Jeffrey Blauerwasser
[Usunięty]
Jeffrey Blauerwasser
[Usunięty]
[Cytuj]
Minęło kilka dni odkąd Jeffrey lepiej się poczuł i wrócił do swojego mieszkania on Nyx. Kilka dni odkąd przebywa u niego jego córka. Nadal nie wie jak się ma zachowywać. Jak się zachowuje normalny ojciec? Nie czuł tego. Nie wiedział co zrobić by stworzyć normalną rodzinę jaką kiedyś chciał mieć. Taką o jakiej marzył. Może to przyjdzie po prostu z czasem? W jego życiu wszystko było na odwrót. Najpierw córka, potem pocałunek, potem dziewczyna. Czy to nie powinno być w całkiem innej kolejności? Pewnie tak, ale świat w którym żył był dziwny i co miał z nim zrobić? Powinien był się do niego przyzwyczaić. Im szybciej tym lepiej.
Dzisiaj wieczorem kiedy upewnił się, że Tequila śpi w jego sypialni głębokim snem to zamknął ją w mieszkaniu i wyszedł. Często tak robił i na szczęście nic się nie stało. Nie miała roczku czy dwa. Na pewno nie byłaby w szoku kiedy by wstała w środku nocy i zauważyła, że Jeffa nie ma. Tak czasami się dzieje. Poszedł prosto do Nyx i ją porwał z mieszkania. Zazwyczaj nie robił jej takich niespodzianek, ale... cała ich znajomość była taką niespodzianką. Spontanicznością.
Odbyli niezły spacer po mieście. Trochę łazili, potem kupił dziewczynie coś, potem znów udali się na spacer, ale kiedy dziewczyna zaczęła już narzekać, że bolą ją nogi zabrał ją tutaj. znalazł to miejsce dawno temu. Kiedyś miał tutaj przyprowadzić swoją wróżkę, ale nigdy nie było okazji do tego. Usiadł na jednym z kamieni, który swoją drogą nie był ani trochę ciepły i posadził na sobie dziewczynę i objął ją ramionami by trochę się zagrzała. Jemu zawsze było ciepło, a do tego jeszcze miał odpowiednią runę. Współczuł nieco dziewczynie. Spojrzał do góry na niego. Było bezchmurne i widział na nim księżyc oraz mnóstwo gwiazd. Było piękne.
- Już niedługo będzie pełnia. nie będzie tu tak bezpiecznie jak dzisiaj- zapewnił. Zawsze się znajdzie jakiś świeży wilczek. Nie chciał by wtedy dziewczyna wychodziła na zewnątrz. Martwił się bardzo o nią i to nie tylko w pełnię. O każdej porze mogło coś się stać. Nie było na co zwalać winy. Ucałował ją w policzek i mocniej ścisnął.
 
Nyx Hargreaves
[Usunięty]
Nyx Hargreaves
[Usunięty]
[Cytuj]
Dobrze było wiedzieć, że ma się obok osobę, na którą można liczyć. Życie Nyx było raczej pasmem nieszczęść i ciągłą walką o lepsze jutro, niżeli czymś dobrym. Nigdy nie miała osoby, na którą mogłaby liczyć w stu procentach. Dla ciotki na pewno była sporym obciążeniem, nawet jeśli nie okazywała jej tego na co dzień. Zawsze starała się być zaradna i samowystarczalna, aby nikt nie musiał być zły za to, że Nyx była na jego utrzymaniu. Teraz miała życie we własnych rękach i poznała kogoś, komu zaczęło na niej zależeć. To miłe uczucie, wiedziała, że Jeffrey będzie obok bez względu na wszystko, a tym bardziej… czuła, że mężczyzna jej potrzebuje, po tym jak wydał jej swój największy sekret. Między nimi niewiele to zmieniło, aczkolwiek te wszystkie informacje znacząco wpłynęły na jej życie.
Nadal nie oswoiła się z myślą o istnieniu Świata Cieni. Nadal ciężko było jej zrozumieć to wszystko i nadal nie wiedziała na czym dokładnie polega. Wampiry, wilkołaki czy wróżki. Było to ciężkie do przetrawienia, ale swoisty dowód na istnienie mocy nadprzyrodzonych miała w muzeum. Gdyby wtedy nie naciskała na Jeffa, aby poszedł z nią, pewnie nadal żyłaby w błogiej nieświadomości, a Blauerwasser nie musiałby się martwić czy jego ukochana nie ucieknie w popłochu przerażona tym wszystkim. Starała się jednak unikać tematu, wolała nie dopytywać i nie wyciągać z niego większej ilości informacji, byłoby to dla niej niekorzystne. Starała się żyć i funkcjonować normalnie, nawet jeśli obracała się przez ramię i doszukiwała różnych dziwactw wśród ludzi, których dobrze znała. Może należeli do tego świata? Może któreś z nich było wróżką, wampirem czy wilkołakiem? Albo potrafiło czarować? Te myśli towarzyszyły jej ostatnio nader często.
Dobrze, że Jeff zdecydował się wyciągnąć ją z domu w tak urocze miejsce. Nie ważne, że spacerowali długo i było dość późno. Nie pochwalała jedynie tego, że zostawiał swoją małą córeczkę samą w domu. Tak, wiedziała, że Tequila znów pojawiła się u progu jego mieszkania i chciała jego opieki. Nie rozumiała tego, prawdę mówiąc, pojawiała się i znikała, grając na jego uczuciach, nawet jeśli była wyjątkowo uroczym dzieckiem.
Ułożyła się obok Jeffrey’a w wygodnej pozie, wtulając się w jego bok i przymykając oczy. Faktycznie było tu dość pięknie i podobała jej się zarówno sceneria, jak i atmosfera. Odetchnęła głębiej i uśmiechnęła się, kiedy postanowił skraść jej buziaka.
- Wilkołaki? – spytała dla pewności spoglądając w jego stronę. – Stanowią duże zagrożenie? Często kogoś gryzą? – dodała, skoro już poruszył ten temat, wyraziła zainteresowanie.
 
Jeffrey Blauerwasser
[Usunięty]
Jeffrey Blauerwasser
[Usunięty]
[Cytuj]
Czy Jeffrey mógł na kogoś liczyć? Możliwe, że na Margaret, którą poznał kiedy jeszcze pomieszkiwał w instytucie albo Kaia, który wydawał się bardzo przyjaznym chłopakiem. Na Shi raczej też. Zawsze mu chętnie wysyłał odpowiedzi na jego pytania jeśli jakieś miał. Nie był w tym wszystkim sam mimo, że tak się czuł. Czuł się przez długo samotny. Sam decydował gdzie i z kim iść na misje, sam decydował czy sam mieszka czy poszuka współlokatora, sam zdecydował że opuści Niemcy! Nie mógł powrócić do swojego domu rodzinnego. Nie mógł wrócić do instytutu w Brelinie. Już widział te spojrzenia znajomych, których zostawił nie żegnając się. Dziewczyna wtedy była dla niego najważniejsza. A więc postrzeganie świata się zmienia. Ludzie się też zmieniają. Zwłaszcza jeśli ktoś ma szesnaście lat! To nie był jego wybór. Jego wyborem był wyjazd. Emmy wyborem było zniszczenie jego.
A teraz poznał kolejną przyziemną, którą swoją drogą pokochał. Ale ta była inna. Nie imprezowała w klubie dla podziemnych, nie wiedziała o jego świecie. Czuł… że jest jego. Czuł że może ją powoli dopuszczać do swojego świata. Wiedziała tyle co on jej mówił. Czuł się bezpiecznie i to było coś wspaniałego. Nie dlatego, że Czuł jakąś tam władzę nad nią bo absolutnie tak nie czuł! To było coś innego. Nie chciał jej wystraszyć. Potrzebował jej. I to jeszcze jak!
Gdyby nie poprosiła jego do pójścia do muzeum to poszłaby z kim innym. Poprosiłaby o to innego podziemnego a on czułby, że ma ją na sumieniu. Co prawda nie poznałaby prawdy o nim i nikt by jej nie powiedział o tym innym świecie. Może spałaby bardziej spokojnie i nie zastanawiała się nad tym wszystkim? Jednak czy to coś by zmieniło? Jeffrey i tak musiałby powiedzieć kim jest. Nie umiałby żyć z świadomością, że wciąż ją okłamuje. Że żyje z nieświadomością kogo trzyma pod własnym dachem, z kim się spotyka. W kim się zakochuje.
Z faktem, że zostawił córkę samą też nie czuł się najlepiej, ale trzeba zrozumieć jego też. Chciał trochę pobyć z Nyx. Sam na sam. Chciał być choć trochę romantyczny. Kobiety to kochają. Ponoć. Nigdy nie był specem. Jego kumpel raczej nie gustował w kobietach.
- Te świeżo przeminione nie panują nad sobą. Zwłaszcza podczas pełni. Gryzą, zagryzają na śmierć.- odparł poważnie. Nie chciał jej straszyć ale powiedzieć jaka jest prawda.
Pogładził jej długie włosy i posłał jej uśmiech.
- Mam nadzieję, że sprawisz mi ten zaszczyt i pójdziesz ze mną na ślub- niedawno został zaproszenie od Finlay’a z instytutu. Margaret wychodziła za mąż. Kto by pomyślał! Dla niego to było zaskoczenie. Wieki jej nie widział. Miał nadzieję, że Nyx wybierze się z nim. Było tak mało czasu więc to była ostatni moment ją zaprosić. Z drugiej strony zrozumie fakt, że może tam się poczuć źle. W końcu miejsce pełne ludzi których nie znała. Mogła się poczuć zagrożona po tym co jej powiedział nie tak dawno.
 
Nyx Hargreaves
[Usunięty]
Nyx Hargreaves
[Usunięty]
[Cytuj]
Cała wiedza o wampirach, wilkołakach i wróżkach była czymś, co stopniowo chciała poznawać. Zapewne dlatego, że zdała sobie sprawę, że to część świata Jeffrey’a, a jeśli już zdecydowała się z nim być, to chciała jak najlepiej poznać jego świat. Każde jego aspekty, te mniej czy bardziej przyjemne. Ważne, że Blauerwasser rozumiał doskonale jej niepewność i strach przed tym wszystkim i nie zwalał na nią gromu nowych informacji, dawkował je ograniczenie, podpowiadając coraz to nowsze rzeczy. Nyx starała się to zrozumieć, zaakceptować, przyswoić. Szło jej nawet całkiem dobrze, choć znacznie wpłynęło na funkcjonowanie jej świata. O wiele bezpieczniej czuła się z Jeffrey’em, kiedy był obok, czuła się tak, jakby miała przy sobie wyjątkowego obrońcę.
Uśmiechnęła się lekko, kiedy spytał czy pójdzie z nim na ślub. Coś napomknął na ten temat, a może nawet pokazał jej zaproszenie? Nie pytała kim jest ta jego znajoma, ale na pewno należała do świata cieni. To trochę stresujące, znaleźć się wśród ludzi z Jego świata, wojowników, zabijających demony. Dla niej, to zupełnie niepojęte rzeczy. Nie mogła mu jednak odmówić, czułaby się źle, jeśli pozwoliłaby mu pójść tam samemu, kiedy tak pięknie prosił ją o obecność obok siebie, podczas tego wzniosłego wydarzenia.
- Oczywiście, że z Tobą pójdę. – odparła z uśmiechem na ustach i pocałowała go delikatnie w policzek. Chwilę później wspięła się na jego uda, siadając na nich okrakiem i obejmując jego szyję. Szczerze mówiąc, od jakiegoś czasu czuła się przy nim na tyle komfortowo, aby pozwolić sobie na takie zachowania. Pogładziła jego policzek i znów pocałowała subtelnie jego usta. – Kiedy ślub i gdzie? York Minster? – spytała. Musiała się odpowiednio przygotować, sukienka, fryzura, makijaż i te sprawy. Kobiety nie miały tak łatwo, a Nyx chciała naprawdę dobrze wypaść przed jego znajomymi. – I w jakiej restauracji później wesele? Bo wiesz… Może znam i wiem na co się przygotować? – dodała bawiąc się jego włosami zaraz nad karkiem, uśmiechała się przy tym uroczo i patrzyła mu prosto w oczy.
 
Jeffrey Blauerwasser
[Usunięty]
Jeffrey Blauerwasser
[Usunięty]
[Cytuj]
Jego oczy zabłysły kiedy się zgodziła. Wyobrażał sobie różne odpowiedzi. Powiedzenie prosto z mostu „nie”, wymigiwanie się pod różnym pretekstem, zmienianie tematu, ale nie to, że tak łatwo się zgodzi! Chyba musiało jej naprawdę zależeć na nim. Nawet zbytnio się nie wysilił by ją namówić. A był na to gotów. Chciał by zobaczyła takich jak on sam. Czy ktoś wniesie na miejsce broń? Nie zdziwiłby się. On sam zamierzał coś małego ukryć w swoim stroju.
Objął ją bardziej kiedy zmieniła pozycje i objęła go. Zdążył się już przyzwyczaić do jej śmiałych gestów. Podobało mu się to. Musnął jej zimne usta przybliżając ją bliżej jeszcze do siebie. Gdyby tylko mógł to na pocałunku by się nie skończyło. A potem nadeszły kolejne pytania. Spodziewał się ich. Wiedział, że nastąpią teraz czy później. Pójście z nią na ślub to kolejny krok do tego by pozwolić jej zbliżyć się do jego świata. Poznać jego kraj, kraj nocnych łowców.
- Ślub odbędzie się w Idrisie. To jest ojczyzna nocnych łowców ukryta dla zwykłych ludzi przez Anioła Razjela- wyjaśnił jej uprzedzając jej prawdopodobne pytania.
Dawno nie był w tym miejscu. To było wyjątkowe miejsce, a tak rzadko tam przybywał. Szczerze mówiąc nie miał potrzeby tam zaglądać, nikt z jego bliskich czy znajomych tam nie mieszkał. Wszystkich kiedy kiedyś kochał mieszkali w Berlinie lub innych miejscach w Europie. Nikogo nie było w Idrisie.
- Nie będzie restauracji. Wszystko odbędzie się w rodowej posiadłości panny młodej.- nie był nigdy tam. Domyślił się, że to naprawdę musiało być piękne miejsce skoro na to się zdecydowali. Zawsze mogli to zrobić w instytucie, prawda?
Domyślił się również kto udzieli im ślubu. Nigdy nie był na żadnym ślubie, ale to na pewno oni. Cisi bracia. To pewnie będzie dla niej straszny widok. W końcu cichy brat wydawał się dla każdego przyziemnego straszny.
- Może powinienem ci pomóc? Dla mnie wyglądasz ślicznie we wszystkim skarbie- już doskonale wiedział jakby ta pomoc wyglądałaby. Zaciągnąłby ją do łóżka na dobrych kilka godzin po czym zacząłby rozmawiać o głupotach albo oglądaliby filmy do rana. Może nawet zrobiliby co innego, kto to wie?
- Jesteś zmęczona?- zapytał ściskając bardziej jej pośladki za które idealnie się trzymało.
 
Nyx Hargreaves
[Usunięty]
Nyx Hargreaves
[Usunięty]
[Cytuj]
Idris. Miejsce tylko Nocnych ?owców, niedostępne dla przyziemnych. Ciekawe w takim razie w jaki sposób Nyx się tam dostanie, w końcu była przyziemną. Może jak się znało jakiegoś Nocnego ?owcę, wtedy można było wejść do środka? Nie miała pojęcia, ale skoro Jeffrey ją zapraszał, na pewno wiedział co robi. Zasadniczo nie miała powodów by mu odmawiać. Brunet wyznał jej swoje uczucia, powiedział o wszystkim, nie miał żadnych tajemnic. Jego szczerość była rozbrajająca i potrzebna ich związkowi. Z tym Hargreaves czuła się pewniej. Miała problemy z zaufaniem, a on na każdym kroku udowadniał, że zasługuje na to wszystko.
Pokiwała głową na znak zrozumienia. Na razie nie chciała dopytywać, na pewno w swoim czasie dowie się wszystkiego. Impreza miała się odbyć w rodowej posiadłości panny młodej. Jedno wielkie WOW. To musiał być naprawdę ktoś znaczący, skoro miał własną, rodową posiadłość, a nie jakiś tam po prostu domek jednorodzinny czy mieszkanie w bloku. Ona sama zajmowała kawalerkę, niewielka powierzchnia, ale urządzona bardzo sprytnie. A kobieta, do której szła na wesele miała własną rodową rezydencję. Teraz utwierdziła się w przekonaniu, że będzie musiała wyglądać naprawdę dobrze. To dla niej jak Royal Wedding albo coś w ten deseń. Rodowa Posiadłość. Szok.
- Musze wyglądać doskonale… Jest jakiś dress code? Wiesz, na ślubach rodziny królewskiej są odpowiednie wymagania… A skoro Twoja przyjaciółka ma własną rodową posiadłość musi być jakaś ważna… – z jakiegoś powodu Nyx to stresowało, ale Jeffrey pewnie szybko rozwieje jej wszelkie wątpliwości w tym temacie. – Długa suknia, nie? – spytała przygryzając lekko wargę. – Albo raczej nie za krótka. – nie pamiętała jak to dokładnie było. Gorzej, jak Jeff nie będzie wiedział.
- Zmęczona trochę… Nie jakoś bardzo. – szepnęła uśmiechając się, kiedy Jeff złapał ją za pośladki. Niegrzeczny, nie umiał utrzymać rączej przy sobie! Zaśmiała się lekko. – A co? Masz dla mnie jeszcze jakieś atrakcje? – spytała szeptem prosto w jego usta. No, ciekawe co to chodziło po jego głowie.
 
Jeffrey Blauerwasser
[Usunięty]
Jeffrey Blauerwasser
[Usunięty]
[Cytuj]
Odkąd w końcu jej wyznał o sobie prawdę i o swoim świecie którego jeszcze nie znała czuł ulgę. Czuł ulgę, że się od niego nie odsunęła, że w końcu niczego nie ukrywa przed osobą którą kocha. To było magiczne. Ta ulga którą czuł sprawiała, że chodził uśmiechnięty i cieszył się z życia. Gdyby mu kiedyś o tym powiedział, że taki będzie zanim poznał Nyx toby takową osobę wyśmiał. On miałby być szczęśliwy? Chodzić uśmiechnięty? Nie miał powodu. Ale teraz już ma. Ona była jedynym powodem którego chciał się blisko trzymać.
Panna młoda była, wow, tego nie można było ukryć. Kiedy pierwszy raz ją ujrzał w Sali treningowej to nie mógł pójść dalej tylko stanął w drzwiach i przyglądał się jej poczynaniom. Była naprawdę niezła! I do tego była niesamowitym nocnym łowcą. Cieszy się, że miał okazję ją poznać podczas krótkiego pobytu i instytucie. Niektóre przypadkowe spotkania sprawiają, że przyjaźń trwa całe życie. Dawno rudowłosej nie widział, ale to było naprawdę niesamowite, że pamiętała o nim. Nie mógł się doczekać by zobaczyć jej wybranka, naprawdę. Oby tylko dobrze ją traktował! Nie zmieniało to faktu o rezydencji. Widocznie to nie jest coś co każdemu się chwali. Albo było czymś oczywistym.
- Dla mnie zawsze wyglądasz doskonale, dla innych nie musisz się tak stroić- powiedział i pocałował ją w policzek. Była doskonała.
- Sporo nocnych łowców ma rodowe posiadłości. Każdy nocny łowca ma swój ród i tak dalej. Ja również gdzieś tam mam rodziną posiadłość. Może nie w Idris, ale mam. Nigdy do niej nie wrócę- wyjaśnił. Jego ślub nigdy nie odbędzie się w rodzinnej posiadłości w której nawet rodzice nie mieszkali. - Nie za krótka, nie długa. Taka byś czuła się dobrze kiedy przykładowo nałożyłabyś nogę na nogę- w swoim życiu już różnych rzeczy się naoglądał. Nie chciał by i ją to spotkało. Co nie włoży na pewno będzie wyglądała cudownie. Nie chciał by się przejmowała tym, że źle by wyglądała.
- No wiesz… moglibyśmy pójść do ciebie i trochę się nacieszyć sobą- powiedział cicho muskając jej płatek ucha. Wiedział doskonale, że Nyx wiedziała co miał na myśli. Nikt nie mówił, że będzie się hamować kiedy będzie miał przy sobie tak cudowną dziewczynę. Zwłaszcza, że ta siedziała mu na kolanach! Zdecydowanie nie mógł się pohamować! Musnął ustami jej szyję nadal ściskając jej pośladki.
 
Nyx Hargreaves
[Usunięty]
Nyx Hargreaves
[Usunięty]
[Cytuj]
Wysłuchiwanie historii o rodach w jakimś tajnym mieście i innych takich rzeczach brzmiało naprawdę jak niezłe Sci-Fi, na których Hargreaves znała się nie bardzo, tak szczerze mówiąc. W każdym razie, od kiedy wiedziała, że to wszystko jest prawdą, podchodziła do tego nieco inaczej, a także choroba, na którą została narażona ostatnio, sprawiła, że zaczęła wszystko widzieć, a to już było ostatecznym dowodem. Fakt jest jeden, te wszystkie doświadczenia pozwoliły jej brać czynny udział w życiu Jeffrey’a, co ją osobiście bardzo cieszyło. Nie widziała, żeby Blauerwasser umawiał się z kimkolwiek i gdziekolwiek, nie widziała, żeby miał więcej znajomych. Spędzali ze sobą dużo czasu, a do tego miała wrażenie, że on naprawdę uważa się za kogoś bardzo, bardzo złego, przez to, że zabija te całe demony. Musiał czuć się z tym wszystkim bardzo samotnie i nawet, jeśli dla Nyx większość z tych rzeczy nadal brzmiała abstrakcyjnie, tak obiecała sobie, że będzie go wspierać, bo zdecydowanie na to zasługiwał.
- Oj, Jeff, Jeff… – pokiwała lekko głową, kiedy tak zaczął sugerować, że powinni iść do niej i nacieszyć się sobą. Nefilim chyba zapominał, że Nyx jeszcze nigdy wcześniej nie zapędziła się tak daleko, a ich zbliżenia były dość ograniczone. Nie kryła swojej niewinności przed Jeffrey’em i wiedziała też, że mężczyzna ma swoje potrzeby, ale on nie była gotowa na żadne kolejne kroki. Musiał się uzbroić w cierpliwość, bo niestety, ale ona naprawdę, choćby bardzo się starała, nie mogła tego zmienić. Pomijając już fakt, że chciała to mieć dobrze zaplanowane, żeby przypadkiem nie wyszło z tego coś, czego oboje się nie spodziewali. – Możemy iść do mnie i spędzić razem czas. – szepnęła. Tego nigdy mu nie odmawiała, bo nie miała przecież ku temu powodów. Lubiła z nim siedzieć, leżeć i ogólnie, być obok niego. Dlaczego więc miałaby odmówić? To by było bez sensu.
 
Jeffrey Blauerwasser
[Usunięty]
Jeffrey Blauerwasser
[Usunięty]
[Cytuj]
To właśnie dlatego nie mówił Nyx tylu rzeczy na raz bo nie chciał jej przerazić tymi wszystkimi faktami. To nadal było dla niej coś świeżego z czym musiała się zapoznać powoli. Dzisiaj już nie zamierzał mówić nic więcej. I tak sporo się dowiedziała, ale musiał. Na jej pytania zawsze był gotów odpowiadać. Cieszył się, że zadawała tyle pytań. Ciekawe z niej było dziewczę. On za swoich czasów również był taki ciekawy. Na tyle ciekawy, że jego największym marzeniem było nauczanie w akademii. Teraz nie był pewien czy nadal chciałby tam dołączyć. Nie wiedział co dziewczyna miałaby tam robić a sam nie dałby sobie rady. Ciągle potrzebował jej wsparcia, zachęcenia do czegoś, pocieszenia, czułości. To wszystko mu zapewniała a nawet i więcej.
To była prawda, nie umawiał się z nikim innym. Nie miał zbyt wielu znajomych. Ograniczał się do wysyłania sms’ów albo spotykania się z kimś na misjach. Nie potrzebował znajomości. Tak przynajmniej mu się zdawało. Ostatnio cały czas poświęcał córce kiedy akurat postanowiła być jego córeczką oraz z Nyx z którą świetnie się czuł. Nie żałował ani trochę tamtego dnia kiedy się na nią rzucił z pocałunkiem. Dzisiaj prawdopodobnie nie byłoby między nimi tego co było. Wolał już spędzać czas z jej znajomymi. Chociaż oprócz Xaviera którego poznał w muzeum więcej osób nie było mu dane poznać. To się zmieni! Pozna jego znajomych na weselu!
Samotności nie można było tak po prostu ominąć. Nie czuł się samotny dlatego, że zabijał. Chociaż dlatego też. Czasami było bardzo ciężko, ale dawał sobie radę. Nie mógł sobie pozwolić na zaangażowanie bo ludzie odchodzili. Było za późno. Tyle dobrego, że ona nie jest nefilim czy innym podziemnym.
Doskonale wiedział, że Nyx jeszcze tego nie robiła. W końcu był pierwszym facetem z którym robiła niemal wszystko pierwszy raz. Był pewny, że to również z nim zrobi, prędzej czy później. Wiedział, że potrzebowała pewności co do tego, że to on. Potrzebowała poczucia bezpieczeństwa przy nim. Nigdy nie naciskał mimo, ze miał niezbyt grzeczne myśli. Potrafił się sam zadowalać.
- Zamierzasz z tym czekać do ślubu?- drążył skoro już byli przy odpowiednim temacie. Różne przypadki się zdarzały. On nie był zbyt bardzo wierzący. Co prawda, nie był wcale wierzący. Wierzył w anioła razjela, ale w resztę? Raczej nie.
 
Nyx Hargreaves
[Usunięty]
Nyx Hargreaves
[Usunięty]
[Cytuj]
Raczej nie spodziewała się, że Jeffrey’owi przyjdzie do głowy zaczynać ten temat! Nie wiedziała czy chciała czekać do ślubu, to było o wiele bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Przez wiele lat była zagorzałą feministką, odrzucającą od siebie każdego dosłownie mężczyznę, odpychała ich, czasem posuwała się do naprawdę nieprzyjemnych rzeczy, jeśli chodziło o to, aby przestali być wobec niej natrętni. A wtedy pojawił się Jeff, który tak na dobrą sprawę, zmienił dosłownie wszystko. Nyx na początku też była wobec niego nieufna, niepewna, nie wiedziała jak powinna się zachować, jeśli chodzi o relacje damsko męskie. Jeff na nic nie naciskał i wiedziała, że jeśli teraz odpowiedziałaby na jego pytanie twierdząco, niewiele by to zmieniło, przecież nie zostawiłby jej tylko dlatego, że chciałaby czekać z seksem do ślubu. Uśmiechnęła się delikatnie, spoglądając prosto w jego tęczówki.
- Raczej nie zamierzam z tym czekać aż do ślubu… Ale nie mamy się co spieszyć, prawda? Jesteśmy ze sobą dość krótko. – stwierdziła tylko przygryzając wargę. Nie chciała, żeby Jeff zrozumiał ją źle, przecież chodziło jej o to, że pośpiech był niewskazany w wielu przypadkach. Po prostu Nyx nie czuła się jeszcze najpewniej w tej kwestii i miała nadzieję, że Blauerwasser to zrozumie.
- A to dla Ciebie tak bardzo ważne? – spytała spuszczając wzrok, miała nadzieję, że odpowie przecząco, bo nie chciała, żeby pokłócili się przez ten dość drażliwy dla niej temat. Jeff musiał mieć na uwadze, że Nyx była kompletnie zielona w tym temacie, nie wiedziała zupełnie nic i musiałby ją najpierw wprowadzić, przygotować. Dlatego wolałaby zaplanować coś takiego, a nie działać na szybko.
 
Jeffrey Blauerwasser
[Usunięty]
Jeffrey Blauerwasser
[Usunięty]
[Cytuj]
Raczej nie powinno ją dziwić, że rozpoczął taki temat. Raczej wolał grać w otwarte karty niż tylko snuć domysły na jej temat. Doskonale wiedział, że dziewczyna nie robiła jeszcze tego, że nie miała nikogo przed nim i nie chciała się spieszyć. Z pewnością chciała mieć pewność, że to ten któremu ma się oddać. Że jest odpowiedni. Jemu wcale się nie spieszyło. To była zwykła ciekawość. Mógł poczekać. Ten dzień kiedyś nadejdzie i wyjdzie wszystko naturalnie! Co do tego był przekonany. Nie zrobi tego w byle jaki sposób jak wtedy z pierwszym pocałunkiem! Chciał by tą chwilę zapamiętała. Należało jej się.
Kiedy powiedziała, że nie chce czekać aż do ślubu ulżyło mu trochę. To się wydarzy szybciej niż myślał. Pogładził jej plecy lekko i powoli zaczął ją kołysać.
- Oczywiście, że nie musimy się spieszyć. Jestem bardzo cierpliwym człowiekiem- zapewnił ją patrząc jej prosto w oczy.
Podniósł jej buzię kiedy ta spuściła wzrok tym samym zmuszając ją do patrzenia na siebie. Jego usta wykrzywiły się w uśmiechu.
- Dla mnie jesteś ważna ty a nie jakiś tam seks. Chcę byś była szczęśliwa a nie żebym sobie ulżył. Mam nadzieję, że to zrozumiesz. Ten dzień kiedyś nadejdzie, ale masz rację, nie musimy się wcale spieszyć- zapewnił ją i sięgnął ponownie po jej usta swoimi. Dawała mu niesamowite szczęście i chyba jeszcze nie zdawała sobie z tego sprawy.
Wstał trzymając ją w zupełnie takiej pozycji w jakiej siedziała a dopiero potem powoli ją spuścił na ziemie i splótł ich palce razem.
- Trzeba wracać bo noc nam się skończy- zaśmiał się. Przy niej noc zawsze kończyła się bardzo szybko. To było niewiarygodne!

/zt
 
Misha Denisov
[Usunięty]
Misha Denisov
[Usunięty]
[Cytuj]
/ po ataku kłusowników

Wiedział, że nie powinien tutaj być. Jego miejsce było w domu, przy Kieranie i innych rannych. Brakowało rąk do pracy przy zmianie tych wszystkich opatrunków. Cholerny Kłusownicy i ich naszpikowana srebrem broń. Gdyby nie ta przewaga, dawno gryźliby piach, a wilki byłyby w stanie wylizać się w ciągu jednego dnia. Niestety, Ci ludzie specjalizowali się w pozbywaniu się takich jak oni i cholernie dobrze wykonywali swoją robotę. Sam padł ich ofiarą, choć moment, gdy ostry nóż wbił mu się w brzuch pamiętał jak przez mgłę. Chcieli go porwać razem z Hannah, ale nie byli w stanie. Obroniły go pozostałe wilki i chociaż był im wdzięczny, wolałby znaleźć się na miejscu Cox. Całe szczęście, że nic poważnego się jej nie stało.
Kieran to inna historia. To na nim skupił się atak i to jego próbowali wyeliminować jako pierwszego. Misha usiłował mu pomóc, jednak przeciwników było zbyt wiele. Mimo odniesionych ran Alfa ruszył dalej, by odbić schwytanych zakładników i choć wataha odniosła sukces, swojego lidera do domu sprowadzili nieprzytomnego i w opłakanym stanie. Byli praktycznie bezsilni wobec zadanych licznie srebrnym orężem ran. Nikt nie miał wątpliwości, że Kieran będzie musiał zawalczyć o swoje życie. I walczył.
Bezsilność Denisov uważał za jedną z najgorszych rzeczy na świecie. Obecnie mógł się w niej pławić do woli. Obraz rozgorączkowanego bruneta na łóżku tylko przywodził na myśl ostatnie dni matki Rosjanina. Jej również nie był w stanie pomóc, gdy dopadła ją choroba. Mógł tylko obserwować jak powoli odchodzi, ale w przypadku Alfy to zadanie go przerastało. Musiał się wyrwać choć na godzinę. Dusił się w domu watahy. Nie był w stanie patrzeć na Hannah ani pozostałych członków sfory. Choć rana w dolnej partii brzucha żywo protestowała, blondyn przybrał wilczą formę i udał się w kierunku doliny. Nogi same go tu przygnały, chociaż wątpił, że wspominanie wspólnej wyprawy jego oraz Vaughana do tego miejsca poprawi mu nastrój. Widocznie był masochistą.
 
Dagon Palmer
[Usunięty]
Dagon Palmer
[Usunięty]
[Cytuj]
Znajomy zapach dotarł do jej wyczulonego nosa na długo przed tym, jak sylwetka piaskowego basiora wyłoniła się spośród krzewów. Nikły zapach jego ciała przytłumiony był przez intensywną woń Kierana, tak jak i ona pachniała przede wszystkim Mefistofelesem. Zmarszczyła nos, wyczuwając coś jeszcze. Subtelnie, delikatnie wręcz do jej nozdrzy wkradała się metaliczna nuta, której nie była w stanie nie odróżnić od spokojnych zapachów nagrzanej ziemi, czy też leśnego runa. Krew. Szkarłat jaki zdobił jego futerko na brzuchu wyraźnie dawał jej informację, że nie był w najlepszym stanie po tym wszystkim co zaszło. Jeśli jednak sam uznał, że czuł się wystarczająco na siłach, to nie zamierzała ingerować i nie skwitowała tego w nawet najmniejszym stopniu.
Nie ukrywała się przed nim, chociaż początkowo pragnęła samotności tak, jak więźniowie pragnęli wolności. Do umysłu wtłaczało się milion zmartwień, wątpliwości, rzucało cień na spokój jaki udało im się utrzymać przez tak krótki okres swojego życia.
Ubrana była w proste dresowe spodnie i bluzę; luźny materiał jednak nie był już w stanie zasłonić sporej wielkości brzuszka, w którym to rozwijało się dziecko, a nie płód. Siedziała na trawie, na skraju doliny, skąd roznosił się widok nad niewielki strumyk. W swoich małych, kościstych dłoniach trzymała kupkę kamieni, które co jakiś czas wyrzucała przed siebie i nasłuchiwała jak opadają w zbitą ziemię, lub tez z cichym pluskiem toną w wodnej głębinie.
Dagon przechyliła głowę w kierunku wilka, by posłać mi krótki usmiech, podczas gdy dusza od razu stanęła na nogi, głośno powarkujac. Nie była to jednak złość, ani obawa, że jej zaszkodzi, a zwykła zazdrość. Kości dziewczyny jęknęły żałośnie, co ta skwitowała sykiem i złapaniem się pod żebra, czyli w miejsce które się poruszyło. Wilczyca od kilku pełni nie wyszła z ukrycia. Była rozdrażniona i szczerze zazdrościła omedze tego, że mógł tak bez żadnych problemów przemienić się, podczas gdy ona została zakuta w długie łańcuchy.
- Misha. - Bree sapnęła jego imię, wciąż nieznacznie się krzywiąc i próbując złapać oddech. Kilka głębokich wdechów sprawiło, że smukła wadera instynktownie się wycofała, pozostawiając pusty umysł i bolesne uczucie niesprawiedliwości.
 
Misha Denisov
[Usunięty]
Misha Denisov
[Usunięty]
[Cytuj]
Cóż, jak widać nawet York i podległe mu tereny zaczynały robić się zbyt małe dla obecnych wilków. A może to sfora zaczynała przerastać York? Spokojnie, jeszcze kilka takich akcji i wybiją ich o jakąś połowę, pomyślał gorzko Misha odkrywając obecność drugiego osobnika w dolinie. To zabawne, że zapachy swoich braci oraz sióstr z watahy zapamiętał szybciej niż ich imiona. Właśnie dlatego przez dłuższą chwilę był pewien, że ma do czynienia z Mefisto i już obracał się by odejść, gdy wilcze nozdrza uderzyła nieco subtelniejsza, ale równie znajoma nuta. Zawsze naturalna, nie zanieczyszczona cywilizacyjnymi wynalazkami jak sztuczne perfumy, kremy czy inne kosmetyki. Zupełnie jak Klavdyia, dla której przez całe życie były nieosiągalnym luksusem. Nic dziwnego, że woń kojarzyła się blondynowi z domem i to właśnie kazało mu zawrócić.
Odnalazł ją na skraju doliny, niedaleko strumyka. Nic dziwnego, to było najlepsze miejsce, nie tylko do odpoczynku, ale też ewentualnej obrony lub w razie konieczności ucieczki. Misha zawsze czuł, że i on i Palmerowie ulepieni są z podobnej gliny. Las traktowali jak dom i byli dziećmi matki natury, dzięki czemu mieli lepszy kontakt ze swoimi wewnętrznymi wilkami. Kieran oraz reszta nieco zatracili się w miejskim życiu, Rosjanin miał wrażenie, że nie słyszą głosu duszy zbyt wyraźnie. Może to przez te telefony? Hannah oraz Vaughanowie w końcu zawsze nosili je przy sobie. On po raz kolejny w tym tygodniu zapomniał podłączyć urządzenie do prądu, choć to bez znaczenia, bo i tak wyczekiwał jedynie wiadomości od Alfy.
Zachęcony drobnym uśmiechem oraz dźwiękiem swojego imienia, piaskowy wilk zbliżył się do ciężarnej instynktownie pochylając łeb i kuląc ogon. Szczególnie teraz pragnął okazać, że nie stanowi zagrożenia, aczkolwiek takie zachowanie i tak leżało w naturze Omegi. Właściwie Misha liczył na to, że uda mu się nieco pożerować na uczuciach rudzielca, kiedy jego świat pogrążał się w coraz ciemniejszych barwach. Układając się przy kobiecie i przylegając bokiem do jej wyprostowanego uda chciał zaczerpnąć nieco kolorowej nadziei czy błyszczącego szczęścia, nic takiego jednak nie znalazł. Sam tez mógł jej zaoferować jedynie czarną rozpacz oraz tęsknotę, dlatego tylko westchnął ciężko, jakby i jemu coś ulokowało się w klatce piersiowej.
 
Dagon Palmer
[Usunięty]
Dagon Palmer
[Usunięty]
[Cytuj]
Wiedziała, że Mefisto nie będzie zadowolony, kiedy tylko wyczuje na jej ciele inny zapach niż swój własny, mimo to nie zareagowała gdy poczuła cieplejszą temperaturę po swoim boku.
Dwukolorowe spojrzenie powoli i leniwie przeniosło się na strumyk i wpatrywało jak wartki potok mknął przed siebie. Przesuwał małe, drobne kamienie w tylko sobie znanym kierunku, ustawiał je po swojemu tak jak kobieta układała swoje meble w domu, lub tak jak ona kiedyś- książki na swoich półkach.
Wspomnienia domu i normalności były dla niej tak odległe, że zdawały się być zwykłym snem. Czymś niedostępnym i nieosiągalnym, czymś co budziło w niej narastający niepokój. Jej domem od dawna był las. Olbrzymie korony drzew, szum wiatru, który przemykał między komarami i wydawał dziwne dźwięki. Pękające drewno wśród ognistych języków i ciche przygrywanie koników polnych letnimi wieczorami, kiedy to siedziała z Palmerem na odsłoniętej polanie i wgapiali się w odkryte niebo. Przymknęła oczy na krótką chwilę odczuwając spokój.
Bardzo często uciekała do rzeczy, które były jej bliskie. Dom w którym mieszkała, cztery ściany, mury i elektronika sprawiały, że czuła się tam bardzo nieswojo. Blisko związana z byciem dzikim, nieograniczonym niczym stworzeniem sprawiło, że sprzęt typu komórka było czymś, czego nie chciała dotykać. Telefon, który dostała od alfy leżał na niewielkim stoliku, który znajdował się blisko łóżka. W przeciwieństwie do jej męża, ona niechętnie zmieniała swoje przyzwyczajenia. Niechętnie bratała się z watahą, czując potrzebę posiadania przy sobie jednego człowieka, jaki stąpał po tym padole ziemskim.
Jego emocje uderzyły w nią, przytłaczająca ilością zmartwień i sprawiając, że chude palce ułożyły się na łbie towarzysza i pogładziły go delikatnie, omijając newralgiczne miejsca takie jak uszy.
- ?le się dzieje, Misha. - mruknęła cicho i niemrawo, nie mogąc zdobyć się na odwagę by spojrzeć w jego stronę. Nie wiedziała jak to się stało, czy to York był przeklęty, czy może zewsząd zaczynała wyłaniać się plaga.
Mógł poczuć wątpliwość, jaka stopniowo przelewała się na niego, wątpliwość, że nie był to najlepszy czas na wydawanie potomstwa na świat.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo