosłownie wypruwał im flaki po to, by na końcu wieszać ich ciała na maszcie Czarnej Śmierci. Nie wspominając już o tym, że Graves nie miała w sobie za grosz empatii. Nie obchodził ją los tych wampirów. Właściwie to niewiele ją obchodziło, przynajmniej tak długo, jak ona oraz kilka najbliższych jej osób byli bezpieczni. A czy teraz byli bezpieczni? Nie, nie byli. Musiała coś z tymi pieprzonymi fanatykami zrobić, zanim jeszcze bardziej się rozmnożą.
Odwróciła w końcu głowę, by spojrzeć na McDougalla, po czym uniosła pytająco jedną brew, jakby właśnie prosiła go o opinię, tudzież chciała wysłuchać tego, co ma do powiedzenia.
Super miejsce wybrał Schiavone na spotkanie. A może on był w to wszystko zamieszany? Cóż, wampirzyca niczego nie mogła wykluczyć. Jedynymi osobami, których by nie podejrzała, był jej brat oraz Jack.


    Show me the shadow where true meaning lies
    So much more dismay in empty eyes




Jack Everett McDougall

35 (483)



Good night and joy be with you all






[Cytuj]
Multikonta: Arthur Buckley, Abraham
W hotelu było cicho... zupełnie, jakby ktoś czaił się w ciemności i tylko czekał na odpowiedni moment. Choć mogło się wydawać, że jemu i Elisabeth nic nie zagraża, Jack nie tracił czujności. Uważnie stawiał stopy, gdy razem z Elisabeth udawali się do sali.
Nie dało się nie zauważyć zwłok podwieszonych pod sufitem. Takie widoki nie robiły na Jacku wrażenia - żył na tyle długo, by oswoić się ze śmiercią, nawet w najbardziej brutalnych jej odsłonach. Z drugiej strony, widok okaleczonych ciał nigdy nie był przyjemny, tym bardziej, gdy ciała należały do przedstawicieli tej samej rasy.
Przez myśl Jacka przeszło, że sześć srebrnych kul w klatce piersiowej byłoby losem o wiele łaskawszym od skonania na krzyżu, bez głowy. Elisabeth nie musiała prosić go o czujność - ciężko było być spokojnym w takiej sytuacji.
Został przy drzwiach do sali, by w razie potrzeby ostrzec Elisabeth przed zagrożeniem.
Nie miał pojęcia, kto stoi za tym wszystkim, mógł się jednak domyślać, że Elisabeth ma swoje typy. Skrzyżował ręce na piersi. Szykowała się wendetta!

Noah L. Schiavone

559



Biedny jest człowiek, który pożąda wielu rzeczy.







[Cytuj]
Multikonta: Marg, Nyx, Shan, Kieran
Elisabeth i Jack nie byli jedynymi, którzy postanowili sprawdzić hotel przed zorganizowaniem tam spotkania. Noah Schiavone był wiekowym wampirem i w swoim długim nie-życiu widział dostatecznie dużo, aby być zapobiegawczym i starać się zachowywać szczególną ostrożność. Tego wieczoru również wybrał się do Hotelu Noir, aby zbadać teren. Wleciał do środka przez nieduże okno, częściowo wybitne, w zachodniej stronie. Owszem, był pod postacią nietoperza. Przeleciał korytarzem, aż wylądował kilka metrów przed Elisabeth i Jackiem, przemieniając się w ludzką postać, jeszcze w fazie końcowej lotu. Wylądował miękko i skupiając się na dwójce nieznajomych uniósł ręce w geście pokoju. Widział trupy podwieszone u sufitu i domyślał się, że coś może być nie tak.
- Noah Schiavone. – przedstawił się od razu, lustrując wzrokiem wampirzycę i wampira. Nie sądził, aby spotkał ich kiedykolwiek wcześniej, ale nie sądził też, żeby byli zamieszani w to całe przedstawienie z podwieszaniem u sufity. Ludzie ze słabszym żołądkiem na pewno już haftowaliby namiętnie na brudną posadzkę, na szczęście cała trójka znajdująca się w pomieszczeniu ludźmi nie była.
- Kim jesteście? Widzieliście kto to uczynił? – spytał. Na pewno nie mieli z tym nic wspólnego, ale grzecznym byłoby, aby również i oni się przedstawili.


Noah L. Schiavone

Failure is the condiment that gives success its flavor.

Jack Everett McDougall

35 (483)



Good night and joy be with you all






[Cytuj]
Multikonta: Arthur Buckley, Abraham
Jack był czujny. Nie mógł przegapić pojawienia się nowej osoby w sali, co więcej, życie nauczyło go, by nie ufać nikomu i najpierw atakować, a później pytać. Nie przewidywał porażki w starciu z jednym mężczyzną, jednak nauczył się nie oceniać po pozorach. Musiał być ostrożny, tym bardziej w momencie, gdy musiał chronić swoją panią kapitan.
Nietoperza zmiennokształtność była sygnałem, że nowoprzybyły mężczyzna jest niewątpliwie wampirem, choć to w żaden sposób nie działało na jego korzyść. Chwilę wcześniej Jack i Elisabeth usłyszeli, że w podziemnej społeczności jest donosiciel. Mógł nim być każdy.
Ręce uniesione w geście pokoju nie znaczyły dla McDougalla niczego. Wycelował między nimi, by jego pięść mogła gładko zderzyć się z nosem Noah zanim ten jeszcze zaczął mówić. Obcy wampir powinien wiedzieć, że w chwili pojawienia się na miejscu zbrodni nie zostanie przywitany zbyt miło. Elisabeth nie ostrzegała o towarzystwie.

Elisabeth Graves

549 (26)



I don't look back unless there is a good view.







[Cytuj]
Multikonta: Dahlia
Trudno było nie zauważyć nietoperza, który nagle wpadł przez okno, a potem przemienił się w mężczyznę, tym bardziej że przebywające w sali wampiry były przygotowane na ewentualne pojawienie się, niekoniecznie proszonych, gości.
Reakcja Elisabeth była natychmiastowa — wydobycie z pochwy sztyletu, a następnie doskoczenie do obcego wampira, któremu McDougall wymierzył cios prosto w twarz. Nie miało znaczenia, czy Noah uniknął ciosu, czy nie, ciemnowłosa, tak czy inaczej, wysunęła ostrze z domieszką srebra w jego stronę, celując w okolice żeber. Nie zamierzała go na razie ranić, więc o ile ten się nie poruszył, to czubek ostrza nie przebił nawet materiału ubrania.
Przedstawił się czy nie, to było teraz nieistotne, bo i tak ani trochę mu nie ufała. Ba! Miała powody, by podejrzewać, że coś go z tymi fanatykami łączyło, a jego pojawienie się w tym miejscu w tym samym czasie co oni nie jest zwykłym zbiegiem okoliczności.
Graves uniosła jedną brew pytająco. Lepiej, żeby się dobrze wytłumaczył.


    Show me the shadow where true meaning lies
    So much more dismay in empty eyes




Noah L. Schiavone

559



Biedny jest człowiek, który pożąda wielu rzeczy.







[Cytuj]
Multikonta: Marg, Nyx, Shan, Kieran
Oczywiście, że nie spodziewał się miłego przywitania z butelką szampana, ani niczym tym podobnym, wszak znajdowało się tu kilka ciał, ułożonych w specyficzny sposób, który mógł jasno świadczyć o działalności fanatyków Williama Leytona. Nie sądził jednak, że wampir postanowi go zaatakować z miejsce i wyciągnie w jego kierunku cios, przed którym nawet nie miał zamiaru umykać. W końcu jaki to miało sens? Jedynie pokusiłoby jego przeciwników do dalszego ataku, a to było mu kompletnie niepotrzebne. Wampirzyca ze srebrnym ostrzem przy jego żebrach też nie zrobiła na nim większego wrażenia, w końcu… Jakby chciała, ten sztylet już dawno przebiłby jego skórę i wszedł głęboko pomiędzy żebra.
- Niezły cios. – zwrócił się do Jacka, marszcząc nieco nos. Uderzenie zabolało, owszem, jednak Noah nie przejął się tym specjalnie. Zlustrował spojrzeniem wampira, bardzo dokładnie, a później przeniósł wzrok na Elisabeth, na jej twarzy również zawiesił oko na dłużej. Cisza wokół zdawała się być bardzo ciężka i mało przyjemna. Noah jednak odchrząknął nieznacznie i westchnął teatralnie.
- Biorąc pod uwagę jak ułożone są ciała i co z nimi zrobiono, może to świadczyć o działalności Williama Leytona. Pozornie przyziemnego o niespotykanych umiejętnościach. – powiedział wlepiając wzrok w oczy Elisabeth. Nie było w nich cienia strachu, a pełna powaga. – Postanowiłem działać dla dobra ogółu, kiedy zginęły obie moje córki. Mając dość śmierci sianej przez tego psychopatę, zawarłem układ z Clave, chcąc podbić nowe porozumienia, stworzyć bezpieczniejszy świat i pozbyć się niezrównoważonego świra z naszych ulic. Nie sądzę, bym stanowił dla Was jakiekolwiek zagrożenie. – dodał spokojnym tonem. – Panienka będzie tak uprzejma i cofnie nóż, aby rozmowa była dla obu stron bardziej komfortowa. – spojrzał na nią wyczekująco, licząc na to, że panna Greaves pójdzie po rozum do głowy i nie podejmie decyzji o dalszym natarciu. – Zabicie łącznika pomiędzy Clave i Podziemnymi nie będzie świadczyło na Waszą korzyść, zapewne powiążą Was z Krucjatą Leytona. – dodał jeszcze, spokojnym tonem.
Cichy wiatr wdarł się do pomieszczenia, poruszając podwieszonymi u sufitu ciałami. Noah lekko drgnął, unosząc spojrzenie ku górze. Zupełnie tak, jakby coś niebezpiecznego czaiło się za rogiem, czyhając na ich życie, niefortunnie informując ich o swoich niecnych zamiarach.


Noah L. Schiavone

Failure is the condiment that gives success its flavor.

Jack Everett McDougall

35 (483)



Good night and joy be with you all






[Cytuj]
Multikonta: Arthur Buckley, Abraham
Przezorny zawsze ubezpieczony. Lepiej było mierzyć się z martwym obcym niż później żałować, gdy przez brak ostrożności obcy postanowi zaszkodzić w jakikolwiek sposób.
Mężczyzna nie bronił się. Jack miał nadzieję, że złamał mu nos albo przynajmniej wybił choć jednego zęba. Bierność denerwowała go, bo choć walczył dla bezpieczeństwa swojego i Elisy, w mierzeniu się z przeciwnikiem, który od razu robił z siebie ofiarę, nie było żadnej zabawy.
Jack zmrużył ślepia i odsunął się, gdy Elisabeth i jej srebrne ostrze przejęli inicjatywę. Wciąż był jednak na wyciągnięcie ręki i miał pięści w pogotowiu, by poprawić mężczyźnie, gdy tylko zacznie się o to prosić.
- ...o czym ty pierdolisz? - Warknął, gdy Noah zaczął mówić. Jakiś Leyton, dwie córki, Clave...?
Obejrzał się, czując na plecach złowrogi podmuch wiatru. Miał nadzieję, że Elisabeth rozumie więcej z tego pieprzenia wampira.

Elisabeth Graves

549 (26)



I don't look back unless there is a good view.







[Cytuj]
Multikonta: Dahlia
Elisabeth lustrowała obcego wampira wzrokiem, próbując odgadnąć jego prawdziwe zamiary. Była świetną obserwatorką, znała mowę ciała, a niekiedy potrafiła bez problemu rozpoznać kłamstwo. Niestety w przypadku wampirów odróżnienie prawdy od kłamstwa było trudne, wszak ich serca nie pracowały. Kiedy człowiek kłamał, jego puls często przyspieszał. U nieśmiertelnego tego pulsu nie było, a co za tym idzie, ciężko było stwierdzić, czy ten kłamie, czy mówi prawdę.
- Urzekła mnie twoja historia - powiedziała z nutką ironii w głosie po wysłuchaniu, tego, co miał do powiedzenia Noah. Następnie przesunęła czubkiem sztyletu wzdłuż jego klatki piersiowej, aż w końcu dotarła do szyi, dalej sunąc nim w górę. Zatrzymała się dopiero na podbródku, zmuszając wampira do lekkiego uniesienia głowy. Jeszcze raz przyjrzała się jego twarzy, jeśli oczywiście jej na to pozwolił.
- Kto powiedział, że chcemy cię zabić? - zapytała ciemnowłosa, tym razem w języku włoskim, a nie angielskim. Nazwisko Schiavone było włoskim nazwiskiem i jeśli ten typ rzeczywiście pochodził z Włoch, a nie tylko używał tamtejszego nazwiska, to teoretycznie on i Beth byli rodakami. Tak czy siak, nie miało to większego wpływu na to, w jaki sposób traktowała go panna Graves.
- Udowodnij, że nie kłamiesz - kontynuowała w języku włoskim. W końcu odsunęła sztylet od jego ciała, aczkolwiek była gotowa w każdym momencie znów go do niego przysnąć w razie, gdyby nie spodobały jej się słowa lub czyny tego gościa.
Według jej przeczucia Noah nie kłamał, ale nie była nieomylna, toteż musiała zachować wszelkie środki ostrożności. Poza tym była ciekawa, jakie dowody może jej przedstawić.
Powiew lekkiego wiatru, który wdarł się do pomieszczenia, został odczuty przez nieśmiertelną. Coś jej się tutaj nie podobało... Spojrzała na chwilę na Jacka, jakby chciała powiedzieć, żeby zachował czujność.


    Show me the shadow where true meaning lies
    So much more dismay in empty eyes




Noah L. Schiavone

559



Biedny jest człowiek, który pożąda wielu rzeczy.







[Cytuj]
Multikonta: Marg, Nyx, Shan, Kieran
Noah nie był ofiarą tylko logicznie myślącym facetem. To zasadniczo robiło różnicę. Nie miał zamiaru ginąć z rąk Williama Leytona czy jego śmiesznych pachołków, a już szczególnie nie miał zamiaru ginąć z rąk innych wampirów, przez niesnaski i nieporozumienia. Nie miał zamiaru oddawać Jackowi, wszak nie uznawał przemocy za coś koniecznego. Mężczyzna zrobił to, co uznał za słuszne, a na tym właśnie wolałby zakończyć ten temat.
- Mówię o tym, że jeśli chcemy przeżyć, musimy współpracować, bo inaczej skończymy jak Ci nad nami. – odparł wampirowi, lekko odchrząkając. Nie wszystko musiało być dla wszystkich jasne i Schiavone zrozumiał to doskonale. Teraz nie był w stanie też ocenić, czy ów wampir był bodyguardem wampirzycy, czy o co w tym wszystkim chodziło, ale ich relacje były dla niego najmniej interesujące w tym momencie. Wolał porozmawiać na spokojnie, bo być może spotkał kogoś, z kim będzie mógł nawiązać stałą współpracę.
Wywrócił oczyma, kiedy wampirzyca wypowiedziała swoje ironiczne słowa. Nie interesowało go to, czy historia była urzekająca i obfitowała w fajerwerki czy była nudna jak flaki z olejem. Miał do powiedzenia to, co miał, a to, w jaki sposób było to odbierane przez innych go nie interesowało.
- Sugeruję się nożem przytykanym do mojego ciała. – odparł równie płynnym włoskim, co kobieta. Uśmiechnął się pod nosem, miło spotkać rodaczkę, nawet, jeśli warunki były niesprzyjające. Rozluźnił się nieco, kiedy kobieta postanowiła odsunąć wreszcie jego nóż.
- W jaki sposób mam to panience udowodnić? – spytał, przyglądając jej się uważnie. Skoro rozmawiali po włosku, nie zamierzał rezygnować z tego języka. Porozumiewanie się właśnie w ten sposób, było miłym przypomnieniem lat poprzednich. – Nie mam blizn po gwoździach na rękach, ale znam kogoś kto ma, bo udało mu się umknąć Krucjacie. – dodał i rozejrzał się. – Clave dotarło do informacji na jego temat. Nefilim w porozumieniach gwarantowali Podziemnym ochronę, z czego się nie wywiązują, więc postanowiłem w porozumieniu z kilkorgiem innych podziemnych zrobić coś w tej kwestii. Dlatego planujemy spotkanie w Alicante z przedstawicielami wszystkich ras, aby przedyskutować sytuację, sposoby działania i ochrony. Pewnie dotarły do Was informacje, starałem się odnaleźć każdego podziemnego w York, bo głównie dotyczyć to będzie nas. Mianowicie dziś postanowiłem sprawdzić teren przed spotkaniem i jak widać, nie jest on bezpieczny. – dodał, cały czas nie spuszczając wzroku z wampirzycy. Nie zignorował wiejącego wiatru, ani tego, ze Hotel Noir nie był bezpieczny. Zachowywał szczególną czujność.
Cała trójka zachowywała ją dość mocno. Swąd spalenizny pojawił się dość szybko, dla wprawnych osobników mogło to świadczyć o wielu rzeczach. Nie było tu jednak mowy o pożarze czy jakimś innym podpaleniu. Odgłos szurania nadszedł z korytarza dość szybko i narastał.
- To demon. – mruknął do pozostałem dwójki i stanął przygotowany do natarcia. Był Nefilim za życia i potrafił rozpoznać wszelkie demoniczne stworzenia. Nie wiedział co prawda jaki, ale podejrzewał, że przyszedł tu posilić się ciałami poległych wampirów.


Noah L. Schiavone

Failure is the condiment that gives success its flavor.

Jack Everett McDougall

35 (483)



Good night and joy be with you all






[Cytuj]
Multikonta: Arthur Buckley, Abraham
Jack pozostawiał Elisabeth pole do popisu. Ona była lepsza w negocjacjach, on - w obijaniu mord. Swoją część miał już za sobą, nawet jeśli Noah nie pozwolił mu wykazać się nawet odrobinę. Co to za facet, który nie podejmuje walki, gdy oberwie prosto w nos!?
- ...o czym wy pierdolicie. - Poprawił się, gdy oboje przeszli na włoski. Spodziewał się, że pani kapitan miała w tym jakiś swój cel. Bo choć Jack władał hiszpańskim, do którego włoski był podobny, nie udało mu się wyłapać sensu ich rozmowy. Graves być może chciała coś sprawdzić, a być może nie życzyła sobie, by Jack brał udział w rozmowie? To nie miało znaczenia. Musiał jej zaufać.
- To nie jest miejsce na rozmowy. - Upomniał wampiry, gdy zapach spalenizny stał się mocno wyczuwalny. Nie miał pojęcia, co nadchodzi, jednak był pewny, że nie chce sprawdzać. Martwe ciała pod sufitem jasno świadczyły o tym, że jeśli zostaną, będą głupio nadstawiać karku, ku uciesze tego całego demona.
- Elisa. - Ponaglił panią kapitan, kładąc dłonie w jej talii. W razie zagrożenia mógł łatwo przyciągnąć ją do siebie i zasłonić własnym ciałem. - Czas na nas.
Najłatwiej było zamienić się w nietoperze i uciec tą samą drogą, którą wykorzystał Noah, by pojawić się w sali. Póki jednak Jack nie dostał jasnego polecenia ucieczki, nie zamierzał zostawiać Elisabeth.

Elisabeth Graves

549 (26)



I don't look back unless there is a good view.







[Cytuj]
Multikonta: Dahlia
Wiele wskazywało na to, że Schiavone miał sporą wiedzę na temat fanatyków, a taka bez wątpienia by się Elisabeth przydała, skoro miała zamiar pozbyć się tego ścierwa. Chętnie wyciągnęłaby z niego więcej informacji, ale atmosfera w sali konferencyjnej robiła się coraz bardziej mroczna i nieprzyjemna. Do tego ten smród, który na dłuższą metę ciężko było znieść, a który z sekundy na sekundę stawał się intensywniejszy.
Włoch powinien sprawdzić tę miejscówkę, zanim porozsyłał wiadomości do wszystkich Podziemnych, bo teraz będzie musiał zadać sobie podwójny trud, aby spotkanie odwołać, wszak nie sądziła, że po tym, co się tutaj wydarzyło, nie zechce zmienić planów.
- Powinieneś zrobić to wcześniej - mruknęła po włosku do swojego rozmówcy i... to by było na tyle. Nadal nie była pewna, czy mężczyzna mówi prawdę, aczkolwiek musiała wstrzymać się z dalszym analizowaniem, ponieważ na horyzoncie pojawiło się coś, co mogło stanowić dlań większe zagrożenie niż ten cały Noah, a nawet banda fanatyków.
Demon. Pomyślała o tym, zanim były Nefilim wypowiedział owo słowo. Nie miała wielkiego doświadczenia w kontaktach z demonami, ale jakąś wiedzę na ich temat posiadała. Wiedziała na przykład, że istnieje wiele rodzajów demonów i jeśli ten należał do tych Wielkich, to teoretycznie nie mieli szans w starciu z nim, tym bardziej że nie byli na takie spotkanie przygotowani.
Dotyk oraz słowa Jacka tylko przyśpieszyły podjęcie przez Elisabeth decyzji, która zważywszy na obecną sytuację, była bardzo rozsądna.
- Spadamy - powiedziała cicho i wyswobodziwszy się z objęć McDougalla, schowała sztylet do pochwy i, jeśli nic jej nie przeszkodziło, przybrała formę nietoperza, by potem podjąć próbę ucieczki przed okno. Walka z demonami była działką Nocnych Łowców.


    Show me the shadow where true meaning lies
    So much more dismay in empty eyes



Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo