Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator
[Cytuj]
Castle Howard Ox
Bar znajdujący się w centralnej części dzielnicy. Miejsce z dość sporą ilością miejsc siedzących i jeszcze większym asortymentem. Sprowadzają alkohole z każdego zakątka świata i mają do zaoferowania naprawdę wiele. Organizują też tygodniowe imprezy, podczas których można spróbować alkoholu z danego regionu świata o pięćdziesiąt procent taniej! Bar jest klimatyczny, obsługa bardzo sympatyczna i każdy wraca tutaj z ogromną przyjemnością.
Ivy Coleman
[Usunięty]
Ivy Coleman
[Usunięty]
[Cytuj]
// los początkos!

Obco - tak właśnie Ivy czuła się w normalnym świecie. W pewnym sensie się tego spodziewała, jako że ostatni raz była poza Faerielandem jako niemowlę, cała lata temu. Ale z drugiej strony i tak ją to zaskoczyło, jako że przecież technicznie rzecz biorąc, była Przyziemną, mieszaniec, nie-mieszaniec - nawet nie miała siły ani ochoty głębiej się nad tym zastanawiać. Nie umiała też określić, dlaczego właściwie czuła się w taki a nie inny sposób. Przyziemni byli tacy... zwyczajni. Niby wiedziała jaka jest kolej ich żyć, to nie tak, że widok samochodu czy komórki był dla niej szokiem - no, może minimalnie, bo po prostu wiedziała, że takie rzeczy są, ale w Faerielandzie jakoś nie było potrzeby z nich korzystać, więc ich nie było.
Poniekąd była przyzwyczajona do swego rodzaju opieki swoich opiekunów i zdała sobie sprawę ze swojej naiwności dopiero po kilku godzinach, odkąd opuściła swój dom. Zastanawiała się czy czeka ją za to jakaś kara, ale z drugiej strony - ktoś na pewno wiedział, więc gdyby zrobiła coś bardzo złego, znając życie od ręki by ją namierzyli i kazali wracać, tudzież pomogliby wrócić, tak? A przynajmniej tak to sobie tłumaczyła. Dlatego uznała, że potraktuje to jako przygodę. Rozważała też udanie się do pobliskiego Instytutu, ostatecznie Nocni ?owcy bardzo dobrze wiedzieli o tym, że faerie zabierają czasem ludzkie dzieci, a na ich miejsce pozostawiają swoich potomków, ile urodzą się chorzy i słabi. Może zatem prowadzą jakiś spis albo coś? To wydawało się dobrą opcją, punktem od którego można znaleźć szukanie swoich korzeni, nawet pomimo tego, że przypominało to szukanie igły w stogu siana.
Ale najpierw dobrze byłoby się gdzieś poszwędać, ot dla samej siebie. Po drodze ogarnęła sobie nieco normalniejsze ciuchy, wcale nie czując się jakoś źle, że przypadkiem jakiś Przyziemny na tym stracił - chociaż czuła się nieco głupio w przydużej bluzie i legginsach, które jako jedyne w miarę pozostały do jej sylwetki.
Możliwe, że dalej by łaziła po ulicach i sklepach, gdyby nie dopadł jej głód. Ale nie tylko taki fizyczny, zresztą nieco jedzenia ze sobą wzięła, ale również i głód nowych doświadczeń. Dlatego weszła do pierwszego napotkanego baru. Alkohol. Nigdy nie piła alkoholu, była ciekawa jak na nią zadziała.
Chociaż starała się zachowywać podobnie do otaczających ją ludzi, cały czas miała wrażenie, że wszystko w je osobie krzyczy, że nie jest stąd. Na szczęście w dużej mierze była to kwestia "wydajemisięże", bo de facto ludzie wcale nie patrzyli na nią aż tak dziwnie, jak myślała.
- Whiskey z lodem poproszę - zwróciła się do barmana, kładąc na ladzie wyliczoną kwotę w takich drobniakach, że chyba drobniej się zwyczajnie nie dało, co wyglądało dosyć komicznie. Zwłaszcza, że barman spojrzał na nią powątpiewaniem - ale Ivy była zbyt naiwna, by w ogóle mogło jej przyjść do głowy, że po prostu wygląda dość dziecinnie w porównaniu do innych klientów.
 
Sofia Valverde
[Usunięty]
Sofia Valverde
[Usunięty]
[Cytuj]
//1

Nigdy nie myślała, że działanie na własną rękę wywoła u niej spokój i swego rodzaju satysfakcję. Bez wątpienia odpowiedzialność za rychłe odejście, a nawet odcięcie się od poznanego przed laty wampirzego półświatka spadła na brak większych sentymentów oraz przywiązania. Co więcej, nie napędzała jej już chęć zaistnienia we własnej społeczności, której nie potrafiła oprzeć się od przeszło czterdziestu lat. Przynajmniej na razie.
Chociaż urok Yorku mijał się ze standardami, a nawet preferencjami kobiety czerpała niebywałą wręcz radość ze świadomości, że w miasteczku, którego większości zakamarków jeszcze nie zbadała, może uchodzić za kogo, tylko chce. Kusiła ją perspektywa krótkiego, z pozoru zwyczajnego (nie)życia, urozmaiconego przez istoty inne niż panoszące się w ciemnościach dzieci nocy.
Wolności, jaką się cieszyła, ostatni raz zakosztowała lata temu i wszakże niechętnie opierała się wewnętrznej naturze niepozwalającej jej pozostać w cieniu, pamiętała, czym był dla niej prawdziwy powód pobytu w Anglii. Los, sprowadzając na drogę kobiety kolejno, trzy najbardziej bezduszne osoby niespodziewanie uderzył ją prosto w twarz, by później wbrew wszystkiemu się do niej uśmiechnąć. Po raz pierwszy od bardzo dawna miała szansę zminimalizować szkody powstałe wskutek popełnionych błędów, w kierunku czego poczyniła już pewne kroki.
Jednak dzisiejszego wieczoru trawiona przez postępujące uczucie głodu nie potrzebowała niczego więcej niż względnie atrakcyjnego śmiertelnika, którym mogłaby się pożywić. ?atwo można się domyślić, że to właśnie bary – mniejszej, bądź większej renomy stwarzały ku temu idealne warunki. Doświadczona wiedziała, że nic nie zaburza zdolności poznawczych przeciętnego człowieka bardziej niż odrobina zabawy oraz właśnie, alkohol. Zwłaszcza gdy mowa o mężczyznach.
Z pewnością było jeszcze przed dziesiątą, gdy otulając się szczelnie płaszczem, dla niepoznaki, wyszła z hotelu celem zaszycia się gdzieś w miejskich uliczkach. Powoli, niemalże leniwie przekroczyła próg pierwszego napotkanego pubu, potrzebując chwili, by się otrząsnąć i zamaskować mieszane uczucia powstałe wskutek pragnienia. Szybko upatrzyła sobie potencjalną ofiarę – samotnego przedstawiciela płci męskiej, popijającego trunek kolorze bursztynu – by niespodziewanie zostać rozproszoną przez nieznośny dźwięk opadających na bar monet. Automatycznie poprawiła otulającą plecy czarną marynarkę, a potem skierowała się ku ladzie, twierdząc, że nie wypada przysiadać się do nikogo bez własnego alkoholu. Pożałowała, iż siedząca nieopodal dziewczyna, gryząca się za sprawą swojego ubioru oraz zachowania z otaczającymi ją ludźmi zyskała w ten sposób namiastkę jej uwagi. Może była mniej wybredna, niż utrzymywała?
- Dobry wybór. – pochwaliła decyzję nieznajomej, jeszcze nie siadając, a jedynie opierając się rękoma o blat. - Jestem pewna, że ma Pan na stanie coś lepszego. Większość ludzi woli delektować się alkoholem z charakterem, nie masówką, którą serwuje się w każdym lokalu. Proszę doliczyć to do mojego rachunku i przy okazji podać lampkę czerwonego wina. Jakiegokolwiek, byle dobrego. - rzuciła w stronę barmana w milczeniu wyczekując, aż odda drugiej klientce godne pożałowania oszczędności, a następnie poleje wyroby lepszej klasy zgodnie z zamówieniem. Ach, mogłaby darować dobre uczynki na prawo i lewo, jednak nigdy bezinteresownie. Uśmiechnęła się delikatnie, po czym spojrzała badawczo na brunetkę, symulując powątpiewanie.
- Czy my się może nie znamy? Dałabym głowę, że już na siebie wpadłyśmy. - powiedziała, pozwalając wyczuć rozmówczyni przekonanie w ostatnich słowach. Oczywiście stwierdzenie całkowicie mijało się z prawdą, bo Ivy widziała pierwszy raz. Z jakiegoś powodu ludzi bawiły takie zbiegi okoliczności, same w sobie stanowiąc dobry pretekst do rozmowy.
 
Ivy Coleman
[Usunięty]
Ivy Coleman
[Usunięty]
[Cytuj]
Ivy uniosła wymownie brwi, obrzucając kobietę, która do niej dołączyła, przenikliwym spojrzeniem. Dobry wybór?, powtórzyła w duchu z lekkim politowaniem, jako że nieznajoma nie miała pojęcia, jak daleka kierowania się swoimi upodobaniami w tej chwili była, że to whiskey to kwestia przypadku. Whiskey... whiskey jakoś ładniej jej brzmiało, niżeli najzwyklejsza wódka czy piwo, miało ładny kolor i sprawiało wrażenie... bo ja wiem?, jakby bardziej wyrafinowanego?
- Dziękuję, ale nie było takiej potrzeby - powiedziała zdawkowo, gdy barman się oddalił. Ale jako, że było jej to na rękę, zsunęła z lady swoje drobniaki na dłoń i schowała w jednej z przepastnych kieszeni.
Oczywiście zaraz zaczęła się zastanawiać, czego ta kobieta może od niej chcieć. Ani ludzie, ani faerie nie wyświadczały nikomu przysług z dobroci serca. Zresztą, co by to nie było, Ivy doszła do wniosku, że jest jej całkowicie obojętnym, bo to nie ją czeka rozczarowanie na końcu tej ścieżki. Przygoda. Chciała przygód? Być może można do nich zaliczyć poznawanie randomowych ludzi w randomowych barach?
Prawie się uśmiechnęła pod nosem, no i wszystko jasne.
- Niewykluczone - stwierdziła lakonicznie, nieco się odwracając, by nie siedzieć całkowicie bokiem do kobiety, tylko aby stworzyć już jakieś warunki ku rozmowie, ale też bez przesady, by móc w każdej chwili płynnie się wycofać. Już na pierwszy rzut oka, uwagę zwracała niemal chorobliwa bladość jej towarzyszki, jednak z drugiej strony, karnację Ivy też trudno byłoby określić jako oliwkową, dlatego dziewczyna nie poświęciła temu zbyt wielu myśli.
Nie robiła tego z premedytacją (no, może odrobinkę!), ale wcale nie ułatwiała nieznajomej prowadzenia konwersacji. O czym gadają Przyziemni w takich sytuacjach, pomyślała z lekka frustracją, jakby Przyziemni byli totalnie odrębnym gatunkiem od jej własnego. Czuła, że ten tok myślenia jest zupełnie bezsensu i pokręcony, ale z drugiej strony to wszystko wydawało jej się takie surrealistyczne i nierealne. W pewnym sensie też i relaksujące, jako że wątpiła, by najprzebieglejszy człowiek mógł się równać z podstępnością i darem manipulacji faerie, na doskonalenie których jej pobratymcy mieli nawet i po kilkaset lat. Śmiesznie tak nie musieć ważyć niemal każdego słowa. Ale gdyby ktoś jej powiedział miesiąc temu, że dziś jakaś randomowa Przyziemna będzie jej stawiać whiskey w barze należącym do Przyziemnych - uznałaby to za niezły żart.
- Zgaduję, że to whiskey powinno mi odświeżyć pamięć? - spytała z leciutką ironią.
 
Sofia Valverde
[Usunięty]
Sofia Valverde
[Usunięty]
[Cytuj]
Nie mogła jej winić, gdyż zapewne sama zachowałaby rezerwę i zdystansowanie w podobnej sytuacji. Z drugiej strony trudno ugłaskać kogoś, stosując na nim podobne sztuczki. Była wampirem – cała jej egzystencja opierała się drobnych przekłamaniach i niedopowiedzeniach, począwszy od rzekomego oszukania śmierci w dniu przemiany, kończąc na umiejętności manipulacji, niezwykle przydatnej podczas pożywiania. Jakimikolwiek przymiotami mogły pochwalić się fearie, jej rasie również przypadła w udziale przebiegłość.
- Nie ma za co. - odpowiedziała, siląc się w przeciwieństwie do towarzyszki na wyjątkowo przyjazny ton głosu. Prawdę powiedziawszy, nawet teraz nie była zmuszona do przesadnych starań. Pomijawszy surowy typ urody sprawiała wrażenie osoby przystępnej oraz otwartej, zupełnie jakby pozwalała tym cechom nawzajem się przenikać. Szybko potrafiła zdobyć czyjeś zaufanie, wykorzystując naturalną uprzejmość w miejsce skrzętnie skrywanej arogancji. Niekiedy na nic przydawały się wampirze umiejętności.
Ivy nie musiała się niczego obawiać, gdyż upodobania Sofii były dalekie od bezsensownego krzywdzenia innych. Dzieci Nocy mogły być znane krętactwa oraz interesowności, lecz kobiecie szkoda było na to czasu i energii. Robiła to, co musiała, by równie szybko się oddalić. Zapewne, gdyby nie narastający głód nie myślałaby o niej w kategoriach posiłku.
- A może się mylę? Nie mam pamięci do twarzy. - kolejne przekłamanie, co więcej zaprzeczenie poprzednim słowom. Gdyby była człowiekiem wykręciłaby się zwyczajnym roztargnieniem, jako wampir z premedytacją krążyła wokół tematu nie udzielając jednoznacznych odpowiedzi. Zależało jej na zachęceniu towarzyszki do rozmowy, podarowaniu poczucia rozluźnienia, wymuszeniu swobody działa i wypowiedzi, bo im szybciej przestanie ważyć każdy wykonany gest, tym lepiej.
- Ależ skąd. Jeśli próbujesz przypomnieć sobie coś przy okazji picia alkoholu, to musisz wiedzieć, że jest to z góry skazane na porażkę. Na szczęście jest bardzo pomocny przy przełamywaniu lodów. - zauważyła, odbierając od barmana kieliszek z winem. W normalnych okolicznościach zaśmiałaby się uzmysławiając sobie, jak szablonowo potrafią się zachowywać się wampiry – czerwone wino w miejsce białego, by kolorem zbliżone było do krwi. W rzeczywistości żadnego z nich nie piła od dłuższego czasu, wiedząc jak szybko organizm zbuntowałby się przeciwko niej.
- Ach, nie przedstawiłam się. - zdarza się. - Sofia. - powiedziała, wyciągając rękę w kierunku kobiety i jak w wielu innych przypadkach tego pożałowawszy. Witała się tak ze wszystkimi, ale szorstkie od blizn dłonie mogły wydać się nieprzyjemne w dotyku, nawet jeśli tylko wybiórcze osoby były w stanie je dostrzec, a co dopiero wyczuć. Szkopuł krył się w samoświadomości.
- Wybacz, zawracam Ci głowę. Miałam się spotkać ze znajomym, ale najwyraźniej jeszcze się nie pojawił. - mruknęła, siadając na stołku barowym obok, jednak odwrócona do rozmówczyni bokiem sprawiała wrażenie, jakby nie chciała więcej zakłócać jej spokoju. - Mam nadzieję, że whisky będzie smakować. - dodała, teoretycznie wieńcząc ich rozmowę. Wszystko sprowadzało się do wymuszenia na drugiej osobie zaangażowania, za sprawą hojności, niedalekiego towarzystwa, a także milczenia, niemalże proszącego o przerwanie. Zbliżyła szklaną krawędź do ust, pilnując by trunek jedynie ich dotknął, po czym ostentacyjnie spojrzała na zegarek na nadgarstku. Nie dała jej wyboru, niezależnie od pierwotnych założeń, sprawi, że będzie chciała towarzystwa.
 
Ivy Coleman
[Usunięty]
Ivy Coleman
[Usunięty]
[Cytuj]
Praktycznie nie zareagowała na przyjazny ton nieznajomej, nie licząc minimalnego uniesienia kącików ust, ale też Ivy z natury nie należała do osób, które są jakoś specjalnie ekspresywne. Otwartość i przystępność kobiety nie robiły na niej zbytniego wrażenia.
- Może - odparła krótko, wzruszając ramionami. Cóż, small talk nigdy nie było jej mocną stroną. Jednak nie czuła się jakoś niezręcznie z tego powodu, szczerze mówiąc. Bardziej czuła lekką ekscytację i podniecenie w związku z tym, że za chwilę spróbuje whiskey. Głupie, niegłupie, było to doświadczenie, które miażdżąca większość jej równolatków miała już dawno za sobą.
No tak, głupio to ujęłam, pomyślała, wzdychając na siebie w duchu, jednak nie okazała zmieszania, tylko zerknęła w stronę wampirzycy.
- Racja - powiedziała, kiwając głową, jako że trudno było się z nią nie zgodzić, by po chwili zerknąć w stronę barmana, który już niósł ich trunki. Twarz się jej nieco rozjaśniła na widok swojej whiskey, ale ponownie zwróciła się w stronę nieznajomej. - Ivy, miło mi - odparła grzecznie. Wzmiankę o znajomym skwitowała krótkim, udającym pełne rozumienie dla sytuacji: - Aha.
Skinęła głową w podziękowaniu i raz jeszcze uniosła nieco kąciki ust, a potem zerknęła na swój wyczekany trunek.
Nawet wciągnęła głębiej powietrze do płuc, gdy przykładała szklaneczkę do ust - chciała jakoś dyskretnie powąchać swój drink, w myśl zasady, że wszystko co nowe jest interesujące. Upiła drobny łyk, chyba głownie po to, aby starczyło jej na dłużej i żeby delektować się tą chwilą.
I całe szczęście, że nie była łapczywa i upiła niewielką ilość alkoholu - inaczej pewnie wyplułaby go na ladę, co raczej kłóciłoby się z zasadami savoir-vivre'u. Aż ją skręciło w środku, a w gardle zapiekło. Dyskretnie odchrząknęła, starając się jakoś zachować twarz, tudzież przy okazji zapanować nad jej wyrazem. Cholera, jakoś lepiej wyobrażała sobie ten smak, ale okazywanie rozczarowania nie miało większego sensu, więc go nie okazała - jako, że z zasady starała się unikać robienia rzeczy, które właśnie wspomnianego wyżej sensu były pozbawione. No nic, duma nakazywała udawać, że wszystko dzieje się po jej myśli, dlatego niewzruszenie upiła kolejny łyk, w duchu robiąc notatkę, by następnym razem sugerować się czymś innym przy wyborze alkoholu, niżeli to, że jego nazwa wydaje jej się "wyrafinowana". O wiele bardziej "wyrafinowanie" wyglądało wino Sofii, w kieliszku na cienkiej nóżce, ale trudno. Życie to nie koncert życzeń, powiedziała sobie w duchu, jak to nieraz słyszała od swoim opiekunów.
 
Sofia Valverde
[Usunięty]
Sofia Valverde
[Usunięty]
[Cytuj]
Z perspektywy czasu zauważało się, iż odkrywanie części siebie odpowiedzialnej za uprzejmość wobec drugiej osoby, a wdrożona ogłada towarzyska są dwiema, różnymi rzeczami. Ją nauczono postępować z ludźmi, tak by rozmowa przyniosła zamierzony skutek, a jakoż nie była zbyt wylewna i potrafiła kontrolować swoje emocje trudno było zweryfikować jak wiele interesowności kryje się w każdej z wypowiedzi.
- Potwornie gadatliwa z Ciebie osóbka. - zauważyła z przekąsem. Zabrzmi to absurdalnie, ale lakoniczne zdania w przypadku kobiety odnosiły skutek odmienny od zamierzonego – sprawiały, że chciała poznać kogoś bliżej, a nawet na swój sposób rozszyfrować. Była kimś, kto poszukuje i rozwiązuje niewiadome; bez znaczenia, czy poświęci temu krótką chwilę, czy długie godziny. Na razie Ivy cieszyła się całym jej zainteresowaniem. Pytanie tylko ile ma w sobie pokładów cierpliwości, by wytrzymać spotkanie, które już od początku nie współgra ze znanymi schematami?
Później milczała, zupełnie jakby nie była pewna jaki wykonać ruch. W rzeczywistości kątem oka zerkała na towarzyszkę próbującej pierwszy łyk alkoholu, by koniec końców powstrzymać unoszące się w górę kąciki ust. Gdy zwróciła się ku brunetce, ściągnięte brwi zdradzały zafrapowanie.
- Po reakcji wnioskuję, że jednak nie przypadła Ci do gustu. - powiedziała, z premedytacją pomijając fakt, jakoby swym zachowaniem sprawiała wrażenie osoby dopiero zapoznającej się ze smakiem alkoholu. Tym bardziej nie rozumiała, dlaczego dziewczyna w zaparte piła coś, co dalekie było od jej preferencji. Gdyby Sofia o czymkolwiek wiedziała na pierwszy ogień zamiast setki whisky zaproponowałaby jakiegoś przyciągającego wzrok kolorowego drinka z masą dekoracji.
- Daj spokój, nie musisz tego pić. Następny łyk nie sprawi, że smak magicznie się zmieni. - mruknęła, niezależnie od reakcji towarzyszki, odsuwając odstawioną na blat szklankę gdzieś na bok. Dopiero po czynie zdała sobie sprawę, że zachowała się nadzwyczaj swobodne, biorąc pod uwagę nikły poziom ich zażyłości. Westchnęła cicho, przywołując barmana. Pieniądze naprawdę nie grały roli.
- Powiedz, na co masz ochotę? - zapytała spokojnie. W tamtej chwili przeszło jej przez myśl, że może zbyt życzliwie traktuje swój przyszły obiad.
 
Ivy Coleman
[Usunięty]
Ivy Coleman
[Usunięty]
[Cytuj]
- Taa, wszyscy mi to mówią - wymamrotała, wzdychając.
Lakoniczne zdania nie działały na Ivy z bardzo prostej przyczyny - była za bardzo zdystansowana wobec reszty świata, by się przejmować takimi pierdołami jak chociażby mniej lub bardziej niezręczna cisza. Chociaż nie miała pojęcia, czego Sofia może w ogóle od niej chcieć (czyżby po prostu rozmowy?). Ostatecznie... cóż, to takie... takie przyziemne! Żeby upijać się w barach i zagadywać w barach nieznajomych, byle tylko zagłuszyć pustkę wewnątrz siebie... chociaż... nie, ona nie wyglądała akurat na jedną z tych. Ci raczej raczą obcych opowieściami o tym, co im się w życiu nie udało i dlaczego, oczywiście wina nigdy nie leży w nich samych. Żałosne. A Sofia to chciała skłonić do wyznań. Tak czy owak, Ivy też wiedziała jak skłaniać innych do rozmowy, dlatego pozostawała niewzruszona.
- Tak? - okazała może nawet nieco przesadne zdziwienie - jak gdyby Sofia powiedziała coś w stylu, że Ziemia jednak jest płaska, a Kopernikowi się coś popieprzyło, a nie stwierdzała oczywisty fakt: rzeczywiście, whiskey to ewidentnie mija się z gustami smakowymi Ivy.
Kobieta nie musiała tego rozumieć, pewnie sama Ivy też tego nie ogarniała... czasem po prostu kierowała nią duma, a nie rozum i tyle. Skoro to zamówiła, to i dopije. Dlatego właśnie - pomimo całej uprzejmości i sympatii, którą okazywała jej nieznajoma - dziewczyna spiorunowała ją wzrokiem, kiedy ta odsunęła szklankę z trunkiem spoza jej zasięgu.
- Na moje whiskey, to które stoi obok ciebie - poinformowała ją spokojnie, otwarcie ignorując barmana.
Głupi Przyziemni. W Faerielandzie było jakoś prościej, przynajmniej dało się wydedukować, czego od ciebie chcą inni, gdy nagle robili się za mili.
 
Sofia Valverde
[Usunięty]
Sofia Valverde
[Usunięty]
[Cytuj]
Nie zgadłaby, naprawdę! Prawdopodobnie sama nie należała do osób przesadnie gadatliwych, lecz cisza między dwojgiem osób sprawiała, że czuła się nieswojo, a nawet obco i na swój sposób niepożądanie. Rzeczywiście mogło chodzić o wypełnienie pustki wymianą paru nic nieznaczących zdań albo zagłuszenie wyrzutów sumienia, które przypominały o sobie od czasu do czasu. Niezależnie od tego, jak została dotąd odebrana – rozżalona melancholiczka topiąca swoje smutki w alkoholu, czy przesadnie otwarta kobieta szukająca towarzystwa – kiedyś była człowiekiem. To doświadczenie dyktowało jej, jak odnieść pożądany skutek i gdzie. Spotkania towarzyskie idealnie się do tego nadawały.
- Czyżby? - pytanie retoryczne, na które obydwie znały odpowiedź. Gdyby miała zgadywać obstawiałaby, że całe to zdystansowanie oraz sarkazm wynikają wyłącznie z wzajemnej nieznajomości, a Ivy jest dużo bardziej otwarta wśród swoich, kimkolwiek by nie byli. Z drugiej strony wielu uchodziło za właścicieli wyjątkowo ciętego języka z pomocą, którego rzucali ironiczne komentarze na prawo i lewo. Tyle przyszło Sofii z próby bycia miłą.
Na następne słowa dziewczyny wywróciła dyskretnie oczami, darując sobie zbędne komentarze. Mogłaby dodatkowo westchnąć z dezaprobatą, lecz zapewne nic by nie wskórała, przypominając jedynie przewrażliwionego członka rodziny szykującego się do udzielenia nagany za złe zachowanie.
- Jak sobie chcesz. – mruknęła, przesuwając szklankę w jej kierunku. Następnie oddelegowała kelnera z przeprosinami i wspomnieniem o nie najlepszym humorze siedzącej obok towarzyszki.
- Zatem tak zachowują się ludzie, gdy próbujesz być miłym? Nie ukrywam, że spodziewałam się trochę innej reakcji. - mogłaby powiedzieć to samo; głupi Przyziemni, wpływający na jej dobry dotychczas humor. Ivy działała wyłącznie na własną niekorzyść, co więcej burzyła szansę na zwyczajną cywilizowaną rozmowę, nim przyjdzie nieuniknione. Wampirzyca była pokroju osób, które nie poddają się łatwo.
Jak w pozostałych przypadkach chodziło wyłącznie o to, by zwrócić uwagę brunetki. Głos miała coraz bardziej twardy - zupełnie, jakby powoli znikała z niego łagodna nuta. Można było uznać, że w jakiś sposób została rozdrażniona i nie byłoby to stwierdzenie dalekie od prawdy. Była głodna, z każdą minutą przebywania w tym barze coraz bardziej. Wlepiła w dziewczynę intensywny wzrok, jakby z pomocą jego i rasowej umiejętności miała oszczędzić sobie dalszych podchodów. Wycofała się dość szybko, uznawszy, że szkoda czasu na tego uparciucha, zwłaszcza, że w barze i okolicach łatwo znalazłaby kogoś, kto oszczędziłby jej tych wszystkich starań. Rozejrzała się po pomieszczeniu wodząc wzrokiem za mężczyzną, który zainteresował ją na początku, by z niejakim niezadowoleniem odkryć, iż opuścił swój stolik. Kolejny powód, dzięki któremu można uznać ten wieczór za nieudany.
 
Ivy Coleman
[Usunięty]
Ivy Coleman
[Usunięty]
[Cytuj]
Pytanie Sofii było w oczywisty sposób czysto retoryczne, dlatego Ivy nic nie odpowiedziała. Kobieta dobrze obstawiała - nie znały się, a wobec obcych Ivy daleko było do bycia uosobieniem otwartości, jednak wcale tego nie żałowała, bo nie wynikało to z nieśmiałości. To było po części przyzwyczajenie, była nauczona ostrożności i rozwagi w swoich czynach i słowach.
Zerknęła na Sofię z lekkim rozbawieniem, jednak była zadowolona z jej kapitulacji. Czasami człowiek wręcz chce, by go do czegoś namówić, by jakoś uwolnić się od odpowiedzialności za swoje decyzje na chwilę albo i dwie, ale przesadnie namawianie raczej rozdrażniłoby Ivy, dlatego dobrze, że nieznajoma odpuściła. Humor dziewczyny był za dobry, by jacykolwiek Przyziemni mieli jej go popsuć.
Whiskey może i nie rzuciło jej na kolana - albo i właśnie rzuciło, i to za bardzo, zależy jak na to spojrzeć - ale była zbyt uparta, by się do tego przyznać. Poza tym czy nie jest tak, że na początku wszelakich imprez wpierw daje się lepsze wino, a potem to gorsze, bo ludziom już wszystko jedno? Także tego, prędzej (albo i później, jak to znając życie będzie w tym przypadku) smak szkockiej "magicznie" - jak określiła to Sofia - powinien się zmienić na znośniejszy. Mam nadzieję, jęknęła w duchu Ivy, biorąc kolejny łyki, z całych sił starając się wyglądać na usatysfakcjonowaną z życia. Inna sprawa, że rzadko na taką wyglądała, więc niezupełnie wiązało się to stricte z alkoholem w tym przypadku, ta średnio szczęśliwa mina.
Sofii powinno być to nawet na rękę - pewnie szkocką szybciej się upije, niż byle kolorowym drinem, także... win-win?
Swoją drogą, ja mam niby "nie najlepszy humor"?, prychnęła w duchu. Mam NORMALNY humor!
- Pewnie nie - wtrąciła niewinnie, wspierając brodę na łokciu i rzuciła Sofii długie spojrzenie. - Ale zgaduję, że zwykle ludzie zachowują się lepiej ode mnie - dodała, wzruszając ramionami, jakby to miało pocieszyć kobietę.
Zamyśliła się na moment, bo ogólnie takie interakcje niezupełnie były w jej stylu, wypiła też za mało, by zwalać to na alkohol. Chyba po prostu była ciekawa. Zazwyczaj apetyt rośnie w miarę jedzenia, a dzisiejszy dzień był zdecydowanie ciekawy i różnych od tego, co znała przez całe życie. Dlatego postanowiła się przełamać i wykazać odrobinę więcej inicjatywy. Ostatecznie to nie Królowa Jasnego Dworu, tylko pierwsza z brzegu Przyziemna. Swoją drogą im dłużej Ivy jej się przyglądała, tym bardziej jakaś taka majestatyczna i odleglejsza niż pięć minut temu jej wydawała. Może nawet trochę onieśmielająca przez moment, kiedy tak wbiła w nią wzrok, ale zaraz potem zerknęła na resztę sali. Chyba się obraziła, pomyślała Ivy. Al skoro postanowiła zagadać, to właśnie to zamierzała zrobić.
- To po co w sumie jesteś miła dla ludzi, skoro połowa z nas nie umie się należycie zrewanżować? - zapytała, unosząc nieco brwi przy tym. - To ma sens wyłącznie, kiedy można odnieść jakieś korzyści - dodała jeszcze, czując się jakoś tak... upośledzona w kontaktach z normalnymi ludźmi? Częściowo liczyła na jakąś dyskusję, ale... cholera no, znając życie lepiej byłoby spytać o ostatnią książkę, którą przeczytała, tyle, że wątpiła by jakoś wiele jej to powiedziało i vice versa.

mea culpa, mea maxima culpa, przepraszam jeszcze raz za zwłokę! [*]
 
Sofia Valverde
[Usunięty]
Sofia Valverde
[Usunięty]
[Cytuj]
Podpisane przed dziesięciolecie Porozumienia zabraniały się im wychylać, a tym bardziej zdradzać własną obecnością jakiekolwiek odstępstwa od normy. Jedni od początku byli zdystansowani, drudzy woleli zwodzić innych, nie szepnąwszy na swój temat ani słowa, a trzeci nie wchodzili w żadne interakcje z Przyziemnymi, uważając je za stratę czasu. Jeśli Ivy byłaby w stanie doszukać się złotego środka między wspomnianymi, z pewnością odnalazłaby się w zwyczajnej, ludzkiej społeczności.
Wampirzyca nie widziała sensu w przekonywaniu dziewczyny, zwłaszcza, że obydwu zależało wyłącznie na miłym i spokojnym wieczorze, pozbawionym ekscesów. Rzuciła propozycją, ta nie została zaakceptowana, koniec tematu. Nie była, bowiem typem kobiety, która zwykła namawiać lub naciskać na innych. Zazwyczaj pytała tylko raz, a potem albo sobie odpuszczała, albo siłą brała to, co chciała. Ta sytuacja niczego takiego nie wymagała.
Pomijając jawny sprzeciw faerie, niezmiennie nie pojmowała jej upartości. Sama nie lubiła zmuszać się do czegokolwiek, więc nie uważała wymiany alkoholu za sprawę utraty bądź zachowania dumy. Nie chodziło również o pieniądze, gdyż osobiście od początku spotkania 'smakowała' czerwonego wina, nie wypiwszy z kieliszka ani kropli. Gdy odkryła przykre skutki spożywania przyziemnego jedzenia oraz napoi, przestało jej zależeć na przypomnieniu sobie dawno nie próbowanych smaków. Wszystko, co robiła, robiła dla niepoznaki.
Ponadto nie musiała poić Coleman różnorodnymi trunkami, by uśpić jej czujność, a następnie się na niej pożywić. Do tego wystarczyłyby wampirze umiejętności, które nie tylko wpłynęłyby na postrzeganie osoby Valverde, ale i uchroniłyby ją przed następstwami przyswajanych wraz z krwią procentów. Nie zwykła się upijać-samotnie i w czyimś towarzystwie. Alkohol potrafił przytępić zmysły oraz wpłynąć na racjonalność, co automatycznie czyniło młode, dziecko nocy niebezpiecznym dla otoczenia.
- Ależ skąd – zapewniła łagodnie, pozwalając sobie na delikatne uniesienie kącików ust, a także odwzajemnienie spojrzenia brunetki. W przeciwieństwie do wielu nie obawiała się kontaktu i rzadko odwracała wzrok. Wyjątkowo zuchwale, jak na kogoś, komu wpajano dobrą manierę od najmłodszych lat.
- Wydajesz się odrobinę zdystansowana, ale nic w tym dziwnego. W końcu nie miałyśmy okazji poznać się lepiej. - dodała, tym razem patrząc na rozmówczynię z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Sofię szczególnie zaintrygował niecodzienny dobór słów, którego zresztą sama użyła moment wcześniej, nie określając siebie jako przedstawiciela rasy przyziemnych. Zwykle ludzie zachowują się lepiej ode mnie – powtórzyła sobie to jeszcze raz, zastanawiając się, czy może nie porywa się z motyką, próbując oczarować stworzenie nadnaturalne. Z drugiej strony mogła być zwyczajnie przewrażliwiona, a zdanie to nie miało ukrytego dna.
- Dobre pytanie. - odparła wymijająco, odwracając się z powrotem w stronę baru. Od niechcenia musnęła palcem krawędź szklanego kieliszka, sprawiając wrażenie wyraźnie rozbawionej. Tylko skubany drugą ręką materiał spodni mógł wyjawić, że coś jest nie tak.
- Nie martw się, nie mam żadnych ukrytych motywów. Po prostu nie chciałam pić sama. - zapewniła z przekonaniem, ujawniając tylko nieznaczną część prawdy. Oczywiście, rozumiała postawę fearie. Podobnie ufała tylko wąskiemu gronu, bez skrupułów zakładając, że każdy ma ukryty motyw - powody by zachowywać się w ten, czy inny sposób. Dla odmiany miło byłoby zadać się kimś, kto utwierdzi ją w szczerości swoich intencji. Nawet wampiry, które przemieniła nie miały w sobie tyle prostoduszności.
- Opowiedz mi o sobie. - poprosiła - Dobrze znasz miasto?- następnie z ust nieśmiertelnej padło pytanie.
 

Ceris Grim

20/21


174 cm


Angel of Darkness







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Rose, Elvan
/2/

Ceris nie dawno tutaj przyjechał. Poszukiwał dla siebie lokum. Jak na razie mieszkał w hotelu. Udało mu się w sumie przez przypadek dostać tutaj pracę. Miał kilka dni przeszkolenia i został tutaj barmanem. Właśnie szatyn kończył swoją zmianę. Rozliczył kasę i przeszedł na chwilę na zaplecze. Zaraz wrócił i weszła za niego niedawno poznana koleżanka. Od razu zamówił sobie piwo. Dziś miał dobry humor.
Ostatnio nie wdawał się w bójki. Jak nigdy był dobrym chłopcem. Może to dlatego, że poznam pewnego czarownika, ktòry zwie się Jorm. Gdy Ceris był jeszcze w Kairze, mężczyzna, ktòry podawał się za jego krewnego wiele opowiadał o Lokison'ie. A najbardziej, że niedawno się przebudził. Grim naprawdę miał farta, że przypadkowo spotkał Jorm'a. W sumie młody wiedział tylko jak się nazywa. Udało mu się nauczyć podstaw. Dzięki uczeniu się czaròw zaprzestał szukania z zwad z osobami co jego zdaniem krzywo się na niego patrzą.
Ceris w barze zajął sobie miejsce gdzieś w kącie. Nie lubił siedzieć na widoku. Z tego punktu gdzie się znajdował to dobrze się wszystkich obserwowało. Młodzieniec zaczął rozmyślać o swoim prawdziwym wyglądzie. Gdyby ludzie go zobaczyli uciekali by w popłochu. Nie miał pojęcia czemu jego demoniczny ojciec pozostawił mu taką aparycję. Nie lubił tego wyglądu. Grim niby nie był za miłością i nawet nie wiedział czy potrafiłby kogoś pokochać, ale w głębi duszy czuł się samotny. Nie miał też żadnych przyjaciół. Cały czas miał na sobie urok, który zasłaniał jego mroczne ja. Poza tym wątpił czy ktoś go zaakceptowałby z tymi wadami wyglądu.

<img src="https://i.imgur.com/SexSP2e.gif" style="width:300px;">
Would you love a monsterman?
Could you understand, the Beauty of the beast?



[Cytuj]
#5

Owen tego dnia ubrał się kompletnie inaczej niż zwykle. Zazwyczaj ekscentryczny czarownik o rzucającym się w oczy stylu, tym razem włożył biały t-shirt, fioletową bluzę z kapturem i poprzecierane jeansy. Oczywiście jego włosy opadały mu na ramiona a w oku kryła się tajemnicza, magiczna iskierka, w której spoglądanie trudno było się oprzeć. Rzucił odpowiednie zaklęcie na swoje znamię demona, czyli złote szpony, które mogły dostrzec teraz tylko i wyłącznie oczy podziemnych, Nefilim lub przyziemnych obdarzonych Wzrokiem. Między innymi mógłby je dostrzec właśnie Ceris, dla którego Owena przybył do tego baru. Dojrzałby je, gdyby nie fakt, że Owen schował dłonie w kieszenie bluzy i starając się za bardzo nie rzucać w oczy, podszedł do lady, gdzie zamówił dla siebie piwo. Chociaż uchodził za dystyngowanego człowieka, który pijał zazwyczaj czerwone wino, to jednak często życie zmuszało go do upijania się mniej szlachetnymi trunkami.
Chociaż ostatnimi czasy magia Owena mocno szwankowała i w zasadzie nie pamiętał wieczora kiedy pewien Faerie o imieniu Bevin odprowadził go do domu, to zdecydowanie czuł, że coś jest z nim nie tak. A jednak mimo wszystko wyczuwał magię w tym pomieszczeniu. Od razu dostrzegł go. Iluzja była dobrze rzucona ale jednak mało kto potrafił skryć się przed wzrokiem Czarnoksiężnika. Usiadł koło niego wcale nie tak przypadkiem. Tak samo podsunął pod jego szklankę z piwem kartkę ze wszystkimi danymi chłopaka. Było na niej napisane:
"Ceris Grim,
20 lat,
młody czarodziej.
Całkiem dobrze się zapowiada"

Po tym zerknął na niego i uśmiechnął się zawadiacko. Musiał przyznać, że Ceris był całkiem przyjemnym z aparycji chłopakiem. Owen na pewno chętnie widziałby go nie tylko jako swojego ucznia.

Ceris Grim

20/21


174 cm


Angel of Darkness







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Rose, Elvan
Jakoś "krewny" nie nauczył w jaki sposób rozpoznawać czarowników. Niby coś czuł nadzwyczajnego, ale to wszystko. Nie kiedy z przymrużeniem oka patrzył na jakieś pary, co niby są na radce, znajomych co niby coś opijali. Dla Cerisa to nie był jego świat. On to wolał samotnie sobie posiedzieć, albo po prostu jak nadarzy się okazja dać w mordę jakimś gościom.
Młodzieniec zajął się obserwacją, więc jakoś nie zauważył, że jakiś nieznany mężczyzna tak cichaczem się przysiadł do niego.
Niby co to miało być? Nie zapraszam do swojego stolika nikogo!
Zaraz jednak przeniósł wzrok na tego gościa. A ten niby nic podsunął mu jakąś karteczkę. Ceris rzucił na nią okiem. Po chwili nie mógł uwierzyć, że ktoś zdradził jego dane. Od razu przyszedł mu mu na myśl, jego "krewny" co go zostawił, a potem słuch po nim zaginął.
- Czego chcesz? - zapytał ostro.
Inna osoba by się przywitała, pewnie przytaknęła, że to ona i ładnie by się odezwała. Niestety to nie jest domena Grima. On nie owija w bawełnę, a kulturę osobistą, hmm... ma zerową.
- Jeśli przyszedłeś tylko po to, żeby mi to pokazać, to równie dobrze możesz już iść - dodał za chwilę.
Można wyczuć w głosie Cerisa, że nie bardzo ma chęć na pogaduszki.
Jego planem jest dopić piwo i wrócić do hotelu. Ma zamiar odpocząć, a nie grać w jakieś karteczki.
Z pokerową twarzą przyglądał się nieznajomemu. Niby czekał by odpowiedział, ale tak naprawdę mało go to obchodziło. Żył spokojne życie jako czarownik, ale pod urokiem i czuł się jak zwykły człowiek. Prawie wcale nie używał magii.

<img src="https://i.imgur.com/SexSP2e.gif" style="width:300px;">
Would you love a monsterman?
Could you understand, the Beauty of the beast?



[Cytuj]
Ceris był taki młody, taki porywczy... Owen wręcz poczuł na karku przyjemne mrowienie, kiedy tylko ostry ton głosu chłopaka dotarł do jego uszu. Przypomniał sobie te czasy kiedy sam był mocno nadpobudliwy, kłótliwy i buntowniczy. Oh, to były mroczne, cudowne czasy, kiedy to dopiero poznawał samego siebie. Z drugiej strony był wtedy zdecydowanie słabszy niż teraz, nie miał takiej wiedzy jak teraz i takich pokładów mocy.
- Chciałem ci coś zaproponować - powiedział w końcu wpatrując się swoimi czarnymi niczym noc oczami w aparycję chłopaka. Zabawnie czasami było być czarownikiem, szczególnie o takiej potędze jaką dysponował Owen. Mógł go wiedzieć dwojako... z widocznymi znamionami demona oraz bez nich. To tak jakby czasami nakładały się dwa obrazy na siebie ale ludzki umysł nie wytrzymałby tego. Zwyczajnie trudno było sobie to wyobrazić zwykłemu, szaremu człowiekowi. Trzeba było umieć patrzeć głębiej i mocniej, a nie tak powierzchownie, jak to zwykle inni robili.
W pewnym momencie, Owen uniósł swoją dłoń i chuchnął na nią. Nagle iluzja się rozwiała i Ceris mógł dostrzec znamię demona Owena, czyli złociste szpony, które mogłyby bez problemu przeciąć skórę człowieka lub innej istoty.
- Praktycznie odkąd pojawiłeś się w mieście wyczułem twoją obecność. Masz ogromny potencjał, który da się wyczuł chociażby przez te przyjemne dreszcze przechodzące przez plecy za każdym razem kiedy weźmiesz oddech. Twoja magia może wykraczać poza wszelkie wyobrażenia... wystarczy trochę treningu, a otrzymasz dostęp do miejsca, gdzie rodzi się magia. Powiedz, chcesz być kimś prawdziwie wolnym i potężnym? - Spytał w końcu i machnął dłońmi. Nagle można było wyczuć coś dziwnego w powietrzu. Trudno było powiedzieć co za zaklęcie rzucił Owen ale wymykało się ono wszelkim możliwym zasadom i pojmowaniu myślowemu. Później dopiero miało się okazać, co to był za rodzaj czaru.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo