Misha Denisov
[Usunięty]
Misha Denisov
[Usunięty]
[Cytuj]
To mieli jak w banku. Mefisto nie tylko nie będzie zadowolony z zapachu kolejnego wilka, ale będzie podwójnie niezadowolony odkrywając, że ten należy do Mishy. Cóż, sam sobie nagrabił porzucając ciężarną małżonkę. Ona sama mogła mu to wybaczyć, nawet Kieran przyjął go pod swoje skrzydła, ale Rosjanin nie zapomniał nigdy. Dupek powinien się cieszyć, że wywołany tą całą aferą stres nie zabił ich dziecka. I jasne, mógł być dwa razy większy i pewnie trzy razy cięższy od Denisova, jednak ten nadal trzymał go na swojej liście uważnie obserwując. Za bardzo przypominał mu klasyczny pierwowzór wilka Alfa. Ten, którego Misha tak bardzo nienawidził. Jednocześnie blondyn rozumiał Breenę. Taki partner powinien zapewnić jej oraz dziecku wszystko, czego potrzebowali do przetrwania. O ile znowu nie postanowi zrobić sobie przerwy od bycia mężem oraz ojcem.
Wspomnienia domu, a w szczególności matki, były czymś co Misha pielęgnował w swojej pamięci, jednak mimo to obrazy zacierały się z czasem. Oymyakon wydawało się tak odległe, że Denisov sam zaczynał wątpić w istnienie tej niewielkiej wioski, w której dom przywodził na myśl surową, drewnianą chatę z żeliwnym piecem i futrami zwierząt służącymi za kołdrę. To były właśnie początki jego 'normalności', które potem zastąpiła wieczna tułaczka oraz małe obozowiska rozbijane na czas spoczynku. Dopiero niedawno znalazł prawdziwy dom i przyszywaną rodzinę oraz swoje miejsce u boku lidera sfory. To wszystko jednak zniknie, kiedy jego zabraknie. Misha z trudem zaczynał dopuszczać do siebie taką możliwość, kiedy widział spojrzenia, które wymieniali Hannah z Adamem i jak stawali się dziwnie milczący w jego towarzystwie. Naprawdę potrzebował od tego uciec na jakiś czas.
Za wolnością nauczył się nie tęsknić. Świat miał do zaoferowania tak wiele, że chłopak zwyczajnie nie miał na to czasu. Próbował nadrobić te wszystkie lata spędzone w dziczy, odczuwał głód wiedzy. Zawsze był bystrym dzieciakiem, dlatego tak długo dawał sobie radę w pojedynkę. Z drugiej strony mógł się stroić w ubrania, które kupował mu Kieran i nosić w kieszeni telefon z jabłuszkiem, ale gdy robiło się ciężko, jak teraz, wilk w jego wnętrzu instynktownie skłaniał się w stronę dzikiej natury. Bądź co bądź tylko tutaj mogli z Breeną odnaleźć tak potrzebny spokój. Szkoda, że nie dziś.
Nie chciał obarczać kobiety własnymi problemami, ale czuł jak ich emocje stopniowo zlewają się w jedną, przygnębiającą całość. Wystarczyło tego by oboje zaczęli w tym szybko tonąć, co w przypadku Rosjanina wywołało jedynie kolejne wyrzuty sumienia. Chciałby być dla swojej przyjaciółki silny i zapewnić, że wszystko będzie dobrze, jednak nie był w stanie. Jakkolwiek by się nie starał zawsze stanowił najsłabsze ogniwo. Natura nigdy nie była po jego stronie, dlatego piaskowy wilk w odpowiedzi na słowa kobiety westchnął jeszcze ciężej i niż poprzednio. Leżał przy jej boku dopóki gdzieś w oddali nie dało się słyszeć charakterystycznego wycia. Być może jakiś obcy osobnik za bardzo zbliżył się do terenu watahy i właśnie był o tym informowany. Uszy blondyna zaraz zostały postawione na baczność, a on sam dźwignął się z trawy i odchylając łeb do tyłu zawył żałośnie w odpowiedzi.
 
Dagon Palmer
[Usunięty]
Dagon Palmer
[Usunięty]
[Cytuj]
Breena wielokrotnie wyczuwała napięcie między mężczyznami, niemniej nie znała ich podwalin i nie zamierzała się w to mieszać. Nie była z tych osób, które usilnie dążą do tego, aby pogodzić dwie skłócone wzajemnie jednostki. Nie przypuszczała też, że jawna niechęć Mishy do jej męża była czystą irytacją spowodowaną ich najgorszą z możliwych kłótni, która niemalże zaważyła na ich wspólnej przyszłości. Wiele wycierpieli, wiele kosztowało ich to nerwów i pracy nad sobą, by doprowadzić wzburzone emocje do względnego spokoju. Między nimi wciąż bywały momenty trudne, kiedy to krzyki zakłócały zdrowy rozsądek i nie pozwalały schować butności gdzieś do kieszeni. Znała Mefisto i jego wilka, wiedziała z jak ciężkim przypadkiem przyszło jej się borykać. Jednak Breena nigdy nie zamieniłaby swojego partnera na kogoś innego. Nie dlatego, że był rosłym wilkołakiem, który potrafił się o nią zatroszczyć, nie dlatego, że był świetnym protektorem. Ale przede wszystkim dlatego, że wiedziała jakim był człowiekiem i jak zachowywał się, kiedy nikt nie patrzył. Kochała szczerze każdy jego mankament, dumą napawały ją jego dobre cechy.
Cieszyła się, że w świetle ostatnich zdarzeń nic mu się nie stało, choć zarzuciła mu w myślach, że miał więcej szczęścia niż rozumu. Nie odczuwała tak silnej więzi z watahą jak on, nie do końca przecież akceptując Kierana jako swojego Alfę.
Słysząc dźwięk dobiegający w oddali zastygła bez ruchu, a dwukolorowe spojrzenie zostało utkwione w przestrzeni, gdzie dalej roztaczał się las.
Dusza poruszyła się niespokojnie i okrążyła brzegi klatki, w której się znalazła, wywołując tym samym bolesne przemieszczanie się kości. Chciała odpowiedzieć, chciała wyrwać się z tego prymitywnego, ludzkiego ciała i wreszcie zaznać odrobiny wolności. Móc rozprostować łapy i porwać się swoim instynktom.
Palmer odchyliła głowę do tyłu i ulokowała twarz w szarżującym sklepieniu.
Ile dni pozostało jeszcze do pełni? Ile miała czasu, nim zacznie tracić kontrolę? Z miesiąca na miesiąc było coraz to gorzej, coraz wcześniej zmuszona była do tego, by zasypiać na kilka dni przed wzejściem okrągłej tarczy.
Bo wilk się niecierpliwił.
Z jej ust wydobył się cichy, ponury warkot na tę myśl, a kościec poruszył się, przemieszczając pod skórą ze złowrogim zgrzytem.
Żałowała, że nie było tutaj Mefisto.
 
Misha Denisov
[Usunięty]
Misha Denisov
[Usunięty]
[Cytuj]
Nie musiała się o to martwić, przynajmniej ze strony Mishy. Jako najsłabsza jednostka w stadzie nigdy nie odważyłby się na otwarty konflikt z osobnikiem pokroju Mefisto. Nie był idiotą, wiedział, że w starciu nie miał z nim szans. Poza tym nie strzeliłby swojemu Alfie w kolano, osobiście powodując w stadzie rozłamy. Z panem Palmerem po prostu za sobą nie przepadali, ale gdyby zaszła potrzeba, pewnie podaliby sobie rękę i działali wspólnie. Rosjanina nikt nie uprzedził, że tak właśnie wygląda dynamika w związku młodego małżeństwa. Nie tak to sobie wyobrażał, ale być może z czasem i bliższym poznaniem zrozumie, iż w przypadku tej dwójki to normalność. Chociaż nie, nadal twierdził, że ciężarne wilczyce powinny cieszyć się specjalnymi względami. Spokój był istotny dla zachowania zdrowia ich oraz dzieci. Kieran silnych emocji kazał unikać.
Właśnie o tym pomyślał Misha, wyczuwając niespokojną obecność drugiego wilka. Dusza Dagon aż się rwała by zaznaczyć swoją pozycję i udało jej się. Piaskowy wilk zamilkł, podobnie jak nadawca wiadomości gdzieś na drugim końcu lasu. Dyskomfort zaczął emanować od kobiety, w odpowiedzi na co Rosjanin parsknął, a potem opuścił łeb nosem trącając wystający spod bluzy brzuszek. Ruda wilczyca czaiła się gdzieś tam blisko, jakby pod cienką powierzchnią skóry. Wyczuwał ją wyraźnie, więc tylko zaskomlał cicho chcąc jakoś ją udobruchać.
 
Anna Valerious
[Usunięty]
Anna Valerious
[Usunięty]
[Cytuj]
Choćbym kroczyła ciemną doliną, zła się nie ulęknę, albowiem wdzianko zawierające m. in. kevlar, broń palną, miecz i kilka innych zabawek... modliła się Anna raz na sto lat, i tylko w ramach żarcików. Ot zestaw stereotypowego Pana Komando, który powinien być zrozumiały dla przeciwnika. Tak więc, mając tajemnicze eq za sobą, witamy w grze terenowej, co by rozprostować kości i utrzymywać formę na przyszłość, gdyby znów przyszło spotkać się z oprychami Młodego Hannibala. Ewentualnie rozszarpać się na drobne kawałki, co jest wskazane i odróżnia zabawę w piaskownicy od prawdziwego morderstwa.
Kici kici, taś taś, wiem, że tu jesteś, złotko... Zamierzała dopaść go pierwsza, czając się i nasłuchując, gdzie szanowne cztery litery postanowią dać o sobie znać, i wspomagając się dronem mającym dac znać, w razie odkrycia obcej sygnatury*.
Następnie, jeśli kostka i bonusy weszły idealnie, w tamto miejsce poleci seria z karabinu, tudzież modły o lepszą obronę, jakkolwiek te cholerne rzuty podyktują dalszą fabułę... **

* roll: 67 (38/+50%/+25%)
* roll: 42
 
Tulak Hord
[Usunięty]
Tulak Hord
[Usunięty]
[Cytuj]
Już się bałem, że wybierzesz szachy~ Przynajmniej z wampirzym egzemplarzem kobiety w postaci Anny, bardzo łatwo szło odczytać jej intencje. Jeśli miała przy sobie więcej niż dwa egzemplarze broni, bez wnikania w jej typ, oraz kompletne umundurowanie - miała ogromną chcicę na krew zdobytą w mało uległej formie. Wielka szkoda, iż nie użyczał swojej na śliczne oczka, będzie musiała postarać się by ją zdobyć. Życzył jej powodzenia i szczęścia w tych cholernych losowaniach cyferek, o ile miała do tego tyle farta co do kart. Nie przedłużając i zdradzając jej największy sekret, nie miała.
*87*
Werdykt był prosty, ani zabawka ani zmysły nie zapewniły jej inicjatywy w tym starciu. To czego nie zdołała odnotować to czarownika stojącego za jej plecami, w absolutnej ciszy i liściach przysłaniających widoczność drona. Jak na widelcu, dwa czary i po niej. Zero w tym frajdy i żadnej zabawy, dlatego zamiast połykać ją w całości, wpierw poszarpie i skosztuje kilku kęsów. Równie dobrze zacznie od wątroby, może przez te lata jej nie przepaliła. Katana w dłoni, ponowne skorzystanie z teleportacji i pchnięcie skierowane w rzeczony organ. Nie wyglądała na taką chodzącą w kolczudze, a na tego typu atak jej sprzęt za wiele nie pomoże. Zdecydowanie powinna powrócić do wdzianka Sitha, wygląd idiotyczny, walory obronne warte uwagi. On tak zrobił, skośny pajac.
*2*
 
Anna Valerious
[Usunięty]
Anna Valerious
[Usunięty]
[Cytuj]
O proszę, ktoś tutaj przeczytał cały zestaw 12 podręczników, stanowiących wstęp do instrukcji kobiet... co jeszcze? Że przystawiony do głowy pistolet albo nóż pod gardło oznacza, że jest wściekła i chce go zabić? Ale będzie fair tylko jeśli role zostaną i odwrócone, i to Anna zacznie oceniać rasę samców dowolnego podtypu... stoi, jest sprawny, oddycha (czasem udaje), to pewnie chce seksu, piwa i meczu! Kaboom, science! Z kolei o krew mógł być spokojny, ten japoński crush Shizhiego, sama weźmie w odpowiedniej formie i ilości...
No niech będzie, cyferki zadecydowały, ale głupi ma zawsze szczęście, inicjatywa po jego stronie, ale niewiele brakowało! Widocznie starość nie radość, bo dała się zajść jakiemuś gwałcicielowi w środku lasu... swoją droga, to bardzo nieładnie, napadać na niewiasty! Czort jeden wie, co skośnym we łbach siedzi, poza hentaicami.
Kto wie, czy nie doprawiają tego rodzynkami i ananasem?
Tylko zaraz, Czarownik szarżował na wampira na walkę w zwarciu? Dafuq? Niby miał zbroję, i tech armor rodem z ME, ale nadal... z kataną do rasy przystosowanej na krótki dystans (generator liczb losowych, kocham)? Wyrwała do przodu, i z jednoczesnym obrotem w kierunku oponenta, wylądowała na ziemi. Nie było mowy o super celnej serii z karabinu, ale odległość mała, to puściła kilka pocisków z biodra. Efekty? Takie jak widać po rzucie, tarcza po lewej stronie poszatkowana i naramiennik do wymiany, a na to draśnięcie wampirzyca poleci plasterek z My Little Pony.
Teraz czas na turę mła* Wpierw spróbuje zdystansować Japończyka od siebie przy pomocy telekinezy, grzmocąc nim w pobliskie drzewo, po lewej stronie z jego perspektywy. Następnie, podnosząc się w międzyczasie, spróbuje czmychnąć za inne drzewko, puszczając w jego stronkę kolejną serię z karabinu, już z lepszym przycelowaniem aniżeli z bioderka.
Roll or suffer...

* roll: 32


zt
 
Nathaniel Black
[Usunięty]
Nathaniel Black
[Usunięty]
[Cytuj]
#1

Jak dobrze wszyscy wiedzą Nathaniel uwielbia bliskość z naturą, zapewne dlatego, że większość życia spędził na podróżach, przez wiele lat ukrywał się nawet w lesie stalkując pewną osobę. Zwiedził prawie cały świat, był w miejscach tak pięknych, że ciężko o nich opowiadać. Jak to mówi pewne powiedzonko, co się widziało tego się nie odwidzi. Chociaż w tym znaczeniu to coś dobrego.
Wczesnym wieczorem, ledwie po zmroku postanowił oderwać się od zgiełku miasta i udał się na dzikie, bardziej naturalne tereny. Brakowało mu wiejskiego powietrza, samej tej atmosfery, przytłaczał go zgiełk miasta i ciągły hałas. W końcu mógł odpocząć.
Miejsce to było piękne, nawet bardzo. Aż żałował, że jest wampirem. Poczuł, że chciałby zobaczyć je o wschodzie słońca, pamiętał wschody nad lasami Transylwanii i Rumunii. Jak leniwe słońce przedzierało się o poranku przez pola. Eh, szkoda gadać. W całej tej nieśmiertelności właśnie tego brakowało. Słońca, możliwości spędzenia całego dnia na zewnątrz.
Będąc na polanie zdał sobie sprawę z tego, że trzyma w ręku bukiet z kilku czerwonych róż. Zupełnie zapomniał czemu go ma. Kupił? Zabrał? Tylko po co i na jaką okazję? Nie wiedział, że te kilka kwiatów może przyczynić się do jego tragedii.
 
Eleanor Coleridge
[Usunięty]
Eleanor Coleridge
[Usunięty]
[Cytuj]
Po utracie najważniejszej osoby w swoim życiu nie wiedziała z początku jak ma postępować. Jej srogi i chłodny charakter stał się jeszcze bardziej lodowaty gdy okazało sie iż ten co zniknął już nie wróci.
Eleanor myślała iż tego feralnego dnia, a konkretnie nocy Jej ukochany Stwórca sam nie zniknął,a został porwany. W końcu z jakiej przyczyny by miał od niej od tak odejść? Nie miał przecież w planach brutalnie ją porzucić i dać na pastwę losu.
Poszukiwała Go każdej nocy, sprawdzała wszystkie znane miejsca, te gdzie ją zabierał i gdzie mógłby się znajdować.
To nie dało żadnego skutku, a więc poszukiwała opuszczonych budynków i miejsca z nadzieją e tam Go znajdzie jako zakładnika. Lata mijały jak tortury. Potem kolejne lata leciały, a wieści o jej Stwórcy nie było. W końcu zaprzestała Go szukać. Chciała zapomnieć o Nim. Każda myśl związana z Jego osobą raniła ją do tego stopnia iż jej serce zamarzało jeszcze bardziej.

Tego wieczoru, bo spożyciu wyśmienitej krwi od takiego jednego mężczyzny Eleanor czekał spacer po lesie. Musiała wrócić do siebie przed wschodem słońca. Kawał drogi był przed nią, ale naturę kochała.
Będąc sama pośród wszelakiej roślinności uśmiechała się do siebie. Skromna pojedyncza łza nagle pojawiła się na jej policzku kiedy to wspominała swe spotkanie z ukochanym.
Leśna droga przemierzała przez małą polanę. Chodziła tutaj nie raz. Wspominała, myślała i planowała. Natura była jej wielkim sprzymierzeńcem. Nie raz pomogła w trudnej chwili.
- Oh Nieznajomy, dziękuję za ratunek. Mój wybawco jak Ci sie odwdzięczę?- Melodyjnym głosem wypowiedziała te kilka słów nie wiedząc iż ktoś mógł znajdować się w pobliżu.
Wspominała co noc tamtą chwilę. Pierwsze spotkanie, które nie dość że odmieniło jej życie to dało jej wielkiego mentora, a zarazem kochanka. Kątem oka ujrzała postać. Stała do Niej tyłem. Zdziwiła się gdyż wcześniej nie spotkała w tych stronach nikogo. Zwolniła swój krok bacznie przyglądając się postaci w ciemnościach. Kto to był?
 
Nathaniel Black
[Usunięty]
Nathaniel Black
[Usunięty]
[Cytuj]
Rzec by można, wyłączył się chwilo, całkowicie. Tak jakby jego świadomość powędrowała do innego miejsca bądź wymiaru. Dziwne uczucie, chwilowo jakby przestał istnieć, nie był w stanie określić ani tego, co działo się w jego otoczeniu, ani tego o czym myślał. Zupełnie jakby umarł tak na śmierć. Jakby przestał istnieć. Starość?
Z zadumy wyrwał go szelest trawy. Za nic na świecie by nie pomyślał, że ktoś o tej porze może przebywać w tych rejonach. Matko, kto był na tyle lekkomyślny żeby narazić się na całą masę niebezpieczeństw? Przecież na świecie istniały demony, wilkołaki, wampiry i teściowe. Z czego te ostatnie zapewne najbardziej krwiożercze i niebezpieczne, tym bardziej, że nie były objęte porozumieniem.
Wytężony słuch podpowiadał mu jedno, nie był sam. Tak samo jak nie był zagrożony, szelest trawy świadczył o czyjejś obecności jednak brak słyszalnego tętna pozwalał precyzyjnie odgadnąć, że jego towarzysz lub towarzyszka jest przedstawicielem jego rasy. Co tu robi? Jego pobratymcy raczej nie zapuszczają się w takie nietypowe rejony.
Nie tylko poczuł ulgę ale także powracającą pewność siebie, które dość szybko przemieniły się w niepewność. Dlaczego? Otóż uświadomił sobie co to za zapach, a raczej do kogo należał. Dobrze go znał, aż za dobrze. Po tak długim epizodzie życia spędzonym z jego źródłem nie było mowy o pomyłce. Tylko jak to możliwe, że akurat tutaj? Po tylu latach? To nie tak, że się nie cieszył, cieszył się jak małe dziecko. Tęsknił. Wiele razy chciał wrócić i wyznać prawdę o swoich uczuciach jednak nie był na to gotowy. Wtedy, wiele lat minęło zanim pogodził się sam z sobą, zanim odnalazł odpowiedź na pytanie: kim ja właściwie jestem?
O jego zakłopotaniu na pewno mógł świadczyć fakt, że kwiaty wypadły mu z ręki. Zachował się nieco dziecinnie, ale nic innego nie przyszło mu do głowy. Bo co miał zrobić? Odwrócić się, pocałować i powiedzieć 'kochanie, poszedłem po kwiaty, były korki'? Żeby tak się dało. Po prostu zacisnął wargi wlepiając swój wzrok w księżyc. Gdyby był człowiekiem na pewno zacząłby się pocić.
Śmiejcie się jak chcecie, wierzcie lub nie ale za cholerę nie wiedział, co ma robić. Mimowolnie, tak samo od siebie zaczął nerwowo pogwizdywać. Dobrze wiedział, że El na pewno go pozna, nawet nie zbliżając się do niego. Łączyła ich nie tylko krew ale i swego rodzaju więź, którą poeta mógłby opisać jako romantyczną miłość. Z dramatycznym końcem, bo w takich historiach mężczyzna ginie na zakończenie powieści. Chociaż. On już był martwy.
 
Eleanor Coleridge
[Usunięty]
Eleanor Coleridge
[Usunięty]
[Cytuj]
Każda rasa miała swój wyjątkowy szczegół lub wadę w zależności jak na to spojrzeć, co ich od siebie odróżnia. Wampirzyca nie słyszała aby od postaci wydobywało się coś co ludzkie. Ów osoba posiadała wszystkie cechy, które można było przypisać tylko do jednej z ras- wampir. Jednak któż to mógł być? Wszak od niedawna zamieszkuje te tereny i nie znała wszystkich wampirów (te ważniejsze osoby poznała).
Wampiry zazwyczaj poszukiwali o tej porze jedzenia albo problemów. Nie kierowali się do głębin ciemnego lasu w poszukiwaniu nicości.
Z początku nie mogła nikogo przypisać do tej tajemniczej postaci. Bezpieczeństwo było na pierwszym miejscu. Eleanor miała ze sobą dwa krótkie ostrza- sztylety, dzięki nim mogła w każdej sytuacji, każdej nocy bronić się.
W chwili kiedy upuścił kwiaty wampirzyca spięła wszystkie swe mięśnie, a dłonie schowała za plecy by mieć lepszy dostęp do broni. Nie wyciągnęła jej jednak. Dziwna niewidzialna siła nie pozwalała jej na to. Iskra nadziei w ułamku sekundy pojawiła się. Czy to mógł być On?
Powrócił do Niej? Eleanor jednak szybko odsunęła takowe myśli wiedząc iz jej Stwórca nie żyje. Nikt nie chciał okupu, nikt nie szczycił się zamordowaniem tak ważnej osoby jaką był jej najmilszy. Uciekł, odszedł, porzucił ją. Nadzieja umiera ostatnia- własnie ona kilka tygodni temu umarła, a wspomnienia pozostały jej by pielęgnować o nim tę małą skromna myśl. Na świecie żył taki jeden wampir, który dał jej nieśmiertelność, pozwolił aby sprawiedliwość nastała i trwał przy Niej w chwilach jej słabości.
Widząc jak już stała się samodzielna porzucił ją. Była pierwszą? Nie, bo opowiadał jej, iż byli przed nią przemienieni. Porzucał każdego na swej drodze. Ją tak samo odrzucił, jak śmiecia.
Każda sekunda dłużyła się niemiłosiernie. W chwili kiedy uniósł głowę aby spojrzeć na księżyc ponowna dziwna siła uderzyła ją na tyle aby bezwładnie opuścić wzdłuż ciała swe ręce.
- Tyś co odebrał mi życie. Tyś co darował mi nieśmiertelność..- Zaczęła powoli, ściszonym głosem. Sekundy zamieniały się w minuty. Słysząc jego pogwizdanie była już pewna iż duch stoi przed nią. Masakrował jej mózg, jej wszystkie komórki. Dziwne mrowienie w żyłach, pociąg jakiego od lat nie czuła.
Więz, która umarła i dzisiaj, właśnie teraz obudziła się mieszając wszystko w głowie Eleanor.
Wykonała krok do przodu. Potem następny i jeszcze kilka. Droga między nimi zmniejszyła się jedynie o kilka metrów. Była na skraju polanki i lasu. Patrzyła uciążliwie na Niego jakby chciała wymusić na Nim aby się odwrócił.
- Tyś, który co noc uczył mnie jak żyć na nowo. Pokazałeś wiele, jak przetrwać i jak się posilać...- Ponownie odezwała się. W jej głowie nie było słychać ani krzty emocji. Głos był oschły, nie ujawniający nic co aktualnie czuła. W ogóle czuła coś teraz? Nikt tego nie wiedział, dopóki ich wzrok nie zetknie się i na nowo nie połączy aby obudzić ją z tego letargu. Oh nawet nie wiesz ile emocji zamknęła w sobie i jaka bomba atomowa czeka na Ciebie drogi przybyszu.
Bądz Nim, niech to będzie On a wszystko co we mnie jest wypłynie niczym lawina. Potop nastanie a ciemność z mym głosem wyleje się na świat. Niech wie co zrobił. Za przestępstwa trzeba płacić...
Myśli Eleanor stawały się coraz to mroczniejsze.
 
Nathaniel Black
[Usunięty]
Nathaniel Black
[Usunięty]
[Cytuj]
Oczywiście domyślał się jakie konsekwencje może mieć to niespodziewane spotkanie, nigdy ale to przenigdy nie należy igrać z uczuciami kobiety bo te potrafią się zemścić i zranić jak nikt inny. Minęło sporo czasu, aż strach pomyśleć jaka kara spotka go za swoje uczynki. Chciałby to mieć za sobą, wrócić razem do apartamentu i wylądować w wannie. Mało prawdopodobny scenariusz, czyż nie?
Tego się spodziewał po swoim szkoleniu, kobieta miała odpowiednie odruchy. Poświęcił jej masę uwagi, dołożył wszelkich starań i starał się przekazać całą swoją wiedzę aby móc spać spokojnie ze świadomością, że Eleanor poradzi sobie z każdym niebezpieczeństwem. Wiedział, że to się udało, że kobieta jest silna i niezależna. Może to był błąd? Może gdyby jej nie wyszkolił to ich spotkanie byłoby materiałem na film romantyczny?
Każdy jej krok sprawiał, że czuł euforię. Jej zapach stawał się coraz bardziej wyrazisty. Zaczynał odczuwać jak bardzo brakowało mu jej przez te wszystkie lata. Czy żałował? Każdego dnia jednak wszelkie wątpliwości i wyrzuty sumienia potrafił usprawiedliwić. Wiedział doskonale, że tak musiało być. Miał świadomość, że jeśli teraz coś zaiskrzy między nimi tak jak wtedy to będzie gotowy się z tym pogodzić.
Poczuł dziwne uczucie gdy stojąc nieopodal niego zaczęła mówić, coś w stylu mrowienia w karku. Przyjemnego? Niekoniecznie, nietypowego? To na pewno. Nie był nawet pewny czy doświadczył już kiedyś czegoś podobnego. Jej ściszony głos mu nie przeszkadzał, wyłapywał każde jej słowo próbując odgadnąć jej uczucia i emocje. Nic z tego, za bardzo był rozkojarzony.
Po chwili skróciła dystans. Sytuacja stała się przytłaczająca i nieprzyjemna. Zapewne zarówno dla niego jak i dla niej. Mężczyzna za cholerę nie wiedział, co powinien zrobić. Każda myśl, każdy pomysł przychodzący do jego głowy wydawał się gorszy od poprzedniego. Desperacki pocałunek? Ucieczka? Odwrócić się i powiedzieć, że tęsknił? Co gorsza, każda chwila przybliżała go do nieuniknionego. Znał kobietę na wylot i przelot, doskonale wiedział, że przy dystansie który ich dzielił nie byłby w stanie jej zbiec.
Doskonale zdawał sobie sprawę, że dziewczyna w każdej chwili poczuje łączącą ich więź, pozna go. Kolejna desperacka myśl. Spojrzeć jej głęboko w oczy i kazać walić w policzek z całej siły. Co dziwne, spoliczkowanie go wydawało się najbardziej prawdopodobne. No ale, starczy już budowania napięcia i przedłużania napięcia. Odwrócił się spoglądając w jej oczy. Dawno ich nie widział, mógłby w nich utonąć.
- Tęskniłem. - wyrwało się mimowolnie z jego ust. Jak zwykle w jej obecności zdarzało mu się powiedzieć coś niezamierzonego. Wnioskując po wyrazie jej twarzy nie wiedziała, że żyje. Czyli Neil nic jej nie powiedział. Więc w gruncie rzeczy do niego też mogła mieć żal, dobrze wiedziała, że obu mężczyzn łączy kilkusetletnia przyjaźń i znają się jak stare konie. Mało tego zdawała sobie sprawę, że Czarnoksiężnik zna Nathaniela lepiej niż ona. W przeciwieństwie do niej znał jego prawdziwe pochodzenie i imię, kompletne dzieje. Mógłby nawet napisać o nim książkę historyczną. El wiedziała tylko, że był kimś ważnym na dworze Vlada.
I tyle, stał jak wryty nie mogąc oderwać od niej wzroku. Miał ochotę rzucić się na nią, wtulić się albo przeturlać po polanie. Chociaż nie, nie przesadzajmy. Aż tak wylewny w uczuciach to on nie był, takie uniesienia zostawmy młodzieży przeżywającej pierwsze zauroczenia.
Brakowało tylko, żeby zaczęło padać. Z drugiej strony, mogłoby. Byłoby znacznie przyjemniej. Deszcz jest dobry, ma swój urok.
 
Eleanor Coleridge
[Usunięty]
Eleanor Coleridge
[Usunięty]
[Cytuj]
Wampir powinien wiedzieć kogo stworzył. Nie dość iż znał jej ludzką przeszłość to i spędził z nią spory kawał czasu przed przemianą i po niej samej. Szkolił ja i doskonalił w boju. Widział jak jej charakter i sposób myślenia zmienia się. Teraz niech będzie przygotowany na wszystko i niech wie iż jej złość dopiera przybiera na sile.
Niestety,ale przeszłości nie jesteśmy w stanie zmienić. Świadomie wykonują wszystkie czynności sprawił iż wampirzyca nie tylko poradzi sobie podczas zagrożenia, ale i niespodziewanie może wszystko wykonać. Zaatakuje go czy może upadnie na kolana przed nim błagając aby nie zostawiał ją ponownie? Ktoś wie?
Odpowiem wam, ale za chwile. W tej chwili Elanor oczekiwała Jego odpowiedzi, a szczególnie przeprosin i wyjaśnień dlaczego to porzucił ją jak ścierwo tamtego przeklętego dnia. Jej postawa była prosta do odczytania. Wyprostowane plecy, ręce lekko drżące, a dłonie skierowane na plecy, jakby miała za chwilę coś zza nich wyciągnąć. Na kwiaty w żaden sposób nie zareagowała, gdyż w sumie to nie styl tego wampira. Co sobie myślał przynosząc je tutaj? Zapewne na kogoś czekał, bo nie na nią. Jego zdziwienie jej obecnością było jawne.
To prawda iż zmniejszona odległość działa na nich obojga. Eleanor nie wiedziała co myśli wampir, czy chce uciec a może przedstawić mu kochankę pojawiającą się za kilka minut zza krzaków.
Chwila, której się nie spodziewała, jedno słowo zmieniające całe jej nastawienie do tej mrocznej sytuacji.
Kiedy och oczy się połączyły każda chwila spędzona z tym wampirem powróciła do jej glowy. Atakowały ją te wspomnienia nie dając ani chwili by pomyśleć. Bolało to. Tak długo Go nie widziała iż zamknęła te emocje głęboko w sobie aby nigdy jej już nie zaatakowały w żaden sposób. Czuła słabość do Niego, czuła iż to co ich łączyło ją osłabiało ale i dawało wielką siłę.
Kiedy wypowiedział to małe magiczne słowo coś w Niej pękło na tyle aby oko drgnęło jej. W jednej sekundzie ujęła rękojeść sztyletu i cisnęła prosto na Niego. Czy się uchyli czy zostanie zraniony to już jego problem.
Rozpoczęło się romantyczne przywitanie w jej wykonaniu. Po rzuceniu sztyletem w Scotta wykonała trzy kroki do przodu.
- Tęskniłeś porzucając mnie? Czekasz na kogoś z bukietem kwiatów.!- Syknęła ujawniając swe kły mocniej i sięgając po drugi sztylet wykonała kolejne trzy kroki. Dzieląca ich przepaść zmniejszyła się o połowę. Chciała wyjaśnień, a nie słuchać o tęsknocie. Jej spojrzenie było klujące dla serca Nathaniela. Fakt nie wiedziała o Nim wszystkiego jak Czarownik. Neila znała od dawna. Nigdy jednak nie powiedział jej nic co miało by związek z Nathanielem. Eleanor była nieświadoma ich knucia i zdrady z obu stron.
Czarny strój zasłaniał cale jej ciało. Ciemne skórzane spodnie idealnie ujawniały jej kształty, a szpilki były doskonałą bronią na każdego faceta. Jednak Eleanor nigdy nie wychodziła z domu bez broni. Nikt nie wiedział ile miała jej przy sobie.
Kolejna fala wspomnień sprawiła iż cofnęła się o krok i pokręciła głową jakby chciała ich się pozbyć.
- Pomagałeś mi, więz jaka między nami zrodziła się była prawdziwa. Zostawiłeś mnie... Brak śladów porwania świadczą jedynie o ucieczce. Porzuciłeś mnie. Jestem dla Ciebie jedynie śmieciem, który nic nie znaczy? Przygruchałeś sobie nową wampirzycę z którą chcesz założyć życie wieczne?- Oprzytomniała i ruszyła ponownie w jego stronę. Z każdym wypowiadanym słowem odległość zmniejszała się. Ściskając w dłoni sztylet nie spuszczała wzroku z Jego osoby.
W końcu zatrzymała się, była na tyle blisko aby nagle mocno spoliczkować go. Spoliczkowanie nie było zwykłe. Posiadajac piękne długie paznokcie zraniła go aż do krwi. Prezent w postaci trzech szram zostawiła na Jego policzku. Nadal oczekiwała odpowiednich słów.
 
Nathaniel Black
[Usunięty]
Nathaniel Black
[Usunięty]
[Cytuj]
Oczywiście mimo tego, że jej dłonie drgały dobrze znał tą postawę. Od pierwszych tygodni razem, za każdym razem gdy miała rzucać czymś drobnym przyjmowała dokładnie taką samą jak teraz. Wiedział, co to oznacza i był przygotowany. Dlatego też gdy tylko cisnęła sztyletem delikatnie się uchylił uderzając otwartą dłonią w rękojmię od góry. Dzięki temu nie będą musieli szukać ostrza, które wbiło się w ziemię niedaleko wampira.
Czemu miał się jej spodziewać? Nawet nie wiedział, że jest Yorku. Skąd w ogóle miał wiedzieć, że jeszcze kiedykolwiek na siebie wpadną? Jeszcze te niefortunne kwiaty. W sumie nie miał czym się martwić, przecież kobieta go znała. Na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że jego rozwój emocjonalny zatrzymał się na poziomie ślimaka, ameby czy innego badziewia niezdolnego do większych uczuć.
No ale skoro już mowa o kwiatach. Skoro sam nie wiedział po co je ze sobą zabrał i skąd je miał to jak mógł wyjawić jej prawdę o ich pochodzeniu. W jego głowie narodziło się kilka pomysłów, niektóre dość nietypowe, inne nieco bardziej cywilizowane i rozsądne. Pochylił się podnosząc bukiet czerwonych róż z ziemi. Przecież kobiety lubią kwiaty, co nie?
Nawet nie dała mu dojść do słowa gdy znalazła się niebezpiecznie blisko. Zaskoczyła go, bardziej spodziewał się sztyletu w swoim brzuchu niż takiego policzka. Oczywiście, zapiekło, zasłużył. Brał pełną odpowiedzialność za to co zrobił i przyjął ten prezent z honorem. Nawet nie jęknął. Wiedział doskonale, że za kilka chwil nie będzie po tym śladu.
- Jakbyś mnie nie znała. Dobrze wiesz, że moje uczucia do wszystkich z wyjątkiem ciebie ograniczają się do obojętności. Tak samo dobrze wiesz, że nawet małe dziecko pod względem emocjonalnym jest bardziej rozwinięte ode mnie. - zaczął dość spokojnie łapiąc ją wolną dłonią za uzbrojoną rękę. No, już wystarczy, swoje wycierpiał tak? Jeszcze trochę i on sam zapuści paznokcie, w sumie ciekawe rozwiązanie. Oczywiście w odwróceniu jej uwagi od wyciągnięcia sztyletu i upuszczenia go na ziemię miały pomóc kwiaty, które podsunął jej pod nos.
- Dobrze wiesz, że mieszkałem w Transylwanii, tak samo jak wiesz, czym się zajmowałem. Od samych narodzin byłem wychowywany w dyscyplinie, nawet własna matka była w stosunku do mnie stonowana. W późniejszym etapie życia byłem carskim doradcą, prawą ręką. Wymagało to ode mnie bycia jak skała. - no tak, część historii, którą dobrze znała. Może z małym wyjątkiem, nigdy wcześniej nie wspominał jej ani o rodzicach, ani o relacjach między nimi. Więc w sumie wyjawił jej coś nowego. Kropelka do kropelki a wkrótce nie tylko Neil będzie wiedział o wszystkich brudach z życia wampira. Wspomnianą wcześniej dłoń zacisnął na ręce kobiety przyciągając ją nieco bliżej. Na tyle blisko, że powietrze wydobywające się z jego ust podczas mówienia swobodnie mogło dolatywać do niej drażniąc tym samym jej zimną skórę.
- W efekcie czego tak na prawdę zacząłem poznawać uczucia i emocje przy tobie. Jednak w pewnym momencie... W pewnym momencie zacząłem czuć się dziwnie, nie potrafiłem tego opisać. Zacząłem bać się o to, że mogę cię stracić. - gdyby był człowiekiem za pewne zrobiłby przerwę na głęboki wdech. No cóż, nie była to dla niego łatwa rozmowa. Trochę bardziej monolog. Dlatego tą przerwę zrobić musiał. Spojrzał się na chwilę ku niebu po czym wrócił swym wzrokiem do kobiety.
- Musiałem pogodzić się z sobą, pozamykać wszystko, co związane z przeszłością. Odnaleźć się siebie. Odkryć kim jestem. Musiałem zrobić to w samotności. Bo jak kogoś... - i tutaj uciął. Jakoś miał obawy wypowiedzeniu do końca tego zdania. Takie pewne popularne przysłowie, na pewno dobrze je znała. I na pewno nie była zaskoczona. Spędzili ze sobą kilkaset lat i w całym tym okresie, mimo licznych zbliżeń nigdy nie powiedział jej co czuje, co myśli, że czuje. Nigdy nawet nie powiedział, że mu zależy. Wspominał tylko, że jest ważna i martwi się o nią.
- Miałem zbyt wiele wątpliwości, czułem się przy tobie. Po prawdzie nadal czuję bezbronny. Wtedy mnie to przerażało, teraz jednak wiem, że jest to coś pięknego. Za bardzo mi na tobie zależy żeby cię stracić. - po tych słowach oczywiście puścił je dłoń dając jej swobodę działania. Wystawił delikatnie w jej stronę zagojony już policzek oczekując drugiego ciosu. No cóż, skoro chciała szczerości to właśnie poznała prawdę. Teraz już tylko od niej zależało jak wykorzysta te informacje.
Co do szpilek. Oczywiście dzięki nim była nieco wyższa od mężczyzny, niesamowicie podkreślały one figurę kobiety, co też nie umknęło uwadze Nathaniela. Oczywiście, wolałby oglądać ją tak jak w przeszłości, w szpilkach, pończochach. Już, już, starczy zboczeńcy, resztę możecie sobie sami dopowiedzieć.
Czemu nie odpowiedział na wzmiankę innej nieśmiertelnej? Dobrze wiedział, że jego wyznanie jest wystarczające aby rozwiać jej wszystkie niepewności. Mógł przecież ją zapewnić, że od ich rozstania nie był w stanie poczuć nic do nikogo, że mimo upływu lat pozostawał jej wierny i oddany. Nie musiał. Dobrze wiedział, że Elcia zdaje sobie z tego sprawę.
 
Eleanor Coleridge
[Usunięty]
Eleanor Coleridge
[Usunięty]
[Cytuj]
Chybiła. Trudno, zdarza się najlepszym wściekłym kobietom. Ma wielkie szczęście iż sztylet nie pofrunął daleko od niej bo wtedy to by w szał wpadła. One były robione specjalne dla Niej. Widząc upadający sztylet nie zareagowała w żaden sposób.
Emocje każdy ma rozbudowane na różnych poziomach. Ten oto wampir miał je na minimum, z czego wynikają takie dziwne sytuacje jak ta. Ma kwiaty, a nie dba o nie w żaden sposób- leżą na ziemi biedne kwiatki. Eleanor gdyby miała uwierzyć w kłamstwo porwania lub kochanki na pewno wybrałaby porwanie. Kochanka i brutalny wojownik z dawnej epoki? Nie, do niego takie stwierdzenie i opis nie pasują.
Zasłużył sobie na spoliczkowanie- miało boleć, miał odczuć skrawek tego, co ona sama czuła w momencie porzucenia. Wyrządził jej tak wielką krzywdę, że chyba sam nie jest tego świadomy.
- Dziecko 2-letnie jest od Ciebie mądrzejże. Nie ucieka jak Ty...- przerwała czując napływającą fale bólu. Nadal była ważna dla Niego. Inni są dla Niego obojętni, ale nie ona. Czując jego rękę na swoim nadgarstku chwyciła mocniej rękojeść aby sztylet nie wypadł jej z dłoni. Spojrzała w to miejsce. Widząc jego dłoń blisko jej ciała ponownie przeszłość powróciła do Niej. Szczątkami, ale za to coraz częściej.
Kiaty mógł sobie włożyć... gdziekolwiek indziej niżeli jej pod nos. Nie znosiła takich prezentów. Kwiaty? To ludzkie i bezsensowne. Wolała dostać w prezencie cały las, czy park. Niech roślinność rośnie swobodnie, a nie zostaje brutalnie ścięta.
Historie dobrze znała. Mówił jej to. Każdy ich trening miał w sobie cząstkę jego historii. Znała ją, wiedziała jak został wychowany i dlaczego est taki obojętny na wszystko. Jednak ona nie należała do całości. Ona była tym wyjątkiem. Lekkie pociągnięcie sprawiło iż wzrok przeniosła na Jego twarz. Byli tak blisko siebie. Każda cząstka jej ciała pragnęła poczuć tą bliskość na nowo. Przypomnieć sobie wspólne chwile tak brakujące jej.
Jego wypowiedź stawała się ciekawsza. Nie zamierzała mu przeszkodzić w żaden sposób, ale mógł czuć pod swoją dłonią ciągle mocno zaciśniętą dłoń Eleanor na rękojeści.
Nie spodziewała się takiego wyznania. Większości się domyślała, ale nie fragmentu, w którym poczuł bezbronność. To ją zdziwiło i to na tyle aby przez dłuższą chwile się nie odzywać do Niego. Gniew płynął w jej żyłach. Jednak nie było to silne uczucie jak wcześniej. Teraz pojawiło się coś nowego. Coś co dawno czuła, ale z latami stało się prawie że zapomniane.
- Wyjaw mi swe imię o Stwórco. Scott to nie imię wampira wielowiekowego. Co jeszcze skrywasz przede mną?- Zapytała wykonując krok w tył. Nie czuła się pewnie w tej chwili. Chciała go dźgnąć bronią aby poczuł fizycznie to z czym ona zmagała się wiele lat po jego zniknięciu.
Jednak czy złość jest tak trwała i mocna jak więź, która ich łączyła? Czy tą więź można nazwać miłością? Może to za mocne słowo, ale coś wyjątkowego na pewno ich do siebie zbliżyło wieki temu.
Eleanor miała ochotę na jedno. W dłoni trzymając sztylet rzuciła się na Nathaniela.
Jednak o dziwo nie z zamiarem dźgnięcia go. Wykonała zupełnie coś innego. Objęła go mocno tym samym puszczając białą broń. Sekundę później jej usta zetknęły się z jego. Tego teraz potrzebowała, teraz tego pragnęła. Resztę sobie wyjaśnią później. W końcu ona sama twierdziła iż uczucia osłabiają wampira, ale przy Nim, przez te wszystkie wieki zmieniła zdanie. On dawał jej siłę to treningów. On dawał jej motywację do większych działań i strategii.
Dzięki Niemu Jego Teatr nadal istnieje, a ona sama stworzyła swój Klub, który miał swoją mroczna tajemnicę.
Wampirzyca po dłuższej chwili odsunęła swe usta od Jego spoglądając mu w oczy.
- Jesteś moją siłą. Wiedziałam to od chwili ujrzenia Ciebie w lesie. Nadal czuje to samo do Ciebie choć lata minęły jak stulecia. Nic nie mogło zagłuszyć uczucia do Ciebie. Żaden czyn nie był silniejszy od tego co ty nazywałeś bezbronnością, a ja wielką więzią.- Uśmiechnęła się do niego ujawniając w tej chwili swoje uczucia względem Niego. Tak, Nathanielu nic się nie zmieniło i wampirzyca była po Twojej stronie.
- Jeśli jednak znów mnie porzucisz mając głupoty w głowie to obiecam Ci iż znajdę Ciebie nawet na końcu świata. Wydłubię oczy, dam krukom na pożarcie, a ciało rozszarpią dzikie bestie. Kły zachowam sobie jako trofeum- Zwykły uśmiech zamienił się w dziecięcy, bezbronny z nutą diabolizmu.
 
Nathaniel Black
[Usunięty]
Nathaniel Black
[Usunięty]
[Cytuj]
W sumie z tym podsumowaniem trafiła w sedno, nie było to jednak jakieś bolesne stwierdzenie bo mężczyzna doskonale zdawał sobie sprawę z pewnych braków w swoim charakterze i usposobieniu. No ale nic, uśmiechnął się delikatnie wyszczerzając przy tym nieznacznie swoje zęby. Jak zwykle nie chwalił się przesadnie wampirzym uzębieniem, wychodził z założenia, że nie wypada. Lepiej starać się jak najdłużej zachowywać anonimowość, w końcu nie wiadomo kto nas obserwuje.
- W gruncie rzeczy, muszę ci oddać rację moja droga. Takie małe dziecko nie ucieka. - przyznał jej rację? Nic nowego, często tak robił. Tylko, że podczas rozłąki nabrał nieco bardziej ognistego temperamentu. O czym zapewne jego urocza rozmówczyni będzie miała okazję za chwilę się przekonać. W między oczywiście zauważył politowanie skierowane w stronę biednego, bezbronnego bukietu. Skoro nie, nie będzie się narzucać. Wyrzucił go za ramię.
- Tylko nie zapominaj, że takie małe dziecko nawet w połowie nie jest tak urocze i czarujące jak ja. Nie wspominając o urodzie. - o tak, właśnie musiał podbudować swoje ogromne już ego. Czyżbym nie wspominał wam, że Nathaniel cierpi na samouwielbienie? Mało tego, twierdzi w swej próżności, że jest kimś na rodzaj wampirzego mesjasza. Tak jak Mojżesz wyprowadził naród wybrany z ziemi egipskiej tak on przywróci świetność i chwałę nieumarłej rasie. Nic na to nie poradzimy, specyficzny typ.
- Ponadto moja droga, urocza i czarująca towarzyszko. Takie małe dziecko może i faktycznie nie ucieka, ale nie zapominaj, że najbardziej do ciebie ciągnie jak nasra w pampersa i trzeba je rozminować. - no dobra, fakt, na samą myśl aż się nieco wzdrygnął. Prawdopodobnie nie byłby najlepszym materiałem na ojca. Ha! To nawet więcej niż pewne. Tato, tato! Daj mi spokój potworze. - mniej więcej tak by to prawdopodobnie wyglądało. Tak w sumie, aż sam się dziwił jak wampirzyca potrafiła z nim wytrzymać przez te wszystkie lata. I jak to możliwe, że po tak długiej rozłące nadal ciągnie ją do typa posiadającego empatię na poziomie bezkręgowca.
- Na chwilę obecną dostosowałem się do obecnych czasów, tak samo jak w twoim rejonie byłem jednym z licznych Scottów tak teraz zwę się Nathaniel Black. Blacków jest jak grzybów w lesie. Przejdź się po ulicach centrum, na pewno usłyszysz "siema Black", "jak tam żona, Black", "wpadnij na browar Black" - wypadało poinformować. Nawet dobrze, że to zrobił. Byłoby co najmniej dziwnie gdyby w towarzystwie wypaliła do niego Scott. Musiała zapomnieć o tamtym imieniu i przyzwyczaić się do nowego. W sumie. Nowe imię, nieco zmieniony, bardziej poukładany charakter. Być może, nowy on będzie mógł odkupić winy i krzywdy wyrządzone jako Scott.
Oczywiście mógł wyjawić swoje prawdziwe imię, to które dostał gdy jego oczy pierwszy raz ujrzały ten paskudny padoł nazywany światem. Nawet chętnie by to zrobił, jednak, jak to się mówi w kraju nad Wisłą. Nie ma nic za darmo. Taka wyjątkowa i cenna informacja również posiadała swoją cenę, dodam tylko, że nie małą. Może w trakcie kilku kolejnych chwil wymyśli coś, co będzie godne wymiany?
Gdy dziewczyna się na niego rzuciła początkowo obawiał się o swoje zdrowie zarówno psychiczne jak i fizyczne, w końcu skąd mógł wiedzieć, co przyjdzie jej do głowy. Jeszcze przez kilka sekund był przekonany, że szuka zemsty i pragnie zranić go na milion różnych pokazując przy tym nieznane nikomu do tej pory pięćdziesiąt twarzy Eleanor. To co uczyniła mile go zaskoczyło, być może powrócimy do wątku pięćdziesięciu twarzy w nieco innym wydaniu?
Gdy tylko jej ciało niespodziewanie zetknęło się z jego, co następnie wydarzyło się również z ich ustami stracił równowagę i wylądował na ziemi. Wampirzyca wylądowała na nim. Sytuacja jednoznaczna i teraz to on był skazany na jej łaskę. W sumie, podobało mu się gdy była taka stanowcza i dominująca. Dawno nie miał okazji nikogo pocałować, tym bardziej dawno nie czuł smaku jej ust. Jakie były w dotyku? Delikatne, miękkie, zimne i wilgotne, smakowały nawet jak truskawki, miały nieco metaliczny posmak. Dziwne nie? Metaliczny posmak z ust wampira.
Rozkoszował się tą chwilą, jej bliskością, strasznie mu tego brakowało w ostatnich kilku epizodach jego życia. I zupełnie przypadkowo, a może nie. Przyjmijmy, że tak samo od siebie, jego ręka wylądowała na jej udzie i powędrowała w stronę pośladka. Fiu, fiu, jędrny i przyjemny w dotyku. Jakby położyć na nim głowę to byłoby wygodniej niż na niejednej poduszce.
Gdy tylko ich usta się rozłączyły a ona zaczęła mówić jego wzrok zatrzymał się na jej wargach. Przyglądał się im. Wyglądały figlarnie, tym bardziej, że padały z nich groźby. Może powinien je wziąć do siebie? Jakby nie patrzeć przygniatała go właśnie do ziemi. Ciekawe kto wymyślił, że miłość uskrzydla czy nic nie waży. Niech tak spróbuje leżeć na twardej ziemi z kobietą na sobie, której wyraźnie były figle w głowie.
- Wiesz dobrze, że gdybym ci zdradził swoje pierwotne imię miałbym dwa wyjścia. Musiałbym albo cię zabić albo wziąć z tobą ślub. Tylko nie taki byle jaki. Bardziej na zasadzie złożenie przysięgi wiecznej wierności i oddania działającej obustronnie. Zarówno ty jak i ja bylibyśmy zobowiązani do wierności wobec siebie jak i oddania, dla ciebie oznaczałoby też, że już nigdy więcej cię nie opuszczę. - żartował? Raczej nie, nie miał zbyt wygórowanego poczucia humoru, raczej było ono dość ograniczone. Najlepiej się bawił przy torturach, w sumie brakowało mu lochów, w których mógł znęcać się nad więźniami. Za jego czasów nie było ich niestety zbyt wiele. Po prawdzie, to była jego wina, w końcu to on zabijał wszystkich ocalałych, w tym kobiety i dzieci. Więc w sumie kto miał być jeńcem wojennym? No właśnie.
Wsunął swoje palce w włosy dziewczyny i zaczął się nimi bawić. Głaskać, kręcić. Zajęło mu to kilka chwil. Po czym spojrzał się na niebo kładąc dłoń na jej boku. W sumie było całkiem pięknie. Czyste niebo, usłane gwiazdami. Było na co popatrzeć. Leżał tak chwilę bez słowa. W sumie, musieli teraz wiele nadrobić. Znaleźć sposób aby ułożyć na nowo swoje wspólne życie, skoro oboje za sobą tęsknili to co stało im na przeszkodzie? Czy w ogóle cokolwiek, kiedykolwiek stało?
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo