Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator
[Cytuj]
Lobby
Kiedyś z pewnością to miejsce wyglądało zachwycająco. Długi kontuar w tym momencie porósł grubą warstwą kurzu, a na zabrudzonej podłodze leżały części oderwanego tynku, który przez lata zdążył odpaść ze stropu. Kiedyś znajdował się tu piękny, szklany żyrandol, który teraz wyglądał na zniszczony, zwisający koślawo z sufitu, zupełnie tak, jakby zaraz miał runąć na ziemię. Miejsce przerażające i wyjątkowo chłodne, po kontuarze biegają szczury, a gdzieniegdzie można zauważyć fragmenty kości. Zdecydowanie wygląda to tak, jakby miejsce wyjęto z horroru.

Yi Byeong-Ho

30 lat



W większości przypadków fałsz jest wiarygodny, bo ofiary chcą, by takie był.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Hotel Noir… Niby piękny i powabny – guzik prawda. Łowca od dawna wiedział o obecności wampira w tutejszej siedzibie – pewnej kanalii jak on sam. Mieli się wkrótce spotkać i omówić pewne kwestie. Były one na tyle istotne, by prócz przybycia łowcy przywiać ze sobą kilku jego ludzi oraz paru kolejnych – pseudo rzeczoznawców, którzy prócz chodzenia, bacznie przyglądali się każdej framudze, desce – praktycznie wszystkiemu, z czego składał się hotel. Nie patrzcie na nich tacy zdziwieni – Tygrys miał w planach poważną renowację tego miejsca, aby godnie reprezentowało siedzibę jego klanu i leże nieśmiertelnych z uwzględnieniem konkretnego, który aktualnie odbywał mało przyjemne przesłuchanie w pseudo zamczysku pijawek. Oj przykra to była sprawa, na szczęście nie jego, lecz czy aby do końca?
Motywacją do włożenia pokaźnej puli pieniędzy w hotel wcale nie była wyłączna chęć zadbania o komfort tutejszych mieszkańców. Powiedzmy, że gust i smak półanioła zaostrzyły się nieco po wtargnięciu drugiej osobowości. Tkwiący w nim Mrok nie od razu dał o sobie znać – chwilowo milczał, momentami wzmagając co okropniejsze cechy nocnego łowcy. Hope miewał swoje momenty napadu złości, irytacji… agresji, ale żeby aż tak? Współpracownicy nie zwykli zwracać na to uwagi, bo nie to stanowiło ich zadanie. Wszelkie przejawy gniewu traktowali jako niezadowolenie w związku z przeciąganiem się spraw – ot zwykła, normalna ludzka rzecz. Najbardziej podejrzliwą osobą z całego grona był młodszy brat zainfekowanego. Znając swą rodzinę nie od dziś, nie potrafił od tak zaakceptować diametralnej zmiany Nefilim. Coś w tym wszystkim mu nie pasowało – coś, co z czasem przyczyni się do niuchania – szukania i dociekania a w konsekwencji do podsycenia irytacji i niechęci Mroku wobec myszkującego. Oj? Oby chłopak wiedział, co robi. Inaczej rest in peace dear angel…
O przybyciu „żony”, łowca dowiedział się… No w zasadzie dziś. Zaintrygowany Venom aż spojrzał zza okienka, przy tym nie wysilając się na dalszą ingerencję. Sam Nefilim po otrzymaniu informacji, zyskał kolejny powód na to, aby zmodernizować i odremontować hotel Noir. Póki co wszystkie pokoje na piętrze zostały zajęte przez ekipę przybyłych – nawet jeśli nie przez nich bezpośrednio, to dla czystego komfortu ala świętego spokoju od krzątających się ludzi. Lil również miała otrzymać swoje tymczasowe lokum, wkrótce zastąpione przez przestronny apartament. Miejmy nadzieje, że do tego czasu księżniczka nie poczuje się urażona, posiadaniem tylko i wyłącznie jednego pokoju.
Wejściu smoka towarzyszył spokój. Wszyscy pracownicy półanioła zostali natychmiast oddelegowani do swoich kwater – wszyscy prócz brata. Rezygnując z odpoczynku, młodszy Nefilim poświęcił wolny czas na rozejrzenie się po budynku. Hope w tym czasie czatował, w oczekiwaniu przekroczenie przez kogoś progu tutejszych drzwi. Ponieważ łowca przeszedł nie lada przemianę, jego strój łowcy został lekko zmodyfikowany. Wciąż czarny, wciąż praktyczny, choć nieco elegantszy niż zazwyczaj. Dodatkowo z uszu zniknęły kolczyki, a wszystkie tatuaże zostały skrzętnie poukrywane pod materiałem odzienia. Prócz tego zmianie uległy również włosy – dotychczas jasny kolor zastąpiła głęboka czerń. Pozostałe dodatki do dwa miecze u boku, schowana stela i czarodziejskie światło – ot typowy rynsztunek każdego, szanującego się łowcy.
Hope rozsiadł się wygodnie na jednej z sof – czekał cierpliwie na swoją podobnie przydzieloną niewiastę. Oby Jia żartowała z tą wiadomością. Naprawdę nie mieli, na co tracić czasu? Venom wewnątrz łowcy zachichotał złośliwie.

W życiu człowieka są chwile, kiedy nie wie, co ze sobą zrobić i dokąd pójść, a cała przyszłość wydaje się być jedynie czarną pustką. I bynajmniej nie interesuje cię, co w tej pustce znajdziesz.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat

Lily Ke

26 lat



she's a type of a woman who can elegantly say "fuck you" just with one glance





[Cytuj]
Multikonta: Xian Hu, Kai [nkt]
Hotel Noir – niby piękny i powabny, ale lata jego świetności już dawno minęły. Na pierwszy rzut oka dało się dostrzec, że miejsce to dawno popadło w ruinę. Gdyby to zależało od Lil, pewnie nigdy nie pozwoliłaby na odnowienie budynku, co najwyżej kazałaby go po prostu zrównać z ziemią. Nie tego spodziewała się, gdy o poranku otrzymała wiadomość, że wreszcie ma poznać swojego przyszłego narzeczonego. Zresztą, w ogóle nie wiedziała, co ma myśleć o tym wszystkim. Z początku rozpaczała, targana niechęcią do rodzaju męskiego – zmuszona powinnością, miała wyjść za mąż za kogoś, kogo nawet nie znała. Później rozpacz przemieniła się w gniew wobec rodziny i wobec tego, któremu miała oddać swoją dłoń. A potem? Potem coś się zmieniło w sercu Lili, jakaś dziwna moc podpowiadała, że do żadnego ślubu nie dopuści, a jeśli już, to na potencjalnym narzeczonym zemści się okrutnie, bo chciał ograniczyć jej wolność. Nie była głupia, wiedziała, jak rozgrywają się polityczne małżeństwa, za które jedni płacą wiele, a drudzy zgarniają wiele, by swatać dwójkę młodych ze swej rodziny. Geny, krew… Czy naprawdę aż tak wielkie miało to znaczenie? Istota w sercu kobiety burzyła się przeciw nowemu porządkowi – nie miała ochoty być grzeczną dziewczynką, posłusznie poddającą się nowemu mężowi. Obiecała sobie, że prędzej odetnie sobie któryś z palców, niż pozwoli, by narzeczony kierował jej myślami i czynami. Nie chciała być posłuszna i delikatna, nie chciała znów wchodzić na drogę, na której nikt nie potrafił udzielić jej pomocy.
To dlatego właśnie do hotelu przybyła z dumnie uniesioną główką – swoim zwyczajnym atrybutem. Przydzielony jej sługa ciągnął za nią spore walizki, gdy tupiąc obcasikami kroczyła przez długi korytarz. Długi płaszcz, aksamitne rękawiczki, zwiewna suknia i elegancki makijaż – wszystko dopełniało wyglądu księżniczki wkraczającej na włości. Tylko… Te włości trochę mało imponujące. Normalnie Lila nigdy nie pomyślałaby nawet w ten sposób – teraz jednak mroczny głos w jej sercu zaczął buntować się przeciwko temu, co widziała. Ona miała tutaj mieszkać? Niemożliwe! Widząc przebiegające pod ścianami szczury aż przystanęła, krzywiąc blady nosek.
Dopiero po chwili zorientowała się, że w pomieszczeniu ktoś jest. Buzia osłonięta delikatną woalką uniosła się, a oczęta szybko wyłapały zarys znajomej sylwetki.
- Pan Penhallow? – nieco zaskoczona, zbliżyła się nieco, a potem lekko ukłoniła, jak przystało na kobietę dobrze wychowaną. – Nie spodziewałam się Pana tutaj. Oczekuje Pan na kogoś? – zapytała, jeszcze nie zorientowawszy się, że mężczyzna nie ma na sobie typowego dla pogody ubrania, że prawdopodobnie był tutaj o wiele wcześniej. Nie domyśliła się, że to właśnie on jest tym nieszczęsnym przyszłym narzeczonym. Oby tylko uświadomił ją szybko.
- Okropnie tutaj, nieprawdaż? Ta ruina zupełnie się sypie... I jeszcze te szczury! – delikatna sylwetka zadrżała pod wpływem Mroku, wijącym się z niechęcią na widok gryzoni. To on odpowiadał za te słowa, on przejmował się stanem budynku dużo bardziej niż sama Lila. Ubolewał, że nie będzie gdzie zaprosić kochanki, gdy już przeproszą się na dobre…

She was free in her wildness.

She was a wanderess, a drop of free water.

She belonged to
no man
and to no city.

Yi Byeong-Ho

30 lat



W większości przypadków fałsz jest wiarygodny, bo ofiary chcą, by takie był.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Na mieszkanie w hotelu wszyscy musieli poczekać – rzecz jasna już pomijając kwestię pokoi. Chwilowy rekonesans miał pomóc w oszacowaniu ilości gotówki niezbędnej do przeznaczenia na renowację miejsca. Możliwe, że na czas remontu Nefilim zatrzymają się właśnie tutaj, a możliwe też, że nie. Dodatkowe miejsce zamieszkania zostało dawno zakupione, ot jeszcze za czasów nieoficjalnego pobytu poszczególnych jednostek zwiadowczych. Wystarczyło tylko dobrze poszukać w centralnej dzielnicy York.
Niewielki budynek? Raczej całe lokum złożone z kilku poziomów i apartamentów gotowych do przyjęcia gości. Z zewnątrz architekturą leże Tygrysów niczym nie różniło się od przeciętnego kamiennego sąsiada obok – cała magia kryła się w środku. Poziom luksusów z pewnością zadowoliłby oko niejednego gościa – Księżniczki głodnej przepychu pewnie też.
Oj wymagająca będzie z niej żona i do tego bardzo niegrzeczna. Jeszcze nie wiedziała, że Hope nie zamierzał zbytnio ingerować w jej wolność. Planowanie? Wymaganie? Kazanie? Nie jego to były bajki, przynajmniej do czasu. Granica między swobodą a zdrowym rozsądkiem nigdy nie należała do wybitnie grubych. Rodziło się więc pytanie, jak bardzo Lila postanowi ją nagiąć – na ile sobie pozwoli i jak często zechce testować cierpliwość Tygrysa. Lepiej dla niej, aby nie robiła tego zbyt często. Rozleniwiony kocur nie stanowił dlań wielkiego zagrożenia – bardziej ten rozbudzony, spięty i gotowy do ataku.
Okres oczekiwania dłużył się w nieskończoność. Nefilim mimo wszystko nie tracił cierpliwości, w końcu heh, miał sporo czasu na to, aby podładować akumulator i wytrenować jestestwo na podstawie rozmowy z nieproszonym bytem. Mrok w środku sukcesywnie podjudzał i nasilał, co gorsze cechy charakteru łowcy. Jak się okazywało, tymi wcale nie był gniew, tudzież chęć krzywdzenia innych. To, co wyróżniało mężczyznę na tle innych sobie podobnych, to momentami przesadny wręcz racjonalizm i niezdrowe dążenie do doskonałości. Im bardziej półanioł poddawał się pasożytowi, tym mocniej ten naciskał na wszystkie aspekty jego jestestwa, upodabniające do ojca. Upartość, zawziętość… Częściowe zaślepienie…
Szelest tkaniny, stukot obuwia i odgłos targanych walizek gdzieś z tyłu. No w końcu przybyła wielce wyczekiwania Księżniczka rodu. Powiedzieć, że jej widok zaskoczył łowcę, byłoby niedomówieniem – przecież już się ze sobą spotkali, bodajże na wigilijnym zebraniu? Wówczas spadkobierczyni rodu Ke oczarowała swego przyszłego partnera – dziś stanęło na lekkim uniesieniu brwi.
A więc jednak… - pomyślał szczerze zaskoczony. Do dziś nie rozumiał decyzji ojca, przecież jego rodzina nigdy nie babrała się w błocie aranżowanych małżeństwo – od tego w końcu uciekli czyż nie? Stary kocur musiał mieć więc wyraźny powód, aby sprowadzać obcą do swego gniazda, po czym na siłę wciskać ją w „ramiona” najstarszego syna. Żałoba po poprzedniej kobiecie jeszcze nie minęła, skąd zatem ten pośpiech? No chyba staruszek nie postanowił jednak powrócić do korzeni nielubianych kolegów zza morza co?
- Już nie. – łowca z gracją podniósł się z sofy, odwzajemniając przywitanie skinieniem głowy. Ciemnymi tęczówkami dokładnie zlustrował filigranową sylwetkę, tak bardzo przypominającą mu o niej. Dlaczego spośród wszystkich kobiet świata, tatuś przydzielił Ci właśnie ją? Słabe poczucie humoru. – syczał głos w środku, na co Nefilim prychał jedynie również wewnątrz. W swoim planie niestety nie przewidywał miejsca na aranżowany związek, szczególnie z nią – tą, której twarz zbyt mocno przywodziła wspomnienia o tamtej.
- Ufam, iż w niedługim czasie poziom tutejszego komfortu znacznie wzrośnie. Jako nowy właściciel hotelu zadbam o to osobiście. – wyjaśnił, nie widząc powodu, dla którego miałby utrzymać zakup placówki na nazwisko Yi. Nawet jeśli trwali w cieniu, swe interesy prowadzili jawnie, choć nie zawsze na tak zwanym legalu. Nabycie kolejnej posesji stanowiło dobrą przykrywkę dla rodzinnych interesów o ciemniejszym charakterze. Sprytne posunięcie Panie Penhallow. Znajomość z Nathanielem popłacała.
- Zapraszam Panno Ke, mamy pewną sprawę do omówienia. – o walizkę łowczyni martwić się nie musiała. Wkrótce całym jej dobytkiem zajmą się odpowiednie jednostki. W tym czasie łowca raczył wskazać gestem dłoni kierunek ku drzwiom prowadzącym do hotelowej restauracji o nieco przytulniejszym wystroju i bez towarzystwa… szczurów? Jak żył, tak nigdy nie przechodził przez nic podobnego. Obecność gryzoni w takim miejscu byłaby równoznaczna z jego zamknięciem. To, że jeszcze do tego nie doszło, świadczyło o srogiej niekompetencji lub bujnej wyobraźni czyjegoś umysłu.
Przez drzwi Hope z tylko sobie znanych powodów zechciał przepuścić Lily jako pierwszą. Po przekroczeniu progu i zajęciu miejsca mogli od razu przejść do rzeczy. Dla otuchy i ocieplenia boleśnie oficjalnej atmosfery Nefilim zamówił butelkę dobrego wina.
- Mniemam, iż dotarła do Ciebie ostatnia wiadomość Konsul. – prosto z mostu – bolesny konkret w wykonaniu tygrysiego syna. Normalny Hope już dawno rzuciłby luźniejszym tekstem dla rozbawienia, ten jednak takim normalnym nie był. Ciągnął swój do swego – Mrok w środku czuł wyraźną obecność drugiej cząstki w niej.

W życiu człowieka są chwile, kiedy nie wie, co ze sobą zrobić i dokąd pójść, a cała przyszłość wydaje się być jedynie czarną pustką. I bynajmniej nie interesuje cię, co w tej pustce znajdziesz.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo