Shay

163



.






[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
- Możesz mi powiedzieć. - Odpowiedział Lennanowi, który ten grał twardego, ale nie kwapił się do odpowiedzieć na choć jedno z pytań chłopca. Skąd Shay miał wiedzieć o statusie ras, jeśli nikt mu nic nie mówił? Był tylko młodym wróżkiem, który szukał odpowiedzi i własnego króla. Chciał pomóc, nie dostawał jednak żadnego wsparcia, a jedynie sporo niemiłych słów i większą ilość pytań. Nie był osobą, która poradzi sobie bez lidera, nefilim za to nie wydawał się chętny do współpracy.
Catriona, za to, zamilkła. Shay pamiętał, że to za jej udziałem Król Morza zaatakował statek. Postanowił trzymać się na dystans.
- Hej, kolego, w porządku? - Zagadnął do wywerny, która poruszyła się na jego szyi. Odruchowo rozejrzał się i nadstawił uszu, w naturalnym instynkcie nisse nasłuchując szeptu drzew. Po chwili do jego nozdrzy dotarł również przyjemny, słodki zapach... Wróżek wyciągnął szyję, jakby starał się ocenić, skąd dolatywał.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Drzewa faktycznie kojarzyły Lena – lub też nie. Jako „mieszaniec” (cóż za nieprzyjemne określenie), łowca posiadał kilka charakterystycznych cech dla swojej przynależności. Po pierwsze – pewne atuty fizyczne – o ile takowe posiadał – po drugie, wyjątkowy zapach, łączący wonie łowcy z wróżką, coś jak połączenie kawy z mlekiem, tyle że na bazie anielskiego smrodku ze szczyptą suszonych kwiatów. Ciężko powiedzieć, czy tyle wystarczyło, aby tylko z pozoru ciche drzewo zdołało odczytać jego intencje. Na swój gest, Nefilim otrzymał jedynie ciszę przerwaną pojedynczym szelestem liści poruszonych przez lekki podmuch wiatru.

Słodki zapach szybko rozszedł się po płucach. Był jak… Jak woń lasu, wody, gór… Jak zamknięta w maleńkich drobinach moc, obserwująca jego i łowcę praktycznie od samego początku. Źródło? Z lewej, prawej strony… Z przodu i z tyłu – głównie jednak z przodu, skąd dobiegł dziwny szelest po poruszeniu się tajemniczego cienia.
Wywerna nastroszyła się, widząc, co takiego wkrótce wylazło zza krzaków nieopodal Shaya i co zlazło z gałęzi drzewa, przy którym stanął Len.

Były to dwa średniej długości węże – raczej nietutejsze. Turkusowa kobra o złotych ślepiach zawisła na gałęzi niemalże tuż przed twarzą Lena.

Zielony gad o smoczym wyglądzie i błękitnych ślepiach wypełzł zza krzaków, przy których stał Shay.

Trzeci, szary gad o czerwonych ślepiach pojawił się znikąd tuż przy Catrionie.

Każde ze stworzeń emanowało wyraźną magią, nieznaną drużynie. Żadne jednak nie zaatakowało. Chwilowo potencjalni napastnicy byli zajęci obserwowaniem intruzów.
I teraz rodziło się pytanie... Czy były to zmiennokształtne demony, czy raczej stworzenia innego kalibru?

__________________

Czas na odpis: 48h
1 nieuzasadnione pominięcie: nic się nie dzieje / 2 nieuzasadnione pominięcie: tnę szekle / 3 nieuzasadnione pominięcie: robię kuku oraz wyrzucam postać z misji

Lennan Fairwolf

30


180 cm


Every morning when the sun comes up he brings me coffee in my favourite cup...







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve, Marco
Nie miał pewności, czy drzewa go posłuchają, czy w ogóle mu uwierzą, ale zawsze warto było próbować. Skoro rośliny opowiadały Devanie o tym co robił, dlaczego miał nie spróbować poprosić ich o pomoc? Niestety nie podobała mu się słodka woń, jaka ich otaczała. To nie było normalne... Pamiętał też słowa matki. Skoro się ukrywał i nie dawał o sobie znać, musiał mieć powód...
Zerknął w stronę dzieciaka. Czyżby spuścił z tonu? Byłoby dobrze, gdyż zaczął się zastanawiać jak zareagowałaby Catriona, gdyby strzelił dzieciakowi w oko strzałą. Z całą pewnością nie będzie już szedł na jakąś "misję" z innymi. Nic dziwnego, że w Instytucie wolał trzymać się jednej dziewczyny, z którą się dogadywał, a nie chodzić na patrole z osobami w ciemno wybranymi.
- Może gdybyś zachował trochę pokory, ktoś udzielałby ci odpowiedzi, jakich oczekujesz - rzucił, rozglądając się na boki. Co tu się działo, kto ich obserwował? - Czarownicy również zostali zaatakowani przez Mrok. Część z nich ma wam pomóc wrócić do domu, a część szuka ważnego dla nich przedmiotu. Poza tym, to wasz Król. Wieść, że go szukamy nie może dotrzeć do Łowców - dodał spokojniejszym już tonem. Wiedział jak brak informacji może człowieka irytować, a z czasem doprowadzać do coraz większej frustracji. Może SHay nie był takim głupim dzieciakiem, za jakiego wziął go Lennan po pierwszych jego słowach?
Nie dane mu było dłużej nad tym rozmyślać, gdy z drzewa, przy którym stal, zsunęła się kobra. Dlaczego węże nie mogły być naturalnych rozmiarów, tylko gigantyczne? Przyglądała się mu, a on jej, próbując dostrzec moment, w którym będzie chciała zaatakować. Nie miał znaczenia rozmiar, węże zawsze atakowały tak samo - konieczne było w ich przypadku złożenie ciała, żeby wystrzelić w stronę ofiary. Póki co, gad zdawał się spokojny. Kątem oka dostrzegł ruch przy młodym wróżku. Więc i on miał przed sobą jakieś stworzenie?
- Shay... Jakie jest prawdopodobieństwo, że to są pupilki waszego Króla? - spytał ironicznie, choć nie mógł być niczego pewien. Spróbował zrobić bardzo wolno krok w tył, żeby nieco oddalić się od węża, gotów w każdej chwili na szybkie podniesienie łuku w górę w celu zasłonięcia się. Gdyby było to konieczne, sięgnąłby wtedy po strzałę i wystrzeliłby w pysk węża.
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control

Shay

163



.






[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
Wszyscy zwracali mu uwagę, jakby był małym dzieckiem. Szacunek? Dlaczego miał go okazywać komuś, kto potrafił być wyłącznie niemiły? Shay chciał pomóc! Przecież nawet znalazł jeden z portali!
- Nie rozumiem... - Przyznał, gdy Lennan w końcu odpowiedział, za to drzewa milczały jak zklęte. - Czy Łowcy, gdyby wiedzieli, zaczęliby polować na nas? Myślałem, że każdemu zależy, żebyśmy wrócili do domu. Nie mamy gdzie się podziać.
Shay przymknął na moment powieki, rozkoszując się zapachem. Przypominał mu w jakimś stopniu zapach Faerielandu... Był przyjemny, znajomy, przepełniony magią i naturą. Chłopiec oczyma wyobraźni zobaczył ciemne lasy terenów Dworu, w których spędzał czas z Deidre, strumyki, z których czerpali wodę, swoje grządki, zioła pnące się ku słońcu...
Wróżek westchnął, wiedząc, że jego świat nie powróci. Wywerna poruszyła się niespokojnie i odwinęła, teraz spoczywając luźno na jego ramionach i karku jak szal, gotowa poderwać się w każdym momencie. Zachowanie chowańca nie zastanowiło Shaya, tak samo jak pojawienie się węży. Czyż nie były prześliczne? W niczym nie przypominały jaszczurek i wężyków, które czasem znajdował między swoimi roślinami.
Shay kucnął, a końcówki jego skrzydeł zamiotły ściółkę.
- Witaj. - Odezwał się miękko do najbliższego gada. - Co tu robicie? Nie musicie się bać. - Zapewnił smoczego węża, choć przez resztki instynktu samozachowawczego nie wyciągał do niego rąk. Nie chciałby skończyć ukąszony przez takiego. - Król jest potężny. - Odpowiedział Lennanowi po chwili milczenia. - Mógłby nakłonić do służby każde stworzenie.
Magia węża interesowała i przyciągała, Shay nie mógł jednak wiedzieć, z czym ma do czynienia. Uśmiechnął się do zwierzęcia, choć nie pokazał zębów, nie chcąc go straszyć. Spróbował nawiązać kontakt wzrokowy.

Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






Naczelny stalker
[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
MG

Coś wisiało w powietrzu – coś, co bacznie obserwowało zebrane grono, a co wkrótce zesłało na nich trzy przeurocze węże.

Len dobrze postąpił, odchodząc, a przy tym nie czyniąc gwałtowniejszych ruchów. Gady tego pokroju prócz świetnego wzroku, badały otoczenie językiem. To oznaczało, że przeciwnik był w stanie „przewidzieć” ruch ofiary po zaledwie prostym posmakowaniu powietrza. Co tyczyło się ataków… Budową ciała w istocie przypominał węża – z tego samego powodu obowiązywały go podobne zasady, chociaż… Nie daj boże splunie Ci taki magicznym czymś – wówczas skręcanie cielska w przysłowiowe „s” mogło w ogóle nie mieć miejsca, bo co jeśli miast owego skrętu, wystrzeli w przód? Na razie zwierzę bacznie obserwowało łowcę, by po chwili zacząć się do niego zbliżać.
Żadnego ataku jeszcze nie było. Teraz tylko i wyłącznie od Lena zależało, co zrobi.
- jeśli pozwoli gadowi podpełznąć, ten wespnie się na jego nogę i powoli aż na szyję. Żaden atak na razie nie nastąpi.
- jeśli zechce trzymać się planu i wystrzeli, trafi oponenta. Ten rozpłynie się w powietrzu, pozostawiając po sobie tą samą słodką woń, towarzyszącą wszystkim praktycznie od momentu zebrania. Woń pojawi się w postaci błyszczącej chmury, powoli unoszącej się ku górze.

Wąż przy Shayu był nim wyraźnie zainteresowany. Zbliżając się, zaczął coraz pewniej badać otoczenie przy chłopcu językiem. Błysk w ślepiach nie oznaczał wrogości – raczej coś na wzór próby. Potencjalne wyciągnięcie ręki, zakończyłoby się jej muśnięciem przez wspomniany język, a nawet otarcie delikatnych łusek o skórę. Po ckliwej chwili gad odsunął się, by syknąć raz jeszcze, a potem spojrzał w stronę Lena, ciekawe jego decyzji.

Catriona nie miała tyle szczęścia. Ona i jej chowaniec nie zdołały zachować skupienia, co w rezultacie doprowadziło do ataku. Sprowokowany wyskokiem zwierzaka wróżki gad, zaatakował go, wbijając weń ostre kły. Z perspektywy osoby trzeciej, tudzież czwartek wyglądało to tak: Catriona stała niepewnie, nagle z oddali wyskoczył jej chowaniec. Chcąc chronić Panią, rzucił się na węża – ten w obronie splunął czymś lepkim prosto w ślepia przeciwnika, a następnie zatopił w nim kły – dokładnie w okolicy podbrzusza. Chwilowo trwał owinięty wokół przedniej nogi z kłami utkwionymi w ciele.
Co zrobi reszta?

__________________

Czas na odpis: 48h
1 nieuzasadnione pominięcie: nic się nie dzieje / 2 nieuzasadnione pominięcie: tnę szekle / 3 nieuzasadnione pominięcie: robię kuku oraz wyrzucam postać z misji

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Lennan Fairwolf

30


180 cm


Every morning when the sun comes up he brings me coffee in my favourite cup...







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve, Marco
Spojrzał na moment a dzieciaka. Dobrze, że nie słyszał jego myśli, bo od razu wskazałby mu błąd w rozumowaniu. On nie był od początku niemiły, jedynie w krótki sposób oznajmił, że nie muszą z nim iść, biorąc pod uwagę niewiedzę towarzyszącej im kobiety. Na szczęście nie musieli wdawać się w kolejne słowne potyczki. Skrzywił się na słowa Faerie, zastanawiając się jak to najprościej wyjaśnić.
- Od jakiegoś roku dopiero możecie swobodnie przemieszczać się poza granicami waszej krainy. Wcześniej każda wróżka posiadająca przy sobie broń byłaby wyłapana i wtrącona do lochu, albo gorzej. Jak bardzo wierzysz w stałość przekonań Clave? Każdy pamięta czasy Wojny i to, co się wówczas działo. Przez to w dalszym ciągu spora część Nefilim pała niechęcią wobec wróżek, czy nas, mieszańców. Gdyby dotarło do nich, że zaginął Król i jesteście w pewnym sensie w rozsypce, mogliby chcieć to wykorzystać w celu przejęcia zupełnej władzy nad wami – mówił spokojnie, zdając sobie sprawę z tego, że jeśli ktoś chciał wierzyć w pokój, we wzajemne zaufanie, takie słowa nie będą łatwe do przyswojenia.
Czy węże były śliczne, cóż, nie jemu oceniać. Nie przepadał za gadami, wolał zdecydowanie stworzenia z futrem, niezależnie od ich rozmiarów. Niedźwiedź, wilk, lis... Węże odpadały. Teraz jedyne na co liczył to to, że nie zostanie ukąszony, albo potraktowany jadem, o ile były jadowite. Nie wyglądały jak typowi przedstawiciele ich gatunków, nie mówiąc o typowo magicznym zapachu, który upajał go nieznacznie. Co jeśli węże były halucynacją? Jakby w odpowiedzi na te pytanie dostrzegł, że Catriona nie miała tyle szczęścia co on i Shay. Z jednej strony chciał jej pomóc, ale jego turkusowa gadzina podpełzała w stronę jego nogi. Ostatecznie znieruchomiał, licząc na to, że dzieciak nie wykona głupiego manewru wpędzając się w podobną sytuację co Cat. Nie widział dokładnie czy ucierpiała ona, czy jej chowaniec.
- Catriona, nie atakuj! – rzucił jedynie krótko w jej stronę, choć z całą pewnością było już za późno. Shay najwyraźniej mocno wierzył w Króla, sądząc po słowach, jakich użył w odpowiedzi na zadane pytanie. Węże na pewno nie były tutejsze, a zapach... Czy to możliwe, aby magia pachniała tak swojsko? Dzikością, lasem...? Jon mnie zabije, jak się o tym dowie pomyślał, po czym sięgnął po jedną ze strzał. Trzymając strzałę w dłoni, niczym ostrze, znieruchomiał, pozwalając wężowi wspiąć się po nim i owinąć wokół własnej szyi.
- Nie chcę cię zranić i mam nadzieję, że ty również. Szukamy Króla, jego lud go potrzebuje – odezwał się cicho, mówiąc wprost do węża, którego obserwował tak długo, jak mógł. Liczył na to, że gad nie zaatakuje, choć w obecnej chwili, zaczynał w to wątpić. W końcu, dlaczego wspinałby mu się aż na szyję? Och Lennan, rodzina cie zabije, jeśli to przeżyjesz i powiesz co zrobiłeś. Może chociaż Shay nie będzie mieć równie idiotycznych pomysłów i wróci cały do domu.
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control

Shay

163



.






[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
Shay był naiwny i ufny, co gorsza, wierzył w dobre intencje. Choć do niedawna jego głowę zajmowały wyłącznie wróżki, gdy nie przejmował się resztą ras przez wojnę, która miała miejsce w czasach, gdy był młodszy. Okazywało się jednak, że nie wszyscy byli tacy źli.
Chłopiec zmartwił się, słysząc słowa Lennana.
- My też pamiętamy czasy wojny. Nie chciałem opuszczać domu, gdyby nie Mrok, nie byłoby mnie tutaj. - Wyżalił się Lenannowi. Słowa Nefilim miały sens. Shay nachmurzył się wyraźnie, bo przecież nie miał złych zamiarów. Nie chciał, by on i jego pobratymcy cierpieli przez przekonania tych "na górze". - A co z Azylem, którzy stworzyli dla nas Nefilim? Co się stanie z tymi, którzy tam pójdą?
Shay, choć dotąd tego nie doceniał, zaczynał się cieszyć, że miał miejsce w domu Sygin, nawet jeśli ta była zdrajcą i uwięziła Nimat w lampie. Tak jak Bevin, zresztą.
Chciał zapytać również o sprawę mieszanej krwi Łowcy, ale węże zaabsorbowały jego uwagę. Nie ten, który jak mało puchaty kot otarł się o jego dłoń, ale ten przy Catrionie, atakujący jej chowańca.
- Nie, proszę! Nie atakujcie! - Zawołał, nie wykonał jednak żadnego gwałtownego ruchu, nawet jeśli serce podskoczyło mu do gardła, gdy zobaczył, jak gad wbija kły w ciało drugiego zwierzęcia. - Nie musimy walczyć. - Powiedział, o wiele ciszej. - Tak, my... potrzebujemy Króla. Czy go widziałyście?
Shay wpatrzył się w ślepia "swojego" węża, mając nadzieję, że tym samym zdoła wyłapać jego odpowiedź.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
A wąż wspinał się coraz wyżej i wyżej, a gdy dotarł do szyi Nefilim… Trudno powiedzieć czym były te stworzenia. Faktem natomiast było dziwne zniknięcie gada tuż po wpełznięciu na odsłoniętą szyję. Raz, dwa i trzy – przy czwartek sekundzie stworzenie zmieniło się w pył, niejako wnikając przez nozdrza do wnętrza ciała łowcy. Dziwnie znana – świeża, silna… Naprawdę przypominała zapach lasu i to nie byle jakiego! Potężnego górskiego lasu, spowitego w mlecznej pelerynie mgły…
Kobra Shaya w przeciwieństwie do pierwszej, nie zniknęła. Przechyliła za to łeb, sycząc tj. badając otoczenie. W tym samym czasie wąż atakujący chowańca Catriony, rozpłynął się w powietrzu pod wpływem szamotaniny zwierzęcia oraz ataku samej wróżki. Księżniczka niestety nie posłuchała dwójki towarzyszy, co poniekąd było zrozumiałe, jeśli brać poprawkę na instynkt protektora wobec lojalnego chowańca. Dźgnięty ostrzem zwierz pozostawił po sobie dym – podobny do tego, który kilka chwil temu wniknął do ciała Lena.
- A ponoć z wiekiem istoty mądrzeją. – odezwał się tajemniczy kobiecy głos. Zwrócenie w kierunku źródła, nakieruje wszystkich ku dziwnej gadzinie – tej, która znajdowała się najbliżej Shaya. Odsunięta o kilka kroków od chłopaka zwinęła się w kłębek, zmieniła w dym, a potem uformowała na kształt istoty humanoidalnej – kobiety o ponętnych kształtach okrytych jedynie białą suknią z aksamitnego materiału, wyniosłych oczach w kolorze głębokiego błękitu i złotych włosach, pasmami opadającymi na smukłe ramiona.
Czy była wróżką? Nie wiedział tego nikt. Z pewnością nie przynależała do żadnej znanej osobom rasy. Świadczyła o tym dziwna woń i aura magiczna – tak potężna, tak przytłaczająca… Tak dziwnie zmuszająca do pokłonu. Tylko dwie inne istoty emanowały podobną mocą – Król i Królowa.
- Jakąż gwarancję możecie zapewnić skoro… - tajemnicza kobieta spojrzała na Catrionę. – Nie potraficie zapanować nad własnymi ciałami i umysłami.

Lennan Fairwolf

30


180 cm


Every morning when the sun comes up he brings me coffee in my favourite cup...







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve, Marco
Co z tymi, którzy zamieszkali w Azylu? Lennan chciał wierzyć, że nic im nie będzie i bezpiecznie wrócą do domu. Pozostawało jednak pytanie kiedy właściwie będą mogli to zrobić. Faerieland wciąż był okupowany przez Mrok i chwilowo nie było jak go odbić. Co więc mogło dziać się z wróżkami w Azylu? Z pozoru nic, o ile Konsul nie zmieni zdania, albo nie zmienią Konsul. Jednak, w najgorszym razie, nie było również pewnego co z pozostałymi przedstawicielami Faerie. Jak długo mogliby ukrywać się w domach znajomych? Jonathan otoczył swój dom odpowiednimi zaklęciami, ale pozostali? Nie zdążył jednak odpowiedzieć chłopcu na jego pytanie. Może kiedy indziej będzie mieć ku temu okazję.
A więc nie zamierzał go ugryźć, miło. Jednak dym, który przyszło mu wdychać mógł być właściwie wszystkim. Trucizną, narkotykiem, albo zwykłym magicznym dymkiem. Zapach, obrazy, które przywołał w wyobraźni, podobały się Lennanowi. Nie rozumiał dlaczego woń zdawała mu się znajoma, składał to na karb wychowywania się w krainie wróżek, ale czy na pewno? Góry, las, mgła... Miał wrażenie jakby wiedział co zapach chce mu przekazać, jednak myśl była tak wątła, że niemożliwa do uchwycenia. Niczym deja vu, którego nie jesteś w stanie w żaden sposób wytłumaczyć.
Odwrócił głowę w stronę, z której dobiegał głos. Widok kobiety, od której biła wyraźna siła, nieomalże boleśnie zmuszająca do pokłonu, zaskoczyl go. Skłonił lekko głowę, nie spuszając jednak wzroku z tajemniczej istoty. Kim była?
- Czy można ją winić, że broniła swojego podopiecznego, który chciał bronić swej pani przed potencjalnym zagrożeniem? - spytał Lennan, dostrzegając, w którym kierunku podążył wzrok tajemniczej kobiety. - Jeśli za gwarancję wystarczy porzucenie wszelkiej broni, jestem gotów to uczynić. Wydaje mi się jednak Pani, że poza tym jedynie moje słowo musi wystarczyć jako gwarant, że nie zamierzamy uczynić niczego złego Królowi - dodał szczerze, wpatrując się wprost w kobietę. Nie mógł dać jej żadnej gwarancji i był przekonany, że również ona jest tego świadoma. Kim była? Nie miał do tej pory styczności z Królem, żeby rozpoznać podobną siłę płynąca od nieznajomej. Jego umysł gorączkowo próbował znaleźć odpowiedź na pytanie kim ona jest. Jedno nasuwało się, ale wydawało się zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Zamierzał na ten temat porozmawiać później chociażby z Devaną. Zapach lasu, gór, czystej natury, do tego kobieta, zdająca się być istotą łagodną, ale silną. Kim była?
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control

Shay

163



.






[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
Węże postanowiły zniknąć, a przynajmniej dwa z trzech. Shay utkwił spojrzenie w kobrze, jakby bojąc się, że ta również rozpłynie się w powietrzu, nie pozostawiając im nawet skrawka informacji o królu, a wręcz przeciwnie, pozostawiając więcej pytań. Na szczęście gad postanowił pokazać im swoje prawdziwe oblicze i przeistoczył się w kobietę.
Shay, który dotąd kucał, przechylił się do przodu, by oprzeć się kolanami o ściółkę. Z zachwytem w oczach przyjrzał się pięknej nieznajomej.
Wydawała się taka jasna, świetlista i dobra... chłopiec nie potrafił oderwać oczu.
- Kim jesteś, pani? Czy jesteś Jasnością? - Zapytał, nie zdając sobie sprawy z tego, jak mogą brzmieć jego słowa. Zwiesił głowę w geście szacunku. - My... nie jesteśmy doskonali. - Przyznał wstydliwie. - Oni się bronili... Jesteśmy zagubieni, bo nasz król zniknął. Czy mogłabyś nam pomóc?

Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






Naczelny stalker
[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
MG

Czy wiedźma broniła Catrionie bronienia chowańca? Nie. Była co najwyżej zdziwiona tak gwałtowną reakcją ze strony samego stworzenia no i potem właścicielki. Jako wiekowa wróżka winna poczuć magię - jeśli nie rozpoznać, to chociaż spróbować... zrozumieć? A może tajemniczej kobiecie wcale nie chodziło o atak, a coś zupełnie innego?
- Wiem, że zrobicie mu nic złego. Wiem też, że wysłano Was na jego poszukiwanie. Obawiam się jednak, że sam zaginiony na niewiele się zda. - odpowiedziała krótko i spokojnie. Błękitne ślepia leniwie skakały z persony na personę, niekiedy zatrzymując się dłużej na Shayu oraz Lenie. Zdaje się, że wiedźma dobrze znała ich przeszłość, tudzież pochodzenie.
- Skąd pewność drogie dziecko, że Król zdoła Wam pomóc. - spytała, podchodząc bliżej młodzika. Gdy znalazła się dostatecznie blisko...
- Nosisz na sobie piętno. - rzekła mu w myślach, by nikt inny prócz niego nie otrzymał przekazu.
- Wskażę Wam drogę, jednakże to, co zastaniecie może nie do końca odpowiedzieć na Waszą potrzebę. Ona jednak iść nie może. - dodała wiedźma, zerkając na obecną tu Catrionę. Z tylko sobie znanych powodów, nie chciała brać wróżki ze sobą. Widać, że była wobec niej dziwnie... podejrzliwa i może lekko... Rozczarowana?

/pisane z tel

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Shay

163



.






[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
Węże potrafiły być niebezpieczne. Ale czy nie potrafił też człowiek? Shay nie do końca rozumiał zachowanie Catriony i jej chowańca, ale nie czuł się na pozycji, w której mógłby to komentować. Wszystko zostało już powiedziane i, niestety, wykonane.
- To nasz król. - Jęknął Shay, coraz bardziej przytłoczony sytuacją. - Potrzebujemy go... a on, mam nadzieję, potrzebuje nas. Pozwól nam spotkać się z nim i chociaż porozmawiać.
Shay zaczął zbierać się z ziemi. - Nagle zniknął. Może sam potrzebuje pomocy?
Wróżek zadrżał na samą myśl, że królowi mogło coś się stać. Shay był gotów ruszyć na ratunek władcy choćby zaraz, choćby ze swoimi kiepskimi umiejętnościami.
Cofnął się o krok, gdy w głowie usłyszał głos kobiety. Nie mógł zaprzeczyć jej słowom, jednak nie miał zamiaru również przyznać się nikomu. Dotąd nie pochwalił się pobratymcom swoim spotkaniem z Mrokiem. Do ostatniej chwili miał nadzieję, że przekleństwo, którym go naznaczył, nie jest prawdziwe, skoro jednak piękna nieznajoma wyczuła je... było obecne.
- Czy możesz pomóc mi pozbyć się go? - Odpowiedział, również w myślach, ale nie był pewny, czy kobieta go usłyszy. Wlepił w nią błagalne spojrzenie ciemnych oczu.
Obejrzał się na Lennana, zawiesił wzrok na Catrionie... i skinął głową, zgadzając się z warunkami żmijki, nie wiedzieć kiedy wczuwając się w rolę osoby decyzyjnej.
- Proszę, prowadź.

/przepraszam za wepchnięcie się w kolejkę, potem mogę nie mieć czasu na post ;x

Lennan Fairwolf

30


180 cm


Every morning when the sun comes up he brings me coffee in my favourite cup...







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve, Marco
Słuchał słów nieznajomej kobiety, wspominając własną rozmowę z Devaną. Nawet ona podejrzewała, że Król mógł trafić do świata Przyziemnych w krytycznym stanie. Jak to było... nie zdziwiłaby się, gdyby któryś z ludzi zabrał go do ich szpitala. Teraz, słysząc odpowiedź tajemniczej istoty pomyślał, jak niewiele mogła się pomylić. Spojrzał na chłopaka, kiedy ten zaczął nieomalże błagać kobietę o to, żeby ich jednak do niego zaprowadziła. Sam już nie wiedział co myśleć o tym dzieciaku. Wyglądało na to, że gdy tylko czuł siłę większą niż miały znane mu wróżki, zachowywał pełnie pokory, podczas gdy w zwyczajnej rozmowie potrafił zaatakować bezczelną arogancją. Miał wrażenie, że widział już u któregoś z przedstawicieli Faerie podobną postawę, ale nie potrafił jej teraz do nikogo dopasować. Cóż, mogło mu się zdawać ostatecznie.
- Jeśli potrzebuje pomocy, chętnie każdy mu pomoże w miarę swoich możliwości. Nie musi być wszechpotężny... Jego dzieci uznały, że umarł, co nie pomogło im w odnalezieniu się w obecnej sytuacji. Jest potrzebny sam w sobie, nie jako kolejna para rąk do walki – odezwał się mówiąc to, co sam czuł wobec konieczności odnalezienia Króla. Pamiętał jak reagowała Marianne zaraz po wyrzuceniu ich z krainy. Pamiętał jak wyniszczona zdawała się Devana. Nie widział Oinariego od razu po zdarzeniu, ale podejrzewał, że i po nim nie spłynęła ta wiadomość jak po kaczce. Może dla niektórych wróżek Król był bogiem, jednak Lennan podejrzewał, że zwyczajnie potrzebowali jego obecności, aby odzyskać wiarę w swoje siły, aby znów się zjednoczyć.
Zmarszczył na moment brwi, gdy tylko dostrzegł jak Shay nagle cofnął się o krok od tajemniczej kobiety a następnie wlepił w nią błagalne spojrzenie. Coś tu nie pasowało, ale nie zamierzał dopytywać. Spojrzał na moment na Catrionę, a jego ciemne spojrzenie zabłyszczało zdecydowaniem.
- Idziemy tylko we dwóch i jak Shay mówi, prowadź – zgodził się z chłopcem licząc na to, że Catriona nie będzie się sprzeciwiać. Był gotów siłą ją zatrzymać, jeśli tylko byłaby taka konieczność. Z drugiej strony, czy naprawdę sprzeciwiałaby się, skoro sama nie wiedziała co się dzieje wokół?
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control

Catriona

1100


166 cm


.






[Cytuj]
Multikonta: Eleanor
Możliwe iż Catriona znalazła sie tutaj przypadkiem. Można także stwierdzić iż ktoś dał jej tajemnicza wiadomość o ów spotkaniu wróżek w celu poszukiwań zaginionego Króla, który żyje. Nie ufając żadnemu z mężczyzn nie poda swojej przyczyny pojawienia się.
Kiedy jej Chowaniec stał się pobudzony oraz niespokojny zaczęła Go uspokajać...
Dalsza część pominęła graczkę.
...
Wszystko działo sie tak szybko, nagle przed nią pojawił sie wąż, a jej chowaniec miał w zwyczaju szybkiego reagowania. Nim Catriona zrobiła cokolwiek widziała jak wąż wbija kły w jej pupila i stara się zabić.
Szybki atak, a wąż zniknął.
Nagle kobiecy głos, potem z dymu wyłoniła się kobieta przemawiająca do Niej.
Catriona spoglądała na swojego Chowańca z nadzieją iz jest cały.
- Rozczaruję Ciebie nieznajomo.- Zmrużyła swe powieki. Oczywiście, że wiedziała co posiadała nieżyjąca Królowa oraz zaginiony Król. Wychowała się przy królowej, a więc znała jej zapach, sposób chodzenia, myślenia oraz jej magię jak i moc. Rzadko co spotykało sie wróżki, czy inne stworzenia z tak wielką mocą jak ta kobieta.
- Me ciało zapanowało nad atakiem. To co wykonałam nazywa się obroną połączoną z poświęceniem dla bliskiej osoby. - Tu spojrzała na swojego Chowańca, a w oczach widniała jedynie miłość oraz oddanie. - Możesz mnie nienawidzić iż nie przeszłam twojego testu, możesz mnie zaatakować, zabić. Zrób co zechcesz lecz proszę o jedno. Pozostaw przy życiu mojego małego przyjaciela.- Wskazała dłonią na Chowańca, a w oczach nagle pojawiły się łzy. mogła nie iść na misje poszukiwawczą Króla, ale w tej chwili liczył się dla niej jedynie Chowaniec. Niech myślą iż jest samolubna- trudno. Chowaniec był z nią od zawsze w każdej sytuacji i nie wyobraża sobie życia bez niego. Spojrzała na Shay'a, a potem na Lennana. Czy właśnie wyłapała u Niego to dziwne spojrzenie z determinacją? Czy On własnie chciałby zrobić wszystko by misja się powiodła nie bacząc na decyzję Catriony?
Wróżka ruszyła przed siebie. Doszła jedynie do swojego Chowańca.
- Nikt nie zna mnie jak ja sama. Oh choć masz wielką siłę w sobie nie pomożesz Królowi ani samej sobie jeśli On wygra.- Dodała do Wiedzmy by wiedziała iż Catriona coś tam wie i nie jest głupiutką wróżką.
- Idźcie, ja pozrywam kwiatki w dolinie.- Pożegnanie na ich odchodne. Nikt nie mówił iż Catriona będzie miła. Jest kulturalna, to fakt, ale czy Królowa była miła? Wymagająca owszem. To odziedziczyła jej córka.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Nienawiść dla wiedźmy była pojęciem… Względnym. Tysiące lat przeżytych na ziemiach wróżek i wśród ludzi skutecznie znieczuliły ją na większość emocji. Taka zazdrość, gniew, smutek… Czym były w obliczu radości, miłości i szczęścia?
- Drogie dziecko. – rzekła wiedźma do Catriony. – Nienawiść byłaby zbyt prosta i w tym miejscu nieuzasadniona. Popatrz, Twojemu chowańcowi nic nie jest. – dodała, wskazując ręką na domniemanie ranną kończynę, która w rzeczywistości okazała się cała i zdrowa.
- Wasza wiara jest nieopisana. Obawiam się jednak, że po poznaniu prawdy, nie każdy zechce przyjąć go znów tak ciepło. – ostatnie słowa przed przeniesieniem do innej lokacji, smoczyca rzuciła przestrogą. Skoro niemalże każdy znał pochodzenie Króla, jak mógł go zaakceptować, skoro przez tyle lat ukrywał to przed ludem?

Dalsza dyskusja na razie nie miała sensu. Tajemnicza kobieta przymknęła powieki. Ich gwałtowne otworzenie ujawniło ukrytą moc – z ludzkich stały się gadzie, jednak nie to powinno przykuć uwagę tuż przed smoczycą, pojawił się tajemniczy portal, tudzież coś, co w mgnieniu oka przeniosło Lena, Shaya i Catrionę do miejsca zupełnie im nieznanego.
Dość spora komnata, jakby rodem wyjęta z tych pałacowych znanych dzieciom z przeróżnych bajek. Zwisające z niektórych miejsc płachty, liczne poduszki na posadzce, mnóstwo zieleni oplatającej zdobione kolumny i kadzidła uwalniające znany już przybyszom słodki zapach. Całość oświetlały lewitujące kryształy o błękitnym kolorze.
Sala wyglądała na „komnatę” tronową, tyle że bez samego tronu. Na podwyższeniu zaraz za kilkoma schodami, lewitował w powietrzu ogromny kryształ. Przyglądając się mu, wszyscy mogli zauważyć zarys postaci ułożonej w pozycji embrionalnej.
- Oto Wasz Król. – rzekła, pojawiając się za przybyłymi. Niech nikt nie próbuje kierować się w stronę drzwi. Tych o dziwo nigdzie nie było – okien zresztą tez. Gdzie oni do diaska się znaleźli? Odpowiedzi na to nie mogły znać nawet przetransportowane chowańce.
- Poświęcając się dla ludu, oddał sporą część energii. Nikt z nas, nawet my we dwójkę pomimo wiedzy i potęgi, nie stawimy czoła Stwórcy. – odpowiedziała niejako nawiązując do wcześniejszych słów Catriony.
- Mój brat żyje, jednakże potrzebuje czasu, aby odzyskać utracone siły życiowe. Wy zaś… Uparcie chcecie zwalczyć Pradawnego. Ta wojaczka zakończy się porażką, dlatego musicie jej zaprzestać. – ostrzegła, kierując wzrok na wszystkich.
- Moja moc nie sięga aż tak daleko młody wróżku. Jedynym ratunkiem jest dla Ciebie Twój ojciec, jednak jego serce spowił ogromny Mrok. Musisz mu pokazać, jak bardzo się myli, uratować go, nim będzie za późno. Niech otworzy oczy – niech spojrzy i wskaże Ci choćby jedną uśmiechniętą i szczęśliwą wróżkę. Upadek Dworu nikogo nie ucieszył, utrata Króla dobiła jeszcze bardziej. On musi to zrozumieć i wyprzeć z siebie spaczenie. – te słowa wiedźma skierowała do Shaya.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo