Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator
[Cytuj]
Happy Wok
Restauracja z kuchnią chińską, jedna z najlepszych w tej dzielnicy. Lokal duży, przygotowany w sposób odpowiedni dla klimatów azjatyckich, serwujący dania ich rodzimej kuchni. Makaron chiński czy ryżowy z warzywami i kurczakiem, kaczki, gęsi i owoce morza, a wszystko doprawione odpowiednimi dla tego rodzaju kuchni przyprawami sprawia, że miejsce jest przesiąknięte tym aromatem do samego końca. Pośrodku wysoki bar, za którym stoi obsługujący kelner, a wokół baru podgrzewane lady, na których znajduje się jedzenie na wagę. Drewniane stoliki, z wysokimi drewnianymi krzesłami. Ściany w tapetę przedstawiające wiśnię, całkiem przyjemne dla oka, a do tego, wiszące na nich obrazy, sprowadzane prosto z Chin.
Yin Xue Shen
[Usunięty]
Yin Xue Shen
[Usunięty]
[Cytuj]
O Yinie można było wiele powiedzieć, lecz na pewno nie dało się mu zarzucić, by odcinał się od swoich korzeni. Wręcz przeciwnie, szanowny pan Shen był bardzo sentymentalnym osobnikiem i ciągnęło go do wszystkiego, co mu przypominało o dawnych czasach... i oczywiście o Chinach. Niektórzy uznaliby to za oznakę słabości, ale każdy wtajemniczony wie, że umiejętność odczuwania czegokolwiek była bardzo ważna dla wiekowych czarowników. Tylko uczucia chroniły ich przed kompletnym wyblaknięciem.
Zatem odkąd Yin zamieszkał w Anglii, zawsze starał się odszukać jakieś miejsce, w którym mógłby się dobrze poczuć. I nie chodziło tu już tylko o odpowiedni układ feng shui, ale przede wszystkim o coś, co było bliskie jego sercu. Takim miejscem okazała się urocza, chińska knajpeczka w jednej z dzielnic Yorku. Czarownik bardzo często tam bywał... oczywiście gdy tylko zachciało mu się ruszyć ze swojej zacisznej, domowej "twierdzy". Tak było i tym razem, pewnego chłodnego wieczora.
Gdyby spojrzeć na strój, Yin nie wyróżniał się niczym szczególnym - ot, zwyczajny czarny płaszcz i dżinsy. Jednak mimo to, mężczyzna zwracał na siebie uwagę... w każdym jego kroku była jakaś niezwykła lekkość, a jego spojrzenie miało w sobie pewien magnetyzm. Elegancki, pełen gracji i na pewien sposób pociągający - tak można go było określić. A bardziej spostrzegawcze osoby już zapewne dostrzegły tę subtelnie zarysowaną kreskę na powiekach, będącą "przedłużeniem" oka. U Azjatów to bardzo ciekawie wyglądało.
Czarownik zatrzymał się na chwilę przed wejściem do restauracji. Zwykle na szyldzie przed drzwiami było napisane, jakie jest danie dnia. Warto się z tą informacją zapoznać, zanim się wejdzie do środka.
 
Ren Hayashi
[Usunięty]
Ren Hayashi
[Usunięty]
[Cytuj]
Leciał, bo biegiem tego zdecydowanie nie można określić. Stawiał kroki dużo większe niż powinien, co mogło powodować wrażenie, ze wykonywał długie skoki, raz na jedną nogę, raz na drugą nogę. Uciekał? Poniekąd. Na pewno nie robił tego dla sportu, ani wątpliwej przyjemności. Niemniej poruszał się z prędkością zaskakująco dużą, jak na istotę ludzką, chociaż nie było to tempo niemożliwe dla wysportowanego mężczyzny.
Akurat się obejrzał za siebie, a czarne włosy częściowo przysłoniły mu możliwość obserwowania kątem oka, co się dzieje przed nim. Nic więc dziwnego, że nie zauważył mężczyzny, który zatrzymał się by przeczytać szyld, czy tam zapowiedź tego, co można było w owej knajpie zjeść. A gdy wrócił spojrzeniem do drogi, którą mu przyjdzie pokonać, było już zdecydowanie za późno. Z wielkim impetem władował się w stojącego i czytającego Czarownika.
Oczywiście skończyło się to ogólną kraksą i wywrotką godną dwójki komików. W dodatku dla Rena ten upadek był zdecydowanie przyjemniejszy, niż dla Yina. Czemu? Bo Chińczyk zapoznał się ze stanem chodników w tym mieście, a Japończyk zapoznał się bliżej z tym czarownikiem, na którego całkiem przypadkiem i nie zamierzanie upadł.
Zaraz się podniósł na rękach i nieco rozbieganym spojrzeniem omiótł osobę, którą stratował. By zaraz potem obejrzeć się za siebie. Na razie nie było żadnych oznak pogoni, a to poniekąd sprawiło, że uniósł się jeden z kącików jego pięknie wykrojonych ust. Potem wrócił spojrzeniem, do leżącego pod nim mężczyzny.
-Przepraszam, nie chciałem przewrócić – mówiąc to wstał, od razu tez pociągając Yina za sobą w górę. Z uśmiechem niewiniątka pomógł nieznajomemu otrzepać ubranie, które na pewno strasznie się ubrudziło po tym, jakże nieprzyjemnym lądowaniu. -Jeszcze raz przepraszam – mruknął i pochylił głowę w geście pokory.
 
Yin Xue Shen
[Usunięty]
Yin Xue Shen
[Usunięty]
[Cytuj]
Kiedy człowiek się w coś zaczyta, to świata nie widzi poza analizowanym tekstem. A jeśli czytelnikiem okazuje się dociekliwy Czarownik, to już w ogóle. Tak więc Yin na własnej skórze przekonał się, co to znaczy "zderzenie z rzeczywistością". Bo tej zabawnej sytuacji nie dało się inaczej nazwać. Kto by się spodziewał, że nagle zostanie powalony na ziemię przez pędzącego uciekiniera?
Upadek nie należał do przyjemnych, głównie za sprawą bliskiego spotkania trzeciego stopnia z chodnikiem. Całe szczęście, że Yin nie uderzył się w głowę. Po prostu instynktownie wiedział, jak zniwelować niektóre skutki upadku - taka zaleta talentu akrobatycznego. Mimo to, i tak nie było sympatycznie. Na czarnych ciuchach widać brud niemal tak samo jak na białych, więc gdy tylko Czarownik jakoś się pozbierał (z pomocą nieznajomego), zaczął się otrzepywać z brudu. Mało tego - upadek sprawił, że rozsypała mu się fryzura i teraz było widać, że ekscentryczny pan Shen miał co poniektóre kosmyki dużo dłuższe od pozostałych. Ech, ta zniszczona fryzura zabolała dumnego Czarownika najbardziej, tak więc wymamrotał pod nosem kilka niepochlebnych słów po chińsku.
Zapewne odpowiednio potraktowałby "napastnika", wyzywając go na głos od najgorszych, lecz gdy podniósł wzrok, momentalnie zmienił zdanie. Dlaczego? Otóż to proste. Widok przystojnej, azjatyckiej twarzy zadziałał na Yina jak czynnik łagodzący. Jednak pan Shen nie byłby sobą, gdyby nie strzelił przysłowiowego focha jak jakaś diwa. Zmarszczył więc gniewnie nos jak królik, wydając ostentacyjne prychnięcie, po czym zmierzył Japończyka surowym spojrzeniem. Czerń oczu Czarownika wydawała się świdrować biednego śmiertelnika na wylot. Trwało to dobrych kilka chwil, by zaraz potem nastąpiło coś niezwykłego...
Otóż nasz Czarownik uśmiechnął się przesłodko, tak jak tylko on to potrafił.
- Takie ładne oczy, a zupełnie nie patrzą przed siebie - rzekł, uśmiechając się znów. Teraz wydawał się rozbawiony całą tą sytuacją - Za coś takiego powinieneś postawić mi drinka w ramach przeprosin.
Znów ten zabawnie zmarszczony nos.
 
Ren Hayashi
[Usunięty]
Ren Hayashi
[Usunięty]
[Cytuj]
Chińskie klątwy, chińczyk w dodatku dość… pyskaty. Ren spojrzał na niego z lekkim zaskoczeniem, gdy te po prostu stwierdził, że ma ładne oczy. W tym momencie na jasne policzki Japończyka wpełzł rumieniec, którego nie był w stanie powstrzymać – zresztą ukłon w stronę tych, którym kiedykolwiek udało się powstrzymać rumieniec. Na szczęście udało mu się powstrzymać chęć nadęcia policzków i po prostu odpyskowania czegoś, temu mężczyźnie. Jeszcze mu brakowało takich amantów z Buddy łaski.
-Drinka? Nie za dużo od życia wymagasz? – mruknął w odpowiedzi. Ręce wsunął w kieszenie dżinsów. -Może bym ci postawił, ale na nadobne dziewczę mi nie wyglądasz – nie, nie gustował tylko w dziewczętach, ale cały świat o jego orientacji nie musiał wiedzieć. A już na pewno nie musiał wiedzieć tego ten bufon. Ostatecznie tez wyminął go sprawnie – tak znacznie sprawniej niż za pierwszym razem – i ruszył powoli w swoją stronę.
Szedł powoli, a w miarę oddalania się od tego mężczyzny, jego uśmiech zdecydowanie rósł. W wewnętrznej kieszeni kurtki czuł dodatkowy ciężar, którego sprawnie – mniej lub bardziej – pozbawił tego mężczyznę. W sumie buddysta nie powinien kraść cudzego portfela, ale temu panu się zdecydowanie należało.
Niech się trochę pomartwi, o swoją własność, a potem tak za tydzień albo dwa, mu podrzuci ten portfel. Ewentualnie odeśle pocztą, by uniknąć kolejnego spotkania.
 
Yin Xue Shen
[Usunięty]
Yin Xue Shen
[Usunięty]
[Cytuj]
Nie da się ukryć, że Yin był osobnikiem wykazującym przesadną pewność siebie, która zahaczała niemal o bezczelność. Stąd właśnie ten śmiały komplement posłany w stronę rozmówcy. Po prostu ten Czarownik uwielbiał wprawiać śmiertelników w zakłopotanie, a widok zarumienionej twarzy Przyziemnego sprawiał mu niemal perwersyjną przyjemność. Nic zatem dziwnego, że Yin uśmiechnął się samym kącikiem ust, gdy dostrzegł rumieniec na ślicznej buźce Japończyka.
- Od życia powinno się wymagać najwięcej, jak tylko się da - odrzekł pan Shen, zgrabnie ukrywając swoje zdziwienie pod kolejnym uśmieszkiem. Nie spodziewał się odmowy. Znaczy... brał to pod uwagę, ale nie sądził, że ta odmowa będzie aż tak ostra.
Ten śmiertelnik był interesujący.
Yin nie skomentował w żaden sposób tych słów o nadobnym dziewczęciu. Z jednej strony był poirytowany, że ktoś ośmielił mu się odmówić, ale z drugiej nie lubił, kiedy ktoś mylił go z kobietą. Z dwojga złego lepsza już była ta odmowa.
Zapewne tak by się to spotkanie zakończyło, gdyby nie fakt, że kieszeń w płaszczu Czarownika stała się podejrzanie lekka. Normalny człowiek zwróciłby na to uwagę w momencie, kiedy już byłoby za późno... ale inaczej się miała sprawa w przypadku pół-demonów.
- Jeśli chciałeś moją wizytówkę, wystarczyło o nią poprosić - odezwał się głośno Yin, tak żeby odchodzący Japończyk go usłyszał.
Była to swoista szansa dla tego złodziejaszka, by się zreflektował. A jeśli chłopak z tej szansy nie skorzysta, to trzeba go będzie pogonić. Cóż, przynajmniej się już mniej więcej wyjaśniło, dlaczego młodzik tak szaleńczo biegł na początku tej zabawnej historii.
 
Ren Hayashi
[Usunięty]
Ren Hayashi
[Usunięty]
[Cytuj]
Niemalże się roześmiał słysząc te słowa. Kiedyś też tak sądził, a potem życie kopnęło go dupę, dając do zrozumienia, że masz dokładnie tyle na ile zasłużysz i na ile pozwoli ci sam los. Czasem by zasłużyć trzeba ciężko pracować, a czasem wystarczy się dobrze urodzić. Niemniej wszystko, co robiliśmy i decyzje jakie podejmowaliśmy zawsze do nas wracały, w postaci czegoś dobrego lub złego.
A co za tym idzie Ren nie powinien się bawić w złodziejstwo, ale robienie tego, by utrzeć komuś nosa… to w sumie nie było nic złego, prawda? Zwłaszcza, że potem tę własność zmierzał oddać. Chociaż nie podejrzewał, że będzie to miało miejsce tak szybko. No ale skoro wciąż rozmawiają na tak miłej stopie, bez grożenia sobie policją, a także żadnych innych niemiłych zjawisk, to można było ten cyrk ciągnąć.
Wciąż idąc, obrócił się tyłem do kierunku, w którym szedł. Dzięki temu widział twarz tego Azjaty, który do niego mówił, coś o jakiejś śmieszniej wizytówce.
-Czemu miałbym chcieć twoją wizytówkę? – Zapytał z rozbawieniem. Słyszeć słyszał, nawet odpowiedział, ale zatrzymać się zdecydowanie nie zamierzał, bo niby dlaczego? Do póki ten mężczyzna nie zamierzał go gonić, ani wzywać policji, nie przejmował się. Gorzej, jeśli mężczyzna zdecyduje się na jeden z tych ruchów. Wtedy zrobi się zdecydowanie zabawnie.
 
Yin Xue Shen
[Usunięty]
Yin Xue Shen
[Usunięty]
[Cytuj]
Coś w tym było, że każdy uczynek zawsze powracał do człowieka jak bumerang. Yin wiele wymagał od życia i chciał mieć dla siebie wszystko co najlepsze, ale jednocześnie wiedział, że powinien także sporo wymagać od samego siebie. Tylko dzięki determinacji i ambicji stał się tak doświadczonym Czarownikiem i przeżył już ponad pół tysiąca lat. Gdyby nie nauczył się porządnie magii, zapewne nie osiągnąłby takiego bogactwa i prestiżu w niektórych kręgach.
A skoro o bogactwie mowa. Pan Shen spał na pieniądzach, więc nie zależało mu na nich aż tak, by ganiać za złodziejaszkiem i domagać się zwrotu portfela. W czym więc problem? Otóż w skradzionym portfelu znalazły się dokumenty, które lepiej odzyskać. Załatwianie spraw urzędowych związanych ze skradzionymi dokumentami to naprawdę upierdliwa rzecz. Oprócz tego młody złodziej przypadkiem wszedł w posiadanie pewnych podejrzanych drobiazgów, których nie powinien widzieć na oczy żaden śmiertelnik. Magicznymi amuletami lepiej się nie bawić, nawet jeśli wyglądają tak niewinnie jak stare, chińskie monety.
Zatem obaj panowie postanowili ciągnąć tę zabawną sytuację. Japończyk nie ustąpił, a jego wypowiedź wyraźnie dawała do zrozumienia, że portfela nie zamierzał oddawać. To utrudniało sprawę.
- Może po to, aby skorzystać z porad znawcy Feng Shui? - odpowiedział Yin pytaniem i uśmiechnął się przy tym przymilnie. Tym razem jednak już nie stał w miejscu. Widząc, że śmiertelnik nie ma zamiaru odpuścić, Czarownik ruszył za nim. Na razie nie był to bieg, tylko dość szybki krok.
A jeśli młodzik zacznie uciekać, to Yin miał na niego swój sposób. Wcale nie miał zamiaru ganiać za nim jak pies. Ale o tym za chwilę.
- Powinieneś mi oddać moją własność - niby grzeczna prośba, ale dało się w niej wyczuć stanowczość.
 
Ren Hayashi
[Usunięty]
Ren Hayashi
[Usunięty]
[Cytuj]
Uniósł wysoko brwi, gdy usłyszał o tym całym Feng Shui. W sumie to niewiele brakowało, by zaczął się po prostu śmiać. Niemniej przystanął na chwilkę, by właśnie nie wpaść na coś, na kogoś, a także by w razie wybuchu śmiechu, nie stracić równowagi, bo mimo wszystko chodzenie tyłem do łatwej sztuki nie należało.
-A po co mi znawca chińskiego voodoo? – Zapytał z wyraźną kpiną. Cóż może nie powinien z tego drwić. Zwłaszcza, że sam wierzył w pewnego rodzaju magię, ale również w rzeczy, przez które większość ludzi mogłaby go uznać za mniej lub bardziej nawiedzonego. Jednak w Japonii wstydem było nie znanie mitologii, nie wiedza jak powstał świat, jakie są bóstwa opiekuńcze, a także wiele innych rzeczy. A tez i Buddyzm oraz Taoizm miał w sobie pewnego rodzaju magię.
I musiał znów zacząć się cofać, bo Yin postanowił ruszyć w jego stronę. Nie biegł, szedł sobie spokojnie tyłem, nadal mając ręce w kieszeni. Nie można powiedzieć, by się przejmował tymi prośbami, groźbami czy czymkolwiek innym.
-A skąd pewność, że ją mam? – Odpowiedział i uśmiechnął się w tym momencie nieco cwaniacko.
 
Yin Xue Shen
[Usunięty]
Yin Xue Shen
[Usunięty]
[Cytuj]
?atwo drwić z czegoś, czego się nie rozumie. A w obecnych czasach była to po prostu plaga, którą naprawdę trudno wytępić. Współcześni ludzie nie wierzyli w magię, w Niebo, w Piekło... co z jednej strony było wygodne dla niektórych istot, ale z drugiej doprowadzało do dość nieprzyjemnych skutków. Yin przywykł do pełnych powątpiewania uśmieszków czy kpiących tekstów. Zwykle jednak kończyło się na tym, że zdesperowani ludzie (i nie tylko ludzie) biegli do Czarownika z prośbą o pomoc.
- Może potrzebna ci pomoc? Może to przeznaczenie, skoro tak na mnie wpadłeś... - odpowiedział Chińczyk, wciąż zagadkowo się uśmiechając. Właściwie to przeróżne uśmieszki nie schodziły mu z twarzy. To było bardzo typowe dla mieszkańców Państwa Środka. Banda dwulicowych drani.
Kiedy obaj panowie się tak przekomarzali i droczyli, można było odnieść wrażenie, że są bliskimi kumplami, którzy wzajemnie robią sobie niegroźne psikusy. Yin był mocno rozbawiony tą sytuacją i może tylko z czystej ciekawości nadal to ciągnął. Wreszcie trafiło się coś, co dało znudzonemu, wiekowemu Czarownikowi powiew nowości.
- Mam w portfelu magiczną monetę, która nosi na sobie mój astralny ślad. Znajdę ją wszędzie - pan Shen puścił rozmówcy oko - A tak na poważnie... kiedy się nosi w kieszeni coś bardzo ciężkiego, łatwo się zorientować, że to coś zniknęło.
W czasie tej jakże zabawnej pogawędki Yin zdążył się zrównać krokiem ze swoim rozmówcą. Dzięki temu Ren nie będzie musiał się gapić do tyłu. No i teraz obaj wyglądali trochę jak przyjaciele na spacerku.
 
Ren Hayashi
[Usunięty]
Ren Hayashi
[Usunięty]
[Cytuj]
Nie rozumie, w dzisiejszych czasach chyba każdy wiedział, czym jest feng shui, chociaż ludzie zdecydowanie źle kojarzyli tę filozofię, myśląc że to tylko sztuka ustawiania odpowiednio pewnych rzeczy, przedmiotów czy chociażby meblowania domu. Ren wiedział, że to coś więcej niż porady dotyczące ładnego meblowania domu, ale w tym momencie naprawdę o tym nie myślał. Właściwie to był w tym momencie nieco niezadowolony, nieco nie był w humorze na głębokie metafizyczne przemyślenia i te sprawy.
-Mnie? Twoja pomoc, chyba tylko w twoich snach – odpowiedział ze swoistym rozbawieniem. Oj tak, teraz on nieco popłynął z pewnością siebie, ale po takim czasie bycia zastraszoną kurką, miał prawo w końcu pokazać że nawet kurczaczek ma ostre pazurki. Na uśmieszki pana Shena nie zwracał najmniejszej uwagi, sam był Azjatą, który za uśmiechem krył wiele… dziwnych rzeczy. Jak chociażby to, że wcale nie jest mu do śmiechu.
Na wspomnienie o magicznej monecie, aż uniósł w górę brwi. No teraz to zabrzmiało niemalże groźnie, ale również na swój sposób bardzo zabawnie. Troszku też żałośnie, ale to się wymaże.
-A ty co? Hudini Wspaniały, że czarodziejskie monety trzymasz w portfelu? – Fuknął z kpiną. No teraz to Shen palnął. Można by niemal powiedzieć, że nie do końca wierzył w magię, chociaż wychował się w kulturze, która dopuszczała wiarę w jej istnienie. Ba, wiarę która teoretycznie mówiła, że magia faktycznie jest wokół nas.
-W to już prędzej uwierzę – odparł ze wzruszeniem ramion. -Co nie zmienia faktu, że wciąz nie wiem skąd to niesłuszne podejrzenie.
Wyjaśniło się skąd Yin wiedział, że portfela nie ma, ale wciąż nie podał logicznego argumentu odnośnie tego, skąd wie, że to akurat Ren go ma. Przecież wcale nie musiał go mieć. Odwrócił się przodem do drogi, chociaż kroczenie u boku tego dziwnego mężczyzny wcale mu nie odpowiadało.
 
Yin Xue Shen
[Usunięty]
Yin Xue Shen
[Usunięty]
[Cytuj]
Można powiedzieć, że spotkały się dwa koguciki, które miały problem z nadmierną pewnością siebie. Żaden z nich nie chciał ustąpić i przyznać się do swoich błędów. Mało tego - pewnemu wiekowemu kogucikowi ta zabawa nawet się podobała. Chociaż każda zabawa ma to do siebie, że prędzej czy później się znudzi. To tylko kwestia czasu.
- Nie, to nie. Przecież nie mogę cię do tego zmusić - Yin wzruszył ramionami. Domyślał się, że Japończyk miał kłopoty, bo ktoś kto łamie prawo, zawsze ma z tego jakieś problemy. Ale skoro ten Przyziemny był takim uparciuchem, to nic nie dało się na to poradzić. A przynajmniej nie od razu.
- I kompletnie się nie znasz na żartach. Naprawdę sądziłeś, że ja z tą monetą mówię tak na poważnie? - teraz to Czarownik zaśmiał się krótko - W takim razie nie będę opowiadał, co trzymam w domu.
Żarty żartami, ale rzeczywiście w słowach Yina było jakieś ziarno prawdy. Sprytny pół-demon chciał w ten sposób wybadać, z jakim typem człowieka ma do czynienia. Bo niby złodziejaszek nie wierzył w sprawy nadprzyrodzone, ale tekst pana Shena dał mu coś do myślenia.
- To podejrzenie jest słuszne. Portfel zniknął z mojej kieszeni dokładnie w momencie, kiedy odmówiłeś mi wspólnego wypadu do knajpki na drinka. Nie wcześniej i nie później - westchnął ciężko - Zostaw sobie te pieniądze. Zależy mi tylko na dokumentach i paru drobiazgach, które mają dla mnie znaczenie sentymentalne.
Nie trzeba było być Sherlockiem, żeby wyczuć niechęć Japończyka. Było to na początku zabawne, ale cóż... każda zabawa prędzej czy później się znudzi. I właśnie wtedy trzeba postarać się ją jakoś zakończyć.
 
Ren Hayashi
[Usunięty]
Ren Hayashi
[Usunięty]
[Cytuj]
Próba zmuszenia do czegokolwiek mogłaby być nad wyraz nieprzyjemna dla samego zmuszającego. Zwłaszcza, że mimo wszystko Ren umiał się obronić, robił to niechętnie, bowiem wolał bawić się w dyplomację tudzież uciekanie, ale przyparty do muru będzie walczyć niczym lew. Więc lepiej nie przypierać go do muru, bo wtedy można łatwo stracić zęby.
-A kto cię tam wie? Mało to dziwaków na świecie, może jesteś jednym z nich – odpowiedział ze wzruszeniem ramion. Zdecydowanie miał tego mężczyznę za dziwaka i co ważniejsze, z każdą chwilą wychodziło na to, że ma ku temu coraz to więcej powodów. Chociaż wciąż wszystko się rozbijało o to, że powinien mieć zdecydowanie bardziej otwarty umysł. Zwłaszcza, ze buddyzm również dopuszczał istnienie pewnych mocy nadprzyrodzonych. Ich ingerencji w świat ludzi i realny.
Aż uniósł w górę obie brwi i otworzył szerzej swoje skośne oczy. Można by zażartować w tym momencie, że wyglądał poniekąd jak sowa.
-Zatem ja jestem czarodziejem, bo wtedy już się od ciebie oddalałem, więc nie ma mowy, bym wtedy twój portfel zniknął – odparł ze wzruszeniem ramion. Normalnie magia jakaś. No i trochę to nie fair, oskarżać kogoś o kradzież, tylko dlatego, że nie chce z tobą iść na drinka. -A mówisz mi to, ponieważ? – Szopka trwa dalej.
 
Yin Xue Shen
[Usunięty]
Yin Xue Shen
[Usunięty]
[Cytuj]
Ren po części miał rację, bo dziwaków na tym świecie nie brakowało. Szarlatani i pseudo-magowie wszelkiej maści również się do tej grupy zaliczali. Dlatego nie ma się co dziwić, że umysł Japończyka pozostał zamknięty na niektóre sprawy. Yin nie miał nic przeciwko temu, bo nie zależało mu na tym, by zdradzać swoją prawdziwą naturę pierwszemu lepszemu Przyziemnemu... nieważne jak bardzo śliczny byłby ten Przyziemny. Obowiązywały pewne zasady i nawet taki niezależny indywidualista jak Czarownik, musiał się ich trzymać.
- Każdy z nas ma w sobie coś z dziwaka. Gdyby wszyscy byli normalni, byłoby strasznie nudno na tym smutnym świecie - odpowiedział Chińczyk, uśmiechając się samym kącikiem ust.
Widok zdziwionego Rena był bezcenny. Niesamowite, że Azjata potrafił zrobić oczy jak sowa, ale jak widać... było to możliwe. Niewiele rzeczy zaskakiwało wiekowego Czarownika, ale ta minka zdecydowanie wpisywała się w kategorię "zaskakujący".
- Owszem, jesteś bardzo zdolny i podwędziłeś moją własność tak szybko, że mogłoby to zakrawać o jakieś czary - Yin uśmiechnął się szerzej, a w jego oczach dało się dojrzeć coś na kształt podziwu czy nawet uznania. Trwało to jednak krótko, bo zaraz potem w tej głębokiej czerni zagościło zmęczenie i jakiś rodzaj smutku.
- Mówiłem, jestem sentymentalny i zależy mi na paru rzeczach. A poza tym chciałem to załatwić polubownie, bez straszenia policją i niepotrzebnej gonitwy. Widzę, że jesteś uparty tak samo jak ja, więc chyba po dobroci tego nie zakończymy. Masz ostatnią szansę.
 
Ren Hayashi
[Usunięty]
Ren Hayashi
[Usunięty]
[Cytuj]
Wywrócił oczyma słysząc mądrości z serii „gdyby wszyscy… „ bo tymi mądrościami już poniekąd rzygał. Już nie wspominając o tym, że niemal to zakrawało na te wszystkie… ideologiczne tekściki, którymi tak lubili sypać Chińczycy. A właściwie ta ich głęboka filozofia, która w rzeczywistości była nieco… nudna. A przynajmniej takie odczucie i to niesamowicie przemożne miał w tej chwili Ren. Co więcej nie zamierzał tego filozoficznego gadania w żaden sposób komentować. Lepiej było się nad tym nie rozchodzić – zdrowszy człowiek będzie.
-Och dziękuję za tak specyficzny komplement – fuknął i wrócił do normy. Można by niemal powiedzieć, że w tym momencie przestał być sowo-Azjatą, a wrócił do starego, dobrego wyglądu. Skośne oczy itp. Chociaż potem wywrócił brązowymi oczyma, by nagle się zatrzymać. Ostatnia szansa, co? Brzmiało to poniekąd śmiesznie. A i sam Ren zrobił coś zapewne mocno zaskakującego, bowiem jak gdyby nigdy nic obrócił się na pięcie i zaczął wracać tam, skąd obaj przyszli.
Towarzyszyło temu mało eleganckie burczenie pod nosem, o starym, marudnym gburze, który oskarża go o zrobienie czegoś, czego nie zrobił i o demencję starczą, która w tym przypadku bardzo szybko zaczęła atakować jego młodego towarzysza. Czyli zabawy pt. jestem niewinny ciąg dalszy.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo