Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator
[Cytuj]
Opuszczona Farma


Opuszczona farma mieści się około dwudziestu pięciu kilometrów od centrum York, na północ, w okolicach lasu. Tereny wokół porasta gęsta, wysoka trawa, ogrodzona rozpadającym się, drewnianym płotem. Farma zajmowała całkiem spory kawałek ziemi, teraz zapomniana i niszczejąca. Stare budynki, częściowo uszkodzone przez warunki pogodowe, walący się dach stajni, gruz... Wokół panował chaos i pełno śmieci, ale teren był całkiem dobre. Przede wszystkim, znajdowały się tu bardzo żyzne gleby, ale nikt nie chciał tego kupić. Ludzie powiadali sobie, że na terenie opuszczonej farmy straszy.

Właściciel: Eleanor Coleridge
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
[Cytuj]
Powrót do rzeczywistości, a raczej porzucenie myśli o ostatnim roku był trudny, ale musiał nadejść. Kieran nie mógł w nieskończoność skupiać się na swoim bólu, bo przez to tracił najbliższych, tak drogie mu osoby. To nie tak, że wybrał ich. Misha nie chciał ustępstw, chciał go tylko dla siebie, a on nie mógłby porzucić swoich ludzi, zostawić ich na pastwę losu. Nie mógł zostawić Connora, Hanki, Sonii… żadnego z wielu, tak licznie gromadzonych w jego grupie osób. Nie mógł odebrać im siebie, tylko po to, aby uszczęśliwić blondyna. Problem polegał na tym, że Kieran chciałby to wszystko pogodzić, ale się nie dało. Starał się nie myśleć o ostatnim roku, w którym to oswajał Denisova, był jego wsparciem i sam opierał się na nim, w najtrudniejszych chwilach. Nie mógł o tym myśleć, bo sam wepchnąłby się na samo dno, a do tego nie mógł dopuścić.
Bieg przez noc był jedynym, co pozwalało mu odetchnąć. Chłodne, majowe powietrze uderzające prosto w pysk, niosące tak wiele zapachów. Rozkoszował się wszystkim, co docierało do jego wyostrzonych wilczych zmysłów. Ten bieg mu pomagał. Nie wiedział jak długo pędził, ale świetnie orientował się w terenie. W okolicy opuszczonej farmy poczuł zapach… Znajomy zapach, którego w pierwszej chwili w ogóle nie mógł powiązać z daną osobą. Z pewnością należał do kogoś, kogo znał w przeszłości. Źrenice zwęziły się od razu, kiedy rzucił się pędem w stronę nasilającej się woni wilkołaka. Zatrzymał się raptownie. Jasna sierść była mu doskonale znana. Rzadko zdarzały się wilkołaki, które miały inny kolor sierści niż naturalnie włosów. Wystarczyło spojrzeń na niego, czarna jak smoła sierść i równie czarne włosy w ludzkiej postaci.
Wystawił zęby, powarkując cicho. Bądź co bądź, York było jego terytorium, a każdy, kto się na nie zapuszczał… Był bacznie obserwowany. Był ciekawe, jak długo zajmie mu zorientowanie się z kim ma do czynienia, ale gra pozorów mogła zostać odegrana.
 
Dante Vulkow
[Usunięty]
Dante Vulkow
[Usunięty]
[Cytuj]
W York przebywał od całkiem długiego czasu, a przynajmniej wystarczającego, aby poczuł się tutaj swobodniej. Do tej pory nie natrafił na stado, które ponoć było w okolicy i cieszył się z tego wyjątkowo, bo ostatnim czego chciał to stawać naprzeciwko kolejnych wilkołaków i ich alfy. Nie nadawał się na posłusznego członka watahy, nie potrafił póki co zaufać nikomu kto czuł się na tyle pewnie, aby mieć za sobą swoje wilki w większej, bądź mniejszej grupie.
Dzisiejszej nocy, zdecydował się wyjść z mieszkania, zatrzasnąć drzwi za sobą i pognać przed siebie bez oglądania. Miękka ziemia pod łapami i pęd powietrza, uspokajały go. Od zawsze koił nerwy oraz ból, zmuszając ciało do wysiłku i chociaż dziś nic mu nie dolegało, czuł potrzebę, aby biec. Biała sierść połyskiwała, odbijając światło księżyca, który dziś widniał na niebie jedynie w połowie, ale od jakiegoś czasu bycie bardziej widocznym mu nie przeszkadzało.
Zwykle nie zapuszczał się w pobliże zabudowań, nie chcąc niepokoić ludzi, których widok wielkiego, białego wilka o krwistych oczach, mógł nieźle wystraszyć. Teraz jednak widząc budynki, otulone mrokiem nocy, postanowił podejść bliżej. Nieznane tereny zawsze go ciekawiły, jednak nigdy się do tego nie przyznawał. Przeszedł przez wysoką trawę, która przy jego rozmiarach, nie była aż tak przeszkadzająca. Przechodził między budynkami, zauważając, jak niszczycielski wpływ miał na nie czas. Skupiając się na tym, co go aktualnie otaczało, nie zauważył zbliżającego się zagrożenia. Dopiero słysząc warknięcie, odwrócił łeb w stronę intruza. Odruchowo odsłonił kły, warcząc głośno i momentalnie jeżąc sierść na grzbiecie. Stanął nieco pewniej na łapach, całą postawą okazując wrogość.
Tknięty impulsem, powęszył, cichnąc na moment, a czując znajomą woń, przekrzywił nieco łeb. Warkot jednak zaraz się wzmógł, gdy nie potrafił dopasować zapachu do osoby. Niby coś mu to mówiło, ale żadna konkretna twarz nie pasowała. Dlatego nie miał nawet pewności czy ten, kto znajdował się przed nim, nie jest zagrożeniem.
 
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
[Cytuj]
Ostrożne postępowanie było istotne, aby nie dać się złapać. Wilki od wieków wzbudzały w ludziach strach i przerażenie, w ich mniemaniu były dzikie, nieokiełznane i nieprzewidywalne. Nie mieli pojęcia o istnieniu wilkołaków, ani tego jak silne i potężne potrafią być. Wystarczy spojrzeć na Kierana, był dwa razy większy od przeciętnego wilka, był Alfą. To samo było z Danem. Też był większy, niemal tak duży jak on. Różnił ich jedynie kolor sierści, to zawsze było dość zabawnym połączeniem. Kieran czarny jak smoła, Vulkow biały jak śnieg. Jak Yin i Yang. To jasne, jarzące się błękitem oczy rozpoznałby z daleka. Miał pewność co do tego kto stoi przed nim, a przeciwieństwo do białego wilka, który najeżył się i podszedł do sprawy nieprzychylnie. Gdyby wilk mógł się uśmiechać, teraz pewnie właśnie taki grymas pojawiłby się na jego ustach. Za to Kieran postanowił doprowadzić do przemiany i stanąć oko w oko z Danym.
- Zawsze byłeś słabszy w tropieniu ode mnie, Vulkow. – mruknął niskim, zachrypniętym głosem. Kiedy ostatni raz się widzieli? Minęło tak wiele czasu, że wspomnienie woni Dante była niemal niewyraźna i nie do odgadnieni. Akurat ze sobą spędzili całkiem sporo czasu, który Vaughan wspomina całkiem dobrze, a nawet świetnie. Nie pamiętał już, jak doszło do iskier pomiędzy nimi, ale ta burza, którą wywoływały ich dwa sporne charaktery… To dość zabawne, w końcu ich sierść przypominała kolory harmonii, a charaktery gryzły się i niejednokrotnie stawały przeciw sobie. Nigdy nie wątpił w to, że Dante nie jest silnym wilkiem, kto jak kto, ale on był jednym z najlepszych kompanów Kierana. Siła, spryt, szybkość… Razem mogli zdziałać tak wiele. Szkoda, że minęły lata i nawet nie wiedzieli czy nadal będą się tolerować albo jak wiele się zmieniło. Nie miał wszak pojęcia, co przydarzyło się białemu wilkowi, a on na pewno nie wiedział, że Vaughan został Alfą.
 
Dante Vulkow
[Usunięty]
Dante Vulkow
[Usunięty]
[Cytuj]
Różnica wizualna między nimi, faktycznie była dość zabawna, bo przecież nie byli takimi aż przeciwieństwami. Dodatkowo, że jeśli patrzeć na charaktery to mimo wszystko czerń bardziej pasowałaby do wiecznie wrogiego i nerwowego Dante, niż biel, która stała się poniekąd jego znakiem rozpoznawczym. Nie mógł jednak tego zmienić, a z biegiem czasu pojął, że biel połączona z czerwienią oczu, czasami daje lepszy efekt w zastraszaniu.
Każde kolejne warknięcie, które dobyło się z jego gardła, było już mniej pewne, gdy widział, że pozornie nieznany wilkołak wyraźnie nie wykazywał już wrogości. Dlatego w końcu umilkł, obserwując, a w chwili kiedy zamiast wilka stał przed nim znajomo wyglądający mężczyzna, przekrzywił łeb. Podszedł bliżej, szturchając go pyskiem w bark z czystej zadziorności i obchodząc dookoła, nim ponownie stanął przed nim. Cofnął się o krok, wymuszając przemianę, która z biegiem czasu przestała być tak bolesna.
Przeczesał palcami włosy, aby nie opadały mu na oczy, gdy stanął już w ludzkiej postaci i roztarł kark, czując jeszcze nieprzyjemne napięcie w ciele.
- Mam wypomnieć ci rzeczy w których byłeś i pewnie nadal jesteś ode mnie… słabszy? Chociaż to za delikatnie powiedziane – prychnął, zmierzył go wzrokiem, odrobinę bezczelnie, ale nigdy nie miał problemów z sytuacjami, które innych mogły jakkolwiek krępować. Kieran się zmienił i to dość mocno, ale chyba te zmiany pasowały do niego, bo wyraźnie wydoroślał. Jednak czemu się dziwić, obaj byli już po trzydziestce, daleko im było do tych szczeniaków, gdy widzieli się ostatnim razem. Miło wspominał czas jaki spędzili razem, chociaż przez siłę charakterów, nie mogli egzystować ze sobą dłużej niż wtedy.
- Co robisz w York? – spytał po chwili, bo przecież nawet nie mógł przypuszczać, że wataha o której słyszał należy właśnie do tego konkretnego człowieka.
 
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
[Cytuj]
Dante przeceniał swoje możliwości, minęły lata, wiele rzeczy uległo zmianie, choćby sam fakt, że Kieran stał się Alfą. Ta pozycja oznaczała ogromną siłę i zwiększone umiejętności. Wiedział jak walczyć, wiedział jak działać, a inne kwestie nie zostały dla niego obojętne, prawda? Nie osiadł na laurach, nie obijał się, ani nie lenił. Ostatnie lata były ciągłym działaniem, a szkoda, że Dante wątpił w jego zdolności. Obserwował go bardzo dokładnie, niewiele się zmieniło przez ten czas. Może obaj mieli kilka blizn więcej, Kieran nawet całkiem sporo, szczególnie te na brzuchu i klatce piersiowej. Rany po srebrze goiły się trudno, a blizny zostawały zawsze. Vaughanowi przyszło kilka nietypowych i niezbyt przyjemnych spotkań ze srebrem w roli głównej, teraz raczył uważać na siebie, bo jeszcze kilka i skończyłby bardzo słabo. Nie przeszkadzało mu też to, że Dante patrzy. Niech podziwia, ciało Kierana stało się bardziej umięśnione, na pewno wyglądał lepiej, niż kilka lat temu.
- Może i byłem słabszy, ale już nie jestem. No… i wtedy wydawałeś się też większy. – stwierdził, wzruszając ramionami i rozkładając bezradnie ręce przy okazji. Zabawne, Dan naprawdę tak wiele nie wiedział, ale był dokładnie takim samym człowiekiem, jakim Vaughan go zapamiętał. Przesiąknięty ironią, nieco złośliwy, z jakiegoś powodu zawsze go to kręciło.
- Mieszkam, od półtora roku. – zrobił krok w jego stronę. – A Ty? Nie widziałem cię tu wcześniej, a nie umknęłoby to mojej uwadze, z pewnością. – mruknął, taksując go dokładnie wzrokiem, każdy nawet najmniejszy fragment jego ciała. Jakby chciał sprawdzić czy aby na pewno wszystkim z nim w porządku. Wyglądało na to, że trzymał się całkiem nieźle, ale co zrobić… Był od niego młodszy!
 
Dante Vulkow
[Usunięty]
Dante Vulkow
[Usunięty]
[Cytuj]
Zawsze wątpił w innych, nie wierząc w pozytywne zmiany póki sam się o nich nie przekonał. Taki typ, po prostu. W Kierana wątpił dwa razy bardziej, głownie dlatego, że jakiś cień sympatii i troski pozostał, a do tego lata temu przepaść między ich umiejętnościami była większa, chociaż nie mógł powiedzieć, że Vaughan był bezbronnym gówniarzem. Już wtedy obecny Alfa umiał sobie radzić, co nie raz mu udowadniał, lecz daleko było do tego co potrafił Dan. Jednak może wtedy tak było lepiej? Vulkow nikomu nie życzył przejścia tych treningów, które sam czasami ledwo przeżywał. Nauka tego wszystkiego była tytanicznym wysiłkiem, gdzie nie raz organizm odmawiał już współpracy i nogi lub łapy uginały się, nie mając siły utrzymać ciężaru wycieńczonego ciała.
Nieco bawiło go to, jak obaj obserwowali się, tak uważnie, czujnie jakby za chwilę mieli skoczyć sobie do gardeł.
- Udowodnij mi to, wilczku – rzucił zaczepnie. Zaraz zaśmiał się nieco ostro, słysząc kolejne słowa.- A co ci się nie podoba nagle w moich… wielkościach? – wyrzucił, spoglądając nieco na siebie, jakby naprawdę nie pojmował, co może się Kieranowi nie podobać. Uniósł znów spojrzenie na mężczyznę, a rzadko widoczny uśmieszek, wykrzywił jego wargi.
Uniósł nieco brew, gdy usłyszał, że ten tu mieszka i to tyle czasu. Co prawda, zastanowiło go również, jakim cudem podczas którejś z pełni, nie wywęszył go. Zwykle wyostrzone wtedy instynkty przyciągały go do co ciekawszych wilkołaków.
- To wiele wyjaśnia.- rzucił, jakby zamyślony.- Dlaczego będąc w Londynie, nie trafiłem na ciebie – dodał. Był wtedy zawiedziony, chociaż zaskakujące było również to, że szukał towarzystwa kogokolwiek.
- W okolicach York, jestem od trzech miesięcy, ale miasta mające swoje watahy, nie należą do moich ulubionych, więc siedziałem raczej w lasach… pojmując jak niewygodne jest życie, ciągle w wilczej skórze – wyjaśnił, krzywiąc się odrobinę. Lubił tkwić w wilczym ciele, ale całe miesiące tak, trochę już mu nie pasowały.
- W samym mieście za to jestem, może z dwa tygodnie albo trochę dłużej – odparł, wzruszając ramionami.
 
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
[Cytuj]
- Nie muszę nic udowadniać. – odparł. Ach, Dante tak mało wiedział. Kieran niejednokrotnie udowodnił już swą wartość i siłę, choć o przywództwo boju nie stoczył. Alfą można zostać na wiele sposobów, choć ten, który zapewnił jemu posadę, nie był najbardziej popularny. To ludzie z Watahy Londyńskiej mieli dość władzy tamtejszego alfy, jego tyranii i złego traktowania. To oni chcieli, aby Kieran poprowadził ich w walce. Jego zdaniem, to właśnie ten wybór najbardziej dowodził jego siły i umiejętności. On nikogo nie zmuszał do uleganiu jego zwierzchnictwu, oni sami chcieli dołączyć do niego i walczyć ramię w ramię.
Długie spojrzenie, która Vaughan zawiesił między nogami Dante, a później cwany uśmiech pojawiając się na jego twarzy. To nie tak, że miał coś przeciwko oglądaniu się nawzajem nago, to zupełnie naturalne i zdarzało się niejednokrotnie. Chciał się przyjrzeć i w dość wymowny, niewerbalny sposób odpowiedzieć na jego pytanie. Czy coś mu się nie podobało? Skądże znowu. Dan był tak samo zbudowany jak kiedyś, no, może miał kilka blizn więcej, ale to niewiele zmieniało. Wszystkie kończyny na miejscu.
- A co? Nie podoba Ci się tutejsza wataha? - spytał, chwilowo nie zdradzając sam siebie. Zrobił krok w jego stronę. Nie będą tak stali przecież i gapili się na siebie. Chociaż… Z tym gapieniem się chyba nie ma nic niepokojącego. Jemu tak odpowiadało, ale i tak, wolałby stanąć bliżej dawnego kumpla. Kiedy był już blisko niego znów zlustrował go wzrokiem bardzo dokładnie. – I jak podoba Ci się miasto? Nie jest za wielkie, ale dzieje się tu ogrom rzeczy. Przerąbane, ogólnie. – odparł, jako znawca. Bądź co bądź, wiedział co nieco na temat York, mieszkał tu dość długo, żeby ogarniać co z czym się je. Niestety, było tu cholernie niebezpiecznie, a w ostatnim czasie nie mieli nawet chwili spokoju.
 
Dante Vulkow
[Usunięty]
Dante Vulkow
[Usunięty]
[Cytuj]
Powstrzymał się przed kpiącym komentarzem, tracąc nieco na humorze, gdy Kieran najwidoczniej był oporny na zaczepki. Ponoć to Dan nigdy nie słynął, jako dusza towarzystwa, ale w tej chwili Vaughan przebijał go w tym, będąc sztywnym w nie takim znaczeniu, jak pewnie powinien. Może do tematy udowadniania jeszcze kiedyś wrócą, bo niechęć wilczka, tylko go zaciekawiła.
Zdziwiło go, jak bezczelny zrobił się mężczyzna, zwłaszcza kiedy ten tak otwarcie zawiesił na nim spojrzenie. Nie mógł powiedzieć, że mu to przeszkadza, bo nie był osobą, która krępowała się lub wstydziła wyraźniej, gdy ktoś błądził po nim wzrokiem. Jednak czegoś takiego i to w takiej dawce, nie spodziewał się po starym przyjacielu.
Słysząc pytanie, wzruszył ramionami. Nie miał z nimi jeszcze do czynienia, więc ciężko było mu to ocenić.
- Nie wchodzą mi w drogę, więc to zawsze jakiś punkt na ich korzyść – odparł po prostu. Umilkł na moment, zastanawiając się czy zdradzić mu, skąd takie podejście. Niby dawniej też nie przepadał za obcymi watahami, ale teraz było to bardziej widoczne, nawet w samym sposobie jak wypowiadał się o innych stadach.
- Poza tym, nie tyle wataha nie przypada mi do gustu… co mam problem z alfami – zaczął, odwracając na moment wzrok, by przesunąć spojrzeniem po otoczeniu. Nie przeszkadzało mu, że Vaughan zbliżył się, zmniejszając dystans do minimum.- Jakiś czas temu, alfa i przy okazji mój ojciec, prawie zagryzł mnie podczas pełni, więc rozumiesz… nie pałam ufnością i uwielbieniem do alf, które spotykam – wyjaśnił, spoglądając już ponownie z pewnością na towarzysza.
- Fakt, że nie jest potężną metropolią, chyba tylko zachęca, aby tu zostać – stwierdził, słysząc, że miasto nie jest za duże.- Póki co, przyjemnie się tu mieszka i dość bezproblemowo, ale coś czuję, że to cisza przed burzą – dodał, zwykle tak było, gdy gdzieś było miło oraz spokojnie, coś musiało w końcu szlag trafić.
 
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
[Cytuj]
To nie tyle odporność na zaczepki, co brak ochoty na słowne przepychanki. Kieran pechowo miał za sobą ciężki okres w życiu i jeszcze do końca się nie pozbierał, żeby sobie żartować i siłować się słownie. Miał świadomość, że Dante z przyjemnością sprawdziłby Kierana w tym momencie, tej pięknej nocy, ale Vaughan musiał regenerować siły i zbierać moc. Uśmiechnął się nieco rozbawiony, kiedy wspomniał o tym, że wataha nie wchodzi mu w drogę. No tak, Dante zawsze miał przerost ego, przez to, że jego ojciec był Alfą, a on sam odziedziczył wiele atrybutów potrzebnych do tego, aby w przyszłości objąć to stanowisko. O ironio, Kieran zawsze słabszy od niego, teraz sam został Alfą.
- To oni nie wchodzą w drogę Tobie, a może Ty nie wchodzisz w drogę im? – spytał, rozważając jego dalsze słowa. Skoro miał problem z Alfami, o ironio, to może jednak Dante nie chciał wchodzić w drogę Watahy. Wysłuchał go uważnie, wyraźnie zaskoczony jego słowami. Nie spodziewał się, że jego ojciec może go zaatakować i skrzywdzić. Cholera, Kieran nie wyobrażał sobie zrobić krzywdy Connorowi, chociaż ten często i gęsto doprowadzał go do szewskiej pasji. Tym bardziej, że Dante był biologicznym synem własnego ojca, a Kieran adoptował Connora. To pokazywało różnicę między ludźmi, tym bardziej, że Vulkow teraz rozmawiał z nim zupełnie normalnie, jak równy z równym, bez obaw, bez awersji i bez braku zaufania. Pewnie dlatego, że nie wiedział o tym, że Vaughan został Alfą. Tak na dobrą sprawę, co by to zmieniło? Dalej byli takimi samymi ludźmi. Być może Dante jeszcze nie dopuszczał tej myśli do siebie.
- Pamiętasz jak opowiadałem Ci o Alfie z Londynu? Czasem tak po prostu jest. – odparł. Alfa alfie nierówna. Kieran coś o tym wiedział, wystarczy spojrzeć na nich teraz. Dan nawet nie miał cienia podejrzeń, co do tego, że Kieran mógłby piastować tak wysoką pozycję w stadzie. – Niestety, cisza przed burzą. Rozważyłbym na Twoim miejscu znalezienie stałego i bezpiecznego miejsca. Może się zrobić naprawdę źle. – dodał jeszcze, podchodząc bliżej, na tyle, że mógł poczuć ciepło jego ciała. Sugestia była troskliwa, wynikała z łączącej ich przeszłości i była zupełnie naturalnym odruchem.
 
Dante Vulkow
[Usunięty]
Dante Vulkow
[Usunięty]
[Cytuj]
Żałował, że właśnie tej pięknej i praktycznie beztroskiej nocy, Kieran nie dał się sprowokować. Jednak chyba to szanował, może również rozumiał, że relacje jaką mieli kiedyś, teraz nie miała prawa bytu. Zbyt wiele lat i zmian jakie zaszły nawet w nich, a o których nie mogli wiedzieć.
Ironiczne było to, że Dan mając wszelkie predyspozycje na zostanie alfą, wzbraniał się przed tym i od zawsze wypierał taką możliwość. Nie czuł się kimś kompetentnym, aby przewodzić innym. Kochał swoją niezależność i świadomość, że w każdej chwili może odejść, nie ciągnąc za sobą stada.
- A czy to istotne? – spytał spokojnie, bo dla niego nie ważnym było, kto kogo unikał.- Nie wchodzimy sobie w drogę i wszyscy są zadowoleni – dodał.
Jego ojciec nigdy nie był cudowny i kochający, budził respekt wzbudzając strach we wszystkich. Nawet w swojej rodzinie. Jednak Dan przed wydarzeniami z tamtej pełni, nigdy nie przypuszczał, że ojciec go zaatakuje, że skoczy mu do gardła i prawie przegryzie je, dlatego też wtedy się nie bronił. Do tej pory, trochę jak przez mgłę, widział wilki zebrane na około, ten szok w ich spojrzeniach. Nie pamiętał kto mu pomógł, ale wiedział, że ktoś ocalił mu życie, rozpraszając uwagę ojca. Wspomnienie ucieczki nadal podkopywało jego dumę, ale co innego wtedy mógł zrobić? Ratował życie.
- Pamiętam, tak samo jak to, że zamierzałem mu wtedy wydrzeć władze nad watahą z łap – prychnął, spoglądając uważniej na Kierana, gdy był już tak blisko. Nie zrobił tego, tylko przez fakt, że odwiódł go od celu właśnie Vaughan. Z perspektywy czasu, może to i lepiej.
Czuł ciepło jakie biło od ciała mężczyzny i był pewny, że ten czuje to samo. Temperatura otoczenia, była jednak jeszcze za niska na takie paradowanie na golasa. Wiedziony odruchem, przesunął palcami po jego torsie, czując pod opuszkami kilka blizn, których Vaughan nie miał dawniej. Śmieszne, że to pamiętał. Cofnął rękę, zerkając na twarz Kierana, krwistoczerwonymi tęczówkami wilka. Zamrugał, a jego oczy wróciły do błękitu, będącego ludzkim.
Westchnął cicho.
- Będzie bardzo gorąco? – spytał, chcąc wiedzieć jak potężna okaże się ta burza. Ostatnio trzymał się z daleka od kłopotów, ale teraz… jeśli trzeba w nie wleźć to trudno.- Bezpieczne miejsce? Gdzie na świecie znajdę takie? – zakpił. Przechodził przez różne miejsca na świecie i mało które mogło być tym bezpiecznym, gdzie życie nie niosło ryzyka.
 
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
[Cytuj]
Być może miał rację, to nie miało znaczenia. Kieran dziwił się tylko, że ani Connor, ani Sonia nie poinformowali go o wilku. Connor przecież go znał. Z drugiej strony… Znał Dante i wiedział, że jeśli ten nie chciał zostać znaleziony, to choćby skały… wiadomo co robiły, nie udałoby im się go znaleźć. Doskonale znał swojego byłego partnera, spędzili razem dużo czasu, więc wiedział, na co go stać. On też znał Kierana, choć Vaughan odsuwał od siebie podejrzenia, skoro Dan nie chciał mieć nic wspólnego z Alfą… Pewnego dnia i tak się dowie, a Vaughan nie chciał psuć tego małego powrotu tak ostrymi słowami.
- Zrobiłem to nie bez powodu, Dan. – odparł, zgodnie z prawdą. Vulkow był wulkanem energii, wiedział, że mógłby zaatakować tamtejszego Alfę i próbować wydrzeć mu z rąk władzę nad watahą. Problem polegał na tym, że Kieran znał alfę z Londynu od dziecka i wiedział na co było stać mężczyznę. Nie, nie chodziło o to, że Dante mógł być za słaby, żeby jego pokonać. Patrzył na to trzeźwo. Alfa był na swoim terenie, znał wiele trików i sztuczek i Kieran był pewien, że nie zawahałby się uciec do oszustwa, byleby tylko utrzymać tyłek na stołku. Wtedy zrobił to dlatego, że nazbyt zależało mu na nim, a nie chciał, aby przez brak pohamowania tamtego Alfy, Dante stracił życie. Dzięki temu być może byli tu i teraz, w tym miejscu, mogąc znów rozmawiać.
Poczuł dreszcz, kiedy palce Dante przesmyknęły się po jego klatce piersiowej i bliznach, których wcześniej nie miał. Mieli okazję zapamiętać swoje ciała bardzo dokładnie i Kieran nie miał pretensji o ten subtelny gest, który pokusił się Vulkow. W zamian za to uśmiechnął się. Od tygodni brakowało mu bliskości, a raczej tego specyficznego rodzaju bliskości, który Dante mógł mu zaoferować. Jego oczy… Znów zmieniły kolor, podobnie jak tęczówki Kierana, które zapłonęły złotym kolorem. Złoto zniknęło jednak równie szybko, jak się pojawiło.
- Sądzę, że tak. Czuję w kościach. – odparł. Przecież nie powie mu, że jako Alfa miał informacje, bo był częścią czegoś, co sam nazywał zgromadzeniem. Był jedną z ważniejszych osobistości świata cieni tutaj, w York. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać. – Jeśli nie chcesz protektoratu watahy… – zaczął, tym razem sam dotykając jego ciała. Czuł się tak, jakby małe iskierki przeskakiwały między ich skórami, było w tym coś… elektryzującego. – Może nie powinieneś tu zostawać. – dodał jeszcze, przygryzając wargę i zabierając dłoń. Cholera, co się z nim działo.
 
Dante Vulkow
[Usunięty]
Dante Vulkow
[Usunięty]
[Cytuj]
Gdyby wiedział, że ma przed sobą Alfę, najpewniej odstraszyłby go. Zrobił coś, aby Kieran zostawił go w spokoju i nie zbliżał się. Dlatego może, życie w nieświadomości było wygodniejsze, chociaż odwlekana chwila, gdy prawda wyjdzie na jaw mogła pociągnąć za sobą jedynie wściekłość i żal. Póki co nie był to jednak tak istotny fakt, a Dan skupiał się całkowicie na rozmowie, pozwalając sobie na zignorowanie otoczenia.
- Wiem – zapewnił z cieniem uśmiechu. Dobrze wiedział, dlaczego w taki sposób postąpił Vaughan.- Zawsze byłeś tym rozsądniejszym – dodał, nieco prychając, ale nie było w tym ani grama kpiny. To był niepodważalny fakt, że z nich dwóch to Kieran zachowywał rozsądek i spokojniej analizował. Dante od zawsze był tym, który rwał się do walki nie patrząc na konsekwencje. Miał porywczy charakter po ojcu, chociaż nie raz bał się, że stanie się taki sam jak stary alfa.
Widząc pozytywną reakcję na dotyk, mimowolnie uśmiechnął się mocniej. Od zawsze lubił go dotykać, nawet jeśli miało to być tylko przelotne muśnięcie. Taka mała słabość, chociaż zwykle stronił od kontaktu fizycznego z innymi, jeśli nie skupiało się to wokół jednego.
Poczuł jak wilk w jego wnętrzu, pomrukuje z zadowoleniem i próbuje wypchnąć instynkty na pierwszy plan. Teraz panował jednak nad sobą na tyle, żeby uciszyć tą czasami krnąbrną bestię.
Widok złotych ślepi Kierana, nieco go zdziwił, ale i wzbudził zadowolenie, że reakcja była aż tak pozytywna i widać nie tylko na niego to wszystko tak działało.
- Czuję się czasami jak starzec, który chce już tylko spokojnego miejsca, gdzie może osiąść – mruknął, gdy usłyszał, że faktycznie może tu się zrobić bardzo nie ciekawie. Logicznie powinien się spakować i zniknąć stąd, szukając sobie lepszego miejsca, ale ciągle wędrował, więc zwyczajnie już mu się nie chciało.
Słuchał go, chociaż to, że równocześnie Vaughan postanowił przesunąć palcami po jego skórze, nieco rozpraszało uwagę. Złapał go za dłoń, gdy mężczyzna zamierzał cofnąć rękę, ale zaraz puścił.
- Pewnie nie powinienem – zgodził się z nim, bo to było znów rozsądne.- Jednak na razie chyba zaryzykuję, najwyżej zniknę jak zrobi się niebezpiecznie – zdecydował, bo naprawdę ostatnie czego chciał to znów podróżować w bliżej nieokreślone miejsce.
 
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
Kieran A. Vaughan
[Usunięty]
[Cytuj]
Od dawien dawna Kieran przejawiał takie objawy, chcąc prowadzić wszystkich przez życie rozważnie i odpowiedzialnie. Jako Alfa był taki sam. Nie podejmował niepotrzebnych wojaczek, które narażały jego ludzi, zawsze stawiał na ugody czy rozwiązania dyplomatyczne. Oczywiście, że nie zawsze było to możliwe, czasem pewnych spraw nie dało się rozwiązać tak po prostu, więc walka była nieunikniona. A jednak, jeśli prowadziło się grupę odpowiednio, można było uniknąć wielu, wielu problemów.
Spojrzał na niego, unosząc brew ku górze, a na jego ustach pojawił się rozbawiony uśmiech. Jak starzec? Pomijając już fakt, że Dante był od niego młodszy i z pewnością nie pasował fizycznością na starca… Zdecydowanie jeszcze nie byli w tym wieku, aby osiadać i czekać, aż ktoś przyniesie im herbatę. Właściwie to nie mieli nawet kogoś takiego, bo to nie tak, że Kieran wątpił w swoje dziecko, ale roztrzepany Connor zanim doniósłby mu herbatę, zastałaby go noc. Przed starością młody się musi wyrobić, bo w przeciwnym razie będzie naprawdę cienko.
-Zawsze lubiłeś ryzyko. – zaśmiał się, widząc jak ten zatrzymał dłoń. Przekręcił głowę lekko w bok, nie był pewien jego intencji, ale działanie było zawsze bliskie Dante. On działał, Kieran myślał. Teraz zmieniło się wiele, Vaughan wyrobił się i z pewnością miał wiele do zaoferowania. No, dzięki sytuacji w York miał też dodatkowe umiejętności i potrafił czytać w myślach, był ciekawe czy Vulkow też zapadł na chorobę, zwaną przez Hannah „kurwiogrypą” i czy jemu los podarował w prezencie jakiś patronat. Patrząc na Dana, z pewnością byłoby to coś związanego z siłą i szybkością. Na razie tej tajemnicy jednak nie będzie mu zdradzał.
- Pracujesz gdzieś? Masz lokum? – spytał, zmieniając temat. Z chęcią by gdzieś przysiadł, ale po pierwsze, nie miał ubrań, po drugie, nie lubił kleszczy i po trzecie, lepiej się stało, bo więcej było widać.
 
Dante Vulkow
[Usunięty]
Dante Vulkow
[Usunięty]
[Cytuj]
Odkąd znał Kierana, zawsze bawiło go to, jak ten próbował matkować wszystkim. W jakimś stopniu można było go za to cenić, bo w końcu dbał o innych, nie był egoistycznie nastawiony do świata jak Dante. Jednak przez czas jaki byli razem, Vulkow ciągle martwił się, że przez tą swoją dobroć, kiedyś natnie się na kogoś kto zrobi mu krzywdę. Teraz za to, spoglądając na mężczyznę miał wrażenie, że ten wyrobił się w końcu. Niby dalej przejawiał jakąś troskę, ale wyglądało na to, że w zdrowszych ilościach i bezpieczniejszych dla samego siebie. Był szczerze ciekaw jak bardzo się zmienił, lecz nie zamierzał naciskać, ani dopytywać. Przyjdzie czas, a dowiedzą się wszystkiego o sobie.
Wzruszył ramionami, robiąc przez chwilę minę niewiniątka.
- Ja lubiłem ryzyko? No coś ty – rzucił kpiarsko.- JA je uwielbiam – puścił do niego oczko. Nie było co ukrywać, zawsze pakował się w kłopoty, bo stateczność i ostrożność nie trzymały się go. Może też dlatego, teraz przechodził etap, gdzie wolał bezpieczne lokum z dala od zagrożeń. Nawet nie pogardził by jakąś chatką na zadupiu, gdzie nikt poza dziką zwierzyną nie zagląda… jednak najpewniej znudziłoby mu się to po kilku dniach, może tygodniach.
- Mieszkam w centrum, znalazłem sobie miłe mieszkanko w kamienicy, które nie zniszczy mojego portfela i nie zmusi do głodówki – prychnął. Zawsze był ten problem z nowym lokum, że obciążało to mocno portfel.
- Co do pracy, jeszcze nie wiem, ale chyba zacznę prace jako ochroniarz w klubie.- nie był za bardzo pewny tej roboty, ale pasowałaby mu. Ustawianie do pionu bardziej narwanych gości, nie powinno sprawić mu kłopotów, a wręcz dawało szansę na opanowanie, czasami zbyt wysokiego poziomu agresji.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo