Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator
[Cytuj]
Rzeka
W jednej z części tej dzielnicy, po zachodniej stronie płynie główna rzeka miasta York. Otoczona wysokim wałem przeciwpowodziowym, który porośnięty jest dość gęsto drzewami. Szczególnie to miejsce jest urokliwe przy samych obrzeżach miasteczka, gdzie rzeka przybiera dość płytki bieg, a wejście do niej nie stwarza zagrożenia, a do tego zieleń otaczająca wodę jest przyjemnym miejscem, gdzie można śmiało rozłożyć koc i odpocząć. Takie są uroki tego miejsca, w które latem przybywa całkiem sporo turystów i chętnych odpoczynku osób.
Casimir A. Thwaite
[Usunięty]
Casimir A. Thwaite
[Usunięty]
[Cytuj]
Wieczór w Yorku. Chłodny wieczór, wręcz zimny. Niektórzy by pewnie uznali go za lodowaty, ale dla niektórych był wręcz idealny. Może miało to coś wspólnego z faktem, że mieli zaburzone odczuwanie temperatur? Casimirowi bardzo podobało się to określenie. Zaburzone odczuwanie temperatur. Zaburzone odczuwanie zmęczenia. Zaburzone odczuwanie bólu. Zaburzone krążenie. Jedyne, co w sumie u niego poprawnie działało, to odczuwanie głodu, chociaż akurat nie w tym momencie. Ale właśnie takie określenia pozwalały mu na omamienie ciekawskich Przyziemnych - był po prostu pełen zaburzeń, dlatego nie czuł zimna tak jak oni. Wiele osób pytało się go kiedyś, jak on wytrzymuje w prawie minusowych temperaturach, mając na sobie jedynie cienką skórzaną kurtkę i poprzecierane dżinsy. Potem nauczył się, że trzeba ubierać się zgodnie do pogody, by nie wzbudzać podejrzeń - ciepły płaszcz, rękawiczki, szalik... Nie było mu to potrzebne. Ale zawsze cieszyło oko.
Właśnie w ten chłodny zimowy wieczór wampir udał się nad rzekę, by zwyczajnie popływać. Lubił czuć wodę dookoła siebie, a to, że nie czuł zimna, było dla niego tylko i wyłącznie plusem, bo mógł pływać do woli. Było też już dość późno i miał szczerą nadzieję, że dookoła nie będzie żadnych Przyziemnych, którym przyjdzie na myśl zadawać irytujące pytania a dlaczego, a po co, a po co ci to, a czemu to robisz, czy zwariowałeś i tak dalej. Pokręcił sam do siebie głową, po czym spojrzał na wał przeciwpowodziowy, który był przed nim. Wszedł na niego bez trudu, w końcu nie takie przeszkody już pokonywał. Prędkim ruchem zrzucił na ziemię wszystkie niepotrzebne elementy garderoby, zostawiając na sobie tylko spodnię - w końcu nie miał pewności, czy dookoła nie biegają jacyś Przyziemni, a nie miał ochoty na użeranie się z policją. I po chwili stania na wale, wskoczył do rzeki, od razu praktycznie nurkując - ot, wybrał najgłębsze miejsce i w sumie nie miał zamiaru się wynurzać przez najbliższy czas. Zresztą i tak nie musiał.
 
Minnie Vindevogel
[Usunięty]
Minnie Vindevogel
[Usunięty]
[Cytuj]
#2

Minnie mroźne, zimowe wieczory były nie straszne. Po pierwsze, większość czasu spędzała na komendzie lub w aucie z podgrzewanymi siedzeniami, po drugie zawsze miała przy sobie swój wierny termos lub kubek świeżo zaparzonej kawy z jakieś stacji po drodze. Z grubą kurtką też nie zamierzała się rozstawać jeszcze przez kilka kolejnych miesięcy. Większość swojego dzisiejszego patrolu spędziła ślęcząc nad aktami kolejnego zabójstwa. Mieli już pierwsze wyniki z sekcji zwłok mężczyzny znalezionego w alejce. Słowa Kierana się potwierdziły, narzędziem zbrodni w istocie było płynne srebro. Ktoś naszprycował nieszczęśnika małą fortuną. Najgorsze, że to był kolejny taki przypadek, ale poza dziwnym sposobem śmierci, spraw pozornie nic nie łączyło. Minnie była jednak pewna, że coś musi się znaleźć. Po prostu nie szukali dość wnikliwie. Przez wiele godzin analizowała, sprawdzała i porównywała wszystkie akta, zdjęcia i raporty. Bez efektu. Była tak sfrustrowana, że sama zgłosiła się na patrol w Clifton. Potrzebowała na chwilę oderwać się od wszystkiego.
Brzeg rzeki Ouse to była stała atrakcja. Ulubione miejsce ćpunów, gangsterów, bezdomnych, młodzieży i samobójców. Sama śmietanka. Policja podjeżdżała tu regularnie i zawsze mogła liczyć na atrakcje. Tym razem nie było inaczej. Zaparkowali parę metrów od ścieżki, gasząc światła samochodu. Już z daleka dostrzegli blask ogniska rozpalonego nad brzegiem. Nielegalnego zapewne. Ze swoim partnerem zagrali szybką partyjkę kamień, papier, nożyce. Minnie wyszła z niej zwycięsko, więc nie musiała się fatygować do grupy smarkaczy, którzy świętowali nad rzeką. Honory oddała koledze, a sama oparła się o maskę rzucając okiem po okolicy. Dopiero chwili to dostrzegła. Blady, ruchomy punkt pojawiający się i znikający pod powierzchnią czarnej jak noc wody.
- Jezu Chryste - rzuciła pod nosem i w tej samej chwili zerwała się biegiem w stronę najniższej z krawędzi, po drodze zrzucając z siebie kurtkę, sweter i podkoszulkę. Buty oraz spodnie zostawiła na brzegu i chlupnęło głośno, gdy wskoczyła do lodowatej wody. Lodowata to w sumie niedopowiedzenie. Przez dobre kilka sekund była w takim szoku, że sama nie mogła złapać oddechu. To wystarczyło by poczuła jak kostnieją jej palce, dlatego ruszyła na ratunek by choć odrobinę zmobilizować mięśnie. Problem był jeden. Jej topielec zniknął z pola widzenia. Próbowała nurkować, ale było tak ciemno, że nie widziała nawet czubka własnego nosa.
 
Casimir A. Thwaite
[Usunięty]
Casimir A. Thwaite
[Usunięty]
[Cytuj]
Casimir spokojnie pływał pod wodą, nie wynurząjąc się ani razu, bo i po co? Nie musiał oddychać, nie widział wcześniej dookoła żadnych Przyziemnych, więc nie czuł potrzeby, by zachowywać się jak normalny człowiek i udawać, że musi zaczerpnąć powietrza. Właśnie to było wygodne w byciu wampirem, jako jedna z wielu rzeczy - nie musiał oddychać, jeżeli nie było takiego wymogu. Dosłownie, gdyby po prostu siedział i się nie ruszał, to pewnie można by go wziąć za jakiś posąg, który wyrzeźbił arcymistrz tej sztuki - nadzwyczaj ludzki, ale było w nim coś takiego, co sprawiało, że ludzi przechodziły ciarki. Chłodny, wydawałoby się, marmur, rzeźbiony wiele godzin, by jak najbardziej upodobnić go do ludzkiego ciała.
Może niektórzy Nefilim mieli rację, gdy stwierdzali, że wampiry nie są ani trochę człowiecze, przynajmniej nie z wyglądu. Z zachowania zresztą też nie, chociaż sam Casimir uznawał się za wyjątkowego ludzkiego wampira, chociaż przypuszczalnie nie był jedyny. Ale jednak wydarzenia w XVI wieku doświadczyły go na tyle, że zachował cząstkę ludzkości, nie zmieniając się jednocześnie w opętanego obsesją potwora, który zabije wszystko, co stanie mu na drodze, nie zważając na konsekwencje. A może to była zasługa jego mentora, który pokazał mu, że bycie wampirem wcale nie jest takie złe?
Z rozmyślań wyrwał go głośny plusk i zatrzymał się w miejscu, patrząc w kierunku, z którego doszedł głośny hałas. Zmrużył oczy, nie będąc pewnym, czy to co widzi jest jakąś iluzją, czy prawdą, ale do wody wskoczyła... Kobieta. W bieliźnie? Nie zajęło mu długo, by zrozumieć, co się właśnie stało. Pewnie uznała, że chce się zabić i popędziła go ratować. W jakiś sposób mocno go to zirytowało i warknął pod nosem, paroma sprawnymi ruchami podpływając do kobiety, po czym najzwyczajniej w świecie wyciągnął ją na brzeg, nie kryjąc złości i poirytowania.
- Zwariowałaś?! - warknął na nią raz jeszcze, rozglądając się za jakimiś innymi Przyziemnymi, w oddali stał jakiś radiowóz, ale niezbyt miał ochotę na rozmówki z policją. - Po cholerę wskakiwałaś? Przecież woda jest lodowata!
A przynajmniej tak sądził. Sam niezbyt wiedział, jaką dokładnie miała temperaturę, bo sam był zimny jak lód, ale patrząc na trzęsącą się kobietę domyślał się, że nie jest zbyt ciepła. Westchnął, chwytając swój płaszcz i prędko owinął w nią nieznajomą, kręcąc głową.
- Dasz radę sama wstać? Trzeba cię zabrać do ciepłego miejsca, zanim doszczętnie tu zamarzniesz.
 
Minnie Vindevogel
[Usunięty]
Minnie Vindevogel
[Usunięty]
[Cytuj]
Z takiej odległości Minnie trudno było stwierdzić cokolwiek na temat tajemniczej osoby poza faktem, że na jej oczach rzuciła się do lodowatej rzeki. Była policjantką. Nie dbała o płeć, wiek, rasę czy cokolwiek innego. Jej zadaniem było chronić, ratować i pilnować, by sprawiedliwości zawsze stało się zadość. Wiedziała, że czas jest ograniczony. Nawet najbardziej wytrenowani płetwonurkowanie potrzebowali ochronnych pianek, by wytrzymać pod wodą w tej temperaturze. Ofiara nie była tak przygotowana. Być może w tym właśnie tkwiło cało sedno. Vindevogel mogła mieć do czynienia z samobójcą. Dla niej było jednak nieistotne, czy ta osoba uważała swoje życie za wartościowe czy nie. Musiała spróbować je ocalić.
Szybko obliczyła swoje szanse. Była dobrym pływakiem, regularnie zaglądała na basen. Gdyby tylko udało jej się utrzymać w ciągłym ruchu, miała nawet kilka minut by wyłowić tonącego. Liczyła, że to wystarczy. Inna sprawa, że nie miała nawet sił by się szarpnąć, gdy coś chwyciło ją w pasie i zaczęło ciągnąć w stronę brzegu, gdzie po raz ostatni widziała topielca. Pod ciemną powierzchnią wody z trudem dostrzegła bladą postać, której nie sprawiło najmniejszego wysiłku wciągnięcie jej na stały ląd. Chłodne powietrze natychmiast otuliło mokre ciało, powodując silne drżenie. Jeszcze nigdy w życiu nie było jej tak przeraźliwie zimno. Skostniałe kończyny praktycznie odmawiały posłuszeństwa, więc tylko objęła się ramionami próbując zachować resztki ciepła. Zęby szczękały jej tak, że bała się cokolwiek powiedzieć. Sine usta pewnie i tak nie podjęłyby współpracy, więc tylko zerknęła piwnymi tęczówkami na swojego .. cóż, wybawcę - Ttt-ttt-ttt-t-y-yy?
 
Casimir A. Thwaite
[Usunięty]
Casimir A. Thwaite
[Usunięty]
[Cytuj]
Prędko domyślił się, że kobieta raczej się nie ruszy, więc prędko otulił ją mocniej swoim płaszczem, po czym rozejrzał się.
- Cholera - warknął do siebie, nie widząc nikogo, kto by mógł im pomóc, a przecież nie mógł zostawić jej tak na mrozie. Miał w sobie resztki człowieczeństwa i to one powstrzymywały go przed odejściem.
- Ty lepiej skup się na tym, by mi tu nie zamarznąć - powiedział do nie spokojnym tonem. W normalnych warunkach by ją podniósł, bo ciało jest dosyć ciepłe, ale w tym problem... Że on nie był ciepły. Jak miał ogrzać lekkomyślną pannę, gdy sam był chłodny, pewnie zimniejszy niż tak rzeka? Ale czy miał wielki wybór? Sama ewidentnie nie była w stanie wstać, co znaczyło, że mógł tu czekać, aż dostanie hipotermii lub szoku, albo mógł sam jej pomóc. Do jego domu nie było wcale tak daleko. Przyjechał tu autem. Nie było źle, nie było źle.
- Dobra, teraz się mocno trzymaj, bo zrobi cię się trochę zimniej - dodał, pochylając się nad kobietą i delikatnie wsunął rękę pod jej kolana, mocno ją chwytając, a drugą wsparł jej plecy, podnosząc ją bez większego wysiłku. Dla niego i tak ważyła tyle, co nic, ale niekoniecznie musiała o tym wiedzieć.
- Słuchaj, zabiorę cię do siebie do domu, żebyś się ogrzała. Nie panikuj. Będziesz mogła w każdej chwili wyjść - posłał jej łobuzerski uśmiech, przez, jakby się wydawało, sekundy podtrzymując ją jedną ręką, zaś drugą zebrał szybko jej rzeczy, układając je na jej kolanach. Po tym szybkim krokiem ruszył w stronę swojega auta (może nawet szybszym niż Przyziemni), które stało trochę dalej od rzeki. Kiedy tam dotarł, włożył kobietę na tylne siedzenie, znowu mocniej okrywając ją płaszczem i układając jej ubrania koło niej, a następnie sam wsiadł, włączając ogrzewanie i ruszając z piskiem opon w kierunku swojej posiadłości.

//zt x2
 

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
#2 -> Jakiś czas przed spotkaniem z Bevinem

Ten dzień był dla niej bardzo ważnym, właśnie wyszła z bidula. Osiągając swój wiek ostatnich nastu lat, mogła poczuć smak wolności. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że dziewczyna musiała poradzić sobie teraz sama. Pierwsza fala radości opadła, zmuszając Mel do tego by zaczęła przyswajać do siebie to, że nie będzie już miała zbytniego wsparcia w znajomych z bidula czy nawet opiekunach. Przydział mieszkania, walizka ze swoimi rzeczami, kilka drobiazgów na pierwszy początek...musiała się oswoić ze wszystkim. Gdy w końcu skończyła ogarniać swoje małe lokum postanowiła się przewietrzyć i między innymi poszukać czegoś do pracy. Właśnie szła nieopodal rzeki, którą miała zamiar pominąć, jednak w ostateczności podeszła bliżej. Przystanęła na chwilę spoglądając przed siebie w zadumie. Nie wiedziała czy się ma cieszyć, czy płakać. Przyszłość jaka się dla niej kroiła nie była usłana miękkimi puchami, a ostrymi kolcami róży.
Drake Stormshadow
[Usunięty]
Drake Stormshadow
[Usunięty]
[Cytuj]
Bitwa na wrzosowiskach nie dała się aż tak we znaki Drake'owi, jednakże sama kłótnia z szefem Instytutu i długa rozmowa z Lucette, już tak. Pomimo swojej lojalności i całkowitemu oddaniu, nie potrafił zaakceptować faktu, iż plan działań podczas konfliktu z demonami był po prostu słaby, nieprzygotowany czy też nietrafiony, bo, podobno, jakiś był. Stormshadow nie szczędził przykrych słów swojemu przełożonemu, za co został wyproszony wręcz z jego gabinetu. Całe szczęście, że mężczyzna mógł sobie na to pozwolić, skoro należał do tego grona łowców, których Instytut nie mógł stracić. Musiał jednak wszystko odreagować i po jakimś czasie od tych wydarzeń, ruszył nad rzekę, by wszystko przemyśleć, już na spokojniej.
Ubrał się dość zwyczajnie, mając jednak w zapasie broń różnej maści - od pistoletów wypełnionymi srebrnymi kulami po serafickie ostrza w razie ingerencji demonów w jego kontemplacje. Z zewnątrz jednak nie przypominał łowcy, gdyż wszystkie runy miał zakryte, tak jak również i broń. Wyraz twarzy jednak mógł co nie co sugerować, aczkolwiek tu mu było bliżej do jakiegoś ex-więźnia, niż do walczącego o dobro.
Stanął z rękami w kieszeniach swoich jeansów przed wodą i chwilę się jej przyglądał, całkowicie nie zwracając uwagi na wszystko co działo się wokół niego. Z pozoru był łatwym celem, jednakże wszystkie jego instynkty pozwalały mu przystąpić do obrony w razie czego. Nie zwrócił nawet uwagi, gdy zaczęła się zbliżać do niego jakaś dziewczyna, której zapewne nie znał.
 

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
Mel od czasu do czasu stawiała sobie karty i zawsze, ale to zawsze wychodziło jej jedno i to samo. W końcu ostatecznie odeszła od tego, przynajmniej na jakiś czas. Nie chciała wierzyć w to co mówią karty, ale wiedziała też, że to właśnie one często ratowały jej tyłek. Mimo to teraz nie zwracała na to uwagi, dla niej po prostu było to niemożliwe! Ostatni raz stawiała swoje karty na siebie będąc jeszcze w bidulu. Musiała przyznać, że bardzo chciałaby dowiedzieć się gdzie i kim są jej rodzice, ale nie...niestety nie było jej to dane. Wychowana w bidulu, musiała radzić sobie sama. A dzisiaj, dzisiaj był jej pierwszy dzień na który tak długo czekała. Właśnie zbliżała się w stronę rzeczki, gdzie stał już ktoś z dłońmi w kieszeniach. Mel stanęła nieco dalej, wpatrując się w milczeniu przed siebie. Ukradkiem spojrzała na mężczyznę i lekko się uśmiechnęła sama do siebie.
- Widok wody potrafi uspakajać.
Odezwała się z uśmiechem i nieco niepewnym tonem głosu.
Gilvrey Avery
[Usunięty]
Gilvrey Avery
[Usunięty]
[Cytuj]
Tak jak postanowił tak zrobił, chociaż niekoniecznie w takiej kolejności jak planował. Za sprawą telefonu udał się do swojego biura, pod którego drzwiami czekała na niego potencjalna klientka. Porozmawiał z nią i zgodził się wziąć tę sprawę. Niemniej umówił się z nią na kolejne spotkanie, bowiem przyniosła mu mało niezbędnych rzeczy do rozwiązania tej sprawy.
Dopiero potem poszedł na spacer. Zatrzymał się nad jednym z brzegów rzeki i w sumie nie mając co robić, karmił ziarnami kaczki i łabędzie, które dał mu jakiś natchniony ekolog w zamian za parę dolarów na rzecz zwierząt. Nie było tak ciepło, jak być powinno, ale przed wiatrem i zimnem chroniło go odpowiednio ciepłe ubranie.
Pod swoim płaszczem, który teraz pozostawał zapięty miał czarny sweter z golfem. Szyję owinął szarym szalikiem, jednocześnie postawił wysoko kołnierz płaszcza. Przed przemarznięciem chroniły go też dżinsowe spodnie. Na dłoniach miał skórzane rękawiczki. Bezwiednie karmiąc kaczki i łabędzie zastanawiał się nad wieloma rzeczami, także nad magią i nad jej możliwościami. Chciał przesunąć granice, stworzyć coś nowego, bo to co miał zdecydowanie mu nie wystarczało. Wiedział, że z takimi zabawami powinien poczekać, bowiem musiał zająć czymś innym niż wyznaczaniem na nowo granic magii. Chociaż gdyby mu się powiodło to z pewnością tego by dokonał.
 
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
[Cytuj]
Ostatnio często nie miał co ze sobą zrobić. To sprawiało, że zwiedzał York. Chciał poznać bliżej miejsce, w którym teoretycznie przyjdzie mu pracować. Spacery nigdy nie były jego mocną stroną, ale wolał to od siedzenia w Instytucie z łowcami, których nie znał. W sumie siedzenie z łowcami, których by znał, również by go nie cieszyło. Starał się przebywać tak długo, jak tylko mógł i tak dużo, jak to było możliwe, między Przyziemnymi. Obserwował ich i szukał wśród nich natchnienia. Szukał jakiegoś pomysłu na życie, ale to było trudniejsze, niż się mogło wydawać. Nie był w stanie sobie niczego znaleźć, to powodowało u niego frustrację. Czuł się gorszy, chociaż wiedział, że od wielu Przyziemnych był w sumie lepszy. I jak tu żyć?
Nad rzekę przyszedł będąc mocno pogrążonym w myślach. Można by nawet rzec, że w nich zagubionym. Szedł nieco przygarbiony, z rękami mocno wsuniętymi w czarne, dżinsowe spodnie. Spoglądał pod nogi, więc na otoczenie zbytnio uwagi nie zwracał, chociaż czujny nadal był. Na rękach jak zawsze miał swoje skórzane rękawiczki, na grzbiecie skórzaną kurtkę.
Przechadzał się powoli i jak już wcześniej było powiedziane, nie zwracał najmniejszej uwagi na otoczenie. Właśnie dlatego nie zarejestrował momentu, w którym przeszedł za Gilvreyem, który karmił sobie ptactwo wodne.
 
Gilvrey Avery
[Usunięty]
Gilvrey Avery
[Usunięty]
[Cytuj]
W końcu skończył dokarmiać ptactwo wodne i wypadałoby iść dalej. Dlatego odwrócił się na pięcie i rozejrzał się wokół siebie. W ten sposób chciał zadecydować o tym, w którą stronę pójdzie.
Z pewnością by się dalej nad tym zastanawiał, gdyby nie to, że dostrzegł znajomą postać. A przynajmniej mu się tak wydawało. Po tych wszystkich latach zawsze dostrzegł by tego jednego ?owcę.
Postanowił zwinąć w kulę trzymaną w dłoni torebkę po ziarnach i cisnąć w tył głowy tego mężczyzny, który wydawał mu się bardzo znajomy.
Pomógł sobie trochę magią, tak była papierowa kula bezbłędnie sięgnęła celu, którym była potylica oddalającego się bruneta. Dopuszczał do siebie myśl, że może być kto inny i że ktoś nie będzie zadowolony, ale tym będzie się martwić potem.
Ej, wielkoludzie! — zawołał też za nim, chociaż prawdą było to, że było od niego nieco wyższy i to on jest prawdziwym wielkoludem, który może innym pluć na głowy.
 
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
[Cytuj]
Ten atak znienacka na pewno by Gilvreyowi nie wyszedł, gdyby Eliot nie był tak strasznie zamyślony. Można zażartować, że stracił on kontakt z rzeczywistością, co ostatecznie doprowadziło do tego, że nawet gdyby go teraz demon zaatakował, to bardzo możliwe, że łowca by sobie nie poradził. Niemniej, zamiast demona zaatakowany został przez papierową torbę, która zmięta została w uroczą kulkę i za pomocą magii, naprowadzona na jego potylicę. Oczywiście kula osiągnęła swój cel bezbłędnie, a Eliot nieco się spiął. Odruchowo sięgnął do uderzonej części ciała i obejrzał się za siebie. Akurat w tym momencie czarownik krzyknął, a gdy Eliot go dojrzał z daleka, aż ciężko westchnął.
-Czego?! – Odkrzyknął mu, chociaż chcąc nie chcąc, już zawrócił. Ręka, którą jeszcze chwilę temu dotykał tyłu swojej głowy, wróciła do kieszeni. Zbytnio się nie śpieszył z tym podejściem do Gilvreya, ale przecież czarownikowi to wszystko jedno. Czas był jedną z tych rzeczy, które go nie dotyczyły. Z jednej strony był to powód do zazdrości, z drugiej do współczucia. Wytrzymać wieczność z samym sobą, to chyba najtrudniejsze zadanie, jakie może zostać postawione przed człowiekiem.
 
Gilvrey Avery
[Usunięty]
Gilvrey Avery
[Usunięty]
[Cytuj]
Zaśmiał się cicho, widząc, że ciśnięta przez niego papierowa kulka sięgnęła celu, którym była potylica bruneta. Wyglądało to nad wyraz zabawnie. Zapewne Eliot był innego zdania, ale nie dbał o to. Nie rzucił w niego kamieniem i nie zrobił mu dotkliwej krzywdy.
Dobrze mu się wydawało, że ma do czynienia z tym ?owcą a nie z jakimś przypadkowym przechodniem. Domyślał się, że ?owca „bardzo” cieszy się na to spotkanie z nim. Mógł udać, że go nie zna, nie dostrzega, że to pomyłka. Na wiele by się to nie zdało, bowiem tak łatwo nie uwolniłby się od niego.
Rusz dupę do mnie, jesteś młodszy! — krzyknął w odpowiedzi. Brzmiał jak typowy rodzic, dziadek, ale taka była prawda. ?owca był od niego młodszy, nawet, jak nie było tego za bardzo widać. Niech nie każe mu długo czekać, bowiem zapuści tutaj korzenie. Może był długowieczny i miał dużo czasu, ale jak to mówią, czas to pieniądz. On mógł go spożytkować inaczej.
Wieczność z samym sobą była naprawdę chujowa, tak jak to, że wszyscy odchodzą z tego świata, a on nadal trwa.
 
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
[Cytuj]
Krzyk Gilvreya wcale nie sprawił, że zaczął biec. Właściwie to dał efekt odwrotny do zamierzonego, łowca z premedytacją szedł jeszcze wolniej. Gdy już doszedł do tego czarownika, na szczęście jeszcze w tym milenium. Podniósł na niego nieco znudzone spojrzenie i uniósł w górę obie brwi.
-Czego chcesz? – Zapytał dość poważnie. Tym razem nie było potrzeby darcia się na całą dzielnicę, a także mogli swobodnie rozmawiać, ponieważ stali blisko siebie. Spoglądał na czarownika, a widząc, że ten stoi o własnych siłach, to domyślił się, że musiał się wyleczyć sam. Pytanie za sto punktów czy poprawnie zdjął szwy i czy na pewno wyjął wszystkie, bo jak nie, to może się zrobić nieciekawie. Z drugiej strony, co go to obchodziło? Nie powinno to być jego zmartwieniem, w końcu to czarownik sam je usuwał i jak spierdolił, to obwiniać będzie mógł tylko siebie.
Inna sprawa, że od ich spotkania trochę minęło, ale w tym akurat nie było nic złego. Może dowie się czegoś nowego, a może właśnie nie. Wszystko się miało wyjaśnić w ciągu najbliższych kilku minut, o ile Gilvrey za punk honoru nie weźmie sobie pierdolenie o swoim wieku. Co już w sumie zrobił.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo