Soyoun
[Usunięty]
Soyoun
[Usunięty]

Soyoun

Imię: Soyoun
Nazwisko: Nieznane

Data urodzenia: 15 kwietnia 1296
Miejsce urodzenia: Seul / obecnie Korea Południowa

Wiek: 722/26
Wzrost: 165cm
Waga: 46 kg

Rasa: Fearie/ Kelpie
Przynależność: Jasny dwór / medyk
Wizerunek: Yoshioka Yui



APARYCJA

Soy to z hiszpańskiego znaczy słońce... Cóż można powiedzieć, że dziewczyna jest takim słońcem, bo na jej twarzy zawsze gość rozpromieniony uśmiech. Słońce w mitach i opowieściach symbolizuje ciepło, harmonie i siłę ducha. Widocznie ktoś wybierając imię dziewczynie doskonale dobrał je do niej. Ponieważ Soyoung to kobieta o uosobieniu ciepła, radość. Czasem uśmiech znika z jej twarzy lecz nie na długo... Jeśli chodzi o sam wygląd wróżki, a nie o aurę jaką otacza wokół siebie.
Czy widzicie tą lalkę porcelanową na półce? Czy nie sądzicie, że jej mlecznobiała karnacja jest podobna do Soyoun? Dziewczyna doskonale wpisuje się w kanony przedstawicieli Azjatów. Pełne usta, łagodne rysy twarzy i te oczęta, które mimo iż dość wąskie potrafiły skupić na sobie całą uwagę. Bo właśnie pierwsze co się rzuci ci się w oczy, to jej oczy. Wcale nie są czarne, chociaż jak najbardziej skośne. Mają barwę czekolady, czyli są brązowe. Okalają je długie czarne jak węgiel rzęsy, które tylko dodają im uwagę. Tuż pod nimi znajduje się zgrabny mały nosek lekko zadarty ku górze. Całość okalają czekoladowe włosy do ramion, które lekko falują na wietrze. Włosy Soy są nie zwykłę miękkie w dotyku oraz przyjemnie pachnące oceanem...
Jeśli chodzi o posturę... Wzrostem nie powalał nikogo na kolana, nigdy przez to też nie patrzyła jakoś specjalnie z góry na innych.. Trudne to przy jego metrze sześćdziesiąt. Na pewno jednak jest szczupła, nie specjalnie wychodzona ani też nie typową deską. Bardziej można powiedzieć, że sylwetka szczupła, wysportowana. Każdy mógłby jej również pozazdrościć całkiem niezłej figury, bo jest szczupła, ma zgrabne nogi, a także wąską talię.


CHARAKTER

Jeżeli chodzi o charakter Soyoun, to zdecydowanie należy do - potocznie zwanych - dziwolągów. Lubi spędzać czas w samotności. Najlepiej na łonie natury z dala od zgiełku wielkiego miasta.

Jej charakter przypomina skorupę ochronną. Zupełnie jak skorupa żółwia. Gdy tylko wyczuje zagrożenie chowa się pod warstwą cynizmu, arogancji, sarkazmu, ironii, chamstwa a nawet zimnego wyrachowania. Czasami delikatna i nieco wulgarna. Wyrafinowana, oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. Bardzo stanowcza i wytrwała. Choć w jej przypadku to jest raczej ośli upór. Zawsze stawia na swoim - w większości przypadków, gdy już coś sobie postanowi, ciężko ją od tego odwieść. Nie grzeszy cierpliwością. Mimo to, gdzieś głęboko, głęboko i jeszcze głębiej... jest osobą o spokojnym usposobieniu. Na jej twarzy zawsze można dostrzec śnieżnobiały i szczery uśmiech, który z pewnością rozweseli nie jedną osobę. Nie była i nie jest jedną z tych lasek, które swoim spojrzeniem chcą zabić każdego. Całą pewnością nie należała do osób zamkniętych w sobie i nieśmiałych. A wręcz przeciwnie! Uwielbiała poznawać nowe osoby, nigdy nie stroniła od towarzystwa innych ludzi. Chociaż zdarzało się jej zachowywać infantylnie, to jeśli trzeba, potrafiła zachować należytą powagę. Często wykazuje się lekkomyślnością; wpierw myśli, później robi – nie przepada za planowaniem, a zwłaszcza, gdyby to ona miała planować. Mówi to, co myśli i rzadko dusi w sobie emocje – zazwyczaj pozwala , aby to one nią „rządziły”, przez co łatwo można rozpoznać, w jakim nastroju znajduje się dziewczyna. Nie pozwoliłaby, by komuś z jej otoczenia stała się krzywda. Zawsze stara się wesprzeć każdego kto potrzebuje pomocy. Zdecydowanie nigdy nie będzie oczekiwać wdzięczności za to. Największą nagrodą dla niej jest szczęście innych. Zdarzało się jej kłamać. I to dosyć często. Robi to wtedy, kiedy ma to przynieść jej jakąś korzyść lub po prostu nie chce zdradzać zbyt wiele informacji o sobie. Nie pomaga, jeśli nie będzie nic z tego miała – chyba że chodzi o pomoc przyjaciołom – chętnie im pomoże! Właśnie taka jest dziewczyna zwana Soyoun.


BIOGRAFIA

Musi przyznać, że niewiele teraz pamięta z tych pierwszych kilku lat, jakie spędziła z biologiczną matką. Nie pamięta jej imienia, ani też tego, kim była... Jedyne co pamięta to przepiękną kobietę, która potrafiła ślicznie śpiewać. Pamięta doskonale kołysankę, jaką śpiewa jej do snu... Niestety nie pamięta, jak i dlaczego została z nią rozdzielona... Ta część wspomnień jest zamglona. Ale czemu tu się dziwić? Mając kilkaset lat na karku wiadomym jest, iż zapamiętujemy jedynie to, co chcemy, wszystko inne spychając gdzieś na bok, jakby było niepotrzebne. W sumie... Może właśnie tak jest? Jest jednak kilka wspomnień z jej długiego życia, których nie może się pozbyć... Choćby bardzo tego by chciała.
Jedynym z takich wspomnień jest ostatnie spotkanie z matką i odejście do świata Faerielandu. Pamięta przepiękną kobietę o azjatyckich rysach twarzy trochę podobną do Soy, a może to ona była podobna do niej.
Kobieta trzymała w dłoń naszyjnik pokazywała go dziecku mówiąc do niej szeptem. Tak, że tylko one dwie słyszały słowa... Obok stała przepiękna kobieta, nie taka piękna jak jej matka, ale można powiedzieć, że dorównywała jej urodą. Dla Soy najpiękniejsza zawsze pozostanie jej matka. Jak dla każdego dziecka... Widać było łzy na twarzy matki Soy, kiedy zawieszała naszyjnik na szyi sześcioletniej Soyoun.
- Zawsze będę cię kochać i nigdy o tym nie zapominaj - powiedziała do niej kobieta, po czym stanęła za jej plecami. Dziewczyna nie wiedziała o co w tym wszystkim chodzi. Kim są ci ludzie? Czemu mama jej to mówiła? Ani dlaczego musi iść z tym państwem? Jak ona wcale nie chce nigdzie iść. Chcę zostać tutaj ze swoją mamusią. Kiedy obca kobieta próbowała do niej podejść schowała się za swoją mamą kurczowo trzymając się jej spódnicy. Nie chciała nigdzie iść... Nie chciała... Czemu ją do tego zmuszają, ale ani kobieta, ani jej matka nie słuchały jej protestów. Tamtego dnia mała Soy czuła się zdradzona oraz porzucona...

Może wyjaśnię wam, o co chodzi tej scenie, którą przed chwilą wam przyłożyłam. Było to jedno z najstarszych wspomnień Soyoun. Kiedy miała sześć lat jej matka została sprzedana demonowi nie mogła dłużej zajmować się swoją córką. Obawiała się dnia, kiedy będzie musiała się rozstać córką, bo nie wiedziała co ją spotka. Nie zamierzała jej nikomu oddawać, ale też nie miała innego wyjścia. Wtedy właśnie pojawiła się nieznana para ludzi, którzy nie wiadomo skąd wiedzieli co też trapi kobieta. Zaoferowali jej coś, czego najbardziej kobieta się obawiała. Przyszłość jej dziecka... Obiecali, że wychowują dziewczynę jak własną córkę. Nie mając innego wyjścia musiała oddać im swoje dziecko. Dając jej jedyną pamiątką, jaką ona sama miała po ojcu dziewczynki oraz obiecując, że nigdy nie przestanie jej kochać i zawsze będzie o niej pamiętać. Natomiast jej córkę zabrała ta para obcych jej ludzi nie wiadomo gdzie. Jedynie wiedziała, że z nimi jej córka ma jakąś przyszłość. Para okazała się być małżeństwem wróżków, którzy od dłuższego czasu starali się o dziecko. Niestety wiadomo jak to bywa z genami wróżek... Nie mogli mieć potomka i pewnie, gdyby kobieta nie zgodziła się oddać jej dziecka. Sami by ją wzięli, a tak dali możliwość pożegnania się kobiety z dzieckiem.
Sláinte jako medyk Jasnego Dworu, nigdy nie posiadał wystarczająco czasu, aby zajmować się dziewczynką, dlatego cały trud wychowania spadał na jego żonę Alain, która zawsze pragnęła dziecka więc ochoczo poświęcała każdy swój wolny czas na zabawie z Soy oraz uczyła podstaw magii. Pomimo rzadkiej obecności w ciągu dnia, przybrany ojciec Soyoun zawsze starał się wracać wieczorami, aby choć trochę spędzić z nią czas za nim pójdzie spać. Uczył ją o roślinach pokazywał jak tworzyć z nich prawdziwe cuda i zawsze pozwalałby mu pomagała w czasie tworzenia eliksiru czy wywaru. Gdy słońce zachodziło kład dziewczynkę do łóżka opowiadając o swoim dniu jako medyk, jakie miał przypadki oraz rozweselał zabawnymi sytuacjami, jakie przeżył lub widział. Zawsze powtarzał, że w ma jedno małe marzenie, by przyszłości Soy niosła pomoc tak jak on.
Czas w baśniowym świecie płynął inaczej. Nim Soy się obejrzała minęło sto lat. Ten czas upłynął jej na doszkalaniu swoich magicznych zdolność, które w sobie odkrywała z każdym kolejnym rokiem. Poznawanie siebie samej oraz słuchaniu opowieść o innych stworzeniach prócz ludzi i wróżek. Jakie było jej zdziwienie, gdy okazało się, że istnieją wampiry, wilkołaki, czarownicy, a także Nefilim. Jednak nie spotkała nikogo innego niż wróżki czy też ludzi. Nie wiedziała jacy rzeczywistość są te ludy. Dlatego tak bardzo lubiła słuchać o nić opowieść.
Soy sądziła, że są taką prawdziwą rodziną co z tego, że nie wiążą ją żadne relacje z jej rodzicami. Nie interesowało jej to, że tak naprawdę nie jest ich córką. Czasem przyłapywać się na tym, gdy wspominała swoją biologiczną matkę. Piękną kobietę o jeszcze bardziej cudownym głosie. Wyobrażała sobie, że dar śpiewu od dziczyła właśnie po niej. Dlatego za każdym razem, gdy śpiewała robiła to dla niej, by przekazać jej, że ją kocha. W tych też chwilach dotykała naszyjnika, który jej założyła i nigdy go nie ściągnęła. Był jej amuletem przestawiał drzewa życia i słońce, które też było w jej imieniu. Dlatego tak bardzo zżyła się z tym naszyjnikiem. Jednak rodzice wyjaśnili jej, że skoro była połowie wróżko to jej ojciec musiał też nią być zapewne również Kaple jak ona. Obiecała sobie, że kiedyś go odnajdzie, ale wcześniej wróć na ziemię, by dowiedzieć się jakie losy spotkały jej matkę.
Soy wraz ze swoimi przybranymi rodzicami tworzyła idealny obrazek kochającej się rodziny, każdy, kto na nich spojrzał widział miłość, jaką darzy siebie każdy z jej członków. Czasem wróżki zaczęły sądzić, że Soyoun jest dzieckiem małżeństwa. Nikomu nie mówili, że jest inaczej, bo było to ich rodzinną tajemnicą. Bowiem byli prawdziwą rodziną, bo tak się traktowali to właśnie ta wróżkowa-matka nauczyła ją i wyjaśniała jej każdą odkrywaną zdolność, a ojciec uczył ją postaw zielarstwa i czasem zabierał na wizyty. Chwaląc się zdolną córką, ponieważ Soy miała naturalny talent do ziół i tworzeniu eliksirów czy wywarów. Nawet gdyby chciała potrafiła stworzyć by truciznę, ale nie chciała. Wolała pomagać niż szkodzi...
Soy była zafascynowana tym wszystkim, czego jeszcze nie wiedziała i co jeszcze może odkryć w sobie i otaczającym ją świecie. Wszystko było takie baśniowe niezwykłe, że miało się wrażenie, iż to sen... Z chęcią zagłębiała się coraz to dalsze tajemnice. Nawet zdobywaniu wiedzy nie przeszkadzało jej to, że była mieszańcem. Połączeniem wróżki i człowieka, bo tego nie dało się ukrywać. Ponieważ wszyscy jej rówieśnicy posiadali skrzydła, a ona ich nie miała. Jednak nie zraziła się drwinami, tylko chciała udowodnić, iż, że jest w innych dziedzinach lepsza.
Kiedy w końcu ukończyła równe sto lat i rodzice pozwolili jej wyruszyć do świata przyziemnych gdzie w końcu się urodziła. Nie zwlekała długo spakowała kilka najpotrzebniejszych rzeczy i obiecując, że niedługo wróć wyruszyła poznawać świat swojej drugiej natury. Naprawdę próbowała czegoś się dowiedzieć o swojej matce. Jednak było to zadanie trudniejsze niż przypuszczała, bowiem minęło zbyt dużo czasu. Oczywiste było, że wszyscy krewni, których pamiętała nie żyli. Chociaż pamiętała dom swoich dziadków, w którym się wychowała nikogo bliskiego nie znalazła. Kto mógłby powiedzieć jej co się stało z jej matką. Jedynym plusem było to, że poznała jej nazwisko, bo przecież wcześniej była dla niej tylko mamą. Chociaż poznała to jedno imię Jangmi i nie udało się jej dowiedzieć się co działo się później uważała tej podróży za bezcelowej i totalnej porażki. Spodziewała się, że nie uda się znaleźć jej krewnych minęło tak wiele czasu, tyle lat. Zapewne wszyscy nie żyli. Soy cieszyła się, że zna to jedno imię, że wie skąd pochodzi. Bo nigdy nie czuła się pełni wróżką, a tym bardziej człowiekiem. Jednak chciała znać swoje pochodzenie. Poznanie imienia matki przybliżyło ją do tego, ale każdy medal ma dwie strony. Znała matkę, zamierzała poznać również ojca. Chciała wiedzieć kto był jej biologicznym ojcem, bo on również był jej pochodzeniem. Była ciekawa co ma po nim prócz przynależność do Fearie. Po uzyskaniu tych skromnych informacji o matce wróciła do Faerielandu chciała spędzić trochę czasu z tymi, którzy ją wychowali. Była trochę zawiedziona, że nie udało się zdobyć informacji o tym co stało się z nią później ani czy ma jakiś żyjących krewnych. Zresztą nie wiedziała co im miałaby powiedzieć jak wyjaśnić to, że żyje tyle lat i wygląda tak młodo. Na razie też zdecydowała się odłożyć poszukiwania ojca, bo ten co ją wychował. Potrzebował jej pomocy, był podeszłym wieku i nie dawał rady wykonywać swoich obowiązków jako medyka. Dlatego zdecydowała się mu pomóc w tym skoro od dziecka ją tego nauczał.
Lata mijały, a Soy czasem przejęła całkowicie funkcje ojca… Sprawiało jej to radość i pewnym rodzaju swatyswakcje z tego, że może pomagać innym, a zwłaszcza tym którzy ją wychowali jak własne dziecko. Nie oczekując niczego prócz miłość… Niestety to co dobre szybko się kończy. Pewnego dnia gdy wracała do domu. Miała dziwne uczucie, ale dopiero gdy była w stanie dostrzec zarys budynku nasiliło się. Dlatego ostatnie metry pokonała niemal biegiem, ale to co ujrzała na zawsze pozostało pamięci dziewczyny. Nie wiedziała kto lub co dopuściło się tak okrutnego czynu. Już na progu domu dostrzegła sylwetkę fearii, którą uważa za ojca. Leżąca na progu jakby chronił wejścia do domu. Dziewczyna nawet nie wiedziała, kiedy zaczęła płakać.
- Mamo! - krzyknęła licząc, że kobieta żyje, że może jej pomóc. Wbiegła do domu i nie musiała długo czekać by dostrzec i jej ciało. Oboje ciała były poszarpane nie wiadomo co było ich częścią, a co odzieniem. Wszystko niemal wtapiało się w jedność zabarwioną szkarłatnym kolorem. Na kuchence nadal można było dostrzec garnek na ogniu, którego zawartość przypominała raczej węgiel niż coś do jedzenia. Zapach spalonego jedzenia mieszał się z zapachem krwi i śmierci... Powinno być to nie do wytrzymania, ale dziewczyna nie mogła stąd tak po prostu odejść. Uklęknęła przed ciałem matki... przytulając jej dłoń do swojej twarzy wpatrując się jej przepiękne lico. Nic nie jest w stanie opisać bólu jaki wtedy czuła ani wyrazić tego słowami co kryło się jej sercu. Patrzyła te puste oczy, usta wykrzywione w agonii. Jaką zapewne odczuwała przed śmiercią. Soyoun żałowała, że nigdy już nie usłysz nich opowieść ani też nie będzie mogła zobaczyć na tej twarzy uśmiechu, bo do końca życia zapamięta puste oczy i usta wykrzywione. Była pewna, że ten obraz ciał tych bliskich jej osób przędzie prześladował ją do końca. Trudno powiedzieć ile czasu spędziła w tym domu, za nim wybiegła z niego, z krainy. Nie była wstanie dłużej mieszkać Faerielandzie, bo wszystko kojarzyło jej się z nimi. Wróciła do świata ludzi, gdzie starała żyć dalej...


CIEKAWOSTKI

- Często zastanawia się czy bliżej jej do ludzi czy też wróżek, ale do dzisiejszego dnia nie potrafi sobie na to odpowiedzieć. Czuje zarówno przyziemną jak i wróżką...

- Nigdy przenigdy nie rozstaje się z naszyjnikiem, który dostała od matki. Nie znała jego historii ani nic, ale traktuje jako swój własny amulet.

- Płynnie posługuje się językiem wróżek, angielskim, koreański oraz francuski jednakże opanowała w jakimś stopniu również języki japoński, który jest podobny do jej ojczystego języka.

- Jako przedstawicielka pół-faerie nie potrzebuje zastępczego imienia więc brzmi ono tak samo jak te, którym się posługuje na co dzień. Niestety ma to też wady takie jak na przykład brak skrzydeł.

- Muzyka to ona, ona to muzyka... Perfekcyjnie opanowała modulowanie głosem, co znaczy, że świetnie śpiewa. Po za tym potrafi grać na wielu instrumentach muzycznych taki jak na przykład harfa, lutnia, skrzypce czy też gitara oraz fortepian.

- Oprócz grania, śpiewania świetnie maluje i chętnie to robi. Pozwala jej się to odprężyć swoich domu ma pełno szkicowników, których nazbierało się przez wiele lat życia. Zawsze ma przy sobie czysty szkicownik i kilka kawałków węgla w kieszeni. Nigdy nie wiadomo kiedy przyjdzie jej ochota by coś narysować.

- Jest doskonałym przykładem pacyfisty. Nie popiera wojen ani też przygotowania do nich. Uważa, że świat cieni jest wstanie funkcjonować pokojowo. Wystarczy tylko dobra wola bo obu stronach. Dlatego też nie nosi przy sobie żadnej broni i nie zamierza...

- Bywa przesądna... Nie ma takiej siły, która zmusiłaby ją do przejścia pod drabiną... po prostu nie.

- Najpierw mówi czy coś robi, a później myśli...

- Jeśli chodzi o jej walory smakowe, to im ostrzejsza potrawa tym lepsza. Sama dość mocno przyprawia potrawy, że nie każdy jest zjeść bez popijania. Po za tym można śmiało powiedzieć, że jest uzależniona od kakao...

- Często spędza czas w okolicach zbiorników wody, lubi patrzeć na fale... Przy wodzie ma wrażenie, że jest w domu... Szum wody pływa na nią relaksująco oraz pomaga jej w zebraniu myśli.

- Miłość do roślin i innych przedmiotów nauczyła się od swoich adopcyjnych rodziców, dlatego też w York. Założyła sklep w którym znajdują się zioła oraz inne przydatne składniki, które z pewnością zainteresują każdego...

- Jeśli chodzi o jej stanowisko wobec innych ras to jest otwarta, bo jak wcześniej było mówione. Uważa, że wszyscy powinni ze sobą współpracować wtedy świat był lepszy. Dlatego nie ma żadnych uprzedzeń wobec Nefilim czy też Czarodziei, Wampirów i Wilkołaków, nawet do Ludzi.
 

Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator

Accepted
Drogi Użytkowniku!
Cieszymy się, że dołączyłeś do naszego forum, a Twoja Karta Postaci już została zaakceptowana! Przejdź teraz do zakładania koniecznych tematów. Zapoznaj się z Mechaniką Gry oraz Spisem Umiejętności. Zachęcamy również do przejrzenia Mapy York! Poza taką mapą na forum znajdziesz również Mapę Świata z najważniejszymi lokalizacjami!
Życzymy Ci miłej zabawy!

[align=right:ccbbef5412]Shi[/align:ccbbef5412]
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo