Kenrick Seymour
[Usunięty]
Kenrick Seymour
[Usunięty]
[Cytuj]
Znowu westchnął. Nadejdą ciężkie czasy, nie minie chwila a zrobi się naprawdę niebezpiecznie i nikt nie będzie mógł powiedzieć, że jest bezpieczny. Brakuje jeszcze tego, by on, Kenrick Seymour miał się bać własnego cienia przez jakąś organizację Nefilim, która chce rządzić światem Podziemnych. Miał ochotę warknąć, wiedział jednak że to nie rozwiązanie. Właśnie w takich sytuacjach ponownie na wierzch wychodzi jego nienawiść do Nefilim, nieco złagodzona przez spotkanie pewnej łowczyni, jednak nadal jest w nim żywa i tak pozostanie. Teraz musi zadbać o siebie i odnaleźć najbliższych, potem będzie się martwił tym, co przyniesie los.
Obserwował ją uważnie, każde drgnięcie jej ciała gdy znajdował się niebezpiecznie blisko. Była odważna, to trzeba jej przyznać. Nie bała się go, mimo drastycznie zmniejszonej odległości, mimo tego że ponownie mógłby zatopić kły w jej nadgarstku, ponownie poczuć słodką krew spływającą mu do gardła. Na jego twarzy pojawił się leniwy uśmiech, zaledwie wspomnienie przeżytej przyjemności. Wamipry mają swoje pojęcie ekstazy, niezrozumiane dla innych raz. On sam nie jest wyjątkiem, wie, co dla jego ludu oznacza picie krwi. To nie tylko przetrwanie: w pewnych okolicznościach jest to bardzo intymna kwestia, a także wiążąca? Jak jest w tym przypadku? Jedno jest pewne: dzięki jej krwi wyczuje, czy nie znajduje się przypadkiem w stanie zagrożenia. Poznał jej zapach, więc w razie czego może przyjść z odsieczą. Właśnie. Może.
Uniósł do góry brwi.
- Silne słowa. Pytanie, czy nie są to przypadkiem słowa rzucane na wiatr. – nic nie robił sobie z tego, że sama zmniejszyła odległość, nachylił się nieznacznie, by móc najzwyczajniej w świecie świdrować ją spojrzeniem. Może nachalnie, wyznawał jednak zasadę, że kontakt wzrokowy jest kwestią najważniejszą w jakichkolwiek, międzyrasowych stosunkach. – Oby jednak ta odpowiedź nie sprowadziła cię na samo dno. Ciemności, jakie tam zalegają potrafią omamić. Biada temu, kto na czas się od nich nie uwolni. – czasami mówił zagadkami, czasami pozwalał sobie na to, by jego akcent był znacznie silniejszy. Swoje już widział, miał pojęcie o rzeczach, o których inni nie wiedzieli. Był świadkiem wojen, mordów, ludobójstw i niezwykłej żądzy. Postępował w zgodzie ze swoimi zasadami, a miesiące spędzone w tej dziurze sprawiły, że całkiem się zmienił. Nie jest już taki, jak wcześniej. Rumieniec na twarzy dziewczyny skwitował jedynie uśmiechem, potrząsając lekko głowę, rozsypując blond włosy tak, że zakryły mu na sekundę oczy.
- Czy aby na pewno wystarczy? Zapewniam cię, że nie stosuję na tobie moich wampirzych sztuczek. – zaśmiał się cicho, nachylając się, by zwrócić na siebie jej uwagę. Była intrygująca, a Seymour bardzo cenił sobie takich ludzi. Otaczał się nimi, zgłębiał ich psychikę, pozwalał sobie na relacje z ludźmi, którzy mają w sobie coś, co go zainteresuje. – Jesteś młoda, masz jeszcze trochę czasu, by zadawać sobie trudne pytania i znajdować na nie odpowiedzi. Jednak czy teraz na to czas? Czy nie lepiej poczuć się wolnym, choć raz? – patrzył na nią z miną niewiniątka, doskonale wiedząc, co chciał jej przez to przekazać.
 

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
Przy tym, czego już doznała w swym krótkim żywocie, zatopienie kłów przez wampira zdawało się drobnostką, a nawet przyjemnością. Wciąż pamiętała jak czuła się, gdy to zrobił. Wciąż w jej myślach błąkała się nuta tęsknoty za tym dziwnym, euforycznym stanem błogiej przyjemności. Myśl o tym, że mogłaby w ten sposób zginąć była niczym w porównaniu do tego, jak zmanipulowano nią już na samym początku jej życia. Dziewczyna dłuższą chwilę milczała. Rumieniec z jej twarzy za żadne skarby nie chciał zejść z jej twarzy. Wciąż czuła się zakłopotana w kwestii zbyt dużej bliskości mężczyzny. Było to dla niej coś nowego. Dodając to wcześniejszy stan euforii... No biedaczka miała z tym po prostu problem. Na szczęście jedynie okazywała to po przez aktualnie rumiane policzki. Odwróciła się nagle, jednym, płynnym ruchem. Jej włosy zatańczyły w powietrzu. Spojrzała wprost w jego oczy. Był tak blisko. Miała zawzięty i niezwykle poważny wyraz twarzy jak na tak młodą osobę.
- Ta odpowiedź odsłoniła mi oczy. Ta odpowiedź zabrała mi klapki z oczu, które zostały nałożone mi jeszcze gdy byłam niemowlęciem. Czy teraz jest na to czas? Tak. To jest ten czas. - nie bacząc na nic nie odrywała wzroku od jego niebieskich oczu. Jej piwne oczy lśniły. Melodyjny głos drżał, co jednak w żaden sposób nie niszczyło całokształtu jej wypowiedzi. Wręcz przeciwnie. Tonacja jej głosu podkreślała, jak ważne to dla niej było, uzyskanie owej odpowiedzi. Doznanie swoistego oświecenia. Mia ściągnęła z nadgarstka gumkę do włosów. Nie odrywając wzroku od Kenricka związała blond włosy w kocyk. Odwróciła się ukazując mu tatuaż na swym karku.
- Nigdy nie byłam wolna. Nie znam tego pojęcia. - odwróciła się ponownie w stronę mężczyzny. - To do tej pory mnie określało. Określał mnie mój martwy ojciec. Ojciec, który założył Kohortę. - dziewczyna złapała go jedną dłonią za połę kurtki. Zacisnęła zęby. - Tak. Wystarczy. - powiedziała patrząc wprost w jego oczy.
Kenrick Seymour
[Usunięty]
Kenrick Seymour
[Usunięty]
[Cytuj]
Naprawdę miała wiele szczęścia, że trafiła na niego, a nie na jakiegoś naprawdę paskudnego typa. Widział przypadki, kiedy podobna sytuacja kończyła się dosyć krwawo. Dlatego właśnie, chcąc nieco zerwać ze stereotypami, jakimi jest owiana rasa wampirów, zachowuje się nieco inaczej, jednak przecież nie wyrzeknie się swojego życia. Na wampiryzm nie ma lekarstwa, to klątwa, która będzie na nim ciążyć aż do jego paskudnego końca. Może nie będzie musiał długo się męczyć, jednak jeszcze teraz pokaże im, kim naprawdę jest, jak wiele musiał wycierpieć, aby znaleźć się właśnie w tym miejscu. Czasy najwidoczniej sprzyjają rewoltom, więc i anglik nie będzie długo zwlekał z ogarnięciem wszystkiego.
Patrzył na nią uważnie, słuchał jej słów mając beznamiętny wyraz twarzy. Sporo mądrości jak na tak młodą osobę, co było jej kolejnym atutem. Jednak czy taka mądrość nie jest przypadkiem przekleństwem? Musi uważać, gdyż może się zdarzyć, że słowa które właśnie wypowiada, położą wielki nacisk na jej dalszym życiu.
- Czas jest pojęciem względnym. Dla kogoś, kto chodzi po świecie setki lat, nie ma znaczenia. To tylko chwila. Nic więcej. – widać znalazł godnego kompana do zagadkowych rozmów, gdyż w niebieskich oczach wampira pojawiły się lekkie iskierki zrozumienia. Rzadko kiedy udawało mu się rozmawiać z kimś w takim stopniu, by rozmowa nie okazała się tylko zlepkiem słów bez jakiegokolwiek większego znaczenia. Nie odrywał od niej spojrzenia, patrzył na każdy gest, na to jak związuje włosy, nawet dostrzegł tatuaż, jaki posiadała. Była za młoda by nosić taki ciężar, a on doskonale widzi, że cierpi. Jednak czy on winien wtrącać się w takie sprawy?
- Możesz być wolna. Masz znacznie lepsze możliwości niż ja sam. – parsknął lekko, jednak po chwili spoważniał. – Ciężko jest zerwać z nawykami i wyjść z cienia innych, jak i zamknąć za sobą pewne drzwi. To jednak wykonalne. Uważaj jednak, by nie stracić po drodze sensu. – raz już zaryzykował a owo ryzyko nie opłaciło się, konsekwencje odczuwa aż do dziś, co dzień przeklinając Boga za to, kim jest. I kim może się stać. Spojrzał ja jej rękę zaciśniętą na swojej kurtce i niezauważalnie drgnął. Przywykł do bycia panem sytuacji, jak i nie za bardzo cenił sobie tak bezpośrednie ruchy, jednak w razie konieczności, będzie umiał wyznaczyć granicę. Spojrzał najpierw na jej rękę, potem na twarz, na te oczy które wpatrywały się w niego jak w obrazek. Czy powinien? To Nefilim, jedna z tych, którzy odebrali mu szczęście, sens jego istnienia. Winien ich nienawidzić, jednak los skrzyżował jego drogi z kimś, kogo obraz ma nadal w pamięci. Kimś, kogo winny był nienawidzić, jednak teraz sam do końca nie jest pewien, co robić.
- Uważaj. – powiedział cicho, stawiając jedną nogę do tyłu, starając się utrzymać swoją przestrzeń, zamykając się za murem, który pomagał mu przetrwać najgorsze chwile. – Nieprzemyślane działania sprowadzą na ciebie problemy. Jesteś za młoda, by brać na swoje barki znacznie więcej, niż możesz udźwignąć. – co wyrażały jego oczy? Nic. To kompletna, niebieska pustka. Oczy kogoś, kto zbyt wiele razy nie przemyślał własnych kroków i teraz tego żałuje. Nawet najgorszemu wrogowi nie życzy takiego losu.
 

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
Fakt. Miała wiele szczęścia trafiając właśnie na niego. Przy niejednym wampirze mogłaby zostać osuszona ze swojej krwi do cna. Już nie wspominając o tym, że w ogóle ze sobą rozmawiają w pełni spokojnie. Pomińmy wprowadzanie dziewczyny w wielokrotny stań zakłopotania. W danym momencie było to właściwie najmniejszym problemem. Myśli w końcu zmieniły swój kierunek i zostały odciągnięte od krępujących myśli w kierunku wspomnień znacznie głębiej umiejscowionych w jej umyśle. Czy jej mądrość była przekleństwem? Można by było tak powiedzieć. Była spiętą osóbką, raczej stroniącą od innych i od wszelkiej maści zabaw. Wolała przesiedzieć dzień nad książkami lub spędzić go na treningu jeśli nie była wysyłana na żadną misję. Jej zachowanie dalekie było do rówieśników, jednak przy tym jak była wychowana oraz później odcięta od najdrożej jej rodziny, proszę jej się nie dziwić.
- Dla kogoś takiego jak ty... Racja, czas to tylko chwila. Dla kogoś takiego jak ja sprawa wygląda zupełnie inaczej. Średnia życia Łowcy jest krótsza od średniej życia przeciętnego człowieka. Dla nas więc czas jest czymś więcej niż ulotną chwilą. - odparła swym melodyjnym głosikiem. Musiała przyznać, że niezwykle dobrze się jej z nim rozmawiało. Choć trudny to był temat, to jednak czułą się w danym momencie lepiej, niż podczas rozmowy z własnymi pobratymcami. Kenrick nie spoglądał na nią po przez pryzmat jej ojca. Może właśnie plusem było to, że to od niej dowiedział się o całej tej przeklętej organizacji? Sama nie wiedziała. Mimo wszystko z nim jakoś było jej łatwiej wyrazić siebie. Sam fakt, że tyle mówiła już o tym świadczył, choć wampir nawet nie zdawał sobie sprawę, iż normalnie dziewczyna praktycznie się w ogóle nie odzywa. Puściła go od razu, gdy zwrócił jej uwagę. Sama również postawiła krok do tyłu by zwiększyć odległość między nimi. Nie odrywała jednak od niego wzroku. Uśmiechnęła się krzywo i rozejrzała się. Podniosła swój sztylet i schowała go do cholewy buta, tam, gdzie miał odpowiednio przygotowane miejsce. Wyprostowała się powracając wzrokiem do mężczyzny.
- Sens... Tracą go ci, którzy zbaczają z drogi. Ja pozwolę sobie na stwierdzenie, iż właśnie zmieniam drogę z jednej na drugą. W tym momencie to jest moja wolność. Właściwie to teraz ja muszę podziękować tobie za tą rozmowę. - lekko się skłoniła w geście podziękowania. Znów się wyprostowała. Miała jeszcze wiele do przemyślenia, do poukładania sobie wszystkiego w głowie. Faktycznie w tym wypadku poczuła swoistą wolność wyboru własnej drogi, a nie tej wyuczonej przez ojca. O innych sprawach nawet nie myślała. Bycie zwykłą nastolatką było jej obce. Jak na szesnastolatkę miała bardzo elegancki styl ubioru. Makijaż delikatny i skromny. Nie w głowie były jej imprezy, a i nie miała przyjaciół. Właściwie to nawet z bratem się nie dogadywała. Całokształt jej osóbki raczej się nie zmieni po zrozumieniu kwestii zmanipulowania jej przez ojca, jednak na pewno nie będzie jej tak drażnić tematyka unieszkodliwienia Kohorty oraz łatwiej jej będzie współpracować z innymi Łowcami, a to już jest ogromny plus
Kenrick Seymour
[Usunięty]
Kenrick Seymour
[Usunięty]
[Cytuj]
Ludzie są dziwni, naprawdę dziwni, Kenrick chociażby miał jeszcze okazję żyć na oko setkę albo dwie, na pewno w pełni ich nie zrozumie. Dla zwykłego wampira ludzie są workami na krew, jednak Seymour widzi w nich znacznie większą wartość, pozostaje jednak jeszcze jego problem z Nefilim, kwestie podejścia do tej rasy, brak zaufania, bardzo mały szacunek i cholerny mętlik w głowie. Powinien być jak te obrazkowe wampiry, rządne krwi, nie posiadające uczuć, chcące tylko i wyłącznie zabijać. On jednak tak nie potrafi żyć, co jednak nie oznacza, że w obronie tego, w co wieży, jest w stanie walczyć niczym lew. W tej chwili jednak kwestie jego relacji z rasą łowców zejdą na drugi plan, musi zastanowić się nad swoimi dalszymi działaniami. Już czuł dreszcz ekscytacji, ponownie wracał do życia, ponownie sprawi, że wszyscy będą musieli się z nim liczyć. Niby samotnik, ale ma bardzo wiele do powiedzenia w obecnych okolicznościach. Wie, że jeśli sobie wszystko poukłada, jeżeli wszystko zaplanuje w odpowiedni sposób, wyjdzie z tego zwycięsko.
- Nigdy was nie zrozumiem. Nefilim, rasa stworzona by strzec porządku w Świecie Cieni. – prychnął z nieukrywaną pogardą. – Umieracie młodo, bo się narażacie, bo walczycie za tych, którzy czasami nie chcą waszej ochrony. Potraficie też być bezwzględni, zabijać bez mrugnięcia okiem, niczym maszyny. – coś lodowatego zalśniło w jego oczach. Znowu widział tą scenę. Deszcz. Rozkopany grób, ciało jego dziecka owinięte w płótno. I ta gorycz, ta paląca gorycz, która sprowadziła go aż na samą krawędź obłędu. Wyrwał się jednak, ale jakim kosztem? Po chwili wzruszył ramionami, tym gestem odganiając te myśli. – Niemniej, jesteście interesujący. – podsumował, dając pokaz swojego charakteru w pełnej okazałości.
Żył przeszłością, bo inaczej nie umiał. Nie udało mu się odnaleźć tych, którzy wykonali wyrok, najprawdopodobniej już nie żyli i żałuje, że to nie on dał im śmierć. Byłaby na pewno znacznie bardziej bolesna. Ona jeszcze nie zdawała sobie sprawy z tego, jaki jest prawdziwy Kenrick, jaki mrok w sobie nosi. Nie chce pokazywać swojego prawdziwego oblicza, tej bestii, którą jest na co dzień. Udawanie człowieka przychodzi znacznie łatwiej. Poprawił mankiety swojej kurtki, nie spuszczając z niej wzroku, starając się poukładać to wszystko w głowie. Lata mijają, a on nadal nie wyzbył się nienawiści, która trawi go od środka niczym trucizna i sprawia, że coraz bardziej się zatraca. Jeszcze chwila, a znowu wpadnie w objęcia szaleństwa.
Lekki uśmiech zagościł na jego twarzy.
- Masz na wszystko czas. Nawet jeśli żyjecie krótko, wierz mi, zaczniesz trzymać się tej odpowiedniej drogi. Ja wiele razy wracałem z jednej i wchodziłem na kolejną. – błędy, jakie popełnił, ciągną się za nim aż teraz, nieprzemyślane decyzje wiążą go już na zawsze, ale nie żałuje. Miałby nudne życie, gdyby nie zdecydował się na pewne kwestie, gdyby nie podjął ryzyka. – Niektóre wampiry zachowują się podobnie. Są to jednak odosobnione przypadki. – mówi o ogóle, nie o sobie, chociaż on sam idealnie wpasowuje się w ten tekst.
 

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
Właściwie każdego można by było nazwać dziwnego, każdą z ras. Niby panowały ogólne zasady etykiety i tym podobne rzeczy, jednak charakter każdej z istot się różnił. Każdy mógł zaskoczyć na swój sposób. Nefilom było tak samo blisko do ludzi jak i samym wampirom, które w końcu powstawały właśnie z nich. Łowcy byli też specyficzny właśnie ze względu na odgórnie narzuconą im misję ochrony świata. Jak widać różnie z tym bywało i większość nie rozumiała tego co robią. Dziewczyna posłała jedynie krzywy uśmiech w odpowiedzi na pogardę wampira. W sumie trochę to rozumiała. Nie było to nic nowego. Większość ras zapominała, że walczą z demonami oraz z tymi, którzy narażają Świat Cieni na odkrycie. CO zaś tyczy się zabijania... Tak, właśnie tak byli szkoleni. Mieli reagować szybko, odruchowo i bez zastanowienia. Ułamki sekundy decydowały w końcu o tym kto przetrwa. Czy byli tacy, którzy naginali prawo Clave do własnych celów? Tak. Czy byli tacy, którzy wykorzystywali otrzymane dary w niewłaściwy sposób? Tak. Kohorta jest tego świetnym przykładem. Mogliby dyskutować o tym do białego rana, jednak mogłoby być to niezwykle problematyczne zarówno dla samego Kenricka jak i zmęczonej Mii. Tak, zmęczonej. Dopadało ją już zmęczenie. Było na prawdę późno, użyła kilku run, namachała się no i ktoś tu podpił trochę jej krwi. Dziewczyna delikatnie rozłożyła ręce na boki w geście niewiadomej.
- Każdy na swój sposób jest interesujący, chociażby z tego względu jaka historia się za nim kryje. - odparła melodyjnym głosikiem. Nie, to nie świergot ptaków zwiastujących nadejście wschodu słońca. Ta małolata, która stała przed nim również żyła przeszłością. Próbowała się z niej wyrwać. Coś do niej dotarło, ale jak już sam wampir wspomniał, nie łatwo zmienić wyuczone zachowania. Dla niej i tak to już niezwykle dużo, że stoi sobie tutaj z "pijawką" i uroczo sobie z nim gawędzi. Zawiał nieco chłodniejszy wiatr. Dziewczynę przeszył nieprzyjemny dreszcz. Poprawiła swój szalik i podniosła kołnierz swojego płaszcza by lepiej chronić kark przed wiatrem.
- Czas... Ach ten czas. - szepnęła odwracając nieco głowę w bok. Spojrzała w kierunku płynącej nieopodal rzeki. Mimowolnie się uśmiechnęła. Był to pierwszy, naturalny uśmiech dziewczyny. trzeba było przyznać, że znacznie bardziej do niej pasował niż te krzywe uśmieszki, którymi już to zdążyła obdarować samego Kenricka. Wciąż trzymała kołnierz dłońmi. Skierowała swój wzrok na nadgarstek, na którym widniały wciąż ślady krwi. Rumieniec ponownie wypełzł na jej twarz. Teraz to ona na chwilę się zamyśliła. Chyba miała na prawdę dużo szczęścia tej nocy.
Kenrick Seymour
[Usunięty]
Kenrick Seymour
[Usunięty]
[Cytuj]
Na przestrzeni wieków wampiry nie miały wcale lekko. Jednak same zrobiły zły start, dając się poznać jako krwiożercze bestie, porównywalne do wilkołaków. Ludzie straszyli nimi dzieci jak były niegrzeczne, z czasem zaczęły wierzyć, że nikt nie wyjdzie cało ze spotkania z wampirem. I tak się przyjęło, w niektórych kręgach tak jest do dziś, bo większość pijawek praktykuje taki styl życia, na co Kenrick patrzy z pewną dozą pożałowania. Takie podejście nie zaprowadzi ich daleko, sprawi że na nowo mogą zacząć się polowania, znowu mogą zacząć ich tępić, a to już nie jest przyjemna wizja. Może i przypominali ludzi, może niektórzy, tak jak on, zachowywali się kropka w kropkę jak Przyziemni, jednak choćby nie wiadomo co robili, pozostaną wrogami ludzkości, będą przyczyną wszelkich bolączek. I na to nie ma już rady. Kenrick może jedynie obserwować i zainterweniować w odpowiednim momencie. Nic innego mu nie pozostaje, prócz powrotu do dawnego życia, nadal jednak uważając, komu zaczyna ufać, a z zaufaniem u niego nie jest tak prosto, jakby mogło się wydawać. Po prawdzie, to on nikomu nie ufa.
- Nie każdy jednak jest godny zainteresowania. Wszystko zależy właśnie od samej historii. – w zamyśleniu podrapał się po policzku. Lubił poznawać ludzi, szybko jednak się nudził, bo mało kto mógł mu więcej zaoferować, niż chwilową rozmowę, która z pozoru ciekawa, będzie powtarzała te same schematy, która będzie taka sama jak wszystkie inne. Dlatego nie miał przyjaciół, bliskich osób, nikt nie potrafił rozbudzić w nim ciekawości, zainteresować do tego stopnia, że zechce się otworzyć i zdradzić chociaż rąbek swojej historii, która, budowana przez cztery stulecia obfituje w ciekawe momenty. Dobry materiał na książkę historyczną.
Jemu za to nie było zimno. Oczywiście, gdyby chciał udawać człowieka, mógłby zacząć się trząść, mieć szybszy oddech, jednak po co udawać, skoro ona już doskonale wie, kim jest. Wiedział jednak, że gdyby przyszło im się spotkać w zupełnie innych okolicznościach, nie rozpoznałaby w nim wampira. Umiał zachowywać się jak człowiek, przez lata analizując ludzie zachowania wiedział, jak postępować, by nie zostać wykrytym, by uznawano go za jednego z najnormalniejszych ludzi. Dopóki sam zresztą nie zechciał się ujawnić. Jakby od niechcenia wyciągnął rękę i poprawił jej płaszcz. Czyż to nie są ludzie odruchy?
- Czas. Jak mrugniecie okiem mija pięćdziesiąt lat, a ty tego nie odczuwasz. Innym razem godzina wlecze się niemiłosiernie. Jak myślisz, jaki w tym sens? – przekrzywił na bok głowę, zabierając rękę, poruszając ponownie temat czasu, ułudnych chwil i jego przemijania. Dawno nie miał okazji do takiej rozmowy. Jej rumieniec oczywiście znowu nie umknął jego uwadze. – Znowu twoje lico pokrywa się szkarłatem. Aż tak cię zawstydzam? – w jego głosie pobrzmiewał dziwny akcent, znowu wypowiadał się tak, jakby żył w średniowieczu, jakby te czasy nigdy nie minęły. Bywały chwile, kiedy chciał znowu przywdziać zbroję i ruszyć w bój. Tylko z kim miałby walczyć.
 

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
Trzeba było przyznać, że to prawda. Wampiry początek historii miały na prawdę ciężki. Te wszystkie polowania, palenie na stosach, wybijanie jak popadnie, byleby zmniejszyć ich populację. Powstało pełno stereotypów, opisów i książek na ich temat. Chyba z całości najzabawniejsze było zrobienie z wampirów świecących za dnia pięknisiów ze Zmierzchu. O matko! Co za paskudny film. Ledwie go Mia zaczęła oglądać i bardzo szybko go wyłączyła. Dobrze, że nie była na tym w kinie bo żałowałaby każdego centa wydanego na to paskudztwo. Czasami się zastanawiała jak się czują wilkołaki i wampiry widząc filmy ich przedstawiające. Osobiście dla niej większość z nich to była jakaś porażka. Już wolała pozostać przy książkach naukowych i raczej nie zabierała się za żadnego rodzaju fantastykę. Oj... Chyba zeszłam straszliwie z tematu człowieczeństwa samych wampirów. Może po przemianie i nie byli już ludźmi, mieli nowe możliwości, żyli tylko w nocy no i pożywiali się krwią. Mimo wszystko jednak wciąż mieli w sobie pierwiastek ludzki, ich charaktery i zachowanie skądś się wywodziło.
- I tutaj muszę przyznać rację. Nie każdy. - mimowolnie skinęła głową. Co jak co, ale rację w tej kwestii to on miał. Niektórzy byli niczym chomiki w kółkach. Wciąż nawijali o tym samym, wciąż robili to samo i zastanawiali się, dlaczego wciąż to samo ich spotyka. Nudne istoty, z którymi nawet jednego słowa nie miało się ochoty zamienić. Sama również nie miała zbytnio znajomych, a o przyjaciołach nie wspominajmy nawet. Unikała bliższych kontaktów, a zwłaszcza z gadułami. No akurat tu, w Yorku jeden taki przyczepił się do niej jak rzep psiego ogona. Dodatkowo kawalarz jakich mało. O tyle sytuację ratowało to, że potrafił trawić słowami w sam środeczek.
- No akurat ja bym raczej odczuła, jak mija mi pięćdziesiąt lat. - prychnęła cicho. Faktycznie jednak, niektóre rzeczy mijają w mgnieniu oka, a inne zaś się niemiłosiernie dłużą aż do porzygu. Biedne dziewczę drgnęło delikatnie zaskoczona tym, iż ten postanowił poprawić jej płaszcz. Uniosła delikatnie brwi do góry. Piwne oczęta patrzyły na niego obserwując dalsze poczynania. Zdębiała. Przez chwilę wyglądała niczym złota rybka wyciągnięta z wody. Wyjątkowo nie wiedziała co mu odpowiedzieć. Złożyła swoją dłoń w piąstkę i ukryła za nią usta lekko odkaszlując.
- Robi się późno... Chyba powinnam się zbierać. - odpowiedziała chcąc całkowicie uciec od próby odpowiedzi na zadane przez mężczyznę pytanie. czy ją zawstydzał? No jasne, że tak. Uczucie, jakie przez nią przeszło podczas ugryzienia, było dla niej czymś totalnie nieznanym i straszliwie przyjemnym doświadczeniem. Samo wspomnienie o tym wywoływało więc u niej rumieńce. Dodajmy do tego brak znajomych równy jest brakiem posiadania jakiegokolwiek partnera, co dla niektórych może być dziwne, iż nastolatka nie miała żadnych wzlotów i upadków miłosnych.
Kenrick Seymour
[Usunięty]
Kenrick Seymour
[Usunięty]
[Cytuj]
Palenie na stosie do najprzyjemniejszych nie należało. Najgorsze jednak było widzieć swoją wampirzą rodzinę ginąca w pożarze, do którego dopuścili się ludzie, w obawie przed tym, że jego klan może wyrżnąć ich co do jednego. Mieli ku temu powody, w tamtym momencie młode wampiry pozwalały sobie na za wiele, zostawiały ciała na ulicach osuszone z krwi, jednak to były pojedyncze przypadki. Ludzie szybko jednak skojarzyli fakty i przystąpili do działania. Kenrick cudem przeżył, gdyż w momencie tragedii znajdował się poza posiadłością, jednak nie zapomni tego przeszywającego bólu który poczuł w momencie kiedy umierała jego stwórczyni. Nie życzy tego żadnemu wampirowi. Jeszcze gorsze niż śmierć. Jakby wyrywano ci cząstkę ciebie, jakbyś już nigdy nie miał być kompletny. Dlatego teraz nie ufał ludziom, tylko ich obserwował, ale on po prawdzie nikomu w pełni nie jest w stanie zaufać. Za wiele w jego wampirzym życiu się wydarzyło, by mógł kogoś od tak obdarzyć zaufaniem. Bezgranicznym.
- Zdarzają się jednak nieoszlifowane diamenty. Perełki. Nieodkryte skarby. – powiedział w zamyśleniu, ponownie wracając do czasów, kiedy wszystko było znacznie prostsze, kiedy nie musiał aż tak się bać. Teraz nie wie, dokąd poniesie go los, nie wie w jakim kierunku iść, ale odkrywanie nieznanego zawsze przyprawiało go o delikatny dreszczy podniecenia. Czyż nie tak właśnie powinno się żyć? Odkrywać nieznane? Poznawać ludzi? Starać się znaleźć swoje miejsce? Cóż, nie wiedział. Może jednak z czasem wszystko wróci na dawne tory.
- Jesteś tylko człowiekiem. – wzruszył lekko ramionami. Przeżył setki, przeżyje kolejne, ale dla niego czas zawsze będzie pojęciem względnym, czymś ulotnym, chwilą niegodną bliższego zastanowienia. Z wampirem, który tak wiele zobaczył w życiu, rozmowy na temat czasu są z góry skazane na porażkę. On po prostu nie widzi tego w taki sposób jak inni. Może nie chce tego widzieć? Zaśmiał się lekko na jej reakcję. Bywał bezpośredni, śmiały w swoich poczynaniach, ale to jak reagowała było znacznie bardziej interesujące. Nie umknęło także jego uwadze to, że nie odpowiedziała na jego pytanie. Dlatego postanowił podjąć dalej swoją grę, sprawdzić, na ile będzie mógł sobie pozwolić, jak wiele brakuje, by ta dziewczyna ponownie oblała się rumieńcem.
- Noc jest młoda, pełna wyzwań, a Łowcy lubią wyzwania. – zrobił krok do przodu, trzymając ręce za plecami, nie spuszczając z niej wzroku. Po jego wargach błąkał się dziwny uśmieszek, pewności siebie, wyzwania, determinacji. Kenrick jest jedną wielką zagadką, kimś, kogo tak naprawdę nie da się rozgryźć. Nikt nie miał na to aż tak wiele odwagi. Nachylił się, by jego głowa znalazła się na jej poziomie, świdrując blondynkę niebieskim spojrzeniem inteligentnych oczu. – Rumieńce na twym licu są wielce rade mi pani. Niegrzecznie jednak jest nie odpowiadać na pytania zadane w dobrej wierze. – znowu ta rycerskość, znowu powrót do dawnych czasów. To się nigdy nie zmieni.
 

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
Dziewczyna na pewno zrozumiałaby ogrom bólu, jaki otrzymał w tamtym momencie mężczyzna. Ona wciąż przeżywała moment, gdy zginął jej ojciec oraz to, jak została całkowicie odcięta od swojej rodziny. Co prawda dotarło do niej to, iż została zmanipulowana przez ojca. Jakby nie patrzeć za dzieciaka zrobił jej niezłe pranie mózgu a ona, z uporem maniaka, trzymała się tego wszystkiego aż do tej pory. Ostatnie kilka dni było były dla niej niezwykle intensywne pod tym względem. Nowe informacje, nowe twarze, nietypowe dla niej rozmowy. Wewnętrznie czułą się załamała faktem, iż ojciec za którego oddałaby życie (oczywiście jakby żył) tak na prawdę tworzył z niej żywą marionetkę. Jej biedny umysł ciężko znosił te wszystkie informacje. Zwłaszcza teraz, gdy przed wampirem (!) sama przyznała, czym właściwie jest Kohorta. O zgrozo! To dla niej na prawdę wiele. Mężczyzna jednak tak na nią działał, że nawet o tym nie byłą już w stanie myśleć. Niby gdzieś tam krążyli wokół obranego wcześniej tematu, jednak on co jakiś czas go pogłębiał a zarazem oddalał ją od pierwotnej myśli kierując na zupełnie inne tory rozmowy.
- Owszem, zdarzają się. - przytaknęła jedynie cicho. Cóż mogła więcej tutaj powiedzieć? Zapewne mogłaby się jakoś bardziej rozwinąć, ale robiła się co raz bardziej zmęczona. Serio! Ja nie żartuję! Toż to tylko nastolatka, która nadwyrężyła już nieco swoje zasoby energetyczne. I przypominam, że ktoś jej tutaj raczył pomóc!
- Tak, dlatego ja czas widzę nieco inaczej. Choć jedno pozostanie niezmienne. To co dla nas cenne zawsze szybko przeminie. - odparła. Musiała w duchu przyznać, iż rozmowa z nieśmiertelnym przebiegała przyjemnie i nietypowo jak dla niej. Znieruchomiała gdy znów się do niej zbliżył. Spojrzała w jego niebieskie tęczówki. Jej piwne oczęta błądziły właściwie po całej jego twarzy. Oczywiście rumieńce z jej twarzy nie miały zamiaru zniknąć. Coś jednak błysnęło w jej oczach. Wyprostowała się dumnie. Opuściła dłonie wzdłuż ciała. Na jej ustach pojawił się tajemniczy uśmieszek. Delikatnie przymrużyła swe oczęta.
- Cóż za wyzwanie więc mi pragniesz postawić przede mną? Siebie? Może i niegrzecznie jest nie odpowiadać na pytania, jednak czasami na odpowiedź należy odpowiednio długo poczekać. Nie wszystko wszak dostaje się jak na tacy nieprawdaż? - zapytała. Skoro ktoś chce pograć w grę słowną proszę bardzo. Jej melodyjny głos stał się nieco bardziej mruczący i intrygujący.
Kenrick Seymour
[Usunięty]
Kenrick Seymour
[Usunięty]
[Cytuj]
Och, gdyby tylko wiedziała, z jakiej rodziny pochodził Kenrick, może też inaczej by na niego spojrzała. Był synem króla. Nieślubnym, bo nieślubnym, ale jednak pochodził z arystokracji. Co z tego, że matka była służką, w tamtych czasach takie zjawisko było bardzo częste, wystarczyło mieć ładną buzię, a mężczyźni już wariowali. Z przykrością stwierdza, że ma kilka cech wspólnych, że czasami zachowuje się jak król, mimo że formalnie nigdy nie miałby ku temu okazji, jako bękart wychowywany z dala od dworu, liznął jedynie odrobinę dworskiego życia, gdy przybył do ojca, nie ujawniając jednak swojej tożsamości. Dlatego właśnie w taki sposób się zachowuje, używa dziwnych słów, ma rzadko spotykane maniery, potrafi w odpowiedni sposób traktować kobiety. Jednak, gdyby miał okazję, chciałby być synem męża swojej matki, tego, po którym ma nazwisko, który wychował go i obdarzył miłością, na którą jako dziecko zasługiwał. Gdyby to wszystko wydarzyło się w dzisiejszych czasach, najprawdopodobniej nie byłoby tak kolorowo. Czasami cieszy się, że ma tak spore doświadczenie, że potrafi więcej niż inne wampiry. Ułatwia to życie.
Słysząc jej ostatnie słowa, na jego twarzy pojawił się leniwy uśmiech. Czyli podjęła grę, będzie chciała stanąć w szranki z wampirem, który nie pokazał jeszcze pełni swoich możliwości. Jednak nie stosuje na niej żadnych wampirzych sztuczek, bazuje na swoim doświadczeniu, na zebranej wiedzy, stara się czarować inaczej. Niebieskie oczy wbiły się spojrzeniem w piwne. Wyprostował się, by móc patrzeć na nią z góry i skrzyżował ramiona na piersi. Księżyc, który padał za jego plecami oblewał jego sylwetkę lekkim światłem. Mógł się mienić Bogiem, mógł wyglądać jak Bóg i jak on się zachowywać. Teraz jednak warto podjąć tą grę. Może jest warta świeczki?
- Och, słodka Mio, gdzież bym śmiał stawiać ci wyzwanie? Nie miałbym szans z kimś tak błyskotliwym jak ty. – wykonał idealną kopię dworskiego ukłonu śmiejąc się, a w jego śmiechu pobrzmiewała nutka złośliwości i pewności siebie. Trafił bowiem na godnego przeciwnika, kto wie, może ktoś w końcu pokona go w grze, w której sam ustalił swoje własne zasady. W iście wampirzym tempie znalazł się za jej plecami, niwelując odległość, jednak wcale jej nie dotykając. Mogła na karku wyczuć jego oddech, który rzecz jasna imitował. Wiedział już, co na nią działa w większym stopniu i perfidnie to wykorzystywał. Ponownie dzisiejszego wieczoru zniżył się do jej ucha, tym razem muskając je w przelocie. Bo to była gra, która powoli okazywała się warta ryzyka. Bawił się z nią. Najzwyczajniej w świecie się bawił i nie ulegało to najmniejszej wątpliwości. – Ryzyko jest jednak warte świeczki. Kto wie, może za równo ty, jak i ja skorzystamy? – mruknął, odchylając się do tyłu, czekając na to, jak zareaguje.
 

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
W czasach średniowiecz (i nie tylko) normalne było, iż gdzieś bękarcie dzieci się pojawiały. Właściwie to była norma i akurat takie rzeczy nasza mała Mia wiedziała. Fakt. Nie wiedziała, iż takowym dzieckiem był właśnie Kenrick. Na dany moment było to jednak najmniej istotnym elementem całego ich spotkania. Spotkania, które z resztą zaczęło się od tego, iż biedna Mia przypadkowo wybudziła wampira ze snu. jednak nawet i to nie dręczyło ją na dany moment. Oto rozpoczęła się skomplikowana gra, w której oboje uczestniczyli, którą ona sprowokowała swoimi rumieńcami, a która rozpoczął właśnie Kenrick. Gra słowna, którą podjęła. W pełni świadomie oczywiście. Dlaczego? Otóż wbrew pozorom lubiła właśnie takie rozmowy, jednak ze względu na to, iż w poprzednim Instytucie w ogóle unikała wszelkich kontaktów, i ogólnie mało się odzywała, raczej takowych przyjemności nie miała. Dodatkowo sam wampir ją intrygował, no i jak było już wcześniej wspominane, zdążył ją zawstydzić i to niejednokrotnie. Choć wciąż policzki były rumiane, a serduszko biło jak oszalałe (na widok przystojnego, dojrzałego mężczyzny nie ma co się dziwić), parsknęła cichutko śmiechem na jego jakże udany, dworski ukłon oraz wypowiedziane słowa.
- Zwykle bym raczyła odpowiedzieć słowami "Skąd wiesz, iż jestem słodka". Zważywszy jednak na fakt posilania się mą posoką, powstrzymam swe pytanie. - mruknęła. - Za komplement zaś dziękuję, choć złośliwości można by było odstawić nieco bardziej na bok. - spoglądała na mężczyznę. Poświata księżyca cudownie wręcz podkreślała jego sylwetkę. Uznać jednak za bóstwo by go nie mogła, zważywszy chociażby na to, z jakiej rasy pochodziła. Można by było jednak przyznać, iż znając opisy bóstw chociażby starożytnych... Tak, był przystojny, no i? Gdy tylko mężczyzna znalazł się za nią drgnęła mimowolnie lecz nieznacznie. Choć była młoda to jednak była również czegoś nauczona. Nawet nie próbowała odwrócić głowy w jego stronę. Przygryzła zaś dolną wargę w momencie, gdy poczuła muśnięcie swojego ucha. Nie wydała jednak tym razem żadnego westchnięcia. Patrzyła na wprost, wciąż dumnie wyprostowana.
- Pozwól iż stwierdzę pewną rzecz, a właściwie fakt dokonany. Oboje już na tym spotkaniu już skorzystaliśmy. Ty możesz poruszać się po świecie, a ja coś zrozumiałam. Odpowiedz mi więc na moje pytanie... Cóż jeszcze pragniesz zyskać z tego spotkania? - Doskonale zdawała sobie sprawę, iż nie mogła ukryć swych rumieńców. Już nawet nie próbowała, bo nie miało to najmniejszego sensu. Delikatnie odchyliła swą głowę, jedynie po to, by móc kącikiem oczu spojrzeć w jego kierunku.
Kenrick Seymour
[Usunięty]
Kenrick Seymour
[Usunięty]
[Cytuj]
Niewielu byłoby w stanie mu dorównać w rozmowie. Niewiele osób jest w stanie go przegadać, ba, niewiele jest w stanie go zainteresować. W kontaktach z ludźmi bywa wybredny, a trudne czasy, w których przyszło mu dorastać ukształtowały jego charakter. Zaintrygowała go, bo jest w stanie mu dogadać, zmusić go do zmiany podejścia, do obmyślenia kolejnego planu. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie pójdzie mu z nią tak łatwo, jednak to nie ograniczało go w żaden sposób. W tej chwili czuł się jak ryba w wodzie, powoli wracając do dawnych nawyków, znowu mogąc z kimś rozmawiać normalnie, bez tej bariery, jaka zwykle po kilku zdaniach się pojawia. Ona się go nie boi, więc może to jakiś znak? Sam jeszcze nie wiedział. Czas pokaże, nauczył się, by niczego nie zakładać z góry i nie planować za wiele rzeczy na raz. Zwykle z takich planów nic nie wychodzi i potem musi zaczynać od początku, a to wybitnie na niego nie działa. Wolał w tej chwili dać się ponieść chwili, chociaż ten jeden raz pozwolić sobie na bycie normalnym. Chociaż raz.
-Wybacz mi me zachowanie, w obyciu bywam czasami trudny. Co jednak nie znaczy, że moje słowa nie są prawdziwe. Zasługujesz na nie. – wzruszył lekko ramionami. Mówił co myślał, chociaż zastanawiał się zawsze, nim wypowiedział każde kolejne słowo. Nie działa pod wpływem chwili, woli przemyśleć swój krok, jednak czasami warto zaryzykować. Czy to właśnie robi w tej chwili? Sam tego do końca nie wie. Niczego po prawdzie nie jest pewien. Nie uważał się za Boga, jednak za kogoś, kto może się z nim równać. Gdyby tylko chciał, mógłby wprowadzić zamęt, podporządkować sobie ludzi, owszem, narazić się innym, ale zdobyć władzę. Jednak on nigdy jej nie pragnął, zawsze chciał spokoju, szczęścia, starości rodziny. Brutalnie mu zostało to odebrane i teraz każdy dzień jest udręką, problemem który trzeba rozwiązać a nie spychać pod dywan. Zachowuje się czasami irracjonalnie, czasami otacza murami, które chronią go przed ponownym zranieniem. Przypomina bardziej człowieka niż wampira, mimo że od ponad czterech stuleci jego serce nie bije. Śmiał się lekko, grając w swoją grę, dyktując warunki, walcząc jednakże o przewagę, o którą nie było tak łatwo, jak mogłoby się wydawać. Co było… intrygujące.
- Czy ja wiem? Kompana do rozmów? Dostawcę? Czy coś nieosiągalnego? – mruknął znowu, tym razem do jej drugiego ucha. Nie ukrywał, że podobała mu się ta rozmowa, nie pozwalał sobie na za wiele, nie stosował swoich umiejętności, jednak w pewnym stopniu pewnie roztaczał czar. Może nawet nieświadomie. – Gra może okazać się warta świeczki, gdy spotykają się gracze znający najmroczniejsze zasady tej gry. A kto wie, co za korzyści może ze sobą jeszcze nieść? Może nigdy się o nich nie dowiemy? Może już zdajemy sobie z nich sprawę? Odpowiedź wcale nie jest taka prosta, jak mogłaby się wydawać…. – zgrabnym obrotem zalazł się obok niej i patrząc na nią prosto z góry śmiał się. Z tej gry, z tego spotkania, z odzyskanej wolności, z powietrza, z ludzi, ze wszystkiego, co go trapiło. Bo śmiać się może przecież każdy.
 

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że osoba, która go zainteresowała, nie jest nawet pełnoletnia. Czy nie nasunęło mu się jeszcze na myśl pytanie, przez co ta dziewczyna musiała przejść i ile faktycznie przeżyć, by móc mu odpowiadać w taki, a nie inny sposób? Charakter to jedna z przyczyn oczywiście. Nie ukrywajmy jednak, iż jak widać, ich otoczenie nie dawało aż takiej satysfakcji z rozmowy, jaki mieliśmy teraz przykład. Trzeba było przyznać, iż to spotkanie było niezwykle nietypowe. Najzabawniejsze w tym wszystkim było to, iż obie istoty nie przepadały za sobą rasowo. Kenrick nienawidził Nefilim, a Mia była wychowana w duchu, by nienawidzić wszystkie inne rasy, a nawet mieszańców, którzy byli Łowcami tak samo jak i ona. Co prawda dostrzegła pewne zmiany, jednak no nie ukrywajmy, nie od razu pozbędzie się wszystkiego. Co zaś tyczyło się strachu... Czy go się bała? Tak, ale nauczona była, by tego nie okazywać. Poza tym ten strach był sporo zmniejszony chociażby przez to, że spijał z niej krew, a w umyśle wciąż były o tym wspomnienia. Była uczona również tego, by nie okazywać strachu, a zarazem być ostrożnym. Takie rzeczy wychodziły u niej po prostu automatycznie. Jedno było pewne. Oboje mogli poczuć się w normalnie. Chodziło tu ok kwestię taką, iż nie byli wyobcowani. Rozmawiali jak równy z równym. No prawie.
- Nie mam czego wybaczać ponieważ się nie gniewam. Jestem zaś wdzięczna za tak uprzejme słowa. - akurat w tej kwestii byli podobni. Starali się wypowiadać jedynie przemyślane słowa. Mii oczywiście zdarzyło się powiedzieć coś, co było pod wpływem chwili, jednak niezwykle sporadycznie. A nawet i owe słowa były zwykle zakończeniem tematu, który najzwyczajniej świecie jej nie odpowiadał. Nauczyła się jednak, iż własnie raczej nie odpowiadała na jakąś wzmiankę i ją pomijała najzwyczajniej w świecie nie komentując czyjegoś zdania. Co zaś tyczyło się władzy i rodziny. Akurat ona się nigdy nad tym nie zastanawiała. Była w końcu młodziutka, no i była szkolona na wojownika, a nie na władcę. Rodzina zaś i jej była brutalnie oderwana. Choć może w inny sposób, jednak ona była dzieckiem więc i mocniej to wszystko odczuła. Również otoczyła się murem. Przestałą śpiewać, odzywać się, unikała wszelkich rozmów. Broniła się rękami i nogami przed wszelkimi znajomościami. Dziewczyna znów mimowolnie drgnęła, jednak nie zrobiła żadnego nagłego ruchu. Nie odwróciła się. Stałą tak, jak wcześniej z delikatnie odwróconą głową w przeciwnym kierunku.
- Kompan do rozmów... To możliwe. Dostawca? Niby czego? Coś nieosiągalnego? Pytanie co dla Ciebie jest nieosiągalne. - cichy, melodyjny pomruk wydobył się z jej ust. - Odpowiedzi na takie pytania nigdy nie są proste. - szepnęła dopiero odwracając powoli swoją głowę. jej wzrok delikatnie błyszczał. Uśmiech nieco się pogłębił robiąc się bardziej tajemniczy. Piwne oczy obserwowały to, co może się wydarzyć.
Kenrick Seymour
[Usunięty]
Kenrick Seymour
[Usunięty]
[Cytuj]
W duchu dziękował sobie, że to właśnie ona otworzyła wieko trumny i obudziła go. Powiedzmy sobie szczerze, że mimo wszystko, Kenrick jakieś zasady ma i kobiety, w szczególności tak młodej, nie potraktowałby brutalnie. Nie pamiętał, jak dawno temu polował na co popadnie, jednak kobietom krzywdy nigdy nie robił. Chyba że same chciały. Nauczyły go tego matka i jego Stwórczyni, mimo że obie od wieków nie żyją, nadal stara się działać w zgodzie z ich zasadami. Inaczej by sytuacja wyglądała, gdyby wieko trumny otworzył mężczyzna. Wtedy instynkt by dał o sobie znać i skończyłoby się na pewno mniej przyjemnie, niż teraz. Może jednak te dzielące ich różnice nie są tak wielkie? Może ta nienawiść, którą czuje w sercu jest irracjonalna? Nie jest to prosta odpowiedź, sam nie jest w stanie w tej chwili na to pytanie poprawnie odpowiedzieć. Przecież ostatnie lata spędził na zemście, to zaszło już za daleko by mógł się poddać, by mógł żyć normalnie w tym, mimo lat, obcym dla niego miejscu. Wetchnął cicho odganiając te myśli. Nie czas i miejsce na takie sentymenty, kiedy rozmowa krok za krokiem zmierza w przyjemnym kierunku.
Pokiwał jej jedynie głową, uznając temat za zakończony. Starał się przemyśleć każde słowa, nie dawał się ponieść chwili, uważając to za niebezpieczne. Dla kogoś takiego jak on, rozwaga w każdym posunięciu jest sprawą kluczową. Ona była jeszcze młoda, miała czas na ukształtowanie swojego charakteru. Na przestrzeni wieków i tak mocno się zmienił. Jeszcze przed przemianą był towarzyskim, szarmanckim i pomocnym mężczyzną. Jednak gdy tylko zrobiono z niego wampira, zaczął twardo stąpać po ziemi, wpierw oszalały z rozpaczy, potem zrozumiał, że to może być szansa. Ślepo wierzył swojej Stwórczyni, zapadł na syndrom sztokholmski, co okupił krwawymi łzami, gdy tylko poczuł jak umiera. Te perypetie ukształtowały jego charakter, sprawiły, że z dnia na dzień zaczynał coraz bardziej podchodzić do swojego życia. Wypracował własny kodeks i przekazał go swoim dzieciom, mając nadzieję, że tym samym ochroni je przed złem tego świata i przed ludźmi, którzy chcieliby je skrzywdzić. Dla rodziny jest w stanie zrobić wszystko, z pewnością dałby się zamknąć ponownie w trumnie, gdyby to miało dać im bezpieczeństwo. Jednak nawet nie wie, czy żyje. Tą sprawą też będzie musiał się zainteresować.
Zaśmiał się lekko.
- Można potrzebować wielu rzeczy. Materialnych i tych, których nie da się zmierzyć żadną miarą. Wiem, że będę czegoś potrzebował, jednak jeszcze nie mam pojęcia, z której kategorii ta rzecz pochodzi. – kochał mówić zagadkami, uwielbiał też, gdy ktoś rozumiał je i zgrabnie umiał na nie odpowiadać. Czuł, że to może być przydatna znajomość, w niebieskich oczach wampira mogła dostrzec niczym niezmącony spokój, nie był nawet spięty, a to ostatnimi czasy mu się rzadko zdarzało. Popatrzył prosto w jej piwne oczy, jakby tym spojrzeniem chciał rzucić jej wyzwanie. – Wszystko zależy, czy przyjdzie nam widzieć się po raz kolejny. Bez tego, jakiekolwiek układanie się, niestety nie jest warte funta kłaków. – czy to była obietnica?
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo