Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Tory kolejowe
Autor Wiadomość
Shadowhunter
Administrator


Shadowhunter

666 lat

Czarownik

Śmierć

Adminowanie


All paths lead to death.

Wysłany: 2017-10-20, 12:39   Tory kolejowe [Cytuj]

Tory kolejowe
Przez tą dzielnicą przebiegają główne tory kolejowe w York. Kilkanaście szyn, w różnych kierunkach, światła, dyspozytornia i wszystko działa bardzo sprawnie, a cały kolejowy trakt jest czynny. Każdego dnia przejeżdża tą drogą kilkadziesiąt pociągów. Po obu stronach znajdują się zalesione wały, co sprawia, że cały to miejsce jest całkowicie bezpieczne.
Na końcowym odcinku torów znajduje się nowy portal do świata wróżek. Jest on pod stałym nadzorem przynajmniej dwóch przedstawicieli Dzikiego Gonu.

  
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2017-11-09, 00:51    [Cytuj]

Noc duchów nie należała w tym roku do najprzyjemniejszych. Pogoda zdecydowanie się pogorszyła, a w związku z ostatnimi atakami, Nocni ?owcy mieli wzmocnić patrolowanie miasta i przede wszystkim zwiększyć intensywność patroli, odgórny rozkaz Clave. Nic dziwnego, skoro od miesięcy znajdowano nowe ciała, a śladów nie było żadnych. Wieczór ucichł powoli, dochodziło północy, dzieciaki przestały biegać od drzwi do drzwi i zawracać ludziom głowy. Nadeszła upragniona cisza i spokój. Kilka patroli chodziło tej nocy po dzielnicach miasteczka York, nikt nie zauważył jednak nic dziwnego. James wraz z Ashley’em patrolowali okolice torów kolejowych, które od części mieszkalnym oddzielał las. Pohukiwanie sowy stawało się wręcz nieznośne, a droga po namokniętych, drewnianych podkładach pod szyny była męcząca. Naprzeciw nich szedł kolejny patrol, mieli spotkać się w połowie drogi, nieopodal zejścia na opuszczoną stację. Naprzeciw nich szedł Vergil wraz z Margaret, a jednym co ukazywało ich położenie z daleka był blask magicznego światła.
Widzieli się z daleka, zrządzeniem losu jednak chwilowo nie było im dane połączyć swoich sił. Coś świsnęło w powietrzu zaraz obok Jamesa i ruszyło prosto w stronę Ashley’a, ale jedynie pchnęło go na tory, nie atakowało, biegło jakby na ośle przed siebie i zniknęło w gęstwinie lasu za wałem. Mniej szczęścia mieli Vergil i Margaret, bo obok nich przebiegło coś znacznie większego, bez problemu powalając na tory drobną z postury Margaret. Atak nie był celowy, wszystko działo się szybko i chaotycznie, a i ten napastnik zniknął za wysokim wałem usypanym z ziemi. Margaret kręciło się w głowie, a Vergil próbował ją pozbierać, magiczne światło wypadło z jego ręki i zgasło. Na torach zrobiło się zupełnie ciemno, a cała czwórka najpewniej jednomyślnie stwierdziła w swoich głowach, że jest coś przytłaczającego w tej ciemności.
Rozglądając się uważnie na boki ruszyli w swoją stronę, a gdzieś po środku drogi między nimi zobaczyli coś. Wątła postać, o jasnej cerze, stała po środku torów trzymając się przegubów rąk, oczy miała puste i beznamiętne. Z głębokich ran rzeźbionych w skórze rąk sączyła się krew, ciemna i gęsta, odznaczała się wyraźnymi śladami na jasnej skórze. Ruszyli biegiem, James potknął się na mokrej szynie torów kolejowych, ale zdołał utrzymać równowagę. Podłoże nie było najkorzystniejsze do biegów. Dopadli do ofiary, ta jednak leżała na ziemi bez życia, z oczyma wbitymi w zachmurzone niebo. Vergil wysłała ognistą wiadomość, informując jednocześnie, że w czwórkę poradzą sobie z tą sytuacją. Dopiero teraz zaczęli się zastanawiać czym był ten niewinny atak, który wyglądał bardziej jak napaść zwierza, uciekającego przed oprawcą, niżeli realne zagrożenie. Może ktoś próbował odwrócić ich uwagę i zdecydowanie mu się udało?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Witam w mini-evencie na rozgrzewkę! Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić i nie doprowadzicie mnie do konieczności urwania komuś kończyn (wiem, że chcecie je mieć i są Wam potrzebne!).
Kilka małych zasad, które obowiązują w naszej zabawie.
1. Nie ma kolejności pisania postów w pierwszej kolejce.
2. Od czasu postu MG grupa ma 48 godzin na napisanie swoich postów.
3. Za nie pisanie można narazić się na gniew MG (a tego byśmy nie chcieli, prawda?)
4. Pamiętajcie, że Wasza postać nie wie wszystkiego.
5. Wszystkie akcje piszcie w trybie przypuszczającym, MG zdecyduje czy się udało czy nie (w razie co, rzucę kością).
6. Nie zapomnijcie w pierwszym poście wpisać na górze kursywą, jakie macie naniesione runy.


Zaskoczcie mnie!

Osoby biorące udział w rozgrywce: James Whitelight, Ashley Herondale, Vergil Waylan, Margaret Whitelight
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Ashley Herondale


Wysłany: 2017-11-09, 16:25    [Cytuj]

Stałe: Angelic Power -> plecy, Voyance -> tors, Parabatai -> wewnętrzna strona nadgarstka
Czasowe: Fortis, Precision, Heightened speed, Courage in combat, Night Vision, Glamour -> ramoina


Ashley trochę się zdziwił, iż nie został sparowany ze swoim parabatai, ale nic nie powiedział. Cieszył się natomiast z tego, że w ogóle pozwolono mu wyjść na patrol. Przez parę dni po prostu czuł się jak więzień w Instytucie. Oczywiście rozumiał, że Centurion nie mógł wysyłać wszystkich na patrol nie zostawiając nikogo do obrony. Chociaż dziwił się niektórym decyzją jakie podejmowali jego przełożeni. Teraz idąc koło Jamesa zastanawiał się co tak naprawdę mieli sprawdzać w tak dziwnym miejscu jak tory kolejowe. Przecież tutaj ciężko znaleźć jakichś przyziemnych chociaż biorąc pod uwagę to jaka dziś była noc, Herondale'a nic by nie zdziwiło. Na szczęście miał na swoim ciele runę, która uniemożliwiała Przyziemnym zobaczenie go. Owszem może aż takie zabezpieczenie nie było potrzebne ale wyuczone odruchy były silniejsze od niego. Zabrał ze sobą również i broń. Miał przytroczone do pasa dwie pochwy z serafickimi ostrzami, a w wewnętrznej kieszeni kurtki spoczywała jego stella. Szedł czujnie rozglądając się na boki. Widział migoczące w oddali magiczne światło świadczące o obecności drugiego patrolu. Cóż zapowiadał się spokojny wieczór. Niestety nagle został przez coś pchnięty na tory. Wykorzystując całą wiedzę, której się nauczył starał się nie przewrócić. Miał nadzieję, że nie będzie musiał zbierać swojej osoby z mokrych podkładów kolejowych. Jeżeli jednak musiał się podnieść przez resztę drogi mógł być bardzo nieprzyjemny dla swoich współtowarzyszy. Owszem po potrąceniu wzmógł czujność jednak chociaż rozglądał się czujnie na boki, nic jak na razie nie wypatrzył. Nie przeszkadzało mu pohukiwanie sowy gdyż ten dźwięk go uspokajał. W każdym bądź razie gdy wreszcie wrócił do nużącej wędrówki po podkładach kolejowych zaczął się zastanawiać co go rozproszyło. Dziwiło go to, że został potrącony. Przecież gdyby to był demon raczej wybrałby atak. Ashley'owi nie dawało to spokoju, a zbliżające się magiczne światło lekko drażniło jego oczy. No pokaż się gdzie jesteś? mówił do siebie w myślach. Czy chciał poznać przeciwnika sam nie wiedział, jednak czuł się po tym dziwnym wydarzeniu dość nieswojo. I gdy już miał odetchnąć z ulgą zobaczył ową postać z krwawiącymi ranami. Zareagował natychmiast. Rzucił się biegiem w stronę rannej mając nadzieję, że uda jej się pomóc. I chociaż nie znał się na medycynie błagał Anioła, by nie znaleźli kolejnego ciała. Niestety jego błagania na niewiele się zdały. Ash pochylił się nad zwłokami i zaczął ich oględziny. Oglądał każdy centymetr ciała, aż wreszcie doszedł do nadgarstków. Sadził, że kształt ran będzie mógł mu powiedzieć co zaatakowało tą nieszczęsną istotę.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Vergil Wayland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-11-09, 21:28    [Cytuj]

    Stałe - na plecach
    Czasowe - na rękach: Dexteritas, Fortis, Precision, Heightened speed, Night Vision, Farsighted, Glamour
Nieczęsto zdarzało się, by Vergil „szlajał” się gdzieś bez Nero. Byli przecież nierozłączni, a ich umiejętności nawzajem się uzupełniały. Kiedy więc przyszło im się rozdzielić w Noc Duchów, jeden do drugiego powiedział, by nie robił nic głupiego… Choć Vergil wiedział, że ten, kto pójdzie z Nero, będzie miał przechlapane.
- Patrol zamiast zbierania cukierków. Jak na ironię, co? – zagadał do Margaret, chcąc jakoś zagaić rozmowę. Przy bracie mógł się nie odzywać i grać rolę posępnego brata, jednak przy innych ?owcach nie chciał wyjść na skończonego marudę oraz ponuraka (chociaż taka opinia wcale nie była zła, prawda?). Sam czuł się dość nieswojo, ale nie z powodu damskiego towarzystwa, a stroju, który miał na sobie. Nie od dzisiaj było wiadomo, że Vergil nie przepadał za ubieraniem się od stóp do głów na czarno. Jednak skoro już musiał, a strojów nie robiono w innych kolorach, to musiał przeboleć to wszystko. Wyglądał jak jakiś fan metalu w skórzanej, czarnej kurtce oraz wysokich, sznurowanych butach. Brakowało mu jeszcze makijażu na pandę. Ze sobą miał dwa serafickie ostrza (Annikę i Elrosę), pochowane przy pasach w „stanie spoczynku”, trzy noże do rzucania, sztylet, łuk oraz kołczan z dwudziestoma strzałami o różnych grotach.
Wybrał sobie jednak bardzo zły moment na rozpoczęcie rozmowy o Halloween, bo wtedy coś przebiegło wokół nich. Zanim się zorientował, jego towarzyszka leżała już na torach. Zapewne, gdyby był Nero, rzuciłby zabawnym komentarzem, by się nie wygłupiała, lecz… coś mu mówiło, że to wcale nie były głupie żarty.
Noc Duchów dopiero się rozpoczęła i raczej nie będzie mu dane zbierać cukierków po domach. Wszystko było spowodowane przez okropną ciemność, która wydawało się, że nastała wraz z upadkiem jego magicznego światła (w duchu modlił się, by nie było ono zniszczone).
- Żyjesz? – mruknął do swojej towarzyszki, rozglądając się nerwowo na boki. Gdyby potrzebowała pomocy – pewnie zaofiarował jej swoje ramię, by mogła się na nim wesprzeć. Nie wiedział, na ile był to bolesny upadek. – Zawsze mogę nakreślić Ci… - Ale nie zdążył dokończyć zdania, kiedy zauważyli ofiarę.
Nie było czasu na chłodną kalkulację albo zastanawianie się, że o mały włos mogłaby być to Margaret. Świetnie. Raz go rozdzielają z bratem, a teraz wydarzają się takie historie. Puścili się oboje biegiem, by zobaczyć, co się w ogóle stało. Vergil stał nieco na uboczu, pozwalając, by Ash zbadał ofiarę. Czekał tylko na dwa słowa wyroku: nie żyje.
Mimo wszystko wysłał ognistą wiadomość, by jak na razie nie przysyłali żadnego wsparcia. Przecież była ich czwórka, poradzą sobie.
- Czy obok Was też coś przebiegło? – zapytał, odwracając się tyłem do Asha i ofiary. Wytężył wzrok, chcąc zobaczyć, czy ktoś nie kryje się za jakimś wagonem, budynkiem, czymkolwiek. Wciąż nie mógł pozbyć się wrażenia, że zaraz ktoś wyskoczy skądś i rozpocznie się krwawa jatka… Chyba za dużo naoglądał się głupot z Nero albo po prostu tak już działała Noc Duchów.
 
 
Margaret Nightwind


Margaret Nightwind

26

Nefilim

nie wiem co się dzieje

wracam do żywych


dancing with the demons in our minds

Wysłany: 2017-11-10, 18:54   
   Nyx, Shan, Kieran, Noah
[Cytuj]

Dexteritas, Precision, Fortis, Night Vision, Fearless, Stamina

Patrolowała dzisiaj z Vergilem, Ceres była na poprzedniej zmianie. Wiadomo, skuteczniejsze byłyby razem, w końcu były Parabatai, ale w aktualnych warunkach Margaret wolała jednak patrolować z kimś, z kim nie łączyły jej bliskie i zażyłe stosunki. Vergil nie będzie zadawał stu bezsensownych pytań, więc było całkiem dobrze. Nie spodziewała się też raczej, że w drugim zespole, któremu przyszło patrolować tory kolejowe będzie jej brat, a jak wiadomo, to mieszanka wybuchowa. Wilgotne powietrze kręciło jej włosy, było chłodno. Swoją drogą, rude pasma upięte były w luźny kucyk, a Margaret miała na sobie typowy strój Nocnego ?owcy, których z reguły używali na ‘wyjścia’. Czarne, skórzane spodnie, do których przypięty miała pas, a przy nim Serafickie Ostrze o imieniu Yahoel, krótki nóż ze srebra. Na jej plecach oczywiście miała kołczan ze strzałami, w różnych rozmiarach, z różnymi końcówkami, nigdy nie wiadomo w końcu, czego można się spodziewać. No i oczywiście łuk, swojego najlepszego przyjaciela, którego nawet pieszczotliwie nazwała. Był jej wierny, dostosowany do niej, był jej największym skarbem.
- I tak nie zbierałabym cukierków, a patrol… to zawsze dobra opcja. – powiedziała uśmiechając się, nie znała się z nim zbyt blisko. Oczywiście wiedziała kim jest, byli prawie sąsiadami, można tak powiedzieć, więc z pewnością wiedziała o nim co nieco. Wolała być też miła dla ludzi, szczególnie tych, z którymi patroluje, bo to właśnie od nich zależy nie raz życie Nocnego ?owcy. Partner na patrolu miał duże znaczenie, więc bycie niemiłym dla kogoś było niezbyt opłacalne.
Coś przeleciało w powietrzu zwalając ją z nóg, upadła na mokre tory, a szyna dość mocno wbiła jej się w ramię. Margaret nauczyła się, że upadanie na plecy, kiedy trzyma się na nich kołczan i łuk jest niezbyt ?ooo. W każdym razie gruchnęła, dość mocno i właściwie tego się nie spodziewała. Podniosła się dość powoli, upewniając przy tym, że jej Orion jest cały i zdrowy, bo jakoś mniej martwiła się o swoją rękę, niż o ten kawał drewna. Stanęła prosto, upewniła się, że strzały nie wypadły.
- Nic mi nie jest. – odpowiedziała nieco zirytowana, ale nie jego pytaniem, a tym, że coś bezczelnie powaliło ją na ziemię. Nie lubiła być przewracana, a to było bardzo nie ?ooo. Vergil zdaje się chciał coś powiedzieć o kreśleniu Iratze, jednak nie dokończył i ruszył przed siebie, dopiero wtedy Margie zorientowała się, że jest tam ciało i dwójka Nocnych ?owców. Ruszyła biegiem zapominając o bólu i zobaczyła Ashley’a kucającego nad ciałem, robiącego wstępne oględziny, James kawałek za nim i Vergila, który nie podchodził za blisko. Instynkt kazał jej podejść do Jamesa, w końcu było jej bratem.
- Nic Ci nie jest? – spytała z troską w oczach i dla pewności sięgnęła po Oriona i strzałkę, w razie gdyby coś postanowiło atakować ponownie. Dobrze, że użyła Night Vision i mogła widzieć w tych ciemnościach, choć dałaby sobie kończynę uciąć, że zrobiło się ciemniej niż wcześniej. – Co to było? – spojrzała na Ashley’a i zerknęła w stronę Jamesa. Nie pachniało jak demon, ciężko było stwierdzić, a zapachu spalenizny nie odczuwała, a to charakterystyczne dla demonów.
- Może powinniśmy się rozejrzeć? – tory były dość szerokie, z pewnością było co tutaj oglądać, może ‘wróg’ czaił się obok?
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
James Whitelight
[Usunięty]

Wysłany: 2017-11-11, 02:18    [Cytuj]

Fortis, Night Vision, Glamour, Opening runes, stamina, Farsighted

No i nareszcie patrol, mógł wyrwać się z murów instytutu, odpocząć i powdychać świeżego powietrza a przede wszystkim oderwać się od ponurej rzeczywistości, która czekała go zarówno w murach instytutu, a zwłaszcza widział ją w oczach swojej siostry kiedy się mijali na korytarzu, a ten nie dał po sobie poznać, że ją widział a co dopiero powiedzieć do niej nawet głupie "cześć". Ucieszyła go także wiadomość, że trafił mu się niezbyt gadatliwy partner, który razem z nim przemierzał właśnie tory kolejowe. Oddalił się od niego na parę kroków, przemierzając uważnym wzrokiem okolice. Ukryty przed Przyziemnymi, czuł się o dziwo bezpiecznie. Trzymał rękę w gotowości na swoim selfickim ostrzu zapiętym przy pasie, jeszcze jeden miecz trochę większy od tego przy pasie tkwił na jego plecach. O dziwo James nawet nie wyczuwał jego ciężaru. W stroju Nocnego ?owcy i z bronia czuł się bardzo bezpiecznie, zważywszy na fakt, że dzięki swojej ukochanej rodzince potrafił wymachiwać mieczem, który lśnił lekko na jego plecach, a raczej selfickim ostrzem sporej wielkości, może nie był zbyt poradny jednakże w dłoni Jamesa mieścił się doskonale i stawał się przedłużeniem jego ręki.
James wysilił słuch i napiął wszystkie mięśnie kiedy tylko coś świsnęło koło jego głowy, katem zarejestrował fakt, że jego partner został zepchnięty na tory, ruszył w jego kierunku biegiem, kiedy był koło niego spostrzegł że w sumie nic mu się za bardzo nie stało. Razem z nim zlokalizował postać niedaleko i także ruszył biegiem za nim w jej kierunku, oczywiście po drodze musiał się poślizgnąć i o mało co by swoją uroczą buźką nie przejechał po torach, jednakże udało mu się odzyskać równowagę. W czasie kiedy Ashley przeglądał zwłoki James, uważnie rozglądał się po okolicy, zarejestrował w międzyczasie przybycie swojej siostry na której widok zaklął lekko w myślach. Spojrzał miodowymi oczami na nią kiedy ta zbliżyła sie do niego zapytać, czy z nim wszystko w porządku.
- Nic mi nie jest - wyrzekł przez lekko zaciśnięte zęby, po czym odwrócił się od niej, zeby skupić swoje spojrzenie na ciele i tkwiącego przy nim partnera. Podszedł do niego, żeby przykucnąć obok ciała. Sam przyglądał mu się przez dłuższą chwilę, może razem uda im się zauważyć coś nadzwyczajnego. Uniósł lekko głowę na słowa Margaret, przenosząc powoli na nią spojrzenie.
Na pewno nie powinniśmy się rozdzielać. Nie wiadomo co to było i może pojawić się ponownie, a sądząc po nim- - wskazał głową na lezące ciało - nie miał za dużo szczęścia, oby nas to także nie spotkało - wyrzekł po chwili prostując się, żeby spojrzeniem przebiec po okolicy.
- Poszukajcie lepiej jakiś śladów, ale nie odchodźcie za daleko - dodał po chwili milczenia ruszając powoli w stronę, gdzie miał nadzieje coś może znaleźć ale jednocześnie wydawało mu się, że w tamtą stronę udało się to dziwne coś kiedy świsnęły koło jego głowy. Zwinnym ruchem sięgnął rękę po swój selficki miecz tkwiący na jego plecach.
- Zachariel
- wymruczał cichym szeptem a po chwili jego miecz zalśnił lekkim światłem.
 
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2017-11-11, 13:16    [Cytuj]

Tory kolejowe wcale nie były tak nieoczywistym miejscem do patrolu, głównie, dlatego, że było tu dość ciemno, a podziemni mieli kilka swoich lokalizacji, takich jak Nocny Targ, zgromadzonych wokół torów. Różne rzeczy działy się tutaj i nigdy nie było wiadomo, czy przypadkiem następnego ranka na torach nie zostanie znaleziony obrabowany wampir czy wilkołak, któremu udało się zakupić pożądany przedmiot, a ktoś inny bardzo go potrzebował. Ofiara znajdująca się na torach nie należała do tego typu zwłok, nikt nie ograbił go z przybytku, bo właściwie z jakiegoś powodu umarł praktycznie na ich oczach. Ashley po ataku zdecydowanie został powalony na tory, przez co rozumie się, że na nich leżał. Musiał pozbierać się szybko i kontynuować swoją podróż, nawet jeśli miał być zirytowany przez resztę podróży.
Cała czwórka dopadła do ofiary, która leżała na torach w dość nienaturalnej pozycji. Opadła na kolana, a ciężar ciała przeważył ją do tyłu. Dopiero gdy znaleźli się blisko mogli zauważyć, że ofiarą była kobieta, około dwudziestoletnia, z jasnymi blond włosami, które teraz poplamione było czarno-czerwoną posoką sączącą się z ran na jej ciele. Mgliste spojrzenie wbite miała w gwiazdy, a grymas bólu na jej twarzy zachował się po tym, jak uleciało z niej życie. Z takiej odległości mogli zauważyć, że charakterystyka ran, ich ułożenie, a nawet ślady po pasach na przegubach świadczyły o tym, że był więziona w taki sposób, jak wszystkie poprzednie zwłoki, które udało im się znaleźć do tej pory. Dlatego też mogli wysunąć wnioski, że jest to kolejna ofiara zabójcy działającego od miesięcy.
Ashley zajął się oględzinami nieżyjącej kobiety, Vergil stał z boku po wysłaniu wiadomości, nie ma co robić tłoku nad ofiarą, kiedy w pobliżu wciąż mogło czaić się coś niedobrego. Margaret zmartwiona podeszła do brata, a chwilę później stała z napiętym łukiem, gotowa do wszelkiego działania. James postanowił oddzielić się od siostry, podejść do Ashley’a i podjąć jakieś decyzje. Zdecydowanie powinni rozejrzeć się po okolicy. Vergil zrobił ledwie kilka kroków w stronę starego wagonu, nieużywanego od lat, kiedy jego uwagę przykuł jasny punkt migoczący na dachu wagonu, następne kroki pozwoliły stwierdzić, że była to para oczu wpatrująca się dokładnie w jego osobę, to powinno dać mu do zrozumienia, że istota na wagonie widzi go doskonale. Nawet, jeśli Vergil zawołał do swoich towarzyszy, to oni na pewno nic tam nie zobaczyli. Zawsze mógł iść i sprawdzić to sam.
Margaret stała naprężonym łukiem, gotowa do ataku, a James stał parę metrów od niej, trzymając w ręce jarzące się Serafickie Ostrze. Oboje byli gotowi do ataku, podczas gdy Ashley, który podjął się oględzin ciała niewiele mógł zrobić, a jedyne co mu pozostało, to obrona tych zwłok przed atakiem, w końcu był to swoisty dowód zbrodni, który wymagał bycie strzeżonym, a szczególnie w sytuacji, gdy ktoś, albo coś atakuje pozostałych ?owców. Margaret poczuła pieczenie na ręce, kiedy ciecz przypominająca zielone gluty zetknęła się z jej ręką. Ból był ogromny, demon jednak postanowił zająć się jej bratem, którego atakował kilkunastoma mackami, kłapiąc przy tym zębami i plując jadem. James miał ciecz na rękach i z jednej strony szyi, która paliła jego skórę. A Vergil? Powinien wybrać dziwny trop czy pomóc współtowarzyszą? Wyraźnie było widać, do czego próbuje dojść demon i oby Ashley nie zawiódł, jeśli pozostała trójka nie poradzi sobie z sytuacją.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Ashley Herondale


Wysłany: 2017-11-11, 14:43    [Cytuj]

No cóż znoszenie zirytowanego Asha nigdy nie należało do przyjemnych jednak tym razem ?owca wiedział, że nie może wyładować swojej złości na swoich partnerach. Wręcz przeciwnie zamierzał pokazać temu, który ośmielił się go przewrócić swoją wściekłość i wyładować się na nim. Lecz na razie miał inne zadanie. Po dobiegnięciu na miejsce Herondale już był pewny, że to ten sam motyw działania. Miał tylko nadzieję, że nie mają do czynienia z naśladowcą. Może i naczytał się za dużo książek Przyziemnych mówiących o seryjnych mordercach lecz ta wiedza czasem przydawała się Nocnemu ?owcy, by móc spróbować poznać motywy działania sprawcy. W tym przypadku jednak Ash nie miał pojęcia co sprawca chce im powiedzieć lub przekazać. Poza tym tortury, które ewidentnie musiał zaserwować ofierze zasługiwały na to, by wykonać egzekucję ze skutkiem natychmiastowym. Niestety jako ten, który miał stać na straży prawa nie mógł tego zrobić. Irytowało go to jeszcze bardziej. Gdy wreszcie skończył oględziny podniósł wzrok znad ofiary i spojrzał na trójkę pozostałych Nocnych ?owców.
- Pewne jest jedno. Mamy do czynienia z tym samym sprawcą. Kobieta została więziona i została pozbawiona życia tak samo jak inne ofiary tego zwyrodnialca. Niestety nie możemy tez wykluczyć, że ktoś, jakiś inny świr, słysząc o morderstwach podszył się pod tego naszego. Poza tym ciało nosi ślady skrępowania na przegubach więc, jeśli miałoby nas spotkać coś podobnego, musielibyśmy zostać porwani i związani, co mam nadzieję Na Anioła się nie stanie. Teraz nie powinniśmy się na pewno rozdzielać, abyśmy mogli zareagować w odpowiedni sposób. Poza tym musimy czekać na posiłki, by zabrali ciało. – powiedział rozpinając zamek kurtki i wyjmując swoją stelę. Po czym podwinął rękaw i nakreślił na swoim ramieniu znak Protection. W końcu gdyby przyszło im walczyć najlepiej mieć choć niewielką przewagę nad demonami. Przecież każde z nich wiedziało jak bardzo te istoty lubują się w zapachu krwi, a przynajmniej tak się Ashely’owi zdawało. Jednak gdy jeden z nich się lekko oddali Herondale wypowiedział w duchu dość brzydkie przekleństwo i już miał odpowiedzieć na pytanie o przebiegnięcie gdy nagle zobaczył co się dzieje. Postanowił działać szybko. Gdy tylko usłyszał krzyk Margaret starał się wyszarpnąć serafickie ostrze z jednej z pochw u pasa. Jeśli by mu się to udało próbowałby zrobić to samo z drugim mieczem.
- Asmodei, Camael – krzyknąłby nazywając oba ostrza, a potem jednym z nich starałby się rzucić w stronę demona atakującego jego towarzyszy. Jeśli udałaby mu się ta sztuczka nie ruszyłby z miejsca gdyż w tym momencie stanowił obronę nie tylko dla siebie ale i dla ciała tej nieszczęsnej kobiety. Stanąłby nad nią z wyciągniętym ostrzem i czekając na atak. Poza tym Herondale cały czas gorączkowo analizował sytuację i gdy wreszcie wpadł na pomysł co jeszcze mógłby zrobić, starałby się go zrealizować. Z bocznej kieszeni kurtki wyjął by niewielką kartkę i długopis, napisałby wiadomość do Lysandra o treści: Potrzebujemy pomocy w transporcie zwłok do Instytutu. Zostaliśmy zaatakowani. Mógłbyś nam pomóc przenieść tą nieszczęsną kobiet do Instytutu. po czym nakreśliłby stelą na karteczce znak Fire mesage i myślał o Lysandrze. Oczywiście miał też nadzieję, że czarownik ma wolne i będzie mógł im pomóc. Tylko on wiedział jak stworzyć działający portal.
- Margaret, James schowajcie się za mną. Przez chwilę będziecie tam bezpieczni. Brońcie ciała jak pozbędziecie się jadu z ciała. – wrzasnąłby czekając na ich działanie. Owszem był pewny swojej przydatności bojowej ale walcząc z demonem plującym jadem każdy, nawet najlepiej wyćwiczony Nocny ?owca mógł oberwać. Teraz liczyła się każda sekunda. Ash miał nadzieję, że wsparcie przybędzie dość szybko, ale na razie musiał bronić dowodu na zbrodnię, która została popełniona. Jeśli miałby czas stanął by nad zwłokami by ochraniać je własnym ciałem jeśli byłaby taka potrzeba.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Margaret Nightwind


Margaret Nightwind

26

Nefilim

nie wiem co się dzieje

wracam do żywych


dancing with the demons in our minds

Wysłany: 2017-11-12, 21:35   
   Nyx, Shan, Kieran, Noah
[Cytuj]

Od kiedy zaczęto znajdować zwłoki minęło już parę miesięcy, a oni nadal tkwili w martwym punkcie i niewiele mogli zrobić. Kolejna sytuacja, zwykły rutynowy patrol zmieniający się w sytuację awaryjną. Zwłoki porzucone na torach, te zwłoki stały się trupem na ich oczach. Margaret widziała jak kobieta pada na kolanach, jak osuwa się pod ciężarem własnych mięśni, a grawitacja robi swoje, gdy jej mózg rozłącza się i przestaje działać. Kolejny trup, to kolejny problem. Znów Clave będzie naciskało, ktoś poniesie odpowiedzialność, bo po raz kolejny mieli zwłoki i zero śladów. Tym razem było inaczej, coś ich zaatakowało, Margaret miała w planie po powrocie do Instytutu dokładnie zbadać ubranie, które miała na sobie, to coś musiało zostawić jakikolwiek ślad, jakąś drobinkę naskórka, włos, cokolwiek.
- Przeanalizują je w Instytucie, tutaj możemy jedynie zgadywać. – powiedziała całkiem poważnie, obserwowała kątem oka Jamesa, wolała mieć młodszego brata na oku. Wierzyła w jego umiejętności, z pewnością miał je wysoko rozwinięte, ale to nie zmieniało faktu, że się o niego bała jak cholera. Nie mogła sobie pozwolić na stracenie również jego, chciałaby naprawić te relacje między nimi, nawet jeśli wydawało się to niewykonalne, a James podchodził do niej jak pies do jeża.
Poczuła nagle pieczenie w palcach, zasyczała i dzięki Night Vision mogła zobaczyć zieloną ciecz na ręce, automatycznie strzepnęła ją z ręki i wytarła w skórzane spodnie, aby nie obciekła na Oriona i nie zniszczyła perfekcyjnie rzeźbionej rękojeści. Widząc demona zaraz obok Jamesa od razu podjęła decyzję, napięła cięciwę, mimo bólu ręki i wycelowała w demona. Miała wprawne oko i rękę, nie chciała chybić. Posłała strzałkę w kierunku demona. Jeśli trafiła od razu podbiegła do brata próbując go odciągnąć, początkowo zignorowała głos Ashley’a, który kazał jej się schować za nim. Nie, ona się nie chowała, Margaret nigdy tego nie robiła. Jeśli oczywiście chybiła podniosła kolejną strzałkę i wycelowała nią w demona, aby ponowić strzał, mogłaby to robić bez skutki. Adamasowe groty lśniły kiedy wypuszczała je z ręki, łuk był dopasowany do niej, został stworzony specjalnie dla niej. Niezależnie od tego co stało się z jej strzałami, jej brat trzymał w ręce Zachariela i był wybitnym wojownikiem, wiedziała, że sobie poradzi z demonem, ale chciała wesprzeć go choć tymi kilkoma strzałami, a może i udałoby jej się odstrzelić mu łeb?
- Ashley, damy sobie radę. Pilnuj ciała! – krzyknęła do niego, celowała w napastnika, przy okazji starała się zlokalizować czy przypadkiem coś nie czai się w ciemnościach wokół nich. Może to był błąd, że stwierdzili, iż w czwórkę dadzą rade?
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Vergil Wayland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-11-13, 11:14    [Cytuj]

Tak naprawdę dopiero teraz, kiedy mieli przed sobą trupa, Vergil poczuł wielką potrzebę, by brat był przy nim. Co prawda był porywczy, robił dużo głupich rzeczy, ale zawsze można było zdać się na jego siłę. Wciąż trudno było powiedzieć, kim jest napastnik, lecz Wylandowi ta sprawa mocno się nie podobała. Bliskość brata na pewno by go uspokoiła.
Zamiast tego musiał radzić sobie sam.
Nic w tym dziwnego, że gdy dostrzegł jakiś migoczący punkt na dachu wagonu, a po zrobieniu kilku kroków w jego stronę, postanowił sprawdzić to miejsce. Zachował się niczym Nero, który zawsze biegł za różnymi dziwnymi znakami, a potem pakował bliźniaków w tarapaty. Było to bardzo dziwne, tak jakby zmienili się miejscami. Nie zakomunikował swoich towarzyszy, że oddala się, by sprawdzić kształt, którego widział (pieprz się, Wayland). Być może właśnie z powodu tej decyzji (czy błędnej, wtedy się okaże) - nie zauważył, że gdy odłączył się od grupki, ta została zaatakowana przez demona.
Podążając w stronę wagonu, chcąc sprawdzić drugiego sprawcę (o czym nie miał zielonego pojęcia oczywiście, bo nie pomyślał o tym, aby obejrzeć się za siebie), ściągnął łuk z pleców. Wyciągnął strzałę z grotem adamasowym. Zmrużył swoje oczy, dziękując, że pomyślał wcześniej o nałożeniu na swoje ciało runy Nocnej Wizji. Naprawdę był ciekaw tego, co zobaczył na wagonie. A czy czuł trwogę? Niekoniecznie, na pewno towarzyszył mu pewien dyskomfort, bo to on zazwyczaj był tym skrzydłowym, który ubezpieczał tyły Nero. Teraz mógł liczyć tylko na siebie.
 
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2017-11-14, 20:44    [Cytuj]

Sytuacja robiła się coraz bardziej nieprzyjemna, najpierw niewyjaśnione atak i nagłe pojawienie się ciała na środku torów, najwyraźniej ktoś skutecznie odwracał uwagę łowców. Później rozproszenie z powodu dwóch tropów i atak demona. Sytuacja była naprawdę nieciekawa. Vergil postanowił sam sprawdzić trop, odszedł od grupy zostawiając ich w trójkę, skąd niby miał wiedzieć, że demon zaatakuje? Szedł z napiętą cięciwą łuku, prosto w stronę miejsca, gdzie zobaczył migoczące światełka. Kiedy znalazł się dostatecznie blisko mógł zauważyć kształt ludzkiej postaci, bladej i skulonej na dachu wagonu, która próbowała ukryć się za fragmentem odgiętej blachy.
- Błagam, nie… – szepnęła cicho, kiedy Vergil zbliżył się dostatecznie blisko. Nastoletni chłopak, wyglądający jakby był na parę sekund przed opuszczeniem tego świata, cienie pod jego oczami świadczyły o zmęczeniu, które targało jego ciałem. Chciał się uchronić, z jego ust wydobywała się stróżka krwi, z ran na rękach, klatce piersiowej sączyła się czerwona posoka, mieszająca się ze złoto-srebrną cieczą. Jego blada, cienka koszulka przesiąkała nią na tyle mocno, że przylepiała się całkowicie do jego ciała. Liczne siniaki i rany na jego ciele, ślady po pętaniu świadczyły o tym, że był więźniem przez długi, długi czas. Zakrztusił się i zaczął pluć krwią, opluł Vergila niekontrolowanie, a jego ręce mocno zaciskały się na klatce piersiowej. Po grymasie jego twarzy widać było ogromny ból. Błagał, o litość czy skrócenie cierpień?
Pozostała przy ciele trójka miała o wiele gorzej. Demon zatopił mackę pokrytą zębami w ramieniu Jamesa powodując u niego silne krwawienie z rany, anielskie ostrze wypadło z jego ręki i osunęło się na ziemię gasnąć. Z pomocą przyszła mu jego siostra, choć Ashley za wszelką cenę starał się ich zaciągnąć za siebie. Chciał być najwyraźniej bohaterem, jednak Margaret nie miała zamiaru odpuszczać. Wypuściła pierwszą strzałę, adamasowe ostrze zamigotało na końcu, ale demonowi udało się jego uniknąć. Dziewczyna pozostawała zawzięta wypuściła kolejną strzałę, tuż przed tym jak demon zamierzał się ponownie wgryźć w ciało jej brata. Trafiła, a on odsunął się od Jamesa. Kolejne strzały trafiały w nieruchomy cel raz za razem, aż zesłały demona tam, gdzie jego miejsce.
Ciało leżące na torach dziwnym trafem przyspieszyło swój rozkład, krew sącząca się z niego zaprzestała biegu, a skóra pomarszczyła się na nim w dziwny sposób. Widać było wyraźnie, że czynniki, które wpływały na jego niszczenie działały od środka. Dopiero teraz, kiedy z powodu kurczenia się koszula podwinęła się nieco można było zauważyć szycie na skórze brzucha kobiety, z pewnością zainteresuje to Nocnych ?owców. Ach…
Dopiero teraz zauważyli, że nie było obok nich Vergila. Nie było go nawet w zasięgu ich wzroku.

Czas na odpis bezwzględny: do 16.11 do godziny 22.00
Posty dodane po tym czasie nie będą brane pod uwagę.
Kolejka nie obowiązuje, jak zacznie to dam znać!
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
James Whitelight
[Usunięty]

Wysłany: 2017-11-14, 23:21    [Cytuj]

Zaczęło się? James raczej nie słynął z tego, że robił coś pochopnie, niespecjalnie przejmował się tym, że Ashley kazał mu się za nim schować, miał tak po prostu uciekać? To nie było w jego naturze, był przecież buntownikiem a oni na pewno nie chowają się za czyiś plecami, nie boją się niczego i idą uparcie do przodu nawet jeśli oznaczałoby to śmierć.
Może nie chciał umrzeć tutaj. Dzisiaj. Lecz to nie przeszkadzało w tym, żeby podjąć jakąś decyzję. Kiedy pojawił się demon pierwszym odruchem James'a było zasłonięcie się kiedy kwas trafił na jego ręce jak i szyję, zaklął dość siarczyście kiedy poczuł ból i cofnął się o krok. Nie wiedział czemu ale jego ruchy były trochę opóźnione, tak jakby dopiero co obudził się z jakiegoś cholernego snu (userka po prostu nie miała kiedy odpisać i trzeba jakoś wyjaśnić dlaczego nic nie zrobił); skrzywił się kiedy zębiska demona dosięgnęły jego ramienia, z krzykiem na ustach osunął się na ziemię wypuszczając z ręki selfickie ostrze, które zgasło. Drugą ręką oparł się o ziemię, kiedy tak padł na kolana a oddech jego przyspieszył znacznie, krzywił się przy tym niemiłosiernie bo przecież ból był wręcz nie do opisania.
Kątem oka zauważył Margaret, która zdołała posłać strzały w kierunku demona. James po omacku sięgnął po leżący miecz, po czym podparł się na nim i wstał na lekko drżące nogi. Nie zaszczycił jednak swojej siostry nawet spojrzenie odwrócił się tylko w stronę rozpadającego się ciała.
- Co do cholery się tutaj dzieje?
Przytrzymując ranę jedną ręką powoli podszedł do ciała kobiety wpatrując się w ranę na brzuchu, uniósł lekko głowę rozejrzawszy się po okolicy.
- Czy mi się wydawało, czy było nas tutaj czterech?
Cóż za błyskotliwe pytanie, co nie? James próbował znaleźć Vergile'a jednakże te ciemności ani trochę mu w tym nie pozwalały. Sięgnął po stelę za pasek spodni, żeby sprawnym ruchem uruchomić runę Night Vision, miał nadzieję, że pomoże ona dostrzec ich partnera albo chociaż jakiś trop prowadzący do niego. W duchu najmłodszy z Whitelight'ów liczył na to, że rana nie zakłóci działania runy.
 
 
Margaret Nightwind


Margaret Nightwind

26

Nefilim

nie wiem co się dzieje

wracam do żywych


dancing with the demons in our minds

Wysłany: 2017-11-14, 23:40   
   Nyx, Shan, Kieran, Noah
[Cytuj]

Margaret serce waliło jak młotem, kiedy widziała demona nad swoim bratem. Wiedziała, że ich relacje nie są najlepsze i sytuacja jest okrutnie skomplikowana, ale nie chciała, żeby stała mu się krzywda. James mógł sobie uważać, że Marg nie ma serca, że jest zła, okrutna i najgorsza na świecie, bo nie postawiła na niego lata temu, ale i tak zawsze będzie się o niego troszczyć. Krzyknęła jego imię, kiedy demon po raz pierwszy zaatakował i posłała strzałę. Ręka drżała jej i pewnie dlatego chybiła. Drugą trafiła zaraz po tym, jak demon wgryzł się w jego rękę, a James wypuścił miecz. Wtedy skupiła się najmocniej jak potrafiła i puściła kolejne strzały w demona, aż posłała go na inny świat. Zrobiła kilka kroków w stronę Jamesa, ale ten podniósł się i zwyczajnie ją zignorował.
- James… – szepnęła, ale jego zachowanie zaczynało ją irytować, był ranny, ale niewiele sobie z tego robił. Podeszła do niego, jak na starszą i upierdliwą siostrę przystało i stanęła przed nim, początkowo kompletnie zignorowała ciało, ale zdaje się miała ważniejsze sprawy do załatwienia. Panował względny spokój, więc zarzucił łuk na ramię i wyjęła stelę zza paska. – Potrzebujesz Iratze. – ktoś i tak będzie musiał to opatrzyć, ale i tak powinien narysować Iratze. Szkoda, że nie było tutaj Ceres, ona o wiele lepiej rysowała znaki niż Margaret. – Daj mi to zrobić, proszę. – powiedziała łapiąc jego rękę i mając nadzieję, że jej nie odtrąci, spróbowała narysować mu znak, jeśli jednak ją odrzucił, na pewno było jej cholernie źle z tym.
Odwróciła wzrok na ciało, które zaczęło się marszczyć, powinni jak najszybciej zabrać je do Instytutu, bo jeszcze chwila, a zostanie z niego kupka prochu. James jednak odezwał się, że byli tutaj w czwórkę. Margaret rozejrzała się szybko. Brakowało Vergila, który był jej kompanem na dzisiejszej imprezie.
- Cholera… – powiedziała mrużąc oczy z nadzieją, że dostrzeże coś więcej. Nie widziała go jednak, wokół nich było ciemno. Jak coś mu się stanie będzie miała poważny problem, nawet nie zauważyła kiedy odszedł od nich, a może coś go zabrało, kiedy byli zajęci demonem? Ashley znajdujący się przy ciele powinien widzieć chociaż w którą stronę poszedł. – Ashley, widziałeś go? – spytała nieco w panice, pewnie jej się oberwie za zgubienie Waylanda, a naprawdę wolałaby nikogo nie gubić. Krzyczenie było fatalnym pomysłem w tym momencie, bo mogłoby ściągnąć więcej problemów, dlatego musiała mieć nadzieję, że jest niedaleko i zwyczajnie go nie widzą.
- James… Trzymaj się blisko mnie, proszę. – szepnęła do brata stając przed nim, nawet jeśli jej nie chciał i nienawidził z całego serca, ona nie da go skrzywdzić, a teraz czuła się tak, jakby zawiodła po raz kolejny.
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Ashley Herondale


Wysłany: 2017-11-15, 20:37    [Cytuj]

Cała ta akcja nie podobała się Ashowi. Nie tylko dlatego, że zostali zaatakowani, gdyż do tego zdążył już przywyknąć. Niepokój Herondale’a brał się z powodu tego co działo się z ciałem. Ten przyśpieszony rozkład zwłok bardzo się mężczyźnie nie podobał. Nie pamiętał jednak czy inne ciała też się tak zachowywały czy też nie. On nie robił im autopsji ani niczego podobnego. Zaczął się zastanawiać czy to nie ma nic wspólnego z jego runą, którą nakreślił, by chronić siebie i zwłoki. Oczywiście cały czas przeszukiwał w pamięci wiadomości, które posiadał na temat demonów i musiał przyznać, że to co odszukał w pamięci w ogóle mu się nie podobało. Zresztą starał się poskładać wszystko do kupy i profilaktycznie odsunął się lekko od zwłok. Stanął w pozycji do walki i wrzasnął na całe gardło.
- Pokaż się? – nie sądził, że to może coś dać jednak Ash doskonale wiedział, że istnieją demony, które nie tylko mogą żerować na zwłokach, ale i budować swoje ciała z ich części. Poza tym doskonale pamiętał, że idąc tutaj coś go po szturchnęło na tyle silnie, że upadł na tory, przez co był naprawdę zły. Teraz jednak nie miał pojęcia co ma dokładnie robić. Poza tym ta całą sytuacja była jak dla ?owcy wystarczająco chora, by nie sprawdzać wszystkich możliwości jakie podejrzewał. Może i jego zachowanie może wydać się dziwne dla towarzyszy jednak wolał nie narażać już nikogo więcej na atak. Oczywiście dopiero teraz zauważył, że kogoś im rzeczywiście brakuje i starał się odtworzyć wszystko co się do tej pory wydarzyło. Owszem nie powinni się rozdzielać ale w tym wypadku chyba powinni poszukać zabłąkanego Vergila. Jednak zastanawiał się kto powinien to zrobić. On jak na razie miał ochronę przed demonami jednak wiedział, że działanie tej runy nie potrwa długo. Patrzył zarówno na Margaret jak i na Jamesa myśląc intensywnie. Nie był tutaj żadnym dowodzącym ale stwierdził, że skoro był najstarszy w tym gronie to może powinien się zachować jak przełożony. Nie chciał tego jednak podejrzewał, że rozdzielenie znowu rodzeństwa Whitelight może być błędem to chyba jednak będzie musiał to zrobić. Odłożył na chwilę jeden z aktywowanych mieczy i wyciągnął stelę, by aktywować na swoim ciele runę Farsighted. Nie podejrzewa jednak by poszukiwany przez niego Vergil mógł odejść daleko. Przez dłuższą chwilę milczał omiatając wzrokiem otoczenie. Owszem był lekko zdenerwowany, bo nie wiedział co tak naprawdę zobaczy. Modlił się tylko w duchu, by jednemu z nich się nic nie stało. Po skończonych oględzinach spojrzał na Magraret.
- Nie wiem dokładnie gdzie się podział Vergil, ale wydaje mi się, że odchodzi w stronę tamtego wagonu, który stoi jak mi się wydaje parę kroków od nas. Mogłabyś to sprawdzić, jednak jeszcze zanim pójdziesz mam do ciebie pytanie. Spójrz na te zwłoki i powiedz mi czy to nie dziwne, że rozkład się tak mocno posunął? Nie podchodź tylko za blisko. To może ale nie musi być pułapka jakiegoś demona. Koło nas jak szliśmy w naszą stronę też coś przebiegło i zostałem przez to coś pchnięty na tory. Nie wiem co to było, ale mógł to być demon. Co do Jamesa nie bój się o niego będę miał na niego oko jak ciebie nie będzie. – powiedział. Owszem on teraz powinien widzieć stojący z niewielkim oddaleniu od nich wagon jednak czy właśnie tam poszedł zaginiony Nocny ?owca nie był pewny. Poza tym, ktoś musiał zostać na miejscu na wypadek gdyby jednak na torach pojawił się Lysander. Ashowi wydawało się, że wszystko zaczyna się komplikować w sposób, którego on bardzo nie lubi.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Lysander Bernthal


Wysłany: 2017-11-16, 18:25    [Cytuj]

Spędzał spokojny wieczór we własnym towarzystwie, kiedy dostał wiadomość od swojego przyjaciela. Nie spodziewał się jej, ale z drugiej strony w tym świecie trudno było cokolwiek przewidzieć. Wiedział, że gdyby nie była to poważna sprawa, Ashley nie nękałby go o tej porze, dlatego niedługo zastanawiał się nad tym czy przyjdzie, czy nie. Wyglądało na to, że Nocni ?owcy potrzebowali jego pomocy, a jeżeli miał okazję przysłużyć się w jakiś sposób reszcie, nie zamierzał rezygnować z tej sposobności. Na samym początku chciał od razu przetransportować się na tory, ale na szczęście tego nie zrobił, ponieważ przypomniał sobie, że nie może tego zrobić bez przygotowania. Właśnie dlatego złożył jeszcze wizytę w swoim składziku, z którego wziął kilka najpotrzebniejszych rzeczy, a dopiero później zdecydował się na to, by ruszyć na pomoc przyjacielowi. Nie miał pojęcia, co go czeka na miejscu, ale nie zawahał się ani przez moment, jako że nie był typem człowieka, który wycofuje się z czegoś tylko dlatego, że może okazać się to niebezpieczne, tym bardziej, jeśli w grę wchodziła pomoc innym. Jedyne, czego żałował to fakt, że skoro Nefilim potrzebowali jego pomocy, to oznaczało to, że York nie był już tak spokojnym miejscem, jak jeszcze wczoraj czy przedwczoraj. Oznaczało to również, że jego intuicja nie pomyliła się i rzeczywiście coś złego wisiało w powietrzu. Z tą myślą w głowie pojawił się na torach.
Na samym początku nie zauważył niczego szczególnego. Właściwie zdziwił się ciszą, która nagle go ogarnęła, ale nie trwała ona jakoś szczególnie długo. Lysander potrzebował kilkunastu sekund, żeby zorientować się, że w sumie w ogóle nie było tutaj cicho, w żadnym tego słowa znaczeniu. W powietrzu unosiła się woń niepokoju i niepewności, którą od razu wyczuł i która udzieliła się także jemu, ale mimo tego wykonał kilka kroków do przodu, aż w końcu ukazała mu się znajoma sylwetka Ashley’a, który go tutaj wezwał. Oprócz tego zobaczył jeszcze dwóch innych Nocnych ?owców, z którymi chyba jeszcze nie miał okazji rozmawiać, z tego co się orientował. Jednakże nie to było w tym momencie najważniejsze.
Przybyłem tak szybko, jak tylko mogłem — powiedział, stając obok Herondale’a. Nie spuścił jednak gardy i ciągle obserwował otoczenie, chociaż miał z tym pewnie większy problem niż otaczający go łowcy, którzy na takie sytuacje mieli odpowiednie środki. — Możecie mi wytłumaczyć, co się tutaj dzieje? — spytał, bo choć jego umiejętność dedukcji była wysoko rozwinięta, to jednak póki co nie miał pojęcia, po co i dlaczego został tutaj wezwany. Wiedział jednak, że Ashley nie zrobiłby tego, gdyby Bernthal rzeczywiście nie był im potrzebny.
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8