Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator
[Cytuj]
Cmentarzysko
Stare, zamknięte już cmentarzysko, będące miejscem masowego pochówku wielu Podziemnych. Wejścia bronią dwa gargulce po obu stronach ciężkiej bramy, a całość jest ogrodzona betonowym murem. Na brukowanych chodnikach znajdują się lampy, które już dawno przestały dawać światło, a same groby przypominają bardziej zarośnięte chaszcze niż miejsce spoczynku. W głębi miasta umarłych znajduje się kapliczka, z której, jak miejscowi się zarzekają, o północy słychać dźwięk organ.

Bevin Traveley

516



The higher I go, the harder I fall







[Cytuj]
Multikonta: Yuu
Pierwszy wrześniowy wieczór zastał go siedzącego na schodach małej kapliczki cmentarnej, bawiącego się telefonem. W końcu gdzie chodząca śmierć ma przebyć jak nie na swoich włościach? A miał tyle planów na sierpień! A jednak jego lokator skutecznie uniemożliwił mu je wszystkie za jednym zamachem. Czy żałował? Ani trochę, w jakimś stopniu nawet twierdził, że zasłużył, biorąc pod uwagę wydarzenia z całego roku.
Schował zmęczone źrenice pod powiekami, a głowa opadła na przedramiona. Miał już szczerze dość demona, irytował go i siał w jego umyśle kompletny chaos. Koszmary nasilały się, wszystko dookoła niego obumierało, a poczucie osamotnienia dawało o sobie dość brutalnie znać. Gdy po raz pierwszy zorientował się, co się z nim stało, szczerze się ucieszył. Idiota był .. bezpieczniejszy, jak go pamięć nie myliła, demony potęgowały siłę, a dusza? Kto by się tym przejmował? Jak to mówią nałogowcy, na coś umrzeć trzeba.
Dopiero po kilku godzinach, gdy odmawiał kolejnego spotkania, tworząc jakieś bzdury na poczekaniu, zrozumienie zaczynało spływać na niego falami. Obiecał zająć się Anastazją, i co? Zamiast rozkoszować się jej kawą, siedział na zimnych płytkach na opuszczonej przez człowieka ziemi. Natomiast SMS od Niny sprawił, że przynajmniej jedna troska ulżyła na wycieńczonej psychice. Wiedząc, że faerie jest w dobrych rękach, postanowił się zająć bardziej.. problematyczną kwestią.
Przeglądając listę kontaktów, szukał najbardziej wiarygodnego czarownika. Jakimś cudem do głowy przyszli mu jako pierwsi Kenzo z Owenem, obaj mieli zacięcie naukowe, ale jak zwykle zapadli się pod ziemię, gdy byli potrzebni. Następnie lista przewinęła się do Z, gdzie miał zapisaną pewną Złośnicę, która wypominała mu jego drobną wpadkę przy każdej możliwej okazji. Yeah, to powinno przejść.
Puścił jej szybką wiadomość, sprawdzając grunt. Jakie było jego zaskoczenie jak odpisała, iż była na Moczarach! Oups, chyba ostatni wyczyn mógł przebić wazę.
Po jakichś trzydziestu minutach postanowił w końcu zebrać się na odwagę, wciskając zieloną słuchawkę.
Opal Lengyel
[Usunięty]
Opal Lengyel
[Usunięty]
[Cytuj]
Wiadomość od Bevina zaskoczyła ją, jednak też uspokoiła. Cała ta wyprawa na moczary raczej udała się średnio, a już na pewno w ostatniej fazie została zrąbana po całości. I tu właśnie odzywał się winowajca. Tak, widziała, że to Bevin uszkodził kryształ. Była na niego przez to zła. Złość ta jednak trochę bledła, patrząc, że sam zemdlał i został pozostawiony w dość niesprzyjających warunkach. Trochę słabo, ale trzeba było ratować własne życie.
Telefon odebrała w znacznie przyjemniejszym miejscu od wróżka. A mianowicie w swojej wannie. Tak, potrzebował trochę relaksu dla ciała oraz duszy i właśnie tu postanowiła spędzić najbliższą godzinkę lub dwie (woda podgrzewana za pomocą magii = brak jej stygnięcia = można z niej długo nie wychodzić).
Spojrzała na wyświetlacz komórki i z westchnięciem kliknęła zieloną słuchawkę. Dobrze, że wykosztowała się na wodoodpornego smartphone'a. Przynajmniej nie będzie później płakać, jak jej wleci do wody.
Ach, i tak ogólnie to jaka Złośnica? A nich się dorwie tylko do twojego telefonu Bevinku i to zobaczy. Pozmienia ci nazwy wszystkich kontaktów. A siebie nazwie Trzeba Było Mnie Tak Nie Nazywać. O tak, odpowiednia kara.
Ale wracając do rozmowy.
- No hej – zaczęła dość spokojnym głosem. - Wytłumaczysz mi co tam ci potrzeba? - wyciągnęła się wygodniej w wannie i założyła nóżki na jej brzeg.
 

Bevin Traveley

516



The higher I go, the harder I fall







[Cytuj]
Multikonta: Yuu
Są sytuacje, kiedy nie ufa się nawet bezpośredniej komunikacji na linii A-B. Czasem warto było jednak zaufać wyłącznie słowom, bo jeszcze nie daj Królowo jakiś Carełek lub inny brzydki Nineł dorwą mu się do skrzynki SMSowej i co wtedy? Przypał bracie i nawet nie zdążysz się obejrzeć, jak Twoja głowa wyląduje na jakimś zacnym stole.
Czy wyczuł złość? Pewnie, że tak. Prawdę mówiąc, zdziwiłby się, gdyby jej nie było, mimo wszystko był bezpośrednim czynnikiem zniszczenia ruin, które czarownicy chcieli odbudować. A jednak wiedział, że cena była adekwatna do rezultatu i szczerze cieszył się, że mógł ją zapłacić. Otarł zażenowany kark, przymknął oczy, wsłuchując się w głos wiedźmy. A jeszcze niedawno sam jej powtarzał, żeby uważała na siebie na bagnach... O ironio.
-Potrzebuję kilku ksiąg ze Spiralnego. Jak najbardziej detaliczne dotyczące opętań, zwalczania demonów, ewentualnie jak działa "przekazywanie" demona między istotą A i B. - choć wiedział, że był sam, wolał jednak ściszyć głos przy ostatniej frazie. Jakimś cudem nie był dumny ze swojego lokatora, szczerze pragnąc się go pozbyć w diabły. Przeczesał dłonią przesiąknięte siarką włosy, czując, jak oczy same mu się zamykają. Nie, jeszcze nie czas na sen. A najlepiej w ogóle, zdając sobie sprawę, że będzie wówczas najbardziej bezbronny na atak ze strony upartego demona.
-Jeżeli chodzi o ew. zapłatę, nie martw się. - dodał szybko, dopiero zdając sobie sprawę, że prośba tego kalibru raczej nie będzie w geście szybkiej wyprawy do Zamku. -Wyznacz miejsce, a przyniosę to, czego zażądasz. - nie zamierzał narażać Opal na większe zagrożenie, które już szykował innemu czarownikowi. Jeżeli jego podejrzenia były trafne, wiedźmoki nie do końca zgadzali się, by obce istoty wkraczały na ich ziemie. Jednakże nie do końca interesował go los biedaka, który zapewni mu transport na ziemie Dzieci Demonów. Jedynie pragnął wrócić do domu.
Opal Lengyel
[Usunięty]
Opal Lengyel
[Usunięty]
[Cytuj]
Jak widać, Opal wróciła cała i zdrowa, bo nie pakowała się w niebezpieczne sytuacje. Bevin za to powinien się za siebie wstydzić, że upomina młodszych, a sam się do swoich raz nie stosuje. Hipokryzja zatwierdzona.
Okej, wysłuchała prośby wróżka. I jeśli na samym początku rozmowy miała raczej radosny wyraz twarzy, tak teraz przyjęła pokerową twarz.
- Bevinie – zaczęła z nutą troski. - W coś ty się w plątał? Bo nie uwierzę, że dane książki będziesz czytał w ramach zabicia nudy. Opętania, zwalczanie demonów? - pokręciła głową i podniosła się do pozycji siedzącej, sprawiając przy tym, że woda lekko zachlupotała. Co gorsza, samo wyniesienie ze Spiralnego Labiryntu tych książek, mogło się okazać trudne i ryzykowne. Ale co? Miała zostawić Bevina samego sobie i nic w tej sprawie nie zrobić? Westchnęła ciężko, wiedząc, że i tak mu pomoże. - Dobrze, zobaczę, co uda mi się dla ciebie znaleźć – odpowiedział, nie wspominając, że nie będzie to proste zadanie.
A co do kwestii zapłaty. To nie potrzebował niczego w zamian za tą przysługę. Jednak co szkodziło zapytać się wróżka o pewne informacje.
- Spotkałeś się z waszym Królem, prawda? - zapytała się, badając teren. - Jeśli tak, opowiesz mi coś o nim? To może być twoja zapłata - poprosiła. Miała mieć z nim niedługo ważne spotkanko, a wypadało wybadać wcześniej teren.
I jeśli kogoś to ciekawiło, to stanowczo nie pochwalała pomysłu Bevina o wykorzystaniu kogoś, by dostać się do Spiralnego. Dobrze wiedziała, czym to grozi. A była to cholerna śmierć w męczarniach. I nie życzyła tego nawet najgorszemu wrogowi.
 

Bevin Traveley

516



The higher I go, the harder I fall







[Cytuj]
Multikonta: Yuu
Do czego to dochodziło, by wiedźmy w wieku Opal zaczęły się o niego martwić? Słabo to trochę wychodziło, ale akurat tych ksiąg mu brakowało w jego biblioteczce, jako że faerie bardziej skupiały się na magii per se niż na swoich radosnych demonicznych korzeniach.
-Wyprawa na Moczary okazała się dość brzemienna w skutkach, a zniszczenie ruin zdecydowanie nie było w moich planach. tak po prostu.. wyszło. - zakończył koślawo.
Dźwięk po drugiej stronie był odrobinę niepokojący, dlatego nim zdążył się ugryźć w język, zapytał na szybko:
-Wszystko w porządku? - oj tak Bevinie, bo masz czas i możliwości troszczyć się o innych, brawo.
Odetchnął z ulgą, słysząc, że wiedźma zgodziła się na bądź co bądź dość nietypową prośbę. To już dużo dawało, potem zostawało już tylko zmanipulować czarownika, by przeprowadził go do Spiralnego, przekazać demona i czmychnąć, nim władze zamkowe zdążą go powiesić na jakiejś zgrabnej jodle (nie pytajcie czemu jodła!). Znając życie, tak kolorowo nie będzie, ale jak to mówią brytyjskie żabojady: Baby steps.
Miał już protestować oraz unosić się honorem na bezinteresowność Lengyel, gdy doszło do niego pytanie o obecnie im panującego Władcę. Wszelkie wcześniejsze pozytywne emocje zaczęły przenikać się z konsternacją, która zgrabnie przechodziła w dyskomfort oraz podsycany przez demona gniew. Czasem faerie miał wrażenie, iż przeklęta istota nie żywiła się jego duszą, a każdą iskierką złości, spokojnie tlącą się w podświadomości. Mimowolnie głos nabrał chłodniejszego tonu, kryjąc małe płomyki furii na uzurpatora.
-Oh? Czyżby Cię czekało spotkanie? - Bevin jej szczerze współczuł. Odwlekał spotkanie z władającym tak długo, jak tylko się dało, a nawet wypowiedzenie przynależności do Dworu zrobił w formie pisemnej, bo nie chciał patrzeć na tę twarz. Nie ważne co twierdziły pogłoski, Bevin nadal trwał w przekonaniu, że Azjata przyłożył rękę do zniewolenia Raffaela w krysztale i nie zamierzał w tej kwestii ustąpić. -Do spotkania twarzą w twarz nigdy nie doszło, tego "zaszczytu" ponoć dostąpił Arthur Halloran, mój mentor. Dodatkowo legendy krążą, że Książę powrócił na Dwór, czasem zastępując ojca w niektórych zadaniach. Dlatego to, co ja wiem, to są zasłyszane plotki, którymi jak najbardziej się podzielę, o ile chcesz ich wysłuchać. - wiedział, że znowu Opal może czuć się zawiedziona brakiem stuprocentowych faktów, jednak wolał postawić sprawę jasno. A jaką decyzję podejmie kobieta? A to już od niej zależało.
Opal Lengyel
[Usunięty]
Opal Lengyel
[Usunięty]
[Cytuj]
Opal też jakoś nigdy nie skupiała się mocno na samych demonach. Do szczęścia nie było jej to potrzebne, a i zazwyczaj jeśli coś się działo, to mogła to sobie sprawdzić w innych zbiorach. Czy to Spiralnego Labiryntu, czy innych czarowników?
A teraz panie Bevinie, czy myślisz, że takie wyjaśnienia ją zadowolą?
- Brzemienna w skutkach? Zakładam, że to wszystko ma związek z tym demonem, który był uwięziony w krysztale? - heh. Sporo wiedziała, nawet może więcej niż wróżek myślał.
Chwilę musiała pomyśleć, czemu wróżek zaczął się o nią martwić. Dopiero po chwili skojarzyła, że mogło mu chodzić o całe to chlupotanie.
- To tylko woda. Zadzwoniłeś, podczas gdy ja siedzę w wannie – odpowiedziała bez skrępowania. - Za to ty masz chyba większe kłopoty niż moje aktualne bezpieczeństwo.
Bevinie pocieszę cię. W Spiralnym nie ma jodeł. A i ona musiała uważać na tamtejsze straże. Bo dobrze by się dla niej nie skończyło, gdyby nakryły ją z naręczem ksiąg. Oj, znów będzie ciekawie.
Zauważyła zmianę głosu, która zaszła w jej znajomym, gdy wspomniała o Królu wróżek. No tak, drażliwy temat, coś wcześniej wspominał, że nie darzy władcy sympatią. I chyba wiele się po tym całym bankiecie nie zmieniło.
- Stety, czy niestety czeka. Czarownicy chcą podjąć z nim i resztą wróżek współpracę na kilku płaszczyznach. A ja, jako że przez pewne manipulacje dowodzę tym całym półdemoniczym bajzlem, muszę to wszystko z nim ustalić – westchnęła i zacisnęła palce na nasadzie nosa.
Plotki, czy nie, zawsze wato było parę słów usłyszeć. W końcu w nich także kryło się ziarno prawdy.
- Dawaj, co masz, wszystko może się przydać. I tak mam nadzieję, że uda mi się zdobyć o nim więcej informacji, niż on o mnie i reszcie naszej społeczności czarowników. Chociaż już pewna inna wróżka stwierdziła, że Król ma oczy i uszy wszędzie - stwierdziła i zaklęciem przywołała swój notes, który coraz częściej zaczął zawierać ważne informacje.
 

Bevin Traveley

516



The higher I go, the harder I fall







[Cytuj]
Multikonta: Yuu
Oups. I tu zaczynał się grząski grunt.
-Ma. – dawno tak bardzo nie nienawidził faktu, że nie mógł skłamać. Inną kwestią był fakt, że czuł się w jakimś stopniu zobowiązany do prawdy, szczególnie iż wiedźma podjęła się przyniesienia mu ksiąg.
Natomiast na wyjaśnienie kobiety, zmełł ciche przekleństwo, kryjące się na końcu języka. Znany mu już obraz łatwo wskoczył przed oczy, znacząco pogarszając poziom rozmowy, który bądź co bądź był już dla niego i tak trudny. Nienawidził prosić o przysługi, mimo wszystko preferował zbierać dłużników, a nie stawać się jednym u kolejnego czarownika.
-Współpraca? A to akurat mej rasie by się przydało. Prawdę mówiąc, każdy "oficjalny" sojusz lub przynajmniej akt o neutralności jest krokiem do przodu w kwestii zniesienia/obalenia/zmienienia postanowień Zimnego Pokoju. Natomiast szczerze gratuluję awansu na arenie magów! Wierzę, że z Twoją charyzmą powinno pójść dość łatwo nawet wśród.. opornych jednostek. - A Królowa mu świadkiem, tego raczej u wiedźmoków nie brakowało. Verena, Nina, Owen, Kenzo, Arthur, Merlin.. miał wymieniać dalej?
A gdyby Bevin był bezczelny, powiedziałby, że młodej czarownicy nie czeka bajzel, a rozhulany burdel na czterech kółkach, ale że nie jest, to siedzi cicho i bierze popcorn. Bo co jak co, ale lepszej zabawki na święta już raczej nie dostanie.
Skinął mimowolnie głową na kolejne słowa Opal, choć doskonale zdawał sobie sprawę, że kobieta nie ma jak dostrzec gestu. Hamując wszelkie szczeniackie wręcz odczucia na rzecz panującego, zamyślił się chwilę, starając się zebrać wszystkie myśli w jedno.
-Co do tych oczu i uszu, zakładam, że się nie myliła. Śmiechem żartem mówiąc, nie zdziwiłbym się, gdyby drań wiedział, jakiego żelu do kąpieli właśnie używasz. Jednakże odkładając moje prywatne animozje na bok, uważam, że jako władca jest genialnym strategiem, choć biorąc pod uwagę liczbę dzieci, kochliwym, bądź łatwo ulegającym pożądaniu. I.. sądzę, że może być otwarty na dyskusję z Wami, bo w przeciwnym razie nie czekałby tak długo z otrzymanym przez każdą faerie informacją, dotycząc zamknięcia bram. Co więcej, pozwolił całej naszej drużynie przemknąć po moczarach, a nie wierzę, by nie doszło to do jego uszu, co by sugerowało, iż mieliśmy jego jako takie błogosławieństwo na myszkowanie. Naturalnie uważaj na to, co mówisz. To nadal jest wróżka, która idealnie manipuluje prawdą, jest w tym mistrzem i takie młode jak my szczyle zjada na śniadanie, zarówno w kwestii doświadczenia, jak i zdobytej przez wieki wiedzy. Dlatego uważaj, zapomnij o kłamstwie oraz bądź wyczulona na wszelki kłam, którym może się ewentualnie odwdzięczyć. To tak w dużym skrócie. - zamilkł, a ciemne oczy wpatrywały się w czarnego kruka, siedzącego spokojnie na jednej z gałęzi. Od czasu wizyty na moczarach, zaczynał mieć paranoję, że każde zwierzę jest obserwującą go na żądanie Dworu wróżką, ale nie, tym razem nie wyczuł nawet grama magii w powietrzu.
Opal Lengyel
[Usunięty]
Opal Lengyel
[Usunięty]
[Cytuj]
No dobra panie Bevinie. W momencie, kiedy obawy Opal zostały potwierdzone, zaczęła się naprawdę martwić. A to, że twoja odpowiedź była tak bardzo rozwinięta, wcale nie pomagało. Dało jej za to do zrozumienia, że w tej chwili mogłaby cię sprawnie pociągnąć za język. Wolała jednak nie zmuszać cię do spowiedzi, tak się lubianym przez siebie osobom nie robi.
- Słyszałam tego demona, czułam jego chęć zniszczenia. Jeśli naprawdę coś cię z nim teraz łączy... Pozbądź się go jak najszybciej. Albo zniszcz waszą więź. Albo cokolwiek. Albo zamknij w pudełku po ciastkach i zakop – doradziła. Nie była pewna, w jaki sposób Bev i demon byli ze sobą powiązani, żadna jednak opcja nie zapowiadała się dobrze.
Przeklęte spotkanie z królem wróżek i wszelkie przyszłe polityczne rozmowy. Dobrze, że przynajmniej w gadaniu jakoś sobie radziła, może nie zginie, zjedzona przez starych, politycznych wyjadaczy.
- Dziękuję, że we mnie wierzysz – o dziwo, jak parę też innych osób. - Dla czarowników każdy sojusz też jest teraz na wagę złota. Szczególnie jeśli nie koniecznie ze wszystkim zgadzamy się z Clave, a przy okazji trochę za ich plecami majstrujemy. Dobrze, że Łowcy ostatnio nas kompletnie ignorują – uśmiechnęła się pod nosem. Przynajmniej tymi nie musiała się na razie przejmować.
Oporne jednostki? Na nie też miała swoje sposoby, jakieś małe niespodzianki, gdyby te się postanowiły rzucać, znajomości. Zresztą, to nie był jej największy problem, bo w końcu robocza nazwa organizacji to ostatnio Magiczny Burdel. Na bardziej oficjalną przyjdzie kiedyś czas.
Oj, czeka ją dużo ciężkiej pracy.
Słuchała wszelkich informacji na temat Króla i stawiała je obok tych, które już miała. Jakiś obraz, mniej lub bardziej subiektywny jej to dało. Było więc na czym działać.
- Mówisz więc, że Król raczej będzie chciał z nami się ugadać, a nie odeśle nas od razu z kwitkiem? To pocieszające. A... Nie wiesz może, jaka była jego reakcja na całą tę wyprawę, która skończyła się tak, jak się skończyła? - zapytała, marszcząc brwi i znów chlupiąc wodą, gdy trochę się prostowała. Trochę ją ta kwestia niepokoiła, wolałaby więc jednak mieć na to jakiś wgląd.
 

Bevin Traveley

516



The higher I go, the harder I fall







[Cytuj]
Multikonta: Yuu
Któregoś dnia jak ziemia znów znajdzie się na dole, a niebo na górze, faerie przyjdzie do Ciebie i wyspowiada się. Przynajmniej w ten sposób jakoś odpłaci się za przysługę, którą zechciałaś mu wyświadczyć.
Zerwij więzi? Heh, gdyby tylko czarownica wiedziała. Brunet dałby naprawdę wiele za pozbycie się demona, jednakże istniała cena, której w życiu by nie zapłacił. Roześmiał się cicho do słuchawki, doceniając humor:
-Pudełko po ciastkach? Opal, nawet poświęciłbym wyjątkowo puszkę po kawie. – odparł, odbijając piłeczkę.
Prychnął na wzmiankę o Łowcach, jak zwykle Clave nie przestawało go zdumiewać w swojej arogancji. Z tego, co Bevinowi udało się wyłuskać z opowiadań niektórych Podziemnych, Smurfiątka zaniedbały swoje obowiązki, skupiając się na masowym 500+. Szkoda. Jednakże były tu też plusy, dzięki temu władca Ciemnego Dworu mógł z łatwością wypowiedzieć postanowienia Zimnego Pokoju.
Natomiast kwestia samego Króla była już grząskim gruntem. Wszystko, czym brunet dzielił się z wiedźmą, to były wyłącznie plotki, domysły, podejrzenia. Nic pewnego, gwarantującego konkretne efekty.
-Cóż, na pewno jakaś reakcja była, bo Dwór mnie szuka. Sądzę, że potraktował to jako wygłup dzieci, szukających słoika z ciastkami. Jedynie skutek jest trochę bardziej niszczący, niż przypadkowe zrzucenie szkła z półki. – uśmiechnął się, licząc na to, iż kobieta wyłapie metaforę.
Jeżeli jedna z informacji była prawdziwa, Noah został dyplomatą Podziemnych (trochę kula w płot, ale na bezrybiu i rak ryba) – co wręcz wymuszało spotkanie kręgu zainteresowanych.
- Nie wiem, kogo z rodziny królewskiej oddelegują na zbliżający się w Alicante bankiet. Jednakże nie mam wątpliwości, że ktokolwiek tam będzie, przekaże odpowiedni raport do władcy.
Zerknął na szybko na telefon, dostrzegając spadek baterii.
-Wybacz mi, Opal, lada moment mi telefon padnie. Chyba że masz jeszcze jakieś wątpliwości?
Opal Lengyel
[Usunięty]
Opal Lengyel
[Usunięty]
[Cytuj]
Oj czekała na tę spowiedź, zresztą lepiej, jeśli to wróżek o wszystkim powie, a nie dowie się o tym, od całkowicie przypadkowej osoby (spojler, Król sprzedał jej nieświadomie prawie wszystkie informacje).
Cóż, każdy ma w życiu jakieś limity, jeśli chodzi o to, co możemy poświęcić. Opal również miała takie granice, przez co pewnie szukałaby drogi zupełnie na około. Widocznie wróżek również to starał się zrobić. Przynajmniej poczucie humoru go nie opuściło. Czarownica cieszyła się, że udało jej się oprawić mu humor, chociaż na chwilę, bo jego głos wskazywał, że naprawdę dobrze nie było.
- Puszka po kawie? Nie spodziewałam się, że możesz zrobić aż tyle - również się zaśmiała. Lubiła z nim żartować i się przekomarzać.
Och, temat Clave i łowców był zaprawdę interesujący i naprawdę chętnie by o nich poplotkowała i poobgadywała, musiało to jednak poczekać, aż wszystko trochę się uspokoi, Bevin wrócić do normalności, a ona przestanie mieć wrażenie, że to ona ewentualnie oberwie za wszelkie wybryki czarowników, gdy kochane półaniołki się o nich dowiedzą. Jednak jak na razie wypowiedzenie pokoju na sto procent przyćmi ewentualne nielegalne eksperyment, szukanie kielicha demonów, organizowanie się i inne ekscesy. Tak, wiedziała o tym, co będzie miało miejsce i nie mogła się doczekać, aż rada się o tym dowie. Oby mieli dobre przystawki i dużo wina na tym całym bankiecie.
- Oj, mam nadzieję, że naprawdę potraktują to tak lekko. I że będą chcieli z nami rozmawiać o ewentualnej naprawie tych szkód. Wiesz, naprawdę zależało mi na tym całym targowisku, tym bardziej że jestem alchemiczką i dużo w mojej pracy zależy od dostępności pewnych roślin. Nie powiem, ale to, że dość lekkomyślnie zniszczyłeś to miejsce, trochę mnie smuci. Pewnie tak samo, jak Merlina bolała strata tej wiekowej wazy - rzuciła lekkim tonem. No co? Mógł sam nie zaczynać!
Noah? To ten, co wysłał im wiadomość o spotkaniu przed bankietem? Nie kojarzyła za bardzo wampira, nie mogła wiec się zbyt dużo na jego temat wypowiedzieć. Chociaż chyba to, że tak mało o nim wcześniej mówiono, miało jako taki przekaz? Nie jej jednak teraz oceniać.
- Ile ja bym dała, by na tym spotkaniu pojawił się Oinari. Przynajmniej miałabym z kim plotkować i komentować co niektóre kreacje. Jak za starych, dobrych czasów - mówiła bardziej do siebie, niż do Bevina.
Westchnęła na wiadomość o baterii.
- Chętnie porozmawiałabym jeszcze chwilę bardziej prywatnie, ale w takim razie chyba się pożegnam. Uważaj na siebie i powiedz, jak tylko uda ci się wykaraskać z problemów. Pa - pożegnała się i po zakończeniu połączenia rzuciła telefon na stertę ubrań, dalej rozkoszując się kąpielą.
 

Bevin Traveley

516



The higher I go, the harder I fall







[Cytuj]
Multikonta: Yuu
A ta spowiedź będzie długa i skąpana w goryczy. Byłaś pewna, że chcesz jej wysłuchać? Bo jak tak, to faerie z chęcią uchyli rąbka tajemnicy, jednakże czy to było tego .. warte?
-Wciąż uczę się nowych rzeczy, kto wie, może kiedyś zdobędę się na odstąpienie komuś filiżanki kawy? - Nah, to jest tak bardzo abstrakcyjne, że gracz zwyczajnie odmawiał takiego toku myślenia, o.
Trochę głupio, jak zarzucają Ci lekkomyślność, jeżeli nikt nie znał jego motywów. Jednak Bevin nie planował tego komentować i grzecznie przyjął rózgi za rzecz, do której zwyczajnie się nie poczuwał. Wiedział, że zrobił dobrze, w przeciwnym razie .. Nie, nawet nie chciał o tej drugiej stronie "jeżeli".
-Obawiam się, że Merlin cierpiał bardziej. Wiesz, że jej szukał jakieś pół tysiąclecia? - a to wszystko Twoja wina, młoda Czarownico. I tego przeklętego ręcznika. On zaczynał? On zaczynał?! A kto siedział w wannie?! O nie, nie, faerie się pod tym zarzutem nie podpisywał, ba, przerzucał odpowiedzialność na Węgierkę.
Zaschło mu w ustach na imię Oinari, choć kwestia odmiany męskiej dała mu do myślenia. Może chodziło o kogoś innego? Mało to istot o tym imieniu chodziło po tym globie? Raczej mało, bo nikogo innego nie poznał, ale shh dajmy mu pomarzyć. Może kiedyś jak drogi dwóch wróżek się zejdą, to zdoła uzyskać kilka odpowiedzi, które kłębiły się w jego głowie od blisko trzystu lat.
-Ty też, Opal. I .. dzięki. - rozłączył się, nim kobieta zdąży jakkolwiek zareagować. Schował telefon do wewnętrznej kieszeni marynarki i uniósł głowę do góry. Może jednak nie będzie tak źle?

/zt x 2
Gilvrey Avery
[Usunięty]
Gilvrey Avery
[Usunięty]
[Cytuj]
Opuścił to miasto pewnego kwietniowego dnia, by wrócić tutaj mniej więcej osiem miesięcy później. Nie wyjechał stąd sam, ale ze swoim przyjacielem, Jormem. Niespodziewana utrata kontaktu z tym czarownikiem była jednym z powodów, dla których tutaj wrócił.
Zgodnie z tym, jak się umówili, mieli tutaj wrócić na jakiś czas, głównie z tego powodu, że ten stary i wredny wąż miał coś do załatwienia w tych stronach. Najwyraźniej coś nie poszło zgodnie z planem, bowiem nie dostał żadnych wieści od tego czarownika.
Z drugiej strony… Jorm mógł zapomnieć o skontaktowaniu się z nim albo postanowić pójść w swoją stronę. Nie powinien być tym zaskoczony i powinien machnąć na to ręką.
Przez cały czas jego nieobecności w tym mieście zapewne wiele się w nim zmieniło. Na chwilę obecną był do tyłu z informacjami, ale zamierzał to wszystko nadrobić i na nowo znaleźć swoje miejsce w świecie cieni. Jedno było pewne – będzie trzymać się z daleka nie tyle od Spiralnego Labiryntu, co obrad czarowników. Ostatnio się na nich pojawił i jedynie była to strata czasu.
Ktoś by powiedział, że nie ma powodu, by udawać się na cmentarz w środku nocy, ale on by się z tym nie zgodził. To zapomniane przez Boga miejsce było dla niego istotne, biorąc pod uwagę ilość pogrzebanych tutaj Podziemnych. Niewykluczone, że niektórych mógł znać.
Będąc tutaj wypił za nich parę łyków whiskey z butelki stawianej przez niego na jednym z zniszczonych nagrobków i dopiero wtedy chwycił za przyniesiony ze sobą szpadel z ostro zakończoną głowicą, którą wbił w ziemię pod jednym z kamieni nagrobnych. Być może znajdzie tutaj jakieś kości Podziemnych, ale to nie było jego jedynym celem. Leżące na ziemi truchło samo się nie pogrzebie. Przy okazji na kogoś czekał.
 
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
Eliot Ainsworth
[Usunięty]
[Cytuj]
// #2 jakiś czas po Abrahamie

Cmentarzysko… tak, idealne miejsce na spotkanie się z kimkolwiek. Głównie z demonami przeszłości, dziwnymi odczuciami, a także manią prześladowczą, bo w takich miejscach można odnieść wrażenie, że nie jest się samemu. Już nie wspominając o tym, że cmentarze i cmentarzyska mają tendencje zajmować spory teren. Znalezienie kogoś w takim miejscu czasem graniczy z cudem.
Ten cud jednak udał się Eliotowi, który ostatecznie znalazł Gilvreya, chociaż… najchętniej by tego uniknął.
- Zakopujesz narzeczoną? – Zapytał na dzień dobry. Wcale by się nie zdziwił, gdyby ten czarownik to robił. Właściwie w przypadku tego czarownika, nic go nie zaskoczy. Niemniej stanął jak najdalej od Gilvreya, a jednocześnie na tyle blisko, by móc z nim swobodnie rozmawiać i nie oberwać tym szpadlem.
- Czy może sprzedawcę, którzy zamiast oczu traszki sprzedał ci goździki? – Rzucił znów z rozbawieniem, chociaż powinien ugryźć się w język. W sumie powinien, ale nie zamierzał.
 
Gilvrey Avery
[Usunięty]
Gilvrey Avery
[Usunięty]
[Cytuj]
Towarzystwo zmarłych Podziemnych mu nie przeszkadzało. Zapewne tutaj nie było nic, co mógłby ożywić. To miejsce było podobno nawiedzone, ale jak dotąd nie zauważył obecności żadnych duchów. Nie słyszał też gry na organach z kaplicy.
Doskonale wiedział, że ten Łowca najchętniej by się z nim nie spotkał, ale dobrze, że jednak stawił się na to wezwanie.
W chwili, w której ten brunet się pojawił, wyrzucił kolejną porcję ziemi z grobu oraz szpadel odrzucił na bok, by oprzeć obie dłonie na brzegu tej dziury w ziemi i wyjść z tego dołu. Zaśmiał się nieco ochryple za sprawą tego pytania na dzień dobry.
To nie dla ciebie. Gdybym miał narzeczoną to niewykluczone, że skończyłaby w takim dole. Dotąd miałem tylko cztery żony i wiele kochanek — odpowiedział z szelmowskim uśmiechem, nie przejmując się, że rozmawia z nim o czymś takim. Tak naprawdę kochał tylko jedną kobietę, z którą spędził całe jej życie. Ale tego ten Łowca nie wiedział i raczej się nie dowie.
Nie zabiłbym sprzedawcy za taką pomyłkę. Goździki też się przydają — dodał z pewnym rozbawieniem, potem jednak spoważniał.
To co chcę zakopać to truchło pomniejszego demona — wyjaśnił i podszedł do obłego kształtu na ziemi, który przeciągnął w stronę tego dołu i tam też wrzucił to truchło. Sięgnął ponownie po szpadel, zacząć to przysypywać ziemią.
Nie po to poprosiłem cię o spotkanie, byś patrzył jak zakopuję trupa — przeszedł do rzeczy, chociaż nie przerywał zakopywania tego truchła z wprawą godną grabarza.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo