Opal Lengyel
[Usunięty]
Opal Lengyel
[Usunięty]
[Cytuj]
Granie na czyichś uczuciach potrafiło zabijać. Może nie zewnętrznie, ale wewnętrznie, fakt. A należało pamiętać o pewnej starej zasadzie. Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Ile można to było manipulować, oszukiwać i wykorzystywać, bez poniesienia jakichkolwiek konsekwencji? A te potrafiły w człowieka uderzyć w najmniej nieodziewanym momencie. Podobna karma wraca, należałoby się więc zacząć strzec własnego serca i tego, co może zacząć z nami wyprawiać. W takim razie może jednak wzięcie odpowiedzialności nie byłoby takie złe, w porównaniu do tego, do czego niezrobienie tego mogło doprowadzić?
Biznes na cierpieniu Leytona? Oj kuszące, kuszące, tym bardziej że sprzedając karnety, miałaby widok na wszystko z pierwszego rzędu. Ciekawe, czy dałoby się ustawić lożę VIP, co by więcej szekli zgarnąć?
- Łatwy sposób na zdobycie fortuny, nie powiem. Przekazałam na szczytny cel, jak na przykład obronność siedziby czarowników - zaśmiała się. Z tego, co wiedziała, tym punktem miała zająć się Caranthir. Podejrzewała, że dziewczyna dobrze wykorzysta budżet, a na utrzymanie trzeba skądś brać, prawda?
Oczywiście i tak najpierw sama pobawiłaby się z Leytonem. Za dużo mu "zawdzięczała". A miała dziwne wrażenie, że lista jego zasług jeszcze wzrośnie.
Rozmowa schodziła na coraz ciekawsze tory. Naprawdę, czemu wróżek nie było na ostatnich rozmowach z Clave, toż Oinari rzucała tak dobrymi pomysłami, że Opal aż spojrzała na nią z podziwem. Cóż albo wróżka była geniuszem, albo oni idiotami. Obu możliwości nie wykluczała.
- Wiesz, teoretycznie to jest do zrobienia. Będzie wymagać sporych umiejętności, ale naprawdę, można to ogarnąć. A w ogóle wyobrażasz sobie możliwość jednoczesnego zainfekowania go, jak i nałożenia jakiegoś paskudztwa? Przecież on nie byłby w stanie nic zrobić - mówiła lekko podekscytowana. - Jeszcze jakby do tego spróbować użyć jakiegoś zaklęcia namierzającego - mówiła bardziej do siebie, znów wpadając w wir myśli. - Szkoda, że ani wilkołakom, ani wampirom nie udało się go jeszcze wyśledzić - mruknęła pod nosem. Nie wiedziała, dlaczego Leyton był tak nieuchwytny, ale podejrzewała, że mógł używać magii do zacierania za sobą śladów i ogólnego maskowania swojej osoby.
Jak widać, Opal także nie miała oporów przed stosowaniem nie koniecznie dozwolonej magii w słusznym celu, chociaż sama się zbytnio tym nie zajmowała. Merlin wychowywał ją na grzeczną dziewczynkę, a co wyszło, to inna sprawa.
Uniosła brew na wiadomość o tym, że Król i Oinari podjęli jako taką współpracę. No proszę, proszę, co tu się działo Panie i Panowie! Jak widać, nie tylko Opal zaczęła w siąkać w bagno zwane polityką. Oj, znała ten ból, ale musiała przyznać, że można też było zyskać z tego wszystkiego satysfakcję.
Szkoda, że dalsza część wypowiedzi miała w sobie naprawdę sporo goryczy.
- Rodzina jest cenna. Szkoda, że dowiadujemy się o tym zazwyczaj tak późno, często wtedy, gdy już kogoś stracimy - uśmiechnęła się smutno. Wiedziała coś o konfliktach w familii. A także o załatwianiu ich w najgorszy możliwy sposób, jakim jest ucieczka. Naprawdę już nie raz pluła sobie w brodę, że postąpiła tak, a nie inaczej. Dobrze przynajmniej, że życie podarowało jej dal od losu w postaci Melisandre. Opal mogła odtworzyć relacje ze swoją rodziną na nowo.
 

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Karma niewątpliwie kiedyś wróci do wróżka – czuł to i wiedział, zwłaszcza po wydarzeniach z ostatnich kilku tygodni. Czas spędzony z Syrenką dał Księciu dużo do myślenia. Z jednej strony już nie chciał kontynuować zabaw w kotka i myszkę, z drugiej czuł, iż wyjawienie prawdy może na zawsze zniszczyć ich świeżo nawiązaną więź. Postawiony pod ścianą, musiał podjąć ciężką decyzję. Ze wszystkich możliwych opcji, był gotów zrzec się praw do korony na potrzebę pozostania jako zwykły „Przyjaciel”. Wówczas zakończą się głupie gierki i podchody znane dzieciakom z przedszkoli. Xian otrzyma w końcu prawdę – Książę umrze, a na jego miejscu pozostanie ktoś, kogo pragnął półwróżek. Mała to cena za nagrodę i możliwość odgrywania… siebie. Miejmy nadzieję, że Król zrozumie decyzję syna.
Wróżce do miana geniusza sporo brakowało. Pomysły, którymi aktualnie rzucała nie były jakoś wybitnie odkrywcze, po prostu odnosiły się do zdolności czarowników. Skoro ktoś zachodził im za skórę, to czemu by tego nie wykorzystać i nie obrócić przeciwko Leytonowi. Nefilim i inni nie bez powodu woleli nie zadzierać z fioletami. Z tego samego powodu czarna magia oraz pozostałe dziedziny z grupy zakazanych nie bez powodu zostały uznane za niebezpieczne w użyciu. Myślę, że podobny strach powinien odczuwać również pewien wampir. Opal sama w sobie może i nie była wredną jedzą. Wystarczyło jednak, aby do takie jędzy lub „uja” się zwróciła, aby skutecznie uprzykrzyć komuś życie.
Oinari przestała bujać huśtawkę. Po wylądowaniu centralnie przed czarownicą, spojrzała nań z dziwną powagą. To, co zamierzała lada moment powiedzieć i zrobić, mogło mieć istotny wpływ na realizację jednego z pomysłów.
- Owszem jest cenna. Straciłam zbyt wiele bliskich mi osób – więcej już nie chcę. Słuchaj… Rzućcie na niego klątwę. Na czarnej magii nie znam się jakoś specjalnie dobrze. Wiem jedynie, że wymaga krwi. Jak chcesz, mogę dać Ci odrobiny swojej. Teraz trochę strzelam, jednak lepsze jest połączenie energii wielu istot, niż jednej. Wówczas czar powinien się dość mocno wzmocnić prawda? W połączeniu z chorobą może niekoniecznie zabije Leytona, ale z pewnością osłabi go na tyle mocno, aby ułatwić jego potencjalną dekapitację. Prócz tego istnieje spora szansa na wykurzenie go z norki. – kolejny błysk w oku, tym razem ciapkę groźniejszy niż kilka poprzednich. Jeżeli Opal zechce, Oinari podaruje jej krew, chociażby i teraz. Dość już tych przepychanek i gierek z pseudo pożal się boże hybrydą. Należało zakończyć ten rozdział jej „życia” i ulżyć wszystkim tym, którym potworek zalazł za skórę.

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
Opal Lengyel
[Usunięty]
Opal Lengyel
[Usunięty]
[Cytuj]
Wróżek miał widocznie w najbliższej przyszłości podjąć dość ważne decyzje, które miała zaważyć na życiu nie tylko jego, ale także wielu innych istot. Taki był już los osób, które znaczyły więcej niż przeciętna żyjąca istota. A nawet one przecież swoimi decyzjami wpływały na żywota innych, nie raz niszcząc życia, czy dając szczęście. A czasem jedno i to samo.
Zostało więc tylko mieć nadzieję, że Oinari postąpi właściwie. A przede wszystkim zgodnie ze swoją własną osobą, a reszta to zrozumie.
Byleby tylko po swojej "śmierci" nie zapomniał o starych przyjaciołach, na przykład pewnej czarownicy, której teraz bardzo pomógł. Z kim by przecież Opal miała wtedy plotkować i czasem spędzić miło czas, kto będzie poprawiał jej humor, jak nie wróżka?
Opal miała rzeczywiście sporo osób, które mogłaby poprosić o pomoc, szczególnie w tej kwestii, bo jakoś się okazywało, że wszyscy poza nią jako takie umiejętności w czarnej magii mieli, a ona była praktycznie w tym zielona. Jak dobrze, że czarownicy mogli teraz bawić się większością dziedzin magii bez martwienia się o represje ze strony Clave. Przynajmniej w słusznych przypadkach, a ten na pewno taki był.
Czarownica zatrzymała huśtawkę, widząc, że rozmowa znów zaczynała przybierać poważniejszy ton. Słuchała, a na sercu zrobiło się jej jakoś cieplej. Szczerze? Chyba pierwszy raz od obrad w Ailcante ktoś wyciągnął do niej ot, tak pomocną dłoń. Przecież to nie ona ciągała Oinari, by ta jej pomogła, a wróżka sama wszystko proponowała. Ciekawa i miła odmiana.
Chyba naprawdę musiała zaprzątnąć innych do roboty, przynajmniej by i oni dowiedzieli się czegoś od innych podziemnych. Jak widać, takie spotkania mogą dużo pomóc.
- Zajęcie klątwą zlecę tym, którzy wiedzą na ten temat więcej ode mnie, bo ja także zbyt dużo na ten temat nie wiem. Jednak jeśli coś już wymyślimy i będzie potrzebna twoja krew, to na pewno się zgłoszę. Załatwienie go na dwa sposoby na pewno będzie skuteczniejsze, a już na pewno bardziej pewne. Jak nie podziała klątwa, to może choroba i na odwrót - pokiwała głową. Owszem, należało się Leytona ostatecznie pozbyć, bo niedługo przestaną wyrabiać psychicznie.
Ich drobna rozmowa zbliżała się ku końcowi. Jeszcze chwilę spędziły czas na huśtawkach, a potem każda ruszyła w swoją stronę. Opal miała teraz czas, by pomyśleć nad nowymi pomysłami, a także musiała się mentalnie przygotować, do podjęcia próby zaznania odrobiny szczęścia w życiu.

z/t x2
 

Nimat

1007 lat


150 cm


-







[Cytuj]
Multikonta: Faoiliarna, Jia Wang,
Spotkanie w domu Niny przybrało... dosyć nieoczekiwany dla niej obrót. Gdyby mogła, to pewnie czym prędzej zrzuciłaby brzemię na kogoś innego, zdając sobie sprawę, że nie jest najlepszą osobą do tego, żeby dziedziczyć tron. A już jest najmniej odpowiednią osobą, żeby dziedziczyć tron Jasnego Dworu, bo proszę wróżek i stalkerów, dżin i władza nad Jasnym Dworem? To brzmiało nierealnie i abstrakcyjnie. Jednak nie wiedziała o Usagi, nie wiedziała o Izumo, ani o tym, że jej starsza siostra ma się dobrze i nawet matka ją spotkała. Żyła w przekonaniu, że nikogo innego po drodze nie ma, więc przyjęła tron, którego zrzekła się Cat i z poczucia obowiązku, które obudził w niej Bevin, musiała jednak coś z tym zrobić. Było tyle do ogarnięcia, że ciężko było zdecydować się, co zrobić najpierw. Jednak padło na próby odszukania Oinari. To on dziedziczył Ciemny Dwór, może nawet zjednoczony? Nie była pewna, czy dalej to tak będzie działać. Król był na tyle potężny, że nikt nie śmiał mu się zbytnio sprzeciwiać, kiedy złączył oba dwory, a teraz? Teraz wszystko mogło się posypać jak domek z kart. Trzeba było jak najszybciej ustalić, kto będzie reprezentować wróżki. Kto będzie nimi również władać i znowu je zjednoczy pod jednym sztandarem. Obawiała się, że wróżki bez kogoś, kto je poprowadzi, mogą rozbiec się po całym yorku i nie zrobić kompletnie nic w celu odzyskania domu. Ba, wróżki mogły spanikować i zasiać jeszcze większy chaos, z którego mrok tylko chętnie skorzysta, a aż tak nie mogli ułatwiać mu sprawy. Musieli działać razem, nawet jeśli komuś uda się samotnie odszukać i otworzyć portal, to nie wiedzieli, co znajdą po drugiej stronie. W jakim stanie będzie faerieland i czy nie będą potrzebować pomocy od innych ras. W każdym razie było zbyt wiele do ogarnięcia, a czas wydawał się przeciekać przez palce, kiedy bezskutecznie przemierzała york w poszukiwaniu księcia. Gdzież go wsiąknęło? Znowu zmienił postać? Zmęczona łażeniem w kółko zawędrowała aż na pusty już plac zabaw i uznała, że dalej nie idzie, musi odpocząć. Usadziła swoje cztery litery na huśtawce i odepchnęła się lekko, żeby ta zaczęła się bujać zastanawiając się przy okazji, gdzie jeszcze mógł zawędrować pewien wróżek.


It's magic, you know? Never believe it's not so...

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
No więc jazda bez trzymanki najpierw do York, potem na karuzele i polanę… Jak to się stało, że skończył na placu zabaw? To chyba jakiś dziwny zbieg okoliczności, albo zew ukrytego dziecka go tu przywiały. Nieważne – po prostu był i na litość boską, nie wnikajmy, dlaczego.
O spotkaniu szanownych wróżek w mieszkaniu czarownicy Oinari z przyczyn oczywistych nie wiedział. To, że wkrótce miał znaleźć jedną z uczestniczek, było dziełem czystego przypadku – no może z odrobiną pomocy ze strony intuicji. Wróżek postawił sobie za zadanie znalezienie co ważniejszych osobistości – takich, które miały dość oleju w głowie oraz innych częściach ciała, aby umieć, chcieć i móc zadecydować co dalej.
Walka, walka, walka, walka – o co? O władzę? Chyba tylko między szaleńcami. Królewski syn jak na złość nigdy nie pragnął tronu – on duch wolny i oswobodzony ze wszelkich przykazań. Aż do dziś trwał w błogiej sielance beztroskiego życia – do dnia i godziny okrutnej prawdy, w których umarł król i musiał pojawić się król. I wtedy coś w umyśle się poprzestawiało – coś, co przygasiło buntowniczy płomień, ostudziło zapał i skutecznie zamknęło garniec z emocjami na dziesiąty spust z ośmiu możliwych.
Dobrze się stało, że zdołał uspokoić Devanę. Pomimo swego wieku, mocy i wiedzy, jej sercem targało zbyt wiele wątpliwości. Usagi? Izumi? Catriona? O nich Oinari nie wiedział, choć zapewne przyjdzie taki czas, gdy i ich prawda wyjdzie na oświetlony promieniami ciepłego słońca fragment piedestału. Wówczas na próżno będą próbować się ukrywać przed spojrzeniami, głosami, plotkami… Drogi wielu wróżek znacząco różniły się między sobą. On jednak wiedział, że postawieni pod ścianą nie mieli zbyt wielkiego wyboru.
Wędrówka po placu – w zasadzie jeszcze przed. Czujesz, słyszysz, widzisz… Coś przemyka obok – wzbija się w powietrze, podskakuje, a potem ląduje mięciutko na stopach. Kilka metrów dalej pojawia się chłopak o dziwnych lisich ogonach i uszach, których barwa wciąż nie została sprecyzowana. Ich biel przykuwała wzrok – niby urocza, zabawna, a po prawdzie symbolizująca żałobę. Jedno z uszu drgnęło nieznacznie, wkrótce obracając ciało w stronę Nimat. Jej oczom ukazał się faerie – dokładnie ten sam, który jeszcze nie tak dawno temu naskoczył rozgniewany na Catrionę, a który chwilę później zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach po uprzednim zdjęciu dziwnej maski z twarzy.
- Nimat? – krótkie pytanie pada z ust – niby pełne z dziwienia i nieopisanej radości – niby, bo ton głosu pomimo łagodności pozostał chłodny, jak i chłodne oraz matowe wciąż były jego oczy. Ogony poruszyły się zaintrygowane obecnością wróżki, w dłoniach której spoczywało ogromne brzemię.

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat

Nimat

1007 lat


150 cm


-







[Cytuj]
Multikonta: Faoiliarna, Jia Wang,
Jazda bez trzymanki zaczęła się dla niej nawet znacznie wcześniej, już na statku. Od wejścia na pokład wszystko zaczęło nagle gnać przed siebie niczym na złamanie karku i teraz była już trochę rozstrojona. Wszystko działo się tak szybko, a nadążenie za ciągłymi zmianami i z dostosowywaniem się do sytuacji było ciężkie nawet jak dla szpiega, który przecież żył ze wtapiania się w tłum. Z dostosowywania się do otoczenia i znikania. Była niczym wolny duch, ponoć zrodzony z ognia i dymu, któż by się dziwił, jeśli po prostu by zniknęła? Jednakże zniknięcie było ostatnim, co mogła w tej chwili zrobić. Zostawienie dzieci nie wchodziło w grę, no i nie mogła tak po prostu zrezygnować z odzyskania faerielandu, jeśli był chociaż cień szansy, że to jest dalej możliwe.
Gdzie walka? O co? O tron, którego nie ma? O koronę, która zapewne leży gdzieś w ruinach zamku? Czy w ogóle Król posiadał jakąkolwiek koronę? Jedyna rzecz, o którą chciała w tej chwili walczyć to powrót do faerielandu, co chyba każda wróżka mogła doskonale zrozumieć. Tron był dla niej sprawą najmniej ważną, jednak należało to ustalić, żeby nikomu nie przyszło do głowy, żeby robić to za nich i zaczynać po cichu spiskować i mordować władzę z drugiego dworu. Niektóre wróżki były w stanie posunąć się do wszystkiego, byleby tylko ich było na wierzchu.
Ruch i nagłe pojawienie się lisiej osobowości. Ciemne oczy zwróciły się ku sylwetce naruszającej jej spokój na placu. Dalej nie mogła się przyzwyczaić do widoku kitsune i strasznie korciło ją, żeby pomiziać liska za uszkiem. Ciekawe, czy futerko na nim, byłoby mięciutkie jak puszek? Myśli zdecydowanie odpłynęły jej w złym kierunku, więc potrząsnęła głową, chcąc wyrzucić je z niej i naprowadzić na bardziej trzeźwe i konkretne myślenie. Lis, jeden z tych, które były obecne w samym centrum tamtej sprzeczki, kiedy zostali wyrzuceni z faerielandu. Słysząc swoje imię lekko przekrzywiła głowę w bok, próbując dopasować wróżkę do imienia. Coś, gdzieś jej dzwoniło, ale gdzie?
— Słucham? — Jej ton nie był aż tak dziwny. Można w nim było wyczuć nutę zdziwienia, ale także zaciekawienie. Za to trudnym do zinterpretowania i trochę niepokojący dla niej był ton wróżki przed nią. Nijak do nikogo jej on nie pasował. Zaczynała trochę rozumieć niechęć Bevina do kameleona. Bądź tu mądrą wróżką i spróbuj rozpoznać kogoś, kiedy zmieni wygląd! To prawie niewykonalne!


It's magic, you know? Never believe it's not so...

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
A ponoć jazda na rowerze to pikuś – nie powiedziała nigdy żadna wróżka. Szkoda, że do spotkania Nimat i Oinariego doszło w tak tragicznych okolicznościach. Gdyby wtedy nie popłynęli na wyspę – gdyby ojciec zamiast bawić się w bohatera, siedział grzecznie na dupie… Po gdybaniu nic Ci nie przyjdzie synu straconego – los Ci go już nie odda, pogódź się z tym. Ha, ha, ha… Serce wciąż twierdziło inaczej, umysł niestety nie. Zamknięty na dziesięć spustów z ośmiu możliwych doszczętnie pogrzebał nadzieje na lepsze jutro. Ratunkiem był jedynie racjonalizm – to z nim i przez niego Oinari gotów był przytaknąć śmiałkom chcącym odzyskać dom, o ile uczynią to z głową. Już to komuś powiedział – jeżeli iść na wojnę, to tylko i wyłącznie po dobrym przygotowaniu. Najpierw musieli stoczyć kilka bitew tutaj, dopiero potem spróbować ruszyć dalej.
Mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Jeżeli Nimat chciała, to mogła po prostu zapytać – przecież to nic złego! Lisie uszka oraz ogonki w istocie przypominały w dotyku puszek i to taki cholernie mięciutki! Gładzenie go potrafiło zdziałać cuda, na przykład wyleczyć z depresji, albo doprowadzić głaskanego do szczytowania… Przy tego typu pieszczotach należało bardzo uważać, gdyż pewne części ciał lisów swoją wrażliwością dorównywały królewskim atrybutom niektórych wróżek.
O tym, że niewiele osób znało prawdziwą tożsamość Oinariego wiedział chyba każdy. Wróżek nie od razu załapał aluzję – refleksja przyszła potem. Wówczas westchnął zażenowany własną głupotą. W teorii mógł ponownie przyodziać jedną z bardziej przystępnych masek – praktyka jednak zapragnęła inaczej. Z czystej nienawiści, złośliwości – nah, raczej chęci ukazania prawdziwego siebie – Książę podszedł nieco bliżej, by ułatwić Nimat rozpoznanie go. Ten styl chodu, słodki różany zapach przemieszany z nutą cytrusowej woni – to spojrzenie choć mętne, dobrze znane co czujniejszym obserwatorom i w końcu ten królewski sygnet zaraz obok łuski Xiana na łańcuszku uniesionym przez prawą rękę.
- Oinari… - czy ten pseudonim nie brzmiał znajomo? Jeśli tak, to gratulujemy – stała przed Tobą królewska latorośl – niby syn Smoka, a jednak nie do końca do niego podobny. O ile istniała spora szansa na rozpoznanie wróżka, o tyle dziwnym powinien być fakt jego niecodziennej metamorfozy. Swego czasu syn zmarłego nie paradował z ogonami i uszami lisa – skąd one się tu wzięły? I co ze wstążkami? Czy wciąż je posiadał? Nie odpowiadaj – dowód na ich istnienie pojawił się dość szybko. Lis zapobiegawczo wysunął królewskie wstążeczki na wierzch – a tak w ramach udowodnienia racji swych słów. Zaraz potem pozwolił im zniknąć w swawolnym tańcu puchatych ogonów. Czas oczekiwania na reakcję poświęcił bacznej taksacji. Chciał się upewnić, czy wróżce nic poważnego się nie stało. Wolał nie oglądać innych braci i sióstr w stanie podobnym do Niedźwiedziego.

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat

Nimat

1007 lat


150 cm


-







[Cytuj]
Multikonta: Faoiliarna, Jia Wang,
Gdyby, gdyby, gdyby... można by tak całą noc siedzieć i wyrzucać sobie wszystko, co przez stulecia zrobiło się źle, albo co można było zrobić inaczej, żeby uniknąć danej sytuacji, a prawda pozostawała jednak niezmienna - nic nie mogli zrobić, żeby było inaczej. Żyli i podejmowali decyzje, które w danym czasie wydawały się im wszystkim najlepsze i gdyby cofnąć ich znowu do tamtych konkretnych wydarzeń, pewnie tak, czy siak, bez zastanowienia, pod wpływem chwili i emocji,podejmowaliby te same decyzje.
Nimat odpychała od siebie świadomość, że i jej ojca nie było w tłumie. Wmawiała sobie, że wszystko z nim w porządku, że pewnie po prostu wylądował gdzie indziej. Nawet co do Króla próbowała wmawiać sobie, że przecież nie mógł od tak po prostu umrzeć, że pewnie został w faerielandzie i żyje. Pewnie dopiero kiedy usilnie będzie próbowała zasnąć i zaznać trochę odpoczynku, prawda uderzy w nią z całą siłą i sprawi, że zwinie się w smutny kłębek i podda żalowi. Na razie wszyscy dookoła dostarczali jej tyle bodźców i informacji, które musiała przetworzyć, że odsuwanie od siebie sprawy było nad wyraz proste.
Przygotowanie się było najważniejszym elementem każdej bitwy, dlatego nawet nie myślała o tym, żeby wbiegać na faerielandu na "yolo". Nawet jeśli znajdą przejście i otworzą je dosyć szybko, to jednak trzeba było też zadbać o całą resztę. O jakieś zaplecze tutaj, w ludzkim świecie, wsparcie, miejsce, gdzie wróżki mogłyby mieszkać, dopóki nie odbiją swojej krainy, może trzeba będzie też jej część odbudować? Tak naprawdę nie wiedzieli, co zastaną po drugiej stronie portalu, więc wszystko rozciągnie się w czasie, czego była całkowicie świadoma.
Kiedyś zdecydowanie ciekawość popchnie ją do próby pomiziania lisiego futerka, jednak to nie była ta noc. Najpierw musiała oswoić się z samym widokiem puszystych elementów, dopiero później pewnie próbowałaby pytać i prosić o zgodę na samodzielne przekonanie się, jak miękkie futerko mają kitsune.
Zaskoczone westchnienie wyrwało się z jej ust. Oinari? Ten chód, zapach, ale też drobne detale, wszystko pasowało. No może oprócz braku skrzydełek, a w zamian posiadaniu innych elementów. Przynajmniej znalazła tę personę, której szukała, albo raczej to Oinari znalazł ją. A może oboje siebie nawzajem odnaleźli? W sumie ciężko było ustalić, które stwierdzenie było prawidłowe, jednak najważniejsze było po prostu to, że się na siebie natknęli. Dżin przyjrzała się ponownie futerku, które w sumie pierwszy raz widziała u Oinariego. Co jak co, ale takie dodatki na pewno by zapamiętała.
— Od dawna masz... ogony? — Wyrwało jej się pierwsze pytanie, które wpadło jej do głowy, za co za chwilę sklęła się w myślach. Czemu zaczynała od dupy strony? A co do ewentualnych obrażeń, jakie mogłaby mieć, to poza widocznym zmęczeniem nic jej nie było. Mrok i chłód ustąpiły z jej ciała, a jej stan na żadnym etapie podróży statkiem i potem na wyspie nie był tak ciężki, jak jej kuzynki. Na samo wspomnienie tej sytuacji, miałaby pewnie znowu ochotę udusić pewnego Pucasa. Gdyby tylko nie ograniczał jej brak siły, żeby to zrealizować! Musiałaby kombinować, jak wyeliminować atuty Bevina i zamienić je w jego słabość, a w tej chwili była już na to zbyt zmęczona.
— W sumie, szukałam Cię. — Tak, od razu przeszła do konkretów. Bez zabawy w owijanie w bawełnę, które w tej chwili i sytuacji wydawało się zbędnym.
—Moja matka, Catriona, zrzekła się możliwości dziedziczenia Jasnego Dworu, zrzucając to brzemię na moje barki, a zaistniała sytuacja sprawia, że trzeba wybrać kogoś, kto spróbuje zebrać wróżki i je zorganizować. Kogoś, kto będzie je reprezentować przed resztą ras i Clave, kiedy trzeba będzie z nimi rozmawiać odnośnie pomocy. Chciałam to z Tobą przedyskutować, skoro to Ty powinieneś dziedziczyć Zjednoczony Dwór. To do Ciebie należy decyzja. Mogę Cię jedynie zapewnić, że obojętnie od decyzji i tak chętnie wesprę Cię w tym, co postanowisz. — Spokojne słowa wypływały z niej jasno przedstawiając Oinariemu sytuację. Była gotowa pomóc mu na ile mogła. Była nawet gotowa przejąć od niego pałeczkę i samej próbować władać, mimo braku jakiegokolwiek wykształcenia w tę stronę, jeśli Książę uznałby, że nie jest w stanie dźwignąć władzy. Ciemne oczy cały czas obserwowały wróżka, próbując wyłapać jego reakcje, na jej słowa. Miała też pomysł, trochę szalony, jednak mógłby przejść, jeśli oboje byliby w stanie dogadywać się w każdej kwestii.
— Mam również pewien pomysł. Może wydać się dziwny i szalony, jednak, proszę, wysłuchaj mnie zanim go osądzisz. Jak dobrze wszyscy wiemy, dwory mimo zjednoczenia dalej mają za sobą więcej złych chwil i przelanej krwi, więc łatwo byłoby je znowu rozbić na dwa, co spotęgowałoby chaos, prawda? Nie chciałabym tego, to w tej chwili najgorsze, co można by zrobić. Co więc byłoby, gdyby było dwóch władców, jeden z Ciemnego, a drugi z Jasnego Dworu, ściśle ze sobą współpracujących we władaniu nad jednym dworem? Może to by trochę uspokoiło napięcie, które dalej było wyczuwalne między wróżkami z Ciemnego i z Jasnego? I może byłoby to dobre wyjście, które dobitnie pokazałoby, że niezależnie od pochodzenia i dworu, powinniśmy wszyscy współpracować? — Kontynuowała swoją wypowiedź. Istny monolog, czy ktoś kiedyś widział ją mówiącą aż tyle, kiedy nie składała raportu Królowi? Raczej wątpliwe, zwykle zamykała się w kilku zdaniach, albo nawet po prostu siedziała cicho, wierząc w siłę milczenia, które sprawia, że każdy chce je czymkolwiek zagłuszyć, przy okazji podrzucając jej nieświadomie różne informacje. Gdyby miała mówić szczerze, to wahała się, czy w ogóle przedstawiać swoje myśli Księciu o Tysiącach Twarzy, jednak uznała, że raz kozie śmierć. Przecież już i tak w tej chwili byli w niezłym bagnie, najwyżej odrzuci jej propozycję, jednak będzie wiedział, że wróżka myśli o dobru wszystkich i próbuje znaleźć wyjście, które będzie najlepsze dla całej rasy, a nie tylko dla niektórych jednostek.

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Potok słów, myśli i innowacyjnych pomysłów na lepsze jutro, a gdzieś za nimi stos gdybań. Wróżek uśmiechnął się blado – najpierw w odpowiedzi na pytanie o ogony, następnie w odniesieniu do potoku słów, którymi uraczyła go Nimat. Gdyby mógł, pogładziłby czule jej dłonie – bah, nawet zezwoliłby na dotyk mięciutkich uszu, o czym od tak dawna marzyła! To niestety musiało chwilę poczekać, gdyż na przód wysunęło się coś zupełnie innego. Od czego powinien zacząć? Od początku? Niech i tak się stanie. Lis usiadł obok – na huśtawce tudzież metalowej barierce… Przez chwilkę milczał, pozwalając nogom oderwać się od ziemi i poszurać nimi kilka razy po podłożu. Gdy za piątym razem opadły na piach, to już na stałe. Twarz księcia ani przez chwilę nie drgnęła. Na próżno było doszukiwać się w nim emocji, ewentualnie paru reakcji na niecodzienny monolog.
- Nimat… - zaczął, chwilowo pomijając nieistotną kwestię ogonów. Kiedyś jej o tym opowie. Na razie całą moc, uwagę i siłę słów zamierzał włożyć właśnie w to…
- Wyjątkowo zacznę od samego ojca. Dwory… do dziś nie potrafiłem zrozumieć idei ich istnienia. Ciemny, jasny – oba skąpane w morzu kłamstw i trujących intryg. Nad nimi oni – Król i Królowa ludu. Gdybyś zaproponowała mi to samo jakiś rok, góra dwa trzy lata temu, to z największą przyjemnością oddałbym Ci domniemane prawo dziedziczenia w gratisie z usługami. Obecna sytuacja zmusza jednak do głębokiej refleksji.
Czy wiesz, dlaczego doszło do zamachu? Czy wiesz, z jakiego powodu Królowa, a matka Catriony, zarazem Twoja krewna, zginęła? Czy wiesz, skąd narodziny plotek o okrutnym tyranie i mordercy? Pośpiech, zaślepienie, krótkotrwała wizja o lepszym jutrze – to właśnie one stawały się zgubą wielu władców.
Nie zaprzeczę racji Twych słów – lider jest potrzebny – bah, nawet więcej niż jeden. Ich rolą jest przewodzić gronem zagubionych wróżek – ich przeznaczeniem je zebrać i ponownie napełnić serca nadzieją. Rozejrzyj się dookoła, a potem odpowiedz mi – gdzie wśród zgliszczy, łez i pożogi widzisz tron oraz koronę? Mógłbym zrzec się prawa – mógłbym poprzeć Cię w Twych chwalebnych działaniach – mógłbym nawet przekonać do tego samego swoją siostrę oraz wszystkich tych, którzy choć w niepewności, byli wierni idei naszego Króla. Mógłbym i zrobiłbym to, lecz wpierw zapytam, czy warto rozmawiać o tym właśnie teraz?
Królem i Królową nie staniesz się bo ktoś Cię nim mianował – nie pomoże Ci w tym nawet prawo dziedziczenia, ni szlachetna królewska krew. W obliczu naszej tragedii, nasze atrybuty i jestestwa nie mają tak naprawdę żadnego znaczenia. Jesteśmy tylko wróżkami, ni to lepszymi ni gorszymi od innych. Nienawiści nie zakopiesz ideą współpracy władców – możesz ją jedynie załagodzić poprzez zachętę do współpracy na rzecz wspólnego celu. Wtedy i tylko wtedy, gdy jedna wróżka poda dłoń drugiej, będzie można mówić o pojednaniu. Wcześniej stanie się to tylko kruchą iluzją, jak serce tej, która w swej rozpaczy zwróciła się do sąsiada z prośbami o przejęcie pieczy nad ukochanymi dziećmi i skrócenia bolesnego cierpienia jej samej.
Wybierając dziś władcę bądź władców obu stron niczego nie zyskamy – niczego prócz dennych obietnic lepszego jutra i grymasów osób teraz zbyt zszokowanych, by mogły zaprotestować, ewentualnie obojętności jednostek aż nadto neutralnych. Idąc zaś za jednomyślnym głosem, osiągniemy wiele. Przed spotkaniem z radą Clave, należałoby dobrze przyswoić wiedzę o zawartych porozumieniach. I nie, nie mówię tego z powodu kaprysu, po prostu wiem, jak bardzo w swym strachu i rozdarciu wewnątrz szeregów, będą się nimi zasłaniać.
Wówczas niewiedza, próba dyskusji, tudzież pociągnięcia ignorantów do odpowiedzialności spełzną na niczym. Prócz tego? Cóż nam po wyborze nowego władcy, skoro poza naszym ludem jest jeszcze inny. Przekonanie lisów do współpracy niewątpliwie ułatwiłoby nam wiele spraw, a także pokazało innym, że pomimo diametralnych różnic potrafimy przekonać do siebie tych najbardziej nieugiętych. Spytasz, czemu mówię o tym wszystkim w liczbie mnogiej, a ja odpowiem – ponieważ wszystko zaczyna się o tutaj, w sercu jednostki. Ja pomogę Tobie, Ty mnie, a potem ta sama pomoc falą rozleje się na pozostałych.
Zacznijmy więc od małych kroków – od poproszenia naszych przyjaciół o pomoc, o zebranie tych, którzy nie radzą sobie z tragedią, o napełnienie ich serc słowami otuchy. Zadbajmy też o innych – o przekonanie do siebie tych najbardziej sceptycznych, a tych, którzy swą wiedzą mogą nam pomóc w walce z wspólnym wrogiem. Na sam koniec niech wystąpią Ci najbardziej odważni, którzy niezależnie od krwi w ich żyłach pójdą dumnie pod bramy Clave, by upomnieć się o sprawiedliwość. Potem i tylko potem, gdy już uporządkujemy własne sprawy i staniemy gotowi do walki o nasz dom, zyskamy prawo do faktycznego wyboru lidera, który poprowadzi resztę. To, co stanie się dalej, winno być decyzją serca naszego ludu – głosem wszystkich wróżek.
– no i tak to się jakoś potoczyło… Oinari w żadnym wypadku nie zaprzeczał słowom Nimat – bah! Sam przecież przyznał im rację. To, co usiłował jej przekazać, to nieco inny punkt widzenia – ten, którym zapewne kierował się niejeden władca i władczyni przed nimi i może ich rodzicami też. W oczach wróżka na najwyższym piedestale stał lud i jego dobro – potem próba komunikacji z Clave. Polityka swój stołeczek dostała gdzieś na szarym końcu. W obecnej sytuacji nie była aż tak istotna.

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat

Nimat

1007 lat


150 cm


-







[Cytuj]
Multikonta: Faoiliarna, Jia Wang,
Jej wzrok podążał za księciem, jednak nie naciskała na odpowiedzi. Cierpliwie czekała, aż sam zbierze myśli i będzie chciał jakoś zareagować na potok informacji, które mu przekazała. Najpierw musieli omówić temat przejmowania władzy u wróżek, a potem... potem ewentualnie resztę, która pałętała jej się po głowie, chociaż jak widać i ta sprawa, którą chciała poruszyć odrobinę później, wplątała jej się w wywód.
Wysłuchała Oinariego do końca, po czym sama potrzebowała chwili do namysłu. Do zebrania galopujących myśli, przystopowania ich, przezwyciężenia zmęczenia i dogłębnego przemyślenia tego, co mówił książę. Odezwała się dopiero po chwili.
— Kiedyś, jako znudzona młódka snująca się po świecie ludzi, wymyśliłam teorię, że dwory miały być niczym Yin i Yang, ale coś poszło nie tak. Teraz, jeśli wziąć pod uwagę historię, którą poznaliśmy i to, że ponoć Iskra została zniszczona... Co, jeśli po śmierci Iskry... Po śmierci ucieleśnienia Yang równowaga w naszym świecie została zachwiania i dwory zaczęły się do siebie coraz bardziej upodabniać, a w efekcie mieliśmy to, co mieliśmy?
Nie mogę odpowiedzieć Ci na te pytania. Wiem tyle co inni, chociaż oficjalna wersja wydarzeń nijak mi się nie klei, więc mogę tylko zakładać, że wszystko wyglądało zupełnie inaczej, niż wszystkim powiedziano.
Tu nawet nie chodzi o tron, czy koronę. Nie chciałam ich, do niedawna nawet nie wiedziałam, że jakkolwiek mogą mi one zostać wsadzone w ręce z wręcz rozkazem, żeby wziąć odpowiedzialność za rogi i coś zrobić. Zostałam postawiona przed wyborem – przyjmij dziedzictwo, o którym dowiedziałaś się niedawno, albo pozwól, żeby wszystko się sypało i sukcesywnie zmniejszało szanse na powrót do domu.
Wiem, że trzeba zatroszczyć się najpierw o inne sprawy. O faerie, które nie mają gdzie się podziać i są przerażone całą tą sytuacją. O zebranie najpierw mniejszych sojuszników, którzy potem mogliby nam pomóc z przekonaniem większej ilości osób do pomocy. O jakieś ogarnięcie całego tego bałaganu. Obawiam się jednak, że całkowite zignorowanie polityki mogłoby nam zrodzić więcej problemów, niż już mamy, a to przecież nie jest nam potrzebne w tej chwili.
Potrzeba kogoś, kto mógłby bez przeszkód układać się z innymi rasami w imieniu faerie. Pierwszy na myśl przychodzi po prostu władca. Bez niego, każda umowa zawarta z kimkolwiek z innych ras jest... jakby nieautoryzowana. Nie ma gwarancji na jej spełnienie, a co z tym idzie nie możemy budować solidnych sojuszy i reagować pod względem politycznym na to, co mogą zrobić inni. Jeśli zignorujemy politykę z innymi rasami, to wybuchnie nam to w twarz w najmniej spodziewanym momencie. Tym bardziej, że już naruszamy ich tereny i już robi się trochę gorąco. Wiedziałeś, że Pradawny miesza nie tylko w faerielandzie, ale i tu, w yorku? Od dłuższego czasu opętuje przedstawicieli innych ras, sprawiając, że z każdej jednej opętanej osoby wychodzą najgorsze cechy. Nefilim już dostali o tym zgłoszenie od jednej z ofiar, której ciało pradawny opuścił i zbagatelizowali to. Uznali, że to błahostka. Że to nic, co zagrażałoby innym i sprawili, że inne rasy, że osoby będące samotnikami są nieświadome niczego, nie poinformowane chociażby o tym, że w Yorku może się czaić jakiekolwiek niebezpieczeństwo, stały się dla Pradawnego łatwym celem. Martwi mnie to. Co jeśli ta sytuacja tylko się pogorszy? Jeśli spróbują pociągnąć do odpowiedzialności za swoje błędy faerie? Mielibyśmy jeszcze większy problem. Inne rasy mogłyby im uwierzyć i obwiniać nas za niekompetencję nefilim z pobliskiego instytutu, a jeśli chcemy odzyskać dom, pewnie będziemy potrzebować ich pomocy.
Dziwisz się więc, że w tej sytuacji jednak uznałam, że warto o tym porozmawiać? Nawet jeśli to, co mówisz brzmi rozsądnie i chętnie poparłabym takie rozwiązanie, to jednak, czy to na pewno najlepsze wyjście? Kto inny niż władca mógłby w takim razie swobodnie przemawiać w imieniu wróżek, wiedząc, że cokolwiek wynegocjuje, będzie to uznane przez resztę faerie? Czy mamy w ogóle czas, żeby zebrać wszystkich i cokolwiek w kwestii politycznej ustalić w taki sposób? To pewnie skończy się kolejnymi kłótniami, przekrzykiwaniem się i traceniem czasu, a tym samym oddaleniem nas od celów, które tak naprawdę chcemy osiągnąć.
Jeśli zostanie zorganizowane spotkanie z Clave wezmę sobie swoją radę do serca i przestudiuję dokładnie porozumienia, w czasie przygotowań. Albo przypilnuję, żeby osoba, która pójdzie z nimi rozmawiać sama to zrobiła.
Lisy... Po tym, co odwalił Bevin może być z nimi ciężko. Sama pewnie nie chciałabym nikomu z nas zaufać, gdybym była na ich miejscu. Z nimi na pewno trzeba również wyjaśnić sprawę. Przekonać je do tego, żeby współpracować, chociażby do czasu odzyskania faerielandu. To chyba mogłoby nas połączyć. —
Po części widziała punkt widzenia Oinari. Ba, mogła się z nim zgadzać całym sercem, jednak wiedziała, że polityka nie poczeka, nieważne jak bardzo będzie chciało się ją odsunąć na boczne tory. Jeśli ją zignorują, jeśli nic nie zrobią, to ugryzie ich to w zadki. I to mocno. Czy nie można było działać na obu frontach równocześnie? Próbować ogarnąć wróżkom jakieś schronienia, jednocześnie rozmawiając od razu ze wszystkimi przedstawicielami ras i otwarcie prosząc o pomoc w tej i innych kwestiach? Wskazując, że nie z własnej woli tyle wróżek nagle pałęta się po Yorku i to nie do końca z ich winy inne rasy obrywają od mroku? może gdyby Nefilim nie odwalili fuszerki z ich obowiązkami, wszyscy szybciej dowiedzieliby się o pradawnym i mogliby to zatrzymać szybciej, a teraz? Szukaj wiatru w polu, nie wiedzieli nawet jak rozpoznać zarażonych. Zmęczenie naprawdę nie pomagało w myśleniu i próbach ułożenia wszystkiego jakoś logicznie w całość.


It's magic, you know? Never believe it's not so...

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Choć na zewnątrz panował chłód, słowa przyjemnie rozlewały się ciepłom po całej powierzchni ciała. Były jak ten miód otulający swym lepkim bytem wygłodniałe jestestwo, sycąc je i pieszcząc z każdej ze stron. Wywód Nimat raz jeszcze uderzył w punkt i to jeden z wielu. W istocie polityki nie dało się uniknąć – bah! Wciąż do nich wracała, zupełnie jak namolny komar. Myślisz, że zdołasz się od niego uwolnić – kupujesz packi, środki, świeczki i inne takie, a on i tak wciąż powracał! Wreszcie zabijasz go jakimś cudownym sposobem, radujesz się, lecz potem na jego miejscu zjawiają się dwa kolejne. Polityka jest jak gówno – śmierdząca, a jednak potrzebna nam do przetrwania. I trochę jak kobiety. Żyć się bez nich nie dało a z jeszcze gorzej…
Koncepcja Yin i Yang – dość ciekawa jeśli spytać mnie o zdanie. Zachwianie delikatnej równowagi nigdy nie kończyło się dobrze – mieli tego drugi już przepiękny pokaz. Pierwszym było pęknięcie – ten feralny dzień, w którym Królowa tragicznie ulokowała swe serce w dłoniach niewłaściwego mężczyzny. Wpierw zgniecione, a potem pokruszone nie miało szans, by odrodzić się na nowo. Pogrążona w swym smutku i rozpaczy z roku na rok zaniedbywała potrzeby swego ludu coraz bardziej. W końcu nie wytrzymała. Kierowana desperacją, zwróciła się do brata o pomoc. Potem wszystko potoczyło się jak z górki – wspólne uknucie planu, realizacja i masa plotek na ten temat. Król nigdy nie kwapił się do wyjaśnienia powodu zgładzenia rywalki – heh, a tak poza tym czy w ogóle nią była? Gdyby ktoś spróbował dociec prawdy, z pewnością zaprzeczyłby tym słowom. Problem w tym, że większość wróżek zamiast rozumieć, działała.
Taki Bevin dla przykładu… Im więcej czasu Nimat poświęcała na rozmowę z Oinarim, tym pewniej, groźniej i niebezpieczniej dla nich wszystkich działał pewien Pucas. Prócz tego nieustannie wrastało ryzyko wybuchu paniki i nie tylko… W swym wywodzie Księżniczka poruszyła wiele istotnych spraw i mnóstwo takich, które choć równie ważne, nie powinny stanowić priorytetu. Oinari uśmiechnął się subtelnie. Prawdą było to, że znaleźli się na terenie wroga – faktem, że musieli szukać pomocy. Błędem natomiast było ciągłe marnowanie cennych sekund i…
- Lisy to w zasadzie najłatwiejszy i pierwszy sojusz, który winniśmy zawrzeć. – wystarczyło tylko omamić je odpowiednią argumentacją. Niech precz won odejdą wszelkie mary i niesmaki – niech nikt nie ośmieli się podnosić miecza… Choć rasy dzieliła przepaść i wspólna nienawiść, to nadal łączył dom. W tej walce żadna ze stron nie miała zbyt wielkiego wyboru. Bez swojej ziemi lisy zaczną wkrótce dziczeć, wróżki zaś umierać. Dwie połówki potrzebowały siebie nawzajem, by wspólnie odzyskać to, to tak długo zwało się ich domem. Dobry władca powinien to wiedzieć i pomimo trudności uparcie próbować. Dobry władca nigdy nie miał prawa się poddawać, a tym było poniekąd zrzeknięcie się tronu. To, że Catriona to uczyniła, było dla wróżka ogromnym szokiem lub będzie, jeśli tylko wieści te dotrą do jego uszu. To, że on nie rzucał ciężaru swego jestestwa na kogoś innego, świadczyło o silnym poczuciu obowiązku.
- Gniewem i mieczem niczego nie rozwiążesz. – już ktoś próbował i oto jaki mieli tego rezultat. To co z kolei tyczyło się innych ras… Jakoś o nie wróżek się nie martwił. Ryzyko co prawda istniało, lecz jaka była realna szansa na to, że ktoś z przedstawicieli Podziemnych ich zaatakuje? Póki nie wcinali się w ich sprawy, byli względnie… bezpieczni – u nie, nie, nie mylcie tego z ignorancją. Sam przecież poprosił Niedźwiedzicę o pomoc w zebraniu owieczek. Oinari wiedział, że rozsiane po całym York stanowiły zagrożenie dla siebie i innych. Problemy należało zdusić w środku, co poniekąd tyczyło się także Clave. Nawet jeśli na zewnątrz wyglądał na spokojnego, to nikt nie mógł powiedzieć, że płazem puści taką ignorancję. A jeśli faktycznie o wszystkim wiedzieli…
- Zadam Ci teraz jedno pytanie. – od którego miało zależeć bardzo wiele. Książę doceniał troskę Nimat, chwalił również jej podejście. Niestety w swych słowach, choć w dobrej wierze i chęciach, kilkukrotnie udowodniła, że kierował nią chaos. Wróżek obawiał się, że pomimo wieku, ciężar korony w końcu ją przygniecie. Musiał więc poznać prawdę – tą jedną i prawdziwą, niby prostą, jednocześnie najtrudniejszą ze wszystkich.
- Czy tego właśnie chcesz? – Nimat przede wszystkim sama musiała odpowiedzieć sobie na to pytanie. Jednym było zrzucenie na nią obowiązków i postawienie przed faktem dokonanym, innym odpowiedź przed własnym ja.

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat

Nimat

1007 lat


150 cm


-







[Cytuj]
Multikonta: Faoiliarna, Jia Wang,
Chłód na zewnątrz był dobry. Pobudzał, pozwalał ochłonąć i orzeźwiał. Nawet jeśli była ciepłolubnym stworzeniem, wręcz kochającym pustynię, to jednak w tej chwili doceniała niską temperaturę.
Nie uważała, żeby marnowała czas. Potrzebowała odpowiedzi, planu, jakiegoś... ustabilizowania sytuacji, chociaż na chwilę. Trochę nie nadążała za światem, a chciała jednak w czymkolwiek pomóc.
Nie nienawidziła lisów. Bardziej była nimi nawet zaciekawiona, tym bardziej, że Anthony okazał się być pół kitsune. Chętnie by się dowiedziała o nich więcej, albo, jeśli liski nie będą chciały jej nic powiedzieć, to może udałoby jej się chociaż dla młodego wynegocjować i nich naukę? W końcu, był po części jednym z nich, jego chyba mogły przyjąć pod swoje skrzydełka, czy może raczej w swoje puchate łapki. Nie wiedziała, czy lisy czasem nie mają jakichś specjalnych mocy, jak dżinny, które mogły spełniać życzenia, czy może powinny coś koniecznie wiedzieć? Mogła mieć wątpliwości, co do tego, jak zareagują w ogóle na jej próbę rozmowy, ale jednak zgadzała się z Oinari w tym, że najpierw powinni porozmawiać z nimi. Trzeba było zjednoczyć siły wszystkich wróżek, jeśli chcieli wrócić do domu. Uporu miała dosyć, żeby męczyć lisy do skutku. Nie tylko Oinari był zszokowany postępowaniem Catriony. Bevin nawet był pogrążony w rozżaleniu, kiedy kobieta zrzuciła wszystko na barki Nimat. W teorii, mogłaby zrzucić to dalej, na któreś ze swoich dzieci, tyle że... nie mogła. Co by z niej była za matka, gdyby im to zrobiła? I co by z niej była za księżniczka, gdyby wymigała się od obowiązków? Jasne, początkowo zareagowała głośnym sprzeciwem, ba próbowała zapierać się i wypierać, znaleźć kogokolwiek, komu można by ten ciężar wepchnąć w ręce, ale potem... potem to przemyślała, po trochę, niepewnie i doszła do tej jednej myśli. Że nie może tak po prostu tego oddać pierwszej lepszej osobie. Musiała porozmawiać z kimś, kto też taki ciężar nosił.
— Nie jestem tak zła, żeby chcieć wojować mieczem. Bardziej... po prostu się martwię, jakie to może mieć skutki w przyszłości. Wściekam się bardziej na to, że wydaje się, jakby czas pędził tak bardzo przed siebie, że nijak nie jest się w stanie zrobić wszystkiego, co się zaplanuje. — lekko wyprostowała nogi i zaraz oderwała je od ziemi, pozwalając huśtawce na delikatne bujanie się.
Chaos. Tak, to dobre określenie na to, co miała w tej chwili w głowie. Plątała się, rzucała to w jedną, to w drugą, próbując zrobić wszystko na raz, a jednocześnie skupić się po kolei na każdej rzeczy i zrobić ją dobrze, wiedząc że nie bardzo jest miejsce na potknięcia. Pytanie o to, czy tego chce. Odchyliła się lekko w tył, chwytając się łańcuchów huśtawki i spojrzała w niebo próbując rozplątać chociaż kłębek, w którym jest odpowiedź na pytanie Oinariego. Czego ona w ogóle chciała? Przeniosła wzrok na księcia.
— Czego chcę? Chcę wrócić do domu, chcę bezpieczeństwa nie tylko dla swojej rodziny, ale też dla reszty wróżek, nawet dla kitsune, przecież one też są faerie, obojętnie, czy podlegają pod którykolwiek Dwór, czy nie. Są "nasi". Chcę z Tobą ustalić, co robimy dalej, w obecnej sytuacji, żeby móc jakkolwiek pomóc i nie wtryniać się bezsensownie w coś, co już jest przez kogoś robione. Chciałabym uniknąć sytuacji, gdzie faerie znowu byłyby przez Clave jakkolwiek napiętnowane. Wiem, że mogę mówić chaotycznie, w tej chwili myślę o zbyt wielu rzeczach na raz, nie chcąc niczego pominąć, bądź przegapić. Władza? Powiem szczerze, że boję się jej. Kto by się nie bał będąc na moim miejscu? Dowiadując się ledwie kilka miesięcy wstecz, że jest się księżniczką dworu, na którym praktycznie było się może 2 lata w ciągu całego życia, a potem nagle mając na barki dorzucone dziedziczenie, bo własna Matka zrzekła się praw do tronu? Nigdy nie byłam do tego jakkolwiek przygotowywana, więc otwarcie mogę powiedzieć, że początkowo potrzebowałabym pomocy. — Wiedziała, że nie ma co plątać i motać przy tym pytaniu. Jedynie czysta szczerość była tym, co należało w tej chwili zrobić.


It's magic, you know? Never believe it's not so...

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
A więc w końcu doszli do meritum. Nareszcie Nimat przyznała się przed sobą, że o wszystkim dowiedziała się niedawno. Więcej Oinari tak naprawdę nie potrzebował. Potok jej słów już wcześniej świadczył o zagubieniu, strachu i niepewności. Nie miał jej tego za złe – bah, w pewnym stopniu ją nawet podziwiał – przede wszystkim za odwagę oraz upór. Ojciec dobrze uczynił, zezwalając jej na swobodę w działaniach. I chociaż pochodziła z przeciwnego dworu… Heh, a czy to w ogóle miało jakiekolwiek znaczenie? Dwie nacje dzieliła wyłącznie polityka, a prócz niej… Nic. Obie strony były wróżkami – wszyscy śmiali się, płakali, krwawili i umierali tak samo. Skąd więc ta przepaść? Kim był śmiałek, robiący z mózgu dżina tak wielką paćkę?
- Niedźwiedzica otrzymała zadanie odnalezienia sprawnych portali, mogących posłużyć nam za przejścia. Jest również odpowiedzialna za zgromadzenie w jednym miejscu tych, którzy w tym świecie nie mają nikogo oraz tych, którym nieobca jest walka.
Moja siostra Devana z pewnością zechce się wkrótce do czegoś przyłączyć – na razie potrzebuje ochłonąć. Choć piękne, jej obecne emocje bardziej nam zaszkodzą niż pomogą.
Idąc dalej, masz rację – potrzebujemy wsparcia, toteż najbardziej rozeznani winni udać się w głąb York i odnowić kontakty – zwerbować tych, którzy z zachowaniem stosownej dyskrecji zaoferują nam swoje usługi. Czarownicy, na nich liczyłbym najbardziej. Wampiry oraz wilkołaki to dwie najbardziej terytorialne rasy – i tak się o nas dowiedzą, przy tym nie ingerując o ile my nie przekroczymy granicy terenów ich żerowań. Niemniej nie zaszkodzi spróbować pociągnąć ich za nosy.
Clave nie ruszy palcem, o ile nie dojdzie do jawnego złamania któregoś z punktów porozumień. Zaistniały tylko i wyłącznie po to, aby zapewnić nam bezpieczeństwo przed bezkarnymi atakami. Nie wykluczam opcji złożenia im wizyty, jednakże nie w takiej formie.
Wieści o śmierci Króla nie powinny wyjść poza obręb naszej rasy – nikt, nawet najbardziej zaufani czarownicy. Przed radą zaś powinien stanąć właśnie on w towarzystwie swego doradcy i eskorcie minimum dwóch wojowników, a więc tak, jak przy poprzednich pertraktacjach. Myślę, że przywrócenie go na ten czas nie będzie problematyczne.
– na pewno nie dla tych, którzy Króla znali i potrafili naśladować.
- Neutralność lisów skończyła się w momencie odcięcia ich od domu. Myślę, że to wystarczy, aby przekonać je do współpracy. Chcesz wiedzieć, co należy zrobić? Zebrać i jak najlepiej zająć się wróżkami. Uruchomić kontakty i zdobyć pomoc, przy jak najmniejszym zastrzyku wiedzy z naszej strony. Konfrontacja z Clave i dopiero na sam koniec próba odbicia domu. Odnalezienie portali to dopiero początek – nie wiemy, co o ile cokolwiek zostało z naszego domu, a jeśli nawet, to jak obecnie wygląda.
Lisami zajmę się ja. To co zaś tyczy się prawa do władzy.
– do tej pory Oinari mówił spokojnie, twarz zaś pomimo chłodu miał łagodną. Gdy jednak przeszło do sedna, spoważniał, patrząc z dumnie uniesioną brodą na Nimat.
- Dobrowolne oddanie prawa do dziedziczenia byłoby tym, co niedawno uczyniła Księżniczka Catriona. Nie pójdę w jej ślady – zamiast uciec od odpowiedzialności, udźwignę jej brzmię – za Ciebie, za siebie – za nas wszystkich jeśli będzie trzeba. – o tym, że Nimat nie powinna zakrzątać sobie głowy mnóstwem myśli nie wspomniał. Skoro od niedawna poznała prawdę, to tym bardziej nie powinna rzucać się na głęboką wodę, ani słuchać tych, którzy uparcie ją do tego namawiali. Czas pokaże, kto dostąpi zaszczytu zajęcia miejsca po Królu.
- Jeżeli masz jakieś pytania… - czasu mieli niewiele, pracy dużo. Wróżek poklepał Dżina czule po ramieniu. Chciał jej w ten sposób dodać trochę otuchy. Czy skutecznie? Wiedziała to tylko ona. Jeśli nie miała więcej pytań, to wkrótce Oinari zniknie. Musiał wytropić pewnego lisa, a następnie wyciągnąć go do poważnej rozmowy.

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat

Nimat

1007 lat


150 cm


-







[Cytuj]
Multikonta: Faoiliarna, Jia Wang,
Ciężko byłoby ukryć, że wie mało, że niedawno jeszcze nic o swoim pochodzeniu nie wiedziała, ani nie podejrzewała, że mogłaby dziedziczyć. W końcu, plotki po karnawale i scenie urządzonej przez Cat musiały się rozejść dosyć szybko, przynajmniej wśród wróżek. Jasne, mogłaby grać i udawać, tyle że to była zbyt poważna rozmowa, żeby to robić. Tutaj na szali było dobro wróżek, więc odrzuciła oszustwa na rzecz szczerej rozmowy. I czy jej pochodzenie miało jakkolwiek znaczenie, skoro wychowywała się na Ciemnym dworze, nie mając pojęcia o korzeniach z Jasnego? Kiedy to Ciemny Dwór mieszkał w jej serduszku? Nawet jeśli była księżniczką Jasnego i w jakiś sposób czuła się przez to odpowiedzialna za ogarnięcie spraw wróżek, to jednak dalej podchodziła do tego ze sporym dystansem. Potrzebowała czasu, żeby do końca poukładać sobie wszystko z powrotem w odpowiednich szufladkach w umyśle.
Słuchała streszczenia Oinariego co do postępów reszty wróżek, co trochę też pomagało poukładać jej priorytety w głowie.
— Zajmę się czarownikami i spróbuję zebrać jakieś informacje, jak inne grupy zapatrują się na nagły wysyp wróżek w Yorku. — Zaoferowała, wiedząc, że z tym powinna sobie poradzić. W końcu, niektóre jej kontakty dalej pewnie gdzieś się po świecie szlajały, a i po wyjściu z lampy niektóre z nich odświeżyła, czy zdobyła nowe.
— Jak sobie życzysz, będę milczeć o tym, co się mogło stać z Królem. Pozwolisz, żebym również pojechała na spotkanie z radą? Chciałabym przy tym być, nawet jeśli miałabym robić za milczące tło. — Skoro już niejako akceptowała swoje pochodzenie, to chciała też jakkolwiek z tym się oswoić. Czegoś nauczyć, nawet jeśli tylko przez obserwacje.
Widząc nagłą zmianę w Oinarim i jego spoważnienie, trochę się zdziwiła, jednak zaraz zrozumiała jej powód.
— Rozumiem. Nie próbuj tylko samemu dźwigać zbyt wiele. Jeśli będziesz potrzebował z czymkolwiek pomocy daj znać, możesz na mnie zrzucić część ciężaru, pomogę Ci go wtedy nieść. — Była zbyt uparta, żeby tak po prostu dać Oinariemu w samotności dźwigać kompletnie wszystko. Nie chciała, żeby brał na siebie zbyt wiele, kiedy ma obok co najmniej jedną osobę, która chce pomóc. Dwie, jeśli liczyć Devanę, która zapewne też chciałaby pomóc bratu.
Uśmiechnęła się lekko do Księcia, kiedy próbował dodać jej otuchy. Poczucie, że ma wsparcie posłało ku jej ciału odrobinę ulgi, nieznacznie je rozluźniając.

z/t x2
Charlotte V. Bennett
[Usunięty]
Charlotte V. Bennett
[Usunięty]
[Cytuj]
// z Salonu przed spotkanie na Korytarzu Głównym

Dziewczynka nie przejmowała się tym co mówią inne dzieci ani tym, że nie mamy ani biologicznego ojca. Przecież to nic takiego, że była adoptowana, bo przez to miała najlepszego tatę na świecie. Którego nie zamieniłaby na innego, nawet swojego biologicznego. Chociaż po lekcjach magii czasem się zastanawiała, jaki on jest. Jednak tylko chciała wiedzieć, jaki jest, bo tatę już ma. Nie mówiła tego Xavierowi, bo obawiała się, że może zrozumieć ją źle, a przecież go kochała całym swoim serduszkiem.
- Tak jest w plecaku... już idę po niego - powiedziała do taty i pobiegła do plecaka po rysunek, by dać tacie. Po chwili wróciła ze swoim rysunkiem. - Mieliśmy na rysować swoją rodzinę - dodała po chwili by powiedzieć tacie co przestawia. Była bardzo zadowolona ze swojej pracy i uważnie obserwowała relacje Xaviera.
Słuchała uważnie wyjaśnień taty, dlaczego nie mogą się ujawnić ludziom. Chociaż nadal nie rozumiała czemu to całe Clave im zabrania tego. Jakim prawem decydują za wszystkich.
- Skoro decydują o wszystkich rasach to czemu składają się tylko Nefilim? - spytała się taty, bo to interesowało w skład Clave powinny wchodzi przedstawiciele każdej rasy. Wtedy mogliby się wypowiadać o wszystkich...
Po czym wsiedli do samochodu i pojechali w końcu do tego parku, gdzie mieli jeździć na rolkach, a później pójść na lody. Skoro tatko się zgodził na lody, to na pewno pójdą.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo