Drake Stormshadow
[Usunięty]
Drake Stormshadow
[Usunięty]
[Cytuj]
Samotność była największym strachem Drake. Choć trudno było go o to podejrzewać, tak bał się przed sobą samym przyznać, że wszystkich stracił i jest sam; że gdy zniknie, nikt po nim nie zapłacze, a być może nawet bardzo szybko o nim zapomną. Poniekąd to właśnie ta samotność dawała mu siły do życia, choć było to bardziej toksyczne uczucie, niż mogłoby się wydawać. W głowie Stormshadowa siedziało bowiem coś takiego jak obowiązek i powinność - twierdził bowiem, że być może uratuje kiedyś kogoś, kto wspomni o nim, jako o kimś dobrym. Nie jako o gburze, skurwielu, kacie czy najmniej przyjemnym człowieku, jakiego znał; ale o kimś, kto uratował mu życie i choćby za to warto było go szanować oraz pamiętać.
Mogło być to irytujące, w końcu Drake nie dawał zbyt wiele od siebie, a czerpał garściami z Verlac, o ile tak można nazwać jej uczuciową wylewność. Jej problemy jednak wydawały się być takie jak wszystkich. Choć nie zamierzał kategoryzować tego w żaden sposób, tak wiele osób przeżywało to samo co ona i mieli bardzo podobne reakcje. Lata praktyki w słuchaniu i odczytywaniu gestów pomagały mu rozpracowywać blondynkę.
Musiał jednak starać się być niewzruszony, gdyż taką twarz starał się cały czas zachować, a przy tym musiał być głosem rozwagi w tych wszystkich rozterkach Viviane. Bał się trochę o nią, że dziewczyna może kiedyś zrobić coś głupiego i potem tego żałować, widział ją bowiem w sali gimnastycznej jakiś czas temu i już wtedy domyślił się, że Verlac przeżywa mocno tę stratę oraz odczuwa ogromną pustkę. A chęć nawet przymusowego wypełnienia tej pustki, mogłaby pchnąć ją w złym kierunku - mogłaby podjąć się czegoś, czego nie dałaby rady zrobić, bądź powiedzieć komuś coś, czego tak naprawdę nigdy nie chciałaby powiedzieć.
Skinął głową, doceniając jej wdzięczność, choć tego od niej nie wymagał. Wystarczyła mu tylko jej świadomość, że będzie o nim myśleć jako o swoim wsparciu i że nie będzie go trzymała w skoroszycie z listą wrogów, gdzie niegdyś się znajdował.
Wysłuchał jej całej litanii, choć nie musiał wcale tego robić, wiedział dokładnie bowiem w czym leżał problem i Viviane zaczęła się już nawet powtarzać w niektórych kwestiach. Czasem jednak należało zapętlać rzeczy, by dotarło to do kogoś, skoro nie udało się zrobić tego za pierwszym razem. Dlatego też nie zbywał jej, ani nie krytykował, że się powtarza, tylko cały czas tłumaczył jej, że to niezwykła sytuacja i nie tylko ona ma problem z niesieniem tego brzemienia.
- Jeśli tylko pokażesz im, kim naprawdę jesteś, to prędzej czy później zrozumieją - odparł, chcąc rozwiać jej wszystkie wątpliwości. Wierzył w jej rodziców i wierzył w nią samą, że sobie poradzą z tą trudną sytuacją i że dzięki niej powrócą silniejsi. Sam chciałby mieć okazję porozmawiania ze swoimi rodzicami raz jeszcze, bo takiej straty nie sposób było wypełnić w żaden sposób. Liczył więc na to, że Verlac doceni to, że ich jeszcze ma, a jej rodzice, że mają wspaniałą córkę: silną, mądrą, śliczną, zdecydowaną i pełną empatii. Chciał, by jej rodzice widzieli ją tak, jak on ją widział od pewnego czasu.
Całe szczęście, że nie ciągnęła go za język i że odpuściła mu ten moment słabości. To pozwoliło mu zebrać myśli i odetchnąć, zanurzając usta w whiskey.
- To ten klimat - stwierdził, gdy już przełknął kolejną dawkę alkoholu. - Whiskey też swoje robi - zauważył, widząc, że rozpracowali już ponad połowę butelki, a po nich nic nie było widać. Był nawet pod wrażeniem odporności na alkohol Verlac, bo rzadko kto dorównywał mu tempa, on przecież miał niesamowicie mocną głowę do alkoholu.
 
Viviane C. Verlac
[Usunięty]
Viviane C. Verlac
[Usunięty]
[Cytuj]
Cóż, teraz przynajmniej miał jedną osobę, której byłoby naprawdę przykro, gdyby coś mu się stało. Czy tego chciał, czy nie, w jego życiu pojawiła się osoba, której przestał być zupełnie obojętny. Ba, nie musiał już nawet nikogo ratować, by być dobrze wspomnianym. Bo powoli wyciągał Viv z jej własnej ciemności, która zalęgła się w jej sercu. Miał już więc na koncie jedną ocaloną, która była mu naprawdę wdzięczna. I nie uważała go za aż takiego gbura.
Czy Viv była w stanie zrobić coś głupiego? Może i tak. Na pewno nie zakończyłaby swojego życia, aż tak źle chyba z nią nie było. Używki jednak to co innego. Alkohol czy papierosy nie były jej obce. A jej życiowe rozterki mogłyby popchnąć ją w stronę czegoś mocniejszego. Na przykład jadu.
Na szczęście Drake pojawił się prawdopodobnie w najlepszym możliwym momencie, zanim ta, w ogóle pomyślała o zrobieniu czegoś tak nierozsądnego.
Zresztą jak na razie pustkę udawało się zapełnić głównie wszelaką aktywnością fizyczną i zawodową. Chyba jedna z lepszych możliwych opcji, jaką miała.
Skoroszyt z listą co prawda nie istniał, listy znienawidzonych osób, których imiona wypowiadałaby przed snem, też nie miała, ale parę osób, co zaszły jej za skórę miała. Drake od pewnego czasu już tam nie należał, mógł już odetchnąć z ulgą. Oczywiście, o ile miało to dla niego znaczenie, bo Viv nie była tego pewna.
Musiał wybaczyć Viv te powtórzenia, ale naprawdę sama nie wiedziała do końca, co mówiła. Wyrzucała z siebie zdanie za zdaniem, chcąc w końcu poczuć ulgę i zrzucić z siebie ten cały ciężar, który nosiła. Nawet jeśli jej problem był jednym z wielu na tym świecie. Prawdopodobnie, gdy w końcu zda sobie sprawę z tego, jak brzmiał jej wywód, będzie wdzięczna łowcy za to, że jej za niego nie oceniał i nie skwitował go żadnym komentarzem.
- A kim niby jestem? - zapytała. Spóźnialską, nieodpowiedzialną, wybuchową, niesłuchającą się innych dziewczyną, która próbowała być łowcą? Nie miała o sobie najlepszego zdania, znała wszelkie soje wady. A do tego doszedł jeszcze brak umiejętności radzenia sobie z własnymi problemami.
A nie, z tym zawsze miała problem.
Porozmawiać z rodzicami prędzej czy później musiała, wolała jednak poczekać. Aż zarówno ona, jak i oni jakoś dojdą do siebie. I będą mogli się wysłuchać, a nie wykładać swoje racje, nie zwracając uwagi na drugą stronę.
- Współczuje barmanowi. Ja męczyłam dziś ciebie, a teraz wyobraź sobie, że każdej nocy nachodzi cię chociaż jedna osoba, która nie może uporać się ze swoim życiem. Na jego miejscu przestałabym słuchać i jedynie bym potakiwała od czasu do czasu dla niepoznaki - zaśmiała się.
Owszem, trzymała się całkiem nieźle. Po prostu nie mieli za szybkiego tempa, bo w większości czas tu spędzony przegadali, a i Viv została podczas pobytu w Rosji parę razy brutalnie przekonana o tym, że legendy o tamtejszej kulturze picia są prawdziwe. Jej organizm musiał się po prostu zahartować, by przeżyć tamten wyjazd.
- To co, kończymy tę butelkę i wracamy do Instytutu? Wolę być jeszcze w stanie tam trafić - zaproponowała, bo kiedyś alkohol jednak uderzy jej do głowy.
 
Drake Stormshadow
[Usunięty]
Drake Stormshadow
[Usunięty]
[Cytuj]
Zatem w końcu jego postępowanie pozwoliło mu przekonać kogokolwiek do siebie. Nie rozmawiał z nią jednak z myślą o tym, by ocieplać swój wizerunek, ale by jej pomóc poradzić sobie z czymś, z czym on już dawno dał sobie radę. Dodatkowo zatem punktował u samego siebie tym, że robił to bezinteresownie oraz jak zwykle nie myślał o sobie. Z pewnością by się ucieszył w duchu, gdyby usłyszał o tym, iż Viviane jest skłonna martwić się o niego, przywiązała się do niego w jakiś sposób i nie traktuje go jako jednego z wielu Nefilim w Instytucie. Nie oczekiwał jednak tego od nikogo, gdyż miał poniekąd tego świadomość, no i nie sądził, by takie kwestie należało poruszać. Ona wiedziała, on wiedział, więc po co strzępić język na wyuczone frazesy i podziękowania? Dla niego z pewnością lepszym podziękowaniem będzie jej uśmiech i dobre samopoczucie, niż wdzięczność za pomoc.
Przez głupie rzeczy Drake myślał o różnych sytuacjach - i brał pod uwagę nawet najgorsze scenariusze, aczkolwiek prędzej byłby skłonny uwierzyć w ucieczkę stąd, bądź w stronę alkoholu, aniżeli w próbę samobójczą czy rzucenie się na najtrudniejszą misję łowców w dziejach. Viviane była w ciężkim stanie, ale nie była głupia. Mogła kreować się na buntowniczkę i osobę spontaniczną, ale miała instynkt samozachowawczy i potrafiła przyzwoicie ocenić swoje szanse, nie porywała się z motyką na słońce. Cieszył się jednak, że mógł być dla niej wsparciem i że dziewczyna uzyskiwała przy nim jakąś równowagę, albo chociaż względny spokój, bo to działało w dwie strony, o czym jednak Verlac mogła nie wiedzieć.
Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i przyjrzał się ślicznej blondynce.
- Jesteś najlepszą użytkowniczką glewii w tym Instytucie, bardzo dobrze walczysz wręcz czy serafickimi ostrzami, posiadasz wiedzę, umiesz powiedzieć nie, umiesz zamanifestować swoje zdanie, potrafisz współczuć, kochać, przyznać się do błędu, znasz wartość życia... - zaczął wymieniać. - Jesteś odważna, ciepła, pełna empatii i nawet nierozumiana przez własnych rodziców, chcesz, by byli przy tobie i ich nie skreślasz. Liczysz na to, że w końcu cię zrozumieją. Taką właśnie osobą jesteś. Ja to widzę, oni też to dostrzegą - zakończył swój krótki wywód.
Dlaczego nie wspominał o jej wadach, które niewątpliwie miała? Chciał pokazać jej, że nie jest taką złą osobą, za jaką siebie uważa. Że posiada ogrom potrzebnych cech, które kreują ją na dobrą kobietę, łowczynię i córkę. Chciał też pokazać, że pomimo chłodu i nie wyrażania zbyt dużej liczby emocji, miał o niej wyrobione zdanie, które dzisiaj poznała. Być może dowartościowanie jej w ten sposób było teraz potrzebne i dlatego Drake się zdecydował. Z drugiej strony, zawsze był przecież szczery i skoro zapytała go o to kim jest, to wyraził swoją opinię, bo tak ją widział. I nie zmieni tego nawet ta jedna misja, w której się nie zgadzali, bo koniec końców i tak go usłuchała wtedy.
Spojrzał na barmana, po czym pochylił głowę nieco w przód i przymknął oczy.
- Masz zatem odpowiedź jak oni to robią - odparł, uśmiechając się kącikiem ust. W rzeczywistości barmani chyba właśnie tak radzili sobie z namolnymi klientami - jednym uchem wpadało, drugim wypadało i tak czas leciał.
Spojrzał po chwili na Viviane, a później na butelkę whiskey, którą bez pytania wziął i opróżnił do końca, widząc, że blondynka chce już wracać do Instytutu. Nie było w tym nic złego, było już późno, oni już i tak długo tutaj siedzieli, a sam fakt tego, że nie chciała się upić, potraktował bardziej jako coś dobrego, niż jako odmowę do dalszej libacji. Świadczyło to bowiem o jej samoświadomości. Z drugiej strony, nawet gdyby urwał się jej się film, Stormshadow dopilnowałby tego, by była bezpieczna i by nie spadł jej włos z głowy, zatem nie musiała się martwić o to, czy do tego Instytutu trafi.
Skinął głową zgadzając się na wyjście. Wstał, zapłacił za alkohol i czekał aż tancerka się ogarnie oraz ruszy z nim do siedziby łowców w York, co po kilku chwilach się stało. Mogła to być romantyczna chwila: oni dwoje, ładnie oświetlone ulice i pustka, jemu jednak była w głowie jeszcze jedna butelka whiskey, którą z pewnością trzymał pod łóżeczkiem.
Druga sprawa, że nie mógł się już doczekać urodzin Opal...

zt
 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


Every morning when the sun comes up he brings me coffee in my favourite cup...







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve, Marco
/po spotkaniu z Erykiem

Pseudo patrol zawsze najlepiej kończy się w pubie albo na łonie natury. Ostatnio ktoś zmącił mu spokój nad rzeką, więc tym razem wybrał się na piwo. Ot, żeby się napić, ale nie upić. Aż tak dobrze nie znał okolicy, więc nie był pewien czy doszedłby do Instytutu, a wolał nie paść gdzieś w zaułku zdany na łaskę i niełaskę nocy. Nie, zdecydowanie wolał napić się kulturalnie piwa.
Siedząc przy drugim kuflu mimowolnie zaczął myśleć o tym co też działo się ostatnio w jego życiu. Taki pseudo rachunek sumienia. Odnalazł ojca, ale miał mieszane uczucia, czy ma mu o sobie mówić, czy jednak nie. Zabił człowieka i nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia, co z kolei nieznacznie martwiło Łowcę. Powinien mimo wszystko coś poczuć, chociażby żal, bo to był wciąż człowiek. Owszem, Przyziemny, który postanowił wybić wszystkich nie będących ludźmi. Jednak był istotą ludzką, a tych przecież mieli chronić. Lenn zaś bez mrugnięcia okiem strzelił do bezbronnego i nie poczuł nic... Za to irytowali go Czarownicy. Do tej pory jeden, którego iluzje potrafiły doprowadzić go do szału. Był złodziejaszkiem, co mogło się kiedyś przydać. Podpadł mu jednak naście lat temu, gdy jako początkowy Łowca złapał go w czasie patrolu.
No i był ten drugi... Jonathan White do usług. Aż prychnął pod nosem, przeczesując włosy dłonią. Minęło kilka dni i na szczęście nie wpadli na siebie ponownie. Jednym wieczorem, jedną nocą mężczyzna doprowadził do tego, że Lenn był nieco rozkojarzony w czasie zadania, co nie mogło się nigdy powtórzyć. Mimowolnie przypomniał sobie całą resztę, zmieniające kolor włosy, bramę, wyjście z lasu... Zacisnął zęby, a następnie mocniej złapał kufel i upił solidny łyk. Cholerni czarownicy! Przymknął powieki, pocierając je, jakby był zmęczony. Powinien dopić i wracać do Instytutu. Może nawet pora poszukać jakiegoś mieszkania?

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
//po spotkaniu z Opal

Gdyby w tej chwili ktoś wwiózł do sali wielki tort, Lennan mógłby się spodziewać, że z jego środka wyskoczy Jonathan z radosnym okrzykiem: Niespodzianka! Nic takiego nie miało jednak miejsca, w końcu mężczyzna nie zamierzał aż tak go straszyć, nie zamierzał również robić nic naprawdę żenującego, a przynajmniej na razie. Zastanawiał się jednak, czy Nocny Łowca będzie na tyle domyślny, że zorientuje się, jakim cudem udało mu się na niego ponownie trafić. Czarownik z zadowolonym uśmieszkiem przesunął między palcami kostkę, którą zabrał znad rzeki, a następnie wsunął ją do kieszeni przetartych dżinsów, po czym jak gdyby nic nic wkroczył do pubu. Mógł w tym czasie zajmować się mnóstwem innych spraw, ale dręczenie pewnego wielbiciela bram sprawiało mu o wiele większą przyjemność, tym bardziej, że Neflim z krwią wróżek był naprawdę atrakcyjny, a z tym swoim napięciem i próbą uciekania od dwuznacznych słów powodował, że Jonathan nie tylko się ożywiał, ale miał również ochotę sprawdzić, jak daleko może zajść, zanim ostatecznie mężczyzna się zirytuje. A co wtedy? Skończy z rozbitym nosem, czy może wręcz przeciwnie?
Zamówił sobie piwo i oparł się o bark, jakby nigdy nic, rozejrzał się spokojnie po sali aż dostrzegł Lennana siedzącego przy jednym ze stolików. Uśmiechnął się zupełnie jak kot, który właśnie wypił śmietankę i skierował się do niego, żeby po prostu postawić na stole szklanicę, a potem usiadł na krześle i założył nogę na nogę. Przekrzywił nieco rozbawiony głowę czekając na to, co się wydarzy, gdy jego towarzysz zorientuje się, że nie jest tutaj sam. Ciekaw był, czy Łowca zacznie krzyczeć, czy zakrztusi się może piwem. Nie mógł z całą pewnością zaatakować go na oczach tych wszystkich świadków, mógł jednak wyjść bez słowa. Odnosił jednak wrażenie, że to nie było w stylu mężczyzny. W końcu tam nad rzeką i w lesie miał sposobność pozbycia się go, mógł się do niego nie odezwać, a jednak dał się wciągnąć w grę, którą zaczął czarownik.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you

Lennan Fairwolf

30


180 cm


Every morning when the sun comes up he brings me coffee in my favourite cup...







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve, Marco
Pocieranie oczu wstrzymał, gdy tylko usłyszał dźwięk stawianej szklanki na stole. Proszę, niech to nie jest ta osoba, co myślę zdążył poprosić w myślach, nim ostatecznie otwarł oczy i spojrzał na swoje towarzystwo. Nieco inaczej zapadł mu w pamięć, ale te rozbawione spojrzenie nie mogło należeć do kogoś innego. Wzrok Łowcy utkwił na moment w ciemnej czyprynie mężczyzny, wywołując na jego twarzy nieznaczy, krzywy uśmieszek. A może to wzrok płatał mu ostatnio figle i one zawsze były ciemne i jedynie światło księżyca dodawało im refleksów? Pokręcił głową do własnych myśli, wracając spojrzeniem na ilość piwa, jaka została mu do wypicia. Więcej niżby mógł wypić na raz. Westchnął pod nosem, opuszczając na moment głowę, po czym upił solidny łyk. Przypomniały mu się w jednej chwili wszystkie najbardziej krępujące chwile z pierwszego spotkania. Nie mógł jednak zareagować w żaden negatywny, czy raczej agresywny, sposób, choć z niewiadomych powodów chciał po prostu przyłożyć Kocurowatemu.
Ostatecznie podniósł głowę i utkwił swoje ciemne spojrzenie w kontrastowych oczach Jonathana. Powinien też mu się przedstawić? Nie... Tak było... zabawiej? Tak, mógł użyć chyba tego słowa. Zacząć prowadzić rozmowę, czy milczeć? Och, tyle możliwych ruchów, ale każdy zmuszał do poświęcenia jednej z figur, co zbliżało go do mata, jeśli pokusić się na porównania do szachów. Czy było warto ryzykować? A nawet jeśli, co powiedzieć, żeby nie dać się ponownie wciągnąć w grę słowną? Do diabła z tą ciekawością!
- Podobno nie znasz miasta, a znów trafiasz na mnie - rzucił spokojnie, uznając, że póki ma piwo mogą rozmawiać, a później zwyczajnie odejdzie. - Zdawało mi się, czy miałeś inne włosy wczoraj?
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Jonathan w tym czasie zdołał już rozsiąść się wygodnie. Było w nim naprawdę sporo nonszalancji i swobodnej, zupełnie niewymuszonej elegancji. Wiedział, że paradowanie w koszuli i krawacie nie spowoduje, że wszyscy z miejsca się na niego rzucą, nic zatem dziwnego, że do przetartych dżinsów założył czarny, cienki golf, który obecnie opinał się dość zachęcająco na jego klatce piersiowej i ramionach. Płaszcz rzucił dość niedbale na krzesło obok siebie i kołysał szklanicą z piwem przyglądając się Lennanowi. Na jego pełnych wargach błąkał się kpiarski uśmieszek, tak bardzo podobny do tego, który zaprezentował przy ich ostatnim spotkaniu. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Łowca przygląda się jego włosom, ale chociaż Jonathan był dość podekscytowany tym spotkaniem, nie zdążyli jeszcze wkroczyć na odpowiednią ścieżkę, jego emocje nie wybuchnęły w nazbyt wielkim stopniu, aczkolwiek widać było, że tym razem jest nieco bardziej rozbudzony. Nadal leniwy, ale jednak czaiła się w nim jakaś iskra, która chyba zamierzała przeskoczyć za chwilę na jego towarzysza, niezależnie od tego, czy ten się na to zgodzi, czy nie.
Jego nos zmarszczył się nieco zabawnie, a dookoła oczu pojawiła się siateczka cienkich zmarszczek mimicznych, gdy Lennan zaczął pić prędko piwo, jakby próbował stąd uciec a najbardziej kulturalny z możliwych sposób. Potem jednak mężczyzna spojrzał wprost w jego jasne oczy i czarownik uśmiechnął się ponownie, tym razem jednak o wiele bardziej zaczepnie, zaś jego spojrzenie, choć jakby nieco senne, zdawało się być podszyte jakąś obietnicą. Być może przypominał teraz człowieka, mężczyznę, w pełni spełnionego, który po prostu wyciąga się spokojnie u boku kochanka. Nie odrywał od niego spojrzenia, choć kiedy Lennan się odezwał przesunął wejrzenie na krótką chwilę na jego wargi, potem zaś uniósł je ponownie.
- Przeznaczenie? Widać Bóg tak chciał! - powiedział na to zdecydowanie kpiarsko, a w momencie, w którym Nocny Łowca zadawał swoje pytanie, włosy Jonathana zaczęły zmieniać kolor. Zdawało się, że pośród czarnych pasm zaczynają przebijać miedziane kosmyki, pomieszane z jasnym brązem, niby podobne, ale jednak inne. Na razie nie było tego wiele, jakby dopiero emocje zaczynały dochodzić u niego do głosu, ale była to jednak zmiana dostrzegalna, niewidoczna jednak obecnie dla czarownika. Ten jednak mógł się domyślać, co się dzieje, biorąc pod uwagę fakt, że jego serce zabiło mocniej. Gra. Och, tak Lennanie, siadłeś właśnie do gry, której reguł nie znasz i będziesz musiał tańczyć zgodnie z krokami, jakie podsunie ci twój partner.
- Noszę perukę, tylko nikomu o tym nie mów - rzucił na to konspiracyjnym szeptem, następnie mrugnął do niego i napił się piwa w całkowicie nonszalancki sposób. Widać było, że nigdzie się nie wybiera, a siedzenie tutaj w towarzystwie mężczyzny sprawia mu prawdziwą przyjemność. Droczył się z nim, ale to jeszcze mocniej go ekscytowało. W końcu owoce zakazane zawsze smakują najlepiej. Lennan również miał w sobie coś, co wyraźnie go kusiło, napięcie, jakie się w nim pojawiało, nie kojarzyło się Jonathanowi z czymś, co widywał u osób świadomych, że mają przed sobą czarownika. Ten lęk był mu wpojony i objawiał się inaczej, niż to napięcie, które wyczuwał przy ich ostatnim spotkaniu. Gdyby naprawdę nie chciał go znać, zacząłby uciekać, tak czy inaczej, tymczasem pytał. Był ciekawski. A to, jak wiadomo, pierwszy stopień do piekła. Nie słyszałeś o tym, króliczku?
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you

Lennan Fairwolf

30


180 cm


Every morning when the sun comes up he brings me coffee in my favourite cup...







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve, Marco
Wychodziło na to, że z nich dwóch to Jon był tym lepiej ubranym. Lennan miał na sobie zwykłą, ciemnozieloną koszulkę z długim rękawem z atrapą guzików przy dekolcie. Kurtkę, którą miał przy pierwszym spotkaniu i chyba jedyną jaką posiadał, miał przewieszoną przez oparcie krzesła. Włosy, wciąż średniej długości opadały mu na uszy. Powoli przekonywał się, żeby zapuścić je jeszcze odrobinę i zacząć związywać. W końcu i tak wszyscy wiedzieli, że nie jest zwykłym Nefilim. Plotki o jego pochodzeniu krążyły, a on nie wstydził się tego. Może jeszcze zapuści brodę? Prawdę mówiąc miał dość codziennego golenia się... W każdym razie takie rozważania zachowywał na chwile samotności, teraz, przyglądając się Kocurowatemu doszedł jedynie do wniosku, że nie tylko stary Verlac dba o swoje ciało. Ta myśl pojawiła się tak nagle, że nawet nie zdążył na nią zareagować, co było w gruncie rzeczy dobre. Dość się spinał przy pierwszym spotkaniu, a może teraz uda się nie sprowokować Jonathana do dziwnych gestów.
Tak... gestów jak gestów, ale samym spojrzeniem Czarownik wprawiał Łowcę w nieznaczne zakłopotanie, co go niezmiernie irytowało. Podświadomie wiedział, że mężczyzna go prowokuje, starał się to jednak ignorować. Choć sam patrzył mu w oczy, poczuł, że wolałby aby Jon patrzył gdzieś indziej. Jego prośba została wysłuchane, jednak szybkie spojrzenie wprost na jego wargi wywołało u Lenna skurcz żołądka. Mimowolnie zwilżył je końcem języka, co zaraz próbował zakryć biorąc kolejny łyk piwa.
- Oczywiście. To jakie byłoby to przeznaczenie? - spytał, jakby nie do końca słuchał jego odpowiedzi, wpatrując się we włosy Kocura. Co miał zrobić, kiedy akurat one go fascynowały? Nie spotkał do tej pory nikogo, kto byłby w stanie zmieniać kolor włosów, a przynajmniej nie widział tego na własne oczy. Teraz zaś siedział przed nim osobnik nader interesujący i odbiegający od tego, co mu wmawiano. Już prędzej Eryka mógłby uznać za zło wcielone. Jednak Jonathan... Chociaż pozory mogą mylić. Tak jak kolor włosów, gdzie między ciemną barwą, Lenn powoli dostrzegał jaśniejsze pasma. Och, jakie to było ciekawe!
- Nie odpowiedziałeś ostatnio na moje pytanie. Jak to działa? Sam wpływasz na ich zmianę, dyktując im jaki mają mieć kolor, czy to zależy od czegoś innego? - dopytał, wracając spojrzeniem do jasnych oczu. - Znam jednego czarownika, który uwielbia iluzje... Czy to też coś na tej zasadzie? - dopytał, przekrzywiając nieznacznie głowę. Właściwie, może mógł przy rozmowie z nim w jakiś sposób skorygować to, co mu wpojono o czarownikach z tym jak ich widział. Nie wyobrażał sobie rozmawiania z Erykiem, który przy byle okazji traktował go jak wroga... No dobra, kumplami nie byli, Lennan mu przeszkadzał cały czas w kradzieżach, ale czy od razu trzeba rzucać czary, iluzje i inne takie?
Może to zasługa piwa, które przyjemnie go rozluźniało, ale poza gestami takimi jak mrugnięcie i intensywne wpatrywanie się w niego, które wywoływały gęsią skórkę na karku oraz dezorientację, Lennan właściwie był spokojny. Może też dlatego, że nie byli sami, że wokół było sporo ludzi? Siedział lekko pochylony nad stołem, opierając się na przedramionach. Jedną dłonią kręcił szkłem, wprawiając piwo w lekkie wirowanie. Pozostało mu mniej więcej na cztery łyki, więc będzie mógł się dość szybko zwinąć, jeśli tylko zacznie być... dziwnie.

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Będąc szczerym - Jonathan nawet kiedy wyglądał źle, wyglądał dobrze. Dbał o to, by w najbardziej krytycznych sytuacjach wyglądać przyzwoicie, a poza tym podobało mu się przestroga, jakąś zasłyszał kiedyś od eleganckiej starszej pani, która głosiła, że zawsze trzeba nosić świeżą, czystą i całą bieliznę, bo nigdy nie wiadomo, kiedy wyląduje się w szpitalu. Nie zmieniło całego jego dotychczasowego życia, ale stanowiło odpowiednią anegdotę dla kogoś, kto nie wrzucał na grzbiet pierwszego lepszego worka pokutnego. Mężczyzna lubił przyciągać spojrzenia, lubił być w centrum uwagi, lubił, gdy inni zastanawiali się, czy warto się do niego zbliżać. Nie miał żadnych oporów przed niesamowicie przelotnymi znajomościami, sprawiały mu wiele przyjemności, ale zaczynał się powoli zastanawiać, czy aby na pewno nie warto byłoby spróbować czegoś innego. Nie wychodziło mu to najlepiej, bo większość swego życia spędził skacząc z jednego miejsca do drugiego i nie skupiając się nad żadnych głębszych uczuciach, ot, zadowalał się powierzchownymi emocjami, które chwilowo go rozbudzały, ale mimo wszystko czasami, ostatnio zdecydowanie częściej, nachodziła go myśl, że albo coś traci, albo w końcu zaczął dorastać do jakiś nowych doznań. A może zatęskniło mu się po prostu za jakąś stałą przyjaźnią, która przynajmniej pozwalałaby mu gadać do kogoś, kto go rozumie, a nie do losowo wybranych osób, z którymi spędzał czas. Albo ćpał. Albo pił. Zależnie od tego, jaki akurat miał okres i czy przypadkiem nie wchodził w taki, czy też inny ciąg. Obecnie nie było po nim widać, żeby miał jakiekolwiek problemy z używkami, może poza tym nieco ospałym spojrzeniem, które jednak stawało się - ponownie - coraz żywsze.
- Być może związek zagubionych dusz? - powiedział na to z namysłem, zdecydowanie prowokacyjnie i przyjrzał się uważnie Lennanowi, który nieznacznie się ku niemy pochylał. Być może robił to nieświadomie, ale mimo wszystko zdawał się okazywać zainteresowanie osobą czarownika, który nie miał nic przeciwko temu. Ponieważ zaś Łowca nie rzucał się na niego i nie spijał każdego słowa z jego ust, był jeszcze bardziej fascynujący. Przekrzywił nieznacznie głowę odnosząc wrażenie, że mężczyzna nieznacznie się spiął, co jedynie wywołało w Jonathanie przyjemne ciepło. Ach tak? Zatem gra właśnie się rozpoczynała, tylko trzeba było ją odpowiednio poprowadzić.
- Wspominałem już o tym, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła? - zapytał uśmiechając się kącikami ust i przymykając powieki, przez co wyglądał tak naprawdę jeszcze bardziej pociągająco. Upił łyk piwa, zakręcił szklanicą, a potem odstawił ją i uniósł dłoń do włosów, by spokojnie przeczesać kosmyki odsłaniając coraz to nowe pasma, zdecydowanie ogniście rude, brązowawe, do tego mignął tam biały pukiel, który zniknął pomiędzy pozostałymi. - O nie, gdzie tam znowu. Iluzja i moje włosy to dwie różne rzeczy. One są takie same, jak moje uszy - zakomunikował na to z tym samym zaczepnym uśmieszkiem co wcześniej, a jego kocie uszy faktycznie zadrżały nieznacznie, jakby w rozbawieniu. Czy wiedział czym były? Skąd się brały? Czy może jednak nie? Jonathan doskonale wiedział, że nie odpowiedział na jego całe pytanie, ale to jedynie mocniej go rozbawiło i na czarnych włosach pojawiły się kolejne białe kosmyki. Spojrzał ponownie wprost w oczy Łowcy. - Jesteś pewien, że chcesz wiedzieć? - zapytał, jakby to miał być największy sekret tego świata, mroczny i niebezpieczny, a coś w głosie czarownika było takiego, że bez wątpienia można było uznać, że właśnie Lennana uwodzi.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you

Lennan Fairwolf

30


180 cm


Every morning when the sun comes up he brings me coffee in my favourite cup...







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve, Marco
Uniósł brwi w niemym pytaniu, jakby nie do końca rozumiał, co właśnie Czarownik powiedział. Prawdę mówiąc zaskoczyło go trafne spostrzeżenie, że należy do tych zagubionych osób. Aż tak było to widoczne? Czy jedynie strzelał w ciemno?
- Związek zagubionych dusz? Skąd przekonanie, że zaliczam się do nich? - spytał, czując jak mimowolnie napinają się mięśnie przy karku. Był zagubiony, a przynajmniej tak się czuł. Niepewny gdzie właściwie jest jego dom, nie będący pół wróżką, jak chcieliby go widzieć mieszkańcy Faerielandu. Krew Nefilim przeważała, ale przez spiczaste uszy niektórzy traktowali go z dystansem. Między budynkami czuł się jak w klatce, ale ciągnęło go do technologii. Wmawiano mu, że mając krew anioła w sobie powinien pilnować aby wszelkie istoty z krwią demona nie przekraczały pewnych granic. Wmiawiano, że dzieci Lilith są przesiąknięte złem, a ludzie są dobrzy i trzeba ich chronić. Ostatnio jednak zabił Przyziemnego, który mordował jak popadło, a przed sobą miał Czarownika, który był niebezpieczny, ale w innym znaczeniu. Właśnie te drugie znaczenie działało na podświadomość Lennana każąc mu odejść, ale wrodzona ciekawość nakazywała siedzieć i czekać co będzie dalej.
- Jeśli piekłem jest wiedza i zrozumienie, to idę w ciemno - odparł nieomal od razu pewnym siebie głosem, unosząc nieznacznie głowę jakby chciał go sprowokować. Widząc mieszankę kolorów w czuprynie Jonathana, Łowca uśmiechnął się krzywo na moment. Zaraz jednak skarcił się w myślach na tak jawną fascynację czyimś wyglądem. Nawet nie czyimś, a wyglądem konkretnego osobnika. Co z tego, że miał zmieniającą kolor czuprynę? Pewnie co drugi taką miał. W końcu Lenn tak naprawdę miał okazję poznać dwóch czarnoksiężników.
- A już myślałem, że nie tylko wiking bawi się moim wzrokiem - rzucił krótko, przenosząc spojrzenie na kocie uszy. Nie wiedział nic o nich. Pamiętał z zajęć, że każdy czarownik ma jakieś znamię. Przynajmniej jedno. Nie pamiętał jednak czy znamię tłumaczy który z demonów jest rodzicem. Inna sprawa, że nie mieściło mu się w głowie posiadanie dzieci przez demony, ale to było mało ważne. Teraz też miał zagwozdkę, czy uszy wiązały się bezpośrednio z konkretnym demonem, czy odzwierciedlały jego osobowość? Chociaż tego dnia wyglądał na bardziej ożywionego niż ostatnio.
Podniósł szklankę do ust, nieruchomiejąc w połowie drogi. Starał się zagłuszyć alarm pod nazwą "facet próbuje cie omamić", który pojawił się w reakcji na ton głosu Jona. Spojrzał jedynie pewnym siebie spojrzeniem w jasne oczy czarownika.
- Kim byłbym, gdybym rzucał pytaniami nie chcąc znać odpowiedzi? - dlaczego tylko mam wrażenie, że te pytanie byłoby dobrze cofnąć? dokończył w myślach, po czym napił się spokojnie piwa. Nie planował się uśmiechać, ale jego spojrzenie samo błyszczało nieomal dziecięcą ciekawością, jakby budził się w nim ten krnąbrny chłopak, którym kiedyś był. Inna sprawa, że powinien mimo wszystko zachować ostrożność. W końcu demony kusiły słodkim głosem i anielskim wyglądem, po czym okazywało się, że ma się do czynienia z naprawdę groźną bestią. Może właśnie ta świadomość wywołała gęsią skórkę na ramionach Lennana, który dla rozwiania napięcia poruszył się, podciągając rękawy koszulki, po czym wrócił do poprzedniej pozycji i bawienia się szklanką.
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Może nieco strzelał, a nieco wiedział? Żył już od tak wielu lat i obserwował tak wielu śmiertelnych, że pewne rzeczy stawały się dla niego oczywiste. Dostrzegał je, rozpoznawał i wyłapywał, być może nawet wcześniej niż inni, niż ci, których one dotyczyły. Poza tym chyba całkiem spokojnie mógł założyć, że ktoś, kto jest Nocnym Łowcą, ale nosi w sobie krew wróżek, nie jest do końca pewien własnej tożsamości. Kiedy nie byłeś do końca żadną ze stron, nigdy nie umiałeś w pełni dojść do tego, jaki jesteś, co się w tobie kryje i do kogo powinieneś przynależeć. Jonathan również nie był zwyczajnym śmiertelnikiem, nie był jednak także demonem, który wyłania się z piekielnych czeluści albo wydobywa się z innych światów, które zamieszkuje. Łatwo było powiedzieć, że jest czarownikiem, ale co to tak naprawdę oznaczało? Kim był? A Lennan? Kim on był? Czy to wiedział?
- Masz to wypisane nie tyle na twarzy, co na... - rzucił dotykając przelotnie własnego ucha. To momentalnie skuliło się zupełnie po kociemu, jakby dotknęło go niechciane źdźbło trawy, czy coś podobnego. Mężczyzna aż lekko przechylił na bok głowę, jakby chciał pozbyć się natrętnej rzeczy zakłócającej jego spokój, a następnie spojrzał wprost w oczy Łowcy, wracając do niego niczym ćma do ognia. - Natomiast czym jest związekchyba wiesz - dodał jeszcze.
Przez oblicze Jonathana przemknął jakiś blask, którego nie dało się właściwie opisać. Radość? Z pewnością, w końcu jego włosy niemalże całkowicie zalały się bielą, prędko jednak stały się miedziane, potem zaś zdawało się, że przez chwilę faktycznie bawią się w twistera zmieniając swoją barwę, jakby czarownik nie umiał się do końca zdecydować co do tego, co czuje. Lennan mógł jednak z całą pewnością obserwować, jak mężczyzna przeciąga się jakby, niczym jakiś kot, coś w nim w każdym razie ożyło, tak samo jak w leniwym futrzaku, który nagle dostrzega swą potencjalną ofiarę, którą warto gonić. Zaraz jednak powieki ponownie osunęły się na jego jasne oczy skrywając je nieco za gęstą zasłoną całkiem długich rzęs.
- Zapraszam. Tylko się nie zgub, bez światła czasem trudno znaleźć drogę powrotną - stwierdził na to Jonathan, a na jego wargach zadrgał zdecydowanie kpiący uśmiech. Na pewno chcesz wejść do piekieł, Łowco? Mimo wszystko coś w postawie czarownika było takiego, jakby chciał mu powiedzieć, że tam, w ogniach demonicznych, kryje się wiedza, o jakiej nawet nie śnił. Kryje się coś, co dla zwykłego śmiertelnego może nie mieć znaczenia, ale dla kogoś dociekliwego, kogoś obdarzonego wielkim umysłem... Gdyby Lennan się nad tym zastanowił, mógłby dojść do wniosku, że siedzący przed nim mężczyzna zarzucił wędkę z niesamowicie smakowitą przynętą i czeka, czy ten zechce ją chwycić. Czy połknie haczyk.
- Wiking? Doprawdy, nie wiedziałem, że jacyś przetrwali do naszych czasów. Czy dalej gwałci, grabi i pali? - spytał zaczepnie, zachowując pozorną nonszalancję, co nie było dla niego szczególnie trudne. Do jego głowy dotarł jednak obraz pewnego czarnoksiężnika, który mógłby odpowiadać wskazówkom dawanym mu przez Łowcę. Wiking bawiący się iluzją brzmiał co nieco znajomo, ale Jonathan wolał nie wysuwać pochopnych wniosków, lepiej byłoby po prostu rzeczonego odszukać i przekonać się na własne oczy, czy mowa o kimś, kto w gruncie rzeczy swego czasu był mu dość blisko. Mógł również, jak właśnie to robił, nieco pociągnąć Lennana za język, bo kto mu broni? Jeśli mężczyzna będzie dalej taki chętny do chodzenia po bagnie, to pewnie jeszcze się z czymś zdradzi. To zaś, że zamierzał iść dalej ku jakiemuś wewnętrznie wyznaczonemu celowi było dla czarownika coraz bardziej oczywiste, a jeszcze mocniej podobało mu się to, że Łowca, chociaż przecież tak uparty, odpowiadał na jego ruchy. Może podświadomie, ale chciał zagrać z nim w grę, której zasad w ogóle nie znał. To nieznacznie pochylone ku niemu ciało, to dążenie do odkrycia sekretów, Jonathan był pewien, że zżerała go wewnętrzna ciekawość a propos i innych kwestii. Wolał jednak grać dalej, tym bardziej, że Lennan nie pokazywał mu jasno, czego oczekuje, to zatem była odpowiednia rozgrywka, by rozłożyć go na łopatki i wydobyć to, co kryło się w środku tego zatrzaśniętego skorupiaka.
- Tchórzem - zakomunikował, a jego jasne oczy błysnęły, gdy spojrzał wprost w jego oczy, jakby chciał się w nich zanurzyć. Całkowicie i bezdennie.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you

Lennan Fairwolf

30


180 cm


Every morning when the sun comes up he brings me coffee in my favourite cup...







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve, Marco
Był po prostu Lennanem. Kimś kto uparcie szukał swojego domu. Jakiś czas temu, w trakcie treningu z Nico rzucił słowami, że tam nasz dom, gdzie nasze serce. Liczył, że po odnalezieniu ojca, tego jednego brakującego puzzla w jego życiu, do tego tak blisko Faerielandu, będzie czuł się na miejscu. Niestety znalezienie brakującego elementu układanki odsłoniło jedynie kolejne luki w całości. Wychodziło więc na to, że Jonathan był naprawdę dobrym obserwatorem. Właściwie co w tym dziwnego? Mężczyzna zachowywał się tak, jakby całym sobą interesował się swoim towarzyszem, jakby naprawdę chciał poznać to, o czym Łowca myśli, a nie jedynie siedział dla zabicia nudy. To było na swój sposób niepokojące.
Spojrzał pytająco, ale widząc jak Jon dotyka własnego ucha Lenn parsknął śmiechem, przeczesując dłonią włosy. Pozwolił tym samym aby kosmyki opadły za uszy, pokazując je w pełnej krasie. Dla Przyziemnych były całkiem zwyczajne, ale żyjący w podziemiu widzieli i to przed nimi Fairwolf chował je pod włosami. Nie przepadał za tłumaczeniem się i udowadnianiem, że jest wierny Clave. Im więcej musisz coś udowadniać tym mniej masz na to ochotę. Na szczęście w Yorku było swobodniej niż w Meksyku.
- Chyba to nawet dobre słowo[b] - przyznał, nieznacznie kiwając głową. - [b]Jednak nie użył bym go w odniesieniu do ciebie i mnie - dokończył poważnie, choć oczy błyszczały mu zaciekawieniem. Wolał być ostrożny, jednak to tak bardzo hamowało zaspokajanie ciekawości, że aż czuł jak coś go w środku skręca. Niestety księgi dostępne w bibliotekach Instytutów były jedynie teorią, nie zawsze wyjaśniającą sprawy do końca. Zawsze praktyka uczyła więcej, pozwalała wyciągać własne wnioski. W lesie, przy pierwszym spotkaniu Lenn twierdził, że wystarczyłaby teoria o bramach. W rzeczywistości jednak miał świadomość, że i tak wpadłby w nią zżerany myślami "co jest po drugiej stronie? Gdzie to prowadzi? Co byłoby gdyby...". Prawdę mówiąc często żałował takich chwil, ale jego życie było krótkie. Chciał wiedzieć wszystko, choć i tak umrze głupi.
Kolejna seria barw przelała się przez włosy Czarownika, który wydawał się budzić do życia. Lennanowi błąkał się na ustach krzywy uśmieszek, jakby odczuwał rozbawienie mężczyzną. Powoli znikało całe napięcie wywoływane gestami tak zbliżonymi do uwodzenia, że Łowcę przechodziły ciarki.
- Przyzwyczaiłem się do jednego rodzaju ciemności, to i z kolejnym sobie poradzę - odparł śmiało, bez cienia niepewności. Teraz myślał już tylko o jednym - o odkrywaniu kolejnych ciekawostek, pokonywaniu pojawiających się niewiadomych. Nawet tak prozaicznych jak magiczna mutacja włosów, czy uszu. Słyszał, że przywódczyni czarowników miała gadzie łuski na twarzy. Zastanawiał się, czy to są tylko znamiona, czy jednak ułatwiają im niektóre aspekty życia. A może było odwrotnie? Pozostawała dalej kwestia wpływu demonicznej krwi na ich życie i osąd. Czy naprawdę pochodzenie stanowiło o osobowościach? Czy zrodzony z demona musiał być zły? Tyle pytań nagle przelało się przez myśli Łowcy, że przymknął oczy, pocierając kark dłonią. Nie powinien pić, to tylko nakłaniało go do rozważania o całej istocie bytu.
Zaśmiał się cicho, podnosząc na nowo spojrzenie do jasnych oczu.
- Grabi na pewno, a co do reszty... - odpowiedział, po czym wzruszył ramionami. Nie podawał imienia, ponieważ coś zawsze go przed tym powstrzymywało. Niby czarownicy to nie wróżki, ale raczej nikt nie chciałby aby mówiono o nim na lewo i prawo. Nie spodziewał się jednak, że Erik i siedzący przed nim White mogą się znać. Wtedy raczej milczałby jak grób.
- Och, wiele można o mnie powiedzieć, Jonathanie, ale na nie to, że jestem tchórzem - odparł cicho, zaciskając palce mocniej na szkle. Chciał się napić, ale o dziwo rozmowa nawet mu się podobała, a to sprawiało, iż nie chciał już wychodzić. Nie podobała mu się również możliwość nazwania go tchórzem. - Jest wiele rzeczy, które chciałbym wiedzieć, ale zawsze dobrze zacząć od najprostszych, jak to - dodał, zerkając znacząco na włosy Kocura i jego uszy.
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Owszem. Interesował go Nocny Łowca, który jedynie początkowo sprawiał wrażenie przerażonego i skupiającego się jedynie na tym, czego go nauczono, co wtłoczono w jego głowę, co mu opowiedziano. Z każdym kolejnym słowem, każdą kolejną uwagą i prowokacją Jonathan czuł, że jest w stanie wkroczyć głębiej, sięgnąć gdzieś dalej, dotknąć czegoś, co mu umykało. Obserwował zatem, dokładnie tak, jak robią to koty czające się na swoją ofiarę. Posiadał również wiedzę, którą skrzętnie magazynował w zakamarkach swojego umysłu i nie dzielił się nią na prawo i lewo, aczkolwiek spostrzeżenia dotyczące Lennana nie były już, jak widać, dłużej tajemnicą. Stanowiły jednak element swoistej gry, sprawdzenia, jak mężczyzna zareaguje na tę uwagę, czy w ogóle się do niej odniesie, czy zechce brać w tym nadal udział. Poza tym ciekaw był, czy Nocny Łowca zareaguje gniewem. Czy może zwinie się niczym ślimak i zniknie w swej skorupie próbując obronić się przed tym, co dało się z niego wyczytać jedynie na podstawie kilku, niemalże fizycznych, spraw?
Śmiech. Nic dziwnego, że wywołał on na obliczu Jonathana coś na kształt samozadowolenia, a jego jasne oczy nabrały dodatkowego blasku rozbudzając się po długim czasie snu, w którym był pogrążony. Teraz bez dwóch zdań czuwał, czekał, czaił się i chciał jeszcze więcej. To było niczym spijanie jakiegoś nektaru, jakiejś ambrozji, która rozlewała się po jego ciele niczym najmocniejsze procenty. Pochylił się nieznacznie w stronę Lennana popychając czubkami palców szklanicę, która zakołysała się niebezpiecznie. Przekrzywił również głowę, co powodowało, że sprawiał wrażenie jeszcze bardziej zaciekawionego.
- Dlaczego? - zapytał prosto. Z pozoru nie kryło się tutaj nic więcej, ot, zwyczajna ciekawość, chęć uzyskania odpowiedzi na pytanie, dociekliwość, próba wyjaśnienia pewnych kwestii. To było jednak jak misterne zarzucanie kolejnych sieci, które miały opleść Lennana, które miały zmusić go do myślenia o nich. O czarowniku i Łowcy. Brzmiało niemalże jak z baśni, która wcale nie musi kończyć się dobrze, ale z całą pewnością jest ekscytująca i pełna najróżniejszych scen, których na pewno nie dałoby się uznać za najłagodniejsze na świecie. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że w jakimś stopniu fascynuje Lennana, nie jako mężczyzna, ale jako potomek demona. Widział to, czuł, dostrzegał. Wiedział jednak również, że umiejętnie posługuje się swym czarem, by wprowadzić Łowcę na ścieżki, na których chciałby go widzieć. Napięcie ustępowało miejsca zaciekawieniu, a mężczyzna chwytał całkiem łatwo rzucane mu haczyki dając się omamiać, chociaż sam siebie przed tym przestrzegał.
- A cóż to była za ciemność, że tak odważnie decydujesz się wkraczać w miejsca, które są ciemne nawet dla licznych czarowników? - zapytał zatem patrząc na niego nadal uważnie. Nie przejmował się za bardzo tym, że ktoś w pubie ich usłyszy, panowało tutaj coraz większe poruszenie, a nawet gdyby ktoś wyłowił z jego słów pewne sformułowania, pewnie uznałby go za nieco zalanego albo prowadzącego jakąś niezrozumiałą grę z drugim mężczyzną. Jedna z tych dwóch rzeczy działa się naprawdę i nie było trudno zgadnąć, która dokładnie. Do tematu drugiego maga nie wracał, a przynajmniej na razie, pozbierał jednak w myślach rzucone mu elementy i doszedł do wniosku, że z dużym prawdopodobieństwem opowieść Lennana dotyczy właśnie Erika, co za tym zaś idzie Jonathan postanowił go odszukać, zobaczyć, co u niego i sprawdzić, co dokładnie mężczyzna robi w Yorku. Czyżby przystał do organizacji czarowników i obecnie wykonywał jakieś niemądre zadanka dla podniesienia prestiżu tego samozwańczego stowarzyszenia? To nie było jednak teraz istotne, tym bardziej, że Łowca wyrażał się tak, jakby czarownika nie lubił, a chociaż Jonathan chciał go podjudzać i drążyć, to wcale nie w tym zakresie. Wolał nieco inne tematy, zdecydowanie inne.
- Pozwól zatem, że wyprowadzę cię z błędu. To jedna z najtrudniejszych rzeczy, które dotyczą takich jak ja - odparł na to prostując się i śmiejąc mniej więcej tak, jak poprzednio w lesie. Jego włosy oczywiście reagowały ponownie na jego zmiany nastroju, aczkolwiek obecnie nie aż tak efektownie jak chwilę wcześniej. To były niewielkie, łagodne przejścia, wręcz bez polotu.
Czekał. Zastanawiał się.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you

Lennan Fairwolf

30


180 cm


Every morning when the sun comes up he brings me coffee in my favourite cup...







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve, Marco
Drgnął tak, jakby chciał uciec, ale resztkami silnej woli zatrzymał się w miejscu, gdy tylko Jonathan nieznacznie pochylił się w jego stronę. Lenn wychwycił ten ruch i poczuł napięcie we wszystkich mięśniach. Coś dyktowało mu, że powinien przerwać zabawę, wyjść. Jednak cichy głosik przekonywał, że pozostanie w pubie, przynajmniej do końca piwa w szkle, nie jest złe. Głosik obiecywał, że nie będzie żałować, a mężczyzna postanowił zaufać ciekawości. Może było to szaleństwem, ale ostatnio miał dziwne wrażenie, że nie byłby pierwszym w rodzinie, który robił nieprzemyślane rzeczy. Poza tym, oni tylko rozmawiali. Czy może być coś złego w rozmowie?
- Nie ta liga - odpowiedział prosto z mostu, nawiązując do pierwszego skojarzenia z tym słowem, jakie przyszło mu do głowy. Jon dobrze rozumiał zachowanie Lenna, który był nim oczarowany, ale jako czarownikiem, nie mężczyzny. Z tego powodu mimowolnie spinał się przy niektórych gestach, choć reszta jego ciała działała jakby w opozycji. W końcu, zamiast wyprostować się, gdy tylko Whtite nachylił się odrobinę, Lenn tkwił w miejscu. Zastygł tylko w bezruchu, gotów do odsunięcia się w każdej chwili. - Choć ja tam właściwie znam pojęcie związku jedynie w teorii - dodał, bez zastanowienia, zerkając w zamyśleniu gdzieś w bok, ponad ramieniem Jona. Miał kilka na swoim koncie, ale wszystkie były na zasadzie "związek, nie związek, pisz pan związek". One nie miały nikogo, on nie miał nikogo, ale na dłuższą metę nie wychodziło, a on nigdy nie interesował się dlaczego. Teraz jednakże nie była to chwila na przemyślenia, czy było warto spróbować zawalczyć o którąś. Wrócił spojrzeniem do czarownika, rejestrując, że prawdopodobnie obaj byli dla siebie książką, którą warto przeczytać.
Zamyślił się na moment, starając się dobrać słowa, jakimi mógłby odpowiedzieć na zadane mu pytanie. W jakich ciemnościach już był...
- Największa ciemność i tak jest w nas samych. Tam są prawdziwe demony, których należy się bać, bo z nimi nie jest łatwo wygrać. Na całą resztę zawsze znajdzie się sposób - zaczął ostrożnie, stukając cicho palcami o blat stołu. - Wiedza, nawet najmroczniejsza daje światło zrozumienia. Wiem, że wiele z tematów nie będę w stanie pojąć, bo nie jestem jednym z was... Mimo to zamierzam drążyć tak długo, aż na swój sposób zrozumiem to, wobec czego mam różne wątpliwości - dokończył myśl, wiedząc że rozmowa z początku dotyczyła czegoś zupełnie innego. W końcu zaczęli od pytania o włosy. Prostego pytania, na które już dawno powienien uzyskać odpowiedź, a która wciąż nie padała. Jednak za tym pytaniem rodziły się kolejne, które planował dalej zadawać.
- Unikasz odpowiedzi - stwierdził marszcząc brwi i przekrzywiając lekko głowę w lewą stronę. - Czyżbyś bał się udzielić mi odpowiedzi? A może znalazłeś już kogoś innego do nauki? - rzucił, bez zastanowienia nawiązując do pierwszego spotkania i zdania, które go wtedy skrępowało. Używając go na swoją korzyść udawał, że wcale go nie rusza. Liczył, że uda mu się go w końcu sprowokować do udzielenia odpowiedzi. Wbił swoje spojrzenie w mężczyznę, postanawiając nie odpuścić. - Dlaczego stają się białe, albo rude? Skąd te zmiany?

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Zauważył to spięcie, jakie się w nim pojawiło i wiedział doskonale, że za wczas na takie posunięcia. Nie mógł go zbyt wystraszyć już na początku, bo później nie będzie mógł wykonać żadnego kolejnego, nowego gestu. Tego zaś z całą pewnością nie chciał, bo zależało mu na tym, żeby dotrzeć jeszcze dalej, złamać kolejne bariery i zobaczyć, co się za nimi znajduje. Nie mógłby jednak tego sięgnąć, gdyby ostatecznie zaczął naciskać w tym momencie, musiał grać umiejętnie, powoli, przesuwać tak figury po planszy, by nie tylko niszczyć przeciwnika, ale również po to, by ten mógł pozbywać się jego. To była wtedy idealna równowagi, idealna partia, która prowadziła do momentu ekscytującego finału. Dlatego też, chociaż Lennan nigdzie się nie ruszył, Jonathan wycofał się spokojnie, przyjął swoją poprzednią pozycję, jakby zupełnie nic się nie stało i przymknął nieznacznie oczy, by zaraz zaśmiać się pod nosem i spojrzeć spod rzęs na siedzącego przed nim mężczyznę.
- Zdradź mi sekret i powiedz, co to za niezwykła liga - poprosił rozbawiony, a potem zmarszczył nieznacznie nos. Nie spodziewał się takiej szczerości po mężczyźnie i przez chwilę analizował, czy należy się odzywać. Dopytywanie się o szczegóły byłoby całkowicie niepotrzebne i pewnie tylko by go zirytowało, ale mimo wszystko czarownik chciał mu dać do zrozumienia, że ponownie wszedł na teren, który sam doskonale znał. Nie zamierzał się jednak nad tym rozwodzić, nie miało to najmniejszego sensu, uśmiechnął się zatem jedynie przelotnie kącikami ust. - Zadziwiające, jak wiele nas łączy - rzucił po prostu, niczym kolejny smakołyk, kolejny przysmak, który miał go zwabić i spowodować, że Łowca wejdzie nieco głębiej w bagno, jakie dla niego przygotował. Chociaż właściwie, czy kąpanie się w nim byłoby czymś złym? To nie była mordercza, nieprzyjemna bryja, ale coś o wiele słodszego i bardziej ekscytującego.
Przekrzywił głowę widząc, że Lennan się nad czymś poważnie zastanawia, a gdy się odezwał, włosy czarownika ponownie zaczęły zmieniać barwę. Zdawało się, że matowieją, szarzeją w niezbyt elegancki sposób, jakby blakły, a jednocześnie dawały jasno znać, że z Jonathanem dzieje się coś nowego, chociaż nadal nieznacznie się uśmiechał. Siedział teraz jednak tak, że przez dłuższy moment Łowca nie był w stanie dostrzec jego oczu. Jonathan zastanawiał się nawet, czy do mężczyzny dotrze, co właśnie powiedział, o czym wspomniał patrząc na czarownika, kogoś zrodzonego z krwi demona, z jego pragnień, kogoś, kto całe życie boryka się z demonem w swoim wnętrzu.
- Zatem jesteśmy fascynujący... - rzucił wpatrując się w blat, przez co sprawiał wrażenie, jakby zasmuconego, jakby coś go zabolało, ukuło. Może trochę grał, może jednak było w tym ziarno prawdy, być może nieco więcej niż ziarno, bo cała jej masa. Jonathan jednak nie zamierzał przyznawać wprost tego, jakie wrażenie wywarło na nim stwierdzenie Lennana. To było niczym dręczenie tygrysa, albo bicie i tak już zbolałego psa, wybór należał do Łowcy, w końcu to on musiał określić, co czuje, gdy tak patrzy na czarownika, który momentalnie uniósł szklanicę i napił się piwa, potem zaś spojrzał ponownie w oczy Lennana, a w jego własnych kryło się coś nowego, ale coś, czego nie umiał określić tak łatwo, coś, co było tajemnicą.
- Nie wiem, czy pytasz o ich naturę, czy o ich zdolności - odpowiedział w końcu patrząc na niego dość uważnie. - Zmieniają się pod wpływem emocji, to nie jest żadna magiczna zdolność, jeśli o to pytasz - wyjaśnił zatem wiedząc, że czasami nie można przeciągać za mocno liny, czasem trzeba oddać ją drugiej stronie, by ta pociągnęła ją ku sobie, by poczuła, że ma coś na kształt władzy i może decydować o pewnych kwestiach. Przez chwilę milczał jeszcze, jakby chciał, żeby Lennan dobrze pojął to, co właśnie mu przekazał, jakby chciał, żeby mężczyzna zastanowił się nad odbitą w jego stronę piłeczką. - Nie spotkałem jeszcze nikogo tak żądnego wiedzy, jak ty - powiedział w końcu upijając kolejny łyk piwa i zdawałoby się, że jest to mimo wszystko uwaga bez większego sensu, bez większego znaczenia, ale Łowca spokojnie mógł ją pojąć i dostrzec jej drugie dno, starannie ukryte pomiędzy tą zwyczajną wymianą zdań.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo