Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.







Multikonta: Shizhi i gromada
IMIĘ I NAZWISKO
Metryczka


Imię: Prawdziwe imię brzmi Quorlinn, fałszywe Oinari
Nazwisko: Było ich zbyt wiele, aby je wszystkie zliczyć i w ciemności zjednoczyć

Data urodzenia: Pierwszy dzień wiosny 1268 roku
Miejsce urodzenia: Faerieland - Ciemny Dwór

Wiek: 750 lat (wizualnie ???)
Wzrost: Ponoć 172 cm
Waga: Ponoć 60 kg

Rasa: Wróżka - Nimfa
Przynależność: Ciemny Dwór - latorośl króla

Wizerunek: Hanyu Yuzuru


Aparycja

Aparycja, wygląd, aura - jak zwał tak zwał. Prawdę powiedziawszy, nie da się w kilku, kilkudziesięciu, a nawet kilkuset słowach opisać zewnętrznej skorupki przedziwnej wróżki. Wynika to z faktu, iż ulega ona nieustannej zmianie, zupełnie jak pory roku. Jednego dnia spotkasz stworzonko w formie dziewczynki, innego jako dorosłego chłopca, starca, babcię w moherowym bereciku lub samego siebie w postaci przerażająco podobnego lustrzanego odbicia.
Postura ciała, jego muskulatura, ton oraz barwa głosu, długość, faktura i kolor włosów, nawet forma i styl skrzydeł - wszystko te elementy i kilka innych podlegają metamorfozie, a o stroju nie wspominając! W jaki sposób więc poddani Ciemnego Dworu rozpoznają w potomku Króla swoją perełkę? Otóż nie jest to łatwe i wielu ma z tym spory problem. Niemniej wśród wszystkich zmian jedna drobna, acz szalenie ważna rzecz pozostaje taka sama - są nią oczy. Duże, o przenikliwym, czasem mądrym, a czasem głupkowatym spojrzeniu - czarne jak węgiel i błyszczące, zupełnie jak smoła, pióra kruka bądź szlachetny kamień obsydianu. Brzmi jak bajka dla obłąkanych? Być może.

Wygląd wróżki z pewnością nie wpływa korzystanie na zmianę tego poglądu. Szczerze powiedziawszy tylko prawdziwie dociekliwi, zdołali dostrzec cechę wspólną wielu transformacji. Z kolei cała reszta? Do dziś trwa w błogiej nieświadomości z okrutnym, choć i zabawnym pytaniem pt. jakiej faktycznie płci jest tajemnicza wróżka? Czy jest to ona, a może on?
Szach mat - nie ważne, w jakiej odsłonie i z jakim charakterem - wróżka o tysiącu twarzach zawsze uwodzi swoim urokiem, a jest nim wrodzona aura, ot typowa dla grupy wróżek, z której pochodzi. Dar? A może przekleństwo? Osobiście stawiam na coś pomiędzy gdyż zbyt wielka uwaga osób trzecich bywa momentami problematyczna.

Chcesz zobaczyć magiczną sztuczkę...?



Charakter

Wróżka - krótkim słowem wstępu, zmienna - raz radosna, czasem zła, niekiedy smutna, figlarna bądź obrażona. Na Ciemnym Dworze panuje przeświadczenie, że wszystko jest ściśle związane z porą dnia, roku, a nawet godziną. To właśnie one zdają się determinować aktualny stan emocjonalny, którego w żadnym razie nie wolno nazywać chaotycznym. Każda ze zmian przebiega płynnie i stopniowo z zachowaniem odpowiedniej samokontroli.

Stabilność - paradoksalne określenie, szczególnie na osobę o tak zmiennym sposobie bycia. Jest to jednak nieodłączny element osobowości magicznej istoty o tysiącu twarzach - ot charakterystyczny dla kogoś zrodzonego pod patronatem Smoka, którego towarzyszem jest element Ziemi. To właśnie on wpływa na gruntową stabilizację przemieszanych ze sobą jestestw oraz wybuchowego temperamentu, których dysproporcje ulegają nasileniu pod wpływem żywiołów Ognia oraz Metalu.

Porywczość - siła, a do tego upartość stada osłów, czasem nazywane zbytnim protekcjonalizmem bądź głupotą - przy ciągłej zmienności raczej ostre połączenie, jednakże znów dość istotne i charakterystyczne dla każdego Smoka. Do tego mocno zmieszane z naturalną potrzebą zapewnienia wysokich standardów życiowych zarówno dla siebie, jak i potencjalnych partnerów życiowych.

Zazdrość - jedna o ile nie jedyna i zdecydowanie najgorsza cecha, która pozostaje niezmienna. To przez nią wróżka miewa duże kłopoty z kontaktami na dłuższą metę. Tak zwana błękitna krew samoistnie wyrabia poczucie wyższości nad innymi istotami, a co za tym idzie uznanie, iż są one królewską własnością. W konsekwencji Smok nie do końca panuje nad zdolnością rozróżnienia znaczenia pewnych sytuacji. I tak jak w odniesieniu do ochrony poddanych ma to jeszcze rację bytu, tak w przypadku funkcjonowania w ludzkim świecie bywa bardzo problematyczne. Innymi słowy - należy hamować gadzią zaborczość.

Coś taki poważny?



Biografia

ROZDZIAŁ I
Najbardziej bolą matki łzy i serce boli złamane...


Ileż bólu, łez i krzyków towarzyszyło pewnej wróżce, gdy na świat przychodziło dziecko, owoc romansu urodziwej niewiasty i mniej urodziwego króla. Wiecie, co w tym wszystkim jest najzabawniejsze? Że znowu taki brzydki to on nie był. Piękne długie białe rogi, mocne, acz atrakcyjne rysy twarzy, silne ciało - jedynie drugą stronę obrazu idealnego monarchy szpeciło coś na wyraz znamienia - szara skóra, liczne szramy, a do tego pusty oczodół. Do dziś nie wiadomo, dlaczego młode dziewczę uległo jego mocy. Może to wina silnego zaklęcia? A może naobiecywał jej niestworzonych rzeczy i gór wspaniałych? A może po prostu była zwykłą służącą dworu, którą miał ochotę zdobyć w swoje posiadanie?
Jedno było pewne - efekt kaprysu i upojnej nocy narodził się w tajemnicy przed drugim winowajcą. Spytacie dlaczego? Ze strachu i obawie przed gniewem ojca, a także jego choremu zwyczajowi zabijania własnego potomstwa. Wierzcie lub nie, lecz miał go całkiem sporo. Niestety nie każdy syn i nie każda córka dostąpili zaszczytu przeżycia dłużej niż kilku godzin po porodzie. Powód był zawsze ten sam - bezużyteczne dzieci. Te, które zdołały przekonać ojca, miały szczęście, choć i nad nimi widniało zagrożenie uderzenia ostrza zabójczej kosy.
Czas w baśniowym świecie, to kwestia dość ułomna - płynął inaczej. Niewątpliwie jednak przyczyniał się do rozwoju malutkiej latorośli pod czujnym okiem kochającej mamy, wróżki Selkie. Prócz zaspokajania podstawowych potrzeb noworodka, karmiła jego wyobraźnię wspaniałymi historiami. Opowiadała o magicznym świecie, w którym żyły przedziwne istoty, nazywane ludźmi, wampirami, wilkołakami, a także czarownikami i nefilim. Dziecko jak każde inne, z początku nie rozróżniało, co jest czym, a kto kim. Nazywało więc każdą z tamtejszych duszyczek magicznym bytem, zupełnie jak oni, gdy spoglądali na baśniowe smoki latające wysoko w przestworzach, bądź przepiękne jednorożce pasące się gdzieś na nieskalanych niczym złym polanach. Powiecie, iż był to świat utopii, ja zaś kiwnę głową w przytaknięciu mówiąc:
- Macie rację drodzy czytelnicy. Pomimo ucieczki, życia w ciągłym ukryciu, strachu i obawie przed ojcem, wróżce nie wiodło się źle. Nie patrząc wstecz na swój krótki romans, z dumą wychowywała potomstwo, któremu nigdy nie zdradziła tajemnicy pochodzenia. Było ono dla niej całym światem i odwrotnie, jednakże ten sam świat miał się wkrótce obrócić przeciwko nim. Pierwszego dnia wiosny swój pierwszy krzyk wydobył z siebie nosiciel błękitnej krwi. Pierwszej wiosennej nocy zaś, gdy młody brzdąc miał zaledwie pięć lat, doszło do odkrycia prawdy. Wówczas wyrwano i rzucono kruchym ciałem Selkie bezpośrednio przed obliczę króla. Nie miał on litości wobec byłej kochanki. Szybko i sprawnie skrócił ją o głowę, po czym skierował swój wzrok na młodziutkie szczenię…

~***~


ROZDZIAŁ II
On nie jest już jednym z nas...


Zmiana twarzy - to niewątpliwie bardzo pomocna sztuczka, szczególnie dla kogoś, kto w cudowny sposób zdołał uniknąć śmierci. Wiecie, do czego nawiązuję? Tak, do tego małego brzdąca. Otóż latorośl wbrew prognozom tamtych z góry, nie zawędrowała na drugi koniec rzeki umarłych, wręcz przeciwnie. Lata mijały, a dziecko zaczęło powoli dorastać. Rok za rokiem coraz bardziej „wchodziło” w zakłamany świat wróżek – poznawało, czym są królewska etykieta, kłamstwo, spiski, a także okrucieństwo. Ojciec zawsze powtarzał – siła jest kluczem do zwycięstwa, a dziecko, tudzież młoda wróżka zawsze słuchała. Wkrótce w niewinnym serduszku pojawiło się poczucie wyższości, a z nim okres tak zwanego buntu.
Szczerze powiedziawszy brak mi słów i palców u dłoni, by zliczyć ilość razy, gdy dochodziło do kłótni pomiędzy Królem a ocalonym owocem jego romansu. Zazwyczaj to strona roszczeniowa kończyła jako ta pokrzywdzona - młodziutka wróżka nie miała najmniejszych szans w starciu z prawdziwym potworem. Problem rodził się jednak w momencie odkrycia i pełnej kontroli swojej figlarnej zdolności. Wiedzieliście, że nikt prócz Króla nie wiedział, jak naprawdę wyglądało małe buntownicze coś? Nie? No to już wiecie. Ilekroć zamykano je w komnacie, to sprytnie zmieniało się w służkę bądź służącego, aby zaraz czmychnąć, gdzieś poza mury złotej klatki. Aby było śmieszniej, wiele razy doszło do podszycia się pod samego króla! Wówczas dochodziło do prawdziwej sztuki godnej miana spektaklu stulecia!
Do dziś nie wiadomo czy Władca o wszystkim wiedział, czy po prostu milczał w uznaniu, iż głupie żarty latorośli nie zasługiwały na jego atencję. Niewątpliwie jednak to dzięki nim, młodziutkie i wciąż dorastające stworzonko, unikało większych kar, a czasem nawet wymykało się poza obręb Ciemnego Dworu, a nawet baśniowej krainy!
Czym jest marne sto lat w obliczu długowieczności? Podpowiem – niczym, ale to nieistotne. Czy to z winy wróżki, spisku lub przypadku - niewiele brakowało, aby doszło do ujawnienia prawdziwej tożsamości potomka Króla. Ten chcąc uniknąć skandalu, nieoficjalnie wygnał z dworu dowód swojego skoku w bok pod karą śmierci, aczkolwiek nie na zawsze. Stworzonko miało powrócić, po upływie dwustu lat, gdy nieprzychylne ploteczki trochę przycichną, a ono samo nieco spoważnieje. Niedoczekanie staruszku...

~***~


ROZDZIAŁ III
Nigdy nie ulegnę, nigdy nie ulegnę Wam, nie!


Sto lat na karku, a dwieście do przebimbania w świecie wróżek, ale poza murami domu. W teorii – nic trudnego, w praktyce – zależy. Nie oszukujmy się moi mili, pomimo wszelkich nauk magicznych oraz fechtunku, wygnana wróżka nie potrafiła funkcjonować wśród innych - nie potrafiła zostać przy nikim na dłużej. Był to niechciany efekt szorstkiego wychowania - każda próba integracji kończyła się szybciej, niż się zaczynała. Myślę, że to właśnie przez strach i niepewność, obecność na Jasnym Dworze - ależ zdradziecko - nie trwała dłużej niż sto lat. Po ich upływie wróżka zniknęła tak samo, jak się pojawiła - niespodziewanie. Przedtem jednak sporo zdziałała, szczególnie u boku królowej, która… Powiedzmy, że miała całkiem interesującą zabaweczkę w swoim posiadaniu, przynajmniej czysto teoretycznie. W mniemaniu latorośli wszystko wyglądało troszeczkę inaczej. Niestety, to, co dobre musiało się kiedyś skończyć i uwierzcie mi lub nie, jednak prywatne spotkania z nią nie mogły pozostać wiecznie niezauważone.
Król Ciemnego Dworu w tylko sobie znany sposób dowiedział się o wybryku niesfornej wróżki. Był wściekły, nie dlatego, że latorośl romansowała z Królową, lecz dlatego, że swoimi działaniami przyczyniała się do rozwoju tamtejszej polityki. Po dziś dzień nie wiem, czy chodziło o zazdrość, czy zwyczajną niechęć władcy wobec partyjnego konkurenta. Z pewnością jednak czyn wróżki przyczynił się do jej wygnania, a raczej konieczności ucieczki poza baśniowy świat w ochronie przed ostrymi mieczami gońców ojca.
Jak to mówią - zemsta bywa słodka, a praca w szeregach wroga jeszcze bardziej. Nie trzeba dodawać, iż w czas tych stu lat, młoda wróżka sprzedała wiele cennych informacji o dworze ojca. Z kolei sprawa tożsamości? Nikt, powtarzam NIKT, nie miał bladego pojęcia prawdziwym pochodzeniu tajemniczego stworzonka nawet sama Królowa. Gdy więc przyszła pora na ścięcie czyjejś główki, ta tradycyjnie czmychnęła po podszyciu się w zupełnie inną osóbkę. Takim sposobem dwustuletnia wróżka na dłużej osiadła w świecie ludzi, o którym niegdyś opowiadała mama.
Co było potem… Policzmy… Sto lat, kiedy doszło do „wypędzenia” i kolejne sto ciężkich robót u miłościwej Pani. W roku 1486 wróżka opuściła baśniowy świat na rzecz pomieszkiwania w świecie ludzi, by w 1620 roku napatoczyć się na wysłannika swojego ojca.
Ponoć nic nie zbliża do siebie tak jak kufel zimnego piwa lub wspólna wojaczka przeciwko demonowi. Ośmielę się stwierdzić, iż jest to (nie)święta prawda. Noc, gdzieś w świecie ludzi – nagłe pojawienie się demona, atak na tajemniczą wróżkę aka rycerza Ciemnego Dworu, pomoc królewskiego pomiotu i proszę bardzo. To było naprawdę nieoczekiwane spotkanie dwóch dusz, gdzieś na dzikim polu. A potem? Wojownik rzekł wówczas do towarzysza broni – w ramach wdzięczności za ocalenie mi życia, zrobię z Ciebie prawdziwego rycerza - i wiecie co? Umorusany krwią i kurzem z ziemi, stojący tuż przed wysłannikiem swojego ojca, wróżek pod postacią chłopca uwierzył mu.
- Zrób to, naucz mnie jak być prawdziwym rycerzem.

~***~


ROZDZIAŁ IV
Brać się do roboty, wroga bić już czas!


Początki nie były łatwe, szczególnie gdy w trakcie treningów wychodziła cała masa błędów. Ręka wyżej, ciężar na lewą nogę, trzymaj gardę - ogólnie rzecz biorąc takowych potknięć, i niedociągnięć było sporo. Na całe szczęście Arthur, albowiem tak nazywał się wysłannik Króla Ciemnego Dworu, a ówczesny rycerz, odznaczał się anielską cierpliwością.
Godziny zmieniły się w dni, te zaś w tygodnie, miesiące i lata. Nie wszystko obracało się wokół męczących ćwiczeń. O dziwo swawolna wróżka po raz pierwszy otworzyła się na kogoś, na osobę, której poniekąd zaufała. Wspólne rozmowy, śmiechy, żarty, smutki - myślę, że w skamieniałym sercu zagościło w końcu ciepło. To ono pozwolił w osobie nauczyciela, dostrzec kogoś więcej, kogoś, kogo określało się mianem ojca, a kto nie podchodził z wrogością, lecz ciepłem i zrozumieniem. Czyżby początek kolejnej baśni o wielce wyczekiwanym szczęśliwym zakończeniu? Niestety.
Osiemdziesiąt lat - tyle właśnie trwałą utopijna radość. W ostatni rok przed zniknięciem wróżka oraz jej mentor skoczyli razem na kufelek dobrego trunku, zwanego także piwem. Kolejna dawka śmiechu i żartów oraz ciągnącej się na kilometr rozmowy. Kwestia przypadku bądź przysłowiowego schlania się – królewska latorośl zupełnie przypadkiem wygadała rycerzowi prawdę o swoim pochodzeniu.
Wszystko zaczęło się od tej przeklętej błyskotki, którą uczeń nosił na łańcuszku. Co to? Spytał Arthur… Chwila wymownego milczenia… Od dobrego znajomego, co to go zwą wielkim Imperatorem Ciemnego Dworu… Ciemnego Rozumiecie żart? Ciemny to był w tamtym momencie czyiś umysł, nie to co drugi. Ożywione nowinką trybiki w ułamku sekundy połączyły odpowiednie nitki. Arthur milczał, choć w gruncie rzeczy zaczął coś kojarzyć… A potem? Było już tylko gorzej.
Miesiąc przed zakończeniem roku? Może półtora, może troszkę więcej - nieważne. I tym razem nauczyciel wraz z uczniem mieli udać się na luźniejsze spotkanie. Uradowana propozycją wspólnego spędzenia wolej chwili, wróżka zjawiła się na miejscu przed czasem. Minuta, dwie, dziesięć… Czyżby coś się stało? Zaniepokojona istotka wstała z zamiarem wyjścia przed budynek, a wtem dostrzegła w kącie lokalu dwie osóbki.
- Mam pewne informacje dotyczące zdrajcy dworu, ale muszę wpierw je uwiarygodnić… - Sami możecie sobie wyobrazić, jak wielkie zdziwienie i bolesne ukłucie w sercu poczuła wróżka. Stojąca gdzieś z boku, obserwująca i podsłuchująca rozmowę Arthura z zamaskowanym mężczyzną - nagle czar bajki prysł. Marzenie o ojcu? Cóż za durnota! Chodziło mu tylko i wyłącznie o zdobycie zaufania. Niedoczekanie!
Cichy warkot, a z nim zacisk pięści. W 1700 roku Arthur po raz ostatni widział się ze swoim uczniem. Oszukany i zdradzony, zniknął i już nigdy więcej się nie pojawił.

~***~


ROZDZIAŁ V
Mój to czas, mój to świat...


Powrót do domu po ponad dwustu latach od rozstania z nauczycielem – wyobraźcie sobie minę ojca, gdy przez próg wrót przeszło jego zaginione dzieciątko, a ponad 600 – letnia wróżka! Awantura to za mało powiedziane, przedtem jednak wyproszenie wszystkich z Sali. Zdjęcie uroku, pokazanie królewskiego pierścienia i… Kwestię oczyszczenia z winy domniemanej zdrady - która zaznaczmy i tak w dużej mierze była po prostu konsekwencją wiecznych kłótni pomiędzy dzieckiem a rodzicem - pozostawmy do wysnucia fabularnego. Skupmy się za to na czymś nieco istotniejszym, mianowicie na oficjalnym powrocie królewskiego dzieciątka, które musiało sporo nadrobić.
Kolejne lata, a w zasadzie setki lat i wybuch Mrocznej Wojny. Z grymasem lub bez - wróżka nie wzięła udziału w Mrocznej Wojnie. Wszystko dlatego, iż Król zakazał babrania się w tę zabawę, której źródłem była królowa i jej dzikie zachcianki. Z kolei traktat nazywany Zimnym Pokojem? Zdanie wróżki na ten temat jest… Połowiczne. Z jednej strony istotka nie popiera warunków traktatu, z drugiej trochę głupio oceniać całą rasę przez pryzmat wybryku poszczególnych jednostek. W rezultacie stosunek wobec Łowców jest mieszany, podobnie jak do wróżek i królowej - Panie świeć, proszę nad jej duszą.
Na samo zakończenie przyjdzie mi wspomnieć o czymś jeszcze. Wieści o ponownym otworzeniu portali do świata ludzi, planach Króla, a publicznym wystąpieniu Królowej Jasnego Dworu rozeszły się szybciej niż świeżo upieczone bułeczki. Królewskie dzieciątko zaciekawione zamiarami ojca podszyło się w jednego ze strażników, by wraz z całą eskortą ruszyć i na własne oczy zobaczyć, co takiego miało przynieść tajemnicze wystąpienie.


Ciekawostki

Wróżka przyszła na świat pierwszego dnia wiosny w rok, któremu patronował znak Smoka spod żywiołu Ziemi.

Prawdziwe imię nadane przez matkę brzmi Quorlinn. Wedle legend oraz współczesnej fantastyki w literaturze jest mianem bóstwa, boga, demona - jak zwał tak zwał - podstępu, oszustwa i złodziei.

Oinari znane pod nazwą Inari Ōkami (稲荷大神) - jedna z wielu nazw lisich duchów, istot o nieokreślonej płci, przedstawianych zarówno w formie kobiet, jak i mężczyzn lub pod postacią obojniaka.

Oinari, Quorlinn - wróżka o Tysiącu Twarzach. Przydomek ten pojawił się nie bez powodu, a to dlatego, że nikt, DOSŁOWNIE NIKT - może poza matką (świeć szeklu nad jej duszą) oraz ojcem - nie ma pojęcia jak, naprawdę wygląda to przebiegłe stworzenie.

Wróżka posiada parę pięknych skrzydeł, których kolor jest zależny od pory dnia i pogody. Nocą mienią się różnymi odcieniami fioletu, za dnia promieniują niemalże wszystkimi kolorami tęczy.

Plotka głosi, iż władca dworu zabijał swoje córki, nie widząc w nich zbytniego pożytku. Niewątpliwie tkwi w tym jakieś ziarno prawdy, choć nie do końca. Bezużyteczni synowie także nie spotykali się z przychylnością ojca.

Znajomość ludzkich języków? Kwestia sporna - wróżka z pewnością nie zna ich wszystkich, wszak to nie zabawa w pokemony. Niewątpliwie jednak znanych jest jej pięć języków wyszlifowanych na perfekto. Może nawet troszkę więcej?

Ciekawostka dla czytających - znaczki przy każdym punkciku nie są przypadkowe. Wiecie co znaczą?

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat

Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator

Accepted
Drogi Użytkowniku!
Cieszymy się, że dołączyłeś do naszego forum, a Twoja Karta Postaci już została zaakceptowana! Przejdź teraz do zakładania koniecznych tematów. Zapoznaj się z Mechaniką Gry oraz Spisem umiejętności. Zachęcamy również do przejrzenia Mapy York! Poza taką mapą na forum znajdziesz również Mapę Świata z najważniejszymi lokalizacjami!
Życzymy Ci miłej zabawy!

James
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo