Noah L. Schiavone

559



Biedny jest człowiek, który pożąda wielu rzeczy.







[Cytuj]
Multikonta: Marg, Nyx, Shan, Kieran
Hotel Noir był uważany za nienaruszalną część świata cieni, co jednakowoż było błędem w rozumieniu, bo ani William Leyton, ani jego ludzie nie tolerowali i nie szanowali tego świata. Nie powinno go więc dziwić, że wtargnęli na ten teren, zdewastowali go, niszcząc przy tym wampirze życia. Nie mógł akceptować zachować Krucjaty Oczyszczenia ani chwili dłużej. Były przesadne i bardzo nie na miejscu. Nietolerancja międzyrasowa była, jest i będzie, jednakże liczne morderstwa w żadnym wypadku nie powinny znaleźć się nawet na granicy akceptacji społeczeństwa.
Dobrze, że wampirzyca postanowiła odpuścić rozmowę i pouczyła go. Miło z jej strony, chociaż Noah nie czuł się ani trochę odpowiedzialny za to, co ich tu spotkało, jakie widoki mogli zobaczyć. Pomijając już fakt, ze posiadali informacje zaczerpnięte u samego źródła. Wiedzieli już o kapusiu, kimś kto sprzedawał pobratymców zapewne dla własnych korzyści, co było według Noah idiotyczne, bo skoro William Leyton miał się pozbyć całego podziemia i wszystkich nefilim, to najpewniej ten, który sypał nie dostanie żadnego immunitetu. A raczej Schiavone nie liczyłby na to na jego miejscu.
- Osłonię Was. – mruknął, kiedy dwójka wampirów postanowiła zniknąć z tego miejsca. Nie do końca był nie uzbrojony. Rękę trzymał na rękojeści swojego dawnego ostrza, które wyszło już z użycia i przypominało piętnastowieczne serafickie ostrza, w końcu czterdzieści lat dzierżył taki oręż i na nim nauczony był walczyć, ten był po prostu zmodyfikowany i dostosowany do dzisiejszych czasów. Elisabeth i Jack mieli swobodną drogę ucieczki. Kiedy już udało im się wylecieć z pomieszczenia, Noah również zmienił się w nietoperza i zniknął za nimi. Minął okno akurat wtedy, kiedy demon przebiegł nad progiem Sali Konferencyjnej i doskoczył do pierwszego ciała.

ZT x 3

Dziękuję!


Noah L. Schiavone

Failure is the condiment that gives success its flavor.

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla, Alysanne
Najnowszy


Dojście do siebie zajęło jej nieco czasu. Dużo czasu...nie mniej, gdy tylko poczuła się lepiej i co ważniejsze, doszła do siebie na tyle, że wyglądała jak na "człowieka" przystało. Otrzymanie wiadomości nieco ją zaskoczyło. Czemu? Mianowicie, nikt nie znał jej numeru. Nikt, nie mówiąc o Eleanor, i jej stwórcy...ojcu. Nie mniej, postanowiła udać się na spotkanie nie informując nikogo. W końcu nie musiała tłumaczyć się ze wszystkiego. Gdy była już gotowa ubrana w miarę możliwości gotowa do obrony. W końcu nie wiadomo z kim będzie miała do czynienia. Poza tym, była sama ledwo w trakcie szkolenia. Wiedziała, że z silniejszym nie wygra. Nie mniej, nie miała zamiaru czekać aż ją dobiją. Nic więc dziwnego, że była zabezpieczona. Gdy w końcu gotowa pojawiła się pod wskazanym adresem skierowała swoje kroki prosto do Sali konferencyjnej. Czego chciała ta kobieta i kim była? Czy naprawdę miała dobre zamiary? Czy Eleanor o niej wiedziała, albo Nathaniel. Westchnęła pod nosem ale nie miała zamiaru się nad tym zastanawiać. Chwilę później już znajdowała się w sali. Weszła do środka rozglądając się dookoła. Nie widząc nikogo znajomego weszła do środka. Stanęła w cieniu tak, by mieć na widoku wszystkich, którzy by się tutaj pojawili.

Jack Everett McDougall

35 (483)



Good night and joy be with you all






[Cytuj]
Multikonta: Arthur Buckley, Abraham
Jack bliski był zignorowania wiadomości. Po co miał znów pakować się w jakąś kabałę, która sprawiała, że wychodziła z niego bestia? Nie uważał się za najprzyjemniejszą z istot, ale po tajemniczej chorobie postanowił uciec, gdzie pieprz rośnie, no, a przynajmniej do Manchesteru. Tam, niestety, dorwała go tajemnicza informacja o spotkaniu w hotelu... Nie miał nic do stracenia.
Przez jakiś czas obserwował budynek, upewniając się, że jemu i innym wampirom, jeśli jakieś postanowią przyjść na spotkanie, nic nie grozi. Oczywiście pułapka mogła zostać zastawiona na wiele innych sposobów, ale póki Jack nie widział intruzów, mógł uznać teren za względnie bezpieczny.
Znalazł drogę do sali konferencyjnej. Był w niej już wcześniej, wtedy spotkanie nie przebiegło zbyt spokojnie. Miał nadzieję, że tym razem będzie inaczej.
Wyczuł znajomy zapach młodej wampirzycy. Czy Eleanor nie kazała mu na nią uważać? Spiął wszystkie mięśnie, gotów bronić się - lub atakować.

Mei Xiu

279 lat


165 cm


Your figure is drowned out by the nightI look at the peach blossoms to see how they bloom...





[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Hotel Noir – miejsce niegdyś „okupowane” przez wampiry. Dziś przestało widnieć pod przykrywką ich gniazdka – stało się miejscem schadzek lub dobrym punktem zaczepnym dla zgromadzenia większej ilości nieśmiertelnych. Na zewnątrz nie znajdował się nikt – no może prócz kilku hotelowych bywalców – kto mógłby jawnie zagrozić pijawkom – nikt ważny i na tyle silny. Co innego wewnątrz – tam działa się prawdziwa magia.
Przed swoim wystąpieniem – czyt. przybyciem – Mei raczyła dopiąć wszystko na ostatni guzik. Sala konferencyjna – miejsce spotkania – nie bez powodu została wynajęta i zamknięta na tak zwany klucz. Środek pomieszczenia udekorowano w najmniejszych detalach – na ścianach zawieszono ręcznie wykonane ozdoby rodem sprowadzone z Chin, z sufitu miejscami zwisały kadzidła, podłogę zaś otulała cała masa miękkich poduszek. Dla wprawnego oka wszystko to oraz wiele innych rzeczy przywodziło na myśl wizję pokazu – dla nieco słabszych – w sumie to samo, jeśli wziąć poprawkę na wniesione stoły syto zastawione poczęstunkami wiadomego pochodzenia, wygodne sofy i fotele dla co bardziej odizolowanych. Egzotyczny przepych w stonowanych ilościach – w sam raz dla rasowej pijawki – istoty ceniącej sobie wygodę i dobry gust.
A skoro o poczęstunkach mowa…
Piękne damy i Panowie dla ponętnych wampirzyc. Mei Xiu nie słynęła z bezsensownego przelewania krwi, przy czym w swej delikatności nie gardziła samą krwią. Nauka matki o symbiozie pomogły jej zrozumieć, iż dobry to nie taki, który nawoził kwiaty sztuczną ziemią, lecz taki, który dzielnie i bez ustanku przechadzał się po nim w niekończącej się walce z chwastami. Staranna selekcja obsługi miała zaspokoić gusta mniej i bardziej wybrednej klienteli. Picie krwi z pucharów? Tylko w ostateczności. Choć piękni i niedostępni dla świata, wciąż nosili miano drapieżników. Nie grzechem było spożywanie krwi prosto z człowieka, a umiejętność opanowania się w odpowiednim momencie. Wszyscy śmiertelni zostali skutecznie oczarowani mocą nieśmiertelnej. Wytypowani dziś przeżyją prawdziwą ekstazę, nazajutrz o wszystkim zapominając...
Dla co delikatniejszych – powiedzmy że i dla takich nie zabraknie poczęstunku. I niech lepiej żaden nie ośmieli się na podszept. Tak zwany przesiew wampirów nad wampirami.
Ostrożność młodej Melisandre nie spotkała się z wrogością ludzi wręcz przeciwnie. Powitana u progu drzwi – ciepłym uśmiechem i gorącem bijących serc. Jeden ze śmiertelnych od razu zaprosił ją do środka, od razu wypuszczając, by mogła zając miejsce w cieniu.
Pirata również nie ominęło eleganckie powitanie tyle że ze strony pięknych pań – kobiet zebranych niekoniecznie z ulicy, a takich, starannie dobranych z grona wykwalifikowanego personelu z niedawno przejętego biznesu. Każda starannie przygotowana – odziana, umalowana i uczesana na miarę stylu prawdziwej gejszy… Któż zza morza nie pokusiłby się o tak egzotyczny kąsek…
Dwie niewiasty i jeden wampir – każda na jego skinienie.
Jedna niewiasta i wierny sługa – oddany na jej wezwanie.
Co zrobią Mel oraz Jack?

/bawię się trochę w MG i trochę w postać. Na razie wprowadzenie dla Was <3
Nic i nikt na Sali nie wskazywało na zwabienie i potrzask stalowej pułapki. Bliżej temu było do czasu oczekiwania na pokaz oraz przybycie pozostałego grona zaproszonych.

We lead our lives like water flowing down a hill, going more or less in one direction until we splash into something that forces us to find a new course.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla, Alysanne
Wiadomość od nieznanego nadawcy nieco ją zszokowała, ale nie mając nic innego do roboty nie było dziwnym, że się tam pojawiła prawda? Mało tego, przywitanie...godne samej królowej Angielskiej! Była w totalnym szoku. Szoku jak szoku ale i zachwycie. Wnętrze wyglądało jak to z tych filmów o Pięknych Gejszach. Musiała przyznać, że poczuła się nieco jak kopciuszek w tym stroju między takim...wystrojem. Skryta w cieniu początkowo odmówiła wszystkiemu chcąc zostać sama. Nieufność co się dziwić? Gdy nagle pojawił się Jack uniosła brew zaskoczona. Dawno go nie widziała co on tutaj w ogóle robił?
- Jack...
Odezwała pojawiając się w miarę blisko niego. Kiedy się ostatnio widzieli? Jak spijała alkohole w piwnicy Eleanor. Cóż, stracił wówczas rum, ale co poradzić? Próbowała wszystkiego co tylko mogła! A teraz...teraz była inna, pewniejsza, zdecydowana. Gotowa na wszystko.
- Też dostałeś wiadomość? Znasz adresatkę?
Zapytała przenosząc wzrok na brata totalnie nie wiedząc jak się zachować, co robić. Nie tego się spodziewała. W końcu idąc na spotkanie oczekuje się krzeseł i stołu nic poza tym. A tutaj...okazuje się, że nie tylko ona miała być, ale też i jej brat. Czy może tutaj chodziło o coś więcej? A może to pułapka? Ale po co? Przecież gdyby chcieli ich wybić, zrobiliby to już od progu prawda? Tym bardziej, że Mel nie była jakimś tam...zdolniachą w obronie własnej.

Jack Everett McDougall

35 (483)



Good night and joy be with you all






[Cytuj]
Multikonta: Arthur Buckley, Abraham
Jack widział cały ten przepych, wystrój i poczęstunek - liczył się tak naprawdę tylko ten ostatni. Jack dorósł jako wampir w ciężkich warunkach na statku i na Wyspach Karaibskich, gdzie ciężko było o odrobinę luksusu. Nie znaczyło to jednak, że nie doceniał starań - od razu wypatrzył kolka przedmiotów, które mógłby sobie przywłaszczyć i sprzedać.
Na razie jednak skupił się na egzotycznych ślicznotkach. Chciał korzystać, ale musiał być ostrożny. Śmierć w ramionach gejszy byłaby piękna, ale Jack McDougall nie był wielkim estetą. Śmierć mogła poczekać.
Mężczyzna spojrzał na Mel, zmrużył ślepa, jakby nie widział do końca ostro i w ten sposób chciał sobie pomóc. Naturalnie nie odpowiedział na pytania wampirzycy.
- Kto tu rządzi? - Rzucił pytanie w przestrzeń, można zgadywać, że zwracał się do śmiertelnych.

Louise Dagover

26 (102 lata)


a przyciągnę cię ku sobie, ty przyciągać będziesz innych;







[Cytuj]
Louise nie była zaskoczona faktem otrzymania wiadomości, w końcu była aktorką, ciągle gdzieś ją zapraszano, castingi, przesłuchania, wywiady... Wiele z zaproszeń musiała z żalem odrzucać - castingi do filmów odbywały się zawsze w dzień. Pomyślała, że to pewnie zaproszenie na jakiś bankiet artystycznej bohemy, była więc nieco zaskoczona, gdy odkryła, że nie jest jedynym wampirem na spotkaniu, i że gospodyni przyjęcia pomyślała o poczęstunku. To bardzo ucieszyło Louise, praca w teatrze była męcząca, pragnęła napić się krwi. Chciała też wypić coś mocniejszego, więc rozejrzała się po sali w poszukiwaniu alkoholu... Miała ochotę się zabawić, z zadowoleniem dostrzegła urodę mężczyzn i kobiet zgromadzonych w sali, płeć nie miała dla niej nigdy istotnego znaczenia... Jeszcze raz dyskretnie rozejrzała się w poszukiwaniu alkoholu, przy okazji doceniając wystrój wnętrza. Do takich luksusów była przyzwyczajona... Louise usiadła z gracją w fotelu i uśmiechnęła się w wystudiowany, aktorski sposób...
Ja przyciągnę cię ku sobie, ty przyciągać będziesz innych; wtedy poznasz upojenie okrucieństwem, które jest niczym innym, jak miłością. Nie próbuj więc na razie wiedzieć więcej o mnie i mych sprawach, lecz zaufaj mi całym swym kochającym sercem
Joseph Sheridan Le Fanu – Carmilla

Mei Xiu

279 lat


165 cm


Your figure is drowned out by the nightI look at the peach blossoms to see how they bloom...





[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
O dłoni spisującej tajemnicze listy można było powiedzieć wiele. Drobna, delikatna, pełna gracji, a to tylko jedne z zaledwie kilku określeń sunących się na język w drodze za kroczącymi oczętami. Pozorne szlaki naniesione czernią atramentu na biel wypełnianych kartek służyły czemuś więcej niż zwykłemu przekazowi. Były jak zawiłe ścieżki dróg łączących ze sobą wiele jestestw. Ich różnice mogły stać się gwoździem do trumien lub równie dobrze spoiwem łączącym dziś podzielone między sobą osobowości. Wszystko zaczynało i kończyło się na chęciach. Ona wyciągnęła w ich kierunku dłoń – teraz to od nich zależało czy tą szansę zechcą wykorzystać, czy spopielą ją na stosie i pogrzebią ze wszelką nadzieją na lepsze jutro. Małe kroczki ot co – Mei nie od razu wyjawiła swoje zamiary i nie za szybko wyszła naprzeciw przybyłym. Gra dopiero się zaczęła.
Jak widać trudy przygotowań najbardziej doceniła Louise. Jako jedyna podeszła do sprawy z najmniejszą rezerwą i nikt się temu nie dziwił! Wieści o sławie nieśmiertelnej z pewnością okrążyły spory kawał świata. Wśród służby nie zabrakło podszeptów zachwytu oraz skrytych marzeń zdobycia autografu autorki. To, że jeszcze nikt nie ośmielił się jej o to zapytać, wynikało z zasad dobrego wychowania. Grzeczni i ułożeni w swych jestestwach ludzie nie przekraczali granic, narzuconych im przez dzisiejszą gospodynię. Wpierw mieli służyć i zabawiać, dopiero potem prosić o odrobinę łaski wampirzej – jeśli wiecie, co mam na myśli.
Dwie przepiękne kobiety – gejsze odziane w tradycyjne stroje wraz z typowym dla nich makijażem. Jedna podała nieśmiertelnej kieliszek, druga wypełniła go po brzegi alkoholem, po dokonaniu poprzedzającej cały proces degustacji przez smakoszkę. O tym, że trunki szkodziły wampirom wiedział każdy z nich. Na szczęście lata praktyki pozwalały dzieciom nocy na wyrobienie pewnego nawyku, umożliwiającego im ciałom naturalne „pozbywanie” się niechcianych substancji bez konieczności natychmiastowego wydalania. To, czy kobieta zapragnęła do alkoholu krwi, było już tylko i wyłącznie jej decyzją.
- Pani… - krótkie śmiertelnych na odchodne. Aktorka mogła je przy sobie zatrzymać i wypytać o różne rzeczy. Mogła również pozwolić im odejść. Co wybierze?
Pytanie Jacka nie odbiło się pustym echem od ścian. Inna z służebnic – również gejsza – niemalże od razu podeszła ku niemu. Ukłoniwszy się oraz odczekawszy kilka chwil, rozchyliła wargi ust w odpowiedzi:
- Pani Sayuri drogi Panie. To spod jej dłoni spisano i rozesłano zaproszenia dla wszystkich chętnych. – fakt, że informacji udzieliła piratowi śmiertelniczka świadczyło o jednym – niewiasta dość dobrze znała gospodynię –hah! Możliwe, że była jej poddana jako ghul! To by tłumaczyło tak śmiałe podejście jej oraz tutejszych ludzi. Czy to aby odrobinę nie naruszało ustalonych zasad? A czy ktokolwiek w ogóle ich przestrzegał? Mei pomimo swej delikatności i dobrego podejścia do podwładnych, śmiałaby zakwestionować to stwierdzenie.
- Pani wkrótce się pojawi. Zechciejcie więc zostać i rozgościć się. – słowom tym towarzyszył uśmiech oraz dziwne przygaszenie lamp…
Wkrótce salę spowił mrok. Raz, dwa, trzy… Zapadła całkowita cisza. Kurtyna na niewielkiej scenie odsunęła się, ujawniając piękno i magię ciała stojącego w samym centrum. Kobieca sylweta – dość drobna, odziana w zwiewną szatę z jedwabiu z wieloma ręcznie przyszytymi zdobieniami. Motyw kwiatów, róż otulonych złotą nicią, tkanina lejąca się aż do podłogi i w końcu czerń pojedynczych pasm opadających na mlecznobiałą cerę odkrytej szyi i ramion… Oto ona, gejsza w całej swej okazałości – spowita pięknem zwieńczonym rubinowym akcentem ust…
Na początku tylko stała, potem uraczyła widownię ukłonem. Gdy zaczęła tańczyć, rozszalał się dziwnie przyjemny wiatr. Jedni nazwą go zewem morza, inni huraganem, jeszcze inni powiedzą, iż był to powiew skrzydeł Feniksa przelatującego tu i teraz nad głowami swych towarzyszy. To jak się poruszała, skakała, obracała, wyginała giętkie ciało… Gracja z jaką to czyniła była nie do opisania, zatem niech ocenią to sami widzowie.
Oto ona – ta, która ich tutaj wezwała – ta, która to wszystko przygotowała i ta, której niecierpliwie oczekiwał Jack – winowajczyni całego widowiska.

We lead our lives like water flowing down a hill, going more or less in one direction until we splash into something that forces us to find a new course.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla, Alysanne
Jack totalnie ją zlał, ale czego się mogła po nim spodziewać? Nigdy nie miała wspólnego języka z tym wampirem. No ale co poradzić...westchnęła tylko pod nosem pozostawiając go samego sobie. Na przybyłą aktorkę tylko spojrzała przelotnie. Nie obchodziło ją to kim jest. Nie jej sprawa. Mogłaby być samą Królową Angielską, nic by ją to nie obchodziło. Oddaliła się w cień, by pozostać sama. Tam mogła chociaż pozostać niezauważona. Przynajmniej taką miała nadzieję. Nie lubiła skupisk ludzi, próbowała się przełamać, ale widać jednak nie należy do osób, które powinny przebywać w tłumach więcej niż dwoje ludzi. Podpierając ścianę (tak, tak nie usiadła nigdzie) stała i obserwowała. Dopiero gdy światła przygasły zrobiła się nieufna i czujna. Co u diabła? Zaraz potem jednak wszystko zostało wyjaśnione. Na scenie nieopodal niej, pojawił się wpierw cień, potem cała postać. Piękna kobieta, o ruchach naprawdę...boskich. Mało tego, miała wrażenie jakby gdzieś był delikatny przeciąg. Poczuła muśnięcie wiatru gdy ta tańczyła. Dopiero po chwili dotarło do niej, że to żaden wiatr, a kobieta tańcząca. Zafascynowana obserwowała ją w milczeniu.

Jack Everett McDougall

35 (483)



Good night and joy be with you all






[Cytuj]
Multikonta: Arthur Buckley, Abraham
Pojawiła się kolejna wampirzyca, a za nią również gospodyni? Jack widział, że jest jedynym mężczyzną na tym zgromadzeniu, nie licząc śmiertelnych, i nie mógł powiedzieć, by mu się to nie podobało. Towarzystwo pięknych kobiet zawsze było w cenie. Naiwnym było sądzić, że ktoś taki jak Jack będzie myślał o jakimkolwiek wyższym celu, gdy wcześniej dostanie okazję zadowolić się posiłkiem i towarzystwem.
Jack zmełł w ustach imię pani Sayuri. Nie wydawało mu się, by spotkał ją kiedykolwiek wcześniej, nie wydawało się to jednak mieć znaczenia. Wampir nie czekał na kolejne zaproszenie, rozsiadł się na poduszkach i wyciągnął papierosa, by cieszyć się nim przy pokazie gejszy na scenie.
Nieźle, nieźle... mogła tańczyć. Byleby tylko nie przeciągnęło się to zbyt długo. Wampir z pewnością bardziej doceniłby piersi karczmarki podskakujące w rytm jakiejś szanty aniżeli wyrafinowany pokaz z dalekiej Azji.
Jack wyłapał spojrzenie jednej ze służących i poklepał miejsce obok siebie, spragniony towarzystwa kobiety.

Tom Mikaelson

52 (wiek przemiany 22)







[Cytuj]
Przybył na spotkanie, choć miał wątpliwości. Rozmawiał o tym z Eleanor, lecz dośćpobieżnie, nie mając pewności, że spotka Matkę w hotelu. Właściwie to dziwił się samemu sobie - przez dziesiątki lat trzymał się z dala od interesów wampirzych, chyba że Eleanor poprosiła go o coś, a teraz pchał się w coś tajemniczego. Czyżby zaczynał się nudzić? Być może.
Z zainteresowaniem podziwiał wystrój, doceniał też wystawne posiłki kręcące się po sali i czekające na najmniejszy nawet gest nawołujący do oddania. Nie był głodny i nie zwykł się przejadać. Wolał zachować trzeźwość umysłu i czujność. Przyjście tutaj było aktem kredytu zaufania.
Ubrany w T-shirt, koszulę i jeansy mógłby czuć siętu nieswojo, wszystko przecież było tak wystawne. Ale był też nieśmiertelny i cenił sobie wygodę. Miał nadzieję, że nikogo tym nie urazi. Niektóre wampiry bywały małostkowe.
Gdy światłą przygasły, zwrócił swoją uwagę na tancerkę. Hipnotyzowała i Tom musiał się pilnować, by nie ulec jej urokowi.

Mei Xiu

279 lat


165 cm


Your figure is drowned out by the nightI look at the peach blossoms to see how they bloom...





[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Jedni ulegali urokowi, inni pozostawali mu obojętni, jeszcze inni walczyli, by zachować trzeźwość umysłu. W swym tańciu Mei Xiu ani myślała o hipnozie – wiecie, nie takiej jawnej i bezczelnej. Wszystko co robiła – to w jaki sposób się poruszała, patrzyła, obracała i wyginała ciało było efektem wieloletnich nauk. Cała ta gracja, delikatność, eteryczność bytu… Jeżeli coś chciała w ten sposób przekazać, to z pewnością wieść, by nikt z tutejszych przybyłych nie czuł się w żaden sposób skrępowany. To dla nich przygotowała to wszystko – wystrój, poczęstunek służbę, występ… Dla nich i tylko dla nich przyodziała eleganckie szaty, naniosła makijaż, spięła włosy w kunsztowny kok… Piękna dama o delikatnych rysach – ponętna, a jednak trzymająca co odważniejszych śmiałków na dystans. Linii granicy nie dało się tak po prostu przekroczyć. W swej fantazyjności Feniks dbał, aby żadna dusza nie ośmieliła się naruszyć delikatnej równowagi tego miejsca. Gdy więc skończyła pokaz, ukłoniła się wszystkim. Po nastaniu ciszy poprzedzonej brawami, nadeszła pora na oficjalną przemowę.
- Wszystkim dziękuję za przybycie. Wasza obecność raduje me serce – sprawia, że raz jeszcze czuję jego rytm. Proszę nie krępujcie się – korzystajcie ze wszystkich dóbr, gdyż są one do Waszej całkowitej dyspozycji. W swej przychylności zechciejcie zasiąść ze mną do stołu, bym mogła wyjawić Wam powód dzisiejszego zaproszenia. – rzekła Mei głosem łagodnym, ciepłym i spokojnym jak woń sącząca się z wnętrza wiszących kadzideł. Jeżeli tak wyglądała prawdziwa wdowa wodząca ku zgubieniu, to wampirzyca wcieliła się w jej rolę wyśmienicie. Sęk w tym, że wampirzycy morderstwa pobratymców były nie po drodze. Kto więc wyjdzie jej naprzeciw i podaruje szansę? A kto pozostanie nadal nieufny?
Tom jako najnowszy gość został przywitany przez powabną ludzką pracownicę. Była na jego usługi.
Mel również otrzymała swojego pupila – przystojnego mężczyznę pod jej „dyktando”.
Jack w prezencie miał do swego towarzystwa niezwykle urodziwą kobietę, hojnie obdarzoną atutami. Zaproszona usiadła zaraz obok niego. Przypadkowo odkryte ramię miało zachęcić pirata do skosztowania słodyczy powabnego owocu.
Mei w oczekiwaniu na odpowiedź innych, zeszła subtelnym krokiem ze sceny, przedtem wskazując płynnym ruchem dłoni na stół, gdzie wszyscy mogli wspólnie zasiąść.

We lead our lives like water flowing down a hill, going more or less in one direction until we splash into something that forces us to find a new course.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla, Alysanne
Nie rozumiała, co się dzieje dookoła. To wszystko...przekraczało jej ludzkie granice. Ludzkie, jakże inaczej. Na obojętność Jack'a nie zareagowała tak, jak on nie zareagował na nią. Niby "rodzeństwo" a jednak...Stała w cieniu z dala od ciekawskich oczu innych, chociaż wiedziała, że ostatecznie i tak została zauważona. Obserwując wygibasy pięknej kobiety na parkiecie odpłynęła w niebyt niemal rozkoszując się pięknem tego co ukazała w tym tańcu. Jako kobieta odebrała to dwojako...mianowicie, uwodzicielsko, ale i zabójczo. Niby niewinna, piękna, tańcząc kusząco zachęcała do zbliżenia do siebie a zarazem niebezpieczna. Mel miała przed oczyma różne sceny i dopiero gdy jej "pupilek" zbliżył się do jej osoby dotarło do niej, że kobieta coś mówi. Nawet brawa jej nie ruszyły, mimo że sama klaskała z zachwytem. Oddając tym samym szacunek kobiecie. Spojrzeniem powędrowała na przystojnego mężczyznę z lekkim uśmiechem. Niestety, jeśli myślał stać się jej "chodzącą lodówką" mógł się zawieść. Melka nigdy nie posilała się prosto z człowieka. Zaczęło ale i skończyło się to w dniu, w którym spiła się pijąc z partnera Opal. Upita niemal do nieprzytomności ledwo nóg się trzymała. Ale cóż...warto było! Teraz jednak wszystko się zmieniło. Przyzwyczajona do posilania się jak człowiek. Chociaż nie mogła mówić...kusiło ją i to bardzo. Wiedziała jednak, że jeśli podda się pragnieniu, może się nie opanować. A nie chciała mieć kolejnego człowieka na sumieniu. Na słowa wampirzycy, postanowiła podejść do stołu i usiadła na poduszkach oczywiście z dala od Jac'a. Skoro uznał, że się nie znają...co jej pozostało przecież nie będzie rozpaczać. I tak nie mieli ze sobą żadnego kontaktu. On zniknął po tym jak została przemieniona. Zniknął nie dając jej możliwości poznania go bliżej. A ona...ona nie miała zamiaru naciskać.

Louise Dagover

26 (102 lata)


a przyciągnę cię ku sobie, ty przyciągać będziesz innych;







[Cytuj]
Louise uśmiechnęła się promiennie do gejsz, które przyniosły jej alkohol, stwierdziła, że chętnie upiłaby nieco ich krwi, gdyby nie miały nic przeciwko temu. Wieczór zapowiadał się interesująco, alkohol i krwawa kolacja. Starała się pić powoli, aby nikt się nie domyślił, że była alkoholiczką.
Tymczasem światła zgasły i na scenie rozpoczęło się widowisko. Louise zastygła z kieliszkiem w dłoni urzeczona, zazwyczaj sama występowała na scenie, nie miała okazji ani czasu chodzić do teatru, aby oglądać występy innych. Taniec ją zachwycił, ostatni raz widziała coś równie urzekającego jeszcze przed II wojną światową, w rodzimych Stanach... Chociaż, jak stwierdziła po chwili, z gracją tej tancerki nic nie mogło się równać. Louise była oczarowana występem tej pięknej delikatnej damy, mogłaby ją podziwiać godzinami, żałowała, gdy występ się skończył, nagrodziła tancerkę gromkimi i szczerymi brawami. Podtanowiła pogratulować gospodyni tego wspaniałego tańca i wraz ze swoim kieliszkiem zbliżyła się w stronę stołu.
-Zachwycający występ - powiedziała Louise Dagover serdecznie do Mei -Jest pani doskonałą tancerką. Moje gratulacje i wyrazy podziwu
Po czym usiadła przy stole rozglądając się za jakimś apetycznym poczęstunkiem i za większą ilością alkoholu...
Ja przyciągnę cię ku sobie, ty przyciągać będziesz innych; wtedy poznasz upojenie okrucieństwem, które jest niczym innym, jak miłością. Nie próbuj więc na razie wiedzieć więcej o mnie i mych sprawach, lecz zaufaj mi całym swym kochającym sercem
Joseph Sheridan Le Fanu – Carmilla

Jack Everett McDougall

35 (483)



Good night and joy be with you all






[Cytuj]
Multikonta: Arthur Buckley, Abraham
Zaczynało się robić odrobinę tłoczno, ale Jackowi to nie przeszkadzało. Wątpił, by ktokolwiek zadał sobie tyle trudu, by dopaść jednego starego McDougalla. Zresztą, w azjatyckiej konwencji?! Jack nie pamiętał, kiedy ostatni raz był w Azji. Ba, nie przypominał sobie nawet, by był w ogóle: albo impreza była zbyt szalona, albo rzeczywiście wiatry nigdy nie zagnały jego statku na tamte wody.
Nagrodził tańczącą kobietę brawami. Nie skomentował jej słów, ale podobała mu się zachęta do korzystania z dobrodziejstw stołu. Kiedy więc pojawiła się przy nim kobieta, bez wahania objął ją i wciągnął na swoje kolana. Nie krępował się obecnością innych wampirów, będą pewnym, że pozostali również skorzystają.
Nawet cienia myśli nie poświęcił Mel, gdy przed jego oczami znalazła się para krągłych piersi śmiertelniczki. Jego młoda siostra nie miała okazji go poznać, przez to nie wiedziała również, jaki w obyciu jest - wampir rzadko wykazywał zainteresowanie, a jeszcze rzadziej się odzywał.
Jego usta dotknęły skóry ofiary, w paru drobnych pocałunkach znacząc drogę ku jej szyi.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo