Tulak Hord
[Usunięty]
Tulak Hord
[Usunięty]
[Cytuj]
#1

Hello there!~ Słowa, których konsekwentnie nie raczył wypowiedzieć od kilkudziesięciu lat w tej starej gorzelni. Bez wódki i zakąski, nawet wspomnienia o reformach, czuł się zbulwersowany. Oto on, Wielki Czarownik Yorkshire, nie raczył działać jako domniemany szef. Oczekiwał więcej po Dark'u, a gnida stała się bielszą niż kartka papieru. Liczył na ploteczki z udziałem Marcusa, miast tego, przyszło mu wysłuchiwać o Koreańczyku. Shizhi, zdradliwy tygrys, a zasadził pstryczka w nos wszystkim przebywającym poza Wielką Brytanią. Przechadzając się i czytając karteczki informacyjne, omal nie usiadł i wybuchnął śmiechem. Przy całej swej sympatii wobec tego urwisa, zaskoczył go po raz ostatni. Teraz Hord był skłonny uwierzyć we wszystko z jego udziałem, nawet cudownym nawróceniem Heretyka.
Niczym cień, przemierzał kolejne zakamarki wiekowego zamczyska. Mury starsze niż on sam, zarośnięte mchem czy jeszcze gorszym ścierwem. Spękane tak, iż po grzmotnięciu magicznym pociskiem z trebusza, nie zostanie kamień na kamieniu. Musicie mu wybaczyć, Japończyk właśnie dowiedział się o zamknięciu ulubionej knajpki i odreagowywał na tej ruinie. Sam nie był lepszy, marudzący relikt, ledwie echo przeszłości. Obuwie zbliżone do glanów, spodnie łudząco podobne do ciemnych jeansów, węglana bluza - udawał nowoczesnego szczyla, to pewne. Hipokryta, to pewne. Szybko skrył się pod czernią płaszcza, a ryło pod białą maską, z kruczymi akcentami. Przypominało to odbicie skrzydła na jej prawej stronie, sadysta jak nic zamoczył niewinne ptactwo w atramencie i uderzył nim w twarz. Ekscentryczny, szpetny, pomarszczony staruch po farbowaniu włosów. Tak sobie pomyślcie, mu to obojętne. Student malarstwa, żaden normalny facet nie wyróżnia trzech odcieni czerni, wpadł tutaj na krótką chwilę. Za godzinę crossfit i orżelski lager z chmielu octowego 9%, prosto z Somalii. Uwińmy się z tym szybko.
Przelotem spojrzał na zawsze pełen baryk. Whsiky, gorzała, burbon, gin, na wszystko kręcił nochalem. Wina nie zabrakło, krwi owszem. Wygrali, niczego nie schowa za pazuchę. Zamiast tego podszedł bliżej okna, podziwiając niezmienny od setek lat krajobraz. Ogród, chyba jedyny jasny punkt tego wymiaru. Wolał przechadzać się po nich niż gnić w środku olbrzymiej bibliotek i zalatywać kurzem. Tak też swego czasu robił, brał co potrzebne i znikał. To nie kradzież, książki oddawał, w niezmienionym stanie.
Generale Shizhi?~ To z nim chciał porozmawiać, gospodarzem cudzego czasu. Bez dobrego powodu nie trawił dotykania jego własnego dobra, nie bez powodu miało ten konkretny przymiotnik. Złośliwie mógłby ułożyć wierszyk w związku z samozwańczym postępowaniem. Niestety musiał oszczędzać twórcze siły, zostało mu około 270 słówek do dzieła życia. Nie błądził po omacku, czekał. To nie on wpadnie na Koreańczyka, a odwrotnie. Tulak przygotował się na te ewentualność, zabrał mu przed laty zabawkę i nie pokazał się więcej w Spiralnym Labiryncie. Jego obecność z pewnością odnotuje. Jeśli nie to będzie krwawił, bardzo mocno. Nie bez powodu Kitajec dysponował serią uroczych memów, którymi nie omieszka go zaspamować. Słodki zapach krwi, spływający ze schodów, wskaże mu ostatecznie drogę. To jak będzie?~
 

Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






Naczelny stalker
[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Zabieranie zabawek kociakom, szczególnie takim wyrośniętym, było cholernie niebezpieczne. Groziło nie tylko upierdoleniem ręki przy samej dupie, lecz również oderwaniem obu pośladków wraz z głową w gratisie. Strach przy czymś takim był więc jak najbardziej uzasadniony, przynajmniej w mniemaniu jednego z takich słodziaczków, którym ktoś postanowił złośliwie odebrać mięciutki kłębuszek ulubionej wełny. Wstyd i hańba złodziejowi – nic dziwnego, że skośny pogniewał się na cały świat. Inni postąpiliby na jego miejscu dokładnie tak samo prawda?
Samozwaniec, kretyn, szaleniec – dodaj kilka kolejnych określeń o wspaniałym wybrzmieniu, a otrzymasz pełen obraz źródła poruszenia nieba i ziemi. Miano jego Shizhi – czarownik, który wiekiem plasował się mniej więcej pośrodku rankingu całości, a który w swej butności i bezczelności postanowił postawić każdego z osobna przed tak zwanym faktem dokonanym. Powiedzieć, że każdy z czarowników był z tego powodu zadowolony, byłoby wielkim niedomówieniem – bo nie był. Na przestrzeni krótkiej ramy czasowej, skośny zdołał „zaliczyć” pogadankę z kilkoma fioletowymi. Ich zdanie na temat świeżutkiej reformy były podzielone, jednak stosunkowo przychylne. Jak na razie żaden z ochotników nie wystąpił przeciwko pomysłodawcy – tym bardziej nie zagroził mu ucięciem rączek czy nóżek tudzież łba. Czas pokaże na jak długo.
Na przybycie koteczka, gość nie musiał czekać specjalnie długo – drapieżnik przemieszczał się cicho pośród korytarzami (nie)swojej posesji. Chodził, sunął, lewitował – gdyby nie szelest tkaniny czarnej szaty, nikt nie miałby zielonego pojęcia o jego istnieniu – nawet on sam! A jednak wciąż istniał – oddychał, patrzył i pokonywał kolejne metry dzielące go od celu. Gdy stanął na skraju granicy, przekroczył ją i wtem otworzyły się niewidzialne drzwi do salonu.
- Czy to już gwiazdka? Takiego prezentu się nie spodziewałem. – mowa oczywiście o osóbce Horda (nie mylić z Hodorem), która jak mało kto, była w stanie poruszyć zastygłymi mięśniami twarzy Koreańca. Kąciki jego ust drgnęły w czymś na wzór nikłego uśmieszku, w czasie gdy reszta tkanek popchnęła ciało w głąb salonu i ustawiła mniej więcej przy oknie. Ależ tu zaduch Panie Ferdku! Klik i otwierasz Pan zawór na poczet wpuszczenia świeżego powietrza o poranku.
- Przynajmniej zapach demona już tak nie drażni. – przy dobrych wiatrach może zniknie na dobre?

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
Tulak Hord
[Usunięty]
Tulak Hord
[Usunięty]
[Cytuj]
Niezupełnie, a przynajmniej perspektywa Kitajątka jest odrobinkę inna. Ten Pan nie zna swego znaku zodiaku, ani żadnego innego. Reaguje więc bardziej ludzko, tym gorzej dla świata. Podobnie jak Tygrysek, słodkie i warte zaryzykowania pogłaskania zwierzątko, pozbawiał złodzieja rączek. Nie pozostawał przy tym gniewny, potrzeba wprawnego nicponia do pozbawienia Horda jego własności. Dlatego nawet cieszył się z takich wypadków, mógł na tym zarobić. W swym zdecydowanie za długim życiu posiadł szereg nietypowych umiejętności, w tym wpadania na adwersarzy. Czas nie grał roli, znajdzie go, i zabije. A wtedy, jako nałogowy złomiarz, zagarnie cały dobytek przestępcy. Swoje odzyska, straty martwa dusza wynagrodzi, a na koniec będzie służyć na jego włościach nędznymi resztkami. Dopóki śmierć nas nie rozłączy.~ Nekromancja od zawsze nadawała temu zdaniu większego sensu.
Kretyn? Wolne żarty. Selekcja naturalna działała od zawsze i eliminowała takie rodzynki. Czasem długo należało poczekać, jednak w końcu wypadki miały miejsce. Shizhi nadal żył to i oleju w swej uroczej łepetynce miał wystarczająco. Samozwaniec nie ulega wątpliwości. Szaleniec, to ciekawy przypadek, nie Hordowi do rozpatrywania. Nie oczekujmy od człowieka jego ubioru zdrowego umysłu, a to dopiero wierzchołek góry lodowej. W tej chwili i tak wygląda jak homo sapiens, co jest niecodzienne jak na jego standardy.
Ostatnimi czasy naoglądał się zbyt wielu filmików o wykorzystywaniu charyzmy, tudzież miał w sercu syndrom wyższości nad narodem koreańskim. Nie odwrócił się od razu, nie odpowiedział. Od chwili wypowiedzenia pierwszego przez długowłosego słowa, milczał. To czyste chamstwo, które utrzymał aż do końca pierwszej wypowiedzi i sekundę dłużej. I w ten oto sposób zapełnił kolejny akapit na jednej tylko czynności, obdarowaniu uwaga rozmówcy, i ostatecznym wyjściu na kogoś nieco lepszego niż skończonego chama.
- Jingle bells, jingle bells, jingle all the way - zanucił swym jakże aksamitnym głosem, wraz z odpowiednim akcentem dla brytyjskich idealistów. To powinno zrobić na złość wszystkim Amerykanom i ich fanom, wszakże to pieśń z ich imigranckiej rzyci. Miał jedną przewagę, nie widać po nim żadnych emocji. Wiedział jakie to frustrujące, nie mieć pojęcia co tak naprawdę czuje i sądzi rozmówca. Nawet mistrzom stoicyzmu zdarzały się wpadki, ułamek sekundy w którym wypadali z roli niewzruszonego posągu. Hordowi brakowało wyłącznie weneckich szkiełek. Niemniej skinął głowa dla najpopularniejszego samozwańczego władcy wśród yorkowych czarowników. Udając prawdziwego Azjatę, nie wspomni o braku konkurencji. - Niegrzecznym chłopcom przynoszę upał, to bardziej bolesne niż rózga - kontynuował wypowiedź o świątecznym nastroju. Jeśli dobrze pamiętał, 27 stopni, przynajmniej przy sporym zachmurzeniu. W takich rzadkich wypadkach wprost ubóstwiał angielską pogodę.
Na dalsze słowa towarzysza rozmowy, bardzo dyskretnie wziął kilka głębszych wdechów. Pomijając odświeżacze powietrza oraz kontrolowane przeciągi, wyczuwał coś na wzór siarki. Piekielny gospodarz chyba nie ucieszył się z utraty domostwa, a przynajmniej lubił tak kolokwialnie nazywać główny wymiar rodziny od strony matki. To nie jedynie pierwiastki unoszące się w powietrzu, parę innych śmieciowych aromatów wypadałoby pozbyć się jak najszybciej, nim wsiąknął w nowe meble. Nie ma nic gorszego jak trwonić pieniądze na ich odnowę, o czasie nie wspominając. Wątpił aby którekolwiek ludzkie przedsiębiorstwo mogło im pomóc.
- Komu podpadliście? - zapytał, skoro Shizhi wspomniał już o sztuce mającej potencjalne problemy z higieną. To jedna z kilku historii, którą chętnie usłyszy. Po tylu latach rozłąki, Koreańczyk powinien uraczyć go naprawdę pasjonującymi historiami. Wrednie powinien zacząć od przejścia na stronę Nocnych ?owców, a w zasadzie to pracy na ich rzecz. Co innego, iż powodów domyślał się aż za dobrze i znał odpowiedź na to pytanie. Dlatego będzie trzymać się wydarzeń najnowszych. - I przechodząc małymi kroczkami ku twoim władczym zapędom, jak powstrzymaliście chorobę? I co skłoniło starego mruka do otwarcia się na innych? - Nie było w tym większej kropli kpin, to interesowało Japońca. Trudno jest przestawić się na nowe wzorce z dnia na dzień, a Shi nie jawił mu się jako reformator własnego ja w ostatnich latach.
 

Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






Naczelny stalker
[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Kot, pies, owca – jak zwał tak zwał. Nie dla wszystkich zodiakalne znaki były ważne. Większość ludzi postrzegała je jako miły dodatek do swych jestestw. Dla pozostałej części grona, prześmieszne znaczki stanowiły istotny element ich żyć – odzwierciedlały bowiem każdy aspekt osobowości, co z kolei rzutowało na dalsze brnięcie w dobrowolnie przyjęty przez siebie zabobon psychologicznego bełkotu odnośnie do cech charakteru – mocnych i słabych stron każdego człowieka.
Shizhi mógłby powiedzieć wiele na temat astrologii i osób wierzących w jej przesłanki, podobnie jak na temat Japończyka i jego bezczelnego zachowania. Mógłby, gdyby nie tyci problem – otóż Lew niespecjalnie lubował się w wytykaniu czyiś błędów. Kiedy to już jednak robił, to bez oporów wypominał nawet najdrobniejsze potknięcie – od rozwiązanej sznurówki po wywołanie katastrofalnej w skutkach apokalipsy zombie.
Wówczas klękajcie narody, gdyż nikt i nic nie było w stanie powstrzymać potoku słów, raz po raz wypuszczanych przez gadzie usta i równie gadzi język. Poziom ich toksyczności dawno przekraczał wszelkie dopuszczalne normy w normach – jeżeli rozmówca nie miał nerwów ze stali, szybko wymiękał – zazwyczaj nie docierając nawet do połowy pierwszej planszy a szkoda. To przez takich jak oni – ludziach o pustych wnętrzach i kruchych porcelanowych powłoczkach, Shizhi powoli nudził się życiem. Wszędzie tylko kłamstwa, mamienie i kaskada fałszywych uprzejmości. W ostatecznej ocenie o wiele bardziej szanował bezczelnych typów niż tych, którzy z premedytacją sączyli piękne słówka wprost do uszu swych ofiar.
- Nie myślałeś o zawodzie piosenkarza? – absolutnie żaden przytyk, ot czysta propozycja w przypływie „rozczulenia” na świąteczną pieśń w ten jakże upalny lipiec. Dobrze, że chociaż forumowe kociątko tolerowało temperatury na plusie, inaczej byłoby jak niesforny pisarz, który momentami zdychał z przegrzania.
Powiew powietrza skutecznie oswobodził czułe nozdrza spod fetoru dawnego właściciela posesji. Jego zniknięcie wzbudzało multum podejrzeń, zwłaszcza po naniesieniu na okoliczności oraz zbliżający się wielkimi krokami event we wrózkowie. Czarownik nie był nawet ciekawe – zwyczajnie wiedział, że grupa prędzej czy później napatoczy się na gościa z piekieł, który znając życie, wyjawi im swoje zamiary po uprzednim przyłożeniu ostrego miecza pod samiutką gardziel. Dlaczego każdy z demonów działał w podobnym schemacie hę? Zero inwencji i finezji twórczej – tylko daj, daj i daj – wszystko zbyt łatwe do przewidzenia.
- A gdyby tak ktoś ze starych znajomych? Nie byłbym tym nawet wielce zdziwiony. – odparł bez wyrazu, gdyż i on nie miał w zwyczaju tryskać kaskadą emocji wokół, wręcz przeciwnie. Stał i spoglądał na swego rozmówcę, tudzież pożerał go chłodem spojrzenia o niegdyś błękitnym, a dziś czarno – błękitnym nieco nienaturalnym odblasku ślepi. Huh? Czyżby coś uległo zmianie?
- Nie nazwałbym tego „wpadką”, raczej przejęciem porzuconych dóbr. Demon podszył się pod tutejszego właściciela, bo jak widać i on i my poszukiwaliśmy tego samego przedmiotu. – na dziś koniec informacji – chwilowa przerwa na reklamy oraz moment na zastanowienie się. Władcze zapędy? To chyba pierwsze prawdziwa sytuacja, przez którą Koreańczyk parsknął głośno.
- Władcze to za dużo powiedziane. Nazwałbym je ostatecznością. Choroba zniknęła w magiczny sposób – metodą prób i błędów. – wyminął pierwsze pytanie, gdyż w tej kwestii coś wyraźnie ciążyło mu na sumieniu. – Otworzyć? Na pewno nie sympatia. – kłamał jak z nut – sympatia i owszem, lecz nie do wszystkich tutaj. – Perspektywa lepszego jutra – prosta konieczność adaptacji do otoczenia wokół. – tym razem grzecznie powiedział prawdę.
- Teraz moja kolej. Co przywiało dawnego towarzysza zbrodni do York?

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
Tulak Hord
[Usunięty]
Tulak Hord
[Usunięty]
[Cytuj]
Spisywanie tekstów w zaciszu domowego ogródka, wydawanie płyt, koncerty, fani i fanklubiki. Kusiło, cholernie kusiło na zmianę zawodu. Miałby pieniądze, sławę i względne bezpieczeństwo z racji zajęcia o niskim ryzyku zgonu. Zamiast tego poszedł w czary i wciskanie nosa w niekoniecznie swoje sprawy, i nie raz zebrał za to baty. Pomijając największe wydarzenie z ostatniego dziesięciolecia, Mroczną Wojnę, praktyki magiczne na wyższym poziomie to kolejne ryzyko. Jeden błąd, przejęzyczenie lub niewłaściwe zgięcie paluszka, i kula ognia robi "kaboom!" prosto we własne oblicze.
- Nigdy nie miałem szczęścia w poznawaniu odpowiedniego managera. Co mi z piosenek jeśli nie zdołam się wypromować. - Fabuła stop, dobrze? To jest fragment w którym łamiemy czwartą ścianę. Czy jeśli powiem, iż spora część koreańskich zespołów jest tak samo mdła, to na najbliższej sesji z Tobą jako MG ucierpię? Wiecznie ta sama grupka chłopaczków o podobnym poziomie. Koreańska nuda, innych narodowości nie znam. W trzeciej sesji zginę? Fabuła start. - A skoro nie mogę spieniężyć tego, pozostaję przy pozwalającym zarobić na chleb hobby - wyjaśnił pokrótce swój zawód. Kłamliwy z niego mężczyzna, nawet nie dał namiastki prawdziwej motywacji. Nie szkodzi, nie miała ona większego znaczenia. Dla reputacji lepiej było wyjść na chciwego niż zatroskanego.
Przeprowadził błyskawiczny rachunek sumienia z ostatnich kontaktów w kierunku Wielkich Demonów, zarówno własnych jak i innych, potencjalnych. Na równi z tym, próbował odszukać wzorzec zachowania pasujący do jakiegokolwiek. Wniosek był oczywisty i chybiony, to Sammael. Nie bez powodu zwano go "władcą mocarstw powietrza", szczególnie gdy wypił przeterminowane mleko. Z mocarnymi istotami jest jeden kłopot, nie potrafią odnaleźć się w tak prymitywnej jak ludzka rzeczywistości. Płacą za to wysoką cenę, spędzają godziny na toalecie. Nawet półbóstwo miewa sraczkę.
- W okresie godowym wszystko jest możliwe. Paskud niewiele, a populacja czarowników wynosi zapewne coś koło kilku tysięcy na całym świecie. Tym bardziej lubią mieszać w przyziemnym świecie bez większego powodu, zapewne ze znudzenia własnym podwórkiem. - Mając tysiące lat na karku, szukałby rozrywki wszędzie gdzie byłoby to możliwe. Słabo skrępowana potęga miała jedną wadę, trudno o dobrą zabawę niebędącą czystą złośliwością. Będąc pożeranym, niespecjalnie zwrócił uwagę na kolor oczu Shizhiego. Nie przypominał sobie, aby wcześniej miał sposobność wpatrywać się w nie z bliska. Miał go za aseksualnego osobnika, który nie dopuszczał nikogo na odległość odczuwania ciepłego podmuchu powietrza na własnym karku.
- A ten magiczny przedmiot stanowiło? - Nie tak szybko, reklamy stop. Wymiana informacyjna miała się dopiero rozpocząć. - Niewiele jest rzeczy interesujących Demony i ich potomstwo jednocześnie, tak więc słucham. - W przypadku niektórych Wyższych Krewnych, wierzył w ich wysokie standardy względem czarodziejskich zabawek. Oby i tym razem nie pomylił się, a gra którą podjęli była warta świeczki.
- Wymigujesz się od odpowiedzi, konkretną metodologię rozwiązania tego uporczywego problemu poproszę - rzekł naprawdę uprzejmie, jak przystało na Przyjaciela~. Samozwańczość miała zasadniczą wadę, absolutny brak obowiązku poddania się pod takowe zwierzchnictwo, ewentualnie akceptacji takiego zjawiska. Dla Horda to zjawisko było wystarczająco zabawne, w pozytywnym wydźwięku tego słowa, aby przyglądać się mu z bliskiej odległości. Był wystarczająco miły i socjalny aby zaryzykować przyłączenie się do zabawy, o ile Tygrysek nie będzie kręcił. - Strasznie zmiękłeś ostatnimi latami, czyżby serduszko zostało poruszone? - spytał, z ryzykowną tezą. Często najbardziej oklepany motyw zmiany był tym właściwym. Może i mało prawdopodobne, uwzględniając życiorys Shizhi, lecz i tak zaryzykował. Bezczelność miała swoje niewątpliwe zalety. Uroczy zwrot per towarzysz broni tylko go utwierdził, teraz już w przekonaniu.
- Bitwa na obrzeżach z demonami, choroba, parę innych pomniejszych ploteczek o wydarzeniach w mieście. Wiedziecie tutaj ciekawe życie, dużo bardziej niż w reszcie świata, ostatnimi czasy. Znasz mnie, lubię badać interesujące zjawiska, dlatego przyjechałem - odparł, zgodnie z tym co twierdziło serce Japońca i drobnym kłamstewkiem. Nie przyjechał, teleportował się, dla szczerości. Pomijając zwęszenie okazji na częściowe zaspokojenie swego uzależnienia, chciał po raz kolejny osiągnąć pierwszy stopień do piekła. Liczył na otrzymanie ślicznego, kociego pyszczka.
 

Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






Naczelny stalker
[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Odpowiadając na pytanie out of fabuła – serce MG krwawi, a jednocześnie rozumie zgrzyt. Właściciel pseudo czującego organu nie pierwszy i nie ostatni raz spotyka się z podobnym określeniem, z którym jest skłonny się zgodzić w około 40%. Pozostałe 50% to kwestia wprawy i zrozumienia, a końcowe 10% to typowy hejt na europejską muzykę, która wcale nie różniła się tak mocno. Gołe dupy, cycki i sztuczne rzęsy – na ich widok zamiast mokrych majtek, robiło się komuś niedobrze. Czy to tak zwany przesyt? Odpowiadając zaś na pytanie – może tym razem choć jedna dusza zrozumie przekaz – nie, nie dojdzie do bolesnego ukrócenia drogi życia, albowiem MG chuj i ciepła kluska – zabijać nie lubi, ale patrzeć na cierpienie już owszem.
- Szkoda, masz prawdziwy talent. – kłamstwa jak z nut część druga. Proszę tego jednak nie mylić z typowym ciągiem pustych słów. Zarówno jeden jak i drugi Pan odznaczali się nieziemskim kunsztem w ciskaniu w siebie zgrabnymi szyderstwami. Ileż w tym emocji i finezji! Słowo daję – łezka niejednokrotnie zakręciła się w skośnym oczku.
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
Tulak Hord
[Usunięty]
Tulak Hord
[Usunięty]
[Cytuj]
W takim wypadku przetrwa moje 40%, co czyni mnie mniej niż karłem. Skoro o tym mowa, poproszę sprawny przełyk i wątrobę dla możności raczenia się winem i rzucania kultowymi tekstami przed obcięciem jęzora. To mniej niż najsłynniejszy Lannister w uniwersum, o ksywce "półczłowiek." Dlatego dodatkowe ucinki poproszę na stopach, do picia nie są potrzebne, a później i tak będę poruszać się na czworaka. A skoro jeszcze jesteśmy poza kadrem fabularny, nalej mi wina kobieto bo jestem nie do wytrzymania na trzeźwo. I żeby utrzymać balans "MG chuj - ciepła kluska", też wzgardzam sztucznie promowanymi plastikami. I jeśli mam cierpieć, proszę rwać banknoty. Nawet najmniejsza cząstka żydowstwa płacze bardziej niż fanki dram przy nieuniknionej śmierci ulubionej postaci.
- Postaram się dać koncert w trakcie wizyty pod prysznicem, gdy będziesz w pobliżu. - szczerości ciąg dalszy. To właśnie w tym miejscu ujawniał się talent wokalny i dusza filozofa każdego z nas. Jak nie śpiew to analiza minionych sytuacji i praca wyobraźni, co dało się zrobić lepiej. To zawsze tak działa i z kwadransa skrupulatnego mycia się, faktyczne szorowanie trwa w najlepszym razie 1/3 tego.
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
 

Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






Naczelny stalker
[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Karzeł to tylko jeden – Świętej Pamięci pijaczyna aka towarzysz pewnego wampira z rodu Draculesti imieniem Laszlo. Dobry to był gość i zacny towarzysz o gadzim języku, którego raczono wkrótce sprzedać w ręce skośnych. Dalsze jego losy opływały miodem, winem i wódką zimną jak najdalsze lodowce świata. Typek żył jak pączek w maśle, rzucając przy tym mnóstwem sprośnych tekstów. Piękne to były czasy, piękne tak samo, jak gromada puchatych kulek podarowanych skośnym przez Rasputinów. I jeśli ktoś raczy spytać to nie, nikt nikogo przez to nie zjadł, psom też się nic nie stało. A rarogi? Całe i zdrowe w pełni swej chwały ku odetchnięciu sowiej mamy.
Brak notatniczka w inwentarzu mógł stanowić przyczynę zgonu, szczególnie dla osoby o jestestwie żyda. Dla takiego darcie pieniądza to zaledwie wstęp. O wiele gorszą karą jest przymus patrzenia na ich wydawanie – to dopiero nieuleczalny ból rzyci, a jeszcze gorszy, gdy odbiera się możliwość umiejscowienia na lokacie – instantowy rekt. W myśl idei chujostwa roku – wniosek przyjęto, przeczytano i rozpatrzono na korzyść wnioskującego. Diable miej go w swej opiece, albowiem MG i chuj roku nie będzie znał litości, zwłaszcza za obrażanie Koreańczyków. Nie każdy wyglądał jak porcelanowa lala – taki LSH dla przykładu. Toć nie wskażę palcem, któż z obecnych zapragnął go na swego wiza – trzeba w końcu ciepnać avki.
- No i mamy zagadkę roku, której nie potrafią rozwiązać nawet Cisi Bracia. Jest to kwestia indywidualna, zależna od odziedziczonych nazwijmy to „genów” po demonicznej mamusi lub tatusiu. Możliwości cała masa, a każda ciekawsza od poprzedniej. – za grosz kłamstwa, sama szczerość – Shizhi miał dziś dobry dzień. Był też przy tym cholernie ciekawy drugiej formy uroczego kitajca. Xenomorph? Kerrigan – a to akurat było możliwe, Diablo? To w sumie też, ale, ale! Co forma tym ciekawsze pomysły rodziły się w spaczonej wyobraźni. Teriel pewno siedzi, stalkuje i podśmiechuje w nadziei na jakieś hard rodeo. Nic z tego młoda damo! Wpierw przeczytać katechizm i lekcje zrobić!
- Solidny… jak to się mówi… Wpierdol? Ciekawa opcja i przy okazji trening. Przyda się dla co młodszych szczeniąt. – praktyka w Sali pod okiem tutora to jedno, zabawa w terenie i walka na śmierć i życie to dopiero prawdziwa jazda bez trzymanki!
- Przy okazji weź gumiaki. Ponoć woda wysoka o tej porze roku. Wielka szkoda tego ośrodka, ponoć był bardzo ładny. – jak na prawdziwego Azjatę przystało, kociątko wykazywało niezwykłą wrażliwość na wszelkiego rodzaju piękno. Przejaw uroczości? Być może. Na pewno dzięki temu skołatane nerwy zaczęły się powoli uspokajać i sh… Tu nie o kitajca chodziło – do niego szanowna dusza miała mnóstwo cierpliwości i planów o niekoniecznie czystych intencjach. Ups, proszę o wycięcie tego.
- To chyba tyle z informacji o wypadzie integracyjnym... A tak poza tym to jeszcze coś. Ostatnio krąży pośród nas pewna notka autorstwa życzliwego. - mówi to Panu coś Panie Ferdku? Karteczka z ostrzeżeniem bądź dziwne uczucie bycia obserwowanym?

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
Tulak Hord
[Usunięty]
Tulak Hord
[Usunięty]
[Cytuj]
Nie miejcie mu za złe wciskania nosa w cudze rachunki ale wydatki na wino i dziewczynki, w przypadku Karła, przekraczały dotacje na pandy. Ponoć reszta jego rodziny zbankrutowała przez wydatki swoich dzieci, na usprawiedliwienie ten malec był dopiero drugi w obciążaniu budżetu. Nawet on nie zbliżył się do pewnej kobiety, której spora część serialowych widzów życzy spotkania z plującą ogniem jaszczurką. I tak zastanawiająca była jedna rzecz, czy gdyby wystawić wtedy ogłoszenie na tę postać, to znalazłaby się duszyczka chcąca ją odegrać?
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

- Nie sądzę by ci rozrywkowi przyjemniacy kwapili się do rozwiązywania czegokolwiek, wliczając w to supełków na własnych butach. Z kolei przemiana w monstrum o nieznanej formie i możliwościach, kusi niemalże tak samo jak świeże bułeczki na śniadanie. - Nie wspomniał o jednym, wpierw należało ruszyć po nie cztery litery. To cholernie trudna sztuka, zwłaszcza miewając tendencję do wpadania na znajome osoby, którym chciało się zetrzeć nos na chodniku i uczynić z nich Lorda Voldemorta. - Z wysokim ryzykiem ciężkich, nawet trwałych obrażeń lub zgonu na miejscu. Nie żebym był przeciwny wrzucaniu młodych na głęboką wodę, gdy ledwie nauczą się pełzać. Szkopuł w tym, iż Wysokie Demony są mniej wybaczającą braki cieczą, konkretnie lawą. - Nawet mu zdarzało się użyć szarych komórek i zastanowić, czy warto wchodzić w drogę czemuś dużo bardziej upierdliwemu niż wszechpotężny czarownik. To wyjaśnia zgłoszenie się na drugą turę, nic tak nie hartuje jak śmierć w męczarniach i polskich warunkach klimatycznych.
- Ile mamy szczeniąt i czy jest wśród nich ukryta panda? - spytał, wyjątkowo poważnie. Ciągłość rasy wymagała aktywnego udziału płciowego bardziej demonicznych dziadków i pilnowania, aby efekty ich zabaw nie zabiły się o własne zaklęcie. Od czasu do czasu, wśród rzeszy złych i wrednych magów, zdarzała się urocza kuleczka. Charakter podły jak reszta, jedynie znamiona sprawiały, że każdy chciał takiego cudaka pogłaskać. To miła odmiana od słodyczy mających setki kalorii. - Będzie jeszcze piękniejszy, gdy paru Czarowników złoży tam wizytę - ironizował, to nie mogło skończyć się dobrze, zwłaszcza dla krajobrazu. Wątpliwe by piękno tego miejsca, przerosło pierwsze miesiące Prypeci. Tam dopiero mógł uronić łzę, niektóre postapokaliptyczne wizje zawsze go wzruszały.
Przez całe życie to go spotyka, żaden tajemniczy Życzliwy nie był wobec Japończyka życzliwy? Może dlatego, iż ten zwykł wypominać mu kłopotliwą ksywkę, zmuszającą do powtarzania słowa w zdaniach i pytaniach. Idealnym przykładem jest pierwszy wers tego akapitu, to psuje całą wypowiedź. Dlatego ten Pan, ewentualnie podszywająca się pod faceta Pani, zdawała się omijać jego skrzynkę pocztową z daleka.
- Nie. Zyskaliście nowych wielbicieli? - spytał, z wyraźną nutą zainteresowania w głosie. Do stalkingu już przywykł, o ile ten pochodził od znajomego źródła. Mając obcych na karku, zaczynał się jąkać i krępować. Jeśli tok jego podejrzeń szedł w odpowiednim kierunku to nawet kanapki nie zrobi bez skrepowania. Był zdecydowanie za wrażliwy na tak straszne zbrodnie i dlatego trzymał się bardziej etycznych czynności typu brutalnych eksperymentów na ludzkim organizmie i dzieleniu przez 0.
 

Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






Naczelny stalker
[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Dwa zasadnicze pytania nim komuś zostanie zrzucone kowadło prosto na łeb w doprawieniu z solidnego kopa w rzyć wraz z naliczeniem odszkodowania za straty moralne u osób trzecich. Kiedy dostaniemy gify? Z Pana to małpiszon i menda społeczna Panie Paździoch. Nie, żeby coś, ale przy takim kuszeniu należało liczyć się z konsekwencjami ASAP.
Swoją drogą serio? Lee Min Ho… Lee Joon Gi (poprawiam), Kim Jaejoong (SERIO?! Trzymajcie mnie co za kisiel), Sung Hoon… Sehun (cmon), Jong Suk (ale tego Pana ma Byakko), Godfrey Gao (też zajęty), Chang Wook… Woo Bin. Matko bosko częstochowsko. Dlaczego ja?
- Zależy w jakim przeliczeniu wiekowym. Od 150 lat na tak zwany plus i wzwyż – powiedzmy, a najmłodsze liczy sobie zaledwie 20 lat. Jest obecnie pod opieką starszego robaczka, w zasadzie najstarszego, który jak do tej pory nie zniknął. – wyjaśnił pokrótce, specjalnie pomijając kwestię nazewnictwa poszczególnych duszyczek. Hord – nie mylić z Hodorem – był stary jak świat, to z pewnością kilka z nich poznał na swej drodze, a jeśli nie… W takim razie czeka ich miły wieczorek zapoznawczy przy filiżance herbaty bądź flaszeczce zimnej wódki z zagryzką – domowej roboty ogóreczkami prosto ze szklanego słoika.
- Ufam, że pandy sobie poradzą. Niby młode, lecz o twardych sercach i rzyciach zapewne też. Mają niby opiekuna i jednego w zanadrzu, o czym nie warto jednak mówić – tajemnica bądź paranoja – jak zwał, tak zwał. – mowa rzecz jasna o obecności innej duszy na zabawie, ale sh… To tylko dla urozmaicenia wyprawy, bo w końcu jak to tak? Wtargnięcie bez uprzedzenia? Upominku i poczęstunku dla gospodarza? Hańba i biada intruzom maści wszelakiej. Dożywotni ban na hajsy i seksi gify, na które tak swoją drogą pewne grono grzecznie czeka. Oby towarzysz rozmów przypadkiem się nie wykręcił, inaczej marny jego los w obliczu gniewnych niewiast.
Kwestii piękna skośny nie poruszył. Nie wiedzieć czemu, wolał nie wybiegać myślami w przyszłość, a oczami tym bardziej. Grupa narwanych czarowników na moczarach w towarzystwie nieumarłych i demona? To nie mogło NIE skończyć się rozpierdolem. Oby tylko ruiny to przetrzymały, inaczej dupa i kamieni kupa z pomysłem odbudowy… Chociaż? Nah… Wynajem ekipy remontowej nie wchodził w grę, a ta wróżkowa liczyła sobie jak za cały pułk wojska. Kto za to wszystko miałby zapłacić? No kto? Przecież, że rachunki polecą na Malachaia!
- Z pewnością. Uruchom swoje kontakty i rozruszaj zardzewiałe kości. Jak się czegoś dowiesz, daj znać, a w zamian dam Ci szekla. – złośliwości ciąg dalszy – jak za starych dobrych czasów. Lwiątko również zamierzało ruszyć leniwy tyłek na poczet przeprowadzenia śledztwa – poniekąd już to nawet zaczął, lecz niestety z marnym skutkiem. Ktokolwiek rozesłał wieść, dobrze się maskował – skubaniec jeden. I weź tu Panie, szukaj takiego – pewnie czarny z bonusem do kamuflażu.
- To chyba wszystko z ważniejszych rzeczy. Decydujący gol należy do Ciebie – obyś tylko nie strzelił samobója. – jak co poniektóre grupy na tegorocznych mistrzostwach. Czy wiecie, że Niemcy przegrali z Koreą? A śmiali się z nich kurwiksy jedne, śmiali o co? Mistrzów pokonali!

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
Tulak Hord
[Usunięty]
Tulak Hord
[Usunięty]
[Cytuj]
Przypadek, dlatego. I proszę nie wyzywać mnie od małp, to bardzo nieładnie. Oprócz tego jeszcze jedna uwaga, sprawdzałem zajęte wizerunki. Pańskie oko konia tuczy, tudzież proszę wstawić tu dowolne inne chińskie przysłowie. Gify proszę zeskrobać z powyższych odnośników, miłej zabawy. Zastrzegam sobie prawo do nieponoszenia odpowiedzialności za ewentualne następstwa.
Nie twardość serca i dupy prawi o wytrzymałości jednostki, a zastosowane materiały. Taka katana również podpadała pod tę kategorię, i jest krucha zarazem. Nieprawionym rachunki za oręż zawsze wzrastały, gdy Europejczycy przetapiali lub zwyczajnie ostrzyli swoje żelastwo i mogli wracać do akcji. Na całe szczęście, w obecnych czasach materiały na oręż były dużo ciekawsze i trwalsze, tu nigdy nie był tradycjonalista i oryginalne sztuki trzymał wyłącznie w celach ozdobnych. Ewentualnie nagłej potrzeby, gdy nie miał niczego innego pod ręką, ludzkie kręgosłupy nie zyskały na wytrzymałości przez ostatnie stulecia.
- Przypomnę, iż nadal jesteś mi dłużny a bilet do Sztokholmu. Wręczyłeś mi sporo przeterminowany - zwrócił uwagę na fakt z przeszłości. Przez Koreańczyka musiał pokryć koszty z własnej kieszeni, przez co zawsze będzie w plecy o te kilka euro. Nawet jeśli zarobi milion, to bez tej wpadki, miałby tyle i niewielki haczyk. Mógł wykorzystać teleportację lecz wtedy nie miałby czego mu zarzucić, dlatego warto było. - Powiedzmy, że będę miał oczy szeroko otwarte. - Nie mógł niczego obiecać, skośni zawsze mieli ograniczoną widoczność.
Spojrzał na Shizhiego z politowaniem. Nie od dziś wiadomo, Polacy na mundialu trzymali poziom mistrzów świata. Oprócz tego, cholernie nienawidził piłki nożnej. Prędzej pokocha wyścigi łodzi podwodnych niż kopanie piłki. Szkalował wyższe ligi, więcej tam aktorstwa niż w amerykańskich zapasach.
- Wolę Quidditcha. - Na prawdziwych miotłach, dziw, że Czarownicy nie mają w tym zawodów. To jedna z kilku rzeczy, która warto podprowadzić z uniwersum HP. Różdżki mieli fajnie, szczególnie ze względu na stosowane materiały. Do trzech razy sztuka, więc ostatnią perfekcyjną rzeczą była fryzura Luciusa Malfoya. - Postaraj się nie wpaść w tarapaty, przyjacielu. - Pogarda? Ironia? Szczera prawda/ Nie, należało pożegnać się z gracją i szokowaniem. Jak na kilka lat przerwy i zepsucie Czarownikowi paru eksperymentów, udana konwersacja. Kto wie, może następna będzie równie owocna i z paroma milimetrami kija w dupie mniej. Nie od razu Rzym splądrowano, czy jakoś tak.
Na początek powrotu na stare śmiecie wystarczyło, usłyszał co chciał. Teraz mógł spokojnie pomyszkować na własną rękę, mając kontekst paru ostatnich wydarzeń. Dlatego nie pozostało mu nic innego, jak tylko utworzyć portal i go przekroczyć.

z/t TH, Shizhi
 

Tangata Kohuru

800


200 cm


Ka mate! ka mate! Ka ora! ka ora!







[Cytuj]
Multikonta: Mikkel
Wyprawa na Wyspę zakończyła się poniekąd sukcesem. Wszyscy przeżyli – ledwo bo ledwo – a niektórzy nawet wrócili ze skarbami. Magiczna wyspa wydawała się być miejscem wartym ponownego odwiedzenia z paru względów i o tym myślał już Tang. Chociaż na razie miał parę rzeczy do załatwienia.
Wrócili z Wyspy, a pierwsze co zrobił, to delikatnie pociągnął za sobą Ninę do salonu. Chciał z nią porozmawiać na osobności, a jednocześnie w komfortowych warunkach. Zresztą… musiał się paru rzeczy dowiedzieć, sam chciał jej coś pokazać, no i co ważniejsze dowiedzieć się czy wszystko z nią w porządku. Ona i Craig wyglądali w pewnym momencie źle. Nektar z drzewa na pewno pomógł, ale… zawsze może być potrzebne więcej.
- Pierwsze pytanie, dobrze się czujesz? – Zapytał swoją towarzyszkę, jednocześnie wskazał jej fotel by wygodnie sobie w nim zasiadła. – Drugie… to raczej spostrzeżenie, że nie wypowiedziałaś swojego pytania lub zrobiłaś to tak, by nikt inny nie wiedział o co pytałaś. Podejrzewam więc, że to coś dla ciebie ważnego. Nie musisz mi mówić, jak brzmiało pytanie, ani odpowiedź. Chcę tylko wiedzieć, czy mam rację, że pytałaś go o to telepatycznie?
Mogło się to wydawać dziwne, ale dla Tanga było to dość istotne. Pomoże dokleić kolejny element, do tego tworu zwanego Zamaskowanym. Musiał się również przejść do biblioteki i poszukać tego wszystkiego, o czym mówił ten czarownik. O ile oczywiście był czarownikiem.
Lukipela
Burn your biographies
Rewrite your history
Light up your wildest dreams
Museum victories, everyday
We wanted everything...

Nina Zukov

216


173 cm


Livin' la Vida loca







[Cytuj]
Wyprawa owszem, była ciężka, wszyscy przeżyli, lecz mentalnie Rosjanka zaczynała toczyć małą prywatną wojenkę. W dodatku wieści, które usłyszała od Zamaskowanego, wywracały dotychczas całą wiedzę i spokój. Musiała to wszystko na spokojnie przemyśleć, omówić to z bratem, lecz zanim to nastanie, na bok ściągnął ją Tan. Wolałaby wrócić do łóżka, ale wolała zmierzyć się teraz ze swoim nauczycielem, a nóż może będzie coś wiedział jeszcze w kwestii znaku. Jak się czuła? Była zmęczona, co było o dziwo wypisane na jej twarzy. Usiadła sobie na fotelu, opierając się plecami o oparcie i skierowała wzrok na Tana.
- Sama nie wiem... dopiero co uniknęłam śmierci z wycieńczenia i zamarznięcia... Opal mi opatrzyła ranę, nieco ten sok mi dodał sił i zniwelował ból rany...- ale tak naprawdę, to czuła się potwornie zmęczona psychicznie. Sam fakt, że postanowiła kogoś ratować, wystawiając się na pewną śmierć... słowa dziewczynki, to był szok dla niej. I tego raczej w tym momencie nie jest w stanie ukryć przed nim. Na wyspie po prostu każdy zajął się Craigiem, więc po prostu mogła mieć czas dla siebie.
Przy spostrzeżeniu czarodzieja, Nina przytaknęła jemu głową. Nie chciała, aby reszta osób z ekipy poznała problemy, jakie zaczynały narastać. - Wiem, że powinnam wtedy zadać jakieś pytanie odnośnie wyspy, tej wiedźmy... ale to może poczekać. I ... chyba przyda mi się jakaś lekcja. Ale nie teraz.- żeby otwarcie powiedziała, że będzie potrzebować nauki? Szok, niedowierzanie! Lecz wiedziała, że Tan mimo wszystko, jest dobrym nauczycielem. Nawet jeśli Nina jest leniwcem naukowym, to potrafi się czegoś nauczyć. - Lecz powiedz, jak tam Tobie poszło zadanie.- chciała niezbyt wiele zdradzać, więc postanowiła rozruszać język kompana. Ona sobie posiedzi i posłucha... Tak, to była dobra opcja.

Tangata Kohuru

800


200 cm


Ka mate! ka mate! Ka ora! ka ora!







[Cytuj]
Multikonta: Mikkel
Wszyscy w sumie byli zmęczeni po tej wyprawie, szumiało w głowach od nadmiaru informacji, a także z powodu licznych spekulacji. A przynajmniej ta z tymi spekulacjami i pomysłami odnośnie tego, co mogło mieć tam miejsce, kim byli zarówno Zamaskowany, jak i Wiedźma huczało w głowie Tanga. Właśnie dlatego potrzebował z kimś porozmawiać. Może to dziwne zabrzmi, ale był przekonany, że raczej z Opal niewiele da radę omówić, zwłaszcza gdy w pobliżu będzie Craig. Może było to mylne wrażenie, ale takie odnosił.
- Mogę cię za chwilę zbadać, zobaczyć czy wszystko się już wyleczyło i dać ci coś na wzmocnienie. Chociaż nic nie pomoże lepiej, niż sen i odpoczynek – powiedział powoli, ale też kiwając głową. Rozumiał swoją towarzyszkę, bo sam miał wielką ochotę się gdzieś zwinąć w kłębek i przespać pół wieku. Inna sprawa, że pewnie nie da rady tyle spać, bo po prostu zacznie go nosić.
Uśmiechnął się do niej delikatnie.
- Coś cię gryzie, mam wrażenie. Chcesz o tym porozmawiać? – Nie wiedzieli, jakie mieli próby. Każdy z nich miał inną. Może to i dobrze, bo pewnie gdyby dostali to samo, mogłoby się różnie skończyć. I nie koniecznie szczęśliwie.
Uważnie słuchał, co ma Nina do powiedzenia, a potem pokręcił z uśmiechem głową.
- Mogłaś go zapytać, o co chciałaś. Zresztą… o wyspie pewnie sporo się dowiemy, kiedy zacznę ją przywracać do stanu używalności – odparł ze wzruszeniem ramion. Mogła zapytać o co chciała. W końcu miała do tego prawo. Inna sprawa, że faktycznie się zdziwił, gdy wspomniała o tym uczeniu. Pokiwał ze zrozumieniem głową. – Gdy będziesz gotowa, przyjdziesz się uczyć – zawsze wychodził z takiego założenia, dlatego cierpliwie czekał na swoich uczniów.
Uśmiechnął się wesoło, gdy zapytała go o to zadanie.
- Chyba dobrze, zważywszy na fakt, że musiałem przebiec całą krainę. Krainę w której ukrytych było pełno skarbów, jeden ze sobą zabrałem i tym ściągnąłem sobie na głowę całą masę nieprzyjemności – po tych słowach, wyciągnął ukryte dotychczas jajo miniaturowego smoka. Kucnął z nim przy Ninie. – Smocze jajo, wielka rzadkość w naszym świecie. Przez tego malucha goniło mnie stado koszmarów, imp strzelający ognistymi kulami, a także wredny golem. A nie miałem magii, by się przed nimi bronić, więc musiałem szybko uciekać – opowiadał ze śmiechem.
Lukipela
Burn your biographies
Rewrite your history
Light up your wildest dreams
Museum victories, everyday
We wanted everything...

Nina Zukov

216


173 cm


Livin' la Vida loca







[Cytuj]
Szczerze, gdyby nie stan Craiga, oraz sama jego obecność, Opal możliwe, że postanowiłaby jeszcze wszystko na świeżo przedyskutować, zanim się rozejdą. Wiadomo, im mają świeższe wiadomości, tym jest większe prawdopodobieństwo, że nie zostaną nieświadomie zniekształcone. Ale no należało żyć chwilą, skoro owa dwójka poszła się kurować, to pewnie to im zostanie do wykonania. A mogliby nawet tutaj sobie pospać!
- Nie ma sensu Tan, ty już nadwyrężyłeś dzisiaj swoje siły... jak będę się źle czuła, to jutro wyślę ci wiadomość.- co prawda pewnie by nie wysłała jemu wiadomości, chociaż trudno jest stwierdzić, co by było, gdyby faktycznie źle się poczuła. Tak czy inaczej, po prostu nie chciała marnować sił Tana. Obydwoje doskonale wiedzieli, że sen będzie najlepszym lekarstwem. W jej przypadku to parę spokojnych nocy, aby siła wróciła do normy.
- To nie jest historia na jedną noc... W skrócie mam wrażenie, że wraz z decyzjami, które nie robię z egoistycznych pobudek bardziej mnie niszczą, niż jak... żyłam po swojemu. W dodatku przez odpowiedź na moje pytanie dowiedziałam się, że najgorsze może być przede mną... Nie chcę walczyć... nie wiem, czy bycie w tej organizacji było dobrym pomysłem, czy York był dobrym pomysłem...- nie wiedziała, co o tym konkretnie myśleć. Tyle było tutaj problemów, zmartwień. Parę lat temu jeszcze by się śmiała z tego, a nawet by i bawiła się kosztem łowców, po czym by uciekła sobie do innego miasta, lecz była osoba, która ją zdecydowanie odkręciła... jej własny brat.
Co do następnym kwestii, jedynie przytaknęła głową, zgadzając się z nimi w pełni. O Wyspie pewnie nieraz czegoś się dowiedzą, czy to z księgi, czy z działań Tanga. Sama też po nauki nie zamierzała wyruszać czując się osłabiona. Za to z zainteresowaniem zaczęła wysłuchiwać krótkiej przygody Tana, która zakończyła się nowym znaleziskiem. Nina ze zdumieniem skierowała swój wzrok na prawdziwe smocze jajo. Kurde, to jakieś jeszcze istniały! - Mogę je dotknąć?- chciała z ciekawości poznać fakturę tego jaja, tak jakby chwilę temu nie była zmęczona. - Tylko wiesz, pewnie będzie trzeba oddać jajo wróżkom, bo gdzie indziej smok się wychowa.- aż szkoda będzie oddawać taki skarb wróżkom, lecz no póki będzie mały, nie stanowiłby żadnego większego zagrożenia. Gorzej, kiedy podrośnie, będzie się usamodzielniać. Tu wtedy York nie pomoże, ani Spiralny Labirynt. Chyba.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo