Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Najzabawniejsze było to, że aby rzucać oklepanymi tekstami na podryw, trzeba było chcieć kogoś poderwać. Noah nie miał nadziei znalezienia koleżanki na jedną noc, zabawienia się z nią czy coś, nie. Po prostu był koneserem ciekawych osób, interesujących, intrygujących. Było widać, że panienka przed nim miała nieduże doświadczenie, praktycznie we wszystkim, widział w swoim długim życiu naprawdę wiele, żeby móc ocenić to po zwykłych pozorach i kilku zdaniach.
- Nie lubię oklepanych tekstów na podryw, ale miej na uwadze, że Cię nie podrywam. – odparł spokojnym tonem i uśmiechnął się uprzejmie. Odchrząknął nieco, choć było to niepotrzebne, w końcu, co mogło zalegać w jego gardle, poza wybitą krwią? No, raczej nic. – Zastanawia mnie dlaczego tak młoda osoba jak Ty, wybrała najbardziej gównianie miejsce na świecie do życia. York jest niebezpieczny, a przychodzisz tu… niewiniątko i wyglądasz jakbyś w ogóle nie wiedziała co się dzieje, bo Twoja otoczka pewności siebie jest dość… słaba. – rozszyfrowywanie ludzi było kolejną jego domeną, potrafił to robić wyśmienicie i nikt, nigdy nie mógłby mu odebrać tego. To byłoby ujmą na jego honorze, poza tym, znał się doskonale, lepiej niż ktokolwiek, obserwował ludzi, bo co innego można robić mając całą cholerną wieczność? No właśnie.
- I co? Wolisz rozmawiać z tym obleśnym Faerią, który właśnie dosypał coś spod brudnych paznokci do piwa? Czy z tamtym… O, odrażające. – aż jego otrzepało, kiedy jegomość bliżej nieokreślonej rasy wlał alkohol w usta, a później napełnił nim znów kufel. – Ten bar nie jest odpowiednim miejscem dla takich osób jak Ty, ale mogę być Twoim rycerzem dziś i zagwarantować, że nikt Cię nie tknie. – dodał po chwili, kiedy już zastąpił obraz wymiotującego do kufla typa innym, przyjemniejszym obrazem.

/zt
Drake Stormshadow
[Usunięty]
Drake Stormshadow
[Usunięty]
[Cytuj]
/ jakiś czas później

Ostatnie dni były dla Drake mniej pracochłonne, dlatego też znajdywał czas na różne uciechy, takie jak odkładany miesiącami wyjazd na ryby, udział w turnieju bilarda czy też, tak jak dzisiaj - obiecana whiskey z Viviane, z którą ostatnimi czasy złapał nieco lepszy kontakt. Stormshadow był osobą słowną i zawsze robił to, co chciał, także mówił to, o czym myślał, dlatego jeśli już się zadeklarował z czymś, to starał się spełniać obietnice. Wyjście na kilka głębszych, akurat dzisiaj, było dla niego dosyć dobre, bo ostatnie kilka tygodni spędził w podróżach na różne misje, nie mając czasu na zaspokojenie swoich alkoholowych potrzeb. Dziś jednak nadszedł czas, by nadrobić wszystkie stracone dni.
Spotkanie miało charakter bardziej prywatny, dlatego też zamiast ubierać się jak typowy, łatwy do zdemaskowania łowca, postawił na prosty strój składający się z jeansów, skórzanej kurtki oraz wygodnego t-shirtu pod nią. Nie miał zamiaru stroić się w żaden sposób, bo sytuacja tego od niego nie wymagała, a on sam zdecydowanie lepiej czuł się w strojach wygodnych, niż w ładnych czy stylowych.
Choć mogli przyjść tu razem z Viviane, to jednak Drake miał do załatwienia jeszcze kilka spraw w mieście, dlatego też wyruszył z Instytutu wcześniej, aczkolwiek wyrobił się w planowanym czasie i pojawił się w barze Fox Inn nieco wcześniej, niż zakładała godzina. Zarezerwował jeden ze stolików przy kanapach na górnym piętrze, tym dla zwykłych ludzi. Ku jego uciesze, znajdował się on w kącie, dlatego też siadając w odpowiednim miejscu, ciężko było go zlokalizować.
Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i poprosił kelnera o Black Russian, chcąc zająć jakoś czas oczekiwania na Verlac. Przymknął oczy, westchnął lekko i oparł się wygodnie o kanapę, po czym spojrzał na zegarek, który wskazywał kilka minut po umówionej godzinie. Można się było tego spodziewać...
 
Viviane C. Verlac
[Usunięty]
Viviane C. Verlac
[Usunięty]
[Cytuj]
Ludzie z Instytutu chyba zauważyli, że Viviane wyrabiała w ciągu miesiąca swoją półroczną średnią branych dla siebie misji, dlatego postanowili dać jej parę dni przymusowego urlopu, nie dając jej przez ten czas przydziałów. Mimo jej protestów.
Nie miała przez to ochoty siedzieć w Instytucie, musiała trochę ochłonąć, by nie fukać na przełożonych co każde spotkanie. Kilka ostatnich dni spędziła więc głównie w studio tańca, ćwicząc niedawno stworzony przez siebie układ.
Mimo to nie mogła ciągle robić tego samego, bo by już kompletnie zwariowała, dlatego propozycja wypadu do pubu przypadła jej do gustu. Tym bardziej że ktoś jej miał postawić alkohol, a darmo to najlepsza możliwa cena.
A tym kimś był sam Drake Stormshadow. Prawdopodobnie jeszcze miesiąc temu wyśmiałaby każdego, kto przewidziałby, że spotkają się polubownie przy szklaneczce whiskey, ale jak widać, los bywa przewrotny. Ich relacje poprawiły się, trening pomógł zrozumieć, że ciągle wmawiała sobie, że Drake jest tym złym, mimo iż nie miała racji.
Na miejsce miała zamiar iść zaraz po swoim kolejnym treningu tańca. Miała jeszcze trochę czasu do spotkania, dlatego postanowiła ogarnąć po sobie salę taneczną, w końcu i tak mogła tu przychodzić, kiedy chce, mimo iż nie należała do tutejszej grupy, a pieniądze za to płaciła śmieszne. Przynajmniej tak mogła się odwdzięczyć. Nie zauważyła jednak, że sprzątanie się przeciągnęło, przez co, gdy w końcu dotarła do Fox Inn, była już spóźniona. Westchnęła cicho, spoglądając w górę, wiedząc, że znów pokaże się od tej gorszej strony. Poprawiła torbę z rzeczami na trening, którą to miała przewieszoną przez ramię. I tak dobrze, że postanowiła przebrać się w jeansy, T-shirt i swoją skórzaną kurtkę, a nie wybiegła w obcisłym stroju do tańca.
Weszła do środka, odszukała wzrokiem Drake'a, co łatwe nie było i przysiadła się koło niego.
- Cześć, przepraszam za spóźnienie, ale musiałam coś załatwić - rzuciła. Nie miała wyrzutów sumienia, nie lubiła jednak, gdy ludzie wypominali jej nieodpowiedzialność, niepunktualność, brak manier i wiele jeszcze innych rzeczy.
 
Drake Stormshadow
[Usunięty]
Drake Stormshadow
[Usunięty]
[Cytuj]
Sam Drake czuł się wręcz w obowiązku, by w końcu wyskoczyć na umówione piwo z Viviane, z którą ostatnio łapał dosyć dobry kontakt, a przynajmniej - tak to wyglądało z perspektywy gapiów, którzy co jakiś czas mogli ich widzieć razem w pewnych miejscach. Ponadto obiecał jej to już jakiś czas temu, dlatego skoro nadarzyła się okazja i oboje mieli wolny wieczór, wypadało skorzystać z szansy i pójść gdzieś w neutralne miejsce, by poznać się z tej prywatnej strony trochę lepiej, z pracy przecież się znali: oboje byli do bólu skutecznymi łowcami, których tylko krok dzielił od pracoholizmu (choć niektórzy twierdzą, że ten krok został już popełniony).
Gdy blondynka weszła do środka, Stormshadow natychmiast wyhaczył ją wzrokiem, gdyż wyróżniała się z tłumu. Bogini - tak mógł ją opisać, mimo tego, że wydawała się być odrobinę przepracowana i zmęczona, wyglądała wręcz olśniewająco w tak prostym stroju i zapewne nawet perspektywa bardziej urokliwego towarzystwa by tego nie zmieniła. Skłamałby, gdyby nie przyznał, że była w jego typie i że nie zrobiła na nim żadnego wrażenia, na szczęście jednak - nie musiał tego mówić.
Zlustrował ją wzrokiem i nawet nie zamierzał wypomnieć jej tego, że trochę się spóźniła. Znał ją już trochę i wiedział, że punktualność nie jest jej wiodącą cechą, on przecież i tak miał co robić - wysączył bowiem jednego drinka oraz przemyślał kilka rzeczy.
Skinął porozumiewawczo głową w jej kierunku, akceptując fakt spóźnienia i natychmiast zamówił dla nich butelkę najlepszej szkockiej, jaką mieli w tej spelunie. Po to tu przecież przyszli, prawda?
- Studio tańca? - spytał.
Dostrzegł kątem oka, że jest nieco spięta, a jednocześnie spompowana, najpewniej po jakimś większym treningu, a ostatnio dowiedział się, że hobbystycznie tańczy w lokalnym studiu tańca, o czym wcześniej nie wiedział. Liczył też, że blondynka jakoś pociągnie rozmowę i przybliży mu nieco to, jak wyglądał jej dzień, bo on nic ciekawego o sobie powiedzieć nie mógł. Z drugiej strony, nie lubił też tego robić, dlatego sam się na to nie wysilał.
Po kilku chwilach wstał.
- Wybacz na moment - rzucił i udał się do łazienki, kompletnie zapominając o tym, że na stole leży jego telefon z wyświetloną wiadomością od Opal, która zaprasza go na swoją imprezę urodzinową z osobą towarzyszącą. I bynajmniej, nie było to coś planowanego, zwyczajne gapiostwo odnośnie zabrania sprzętu ze sobą, choć musiał przyznać, że gdy zobaczył treść wiadomości, to pierwszą osobą, o której pomyślał, była właśnie Viviane...
 
Viviane C. Verlac
[Usunięty]
Viviane C. Verlac
[Usunięty]
[Cytuj]
Czy Viv wiedziała, że dla Drake'a wyglądała aż tak zjawiskowo? Zapewne nie, patrząc, że przyszła w pierwszych lepszych ciuchach wybranych dzisiaj z szafy. Zresztą przy jej niezbyt wysokiej pewności siebie, nawet nie wyobrażałaby sobie takiej reakcji. Jednak jeśli usłyszałaby podobne słowa od mężczyzny, na pewno by się ucieszyła, a i przy okazji zawstydziła. W końcu każda kobieta lubiła słyszeć, że ładnie wygląda, nie zawsze jednak jest gotowa to zaakceptować.
Była wdzięczna, że Drake nie skomentował jej spóźnienia. Naprawdę nie lubiła w sobie swojej częstej niepunktualności, jednak naprawdę się starała. W większości. Często jednak coś jej po prostu nie wychodziło. A że i tak planowała wszystko na ostatnią chwilę, to każdy drobny poślizg, czy niespodziewana sytuacja sprawiała, że nie mogła się wyrobić.
Uśmiechnęła się, gdy Drake zamówił alkohol. Potrzebowała napić się czegoś mocniejszego, a nie dość, że tym razem nie musiała płacić, to miała do tego całkiem niezłe towarzystwo. Jaj się taki układ naprawdę podobał. Widać ten nefilim był naprawdę słowny. Warto było nawalać w ten worek.
Słysząc pytanie o prawdopodobne miejsce swojego poprzedniego pobytu, pokiwała głową. No proszę, jak to szybko się plotki roznoszą.
- Tak, zaczęłam tańczyć, gdy miałam piętnaście lat, miało być to tylko kolejną próbą buntu, a wyszło na to, że odkryłam swoje hobby - uśmiechnęła się. Co prawda okazało się, że taniec przysłużył jej się pod wieloma względami, również, jeśli chodzi o walkę, ale to już inna sprawa. - Czasem skoczę sobie na salę treningową i trochę poćwiczę. Co prawda nie należę aktualnie do żadnej szkoły tańca czy grupy, ale ze względu na znajomości tamtejsze progi są zawsze dla mnie otwarte - wzruszyła ramionami. Tak naprawdę mało osób poruszało ten temat, nie wiedziała więc, czy Drake pytał się o to z grzeczności, czy naprawdę chciał więcej usłyszeć. Viv była gotowa odpowiedzieć na więcej pytań na ten temat. Lubiła, gdy ktoś chciał poświęcić chwilę na jej wywody.
Alkohol przybył, a ona mogła nacieszyć się swoją szklanką szkockiej. Upiła łyk, ciesząc się palącym uczuciem w gardle. Skinęła głową, kiedy Stormshadow postanowił ją opuścić na krótką chwilę. Znów zbliżyła usta do szklanki, gdy jej wzrok powędrował w stronę aktywnego jeszcze wyświetlacza telefonu. Zerknęła, przypadkowo zauważając ładnie wyglądające sms'a z napisem "Zaproszenie". Odwróciła wzrok, a wyświetlacz zrobił się czarny. Wiedziała, że nie powinna być ciekawska, ale jakoś tak wyszło. Czyżby Drake miał bardziej rozbujane życie towarzyskie, niż podejrzewała?
Wyżej wspomniany łowca wrócił, a ona jeszcze tylko ukradkiem spojrzała na telefon i upiła w końcu swojej whiskey i przybrała niewinną minę.
 
Drake Stormshadow
[Usunięty]
Drake Stormshadow
[Usunięty]
[Cytuj]
Jedną sprawą jest to, że Viviane nie była aż tak dobrą obserwatorką, by dostrzec, że zrobiła na nim wrażenie. Druga była dosyć trudniejsza i bardziej przeważająca, mianowicie Stormshadow bezemocjonalność opanował do perfekcji i ciężko byłoby zobaczyć po nim cokolwiek - momentami był jak robot i nic dziwnego, że część posądzała go o brak serca czy też empatii dla ludzi. On co odczuwał, zostawiał zawsze dla siebie i nie dawał pretekstu nikomu do tego, by wykorzystywano to przeciw niemu. Co prawda powiedzenie, akurat jej, zwykłego "ładnie dziś wyglądasz" nie zagroziłoby mu w przyszłości, ale on zwyczajnie nie umiał inaczej funkcjonować, był zbyt zamknięty, by wyjawiać więcej, niż chce.
Jemu również na rękę było to, że dzisiaj akurat miał z kim pić. Czasami człowiek potrzebuje towarzystwa kogoś, kogo zna nieco lepiej, niż poczciwy barman z jakiegoś pubu, niekoniecznie Fox Inn, który często służy dobrą radą, albo chociaż zabawą w konfesjonał. Drake nie był co prawda wylewny, ale jednak samopoczucie powinien mieć lepsze, mając naprzeciw siebie w końcu kogoś do rozmowy, a przy okazji kogoś, kogo widuje w miarę regularnie, niejako zna i z kim nie ma krechy. Choć spotkała się spóźnialska z gburem, to jednak istniała szansa na miły wieczór. A, że musiał postawić? Zdarza się. On tu jest facetem. A poza tym, na co innego ma wydać, albo na kogo?
Wysłuchał w ciszy jej odpowiedzi i po powrocie z łazienki miał zamiar zadać jej kilka innych pytań jeszcze, chcąc rozszerzyć te wypowiedzi o inne konteksty oraz by nieco przybliżyć sobie jej osobę, w końcu nie znali się aż tak dobrze, jak by chcieli.
Kiedy wrócił do stolika, widział po Verlac, że coś się zmieniło, albo inaczej - na siłę próbowała zachowywać się naturalnie, przez co paradoksalnie, zwróciła jego uwagę. Wychwycił również leżący telefon, a gdy go odblokował i zobaczył otwartą wiadomość z zaproszeniem, dodał dwa do dwóch i wszystko się wyjaśniło.
Westchnął lekko i przesunął po stole elektronikę, ukazując jej treść wiadomości.
- Tak, w pierwszej chwili pomyślałem o tobie - odparł, nawiązując do osoby towarzyszącej i przeniósł wzrok gdzieś na bok, jednocześnie zwilżając gardło kolejną dawką alkoholu. - I tak właściwie, to tylko ciebie biorę pod uwagę - dokończył, zaznaczając, że bierze ją pod uwagę, a nie, że brał czy coś, by naprowadzić ją na to, iż jest to niejako oficjalna prośba o to, by towarzyszyła mu tego wieczora. Mistrzem w tym nie był, ale takie sprawy wymagały delikatności, dlatego też nie chciał osaczać jej w żaden sposób i walić prosto z mostu, co było mu nieco bliższe, niż takie podchody. Wolał trochę przybliżyć temat i zobaczyć najpierw, czy Viviane w ogóle byłaby zainteresowana wyjść z nim gdzieś w charakterze prywatnym.
 
Viviane C. Verlac
[Usunięty]
Viviane C. Verlac
[Usunięty]
[Cytuj]
Jak widać było, umiejętności aktorskie Viv wymagały lekkiego ulepszenia, bo od razu zostało odkryte, że coś było nie halo. No ale nie jej wina, że ktoś zapomniał zablokować telefonu! A ładne zaproszenie dość mocno rzucało się w oczy, zresztą nawet nie przeczytała całego. I to nie tylko dlatego, ekran zaraz wygasł. Po prostu nie chciała być aż tak wścibska.
Drake spojrzał na nią, a potem odblokował telefon, a ona poczuła dziwne wyrzuty sumienia. Czy nefilim się zdenerwuje, że czytała jego korespondencję, może będzie na nią zły? W końcu naruszała jego prywatność. Miała właśnie dalej pluć sobie w brodę za swoje nieodpowiednie zachowanie, gdy ?owca zaczął mówić.
Zmarszczyła brwi, nie za bardzo wiedząc, o co mu chodzi i gapiła się na treść zaproszenia, które musiała przeczytać ze dwa razy, by zrozumieć jego treść. Dlaczego niby najpierw pomyślał o niej i do czego niby była mu potrzebna? Dopiero wtedy zauważyła wzmiankę o osobie towarzyszącej. Spojrzała ponownie na Stormshadowa, który uciekł w bok wzrokiem (tak, właśnie to zrobił) i rzucił kolejne słowa, które dość ciężko docierały do jej mózgu. Teraz to ona musiała dokonać wyższej matematyki, by zrozumieć, że chyba właśnie została zaproszona na jakieś przyjęcie urodzinowe.
I dobrze, że na tę chwilę nie miała alkoholu w ustach, bo chyba by się zakrztusiła.
Wyglądało, jakby zastanawiała się nad odpowiedzią, jednak w jej głowie panowała kompletna panika i próba ogarnięcia całej sytuacji. Drake zaprosił ją jako osobę towarzyszącą. To coś znaczy? Czy to po prostu przyjacielski wypad na imprezę? A może ma się doszukiwać jakiegoś ukrytego dna? Może była jedyną osobą, która miała wtedy wolny wieczór? I najważniejsze pytanie. Czy powinna się zgodzić?
Milczała parę sekund, które dla niej ciągnęły się niczym kilka godzin, aż w końcu stwierdziła, że nie ma nic do stracenia.
- Jeśli właśnie mnie zapraszasz na to przyjęcie - zaczęła, patrząc na jego reakcję i upewniając się, że się nie pomyliła co do jego zamiarów - to jasne, pójdę z tobą, czemu nie? - uśmiechnęła się, nie wiedząc co począć z dłońmi, dlatego bawiła się palcami. W jej sercu coś drgnęło, ona jednak zdusiła to w sobie. Spokojnie, kobieto, on cię tylko wyciąga na jakieś urodziny znajomej. Może stwierdził, że dobrze się będzie z tobą na nim pić? - W ogóle kto cię zaprasza? - zapytała, chcąc odwrócić swoją uwagę od dziwnych myśli, a i dowiedzieć się, co to dokładnie za impreza.
 
Drake Stormshadow
[Usunięty]
Drake Stormshadow
[Usunięty]
[Cytuj]
To świadczyło tylko i wyłącznie o tym, że Viviane jest zawsze szczera i tak na dobrą sprawę nie potrafi dobrze kłamać. ?atwo było ją rozszyfrować, to fakt, ale przynajmniej przeważnie człowiek wiedział na czym stoi, a Drake szanował szczerość ponad wszystko. Druga sprawa, że potrafił też zauważyć często, gdy ktoś kłamie, tego jednak nauczył się latami przesłuchując różnych ludzi i prowadząc wywiady środowiskowe - zawodowi łowcy zawdzięczał większość swoich umiejętności.
Cisza, która trwała między nimi, trwała zbyt długo, nawet jak dla niego. Nie był przyzwyczajony do takich rozmów, przeważnie unikał takich imprez, począwszy od urodzin, skończywszy na ślubach czy innych wynioślejszych akcjach. Nie czuł się dobrze w towarzystwie i zdecydowanie preferował wykonywanie zadań albo spędzanie tego poniekąd wolnego czasu w samotności. Tym razem jednak nie wypadało odmówić, skoro i tak już dostał te zaproszenie.
Nie patrzył na te jej matematyczne obliczenia, bo dla niego to też było dosyć trudne, tym bardziej, że nie znali się aż tak dobrze, by Viviane mogła dostrzec, że podoba mu się w jakiś sposób. To rodziło zbyt dużo pytań i wątpliwości, a co za tym idzie, ten długi moment zawahania, który dla Drake ciągnął się niemalże w nieskończoność.
Dopiero gdy uzyskał odpowiedź, wrócił do kontaktu wzrokowego i prawdę mówiąc - ulżyło mu. Mało tego, nawet się ucieszył, co można było dostrzec bo delikatnym drgnięciu kącika jego ust.
- Stara znajoma, czarownica Opal - odparł, będąc już nieco spokojniejszy.
Upił łyk alkoholu, po czym zaczął zastanawiać się, co tak naprawdę kierowało nim w momencie pomyślenia o tym, żeby to Verlac zabrać właśnie ze sobą. To, że mu się podobała pod względem wyglądu, to było jasne i klarowne, z resztą - komu się nie podobała? Tylko czy wyłącznie tego szukał Drake u swoich towarzyszek? No właśnie nie, często dochodziły do tego również kwestie osobowościowe, które zdecydowanie przeważały w jego ocenie - Viviane wydawała się być osobą, której Stormshadow może zaufać. Czy chciał czy nie, zbliżył się do niej i sam fakt tego, że myślał o wspólnych wypadach na urodziny, zaprosił ją do baru czy też nie nastawiał się do niej negatywnie bądź oschle, tak jak wcześniej, już coś znaczył.
- I nie myśl, że biorę cię tam tylko dlatego, że lubisz wypić - zaczął. - Po prostu lepiej się czuję w twojej obecności - dokończył i dopiero po chwili dotarło do niego, że być może za bardzo się odsłonił, a ona kompletnie mogła się nie spodziewać akurat takiego tonu wypowiedzi.
Drake nie słynął z wyjawiania swoich uczuć, w tym przypadku jednak trochę za bardzo poniosła go wewnętrzna euforia związana z jej zgodą i tym samym naprowadził ją nieco na fakt, że lubi spędzać czas w jej towarzystwie. A w przypadku Drake było to o tyle kluczowe i ważne, że prawdopodobnie Viviane była jedyną osobą, która właśnie dostąpiła tej "rangi" i zaszczytu, być przez niego lubianą. Jakkolwiek pojebanie to nie brzmi. (XD)
 
Viviane C. Verlac
[Usunięty]
Viviane C. Verlac
[Usunięty]
[Cytuj]
Rzeczywiście ?owczyni wolała być szczera, jednak nie zawsze było to dobry wybór. Jej słabe umiejętności w oszukiwaniu potrafiły uprzykrzyć życie. Szczególne, jeśli chciała się wybronić przed zatajeniem prawdy, a to jej nie wychodziło. Wychodziło jej jedynie okłamywanie samej siebie. O tak, to miała wypracowane do perfekcji, szklone przez wiele lat.
Jej też ulżyło, gdy na jej odpowiedź Drake się uśmiechnął. Co prawda dość mało zauważalnie, ale jednak. Aż musiała spróbować sobie wyobrazić parskającego śmiechem Stormshadowa. Ciekawe czy kiedykolwiek dane jej to będzie zobaczyć? Musiała zapamiętać, by kiedyś sprawdzić, czy uda jej się wywołać chociaż szerszy uśmiech u ?owcy. Stoi przed nią wyzwanie.
Spojrzała na niego, gdy usłyszała, że solenizantką ma być czarownicą.
- No proszę, proszę, nie spodziewałam się, że masz na tyle dobre kontakty z podziemnymi, że zapraszają cię na swoje urodziny.
Sama więcej miała znajomych wśród zwykłych ludzi niż u czarowników czy wampirów. Raczej trzymała się bardziej tej przyziemnej strony. Wolała ją, kiedyś nawet zazdrościła niczego nieświadomym przechodniom. Później jej jednak przeszło. Chociaż od śmierci siostry znów nachodziły ją myśli, że jej życie mogłoby wyglądać lepiej, gdyby nie była łowcą. Spychała je jednak w głąb umysłu, nie chcąc, by nią zawładnęły. Nie po tym, jak w końcu była w miarę pewna swojego miejsca na świecie.
Napiła się swojej whiskey i znów usłyszała od Drake'a zdanie, którego się po nim nie spodziewała. Znów coś zatrzepotało w jej żołądku, a ona spojrzała na niego, gdy uderzył ją wydźwięk tych słów. Okej, spokojnie, nie nadinterpretuj, po prostu dojrzał w niej przyjemne towarzystwo, ona w nim zresztą też. Przełknęła ślinę i odwróciła na chwilę wzrok, by ponownie sięgnąć po szklankę.
- Miło, że tak twierdzisz. Zresztą mi też się dobrze z tobą rozmawia - uśmiechnęła się. - Trochę dziwnie się czuję, że wcześniej tak bardzo... - przerwała na chwilę - ... okazywałam niechęć do ciebie. I to zresztą niesłusznie. Chyba cię jeszcze nawet za to nie przeprosiłam, prawda? - zapytała. Bo jeśli nie, to miała poczucie, że powinna to zrobić.
 
Drake Stormshadow
[Usunięty]
Drake Stormshadow
[Usunięty]
[Cytuj]
Drake był w tym nieco lepszy, choć on często zwyczajnie przemilczał prawdę, co w jego przypadku było dosyć normalne i nikt go o nic nie podejrzewał. Kłamał bardzo rzadko, bo przeważnie gdy nie miał ochoty czegoś mówić, to tego nie mówił - nie miał w zwyczaju fałszywie tłumaczyć się z czegoś, udawać jakichś zachowań, czy działać sprzecznie ze swoją naturą. Z jednej strony było to oczywiście dobre, bo był osobą szczerą i bezpośrednią, z drugiej strony jednak oddalało go to od ludzi, którzy szukając z nim kontaktu, otrzymywali mizerne odpowiedzi, bądź ich brak, co nie pomagało mu w znalezieniu nowych przyjaźni.
Uśmiech był dla Drake czymś obcym, bo on nie miał zbyt dużo powodów do radości. Jego życie od zawsze było trudne - zachowywał się dojrzalej od swoich rówieśników już jako dziecko, od samego początku wiedział, co go czeka, a strata każdej kolejnej osoby, do której się przywiązał, skutecznie odebrały mu jakąkolwiek przyjemność z życia. Tak naprawdę jego puls podtrzymywał cel, którym była ochrona wszystkich przyziemnych i dawno temu pogodził się już z tym, że prędzej czy później zginie w jakiejś walce, bądź ugodzony nożem w plecy, zbyt mocno znał życie i zbyt dużo przeżył śmierci, by twierdzić inaczej. Przy Viviane jednak czuł się dużo lepiej, sam nie wiedział skąd przychodziły do niego te siły, ale jak widać sama jej obecność robiła różnice.
Sączył spokojnie whiskey i spojrzał na blondynkę.
- Ja też się tego nie spodziewałem - odparł szczerze, bo dotąd z Opal znał się tylko z kilku widzeń. Raz udzieliła mu jakiejś informacji, która była mu potrzebna do zlokalizowania pewnego czarownika i tak naprawdę nie łączyło ich nic więcej. Ale jak widać jakoś ją do siebie przekonał i pamiętała o nim, albo może przez pomyłkę wklepała jego numer do listy tych cyferek, którym ma wysłać zaproszenie? Kto wie te czarownice...
Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i siedział w tej dziwnej ciszy. Całe szczęście Verlac jednak się odezwała w końcu i niejako potwierdziła jego dobre przeczucia - zbliżyli się do siebie, nieznacznie, ale zawsze.
- Na pewno nie dawałem ci zbyt wielu powodów, żebyś te podejście wcześniej mogła zmienić - usprawiedliwił ją, bo wina leżała po obu stronach. On był w stosunku do niej chłodny i wymagający, ona zaś widziała w nim tylko gburowatego służbistę. Nie miał jej za złe, że była do niego wcześniej niechętnie nastawiona, wszakże sam stwierdził, że sam sobie na to poniekąd zapracował, aczkolwiek dla niego i tak było ważne to, że te zdanie zmieniła i że przyznała mu otwarcie, iż nie jest takim złym partnerem do rozmowy, za jakiego siebie miał.
- Twoja obecność mi wystarczy, przeprosiny mi nie potrzebne - stwierdził i mimowolnie uśmiechnął się w jej stronę, mocniej niż poprzednio, ale jednak dalej w granicach swoich przyzwyczajeń. - Poza tym, wolę żebyś czuła się dziwnie, niż źle - nawiązał do tematu jej samopoczucia, sprytnie przeskakując z niego na nią, by nie musieć więcej się odsłaniać w żaden sposób. Ponadto, był ciekaw jak dziewczyna sobie radzi od ich ostatniej rozmowy, czy zaszły już jakieś istotne zmiany u niej, czy dalej jeszcze nie strawiła wszystkiego.
 
Viviane C. Verlac
[Usunięty]
Viviane C. Verlac
[Usunięty]
[Cytuj]
Jeśli chodzi o uśmiech. Viv lubiła się uśmiechać. Jeśli coś ją bawiło, śmiała się, jeśli coś sprawiało jej radość, to nie miała uporów przed uniesieniem kącików ust o te kilka milimetrów. Prawdopodobnie, gdyby nie umiejętność odnajdywania szczęścia w rzeczach drobnych, a przy tym okazywania tego, skończyłaby jako gbur na podobę Drake'a. Bez obrazy.
Prawdą jednak było to, że utrata siostry sprawiła, że uśmiech gościł na jej twarzy trochę rzadziej. Nie zniknął zupełnie, ale jednak. Gdyby więc Viv straciła jeszcze więcej bliskich, jak i przyjaciół, to byłaby w stanie stracić pogodę ducha? Nie wiedziała tego. I nie chciała się o tym przekonać.
Nie chciała się też przy tym przekonać, czy i ona znalazłaby wtedy cel, by ciągnąć swoje życie.
Upiła alkohol i zepchnęła ponure myśli w głąb umysłu. Miała zamiar się dziś przecież dobrze bawić.
- Widocznie potrafisz wzbudzić sympatię kobiet - uśmiechnęła się.
Według Viv, jeśli kobieta zaprasza faceta na urodziny, chociaż ten się nie spodziewa, że mogłaby to zrobić, to albo jest on emocjonalnym inwalidą, albo po prostu owa kobieta zaprasza go, bo ładnie się prezentuje. Ewentualnie jej przyjaciółka ma na niego chrapkę. Czy trafiła z którąkolwiek opcją? Nie wiedziała, ale pogdybać zawsze można.
Cóż, gdyby Drake był mniej oschły, to może i Viv chciałaby z nim wyjaśnić całą tę sytuację. Może, bo te kilka lat temu to nic nie było u niej pewne. Miewała humorki i jak coś sobie wymyśliła, to nie dało jej się przekonać do zmiany zdania. Do tego musiała dorosnąć.
- I tak wolę mieć czyste sumienie więc... Przepraszam - powiedziała szczerze. A co do jej samopoczucia. Wiedziała, że nie miała znów co kłamać, jednak jednocześnie nie lubiła mówić o tym wszystkim. Skoro jednak miała przed sobą osobę, przed którą i tak się otworzyła, to co jej szkodziło?
- Jest ciężko. Nadal. Rana po stracie tak łatwo się nie załata. Do tego ostatnio słabo, a raczej gorzej niż zwykle, dogaduje się z rodzicami - skrzywiła się i znów się napiła. Nie lubiła takich tematów, ale czasem trzeba było pogadać. Szczególnie jeśli miało się czym zapijać smutki.
 
Drake Stormshadow
[Usunięty]
Drake Stormshadow
[Usunięty]
[Cytuj]
Ograniczenie uśmiechania się było sprawą oczywistą w przypadku takiej tragedii. Sam Drake pamiętał siebie sprzed lat i choć dalej był oschły, tak z pewnością bliżej mu było do kogoś zwyczajnego, kto potrafi się jeszcze cieszyć z życia, niż do gbura, którym stał się po masakrze w Tokio. Viviane mogła potrzebować mnóstwo czasu, by poradzić sobie ze stratą, ale im szybciej zaczęłaby pracować nad sobą, tym szybciej dobre tego efekty mogłyby dać o sobie znać. Nie trzeba było znakomitego obserwatora by widzieć, że blondynka nie jest w idealnym stanie i że z tyłu głowy cały czas czuje brak siostry, który może nie jest tak intensywny, jak jeszcze kilka dni temu przed ich rozmową w sali treningowej, ale na pewno jest świeży i bolesny. Na to jednak nie było rady, Verlac musiała sobie sama z tym poradzić, bo wsparcie w postaci Stormshadowa już dostała - teraz może się tylko na nim oprzeć i stanąć oko w oko z lękami.
Przewrócił oczami, puszczając w eter jej komentarz o sympatii kobiet. Tak, on już to widział, że kobiety za nim wręcz przepadają. Na palcach jednej ręki mógłby zliczyć dziewczyny, które w ogóle chciały z nim gadać, a jednorazowych przygód czy namolnych i napalonych nastolatek z jakiegoś baru nie liczymy, bo on i tak odprawiał je z kwitkiem. Nie potrafił odgadnąć powodu, przez który dostał zaproszenie na urodziny Opal i chyba tylko rozmowa z gospodarz imprezy mogła mu to wszystko wyjaśnić.
Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i pomachał przecząco głową. Uparta dziewucha. Nie oczekiwał od niej przeprosin, bo nie miała za co przepraszać, a przynajmniej jego zdaniem. Ta jednak czuła się w obowiązku to zrobić, na co on mógł tylko zareagować negacją. Szybko jednak wrócił do poprzedniej miny, która przywróciła odpowiedni chłód jego aparycji, ale również pozwoliła słuchać mu wszystkich rozterek Viviane.
- Wszyscy to przeżywacie - wyjaśnił jej główny powód słabego dogadywania się. - Musi minąć trochę czasu, nim się pozbierasz. No i musisz znaleźć coś lub kogoś, kto pozwoli ci to zrobić - dokończył, po czym upił kolejny łyk whiskey.
Kluczem do stabilizacji i opanowania, a także pogodzenia się z pewnymi faktami była odpowiednia motywacja. Blondynka potrzebowała czegoś lub kogoś, kto pozwoli jej zapomnieć o tym wszystkim, albo pomoże zrozumieć, że trzeba żyć dalej, czego zapewne chciałaby również jej siostra - by nie została zapomniana, ale by też nie żałowali jej aż tak bardzo zagłębiając się w smutku.
- I nie, alkohol nie jest rozwiązaniem - ostrzegł ją, gdyby wpadła na tak irracjonalny pomysł. Przekaz był prosty: jeśli kiedykolwiek ruszy alkohol, Stormshadow szybko jej to wybije z głowy, nawet jeśli miałby ją pilnować 24/7. I co najlepsze - on byłby do tego zdolny, jest w końcu cierpliwym łowcą.
 
Viviane C. Verlac
[Usunięty]
Viviane C. Verlac
[Usunięty]
[Cytuj]
Viv była bardziej uparta, niż Drake mógł sobie nawet wyobrazić. Taki jej urok, dlatego, jeśli sobie coś postanowi, to zrobi to, mimo tego, że inni mogą stwierdzić, że to bez sensu. A Viv najwyżej będzie żałować po fakcie dokonanym. Przeprosiny jednak w większości nie bolą, więc ryzyko na błąd było dość małe.
Obserwowała kolejną zmianę jego mimiki. Naprawdę, to w jednej chwili się uśmiechał, to w drugiej przyjmował pokerową twarz. Viv tak nie umiała. Jeśli coś przeżywała, to robiła tą całą sobą, a jej maski łatwo było rozwiać tak jak podczas treningu. Zastanowiła się nad tym chwilę. Jej bliscy, mimo iż tak naprawdę była tak słaba w oszukiwaniu innych, nie dostrzegli, że tylko udawała, że się twardo trzyma, Drake za to nie potrzebował zbyt dużo czasu, by zedrzeć z niej to kłamstwo. Nie wiedziała, czemu tak się stało. Może to jego umiejętności, a może po prostu rodzina jednak nadal ma ją gdzieś i tylko sprawiają wrażenie, że się o nią martwią? Czy aktualne jej życie to tylko gra pozorów pomiędzy nią a innymi?
I czy Drake może być w tym wszystkim jej ostoją szczerości wobec niej?
Westchnęła.
- Wiem, że wszyscy to przeżywamy, ale... Po prostu nagle zaczęli obarczać mnie sprawami, na które wcześniej nie zasługiwałam, tak jakby w końcu sobie o mnie przypomnieli i kazali przy tym stać się kolejną idealną córką, mimo iż dawno położyli na mnie krechę. To... mocno irytujące - sięgnęła po szklankę. - Nie przeszkadza ci, że ci o tym wszystkim mówię? - zapytała się na wszelki wypadek. W końcu nie każdy chciałby słuchać czyichś wywodów. A co do kogoś, kto pozwoliłby się jej pozbierać. Drake sobie nieźle z nią radził, pytanie, czy nie było to dla niego problematyczne?
Alkohol nie jest rozwiązaniem? Może i tak, trudno jednak było jej się przyznać, że już od paru lat leczyła swoje smutki w barach. Czy pomagało? Na chwilę, jej to jednak starczało. W dzień mogła poświęcić się pracy oraz treningom, to walki, to tańca, wieczorami jednak siedzenie ze szklanką alkoholu było sposobem, nie myśleć o głupotach. Może nie robiła tak co wieczór, jednak często.
- Nie jest, ale pomaga - rzuciła więc tylko, by nie wchodzić w to głębiej.
 
Drake Stormshadow
[Usunięty]
Drake Stormshadow
[Usunięty]
[Cytuj]
Nie odmawiał jej upartości, bo tak jak zostało wspomniane wyżej, taki był jej urok. Twierdził jednak, że same postanowienia i podejście nie starczą do pewnych rzeczy, do niektórych trzeba czasu i odpowiedniego dystansu, czasem nawet zmiany swojego zachowania. Stormshadow pochował dwójkę swoich rodziców, najbliższego przyjaciela i kobietę, którą darzył szczególnym uczuciem, było to bowiem coś z pogranicza przyjaźni i zauroczenia. Nawet on nie był w stanie wtedy poradzić sobie z tym wszystkim. Zawsze gdzieś tę perspektywę miał w głowie, że wszyscy mogą odejść, ale nie spodziewał się, że zrobią to jednocześnie i z dnia na dzień zostanie sam. Potrzebował czasu, by dojść do siebie i choć po sobie tego nie pokazywał, cierpiał. Ale cóż się dziwić, gdy odnalazło się swoje miejsce w świecie i miało się prawie wszystko, strata jest najgorsza.
Drake nie twierdził, że Viviane nie potrafi kłamać, jednakże przy nim wyglądała na dość słabą w tych kwestiach. Być może umiał rozpracowywać po prostu ludzi, ale z niej mógł czytać jak z otwartej kartki - widział, gdy była szczęśliwa, gdy coś ją gryzło, gdy nie była czegoś pewna. Miewał różne przeczucia i co gorsza, chciał wiedzieć, co jej siedzi w głowie. Dotychczas nikim się tak bardzo nie interesował, a już na pewno nie odczuciami czy myślami takiej osoby. Z każdą minutą w jej obecności czuł, że chce być przy niej w jakiś pokręcony sposób i służyć jej czym tylko może - swoim czasem, dobrą radą, czy nawet pomocą, gdyby kiedykolwiek się o nią zwróciła.
Słuchał jej uważnie, wpatrując się w nią. Ból miała wypisany na twarzy, a wyjawienie swoich rozterek tylko potwierdziło mu wszystko. On jednak był niewzruszony. Nie, że go to nie ruszało, bo było mu jej szkoda. Nie zasługiwała na to, by tak cierpieć. Nie dał po sobie jednak tego poznać, już i tak za bardzo się odsłonił w jej towarzystwie, by dawać jej kolejny pretekst do tego, by zaczęła coś podejrzewać.
- Nie - odparł pewnie, oznajmiając jej, że mu to wcale nie przeszkadza. - Zawsze ci pomogę - dodał równie pewnie.
Skoro odczuwała potrzebę mówienia mu o tym i w jakiś sposób była przy nim bardziej wylewna, niż przy innych, to akceptował to całkowicie. Obiecał jej, że będzie jej wsparciem, gdy tylko będzie go potrzebowała i słowa zamierzał dotrzymać. Wiedział bowiem, co dziewczyna przeżywa, gdyż sam wiele lat temu przechodził przez podobny etap. Być może nie tak widocznie, przynajmniej z twarzy, jak ona, ale z pewnością dalej mu było do dzisiejszej prezencji, niż bliżej.
Pomyślał jednak chwilę o zachowaniu jej rodziców, którzy próbują wcielić Verlac w rolę siostry. Te zachowanie wydawało mu się być logiczne przez swój irracjonalizm. Nie był psychologiem, w ogóle słabo znał się na ludziach, ale tutaj akurat sam wiedział, że kierują nimi te same pobudki, co nim kiedyś. Stratę trzeba czymś zapełnić, chociaż w minimalnym stopniu i tak jak Viviane miała zająć miejsce swojej siostry, tak Drake kiedyś szukał autorytetu podobnego do rodziców dla siebie. Nie jakoś mocno i nie bezpośrednio, ale kierowały nim właśnie takie pobudki - miało to przykryć stratę. Tym jednak nie miał odwagi nigdy z nikim się podzielić i chyba dobrze, bo łatwiej się pogodził z końcem pewnego etapu w życiu.
Upił trochę ze szklanki, wyraźnie się zastanawiając nad czymś. Zamyślenie nie trwało jednak długo, gdyż Viviane potrzebowała teraz kontaktu z kimkolwiek, a tylko on był w pobliżu.
- Na pewno spełniłaś ich oczekiwania - zaczął po chwili ciszy. - Twoim rodzicom jest równie ciężko co tobie. Nie szukaj podziału, bo teraz musicie być ze sobą bliżej niż kiedykolwiek. Spróbuj ich zrozumieć, być może ktoś kiedyś im przemówi do rozsądku i zrobią to samo. Ciesz się, że ich masz, bo niektórzy swoim nie zdążą już nic powiedzieć - dokończył i po chwili zrozumiał, że trochę zbyt mocno się odsłonił. Jeśli jest skupiona, to na pewno wyłapie z jego głosu to, czego nie chciał powiedzieć. Pierwszy raz bowiem słychać było w jego głosie żal i bynajmniej nie był on słaby.
Nie chciał jej okłamywać, ani przerywać tego wieczoru, ale obawiał się, że jeśli Viviane pociągnie temat, dowie się o nim czegoś, co wpłynie na dotychczasowe postrzeganie go. A on nie chciał, by było jej go żal, by odświeżała te rany i by widziała w nim uczucia, których starał się wyzbyć.
Usta zanurzył w whiskey i siedział cicho, licząc w duchu na to, że Verlac jeśli już coś zrobi, to nie będzie związane z końcówką jego wypowiedzi.
 
Viviane C. Verlac
[Usunięty]
Viviane C. Verlac
[Usunięty]
[Cytuj]
Samotność to naprawdę niesamowicie przykre uczucie. Ma wiele odmian. Raz czujemy się samotni, bo nikogo przy nas nie ma. Innym razem może nas otaczać gromada ludzi, jednak nierozumiejących nas i nie potrafiących znaleźć z nami wspólnego języka. Viv doświadczyła już wielu odmian samotności, każda jednak bolała tak samo mocno.
Jednak przy Drake'u te odczucie bycia samej zaczynało znikać. Mogła z nim swobodnie pogadać, nie przejmując się niczym, jej cierpienie przez to trochę malało. Powoli przestawało się liczyć to, że nie ma przy niej siostry, że reszta rodziny nie potrafi jej zrozumieć, że znajomi tylko udawają, że wszystko jest okej, chociaż nie jest.
To, że Drake mógł tak łatwo ją przejrzeć, trochę ją denerwowało, ale jednocześnie czuła podziw i ulgę. Bo w takim razie nie musiała wszystkiego mówić, nefilim sam mógł się w niektórych momentach domyślić, co chodzi jej po głowie. Sama chętnie uzyskałaby takie umiejętności, by móc dowiedzieć się o czym Drake myśli i co czuje. Bo czytanie z jego mimiki mogło okazać się dość trudne.
Nawet teraz, gdy mu się wyżalała, na jego twarzy widniała zwyczajowa, bezwyrazowa maska. Nie była więc pewna, czy naprawdę nie wkurzyła łowcy tym swoim całym użalaniem się nad sobą. Bo hej, w końcu niektórzy mieli w życiu gorzej, a ona nie mogła się pozbierać nawet po swojej małej tragedi.
Jednak jego słowa ją uspokoiły.
- Dzięki, miło jest mieć w kimś oparcie - uśmiechnęła się z ulgą. I chociaż zawsze to mocne słowo, Viv naprawdę się ucieszyła, że mogła się przy nim spokojnie wygadać.
Może i rzeczywiście w zachowaniu rodziców Viv była logika. Jednak Viv, która mimo wszystko siedziała w samym środku tej całej sytuacji, nie mogła spojrzeć na to z boku, poprzez chłodną perspektywę. Rządziły nią emocje, a ona nie lubiła ich powstrzymywać. Sama w końcu też musiała się mierzyć z pustym miejscem w sercu, przy czym nie zapychała jej byle czym, co mogłoby się nadawać. Nie oszukiwała samej siebie, że to wypali, chociaż dobrze wiedziała, że tak nie będzie. Nie zmuszała nikogo by zmienił się dla niej z dnia na dzień.
A czuła, że to właśnie robią jej rodzice.
Wysłuchała jednak kolejnych słów Drake'a i tu musiała przyznać mu cholerną rację.
- Myślisz, że jeśli dam im czas, to przestaną mieszać w moim życiu i uda im się zrozumieć, że nie zmienią mnie w kogoś, kim nie jestem? Bo jestem w stanie to zrobić, tylko niech naprawdę się pośpieszą, bo inaczej zniszczą mnie chyba psychicznie. A nie chcę ich przy okazji przecież stracić, tylko dla tego, że nie potrafiliśmy się zrozumieć i popsuliśmy swoje i tak już nie do końca idealne relacje. W końcu to rodzina, prawda? -westchnęła.
Żal udało jej się wyłapać, jednak wiedziała na swoim przypadku, że to Drake musi chcieć się wygadać, a ona nie powinna ciągnąć go za język. A na pewno ten moment, kiedy w końcu trzymany wewnątrz ból wypłynie, nastąpi. Uśmiechnęła się tylko pocieszająco i powstrzymała się przed dotknięciem jego dłoni, by dodać mu otuchy. Zamiast tego polała im kolejną porcję whiskey.
- Dlaczego bary sprawiają, że chociaż jedna osoba musi się komuś żalić? A człowiek chciałby tylko w spokoju się napić - uśmiechnęła się i wypiła.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo