Gilvrey Avery
[Usunięty]
Gilvrey Avery
[Usunięty]
[Cytuj]
Przewrócił oczyma, widząc, że ten mężczyzna nie za bardzo przejął się tym, co powiedział i nie przyśpieszył kroku, tylko zdawał się iść jeszcze wolniej niż przedtem. Westchnął ciężko, kiedy w końcu ten ?owca doczołgał się do niego.
Dłużej się nie dało? Zastanawiam się, co tutaj robisz. Znowu mnie śledzisz? Poza tym pracuję nad tym, co ci obiecałem – sprawdzeniem, czy mogę zrobić z ciebie człowieka. Masz jakieś ciekawe informacje dla mnie? — zwrócił się do tego ?owcy, będąc bliskim warczenia na niego.
Niekoniecznie wierzył w zbiegi okoliczności i wcale by się nie zdziwił, gdyby ten ?owca miał na niego oko, po prostu go śledząc. To było dobre zapewnienie, że jednak coś robi w tej kwestii. Chciał jakiś ciekawych informacji, najlepiej nie ochłapów z pańskiego stołu Clave. Miał nadzieję, że ten ?owca jakieś posiada, chyba, że mu się odwidziało. Tylko głupiec zrezygnowałby z tego, co mu zaoferował.
 
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
[Cytuj]
Uśmiechnął się wrednie, gdy w końcu doszedł do tego czarownika. Wcale nie musiał być wredny. Po prostu miał ku temu okazję, więc taki właśnie był. Z drugiej strony mógł być miły, ale po co? Gilvrey na pewno miły nie będzie, więc po co się w sumie starać. Poza tym rozmowa przez kurwę, to również jakaś forma komunikacji.
-Um… zapewne się dało – odpowiedział ze wzruszeniem ramionami. Wredny uśmiech znacząco się poszerzył. -Specjalnie dla ciebie, spróbuję następnym razem iść jeszcze wolniej – zapewnił go z naprawdę wrednym uśmiechem. Chociaż potem nieco się zdziwił. Śledzić? Po cholerę miałby śledzić tego czarownika. W dodatku, naprawdę? Na pewno nie szedłby z wzrokiem wbitym w ziemię, gdyby go śledził. Raczej by się za nim rozglądał, ale w sumie co on tam wiedział.
-Patrząc w ziemię? Raczej kiepsko by mi to śledzenie szło. Więc… ku twemu niezadowoleniu, nie. Po prostu wyszedłem na spacer, by trochę pomyśleć – odpowiedział ze wzruszeniem ramion. Potem jednak cicho westchnął. Chciałby się stać człowiekiem, chociaż z każda chwilą coraz mniej był przekonany do tego pomysłu. Miał wrażenie, że nic z tego nie wyjdzie, a samemu władował się w jakieś szemrane interesy.
-Nie, na razie nic. Chociaż zastanawiam się nad tym, czy nie powinniśmy mieć jakiegoś sposobu na szybką wymianę tych informacji, bez potrzeby spotykania się – zauważył spokojnie.
 
Gilvrey Avery
[Usunięty]
Gilvrey Avery
[Usunięty]
[Cytuj]
Za ten wredny uśmiech powinien dać mu w mordę, ale skoro mieli jako tako ze sobą współpracować to powinni zaniechać takich rzeczy jak okładanie się. Ostatnio dość się nawalczyli. Ostatnio był dla niego miły, pozwalając mu zjeść ze sobą i to jeszcze przygotowany przez niego obiad. Niemniej nie będzie w stanie odmówić sobie pewnych złośliwości względem tego Nocnego ?owcy. Z wzajemnością, z tego, co zauważył.
Wyjaśnijmy sobie jedno – jeśli tobie wydaje się, że mam dużo czasu, który mogę marnować, to jesteś w błędzie. Mój czas jest cenny i jeśli chcesz się od czasu do czasu spotkać, nigdy nie każ mi czekać dłużej niż to konieczne — warknął do niego i miał nadzieję, że ten mężczyzna sobie to wbije do głowy. Jako czarownik miał więcej czasu, przynajmniej dopóki żyje, ale nie oznaczało to, że go trwoni. Jego czas był naprawdę cenny i miał wiele rzeczy do zrobienia.
Paradoksalnie on mógł się spóźniać, a przynajmniej tak uważał. Wynikało to z rozkładu jego zajęć, sposobu życia oraz podejścia do czasu.
Ten ?owca śledził go przez jedenaście lat i w sumie to sprawiało, że był skłonny uwierzyć w to, że Eliot zna wiele sposób śledzenia go i że doszedł w nich do perfekcji.
Biorąc pod uwagę to, że znalazłeś się w tym samym miejscu co ja, mogłem założyć, że nadal próbujesz mnie śledzić. A choćby nawet. Niech będzie, wyszedłeś na spacer, by pomyśleć — odpowiedział i sam wzruszył ramionami.
Jeszcze miał możliwość wycofania się, chociaż teraz było za późno na wątpliwości i było za późno na wycofanie się bez przykrych konsekwencji
Szkoda. Myślałem, że przeniesiesz jakieś ciekawe informacje na wymianę. Możesz wysyłać mi listy sowią pocztą — odpowiedział z pewnym przekąsem. On zdobył parę ciekawych informacji, ale nie miał powodu, by je ujawnić. Nie mógł się od takiego żartu, chociaż mogło okazać się, że ?owca tego nie zrozumie.
 
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
[Cytuj]
Westchnął ciężko, słuchając tego, co czarownik ma do powiedzenia. Dobra, w ogóle go nie słuchał, odwrócił spojrzenie i po prostu patrzył na rzekę, która sobie leniwie płynęła.
-Gdyby twój czas naprawdę był cenny, to zamiast pierdolić o tym, jak cenny jest, przeszlibyśmy do jakichś konkretów – odpowiedział spokojnie, po tym jak Gil zakończył tą swoją tyradę, odnośnie wagi jego czasu. Szkoda tylko, że na wyjaśnienie tego, zmarnował dobre pięć minut. Na wyżycie się, tudzież pokazanie jaki to ważny nie jest. Troszku szkoda, bo mogli naprawdę miło spędzić ten czas. Ale nie, musiał się zachowywać jak stary zgred. Naprawdę przykro i nic dobrego z tego podejścia nie wyniknie.
Nie wrócił wzrokiem do Gilvreya nawet w momencie jak ten go zaczął podejrzewać o ponowne śledzenie. Właściwie coś takiego sprawiło, że westchnął jeszcze ciężej. Był naprawdę cierpliwą osobą, potrafił długo czekać na swoją ofiarę. Niczym wąż wyczekiwać odpowiedniego momentu do ataku, ale do tego czarownika naprawdę przestawały mu te pokłady cierpliwości wystarczyć.
-Dla twojej informacji, świat nie kręci się wokół ciebie. A ja mogę wyjść na spacer i przypadkiem na ciebie wpaść. Poza tym, nawet na ciebie nie wpadłem. Sam mnie zawołałeś, a potem zarzucasz mi, że cię śledzę – odpowiedział z ciężkim westchnięciem. Pokręcił również lekko łbem, bo w sumie co on biedny miał w tym momencie zrobić? Właściwie nie ważne od tego, co zrobi lub czego nie zrobi, zawsze będzie tym złym. Niebo się będzie walić i to będzie jego wina, krowa nasra a Gil w to wdepnie i też będzie Eliota wina. Przekupił krowę czy coś.
Wywrócił oczyma słysząc taka odpowiedź.
-Miło, że ja staram się podejść do sprawy poważnie, a ty się bawisz w jakieś swoje czarodziejskie pierdolenie. I kto teraz marnuje TWÓJ cenny czas? – Warknął. Zaraz jednak wziął głęboki oddech i starał się uspokoić.
 
Gilvrey Avery
[Usunięty]
Gilvrey Avery
[Usunięty]
[Cytuj]
Był skłonny się z nim zgodzić, ale do jakich konkretów mieliby przejść? Ten ?owca nie miał dla niego żadnych ciekawych informacji i to sprawiało, że nie zamierzał powiedzieć mu tego, co wie. Nie byłaby to równa wymiana.
Twoim zdaniem do jakich konkretów powinniśmy przejść? — zadał temu ?owcy bardzo dobre pytanie, na które chętnie pozna odpowiedź. Od niej wiele zależało. On pracował nad opracowaniem sposobu przemiany Nocnych ?owców w ludzi, ale nie było to łatwe zadanie. Jeśli w końcu mu się uda opracować ten sposób to będzie musiał go przetestować.
Z racji swojego wieku mógł pozwolić sobie na pewne rzeczy, pewne zachowania, które niektórzy powinni chociaż udawać, że je tolerują. I tak był jednym z tych bardziej ogarniętych i na pozór normalnych czarowników.
Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Nieszczególnie wierzę w zbiegi okoliczności i przypadki. Dlatego mogłem podejrzewać, że znowu mnie śledzisz — odpowiedział i sam ciężko westchnął.
W ten sposób wyjaśnił mu dlaczego założył, że ten ?owca niezbyt udolnie go śledzi. W dodatku nie miał pewności, czy to faktycznie on czy ktoś inny. A biorąc pod uwagę całe ich jedenaście lat „znajomości” to miał uzasadnione powody, by podejrzewać coś takiego. Był zdania, że tego mężczyznę wciąż świerzbi ręka i gdyby nie to, że w jakimś stopniu połączyli siły, pewnie nadal by na niego polował, pomimo, że nie ma żadnych podstaw do tego, by sądzić, że zabił Deana.
A mogło być tak zabawnie. W rzeczywistości nie musisz używać sowiej poczty, by się ze mną skontaktować, ale możesz do mnie po prostu zadzwonić. O ile masz taką możliwość. Poza tym wiesz, gdzie mieszkam — odparł po tym jak spoważniał oraz wzruszył lekko ramionami. Było to najlepsze rozwiązanie, jakie był w tym momencie wymyślił dla tego ?owcy.
Możesz też dać mi jeden przedmiot, z którym jesteś… silnie związany. Wtedy będę mógł cię odnaleźć. Nie potrzebuję telefonu, by się z tobą skontaktować — dodał po chwili. To też był bardzo dobry pomysł, chociaż było parę ograniczeń. Na przykład, naturalne zbiorniki wodne i rzeki.
 
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
[Cytuj]
Westchnął w tym momencie ciężko.
-Jakichkolwiek. Nie mam ochoty słuchać twojego pierdolenia, pouczania czy tego, co właśnie odjebałeś. Bądź sobie kurwa stary, jak świat, ale chociaż nie zachowuj się jak marudny ramol. Nie wyglądasz na taką osobę, więc się tak nie zachowuj, chyba że twój wygląd to tylko pic na wodę, fotomontaż… cokolwiek to kurwa znaczy – warknął, a przyznać trzeba, że gdy Eliot warczał, to naprawdę brzmiało, jak dźwięk wydawany przez dziką bestię. Pomasował mostek nosa i teraz już naprawdę się zastanawiał, czemu gościa po prostu nie zabił. Wtedy wszystko byłoby łatwiejsze, ale nie. Na starość robił się miękki, słaby. Żal go osłabiał, czy cokolwiek innego.
Spojrzał na Gilvreya, jak na idiotę.
-No chyba nie zdajesz sobie z tego sprawy, skoro byłeś święcie przekonany, że cię śledzę. Och to nie moja wina, że nie wierzysz, chociaż prawda jest taka, że wystarczyło się zastanowić. Zwłaszcza, że idąc nawet cię kurwa nie zauważyłem, a mały nie jesteś – naprawdę powoli miał dość. Chyba dopadała go starość albo coś innego, ale po prostu miał dość. Chciał się gdzieś zaszyć, odciąć od łowców, czarowników, odciąć od wszystkiego. Zwolnić chociaż na chwilę, odpocząć, mieć święty spokój, na który w sumie zasługiwał z racji wieku. A zamiast tego użerał się z egocentrycznym czarownikiem, który miał jakąś jebaną manię prześladowczą i chyba uważał się za pępek świata. Już nie wspominając o tym, że był starym, marudnym dziadem, który najwidoczniej pewnych rzeczy nie rozumie, nawet jeśli mu się coś sto razy powtórzy.
-Mnie to nie bawi, zwłaszcza że pięć minut temu dałeś mi długi wykład o marnowaniu twojego czasu, a sam go kurwa marnujesz na głupie i nieśmieszne teksty. Mam telefon i umiem z niego dzwonić – odpowiedział z ciężkim westchnięciem, znów pocierając mostek nosa. Naprawdę był tym wszystkim zmęczony, a już na pewno nie miał siły na użeranie się z tym starym gburem, który jak widać sam mógł marnować swój czas, ale innym chętnie to wykładał, jak sprzedawca towar w sklepie z mrożonkami.
-Nie mam takich przedmiotów – mruknął. A już na pewno nie chciał dawać czegoś osobistego temu czarownikowi. Jeszcze tego brakowało. Oczywiście skłamał, każdy ma jakieś przedmioty czy rzeczy, z którymi jest silnie związany. Dla niego taką pamiątką był naszyjnik, który nosił Dean, a teraz on go nosił.
 
Gilvrey Avery
[Usunięty]
Gilvrey Avery
[Usunięty]
[Cytuj]
Przewrócił oczyma, słysząc słowa tego ?owcy. W dużej mierze on miał rację, ale tylko w dużej mierze. Nigdy jednak nie przyznałby mu racji.
Nie jestem stary jak świat, mam tylko czterysta lat. Chociaż dla ciebie może to być porównywalne. Tu mnie masz, bo nie jestem marudnym ramolem. Zapewniam cię, że znam bardziej spierdolonych czarowników ode mnie, ale oni są starsi ode mnie — żachnął się. Zdarzało mu się trochę marudzić, ale jak każdy miał do tego prawo, szczególnie, że już przeżył czterysta lat. Cały ten czas miał na niego wpływ i to niekonieczne dobry.
Wydawać by się mogło, że kiedyś był inny. W rzeczywistości wszystko, co go spotkało, to, że jest czarownikiem, magia i potęga, jaka się z nią wiązała, długowieczność go wypaczyły, wyciągając z niego najgorsze instynkty. To jednak nie wzięło się znikąd, to wszystko było w nim i czekało na wypuszczenie z klatki niczym długo więziona bestia.
To było uzasadnione przekonanie, zwłaszcza po ostatnich latach. Skoro tak mówisz to musi tak być, ?owco — powiedział, zresztą nie pierwszy raz i wzruszył ramionami, jednocześnie kończąc ten temat. Nie miał manii prześladowczej, za to miał problemy z prześladowcą, który przez jedenaście lat zatruwał mu i to nad wyraz skutecznie życie. Nic więc dziwnego, że był wyczulony na takie rzeczy z jego strony.
W byciu prześladowanym nie było nic przyjemnego ani komfortowego. Co prawda, rozumiał powody tego ?owcy i można powiedzieć, że sam to dla siebie ściągnął, ale dotąd ?owca nie dowiedział się, że naprawdę zabił jego partnera. Miał tylko podejrzenia. Nawet teraz nie czuł się w jego towarzystwie komfortowo. Zawsze pozostanie ta doza nieufności, którą kierował się względem obcych. Starał się jednak to kontrolować i z nim współpracować.
A może powinno. To możemy wymienić się numerami telefonów — odpowiedział, przechodząc w końcu do konkretów. Tym samym zakończył ten temat. Jak się wymienią numerami to będzie łatwiej.
Uniósł jedną z krzaczastych brwi, słysząc, że ?owca nie ma takich przedmiotów. Po jego minie było widać, że niekoniecznie mu wierzył. Poza tym, każdy miał takie przedmioty. Nawet on.
Och, daj spokój. Każdy ma takie przedmioty, z którymi jest bardzo związany — wyprowadził go z błędu. Nie był taki głupi, by uwierzyć w takie słodkie kłamstewko. Wyciągnął też zwróconą zewnętrzną stroną do góry dłoń, jakby oczekując, że na niej znajdzie się jakiś przedmiot, z którym ten mężczyzna jest związany.
 
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
[Cytuj]
Widział i w jakimś stopniu czuł, że ten czarownik mu nadal nie ufa. W tym jednak nie było nic dziwnego, bo sam również temu skurwielowi nie ufał. Plus jeszcze to przeczucie, że mimo wszystko go oszukał, by ratować swoją parszywą skórę. Z drugiej jednak strony, zabicie tego osobnika faktycznie nie przywróci Deanowi życia i to chyba było w tym wszystkim najgorsze. Stracił go bezpowrotnie i nic nie mógł na to poradzić, nie mógł w żaden sposób tego cofnąć, bo nie znał magii. Podejrzewał, że nawet znajomość magii by mu tego nie ułatwiła. W końcu to pewnie jedna z zakazanych sztuk, albo ukochany w momencie przywrócenia do życia, nie byłby sobą.
-Raczej nie – fuknął. Nie zamierzał się śmiać, a już na pewno nie za sprawą tego czarownika. -Zdecydowanie możemy – po tych słowach, po prostu podał czarownikowi swój numer. Tak by mógł sobie to zapisać w swoim telefonie. Taki sposób komunikacji bardzo odpowiadał Eliotowi. W końcu po coś się uczył używać ten telefon komórkowy, a skoro Dean nie żył, to telefon leżał trochę odłogiem, bo z ?owcami na pewno za jego pomocą nie będzie rozmawiać.
Można się było domyślić, że Gil nie uwierzy. Ciężko byłoby w coś takiego uwierzyć. Eliot splótł ręce na piersi.
-Nawet jeśli bym miał, to na pewno bym ci go nie dał – odpowiedział ze wzruszeniem ramion. To akurat było logiczne. Nie odda ważnego dla siebie przedmiotu czarownikowi, który cholera wie co z nim zrobi. A co jak zgubi albo zniszczy? Tego zdecydowanie nie chciał i właśnie dlatego nie kwapił się do tego, by cokolwiek Gilvreyowi dać. Komunikować się mogli przez telefon, nie potrzebował automatycznego namierzania, tak by czarownik mógł go odnaleźć czy coś tam.
 
Gilvrey Avery
[Usunięty]
Gilvrey Avery
[Usunięty]
[Cytuj]
Póki co jeszcze nie dostał powodu, by zaufać temu ?owcy. Wszystko było zbyt świeże, zbyt nowe i tylko czas pokaże, czy zdoła mu chociaż w jakimś stopniu zaufać. Nie powiedział tego temu brunetowi, ale mógł zamienić możliwość na stanie się człowiekiem na przywrócenie mu zamordowanego partnera. Nie miał problemu z stosowaniem „zakazanych” przez Clave rodzajów magii. Nigdy nie traktował ich zakazów poważnie. Powodami, dla którego o tym mu nie wspomniał były: próbowałby wskrzesić kogoś, kogo sam zabił.
Mogłoby to wyjść na światło dzienne, ale to nie byłoby jego jedynym zmartwieniem. Mógłby stworzyć żądnego krwi potwora, który w żadnym stopniu nie przypominałby tamtego mężczyzny. Inną sprawą, że ciało powinno być w dobrym stanie. Tamten mężczyzna nie umarł we śnie, jednak miał szybką i bardzo bolesną śmierć. Z drugiej strony… mógłby sprawdzić to, czy da się umieścić ducha zamordowanego człowieka w innym ciele niż jego własne.
Gdyby zaoferował to temu ?owcy, musiałby go uprzedzić, że potrzebuje dużo mocy magicznej i że tą najłatwiej zdobyć poprzez złożenie ofiary. Życie za życie. Magia zawsze miała swoją cenę.
Powinieneś trochę wyluzować. Mogę dać ci coś na rozluźnienie, pomaga natychmiastowo — odpowiedział i uśmiechnął się przelotnie. Miał przy sobie coś, co pomaga się rozluźnić, dodaje odwagi i poprawia atmosferę. To magiczna mikstura czarnoksiężnika zwana alkoholem.
Wpisał w swój telefon numer tego ?owcy oraz podobał mu swój numer, po czym schował to urządzenie do wewnętrznej kieszeni płaszcza.
Nie był głupi, chociaż zapewne ten ?owca go za takiego uważał. Był jednak zdania, że to było konieczne, ale jak sobie chciał. Mogłoby to bardzo pomóc, szczególnie, gdyby zapadł się pod ziemię.
Jak sobie chcesz, ale potem nie mówił, że żałujesz, że tego nie zrobiłeś. Coś takiego może się naprawdę przydać — odpowiedział i cicho westchnął. Czemu niektórzy ?owcy byli tacy tępi? Nie chciał tego przedmiotu dla swojego kaprysu.
Potrzebuję, byś dla mnie zdobył coś, czego sam nie zdobędę — spojrzał na niego podczas wypowiadania tych słów. Istniała szansa, że nie natrafi na ścianę. Nie kazał mu tego robić dla swojego kaprysu. Było to związane z tym, co chciał dla niego zrobić.
 
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
[Cytuj]
Przechylił lekko głowę, gdy Gilvrey stwierdził, że powinien trochę wyluzować. To zabrzmiało niemalże ironicznie w tym momencie. Zwłaszcza, że mówił to facet, który przy nim był spięty jak agrafka.
-Powiedział ten z manią prześladowczą. Nie chce niczego na rozluźnienie od ciebie – odpowiedział i pokręcił głową. Naprawdę zaczynał się zastanawiać nad tym wszystkim. Z każdą chwilą dochodził do wniosku, że godzenie się na tą współpracę nie skończy się dobrze. Z drugiej strony, mógł to wszystko olać i po prostu odejść z York. Mógł znaleźć sobie jakieś zaciszne miejsce, gdzie mieszkałby jako Przyziemny. Wcale nie musiał się nim stawać. W końcu… i bez tego mógł żyć spokojnie, chociaż zapewne nie opędziłby się od psów Clave, którym by się jego dezercja nie spodobała.
Z drugiej strony, zawsze mógł upozorować swoją śmierć, tak by nikt nie wiedział, że faktycznie żyje. W końcu wielu już tak robiło i dzięki temu było wolnych. Niestety nigdy tej wolności nie wykorzystywali w dobry sposób. Bo większość z tych, którym udało się uwolnić od Clave, zdecydowało się na próbę obalenia tej organizacji. I to był w sumie ich błąd. A tego Eliot na pewno by nie popełnił.
-Wymieniliśmy się numerami. Poza tym, to byłoby chyba wygodne tylko dla ciebie, bo jak niby miałbym cię wezwać? – Może jakby mu wytłumaczył, na czym ta magia lub zaklęcie polega, to może wtedy byłby chętniejszy, do oddania czegoś wartościowego. Zamiast od razu stwierdzać, że będzie tego żałować. No jak widać nie miał czego żałować, skoro Gilvrey nawet nie był w stanie mu wytłumaczyć, jak to dokładnie by działało.
-Co mam zdobyć? – Zapytał, bo w sumie to było ważne. A śpiewka, że to coś, czego w sumie czarownik sam posiąść nie mógł, jeszcze mniej zachęcała, do spróbowania. Bo w końcu… czego czarownik nie był w stanie zdobyć?
 
Gilvrey Avery
[Usunięty]
Gilvrey Avery
[Usunięty]
[Cytuj]
On miał powody do tego, by czuć się tak przy tym mężczyźnie. W końcu on prześladował go przez jedenaście lat, a coś takiego nigdy nie przechodzi bez echa. Nie wspominając o tym, że ten ?owca ostatnio nieźle go urządził.
Nie mam manii prześladowczej, chociaż może ci się tak wydawać. Poza tobą nikt inny mnie nie prześladował i nikogo innego o to faktycznie nie oskarżę. Jesteś pewien? Bardzo by ci to pomogło — zapewnił go o tym, chociaż mogło okazać się, że się myli, a ?owca ma rację. W końcu osoba z problemami psychicznymi często nie zdaje sobie z nich sprawy.
Uważał się za stosunkowo ekscentrycznego, chociaż prawdą było, że miał w sobie pełne pokłady szaleństwa i miał trochę wad, na które składały się jego najgorsze cechy. Zostały uwydatnione przez wiele czynników, głównie przez magię, którą posiadał i pewne zdarzenia losowe.
Niewiele brakowało, sięgnął do wnętrza swojego płaszcza, by wyciągnąć z niej srebrną piersiówkę, którą wyciągnął w stronę ?owcy. Znajdował się tam irlandzki samogon, magiczna mikstura czarnoksiężnika zawierająca objętościowo około 90 % alkoholu. Pamiętał jednak, że ?owca niekoniecznie chciał pić alkohol, dlatego też niewiele by tym wskórał.
Kawy albo herbaty też nie chcesz ode mnie? — zapytał go. Do kawy i herbaty też można było wlać alkohol. Kawa maskowała jego zapach i smak skuteczniej niż herbata. I może to był właśnie sposób na tego ?owcę.
Póki to działa w jedną stronę, ale mogę stworzyć coś, co pozwoli ci mnie wezwać i nie będzie telefonem. Przedmiot, o którym mówiłem jest mi potrzebny do tego, by móc cię odnaleźć. Telefony przecież są zawodne – możesz go zgubić albo może zostać ci zabrany — odpowiedział i w sumie zaczął się nad tym zastanawiać nad tym zagadnieniem. Może teraz bardziej będzie skłonny na to przystać, zwłaszcza, że nie zamierza mu teraz robić na złość. Stał się dla niego znacznie bardziej cenny i dlatego wymagał pewnej ochrony.
Kości Nefilim — powiedział wprost, nie zamierzając owijać tego w bawełnę. Z tego co wiedział, miały magiczną moc, ale dla niego były niedostępne ze względu na miejsce, w którym je składowano.
 
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
[Cytuj]
Spojrzał z powątpiewaniem na tego mężczyznę, bo jakoś nie koniecznie mu wierzył w to, że Gilvrey nie miał mani prześladowczej. Przecież to było na kilometr widać i czuć, że miał tę manię. Gdyby jej w sumie nie miał, to nie dopytywałby z takim wyrzutem, czy go śledził. Jakby nie miał nic lepszego w życiu do roboty, jak teraz po zakopaniu topora wojennego nadal śledzić tego czarownika. Naprawdę, aż tak mu się w życiu nie nudziło.
-Tak, tak jasne, nie masz. Wmawiaj sobie dalej, na zdrowie. Tak, jestem pewien – odpowiedział poważnie, bo w sumie pić nie zamierzał. Nie miał na to dość mocnej głowy i był niemalże pewien, że nic dobrego by z tego nie wynikło. Poza tym nie ufał tym specyfikom Przyziemnych. Potrafiły nieźle namieszać w głowie, chociaż powiedzmy sobie szczerze, wcale nie trzeba było pić, by mieć namieszane w głowie. Wystarczyło być Gilvreyem, ewentualnie jakimkolwiek innym czarownikiem, który żył wystarczająco długo, by oszaleć. Bo ci zdecydowanie byli szaleni.
Zmarszczył delikatnie brwi, bo w sumie to było podejrzane. Ten mężczyzna raczej dobrą wolą się zwykle nie wykazywał. Właściwie to można by powiedzieć, że ten facet ogólnie dobrymi chęciami na lewo i prawo nie sypał.
-To podejrzane, że coś takiego proponujesz, po uprzednim oskarżaniu mnie o śledzenie twojej osoby – odpowiedział ze wzruszeniem ramion, tym samym poniekąd obchodząc pytanie, które zdał mu ten czarownik. Nie odpowiedział również na nie, chociaż to mógł zrobić w każdej chwili, tak naprawdę.
Zmarszczył brwi, bo w sumie nadal nic nie rozumiał. Nie wiedział, co ma na celu wiedzenie, gdzie on jest. Co w ten sposób Gilvrey chciał uniknąć kolejnego śledzenia, czy co? W tej chwili Eliot nie miał ku temu powodu, a więc to wszystko wydawało mu się trochę bez sensu.
-Po co chcesz mnie odnajdywać? Boisz się, że znów cię będę śledził albo, że dam nogę i już nigdy więcej mnie nie zobaczysz? Poza tym, jakby miało wyglądać to.. wszystko. Co, mam ci dać ten mój przedmiot, ty to sobie naładujesz swoją magią i mi go oddasz? Czy jak? – Zapytał, bo w tej chwili to było dla niego istotne. Nie chciał tracić swojej pamiątki bezpowrotnie. Nie do końca też podobało mu się to, że Gilvrey byłby w stanie go namierzyć po tym czarze. Niemniej chciał się dowiedzieć jak najwięcej o tym wszystkim, zanim podejmie jakąś decyzję.
-Kości Nefilim? Nasze kości? Niech zgadnę… potrzebujesz ich do tego swojego czarowania, czy może jako źródła mocy? – Splótł na piersi ręce. Doskonale wiedział, jakie właściwości mają jego kości. Wiedział, bo przecież było całe miasto Kości z nich zbudowane, które było swoistą twierdzą magiczną, a to w sumie tylko dlatego, że było zbudowane z kości Nocnych ?owców.
 
Gilvrey Avery
[Usunięty]
Gilvrey Avery
[Usunięty]
[Cytuj]
Ponownie przewrócił oczyma, czując na sobie to powątpiewające spojrzenie. Było to nad wyraz ironiczne, że osoba, która prześladowała go przez jedenaście lat usiłowała mu wmówić, że ma manię prześladowczą. Może zakopali topór wojenny, ale wszystko było zbyt świeże.
Jak na razie to ty próbujesz mi coś wmówić. I może bym się nad tym zastanowił, czy przypadkiem nie masz racji, gdyby nie to, że podążałeś za mną przez jedenaście lat jak pies gończy i próbowałeś mnie zabić. Niech ci będzie — niewiele brakowało, by na niego warknął.
Zamiast tego odpowiedział poważnie i chłodno. Niech go nie denerwuje bardziej niż to dopuszczalne, bo w końcu się to dla niego źle skończy. Ten ?owca mógł wiele zyskać, ale też mógł wiele stracić. A to, co mu oferował mogło być jedną szansą na milion, niezależnie od efektu.
Gdyby ten ?owca powiedział mu, że jest szalony… temu raczej by nie zaprzeczył. Bo nie był zdrowy na umyśle, ale to też miało swoje podłoże i bynajmniej nie chodziło tylko o to, że jest długowieczny.
Nie był zaskoczony tym, że jego towarzysz uważał to za podejrzane zachowanie z jego strony. Taka była prawda, nie szastał dobrymi chęciami na lewo i prawo. Nie był altruistą i nigdy nie będzie.
Dobrze wiesz, że to nie jest nieuzasadnione oskarżenie. Muszę się czegoś napić, a ty jesteś pod ręką — sprostował pewne rzeczy. Niech ten ?owca nie wyobraża sobie za wiele, chociaż prawdą było, że miał inny plan. Niech po prostu ten ?owca w to uwierzy i na to przystanie.
Ty naprawdę jesteś tak głupi czy tylko sprawiasz takie wrażenie? Wyjaśniłem ci, dlaczego potrzebuję tego przedmiotu i po prostu wyciągnij z tego lepsze wnioski niż to, że się boję tego, że będziesz mnie śledzić albo że dasz nogę i nigdy cię nie zobaczę. Do pierwszego zdążyłem poniekąd przywyknąć i będę utrzymywać z tobą kontakt do pewnego momentu, a potem żebym cię nie widział na oczy. Masz mi go dać na jakiś czas i nie liczyć na to, że szybko ci go oddam. Będzie jednak w dobrych rękach — zapytał go wprost o to, czy jest takim debilem na jakiego wygląda czy tylko sprawia takie wrażenie.
Ten przedmiot był mu potrzebny, by odnaleźć tego ?owcę w razie potrzeby, kiedy zawiedzie komunikacja za pośrednictwem telefonów. To mogło mu pomóc, a cała umowa wymuszała na nim ratowanie skóry temu ?owcy. Do jej zakończenia był dla niego w dużej mierze cenny.
Tak. Jeśli jesteś jednym z Nefilim to chodzi o wasze kości. I to i to. Sam bym to zrobił, ale tam przecież nie wejdę — spojrzał na niego spod zmarszczonych brwi i znów był zmuszony poddać w wątpliwość inteligencję Eliota. Gdyby nie był czarownikiem, sam by poszedł podebrać parę kości Nocnych ?owców. Gdyby udało mu się tam dotrzeć, byłoby to niechybnie samobójstwo.
 
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
[Cytuj]
Westchnął ciężko, gdy usłyszał o tym nieuzasadnionym oskarżeniu. Chociaż z drugiej strony powinien mieć to w dupie. I w sumie miał. Zdaniem Eliota między nimi było w miarę okej. Dlaczego? Chociażby dlatego, że byli facetami, że dali sobie po mordzie, no i co najważniejsze, wytłumaczyli sobie, co jest na rzeczy. Szkoda tylko, że Gilvrey podchodził do tego wszystkiego jak baba i będzie mu to pewnie rozpamiętywać jeszcze przez następnych tysiąc lat, których na szczęście nie przeżyje. Istniała niestety szansa na to, że Gil będzie mu to nad grobem wypominać.
-Skoro musisz się napić, to się napij. Nie wiem, do czego ci jestem potrzebny. Jak nie chcesz pić do lustra, to możesz zawsze iść do kawiarenki. Zwłaszcza że to wspólne raczenie się herbatą w naszym przypadku, raczej nie należałoby do przyjemnych – westchnął. Tak, to jeszcze nikt go na herbatę czy kawę nie zapraszał. W dodatku, to go ani trochę nie zachęcało do tego, by iść gdziekolwiek z Gilvreyem. Właściwie to miał ochotę po prostu wrócić do Instytutu i tam czekać, aż do niego zadzwoni i przy okazji pozyskiwać informacje.
Splótł na piersi ręce, wpatrywał się chwilę w tego czarownika.
-Tak, jestem głupi. Jestem takim debilem, że nie ogarniam na chuj ci możliwość namierzenia mnie, zwłaszcza że nie chcesz mi tego wytłumaczyć. Druga sprawa jest taka, że i tak mi to nic nie daje, bo ja ciebie wezwać nie mogę, a ty możesz mnie wszędzie znaleźć. Trzecia sprawa jest taka, że może nie chcę z osoba taką jak ty, utrzymywać kontaktu innego niż telefoniczny. Zwłaszcza, że nawet gdybyś znalazł sposób na przemianę mnie w człowieka, to i tak pewnie byś się zastanawiał dwa dni, czy warto mnie poinformować i jaką ceną za to mi rzucić – odpowiedział ze wzruszeniem ramion. Problem w tym, że w tej chwili to Gilvrey go potrzebował. On mógł znaleźć inny sposób na wyrwanie się spod Clave. Niestety wtedy ten czarownik straci posłusznego psa w szeregach wroga. Niestety zachowanie czarownika ani trochę, nie zachęcało do współpracy z nim. -I w tym momencie uważam, że to ty jesteś głupi, jeśli sądzisz, że dam ci jakiś przedmiot z którym jestem związany, byś go trzymał nie wiadomo ile z zapewnieniem, że „będzie w dobrych rękach”. Bo twoich rąk zdecydowanie nie uważam za dobre – odparł całkiem spokojnie. Wystarczyłoby tylko to wszystko wytłumaczyć, na spokojnie, bez żadnego spinania się czy unoszenia.
Jeśli Gilvrey uważał się za najcudowniejszą istotę na świecie, to niech sobie sam radzi. On nie musiał znosić jego cudowności i paskudnego charakteru.
-Nie kurwa, jestem wróżką. Nie widzisz moich skrzydełek i czułek? Spójrz na mnie tak jeszcze raz, a sam będziesz sobie zapierdalał po te kości. Głupi nie jestem, wiem co potrafią zrobić nasze kości, między innymi dzięki ich właściwością nie możesz zataszczyć parszywego tyłka do Miasta Kości – odpowiedział poważnie. O kościach zapewne wiedział więcej niż Gilvrey. Niemniej nie zamierzał się z nim tą wiedzą dzielić.
 
Gilvrey Avery
[Usunięty]
Gilvrey Avery
[Usunięty]
[Cytuj]
Czego chciał od tego ?owcy? Bynajmniej nie przeprosin. Chciał przyznania, że tak było. A to dowodziłoby tego, że ten ?owca ma obsesję na jego punkcie. Najwyraźniej prościej wmawiać coś szaleńcowi niż samemu przyznać się do szaleństwa.
Ostatnio nie było tak źle, jak jadłeś u mnie —stwierdził jedynie oraz po chwili nieznacznie wzruszył ramionami. Zdecydował się sięgnąć po piersiówkę, która spoczywała w wewnętrznej kieszeni jego płaszcza i upił z niej łyk tego alkoholu. Zapiekł go w gardle oraz sprawił, że nieznacznie się skrzywił.
Powiedziałem, że telefony są zawodne – możesz go zgubić, ktoś może ci go zabrać. Czy to takie trudne do zrozumienia? Widocznie tak. Może być tak, że znajdziesz się w sytuacji bez wyjścia i wtedy zdasz sobie sprawę, że dobrze byłoby liczyć na czarownika. Jak mówiłem, mogę stworzyć coś, co pozwoli ci mnie wezwać w razie potrzeby. Jednak pod warunkiem, że dasz mi przedmiot, o którym mówiłem. Z wzajemnością. Spotykanie się z tobą nie sprawia mi przyjemności. Biorąc pod uwagę to, że nie spodziewam się wdzięczności za to z twojej strony, tak zastanawiałbym się — powtórzył już ze znudzeniem i ponownie wzniósł oczy ku niebu.
Może teraz temu ?owcy bardziej się rozjaśni w tej pustej głowie.
Coś za coś. Nie będzie tracić czasu na zapewnienie temu ?owcy podobnej możliwości nie dostawszy czegoś w zamian. On również nie chciał utrzymywać z nim kontaktu, a jednak to robił. Naprawdę by się nad tym zastanowił, bo prawdą było to, że ten ?owca na to nie zasługiwał.
Do tej pory nie przyniósł mu jakiś ciekawych informacji, kiedy on ma się czym wymienić. Potrzebował go, ale to może się zmienić, jeśli ten ?owca nie będzie dla niego przydatny. Co więcej, ten mężczyzna nie chciał z nim współpracować.
Oddałbym ci go po zakończeniu naszej współpracy. Tego mógłbyś być pewien. Nie widzę powodu, by zatrzymać coś, co należy do ciebie na dłużej niż to konieczne — odparł ciężko westchnął. Niewiele brakowało, a by ponownie się napił. Dotąd mu się nie zdarzyło, by naprawdę chciał zabić tego ?owcę. Aż do teraz. Bo w tym momencie naprawdę chciał go zabić. I bynajmniej nie byłaby to szybka śmierć.
Byłaby z ciebie okropna wróżka. A nawet jeśli to co? Możesz sobie gadać, ale jeśli nie przyniesiesz mi tych kości zastanowię się nad sensem tej umowy, którą zawarliśmy i to na twoją niekorzyść. Bo nie masz dla mnie ani informacji i jeszcze stwarzasz problemy zamiast naprawdę współpracować, przynosząc mi parę kości bez pierdolenia — skwitował i znów się skrzywił.
Nie wyglądał na kogoś, kto się przejął tymi słowami Eliota. Dla niego była to groźba bez pokrycia. To było też w interesie tego mężczyzny – miał przekazywać informacje od Clave, miał z nim współpracować i jak na złość tego nie robił. Za owocną współpracę miał szansę zostać człowiekiem. Nie dostanie tego, jeśli będzie nadal się tak zachowywać i z nim nie współpracować.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo