Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
Gdyby o tym wszystkim nasza droga Mia wiedziała, to by sobie w duchu dziękowała matce i Stwórczyni za takie, a nie inne zachowanie Kenricka. W aktualnych czasach szarmanckich mężczyzn, którzy nie krzywdzili kobiet, to jak ze świecą szukać. Chodzi tu głównie o to, iż teraz większości ludziom brakowała w ogóle dobrego wychowania. Jedno, to dbanie o kobiety, ale jak już nawet w drzwiach przepuścić nie chcieli, albo na zwykłe "dzień dobry" odpowiedzieć? Porażka ludzkości i zmieniających się trendów. Dziewczyna została wychowana tak, by prezentować się jak najlepiej w kwestii zachowania. Oczywiście zdarzały się potknięcia, jednak no nie oszukujmy się, nikt idealny nie jest. Mimo wszystko gdyby nie to, że wampir przedstawił się jej z imienia, to mówiłaby do niego po nazwisku i per pan. No ale skoro sam zarzucił imieniem od razu, to już tak pozostało. Poza tym ugryzienie jej było nieco zbyt intymne jak dla niej, by teraz zwracać się tylko per pan. To coś w rodzaju przeskoczenia z bomby o level wyżej. Co zaś tyczy się samej nienawiści... No cóż tu można powiedzieć. Chyba każdy, kto straciłby rodzinę, nienawidziłby tych, którzy do tego doprowadzili. Była to rzecz niezwykle naturalna w świecie. Jest jednak coś, co niezwykle mocno ich łączy. Oboje byli mocno od kogoś zależni i wierzyli w każde słowo, wypowiedziane przez daną istotę. U Kenricka była to jego Stwórczyni, a u Mii był to jej ojciec. Prawdą jest jednak, iż musi w pełni się ukształtować. Tak na prawdę zwłaszcza teraz, gdy dotarły do niej pewne kwestie. Trochę to na pewno potrwa nim wpierw wszystko sobie poukłada, ale miejmy nadzieję, że obędzie się to bez większych problemów. W końcu to całkiem inteligentna dziewczynka. Wszystko jeszcze przed nią, byleby nie wpadła w kolejną pułapkę, która uzależniłaby ją od kogoś.
Dziewczyna delikatnie przymrużyła swe piwne oczęta spoglądając na mężczyznę. A to mały... No dobra, nie taki mały, ale cwaniaczek. Spryciarz stał tuż przed nią, a ona doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Dziewczyna westchnęła uroczo, choć jakby z nutką ironii. Posłała mu uroczy uśmiech i zatrzepotała prześlicznie długimi rzęsami.
- Och... To dziwne, że ktoś taki jak ty nie potrafi już określić o jaką kategorię danej rzeczy chodzi. A może pobyt pod ziemią bardziej ci zaszkodził niż się wydaje? Wygląda na to, że trzeba będzie doglądać cię, czy na pewno twój stan się poprawia. - uśmiechnęła się przeuroczo. Z jednej strony zarzuciła odrobiną sarkazmu, przy okazji odpowiadając wampirowi, iż faktycznie na tym spotkaniu się nie zakończy. Nie odrywając wzroku od mężczyzny obróciła się by w pełni stać przodem do niego. Delikatny uśmieszek błądził po jej ustach. Odsunęła się jednak o krok od niego, bo stał nieco za blisko jak się odwróciła, co oczywiście skutkowało rumieńcem.
Kenrick Seymour
[Usunięty]
Kenrick Seymour
[Usunięty]
[Cytuj]
Te czasy są naprawdę dziwne. Wychowanie, trendy, perspektywy, możliwości. To wszystko jest dla niego obce. Przyszedł przecież na świat w czasie, kiedy trzeba było walczyć o swoje, pokazać się z jak najlepszej strony, by cokolwiek zyskać. Teraz wystarczą znajomości, odrobina manipulacji, piękne słówka i wszystko może być takie, jak tego chcesz, a przecież nie o to w tym wszystkim chodzi. Ludzie, którzy bez kiwnięcia palcem na start otrzymują wiele, w jego oczach są nic niewarci. Dlatego ilekroć kogoś poznawał, starał się go poznać z każdej możliwej strony, sprawdzić czy ma w sobie odpowiednie wartości. Dzięki temu postępowaniu, na mało kim się zawiódł. Ciekawe, jak będzie w tym przypadku, w przypadku tej dziewczyny.
Bo jasno można powiedzieć, że pokazała się z dobrej strony. Nieco przygasła jego nienawiść do Łowców, zeszła na drugi plan, gdy on zajęty rozmową starał się odkryć, kim ona tak naprawdę jest. Wydaje się mieć równie tragiczną, chociaż krótką historię, a mawiają, że podobne przeżycia przyciągają do siebie ludzi. Nie każdy wampir byłby w stanie tak podejść do łowców, niektóre pijawki określali ich mianem wrzodu na dupie, on jednak niespecjalnie przejmował się ich opiniami. Sam wolał sobie wyrobić zdanie, a nie zdawać się na ich słowa.
Doskonale wychodziła jej gra, mogła zobaczyć uznanie, aprobatę dla tego, co robiła. Leniwy uśmiech wypełzł na jego twarz, resztki napięcia odeszły bezpowrotnie, kiedy patrzył w jej piwne oczy, wyczekując reakcji na swoje słowa. I jak widać, wyszła z tego zwycięsko, bo lekki śmiech wydobył się z jego gardła, gdy odrzucił do tyłu głowę. Dawno nie miał okazji do wypróbowaniu kilku ludzkich sztuczek, cieszył się, że okazała się godnym przeciwnikiem.
- W takim razie, jak twierdzisz, potrzebuję doglądania. Ktoś musi trzymać nade mną pieczę, inaczej stanę się niebezpieczny w swym szaleństwie. – zrobił krok do przodu, widząc jak się odsuwa. Nie przestawał się uśmiechać, jego spojrzenie błądziło po jej twarzy wychwytując każdą reakcję, każdy rumieniec, każdy gest, bądź uśmiech. Ładnie się śmiała. – Skoro jesteś do tego chętna, nie pozostaje mi nic innego, jak poddać się tej terapii. Kto wie, może uzyskam odpowiedzi na swoje pytania? – przekrzywił na bok głowę, ukazując w uśmiechu idealnie białe zęby. Miała w sobie jakąś iskrę, która sprawiała, że chciał z nią rozmawiać. Po prostu. Miał nieco inny system wartości, niż reszta wampirów, kierował się czymś zupełnie innym. Może dlatego był samotnikiem. Może po prostu był… dziwny. – Pytanie tylko, czy to nie są puste słowa. Czy podołasz temu… wyzwaniu. – nachylił się, świdrując ją spojrzeniem niebieskich oczu. Czy może to tylko słowa? Wypowiedziane na odczepnego, by pozbyć się wampira?
 

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
W aktualnych czasach faktycznie ciężko było poznać kogoś, z kim warto było faktycznie rozmawiać. Tak jak zostało wspomniane powyżej, trendy i wychowanie całkowicie się zmieniło. Nefilim o tyle byli inni, że pewne tradycje się po prostu nie zmieniały. U nich w końcu wciąż istniało swatanie i wydawanie za mąż dziewczyn tylko i wyłącznie z odpowiednimi kandydatami. Niczym za dawnych czasów w niektórych rodach panowało to, iż tylko nieliczni byli godni wejścia do owego rodu. Ich wychowanie również było niezwykle tradycyjne. Oczywiście nie każdy ród tak własnie postępował, jednak w większości to właśnie w ten sposób działało. Z tego względu byli inni od zwykłych ludzi. Relacje więc pomiędzy samymi Łowcami również były bardziej skomplikowane. Poza tym, raczej nie żyli normalnie wśród ludzi, nie uczyli się wraz z nimi więc i nie przyswajali niektórych dziwacznych trendów, które obecnie były w standardzie u ludzi. Problem głównie polegał na tym, iż Podziemni głównie kojarzyli ich jako tych, którzy narzucili swe prawa, bo tak. Większość przedstawicieli ras nie zastanawiało się skąd, jak i dlaczego jest tak a nie inaczej. gdyby wszyscy mieli otwarte umysły zapewne i współpraca byłaby znacznie lepsza. Jednak nie da się mieć przecież wszystkiego, prawda? W końcu nikt nie jest idealny.
- Zważając na fakt, iż nie przynależysz do tutejszego klanu nie pozostaje mi nic innego, jak sprawować nad tobą taką, lub też inną pieczę. Wynika to chociażby z faktu, iż istoty nie podlegające żadnym klanom, watahom lub wróżkowym dworom, podlegają prawom i jurysdykcji Clave. - dziewczyna wciąż dumnie wyprostowana odruchowo postąpiła krok do tyłu zauważysz jak się do niej zbliża. Znów strzeliła buraka widząc jego cudny uśmiech no i oczywiście jego zęby. Wspomnienie dotyczące ugryzienia i odczuwanego w danym momencie stanu euforii samo wyszło na wierzch.
- Niestety muszę cię zmartwić. Obawiam się, że nie posiadam odpowiednich kwalifikacji do prowadzenia jakichkolwiek terapii. Myślę jednak, iż posiadam kwalifikacje do tego, aby od czasu do czasu sprawdzać stan zdrowia pacjenta. Oczywiście pytanie brzmi, czy zechcesz być moim pacjentem. - odparła spokojnie. W sumie to zrobiła się znów czerwona. Dlaczego? Otóż pacjentów widuje się w różnej formie. Czasami muszą się rozebrać, a ta myśl wywołała właśnie kolejnego buraka. Byłoby to dla niej co najmniej niezręczne zważywszy na początki ich znajomości. Sama się wpakowała teraz w kłopoty. Chrząknęła cichutko. Uniosła paluszek do góry chcąc zwrócić uwagę na pewną rzecz, a dokładniej na jego ostatnie słowa.
- Wydaje mi się, iż wcześniej zarzekałeś się, że nie masz zamiaru stawiać mi żadnych wyzwań. Chyba faktycznie zbyt długie przebywanie pod powierzchnią ziemi ci nie służy. W końcu plączesz się we własnych słowach. - posłała mu cwaniacki uśmieszek. szach mat ateiści!
Kenrick Seymour
[Usunięty]
Kenrick Seymour
[Usunięty]
[Cytuj]
Mimo czasów, jakie są obecnie, nawet wśród wampirów zdarzały się klany, które praktykowały wielowiekową tradycję. Różnie do tego podchodzono, czasami całe ludzkie rodziny były przemieniane w wampiry, czasami wyszukiwano tylko najlepsze jednostki, które mogłyby stworzyć z nimi klan idealny. Nie rozumiał więc podejścia ludzi, miał w sobie nieco inne wartości, chociaż to, że nie rozumiał, nie znaczy, że nie był tym zainteresowany. Wiele lat temu stwierdził, że ludzie nie są tylko i wyłącznie workiem na krew, że mają do zaoferowania znacznie więcej niż mogłoby się to wydawać. Jak to jest w przypadku Nefilim? Nie są przecież zwykłymi ludźmi, są rasą stworzoną do walki, szkoloną do tego od lat, rasą która nie boi się niczego, która prędzej zginie w boju, niż ze starości. Może właśnie teraz będzie miał okazję więcej dowiedzieć się o tych, których nienawidziło jego serce, a do których mimowolnie go ciągnęło. Nie rozumiał tej zależności, najprawdopodobniej nigdy się od tego nie uwolni i będzie żył w takim zawieszeniu.
- Czyli, podsumowując, jesteś na mnie skazana, a ja winien się Tobie podporządkować, jeśli chodzi o sprawowanie opieki. – uniósł do góry jedną brew. Role powinny być odwrotne, patrząc przynajmniej na wiek naszych bohaterów, jednak w kwestii prawa nie ma tutaj za wiele do gadania. Jako samotnik ma nieco ograniczone pole manewru, co nie oznacza, że ta sytuacja nie może okazać się dla niego korzystna. Po chwili w jego oczach pojawiły się iskierki zaciekawienia, kiwnął nawet głową. – W takim razie nie pozostaje mi nic więcej jak podporządkować sęk prawu. Jestem bowiem człowiekiem, dla którego stworzone prawo jest niezwykle ważne. – z dumną nazywał się człowiekiem honoru, raz w swoim wampirzym życiu stworzył prawo. Wcześniej nikt nie zakazał polowania na ludzi, jednak po tym, jak jego dziecko poniosło śmierć, miał chwilowy okres załamania, który chce wyrzucić jak najszybciej z pamięci. Wspomnienia jednak mają to do siebie, że lubią powracać, w najmniej odpowiednich momentach.
- Nie znam żadnego innego odpowiedzianego Nefilim, więc nie pozostaje mi nic innego, jak przyjąć twoją propozycję, Mia. – mruknął, nonszalancko drapiąc się po karku, a sam uśmiech nie schodził mu ani na sekundę z twarzy. Znowu nawet wykonał krok do przodu, widząc że dziewczyna nie wytrzymuje takiej bliskości. Gra nadal trwała, szanse są wyrównane, jednak kto wyjdzie z tego starcia zwycięsko, nie wiadomo. Może się o tym w ogóle nie dowiedzą? Tym razem nie wiedział, co jest powodem zarumienienia się blondynki, dlatego patrzył na nią z ciekawością pisklęcia, który widzi jak matka wykonuje swój pierwszy lot i pragnie się nauczyć tego samego. Chciałby zajrzeć jej do głowy i dowiedzieć się wszystkiego, jednak gra ma pewne zasady, a zasady to świętość.
Zaśmiał się.
- Potrzebuję znacznie pilniejszej opieki, niż mi się wydawało wcześniej. - blond włosy, rozsypane przez wiatr, na moment przykryły jego oczy, pozwoliły dać jej na sekundę wytchnienie od jego świdrującego spojrzenia. Trwało to ledwie moment, ale dzięki temu mógł sam zebrać wszystko do kupy. Wyciągnął więc w jej stronę rękę. – Czyli umowa stoi, Nocna Łowczyni? Roztoczysz nade mną pieczę? – czy to przysięga? Nie, jednak mocne słowa, wiążące tą dwójkę nicią porozumienia.
 

Mia Ashdown

16


170 cm

Bez patyka nie podchodź






[Cytuj]
Multikonta: Estera
Ludzie faktycznie byli specyficzni. Choć można było im wiele zarzucić, to trzeba było przyznać, iż byli niezwykle pomysłowi. Niektóre ich zachowania były całkowicie niezrozumiała i wręcz idiotyczne, a niektóre godne pogratulowania i przyznania, iż faktycznie to im wyszło. Czasami warto było sobie poprzeglądać youtube by się pośmiać z ich głupoty lub dowiedzieć się czegoś o technologicznych nowinkach. Kursy makijażu bądź inne pierdoły również się przydawały. Sama Mia najbardziej uwielbiała muzykę z tego wszystkiego. Mogłaby się z nią nie rozstawać po prostu. Nefilim, choć rasa dość zamknięta, to jednak potrafili posiadać swoje pasje i zamiłowania. Co prawda wielu z nich trzymało się kurczowo nauki, szermierki itp. jednak sama nastolatka z chęcią częściej by pośpiewała. Była jednak aktualnie wstydliwa i raczej nie ujawniała w ogóle swojego melodyjnego głosiku.
Ekhem... Coś tu stanowczo się pokiełbasiło. Ona, nastoletnia Nefilim, ma sprawować pieczę nad wampirem, który tego chce? WTF? Dziewczyna z trudem powstrzymała swe zdziwienie. To było ciężkie zadanie ale jakoś się jej to udało. Podsumowanie było właściwie poprawnie wysnute, więc w odpowiedzi jedynie skinęła delikatnie swą głową. Lekko się nawet uśmiechnęła odruchowo robiąc kolejny krok w tył.
- Cieszy mnie niezwykle ta wieść Kenricku. Wielu nie akceptuje praw i się im sprzeciwia. Tym bardziej jestem zadowolona słysząc twe słowa. - odpowiedziała. Wciąż jednak w głowie pobrzmiewało krótkie i zwięzłe WTF. Chodziło tutaj o ogół ich rozmowy. Od ugryzienia po umowę utworzenia swoistej grupy wsparcia w liczebności dwóch istot w owej grupie? Delikatnie przymrużyła swe oczęta spoglądając wpierw na wyciągniętą dłoń mężczyzny, by zaraz jednak spojrzeć wprost w jego niebieskie oczy. Uf... Czemu tak bardzo niebieskie? Dobra, nie ważne, lecimy dalej. Coś w piwnych oczach błysnęło. Kącik ust uniósł się delikatnie. Już wyciągała dłoń w jego stronę by po chwili zabrać unosząc znów paluszek do góry pragnąc zwrócić ponownie na coś uwagę.
- Może najpierw dopracujmy kwestię sformułowania stwierdzenia "roztoczenia nad tobą pieczy". Każde z nas może to inaczej widzieć. Wolałabym uniknąć później problemu w kwestii nie wywiązania się z danej umowy. Pragnę również przypomnieć, iż nie posiadam kwalifikacji terapeuty. Jestem początkującą medyczką, nie terapeutką. Mogę więc badać jedynie fizycznie... - tu się jej głos urwał. Przymknęła na chwilę oczy. Skarciła się w duchu za użycie właśnie takiego sformułowania wiedząc, iż przecież co chwilę się do cholery przy nim rumieni. Szybko zebrała się jednak w garść uśmiechając delikatnie.
Kenrick Seymour
[Usunięty]
Kenrick Seymour
[Usunięty]
[Cytuj]
W późniejszym okresie zrozumiał, że to spotkanie było warte poświęconego czasu. Jak się potem okazało, wiele miała do zaoferowania, prócz samej rozmowy, co Kenrick oczywiście docenił. Może i czasy są dziwne, jednak jeśli uda ci się trafić na osobę, która chociaż w pewnym stopniu cię rozumie, możesz mieć szansę na wyjście z impasu, z tej stagnacji, która cię otacza. Nie potrafił do tej pory odnaleźć sensu w swoim dotychczasowym życiu, w ciągu stuleci przeżył trzy tragedie, które odcisnęły na nim piętno i nigdy nie będzie tak do końca normalny. Chociaż może to, iż nie jest taki jak reszta jest czymś wyjątkowym? Czas pokaże, czy aby przypadkiem ponownie się nie zawiódł. Kolejny przykry rozdział w życiu nie jest mu do niczego potrzebny.
- Cieszę się więc na owocną współpracę droga łowczyni. Zaiste, mam przeczucie, że wszystko może się jeszcze zmienić. – niebieskie oczy wręcz się śmiały do dziewczyny, tym samym pokazując, że wampir nie jest wcale taki zły, jak go malują. On nigdy nie był taki jak wszyscy, zawsze miał w sobie to coś, co wyróżniało go z tłumu, może przez to właśnie został przemieniony przez swoją Stwórczynię. Ona zawsze powtarzała mu,. Że jest kimś wyjątkowym, że może dość do wielkich rzeczy. To właśnie dzięki niej odkrył swoje prawdziwe ja, nie przypuszczał nawet, że wampirze życie może okazać się znacznie przyjemniejsze niż ludzkie. Ma ono swoje zalety, jak i oczywiście wady, jednak o tych drugich nie będzie tutaj wspominał. Nie czas i nie miejsce.
Spojrzał w górę, na księżyc świecąco jasno na nich. Robiło się późno, a on po tym jakże szybkim obudzeniu się, musi jeszcze sprawdzić, czy jego dom nie został przypadkiem splądrowany. Opuszczona posiadłość mogła stać się łatwym łupem dla złodziei, a on sam przechowywał tam wiele licznych pamiątek, których naprawdę nie chciałby stracić, gromadzonych przez stulecia przemierzania tej ziemi. Zaśmiał się ponownie lekko na jej ostatnią wypowiedź. Wiedziała, co powiedzieć. Kto wie, jak dalej potoczą się ich rozmowy, czy będą mieli okazję ponownie poprowadzić te, jakże interesujące konwersacje. To czas pokaże, nie ma co zakładać z góry.
- W takim razie skuszę się na to badanie fizyczne. Jednak to kiedyś. Nie martw się. Znajdę cię. – odparł cicho, a w jego głosie zabrzmiała determinacja. Zna jej zapach i smak krwi, wiek, że byłby w stanie ją odnaleźć. Niemniej, musi już niestety wracać, więc ponownie skłonił się jej głęboko, jak na rycerza przystało i zniknął w cieniu, jakby w ogóle tam nie stał. Ukrył się jednak, by mieć pewność, że i ona opuściła to miejsce, po czym sam ruszył w stronę swojej posiadłości.

/ zt x 2
 

Emily Evans

459


170 cm

Brak






[Cytuj]
Multikonta: Makoa
Przyszła nad rzekę odpocząć, zebrać myśli. Wzięła ze sobą jedynie torbę i koc, który spakowała do środka, pomijając oczywiste rzeczy na przykład zioła. Rozłożyła koc na trawie, następnie usiadła na kocu, zdjęła torbę z ramienia i ułożyła na ziemi. Usiadła po turecku, a swój wzrok skierowała ku rzece. Uśmiechnęła się pod nosem, widok i dźwięk rzeki uspokajał ją i pozwalał zebrać myśli. Nie często tutaj przychodzi, ale kiedy tutaj bywa miała przynajmniej chwilę odpoczynku od pracy, od ratowania ludzkiego życia, od bycia Uzdrowicielem na Ciemnym dworze.
Suknia w kwiaty <- na czas eventu

Elvan /Andy Shadow/

701


182 cm


Celebrate your life. Celebrate tonight







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Rose, Ceris
/Po grze z Bies'em/

Elvan zrobił sobie na tyle ile mógł zrobić. Jednak było widać, że ma nieciekawą raną na szyi, ale też na bokach.
Trochę odpoczywał, ale tak czy siak musiał wydostać się z lasu. Nie chciał gdzieś paść i tym bardziej dobitnym przez jakieś drapieżne zwierzę.
Jakoś powoli udało mu się dojść do rzeki. Na szczęście nikogo jak na razie z gapiów nie wypatrzył. Tylko jak się nie mylił ktoś siedział na kocyku. Już nie mógł dalej iść i usiadł. Można było zauważyć, że coś się dzieję niezbyt dobrego z Elvan'em.
Heart of fire!

Emily Evans

459


170 cm

Brak






[Cytuj]
Multikonta: Makoa
Emily poczuła cialki na karku lekko słysząc odgłosy kroków, nasłuchiwała w milczeniu, może jej słuch nie był tak czuły jak ten u wilków, ale na pewno czulszy od innych wróżek. Odwróciła się powoli w stronę przybysza, dostrzegła w nim znaną twarz.
-Elvan...? - rzekła zastanawiając się czy nie przekręciła jego imienia, swego czasu dobrze orientowała się w tym kto jest na ciemnym dworze, aczkolwiek część z nich i tak znała tylko z widzenia. Jego jednak ciężko nie poznać po ubraniu czy też makijażu, nawet ona takiego nie nosiła!
-Co ci się stało? - spytała zmartwionym tonem marszcząc brwi, jego rana wyglądała znajomo. Znowu jakaś bójka? Czy po prostu trening siłowy? Mogła tylko zgadywać.
Suknia w kwiaty <- na czas eventu

Elvan /Andy Shadow/

701


182 cm


Celebrate your life. Celebrate tonight







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Rose, Ceris
- Tak to ja - wydusił.
Torbę, którą niósł wcale mu nie pomagała.
- Emily nie spodziewałem się tutaj Ciebie. Pomożesz mi? - zapytał.
Zaraz pokazał jej ranę na szyi i boku.
Shadow miał szczęście, że trafił na tą faerie. Miał jednak nadzieję, że kobieta mu pomoże. Jest dalej uzdrowicielem, ale już niestety Faerieland nie istnieje.
Heart of fire!

Emily Evans

459


170 cm

Brak






[Cytuj]
Multikonta: Makoa
Nie spodziewała się tutaj jakiejś wróżki, jak się okazuje gdy ktoś chce odpocząć wtedy przychodzą do niej najbardziej nieoczekiwane przypadki, które należy opatrzyć, to chyba nie powinno ją dziwić. Nachyliła się w jego stronę by zobaczyć ranę, zmrużyła lekko przy tym oczy, lecz to nie widok rany ją zainteresował, a coś innego. Zaczęła wąchać jego ubranię blisko jego szyi przez co jej zachowanie było bliższe psiemu albo lisiemu. Po chwili odsunęła się kawałek od niego podsuwając swoją bluzkę w stronę przed ramion.
-Rozbierz się. Muszę opatrzeć ranę. Walczyłeś z Wujkiem Biesem wyczuwam zapach na Twoim ubraniu. Co tym razem zmajstrowaliście? Trening siłowy? - zapytała po chwili by jednocześnie wyjąć z torby potrzebne jej rzeczy. Następnie ułożyła torbę na kocu i klepnęła ją kilka razy. W momencie gdy obejrzała jego ranę pokazała mu torbę aby zrobił sobie z niej prowizoryczną poduszkę.
-Kładź się - rzekła spoglądając na niego lekko przy tym marszcząc brwi.
Suknia w kwiaty <- na czas eventu

Elvan /Andy Shadow/

701


182 cm


Celebrate your life. Celebrate tonight







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Rose, Ceris
Jakoś Elvan miał szczęście, że trafił teraz na tą wróżkę. Oczywiście Emily była jedną z niewielu faerie, która nie miała nic do Shadowsa, że nie jest prawdziwą wróżką.
Po prostu jej to nie przeszkadzało.
Oboje mieli pozytywną relację względem siebie.
Trochę nie podobała się Elvanowi, że został tak obchowany.
Zaraz usłyszał by się rozebrał. Zdjął najpierw kurtkę, a potem bluzkę.
- Taki mały sparing. Tylko niestety mi nie pomógł po walce i sobie poszedł jak gdyby nigdy nic - stwierdził.
Tak naprawdę Bies mógłby mi trochę pomóc, a nie.
Elvan przyglądał się co robi Emily.
Zaraz położył się.
- A właściwie co u Ciebie słychać? Dawno się nie widzieliśmy - odrzekł.
Heart of fire!

Emily Evans

459


170 cm

Brak






[Cytuj]
Multikonta: Makoa
Jej zawód miał to do siebie, że przyjmowała do siebie Przyziemnych, wilki i wróżki dlatego też ocena ludzi po wyglądzie to nie była jej bajka. Czasami mylnie opisywali tego kto najbardziej wyróżniał się z tłumu, a powód był czasami banalnie prosty by zwrócić na siebie uwagę albo to podświadoma prośba o pomoc. Emily już miała tyle lat za sobą w pracy Uzdrowiciela, że bardzo często potrafiła to rozróżnić dlatego też to nie była dla niej żadna nowość zwłaszcza, że Elvana widywała w miarę regularnie o ile pozwalała na to sytuacja.
-Hm to do niego całkiem podobne - mruknęła sama do siebie biorąc do ręki moździerz oraz kilka ziół. Wsadziła je do środka i zaczęła tłuczkiem mielić na zieloną papkę zerkając co jakiś czas na jego rany.
-Wyliżesz się z tego. U mnie? Mam trochę roboty jako uzdrowiciel, czasami coś poczytam albo zrobię eliksiry, a raz na ruski rob robię za detektywa w trakcie tropienia cudzej osoby. No tak w skrócie to jakoś leci po staremu, a co u Ciebie? - rzekła uśmiechając sie lekko. Po chwili wróciła do mieszania mięty, melisy, rumianki i kilka liści nagietka. Część z nich powinna, choć na chwilę pomóc, a razie co wybierze inne zioła co by zatrzymać krwawienie lub zminimalizować ból ile się da. Gdy miała gotowe zioła palcami zaczęła je wyciągać i smarować obrzeża rany na tyle delikatnie ile się dało, później postara się zapełnić środek ziołami. Gdy wszystko wstępnie się powiedzie Emily wstanie i pójdzie umyć ręce w pobliskiej rzece od roślinności. Następnie usiądzie z powrotem na kocu i dłonią wyjmie zielony kawałek materiału, który był w sumie zbitkiem kilkunastu ziół w jedno. Przymierzyła w miejsce ran i zaczęła palcami drzeć je na mniejsze kawałki by pasowały do rany. Widać było na jej twarzy powagę, ale i skupienie jednoczesnie gdy to robiła.
Suknia w kwiaty <- na czas eventu

Elvan /Andy Shadow/

701


182 cm


Celebrate your life. Celebrate tonight







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Rose, Ceris
- Wiesz mój błąd, bo mam małe doświadczenie w walce jako zwierzę, a chciałem by Bies trochę pewniej się poczuł i stąd takie rany - wyjaśnił.
Zamyślił się.
- Fajnie mieć w jakiś sposób rodzinę, a nie być sam - odrzekł że smutkiem.
Naprawdę Elvanowi brakowało coś na wzór rodziny. Jednak traktował się z księciem Czarnego Dworu jak bracia. Jednakże dawno nie miał z nim kontaktu i nie mógł go nigdzie znaleźć. Czyżby go zabito?
- Cóż... powoli staję się artystą, sławnym muzykiem oraz malarzem. A tak w ogóle nie wiesz nic o latorośli króla? Jakoś nie mogę złapać kontaktu - odrzekł.
Zmiana fachu u Shadowsa było dobrym rozwiązaniem.
- A nie myślałaś by zatrudnić się w jakimś sklepie zielarskim? - zapytał.
Elvan miał coś powiedzieć o Feariendzie, ale mu ono raczej było obojętne. Tam to miejsce nigdy nie było jego domem. Bo cóż to za dom jeśli jest się codziennie wyśmiewanym i upokażanym?
- Może potem zrewanżuje się za pomoc jakąś kolacją czy zwykłym wyjściem na pizzę czy co tam chcesz? Co Ty na to? - zapytał.
Heart of fire!

Emily Evans

459


170 cm

Brak






[Cytuj]
Multikonta: Makoa
-Może i plan miałeś dobry, ale wykonanie słabe - westchnęła cicho ze zrezygnowaniem w głosie. Co jak co, ale mógł sobie podarować "bycie fajnym" To nic dobrego nie przyniosło, a wręcz mu zaszkodziło.
-Nic nie wiem, nie miałam z nim żadnego kontaktu. Sklepie? Być może, to nie głupi pomysł, zastanowię się nad nim później - mruknęła pod nosem. Nie bardzo wiedziała, czy ktoś w tym mieście szukałby do pracy kogoś takiego jak ona, ale spróbować nie zaszkodzi.
-Może być pizza - rzuciła na sam koniec z lekkim uśmiechem na ustach. Co jak co, ale wyjściem na jakieś jedzenie nie odmówi, zwłaszcza że ostatnimi czasy jedyne co robi to leczy ludzi więc to dobra alternatywa.
-I następnym razem uważaj na siebie bardziej, co? - mruknęła jednoczesnie marszcząc przy tym brwi.

/sorki, że tak długo nie odpisywałam
Suknia w kwiaty <- na czas eventu
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo