Ray Moonwater

24


150 cm


Let go of your fears and chase after your dreams.







[Cytuj]
Multikonta: Sina, Nithral
W zasadzie Ray nie była wcale zainteresowana kobietami w sposób, o którym myślała Ignis. W dodatku czasem bywała dość tępa w aluzje, a czasem łapała je w lot. Nie brała tylko pod uwagę, że ktoś, kogo ledwo co poznała mógłby jej jakimiś aluzjami rzucać. Dlatego przygryzienie wargi nie ruszyło jej wcale, a nawet nie zwróciła na nie uwagi. Za to słowa wróżki lekko ją zaniepokoiły. Czasem naprawdę miała dosyć tej całej wojny między Podziemnymi i Nefilim. Po co to komu. Ściągnęła brwi i napięła się, od razu zaczynając analizować sytuację. Była kiepska, ale zawsze miała jakieś szanse na obronę.
- Lepszy jest atak z zaskoczenia, skoro zauważyłam cię stosunkowo późno... Cieszę się jednak, że się nie pomyliłam. Naprawdę nie chciałabym się bronić przed atakiem. - przyznała z cichym westchnięciem. Słychać było jej w głosie ulgę, że Ignis wolała pogadać i się poznać, zamiast prowadzić bezsensowną walkę. - Dopiero trzecim? Hmmm, nie mogę powiedzieć, żebym była klasycznym przedstawicielem gatunku... - zaśmiała się cicho, rozluźniając napięte mięśnie. Przez chwilę naprawdę się obawiała, że wróżka zechce ją zaatakować. Walka w wodzie była jednym z najgorszych jej rodzajów. Dostrzegła, że oczy kobiety pociemniały, ale nie była pewna powodu. Zaczynała mieć wrażenie, że zrobiła poważny błąd wchodząc do wody.
No i jak się okazało, jeszcze większy, gdy podczas nurkowania dotknęła ogonów Ignis. Szlag, powinna się zamknąć. I ewakuować z wody. Nie zdążyła.
- Opalanie się też jest niezłe, ale to nie przy tej pogodzie... - tym razem to ona przygryzła wargę i aż wciągnęła gwałtownie powietrze, gdy lisie ogony owinęły się wokół niej, przez co znalazła się bardzo blisko Ignis. Gwałtownie straciła na pewności siebie i zadarła lekko głowę wpatrując się w oczy kobiety.
- Przepraszam, nie wiedziałam... - szepnęła, drżąc na całym ciele, gdy palce kobiety przesuwały się najpierw po zaskakująco wrażliwym czubku ucha, a potem leniwie zeszły na szyję. - To nie usprawiedliwienie, wiem... - ogony zaczęły delikatnie końcówkami drażnić skórę na brzuchu i przymknęła oczy, a wyobraźnia od razu podsunęła jej obrazy tego, o czym mówiła Ignis. Cholera. Wpakowała się w sytuację bez wyjścia, bo ucieczka nie wchodziła w grę. Jednak to, co robiła lisica było bardzo przyjemne.
- Nie jestem pewna, czy zniosłabym zapłatę za coś takiego. - mimowolnie się jednak uśmiechnęła. Nie mogła się jednak powstrzymać i dotknęła kosmyków włosów dziewczyny. Ciekawiło ją, czy są bardziej jak futerko czy jak włosy. - Nigdy nie spotkałam istoty takiej jak ty, więc możliwe, że zachowuję się irracjonalnie z powodu ciekawości. - przyznała ciut rozbawiona, zabierając dłonie i krzyżując je na piersiach. Musiała uważać, by znowu nie dotknąć jej ogonów, chociaż strasznie kusiły, zwłaszcza owinięte wokół niej. W końcu jednak znów musnęła ogony dziewczyny, próbując rozetrzeć pod wodą zmarznięte ramiona. Zdecydowanie nie było to zrobione specjalnie, ale niestety, stało się. Przynajmniej musiała przyznać, że futro przyjemnie grzało jej brzuch, ale ramiona nadal były przemarznięte.
❝ Hope is only thing stronger than fear❞ I am the voice in the wind and the pouring rain, I am the voice of your hunger and pain. I am the voice that always is calling you, I am the voice - I will remain. I am the voice of the past that will always be filled with my sorrow and blood in my fields. I am the voice of the future - bring me your peace...

Ignis
[Usunięty]
Ignis
[Usunięty]
[Cytuj]
Czy patrzyła na kobiety w ten sposób co Ignis, czy nie, nie interesowalo szczególnie lisicy. Nauczona doświadczeniem wiedziała, że jest w stanie nagiąć wolę większości kobiet. Owszem, bywały takie jak Marianne, wtedy nie było mowy o jakichkolwiek przyjemnościach. Jednakże patrząc na reakcje Ray, jej zachowanie i wyraźne chęci dotknięcia jej, Ignis była przekonana, że wystarczyłaby chwila odpowiedniego kuszenia, aby mieć Łowczynię w garści. W końcu kobieta sama prowokowała, sama kusiła, więc dlaczego miałaby się opierać? Mimo to, lisica wiedziała, że nie należy robić niczego na siłę.
Uśmiechnęła się delikatnie, kiedy Ray zaczęła przepraszać. Była urocza taka zakłopotana i serce lisicy miękło. Ujęła kobietę pod brodę i korzystając z chwilowej przewagi nachyliła się odrobinę, aby musnąć ustami wargi Łowczyni. Delikatnie, nie nazbyt nachalnie, bardziej jak zachęta do możliwej dalszej zabawy, która zawsze mogła być oddalona w czasie.
- Uznam to za zapłatę za dziś – szepnęła wprost w usta kobiety i dopiero wtedy odsunęła się od niej. Widziała, że Ray zaczyna drżeć z zimna, w przeciwieństwie do niej samej. Uśmiechnęła się, kładąc dłonie na ramionach kobiety i odwracając ją do siebie plecami. - Chodź na brzeg, trzeba cie rozgrzać – powiedziała cicho, nachylając się nad jej uchem, popychając nieco do przodu. Była ciekawa wielu spraw związanych z nowo poznaną osóbką, nie mogła więc odstraszyć jej od razu. Dlatego postanowiła pomóc jej się ogrzać. Wciągnięcie suchych ubrań na mokre ciało i mokrą bieliznę nie było dobrym pomysłem. Żałowała, że nie przykładała się nigdy do nauki magii żywiołów, bowiem odrobina cieplego wiatru na pewno pomogłaby im.
Na brzegu pociągnęła za rękę Ray, zmuszając ją tym samym do tego aby usiadla z nią na ziemi. Od razu objęła ją rękoma, kładąc brodę na jej ramieniu, a ogony rozłożyła tak, aby zakrywały jak najwięcej ciała Łowczyni.
- Są przyjemniejsze sposoby ogrzewania, ale myślę, że to ci w tej chwili wystarczy – zaśmiała się cicho, spoglądając na rzekę w zamyśleniu. - Powiedziałaś wcześniej, że nie jesteś typowym przedstawicielem Nefilim. Co miałaś na myśli? - spytała obracając głowę tak, żeby przyglądać się twarzy Ray. Zastanawiało ją jak Łowcy postrzegają sami siebie. Ona była nauczona tego, aby uważać na wysłanników Clave, którzy uważali się za rasę będącą ponad pozostałymi. Wszystko przez rzekomą krew aniołów, która krążyła w ich żyłach. Cóż, idąc tym tropem to i wróżki były ponad innymi przez rzekome połączenie krwi aniołów i demonów. Wszystko to jednak było niczym bajki i idealny scenariusz do kolejnych wojen, czy prześladowań. Do tej pory poznała Lily, której rodzina uważała swoją córkę za przedmiot, który mogą sprzedać. Zaaranżowane małżeństwo nie pozwalało na ich związek, choć obie tego chciały. Nie mówiąc o tym, że nie zrozumieliby związku z wróżką, z kimś spośród Podziemnych.
- Chodzi o dumę z krwi wróżek? Ktoś z rodziców jest jednym z nas? – dopytała jeszcze, ponowie przesuwając palcami po uchu Ray, teraz jednak nie posuwała się dalej w swoich ruchach.
 

Ray Moonwater

24


150 cm


Let go of your fears and chase after your dreams.







[Cytuj]
Multikonta: Sina, Nithral
Naginanie woli Ray wcale nie było takie trudne, jak mogłoby się wydawać. Łowczyni patrzyła na lisicę dużymi, brązowymi oczami, lekko spanikowanymi zresztą. Nie chciała przecież w żaden sposób urazić Ignis lub złamać niepisanych lub pisanych zasad dotyczących dotykania wróżek. A bezpieczniej było nie wchodzić do tej wody. Uśmiech Ignis mógł zwiastować chyba wszystko zaczynając od wybaczenia po obietnicę tortur. Nie znała się zbyt dobrze na wróżkach (nadal nie wiedziała, czy były zmiennopłciowe czy jednak nie), aczkolwiek w zasadzie nawet była chętna, by lepiej poznać tę rasę. Zanim jednak cokolwiek jeszcze mogła powiedzieć, poczuła usta dziewczyny na swoich i oszołomiona spojrzała w jej oczy. Była w szoku, nie ukrywajmy. Nie miała nawet pojęcia, co powinna zrobić czy jak się teraz zachować. Przez lisicę miała ogromny mętlik w głowie. Pytania z cyklu "dlaczego", "jak" czy "co się w ogóle" kłębiły się w jej umyśle. Dlatego bezwolnie dała się obrócić i popchnąć do brzegu, posłusznie wychodząc na trawę i siadając tam, gdzie Ignis jej kazała.
Dopiero wtedy zaczęła w miarę dochodzić do siebie, otulona ogonami i rękami wróżki. Musiała przyznać, że było jej naprawdę cieplutko w tej pozycji, więc nieśmiałym ruchem wtuliła się w Ignis.
- Tak, to wystarczy, dziękuję... - szepnęła, delikatnie zaczynając się bawić końcówką ogona, która akurat wylądowała przy jej dłoniach. Pytanie Ignis wywołało jej delikatny uśmiech, więc jedynie rozluźniła się w jej objęciach, przez chwilę milcząc, by móc zebrać odpowiednie słowa. Potem jednak kobieta zadała dodatkowe pytanie, co wywołało cichy śmiech Nefilim.
- To też, zdecydowanie. Mój dziadek jest Faerie, jednak nie wiem, kim dokładnie. Babcia niewiele o nim mówi. Moja matka, pół-wróżka natomiast przez całe życie wstydziła się swojego pochodzenia i próbowała udowodnić, że jest warta nazywania ją Nocnym Łowcą. Dlaczego natomiast ja nie jestem typowym przedstawicielem? - uśmiechnęła się łagodnie, bezwiednie gładząc puszysty ogon. - Cóż, jak sama zauważyłaś, nie wstydzę się pochodzenia. Ba, jestem z niego dumna. Ale przede wszystkim nie podoba mi się idea wyższości Nefilim nad innymi rasami. Nie podoba mi się traktowanie Podziemnych jakby byli gorsi od nas. Nie podoba mi się też Zimny Pokój, tfu. Rozumiem kwestię posiadania zasad i praw, ale nie rozumiem, czemu mają być stosowane tylko wobec nas. Spotkałam wielu Podziemnych w życiu, większość z nich miała więcej honoru niż niektórzy Nefilim. Nie podoba mi się traktowanie Podziemnych jako z góry złych. Nikt nie rodzi się zły, stajemy się tacy co najwyżej. Clave ocenia rasę po czynach jednostki, ja wolę najpierw poznać kogoś, nim go ocenię. I nigdy, przenigdy nie wyrzekłabym się członka rodziny, gdyby został wilkołakiem! - dodała z czystym oburzeniem w głosie. Zaraz jednak westchnęła cicho. - A wy? Co wróżki sądzą o Nefilim? - spytała już łagodniej, zerkając na twarz Ignis.
❝ Hope is only thing stronger than fear❞ I am the voice in the wind and the pouring rain, I am the voice of your hunger and pain. I am the voice that always is calling you, I am the voice - I will remain. I am the voice of the past that will always be filled with my sorrow and blood in my fields. I am the voice of the future - bring me your peace...

Ignis
[Usunięty]
Ignis
[Usunięty]
[Cytuj]
Jaka jednak przyjemność w nagięciu czyjejś woli, aby po wszystkim nie widzieć zadowolenia na twarzy a jedynie wielki wyrzut sumienia? Nie, pod tym względem Ignis wolała wiedzieć, że wszystko było jak należy i mogła poczekać. Tym bardziej, że dość już czekała a jakąkolwiek okazję... Obecnie, siedząc na ziemi, obejmując uroczą Łowczynię ramionami oraz ogonami czuła, że może jeszcze poczekać. Spokojnie. Tym bardziej, że miała możliwość oglądać ją nieomal nagą i uczyć się tych dziwnych znaczków na jej ciele. Dostrzegła jedynie cztery, ale podejrzewała, że pewnie w czasie swoich zadań dodawała kilka „tatuaży”. W tej samej chwili przypomniała jej się pewna umowa... Ciekawe, czy miała przed sobą osobę równie skłonną do stawiania w roli spłaty swojego kolegę, czy nie...
Pozwalała Ray bawić się swoimi ogonami, jednocześnie samej pozwalając sobie na drobne pieszczoty w zamyśleniu. Mowa tu jedynie o muskaniu ustami skóry na szyi i barkach Ray, w czasie, gdy dziewczyna odpowiadała na zadane jej pytania. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy tylko wyczuła jak wiele pasji jest w brunetce. O tak, z takim temperamentem z pewnością ciężko było utrzymać ją w ryzach. Ciekawe ile razy zdołała wpaść w kłopoty z powodu swoich przekonań, o ile dzieliła się z nimi na głos w otoczeniu Łowców. Westchnęła lekko, trącając jej ramię nosem, niczym rasowy lis, który domaga się dalszych opowieści, ale niestety, teraz była jej kolej.
- Większość z nas uważa was za hipokrytów. Nie ufają wam, a przynajmniej nie tak, jak powinno się ufać komuś, kto ma chronić świat Podziemnych. Nawet dla mnie, choć obserwuję was zupełnie z boku, a wiele osób wciąż nie dowierza w istnienie Kitsune, nie wydajecie się być szczególnie godnymi zaufania. Na pewno nie bardziej niż pozostałe rasy. Niewiele od was otrzymujemy, choć zawsze jest to ubrane w piękne słówka... No i nie będe ukrywać, panuje przekonanie, że jak spotka się Łowcę to nie można spodziewac się po nim niczego dobrego – odpowiedziała na jej pytanie, żeby ostatecznie odsunąć się od niej a tyle, aby móc swobodnie przesuwać palcami po runach zdobiących ciało Ray. Zastanawiała się, która co oznacza. Swego czasu Lily nieco jej poopowiadała. Pamiętała, że Łowcy otrzymują runy wzmacniające ich pochodzenie oraz wzmacniające wzrok. Przez to zawsze mogli widzieć ich atrybuty takie jak uszy czy ogony. Czym była jednak ta trzecia i czwarta runa?
- Co one oznaczają, Ray? – spytała cicho, muskając opuszkami palców kolejne runy. W tej chwili przypomniała sobie, że gdzieś już te imię słyszała. W czasie zawierania pewnej umowy, długi czas temu... - Wiele jest u was kobiet z twoim imieniem? – dopytała, a uśmiech zadowolenia powoli wpełzał na jej twarz. Ramionami mocniej otoczyła dziewczynę, składając delikatne pocałunki na jej szyi. Próbowała powstrzymać się całą sobą od nagłego śmiechu, ale Łowczyni i tak mogła wyczuć, że Ignis trzęsie się z rozbawienia. Czy życie naprawdę mogło być tak piękne?
 

Ray Moonwater

24


150 cm


Let go of your fears and chase after your dreams.







[Cytuj]
Multikonta: Sina, Nithral
Czuła muśnięcia na szyi czy barku, zastanawiając się, czy powinna się bardziej tym faktem denerwować, czy cieszyć. Nie mogła ukryć, że delikatny dotyk w pewien sposób rozluźniał, ale jednocześnie sprawiał, że młoda łowczyni miała mętlik w głowie. Taka bliskość była czymś dziwnym dla kogoś, kto zazwyczaj jej unikał, a raczej dopuszczał do siebie tylko część wybranych osób. Ignis była dość urocza, a puchate ogony aż się prosiły, by je dotykać i gładzić, ale jednocześnie Raven obawiała się, że pakuje się w coś, w co bardzo nie chce się wpakować. Ale musiała przyznać, że za dobrze było jej w ramionach wróżki, przede wszystkim cieplutko po pobycie w zimnej rzece, a oprócz tego czuła się przyjemnie rozluźniona. W obecnych czasach trochę ciężko było na taką poufałość związaną z wróżkami i naprawdę nie było w tym nic dziwnego. Zimny Pokój zrobił więcej złego niż dobrego i choć Mroczną Wojnę zrzucono w pełni na wróżki, Ray nadal pamiętała, że cały ten syf zaczął Morgenstern. Morgenstern będący wynaturzeniem wprawdzie, ale nadal Nocnym Łowcą. Ups.
Kiedy lisica trąciła ją nosem, łowczyni odruchowo sięgnęła ręką, by pogładzić ją po głowie, niczym autentycznego lisa czy inne futrzaste zwierzątko domagające się uwagi i głaskania. Ignis była wystarczająco urocza, by móc zapomnieć, że była groźną, inteligentną wróżką, zdolną bez najmniejszych problemów rozprawić się ze swoim wrogiem.
- Nie jestem wcale zaskoczona, że tak podchodzicie do łowców. Z mojego punktu widzenia jest to w pewien sposób bolesne i przykre dla mnie, ale jak mówiłam, nie jestem typowym łowcą. Może dlatego, że moja babcia była kim była i uczyła mnie bardzo wiele poszanowania dla innych ras i osób, a może po prostu taki mój urok. Chciałabym, żeby to podejście się zmieniło, ale tak naprawdę wiem, że nie ma na to szans, póki Nefilim nie zrewidują swoich poglądów, a na to się nie zanosi. Wiesz, mnie samą za dzieciaka nazywali "wróżkowym pomiotem", niekiedy prosto w oczy, więc no cóż. Zmiana tego podejścia graniczy praktycznie z cudem. Oczywiście, nie zamierzam zmieniać własnego, ale... tak naprawdę, co ja mogę? Jestem jednym trybem w wielkiej machinie zwanej Clave i prędzej zrobią ze mnie wariatkę niż zgodzą się z moimi poglądami. - westchnęła cicho, odchylając lekko głowę w tył, by oprzeć ją o ramię Ignis. Nie mówiła o swoich poglądach na głos, przynajmniej nie niepytana i bardzo rzadko w towarzystwie innych Nefilim, w ogóle była mało rozmowną osobą. Teraz jednak się otworzyła przy zabiegach Ignis, a przy tym mogła nieco poznać podejście wróżek do swojej rasy. Jak można się było spodziewać, dobre zdanie to nie było. W ogóle istniała jakakolwiek rasa pozytywnie nastawiona do Nefilim? Chyba nie.
- Runy...? Huh? - zamrugała oczami, czując delikatny dreszcz, gdy Kitsune swobodnie przesuwała palcami po jej runach. Założyła za ucho kosmyk włosów wymykający się z prowizorycznego upięcia i zastanowiła się. Chyba nic się nie stanie, jak opowie dziewczynie o swoich runach. Zresztą przecież i tak nie będzie umiała ich użyć, a znajomość tych konkretnych i tak była bardzo niegroźna.
- Te dwie to runy, które dostajemy w dzieciństwie, podczas inicjacji. Enkeli i Voyance. - wyjaśniła, wskazując dwie runy. - Enkeli wzmacnia anielskie pochodzenie, a Voyance to runa wzmacniająca Wzrok, dzięki niej rozpoznajemy Podziemnych. Ta tutaj to runa Parabatai, oznacza, że posiadam swoją bratnią duszę, to więź mocniejsza niż łącząca najlepszych przyjaciół czy nawet rodzeństwo. Częściowo możemy odczuwać to samo. No i Parabatai nie łączą żadne romantyczne więzy. - wyjaśniła swobodnie, z lekkim wzruszeniem ramion. - A ta ostatnia to Glamour. Dzięki niej Przyziemni mnie nie widzą i nie mają zdziwka, że ulicami chodzi kompletnie uzbrojona kobieta. - roześmiała się lekko, przekręcając się trochę tak, by móc spojrzeć na lisicę. Jej następne pytanie natomiast kompletnie wybiło Łowczynię z rytmu, zwłaszcza, gdy wróżka wyglądała, jakby z trudem powstrzymywała się od śmiechu. Co śmiesznego było w czyimś imieniu?
- Mam wrażenie, że nie... Zresztą w moim wypadku to nawet nie jest pełne imię, tylko skrót, którego zaczęłam używać w wyrazie buntu przeciwko rodzicom. A dlaczego pytasz? - zmarszczyła lekko brwi, wpatrując się ze zdziwieniem w Ignis. To było naprawdę dziwne pytanie, a jeszcze połączone z rozbawieniem to już w ogóle. Z wahaniem pogłaskała ponownie głowę Ignis. - Coś nie tak?
❝ Hope is only thing stronger than fear❞ I am the voice in the wind and the pouring rain, I am the voice of your hunger and pain. I am the voice that always is calling you, I am the voice - I will remain. I am the voice of the past that will always be filled with my sorrow and blood in my fields. I am the voice of the future - bring me your peace...

Ignis
[Usunięty]
Ignis
[Usunięty]
[Cytuj]
Wdychała wraz z powietrzem zapach skóry Łowczyni. Pomijając nuty typowe dla Nefilim, które instynkt tłumaczył jako niebezpieczeństwo, kobieta pachniała naprawdę ciekawie. Na tyle, żeby Ignis nie miała ochoty przerywać swoich pieszczot. Przesuwała wargami po suchej już i ciepłej skórze, rozkoszując się bliskością. Gdy zbliżała się do szyi, wyczuwała z zadowoleniem, że puls Łowczyni zdaje się być nieznacznie przyspieszony, jakby była niepewna tego, co właściwie się dzieje. Podobało się to wróżce, która z delikatnym uśmiechem kontynuowała swoje pieszczoty. Ostatecznie, nie robiła niczego wbrew woli Ray, ani niczego, co mogłoby dziewczynę skrzywdzić. Pozwoliła sobie jedynie poluzować nieco uścisk ramion na tyle, żeby opuszkami palców muskać skórę na jej żebrach. Nawet zaśmiała się, gdy została pogłaskana po głowie, w odpowiedzi przygryzając nieznacznie ramię Ray, tłumiąc tym samym śmiech. O tak, już dawno nie czuła się tak swobodnie, bez szalonych myśli w głowie, pragnienia krwi i żądzy zemsty na kimś, kto od dawna był martwy. Przyjemna odmiana...
- Nie wydaje mi sie, żeby naprawdę wszyscy Łowcy byli wrogo nastawieni do wróżek, ale... Nawet jeśli znalazłoby się jeszcze parę osób takich jak ty, to wciąz byłoby za mało, żeby zmieć pogląd wielu. Nawet patrząc na to inaczej... Mamy teraz problem, ktoś powiadomił waszą dyektorkę co nam się przytrafiło - skrzywiła się na te słowa, czując irytację, że ktoś zdradził ich słabość. - W efekcie dostaliśmy rzekomo Azyl. Wyobraź sobie, że wszystkie ocalałe wróżki decydują się tam zamieszkać... I nagle zmienia się decyzja Clave. Macie nas jak w złotej klatce... Ale nikt o tym nie pomyślał proponując schronienie, zamiast zwyczajnie zapewnić, że jesteśmy bezpieczni w York i zapytać co się stało i jak pomóc. Nikt nie zaproponował spotkania - zauważyła cicho. Do tej pory Kitsune trzymały się na uboczu, niechętnie wplątując się w ogólną politykę Faerie. Dla wielu były jedynie mitycznymi wróżkami, które nie przetrwały do dzisiejszych czasów. Żyli w hermetycznym środowisku na swojej wyspie, aż wszystko się zmieniło. Obecnie musiała współpracować z pozostałymi, jeśli chciała odzyskać dom. Nie mówiąc o tym, że z każdym dniem, gdy byli odcięciu od Faerielandu, byli o krok od zdziczenia, a wtedy byliby naprawdę niebezpieczni.
Nagle, gdy Ray opisywała runy, pojawiło się słowo, na które właściwie Ignis czekała. Słowo, które potwierdziło jej przypuszczenia sprawiając, że wróżka uśmiechała się z zadowoleniem, a ciemne oczy błyszczały wesoło. Teraz mi już nie uciekniesz pomyślała jedynie, słuchając dalszych słów Nefilim. Nadstawiła nieznacznie głowę, zagryzając na ułamek sekundy dolną wargę.
- Skoro mówisz, że masz no... parabatai... masz na imię Ray i raczej nie ma drugiej takiej, to twoją bratnią dusza jest taka blondynka, Erin, zgadłam? - rzuciła, nie kryjąc już swojego zadowolenia. Ujęła dziewczynę pod brodę, obejmując ciasno drugą rękę i przysuwając twarz naprawdę blisko. Omiotła spojrzeniem jej wargi, powracając w końcu do oczu. Uśmiech nie schodził z jej twarzy, jedynie nabierał nowego wyrazu z zadowolenia do czegoś, co można byłoby nazwać kuszeniem. - A skoro tak, to znaczy, że jesteś moja... Twoja parabatai przehandlowała cię za pewny, dość cenny, przedmiot z mojej krainy długi czas temu - dodała cicho, o czy trąciła nosem nos dziewczyny i odsunęła się. Zastanawiała ją reakcja Ray. Sama byłaby przynajmniej wściekła, gdyby przyjaciółka sprzedała ją za jakiś przedmiot. Inna sprawa, że zawsze Łowczyni mogła trafić gorzej. Ignis ostatecznie do groźnych nie należała, miała jedynie swoje dziwne upodobania i pragnienia, które od dłuższego czasu pozostawały niespełnione.
- A w zamian za opowieść o runach... Kitsune... Wiesz cokolwiek o mojej rasie? - spytała jakby w chęci zmiany tematu, ale w rzeczywistości próbowała dać jej czas na przyswojenie nowej wiadomości. Ucieknie, czy połknie haczyk. Na ile będzie mogła sobie pozwolić, używając słów "należysz do mnie" albo "musisz wywiązać się z zapłaty"?
 

Ray Moonwater

24


150 cm


Let go of your fears and chase after your dreams.







[Cytuj]
Multikonta: Sina, Nithral
Gdyby wiedziała, czym się to skończy, zapewne w ogóle darowałaby sobie włażenie do wody. Prawdę mówiąc, wyjąwszy krótki epizod w więzieniu w Instytucie jeszcze w Stanach i krótkie spotkanie z wróżkiem, gdy znaleziono ciało, nie miała zbyt wielu doświadczeń z przedstawicielami tej rasy. I na pewno nie pływała w rzece z żadną Faerią, nie macała jej po ogonach, a potem nie grzała się w przyjemnie ciepłych objęciach, obdarowywana delikatnymi pocałunkami, które wywoływały uczucia dawno zamknięte po "zdradzie" Gabriela. Zdawała sobie sprawę, że jej serce przyspieszało, ale nie mogła zdobyć się na to, by czmychnąć z ramion Ignis. Nie chciała tego robić, a z resztą przecież nic takiego się nie działo. To w rzece... ten pocałunek, a w zasadzie muśnięcie warg musiało jej się jedynie przywidzieć. Na pewno jej się przywidziało. Za to przygryzienie jej się nie przywidziało i uniosła wysoko brwi, patrząc z zaciekawieniem na lisicę.
- Gryziesz. Za co? - roześmiała się, nawet udawany wyrzut w jej głosie był podszyty rozbawieniem. To nie bolało, wcale, prędzej zaswędziało, za to była ciekawa, co skłoniło Ignis do takiego gestu. Chyba to nie było ostrzeżenie z cyklu "nie rusz, bo ugryzę mocniej"? Kto wie, wróżka mogła mieć więcej z lisa niż z "człowieka". Wysłuchała jej uważnie i musiała sama złapać się na tym, że nawet nie spojrzała na to w ten sposób. Stłumiła przekleństwo, podciągając kolana pod brodę i mocniej kuląc się w jej objęciach.
- Nie pomyślałam nawet o tym... Ale tak, masz rację. A Clave lubi zmieniać zdanie. W zasadzie to pracuję w tym samym budynku, w którym stworzono Azyl. - dorzuciła, może niepotrzebnie, ale za to z troską. - I niestety, wiem coś o tym. Trudno jest zmienić sposób myślenia, zwłaszcza starszych Łowców. Nie podoba mi się to, ale nie mam siły przebicia. Dokładnie jak mówisz, nawet, gdyby było nas więcej, nie przebijemy się. Chciałabym, żeby to wszystko jakoś się zebrało do kupy, żeby Podziemni w końcu byli równo traktowani. Pytanie, jakie są na to szanse... Patrząc obecnie, chyba niewielkie. - dodała z głębokim westchnięciem. Ignis mogła jej wierzyć, ale nie musiała, zdawała sobie sprawę. Nie była przecież wróżką, by z jej ust wydobywała się sama prawda, mimo, że rzadko uciekała się do kłamstwa. Mówienie prawdy było zabawniejsze, ale teraz nawet nie chodziło o to. Naprawdę martwiła się tą sytuacją. Zresztą, to nie tak, że nie miała powodów. Po Mrocznej Wojnie mieszańców wygnano na wyspę. Jeśli teraz coś pójdzie nie tak, kto wie, czym to się skończy dla takich jak ona. Radosny nastrój prysnął, wprawdzie miała gdzieś politykę, nawet jeśli wiele rzeczy ją bolało, tak teraz naprawdę zaczęła się martwić.
Nadal była Łowczynią i była z tego dumna, ale teraz zaczynała być rozdarta między Nefilim a Wróżkami, z którymi w końcu też miała wiele wspólnego. Pytanie Ignis wywołało lekko krzywy uśmiech Ray, jakby pytała, co jej Parabatai znowu odwaliła.
- Tak, Erin. Co znowu odwaliła? Znasz ją? - dopiero po chwili zorientowała się, że lisica przyciska ją mocniej do siebie, a do tego ich twarze są zaskakująco blisko. Zadrżała lekko pod wpływem jej spojrzenia, zaczynając się czuć bardzo nieswojo. Przełknęła ślinę i wbrew sobie, odruchowo zwilżyła językiem wargi, lekko kręcąc się w ramionach Ignis. A zaraz potem nadeszła odpowiedź i sama nie wiedziała, czy bardziej zaskoczył ją poufały gest Ignis czy słowa, które padły z jej ust.
- CO zrobiła?! - w głosie Nefilim słychać było niedowierzanie i wściekłość, przecież Erin nie mogła być aż tak nieodpowiedzialna! - To jest po postu niemożliwe! Nie mogła być aż tak nieodpowiedzialna, przecież mówiłam jej... - i najgorsze było to, że nie mogła zarzucić Ignis, że kłamie. Była wróżką, nie mogła kłamać. Zerwała się, zaczynając krążyć w te i we wte, nie mogąc się uspokoić ze złości, szoku i niedowierzania. Zaraz jednak zaczęła logicznie myśleć.
- Zaraz, jak to MNIE przehandlowała? Jak dokładnie brzmiała wasza umowa i co ja konkretnie mam z tym wspólnego? Zamorduję kretynkę. - dodała ze złością, jednak łagodny głos Ignis i wiatr, który owiał jej praktycznie nagie ciało sprawiły, że wróciła na poprzednie miejsce, z odruchu ponownie wtulając się we wróżkę. Zastanowiła się nad jej pytaniem i przekręciła nieco bokiem, by móc oprzeć się policzkiem o jej ramię. Powinna przynieść bliżej swoją broń, ale nawet o tym nie myślała.
- O Kitsune? Niewiele. Ogólnie niewiele wiem o wróżkach, poza tym, czego uczy się o Faerie Nocnych Łowców. A to głównie słabe punkty i że nie możecie kłamać. - westchnęła. - Sama spotkałam jak na razie dwóch przedstawicieli Faerie, ale z żadnym z nich nie rozmawiałam zbyt długo. - dodała, po czym jakby próbowała się pocieszyć i uspokoić znów sięgnęła po ogon Ignis. Był miękki, puchaty i cieplutki, a jego dotyk przynosił pewną pocieszę zdenerwowanej Łowczyni. Nie co dzień dowiadujesz się przecież, że ktoś cię sprzedał.
❝ Hope is only thing stronger than fear❞ I am the voice in the wind and the pouring rain, I am the voice of your hunger and pain. I am the voice that always is calling you, I am the voice - I will remain. I am the voice of the past that will always be filled with my sorrow and blood in my fields. I am the voice of the future - bring me your peace...

Ignis
[Usunięty]
Ignis
[Usunięty]
[Cytuj]
Wbrew pozorom z lisa miala jedynie ogony i uszy... A przynajmniej sama niewiele więcej w sobie zauważała, ale kto wie jak naprawdę było? Podobno więcej i tak widzą ci, którzy nas obserwują, niż my sami. Drzazga w oku innych, belka w naszym, czy inne powiedzenia. Tak, czy inaczej. Łowczyni nie musiała się obawiać, że przy kolejnej próbie głaskania jej po głowie, Ignis ugryzie ją mocniej. Nie należała do tego typu osób, dla niej gryzienie było, cóż, pieszczotą oraz sposobem na ukrycie rozbawienia. Spojrzała na Ray jedynie z tajemniczym uśmiechem, nie zamierzając odpowiadać na jej pytanie. Jeśli chciała znać odpowiedź, musiała sama pogłówkować. Dodatkowo dawało to koljny pretekst do następnego spotkania, o ile rzeczywiście Łowczyni będzie chciała poznać odpowiedzi. Za to w samej lisicy zapaliła się iskierka zainteresowania, gdy usłyszała, w którym miejscu pracuje Ray. No proszę, może zamieszkanie w Azylu nie byłoby takim złym pomysłem? Nie... jednak było. Wolała dalej pomieszkiwać u Caranthir, albo odezwać się do Miśka i poprosić ją o schronienie. Z tego co pamiętała, Marianne także mieszkała u jakiegoś czarownika, więc niewielka różnica, prawda?
- Jak długo żyję, tak jeszcze nie widziałam, aby rasa, która uważa się za lepszą, zmieniła sposób patrzenia na innych... - powiedziała z lekkim uśmiechem na twarzy, ale w jej głosie słychać było smutek. - Twierdzicie, że pochodzicie od aniołów. Moje pytanie, jaka więc jest między nami różnica? Wróżki to potomkowie aniołów i demonów, istot wiecznych. Nefilim to ludzie obdarowani krwią anioła, jeśli wierzyć legendom. Pół człowiek, pół anioł. Jeśli spojrzeć na szlachetność krwi, tak jednak uznałabym, że wróżki mają ją najczystszą, pomimo krwi demona. W końcu, jedynie według aniołów są one złe - dodała, na końcu mrugając zaczepnie do kobiety. Może i śmiałe twierdzenie, ale nigdy nie rozumiała dlaczego człowiek, istota dążąca do wiecznych konfliktów zbrojnych, ma być wyżej od nich. Dostali Ziemię we władanie i do czego doprowadzali swoim panowaniem? Do jej unicestwienia. Nie mogła na to patrzeć, będąc zależną od natury. Teraz, gdy ich kraina została zniszczona, nie mieli się gdzie podziać. Nie mówiąc o tym, że syreny nie miały czystych wód do schowania, a driady na próżno mogły szukać większych skupisk drzew, gdzie byłyby bezpieczne. Większość lasów rosła równo, wyraźnie będąc dawną szkółką leśną. Gdzie się podziały dzikie puszcze? Zniknęły, jako ofiara na bożka cywilizacji, która wypaczała z ludzi rzekome człowieczeństwo. Potrzeba miejsca na nową fabrykę? Wytnijmy las! Nie ma parkingów? Usuńmy park! Gdzie wylać te ścieki? Tu masz rzekę, lej... I taka istota, w połączeniu z krwią anioła, miała być lepsza od wróżek? Kpina. Jednak oczywiście, zaatakuj takiego niszczyciela natury, a od razu zleci się banda Łowców i będzie próbowała zamknąć cię w lochu, bo krzywdzisz Przyziemnych. Gdzie jednak są Łowcy, gdy cierpią Podziemi? Nie był to jednak najlepszy moment do rozważań, gdyż w Ignis w momencie zaczęła gotować się krew z wściekłości, a to nie wypadało, gdy trzymała w objęciach atrakcyjną kobietę. Były zdecydowanie ciekawsze tematy do rozmowy.
Obserwowała Ray, gdy ta zerwała się z ziemi i zaczęła krążyć wściekle. Odchyliła się w tył, podpierając się na dłoniach za plecami. Nie dbałą o to, że chłód wywołuje u niej gęsią skórkę, a nie będąc zakrytą żadnym kawałkiem materiału odczuwała to mocniej. Ogony osłaniały ją po części, jednocześnie ogrzewając. Miała jednak nadzieję, że Łowczyni powróci na zajmowane wcześniej miejsce i będzie ją w dalszym ciągu grzała własnym ciałem. Nie musiała wiele czekać. Objęła Ray ramionami, gdy ta odruchowo znów się w nią wtuliła.
- Jak to było... "Ray jest twoja, rób co chcesz" - zacytowała, po czym zaśmiała się cicho. - Rozumiem irytację, ale zawsze mogłaś trafić gorzej. Poza tym... ja nie jestem szczególnie wymagająca. Możesz spróbować się wykręcić z umowy dając mi coś w zamian za odstąpienie od wykorzystania zapłaty Erin - dodała cicho, trącając nosem czubek nosa Ray. Zaraz mimowolnie jęknęła, gdy kobieta znów złapała ją za ogon i przyciągnęła go do siebie. Jak mogła skupiać się na rozmowie, kiedy nieświadoma tego, co wywołuje takim zachowaniem Łowczyni, bezceremonialnie ja rozpraszała? Zacisnęła jedynie palce na boku Ray, trącając kciukiem niby niechcący miseczkę wciąż mokrego stanika.
- Ilość ogonów oznacza nasz wiek. Kończysz setkę dostajesz ogon... Taka ciekawostka - rzuciła z uśmiechem poruszając wesoło wolnym ogonem. Ile mogła jej zdradzić, nie wyjawiając zbyt wiele? Z drugiej strony, kobieta mimo wszystko zdradzała jej nieco więcej o Łowcach. Informacja za informację, prawda?
 

Ray Moonwater

24


150 cm


Let go of your fears and chase after your dreams.







[Cytuj]
Multikonta: Sina, Nithral
Odpowiedzi na swoje pytanie nie dostała wcale, co tym bardziej ją zaciekawiło. Nie chciała jednak jakoś specjalnie zmuszać dziewczyny do mówienia, może dowie się kiedyś. A nawet bardzo chętnie się dowie, chociażby dlatego, że lisica była naprawdę przyjaźnie nastawiona, mimo swojej negatywnej opinii o Nefilimach. Ich rozmowa zaczęła skręcać na coraz dziwniejsze tory i... nieprzyjemne. Mówiąc wprost Ray poczuła się opieprzona z góry na dół, skoro była jedną z przedstawicielek tej nieszczęsnej rasy. Bo tak naprawdę co miałaby powiedzieć Ignis? Że to prawda? Łowcy się nie urodzili, zostali stworzeni pierwotnie przez Razjela, po prostu dał im swoją krew i to tyle. Nie byli potomkami aniołów w dosłownym tego słowa znaczeniu, choć jak widać dawało im to prawo, by we własnym mniemaniu czuli się lepsi. I próbowali zmusić wszystkich innych, by w taki sposób ich taktowali, a przynajmniej tak to odbierała Raven.
W oczach dziewczyny widać było jedynie smutek, gdy Ignis skończyła mówić. Widać również było, jak bardzo trafiło to do dziewczyny, gdy opuściła lekko głowę, chowając się za schnącymi nadal włosami. Była wprawdzie mieszańcem, ale jednak bardziej identyfikowała się z Nocnymi Łowcami. W końcu na pierwszy rzut oka zawsze była jedną z nich. I gdyby jeszcze te zarzuty nie były słuszne, gdyby mogła je jakoś odpierać... Ale nie mogła, bo to wszystko było cholerną prawdą. Bardzo bolesną prawdą. Poczuła się ochrzaniona przez Ignis, widziała, jak Faerie się irytuje i zasadniczo miała w tym rację. Zwłaszcza, gdy patrząc obiektywnie, Łowcy niespecjalnie interesowali się problemami Podziemnych, chyba, że te problemy zaczynały dotyczyć ich bezpośrednio. Nie no, nie ma to jak sprawiedliwość. W jakiś sposób czuła się winna temu wszystkiemu, może dlatego, że sama miała kompletnie odmienne poglądy przedstawiane obecnie przez Ignis. Tyle, że jak sama wspomniała, to była jednak rzadkość, niestety. Może dlatego właśnie poczuła się tak, jak się poczuła.
No i jeszcze ta kwestia "bycia sprzedaną". Na pewno Erin się nasłucha, jak już wróci do Instytutu. Dmuchnęła gniewnie w szyję Ignis, słysząc zacytowane słowa. Nie no, jeszcze lepiej. I jak ona ma się teraz z tego wyplątać? Nie miała zielonego pojęcia, jak to w ogóle zrobić. I chyba nawet nie miała siły nad tym siedzieć, jako że jej nastrój zdecydowanie się pogorszył. Zdepresjonowany Nefil mode_on, albo coś. Ewentualnie program Nefil.exe przestał działać, czy chcesz zamknąć program?
- Przepraszam. - mruknęła cicho, słysząc jęknięcie Ignis, które mylnie wzięła za dźwięk bólu. Sądziła, że pociągnęła boleśnie za futerko czy cokolwiek, a przecież nie chciała zrobić wróżce krzywdy. Chociaż czy Ignis jej w ogóle uwierzy? Pewnie nie. Drgnęła tylko nieco, czując jak wróżka trąciła jej pierś w staniku, ale to na pewno był tylko przypadek. Prawda?
- Wiem, że mogło być gorzej, wiem. Co nie zmienia faktu, że jakoś niespecjalnie podoba mi się sam fakt, zresztą... Nieważne. - mruknęła nieco ponurym głosem, próbując wymyślić coś, co mogłaby dać Ignis w zamian. Opcja "rób co chcesz" trochę przerażała, ale wolała tego nie pokazywać. - W sumie nie mam pojęcia, co mogłabyś ode mnie chcieć. Za wiele do zaoferowania raczej nie mam. - dorzuciła, zgarniając o wiele delikatniej drugi ogon Ignis i wtulając twarz w obydwa. To trochę uspokajało i może nawet poprawiało nastrój, choć i tak czuła się zdołowana tym wszystkim. Wcześniej uważała Azyl za całkiem dobrą ideę, teraz wcale nie była już tego taka pewna.
- Czyli... Masz ponad dwie setki na karku? Wooooah. Nieźle. - w jej głosie zabrzmiało lekkie zaskoczenie. - Ja wątpię, żebym 50 lat dożyła. - dodała nieco weselej, choć w oczach Łowczyni nadal widać było smutek.
❝ Hope is only thing stronger than fear❞ I am the voice in the wind and the pouring rain, I am the voice of your hunger and pain. I am the voice that always is calling you, I am the voice - I will remain. I am the voice of the past that will always be filled with my sorrow and blood in my fields. I am the voice of the future - bring me your peace...

Ignis
[Usunięty]
Ignis
[Usunięty]
[Cytuj]
Widać Ray trafiła na lepszy dzień Ignis, kiedy miała ona ochotę sama porozmawiać z kimś i nie stroniła od Nefilim. Różne rzeczy się o nich słyszało, ale ponieważ do tej pory nic złego nie spotkało lisicy, nie narzekała. Nie pałała do nich nienawiścią, czy niechęcią, jak większość wróżek. Jedynie niektóre słowa, zdania, potrafiły wywołać tyradę jak ta, na którą naraziła się obecnie ciemnowłosa. To nie tak, że naskoczyła na jedną z wielu Łowców, za coś, na co ona sama nie miała wpływu. Jedynie wyraziła swoje zdanie w może nieco mniej łagodny sposób niż zamierzała. Prawda jednak była taka, że Ignis nie rozumiała tego idiotycznego wywyższania się, bez podstaw. Stworzeni przez anioła, nie zrodzeni z niego. A wróżki? Zrodzone z aniołów i demonów, nie stworzone niczym sztuczne twory. Kto miał większe prawa do tego, aby czuć się kimś lepszym? Przez wiele lat, zanim pierwszy Łowca wezwał anioła, wróżki opiekowały się światem Przyziemnych. Pomagały im, nie raz będąc uznawanymi za boginie. Chroniły, wspierały, czasem dokuczały, ale przede wszystkim nie szkodziły, póki ludzie nie szkodzili naturze. Żyli zgodnie, obok siebie. Te same wróżki obecnie były nazywane dziećmi demona, złem wcielonym, nad którym należało panować. Może jeszcze zaczną mówić, że zjadają ludzkie dzieci, a dorosłych topią w wodach? Aż miało się ochotę głowy takich Łowców roztrzaskać o kamień, żeby sprawdzić czy naprawdę w ich czaszkach chowa się mózg i czy naprawdę jest wielkości orzeszka, jak tego dowodzi ich zachowanie.
Przyglądała się chwilę z uwagą dziewczynie, gdy w jej oczach zalśnił smutek i schowała się za swoimi włosami. Czyżby ją uraziła swoimi słowami? Nie miała takiego zamiaru. Może dobrze, że nie kontynuowała swojej myśli na głos. Jedynie objęła mocniej dziewczynę, składając delikatny pocałunek na czubku jej głowy. Nie powinna odbierać jej słów tak personalnie. Może i była jedną z Nefilim, może i wypełniała rozkazy, ale czyż właśnie nie siedziały razem jak równa z równą? Żadna z nich nie uznawała się za lepszej, żadna nie próbowała przejąć kontroli nad drugą. Gdyby Ray nie była sobą, mogłaby zażądać od Ignis wyjawienia co tutaj robi, dlaczego nie mieszka w Azylu, a także z całą pewnością nie dałaby sie zaciągnąć do wody. Zamiast tego teraz przytulała się ufnie do niej, co samo w sobie nie mieściło się w głowie lisicy. Widać jednak nie tylko ona odczuwała pragnienie ciepła drugiej osoby, bliskości. Najwyraźniej również Ray to dręczyło i stąd stała się łatwą "ofiarą". Cóż, może w innej sytuacji odpuściłaby swoje własne zapędy, nawet przez moment miała ochotę powiedzieć dziewczynie, żeby się ubrała i wracała do siebie... Ostatecznie jednak ogony dostały się w niewolę ramion Ray oraz jej twarzy. Zdecydowanie powinna się dowiedzieć co wywołuje takim beztroskim dotykania czyiś wrażliwych części ciała. Uśmiechnęła się, chowając twarz we włosy Ray, gdy zaczęła mówić, że nie miałaby jak spłacić długu Erin. Poważnie? Była tak niewinna, że nie dostrzegała całej gry, którą bezsprzecznie zaczęła prowadzić?
- Trzydzieści jeden lat ponad - zaśmiała się cicho we włosy dziewczyny, wciąż jeszcze próbując się nieznacznie opanować. Ostatecznie jednak odsunęła się tak, żeby mieć twarz na wprost twarzy Ray. Ogony poruszyły się nieznacznie, ocierając się o ciało Łowczyni. - Gdzie się podział nieśmiały uśmiech? Nie mów, że potrzebujesz poprawy humoru - rzuciła cicho, z lekkim uśmiechem na twarzy, a ciemne oczy błyszczały rozbawieniem i czymś jeszcze, czego być może Ray powinna się obawiać. Być może. Nachyliła się, kładąc jedną z dłoni na karku dziewczyny i zamykając ich usta w pocałunku. Nie było w tym niczego z delikatnego muśnięcia, choć wciąż Łowczyni mogła wyczuć, nieme pytanie o pozwolenie na więcej. Drugim ramieniem objęła ją mocniej, dociskając kobietę do siebie. Brakowało jej bliskości konkretnej dziewczyny, której obraz nawet teraz wtrącił się w jej myśli, ale wszystko było już odległym wspomnieniem. Powinna iść naprzód, a kto wie, może Łowczyni jej w tym pomoże?
Odsunęła się po chwili na niewielką odległość, przyglądając uważnie brunetce. Co powiesz na takie poprawienie humoru? Uciekniesz?
 

Ray Moonwater

24


150 cm


Let go of your fears and chase after your dreams.







[Cytuj]
Multikonta: Sina, Nithral
Ray nie miała pretensji do lisicy o jej tyradę. Nie ukrywajmy, to zabolało, zwłaszcza, gdy jakaś dziwna część Łowczyni czuła się za to wszystko odpowiedzialna, ale nie zmieniało to faktu, że wszystko to było prawdziwe. Ignis wytknęła rzeczy, o których nie pomyślała, a o niektórych w ogóle nie mówiło się głośno nawet, gdy były prawdą. Myśli Indianki powędrowały gdzieś w zupełnie inną stronę. Czy naprawdę nie dało się jakoś normalnie funkcjonować w tym cholernym świecie? Bez niszczącej wszystko polityki, starych zaszłości... Naprawdę tak ciężko było wyciągnąć rękę, powiedzieć wprost "tak, zjebaliśmy, przepraszamy. Naprawimy to"? Wiedziała, że Łowcy schrzanili sprawę i to już dawno. Ale czy wróżki były naprawdę takie święte? We wnętrzu dziewczyny zaczął narastać bunt. Przecież wróżki wcale nie były takie super. Pamiętliwość, wypominanie spraw sprzed wieków... Jak niby miał być pokój z kimkolwiek, skoro wszyscy sobie wszystko wypominali? Czasy się zmieniają. Myślenie w pewnym sensie też. A może raz w życiu by usiąść, porozmawiać na spokojnie, powyjaśniać co trzeba, bez wracania do przeszłości, a myśląc tylko o tym, co będzie, co nadejdzie. Ale przekonaj do tego całą resztę, yhy. Marzenie ściętej głowy. Do tego jedna strona musiałaby zaufać drugiej, a zaufanie wzajemne między rasami... Mhm. Delikatnie rzecz biorąc zaufanie kulało.
Dmuchnęła z irytacją w kosmyk włosów. Smutek zmienił się w złość, napędzaną w dodatku tym, co zrobiła Erin. Niebezpieczna mieszanka emocjonalna, racjonalność łowczyni już dawno poszła w diabły. Normalnie starała się mieć wywalone na wszystko wokół, ale teraz po prostu nie mogła. Emocje w niej buzowały, szukając ujścia, tak naprawdę w dowolny sposób. To mogła być kłótnia, to mogła być walka, ale równie dobrze mógł być śmiech czy łzy, albo fizyczna praca, która uspokoi tę szalejącą burzę w jej wnętrzu. Wszystko zależało od tego, jak sytuacja dalej się potoczy. Na szczęście jednak nadal ukrywała twarz w ogonach Ignis, udawało jej się skutecznie ukrywać i tłumić ten cały galimatias emocjonalny. Poczuła tylko, jak wróżka wtula się w jej włosy i choć miała ochotę coś mruknąć, jak na odludka przystało, to doszła do wniosku, że nie chce, żeby lisica się odsunęła. To było naprawdę miłe i może nawet trochę pomagało, nie pozwalało zrobić czegoś głupiego. Chyba.
- W takim wypadku to jestem przy tobie dzieciakiem. - mruknęła, mimowolnie jednak się uśmiechając. Lekko się jednak spięła, gdy kobieta nagle uniosła jej głowę, by móc patrzyć w jej twarz. Nie chciała ujawniać jej swoich aktualnych uczuć, bo i po co tak naprawdę, to tylko by wszystko zepsuło. Delikatnie zadrżała czując, jak ogony ocierają się wokół niej. Sytuacja gwałtownie się zmieniła. Do emocjonalnej burzy doszła jeszcze kompletna niepewność.
- To minie... - mruknęła odnośnie własnego humoru, zostawiając w spokoju biedne ogony Ignis. Jej kolejnego gestu się nie spodziewała. Przylgnęła z zaskoczeniem do wróżki, pociągnięta za kark. Odruchowo wyciągnęła ręce przed siebie, tracąc równowagę, przez co zwyczajnie ułożyła palce dokładnie na nagich piersiach drugiej kobiety. Jej umysł zaliczył gwałtowne zawieszenie i przez dobrą chwilę nie ogarniała, co się dzieje. Nie miała wiele doświadczeń tego typu, no zaliczyła tam kilka pocałunków w życiu, ale to z mężczyznami. Pocałunek z kobietą był zupełnie czymś innym... Emocjonalna burza Ray wybuchła na nowo, nagle znajdując swoje ujście. Przyciągnięta do Ignis nie próbowała się odsuwać, po prostu jej oczy pociemniały i tym razem sama ją pocałowała, bez zwyczajowej niepewności. Nie miała pojęcia, co właściwie robi ani dlaczego, ale Ignis zaczęła. A ona po prostu nie zamierzała z tym walczyć.
❝ Hope is only thing stronger than fear❞ I am the voice in the wind and the pouring rain, I am the voice of your hunger and pain. I am the voice that always is calling you, I am the voice - I will remain. I am the voice of the past that will always be filled with my sorrow and blood in my fields. I am the voice of the future - bring me your peace...

Ignis
[Usunięty]
Ignis
[Usunięty]
[Cytuj]
Och, wróżki nie były święte, a przynajmniej te poza Kitsune. Jednak trzeba było brać odpowiedzialność za lata swoich czynów, gdy brało się pod uwagę relacje z długowiecznymi. Dla nich coś, co miało miejsce sto lat wcześniej było podobnym zdarzeniem jak dla zwykłych śmiertelników coś sprzed trzydziestu lat. Mało to nienawiści było przez spór z dzieciństwa? Mało było o to wojen, awantur? W ich przypadku było gorzej, bo niestety, odpowiedzialność za czyny ojców brały dzieci, jeśli tylko szły ich śladami. Łowcy tak funkcjonowali - twierdzenie, że jest się ponad innymi i wmawianie tego swoim potomkom. Do czego to mogło prowadzić? Do dalszych wojen i nieporozumień. Poza tym, najbardziej bolała nie tak dawna Mroczna Wojna. To nie działo się wieki temu, a zaledwie dziesięć lat. Czym to mogło być w odczuciu długowiecznych ras?
Ostatecznie jednak rozmowa przebiegła zupełnie inaczej, w o wiele przyjemniejszym kierunku. Ostatecznie przyciągnięta Łowczyni, pomimo początkowej rezerwy odwzajemniła pocałunek i to jak! Ignis zdecydowanie podobała się taka postawa. Zamruczała z zadowoleniem, owijając ogony wokół kobiety i zmuszając ją tym samym do zbliżenia się. Ostrożnie odwróciła ją na swoich nogach tak, aby Ray mogła siedzieć dokładnie na wprost niej i przyciągnęła ją bliżej. Dotyk palców brunetki na nagich piersiach wywoływał fale dreszczy. Tak niewinny z pozoru dotyk, przypadkowy, a wywołujący taką falę gorąca! Jednak... to nie była odpowiednia pora na wszelkie zabawy. Nie teraz, nie po takiej rozmowie, nie w takich emocjach. Nie była głupia, Ray wyraźnie nie miała wcześniej doświadczenia z drugą kobietą, a teraz poddawała się jedynie gwałtownym emocjom, które nią targały. Odsunęła się więc od Łowczyny delikatnie, z uśmiechem na twarzy.
- Myślę, że już wiesz jak możesz zapłacić za dług swojej parabatai - zaśmiała się cicho, po czym pacnęła ją delikatnie palcem wskazującym w czubek nosa. - Ale nie dziś i nie tu - dodała, po czym bez ostrzeżenie przemieniła się w lisa, stając w zwierzęcej formie przed Łowczynią. Przekrzywiła rudy łebek przyglądając jej się chwilę. Podeszła do niej, wspinając się łapkami na jej nogi, aby trącić nosem lekko ramię kobiety, odskakując szybko na bezpieczną odległość. Zamarła na moment nasłuchując, czy nie ma w pobliżu ludzi, po czym pognała między drzewa, nie zatrzymując się ani na chwilę. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że był to prawdopodobnie ostatni spokojny dzień, jaki przyszło jej przeżyć w mieście.



zt x2 <33
 

Kazik Lipiński

1076


193 cm


It's out of sight but never out of mind






[Cytuj]
Multikonta: Nerezza | Sif
Przez tryb życia, jaki prowadził, Bies często nie nadążał za bieżącymi wydarzeniami i o wszystkich zdarzeniach dowiadywał się z opóźnieniem. Tak było i tym razem, o całej sytuacji z Faerielandem dowiedział się całkiem niedawno, gdy zaczynał się niepokoić brakiem jakichkolwiek wieści z niego, wtedy to postanowił sprawdzić, o co chodzi. Dowiedział się naprawdę niewiele, ale wystarczyło, by mieć jakiś obraz na tę tragedię. Bo tym niewątpliwie była utrata – miał nadzieję, że chwilowa – krainy wróżek.
Do Yorku przybył całkiem niedawno, jednak dotąd praktycznie większą część czasu zajęło mu szeroko pojęte ogarnianie się. Chciał się zatrzymać tu na dłużej, jeszcze nie wiedział na ile, ale na razie nie widziało mu się zbyt szybkie zmienianie miejsca zamieszkania. Chyba, że do jego uszu dojdzie wieść o odkryciu jakiejś nowej wyspy, wtedy to nie ma innej możliwości, żeby jej nie zbadał. Teraz jednak, w końcu korzystając z chwili wolnego czasu, postanowił wybrać się na spacer, żeby bliżej poznać bardziej przyrodniczą stronę Yorku. Jako wodnego wróżka, a właściwie półwróżka, Biesa niemal mimowolnie ciągnęło do wody, więc nic dziwnego, że nie minęło wiele, aż trafił w pobliże rzeki. Szedł wzdłuż niej, chcąc znaleźć bardziej odosobnione miejsce, chociaż w okolicy i tak nie było zbyt wielu Przyziemnych.
Woda w rzece temperaturą może i nie przypominała tej w klimacie śródziemnomorskim, ale nie była aż taka zimna, by Bies zrezygnował z pływania. Pozbywszy się niepotrzebnych elementów garderoby, wszedł do rzeki, niemal od razu nurkując i przybierając swoją wróżkową postać. Wynurzył się dopiero po kilku minutach i zaczął podpływać do brzegu.
Marianne
[Usunięty]
Marianne
[Usunięty]
[Cytuj]
Przyziemnych z całą pewnością w okolicy nie było. Niewątpliwie była tutaj jednak pewna wróżka, która z początku przyglądała się spacerującemu mężczyźnie z nieco zmarszczonymi brwiami. Nie była z początku pewna, czy rozpoznaje w nim faktycznie pewnego trytona, który dawno temu zawrócił jej nieco w głowie, czy być może wyobraźnia płata jej figle. Nic zatem dziwnego, że powędrowała za nim, kryjąc się nieco w cieniu drzew i przemykając między nimi, jakby była jakimś szpiegiem. Bez słowa patrzyła, jak mężczyzna rozbiera się nad brzegiem, a później spokojnie znika w odmętach rzeki, z całą pewnością raczej chłodnej o ten porze roku. Lato dobiegało końca i Niedźwiedzica nie sądziła, by woda była szczególnie przyjemna, ale też wodne wróżki reagowały na te sprawy nieco inaczej, niż takie zwyczajne jednostki jak ona. Bies nie musiał nawet używać swych wokalnych zdolności, by ją do siebie przywołać, była dostatecznie zaciekawiona możliwością spotkania się z nim ponownie, by z niej nie skorzystać. Nic zatem dziwnego, że gdy wróżek zniknął pod wodą, Niedźwiedzica ruszyła na brzeg, a następnie usiadła dość nonszalancko obok jego ubrań.
Gdy wynurzył się ponad powierzchnię, przekrzywiła nieznacznie głowę i przypatrywała mu się przez chwilę czując, jak włosy delikatnie osuwają się po jej ramieniu. Tego dnia, kiedy przebywała jedynie wśród Przyziemnych, nie chciała zwracać na siebie aż takiej uwagi, nic zatem dziwnego, że miała na sobie luźną koszulę o szerokich rękawach, przyległe dżinsy i zwyczajne trampki. Żadnych ozdób, tunik i halowych mundurów, do których powróciła, ale teraz również nie prezentowała się źle. Przy pasku miała niewątpliwie ukryte noże, ale nie zamierzała ich teraz wyciągać.
- Nic mi nie zaśpiewasz? - zapytała, gdy nieznacznie się do niej zbliżył. Nie mogła mieć do niego o nic żalu, gdy się rozstali, żadne z nich nie miało pojęcia, że zostaną wkrótce rodzicami. Nie szukała go później, nie uważała, by było to do czegokolwiek potrzebne, a ich życia jedynie by się niemądrze skomplikowały. A teraz, lata później, mogli chyba całkiem spokojnie porozmawiać, czyż nie? Inna sprawa, że może powinna zacząć zastanawiać się, czy Bies aby na pewno nie nosił w sobie Mroku, przez chwilę jednak mogła podziwiać jego nagie ciało i nie dostrzegła czarnych żył.
 

Kazik Lipiński

1076


193 cm


It's out of sight but never out of mind






[Cytuj]
Multikonta: Nerezza | Sif
Gdy wynurzył się z wody i spojrzał na brzeg, jego wzrok od razu trafił na wróżkę. Jej obecność tutaj była dla niego niemałą niespodzianką, prędzej spodziewał się spotkać kogoś znajomego w jakimś klubie, a nie tutaj, w takim odosobnionym miejscu. Chociaż może to nie takie dziwne, skoro faerie nierzadko ciągnęło do natury, sam przecież na spacer wybrał odludzie niż centrum miasta.
Nie wiedział, że z Marianne może łączyć go coś więcej niż jedna wspólnie spędzona noc, nawet nie przyszło mu to do głowy, że mógł stać się ojcem. Pod tym względem raczej nie należał do zbytnio odpowiedzialnych osób, sam nawet nie miał pojęcia, ile jego latorośli mogło chodzić po ziemi. Na pewno zdecydowanie więcej, niż się mógł tego spodziewać.
Lekko uśmiechnął się na jej słowa i podpłynął jeszcze bliżej. Niejednokrotnie za pomocą samego głosu udawało mu się sprawiać, że serca zarówno pań, jak i panów szybciej zabiły, potrafił także hipnotyzować, taka już była jego natura.
- Take me down to the paradise city… – nad doborem piosenki nie zastanawiał się długo, postanowił zaśpiewać tą, która pierwsza przyszła mu do głowy, a to, że akurat okazała się być nią przebój Gunsów było zwykłym przypadkiem. Śpiewał mocnym, pewnym głosem i nie hamował żadnych emocji, wręcz przeciwnie, w kolejnych słowach utworu doskonale słyszalna była tęsknota za rajem pomieszaną z poczuciem szczęścia na samą myśl o nim. I te właśnie uczucia próbował wzbudzić we wróżce.
Po pierwszej zwrotce i refrenie zamilkł, przyglądając się Marianne, jakby chcąc dostrzec, czy zmieniła się jakoś od ich poprzedniego spotkania. Było to dla niego dość ciekawe spotkanie, od dawna nie miał kontaktu z żadną wróżką, a tym bardziej z taką, którą znał chociaż w niewielkim stopniu.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo