Hayden Haywell
[Usunięty]
Hayden Haywell
[Usunięty]
[Cytuj]
Po wszystkim co zdarzyło się w tym miejscu o nazwie Instytut miał serdecznie dość. Nie wiedział o co chodzi i co to za masa różnych pierdół, a do tego oskarżenie przez dziewczynę, że niby udaje i jest jakimś tajnym agentem czy tam szpiegiem? Miał wrażenie, że ta panna postradała wszystkie zmysły i była nie do końca normalna, a do tego zabrała go do kościoła i chciała tam odbywać rozmowę? To dopiero było dziwne. Mało tego, kto normalny mieszkał w kościele! To jakaś sekta i dom wariatów, a on nie miał zamiaru pozwolić się wkręcić w jakąś chorą i nienormalną sytuację.
Nie pamiętał ile dokładnie chodził po tym całym mieście, ani też gdzie niosły go nogi, ale na pewno wiedział to, że był w chorej sytuacji i chyba najlepszym wyjściem będzie wyjechać z tego popieprzonego miasta. Może Irlandia? Wydawała się sensownym wyborem, może tam niemiałby problemu z takimi wariacjami jak tutaj. Wylądował jakimś cudem w dzielnicy Holgate, a przechodząc obok baru Fox Inn postanowił zawrócić. Wszedł w samo miejsce jakiejś śmiesznej maskarady, choć ludzie łypali na niego spode łba od samego wejścia. Chłopak przy barze właśnie miotnął w jakiegoś nachalnego gościa szklanką, a to zdecydowanie było dziwne. Widział, że sytuacja nie jest normalna, więc Hayden postanowił ratować sytuację w jeden najbardziej normalny sposób, jaki potrafił z siebie wydobyć.
- Panowie, dajcie spokój koledze, czeka w spokoju na mnie, a Wy robicie problemy? – syknął do nich i pokiwał głową. Nikt nie powinien atakować nikogo, Hayden był bardzo tolerancyjną osobą i nie miał zamiaru pozwolić na to, aby w barze przy alkoholu ktoś komuś robił krzywdę. Nie ważne, że trafił do baru pełnego Faerie, dla niego to był normalny bar.
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Dla nowego przybysza w barze i to przyziemnego faktycznie przepychanka mogła wyglądać, jak konflikt na tle rasowym. Dla Haydena byłoby lepiej, gdyby zignorował rodzącą się bójkę zamiast wkraczać w nią, na dodatek z żądaniami.
Obie wróżki straciły zainteresowanie wilkołakiem i skupiły się na głośnym przyziemnym. Co prawda wiedziały, że nie powinny atakować ludzi, ale w ich obecnej sytuacji raczej nie interesowało ich to, co się z nimi stanie, jeśli ?owcy ich dorwą.
Su, gdybyś poczekał, aż faerie naprawdę zainteresują się Haydenem to udałoby ci się uciec. Niestety postanowiłeś wylać whisky na jedną z wróżek, która w momencie kiedy obracała się w stronę przyziemnego otrzymała zawartością szklanki w profil twarzy. Zwiększyło to tylko wściekłość odczuwaną przez grubasa, który rzucił się na ciebie z pięściami. Całe szczęście już trochę wypił, więc jego ciosy nie były tak precyzyjne.
Natomiast szczuplejszy z agresorów zwrócił się do Hayden'a.
- Widzę, żeś obrońcą uciśnionych? - Jego słowa wydawały się nie na miejscu. Nie pasowały do speluny w małym, angielskim miasteczku. W jego wyglądzie też coś było niezwykłego, może to kolor oczu? A może włosy? Szczupły mężczyzna nie wydawał się człowiekiem. W barze panowała gęsta atmosfera, wszyscy w skupieniu przyglądali się wam. Pomiędzy dłońmi przeszły pieniądze. Czyżby obstawiali zakłady?
Hope Penhallow
[Usunięty]
Hope Penhallow
[Usunięty]
[Cytuj]
A tego to się akurat młody wilkołak nie spodziewał. Głupi to człowieczek, że postanowił przyjść do tego klubu, a do tego całkiem spoko, ponieważ zechciał wstawić się za nieznajomym. Co tu robić, co tu robić? Z jednej strony Koreańczyk mógłby sobie teraz uciec, z drugiej i tak by mu to nie wyszło, bo rzucił się na niego obleśny grubas, z trzeciej chudszy zaczął zaczepiać człowieka, a z czwartej przyjmowaniem cukierków od nieznajomych mówimy głośne nie.
Ciche westchnięcie i szybki unik, a raczej zjazd po krześle na dół, centralnie pod nogi pijanego grubasa – metodą na karalucha, Su postanawia uniknąć spotkania z tłustymi łapami typa tylko po to, aby po wszystkim móc wstać, podbiec do skonfundowanego przyziemnego, chwycić go za rąsię, puścić całuska chudszemu i odciągnąć ich dwójkę za nim w klubie rozpęta się prawdziwe piekło, a wiedział, że dojdzie do tego lada moment. Wystarczyło odliczyć kilka sekund nim obleśny wróżek wezwie swoje wsparcie lub sam zacznie ścigać uciekającego przed nim karalucha.
- Pozdrawiam Waszą królową. Oby władała długo i szczęśliwie. – To były ostatnie, krótkie i dość szybko wypowiedziane słowa do chudszego wróżka na chwilę przed puszczeniem mu oczka i próbą wymknięcia się z nieznajomym mężczyzną. Kierunek? No najlepiej jakieś tylne wyjście. Efekt? Wszystko zależało od tego czy Su udało się wymknąć grubasowi, podbiec, chwycić przyziemnego i odciągnąć go od reszty. Nie żeby coś, ale wilkołak czuł wyraźnie, że coś się jednak spierdoli, w końcu nie bez powodu był tym upierdliwym lepem na kłopoty.
 
Hayden Haywell
[Usunięty]
Hayden Haywell
[Usunięty]
[Cytuj]
Hayden raczej nie miał pojęcia o istnieniu wróżek i czegoś takiego jak Świat Cieni, a jego obecność tutaj była przypadkowa i prawdę mówiąc niespodziewana. Skąd miał wiedzieć, że wejdzie w sam środek konfliktu międzygatunkowego? Raczej przyjął, że to dwaj nachlani panowie, którzy są rasistami i mają problem z tym, że kolega jest odmiennego koloru skóry, czy jakkolwiek by to nazwać. Nie szukał przecież zaczepki, a miejsca, gdzie mógłby się swobodnie napić alkoholu po bardzo ciężkim dniu.
Odmienność nie była dla niego zaskoczeniem, nie w świecie kiedy ludzie farbowali włosy na wszystkie kolory tęczy, czy nosili szkła kontaktowe z kolorami albo wzorami postaci z bajek. Nie uznał tego za coś dziwnego, raczej to, że ktoś o niespotykanym ubarwieniu włosów czy kolorze oczu czepiał się innej osoby, która pochodziła z innego kontynentu. Nienormalne i bardzo nie na miejscu, a Hayden był tolerancyjną osobą.
- Nie jestem obrońcą uciśnionych, raczej uważam, iż bar jest miejscem, w którym powinno się przyjemnie spędzać czas, a nie wykrzykiwać nienawistne słowa. – powiedział spokojnie i dość nonszalancko wzruszył ramionami. Nie to, że miał olewatorskie podejście. Najzwyczajniej w świecie nie lubił pijanych ludzi, ani agresywnych czy zaczepiających innych, niewinnych, którzy nie zrobili nic złego.
Jeśli Su udało się do niego podejść i złapać go za rękę i zacząć ciągnąć gdzieś w stronę wyjścia to zdecydowanie poszedłby za nim, choć uważał to za bezsens. Przyszedł tu, aby się napić, a nie umykać przed jakimiś nawalonymi typami. Swoją droga bardzo ciekawy lokal, skoro barman czy kierownik tego przybytku nie reagował na takie akty nietolerancji i nienawiści, dla niego było to kompletnie niezrozumiałe.
- To oni mają jakąś inną królową? – spytał nieco zaszokowany jego słowami, królowa była przecież tylko jedna. A przynajmniej w jego ogólno pojętej opinii.
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Wydawałoby się, że Su udałoby się wyślizgnąć grubemu i po prostu uciec. Niestety nie docenił wrodzonej, wróżkowej zręczności, która pozwoliła agresorowi złapać wilkołaka za koszulkę.
Problem był taki, że powiedziałeś coś, co nie spodobało się nie tylko tej konkretnej wróżce, która cię trzymała, ale i jego kumplom, którzy do tej pory nie angażowali się w spór dotyczący delikatnej polityki faerie.
Su Ji zostałeś otoczony przez trójkę faerie, a dobrze znany ci grubasek trzymał cię cały czas za koszulkę. Twoja sytuacja nie wygląda za ciekawie. Może wystarczyło nie wyrażać poparcia dla Królowej?
Być może Hayden nie miał pojęcia o świecie cieni, ale właśnie wpadł w sam środek konfliktu. Nie dość, że pomiędzy dwiema frakcjami wśród wróżek, to jeszcze między faerie, a resztą podziemnego świata.
- Głupi przyziemny... Przyszedłeś się napić do złego baru i teraz zapłacisz za to swoją cenę. - Wróżek niebezpiecznie zbliżył się do Haydena, a w jego prawej ręce coś zabłysło. Zanim się chłopak mógł spostrzec, mężczyzna trzymał nóż przy brzuchu Haywella.
- No proszę... kolejny aniołek. Chłopaki można się zemścić! - W oku mężczyzny pojawił się dziwny błysk, a następnie uśmiechnął się w niezwykle paskudny sposób. Do Haydena zaczęły się zbliżać kolejne wróżki...
Hope Penhallow
[Usunięty]
Hope Penhallow
[Usunięty]
[Cytuj]
Grubas zwyczajnie nie wiedział kiedy odpuścić. Wilkołak może i faktycznie źle zrobił szydząc i śmiejąc się z królowej, tym niemniej idąc prostym tokiem rozumowania typowego „nastolatka” – ależ proszę Pani, to on zaczął pierwszy! Odezwał się, chuchał do ucha i uwalił, jak na rasową „dziwkę”- HALO!
- Jak stąd wyjdziemy to Ci może powiem. – Chłopak odpowiada szybko na pytanie Przyziemnego, po czym zatrzymuje się niespodziewanie i warczy – to jest jego ulubiona koszula, a typ ewidentnie ją niszczył i brudził swoją tłustą łapą – nieładnie.
W normalnych okolicznościach, Su z ogromną chęcią wyraziłby swoją skruchę, następnie padł na kolana i zaczął błagać o przebaczenie. Problem w tym, że teraz nie było zbyt normalnie, a młody wbrew twierdzeniu wcale nie należał grzecznych i ułożonych pudelków. Cechowała go wybuchowość, cięty jęzor oraz ogólna niechęć na wszelki dotyk, w szczególności ze strony starych oblechów.
Zbliżenie się wróżek powoduje spięcie się wszystkich mięśni ciała wilkołaka. W akcie obrony młody chce nadepnąć stopę trzymającego go za skrawek koszuli napastnika swoją własną. Jeżeli tylko mu się to uda, będzie wolny, w innym wypadku dojdzie do nieprzyjemnego zdarzenia, jakim miała być przemiana w wilczego potwora.
Wtedy na nic po próbach uspokojenia i załagodzenia konfliktu – chłopak bardzo łatwo wpadał w gniew, a teraz nawet łatwiej niż zawsze. Przyczyną tego była napaść wróżka, jego nachalność, rosnąca irytacja, a w końcu przekroczenie bezpiecznej bariery pomiędzy człowieczeństwem, a bestią.
Wilkołak stał zapewne po środku tworzącego się kółeczka – otoczony przez trzy wróżki miał tylko jedno wyjście – zabić je. Wszystko jednak zależało od tego, jak potoczy się akcja z potencjalnym oswobodzeniem oraz przemianą.
 
Hayden Haywell
[Usunięty]
Hayden Haywell
[Usunięty]
[Cytuj]
Czego Hayden nie znosił równie mocno jak kolejek w sklepach przed świętami? Pijanych ludzi w barach. Człowiek przychodzi, żeby się napić, przestać stresować, odpocząć, cokolwiek, pogadać z kimś, kogo więcej się nie spotka, a tu takie akcje. Raz w życiu spróbował być miły i w efekcie przedświątecznego humoru zdecydował się pomóc jakiemuś chłopakowi nękanemu na tle rasowym, a trafił w sam środek jakiejś niebotycznej gówno burzy, a raczej wolałby nie oberwać łajnem w twarz, bo po co to jemu, co nie?
Zauważył tylko jak grubas łapie tamtego typka za koszulę i nim targa, bardzo mu się to nie spodobało, ale zauważył, jak jakieś mikro zgromadzenie organizuje się wokół niego, a Hayden stoi jak otępiały i ręce trzyma lekko uniesione do góry w geście obronnym. Do jasnej cholery, on się tu przyszedł napić!
Czy wszystkim padło na mózg? Czy tutaj każdy był niespełna rozumu, a może… Może to on leżał przywiązany już do łóżka szpitalnego i miał halucynacje po ich wspaniałych lekach? Aż się uszczypnął w ramię, ale bolało jak cholera. Znów słyszał ten bełkot, o jakimś przyziemnym, ale postanowił obronić się z tego wszystkiego żartem.
- Mam sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, nie jestem zaś takim przy ziemi, panowie! – zażartował, ale jak widać im do śmiechu nie było, tym bardziej, że ten koleś trzymał nóż przy jego brzuchu i pewnie był gotowy go rozpruć. Barman nie robił sobie z tego nic czy co? Może wypadałoby wezwać policje, bo przy pełnym barze ludzi, jakiś psychol przykłada mu nóż do brzucha i… i nic? To normalne nie było, Hayden wygrzebie jakieś zaskórniaki na prawnika i pozwie ich o zaniechanie czynności albo brak reakcji! HALO! Ktoś go właśnie próbuje zabić.
- Raczej nie jestem aniołem, nie mam skrzydeł, nie? – mruknął, może został z kimś pomylony? Szczególnie, że ten agresor użył słowa zemścić, skąd miał wiedziec o co mu chodzi?
 
Hope Penhallow
[Usunięty]
Hope Penhallow
[Usunięty]
[Cytuj]
Grubas zawsze pozostanie grubasem. Nieważne czy był szybki, zwinny i czy poruszał się z gracją ociężałej baletnicy lub mocarnego czołgu. Nadepnięcie na stopę poskutkowało puszczeniem materiału bluzy młodego wilkołaka, co z kolei zapobiegło rozpoczęciu przemiany. Złote ślepia na powrót stały się czarne jak smoła, a gardłowy warkot ustał w momencie nagłego zrywu. Chłopak wykorzystuje dezorientację grubasa, wymyka się mu i biegnie w stronę przyziemnego.
Słowa Haydena choć lekko przyćmione głośną muzyką, zdołały dotrzeć i rozbawić trójkę napastników. Ich gromkie śmiechy nie były zbyt eleganckie, tym niemniej skutecznie opóźniły mający nadejść atak na mężczyznę. To z kolei umożliwiło młodemu Koreańczykowi zbliżenie się, ponowne szarpnięcie obcego i zabranie go z tłumu, po jego uprzednim potrąceniu, a w efekcie schowaniu się w dalszej grupie ludzi nim obaj nie zdołali wybiec tylnym wyjściem. Chwała dzikiej zabawie, licznej publice oraz syto lejącej się wódce – pijaństwo wróżków uprzykrzyło im pościg. Zrezygnowani machnęli na to ręką, po czym powrócili do swoich zadań.
Hayden oraz Su Jin byli bezpieczni.

z/t wszyscy
 
Astrid Solberg
[Usunięty]
Astrid Solberg
[Usunięty]
[Cytuj]
Miała dosyć niewiedzy. Niby coś tam się dowiadywała od nowych znajomych, jednak to i tak nie było dla niej wystarczające. Chciała widzieć więcej i to jak najszybciej. Z doświadczenia wiedziała, że takie informacje najłatwiej uzyskać od pijanych osób, którym w takich sytuacjach rozwiązuje się nieco język. A chyba każdy wie, że pijanych najłatwiej spotkać w barach, pubach czy klubach.
Trochę już w Yorku była, więc zdążyła się dowiedzieć, w których lokalach można spotkać najwięcej podziemnych. Tego dnia postanowiła odwiedzić klub w Holgate. Tym razem nawet postanowiła ukryć pewne szczegóły swojego wyglądu pod czarem. Fioletowo niebieskie włosy nie zmieniały kolorów, ukryła kocie uszy, ogon i oczy. Tym razem założyła nawet wysokie buty. Włosy zwinęła w koka wysoko na czubku głowy i przebiła go szpikulcami. Niby potrafiła się bronić za pomocą magii, ale nie chciała całkowicie polegać na magii. Do kieszeni wsunęła też telefon. Przyda się, gdyby zrobiło się za gorąco.
Weszła powoli do lokalu i rozglądając się na boki, ruszyła w stronę piwnicy.
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Od samego wejścia do klubu była obserwowana, szczególnie, kiedy zaczęła schodzić w dół schodami, do części dla podziemnych. Przyziemni często zastanawiali się co takiego było na niższej kondygnacji tego lokalu, ale ochroniarz pilnował wejścia, a wyglądał na takiego, który nie bardzo lubi kombinacje. Nie obserwował jej jednak pierwszy lepszy przyziemny, a wampir, którego od jakiegoś czasu dość mocno suszyło, a preferował gustowanie w magicznej krwi. Nie wyglądała mu na wilkołaka, takiego pewnie poczułby z kilometra, na Nefilim również mu nie wyglądała, więc uznał, że albo piękna panna jest Faerie albo czarownicą. Nic nie szkodzi, była magiczna i to mu wystarczyło całkowicie.
Był przystojny, przydługie, ciemne włosy zaczesał wstając od stolika i przechodząc obok ochroniarza obnażył mu kły, na znak, że jest „swój”. Skierował się na dół, a potem wyłapał wzrokiem pannę, która dopiero co zawitała do klubu. Zaczepił ją w połowie drogi.
- Może zaproponuję dostępny stolik i drinka? – spytał uśmiechając się szarmancko, był w stanie zapanować nad swoimi kłami, więc już nie było ich widać. Nie czekając na odpowiedź młodej panienki wziął ją pod rękę i pociągnął w stronę wolnego miejsca, gdzieś na uboczu, a później poszedł do baru i wrócił z dwoma szklaneczkami. Nawet jeśli alkohol nie robił na nim najmniejszego wrażenie, to umiał się napić tak, aby nie zaszkodziło to jego martwemu ciału. Usiadł naprzeciwko niej i podał jej szklaneczkę.
- Co taka piękna panienka robi w tym miejscu? Fox Inn nie cieszy się ostatnio najlepszą sławą, nie trudno tu o bójkę. – powiedziała spokojnym, bardzo przyjemnym tonem. Jego głos był bardzo przyjemny dla ucha, czarujący wręcz. – Panienka wybaczy maniery, nazywam się Noah. – dodał jeszcze ujmując jej dłoń i złożył na niej krótki pocałunek, uśmiechnął się cwanie pod nosem, czując przez skórę zapach jej krwi. Musiała smakować rozkosznie.
Astrid Solberg
[Usunięty]
Astrid Solberg
[Usunięty]
[Cytuj]
Przeczucie podpowiadało jej, że jest obserwowana. W klubie było jednak sporo osób, a ona z niewiadomych dla niej względów często przyciągała uwagę innych, więc nie zwróciła większej uwagi na podszepty intuicji. W takim tłumie i tak ciężko byłoby zorientować się, kto ją obserwuje.
Gdy znalazła się w części dla Podziemnych, pewnym krokiem ruszyła do baru. Tam najłatwiej podsłuchać jakieś ciekawe rozmowy. Nie zdążyła jednak dojść do celu, gdy usłyszała blisko siebie czyiś głos, a chwilę potem ktoś złapał ją pod ramię. Nieznajomy zaczął prowadzić ją w stronę stolika. Może i nie był najbrzydszy, ale jego zachowanie niezbyt przypadło czarownicy do gustu. Ceniła pewność siebie, ale bez przesady. Postanowiła jednak nie wyrywać się od razu i zobaczyć, co z tej sytuacji wyniknie.
- Nawet nie dałeś mi szansy na odmowę - odpowiedziała lekko żartobliwie, nie bawiąc się w grzecznościowe zwroty, zachowując jednak czujność. Usiadła przy stoliku i skupiła wzrok na nieznajomym, który ruszył do baru. Nie był czarownikiem, bo nie wyczuła od niego charakterystycznej dla Dzieci Lilith energii. Nefilim też nie był. Wróżka jeszcze nie spotkała, ale słyszała, że posługują się magią, więc pewnie by to od niego wyczuła. Pozostały dwie rasy, a biorąc pod uwagę jego bladość, obstawiała, że jest wampirem.
Przyjęła podaną przez faceta szklaneczkę, jednak odstawiła ją od razu na stolik, nawet nie próbując alkoholu czy czegokolwiek, co zawierała. Może i bywała nierozważna, ale bez przesady.
- Nie przyszłam tu w poszukiwaniu bójek, ale skoro sugerujesz, że łatwo tu oberwać nawet za niewinność, to na przyszłość będę unikać tego miejsca - powiedziała, przekręcając lekko głowę. Głos miał nawet przystępny, lecz jej obecnie niewidzialne, kocie uszy, aż przylgnęły do głowy. Było w nim coś wyjątkowo sztucznego.
- Wybaczę, Noah - odpowiedziała, zabierając dłoń z jego uścisku. Celowo nie zdradziła swojego imienia. Może nie była wróżkiem, ale tak samo jak one nie lubiła zdradzać swojego imienia, a już szczególnie podejrzanym typkom z klubu. - A co ciebie tu sprowadza? - zapytała, uważnie przyglądając się towarzyszowi. Nie wierzyła w jego dobre intencje,więc wolała obserwować każdy jego ruch.
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Odmowę? A co to jest odmowa? Ten przystojniak miał w sobie coś, czego pożądały kobiety, bez wyjątku czy były czarownicami czy inną, przyjemniejszą rasą. Noah miał tego świadomość, pełną i brutalną, wykorzystywał ją na każdym kroku, szczególnie widząc tak dziewiczy i uroczy kąsek, jak czarownica. Nie chciał być namolny, czy nachalny, stanowczo podszedł do sprawy, wyglądała na zagubioną, a jednocześnie widział w niej osobę wyjątkowo ciekawską.
Wiedział, że nie wzbudzał sympatii, kto w tym lokalu to robił. Dziwne było to, że dziewczyna miała przed sobą najbardziej przystępną osobę, o sympatycznym, przystojnym wyglądzie, a wolała… no właśnie co? Żeby te nachalne żule wykorzystywały jej zainteresowanie, pozwalając sobie na śmiałe zagrywki? Noah w przeciwieństwie do nich trzymał rączki przy sobie, a oni nie akceptowali odmowy, w przeciwieństwie do niego.
- Miałem siostrę bardzo podobną do Ciebie, zginęła w takim miejscu, więc… Można powiedzieć, że jestem obrońcą uciśnionych. Mam ogromny szacunek do kobiet i jak widzę niewinne istoty, takie jak Ty, które wchodzą do miejsce niepożądanych, takie jak to… zwyczajnie reaguję. Musisz wybaczyć, ale te wszystkie pijane wróżki, które tu są, nie będą słuchały, jeśli powiesz im, że czegoś nie chcesz. Jesteś tu ze mną, więc jesteś bezpieczna. Oczywiście, jeśli chcesz, zostawę Cię samą, ale nie gwarantuję, że będziesz tu bezpieczna. – powiedział spokojnym tonem z przyjaznym i czarującym uśmiechem. Czekał na jej odpowiedź. Co do historii, czy to miało jakiekolwiek znaczenie czy była prawdziwa? W zasadzie to mogła być, a mogła nie być. Wampir jednak był w tym niezwykle przekonywujący.
Astrid Solberg
[Usunięty]
Astrid Solberg
[Usunięty]
[Cytuj]
Faktycznie, Astrid należała do osób wyjątkowo ciekawskich. Zwłaszcza, jeśli chodziło o Świat Cieni. Zdawała sobie z tego sprawę, a jednak nie potrafiła nic na to poradzić. Tak jak każdy kot lubiła wetknąć ogon w nieswoje interesy. To już chyba jednak było typowe dla wszystkich czarowników. Ona robiła to z czystej ciekawości, ale wielu przedstawicieli jej rasy robiło takie rzeczy z chęci zysku.
Tym razem było tak samo. Coś wybitnie nie podobało się jej w tym wampirze, a mimo wszystko i tak siedziała na swoim miejscu i słuchała jego opowieści. Niezbyt chciało jej się wierzyć w prawdziwość taj opowiastki. Obstawiała, że facet musi być niezłym aktorem, bo inaczej tego nazwać nie mogła, tak przekonująco mówił. Wiedziała jednak, że w świecie podziemnych lepiej nie robić niczego pochopnie, dlatego nie wyszła od razu z klubu, tylko postanowiła poczekać na rozwój sytuacji.
Niezbyt pasowała jej wizja siedzenia z podstępnym wampirem, ale jego towarzystwo było lepsze niż próby rozmów z wróżkami, przed którymi uciekali wtedy ci dwaj faceci. Cieszyła się, że wzięła ze sobą telefon z numerem Shi na szybkim wybieraniu. Przywiązała się do tego starego dziwaka, choć na ogół starała się unikać takich relacji, tak jak jej kocia natura unikała psów.
- Och, ależ ja cię nie wyganiam - powiedziała, przekrzywiając lekko głowę, a jej niewidoczny ogon poruszył się lekko. - Nie powiedziałeś też, co cię tu sprowadza.
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Wampir obserwował dziewczynę uważnie. Nie wyglądała mu na naiwną małolatę, która da się złapać na pierwszą lepszą bajeczkę. Prawdę mówiąc ciężko było uwierzyć w prawdziwość jego historii, bo chodzenie po barach, aby stać na straży niewieścich serc, było bardzo naciągane. Zamoczył usta w napoju alkoholowym, który stał przed nim. Nauczył się spożywać tego typu płyny, choć nie sprawiały na nim większego wrażenia. Odstawił szklankę i obserwował jak kręgi na płynie roztaczają się powoli, aż w końcu gasną całkowicie.
- Co ja tutaj robię? – spytał i podrapał się lekko po brodzie, obracając głowę w bok. Właściwie to sam nie wiedział do końca w jakim celu tu dzisiaj przyszedł, poza znalezieniem sobie kolejnego „ofiary”. Ciężko było jednak takową osobę ofiarą, bo jeśli oddawała krew z przyzwoleniem, to raczej winno się ją nazwać honorowym dawcą krwi, niż ofiarą. Poza tym, poza krwią interesowało go jeszcze wiele aspektów życia, dlatego szukał innych rozrywek. Mając całą wieczność do rozdysponowania w pewnym momencie zaczynało się nudzić doczesne życie i jego zwyczajna rutyna.
- Niecodziennie wychodzę do baru, wiesz, mając całą wieczność do dyspozycji czasem zaczyna się człowiekowi nudzić. Najwyraźniej szukam rozrywki, nowych, interesujących osób, a Ty wydałaś mi się bardzo interesująca. Nie pasujesz tutaj, zdecydowanie. – powiedział całkiem poważnie, lustrując ją przy tym uważnym wzrokiem. Ta panna nie pasowała do otoczenia, ani do ludzi, którzy tutaj przebywali. – Po prostu szukam rozrywki w rutynie dnia codziennego, kogoś nowego, z kim mogę nawiązać ciekawą konwersację. Trzeźwego przede wszystkim. – mruknął unosząc nieco brwi, widząc kolejną przepychankę Faerie pod barem, czy im się aż tak nudziło? Zanim zamknęli przejścia, powinni ich wszystkich zesłać do Faerielandu i byłby święty spokój.
- A Ty? Co tutaj robisz? – spytał. Zadał to pytanie po raz drugi, bo urocza panienka nie raczyła odpowiedzieć za pierwszym razem.
Astrid Solberg
[Usunięty]
Astrid Solberg
[Usunięty]
[Cytuj]
Obserwowała wampira, tak jak on obserwował ją. Z boku mogło to wręcz przypominać jakąś walkę na spojrzenia czy obserwację. Żadne z nich nie chciało odpuścić i było to widoczne. Tak jak to, że przed odpowiedzią grali na czas i uważnie dobierali słowa. Sztuczność tej rozmowy wydała się czarownicy śmieszna, jednak postanowiła nie przerywać tej swoistej gry i zobaczyć, co z niej wyniknie.
Cóż, mogła się jedynie domyślać, jak to jest. Może i była czarownicą, jednak nie była na tym świecie tak długo, żeby się znudzić życiem. W porównaniu do większości przedstawicieli swojej rasy była jeszcze względnie młoda.
- Wydałam się bardzo interesująca? - parsknęła śmiechem. - Nie wyglądasz na kogoś, kto lubi oklepane teksty, a takim własnie strzeliłeś - powiedziała rozbawiona, uśmiechając się szeroko. Z jakichś powodów wydało jej się to bardzo zabawne.
- Szukam kogoś, z kim można normalnie porozmawiać - powiedziała po chwili. W sumie sama nie wiedziała, czemu tu przyszła. Może w poszukiwaniu informacji, a może zwyczajnie szukała kogoś do rozmowy?
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo