Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator
[Cytuj]
Pizza Time
Pizzeria. Pomieszczenie w kształcie kwadratu, przy którego końcu znajdują się wejścia do toalet. Bar znajduje się pośrodku i również tworzy kwadrat, a tylko po to, aby wewnątrz baru znajdowała się kuchnia. Lokal ma ogromną powierzchnię, kwadratowe stoliki, kwadratowe krzesła. Ktoś opracował tę koncepcję w bardzo prosty sposób, bazując na figurze geometrycznej. Co tydzień inny rodzaj pizzy w promocji, liczna ilość rodzajów i napojów do wyboru. Nie ma tu tylko pizzy, są też zapiekanki, frytki, hot dogi i inne jedzenie typu fast food. Przed pizzerią znajduje się również darmowy parking..
Syriusz Worthington
[Usunięty]
Syriusz Worthington
[Usunięty]
[Cytuj]
Syriusz Worthington siedzący samotnie przy stoliku, w dodatku w lokalu innym niż bar czy nocny klub stanowił nieco osobliwy i niecodzienny widok. W końcu powszechnie było wiadomo, że czarownik był duszą towarzystwa i nigdy nie wychodził nigdzie sam... dziś jednak naprawdę potrzebował chwili dla siebie, by na spokojnie przemyśleć wszystko, co ostatnio działo się z jego życiem.
Wiedział, że powinien przestać sypiać z Elvanem, gdyż zauważył i w końcu przyznał się sam przed sobą, że zależy mu na tym mężczyźnie troszeczkę bardziej niż powinno. Oczywiście nie na tyle, by rzucić dla niego całe dotychczasowe życie, ale jednak... wiedział, że nie wyniknie z tego nic dobrego.
Sam nie był pewien jak to się stało, ale cholernie dawno nie jadł pizzy, a przecież ją uwielbiał. Zamówił sobie taką, żeby było jak najwięcej dodatków a potem usiadł sobie przy jakimś wolnym stoliku. Żałował trochę, że nie dostanie tutaj whisky, bo bardzo chętnie by się teraz napił, ale trudno, jakoś to przeżyje.
 
Soyoun
[Usunięty]
Soyoun
[Usunięty]
[Cytuj]
// jakoś w czasie

Ostatnie jej życie bardzo się skomplikowało miała masę nowych wrażeń i problemów. Przez całe swoje życie szukała rodzinny tej biologicznej. Chciała wiedzieć coś więcej o sobie i ogólnie o swoich korzeniach. Jednak w życiu nie spodziewała się, że znajdzie kogoś od strony matki. Zawsze podejrzewała, że wszyscy nie żyją, bo byli ludźmi i żyli kilka set lat temu. W życiu jej nie przeszło przez na myśl, że jej matka mogła mieć po niej syna z demonem, który okazał się czarownikiem. Gdyby to nie oczekiwane spotkanie i krótka rozmowa dalej żyła by nie świadomość. Tak więc jej grono znanych jej magów znacznie się zwiększył o brata. Nie wiedziała tylko, że wybierając właśnie ten lokal może poznać kolejnego. Zdaję się będzie znała więcej magów niż wróżek, istot podobnych do niej.
Soy weszła do lokalu prawie tańcząc, a na twarzy gościł uśmiech promienny. Dziewczyna zawsze była uśmiechnięta nawet jeśli wszystko w okół niej się burzyło. Twierdziła, że jeśli życie daje ci cytryny to należy z nich zrobić lemoniadę. Nie należy zbytnio przejmować się tym co złe, lecz dostrzegać w tym dobre. Odebrała swoje zamówienie na sałatkę oraz coś bardziej nie zdrowego jakieś danie z frytkami przy ladzie. Już miała wychodząc, kiedy dostrzegła smutną minę.
- Nie ważne jak było by źle na pewno wszystko się ułoży. Wystarczy się uśmiechnąć i wierzyć - powiedziała do mężczyzny, kiedy podeszła do niego. Może zabrzmi jak nawiedzona, ale użyła w tym swojego naturalnego i wrodzonego wdzięku i uroku.
 
Syriusz Worthington
[Usunięty]
Syriusz Worthington
[Usunięty]
[Cytuj]
Syriusz zamyślił się do tego stopnia, że nawet nie wyłapał momentu, w którym ktoś - dokładniej nadzwyczaj radosna i roztaczająca wokół siebie optymistyczną aurę faerie - podeszła do jego stolika. Spojrzał na nią z lekkim wtf na twarzy, bo w pierwszym momencie nie zrozumiał o co jej chodzi, jednak zaraz stwierdził, że wróżka mogła skądś go kojarzyć a że nieczęsto widzi się go poważnego i zamyślonego, założyła, że coś się stało.
- Nie ma tragedii - uśmiechnął się w odpowiedzi na jej słowa. - Potrzebowałem tylko chwili, by uporządkować sobie pewne sprawy - to powiedziawszy uśmiechnął się jeszcze szerzej, gdyż do stolika podszedł właśnie młody kelner 11/10 i postawił przed czarownikiem jego pizzę. Syriusz bezczelnie gapił się na tyłek owego kelnera, dopóki ten nie zniknął za drzwiami kuchni, po czym przeniósł wzrok na faerie, wciąż stojącą obok.
- Pomożesz mi to zjeść? - zapytał, zerkając to na nią, to na pizzę. Szczerze mówiąc samotne siedzenie już mu się znudziło i nie pogardziłby towarzystwem, dlatego miał nadzieję, że wróżka będzie miała ochotę się do niego przyłączyć. W końcu ej! - zaoferował jej jedzenie za darmo a to się przecież ceni.
 
Soyoun
[Usunięty]
Soyoun
[Usunięty]
[Cytuj]
Soy nie znała czarownika wcześniej nie wiedziała kim był ani czym się zajmował. Jasne wiedziała, że był czarownikiem, bo przecież miała brata wśród nich oraz być może chłopaka. Sama nie wiedziała... Co z tego wyjdzie, ale wracając do tematu. Widząc pogrążonego w myślach mężczyznę po prostu założyła, że ma jakiś problem z czymś się zmaga. Nie znała go jak wcześniej było to mówione, ale była bardzo towarzyską wróżką. Jak widziała, że ktoś czymś się martwi to zagadywała.
- Czyli są jakieś problemy, które tylko nie potrzebnie zawracają głowę - powiedziała z lekkim uśmiechem. Skoro musiał to i owo sobie poukładać to pewnie miał jakieś problemy. Soyoung obserwowała mężczyznę oraz kelnera, który pojawił się na widoku. Okazało się, że mężczyzna zamówił sobie pizze, już miała pytać czy zamierza jeść samotność. Kiedy czarownik sam zaproponował jej by do niego dołączyła.
- Chętnie ale się dorzucę - stwierdziła wolała od razu to zaznaczyć, bo chociaż urodziła się w czasach kiedy kobietą nic nie było wolno. To jednak pochwalała równo uprawnienie. Nie chciała by ktoś zarzucił jej to, że chce najeść się za darmo.
 
Syriusz Worthington
[Usunięty]
Syriusz Worthington
[Usunięty]
[Cytuj]
Aż dziwne, że wróżka go nie kojarzyła, bo Syriusz był w York dosyć rozpoznawalny, zwłaszcza w kręgu Podziemnych. Wiadomo przecież, kto robił najlepsze imprezy w okolicy!
- Cóż, w zasadzie można tak powiedzieć... - zaczął ostrożnie, zastanawiając się, ile właściwie chce jej powiedzieć, ale uznał, że jeśli się komuś wygada, to poczuje się lepiej. - Wiesz, jak ciężko jest zranić kogoś dla jego dobra? Zwłaszcza, jeśli bardzo ci zależy, żeby ten ktoś się od ciebie nie odwrócił? - zapytał retorycznie, na moment zatrzymując pełen zamyślenia wzrok na pizzy. Przez te wszystkie lata Syriusz pragnął zbliżyć się do Elvana, ale teraz, kiedy mu się udało, sytuacja trochę go przerosła - w końcu on od początku chciał jedynie przyjaźni i seksu... kompletnie się nie spodziewał, że Elvan mógłby czuć do niego coś więcej i pragnąć stałego związku. A stałość w uczuciach oraz wierność jednej osobie to na pewno nie są cechy, które można przyporządkować Syriuszowi Worthingtonowi. On przez te wszystkie lata swojego życia cenił sobie wolność i niezależność, także zwyczajnie nie potrafiłby funkcjonować w związku.
- Nic nie musisz dorzucać, czuj się zaproszona - uśmiechnął się, bo skoro zaproponował, żeby się dosiadła i zjadła z nim, to przecież nie oczekiwał od niej nic w zamian... no, może poza miłą pogawędką i towarzystwem, ale to przecież nie były jakieś wygórowane oczekiwania!
 
Soyoun
[Usunięty]
Soyoun
[Usunięty]
[Cytuj]
Wróżka nie chodziła na imprezy, ponieważ źle się na nich czuła. Nie interesowała się tym kto prowadzi kluby i organizuje najlepsze imprezy w mieście. Soyoun lubiła tańczyć, kochała muzykę ale spójrzmy prawdzie w oczy to co robią na tych imprezach nie można nazwać tańcem.
Soyoun wysłuchała się uważnie słowa mężczyzny, bo czasem lepiej się komuś obcemu wygadać. Po za tym naprawdę chciała pomóc mu, by zobaczyć uśmiech na jego twarzy. Wysłuchując słów czarownika domyśliła się, że jego problem był trudny. Musiał wyznać komuś prawdę jednak obawiał się uradzić daną osobę i tego, że mogą odwrócić się od niego.
- Faktycznie trudno jest powiedzieć prawdę osobie, na której nam zależy ale obawiamy się, że może nas źle zrozumieć lub swoimi słowami możemy ją uradzić i stracić to co już jest. Świat był by wspaniały gdyby nie było nie porozumień - powiedziała nie wiedziała jak to jest, ale nie było jej dane to przechodzić. Obawiała się zaangażować się związek z przyjacielem, chociaż to on wyznał jej uczucia do niej. Jednak zawsze traktowała go jak przyjaciele, a nawet jeśli był moment, którym sądziła, że może wyjść z tego coś więcej. Było to tak dawno, że należało do przeszłość. Nie potrafiła się zdecydować, bo z jednej strony spróbowała by ale z drugiej obawia się o ich przyjaźń gdyby im nie wyszło. - Czasem lepiej złamać komuś serce i pogadać z kimś od serca. Spróbować wyjaśnić, bo chyba wolał wiedzieć na czym stoi niż łudzić się złudnymi nadziejami - może ta rada wyda się okrutna ale najlepsza jaką mogła mu poradzić. Przecież jeśli nic nie czuje prócz przyjaźni to nie ma co wchodzić w związek. Może to skończyć się tragicznie dla ich przyjaźni, bowiem nikt nie lubi być okłamywanym i oszukiwanym.
- Jak uważasz - powiedziała z uśmiechem, bo skoro upiera się by nie dorzucała się uszanuję to, ale postanowiła kiedyś gdzieś go zaprosić lub zdobyć jego adres wysyłając jakiś mały upominek. W podziękowaniu za poczęstunek...
 
Syriusz Worthington
[Usunięty]
Syriusz Worthington
[Usunięty]
[Cytuj]
Cóż, każdy miał inne preferencje i nie musiał lubić tego typu imprez, w których gustował Syriusz. Do tańca... takiego prawdziwego tańca zazwyczaj nawet nie podchodził, a w klubach z reguły wlewał w siebie sporą ilość alkoholu zanim ruszał na podbój parkietu. No cóż, mimo wszytko może Soy kiedyś da się skusić, żeby wpaść do jego klubu?
- Tyle, że tu nie chodzi o żadne nieporozumienia - stwierdził, i po krótkiej wewnętrznej dyskusji z samym sobą postanowił wprowadzić ją w sytuację od początku do końca. - W moim klubie pracuje taki jeden faerie... miałem go na oku już od dłuższego czasu, ale od samego początku chodziło mi o niezobowiązującą relację. Wiesz, przyjaciele z korzyściami, że tak to ujmę. On ostatnio trochę się przede mną otworzył i wyznał mi, że podobam mu się od dawna i że chciałby spróbować stworzyć ze mną związek... powiedział mi to, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę z mojego... rozwiązłego stylu życia - przerwał na chwilę, układając sobie w głowie, co ma powiedzieć dalej. - Proszę, zachowaj dla siebie to, o czym Ci teraz powiem bo rzadko z kimkolwiek rozmawiam o swoich uczuciach... ale jedyną osobą którą kiedykolwiek kochałem była moja matka, która zmarła ponad siedemset lat temu - w innych okolicznościach zapewne dodałby dumnie, że jego matka była królową Anglii więc on sam jest księciem, ale dzisiaj nie był w nastroju. - Przez całe życie miałem mnóstwo facetów, jednak nigdy nikomu nie oddałem się na wyłączność. Wygodniejsze były dla mnie niezobowiązującące relacje, poza tym zawsze wychodziłem z założenia, że będąc nieśmiertelnym nie można pozwolić sobie na miłość. Wydaje mi się, że już nie potrafię kochać i wiem, że nie nadaję się do żadnych związków - okay, więc zrobił to. Syriusz Worthington postanowił się otworzyć i szczerze z kimś porozmawiać. Szczerze to zrobiło mu się trochę lżej, kiedy wyrzucił z siebie to wszystko i w sumie trochę liczył na obiektywną opinię wróżki w tej sprawie, bo on już sam nie widział jak ma na to wszystko patrzeć. - Tak w ogóle, to Syriusz jestem - przedstawił się, bo w sumie w tym wszystkim całkowicie o tym zapomniał. Następnie życzył wróżce smacznego i sam zabrał się w końcu za jedzenie pizzy, bo zaraz wystygnie.
 
Soyoun
[Usunięty]
Soyoun
[Usunięty]
[Cytuj]
Hmm... może by się skusiła aby dać kolejną szanse klubom nocnym. Być może mogła to być świetna okazja aby pokazać jak się naprawdę tańczy i co to znaczy czuć muzykę. Jednak na razie nie zamierzała się tam wybierać... może kiedyś. Być może nawet Syriusz skusił by się nauczyć jakiegoś tańca. Przecież z nich są tak silne i emocjonalne, że porównuje się je do sexu. W tańcu jest tyle namiętność, pasji, zatracenia, że nie trzeba wymieniać rodzaju bo jest ich wiele. Każdy znalazł by coś dla siebie.
Nie przerywała go kiedy czarownikowi zaczął opowiadać o swoim problemie Soy słuchała uważnie. Chcąc jak najbardziej go zrozumieć... Być może uda jej się dotrzeć dobre rozwiązanie. Chociaż jak wiadomo jeśli chodzi o związki to często trudno komuś cokolwiek doradzić. Już po pierwszych słowach wiedziała, że Syriusz ma naprawdę skomplikowany problem. Z jednej strony ceni swoją wolność i niezobowiązujące relacje, a z drugiej miał przyjaciele, którego nie chciał go zranić. Próbowała w czuć się zarówno jednego jak i drugie i znaleźć jakieś rozwiązanie. Zastanawiała się nad różnymi ewentualnościami, kiedy mężczyzna poprosił ją dyskrecje.
- Nie martw się to zostanie między nami, a ta pizzą - powiedziała z uśmiechem. Przecież nie będzie o tym plotkować z pierwszą lepszą napotkaną osobą. To było brew jej charakteru, bo nie obgadywała innych. Wszystko co zostało jej powiedziane zachowuje dla siebie. Nie bawią ją różne intrygi, zabawy czy manipulacje.
- A mnie się wydaję, że potrafisz kochać tylko po prostu się czegoś obawiasz. Jest w tobie jakaś blokada, którą nie pozwala ci otworzyć się na innych - według wróżki, każdy potrafił kochać. Tylko niektórzy z jakiś przyczyn zamykali się na miłość. Uważała, że właśnie Syriusz zamknął się na nią. Nie wiedziała tylko dlaczego. Czy ktoś go zranił? Czy nie spotkał jeszcze osoby, która odblokowała by jego serce? - Gdybym cię prosiła o odpowiedzenie dlaczego od razu zwróciłeś na niego oko. Co on takiego miał czego nie mieli inni? - zastanowiła się, może właśnie ten faerie miał coś w sobie co pozwoli czarownikowi otworzyć się na miłość. Jednak musiała wiedzieć czy to własnie on ma ,,klucz" do serca Syriusza.
- Soyoun ale mów mi Soy - również się przestawiała przypominając sobie, że przecież sama się nie przestawiła mężczyźnie. Jak dotąd byli dla siebie po prostu NN lub przedstawicielami swojego gatunku.
Przez chwilę zastanowiła się czy czarownik nie zna jej brata, który również nim był. Jednak zwątpiła o to pytać... Uważała, że ten pewnie nie był by zadowolony gdyby dowiedział się, że wypytuje o niego.
 
Connor L. Vaughan
[Usunięty]
Connor L. Vaughan
[Usunięty]
[Cytuj]
//#3 01.19

No dobra. W tym miejscu powinno się pojawić milion niecenzuralnych słów. Jeszcze nigdy nie czuł się tak nieswojo w swoim mieście. Niby znał tu każdą cegłę, szczał praktycznie w każdej uliczce a jednak mimo to czegoś mu brakowało. I nie, nie było to nic z Londynu. Nawet się cieszył, że wrócił do ojca. Było to coś innego, pytanie tylko co? To, że zlamiony sweter przemykał mu się kilkukrotnie w ciągu minionych dni przez głowę zupełnie ignorował. Może się zatruł? Albo Adaś miał wadliwy towar? Swoją drogą ciekawe co u niego słychać. Będzie musiał go odwiedzić. Ale na to ma czas, Kieran pewnie i tak go nigdzie nie wypuści przez dłuższy czas za tamten numer.
Trzymając się kwestii zatrucia pokarmowego postanowił przeczyścić żołądek jedną z najlepszych – mu znanych – potraw. Standardowo, usiadł naprzeciwko drzwi wejściowych kładąc obok siebie aparat. Kto wie, może będzie to od dawna oczekiwane ah i wybiegnie z pizzeri w poszukiwaniu inspiracji?
Tak więc pizza zamówiona, napój na stole, aparat w gotowości. Czego chcieć więcej? Co śmieszne ulubione miejsce Connora było o tyle specyficzne, że każdy kto wchodził do lokalu wręcz musiał na niego spojrzeć. Nawet z czystej ciekawości.
 

Faoiliarna Creswell

24 Lata


150 cm


O wilku mowa, a wilk tu...







[Cytuj]
Multikonta: Nimat, Jia Wang
Ona zaś czuła się dużo lepiej niż przez większość grudnia. odkąd zniknęło znamię nagle zobaczyła, jak bardzo ją ono wykańczało i jak mało energii miała przez nie. Teraz zaś, kiedy już go nie było, dostała nagłego kopa energetycznego i nie mogła sobie nigdzie znaleźć miejsca, do tego była wiecznie głodna, bo musiała nadrobić to, co zrzuciła przez Leytona, stres i wszystkie te grudniowe sytuacje. Nic więc dziwnego, że zachciało jej się ponoć tłustego, niezdrowego i tuczącego jedzenia jakim ponoć była pizza. Akurat im więcej kalorii tym w tej chwili lepiej dla niej.
Weszła przez drzwi przepuszczając najpierw wychodzące osoby i kiedy już była w środku podniosła wzrok, żeby zaraz natrafić na Connora. Tego samego Connora, który na wigilii za bardzo się nią zainteresował wrzucając ją od razu w wysoki poziom paniki. Przez głowę przeleciała jej szpetna wiązanka przekleństw, ale żołądek, który dostawał informacje o unoszącym się w powietrzu, błogim zapachu pizzy, protestował przeciwko natychmiastowej chęci wyjścia z lokalu, byleby tylko uniknąć wilkołaka. Zerknęła jeszcze raz, niepewnie na Connora i przeszła do wolnego stolika, chcąc tylko zamówić pizzę, zjeść i wynieść się stąd jak najszybciej. Może powinna zabrać pizzę na wynos? Tylko gdzie indziej w okolicy dałoby radę usiąść i w spokoju napełnić żołądek? Nie wiedziała, więc po prostu próbowała nie rzucać się w oczy.
Sing for the Moon
Connor L. Vaughan
[Usunięty]
Connor L. Vaughan
[Usunięty]
[Cytuj]
Pizza łagodzi obyczaje, szok, że wpadli na siebie w tym miejscu i nawet był tu pierwszy. Więc nie będzie mogła zarzucić mu, że ją prześladuje. Fakt, słynął z czułego nosa i ojciec zadbał o to, żeby potrafił wykorzystać dość sprawnie tą wilczą cechę jednak nie planował tropić kobiety.
No ale skoro byli już w jednym miejscu to może jeszcze raz spróbować nawiązać z nią kontakt, prawda? Jeśli nie będzie miała ochoty stać się jedną z znajomych młodego gałgana to po prostu da jej spokój. Nie był z typu tych nachalnych czy zboczonych. Dlatego po chwili czując na sobie jej spojrzenie (tak, to niepewne) wziął aparat i usiadł naprzeciwko niej.
- Jeszcze raz chciałbym cię przeprosić. Chyba źle odebrałaś moje intencje. Daj mi się jakoś zrekompensować. Connor. - i nawet wystawił nad stołem swoją rękę, żeby grzecznie się z nią przywitać i w sumie poznać. I w sumie w chwili obecnej mógł się tylko uśmiechnąć i nie odzywać się zbyt wiele – co w jego przypadku było dość trudne. Powiedzmy, że przez swoją profesję nauczył się nieco odczytywać uczucia i emocje innych ludzi z ich twarzy. Pytanie, co wyczyta z twarzy tej malutkiej kobiety? Miejmy nadzieję, że nic niepokojącego.
Byli w barze, pachniało pizzą, no chyba sama ta atmosfera robiła wystarczający klimat aby dać temu młodzieńcowi szansę się poznać?
 

Faoiliarna Creswell

24 Lata


150 cm


O wilku mowa, a wilk tu...







[Cytuj]
Multikonta: Nimat, Jia Wang
Cóż, o prześladowanie nie mogła go posądzać, bo skąd mógł wiedzieć, że akurat tego dnia i o tej godzinie najdzie ją chęć na pizzę? Ale mimo wszystko lekki niepokój i wahanie przez jego obecność w tym lokalu gościło w jej głowie.
Wbiła lekko spłoszone spojrzenie w Connora, który bez pytania przysiadł się i próbował nawiązać z nią kontakt. Z wahaniem, ale jednak wyciągnęła swoją rękę, żeby ująć jego w powitalnym geście i jednak się odezwać. Powinien to docenić, gdyby nie to, że z Kieranem się trochę myliła w ocenie, to pewnie nawet by nie próbowała opanować paniki i po prostu by zwiała.
– Nie musisz, już przecież przepraszałeś. To po prostu moje shizy... – Zmieszała się, kiedy znowu zaczął przepraszać. To nie jego wina, że za bardzo jej się wtedy skojarzyła sytuacja z poprzednim stadem i spanikowała. No dobra, trochę jego, ale nie wiedział przecież, że tak zareaguje.
– Faoiliarna. Możesz skrócić do Fao. – Próbowała być miła i nie zwiać pod byle pretekstem. Miała przecież skończyć z uciekaniem przed wszystkim, tym bardziej, że Lightwood nie żył. Nie miała już kogo się bać i przed kim uciekać, ale to, co siedziało w jej psychice niekoniecznie było czymś takim usatysfakcjonowane i po grudniowym spotkaniu z byłym alfą jednak co jakiś czas wypełzały co bardziej spychane wgłąb umysłu wspomnienia. Chcąc nie chcąc w niektórych sytuacjach po prostu czasem widziała naciągane odbicia różnych sytuacji z przeszłości, których za wszelką cenę wolałaby uniknąć. Finnowi się tutaj podobało, gdyby coś zepsuła to pewnie i jemu by się oberwało rykoszetem, jeśli chciałby ją chronić przed wkurzonym stadem i znowu zepsułaby wszystko.
Sing for the Moon
Connor L. Vaughan
[Usunięty]
Connor L. Vaughan
[Usunięty]
[Cytuj]
Niby nie musiał, niby już to zrobił. Jednak wyrzuty sumienia to wyrzuty sumienia ale nie było widać po niej aby była w stosunku do niego łagodna. Dałby sobie nawet włosy na nodze wydepilować, że ma w stosunku do niego jakąś niechęć albo uraz. Coś musiało być na rzeczy. Jego psychika nie dopuszczała do niego informacji, że ktoś mógłby go nie lubić. W końcu był najbardziej pogodnym wilkiem w Yorku, prawda?
- Ta. Nadal mi głupio. Czemu dostałaś sweter z lamą? - no cóż, znał zwyczaje Kierana na wylot i przelot. Dobrze wiedział, że bez powodu nie podarował jej wydzierganego wizerunku wspomnianego zwierzęcia bez powodu. Coś musiało być na rzeczy a jego ciekawski nosek na pewno wyniucha co.
I cóż, zapewne jego próby wymówienia przez kilka chwil jej imienia musiały być dla niej czymś w rodzaju świetnego kabaretu. Takiego numeru to pewnie dawno nie widziała. Jednak, no cóż. Miał swoje poglądy dotyczące imion, twierdził, że to one cechują kim jesteśmy i tak dalej.
- Faoiliarna. - nawet nie potraficie sobie wyobrazić jaki dumny był wypowiadając jej pełne imię. Dopiął swego. Po wielu trudach ale się udało. Teraz mógł powiedzieć, że skradł fragment jej duszy. Zostało tylko uwiecznić jej oczy i zostawić na świecie pamiątkę po jej urodzie. Jednak jeszcze nie teraz, była zbyt nieśmiała. Potrzebował nieco więcej czasu aby się do niej zbliżyć na tyle, aby zechciała wyrazić zgodę na kilka zdjęć.
Fakt, że byli przeciwnymi biegunami magnesu też raczej nie ułatwiał mu zadania, ale do odważnych świat należy, prawda?
- Od dawna jesteś w York? Mogę cię trochę oprowadzić, znam kilka świetnych miejscówek. - niby niezobowiązująca propozycja. Jednak czy nie będzie ona zbyt śmiała dla tej cichej i skrytej osóbki? Oby nie, gdyby się zgodziła ta napięta atmosfera między nimi zapewne by złagodniała i pozwoliła młodemu wilkowi wrócić do strefy komfortu.
 

Faoiliarna Creswell

24 Lata


150 cm


O wilku mowa, a wilk tu...







[Cytuj]
Multikonta: Nimat, Jia Wang
Najbardziej pogodny wilk w okolicy, czy nie, jego osoba przypominała jej o poprzednim stadzie. Mimo, że wydawał się kompletnie różnić od zabitego przez nią wilkołaka, ale jednak ciche podszepty wspomnień kazały jej uważać i nie ufać mu zbytnio. Ot, taka mała paranoja.
– W sumie nie wiem, ale ten sweter był uroczy. – Może Kieran skojarzył obraz uciekającej w podskokach lamy z samą Fao? A może po prostu uznał ją za lamę lamiącą w zwieranie przyjaźni z wilkami? Wytłumaczeń na lamę na swetrze można by znaleźć pewnie wiele, ale które było prawidłowe, to sama nie wiedziała. W każdym razie, lubiła zarówno lamy jak i pokrewne im alpaki i gdyby nie to, że zwierzęta te panikowały przez jej wilczy zapach, pewnie miałaby na ogrodzie małe stadko tych puchatych, żywych pluszaczków. A tak musiała zadowolić się kocykiem z ich wełny.
Słysząc jego próby co jakiś czas próbowała podpowiedzieć mu poprawną wymowę jej imienia starając się mimo wszystko nie śmiać przez jego nieudane próby. Było ciężkie do wymówienia, a co dopiero do zapamiętania. Prędzej jeden z zapisów imienia zapadnie w pamięć niż dźwięki, które trzeba z siebie wydać, żeby poprawnie wymówić jej imię. Zobaczymy kiedyś jak mu to pójdzie!
Uśmiechnęła się lekko na widok jego dumy z wymówienia jej imienia poprawnie. To wydawało się, przynajmniej dla niej, błahą sprawą, ale widać dla osób nie znających irlandzkiego, była to widać wielka sprawa.
– Będzie już z rok, ale możesz polecić jakieś miejsca. – Niekoniecznie chciała obiecywać mu, że gdziekolwiek z nim pójdzie, na to było dla niej za wcześnie, ale żeby nie psuć tej nici porozumienia między nimi zaproponowała, żeby jej polecił jakieś miejsca, to chyba było dobre rozwiązanie? A przynajmniej takie jej się wydawało. W końcu jeśli podpowie jej jakieś miejsca, to możliwe, że kiedyś ją w nich spotka. Bo na dom stada nie miał co liczyć, w ciągu roku byłam tam zaledwie 3 razy, a i to wydawało jej się trochę za dużo.
Sing for the Moon
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo