Charlotte V. Bennett
[Usunięty]
Charlotte V. Bennett
[Usunięty]
[Cytuj]
Kojarzyłam trochę dróg, bo często chodziłam z tatą i Łobuzem na spacery. Nigdy wybieraliśmy tej samej alejki staraliśmy się wybierać różne. Tak by mój pies miał jakieś różnorodność. Spacer dla niego tez powinien być zabawą nie tylko obowiązkiem. Może młodzi Nocni Łowcy powinni również wychodzi na miasto tak jak ja chodziłam z Łobuzem.
- Daj spokój nic mi się nie stało. Poza tym sama nie panuje nad swoją magią. Nie wiesz, ale raz wywołałabym pożar szkole dla Przyziemnych. Gdybym z niej wcześniej nie uciekłam i zabiłam swoją mamę - powiedziałam do swojej przyjaciółki. Nie była ideałem, chyba nikt nie był nim. Każdy z nas popełnia błędy, a tata mówi, że powinniśmy z nich wyciągać lekcje i starać się więcej ich nie popełniać. - Musisz po prostu ćwiczyć i trenować ją - dodałam po chwili.
Później dostrzegłam ścieżkę, którą znałam byłam pewna, że nią dojdziemy do mojego domu. Tata zawsze chował klucze pod wycieraczką. Wiec mogliśmy dobrze dostać się do środka i poszukać notesu z numerami by z bezpiecznego miejsca zadzwonić do kogoś.
- Wiem się fioletowo-różowe i trochę wyglądają jak kocie. Mam je odkąd odkryłam swoją moce i pochodzenie - powiedziałam do przyjaciółki. Wyjaśniają jej, dlaczego są inne. Wiedziałam, że mogła się ich wystraszyć. Sama byłam przerażona jak pierwszy raz je zobaczyłam w odbiciu. Pociągnęła przyjaciółkę w tamtym kierunku co jakiś czas zatrzymując się by znaleźć drogę do domu.

//zt
 
Kenrick Seymour
[Usunięty]
Kenrick Seymour
[Usunięty]
[Cytuj]
#1

Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz. Ta jedna, jedyna myśl pobrzmiewała mu w głowie, to było ostatnie co pamiętał, nim pochłonęła go ciemność, nim jego umysł stał się pusty i nie czuł już nic. Był niczym zawieszony w czasoprzestrzeni, nic nie czuł, nic nie słyszał. Był martwy, jednak nie do końca. A może jednak tak wygląda dla wampira śmierć? Nie ma nic prócz pustki, prócz nieodgadnionej ciemności. Jest tylko ona.
Nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw. Ba, on się nawet nie spodziewał takiego obrotu spraw. Tego, że jedno, źle wypowiedziane słowo może sprowadzić na niego aż tak paskudny koniec. Było ich czterech i to trzeba im przyznać, byli świetnie zorganizowani. I zaskoczyli go, gdy ruszał na polowanie. I trzeba im to oddać, znali się na rzeczy. Jego mózg wykrył ich odrobinę za późno, w momencie kiedy zostały narzucone na niego ciężkie, srebrne łańcuchy. Ubranie nie dawało żadnej ochrony, palący ból sprawił, że z ust wiekowego anglika wydobył się warkot przeplatany bólem. Nie miał jak zareagować, mimo swojej siły nie potrafił pozbyć się łańcuchów, których końce ściskali w dłoniach, sprawiając że napięty metal palił jego ciało jeszcze mocniej. Widział twarz tego, który wpakował go do grobu. Stał przed nim z kpiącym uśmiechem na ustach, z kołkiem w rękach i nic nie robił sobie z głośnego warczenia wampira. Wypowiedział to jedno, jakże poetyckie zdanie, po czym z impetem wbił mu kołek prosto w serce. I to był koniec wampira. A może jego początek?
Mężczyźni jednak nie do końca wiedzieli, że takie działanie nie jest w stanie zabić wampira, wprowadza go jedynie w letarg, jednak gdy tylko ujrzeli osuwającego się na ziemię rosłego mężczyznę, z radością promieniującą na parszywych gębach przystąpili do kopania grobu na polanie, kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego, że jeśli ich niedoszła ofiara jakimś cudem się obudzi, marny ich los. Doskonale, do dzisiaj, pamięta te zapachy i właśnie dzięki nim zemsta będzie smakowała znacznie lepiej.
Nie wykopali jakiegoś głębokiego grobu, nawet nie chciało im się załatwić przyzwoitej trumny, sklepali ją jedynie ze starych desek. Nie bez problemów wsadzili do niej ciało wampira i zamknęli wieko. Mieli jednak w głowie dziwne przeczucie, że należy jeszcze w jakiś sposób zabezpieczyć trupa, dlatego nim wsadzili trumnę do świeżo wykopanej dziury, owinęli ją tym samym srebrnym łańcuchem, który chwilę temu oplatał ciało Kenricka. Pogwizdując zaczęli zakopywać dół, mówiąc coś o sprawiedliwości i o tępieniu nadnaturalnych stworzeń. Cóż, takich ludzi jest coraz więcej. Chociaż czy aby na pewno byli to ludzie? Ciężko mu to określić. Dryfując w ciemnej toni swojej świadomości myślał że umarł, że oto, po prawie po pięciu setkach prowadzenia naprawdę parszywego życia w końcu może być prawdziwym trupem. Jego zabójcy szybko się ulotnili, nie postawili nawet imitacji krzyża nad grobem, jedynie porozrzucali puste puszki po piwie, niszcząc jakże przyjemny dla oka krajobraz. Ile czasu minęło? Jeden dzień? Dwa, miesiąc, rok? Jedynie rzeka morze to wiedzieć, swoim szumem jednakże nie zdradza się tym z przypadkowymi przechodniami.
 

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
Ach ta pogoda. Niby była zima, a jakby jej nie było. Nie zmieniało to jednak fakty, iż dziewczyna wybierając się na spacer ubrała się cieplutko, choć nie zbyt grubo, aby nie krępować sobie zbytnio ruchów. Nakreślenie stelą runy heat pomagało. Przynajmniej na prawdę było jej cieplutko i mogła swobodnie się poruszać. Oczywiście miała również na sobie runę Glamour. Nie potrzebowała zbędnego towarzystwa. I tak miała zamiar wrócić później do Instytutu. Spacer był jej stanowczo potrzebny. Musiałą trochę porozmyślać. Była na prawdę zdezorientowana. Jej myśli galopowały. Dzień ceremonii zbliżał się nie ubłagalnie, a ona wciąż nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć i jakiego ostatecznie wyboru dokonać. Chciała być Łowcą. Tego ją uczono. Właśnie do tego była szkolona. Jednak zasady wpajane przez ojca za dzieciaka wciąż odbijały się echem w jej umyśle. Ostatnio jednak niektórzy pokazali jej nieco inną stronę. Poprzedni Instytut tyle jej nie dał co ten. Tu lepiej rozumie co znaczy być Łowcą. Coś tam do niej ostatnio zaczynało po prostu docierać. Nieco inaczej zaczęła spoglądać również na zachowania tych, którzy opiekowali się nią w poprzednim miejscu zamieszkania. Co prawda wciąż była zła na niektóre aspekty, ale z innych nieco zeszła z tonu.
Dziewczyna zatrzymała się nad rzeką. Stelę miała schowaną w kieszeni płaszcza. Rączki również w kieszeniach miała schowane. Chwilę przyglądała się płynącej wodzie, by następnie nieco rozejrzeć się dookoła. Było ciemno, a mimo to jej oko przykuła zruszona ziemia tuż obok niej. Kształt i wielkość były dość wymowne. Zmarszczyła brwi. Rozejrzała się po okolicy upewniając się, czy nie ma nikogo w pobliżu. Nie miała przy sobie nic do kopania więc wzięła jedną z puszek i pozbywając się wpierw resztek alkoholu zgięła ją i z pomocą jej brzegu zaczęła rozgarniać ziemię. Nie chciała już wzywać pomocy innych Łowców jeśli nie była pewna co znajduje się pod glebą. Nie musiała zbyt długo odgarniać by natrafić na srebrne łańcuchy. Tym mocniej zmarszczyła brwi. Co jakiś czas się rozglądała, bo na pewno dziwnie by wyglądało, że ziemia sama się rozkopuje. Cicho westchnęła. Stelą narysowała sobie runę Heightened Speed aby przyśpieszyć sobie nieco ruchy. Czym szybciej to załatwi tym lepiej. Pośpiesznie ogarnęła całą ziemię. Dobrze, że nie było jej aż tak dużo. Runą otwarcia otworzyła srebrne łańcuchy, a z pomocą krótkiego sztyletu podważyła jedną z desek by móc je odciągnąć. Wspomogła się przy tym runą Fortis. Widok jaki się jej ukazał nieco ją zaskoczył. Uważnie rozejrzała się dookoła po raz enty z resztą. Zdjęła z siebie runę glamour. Rozpoczęła zdejmowanie kolejnych łańcuchów, tym razem już z samego mężczyzny. Sama w sumie nie wiedziała dlaczego to robi. Powinna była już na początku wezwać kogoś do pomocy, ale jakoś no... Sama chciała się przekonać czy to faktycznie wampir czy jednak może trzeba wezwać zwykłą policję. Stanęła w prowizorycznej trumnie tak, że jej stopy były tuż poniżej dłoni mężczyzny. Uporała się z łańcuchami. Korzystając jeszcze ze zwiększonej siły złapała go od przodu pod ramiona chcąc podciągnąć go do pozycji siedzącej. Potem już tylko podciągnąć nieco wyżej byle by podnieść z łańcuchów. Nieco się szarpała bo miała problem go chwycić. Wyciągnęła go na brzeg całego wykopu. Jej szalik pozaciągał się o wystający kołek więc jak się wyprostowała nad mężczyzną to i przy okazji wyciągnęła drewno z jego ciała. Przeklęła pod nosem zdejmując szal z szyi. Zerknęła na mężczyznę niepewna wyciągając pośpiesznie stelę z kieszeni i kawałek papieru by wysłać wiadomość do jednego z łowców.
Kenrick Seymour
[Usunięty]
Kenrick Seymour
[Usunięty]
[Cytuj]
Wszystko potoczyło się znacznie szybciej, niż mógł przypuszczać. Nagle został wyrwany siłą z tej kojącej czerni, by na skórze poczuć chłód wieczoru, by do jego uszu mógł dotrzeć kojący szum rzeki. Trwało to ledwie sekundę, nim otworzył oczy, nim niebieskie tęczówki ponownie zaczęły chłonąć obrazy. Dawno nieoglądany obraz świata zachwycił go, czując jednak skołowanie, w pierwszym momencie rozejrzał się dookoła siebie, z pogardą patrząc na wykopany grób, na palące łańcuchy i tą pożal się Boże trumnę. Po chwili jednak jego wzrok spoczął na tej, która najwidoczniej uwolniła go z tej ciemności. Na tej, która sprowadziła go znowu na świat.
Przez chwilę nic się nie działo, Kenrick po prostu na nią patrzył, przekrzywiając lekko głowę, niczym zainteresowane dziecko. Nic nie mówił, błękitne spojrzenie utkwił w jej napiętej twarzy, na kącikach ust zatańczył lekki uśmieszek. Widział jej napięcie, nie umknęło mu to, że kurczowo ściska stelę, gotowa do jakiejkolwiek obrony. W końcu stoi oko w oko z wampirem, który najprawdopodobniej od miesięcy był zakopany w ziemi. I który zdawał sobie sprawę z jednej, jakże trywialnej rzeczy, a która to pociągnęła za sobą kolejny obrót spraw.
Stała oko w oko z wampirem który był cholernie głodny.
To było niczym mrugnięcie okiem. Poczuł silny skurcz, głód zaczął go palić, więc niewiele myśląc doskoczył do dziewczyny, wytrącając jej stelę z ręki, z iście wampirze szybkością przyszpilił ją do drzewa, rękoma dobitnie ściskając jej nadgarstki. Zawarczał cicho, a kły wysunęły się samoistnie, w jego oczach płonął ogień, Głód przejmował nad nim kontrolę. Mogła jednak w jego oczach dostrzec cień szansy dla ciebie. Należy mieć na uwadze, że Kenrick nigdy nie pożywiał się w taki sposób. Zawsze korzystał ze swoich zdolności, zawsze sprawiał, że ofiara zapominała o spotkaniu. Teraz jednak nie miał na to sił. W tym momencie musiał się posilić tak, jak robił to setki lat temu, nim nauczył się kontrolować głód i nim ruszył z duchem czasu. Nic więc nie mówiąc szybkim gestem przyciągnął jedną z jej dłoni do swoich ust, nadstawiając nadgarstek wprost na swoje kły. Nie spuszczał z niej spojrzenia, nawet w momencie gdy kłami przeciął delikatną skórę i zaczął się posilać.
Czując smak ciepłej krwi zadrżał niezauważalnie. Miała szczęście w nieszczęściu, trafiła na wampira, który miał na karku znacznie więcej lat niż mogłoby się wydawać. Potrafił się kontrolować, nawet w obliczu silnego głodu, nawet w momencie, gdy nic nie jadł od miesięcy. Bywał w cięższych sytuacjach, jednak w tej chwili, na ułamek sekundy się zatracił, czując jak życiodajny płyn pozwala mu na odzyskiwanie sił. Nie potrzebował jej wiele, jednak specjalnie przeciągnął moment oderwania nadgarstka dziewczyny od swoich ust. W końcu puścił ją, cofając się o krok, otarł skapującą z kącika ust krew. Zerknął na dziurę, w której przyszło mu leżeć, nawet nie wiedział ile czasu. Teraz docierało do niego wszystko ze zdwojoną siłą. Warknął coś pod nosem i zaczął przetrząsać kieszenie w poszukiwaniu jakiejkolwiek wskazówki. Najwidoczniej odzyskał siły, bo dopiero po chwili dostrzegł jej obecność.
- Który mamy rok? Miesiąc? – zapytał gardłowo, patrząc na nią uważnie. Żadnego dziękuję, przepraszam, czy uciekaj gdzie pieprz rośnie. W tej chwili liczyło się ustalenie, jak długo przeleżał w ziemi.
 

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
Gdyby się nie zawahała na te kilka sekund zdążyłaby wysłać tą cholerną wiadomość. Nie, jednak przecież musiała się na niego zagapić. Dla niej działo się wszystko jakby w zwolnionym tempie. Jak tak na nią patrzył uświadomiła sobie, że jednak to wampir. Gdyby nie ten głupi szalik. Cicho jęknęła gdy przyszpilił ją do drzewa. Patrzyła na niego zaskoczona i nieco przestraszona. W myślach karciła się za własną głupotę. Naiwne dziecko. Patrzyła w niego jak w obrazek. Miał silny uchwyt a ona zdążyła się zmęczyć przez cały czas wykopywania go z nieszczęsnego grobu. Steli nie miała bo zdążył ją wybić z jej dłoni. Krótki sztylet również został przy drewnianym pudle. Tylko przez chwilę spoglądała w jego oczy. Przypomniała jednak sobie o umiejętnościach wampirzych, by zaraz pośpiesznie odwrócić wzrok. Mogła mieć jedynie nadzieję, że jej zaraz nie zabije. Jej serce biło jak oszalałe. Krew buzowała w jej żyłach. Ogromna dawka adrenaliny. Zacisnęła początkowo zęby gdy przebił swymi kłami jej nadgarstek. Jednak po chwili zaczęła czuć jak jej mięśnie się rozluźniają. Zrobiło jej się dziwnie miło i przyjemnie. Jej twarz się zarumieniła. Czuła się dziwnie, co wprowadziło ją w stan zakłopotania. Nigdy wcześniej tak się nie czuła. To jak spijał z niej krew było dziwnie... Przyjemne...
Przestał. Przestał pić jej krew, a ona poczuła dziwny niedosyt? Tak, jakby czegoś nie dokończył. Cichutko westchnęła stojąc nadal oparta o drzewo. Blond włosy nieco przysłoniły jej zarumienioną i zakłopotaną twarz. Lekko drżała. Powoli osunęła się na ziemię siadając na nią. Chciała złapać nieco oddech. Uspokoić się. Zerknęła w stronę mężczyzny nie patrząc mu jednak w oczy. Wciąż czuła zakłopotanie. Nadal karciła się w głowie za własną głupotę. Ukradkiem zerkała gdzie to mogła teraz leżeć jej stela. Wolała mieć ją przy sobie. Czuła się teraz totalnie bezbronna. A przecież miał być to tylko zwykły spacer na pozbieranie własnych myśli. Jaka wpadka. Czy ktoś taki jak ona, powinien otrzymać nowy dar od Aniołów? Och, jaka ona była głupia. No i dlaczego to było takie przyjemne?!
- Jest 24 luty 2020. - odpowiedziała swym delikatnym, melodyjnym głosem. Brzmiało to tak, jakby niemal wyśpiewała cichutko owe słowa. Jej głos był niezwykle dźwięczny. Przygryzła delikatnie dolną wargę znów odwracając wzrok od mężczyzny. Chciała ukryć przed nim swoje zakłopotanie i zarumienioną twarz. jej umysł aktualnie wciąż wspominał moment ugryzienia. Walczyła sama ze sobą aby odeprzeć od siebie te myśli. Nie chciała z niczym tego porównywać. Nie miała przecież nigdy chłopaka, faceta, narzeczonego czy kogokolwiek takiego, przy którym mogłaby poczuć coś nieziemsko przyjemnego. Ten stan był jej całkowicie obcy. Zwłaszcza, że raczej byłą odludkiem i od lat nie miała okazji pośmiać się, pożartować bądź samej sobie sprawić sobie chociaż drobną przyjemność, która podniosłaby ją na duchu.
Kenrick Seymour
[Usunięty]
Kenrick Seymour
[Usunięty]
[Cytuj]
Czując, jak wzbierają w nim nowe siły, oprzytomniał nieco, a jego mózg ponownie zaczął działać, jak za dawnych czasów. Znowu analizował, obserwował, zaczynał planować. O nie, nie odpuści takiej zniewagi. Niech tylko dorwie tych, którzy wpakowali go, jak się okazuje na siedem miesięcy do grobu, to marny ich los. Jednak nie teraz, teraz musi dojść do ładu i składu ze swoimi myślami. Ponownie ożył, można to nazwać cholernym zmartwychwstaniem, czy jak na to mawiają ludzie. On jest najzwyczajniej w świecie wściekły i powoli dociera do niego, że za bardzo daje się ponownie porwać emocjom. Znowu może być tak samo jak ostatnio. Dopiero po chwili ponownie skupił uwagę na blondynce, której, mimo wszystko, powinien być wdzięczny, jednak w tej chwili szalało w nim zbyt wiele sprzecznych emocji, by mógł skupić się na jednej rzeczy. Potrząsnął głową i zrobił kilka kroków dookoła grobu, mrucząc coś w nieznanym jej zapewne języku, nadal zastanawiając się, jak do tego wszystkiego doszło.
Po chwili jednak otrząsnął się na tyle, by ponownie spojrzeć na dziewczynę. Nie umknęło jego uwadze, że po pierwsze, jest młoda, a po drugie zrobiła się niesamowicie czerwona na twarzy. Kąciki jego ust wykrzywił nieco arogancki uśmieszek, niebieskie spojrzenie prześlizgiwało się po każdym elemencie jej twarzy, nim powoli zrobił kilka kroków w jej stronę.
- Wychodzi na to, że winny ci jestem podziękowania, pani. – odparł, kiwając jej lekko głową. Mogła wyczuć mocny akcent, jakąś rezerwę w głosie. Bądź co bądź, jest krwiopijcą który przeleżał ostatni czas w zimnej ziemi. Nie wiadomo, co takiemu strzeli do głowy. – Byłem tutaj zakopany przez siedem miesięcy. – skrzywił się lekko, poprawiając mankiety kurtki, którą miał na sobie. Teraz jednak, naszły go bardziej niepokojące myśli. Co z jego potomkami? Co z tymi, którzy w jakimkolwiek stopniu byli dla niego bliscy? Zagryzł lekko wargę, wzrok uciekł gdzieś na bok, a pięści co i rusz zaciskały się i rozluźniały. Przeczesał dłonią włosy, nim ponownie na nią spojrzał, już z kompletnie zmienionym obliczem.
-Wybacz to moje zachowanie. Chociaż raczej nie powinienem przepraszać za coś, co jest moją naturą. – wzruszył lekko ramionami, strząsając resztki ziemi z rękawów kurtki i zaczynając rozumieć, że ma naprawdę nieźle przerąbane. Siedem miesięcy… Wszystko przecież mogło się zmienić. Może już mu się nie udać naprawić relacji, o które z takim trudem walczył. Przecież było o co walczyć. Zalały go kolejne wspomnienia, które odgonił jedynie szybkim ruchem głowy. Nie czas i nie miejsce.
- Jesteśmy w Yorku, prawda? Powiedz, że nie jest to drugi kraniec świata. – naprawdę nie chciałby się znaleźć daleko od domu. Z tego co pamiętał, czasy były nieciekawe, a on sam dopiero co poprzysiągł bronić kilku osób. Jeśli będzie trzeba, wróci, jednak czy to ma najmniejszy sens? Całe życie był sam, nie miał nikogo, kogo by pokochało jego martwe serce, ostatnie lata spędził na poszukiwaniu ulotnej chwili, która dała mu nadzieję. Pytanie tylko, czy w tym momencie jest jeszcze na cokolwiek szansa.
 

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
Chwilę trwało nim pozbierała własne myśli i udało jej się uporać z wszelkimi próbami porównania dziwnej euforii do czegokolwiek, co już mogła znać. Nie miało to najmniejszego po prostu sensu. Na chwilkę przymknęła oczy by móc się uspokoić. Otworzyła oczy wpatrując się w mężczyznę, który wędrował w te i spowrotem. Obserwowała go uważnie. Mimowolnie rozejrzała się również po okolicy sprawdzając, czy na pewno są tutaj sami. Powoli wstała i sama się otrzepała z ziemi. Wciąż czuła ogromne zakłopotanie, a rumieńce nie schodziły z jej twarzy. Próbowała jednak za wszelką cenę przybrać nieco spokojniejszy i bardziej neutralny wyraz twarzy. Wyprostowała się dumnie.
- A i owszem. Napracowałam się, by pana wyciągnąć spod ziemi. - odpowiedziała swym melodyjnym głosikiem. Wciąż obserwowała, jak ponownie zaczął krążyć. Dostrzegła, jak jego pięści zaciskały się i na powrót rozluźniały. Ewidentnie coś go trapiło. Nie poruszała jednak tego tematu. Nie widziała takowej potrzeby. Na wspomnienie o jego naturze znów poczuła zakłopotanie. Wywołało to szybkie wspomnienie momentu picia krwi z jej nadgarstka. Odruchowo znów przygryzła delikatnie dolną wargę. Chrząknęła.
- Tak, jesteśmy w Yorku. - odpowiedziała powoli kierując się w miejsce, gdzie mogła upaść jej stela. Rozglądała się, jednak wciąż miała na uwadze obecność wampira. Mimo wszystko chciała odzyskać swoją własność. Poza tym, mogłaby wysłać w końcu tą cholerną wiadomość. Chociaż teraz byłoby już w ogóle potwornie jej głupio. Zatrzymała się i spojrzała wprost na wampira.
- Może chociaż się pan przedstawi, bym wiedziała komu kołek z serca wyciągnęłam? - powiedziała melodyjnym głosikiem, którzy przyjemnie rozchodził się w powietrzu. Wciąż starała się zachowywać jak najbardziej neutralny wyraz twarzy. mimo wszystko wolała nie zbliżać się zbytnio do mężczyzny, by nie było powtórki z rozrywki. Starała się zachować bezpieczną odległość, choć w tym wypadku to chyba nic jej nie pomoże. Była już mimo wszystko zmęczona, a i nie miała nawet steli by się wesprzeć runami. Czuła się, jakby była w kropce.
Kenrick Seymour
[Usunięty]
Kenrick Seymour
[Usunięty]
[Cytuj]
To na co pracował, nim zamknięto go w trumnie, mógł stracić w jednej chwili. Co zrobić? Jak postąpić? Przecież może okazać się że wszystko jest stracone, że niczego nie da się odzyskać. Nienawidził czuć się bezsilny, to uczucie w tej chwili go przepełniało, tak samo jak w momencie, kiedy stracił dziecko, kiedy przeklinał świat nad grobem swojego pisklaka. Nie chciał powtórki z rozrywki, więc musiał szybko wziąć się w garść, inaczej znowu straci nad sobą panowanie i na nowo będzie musiał budować swoje idealne życie od początku.
Westchnął lekko, z nieukrywaną ulgą.
-Jeszcze raz dziękuję. Chociaż nadal to siedem miesięcy siedzenia w tej zimnej dziurze. – splunął do dołu i zajrzał do trumny, by sprawdzić czy aby przypadkiem nie zostało tam coś dla niego ważnego, albo chociażby coś, co naprowadzi go na oprawców. Nie dostrzegłszy niczego, kucnął przy grobie, będąc nadal przodem do dziewczyny, nie zapominając, że sekundę temu wywołał na jej twarzy niemały szok, a także kilka innych emocji, których sam nie rozumiał. Można śmiało powiedzieć, że w kwestii odczuwania innych uczuć niż chęć zemsty i głód jest naprawdę zielony, przynajmniej jak na wampira z tak dużym doświadczeniem.
- York. Nigdy nie podejrzewałem że z utęsknieniem będę patrzył na tą zatęchłą dziurę. – zaśmiał się lekko, bez emocji, kompletnie nie zdradzając po sobie tego, że miał ochotę wyć do księżyca niczym te parszywe psy, z którymi nie raz i nie dwa miał już na pieńku. Starał się nikomu w paradę nie wchodzić, jednak teraz nie ma zamiaru stać biernie. Za długo już zwlekał z pokazaniem swojego prawdziwego oblicza, nie będzie już stał bezczynnie. Wpierw jednak wybada sytuacje, potem przemyśli kolejne kroki. Zawsze to robił. Unikał w ten sposób problemów.
- Wybacz. Jestem Kenrick. I owiń sobie czymś nadgarstek. Nie gryzłem głęboko, jednak masz zbyt przyjemną krew… by mogła się zmarnować. – odparł, a w niebieskich oczach wampira pojawiła się iskierka rozbawienia, gdy rzucił szybkie spojrzenie na jej zakrwawioną rękę. Nocni Łowcy smakowali zupełnie inaczej niż zwykli Przyziemi. Ich krew działała na niego jak narkotyk, wołała. Pragnął więcej, jednak wiedział, że jeśli pozwoli się zapomnieć raz jeszcze, może mu być ciężko zapanować nad pragnieniem. Spojrzał na nią z ukosa, jakby dopiero teraz zauważył, jak na nią działa. Nie powiem, schlebiało mu to. Była młoda, niedoświadczona, aż się prosiło, by dać jej lekcję życia. Jeszcze dwadzieścia, może trzydzieści lat temu pewnie by to zrobił, teraz jednak jest już za stary na takie numery. – Twoja stela leży tam. Przepraszam i za to. – mruknął, szybkim gestem wskazując dziewczynie odpowiedni kierunek. Wyostrzone zmysły, krew nefilim krążąca mu w żyłach skłaniała go do dalszego działania. Wpierw jednak trzeba ogarnąć to miejsce, by przypadkiem nie wybuchły jakieś plotki. Nie chce też spłoszyć swoich oprawców. Zamierza odpłacić im z nawiązką. Niewiele więc myśląc zakasał rękawy i zaczął zasypywać trumnę ziemią, ze zdziwieniem stwierdzając, że praca fizyczna daje mu chwilową ulgę.
 

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
Wciąż obserwowała mężczyznę. Podchodziła do niego z rezerwą, choć musiała w duchu przyznać, że jak na pijawkę to był całkiem przyjemną osobistością. Gdyby nie to, że jest tuż przed nią to pewnie obiema dłońmi poczochrałaby się po włosach z nerwów i w ramach próby poukładania swoich myśli. Wiedzą jednak, że oboje się wciąż obserwują powstrzymała się przed tym ruchem. Delikatnie przymrużyła delikatnie swe piwne oczęta.
- Lepiej siedem miesięcy niż kilka lat. - stwierdziła melodyjnie. W żaden sposób nie skomentowała słów mężczyzny dotyczących owego miasta. Byłą tu niezwykle krótko. Nie miała okazji zwiedzania go, czy też robienia jakichkolwiek zakupów. Nie byłą również w żaden sposób związana emocjonalnie z samym Yorkiem. Dziewczyna strzeliła kolejnego buraka na wspomnienie o tym, jak pił jej krew. Właściwie nie zwracała uwagi na to, iż ma ranę. Adrenalina, cała ta euforia spowodowała, że nie zwróciła po prostu na to uwagi. Zakłopotana ruszyła we wskazane miejsce. Przykucnęła biorąc stele w dłonie i rysując pośpiesznie runę Iratze, by uleczyć miejsce po ugryzieniu. Przy tej okazji, by nieco się rozbudzić narysowała sobie runę Coffeine. Zdawała sobie jednak sprawę, że zaraz będzie musiała wracać bo opadnie całkiem z sił. Postanowiła jednak póki co jeszcze mu pomóc. Co jak co, ale lepiej było zakopać ponownie to miejsce. nie było najlepszym pomysłem pozostawić otwartej trumny na wierzchu. Schowała więc stele do kieszeni i przykucnęła po przeciwnej stronie dawnego grobu mężczyzny.
- Ja jestem Mia. - powiedziała zerkając w jego stronę. Szybko jednak wróciła wzrokiem na ziemię, którą zsypywała do dołu. Czuła się niezręcznie w obecności mężczyzny. Dobrze, że nie wiedziała co mu po głowie krążyło, bo już wtedy w ogóle by zgłupiała. Chcąc nie chcąc jej serce nadal biło szybciej niż normalnie. Dziwnie się czuła w jego obecności po całej tej sytuacji.
- Należysz do tutejszego klanu wampirów? - zapytała cicho. Jej głos, przez swą melodyjną barwę, powodował że jej słowa brzmiały niczym cicha pieśń. Słodka, delikatna i niewinna, która pragnie przerwać niezręczną ciszę i przyciągnąć uwagę do swej skromnej osóbki.
Kenrick Seymour
[Usunięty]
Kenrick Seymour
[Usunięty]
[Cytuj]
Powoli zaczynał rozumieć już, w jakim położeniu się znalazł, pierwszy szok odszedł, teraz zastąpiła go chłodna logika. Możliwe, ze to co się wydarzyło, było jakimś etapem zwrotnym w jego życiu, może to ewidentny znak, że należy coś zmienić. Takie rozumowanie jeszcze mu nie zaszkodziło, a kto wie, może nawet mu pomoże odnaleźć się ponownie w tym świecie. Jeśli się to nie uda, zniknie na zawsze i nigdy więcej tutaj nie powróci. Na razie jednak musi doprowadzić to miejsce do porządku, by przypadkiem jakieś wścibskie oczy nie zechciały drążyć tajemnicy wykopanego grobu.
Odpowiedział jedynie skinieniem głowy na jej uwagę. Fakt, dobrze że nie zakopano go tam na kilka lat, wtedy miałby znacznie większe problemy. Jednak gdzieś tam w podświadomości nadal krąży mu ta myśl, że sporo się zmieniło, że coś nadciąga, coś z czym on po raz pierwszy w życiu może sobie nie poradzić. Potrząsnął głową, uwalniając się od tych myśli, mając nadzieję że więcej nie będzie się już czuł jak zaszczute zwierzę. Zakopując swój dawny grób miał chwilę na przemyślenie wszystkiego. Możliwe, że zyskał nowego sojusznika. Kenrick nie jest zwyczajnym wampirem, w życiu kierującym się tylko głodem. Z racji czasów, w jakich dane mu było przyjść na świat, na niektóre rzeczy patrzy zupełnie inaczej. Był przecież rycerzem, synem króla. Co z tego, że nieślubnym. Miał maniery i charyzmę. Może najwyższa pora to w końcu pokazać.
- Miło mi…. Mia. – powiedział cichym głosem, jakby testował jej imię, wypowiadając je notabene po raz pierwszy. Nadal w ustach miał smak jej krwi i to wcale nie pozostało bez echa, nadal czuł w sobie znaczną siłę, którą musi w jakikolwiek sposób spożytkować. Nie był to jego pierwszy kontakt z krwią Łowców, jednak pierwszy od bardzo dawna, dlatego mógł być jeszcze w małym szoku, chociaż się z tym nie zdradzał. Bystre, niebieskie oczy obserwowały blondynkę, gdy kończył zasypywać dół. Wstał i otrzepał ręce, patrząc na nią z góry ze względu na swój niecodzienny jak na wampira wzrost. Zaśmiał się lekko na jej pytanie.
- Od lat jestem samotnikiem. Los pokazał mi, że raczej nie dla mnie życie w społeczności. Co nie oznacza, że nigdy w jakiejkolwiek nie byłem. – Kenrick nie jest osobą, która chętnie opowiada o swoim życiu. O tym, co przeszedł, co jest jego bolączką, co przyprawia go o ból złamanego serca. O dziwo, wampiry też mają uczucia, może nawet silniejsze niż inne rasy, nie umiał tego ocenić. Na pewno jednak nie będzie opowiadał swojej historii przypadkowemu Łowcy. Nawet jeśli ten wyrwał go z czeluści. Przekrzywił na bok głowę. – Jesteś młoda, jak na Łowcę. Wybacz, ale ci, których spotykałem byli… nieco starsi. – nie należy zapominać, że Kenrick ma porachunki z łowcami. Nie pała już do nich aż taką nienawiścią, jak te kilka lat temu, jednak nadal nie jest do nich przekonany, nic więc dziwnego, że patrzył na nią nieco podejrzliwie, z dystansem, nie wiedząc, czy ona przypadkiem nie okaże się być taka sama jak ci, którzy bestialsko pozbawili życia jego dziecko. Ci, którym przysiągł zemstę i których nadal szuka. To uczucie pali go od środka i wie, że nigdy o tym nie zapomni. Nigdy nie zapomni o zemście, oraz o stracie.
 

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
Dziewczyna spojrzała wprost na wampira, gdy ten wypowiedział jej imię. Czuła się z tym strasznie dziwnie. Nie przepadała za innymi rasami. Ostatnio jednak zrozumiała, że da się z nimi porozumieć bez większych problemów. Nie chodzi tu o to, że uważała ich za idiotów czy coś w ten deseń. Wpojona nauka przez ojca powodowała, iż nie chciała z nimi rozmawiać uważając ich za niegodnych wszelkich rozmów z rasą Nefilim. Jej postrzeganie ich własnej rasy było mocno skrzywione. Choć przebywała w Yorku krótko,to zdarzyło kilka rzeczy dostrzec i nawet zrozumieć. Nadal była oczywiście sceptycznie nastawiona do innych,jednak nie przekreślała ich całkowicie tylko dlatego, że nie są Łowcami czystej krwi tak jak ona. Zakłopotana zakończyła swoją część zakopywania grobu. Wstał i otrzepała się. Czuła się cała zgrzana. Podeszła do swojego szalika, który wciąż był splatany z kołkiem. Odniosła oba przedmioty by rozpocząć rozplątywanie ich.
- W aktualnym czasie w grupie dla was bezpieczniej. Samotnicy są najłatwiejszym celem dla Kohorty. - odpowiedziała spokojnie. Takich najprościej się pozbyć. Najszybciej. Nawet by nikt nie zauważył ich zniknięcia. W sumie ciekawa był tutejszego klanu jak sobie radził. Ostatnimi czasy nieco bardziej zaczęła się interesować rasami i tym, co się u nich działo. Z uporem maniaka wciąż walczyła by rozplątać szalik przy okazji go nie niszcząc. Cicho prychnęła na słowa mężczyzny spoglądając w jego stronę. Uniosła kącik ust do góry.
- Pochodzę z rodu Ashdown. Urodziłam się już jako Nefilim. - odpowiedziała swym melodyjnym głosikiem. Już nie tłumaczyła, że szkolona jest od lat. Choć to szkolenie może nie zawsze idzie tak jak powinno,ale to już zupełnie inna kwestia. Dopiero w York poczuła, że jakoś bardziej się rozwija. Ogólnie średnia wieku Łowców nie była zbyt wysoka. Ryzyko występujące w ich życiu było na niezwykle wysokim poziomie. Walka z demonami lub oszalałymi wilkołakami czy też wampirami, które miały gdzieś prawa Clave, nie należały do najłatwiejszych. Wszyscy Łowcy byli tego świadomi.
Kenrick Seymour
[Usunięty]
Kenrick Seymour
[Usunięty]
[Cytuj]
Spojrzał jej prosto w oczy, błękit jego tęczówek uważnie analizował każdy gest jej twarzy. Można powiedzieć, że w pewnym stopniu zaimponowała mu. Nie każdy Łowca, który notabene niechcący przywrócił do życia wiekowego wampira, stałby tu teraz z nim i zakopywał grób. Mimo setek lat spędzonych wśród ludzi, nadal go zaskakują. Powoli wracał do niego wspomnienia, te których nie chciał pamiętać, te które sprawiały iż stawał się bardziej ludzki niż by mogło się wydawać. Każdy kto miał okazję go poznać i jakimś cudem zbudować z nim relacje wiedział, że on jest zupełnie inny.
– Kohorta? Co to takiego? – pierwszy raz słyszał taki termin. Najwidoczniej ma znacznie większe zaległości, niż mogłoby się wydawać, więc najbezpieczniej będzie znaleźć innego wampira, który co nieco rozjaśni mu sytuację. W obecnej chwili czuje się niczym dziecko we mgle, a to kolejne uczucie, którego nie pochwała. Widząc jak dziewczyna walczy z szalikiem owiniętym wokół kółka, westchnął lekko i bez jakiegokolwiek skrępowania podszedł do niej. – Pozwól. – powiedział, a zgrabne dłonie z długimi palcami szybko rozprawiły się z zaplątanym szalikiem. Krytycznie popatrzył na kołek i szybkim ruchem posłał go w ciemność, sam szalik oddając właściciele. Wszystko zaczyna wracać. Po wypiciu jej krwi odzyskał nie tylko siły, ale też swoje dawne oblicze. Dzięki temu, że setki lat praktykował umiejętność człowieczeństwa, bardzo trudno rozpoznać w nim wampira, chyba że aktualnie się pożywia. Ta cecha ułatwiła mu naprawdę wiele rzeczy, w tym kontakt z tymi, którzy po pewnym czasie stali się jego jedyną rodziną. Po chwili otrząsnął się z tych wspomnień i znowu skupił na niej swoje spojrzenie.
Mruknął coś pod nosem.
– Nie jestem ignorantem, wiem że Nefilim nie są jak wampiry, że wy od razu się tacy stajecie. Ja takiego szczęścia nie miałem. – powiedział z nieukrywaną goryczą w głosie. Nigdy nie chciał być wampirem, a wszystko przez zazdrość kobiety, która obserwowała go całe życie, która przez wiele lat była jego cieniem. I która zabiła tą, którą ukochało jego serce. W tamtym okresie wszystko się zmieniło. Zyskał nowe życie, życie w mroku z głodem krwi który depcze ci po piętach. Po pewnym sensie stracił też to, musiał żyć sam mając jedynie nadzieję że los w jakimś stopniu się do niego uśmiechnie. Ma ta nadzieję aż do dzisiaj, jednak jak widać nie wszystko idzie zgodnie z założonym planem. Zapatrzył się na chwilę w niebo, w gwiazdy które przez setki lat zastępowały mu słońce. Na chwilę popadł w melancholię, wracając myślami do czasów, kiedy wszystko było prostsze, kiedy nie musiał się niczego obawiać. Teraz w kościach czuł, że wiele może się zmienić.
– Nie żebym nie był ci wdzięczny Mia za wyrwanie mnie z tego dołu, jednak co robisz o tej porze w takim miejscu? I to całkiem... sama? – wrócił do niej spojrzeniem, a w niebieskich oczach zatańczyły iskierki rozbawienia. Wiedział że łowcy mają dziwne przyzwyczajenia, jednak po prawdzie nigdy nie spotkał jeszcze kogoś tak młodego, kto zapuszczałby się w takie miejsca po zmroku, szczególnie w momencie, kiedy podobno czasy są niebezpieczne. Skrzyżował ramiona na piersi i przeniósł ciężar ciała na lewą stronę, stojąc w nieznacznej odległości od dziewczyny, gotowy, w razie czego do nagłej ucieczki. Nigdy nic nie wiadomo.
 

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
No cóż, po prostu uważała, nie ma co zostawiać tego samopas. Nie było potrzeby wywoływać panikę wśród ludzi, gdyby ktoś naszedł by ktoś na taką odkrywkę. Na pewno ktoś miałby grubą rozkmine. Lepiej unikać niepotrzebnych kłopotów. Takie przynajmniej było jej skromne zdanie. Dziewczyna założyła blond włosy za ucho. Delikatnie uniosła brwi do góry. Rozumiała, że był przez siedem miesięcy zakopany, no ale Kohorta to nieco starszy temat niż te minione miesiące. Jej piwne oczy przyglądały się mężczyźnie. Poczuła się zakłopotana, gdy podszedł jej pomóc z szalikiem. Nie wykłócała się jednak o to, by dał sobie z tym spokój.
- Kohorta, to organizacja pragnąca pozamykać rasy w rezerwatach.... - zamyśliła się na chwilę próbując znaleźć w głowie odpowiednie przyrównanie. - Obrazkowo tłumacząc coś jak Naziści w wydaniu Świta Cieni... - zamilkła nagle. Pierwszy raz spojrzał na to z tej strony. Zrobiła wielkie oczy patrząc gdzieś w przestrzeń. Poczuła jakby coś w niej pękło. Jaka ona jest głupia. Niby wiele osób próbowało jej to wytłumaczyć, ale dopiero teraz w nią to uderzyło. Cały jej świat posypał się w ułamku sekundy. Wszystko co, było jej wpajane przez ojca było czystą propagandą mającą na celu stworzenia posłusznego żołnierza. Opuściła głowę. Włosy przykryły jej twarz. Dłonie zacisnęła na swoim szaliku.
- Nie każdy Łowca nim się rodzi. Niektórzy Łowcy nie są również czystej krwi. - szepnęła i odsunęła się od mężczyzny o dwa kroki do tyłu. Odwróciła się nawet bokiem powoli zaczynając zakładać szalik. Już nawet nie zwracała uwagi, że przydałoby się go ostrzelać. Czuła się teraz jak skończona idiotka. Tysiące myśli krążyło po jej głowie. Miała problem się skupić się na choć jednej. Pytanie mężczyzny wyrwało jej z tej rwącej rzeki wspomnień.
- Przyszłam tutaj poszukując odpowiedzi na dręczące mnie pytanie i właśnie otrzymałam odpowiedź. - odparła po chwili milczenia. Opatulila się szalikiem jednak wciąż kurczowo trzymała jego końce. Była wściekła na siebie i na ojca. Zatrzęsła się ze złości. Zacisnęła zęby i przymknęła oczy. Próbowała uspokoić się i ułożyć nieco swoje myśli. Nie był to czas i miejsce na to, by zastanowić się co zrobić dalej z własnym żywotem.
Kenrick Seymour
[Usunięty]
Kenrick Seymour
[Usunięty]
[Cytuj]
Pewnych przyzwyczajeń się po prostu nie zmieni. Ciężko mu będzie działać znowu w grupie, jeśli jednak od tego może zależeć jego życie, zrobi to, chociaż na pewno nie przyjdzie mu to łatwo. Nie dogaduje się z niektórymi przedstawicielami swojego gatunku i tak najprawdopodobniej pozostanie już do końca, mawiają że starego psa nie nauczysz nowych sztuczek, czasy się jednak zmieniają, może to także będzie dotyczyło wampira takiego jak on. Niemniej, na chwilę obecną sympatyzowanie z własną rasą nie jest jego priorytetem, jak się okazuje.
Zamyślił się nad jej słowami.
- Czyli uwolniłaś mnie w naprawdę dobrym momencie. Czuję w kościach, że ta Kohorta da popalić wszystkim rasom, bez wyjątku. – mruknął, przeczesując dłonią nieco przydługie, blond włosy i westchnął lekko. Za czasów, kiedy dopiero co stawiał kroki jako wampir, wszystko było prostsze. Były klany wampirów, każdy z nich miał swoje terytorium, jednak mimo wszystko nie kładziono aż takiego nacisku, jak teraz. Może się okazać, że szybko będzie musiał zainteresować się własnymi pobratymcami, aby uratować swoją starą skórę. Kolejne zmartwienie, nad którym trzeba będzie dłużej się zastanowić, ale to w zaciszu własnego domu. Ciekawe, czy jego posiadłość nie została spisana na straty. Czy zastanie tam Kath. Może pomyślała, że ktoś w końcu zabił jej ojca i wyruszyła w podróż, z której nie zamierzała już wrócić? Zadrżał na samą myśl o tym. Będzie musiał szybko odnaleźć prawdę, inaczej czekają go nieprzespane dni.
- Ale jednak jesteście Łowcami. Widziałaś kiedyś wampirze niemowlę, bądź słyszałaś o urodzeniu się takiego? Ja też nie. My jesteśmy wybrykiem natury, ewenementem, plagą tej ziemi, nazywaj nas jak chcesz. – machnął lekceważąco ręką, uznając, że ten temat nie jest zbyt ciekawy, chociaż wyraźnie można było usłyszeć gorycz w jego glosie. Och, ileż by dał za to, by ponownie stać się człowiekiem, by znowu mógł chodzić za dnia. Miałby prawdziwą rodzinę, prawdziwy dom. Zagryzł wargę, ale w żaden inny sposób nie zdradził ze swoimi myślami. Czasami ma ich aż za dużo w swojej głowie. Ten pobyt w trumnie nie był dobry dla jego psychiki.
Przekrzywił na bok głowę patrząc na nią uważnie. Och, jakież to pytania musi zadawać sobie tak młoda osoba? Zaśmiał się lekko pod nosem, nawet sam nie wiedział z czego. Najwidoczniej wraca stary dobry Kenrick, ten który lubi się bawić, mieszać, wpływać na innych. Nic więc dziwnego, że spokojnym krokiem do niej podszedł, by w kolejnej chwili znaleźć się za plecami dziewczyny i zniżyć usta do jej ucha.
- Jakież to ważne pytanie sobie zadawałaś, Mia? I czy odpowiedź aby na pewno jest dla ciebie… satysfakcjonująca? – wymruczał wprost do jej ucha, mogła usłyszeć, że się śmieje. Nie zrobił nic innego, po prostu zniwelował odległość między nimi, dając jej jednoznacznie do zrozumienia, że mimo wszystko, to on jest panem sytuacji. W kolejnej chwili znowu znalazł się przed nią i stał tak, ze skrzyżowanymi na piersi rękoma, rozczochranymi włosami i niebieskimi, lśniącymi od rozbawienia oczami. Z twarzy nie schodził mu także lekko drwiący uśmiech. Chyba przypominał człowieka bardziej, niż by sam tego chciał.
 

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
- Już daje - odpowiedziała cicho na jego słowa. Jej myśli były teraz na prawdę rozbiegane, jednak wciąż słuchała co wokół niej się dzieje. Delikatnie pokręciła głową na znak, iż faktycznie nie widziała. Nefilim mogli bez problemu tworzyć rodziny i wydawać na świat kolejnych łowców. Większość ras nie miała tej możliwości. Wampiry, Czarownicy, Wróżki. Właściwie najgorzej było dla Czarowników. Wampiry mogły kogoś przemienić. Wróżki też nie miały najgorzej. Wilkołaki chyba w tej kwestii miały najlepiej. Nie było problemu, by się rozmnażały. Faktycznie młodej Nefilim niezbyt może interesowało to, czy Wampiry mogą się rozmnażać czy też nie. Może dawniej mogłaby ponazywać ich na różne sposoby. Teraz jednak nie w głowie było wyzywać w jakikolwiek sposób inne rasy. Wiele rzeczy dopiero do niej docierało. Nawet nie zwróciła uwagi na mimikę mężczyzny. Wciąż nie spoglądała na niego pragnąc ukryć to, jak teraz sama się czuła. Dziewczyna drgnęła mimowolnie usłyszawszy przy swoim uchu głos Kenricka. Już chciała się odwrócić gdy ten stał już przed nią. Uniosła swój wzrok spoglądając na jego twarz. Uśmiechnęła się krzywo. Postąpiła o krok do przodu skracając dystans między nimi. Puściła szalik opuszczając dłonie wzdłuż ciała.
- Nie ważne jest jakie pytanie. Odpowiedź w tym momencie jest najważniejsza. Czy satysfakcjonująca? - postąpiła kolejny krok do przodu patrząc wciąż uparcie w jego niebieskie, iskrzące oczy. - Ma dwojakie znaczenie dla mnie. Ta odpowiedź niszczy mnie i buduje na nowo. - stała już teraz tuż przed nim patrząc do góry. Wyprostowana, dumna. Jej oczy szkliły się, jednak żadna łza nie spłynęła po jej rumianych policzkach. Patrzyła na niego. Jej serce biło jak oszalałe. Była pełna emocji, których nie potrafiła nawet poprawnie okazać. Nie potrafiła na ich temat rozmawiać. czy wiele się różnili? Niektórzy sądzili, że to Wampiry nie posiadają uczuć. Jednak przy tej dwójce, to chyba Mia miała jednak znacznie większy problem właśnie z uczuciami niż sam Kenrick. W końcu odwróciła się od niego odsuwając się.
- Wystarczy. - szepnęła znów pochylając nieco głowę do dołu. Miała straszny mętlik w głowie, a jego obecność i wspomnienie spijania jej krwi wciąż przebijały się pomiędzy karceniem się i obrzucaniem samej siebie oszczerstwami w myślach.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo