Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator
[Cytuj]
Ruiny
Jedni twierdzą, że w tym miejscu znajdował się kościół, inni mówią, że jest tam miejsce kultu 'czegoś złego'. Nie ma pewności, co znajdowało się tutaj, za czasów świetności tego miejsca, bo zostało tu naprawdę niewiele. Na porośniętym wysoką trawą terenie zobaczyć można przekrzywiony, odwrócony, kamienny krzyż, trochę dużych kamieni, które prawdopodobnie kiedyś stanowiły fasadę lub były częścią dachu. Niewiele tu zostało, a atmosfera jest dość gęsta. Dodatkowo to miejsce często spowite jest mgłą, pewnie stąd te plotki.

[Cytuj]
#2

Trudno było powiedzieć czemu Caleb lubił to tak miejsce. Sam twierdził, że to kwestia odwróconego krzyża, który zdaje się pieścić jego demoniczną naturę ale na pewno fakty były z goła inne. Stary czarnoksiężnik często przeinaczał fakty dla swojej wygody i straszył tym małe dzieci, które jedyne co potrafiły to wkurwiać go swoją obecnością na tym świecie. Na szczęście zabije niewinnych dla rozrywki zostawił innym około sto lat temu a sam osiadł w Yorku, gdzie uczy bezmózgiego czarownika sztuk magicznych.
Tego dnia postanowił poruszyć swoją siec kontaktów aby odkryć pochodzenie karty z czarnomagicznej księgi. Tego samego dnia, kilka godzin wcześniej, Nicolas przyznał się swojemu mistrzowi, że posiada właśnie taką kartę. Również pojawienie się jej było dla Caleba mocno zagadkowe i twierdził, że na pewno ktoś specjalnie podsunął ją jego uczniowi. Nie wierzył, że kartki z ksiąg przesiąkniętych czarną magią ot tak latają sobie po ruinach.
Umówił się więc z dżinem Azzoo, który wydawał mu się dobrym kandydatem na pomoc w rozwiązaniu czarodziejskiej zagadki. Wysłał mu więc wiadomość i pojawił się pierwszy w umówionym miejscu, gdzie oparł się o resztki muru i czekał na przybycie starego znajomego, z którym niegdyś spędził wiele miłych chwil, na przykład na statku Titanic gdzie razem wyczarowali górę lodową.
Azzoo
[Usunięty]
Azzoo
[Usunięty]
[Cytuj]
[2]

Ten walony wąż musiał akurat przyjść w najmniej odpowiednim momencie. Właściwie to miał zamiar obejrzeć coś w telewizji, ale gdy zobaczył gada pod nogami zaniemówił. Już miał wiać gdzie pieprz rośnie, bo w końcu mogła mu to wysłać inna wróżka, która pewnie chce go zabić. Podniósł jedynie kopertę z ziemi by następnie tylko usiąść na kanapie i czekać na umówioną godzinę. Gdy tylko nastała ruszył w stronę ruin, których zdecydowanie za miejsce spotkania by nie obrał.
W drodze zastanawiał się co ten kochany czarodziej ma ważnego do przekazania. W końcu nie spotykali się zbyt często, a ostatnie ich spotkanie było około 100 lat temu, na sławnym Titanicu. Cóż, wtedy dżin tylko spełnił czyjeś życzenie, a ucieczka, którą zagwarantował mu czarodziej była tym czego właśnie w tamtym momencie potrzebował.
Wyłonił się jedynie z cienia i spojrzał na otaczającą go mgłę. Tak bardzo nie przepadał za tego typu pogodą, że nic dziwnego, że ubrany był w gruby płaszcz. Spojrzał tylko na postać stojącą pod murem i powoli ruszył w jego stronę.
- Mów co to za ważna sprawa, bo właśnie wyciągnąłeś mnie z ciepłego mieszkania - mruknął na przywitanie i ustał parę kroków przed nim. Nie miał mu tego za złe, ale uwielbiał się droczyć, czego Caleb mógł doświadczyć nawet na statku.
 

[Cytuj]
- Nie przesadzaj, nie jest tak zimno - stwierdził Caleb stojąc w samych krótkich spodenkach i koszuli hawajskiej. Na pewno było mu ciepło chociażby z tego powodu, że użył odpowiednich zaklęć, które jednak chroniły go przed wpływem jego ulubionej pogody. Oczywiście chętnie wezwałby jeszcze pioruny i grzmoty ale jednak zdecydował się wyjątkowo powstrzymać przed tym aby jego znajomy dżin nie poczuł się niekomfortowo.
- Nieco delikatna i ważna tak właściwie. Chodzi o to, że muszę wyplenić pewną istotę z mojego ucznia albo chociaż zablokować jej wpływ na jego magię - zaczął w zasadzie od meritum całej sprawy. Musiał jednak chyba sprecyzować, o co tak właściwie mu chodzi i przez chwilę zastanawiał się, jak najlepiej ująć wszystko w słowa.
- Mój durny uczeń znalazł jakąś kartę z czarnomagicznej księgi i oczywiście postanowił przestudiować co na niej jest. Chuj, że mu zakazałem tego jakieś pięćdziesiąt lat temu ale jak widać jego hobby jest wkurwianie mnie. - Dość szybko udało mu się zacząć przeklinać i wyklinać swojego niesfornego ucznia, który zapewne teraz tylko myślał aby zaliczyć kogoś na mieście zamiast uczyć się magii a już w szczególności alchemii. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego gdzie teraz Nicolas jest ale stwierdził, że nie będzie wyjątkowo wnikał w jego działania ze swoim kolegą.
- Myślałem czy nie poeksperymentować z tą słynną magią wróżek i nie spróbować cofnąć skutków głupoty tego imbecyla za pomocą jakiś twoich sztuczek.
Azzoo
[Usunięty]
Azzoo
[Usunięty]
[Cytuj]
— Nie radzę Ci żartować w takiej sytuacji, bo wrócę do mieszkania i będę miał w dupie, by ci pomóc — mruknął w jego stronę, a gdy tylko spojrzał na jego strój, opatulił się mocniej płaszczem, niemalże piorunując wzrokiem Caleba, by ubrał się jakoś normalnie. Nigdy nie przyzwyczaił się do tego, że czarodzieje nagminnie używają swoich zaklęć. Nie przepadał też za pogodą, jaka panowała obok domu jego przyjaciela i gdyby przyzwał tutaj burzę, zdecydowanie Azzoo zwiałby do swojego ciepłego mieszkanka.
— Twój uczeń? Jak on się nazywał, hmm? — wtrącił się jedynie w połowie zdania, ale po usłyszanej całości, tylko zmarszczył lekko brwi. — Jaki rodzaju istotę podejrzewasz? Żadna ze znanych mi wróżek raczej nie ma zdolności wpływania na czyjeś działania. A na pewno nie z jasnego dworu. — dopowiedział do całej tej swojej wypowiedzi i usiadł na jednej z obalonych kolumn.
— Nie przeklinaj. To nie ma sensu, nawet jak na mnie manipulującego dżina, który by taką kartę z chęcią wcisnął pierwszej lepszej osobie, to jednak wydaje mi się to podejrzane. Zresztą skoro Cię nie posłuchał to, dlaczego nadal chcesz go uczyć? — spytał, bo naprawdę dziwiła go postawa czarodziejów, którzy cały czas poświęcali jednemu uczniowi, gdy gdzieś niedaleko stoi kolejny uczeń, który z chęcią przyjąłby naukę od jakiegoś mistrza. Sam, gdyby miał kształcić swoje zdolności u jednej wróżki, pewnie by zwariował, albo skończył jako przeciętny dżin. Chciał być najlepszy ze wszystkich. Przez prawie siedemset lat, za wszelką cenę chciał się kształcić, jednak po stracie ukochanej, zaprzestał tej nauki. Bał się, że moc, którą dysponuję, kiedyś zostanie wykorzystana w złym celu.
— Rozumiem, że chcesz mnie poprosić, bym spełnił twoje życzenie? Z tego, co wiem, jeszcze tego nie robiłeś, tylko musisz pamiętać, że jest to bardzo dzika magia, która rządzi się swoimi prawami i może zrobić, to co chcesz, ale ktoś inny może zostać przez nią skrzywdzony. Jest jeszcze jedynie moja iluzja, którą mógłbym nieco dowiedzieć się od niego co tak właściwie z tą stroną. Tylko wiesz. Każda magia ma swoją cenę.
 

[Cytuj]
Westchnął jedynie kiedy widział jak jego przyjaciel opatula się bardziej ciepłym płaszczem. Wypowiedział kilka słów, zebrał w sobie magię i rzucił na Azzo zaklęcie chroniące przed chłodem. Miał nadzieję, że ten drobny gest przekona go jednak aby zostać pomimo niezbyt dobrej pogody.
- Nicolas Sheen a uczę go, bo widzę w nim spory potencjał. My czarownicy w gruncie rzeczy staramy się sobie nawzajem pomagać. Im mocniejsi jesteśmy tym lepiej, bo Clave musi się bardziej z nami liczyć. W końcu kto by zrezygnował z usług takich potężnych istot jak ja i moi pobratymcy? - Stwierdził odpowiadając tym samym na pytanie postawione przez dżina. Kiedy Azzo zaczął mu mówić o tym, że magia dżinów jest dzika, Caleb jedynie przewrócił oczami. Może faerie był od niego sporo starszy, może nawet był starszy od samej rasy Nefilim ale jednak rozmawiał z czarownikiem, który magię studiował w Spiralnym Labiryncie i uchodził za jednego z najlepszych mistrzów magicznych obecnego milenium.
- Azzo, doskonale zdaję sobie sprawę, że spełnienie życzenia jest bardzo ryzykowne. I rozumiem, że we krwi masz złośliwość ale też musisz wiedzieć, że cholernie zależy mi na każdym moim uczniu i poświęciłem zarówno Nicolasowi jak i poprzednio Thomasowi, Pietro, Paulowi, Victorii dużo tego co moje aby stali się teraz zdolnymi czarownikami. Postaram się wyartykułować swoje życzenie jak najdokładniej tylko potrafię ale również musisz wytężyć wszystkie swoje siły aby również ustabilizować swoją magię faerie, jasne? - Ostatnie słowa, przez wzgląd na ton głosu, mogły brzmieć poniekąd jak groźba. Azzo był kiedyś świadkiem jak Caleb wyrwał jednej faerie skrzydła tylko dlatego, że ta śmiała odebrać nieśmiertelność jego pierwszej uczennicy. Było wtedy bardzo dużo bałaganu, a ciało wróżki, wraz z odpowiednią wiadomością, trafiło do króla ciemnego dworu.

Bevin Traveley

516



The higher I go, the harder I fall







[Cytuj]
Multikonta: Yuu
Bevin spoglądał na krótką notatkę, którą otrzymał wczorajszego wieczoru. Podpis A.. świtało mu, że któraś z wróżek lubiła tak podpisywać oficjalne dokumenty. Tylko.. czy to była kobieta, mężczyzna? Jakoś nigdy nie zgłębiał tej kwestii, Bevin obracał się w bardzo wąskim towarzystwie. Jedynie ta tylda sugerowałaby kobietę, odrobinę dziecinności, może potencjalnej psychozy? Wojna nikogo nie zostawia bez szwanku. A szczególnie w sytuacji, kiedy wróżki zostały skazane na potępienie i izolację.
Nie zostało mu nic innego niż tylko jeszcze raz przejechać ostrzałką po ostrzu, by mieć pewność że gdyby jednak ..spotkanie rodzinne poszło nie tak, będzie przygotowany. Narzucił płaszcz i opuścił obecne lokum (będzie musiał zmienić je na lepsze.. a to wymaga pieniędzy. Jakimś cudem okazuje się, że jego umiejętności nie są najbardziej.. pożądane na rynku).

Ruiny, do których został ‘zaproszony’ sprawiały wrażenie co najmniej nawiedzonych. Bevin czekał tylko aż pojawią się tu jakieś dodatkowe duchy z historii Przyziemnych. Mgła uniemożliwiała widoczność na dystans większy niż odległość ramienia. Cisza była ogłuszająca. Bevin rozejrzał się niepewnie, nie widząc nigdzie swojego tajemniczego rozmówcy. Najwidoczniej był pierwszy na miejscu. Ciekawe o co chodziło? Mimo wszystko, miejsce było wyludnione.. swiadczyłoby to o poufności dyskusji, która miała się odbyć. Jedyne, co mu przychodziło do głowy to obecny żart, mający potoczną nazwę Pokoju.
Bevin wyciągnął paczkę papierosów, odpalając jedną z fajek ukrytą w opakowaniu zapalniczek. Mówi się, że nie ma czegoś takiego jak nadmiar krawatów lub zapalniczek.. Chyba, że stworzył to na poczekaniu. Zaciagnął się, opierając się o rozpadający się krzyż (pewnie niedługo znajdą się fanatycy, którzy będą ratować Krzyż..) i czekał cierpliwie na nadawcę notatki.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
A – było to imię od Alany, wróżki, która niegdyś piastowała stanowisko osobistej doradczyni królowej, a która obecnie zwróciła się przeciwko niej – zdrada i odejście do tajemniczej grupy wampirów było bolesnym ciosem dla faerie, podobnie jak jeszcze gorsze uderzenie w postaci porywania i eksperymentowania na własnych braciach i siostrach. Alana dobrze o tym wiedziała, a jednak zaprzestać swoich działań, brnęła w nie dalej. Wierzyła bowiem, że w ten sposób „uratuje” dumę wróżek, które w głupi sposób postanowiły zgodzić się na durnowate warunki sojuszu.
Plan rewolucji był długi i skomplikowany. Alana niejednokrotnie musiała zbierać się po porażkach, aż w końcu to się stało. Z pomocą swoich wampirzych sojuszników, w tym „demona”, z którymi sekta zawarła pakt, wróżka zdołała otworzyć dotychczas zapieczętowane portale do świata faerie. Baśniowa kraina ponownie stała otworem dla wszystkich zagubionych dusz i tych, które po makabrycznych przejściach zamierzały iść za głosem swojej zdradzieckiej przywódczyni, aby obalić obecnie panującą królową.
Była noc, ruiny spowiła gęsta mgła o mlecznobiałej barwie. Widoczność była mocno ograniczona, co z kolei otulało postać faerie nutą tajemnicy i mistycyzmu. Ostatecznie wyszła naprzeciwko przybyłego – piękna, długowłosa piękność w idealnie skrojonym stroju – spodniach, koszulce, kurtce i obuwiu na wysokim obcasie. Wyglądała dość współcześnie, a jednak wciąż elegancko i dostojnie jak na ex doradczynię przystało.
Ogniste oczy otaksowały Bevina, gdy usta poruszyły się w słowach:
- Witaj Bevinie. Widzę przybyłeś na miejsce jako pierwszy, to dobrze. Jak Ci minęła podróż?

[Cytuj]
Nie spodziewał się otrzymania tajemniczej notatki, a tym bardziej nieprzymuszonego udania się na spotkanie, o którym była mowa w wiadomości. Podpis nadawcy w jakimś stopniu go zaintrygował, a sam nie mógł oprzeć się wrażeniu jego znajomości jeszcze ze świata wróżek. Chociaż możliwość spotkania innych przedstawicieli swojego gatunku nie napawała go optymizmem, to wrodzona ciekawość, z którą Raffael próbował walczyć kolejny raz zwyciężyła. Z przekonaniem o chociażby nikłej znajomości z osobą, która wysłała wiadomość postanowił udać się na miejsce spotkania, które już od progu próbowało go skutecznie zniechęcić. Na twarzy faerie pojawił się grymas niezadowolenia gdy dostrzegł gęstą mgłę, która spowiła to miejsce oraz utrudniała nieco widoczność. To przez zamglenie w pierwszej chwili nie zauważył mężczyzny opierającego się o odwrócony krzyż, popalającego sobie papierosa. Prawdopodobnie gdyby wychwycił sylwetkę faerie wcześniej odwróciłby się na pięcie, a tajemniczego nadawcę pozostawił z niedosytem po nieudanym spotkaniu. Jednakże Raffael posiadał ogromne pokłady godności, co zaowocowało przybliżeniem się do mężczyzny z krzywym grymasem, który jak zwykle zdobił jego twarz.
- Bevin, mój drogi. Może mały uścisk dla stęsknionego przyjaciela? - Wyruszył z ramionami w jego kierunku, które faktycznie postanowiły objąć sylwetkę mężczyzny, jednakże nie spodziewał się równie ciepłego przyjęcia ze strony faerie. Raffael opuścił ramiona w chwili gdy zobaczył kobietę u jego boku, a znajoma twarz przyciągnęła jego uwagę. Rozpoznał w wróżce dawną doradczynię Królowej, a w głowie połączył wszystkie fakty, szybko domyślając się nadawcy wiadomości.
- Alana. - Zwrócił się krótko w stronę kobiety, zaciskając mocnej szczękę, gdyż obecność bliskiej dla Królowej osoby napawała go niepokojem. Sam Raffael nie miał pojęcia, że wróżka już nie piastowała tego stanowiska, ze względu na fakt długiej nieobecności w Faerielandzie.
RAFFAEL
The fear of death follows from the fear of life. A man who lives fully is prepared to die at any time.


Bevin Traveley

516



The higher I go, the harder I fall







[Cytuj]
Multikonta: Yuu
- Alana.. Witaj, dawno się nie widzieliśmy. Świat Przyziemnych Ci nie służy jeśli mogę tak powiedzieć. Co do podróży, mokro, błotniście i niewygodnie, dziękuję że pytasz. Czymże zasłużyłem na ten zaszczyt, że raczyłaś się odezwać, wampirki przestały dokarmiać ?

Zgasił papierosa na pobliskich kamieniach. Bevin nie do końca wiedział, czego ta małpa od niego chce. W porządku, wampiry zawsze sporo oferowały wróżkom z bliższego kręgu Królowej, ale żeby zdradzić całą rasę? Eh, szkoda wybijać swoich, których i tak jest stosunkowo niewiele. Podejmie decyzję później, najpierw przydałoby się usłyszeć wszystkie za i przeciw. Z rozmyśleń wybił go nieoczekiwany głos Raffaela. Bevin poderwał głowę i spojrzał w stronę nadchodzącej postaci.

- Stęsknionego przyjaciela? Nie rozśmieszaj mnie. Nie spodziewałem się Ciebie tutaj, Raffaelu.

Bevin zrobił krok do tyłu, tak na wszelki wypadek jakby jednak Raffael zmienił zdanie. Spojrzał krytycznie na nowoprzybyłą wróżkę, dostrzegając grymas i postawę defensywną. Czyżby stworzyło się jakieś przymierze za jego plecami? To nie wróżyło nic dobrego, a przynajmniej nic dobrego dla Bevina. Nie bardzo wiedział jakim cudem Alana namówiła najbardziej sceptyczną osobę, jaką kiedykolwiek na oczy widział.

- Alana, bądź tak miła i wyjaśnij po kiego ... Morgensterna ściągałaś mnie aż do ruin. Chyba, że czekamy na kogoś jeszcze?

Bevin stanął przezornie w odpowiedniej odległości od obojga, krzyżując ręce na piersiach. Przynajmniej dzięki temu w razie potrzeby będzie miał bliżej do broni.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Alana ułożyła dłonie na krągłych biodrach. Sprzeczka pomiędzy dwoma Panami nie leżała w kręgu jej zainteresowań. Postanowiła ją więc przeczekać, aby móc dojść do słowa, a warto zaznaczyć, że miała całkiem sporo rzeczy do przekazania, do tego dość istotnych.
- Też miło mi Was widzieć. – Opowiedziała oschle. – Te tak zwane wampirki jak Ty je nazywasz drogi Bevinie, pomogły mi otworzyć wszystkie dotychczas zapieczętowane portale do naszego świata. Rozumiesz? Już nie jesteśmy więźniami tego „wymiaru” i Nefilim. Raz jeszcze możemy swobodnie przemieszczać się pomiędzy światami. – Dokończyła opuszczając dłonie, a tym samym stając w pozycji otwartej. Oznaczała ona, iż kobieta chciała nawiązać porozumienie z zebranymi wróżkami. Była gotowa na udzielenie odpowiedzi oraz potencjalny „hejt” wobec jej osoby.
- A po co dokładnie Was wezwałam? – Westchnęła po zrobieniu kilku cichych kroków wzdłuż popękanej ściany. Musnęła delikatnie zimny kamień opuszkami palców, jak gdyby w poszukiwaniu zrozumienia. Po wyrazie jej twarzy było widać, iż sytuacja faerie mocno ciążyła jej na barkach.
- Chce Was prosić o pomoc. – Zaczęła nieco skruszona. – Ile będziemy tak trwać? Dawać sobą pomiatać i pozwalać na dyktowanie nam warunków przez kogoś innego? Ten cały traktat zimnego pokoju… To przecież nic innego jak zwykłe wymuszenie na nas przyznania się do winy! A Nefilim? Zdeklarowali się chronić Świat Cieni, a tu nagle okazuje się, że nas ta zasada nie dotyczy? To boli…- Dokończyła.

[Cytuj]
Gdy Raffael zauważył odsunięcie się Bevina od jego osoby na krok, nieco zmarszczył brwi posyłając mężczyźnie oskarżycielski wzrok. Skrzyżował ręce na piersiach, przyglądając się uważnie wróżce, jednakże jego uwagę zdobyła Alana, która postanowiła wyjaśnić powód spotkania. Gdy przemówiła odwrócił się w jej stronę i bacznie obserwował jej poczynania, przetwarzając w głowie wypowiadane przez nią słowa. Ze znużeniem postanowił jej wysłuchać, wpatrując się w nią pełnym dezaprobaty wzrokiem. Nie sądził, że kobieta byłaby na tyle naiwna, aby zgłaszać się do niego wyłącznie w sytuacji, którą przedstawiała. Wiadomość o wampirach nie zrobiła na nim jakiegokolwiek wrażenia, Raffael był osobą lubującą się w plotach oraz pogłosach niosących się w Świecie Cieni. Gdy kobieta przestała mówić, jedynie prychnął w odpowiedzi, wbijając w nią pełne udawanego zaskoczenia spojrzenie.
- Droga Alano, naprawdę uważałaś, że ściągnięcie akurat mnie w tej sprawie, przyniesie ci jakąkolwiek pomoc bądź korzyść? Nie uwierzę, że byłabyś aż taka łatwowierna bądź krótkowzroczna. Powiem ci pewną tajemnice, gówno mnie obchodzą przejścia, podobnie jak Nefilim. I tobie radzę uczynić podobnie. - Wykrzesał z siebie udawany uśmiech, którym obdarzył rozmówczynię, podchodząc do niej bliżej i kładąc jej dłoń na ramieniu. Mężczyzna zważał na wypowiadane słowa ze względu na obecność Bevina, którego zamiary nie były mu do końca jasne, a sam nie chciał głośno rozpowiadać o swoim światopoglądzie dotyczącym Jasnego Dworu. Zastanawiał się również, czemu Alana pomyślała, że jakikolwiek z obecnych mężczyzn będzie w tej sytuacji dla niej przydatny. Raffael nie należał do osób niosących pomoc, a prawdopodobnie żadne argumenty przemawiające na jego korzyść nie przyniosłyby skutku.
RAFFAEL
The fear of death follows from the fear of life. A man who lives fully is prepared to die at any time.


Bevin Traveley

516



The higher I go, the harder I fall







[Cytuj]
Multikonta: Yuu
Bevin widząc spojrzenie Raffaela, posłał radosny uśmiech wróżce. Nic tak nie poprawiało humoru jak irytowanie innych. Rozluźnił się nieznacznie i skierował uwagę na toczącą się dyskusję.
- Nie żeby to było standardem, ale zgadzam się z Raffaelem. O czym Ty myślałaś? Że pojawisz się z nikąd, a zrobię wszystko na Twoje zawołanie? Nie tym razem, Złotko. Może to dziala na Twoich ‘przyjaciół’, ale tym razem ostro spudłowałaś.
Bevin musiał przyznać, otwarte portale do ..domu były kuszące. Tęsknił za ojcem, wodą, spokojem, który czuł jedynie na Jasnym Dworze. Poza tym Alana uderzyła w bardzo czułą strunę. Zimny Pokój był cierniem w jego boku. Nefilim zrzucili na faerie całą winę, oczekując że wróżki przytakną i po prostu to zaakceptują ? Przecież Morgerstern jest również ?owcą, jakim więc cudem nie ma żadnych ograniczeń dla Nocnych? Bo oni ‘bronili’ całego Podziemia? Śmieszne. Histerycznie, irracjonalnie, aż do poziomu absurdu. Naturalnie nie wierzył, że Alanie jest przykro w jakikolwiek sposób. Zdradziła rasę, przeprowadzała eksperymenty (a przynajmniej na nie pozwalała tym piraniom), a teraz śmie robić smutne oczka i mówić o niesprawiedliwości. Bevin tylko prychnął. Obserwował uważnie każdy jej krok, każdą minę, gest. Trzeba jej przyznać, że aktorką (tak to Podziemni nazywali?) była niezłą. Gdyby nie znał jej z Dworu.. uwierzyłby.
- Alano, nie twierdzę, że to, co nam zrobili Nocni, to godna pożałowania kpina. Gdy tylko nadarzy się choć cień szansy, że odegramy się – rzucił spojrzenie Raffaelowi – wróżki oddane Dworowi odegrają się. Ale nie z Tobą, nie z nim. Muszę mieć pewność, że towarzysz broni nie wbije mi noża w plecy. Żadne z Was tego mi nie zapewni.
Bevin spokojnym ruchem wyjął kolejnego papierosa z paczki, odpalił i zaciągnął się. Musiał przyznać, że Alana dała mu sporo do myślenia.

[Cytuj]
Morgan przekładała w palcach karteczkę, wpatrując się w zimę za oknem i popijając szkocką z lodem. Poważnie rozważała, czy iść na spotkanie, czy nie. Wiedziała, kim była tajemnicza A. Zbyt dużo czasu spędziła na Jasnym Dworze, by tego nie wiedzieć. W końcu westchnęła głęboko, wstała, dopiła alkohol i urwała ze stojącej na stole misy kilka winogron, które zaraz wylądowały w jej ustach. Musiała iść.
Już od dawna przyglądała się zaginięciom wróżek i innych Podziemnych, pójście na spotkanie z doradczynią Królowej mogło rzucić trochę światła na tę sprawę. Poza tym, zgadzała się z liścikiem. Faerie nie mogły dalej zgadzać się na postanowienia Zimnego Pokoju. Wystarczy, że od kilku lat odcięta była od swojego domu. Do tej pory nie przeszkadzał jej wymiar Przyziemnych, ale zawsze miała możliwość powrotu kiedy tylko chciała. Bycie zamkniętym w jednym miejscu to zupełnie co innego.
Niechętnie i nieufnie, mając ambiwalentne uczucia co do spotkania, Le Fay udała się do ruin. Kobiecy, dobrze wykrojony garnitur i wysokie, czarne, lśniące szpilki być może nie były odpowiednie do podobnej eskapady, ale nie sprawiały jej trudności w pełnym niewymuszonej gracji poruszaniu się.
Wkrótce dobiegły ją strzępki rozmów, a w końcu z mgły wyłoniły się trzy postacie. Natychmiast rozpoznała wszystkich i powstrzymała głębokie westchnięcie.
- Nie wierzę, że zaczęliście beze mnie - rzuciła głosem chłodnym i czystym, pełnym naturalnej wyniosłości, uśmiechając się delikatnie w sposób pozbawiony wesołości, ale uprzejmy. Jej uśmiech miał w sobie jednak coś niepokojącego i drapieżnego.
- Alano. Panowie - skinęła głową wpierw w kierunku pięknej, długowłosej kobiety, a następnie każdemu z mężczyzn, choć było to jedyne słowo, jakim ich zaszczyciła (a okropnie jej się cisnęło na usta "chłopcy"), zanim wróciła spojrzeniem do doradczyni Królowej. A nawet, z tego, co usłyszała - eksdoradczyni. Więc to ona stała za tym wszystkim - niebywałe. Jednak Morgana nie mogła powiedzieć, że była zaskoczona. Alana zrobiłaby wszystko, by umocnić pozycję Baśniowego Ludu.
- Musisz być naprawdę zdesperowana - zaczęła Le Fay, a jej głos zmienił się niemal w pomruk, gdy zmrużyła niebezpiecznie oczy. - Moglibyśmy cię z łatwością pokonać i jeszcze żywą sprezentować Królowej.
I jako Księżniczki, taki właśnie był obowiązek nimfy. Nie chciała jednak przyspieszać spraw. Nie, dopóki nie będzie mieć pewności, ze wykluczenie Alany z gry wystarczy, by porwania i okrutne eksperymenty się zakończyły. Wróżka wciąż mogła posiadać jakieś istotne informacje, które mogłyby im pozwolić na utworzenie lepszego planu na przywrócenie Faerie ich renomy.
Morgan le Fay
Lady of the Lake
The rose is fairest when 't is budding new,
And hope is brightest when it dawns from fears;
The rose is sweetest washed with morning dew
And love is loveliest when embalmed in tears.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Alana sztukę aktorstwa miała wypracowaną do poziomu arcymistrzowskiego. Miło było popatrzeć, jak każda z wróżek dała się nabrać na sztuczną skruchę i błagalny ton słów. Świadczyło to o wysokim poziomie zdolności Alany, ale wracając do rzezy ważnych i ważniejszych.
Wróżka byłaby głupia sądząc, że ktokolwiek uwierzy jej na słowo. To był test, który jak widać każdy z zebranych w pewnym stopniu przeszedł i oblał.
- To doprawdy fascynujące jak łatwo niektórych zmanipulować. – Zaczęła. – Ale dość o tym. – Dodała w tym samym momencie, w którym pojawiła się trzecia wróżka zwana księżniczką.
- Pomoc? Nie. Korzyść? A i owszem. ?atwowierność i krótkowzroczność, nie sądzę, to domena istot krótkowiecznych, nie zaś takich jak my. – Odparła, po czym zwróciła się do Raffaela
- Jestem ciekawa Raffaelu czy powiesz to samo, gdy do Twojej gardzieli wkrótce dobierze się cały Instytut. Tym bardziej jest mi przykro, że oceniacie moje działania jako nieprzemyślane i zbyt pochopne. Królowa Jasnego Dworu już dawno przestała stanowić jakikolwiek autorytet dla swoich podwładnych. Świadoma uległość wobec sprawcy zamieszania, samolubne podążenie za nim, doprowadziło nas wróżki na skraj zagłady. A potem co? Nieudolne pertraktacje i przyjęcie całej winy na siebie.
Każde z Was w mniejszym lub większym stopniu piastowało ważny urząd w świecie wróżek. Gdzie więc byliście kiedy to wszystko się zaczęło, toczyło i kończyło? Tak zwane unoszenie się „honorem”, tudzież stwierdzeniem „mam wszystko w dupie” nie pomoże w potencjalnej odbudowie naszej rodziny, a przede wszystkim w obaleniu tej, która obecnie nie jest w stanie nami przewodzić. Potrzeba nam czegoś więcej niż wzajemnego wytykania cudzych grzeszków. Gdyby tylko zechcieć, to i Wam można by przypisać wiele niehonorowych czynów.
– W tym miejscu na twarzy Alany pojawił się tajemniczy uśmiech. Cokolwiek i którekolwiek z nich ukrywało, było jej znane. Czemu? Ponieważ była do cholery doradczynią, która w dodatku miała kontakty z niewielką grupą zaufanych szpiegów.
- Kłamstwo, intrygi, zamachy – to wszystko to ułuda. Jasny Dwór upada – pozostanie zaś jego lustrzane odbicie, gdzie spory rozwiązuje się siłą. Doprawdy? I to ma być spojrzenie w dal? Macie idealny przykład tego, co się dzieje, gdy ktoś nie robi nic oraz ten, jakie efekty można osiągnąć, gdy sięgnie się po odpowiednie narzędzia. – Tym razem ton Alany był mocny i pewny siebie. Kobieta wiedziała co chce powiedzieć i w jaki sposób.
- Bevinie. Zaufanie jest jak rzeka – może być Ci przychylne, jak i zabójcze – wszystko co robiłam było kierowane dobrem naszego ludu. Jeżeli więc i Ty tego pragniesz, to masz we mnie sojusznika. Jeżeli jednak postanowisz się złamać i ulec namowom innych, wiec, że możesz spotkać się z tym tak zwanym sztyletem w plecach. To co myślicie o mnie, to jedno. Istotniejsze jest co planujecie zrobić w związku z „rasą”.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo