Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator
[Cytuj]
Plac zabaw
Obok parku, niedaleko hotelu Noir znajduje się plac zabaw. Całkiem nowy, nie został jeszcze zniszczony, a każdego dnia bawią się na nim grupki dzieciaków z pobliskich domów i przedszkoli czy szkół. Spory plac otoczony siatką, zamykany na noc, aby młodzieży nie przyszło do głowy niszczenie tego miejsca. Liczne atrakcje, wiele urządzeń do zabawy, domki, ślizgawki, huśtawki, a nawet dwie, duże piaskownice. Oczywiście znajdują się tam również ławeczki, na których rodzice mogą w spokoju spocząć i obserwować swoje pociechy. .
Byron Wilde
[Usunięty]
Byron Wilde
[Usunięty]
[Cytuj]
To była jedna z tych nocy, gdy postanowił wyrwać się z lekka cuchnącej stęchlizną starej miejskiej biblioteki i zamiast tego zakosztować, zdrowotnego - ha! - spaceru na świeżym powietrzu. Podejrzewał oczywiście tylko ową świeżość, bo jako wampir oddychać nie musiał, a kwestia jakości powietrza obchodziła go tyle, co zeszłoroczny smog w Londynie albo w Nowym Jorku. Niemniej jednak sama świadomość, że oto wędruje cichymi, ciemnymi i pustymi uliczkami miasteczka, a dokoła rozproszone cząsteczki tlenu, azotu i kilku innych gazów urządzają sobie chemiczną orgię, tworząc mieszaninę życiodajnego powietrza, była w jakiś sposób intrygująca. Szczególnie, że York nocą miał swój specyficzny klimat, daleki od klimatu wielkich aglomeracji, gdzie nawet na odległych przedmieściach słychać było odgłosy dudniącego życiem centrum. W Yorku centrum od otaczających go dzielnic łączyła niepisana, acz wyczuwalna bariera swoistej ciszy, z której Byron teraz korzystał, przemieszczając się z jednej uliczki na drugą i wypatrując miejsca, gdzie mógłby na chwilę przystanąć.
Miejsce takie o dziwo pojawiło się dość szybko, bo nagle tuż przed nim wyrósł zamknięty plac zabaw, który o tej porze sprawiał wrażenie ponurego żartu przeznaczonego dla nieco starszych dzieci. Byron zaśmiał się duchu na myśl, że obrazu dopełniałby teraz złowrogi odgłos skrzypiącej huśtawki... i właśnie w tej samej chwili huśtawka skrzypnęła, chociaż niezbyt złowrogo, a raczej zachęcająco. Przeskoczył więc otaczający plac zabaw płot, z pewną kpiną patrząc na zawieszoną na furtce kłódką, którą mógłby bez problemu roztrzaskać, po czym ruszył w kierunku huśtawki, sadowiąc się na niej z wielkim trudem. Kiedy już triumfalnie umieścił swoje cztery litery na miejscu, oderwał nogi od ziemi i odbił się do tyłu, a huśtawka posłuszna jego woli wykonała powolny ruch, unosząc go ze sobą. Niewątpliwie jednak zaskrzypiała ponownie, jakby w głuchym proteście przeciwko jego ciężarowi i oburzeniu, że on, dorosły facet, śmie sobie zawłaszczać dziecięce rozrywki. Byron zignorował jęki huśtawki i odepchnął się mocniej, a chłodny jesienny wiatr w odpowiedzi rozwiał mu - zresztą i tak wiecznie rozczochraną - grzywkę.
Nie mógł jednak zignorować kolejnego jęku, chociaż początkowo próbował. Odepchnięcie, rozbujanie, wiatr we włosach, odepchnięcie, rozbujanie, wiatr we włosach, odepchnięcie, rozbujanie... Za kolejnym razem zatrzymał się wściekły, bo upierdliwy dźwięk przeszkadzał mu w skupieniu się i rozmyślaniu o współczesnej literaturze, a raczej coraz większej szmirze, która trafiała na półki w księgarniach. Zarył nogami w ziemię i spojrzał wściekły na metalowe łańcuchy huśtawki, ale na niewiele się to zdało, bo nawet zatrzymana wydawała z siebie upiorne jęczenie. Rozejrzał się dookoła. Pustka, jak okiem sięgnąć ani żywej duszy. A mimo to jęk znów się rozległ, chociaż tym razem bardzie piskliwy i dochodził wyraźnie spod jego nóg. Byron zerknął na dół i w lekkiej poświacie księżyca zmieszanej ze światłami ulicznych lamp dojrzał niewielkie, puchate i wpatrzone w niego stworzenie, które wydawało z siebie urocze i słodkie miauczenie. Zadziwiające, jak punkt patrzenia zmienia punkt słyszenia i jak widok kota zmienia upiorne jęki w przurocze mruczenie.
- Och, słodziaku - powiedział cicho pod nosem, chociaż i tak nikt nie mógł go usłyszeć. Schylił się i wyciągnął ręce w kierunku zwierzęcia, ale po chwili postanowił kucnąć, aby sprawiać wrażenie mniejszego i mniej groźnego. Kot spojrzał na niego swoimi ślepiami i przestał miauczeć. - No chodź, nie bój się. Zapewniam, że w pobliżu nie ma żadnych śmierdzących psów... ani wilków, ani wilkołaków - mówił do niego uspokajającym tonem, doskonale rozumiejąc kocią naturę przesiąkniętą nienawiścią do psich gatunków. Pod tym względem koty i wampiry były doskonałymi kumplami.
 
Eros Bathory-Nemes
[Usunięty]
Eros Bathory-Nemes
[Usunięty]
[Cytuj]
Eros w swoim długim życiu robił wiele głupot, które miały służyć przede wszystkim czerpaniu przyjemności. Dla wielu mogłoby się wydawać dziwnym, to co potrafił wykombinować Niemniej jednak on nie miał zamiaru rezygnować z żadnej aktywności, którą wykonywał z przyjemnością. Dlatego też pewnej nocy postanowił wyjść i udać się na przechadzkę. Na szczęście nie musiał martwić się o to, że zgłodnieje, gdyż już przed wyjściem posilił się dwoma torebkami świeżej krwi. Bycie właścicielem banku krwi było jedną z jego najlepszych życiowych decyzji. Nie mógł postawić na coś bardziej przydatnego dla wampira niż niekończący się zapas krwi. Uśmiechnął się do siebie, gdy tylko opuścił swoją posiadłość.
Przeszedł kilkanaście metrów, by następnie zamienić się w kota. Jak na czterechsetletniego wampira miał prawo być kim chciał, a że uwielbiał koty, to czemu nie mógł być jednym z nich? Gdy tylko odkrył, że może się zamieniać w takie zwierzę, to szkolił się i obecnie wychodzi mu to już tak perfekcyjnie, że nikt nie jest w stanie odróżnić go od prawdziwego zwierzęcia.
Bycie kotem nie było jednak łatwe, on miał tę przewagę, że zachowywał swój umysł i myśli. Miał rozum na pewno większy niż rozum zwykłego czworonoga, więc udawało mu się uniknąć wielu tragedii. Nie pchał się z głupa na drogę, nie podchodził do psów i nie gonił myszy, bo przecież nie musiał ich jeść. Jego życie było wtedy miłą egzystencją i to bardzo mu się podobało.
Pod kocią przykrywką mógł spędzić wiele godzin, jeśli nie dni. Wędrował więc po York, obserwując ludzi i uciekając przed ich spoconymi i gorącymi łapskami. Nie chciał pozwalać się dotykać byle komu. Był pięknym czarnym kotem, więc musiał o siebie dbać, a nie żeby oddawał się do głaskania pierwszym lepszym istotom.
Zawędrował na plac zabaw, gdzie również chwilę się pokręcił i już miał stamtąd pójść,gdy nagle jego oczom ukazała się przedziwna sylwetka. Wiedział, że ją zna,więc poszedł w jej kierunku. Niestety mężczyzna, gdyż tak wywnioskował po kształcie ciała, szedł przed nim i Eros nie był w stanie nawet zobaczyć, kto to był. Miauknął więc raz, drugi, trzeci i kolejny, by w końcu ze którymś razem zwrócić na siebie uwagę
Byrona znał od dłuższego już czasu, więc z początku fuknął na niego, ale zaraz potem podbiegł mu pod nogi. Nie wiedział, co chciał przez to uczynić, ale zrobił co zrobił i nie było już odwrotu. W jego oczkach rozbłysły jednak ogniki, świadczące o tym, że coś planował.
Gdy Byron kucnął, Eros podszedł do niego i dotknął wierch jego dłoni zimnym, kocim noskiem. Potem oparł dwie przednie łapki o jego przedramię i miauknął coś, czego zapewne nikt nie był w stanie zrozumieć. Chciał zadać mu kilka pytań, ale nie mógł zmienić się tak nagle w wampira. Postanowił więc poudawać kotka nieco dłużej, bo po usłyszeniu komplementu, jakim został obdarzony, wydawało mu się, że taka zabawa może być bardzo ciekawa.
 
Byron Wilde
[Usunięty]
Byron Wilde
[Usunięty]
[Cytuj]
Kiedy zimny nos kota dotknął jego dłoni, Byron miał wrażenie, jakby dotykał kostki lodu, a nie puszystego, małego zwierzaka, który zapewne wracał właśnie z polowania na myszy. Nie wyglądał na głodnego, ani przestraszonego i garnął się zupełnie jak jeden z tych udomowionych sierściuchów, które z lubością wynajdują wszelkie możliwe plamy słońca i wylegują się na nich godzinami. Powoli, jakby na próbę przesunął dłonią po kocim grzbiecie, zanurzając palce w puszystej sierści. Kilkadziesiąt centymetrów grzbietu wygięło się w łuk, kiedy Byron leniwie wędrował od zakończonego sterczącymi uszami łebka aż po sam ogon, który napiął się się w pierwszym odruchu, ale potem łaskawie owinął wokół Byronowego nadgarstka. Palce wampira powędrowały do pyszczka, pogłaskały go lekko i przesunęły się pod brodę, którą również obdarzył lekkimi pieszczotami, próbując wydobyć z kota rozkoszne pomrukiwania. Naraz przypomniał sobie innego kota, nieco większego, którego kilka dekad temu miał przyjemność spotkać w afrykańskiej dziczy. Co prawda tamten próbował rozerwać go pazurami, broniąc swojego terytorium, a ten tutaj przejawiał raczej pokojowe zamiary, ale i tak Byron nieco się wzdrygnął na to wspomnienie.
- Nie zrobisz mi krzywdy, prawda? - zapytał, patrząc badawczo na kota. - Kim ty właściwie jesteś, co? Kotem czy kocicą? - złapał go nagle bezceremonialne pod przednie łapy i błyskawicznie uniósł do góry na wysokość swoich oczu. Przezornie trzymał go z daleka od twarzy, gdyby kot próbował się wyrwać i uwolnić, wykorzystując do tego swoje ostre pazury. - Ach, pan kocur. I to niekastrowany. Pewnie po Yorku chodzi stado twoich kociąt, farciarzu - w pierwszym odruchu chciał go odstawić na ziemię, ale zaniechał tego zamiaru. Zamiast tego podniósł się, wciąż trzymając go w rękach na odległość całego ramienia, po czym podszedł do stojącej kilka kroków dalej ławki. W czasie dnia zapewne służyła mamom i opiekunkom do odpoczynku, skąd mogły obserwować bawiące się dzieci. Usiadł na niej i posadził kota na kolanach. Ryzykował, że jego pazury wbiją mu się w uda, ale nie mógł się oprzeć puchowości kociego futerka, które raz po raz przeczesywał teraz obiema dłońmi. Czarne, gęste futro idealnie układało się między palcami Byrona, którzy mierzwił je na wszystkie możliwe strony.
 
Eros Bathory-Nemes
[Usunięty]
Eros Bathory-Nemes
[Usunięty]
[Cytuj]
Życie kota było prostsze i bardzo przyjemne. Nikt właściwie nie zwracał na niego uwagi, więc mógł robić co tylko mu się podoba i nawet bieganie z brudnymi łapkami po czystych ubraniach wywoływało u obcych ludzi uśmiech na twarzach. Nic tylko być koteczkiem i wesolutko hasać po okolicy. Oczywiście nie miał zamiaru stawać się nim na zawsze i zdecydowanie wolał swoją wampirzą postać, aczkolwiek było to miłą alternatywą. Nie planował większych psot, ale nie mógł się powstrzymać, gdy zauważył na swojej drodze Byrona.
Wyginał się, a jego małe, kocie ciałko podążało za dłonią wampira tak, jakby samo chciało się do niej dopasować i zaczerpnąć jak najwięcej przyjemności z tego płynącej. Cóż miał powiedzieć, lubił takie pieszczoty i nie mógł się im oprzeć, zwłaszcza gdy nie musiał się o nie prosić. Wystarczyło być zaledwie uroczym koteczkiem. Gdy Byron zaczął drapać go pod brodą, to nie mógł powstrzymać się przed radosnym mruczeniem. Zawiesił nawet łapkę na ręce mężczyzny, by ten szybko nie oderwał od niego swojej dłoni, jakby wierzył, że może to mu w tym przeszkodzić.
Fuknął groźnie, gdy Byron zajrzał mu tam, gdzie nie powinno się kotkom zaglądać. Co on sobie w ogóle wyobrażał? Na pewno nie ujdzie to uwadze Erosa i ten w jakiś sposób odpłaci się mężczyźnie za tę zniewagę. W końcu był od niego starszy. A dzieci nie lubił i nawet jako kot zapewne by ich nie miał.
Byron go nie puszczał na ziemię, co również nie podobało mu się zbytnio, bo nie przepadał za byciem noszonym. Potem jedna lekki foszek mu przeszedł i wygodnie ułożył się na nogach wampira. Było mu jednak zimno, więc nie zbyt mu to odpowiadało. Jako wampir lubił ciepło, niemniej jednak nie uciekł. Po chwili głaskania wstał, okręcił się i usiadł na udzie mężczyzny. Owinął się ogonkiem i polizał łapkę. Musiał przecież zachowywać się jak kot, więc musiał też robić to co one. W pewnym momencie, oparł się o jego klatkę piersiową i zatopił pazurki w materiał ubrania. Nie obchodziło go czy drasnął jego ciało, a jeśli tak się stało, to nawet lepiej. Podciągnął się i wskoczył mu na ramię, by przejść po jego barkach na drugą stronę jego ciała i ugryźć go w ucho, po czym smyrnąć po twarzy ogonem i przejść się z gracją po oparciu ławki. Tak się troszkę drażnił.
Odszedł niedaleko i usiadł na ziemi, wpatrując się na reakcję wampira. Był ciekawy, co ten zrobi i czy będzie siedzieć na ławce. Zaczął miauczeć.
 
Byron Wilde
[Usunięty]
Byron Wilde
[Usunięty]
[Cytuj]
Lubił zwierzęta - nie tylko w formie przekąski - ale z racji swojego wycofania nie miał z nimi za wiele do czynienia. W czasie całego swojego życia zdarzało mu się oczywiście mieć za towarzyszy futrzastych przyjaciół, ale żadnego z nich nie uważał za swojego i żadnego też nie zatrzymał nigdy na stałe. Ba! nawet zatrzymanie któregoś na dłużej niż kilka dni było nie lada sukcesem. W pewnym sensie uważał, że zwierzęta podświadomie wyczuwają, że mogłyby skończyć jako darmowa dostawa krwi i chociaż Byron nie miał wobec nich (a przynajmniej większości z nich) wrogich zamiarów, to jednak sytuacje taka jak dzisiejsza bywały wyjątkową rzadkością. Dlatego też korzystał z niej nader chętnie i wymacał, wygłaskał, wymiział porwanego na ręce kociaka z takim zaangażowaniem i zapalczywością, że niejeden kocur już dawno straciłby do niego cierpliwość.
Nie przeszkadzały mu nawet spacery kota, które ten uprawiał na jego udach, barkach i ramionach, a ugryzienie w ucho sprawiło, że Byron zamiast strząsnąć go z siebie natychmiast, tylko się błogo uśmiechnął. Jakby nie patrzeć, była to jednan z najbardziej osobistych relacji z żywą istotą, jakich dostąpił w ostatnim czasie. Uświadomił sobie nagle cały ogrom swojego wycofania i unikania wszelkiego towarzystwa; skoro ugryzienie kota było jedynym tak bliskim dotykiem, to coś w życiu Byrona nie do końca grało tak jak powinno grać. Zamyślił się na moment i nie dostrzegł, kiedy kot zszedł z niego na ławkę, a potem zeskoczył na ziemię.
Ciężar tych kilku kilogramów rozmył się w powietrzu i dopiero po długiej minucie Byron dostrzegł, że kocur znalazł już sobie inną miejscówkę. Nie namyślając się więc długo, postanowił od razu zmienić swoje życie i rozpocząć zupełnie nową przygodę z nowym przyjacielem. Ani myślał oczywiście przerabiać go na krwistą potrawkę, ale przydałby mu się jakikolwiek żywy towarzysz wśród zakurzonych książek i spleśniałych pergaminów.
Podszedł do kota pewnym krokiem, pochylił się i, nie zwracając uwagi na jego mruczenie, porwał go z ziemi i spróbował wsadzić pod kurtkę. Opcja porywania zwierząt nie była mu obca, w końcu niejeden sierściuch stał się jego pożywieniem, ale tym razem był o wiele delikatniejszy i nie chciał zrobić mu najmniejszej krzywdy.
 
Sherisse Nightwind
[Usunięty]
Sherisse Nightwind
[Usunięty]
[Cytuj]
#3

Chciałoby się powiedzieć, że dzień jak co dzień, ale skoro Sherisse za dnia nie opuszczała swojego, szczelnie odgrodzonego do światła, mieszkania. Dopiero nocą mogła wyjść i cieszyć się "nieżyciem". Jeżeli tak to można nazwać. Czy cieszyła się z powodu spotkania "starych" znajomych i brata? Chyba tak, chociaż nie czuła się tak jak wcześniej. Wiedziała, że jest inaczej i, że obserwują każdy jej ruch. Nie dziwiła się. Sama by sobie nie ufała. Starała się trzymać w garści i pokazać, że potrafi nad sobą panować.
Miała jednak inne zajęcie. Nie tylko Nocni ?owcy interesowali się zniknięciami podziemnych. Sherisse też się to nie podobało i narażając swoje istnienie po raz drugi w ciągu trzydziestu lat. Pewnie nie było to odpowiedzialne, ale od kiedy stała się Dzieckiem Nocy zdarzało jej się postępować nierozsądnie. Jakby dzięki dwóm ostrzom przytwierdzonym do pasa mogła zwojować świat. Dzisiaj wyjątkowo nie chciała nikomu zawadzać. Ot, przechodziła przez plac zabaw, który znajdował się obok parku. To właśnie park miał być miejscem docelowym jej podróży. Nocą zawsze wychodziła, nie chcąc tracić chociaż chwil, w których mogła opuścić mieszkanie. Niestety, nie wszystko poszło tak jak trzeba. Dlaczego? Dwóch dosyć rosłych mężczyzn zastąpiło jej drogę. Chciała ich wyminąć, ale wtedy jeden z nich zacisnął łapię na jej ramieniu. - ?apy przy sobie - warknęła, posyłając im obojętne spojrzenie. Ale po raz pierwszy się bała. Wszystko zaczynało się jakoś układać. Powoli zaczęła dogadywać się z bratem i starała się go przekonać do tego, że wcale nie stała się bezlitosnym potworem. - Nie zostaniesz z nami dłużej, Sherisse? - zagadnął, wyszczerzając swoje wampirze kły. Miała przerąbane... Wyszarpnęła swoje ramię, cofając się o dwa kroki - Przepraszam, kim ty do cholery jesteś? - rzuciła.


ZA??CZNIK xd
 
Noah L. Schiavone
[Usunięty]
Noah L. Schiavone
[Usunięty]
[Cytuj]
Robił to co zawsze, pozostawał w cieniu i zastanawiał się co zrobić. Zanotował spotkanie z Sherisse z blondynem, bez wątpienia Nefilim, który według jego ustaleń był jej bratem, do tego niespecjalnie zadowolonym z faktu, iż jego siostra została wampirem. Potem panna Nightwind zaliczyła kolejne dziwne spotkanie, tym razem z rudowłosą dziewczyną, z którą najwyraźniej się znały, ale niestety, przebiegu nie znał, bo odbyło się za zamkniętymi drzwiami. To nie tak, że bawił się w stalkera i chodził za nią krok w krok. Noah miał swoje lata, przeżył ponad połowę tysiąclecia, wiele widział, wiele mógł zanotować i przetrawić, ale Sherisse Nightwind była pierwszą osobą, którą przemienił w wampira, więc siłą rzeczy czuł z nią wyjątkową więź, nawet, jeśli ona nie wiedziała o jego istnieniu. Prawdę mówiąc starał się zapewnić jej bezpieczeństwo, na wszelki wypadek, choć wiedział, że za życia była świetnie wyszkolonym Nocnym ?owcą.
Właśnie na wypadek takiej sytuacji. Szedł za nią, bezszelestnie, w milczeniu, w odpowiedniej odległości, aby nie pozostać zauważonym. W każdym razie, wiedział, że nie popełnia błędu, musiał się nią opiekować, więc zrobił naprawdę dobrze. Dwóch rosłych typków, którzy pojawili się przed piękną, młodą wampirzycą sprawiło, że się spiął. W normalnych warunkach, pewnie jego serce przyspieszyłoby z nerwów, ale no… był martwy, więc nie bardzo można liczyć na szał w tejże kwestii. W każdym razie, kiedy już zrobiło się dość stresująco, a ręka jednego z napastników wylądowała na niej, a potem słowa, które wcale nie ułatwiały sytuacji, ani też jej szczerzenie się i prezentowanie kłów. Nierozważna, ale młoda, to dlatego, Noah wiedział jakie początki były trudne. Znalazł się obok Sherisse ekspresowo, był od niej wyższy ledwo kilka centymetrów, jednak jego postawa zdecydowanie nie była typową, widać, że nie przepadał za sprzeciwianiem się.
- Wybacz, że musiałaś czekać, moja droga. – powiedział do niej i złożył delikatny pocałunek na jej policzku, w subtelny sposób uzmysławiając jej, że właśnie rozpoczęli nowy rodzaj gry! To taka zabawa, kto lepiej uda, ten lepiej na tym wyjdzie. Odsunął się i zlustrował wzrokiem mężczyzn. – Jakieś problem, panowie, chcielibyśmy kontynuować spotkanie? – spytał pewnym siebie głosem, chcieli walczyć, mogli walczyć, dla Noah to nie stanowiło najmniejszego problemu, pokona ich w ciągu kilku sekund. Mało, który wampir był tak wyszkolony w walce jak on, za długo w tym siedział. Miał nadzieję, że Sherisse nie spali jego świetnego planu ratowania jej tyłka. Sugestywne spojrzenie, żeby panowie sobie poszli, nie uginało się nawet na moment i prawdę mówiąc, właśnie na to liczył Noah.
 
Sherisse Nightwind
[Usunięty]
Sherisse Nightwind
[Usunięty]
[Cytuj]
Sherisse zawsze miała dziwne wrażenie, że ktoś ją obserwuje, ale nigdy nie przyłapała żadnego szpiega, więc uznała to za pewnego rodzaju paranoję. Może ubzdurała sobie, że teraz jako podziemna będzie ścigana przez tych, których niegdyś mogła nazwać "braćmi". Odpuściła, zganiając to na swoją pogarszającą się kondycję psychiczną.
Naprawdę nie chciała prowokować. Być może tych dwoje "dżentelmenów" łączyło coś z ludźmi, którzy prosili o przysługę Sherisse i nie chcieli teraz spłacać swojego długu. Nie miała pojęcia. Postanowiła jednak zachować spokój i nie świecić kłami tak jak wampiry, które postanowiły zagrodzić brunetce drogę. Uważnie obserwowała to jak miała potoczyć się dalsza ich rozmowa. Nie chciała działać pochopnie. Może była młodym wampirem, ale jako Nefilim miała styczność ze stresującymi sytuacjami i potrafiła trzymać nerwy na wodzy. Owszem, jako wampirzycy było jej znacznie trudniej, ale chęć mordu, w tym przypadku, przegrywała z uporem brunetki. W każdym razie nie spodziewała się przybycia całkiem przystojnego rycerza na białym koniu, który postanowi uratować "dzień". Szybko załapała o co mu chodzi. - Nic nie szkodzi, panowie właśnie szli, prawda? - rzuciła, uśmiechając się delikatnie. Zdolności aktorskich nie można było jej odmówić. Trwała u boku mężczyzny, w którym od razu rozpoznała wampira. Nie słyszała bicia jego serca. Widocznie wampiry odpuściły sobie dalszą rozmowę. Być może wiedziały kim jest tajemniczy przybysz? A może jego postawa niepokoiła ich tak samo jak Sherisse. Otaksowali ich jedynie wzrokiem, co niezbyt podobało się Sherisse. Zniknęli, oddalili się w wampirzym tempie. Odczekała chwilę, a następnie zdecydowanie odsunęła się od mężczyzny. - Dzięki - rzuciła, bo jednak nie była niewychowaną wywłoką, ok? - Ale kim ty do cholery jesteś? - czy ten dzień mógł być jeszcze dziwniejszy?
 
Noah L. Schiavone
[Usunięty]
Noah L. Schiavone
[Usunięty]
[Cytuj]
Przez te wszystkie lata nauczył się być bardzo dyskretny. Nie dał się złapać i nigdy by na to nie pozwolił. Chodziło przecież o to, aby zapewniać jej bezpieczeństwo. Nie bardzo wiedział jak reagowała na to, że była wampirem, wcześniej jej świat to bycie Nocnym ?owcą, co Noah doskonale rozumiał. Była pierwszą, którą stworzył i nie zamierzał jej opuścić, czuł więź między nimi i to było dla niego najważniejsze, pomimo tego, że ona nie miała pojęcia o jego istnieniu.
Dzisiaj jednak musiał się ujawnić, nie wszystkie wampiry odnosiły się do kobiet z szacunkiem, większości wydawało się, że pewne rzeczy im się zwyczajnie należą, czego Schiavone nie tolerował całkowicie. Znał młode wampiry, te nieco starsze, a nawet je te, które miały tyle lat co on. Drogi zawsze w którymś miejscu się splatały, nie było innej możliwości. Teraz jednak chciał się skupić przede wszystkim na jej bezpieczeństwie, to był jego główny cel. Miał nadzieję, że nachalne typy odejdą w cholerę i nie będzie musiał im pokazywać swoich wspaniałych umiejętności w walce, bo to byłoby kompletnie bezsensowne. Na szczęście panowie zrozumieli jego delikatne aluzje i odeszli w cholerę, a on mógł przyjrzeć się pięknej towarzyszce, która miała naprawdę cięty język. Różniło ich wiele setek lat, na szczęście Noah nauczył się nieco dopasować do bieżących środowisk i sposobów wysławiania się, choć można rzec, że nieco utknął paręnaście, jak nie parędziesiąt, lat wcześniej. Nie przeszkadzało mu to kompletnie.
- Kim jestem? – spytał z lekko rozbawionym uśmiechem, widząc jej wyraz twarzy to nie było nic dziwnego. – Aniołem Stróżem? Tak to teraz chyba zwą. – stwierdził odpowiadając na jej pytanie, przy tym uśmiechnął się bardzo czarująco, ale to nic dziwnego, miał dość wyjściową twarz. A i nie miał problemu z wypowiadaniem magicznych słów, po latach praktyk nawet „Bóg” przechodziło mi przez gardło. – Noah Leonardo Schiavone. – przedstawił się ujmując jej dłoń i pochylając się, by złożyć na jej wierzchu delikatny pocałunek. Tego wymagała przecież etykieta, aby kobietę przywitać odpowiednio. – Choć niegdyś nazywałem się Niccolo. – dodał po chwili, kiedy wyprostował się by stanąć bardzo blisko niej i przyjrzeć jej się uważnie. – Można powiedzieć, że ratuję zagubione dusze… Trzeba mieć cel w nie-życiu. – jego uśmiech był naprawdę czarujący, choć Sherisse wydawała się być kompletnie nie przekonana co do tego wszystkiego.
 
Sherisse Nightwind
[Usunięty]
Sherisse Nightwind
[Usunięty]
[Cytuj]
A czy widział jak często wchodziła w sam środek niebezpieczeństwa, licząc, że może przypadkiem ktoś przebije jej serce? Balansowała na granicy, licząc, że skoro sama nie umiała ze sobą skończyć to może ktoś zrobi to za nią. Jednakże pech chciał, że zawsze uchodziła z życiem, bo w ostatecznym rozrachunku to instynkt samozachowawczy brał górę. Czy to dobrze, czy źle sama nie umiała ocenić. Nadal tęskniła za tamtym życiem, za byciem ?owcą. I chociaż starała oszukiwać samą siebie, że teraz przecież może robić to samo, to zdawała sobie sprawę, że to tylko iluzja. Próbowała sama siebie pocieszyć? Usprawiedliwić?
Cóż, Sherisse uchodziła za "zosię samosię" i oczekiwała pomocy, jedynie kiedy o nią poprosiła. Bo czasem prosiła. Nie była głupia, wiedziała, że sama nie poradzi sobie z wampiryzmem, dlatego zwróciła się do Casimira, którego znała z przeszłości. No, ale teraz? Jakoś sobie radziła, chociaż czasem było ciężko. Tylko, e gdy się na coś uparła to nie było zmiłuj! Tym bardziej teraz, kiedy spotkała się z bratem i był jakiś cień szansy na to, aby odbudować ich relację. Głęboko wierzyła w to, że jej się uda. Czy chciała znaleźć wampira, który ją przemienił? Zapewne tak, chociaż to zmieniało się jak w kalejdoskopie Nie wiedziała, czy chodziło bardziej o dowiedzenie się dlaczego ona, czy zabicie go i sprawdzenie co się stanie. Czy poczułaby jakąś różnicę, gdyby jej stwórcy coś się stało? Uniosła jedną brew ku górze. - No patrz, więc jednak istnieją - rzuciła ironicznie. Czy wierzyła w ich istnienie? Sama pewnie żadnego nie widziała. I nawet mimo ostatnich wydarzeń chyba mocno kwestionowała ich istnienie. No bo jak mogły pozwolić na to, aby stała się Podziemną. - Sherisse Nightwind, ale coś mi mówi, że ty już to wiesz - rzuciła. Czy jego zachowanie robiło wrażenie? W pewnym sensie. Ostatnio obracała się w towarzystwie o wieki starszych od niej. Powinna się przyzwyczaić, ale nadal nie wiedziała jak reagować. Co, miała dygnąć? Raczej wypadłoby to pokracznie. Miała naprawdę dziwne wrażenie. Jakby znała tego człowieka, ale pierwszy raz widziała go na oczy. Postanowiła jednak to zbagatelizować. - Ratujesz damy w opresji? Potrafię zadbać o siebie, ale dziękuję za pomoc - rzuciła. Czy on też miał takie dziwne uczucie?
 
Noah L. Schiavone
[Usunięty]
Noah L. Schiavone
[Usunięty]
[Cytuj]
Była dorosła, dojrzała i odpowiedzialna przede wszystkim i tak, widział jak nadstawiała karku z nadzieją, że ktoś pokona ją, pozbawi żywota i zakończy tą maskaradę. Wiedział też, że będzie w stanie zareagować w odpowiednim momencie, a póki nie było dramatu, nie mieli o czym rozmawiać. Sherisse była silna, nawet silniejsza niż sobie wyobrażała i on doskonale to rozumiał, wiedział co czuje, o tym również nie wiedziała, bo lata temu przeżył swoje i miał tą świadomość.
Nie wątpił w to, że Sherisse była samodzielną kobietą, nie miał podstaw. Wiedział, że sobie poradzi, ale to chwilowo stało się jego „hobby”, obserwowanie jej, co innego miał do roboty? Nadal odwiedzał swoich „pacjentów” nocą, aby ulżyć im w cierpieniu, ale też przy okazji miał co robić w obserwowaniu ex Nefilim, panny Nightwind.
- A co? Zwątpiłaś, że istnieją? – spytał z czarującym, nieco cwanym uśmiechem. Anioły istniały, dobrze o tym wiedział, za dużo w życiu widział, był zbyt pewny tego, co mogło się w życiu wydarzyć, a Sherisse nie powinna wątpić w ich obecność. Okey, może nie do końca tego oczekiwała od życia, a raczej nie-życia, bo została go pozbawiona, co nie było jej winą. Ani jego winą. Przygryzł lekko wargę, mógł ją wtedy zostawić na pewną śmierć, po prostu zignorować jej umieranie, ale nie mógł tego zrobić, tamten wampir nie zostawił jej nic innego, jak odejść, to jednak nie byłaby śmierć, jaką chciałby mieć Nefilim. Z resztą, nie mógł tego oceniać, ani też komentować. Zrobił co zrobił, to była jego decyzja. Przyglądał jej się uważnie, a wyraz jego twarzy zmienił się nieco, spoważniał. Brwi uniosły się nieco, a on wpatrywał się w nią jasnymi tęczówkami.
- Byłaś Nefilim… – powiedział spokojnie i wcisnął ręce w kieszenie kurtki. – Wiem jak to jest. Też nim kiedyś byłem. – dodał po chwili i przeniósł tęczówki z bliżej nieokreślonego punktu w otoczeniu na jej tęczówki. Chciał jej uświadomić, że nie jest pierwszym lepszym z brzegu wampirem, który się nią zainteresował. Po prostu byli podobni, on to doskonale wiedział, ona też to na pewno przeczuwała. – Wiem, że potrafisz. Wiem też, że mogę Ci pomóc, Sherisse… – jego głos był spokojny, opanowany i nawet nie drgnął, kiedy wypowiadał te słowa. – Mogę Ci pomóc, bo doskonale Cię rozumiem. – westchnął cicho. Pamiętał kiedy to się stało, pamiętał kiedy jego córki dosięgły, jego wieku, pamiętał, kiedy zestarzały się i odeszły z tego świata, a on pozostał sam. Chciał pomóc Sherisse, bo on wtedy nie miał nikogo. A ona mogła znaleźć w nim oparcie.
 
Sherisse Nightwind
[Usunięty]
Sherisse Nightwind
[Usunięty]
[Cytuj]
Zabawne, bo ona czuła się coraz słabsza. Nie mogła znaleźć żadnej motywacji. Ani jednego aspektu wampirzego życia, który by polubiła. Z chęcią oddałaby wszystkie "zdolności" Dzieci Nocy, takie jak szybkość czy siła. Przerażała ją wizja nieśmiertelności, wizja, w której nie będzie mogła nawet pożegnać swojego brata, bo prawdopodobnie nikt nie wpuści jej na ceremonię. Fakt, że przeżyje swojego brata... To było naprawdę przerażające. Przerażała ją perspektywa długowieczności. Może dlatego, że wyobrażała ją sobie samotnie? Wszyscy, których miała i jeszcze się od niej nie odwrócili, umrą. A ona zostanie kompletnie sama w tym cholernym świecie. I to ją chyba przerażało.
- Zwątpiłam, że istnieją i są dla nas - powiedziała, wzruszając ramionami. Bóg i Anioły? Chyba miały ich w głębokim poważaniu. Jak mogli pozwolić, aby coś czystego, pochodzącego od nich, stało się skażone przez coś pochodzącego od demonów. Nosiła w sobie wielkie poczucie niesprawiedliwości, którego nie mogła się wyzbyć. Zastanawiała się co kierowało wampirem, który ją przemienił. Dlaczego jej nie zostawił na tym cholernym chodniku? Może nie była to śmierć pełna chwały, ale przynajmniej nie czułaby tych wszystkich spojrzeń. Nie musiałaby znosić widoku młodszego brata, który patrzył na nią jak na dziwadło.
Spojrzała na niego, cofnęła się powoli do tyłu. Skąd on to wiedział? Nie powinna mu ufać, widziała go w końcu pierwszy raz, a on zdawał się znać cały jej życiorys. - Kim ty jesteś? - spytała niepewnie, akcentując każde słowo. Byłaby idiotką, gdyby od razu mu zaufała. Poczuła też, że jego słowa dotykają tych najczulszych punktów. Nie wiedziała czemu tak łatwo kruszył mur, którym się obudowała. - Naprawdę? Wiesz jak to jest, gdy najbliższe ci osoby, patrzą na ciebie z obrzydzeniem? Jak na potwora? - skąd ona mogła wiedzieć, że mieli więcej wspólnego niż mogło jej się wydawać? Bolało, cholernie bolało. Cierpiała od dwóch lat, zdając sobie sprawę z tego, że nie ma odwrotu. Nie ma lekarstwa na wampiryzm. Musiała się pogodzić z tym co ją spotkało, albo w końcu się zabić. Raz a porządnie. - Pomóc? O ile nie znasz cudownego sposobu jak pozbyć się wampiryzmu to wątpię, że faktycznie możesz - dlaczego ona to mówiła? Może to przez to dziwne uczucie, które nie pozwalało jej olać sytuacji i po prostu się odwrócić.
 
Noah L. Schiavone
[Usunięty]
Noah L. Schiavone
[Usunięty]
[Cytuj]
Należało zaakceptować świat takim, jakim był. Może to kolidowało z jej przeświadczeniami, wyznawała wcześniej inne wartości, on to rozumiał, wiedział co czuje i jak to odbiera. Według niej świat się skończył, bo czas stanął dla niej dwa lata temu, kiedy została przemieniona. Co on miał powiedzieć? Został przemieniony mając czterdzieści dwa lata, żył już prawie pięćset sześćdziesiąt. Widział wojny, pierwszy sobór watykański, wielką masakrę w Paryżu, brał udział w wojnie trzydziestoletniej, pierwszej, drugiej światowej. Ogólnie miał za sobą kawał historii świata i prawdę mówiąc, przywykł do tego. Jakoś sobie radził z krwią i na pewno nie było to ich największy problem.
Znał jej cały życiorys, bo obserwował ją od dawna. Może to było zbyt szybkie, ale powinien ją uświadomić w tym, że zna jej ból i jest w stanie jej pomóc zaakceptować ową sytuację i nie spieprzyć życia sobie i wszystkim wokół, akurat Noah miał w tym sporą wprawę. Będzie jednak musiał nieco przejść wokół prawdy na temat tego jak ją poznał.
- Jako, że byłem niegdyś Nefilim interesują mnie ich losy, akurat obserwowałem Instytut w Edynburgu, kiedy zostałaś przemieniona. Stąd wiem. – usprawiedliwił się od razu, choć było to lekki kłamstwo. Nie mógł jej powiedzieć, że to on ją przemienił, szczególnie, że Sherisse wydawała się być wyjątkowo cięta i nerwowa w tym momencie. Na jej wyrzuty nie zareagował specjalnie, raczej stał przyjmując spokojnie tą samą pozę co przed chwilą, musiała nauczyć się panować nad swoim gniewem, bo prawdę mówiąc wypadało to dość marnie.
- Wiem, moje dwie córki nie mogły tego zaakceptować. Najpierw osiągnęły mój wiek, później zestarzały się, a ja patrzyłem jak umierają i ród Shiavonne, jeden z pierwszych rodów Nefilim znika z kart historii, przez mój błąd. – powiedział całkiem poważnie. – Może zamiast rozpaczać znajdź sposób na akceptację tego? Jest wiele możliwości. Możesz wykorzystać to, co masz teraz do pomagania innym, jak ja, albo jojczyć, że masz całą wieczność przed sobą i chcesz umrzeć, bo sprawy się… posypały. – powiedział dość ostro i wzruszył ramionami. – Możesz iść też ze mną, napić się krwi zaprawionej alkoholem i chłodno przeanalizować sytuację i możliwości. – dodał jeszcze krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. No jakoś musi ją ogarnąć, bo jeszcze mu się „dziecko” zabije.
 
Sherisse Nightwind
[Usunięty]
Sherisse Nightwind
[Usunięty]
[Cytuj]
Prawda była taka, że bała się jak nigdy wcześniej. I jednocześnie nie umiała się do tego głośno przyznać. Udawała, że jakoś to przepracowała i sobie z tym poradziła, ale tak nie było. Czuła się źle z tym kim się stała. A najbardziej przerażała ją samotność i świadomość, że ona tutaj nie pasuje. Jest elementem układanki, który zawieruszył się nie w tym miejscu. Nagle i bez żadnego przygotowania zabrano ją ze świata, który dobrze znała i wrzucono ją tam, gdzie nie spodziewała się wylądować. Nie umiała znaleźć sensu. Żyła z dnia na dzień, przyjmując kolejnych klientów, dokonując kolejnych transakcji, ale tak naprawdę nie widziała w tym celu. Prawda była taka, że utknęła w miejscu. Ciągle była na etapie przerażonej wampirzycy, która obudziła się po środku niczego w pobliżu Edynburga.
Można powiedzieć, że opadła jej szczęka, może niedosłownie, ale w przenośni. Wydawało jej się, że była przypadkiem jednym na milion i to jeszcze jedynym żyjącym egzemplarzem łowcy, który został przemieniony w Dziecko Nocy. Zamrugała kilkukrotnie, odpuszczając. Dlaczego wcześniej nie skojarzyła nazwiska? Może dlatego, że spotkanie kogoś podobnego do siebie. Na raz jakby fasada silnej i niezależnej kobiety zniknęła. Kurtyna opadła, a ciemne oczy Sherisse okazywały bezradność. Ona aż błagała o pomoc. Nie miała pojęcia dlaczego AŻ tak bardzo mu ufała, a otworzenie się przed nim przyszło z taką łatwością. Podobno czasem najlepiej wygadać się nieznajomemu. - Nie radzę sobie. Nie potrafię, po prostu nie potrafię. Wmawiam sobie, że jest inaczej, że przecież mogę to udźwignąć, ale prawda jest taka, że nie widzę sensu - wydusiła. Nie powiedziała tego wprost i prawdopodobnie nigdy tego nie powie, ale była to prośba o pomoc. Mógł ją okłamywać, owszem. Ale w sumie było jej wszystko jedno. Poza tym miała dziwne wrażenie, że wampir stojący przed nią naprawdę chciał jej pomóc i pokazać sposób na życie. - Jak ci się to udało? - zagadnęła po chwili podchodząc bliżej. - Jestem otwarta na sugestie - odpowiedziała. Warto spróbować, prawda? W końcu miała przed sobą całą wieczność.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo