Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator
[Cytuj]
Wrzosowiska
Ogromne pola pokryte kolorowymi wrzosami, wyglądającymi niesamowicie w promieniach zachodzącego słońca. Tereny te nie należą do nikogo, są wolne i można się po nich swobodnie przemieszczać. Zapach wrzosów, a także ich ilość czynią to miejsce wyjątkowo pięknym. Gdzieniegdzie pomiędzy nimi wydeptane są ścieżki dla osób, które lubią zachwycić się pięknem natury.

[Cytuj]
// #1

Ostatnie promienie słońca barwiły niebo na fioletowo i różowo. Wrzosów jeszcze nie było, ale to nie przeszkadzało Robin się między nimi przechadzać. Ubrana w za duże ponczo, pod którym miała dżinsowe ogrodniczki… wyglądała jak dziecko. Zagubione dziecko, które postanowiło się przejść po łące, na której jeszcze nie było żadnych kwiatów.
Poroże miała na wierzchu, a raczej nie starała się go w żaden sposób ukryć. Długie, rude pasma jak zwykle wplątały się jej w te jelenie rogi. Nie przeszkadzało jej to, przyzwyczaiła się w sumie do tego. Ciekawym faktem było, że na jej porożu znaleźć można było kwiaty, które wyrosły same z siebie. A może pod wpływem tego, że czuła spokój… i może trochę radości. Czym się cieszyła? Wieloma rzeczami. Chociażby tym, że nikogo w ostatnim czasie nie zabiła.
Zatrzymała się i podniosła spojrzenie na zachodzące słonce. Wpatrywała się w niebo, które z każdą chwilą stawało się coraz ciemniejsze, a tam, gdzie nie docierały promienie słońca, zaczęły się budzić gwiazdy. Wyglądało to naprawdę pięknie. Aż trudno było oderwać spojrzenie. Toteż Rudzik nie próbował tego robić, po prostu oddawała się tej drobnej przyjemności.

Hannah Cox

20


161 cm


Mały (s)kurwilk







[Cytuj]
Multikonta: Marcel Begum
//przed deptakiem

Hannah też nikogo nie zabiła! I nawet jeśli w ostatnim czasie faktycznie mógłby to być dla niej powód do radości, to nie wyglądała na specjalnie ucieszoną. Powód był dość prosty - wyszła z domu żeby trochę powęszyć. I to dosłownie. W przeszłości rzadko kiedy zapuszczała się w takie miejsca w swojej ludzkiej postaci, dlatego ciągle przychodziło jej to z lekkim oporem. Właściwie to jedynym sukcesem tego wieczoru było to, że nie wlazła w kupę ekskrementów, kiedy zdecydowała się zboczyć ze ścieżki, dlatego chyba nie powinno nikogo dziwić, że na z wolna tracące swój kolor badyle patrzyła z lekką niechęcią. Jej jedyną alternatywą był jednak teraz powrót do domu i Jun, więc zdecydowała się zacisnąć zęby i przedłużyć tą przechadzkę jeszcze trochę. Ubrana w zwykłe jeansy i trzy grube, zniekształcające jej sylwetkę bluzy, pozostała na skraju wrzosowisko póki słońce na dobre nie zdecydowało się przymknąć jadaczki i ruszyła przed siebie, tym razem już bez wyraźnego celu. A szkoda, bo może gdyby pociągnęła kilka razy nosem, albo chociaż podniosła łeb, to zorientowałaby się, że nie jest na polu sama. Tymczasem, kiedy wreszcie zdobyła się na to, żeby trochę się rozejrzeć, była już naprawdę blisko młodej i stojącej do niej teraz tyłem... kobiety? Brwi Cox uniosły się naprawdę wysoko, kiedy tak przyglądała się wyrastającym z jej głowy rogom. I już miała przekonać samą siebie, że to tylko dziwaczne nakrycie głowy, ot, taka moda, której nigdy nie chwytała. Już wcisnęła ręce do kieszeni i zaczęła się wycofywać, gdy jej ciężki bucior nastąpił na jakiś spróchniały patyk, przecinając wieczorową ciszę głośnym, szybkim trzaskiem.

[Cytuj]
Uniosła ręce do nieba, na podobieństwo dawnych druidów. Zresztą z tym porożem mogła wyglądać jak leśna boginka, a nie tylko mierny druid. Niemniej uniosła ręce ku niebu, jakby wyciągała do niego ręce, chcąc złapać spadającą gwiazdę albo kosmitę. Sama nie wiedziała, czemu to robi. Zacisnęła dłonie w pięści, gdy usłyszała pękająca gałązkę. Odwróciła się gwałtownie ni to przerażona, ni to gotowa do ataku. A przyznać trzeba, że po tych trzech latach stworzenie ognistego pocisku nie było dla niej niczym trudnym.
Ogień zapłonął w jej dłoniach, gdy trzymała je wzdłuż swojego ciała. Jeden z nich uniosła bliżej twarzy, a nawet nieco przed siebie, na podobieństwo pochodni. Przechyliła lekko głowę.
-Kim jesteś? – Fuknęła, siląc się na groźny ton. Wyszło… jak zawsze, a więc brzmiała jak przerażona nastolatka, którą już dawno nie była. Jeden z płomieni zgasł, drugi został, by nieco rozświetlać zapadającą z wolna noc.

Hannah Cox

20


161 cm


Mały (s)kurwilk







[Cytuj]
Multikonta: Marcel Begum
Chociaż z pozoru wyglądała normalnie, dziewczyna poczuła jakby jakiś dziwny, pierwotny impuls urządził sobie spacer po całym jej ciele. Jej częściowo uniesioną jeszcze w górę noga opadła na ziemię z siłą o wiele większą niż było to konieczne, a wbite w kieszenie dłonie rozerwały od środka materiał jednej z nich. Hannah najzwyczajniej w świecie się wystraszyła. A raczej po prostu dała się zaskoczyć – summa summarum i tak wychodziło na jedno. Warknęła też cicho, nie spuszczając wzroku z płonących dłoni dziewczęcia. Nic się jednak nie działo, tak jakby, więc powoli, obawiając się, że mięśnie same z siebie mogą ją zdradzić, zrobiła niewielki krok do tyłu. Dopiero wtedy pozwoliła sobie na długi oddech i wyciągnęła dłonie na wierzch.
"Groźny" ton oczywiście nie zrobił na niej wrażenia. Ba! Mógłby ją nawet rozbawić, gdyby tylko wiedziała, co tu się właściwie przed chwilą odwaliło. Chwilowo jednak musiała się zadowolić tym, że nieznajoma ugasiła jedną z tych ognistych kulek. No właśnie, nieznajoma? Bo kiedy tak patrzyła na te okalające delikatną twarz włosy, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że gdzieś już ten obrazek widziała.
– Jesteś wróżką? – palnęła, starając się jednocześnie przypomnieć sobie co właściwie o nich słyszała. Przy okazji też - oczywiście - ani myślała się przedstawić, ale przynajmniej podniosła ręce nieco wyżej.

[Cytuj]
Uważnie obserwowała tę dziewczynę. Nie wiedziała, czego się należy po niej spodziewać. Na pewno nie zamierzała opuścić gardy. Jej ciało drżało, jak liść na wietrze, chociaż samą siłą woli próbowała mu tego zabronić. Nie chciała wyglądać jak ofiara. Chciała wyglądać jak drapieżnik. Chociaż to jelenie poroże mogło utrudniać pewne rzeczy. Kojarzyło się… dość jednoznacznie. Nie była ofiarą, już nie. Teraz ona krzywdziła innych i starała się pokazać, że się nie boi. Co oczywiście wychodziło jak zwykle. Cykorem to było ją czuć na kilometr.
-Co? Nie! Jestem czło… człowiekiem! Jestem człowiekiem! – Zdziwiła się, aż brewki zmarszczyła. Po części też się oburzyła, bo dziewczyna, zamiast jej odpowiedzieć, po prostu zignorowała jej pytanie. Widząc, że podnosi wyżej ręce, które wcześniej jej pokazała, cofnęła się o krok do tyłu. Ogień w jej dłoni nieco urósł.
-Nie… nie ruszaj się! I gadaj kim jesteś! – Jeszcze trochę i zacznie się hiper wentylować, a z tego nic dobrego nie wyniknie. Bardzo nie lubiła takich podbramkowych sytuacji. Z drugiej strony, nie chciała skrzywdzić niewinnej dziewczyny. Chociaż może powinna, skoro widziała ją z rogami? Nie wiedziała w sumie, co ma zrobić, a nie chciała się znów przeprowadzać. Miała dość uciekania. Przygryzła dolną wargę i wyglądała, jakby się miała zaraz rozpłakać.

Hannah Cox

20


161 cm


Mały (s)kurwilk







[Cytuj]
Multikonta: Marcel Begum
Już nie tyle wystraszona, co starająca się po prostu nad sobą panować Hannah, zerkała teraz to na dłoń, to na twarz dziewczyny, przy okazji tego drugiego nie mogąc sobie darować patrzenia na jej rogi. Patrzenia? Ona się w nie wręcz wgapiała, i gdyby tylko nie to, że w każdej chwili to obce stworzenie mogłoby najpewniej miotnąć w nią ogniem, pewnie zapomniałaby nawet o tym, że te rogi (i to w kwiatki!) skądś jednak wyrastają i ktoś przed nią stoi. Właściwie to zaczęła się nawet zastanawiać, czy to na pewno faerie, czy może ma przed sobą znowu jakieś inne dziwy, no ale notatek jeszcze nie zrobiła. Pewnie nawet gdyby je miała, spłoszone dziewczę nawet nie pozwoliłoby jej na wyciągnięcie telefonu czy zeszytu.
– Ej, już człowieku dobra! – wilczyca też zrobiła, kolejny już, krok do tyłu, i opuściła ręce. Miała ochotę wsunąć je znów w kieszenie workowatych spodni, ale zamiast tego po prostu splotła je razem, gdzieś na wysokości pępka.
Do jasnej cholery, miała nadzieję wytropić jakąś wiewiórkę, a nie pół-jelenia.
– Mieszkam niedaleko – powiedziała, krańcem świadomości odnotowując fakt, że zaczyna nerwowo przebierać nogami. – I mogłabyś to, kurwa, zgasić? Jak kichniesz i ci wypadnie to nie wiem co będzie. – Dodała w końcu, zerkając spode łba na nienaturalną pochodnię, a jej głos brzmiał o dziwo dość spokojnie. No, przynajmniej daleko mu było do warkotu czy żądania, a przy odrobinie dobrych intencji, dało się nawet wziąć jej wypowiedź za prośbę.
– Przecież stoję? – ponagliła, machając głową jak przekomarzająca się z matką nastolatka. W tym samym czasie, jej zaciskające się na łokciach palce, wbiły się w nie jeszcze mocniej.

h.c.
BĄDŹ JAK KAMIEŃ - STÓJ, WYTRZYMAJ
KIEDYŚ TE KAMIENIE DRGNĄ
I POLECĄ JAK LAWINA... PRZEZ NOC...

[Cytuj]
Nieco się uspokoiła, gdy to dziewuszysko nie nazywało jej wróżką. Nie była nią, nie wiedziała czym do cholery była, bo na pewno nie człowiekiem, ale… to nie miało teraz żadnego znaczenia. Dla niej nie miało. Te zdolności uratowały jej życie i chociaż panicznie się ich bała, to za nic by ich nie oddała. Co więcej, gdyby wcześniej je odkryła, to miałaby szansę uratować swoją matkę.
-I? – Ona nie miała domu, więc jakie znaczenie miał fakt, że dziewczyna mieszka tu niedaleko. Zacisnęła nieco mocniej palce na „kuli” ognia, a płomień nieco przygasł. -A co? Boisz się ognia?
Może nie powinna w tym momencie kozaczyć, ale w sumie nie wiedziała, jak inaczej odpowiedzieć. W sumie mogła ten ogień zgasić, bo jeśli będzie trzeba, to w trymiga będzie się posiłkowała… innymi sztuczkami, a tych już trochę umiała, chociaż ogólnie była nowa w tej branży. Właśnie dlatego zamknęła dłoń, a ogień w niej trzymany po prostu zgasł.
-Znaj moją łaskę, chociaż powinnam cię przypiec za to, że nie chcesz mi odpowiedzieć – fuknęła, chociaż potem splotła ręce pod biustem. -Chociaż może lepiej, że nie znam twojego imienia… łatwiej będzie mi ciebie zabić, gdybyś coś kombinowała – wzruszyła ramionami. Próbowała grać opanowaną, w środku trzęsąc się jak galareta. Chyba dobrze jej szło.

Hannah Cox

20


161 cm


Mały (s)kurwilk







[Cytuj]
Multikonta: Marcel Begum
Bardzo dobrze jej szło! Na tyle dobrze, że Cox ledwie odnotowywała fakt, że ma przed sobą równie młode co ona i najpewniej wystraszone dziewczę, więc ze sporym trudem powstrzymywała chęć rzucenia się na nią z pazurami.
– Powiedzmy... – wycedziła przez zaciśnięte zęby, patrząc jak nieznajoma chowa płomień w swojej własnej dłoni. Przynajmniej teraz, kiedy wreszcie ten pieruński i nienaturalnie drażniący ją ogień zniknął, było jej już nieco łatwiej okiełznać emocje. Wybałuszyła jednak oczy na całą tą wzmiankę o łasce. Durne dziewuszysko nie miało chyba pojęcia, że rozmawia z wilkołakiem, w dodatku przed pełnią i okresem. ?o panie, i jak ona miała niby nad sobą panować, kiedy "Bambi" przed nią wyprawiał takie harce?
– Dżizas, co wy wszyscy macie z tym zabijaniem? Mieszkam TU to sobie TU chodzę. Metryki nie zabrałam. – Fuknęła, a całe jej ciało wykonało coś na kształt fali, kiedy aż tupnęła nogą w ziemię. Zaraz się jednak zreflektowała, odwracając głowę i wciskając łapy w kieszenie. O tak, o wiele bezpieczniej było trzymać je choć na niewielkiej uwięzi. Przynajmniej póki nie wiedziała, co to właściwie za człowiek przed nią stoi. No bo jeśli miała przed sobą faerie, to chyba nie powinna jej zdradzać swojego imienia, nie? Tak to leciało? A może jednak odwrotnie...
Westchnęła cicho, znów zerkając na rudzielca, ale nie odwracając przy tym głowy.
– Wiem kim jesteś... – stwierdziła nagle, sama zaskoczona tym nagłym objawieniem. – Jesteś tą dziewczyną z dworca. Pytałaś ludzi o drobne. – Jej wzrok powędrował wzdłóż ukwieconego poroża. – Tylko byłaś bez... Tego, no... Kapelusza?
Mało brakowało, a szczerze by parsknęła.

h.c.
BĄDŹ JAK KAMIEŃ - STÓJ, WYTRZYMAJ
KIEDYŚ TE KAMIENIE DRGNĄ
I POLECĄ JAK LAWINA... PRZEZ NOC...

[Cytuj]
Można powiedzieć, że trafił swój na swego, chociaż z tej walki chyba w lepszym stanie wyszedłby czarownik, nawet nieznający pełni swych możliwości.
-Przestań się unosić, bo ci pryszcze wyskoczą – odpowiedziała ze wzruszeniem ramion. No i teraz ona grała tą spokojną. Chociaż może nie powinna. W końcu nie wiedziała, z czym ma do czynienia, chociaż w razie potrzeby będzie w stanie uciec. A jak nie uciec, to przynajmniej walczyć. Zwłaszcza że dała już pokaz tego, co umie. -Może jakbyś była miła, to by ludzie ci śmiercią nie grozili – i znów lekki przytyk. Coś w tym było, jakby odpowiadała na pytania i nie próbowała zgrywać, nie wiadomo kogo, to może Bambi by jej nie groziła. Co jednak zrobić, kiedy ktoś ci odmawia zeznań i nie daje najmniejszego powodu do tego, byś mu zaufał? Powiedzmy sobie szczerze, Rudzik miał dość niespodzianek w postaci ludzi, którzy niby nic nie chcą, a potem zabijają ci członków rodziny, ewentualnie próbują cię skrzywdzić.
Zmarszczyła delikatnie brwi, gdy dziewczyna stwierdziła, że ją zna. I w sumie wyszło na to, że faktycznie się widziały. I teraz jak o tym wspomniała, to wychodziło na to, że faktycznie się widziały.
-To… nie kapelusz. To moje… poroże – odpowiedziała, lekko się przy tym rumieniąc. Dotknęła również jednego z rogów, nawet zerwała z niego biały kwiatek. Wyciągnęła ten wcześniej wspominany – i zerwany – kwiatek w stronę dziewczyny. -Jestem Robin – przedstawiła się.

Hannah Cox

20


161 cm


Mały (s)kurwilk







[Cytuj]
Multikonta: Marcel Begum
Tak jak na wzmiankę o pryszczach ją po prostu wmurowało, tak po przytyki o byciu miłym zgłupiała już zupełnie. No bo przecież była miła. Do cholery.
– Ple, ple, ple... – mruknęła już pod nosem, wciąż poświęcając dziewczynie tylko tyle uwagi, ile było konieczne. Lepiej było tak zupełnie nie spuszczać z oczu kogoś, kto podpala sobie ręce, nawet jeśli utrzymywał, że jest tylko człowiekiem. I miał czelność zadawać pytania, choć sterczały mu z głowy ukwiecone badyle... Hannah nie mogła zaprzeczyć, że istotka przed nią dała radę jej zaimponować, nawet jeśli wydawała się być lekko dziabnięta na umyśle. No bo czy mogła wiedzieć, że jest po prostu przewrażliwiona? Faktycznie, trafił swój na swego.
Warkoty i fochy zostały jednak chwilowo odsunięte gdzieś na bok, a kiedy Bambi przyznała się do rogów, spotkała się z pełnym zrozumieniem i akceptacją. A przynajmniej Cox ugryzła się po prostu w język, kiwając tylko powoli głową i starając się zapanować nad unoszącymi się brwiami.
– Bardzo... ładne. Długo zapuszczałaś? – sapnęła, i naprawdę mało brakowało, żeby też się nagle zarumieniła. No kuźwa tylko tego jej tu brakowało... Kolejny gest rudzielca jedynie pogłębił jej zażenowanie. Wilczyca wpatrywała się w tą wyciągniętą w jej stronę roślinkę, jakby spodziewała się, że zaraz wybuchnie, a wraz z nią jebnie pół świata.
Nigdy wcześniej nie dostała kwiatów.
– Hannah..? – zaryzykowała i zrobiła dwa kroki w jej stronę, zbliżając się tylko na tyle żeby przyjąć ten niespodziewany podarek. Chwyciła go dwoma palcami i trzymała tak przez dłuższą chwilę. Nie urwało jej ręki, więc w końcu zerknęła na buzię dziewczęca, a zakłopotania na własnej buzi ni jak nie udało jej się zamaskować.
– Nie mam kasy – stwierdziła, wsuwając jednocześnie dłoń pod jedną z luźnych bluz. – Chcesz kiełbasę? – Wyciągnęła na wierzch otwartą paczkę kabanosów. Zerknęła krótko w dół i drugą dłonią odłamała nadgryziony wcześniej kawałek.
Ha! Potrafiła się zachować.

[Cytuj]
Była miła jak opryszczka. Zresztą nie ważne, widocznie panie się nie do końca rozumiały, ale przecież u kobiet to nic nowego. Dziwnie by chyba było, gdyby się zrozumiały, tak do razu. Bo to by w sumie znaczyło, że będą psiapsiółami, czy coś. A ta wizja była poniekąd przerażająca. No bo… jeleń z wilkiem? Brzmi to, jak początek kiepskiego kawału.
Powinna w sumie popracować nad ukryciem tego poroża, ale teraz nie miała do tego głowy. Poza tym była noc, jak ktoś ją z tym zauważy, to pierwszą myślą będzie: „Wariatka jakaś, badyle se do łba przywiązała” i to w sumie będzie dobra myśl. Nocą mogła być sobą, tą nową sobą, bo starą już nigdy nie będzie. Czego w sumie żałowała, bo chciałaby, żeby wszystko wróciło do starego ładu i porządku. Chciała spać w swoim łóżku, całować się ze swoim chłopakiem, nosić swoje ubrania… i wiele innych rzeczy chciała, ale nic z tego nie było możliwe.
-Wyrosły… po tym, jak zabiłam dwóch panów, którzy zabili moją mamę – odpowiedziała ze wzruszeniem ramion. Dodatkowym elementem był ton głosu, który wskazywał na rozmowę o pogodzie, a nie zabójstwo rodzicielki. Z baniakiem Rudzika było zdecydowanie coś nie bardzo, ale to temat na inną rozmowę. Kwiatek nie zamierzał wybuchnąć, a jedynie ładnie wyglądać. I bardzo dobrze mu to wychodziło.
-Miło mi cię poznać – powiedziała z delikatnym uśmiechem. Opuściła ręce wzdłuż ciała, gdy Hannah wzięła od niej tego kwiatka. Ona zakłopotana, a Rudzik uśmiechnięta. Jak milo.
Zdziwiło ją stwierdzenie, ze Hannah nie ma pieniędzy.
-Nie proszę cię o nie, zresztą i tak bym ich za nic nie przyjęła – odpowiedziała ze wzruszeniem ramion. Za samo oddychanie pieniędzy nie chciała. Za to, że pomagała, że wykonywała drobne obowiązki, tak. Samo istnienie nie było wystarczającym powodem, by zarabiać. -To akurat chętnie – powiedziała z uśmiechem, by potem wyciągnąć sobie jednego kabanosa. Usiadła jak gdyby nigdy nic na trawie i zaczęła go spokojnie jeść. Poklepała miejsce obok siebie.
-Co cię sprowadza tak późno na łąkę? Nie boisz się, że coś ci się stanie? – Może nie powinna dopytywać, ale… kurczę, miała coś z Ziemi. Oczywiście Matki Ziemi, Natury… a może z samej matki.

Hannah Cox

20


161 cm


Mały (s)kurwilk







[Cytuj]
Multikonta: Marcel Begum
Nie rozumiały się z całą pewnością, ale czy to nie dobrze? W końcu gdyby jedna potrafiła pojąć w locie co łazi po głowie tej drugiej, najpewniej znaczyłoby to, że ich mózgi są jeszcze bardziej uszkodzone niż ktokolwiek wcześniej mógł przypuszczać. A Hannah za wariatkę się nie uważała – o co to, to nie. Właściwie, to myślała nawet, że jest zupełnie odwrotnie, że jest jedną z najnormalniejszych osób jakie spotkała w ostatnim czasie, jeśli nie w całym życiu – ot, typowe myślenie każdego świra. Miała jednak tę przewagę, że nie potrafiła cofnąć się w przeszłość tak daleko, by móc za nią zatęsknić. Ani w głowie jej było wspominanie ciasnego pokoju i Londynu, a myśl o tamtejszej watasze sprawiała, że nawet wredna twarz Jun wydawała jej się być nieco milsza. Co zaś do stanu umysłu swojej towarzyszki...
Nawet jeśli wcześniej mogła mieć wątpliwości, co do tego, że ma przed sobą dziewczę ładne, lecz dziabnięte, Robin właśnie je wszystkie rozwiała. Wilczyca bowiem nie uwierzyła w całe to gadanie o zabójstwie. Przecież gdyby rudzielec to zrobił, to chyba by się tym tak nie chwalił, nie? Jej intencje wydawały jej się więc teraz tajemnicą, którą niekoniecznie chciała rozwikływać pod nocnym niebem, wciąż nie wiedząc z kim, albo raczej z czym ma doczynienia. Ograniczyła się więc do kiwnięcia głową, które powtórzyła na wzmiankę o "miłym poznaniu". Nie siliła się na żadne podobne wyznania. Nigdy tego nie robiła.
Nie była z resztą do końca pewna, czy to poznanie na pewno jest takie miłe. Choć ulżyło jej trochę na wieść o tym, że dziewczyna nie chce od niej żadnej kasy (nic innego co mogłaby jej oferować nie przyszło jej do głowy - pomijając oczywiście kiełbasę) wilczy instynkt ciągle nakazywał jej zachować czujność. Nawet kiedy Robin, już zupełnie jak się wydawało przyjazna, przyjęła jedzenie i usiadła sobie na ziemi, Hannah dreptała chwilę w miejscu, rozważając ucieczkę albo bardziej dyskretne wymiksowanie się z całej sytuacji. Zaproszenie do tego by usiąść obok, też kolokwialnie mówiąc zlała, odkładając po prostu na uklepane miejsce resztę kabanosów.
– Umiem sobie poradzić – mruknęła, prostując się i rozglądając. Nie miała co do tego niby żadnej pewności, jednak odnosiła (słuszne z resztą) wrażenie, że Robin nie zdaje sobie sprawy z tego, że ma przed sobą kogoś ciut silniejszego niż mogłoby się wydawać. – A poza tym, to tak se łażę. I wiewiórki tropię – dodała, skoro już zdecydowała się być miła. Oczywiście nawet nie przypuszczała, że jej słowa mogą być wzięte na poważnie, ale w końcu, w jej mniemaniu, Bambi sama zaczęła. W żaden sposób jej to jednak nie przeszkadzało. Nigdy nie należała do wylewnych osób, więc w sumie, póki żadne ręce znów się nie paliły, było jej obojętne co dziewczyna o niej myśli. Sporym zaskoczeniem było jednak to, że sama chciała się o niej dowiedzieć czegoś więcej. I kiedy ta świadomość dotarła wreszcie do jej kosmatego łba, Cox aż stanęła w miejscu. Znów zerknęła na rogi i twarz, aż wreszcie ugięła kolana i przysiadła na stopach, wybierając jednak miejsce naprzeciwko swojej rozmówczyni, w dodatku dobry metr dalej.
– A ty? Skąd się tu wzięłaś? – zmarszczyła brwi. – Się znowu nie obraź, ale wiesz... Przyziemni raczej nie mają... – podniosła dwie ręce do skroni i ułożyła szczupłe palce na kształt poroża.

[Cytuj]
Pokiwała ze zrozumieniem głową, gdy Hannah stwierdziła, że umie sobie poradzić. W sumie ona również sobie radziła. Jakoś sobie radziła i chociaż mogło być lepiej, to zdecydowanie nie narzekała. Życie takie jest, nie wszystko się w nim układa, tak jakbyśmy tego chcieli, ale to w sumie nie jest życia wina, że tak jest. Ludzie po prostu zbyt wiele rzeczy pozostawiają przypadkowi, a na niektóre sami nie mają bezpośredniego wpływu. To smutne, ale tak właśnie jest i tak w sumie musi być.
-Na łące nie ma wiewiórek, prędzej jelonki – poinformowała ją i uśmiechnęła się wesoło. Właściwie to niewiele brakowało, by zaczęła się śmiać. Sama wyglądała jak jelonek, więc to siłą rzeczy, trochę śmieszne. Nawet trochę bardziej, ale cóż poradzić? Może uda jej się tym rozśmieszyć rozmówczynię, tudzież nie. Jakoś to przeżyje.
Spojrzała na Hannah, gdy ta kucnęła przed nią. Chwilę na nią patrzyła, jakby do końca nie zrozumiała pytania. Bo w sumie tak było.
-Trzy lata temu przyjechałam tutaj autobusem z Londynu. Od tego czasu… włóczę się tu i tam – odpowiedziała ze wzruszeniem ramion. -Uch… nie wiem, co to Przyziemny, ja jestem człowiekiem… z porożem. Wcześniej go nie miałam, słowo daję. Pojawiło się po… po tym wydarzeniu, po tym spotkaniu z tymi panami w garniturach. Wtedy też… odkryłam, że umiem te rzeczy – odpowiedziała i cicho westchnęła. Ona w rzeczywistości nic nie wiedziała i wychodziło na to, że nic się nie dowie. A już na pewno, nie od nowej znajomej, która widocznie wiedziała tyle samo, co ona. Zamiast tego starała się skupić na porożu, na tym by zniknęło. I po chwili skupienia, zabawnego nadymania policzków, rogi zniknęły. Zaczepione w nie włosy opadły.
-Mogę… sprawić, że znika. Niestety nie robi tego, na zawsze. Tylko… na trochę, dopóki się nie wystraszę albo… nie zdarzy się coś innego – odpowiedziała. Doszła do wniosku, że powiedziała zdecydowanie za dużo. Niemniej chciała się komuś wygadać. A panna Cox sprawiała wrażenie, jakby ją rozumiała.

Hannah Cox

20


161 cm


Mały (s)kurwilk







[Cytuj]
Multikonta: Marcel Begum
„Miej wyjebane, a będzie ci dane” – o tak to szło? Hannah przez wiele lat pieczołowicie wyznawała zacytowaną tu zasadę, choć coś jej podpowiadało (czasem nawet całkiem głośno), że nikt właściwie nie uściślił co takiego wtedy otrzyma. Zgodziła się jednak na te warunki i przez większą część życia trwała w zawieszeniu, ni to smutna, ni szczęśliwa... Ale nie teraz.
– Widzę – stwierdziła krótko i nawet jeśli ciężko było od niej oczekiwać jakiejś pełnej entuzjazmu reakcji, to jej blade usta lekko zadrżały. W końcu nie byłaby specjalnie zaskoczona, gdyby Robin nagle się napięła i wyhodowała sobie kitę zamiast poroża - podstawy ewidentnie już miała. Cox była coraz bardziej zafascynowana siedzącym przed nią rudzielcem, a mnogość kłębiących się w jej kudłatym łbie pytań sprawiała, że miała ochotę sobie ten łeb odgryźć. Zdecydowanie nie była do tego przyzwyczajona.
– Też mieszkałam w Londynie... – zaczęła, zanim Bambi zdążyła namieszać jej w tej głowie jeszcze mocniej. Ciekawe czy wiedziała, że ma do tego talent...
– Ale że jak to ty nie wiesz, kto to przyziemny, przecież ludziom to brodawki rosną, nie rogi, garby ewentualnie, przecież... Szlag by to... – podkulone nogi dziewczyny nie dały już rady utrzymać jej ciała. Hannah aż sapnęła, kiedy prawilnie posadziła tyłek na ziemi, a jej dłonie same z siebie rozpoczęły wędrówkę w poszukiwaniu fajek. – Przecież ty wiesz mniej niż ja...
W jej tonie nie było ani grama przygany. Wilczyca była zwyczajnie przerażona faktem, że można aż do tego stopnia nie ogarniać. Wyobraziła sobie jakby to było, gdyby pewnego razu po prostu położyła się spać i wstała z głośnym skowytem. I ogonem. Nic dziwnego, że pierwsze szlugi poszły się jebać i udało jej się odpalić dopiero trzeciego. Cholera, nie nadawała się do takich rzeczy... Patrzyła jak Rudzik chowa te swoje rogi i nie mogła oprzeć się wrażeniu, że wolałaby po prostu dostać od niej tą palącą się piłką i rozerwać ją na strzępy, zamiast ją tu teraz uświadamiać.
Ile to już nie płakała? Bo chyba była blisko.
– Kurna jego kokon, dobra. TYLKO NIE WYSKAKUJ MI TU ZNOWU Z ŻADNYMI OGNIAMI.poprosiła i zaciągnęła się chyba połową papierosa. Musiała to rozegrać jakoś delikatnie. – Ty wiesz, że takich podziabańców jak ty jest więcej? – aż się cofnęła. – Jezu, znaczy takich ludzi jak ty. Co potrafią te rzeczy. No czarują no... W domu ci nie mówili?
Order z dyplomacji wędruje do...
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo