Finlay Nightwind

28



nie zniechęcaj się jednym upadkiem, za dużo możesz stracić.







[Cytuj]
Multikonta: Jeffrey, Queenie
[align=center:caf863c615][/align:caf863c615][align=center:caf863c615][/align:caf863c615]

Finlay Nightwind

28



nie zniechęcaj się jednym upadkiem, za dużo możesz stracić.







[Cytuj]
Multikonta: Jeffrey, Queenie
Finlay przez ostatnie dni był bardzo zapracowany. Co takiego robił? Albo chodził na misje, albo spotykał się z Margaret albo też próbował urządzić mieszkanie. Przynajmniej jakoś zaplanować przydzielić które pomieszczenie co to będzie i jak rozstawić meble. Był jednak pewny, że jego ukochana żona powie, że to nie pasuje i chce zupełnie inaczej. Na to był przyzwyczajony.
Gdyby nie Jayden, który wyciągnął do niego pomocną dłoń to pewnie jeszcze by stał i zastanawiał się co w tych pudłach jest zapakowane. A tak chociaż miał zrobioną sypialnię i kuchnię. Nie było tutaj aż tyle kurzu, który mógłby jej zaszkodzić więc dzisiaj postanowił ją tutaj przyprowadzić. Niech wie, że coś robi przez te całe dnie kiedy nie ma go przy niej. Biedna jeszcze by pomyślała, że przesiaduje po barach czy coś.
Może to było za późno, ale przeniósł ją przez próg na rękach jak kiedyś widział na fotografiach ojca i matkę. Oni mieli wszystko z góry zaplanowane więc mieli w pewnym sensie lepiej jednak i tak był zadowolony z siebie, że to zrobił.
- Jak na razie do użytku są dwa pomieszczenia, ale jest już podłączona woda i prąd więc nie jest źle- powiedział kiedy odstawił ją na ziemię i spojrzał do góry gdzie się znajdował żylandor. Może było jednak kupić ten w którym żarówki były skierowane do dołu? Może jeszcze potem zmieni się. - Postanowiłem, że pokój dziecka będzie zrobiony na samym końcu. Nadal nie wiemy czy to chłopiec czy dziewczynka i nie chciałbym się wygłupić- wsadził dłonie do kieszeni spodni i przyjrzał się dziewczynie. Jasne, że się denerwował! To był pierwszy dom, który postanowił kupić za własne pieniądze i też je zapełnić. Bał się, że Margaret powie, że jest tutaj całkiem do dupy i nie wyobraża sobie tutaj wychować dziecka. A tak się starał. Dołączył do niej na łóżko.

Margaret Whitelight

26


165 cm


dancing with the demons in our minds







[Cytuj]
Multikonta: Shan, Kieran, Noah
Ciąża była już lekko widoczna, choć Margaret szczerze mówiąc nie odczuwała jakichś większych atrakcji z tym związanych. Dziewczyna miała mały brzuszek, nieco urosły jej piersi, ale wyglądała pięknie. Promieniała wręcz i tak się czuła. Ciąża i fakt, że niedługo zostanie matką dodawał jej sił do walki i energii. Wyjścia na misje i większe wyprawy ograniczała do minimum, brała w nich udział tylko wtedy, kiedy zachodziła taka konieczność. Zajmowała się głównie trenowaniem młodych i pomocą George’owi w sprawach papierkowych Instytutu. Do tego też ktoś przecież był potrzebny, prawda?
Finlay pracował i skupiał się na urządzaniu ich domu. Margaret pozostawiła mu wolną rękę w tej kwestii, wiedziała, że jej partner wybierze odpowiednie rzeczy do domu i wszystko będzie wyglądało wręcz idealnie. Jak mogłaby w niego wątpić, kiedy spisywał się tak doskonale? Prawdę mówiąc była zadowolona z takiego obrotu spraw, mogła mieć w tym wszystkim chwilę dla siebie.
Cieszyła się, że jej małżonek w końcu zdecydował się jej pokazać dom, który wybrał dla ich małej rodziny. Marg szła tam z radością na ustach, była wyraźnie szczęśliwa i zadowolona. Fin przeniósł ją przez próg domu, zaśmiała się przy tym dość zabawnie. To raczej zwyczaj przyziemnych, wałkowany w większości romantycznych filmów albo tych, w których występuje motyw ślubu. Jak mogłaby narzekać?
- Jest pięknie, kochanie. – powiedziała uśmiechając się do niego, objęła rękami jego szyję i pocałowała w usta, subtelnie i delikatnie. – Naprawdę wygląda cudownie. O pokoju dziecka zdecydujemy później, jak już będziemy mieć pewność… No chyba, że postawimy na neutralne kolory i będzie bez problemu. - dodała z uśmiechem i przylgnęła do niego bardziej. – Kiedy będziemy mogli się wprowadzić? – spytała przygryzając lekko wargę. Chciała już mieszkać w tym domu.

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light

Finlay Nightwind

28



nie zniechęcaj się jednym upadkiem, za dużo możesz stracić.







[Cytuj]
Multikonta: Jeffrey, Queenie
Ciężko to mówić, ale Finlay naprawdę nie widział jakiś szczególnych zmian w wyglądzie Margaret. Dla niego zawsze była piękna, zgrabna i bardzo atrakcyjna. Mimo, że ostatnio tyle jadła nie zauważył by przytyła. No może trochę piersi jej trochę urosły, ale to tylko na jego korzyść. Aż miło było popatrzeć. Nie żeby wcześniej mu się nie podobało, ale teraz po prostu wydawała się bardzo zdrowa i szczęśliwa. Już widział jak za parę miesięcy będzie karmiła dziecko i codziennie będzie miał przed oczami widok jej piersi. Żyć nie umierać. A za ile miesięcy? Szczerze mówiąc to niezbyt ogarniał te całe tygodnie i miesiące, ale nawet Margaret nie zamierzał się o tym przyznawać, ale pewnie domyślała się po jego spojrzeniu na test ciążowy.
Za to bardzo się cieszył, że dotrzymywała obietnicy i zaczęła już sobie odpuszczać misje. Przynajmniej te na których nie musiała przychodzić. Teraz przyjechała do miasta jego kuzyneczka i inni więc na razie nie brakowało im osób. Pewnie do czasu aż kolejna grupa nefilim nie zginie. Może ściągnął jeszcze innych nocnych łowców?
Kiedy zajmował się domem może i dawał Margaret chwilę dla siebie, ale i tak źle się czuł z tym, że zostawi ją samą. Najchętniej codziennie by zabierał ją tutaj i sadzał na jakiejś szafce by przyglądała się jak pracuje, ale to było zbyt niebezpieczne i oboje to wiedzieli.
Oddał jej pocałunek a nawet kilka. Był stęskniony za nią, bo niewiele ostatnio mieli czasu dla siebie, ale nie narzekał. Objął ją w pasie i uśmiechnął się zadowolony kiedy powiedziała, że jest pięknie a to dopiero dwa pomieszczenia! Oszaleje kiedy powie, ze zamierza im załatwić te magiczne pudełko na który widok przyziemni aż piszczeli- telewizor. Nie był jeszcze pewny jak to ustawić, ale jeszcze się poradzi Jaydena, a właściwie to jego żony.
- Przyszła mi nawet myśl, że moglibyśmy z początku tutaj łóżeczko wstawić, bo niemowlaki często płaczą w nocy, ale szybko stwierdziłem, że to niezbyt dobry pomysł- powiedział i spojrzał na nią znacząco. Nie żeby zaraz po porodzie zamierzał się na nią rzucać czy coś!
- Teraz kiedy poukładałem sobie w głowie co i jak ma być pójdzie znacznie szybciej. Może miesiąc, może nawet nie. Z niektórymi rzeczami nie poradzę sobie sam, ale powiedzmy, że już niedługo- z łazienką na pewno nie do końca sobie da radę. I z gniazdkami. Nie był elektrykiem i naprawdę nie chciał wsadzać palców tam gdzie nie trzeba.

Margaret Whitelight

26


165 cm


dancing with the demons in our minds







[Cytuj]
Multikonta: Shan, Kieran, Noah
Co z tego, że biust Margaret był obfitszy, skoro przy okazji bolało jak cholera i ciężko było sobie z tym poradzić. Szczerze mówiąc… Nie wiedziała czym to jest uwarunkowane, ale ciało musiało się przyzwyczaić do karmienia dziecka i podawania pokarmu. Nefilim nie mieli biologii, więc nie została uświadomiona w całych tych procesach. Miała niby dostęp do Internetu, ale od czytania tego wszystko zaczynała ją boleć głowa! To jakaś istna masakra. Co matka to miała więcej do powiedzenia, a do tego teorie spiskowe i te inne rzeczy. To jakoś nie było na jej siły, naprawdę. Tyle lat Nefilim radziły sobie bez dostępu do Internetu, więc nie powinno być problemu. Może i nie miała się kogo poradzić, a teściowej pytań nie zamierzała. Kobieta jakoś była na nią wyjątkowo cięta, nie wiedziała nawet czemu.
- Na pewno byłoby lżej z łóżeczkiem obok… – stwierdziła przygryzając lekko wargę. Miałaby dziecko pod ręką, nie musiałaby krążyć od pokoju do pokoju. Przynajmniej na początku, na pewno ułatwiłoby to im życie. Fin na pewno będzie miał przerąbane, bo będzie musiał połączyć życie rodzinne z pracą, kiedy ona odda się przyjemności wychowywania dzieci.
- Może James by pomógł? – spytała przekręcając lekko głowę w bok. – Z Shantae sobie już wszystko ogarnęli. Wiem, że za nim nie przepadasz, ale to mój brat, jest dobrym człowiekiem… – powiedziała z lekkim uśmiechem. Finlay naprawdę powinien jakoś dogadać się z Jamesem, tym bardziej, że teraz obaj będą ojcami! Może to ich jakoś połączy? Może to da im szansę na nieco lepsze relacje? Margaret miała nadzieję, że dzieci będą wychowywać razem, żeby były blisko siebie. W grupie raźniej, jak to mówią!

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light

Finlay Nightwind

28



nie zniechęcaj się jednym upadkiem, za dużo możesz stracić.







[Cytuj]
Multikonta: Jeffrey, Queenie
Internet. Zjawisko to działało tyle lat a Finlay ani razu z tego nie korzystał. Nie miał też potrzeby. Wolał starą metodę wyszukiwania informacji- książki. Pracochłonne, ale źródło dość sprawdzone. Przynajmniej on miał takie wrażenie skoro w instytucie było tyle ksiąg to musiało coś znaczyć. W innym wypadku tylko postawiliby komputer i tyle! Trzeba przyznać, że gdyby to działało to byłoby bardziej kosztowne wyjście. Finlay był widocznie bardzo staroświecki. Mimo, że przeczytał tyle książek to nie natknął się na nic o ciąży i że większe piersi potrafią nieziemsko boleć podczas ciąży. W takim wypadku pewnie nie byłby zadowolony z ich wielkości. Dla niego ważniejsze było zdrowie i samopoczucie ukochanej.
Finlay postanowił powiedzieć matce, że spodziewają się dziecka. Pojechał do tej głupiej Francji i jej o wszystkim powiedział tak naprawdę nie wiedząc czego oczekiwać, a ona? Wydęła swoje usta zniesmaczona i powiedziała, że związał się z nieodpowiednią osobą i to teraz jego sprawa. Nie zamierzał o tym mówić Margaret. To tylko by ją zdenerwowało, a tego na pewno nie chciał.
- w takim razie postawimy łóżeczko tutaj na jakiś czas- zgodził się z nią. Z łatwością usłyszą kiedy dziecko będzie płakać Abo gdyby coś miało się dziać. Nie raz już słyszał jak dzieci udusiły się jakąś nieodpowiednią zabawkę a rodzice nic nie słyszeli. Nieodpowiedzialni! Oni tacy nie będą. Margaret taka nie będzie. Wiedział jaka jest troskliwa i dobra.
- Wiem, że James jest w porządku facetem mimo, że z początku nie za bardzo się lubiliśmy jednak myślę, że powinien swój czas spędzić z Shan. Ona też jest w ciąży i na pewno też potrzebuje jego towarzystwa- wyjaśnił jej. Nie wiedział kiedy tak polubił jej brata. Jeszcze nie tak dawno temu pewnie by się pozabijali gdyby byli gdzieś razem, ale teraz? Widział w nim naprawdę w porządku chłopaka, który w gruncie rzeczy nie był aż tak zły jak Sebastian. Nie chciał go zabić kiedy byli sam na sam i nawet Fin przyzwyczaił się nie wychodzić kiedy przypadkiem znaleźli się w jednym pomieszczeniu. Margaret mogła mieć znacznie gorszego brata i oboje o tym wiedzieli. -Ale zapytam czy ma chęci i czas- obiecał jej kiedy zauważył, że jej na tym zależy.

Margaret Whitelight

26


165 cm


dancing with the demons in our minds







[Cytuj]
Multikonta: Shan, Kieran, Noah
Margaret nawet nie rozmawiała ze swoją teściową i szczerze mówiąc nie miała takiego zamiaru. Nie zasłużyła na takie traktowanie ze strony kobiety, nie zrobiła jej nic, za co mogłaby być potępiana czy nazywana nieodpowiednią partią dla jej syna. Kochała Finlay’a, tak samo mocno, jak on kochał ją. Nie zamierzała zmieniać swojego zdania w tej kwestii, bo to uczucie było jedynym, które jej pozostało. Wszystko w końcu zaczynało się układać tak, jakby sobie tego życzyła. Miała lepsze relacje z bratem, miała bratową, miała dziecko w drodze. Nic nie mogło zaburzyć jej spokoju, tego była wręcz pewna. Nie chciała się denerwować przez jego rodziców, więc dobrze, że Finlay podjął taką decyzję, a nie inną. Robił wszystko dla dobra swojej żony i nienarodzonego dziecka.
- Te pierwsze kilka miesięcy będzie blisko nas, później pomyślimy o przeniesieniu do pokoju obok. – powiedziała uśmiechając się przy tym delikatnie. Będą odpowiedzialnie podchodzić do swojej roli. Margaret nie pozwoli na to, aby ich potomkowi mogło się coś stać, żeby mogło mu coś zagrozić. Już kochała to dziecko ponad wszystko i nie wyobrażała sobie, żeby mogła je stracić.
- Shantae zawsze może wypić ze mną zieloną herbatę, jak będziecie montować sprzęt… – puściła mu oczko i uśmiechnęła się, muskając jego usta. – Cieszę się, że doszliście do porozumienia. Naprawdę mi na tym zależało. Nie chciałam, żebyś musiał przechodzić przez to samo co z Sebastianem… – szepnęła znów i przylgnęła do niego mocniej. – W końcu mamy swoje rodziny i w końcu możemy być szczęśliwi… – dodała po chwili. James miał pod górkę, ona również miała. Teraz sytuacja robiła się lepsza, mieli siebie, mieli swoich bliskich. Zadbali o wszystko i zapowiadało się, że w końcu uda im się osiągnąć pewną harmonię. Po tym wszystkim, co przeszła rodzina Whitelight, należało im się trochę spokoju.

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light

Finlay Nightwind

28



nie zniechęcaj się jednym upadkiem, za dużo możesz stracić.







[Cytuj]
Multikonta: Jeffrey, Queenie
Szczerze mówiąc to on sam nie wiedział o co chodzi jego rodzicom. Uważali, że to on doprowadził do śmierci ich córki, w porządku, ale dlaczego nie chcieli poznać nawet Margaret? Dlaczego nie chcieli wyciągnąć do nich pomocnej dłoni choć całe życie powtarzali mu, że należy pomagać innym, pomagać ludziom, chronić ich. Nie wierzył w to, że uważali Nefilim za innych bo przecież oni też tacy byli. Mieli jakąś urazę do rodziny Margaret? Czegoś nie wiedział? Nie zamierzał ich nawet o to pytać bo nie widział sensu w tym wszystkim. To on cały czas się starał naprawić ich relacje. Zapraszał na wesele, przyjeżdżał do nich informować ich, dzwonił jak tylko mógł a oni? Dumni z siebie rodzice wypinali tyłek do własnego, już jedynego dziecka. On o własne dziecko i żonę zawsze będzie dbał i troszczył się. Nie wyobrażał sobie takiej sytuacji jaką on ma w rodzinie.
- Załatwię to. Zbuduję sam własnoręcznie łóżko i łóżeczko. No przynajmniej sam je złożę- powiedział przypominając sobie jak składał rzeczy w kuchni. To dla niego były jak puzzle, ale warto było dla jej uśmiechu i zadowolenia. Pewnie gdyby nie Jayden nadal by siedział w korytarzu i zastanawiał się od czego by tu zacząć.
- Nie wierzę, że sam to mówię, ale James to nie Sebastian. Może bardzo go mi przypomina i czasami widzę takie same spojrzenie na mnie, ale to zupełnie inna bajka. Jeszcze trochę i będziemy się kumplować, uwierz- on i James kumplujący się tatusiowie? Kto by pomyślał, że do tego może dojść! -W takim razie jeśli zajmiesz się Shan to zaproszę Jamesa- On też się cieszył, że z jego przyjaciółką dość szybko się dogadała. Pamięta jakby to było wczoraj kiedy Shan przyjechała na pogrzeb, a Marg to zobaczyła i poczuła zazdrość. Jednak szybko się chyba przekonała, że nie ma o co być zazdrosnym.
- Tak. W końcu mam to o czym zawsze marzyłem mieć. Rodzinę, przyjaciół, swój dom- szepnął obejmując ją ramionami. To ona była jego domem i to dzięki niej tutaj dotarł i zatrzymał się na dłużej.

Margaret Whitelight

26


165 cm


dancing with the demons in our minds







[Cytuj]
Multikonta: Shan, Kieran, Noah
Nie wnikała w to, o co chodziło rodzinie Finlay’a i nawet nie chciała wiedzieć. Mieli od niej problem, zauważyła to dotkliwie w dniu ślubu, jednak nie mówiła nic, znosiła ich zachowanie w spokoju. Było jej przykro, że tak traktują jej męża, jedyną osobą, która ją kocha bezgranicznie i jest w stanie dla niej poświęcić naprawdę wiele. Mogą nie podobać im się wybory ich syna, jednak nie muszą tego tak okazywać. Fin nie zasłużył na coś takiego, a tym bardziej, żeby obwiniali go śmierć Sherisse. To ona wracała z imprezy czy gdzie wtedy tam była, Finlay nie miał na to wpływu. Jeśli usłyszałaby kiedykolwiek, że uznają jego za winnego jej śmierci i przemiany w wampira, chyba strzeliłaby im wykład, bo nie wiedzieli co w ogóle gadają. Dobrze, że nie miała takiej świadomości.
- Mogę Ci przecież pomóc, kochanie… – mruknęła do niego poważnie, uśmiechając się lekko. – Nie muszę dźwigać, ale jak przytrzymam Ci dwa elementy, na pewno będzie lżej… – dodała po chwili. Fin naprawdę starał się poskładać ich dom własnoręcznie. Bardzo skrupulatnie wypełniał swój obowiązek zbudowania domu, bo choć nie stawiał go od podstaw, zapewniał im wszystko, czego najbardziej potrzebowali. Znalazł odpowiednie miejsce, a teraz urządzał je w odpowiednim stylu. Nie sięgał po pomoc żadnych doradców czy innych osób, robił to sam i nawet nie wiedział, jak mocno Margaret to docenia. Co nie zmieniało faktu, że mogła mu odrobinę pomóc.
- Sebastian miał jasne oczy, podobne do moich… – powiedziała. Jej twarz zmieniła wyraz, na nieco bardziej nostalgiczny, smutny. – Wyglądają jak dwie krople wody. James jest delikatniejszy, bardziej wrażliwy, nawet, jeśli tego nie okazuje. Jedyne co go łączy z Sebastianem, to podobna budowa ciała… Tęsknię za nim, ale nie chciałabym, aby James go przypominał z charakteru. – dodała po chwili, cichym głosem, skupiając wzrok na jakimś punkcie w przestrzeni. James był wyjątkowym, młodym mężczyzną i Marg doskonale o tym wiedziała. Miała wspaniałego brata i nie chciałaby, aby był inny niż jest.
- Będziemy dobrymi rodzicami… Cieszę się, że mnie tu znalazłeś… – dodała wtulając się w niego mocniej. – To gdzie możemy usiąść albo poleżeć? – spytała przekręcając lekko głowę w bok, niech prowadzi!

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light

Finlay Nightwind

28



nie zniechęcaj się jednym upadkiem, za dużo możesz stracić.







[Cytuj]
Multikonta: Jeffrey, Queenie
On naprawdę nie miał już pojęcia o co im chodziło. Jego rodzice byli bardzo specyficzni i miał ich już naprawdę dość. Teraz chciał podejmować własne decyzje, żyć po swojemu, odciąć się od rodziny w której się wychował. Naprawdę uważał, że tak będzie lepiej. Nikt się nie będzie denerwował, zamartwiał, kłócił. Finlay już podjął swoje pierwsze decyzje. Podjął decyzję o spędzeniu reszty dni z Margaret. Jego rodzice pewnie spodziewali się czegoś więcej po tym jak spotykali go z różnorodnymi kobietami. Podjął również decyzję o kupnie domu, założeniu rodziny. No może tego nie planował i nie mieli kalendarzyka kiedy jest najbardziej odpowiedni moment, ale i tak uważa, że właśnie wtedy to chciał zrobić. Najbardziej odpowiedni moment na pierwsze dziecko.
Siostrzyczka. Powinien z nią pójść na imprezę. Powinien jej chronić, ale nikt nie może cały czas być przy innej osobie. To niewykonalne. Nawet jeśli tą osobą jest parabatai. Żałuje, że nie mógł jej pomóc kiedy była w potrzebie, ale czasu nie cofnie i już nawet z tym się pogodził.
Nie podobało mu się to, ze Margaret chciała pomóc. Chciała się narażać. A co jeśli coś by poszło nie tak i na przykład walnąłby ją w rękę albo coś źle postawione upadłoby na nią? Nie wszystko jeszcze było stabilne. Ale rozumiał również, że chciała pomóc. Byli rodziną i powinni wszystko robić razem bo teraz co jego to i jej. Dlatego się uśmiechnął i pokiwał głową.
- W takim razie zrobimy to razem. Jesteś kobietą więc pewnie o wiele lepiej idzie ci z instrukcjami- nawet nie wiecie ile się namęczył przy innych sprzętach! Przyziemni tak po prostu coś sobie skręcają? On czuje się wręcz jak idiota czytając takie rzeczy. Po pierwszych dwóch zdał sobie sprawę, że to głupota i zaczął robić po swojemu. O dziwo znacznie sprawniej mu szło bez instrukcji.
- W sumie to dobrze, że jest taki delikatny. Teraz będę się mniej martwił o przyjaciółkę- mruknął cicho pod nosem. Nie chciał jej zasmucić mówiąc o Sebastianie. To nadal drażliwy dla niej temat, ale prawda była taka, że nienawidził tego człowieka. Sama jego obecność sprawiała, że się cały napinał i miał ochotę go udusić a nie robił tego ze wzgląd na Margaret. To by ją zraniło jeszcze bardziej gdyby Sebastian zginął z rąk jej chłopaka.
- Cieszę się, że mi wybaczyłaś i pozwoliłaś mi zostać- właściwie to nie było co wybaczać. Nieporozumienia rządzą światem, ale nadal się czuł winny temu, że pozwolił by taka sytuacja miała miejsce. - Mamy wybór albo łóżko albo blat kuchenny- zaśmiał się. Salon jeszcze nie był tknięty, ale łóżko powinno im wystarczyć. -Może sprawdzimy czy jest bardziej wygodniejsze niż te w rezydencji?- mruknął i pociągnął ją w stronę łóżka.

Margaret Whitelight

26


165 cm


dancing with the demons in our minds







[Cytuj]
Multikonta: Shan, Kieran, Noah
Jasne, że chciała mu pomóc. Nudziło ją ciągłe siedzenie w Instytucie, podczas gdy jej małżonek toczył zaciętą walkę instrukcją montażu mebli z Ikei. Nawet, jeśli jej pomoc miałaby się ograniczać do trzymania tejże instrukcji, podawania mu śrubek czy czegoś łatwego. Mogła zawsze zapewniać mu pożywienie, robić obiad na nowej kuchence i ogólnie dbać o to, żeby nie umarł tutaj z nudy i głodu. No i pragnienia oczywiście! Wycisnęłaby mu świeżutki soczek na tej nowej maszynce, której jeszcze nie ogarnęła, ale podobno dla kobiet w ciąży, taki sok był naprawdę dobrą sprawą, więc kupiła. Przyziemni wymyślają naprawdę różne, dziwne cuda.
Co do James i Sebastiana… Ich losy były trudne, skomplikowane, zdecydowanie nie zasługiwali na to, co ich w życiu spotkało, ale czasu nie dało się cofnąć i magiczną różdżką zmienić przeszłości. James ukrył się pod warstwami nienawiści, ale znalazła się jedna, bardzo uparta osoba, która postanowiła odkopać z niego, te najgłębsze partie i ukazać, jak piękną, anielską istotą jest jej brat. Margaret uważała, że James jest lepszy od niej, pod wieloma względami. Był silniejszy psychicznie, panował nad sobą, ona często rozładowywała się emocjonalnie, nie potrafiła nad tym panować, zanim jeszcze była w ciąży. Pomimo trudnych przeżyć, jej brat był naprawdę wspaniałą osobą i Marg często zastanawiała się, jak udało mu się to zrobić. A do tego oczywiście była z niego bardzo dumna.
- On szaleje na punkcie Shantae… – stwierdziła z uśmiechem. – Mało tego… Na punkcie ich dzieci też już zaczyna wariować. Shan na pewno będzie z nim szczęśliwa, on zawsze potrzebował takiej kochającej się rodziny i teraz będzie miał swoją własną. Tak, jak ja. – dodał po chwili namysłu. Taka prawda. James potrzebował bliskich osób, bo całe życie był od nich odsuwany, a to niszczyło jego psychikę. Był z boku, trzymany z daleka od rodzeństwa, na dystans z rodzicami. Teraz miał kobietę, którą kocha i dzieci w drodze. Będzie szczęśliwy, Marg to wiedziała.
- Zdecydowanie, sprawdźmy najpierw łóżko. – zaśmiała się, a kiedy Fin pociągnął ją do sypialni ruszyła szybko za nim. Spojrzała na łóżko, było sporej wielkości, prezentowało się naprawdę świetnie. Zapowiadało się też, że jest bardzo ciekawe. – Nie mogę się doczekać, aż wprowadzimy się na stałe… – jej oczy aż zaczęły błyszczeć od emocji, kiedy opadała luźno na łóżku i rozciągała się wygodnie.

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light

Finlay Nightwind

28



nie zniechęcaj się jednym upadkiem, za dużo możesz stracić.







[Cytuj]
Multikonta: Jeffrey, Queenie
Finlay doskonale wiedział, że zostawiając dziewczynę w instytucie ta się nudzi bez niego. To dlatego tak trudno mu było się rozstawać z nią by pójść na misję czy popracować przy ich nowym mieszkaniu. Zdecydowanie wolałby spędzać z nią czas, ale jeśli chciał to skończyć zanim Margaret urodzi to musiał się spiąć i zrobić to co ma zrobić by potem móc ukochanej wynagrodzić te wszystkie wieczory kiedy to powinien być obok niej i spełniać jej zachcianki. Miała jakieś zachcianki? Czytał już pewną książkę, ale to wszystko mu się poplątało i nie ma kompletnie pojęcia kiedy to tak się dzieje.
A teraz miała tutaj siedzieć i mu pomagać? To teraz Fin będzie całkowicie rozproszony i z pewnością wolałby z nią robić inne rzeczy niż urządzać mieszkanie w którym mieli spędzić najbliższe lata. Gdyby tylko mógł to kochałby się z nią w każdym możliwym pomieszczeniu- nawet w pokoju dziecka. Musiał przyspieszyć tępa i w końcu skończyć mieszkanie. A gdy będzie miał ją przy sobie to będzie się tylko mniej zamartwiać.
Zarówno ona jak i James byli dobrymi ludźmi. Oboje nie zasługiwali na to co ich spotkało, nikt nie zasługiwał. No może Sebastian tak, ale to już inna bajka. Uważał, że Margaret jest równie silna psychicznie jak James.
- Kto by pomyślał- westchnął. Gdyby ktoś mu powiedział, że jego przyjaciółka i James będą razem to by parsknął śmiechem w twarz, ale teraz kiedy widzi ich razem po tak krótkim czasie… nadal jest zaskoczony tym widokiem. Kiedy jeszcze między nim a Jamesem nie było tak dobrze to po prostu uważał, że on ją czymś przykupił że polazła w jego łapska. Święte to żadne z nich nie było, ale nigdy przyjaciółce nic nie powiedział na ten temat. Nie był typem człowieka, który miesza się w nieswoje rzeczy. To nie była jego sprawa co oni tam wyprawiają. A teraz była w ciąży i życie dokopało. -No to się doczekał. Teraz ma zonę, będzie miał na razie dwójkę dzieci, ma dom, dobre relacje z siostrą, przyjaciół- miało się skończyć na bliźniakach? No co wy! On wierzył w możliwości Shan i Jamesa. Na pewno będą mieli niezłą gromadkę o jakiej to on marzył
Uśmiechnął się kiedy zobaczył jej spojrzenie w sypialni. Wielkość łóżka chyba była zadowalająca. Tyle dobrego. Teraz czas na test wygodności. Dołączył do niej do łóżka. Dla niego było całkiem wygodne.
- Ja też. Będzie wspaniale- naprawdę miał dość ciągłego zamykania drzwi z obawy, że ktoś im wejdzie niespodziewanie i przerwie. To naprawdę niemiłe uczucie!

Margaret Whitelight

26


165 cm


dancing with the demons in our minds







[Cytuj]
Multikonta: Shan, Kieran, Noah
Jeszcze mieli masę czasu do jej porodu! Margaret obliczyła, że powinna urodzić na początku roku lub nawet w lutym! Niby zostało jeszcze dużo czasu, a leciał bardzo szybko. Już minęła prawie połowa, a co dopiero druga. Nawet nie wiedzieli kiedy czas przepływam im między palcami. Życie od misji do misji, od powrotu do powrotu bywało nużące, jednak napędzało cały ich świat, dlatego ten czas tak szybko uciekał. Wiedziała, że będzie dobrze i wiedziała przede wszystkim, że wyrobią się z każdą rzeczą. Nie wiedziała tylko dlaczego Finlay tak się upierał, żeby ona mu nie pomagała, a przecież mogła zrobić wiele. Shan pomogła Jamesowi z umeblowaniem i ogarnięciem wszystkiego, Marg też mogła to zrobić, bez najmniejszego problemu, szczerze mówiąc.
Lepiej, żeby nie mówił na głos przy Marg, że Sebastian zasługiwał na to, co go spotkało. Nie zasłużył sobie na taki los. Margaret kochała brata i zawdzięcza mu całe swoje życie, to kim jest, jaka jest, co umie. To właśnie on zatroszczył się o całość jej wychowania. Nie ważne jak bardzo Finlay go nie znosił, powinien jednak być mu wdzięczny, że najstarszy z Whitelightów uczynił z jego ukochanej taką, a nie inną osobę.
- Wiesz… Nigdy Ci tego nie opowiadałam tak ze szczegółami. – zaczęła cicho. Mówiła z reguły ogólnikami, nie wnikając w szczegóły. Westchnęła i spojrzała na męża. – Kiedy James się urodził… Mama i taka, a raczej te cholerne demony przestały się mną interesować. Służba w rezydencji miała dbać tylko o Jamesa, był ich oczkiem w głowie, a raczej… materiałem w ich rękach. Nie pozwalano mi bawić się z nim, ani nawet rozmawiać. Za chęć zbliżenia się do niego były surowe kary. Sebastian zajął się mną, gdyby nie on, pewnie bym umarła zapomniana przez świat. James był z tym wszystkim sam, zawsze i cierpiał okrutnie, nie mogąc się nawet do nas zbliżyć. Demony wpoiły mu, że to myśmy go nie chcieli… – pokiwała lekko głową. – Chcę, żeby był szczęśliwy. – dodała biorąc głęboki oddech i przygryzając lekko wargę. Wiedziała, że Fin zrozumie, spojrzy na to inaczej. Dobrze, że dogadał się z Jamesem. Pewnie nie można było tu mówić o jakiejś wielkiej przyjaźni, ale drobnymi krokami, na pewno wyjdzie z tego coś dobrego.
- Ja, Ty i nasze dziecko… Mam wrażenie, że to będzie syn. – mruknęła puszczając mu oczko. Jakieś przeczucie mówiło jej, że będą mieli małego chłopca. – Jakbyś mu dał na imię? – spytała cicho, poważniejąc nieco. Jeszcze o tym nie rozmawiali.

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light

Finlay Nightwind

28



nie zniechęcaj się jednym upadkiem, za dużo możesz stracić.







[Cytuj]
Multikonta: Jeffrey, Queenie
Tak, czas zdecydowanie za szybko leciał. Przecież dopiero co ją poznał, dopiero co wyjechał w świat by ją odnaleźć a już są małżeństwem mającym własny dom i oczekującym dziecka! Kiedy to wszystko się stało? Fin jakoś nie zastanawiał się nad czasem. Zazwyczaj tylko cieszył się chwilą. No chyba, że to była misja więc to zupełnie coś innego! Wtedy pragnął by czas biegł jak najszybciej.
Może i Jamesowi pomogła Shan, ale jak widać Finlay i James bardzo się od siebie różnili. U brata Margaret w domu nie było aż tyle kurzu i nie było możliwości, że zaraz coś się przewróci na ciężarną kobietę. Fin u nich w domu musiał jeszcze sprawdzić czy aby na pewno wszystko jest stabilne i pewne. Jednak tutaj chodziło o coś więcej. Czy można było to nazwać rodzinną tradycją? Raczej nie, ale po prostu czuł potrzebę wszystkim się zająć samodzielnie tak jak robił jego ojciec, dziadek i zapewne pradziadek też. On z Margaret mogą stworzyć nowe małe tradycje. Nic się nie stanie jeśli rudowłosa zacznie razem z nim tutaj przysiadywać i mu pomagać.
Jasne, że był wdzięczny Sebastianowi, że tak troszczył się o Margaret. Tyle, że on wcale nie chciał by jego siostrzyczka była z nim. Nie chciał jej szczęścia, ich szczęścia. Gdyby tylko żył to nie dopuściłby do ich ślubu. Zrobiłby wszystko by zrazić siostrę do jego. Możliwe było, że znalazłby jej jakiegoś chłopaka tylko po to by zranić jego.
Nie znał tej historii tak szczegółowo, ale samo słuchanie, że nie mogła utrzymać kontaktu z bratem jako dziecko go bolało. Jakim trzeba być draniem by tak postąpić? Ah tak, mówimy o demonach. Mogło być gorzej, ale nadal go to bolało. Odtrącona przez rodziców, od brata. Sytuacja w jej rodzinie była dość wyjątkowa, tego nie da się ukryć.
- Nie myśl o tym. Pozwól im odejść na zawsze- szepnał do jej ucha. Rozpamiętywanie o zmarłych nic nie da. Może nie rozwścieczy to umarłych tak jak kiedyś myślał, ale też nic nie zmieni. Jednak i tak cieszył się, że dzieliła się z nim tym wszystkim. -Każde z was teraz zasługuje na szczęśliwe życie- jak to dobrze, że mieli siebie. On już zaczynał zapominać jak to jest mieć rodzeństwo. Pogodził się z śmiercią siostry na zawsze.
Chłopiec. Doskonale wiedziała, że tak bardzo pragnął syna by przedłużyć umierający rud. Może to będzie ich jedyne dziecko? Zdecydowanie by wolał chłopca.
- wiesz, jeszcze się nad tym nie zastanawiałem.- jeśli stracą dziecko to pozostanie im tylko imię. Może to jeszcze było za wcześnie? Jednak spojrzał na swoją żonę i uśmiechnął się leciutko -A ty zastanawiałaś się nad tym? Masz jakieś ulubione?- a może to jednak najwyższy czas?

Margaret Whitelight

26


165 cm


dancing with the demons in our minds







[Cytuj]
Multikonta: Shan, Kieran, Noah
Imię dla dziecka. Margaret zastanawiała się nad tym już wcześniej i nic nie przychodziło jej do głowy, albo inaczej… wybór jest tak duży, że nie umiałaby się zdecydować. Wiele imion jej się podobało, wiele imion było pięknych i miała cudowne znaczenia. Chciała coś brytyjskiego, zdecydowanie takie imiona były dla niej najbardziej odpowiednie. Nie wiedziała co prawda czy będą mieli syna czy córkę, aczkolwiek miała przeczucia co do tego. Zmarszczyła nieco brwi, jak wtedy, kiedy zastanawiała się nad czymś solidnie. Ten temat zdecydowanie był odpowiedniejszy, nie przywracał przykrych wspomnień i demonów przeszłości.
- Z męskich imion podoba mi się Leo, Oliver, Alexander… albo Sebastian. – zaczęła spokojnie. Te imiona jakoś najbardziej jej pasowały i najbardziej się podobały. Dobrze by było, jakby Finlay wyraził swoje zdanie w tym temacie. W końcu to ich dziecko i oboje mają prawo głosu. Sebastian uczciłoby jej zmarłego brata, zwyczajnie czyniąc z niego patrona dziecka, jednakże wiedziała, że na to imię Finlay mógłby się zwyczajnie nie zgodzić. Miał przykre wspomnienia związane z jej bratem, więc nic dziwnego, że by na to nie poszedł.
- A dla dziewczynki wybrałabym… Amelia, Isabella, Ivy albo Viktoria. – dodała po chwili i obróciła się bardziej w jego stronę. Nie miała więcej pomysłów, właściwie mogłaby pożyczyć od brata książkę z imionami, ale podejrzewała, że wtedy będzie jeszcze większy problem, bo wybór znacznie się poszerzy. Niby mieli jeszcze czas na wybranie imienia dla dziecka, ale Margaret chciała mieć przygotowane opcje i możliwości. Dziecko było silne, po dwójce rodziców, którzy byli z dwóch wspaniałych lodów. Na pewno urodzi się zdrowe i silne, Margaret była tego bardziej niż pewna.
- To co… Składamy dzisiaj coś jeszcze czy będziemy odpoczywać? – spytała po chwili, patrząc mu w oczy. No prawdę mówiąc… mogli coś pomajsterkować.

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo