Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator
[Cytuj]
Mrs Greedy’s
Kawiarnia urządzona w bardzo przytulnym stylu. Różne rodzaje aromatycznej kawy sprawiają, że aż chce się wejść do środka. W kawiarni znajdują się stoliki i krzesełka, a także szklanka lada z ciastkami, które z pewnością idealnie pasować będą do tego pobudzającego napoju. Ściany stanowi stalowa konstrukcja, z szybami, przez co wewnątrz jest bardzo jasno i przyjemnie, a do tego nowocześnie.
Ariel Rosebloom
[Usunięty]
Ariel Rosebloom
[Usunięty]
[Cytuj]
/Start.../

Ariel powiedzmy, że za zgodą "Kròlowej Matki" przeszła przez jezioro i ruszyła na załatwianie spraw. Miała dojść wykonywania pracy władczyni.
Czemu ona nie może załatwić swoje sprawy z Clave? - zastanawiała się.
Najpierw ruszyła do kawiarni. Ubrana w prostą niebieską sukienkę z ładnie dobranymi dodatkami przechadzała się po ulicy.
Udało jej się znaleźć czarownika to teraz jeszcze potrzebny jest łowca.
Ostatnio władczyni Faerii podpadła Rosebloom, nie dość, że nie powiedziała jej o swoich biologicznych rodzicòw, to śmie udawać, że nic się nie stało i tkwi w tym kłamstwie. Poza tym wkurzą Rudą, że nie może wypuścić przedstawicieli z trzech, a musi ona sama chodzić i to bez broni.
Doszła w końcu na miejsce. Weszła pewba się, uradowana jak elfka. Widziała, że wszyscy mężczyźni pożerają ją wzrokiem. Ariel bardzo to lubi, podnosi jej ego. Còż... ale nie jest zadufana w sobie.
Zamòwiła sobie kawę i ciastko czekoladowe.
Nikt nie poznał, że jest Faerie, bo ma umięjętność kameleona.
Zanim przyszło zamòwienie, Ariel otworzyła swòj rysownik i zaczęła coś tworzyć.
Nagle ktoś ją popchnął i zdjęcie spadło pod nogi jakiemuś blondynowi.
Nawet tego nie zauważyła, bo strzelała piorunami do tego nieudacznika co ją popchnął.
Na zdjęciu byli dość młodzi ludzie. Nie było widać, że to Faerie. Właśnie ich dziewczyna szukała.
 
FINLAY NIGHTWIND
[Usunięty]
FINLAY NIGHTWIND
[Usunięty]
[Cytuj]
/po spotkaniu z Margaret

Nie mógł uwierzyć, że po dwóch latach poszukiwań w końcu ją odnalazł. I to zupełnie przypadkiem. Zatrzymał się w instytucie w którym nie zamierzał jej szukać, a chciał jedynie się zdrzemnąć. Było ciężko, ale był Nightwind'em. Dziadek nigdy się nie poddawał w niczym więc jakby on mógł tak szybko odpuścić? To byłoby niedorzeczne. Nawet dla niego.
Poszukiwania czas zamknąć. Zwiedził pół świata by dowiedzieć się, że to właśnie York jest jego miejscem. Będzie musiał powrócić na misje. Zacząć ponownie zabijać. Będzie musiał uporządkować swoje życie, ale teraz będzie już tylko łatwiej. Miał przynajmniej taką nadzieję. Podróże bywały męczące.
Wszedł do kawiarni w której jeszcze nie miał przyjemności bywać. W większości miejsc tu nie był. Dlaczego właśnie wybrał te miejsce? Nie kierował się niczym konkretnym. Może to dlatego, że tu jest tak nowocześnie?
Przez przypadek opchnął jakąś dziewczynę. Przypadki chodzą po ludziach. Coś spadło mu pod n to go nie obchodziło. To nic jego więc dlaczego miałoby go cokolwiek obchodzić? Nic nie mówić minął ją i rozwalił się na krześle przy jakimś stoliku.
O co chodziło w tym mieście? Ludzie to były naprawdę dziwne istoty. Spojrzał na dziewczynę, którą potrącił. Zauważył jej wzrok. Nie miał pojęcia o co chodzi.
 
Ariel Rosebloom
[Usunięty]
Ariel Rosebloom
[Usunięty]
[Cytuj]
Ariel była wkurzona.
- Burak - powiedziała tylko gdy tak patrzyła na nieznajomego.
Schiliła się i z szacunkiem podniosła zdjęcie, ktòre miała ze sobą.
- Nawet porządnie nie umie chodzić - mruknęła do siebie.
Miała gdzieś czy blondyn ją słyszał czy nie tym bardziej miała w nosie czy go uraziła czt nie. To jego była wina, że ją potrącił.
Wròciła do swojej pracy czyli rysowania i czegoś pisania.
Zaraz przyszedł kelner i uśmiechnięty przyniòsł zamòwienie Rudej. Dzięwczyna uśmiechnęła się do niego, a chłopak był wniebowzięty.
- Jeszcze jedno, chciałam zamòwić gorzką, bardzo mocną kawę. Jeśli to nie kłopot to proszę zanieść temu blondwłosemu chłopakowi, byłabym wdzięczna - wyjawiła mu na ucho i niezauważalnie wskazała na nieznajomego co ją potrąć.
Może to go odtrzeźwi - pomyślała wrednie.
Niby to niezaiteresowana jadła swoje ciastko. Było tak przepyszne, że wolała chodzić na takie rarytasy do Yorku, a nie siedzieć na Jasnym Dworze.
Za kawałek kelner zaniòsł blondynowi kawę.
- Proszę, to prezent od pewnej damy - przyznał.
Oczywiście kelnerzyna nie kapnął się o co chodzi Rosebloom z tą kawką.
Kątem oka przyglądała się zdarzeniu. Dalej notowała swoje przypuszczenia i notatki, ktòre odkryła. Miała w zeszycie też znaki Nocnych ?owcòw.
 
FINLAY NIGHTWIND
[Usunięty]
FINLAY NIGHTWIND
[Usunięty]
[Cytuj]
Nie był głuchy, było jasne, że słyszał jej słowa, ale go to nie ruszało, to były bardzo delikatne słowa. Kiedy był w Szkocji czy innych miastach bywało gorzej, nawet znacznie gorzej. Nic nie mógł poradzić, że ta dziewczyna zajmowała tyle miejsca. Zdarzało się i mogła być zła tylko na siebie. Przyjrzał się jej dokładnie kiedy ponownie zaczęła coś bazgrolić. Czy ludzie już nie mieli innych miejsc do takich rzeczy? Nie mieli domów czy innych miejsc w których mogliby pooglądać fotografie czy cokolwiek to było? Coraz bardziej był zaskoczony tym miejscem. A myślał, że ludzie przychodzą do kawiarni by się napić, porozmawiać, odpocząć. Ludzie tutaj byli przewrotni. Nikt nie zastanawiał się dlaczego. Margaret miała rację. Ale nie tyle York był niebezpieczny ile dziwny. Może tak zawsze było wszędzie tylko nigdy na to uwagi nie zwrócił?
Kiedy podszedł do niego kelner i miał coś zamówić kiedy oznajmił mu, że ma dla niego kawę. Od dziewczyny. Był przystojny i nie raz mu się to zdarzało. Dziewczyny nieśmiałe zamawiały mu różne drinki i inne trunki, ale kawę? Nie pijał kawy. Miała dla niego nieprzyjemny zapach. Spróbował jej po raz pierwszy kiedy miał siedem lat. Od razu wszystko wypluł i obiecał, że jej nigdy już nie spróbuje. Potem po wojnie ponownie zaczął eksperymentować ale skończyło się na tym, że szybko zasypiał, czuł się zmęczony a nie pobudzony. Czy tylko na niego kawa inaczej działała? Spojrzał na nieznajomą i posłał jej uśmiech. Był nieco sztuczny, ale miał nadzieję że tego nie zauważy. Wskazał głową na swój stolik. Jeśli tak bardzo chciała to mogła po prostu podejść i powiedzieć co jej leży na sercu. Miał dość dobry dzień więc tym razem przyjął kawę, którą kazał postawić na stoliku i zamówił sobie coś dobrego, ale niezbyt sycącego. Jeszcze się naje.
 
Ariel Rosebloom
[Usunięty]
Ariel Rosebloom
[Usunięty]
[Cytuj]
Powiedzmy, ze Rosebloom bardzo nie chciała obrażać mężczyznę. Nie trzeba przecież od razu palic za sobą wszystkich mostòw prawda?
Jakoś tak zauważyła, że gorący napòj nie przypadł do gustu nieznajomemu. Tak czy siak Ariel miała ruszyć do tego blondyna. Jednakże przez swòj gest nie musiał dwa razy powtarzać.
Bardzo kobiecym chodem podeszła do niego, wcześniej spakowała swoje rzeczy i tylko szkicownik miała w ręku.
Bez słowa usiadła naprzeciwko niego.
- Nie musisz się przymusowo do mnie uśmiechać. Poza tym na drugi raz uważaj na innych - skwitowała go.
Specjalnie otworzyła na kartce, gdzie widniały znaki Nocnych ?owcòw. Niestety na jednym z nich była dość obszena krecha. To wszystko przez potrącenie jej.
W ten sposòb chciała zbliżyć się do chłopaka. Jeśli będzie zwykłym człowiekiem uzna to na zwykłe bazgroły, a innej rasy moze coś da do myślenia.
- Zepsułeś mi rysunek - dodała dość spokojnie.
Po drugiej stronie leżało zdjęcie, ktòre wcześniej spadło.
Jak na razie nie mogła stwierdzić czy jest łowcą czy nie. Jednak miała podejrzenia patrząc na ten czarny stròj.
Czekała niech coś powie ten chłopak. Zastanawiała się czy się przedstawiać czy po prostu po pewnym czaje olać ho. Czas pokaże... na razie czekała.
 
FINLAY NIGHTWIND
[Usunięty]
FINLAY NIGHTWIND
[Usunięty]
[Cytuj]
Palenie wszystkich mostów... to było coś dla niego. Czemu by niby nie? Nic mu nie stało na przeszkodzie. Żaden przyziemny czy nawet podziemny nie był mu potrzebny. Jeśli ktoś złamał prawo to tylko jeszcze ułatwiało sprawę. Lubił mieć kogoś na oku, obserwować, śledzić i czekać aż komuś się noga podwinie. Z przyziemnymi było trudniej, ale nic mu nie robili, nie stali mu na przeszkodzie a jedynie działali mu na nerwach niesamowicie. Czasami zastanawiał się jak to można być tak głupim i marnować swoje życie chodząc do szkoły, spotykając się z przyjaciółmi, oglądając naiwne filmy, czytając książki lub nawet chodzić na imprezie i jedynym celem jest nie zabicie jakiegoś demona czy sprawdzenie czy ktoś nie łamie prawa, ale napicie się cz Czy wyrwanie jakieś dziewczyny, którą można spotkać wszędzie, nawet w kawiarni.
Nie był zaskoczony faktem, że dziewczyna do niego dołączyła. Pewnie tylko czekała na okazję by móc to zrobić. Nic dziwnego. Dostała to czego chciała. Aż był ciekawy czego jeszcze od niego chciała. Zwykłej rozmowy? Była nawet ładna, mało było facetów do rozmowy wokół? W samej kawiarni było kilkunastu chętnych. Teraz trudno było stwierdzić czy część osób patrzy na nią czy też na niego. Tak czy inaczej czuł na sobie wzrok sporej ilości osób. Zdziwił go jej komentarz. Więc tylko tyle od niego chciała? Skarcić go niczym zła mamuśka? no to nieźle się wpakował.
- Uf, co za ulga. A myślałem, że będę musiał przez całą rozmowę udawać miłego- zakpił odchylając się na oparcie krzesła i lustrując jej twarz zastanawiając się dlaczego właśnie jego się uczepiła mogąc mieć każdego. - czasami po prostu trzeba uważać gdzie się staje. No chyba, że jesteś jakąś świętą krową. To zmieniłoby postać rzeczy
Kiedy wspomniała, że zepsuła mu rysunek mimowolnie spojrzał na niego. Runy. Oczywiście nie dał nic po sobie poznać a własne runy jak zawsze miał dokładnie ukryte. Nie podobało mu się to, że właśnie z nim o tym rozmawia. Uniósł jedną brew i lekko uniósł do góry kąciki ust.
- Przepraszam, ale to nie wygląda jak rysunek. Dzieci już lepiej rysują. Może powinnaś u nich zasięgnąć jakiejś pomocy?- Fin był jak zawsze strasznie pomocny. Dawał rady! Chyba miał naprawdę szalenie dobry humor.
- w czymś jeszcze ci pomóc? Czy przyszłaś tu tylko by sobie porysować i pokazywać ludziom dziwne bazgroły. - zaśmiał się oceniając runy, które też nie wyszły jej znakomicie.
- czy to coś w rodzaju nowoczesnych znaków szatańskich?
 
Ariel Rosebloom
[Usunięty]
Ariel Rosebloom
[Usunięty]
[Cytuj]
Ach tak czyli od tej strony pokazywał się blondyn. Chce grać to pogramy oj pogramy.
- Czyli pokazujesz siebie w negatywnym świetle jako Pan wredny i mający wszystko gdzieś tak? - zapytała.
Bez przesady... chyba on jest świętą krową co nie patrzy gdzie idzie i tratuje wszystkim przed sobą - pomyślała.
- Wypraszam sobie, spòjrz najpierw na siebie, potem mòw takie tekst. Mam wrażenie, że albo jesteś narcyzem zakochanym w sobie, albo tak zadufany w sobie, że poezja - odrzekła.
Blondyn zaczął pomału ją iryrować. Jednak uśmiech nie schodził jej z buzi.
- Powiem Ci tak mòj drogi, taka rada na przyszłość, najpierw coś przemyśl, a potem coś powiedz. Poza tym kup sobie okulary, bo nie potrafisz rozròżnić...[b] - mòwiąc to wzięła jego rękę i za pomocą swoją zrobiła bazgtoł. Potem puściła dłoń blondyna.
- To jest bazgroł co razem zrobiliśmy, a to co narysowałam to przeklęte znaki, ktòre zaraz użyję i zmiennie Cię w żabę, a potem zjem[b] - odrzekła poważnym głosem.
Ciekawa była czy dalej taki chardy będzie jak przed chwilą. Còż jak dla Ariel ładna buźka to nie wszystko. Trzeba troché utemperować tego chłopczyka.
Ciekawe kto go wychowywał, a może nikt... nie da sié wychować... Rosebloom czekała na dalszy obròt sprawy. Obstawia, że albo gość ucieknie albo będzie dakej robiło sié wrednie i wesołp. Ariel to wszystko bawiło, bo co miała się przejmować zachowaniem byle człowieczka, ktòry gucip wiedział o sztuce.

[upomnienie: według regulaminu post powinien być dłuższy niż te dziesięć linijek. Jest milion możliwości opisania odczuć i zachowań postaci, więc nie jest to trudne. ~ przywracam upomnienie, usunięte przez użytkownika]
 
FINLAY NIGHTWIND
[Usunięty]
FINLAY NIGHTWIND
[Usunięty]
[Cytuj]
Jej pytanie było zdecydowanie bez sensu. Nie pokazywał jej się w żadnym świetle. był sobą jak zawsze, a czy to było takie złe? Mimo, że miał różne stosunki do ludzi to nigdy nie udawał kogoś innego, kogoś kim nie był. To byłoby dziwne, nawet bardzo. nie rozumiał o co go oskarża ta dziewucha. Czego od niego chce? Zmarnować mu czas? Nie miał zamiaru z nią się kłócił. Był mądrzejszy więc na co miałaby być ta cała awantura? Wzruszył obojętnie ramionami wpatrując się w coś za nią. To coś było zdecydowanie bardziej ciekawsze niż jego rozmówczyni. I w dodatku mądrzejsze!
Spełnił jej polecenie i spojrzał na siebie. Posłał jej tajemniczy uśmiech. Co było nie tak?!
- Kocham siebie, czy coś w tym złego? Jestem najlepszą osobą którą można kochać więc chyba to dobry wybór- poruszył znacząco brwiami. Tak naprawdę uważał, że najlepszą osobą jaką można kochać to Margaret, ale nie chciał jej w to mieszać. Nigdy jej w nic nie chciał mieszać, ale zawsze jakoś tak wychodziło.
Nie podobało mu się, że jakaś stuknięta dziewczyna go dotyka. Po tym jak mu narysowała koszmarne bazgroły wstał i walnął ją z pięści. Tego już było za wiele. W zwyczaju to nie bił dziewczyn, ale zasłużyła sobie. to będzie najlepsza nauczka jaka mogła ją spotkać w takim miejscu.
- buu, już się boję. Bo jakaś świruska narysowała mi znaki szatańskie. Może sobie narysuj jakieś które uleczą cie- zaśmiał się bardzo głośno tak, że aż kelner popatrzył się na niego. Widział, że był gotowy wywalić go z baru więc go uspokoił unosząc dłoń, że jest w porządku. dopiero się rozkręcał.
 
Misha Denisov
[Usunięty]
Misha Denisov
[Usunięty]
[Cytuj]
/ jakiś czas po porodzie Dagon


Od kiedy tylko Kieran otworzył oczy, Misha też powoli wracał do siebie. Przestał spędzać całe dnie bezczynnie u jego boku.; To nie wchodziło już w grę przy ilości obowiązków jakie na nich spadły. Noworodek w domu to nie przelewki, szczególnie gdy zajmuje się nim samotna młoda matka. Poza tym niezrzeszone wilki plątające się po York oraz dziwne wydarzenia i liściki z ostrzeżeniami docierające do członków Watahy. Atmosfera momentami naprawdę bywała napięta, więc Rosjanin dwoił się i troił aby jak najlepiej przysłużyć się sforze. Polegało to głównie na pomocy Dagon, bo choć innych wilczyc w ich domu nie brakowało, pani Palmer nie chciała oddawać dziecka w ich ręce. Poza tym Misha świetnie sobie radził z Rose i negatywne emocje trzymał na więzi jak tylko brał ją na ręce. Z Kieranem mogliby spokojnie stanowić rodzinę zastępczą dla każdej takiej zbłąkanej kruszynki, na szczęście matka Różyczki opamiętała się w porę i porzuciła swoje plany jednoosobowej akcji poszukiwawczej. Została przy dziecku i Denisov zapewniał ją, że to dobra decyzja.
Obowiązki obowiązkami, a wyprawy do centrum były coraz częstsze. Misha miał wrażenie, że to niejako sposób Kierana na ucieczkę przed resztą stada. Chyba nadal ciężko mu było uwierzyć, iż nikt nie obwinia go za to co się stało. Powrót do pracy po prawie miesiącu nieobecności miał na niego dobry wpływ. Wreszcie mógł skupić myśli na czymś innym niż przeszłość. Dziś tylko zahaczyli o studio, zostawiając auto pod budynkiem i ruszając do Clifton. Mieli to do załatwienia kilka spraw, ale uwagę Rosjanina bardziej przyciągnęła lada z lodami wystawiona przed kawiarnią pani Greedy. Zaciekawiony przycisnął dłonie i nos do szklanej szyby oddzielającej go od pojemników z kolorowymi łakociami i nawet nie zauważył, jak w polu widzenia pojawiła się ekspedientka gotowa zrealizować ewentualne zamówienie.
 
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
[Cytuj]
O wiele prościej było mu ostatnio unikać tematów, niż skupiać się na problemach. Nie chciał konfrontować się z tym, choć zamierzał sytuację z Kłusownikami załatwić na własną rękę, w pojedynkę, bez niepotrzebnego narażania zdrowia lub życia swoich bliskich. Chciał wziąć za nich odpowiedzialność i właśnie to robił. Zapewnienie im pełnego bezpieczeństwa i pozwolenie na swobodę życia, bez konieczności oglądania się za siebie, było jego priorytetem. Dlatego też stał się taki milczący, nie chciał zdradzać swych planów, informować ich o tym, co będzie robił, albo kiedy zniknie, aby rozprawić się z Kłusownikami raz, a porządnie. Wiedział, że Misha, Hanka, Connor i cała reszta ferajny będą próbowali wybić mu ten pomysł z głowy, a wiedząc, że to się nie ziści, pewnie wyznaczyliby sobie dyżury pilnowania go. Typowe dla nich, ale on i tak nie pozwoliłby im działać.
Odciąganie myśli i chodzenie po mieście było jedną z opcji. Misha towarzyszył mu w podróży, na szczęście przystosował się już do jazdy samochodowej, bo Kieranowi nie było w myśl śpiewanie mu podczas drogi. Jakoś nie miał do tego ani głowy, ani humoru. Samochód był zaparkowany i obaj kroczyli ulicami miasta, aż Misha postanowił przyssać się do szyby lodziarni i patrzeć na zawartość szklanych regałów jak Reksio na szynkę. Aż kobieta podeszła.
- Jeśli masz ochotę, to pani Ci zrobi loda… – mruknął nachylając się nad nim, a później z uśmiechem spojrzał na kobietę i puścił jej oczko. Chciał po prostu jakoś rozładować sytuację, swoje napięcie, a niestety, że wszystkie zamienniki słowa „lód” jednoznacznie kojarzyły się z czynnością przyjemną niebywale, to już inna bajka. Poza tym, widząc Mishę, który wyglądał, jakby miał zaraz dostać ślinotoku, z wlepionym w szybę wzrokiem, raczej nie mógłbym u odmówić tej małej przyjemności.
 
Misha Denisov
[Usunięty]
Misha Denisov
[Usunięty]
[Cytuj]
Konfrontacje z Alfą to raczej było ostatnie na co zdobyliby się członkowie watahy, a już tym bardziej Misha. Oczywiście starsi i bardziej doświadczeni członkowie stada nie mieli problemu aby dzielić się z Vaughanem swoimi opiniami lub krytykować te jego, ale jedyną osobą zdolną do powiedzenia Kieranowi w twarz, że oszalał był jego młodszy brat i de facto, nie członek sfory. Być może właśnie w tym tkwił sekret. Żeby jednak plany oczernić, należało je najpierw znać, a o takie pomysły bruneta raczej nikt nie podejrzewał. Z wiedzy Rosjanina wynikało, że sprawa Kłusowników to temat zamknięty i podczas ostatniego ich spotkania z Adamem wszystko zostało wyjaśnione. Cóż, widocznie Alfa miał inne zdanie. Tylko czy ponownie wszczynanie konfliktu wyjdzie wilkom na dobre? Szczególnie biorąc pod uwagę straty jakie odnieśli w dwóch ostatnich potyczkach. To chyba już jasne, że z Kłusownikami nie mieli szans, tym bardziej Kieran w pojedynkę. Może lepiej, że Omega o niczym nie miał pojęcia.
Mógł przynajmniej swobodnie cieszyć się wspólnym spacerem, tym bardziej, iż już od jakiegoś czasu mieli coraz mniej okazji by być z Vaughanem sam na sam. Celowo lub nie, odsunęli się nieco od siebie. Dystans pozwalał Alfie zachować część swoich emocji dla siebie i Misha podejrzewał, że to może być przyczyną przykrej sytuacji. Oczywiście było mu z tym ciężko, ale Kieran prawdopodobnie miał jeszcze trudniej, więc kim był Denisov by narzekać?
Jego brązowe oczy urosły podwójnie gdy usłyszał propozycję Brytyjczyka. Zerknął z niedowierzaniem najpierw na niego, potem przelotnie na ekspedientkę i rozejrzał się dookoła ignorując czubki uszu szybko nabierające czerwonej barwy - Tutaj? - mruknął konspiracyjnie, żeby kobieta nie miała szans go usłyszeć. Minę miała raczej nietęgą, ale ciężko się dziwić skoro przez tą dwójkę dziwnych klientów będzie zmuszona jeszcze raz wyczyścić szybę ze śladów po palcach Mishy - M-myślałem, że sprzedaje to - wyjaśnił Rosjanin wskazując na chłodzony kontuar w pastelowych kolorach - W-A-L-I-N-I-O-W-E - przeliterował napis na niewielkiej tabliczce przy jednym z pojemników - Walininiowe? Wygląda jak tłuczone ziemniaczki, tylko czemu te obok są niebieskie?
 
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
[Cytuj]
Dystans był jego świadomym wyborem. Wiedział przecież, że z Mishą dzieliliby się emocjami nie tylko ze względu na cholerstwo, które dostali w gratisie po chorobie, ale również przez ich dziwne, niespotykane połączenie, która nadal było owiane pewną tajemnicą. W głowie Vaughana działo się dużo, o wiele za dużo, jak na jedną osobę. Zmagał się z licznymi rozterkami, problemami, jego myśli kotłowały się tworząc małe, nerwowe kępki. Ten dystans był dla Mishy, nie chciał tego na niego zwalać. Rosjanin był delikatniejszy, subtelniejszy, nie tak odporny jak Kieran. On sam był w stanie przecież uporać się z tym wszystkim, potrzebował jedynie trochę czasu. Po co miał nękać tym blondyna? Nie chciał tego na niego zwalać, więc chwilowo postawił między nimi tą barierę, aby obu żyło się lepiej. Z szczególnym naciskiem na dobro Mishy.
Widok był przezabawny. Misha, który zrobił oczy jak pięć złotych, a do tego jego czerwone z zawstydzenia uszu. To akurat nie było winą Kierana, że lodzik miał podwójne znaczenie. Poza tym, no ja błagam, Rosjanin nie wiedział czym są lody – lody? Jak można było nie wiedzieć czym jest ta zimna masa, która przyjemnie chłodziła ciało, nie raz zmrażając mózg. Trzeba będzie z nim sporo nadrobić. Dowiedział się już czym jest pizza, to teraz musi się dowiedzieć czym są lody.
- Tak, ta pani właśnie to sprzedaje i są to lody. – powiedział z dziwnym uśmieszkiem na ustach. W swojej niewiedzy był tak uroczy, że aż Kierana skręcało na ten widok. Jego niewinność była niebywała, naprawdę. Może i lody przypominały tłuczone ziemniaczki, w różnych kolorach, ale z tym nie miały chyba nic wspólnego. – Te są waniliowe. – poprawił go, po czym podniósł wzrok na ekspedientkę. – Największą porcję poproszę, z każdego po jednej gałce. – złożył zamówienie wyjmując z kieszeni spodni portfel. Chwilę później Misha dostał wielki talerz, z ogromnym waflem, w którym były gałki lodów, z każdego po jednym, zgodnie z zamówienie Vaughana, a do tego kawa mrożona, dla zamawiającego. – Chodź, usiądziemy. – pociągnął go za rękę w stronę stolika na uboczu, postawił przed nim porcję lodów, a sam zaczął zlizywać bitą śmietanę z rurki, którą uniósł do swoich ust. – Nie o takich lodach pomyślałeś, co? – mruknął do niego, puszczając oczko.
 
Misha Denisov
[Usunięty]
Misha Denisov
[Usunięty]
[Cytuj]
Tylko czy ukrywanie prawdy na pewno było lepsze od bycia szczerym? Wszystkiego i tak nie był w stanie przed blondynem zataić, bo ten mimowolnie wyczuwał, że coś jest nie tak. Po prostu nie do końca wiedział w czym tkwi problem, a to tylko zachęcało do snucia własnych teorii. Stąd już tylko krok do obwiniania siebie, bo przecież gdyby chodziło o inną przyczynę, Kieran raczej nie miałby problemu żeby z nim o tym porozmawiać. Może Misha nie był najbardziej elokwentną i wygadaną osobą w stadzie, ale na pewno potrafił słuchać uważnie i zaoferować pomoc w miarę możliwości. Vaughan oczywiście wiedział o tym doskonale. Nie znajdzie bardziej szczerego wsparcia, ale ostatecznie wybór należy do niego. Blondyn jak zawsze uszanuje każdą decyzję Alfy, nawet jeśli się z nią nie zgadza.
A pojęcia lodu obce mu nie było. W rodzinnej Syberii go nie brakowało, choć pokrywał on raczej zmrożoną ziemię, rzeki i dachy domostw. Rosjanin jak przez mgłę pamiętał lodowe sople, które służyły dzieciom za lizaki, ale w niczym nie przypominały one kolorowej, gładkiej masy zza szyby. I te wymyślne nazwy. Misha podjął się odszyfrowania kilku zanim Kieran pociągnął go w stronę najbliższego stolika. Napis przy niebieskim pojemniku głosił 'Wata Cukrowa'. Cóż, Omega nie miała pojęcia co to. Zaraz obok leżał jakiś czerwony sorbet. Kolejne obce pojęcie. Zielona mięta, żółty adwokat. Dziwne, był pewien, że tych spotyka się tylko w sądzie. Blondyn nawet nie zauważył, jak Vaughan złożył zamówienie i zapłacił za wszystko, był zbyt zajęty obserwowaniem jak ekspedientka zgrabnie formuje okrągłe gałki i wrzuca je do wielkiego puchara. Nawet odpuściła już sobie upominanie go o zostawianie śladów na szybie, i tak będzie zmuszona ją wypucować na nowo.
Gdy wreszcie usiedli przy stoliku, szklane naczynie wylądowało tuż pod nosem Rosjanina z całą górą bitej śmietany, kolorowych sosów i innych dodatków. Nie czekał, od razu wyciągnął telefon i wysłał zdjęcie Hance. Jednak czegoś tam się nauczył od kiedy wyciągnęli go z lasu. Na słowa Kierana poczuł jak momentalnie zrobiło mu się goręcej i nawet Omega w jego wnętrzu postawiła zainteresowana uszy. Misha skarcił ją mentalnie, nie było sensu robić sobie niepotrzebnie nadziei - Zastanawiam się tylko czemu nazwali te dwie rzeczy jednym określeniem.. Musi być chyba jakiś związek? - rzucił, chwytając za długą deserową łyżkę i z ciekawością zgarniając nią pierwszą porcję jasno zielonych lodów. Zanim skończył mówić wylądowała ona w jego ustach, a oczy Denisova momentalnie zaświeciły się niczym znicze. Zimne, słodkie i kremowe. Chyba właśnie odkrył kawałek nieba.
 
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
[Cytuj]
Był lód, zimny, chłodny, powodowany przez zamarzającą wodę, lodowate wiatry i tym podobne sprawy. Był lód, który miał za zadanie chłodzić ciało, w smakowej formie, albo być dorzucanym do drinka. No i był TEN lód, a przecież TEN lód miał wiadome zadanie do wykonania, Misha sobie świetnie radził z tym pojęciem, no i oczywiście, jako, że była pora wakacji nadeszła odpowiednia okazja ku temu, aby nauczyć go nowego znaczenia słowa lód. Kieran nie miał nic przeciwko, że Omega zachowywał się w ten sposób, a jego oczy świeciły jak znicze, kiedy w końcu wlepiał swoje oczęta w nowy przysmak. Jakoś tak Vaughan wiedział, że mu się spodoba, a kiedy w końcu spróbuje tego przysmaku, jego życie wstąpi na wyższy poziom egzystencjonalny. W sumie, to był dobry pomysł, żeby przekonać Mishę do tego, aby wybrał jednak technologicznie rozwinięty świat od swojego lasu. No i może w końcu dojdzie do tego, że Kieran złoży mu ofertę, jedyną w swoim rodzaju. „Załóż majtki, a kupię Ci loda”. Brzmiało sensownie!
Uśmiechnął się pod nosem, kiedy Misha wypowiedział słowa. No, akurat z taką formą lodów nie dało się mu tego zaprezentować, a na pewno odkrywczo spojrzałby na całą sytuację. Dla Kierana było to jasne jak słońce, jak to, że wampirzy się spalą, kiedy na nie wyjdą. Uznawał jednak, że najlepszą prezentację przedstawiłby mu osobiście, ale do tego raczej sprawdziłby się lód na patyku, świderek najlepiej. Nic straconego, w drodze powrotnej mogą wstąpić do marketu. Wszystko, byleby uświadomić niewinnego blondyna.
- Jest związek, ale pokażę Ci później jaki… W drodze powrotnej będziemy musieli tylko wstąpić do marketu. – puściła mu oczko i uśmiechnął się nieco bardziej cwanie. Nie byli ze sobą blisko od jakiegoś czasu, pewnie Omega była wygłodniała i miała sporą ochotę. Kieran przywykł do jej niewyżytego charakteru i ciągłej potrzeby dogadzania, jednak ostatnio to on nie miał na to chęci. Niestety, przy początkowej depresji nawet jego Gałganowa Różdżka nie chciała rzucać zaklęć.
- Spróbuj te… – mruknął do niego, zanurzając swoją łyżeczkę w lodach o smaku Rafaello. Nabrał odrobinę i podsunął mu pod usta. – Są różne smaki, możesz dzisiaj spróbować wszystkich… – szepnął do niego i znów puścił oczko, a później sam wziął nieco loda Rafaello i wsunął sobie do ust. Przełknął, zapił kawą. Słodko, a później zapite nieco gorzkawym smakiem kawy. Idealnie.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo