Eliot Ainsworth
[Usunięty]
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
[Cytuj]
Westchnął ciężko.
-Tak, bo ty byłeś ranny, być może pijany i ogólnie wszystko było popierdolone. Podejrzewam, że na trzeźwo i bez ogólnego popierdolenia chwili mogłoby nam być ciężko się dogadać – stwierdził i również wzruszył ramionami. Chociaż dodał jeszcze: -W dodatku chujowo zapraszasz na jakieś wspólne wyjście. Poćwicz przed lustrem.
Nie było to miłe, ale niestety Eliot nie był też panną, której miękłyby kolana na widok Gilvreya. I nawet jeśli latał za tymi mężczyznami, to mimo wszystko paskudny charakter czarownika, skutecznie przysłaniał to, jak przystojną był osobą i jak wiele mógł zyskać przy bliższym poznaniu. Niestety odechciewało się go bliżej poznać przez to, jaki był w stosunku do innych.
-No i co z tego, że są? Mnie to nie przeszkadza i nigdy nie przeszkadzało. W dodatku jakby nie patrzeć, jestem łowcą. Byłem w sytuacji bez wyjścia i nigdy nie miałem „wsparcia czarownika”. – Stwierdził. Już rzygał tymi głupimi minami Gilvreya, miał ochotę mu po prostu wpierdolić w ten głupi pysk. Może wtedy by się nauczył. Chociaż nie, wtedy niczego by się nie nauczył, a miałby powód, żeby mu jeszcze więcej rzeczy wypominać. Te jedenaście lat śledzenia i próby zabicia, to jak widać za mało, a i tak nie umie przejść nad tym do porządku dziennego. Czarownik, który żyje chuj wie ile czasu, który nie przeżyłby gdyby nie umiał się adaptować, a także zmieniać.
I ciekawe, gdzie znajdzie inny, tak chętny obiekt badań? Kogoś, kto w ogóle będzie chciał z Gilvreyem rozmawiać i nie będzie dziwką na jedną noc lub przestarzałym jaszczurem.
Zacisnął mocno zęby, aż zgrzytnęły, a potem najpierw sięgnął ku szyi, ale zanim faktycznie rozpiął naszyjnik znieruchomiał. Jak każdy Nocny ?owca miał sygnet rodowy. Wkurwienie to się z niego wylewało w tym momencie. Wszystko naraz, emocje, jakich jeszcze nigdy nie doświadczył. Ściągnął sygnet i rzucił nim w czarownika.
-Masz i udław się tym – fuknął.
Sygnet niegdyś był dla niego ważnym przedmiotem. Potem to zniknęło. Znalazł się ktoś ważniejszy. Po śmierci Deana nie wrócił do rodziny, właściwie to odwrócił się od wszystkich. Sygnet był niemiłym wspomnieniem przeszłości, w której był psem. I teraz… nic się nie zmieniło. Jak nie pies Clave, to pies jakiegoś czarownika z przerostem ego nad treścią.
Nie wytrzymał, jego psychika i tak była w kiepskiej formie i to już od dawna. Właśnie dlatego zaczął się po prostu śmiać. Po prostu zaczął się śmiać, bo jak inaczej miał zareagować? Jego umysł już nie działał tak jak powinien. Zbliżał się do tego już od wielu dni. I w końcu cienka żyłka, która utrzymywała jego umysł w stanie jakimkolwiek pękła.
-To znajdę inny sposób albo ze sobą skończę. Nie mam po co żyć, jeśli mam być czyimkolwiek psem. A w tej chwili… z bycia psem Clave, stałem się twoim psem. Nie współpracownikiem, nie kontrahentem. Psem – podsumował, a potem spojrzał w stronę rzeki. Jego spojrzenie w jednej chwili stało się puste. Śmiech, uśmiech, żal… wszystko zgasło. Błękit stał się mętny. Wpatrywał się w rzekę, by potem po prostu ruszyć w stronę wody. Szedł mamrocząc coś pod nosem.
 
Gilvrey Avery
[Usunięty]
Gilvrey Avery
[Usunięty]
[Cytuj]
To westchnięcie nie uszło jego uwadze.
Byłem ranny, lekko wstawiony. Mogę zgodzić się z tobą, że wszystko było popierdolone. To możemy tylko podejrzewać tak naprawdę, chociaż teraz… w sumie jest na trzeźwo — sprostował jedną rzecz w słowach swojego towarzysza i też zauważył jedną rzecz. Są naprawdę spierdoleni.
Nie chodzę na randki. Chodzę na drinki, a potem najczęściej się z kimś pieprzę. Nie chciałeś iść na drinka, nawet bez pieprzenia — odparł wprost. Chodzenie na kawę czy herbatę kojarzyło mu się z randkami i z biznesowymi spotkaniami. Na randki nie chodził a też nie miał spotkań typowo biznesowych. Oferował kawę i herbatę w swoim biurze klientom, ale sam częściej pił herbatę niż kawę.
Wychodził z założenia, że by uprawiać seks nie potrzeba nic więcej niż miejsce i chęć. Miał paskudny charakter i niektórzy go o tym już uświadomili.
Wszystko ma swoją przyczynę i sam wiedział, że prócz wszystkich wad ma też zalety. Ten ?owca nie wie, jaki jest w stosunku do innych. Nic nie wie o jego przeszłości. Wie tylko tyle, ile mu powiedział i ma swoje wyobrażenie na jego temat.
Dla niego jest zimnokrwistym mordercą, który zabił jedenaście lat temu jego partnera. Pomimo tego, co mu powiedział o swojej domniemanej niewinności, ten ?owca ma rację. Ale to była wojna – na wojnie często obrywają niewinni. Gdyby on nie zabrał swojego partnera do tego Instytutu, nic by się nie stało. Doskonale wiedział, że łatwiej nienawidzić kogoś za coś takiego, w tym przypadku morderstwo niż siebie za narażenie bliskiej osoby na takie niebezpieczeństwo i spełnienie się najczarniejszego snu.
Mi to przeszkadza. Magia, którą władam pozwala mi nie tylko odnaleźć kogoś w razie potrzeby, ale także porozumiewanie się z tym kimś. Oczywiście, nie mogę porozumiewać się w ten sposób z Przyziemnymi, ale dobrze to się sprawdza jako metoda komunikacji z Podziemnymi. I może sprawdzi się to jako metoda komunikacji z tobą. Teraz możesz mieć to wsparcie — wyjaśnił mu to, dlaczego nie do końca podoba mu się korzystanie z telefonów, szczególnie, kiedy ma magię.
Technologia była pewnym rodzajem magii Przyziemnych i ona także ułatwiała mu życie, ale była zawodna. Mając możliwość wybrania magii i technologii, zawsze wybierze magię. Urodził się w czasach, w których tak nowoczesnej technologii nie było i byłby w stanie bez niej przetrwać.
Uważał, że to ważne i byłoby dobrze, gdyby dostał coś takiego. Od paru minut nie był złośliwy dla tego ?owcy, nieznacznie się wyciszył i podszedł z większą swobodą do tego wszystkiego. Widział jednak, że ten mężczyzna jest naprawdę wkurwiony. Kiedy rzucił mu ten sygnet, złapał go sprawnie w drugą dłoń i schował go do wewnętrznej kieszeni swojego płaszcza.
Taki sygnet raczej nie przeszedłby mi przez gardło — skomentował słowa Eliota i chociaż chciał być złośliwy, złośliwości nie było słychać w jego głosie. Wcale by się nie zdziwił, gdyby ten ?owca powiedział coś o wepchnięciu mu go gardła. W najgorszym razie mógłby spróbować to sprawdzić.
Nie spodziewał się tego, że ?owca zacznie się śmiać. Bardziej spodziewał się złośliwości, warczenia na niego.
Możesz stać się wampirem albo wilkołakiem, ale to możliwie najgorszy ze sposobów. Lepiej jednak być wilkołakiem niż wampirem. Nie byłbyś już ?owcą, ale nie uwolnisz się od Clave. Nie uwolnisz się od nich, dopóki Clave będzie wpierdalać się w sprawy pozostałych ras Podziemnych. Samobójstwo? Żywy możesz więcej zdziałać. Współpracuj ze mną zamiast szczerzyć groźnie kły i warczeć, nie utrudniaj mi tego. Bo to, co ci obiecałem nie jest łatwe i na chwilę obecną uchodzi za niemożliwe. I chyba naprawdę potrzebujesz czegoś mocniejszego — powiedział mu wprost, chociaż już znacznie spokojniej i można powiedzieć, że miał dla niego dobrą radę, ale również podzielił się z nim swoim doświadczeniem. Z tego co wiedział, Clave wpierdala się nie tylko w sprawy czarowników, ale także w sprawy wilkołaków, wampirów i faerie. Ta organizacja była – jego zdaniem – wrzodem na tyłku wszystkich Podziemnych. Jak na razie ten ?owca groźnie szczerzył kły i warczał. Dostrzegał też to, że sam podchodził do niego jak podchodził, ale zamierzał podchodzić od tego momentu bardziej profesjonalnie i mu trochę odpuści, jeśli to coś zmieni.
Ponownie sięgnął po swoją piersiówkę i wyciągnął ją ku niemu. Może ?owca nie pił alkoholu, ale może ze względu na sytuację, nie odmówi tego łyczka porządnego samogonu.
 
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
[Cytuj]
Ich potrzeby się różniły, podobnie jak bagaż doświadczeń, których posiadali. Nic więc dziwnego, że w pewnych kwestiach nie byli w stanie się dogadać. Dodać jeszcze do tego fakt, że obaj byli uparci jak cholera i katastrofa gotowa.
W tej chwili Eliota już nie interesowało czym może zostać, jak może się wyrwać od Clave, ani jakie mądrości przekaże mu tym razem Gilvrey. Nie zareagował nawet na tą wyciągnięta piersiówkę. Jego poczytalność w tym momencie poszła na spacer i w sumie ciężko powiedzieć, czy wróci. Zwykle ludzie źle sobie radzili, gdy dotarli na skraj własnej wytrzymałości psychicznej. A Eliot długo chwiał się na krawędzi, przez te jedenaście lat gdy miał jakiś wyraźni cel, dobrze sobie radził. Jednak teraz zbyt wiele było rzeczy, na które nie miał wpływu, a także tych na które musiał mieć wpływ, chociaż nie miał na to faktycznie siły.
Właśnie dlatego ruszył w stronę rzeki i teraz nadal szedł. Zszedł z chodnika na trawę, mamrocząc coś pod nosem. Kawałek, który brzmiał mniej więcej tak:
-Jestem w połowie Przyziemnym, mam nieśmiertelną duszę… mogę utopić anioła… przyziemny przeżyje – mógł usłyszeć Gilvrey. Dla większości ludzi zapewne brzmiałoby to bardzo niepokojąco. Już nie wspominając o tym, że Eliot zdawał się nie pamiętać, że niemożliwe jest oddzielenie anielskiej krwi od ludzkiej. A już na pewno nie przez kąpiel.
To jednak mu nie przeszkodziło w ześliźnięciu się z porośniętego trawą wału przeciwpowodziowego, co doprowadziło do tego, że wylądował twardo na dupsku. Nie powstrzymało go to jednak, bo z niejakim trudem podniósł się znów i ubezpieczając się rosnącymi drzewami, dalej próbował zejść w dół. I chociaż wciąż się ślizgał, to całkiem nieźle sobie radził i lada moment dotrze do wody.
 
Gilvrey Avery
[Usunięty]
Gilvrey Avery
[Usunięty]
[Cytuj]
Najwyraźniej się niepotrzebnie produkował. Ten ?owca najwyraźniej go nie słuchał. A przecież powiedział o wielu ważnych rzeczach, które ten Nefilim powinien sobie przyswoić. Wtedy będzie im wszystkim lepiej.
I jak nie zachowuje się jak wierny pies Clave, to zachowuje się jak bity kundel, który zerwał się z łańcucha i ugryzł pierwszego napotkanego przechodnia. Bo na niego ten ?owca ujadał i warczał. Jest jaki jest, ale teraz mu odpuścił i zaczął zachowywać nad wyraz profesjonalnie.
Kiedy dotarło do jego uszu to, co wybełkotał ten ?owca, zmarszczył brwi. To zdecydowanie nie miało najmniejszego sensu. Zrozumiał, co ten brunet planuje w tym momencie odjebać. Brzmiało to naprawdę niepokojąco, ale może powinien na to pozwolić? A może właśnie nie powinien? Może tym właśnie było wsparcie czarownika? A może po prostu potrzebował tego ?owcy?
O czym ty pierdolisz? Gdyby dało się w ten sposób uczynić cię człowiekiem, nawet pomógłbym ci utopić anioła — zwrócił się do niego, zapewne nadaremno. Gdyby można było to zrobić w ten sposób, naprawdę by mu pomógł w utopieniu anioła. Mógł pomóc mu utopić wszystkie smutki.
Nie wierzę, że to zrobię. Powinienem mu na to pozwolić, ale pewnie z tego wyniknie więcej szkody niż pożytku. Nie wspominając o tym, że cały mój plan spali na panewce — wymruczał do siebie i ciężko westchnął, chowając do kieszeni płaszcza swoją piersiówkę. Pewnie by się napił, ale trochę nie ma czasu.
Musiał się skupić, a kiedy to mu się udało, postanowił podnieść tego ?owcę za pomocą telekinezy oraz odciągnięcie go od nurtu rzeki. Z pewnością nie było to miłe, bo trochę nim porzuca, ale może to pomóc ogarnąć się temu ?owcy i może powstrzyma go od zrobienia czegoś równie głupiego. Jeśli to nie pomoże, zamknie go w barierze, a potem stąd zabierze i przywiąże go do kaloryfera albo do krzesła.
 
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
[Cytuj]
Zabawne jest to, że Gilvrey był święcie przekonany, że o tym Eliot nie wie. ?owca, który jako łowca pracuje już dobre 35 lat, jeśli nie 40. Bo w sumie od momentu, jak się urodził był ?owcą, a jego przyszłość była z góry ustalona. Kiedyś, to jeszcze się zdarzali łowcy kowale, ale teraz już tego nie było. Odkąd mieli te anielskie ostrza, to nie potrzebowali kowali, którzy by im robili broń.
Co innego, że faktycznie niewiele w tej chwili docierało do Eliota. Jego poczytalność naprawdę spierdoliła w las, a to tworzyło pewne problemy. Takie, bardzo poważne problemy, bo faktycznie zamierzał utopić anioła w sobie. Chciał się go pozbyć, a to, że przy okazji pozbędzie się siebie? Oj tam, kto by się tam przejmował jednym łowcą? Raczej nikt. Co chwila rodzą się nowi, więc teoretycznie jak kilku umrze, to nic się nie stanie. Na ich miejsce wskoczy ktoś nowy, może nawet lepszy.
Gdy Gilvrey użył telekinezy, Eliot najpierw się zatrzymał, by potem przelecieć kawałek w górę tych wałów. Urwać się nie był w stanie, ale starał się temu przeciwdziałać, co w sumie również było niemożliwe. Ostatecznie wylądował twardo na trawie, z której po chwili zaczął się podnosić. Jak na łowcę przystało, a także na gościa, którzy przez jedenaście lat uparcie śledził Gila, nie tylko się chwiejnie podniósł, ale także znów zaczął człapać w stronę wody. Naprawdę planował się utopić, co uniemożliwiło mu w sumie pole ochronne czarownika. Odbił się od bariery, lądując znów na dupsku. Otrząsnął się po chwili i tym razem naparł mocno na barierę. Wyglądało, jakby próbował ją przesunąć lub po prostu zniszczyć ją, napierając na nią całym ciałem.
 
Gilvrey Avery
[Usunięty]
Gilvrey Avery
[Usunięty]
[Cytuj]
Naprawdę powinien mu na to pozwolić. Powinien pozwolić mu wejść do tej rzeki, a nawet powinien dopilnować, by z niej wypłynęło jego ciało. Powinien dopilnować, by w pewnym momencie nie otrzeźwiał i nie zaczął walczyć o swoje życie, jak to zwykle robią osoby, które się topi.
Znał to z własnego doświadczenia – próbowano go utopić oraz powiesić. Walka o własne życie nie była mu obca i prawdą było to, że będzie walczyć do ostatniej kropli krwi. Miał to wpisane w całe swoje jestestwo i w tej kwestii raczej nigdy się nie zmieni.
Mógł się mylić, bo może kiedyś nadejdzie czas, kiedy nie będzie walczyć, kiedy wszystko straci dla niego sens i wycofa się ze wszystkiego. Może kiedyś zmądrzeje. Może kiedyś dojdzie do wniosku, że z Clave nie można wygrać.
Odczuwał pewną satysfakcję, która wynikała z tego, że mógł robić z tym Nocnym ?owcą wszystko co chciał, nawet, jeśli to teraz było niekoniecznie zabawne. Wszystko, co robił ten ?owca było naprawdę przewidywalne. Zaczął podchodzić bliżej niego i w pewnym momencie po prostu przestał podtrzymywać tę barierę. Jeśli Eliot nadal na nią napierał całym ciałem, mógł gwałtownie polecieć do przodu i upaść na ziemię.
Jeśli to miało miejsce, podszedł do niego i z pociągnął go za ubrania do góry i zmusić go do spojrzenia na siebie. W ostateczności pozbawić tego mężczyznę przytomności. Stworzył też bramę, nakreślając znak na ziemi i wypowiadając odpowiednie zaklęcie, by przeciągnąć tego nieprzytomnego durnia po ziemi w tę bramę i tym samym zabrać go po raz kolejny do swojego domu.

[zt x 2]
 
Nina
[Usunięty]
Nina
[Usunięty]
[Cytuj]
|maj, przed wyprawą do kolekcjonera]

Powinna siedzieć w Labiryncie i szukać poszlak odnośnie tych kluczy. A co robi w tym czasie? Spaceruje w okolicy rzeki, rozgląda się za małymi opuszczonymi dzieciątkami. Na jej nieszczęście, w maju wiele pociech spędza swój czas z rodzicami na dworze, i tylko widziała, jak tworzą się małe grupki z dzieciakami, które wspólnie bawią się. Aż poczuła nieprzyjemny gorzki posmak w ustach, jakby sama tego pragnęła, a nie była w stanie stworzyć. Postanowiła nie ukazywać swoich łez i spokojnym spacerem udała się w stronę wałów przeciwpowodziowych, które były w roślinności ukryte.
Jednak nie zdawała sobie sprawy, że im bliżej wałów się znajdywała, tym bliżej była grupki młodzieży, która korzystała sobie z wolnego, ciepłego popołudnia i popijali sobie alkohol. Dwójka z nich wdała się w bójkę pijacką, reszta zaczęła głośno hałasować, że i też zwrócili na siebie uwagę czarownicy. Dosyć szybko zjawiła się przy nich, na co chłopcy zareagowali gwizdami.
- Co wy wyprawiacie? Nie macie nic lepszego do roboty, niż picie?- mówiąc to, próbowała najbliższemu mężczyźnie zabrać butelkę, lecz ten popchnął czarownicę w stronę rzeki. Próbowała się czegoś złapać, lecz zanim zdołała to wykonał, poczuła chłód i wodę w płucach.
Czy warto dodać, że Nina nie jest dobrym pływakiem?
 
Adrien Montclaire
[Usunięty]
Adrien Montclaire
[Usunięty]
[Cytuj]
Od przybycia do Yorku więcej czasu spędzał w parkach i w mieście, zamiast w murach Instytutu. Większość ?owców była właśnie na różnych misjach, a siedzenie samotnie w swoim pokoju tylko go dołowało. Plusem niewielkich miasteczek była duża ilość parków i przyrody. Jako półwróżek czuł się związany w jakiś sposób z naturą. Sam nie do końca rozumiał tą dziwną zależność.
Idąc obserwował bawiące się w pobliżu rzeki dzieci. Nie wyobrażał sobie normalnego dzieciństwa. Tak samo jak nie wyobrażał sobie bycia normalnym ?owcą. Kły bywały problematyczne, tak samo jak uczulenie na żelazo i parę innych wróżkowych alergenów, ale to było częścią jego osoby.
Jego rozmyślania przerwały odgłosy sprzeczki, którą dosyć nagle przerwał plusk wody. Zaniepokojony pobiegł w tamtym kierunku. Nawet nie spojrzał na zgromadzonych przy wodzie nastolatków, tylko od razu skoczył do rzeki, gdzie zauważył tonącą postać.
Złapał dziewczynę i zaczął płynąć w stronę przeciwnego brzegu. Miał nadzieję, że nie przybył za późno. Wyciągnął ją z wody, położył na ziemi i nachylił się nad nią aby sprawdzić, czy jest przytomna.
 
Nina
[Usunięty]
Nina
[Usunięty]
[Cytuj]
Pić wodę ze szklanki to może swobodnie, z kraju jak i czasem spod prysznica, jak mocno jest spragniona. Ale żeby pić wodę z rzeki, która pewnie jest totalnie zanieczyszczona? Definitywnie to nie był najlepszej jakości płyn, którego czarownica pragnęła. Im dłużej była w wodzie, tym więcej jej wpadało do płuc. Poczuła czyjś dotyk, cieplejszy od zimnej wody, który ją gdzieś zabierał. nawet nie oponowała, bo czuła, że woda w płucach ją nieco osłabia. Zaczynała nawet mieć wrażenie, że straci zaraz przytomność, lecz do jej nozdrzy zaczął dochodzić tlen, nie woda. To była dla niej dobra wiadomość, lecz potrzebowała więcej sił, aby się poruszyć.
Wpierw potrzebowała wypluć całą wodę, która dostała się do jej organizmu. Zmusiła się do kaszlu, kiedy jej plecy przez chwilę stykały się z twardą powierzchnią, po czym przechyliła nieco głowię w bok i zaczęła wykaszlywać powoli wodę z płuc. Wtedy też zobaczyła osobę, która ją uratowała z tej rzeki.
- Dzięk...- próbowała podziękować za ten skos, ratunek i coś tam jeszcze, lecz tylko spowodowała, że kaszel się wzmógł, a wraz z tym - więcej wody zaczęło wydostawać się na światło dzienne.
 
Adrien Montclaire
[Usunięty]
Adrien Montclaire
[Usunięty]
[Cytuj]
Gdy uratowana dziewczyna kaszlnęła mu wodą w twarz, miał już pewność, że jest przytomna i żyje. Odsunął się nieznacznie, wciąż uważnie obserwując nieznajomą. Nadal mogła potrzebować pomocy, więc wolał być blisko.
Widząc, że dziewczyna sama daje radę odkrztuszać wodę, nie interweniował. Z doświadczenia wiedział, że to czasami mogło jedynie pogorszyć sytuację. Gdy plucie wodą zmieniło się w zwykłe pokasływanie, przybliżył się do nieznajomej. Wyglądała na bliską mu wiekiem, ale jako ?owca wiedział, że niekoniecznie musi tak być. Zwłaszcza, że wyczuwał w niej powiązania ze Światem Cieni.
- Jak się czujesz? - zapytał, spoglądając na dochodzącą do siebie dziewczynę. W razie czego gotowy był biec po pomoc. To było jego zadanie jako ?owcy.
- Jestem Adrien - przedstawił się, wyciągając rękę w stronę nieznajomej, aby pomóc jej usiąść.
 
Nina
[Usunięty]
Nina
[Usunięty]
[Cytuj]
Kiedy dochodziła już do siebie po wypluwaniu wody z organizmu, zerknęła na nieznajomego, przytakując jednocześnie głową.
- Mogło być gorzej. Ale dzięki za skok, nie musiałeś tego robić.- skwitowała, jednocześnie zaczynając pocierać się rękoma. Musiała jakoś ogrzać ciało, aby wróciło do normalnej temperatury, a pogoda w tym wyjątkowo ją wspomaga. Sama wolała nie używać czarów, aby przypadkiem nie osłabić się jeszcze bardziej.
Z pomocą Adriena uniosła się do pozycji siedzącej. - Nina.- przedstawiła się krótko, bez jakich większych normalności. Skupiła swój wzrok na brunecie, który nie wyglądał ani młodo, ani jakoś staro. Pewnie jakiś przyziemny. ?adny, ale bez znajomości prawdy. Chociaż miała wrażenie, że niekoniecznie może być przyziemnym, to wolała nie pytać się o szczegóły w miejscu pełen przyziemnych.
- Te dzieciaki... jak można tak szybko tracić rozum.- cicho westchnęła, myśląc o pijanej bandzie, która zdążyła zwiać z miejsca zdarzenia. Ile trzeba mieć głupoty w sobie, aby doprowadzić się do takiego stanu i nie szanować osób starszych.
- Masz może jakąś wodę? Przepłukałabym sobie usta od tej brudnej wody.- dopytała się Adriena czując, jak w zębach gdzieś jej trzeszczy piasek z rzeki. Jeśli nie ma, no cóż, to będzie wypluwać ten nieprzyjemny piasek.
 
Adrien Montclaire
[Usunięty]
Adrien Montclaire
[Usunięty]
[Cytuj]
- Nie musiałem, ale chciałem. Nie mogłem pozwolić ci utonąć - powiedział uśmiechając się lekko, nadal patrząc na nieznajomą. Może wpadnie w jakiś szok pourazowy i znów będzie potrzebna pomoc? Przecież wszystko jest możliwe. Zauważył, że rozciera ramiona. - Zimno Ci? Niestety nie pomogę. Moja kurtka jest chwilowo bezużyteczna - dodał, spoglądając na swoją kurtkę skórzaną, która ociekała wodą z rzeki. Raczej by jej tym nie pomógł.
Gdy dziewczyna usiadła, przykucnął naprzeciw niej. Po chwili namysłu zrzucił z siebie mokra kurtkę. Nie przejmował się widocznymi runami. Przyziemni, jeśli już je widzieli, uznawali je za tatuaże. Podziemni i tak wiedzą o ?owcach.
- Czasy się zmieniają. Niekoniecznie na lepsze - skomentował jej słowa, myśląc o własnym dzieciństwie. U Nefilim wyglądało to zupełnie inaczej. Nie wyobrażał sobie takiej nieodpowiedzialności wśród młodych ?owców.
- Niestety, nie mam. Wybrałem się nad rzekę, więc nie sądziłem, że woda będzie mi potrzebna - odpowiedział, wzruszając nieco ramionami i wykrzywiając lekko usta. Chciał jej pomóc, a nie mógł. Nie lubił być w takiej sytuacji. - Ale może pójdziemy dalej i znajdziemy czystą wodę? - zaproponował.
 
Nina
[Usunięty]
Nina
[Usunięty]
[Cytuj]
Miły, uprzejmy i rycerski, tak widziała Nina Adriena, który pomógł jej przedostać się na brzeg. Nawet to w jakiś sposób było urocze, że postanowił bez myślenia wskoczyć do wody. Doceniała fakt, że nawet chciał jej podarować swoją kurtkę, gdyby była tylko w lepszym stanie. Ale fakt, nieco było jej chłodno i nawet zwykłe przytulenie by jej wystarczyło. Lecz czy wypada jej o tym mówić na głos?
Kiedy zdjął kurtkę, i jego runy stały się widoczne dla jej wzroku, Nina od razu uświadomiła sobie, że Adek jest łowcą. Wiedziała, że nie może jemu powiedzieć całej prawdy o sobie, bo prędzej czy później, zaczęłyby się kontrole nad jej czynami. A przecież nie chce, aby Nefilim się dowiedział, kto dokładnie ostatnimi czasy wyrzucił kilka martwych noworodków do sąsiednich wiosek.
Przez chwilę wahała się skomentować fakt runów, ale pewnie by już nabrał podejrzeń, gdyby oznajmiła, że nie wie, czy one są.
- Niestety. U Was pewnie coś takiego nie przejdzie, prawda? Ponoć macie ścisłe szkolenia.- mówiąc, to, dała jemu znać, że nie jest podziemną. I tak pewnie wyczuwał to, lecz Nina postanowiła ty, bardziej utrzymać swoją prawdziwą tożsamość w tajemnicy.
Nieco potarła się jeszcze dłońmi czując, jak wyczuwa powolutku ciepło w ciele. Zaraz też zerknęła na ?owcę. - W sumie nic nie zaszkodzi taki spacer. Tylko masz może pomysł, dokąd się udać?- zgodziła się na jego pomysł. Trochę tak posiedziała, to zyskała nieco sił. Raczej byłaby w stanie spokojnie się przejść, bez obawy o zdrowie. Mimo, iż nie darzyła łowców empatią, to wolała sobie grać na zwłokę. No i wiedziała, że ?owca będzie gotów nawet odprowadzić ją do domu, aby tam nic po drodze się jej nie wydarzyło. Przynajmniej takie odnosiła wrażenie od Adriena, które jakoś nie było złe. Wręcz przeciwnie, zapraszało do ciekawej partyjki szachów z tutejszą grupą łowców.
 
Adrien Montclaire
[Usunięty]
Adrien Montclaire
[Usunięty]
[Cytuj]
Zauważył jej spojrzenie na runy. Miał nadzieję, że nie należy do tych Podziemnych, którzy negowali ?owców z samej natury. Sam nie oceniał innych z góry i nie lubił, gdy ktoś inny tak robił. Postanowił jednak nie poruszać tego tematu.
- Tak, bywa dosyć ciężko - zgodził się ze słowami Niny. Nie miał najlepszych wspomnień z okresu nauki. Treningi młodych ?owców bywają wymagające. Jako mieszaniec musiał jeszcze mocniej walczyć o swoją pozycję i uznanie. Nie jest łatwo, gdy inni przekreślają cię z góry lub mają za gorszego.
- Może najpierw wzdłuż rzeki, a później do jakiegoś baru? Tam dostaniemy wodę - rzucił niepewną propozycję. Niezbyt dobrze znał to miasto, więc nie wiedział, co może zaproponować. Poza tym, dziewczyna mogła mieć uprzedzenia do publicznego pokazywania się z ?owcą, więc nie chciał jej nic konkretnego narzucać. Wolał pozostawić jej wybór.
 
Nina
[Usunięty]
Nina
[Usunięty]
[Cytuj]
Dobrze, że nie poruszył kwestii jej spojrzenia na tatuaże i nie zapytał jej się o poglądy. Tera przynajmniej toczyli sobie spokojną rozmowę, siedząc przy brzegu rzeki i zastanawiali się, dokąd pójść. Bar... brzmiało to kusząco, doprawdy! Można by napić się czegoś więcej od wody, lecz czy bezpieczniej nie byłoby udać się do miejsca, gdzie nie będzie przyziemnych? No w sumie to byłoby najlepsze. Bo głupio by było rozmawiać o podziemiu przy przyziemnym, który tego by nie pojmował.
- Bar... już jakoś wytrzymam ten piasek. Przyziemni strasznie paskudzą w tych swoich knajpkach i są tak zapatrzeni w ten telefony, że nie wiadomo, czy jest zdrów umysłowo, czy nie. Wybacz.- po tych słowach Nina odwróciła głowę w bok i wypluła ślinę z piaskiem. Wiedziała, ze póki nie umyje zębów, bądź ich nie przepłucze, to nie pozbędzie się całego piasku.
Zaraz wróciła wzrokiem na ?owcę. - Ale pospacerować zawsze można. W sumie.- mówiąc, nieco chwiejnie uniosła się na nogi, ale no dała radę utrzymać pion. No czas rozruszać nieco swoje mięśnie. - znasz może jakoś te miasto? Bo szczerze... jestem tutaj od niedawna.- powiedziała. Dopiero poznawała różne tajemnice Yorku, przydałoby jej się jakieś wsparcie od osoby, która znałaby lepiej miasto od niej. Pokazałby jej kilka interesujących miejsc, a jak nie, to w sumie jakoś sobie poradzą!
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo