Lennan Fairwolf

30


180 cm


Every morning when the sun comes up he brings me coffee in my favourite cup...







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve, Marco
przecięcie pędów
Rzeczywiście, jej zadrapanie na ramieniu miało się nijak do jego rany w udzie. Próbował ignorować ból, a może jak lubili mówić w tych wszystkich śmiesznych filmach - wchłonąć ból i czerpać z niego siłę. Zawsze zastanawiał się jak można czerpać siłę z osłabionego miejsca. Z drugiej strony każda otrzymana rana, im poważniejsza tym bardziej działająca, napędzała produkcję adrenaliny oraz jego chęć walki. Może o to w tym wszystkim chodziło?
Próbował wyprowadzić kilka ciosów, które Marianne zdołała odparować. Właściwie żadna nowość, zwłaszcza, że wzięła poprawkę na jego szybkość. Niestety Lennan zapomniał o zdolnościach magicznych, co poskutkowało tkwieniem nagle w miejscu i wściekłym warknięciem. Nie zamierzał jednak tak łatwo się poddać. Obserwując ciotkę, jak okrąża go niczym sęp nad ofiarą, przykucnął sięgając do pędów. Wyczuł jednak, że jest w stanie albo rozsierdzić wróżkę, albo zdekoncentrować i zyskać na czasie.
- Olali twoje wezwanie, czy już się poddali w sprawie walki? - spytał nie spuszczając z niej wzroku, wsuwając ostrze pod pędy przy prawej nodze. - Masz z kim iść? - dopytał, a pędy częściowo puściły. Na tyle, że był w stanie wyjąć nóż z cholewy buta, którym spróbował w nią rzucić, celując w jej bok.
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control
Marianne
[Usunięty]
Marianne
[Usunięty]
[Cytuj]
Dalsze pętanie

Trzeba przyznać, że nieco się zdekoncentrowała. Rozmowa o treningu na pewno nie była tym, co chciała teraz przerabiać, ostatecznie bowiem była dość mocno zawiedziona tym, co się tam zaczęło dziać i jak to wyglądało. Jednocześnie jednak miała swój plan, który musiała zrealizować, bo innego wyjścia z sytuacji już nie widziała. Skoro zaś stała się niespodziewanie kimś w rodzaju głównodowodzącego siłami wróżek, musiała podejmować decyzje. Nie chciała jednak, by o niektórych z nich wiedział siostrzeniec, bo chuj wie, jakby na to zareagował. Wolała mu oszczędzić pewnych wiadomości, nie zamierzała bowiem zabierać go ze sobą, a przecież wiedząc o matce, mógłby zechcieć się tam wpierdolić. Jego miejsce było na razie tutaj, ktoś w końcu musiał przeżyć tę zasraną wyprawę.
- Większość nie przyszła, widać nie chcą trenować pod moim okiem - rzuciła pozornie lekko, ale zabrzmiała w tym nuta nie tyle gniewu, co swoistego bólu, którego ukryć nie była w stanie. Pewnie również dlatego została ponownie zraniona, a to spowodowało, że nie czekając już na nic, przypuściła całkiem frontalny atak wymierzając siostrzeńcowi potężny cios w klatkę piersiową rogami, tak by go huknąć i by stracił dech, następnie zamierzała przywalić go do ziemi i sprawdzić, co się wydarzy, kiedy przyłożyć nóż do jego gardła.
 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


Every morning when the sun comes up he brings me coffee in my favourite cup...







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve, Marco
Uwolnienie nogi

Po częściowym przecięciu pędów i rzuceniu nożem w ciotkę, próbował uwolnić do końca jedną nogę. Niestety pędy szybciej oplatały jego ciało, niż nadążał z ich przecinaniem. W efekcie znów udało mu się naciąć część na tyle, żeby poprawić nogę i stanąć nieco pewniej. Niestety na niewiele mu się to zdało, gdyż po chwili poczuł jak ciotka wbija mu rogi w klatkę piersiową pozbawiając go tchu. Nie zdołał utrzymać równowagi, co dla nikogo nie powinno być dziwne. Tyle też było z jego radości, że ponownie zranił Marianne. Próbując wciągnąć powietrze, przykładając jednocześnie pięść do klatki piersiowej, spojrzał na ciotkę z mieszaniną wściekłości i zadowolenia. Ból był tym, co naprawdę lubił, ale nie przepadał za takim obrywaniem.
- Brak... wam.... wojo-wników - wycharczał, odzyskując w miarę dech. Czul jak pędy oplatają go powoli coraz bardziej. Właściwie miał problem żeby się podnieść, ale wciąż miał ostrza w dłoniach. W pewnym sensie nie pozostawał bezbronny. Przynajmniej tego nauczyło się jego ciało po latach walki - nigdy nie wypuszczać broni z ręki. Gdy Maryś przygniotła go dodatkowo do ziemi, przykładając nóż do jego gardła, on sam szybko uniósł dłonie przystawiając ostrza tuż pod jej żebra. W obu przypadkach wystarczył jeden ruch, żeby pozbawić życia drugą stronę, albo przynajmniej solidnie uszkodzić doprowadzając do krwotoku. Niestety, wiedział, że w tym przypadku przegrał.
- Co z tym czarownikiem? Też z wami wyrusza? - spytał, choć jego słowa mogłyby rzeczywiście wywołać płynne cięcie w poprzek jego szyi. Jednak, kto nie ryzykuje... prawda? Jednocześnie zastanawiał się, czy zaczynają od nowa. Nie do końca czuł się komfortowo z czymś wijącym się po nogach. - Powtórka?
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control
Marianne
[Usunięty]
Marianne
[Usunięty]
[Cytuj]
To, że go powaliła na ziemię, jakoś jej nie zdziwiło. Ostatecznie przyłożyła mu naprawdę mocno, bo nie bardzo hamowała się tym razem. Była już przez niego rozzłoszczona, a skoro sam prosił się o to, żeby zaserwowała mu prawdziwy cios, nie zamierzała oponować. Ostatecznie w końcu w prawdziwej walce zapewne nikt nie będzie się z nim cackał, tylko zrobi, co chce. Rogi były zaś mocne i twarde, dokładnie takie, jak posiadał muflon, nic zatem dziwnego, że Niedźwiedzica wykorzystywała je również w walce. Po coś ostatecznie zdobyły jej piękną głowę. Nie były jedynie wątpliwą ozdobą, ale prawdziwą bronią, o czym przekonywali się jedynie nieliczni. W końcu nie stosowała tego chwytu na co dzień, był raczej dodatkowo opcją, kiedy cała reszta nie bardzo jej leżała. Teraz zaś sprawdziło się idealnie, a ona z czystą przyjemnością powaliła Lenna na ziemię, po czym zasiadła na nim okrakiem i spojrzała wprost w jego oczy. Jej jasne tęczówki miotały prawdziwe błyskawice, ale wcale się tym nie przejmowała.
- Może - odparła. Jej oczy zapaliły się ponownie czymś w rodzaju gniewu, ale w kąciku ust zamajaczył zdecydowanie zadziorny, filuterny uśmiech, którego siostrzeniec z całą pewnością jeszcze nigdy u niej nie widział. Próbował dalej ją prowokować, czyż nie? Oczywistym było, że szukał słabych punktów u swej ciotki, ale tym razem nie zamierzała tak łatwo dać się sprowokować. Chociaż oczywiście jego słowa działały nadal.
Wycofała się gwałtownie, by stanąć na nogach i skinęła na niego ponownie głową. Dalej, gówniarzu. Jeśli jeszcze masz czym oddychać, to możemy zmierzyć się ponownie - dokładnie to mówiła cała jej postawa. Nie wydawała się być nawet jakoś szczególnie zmęczona, ot, traktowała to niemalże jak małą rozgrzewkę. Poza tym skupiała się mocno na roślinności, bo w końcu to z nią musiała obecnie pracować.
 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


Every morning when the sun comes up he brings me coffee in my favourite cup...







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve, Marco
Ból, jaki czuł w okolicach żeber sprawiał, że zastanawiał się, czy Jon nie będzie musiał podleczyć stłuczenia, o ile nie złamania kilku kości. Ciekawe był, czy czarownik będzie miał coś przeciw nieznacznemu masażowi z użyciem „rąk, które leczą”. Kto wie, może perspektywa takiego wieczoru była siłą napędową do tego, że zaproponował ciotce mały rewanż? A może zwyczajnie liczył na to, że uda mu się zadać jej większy cios niż do tej pory? Zmrużył na moment spojrzenie, kiedy uśmiechnęła się w tak niecodzienny sposób.
- Zdradzisz chociaż jego imię? Kto wie, może miałem okazję poznać – rzucił lekkim tonem, świadomie próbując sprowokować ciotkę do odkrycia się. Nie wiedział co może oznaczać jej uśmieszek, gdy spojrzenie jaśniało gniewem, ale czuł, że nie chciałby być powodem takiego połączenia. Podniósł się z ziemi powoli, odruchowo przykładając dłoń do mostku. Oddychał z trudem, jednak nie na tyle, żeby mógł się poddać. Pędy odpuściły chwilowo, pozostawała więc nadzieja, że nie wrócą zbyt szybko. Powinien zapamiętać, że siłą na pewno jej nie dorówna, choć do tej pory nie miał na co narzekać, ale za to może nadrobić zwinnością. Akrobacje powinny zdać egzamin, ale był w stanie wykonać cokolwiek z bolącymi żebrami? Miał więc w dłoni dwa krótkie ostrza i tyle. Nóż z buta będzie musiał później zabrać, żeby go nie zgubić.
Zbliżył się wyprowadzając kilka szybkich, prostych cięć, co rusz zbliżając się i odskakując w nieregularnych odstępach. Nie lubił sprowadzać wszystkiego do rytmu, który mógłby rozpoznać szybko przeciwnik. Ostatecznie schylił się w obrocie, próbując podciąć kopnięciem nogi ciotki, wyprowadzając szybko proste pchnięcie ostrzem w górę, celując w jej brzuch.
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control
Marianne
[Usunięty]
Marianne
[Usunięty]
[Cytuj]
Unik

- Zasłuż na to - powiedziała zadziwiająco zaczepnie, tylko po to, by zaraz wycofać się spod jego ciosów. Prędko zresztą przybrała postać sokoła, dzięki czemu przemknęła ponad głową Lennana i przemieniła się ponownie za jego plecami, by tam opaść na ziemię i wycelować uderzenie wprost pod kolana siostrzeńca. Zamierzała powalić go na ziemię, a następnie spętać znowu łodygami najbliższych roślin. Nie była w tym najlepsza, ale ostatecznie kiedyś musiała zacząć ćwiczyć, czyż nie? Oczywistym było dla niej, że w ten sposób Mroku nie pokona, ale nie wiedziała jeszcze, kogo i co może spotkać na swej drodze. Spaczone wróżki na pewno nie będą dla nich miłe, a jakoś musiała je unieszkodliwić. Być może niektórzy mieliby problem z podniesieniem na nie ręki, broni, z zabiciem ich, ale nie Niedźwiedzica. Dla niej były teraz jedynie przeciwnikami i nie mogła nic na to poradzić, ostatecznie bowiem przecież zagrażały ich życiu. Nie mogła i nie była w stanie przekonać ich, by odwróciły się od Pradawnego, to tak nie działało, a ostatnia rzecz, na jaką miała ochotę, to paradowanie z poderżniętym gardłem. Nie, tego zdecydowanie nie było im trzeba. Nic zatem dziwnego, że Lenn stal się zatem jej własnym, prywatnym poligonem szkoleniowym.
 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


Every morning when the sun comes up he brings me coffee in my favourite cup...







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve, Marco
Prychnął lekko pod nosem, choć nieznaczny uśmiech zepsuł efekt. Miał zasłużyć na to, żeby wyznała imię tajemniczego czarownika, który nie dotrzymywał danego słowa? Cóż, wolał je znać, gdyby przyszło mu kiedyś stanąć z nim twarzą w twarz, a poza tym... No dobrze, był ciekaw. Dlatego też zamierzał dać z siebie wszystko w czasie rewanżu pomimo obolałych żeber, rannej nogi i świadomości, że prawdopodobnie nigdy nie uda mu się wygrać z ciotką.
Kiedy zmieniła się w sokoła, uśmiechnął się krzywo. No tak, kolejna przewaga nad nim. Aż mimowolnie przemknęła mu myśl jakim cudem Łowcy chcą panować nad Podziemnymi, kiedy każdy z nich może w każdej chwili ich pokonać. Jak więc się stało, że Łowcy są „panami” Świata Cieni? Na szczęście nie miał zbyt wiele czasu na rozważania na ten temat. Odwrócił się w stronę ciotki, ale nie na tyle szybko, żeby nie oberwać w zgięcie kolana. Ostatecznie musiał przyklęknąć, starając się jak najszybciej powstać wyprowadzając jednocześnie cios od dołu.
Zdecydowanie za rzadko trenujemy razem – prychnął widząc, że pędy znów zaczynają żyć.
Koniec końców trening zakończył się tak, jak podejrzewał, czyli dwukrotnym zwycięstwem ciotki. Mimo tego czuł się w pewnym sensie wygranym. Udało mi się nieco sprowokować ciotkę do zagrań niezbyt przemyślanych. Dawała się wyprowadzić z równowagi, choć szybko pojęła jego zagrania. Dodatkowo zauważył, że jednak jest szybszy niż wczesniej, co stanowiło jasny dowód na to, że jednak czyni postępy. Jeszcze trochę równie silnych treningów, a kto wie? Może za jakiś czas będzie w stanie bardziej dotkliwie zranić Marianne? Póki co obolały wrócił z Marianne do domu, gdzie od razu poprosił Jona o poskładanie w całość, obiecując ciotce rewanż w najbliższym czasie.

zt x2
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
#3

Jonathan nadal nie wiedział, czy powinien brać udział w wyprawie do świata wróżek, tym bardziej, że miał jednocześnie na głowę sprawę Białej Księgi i z całą pewnością nie chciał jej pokpić. Jedno oczywiście wiązało się z drugim, podejrzewał nawet, ze być może czarownicy nie zechcą wyruszyć do obcego wymiaru, dopóki nie będą mieli swego potężnego artefaktu. Wszystko było mocno pokręcone, a on zdawał sobie sprawę z tego, że nie może po prostu siedzieć z założonymi rękami i czekać na to, co jeszcze się wydarzy, to tak niestety nie działało, chociaż przez długie lata Jonathan wolał obserwować wszystko z boku i zdecydowanie w nic się nie wtrącać. Teraz jednak warzył mikstury, odmierzał dawki i szykował potrzebne zioła, jednocześnie jednak miał w pamięci, że nie może pozwolić sobie na obniżenie własnych zdolności bojowych, gdyby przyszło im się bronić albo atakować. Nic zatem dziwnego, że ostatecznie umówił się z Aidenem w tym zapomnianym przez wszystkich zakątku, by mogli porzucać w siebie lodowymi igłami i wywołać parę niewielkich trzęsień ziemi.
Teleportował się wprost na opuszczoną farmę, by zaraz rozstawić tarczę. Nie krył się po kątach, bo to nie do końca był jego styl, zajął jednak na tyle dogodne miejsce, że mógł nieco się zasłonić, kiedy zjawi się drugi czarownik. Ciekaw był, co właściwie wymyśli nowy członek organizacji i jak podejdzie do kwestii bojowych, w końcu sam określał się jako uzdrowiciel, a nie wielki wojownik i pod tym względem byli zdecydowanie podobni, choć przecież ostatnimi czasy Jonathan faktycznie przypominał sobie, jak używa się magii żywiołów i jak można zabić przeciwnika rzucając w jego stronę ostrymi lodowymi szpikulcami gotowymi przebić na miejscu całe ciało.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you
Aiden Perrault
[Usunięty]
Aiden Perrault
[Usunięty]
[Cytuj]
Ile to już pięknych dziesięcioleci bez nawet jednego pojedynku. Ostatnim razem Aidenowi udało się jakoś bardziej zaangażować w jakąkolwiek walkę podczas wojny secesyjnej, a po tamtym epizodzie... Głucha cisza. Sam nie wiedział na co dokładnie ma się teraz przygotować. Nawet przez chwilę nie wątpił w jakiekolwiek umiejętności bojowe Jonathana, jednak... Nie o niego teraz chodziło. Nie bał się, że zapomniał już jak się posługiwać magią żywiołów czy barierami, ale... Co, jeśli jego refleks i jakakolwiek zdolność reagowania w odpowiednim czasie uległy dość poważnemu upośledzeniu? Ten trening miał mu wszystko przypomnieć i nastawić trochę bardziej bojowo do wszystkiego co się dzieje. Nie uda się przecież ani do Spiralnego Labiryntu, ani też nigdzie indziej nie potrafiąc spopielić przecież tego, kogo potrzeba, prawda?
Należało się przyszykować na każdą ewentualność i również tym razem blondyn nie miał zamiaru odpuszczać. Szykował się podświadomie na dość srogo spuszczone bęcki, ale obiecał sobie, że nie będzie to zbyt łatwe. Kiedy tylko teleportował się na miejsce również uformował wokół siebie niezauważalną wręcz dla ludzkiego oka barierę, która miała za zadanie ochronić go w razie potencjalnego, dość mroźnego przywitania ze strony drugiego czarownika. Sam Aiden planował dodać coś jeszcze. Nim został wyłapany przez wzrok Jona wprawił w ruch cząsteczki rosy spoczywające na gruncie i wzbił je w powietrze. Mgła... Obu z nich będzie tak przeszkadzać jak i pomagać. Uznajmy to za czynnik neutralny.
Lekki, lniany strój spoczywający na nim przygotowany był na każdą ewentualność i wszelkie możliwe akrobacje, które mogłyby tutaj zaistnieć. Nie chciał również podejść do mężczyzny bez jakiejkolwiek kultury czy też być nazbyt nadgorliwym. Stojąc od niego w odpowiedniej odległości opuścił mgłę wokół siebie na tyle by przynajmniej gdzieś tam zamajaczyła jego sylwetka, a twarz była dobrze widoczna.
- Dobry wieczór Jonathanie... - Uśmiechnął się pod nosem. - Dość mglisto dziś, nie uważasz? Typowa angielska pogoda.
Od tego momentu pozostawało mu jedynie zaczekać na pierwszy ruch czarownika. Kto wie, może nawet czegoś dziś się nauczy.
 

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Lodowe sople

Jonathan również nie brał udziału w pojedynkach. Od bardzo dawna, nie wiedział nawet od kiedy dokładnie, ale ostatnimi czasy zabrał się za siebie i wziął poważnie do roboty, a nie tylko spoczywał na laurach i krzyczał, że jest medykiem. Wpływ na to wszystko miały wydarzenia w Spiralnym Wymiarze, ale również pojawienie się jego przybranego ojca, który właściwie przypomniał mu, że nie powinien tkwić w marazmie. Do tego wszystkiego doszła odpowiedzialność zastępcy najważniejszego czarownika Yorku, podsycana jeszcze chęcią zdobycia Białej Księgi. I tak oto syn Abbadona postanowił wziąć się do pracy, nie tylko warząc kolejne mikstury, ale również testując swoje umiejętności bojowe, bo nie znał teraz dnia ani godziny, kiedy nadejdzie Mrok albo inni wrogowie, jakich należało z miejsca pokonać, posłać na ziemię i tam pozostawić, na bardzo, ale to bardzo długo. Jonathan był pacyfistą, ale nawet jego spokojne nastawienie do życia miało pewne granice, miało pewne przeszkody, nie był w stanie tego w żaden sposób ukryć i tak oto znalazł się w miejscu, w którym właśnie stał. Musiał pamiętać, jak się walczy.
- Dobry wieczór, Aidenie - odparł całkiem uprzejmie, jednocześnie uśmiechając się lekko. To była kolejna z gierek, jakie prowadzili i właściwie go to bawiło, ciekaw był, ile dokładnie takich zabaw jest w stanie jeszcze pociągnąć stojący przed nim dzieciak, a ponieważ czuł się z tym komfortowo, nie zamierzał się sprzeciwiać. - W istocie, nie najlepsza ta pogoda, o wiele przyjemniej byłoby pić teraz gorącą herbatę - stwierdził swobodnie, a później odsunął tarczę, by skupić się na kolejnym zagraniu. Na dobry początek spróbował rzucić w przeciwnika lodowymi soplami, te jednak były na razie za słabe i wyszły z nich raczej niewielkie iskierki lodu migoczące w wieczornym świetle. Ot, zabawa, ale mężczyzna w ogóle się nie przejmował. Pora na ruch Aidena.



*powinno być 10 przy porażce, ale źle skopiowałam z tablicy zadań
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you
Aiden Perrault
[Usunięty]
Aiden Perrault
[Usunięty]
[Cytuj]
Błyskawica

Aiden przygotowywał się mentalnie na starcie z dość doświadczonym przeciwnikiem, bo generalnie podczas ich tego jednego spotkania zapałał do niego dość sporym szacunkiem. I mimo tego, że atak mężczyzny był dość nieudany i nie był na tyle skupiony by bez problemów wykształcić lodowe sople to blondyn nie miał zamiaru tego lekceważyć. Nadal balansował gdzieś w odmętach mgły starając się sprawić by ta cały czas się unosiła.
Przez jego głowę przelatywał teraz ogrom potencjalnych ataków, które mógłby wykorzystać, ale wszystko wydawało mu się zbyt mało finezyjne, zbyt... Zwykłe. Koniec końców stanęło na czymś, co jest oczywiście kompletnie tym, czego chłopak nie chciał jeszcze parę chwil temu zrobić. Dość uważnie obserwował na tyle na ile mógł sobie pozwolić mężczyznę w międzyczasie skrywając się w puchatych obłokach skroplonej rosy.
- To może potem... - Uśmiechnął się sam do siebie. - Jakaś herbata. W końcu przyda się rozgrzać nie tylko ręce, ale i dusze.
Uwielbiał ten napój, praktycznie mógł go wypijać hektolitrami i to właśnie on często sprowadzał u niego spokój ducha tym samym nie mógł sobie odpuścić i takiej propozycji rzuconej w stronę Jona.
Skierował swoje dłonie w potencjalna pozycję, w której mógł się znajdować mężczyzna siłą woli pragnął wykształcić coś co przypominać miało błyskawicę, albo wróć... Coś co tą błyskawicą miało być, a stało się czymś kompletnie innym.
Jakież rozczarowanie pojawiło się na jego twarzy, kiedy z końców jego dłoni jedyne co zauważył to jakieś parę iskier kompletnie nieskładających się w ładny piorun, którym miał zamiar uraczyć drugiego czarownika.
- Cholera - Wycedził przez zęby ze zrezygnowaniem.
Powoli również zaczynało mu się wydawać, że on naprawdę nie nadaje się do pojedynków. Może nie odstawał od innych czarowników kondycją i zapałem, ale jednak... Skupienie i zdolności magii bojowej leżały i to na całej linii.
 

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Klasa IV magii bojowej: powodzenie: 1, 2, 3, 4, 6, 7, 8, 9; porażka: 5, 10

Nie od razu Paryż zbudowano. Jonathan doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak irytujące jest przegrywanie, potykanie się i borykanie z tymi wszystkimi problemami, jakie wiązały się z magią, bo przecież nie tak znowu dawno sam całkiem pięknie dostał po nosie, kiedy okazało się, że przywoływanie jest o wiele trudniejsze, niż się to wydawało. Od tej pory jednak ćwiczył, konsekwentnie podnosił swoje umiejętności i wciąż przypominał sobie, że w czasie korzystania z magii najważniejsze jest skupienie, o którym w tej akurat chwili zapomniał. Wzruszył jednak ramionami, bo tak po prawdzie nie miał najmniejszych powodów, żeby się tym przejąć - nawet w prawdziwej walce nie wszystko zawsze wychodziło tak, jak wychodzić powinno, ale to już zupełnie inna sprawa.
- Jak najbardziej. Przyda nam się po tej angielskiej pogodzie i wysiłku - powiedział na to i uśmiechnął się z przyjemnością, gdyż nie miał najmniejszych nawet podstaw do tego, by odmówić kubka dobrej herbaty. Sam za nimi przepadał, tak jak i za ziołami, a rozmowa z Aidenem była również mile widziana, by mogli nieco lepiej się poznać.
W każdym razie po tej wymianie zdań Jonathan skupił się wyraźnie o wiele mocniej niż wcześniej i nie minęła nawet chwila, a Aiden poczuł, jak ziemia pod jego nogami zaczyna gwałtownie drżeć, poruszać się i pękać, bo starszy czarownik najwyraźniej postanowił sprawić mu psikusa i zmienić podłoże w coś całkowicie niestabilnego. Tym razem również szło mu o wiele lepiej, więc przeciwnik musiał prędko kalkulować, co robić dalej.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you
Aiden Perrault
[Usunięty]
Aiden Perrault
[Usunięty]
[Cytuj]
Silny wiatr

Pojedynki wydawały się niesamowicie proste... Szczególnie jeśli chodzi na ten przykład o przyziemnych. Dwójka dorosłych ludzi okłada się pięściami tudzież w gorszych sytuacjach – mieczami, pistoletami czy innym ustrojstwem. Ot... Tyle w tym filozofii. W przypadku pojedynków magicznych sprawa nie zawsze wyglądała tak prosto, bo arsenał był nieprzebrany i dość nieprzewidywalny.
Uśmiechnął się lekko pod nosem po odpowiedzi Jonathana. Herbata wyciąga z ludzi najlepsze z ich cech, a przede wszystkim działa dość kojąco na wszelkie strapienia i bóle, to też nic dziwnego, że z taką chęcią do niej odnosili się obaj mężczyźni.
Kiedy ziemia w posadach zaczęła drżeć Aiden już doskonale zdawał sobie sprawę, że musi szybko znaleźć wyjście z zaistniałej sytuacji. Za kilka chwil ziemia coraz gwałtowniej pękała i wydawała niepokojące dźwięki świadczące o tym, że z każdą sekundą zaklęcie nabiera na sile.
Myśl Aiden, myśl... - mówił w swojej głowie blondyn próbując znaleźć rozwiązanie z danej sytuacji. Nie porywał się nawet na dalszą ingerencję w dość już zdewastowane podłoże, ale powoli w jego głowie zaczynał się klarować pomysł wyjścia z sytuacji. Słaniając się na nogach i starając się nie stać na ustępach ponownie dość topornie zbierał się w sobie starając się skoncentrować najbardziej jak się da. Ziemia czyniła jego postawę bardzo niestabilną, a środek ciężkości cały czas zmieniał pozycję sprawiając, że niejednokrotnie jego sylwetka zadrżała, a on sam podupadł na jedno z kolan.
Młodszy z nich chciał rozbudzić wiatr do tego stopnia by samemu spowodować rozkojarzenie u Jonathana. Mimo wszystko jak mocno by się na tym nie skupił nie był w stanie wykrzesać z siebie nic więcej niż jedynie delikatny podmuch bryzy.
Z każdą kolejną chwilą jest coraz gorzej. - wyrzucał sobie w myślach. Jakby na to nie patrzeć zaczynał przegrywać. Z każdym kolejnym krokiem czuł się coraz mniej pewnie, a drobne ranki na jego kolanach spowodowane upadkami zaczynały nieprzyjemnie piec.
 

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Deszcz

Magiczne pojedynki miały to do siebie, że właściwie nigdy nie było wiadomo, jak to się skończy. W końcu mieli niesamowicie wielki zasób możliwości, dało się wykorzystywać tutaj magię żywiołów, można było sięgać i po inne rzeczy, wszelkiego rodzaju tarcze i bariery, ale akurat tym razem skupili się obaj całkowicie na magii bojowej, dzięki której byliby w stanie wyrządzić przeciwnikowi większe szkody. W pewnym sensie nie powinni nazbyt szarżować, w końcu takie używanie zaklęć na pewno wykańczało ich obu, ale trzeba było również testować własne granice i przekonywać się, do czego właściwie jesteśmy zdolni. Nic zatem dziwnego, że Jonathan postanowił po raz kolejny sięgnąć po żywioły, znowu coś innego, bo w końcu nie można było się ograniczać tylko do jednego.
Chłodny powiew wiatru nie zdekoncentrował go na tyle, by nie udało mu się rzucić zaklęcia, ale trzeba przyznać, że w efekcie on również otrzymał cios od własnej broni. Zamierzał spuścić deszcz, który rozmiękczy ziemię drżącą do tej pory pod nogami Aidena. Na pewno było to już nieco trudniejsze, ale udało mu się przywołać opad, niemniej jednak przez krótką chwilę obejmował on również jego samego. Tak czy inaczej - woda zaczęła dostawać się do poruszonej ziemi pod nogami młodszego czarownika.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you
Aiden Perrault
[Usunięty]
Aiden Perrault
[Usunięty]
[Cytuj]
Silny wiatr

Dopiero teraz Aiden czuł jak bardzo pozwolił sobie na to by degrengolada i stagnacja wtargnęły do jego życia. Na dobrą sprawę sytuacja powoli stawała się wręcz tragiczna. Drżąca w posadach ziemia nie chciała się ustabilizować, a jakiekolwiek wystanie na niej było szalenie trudnie i oczywiście, siłą rzeczy wiązało się z upadkami. Tymi mniej bolesnymi i bardziej. Jedno kolano jawiło się teraz szczególnie jako mocno bolesne. Nieudane zaklęcia dość mocno obniżyły morale blondyna. Nie wiedział, dlaczego tak się dzieje i co złego robi. Przecież jeszcze kilka lat temu dorównywałby umiejętnościom Jonathanowi, a teraz? Teraz wyglądał jak nieopierzony podlotek, który bardzo mocno chce wyfrunąć z gniazda, ale nie ma ani ku temu dobrej okazji, ani żadnych umiejętności.
Nadciągające deszczowe chmury nie zwiastowały by sytuacja jakkolwiek mogłaby się poprawić. Woda, która dość silnie opadała na spulchnioną ruchami sejsmicznymi ziemię dość szybko przemieniała podłoże w coś, co z nazwy mogło przypominać ruchome piaski, ale zagrzebanie się w błocie było o tyle gorsze, że, o ironio losu, mogło popsuć dość dobrze ogarnięty dzisiejszy wizerunek Aidena, który i tak w obecnym stanie pozostawiał wiele do życzenia.
Blondyn koncentrował się silnie na tym by jeszcze raz spróbować zaklęcia, które tym razem zamiast zmusić mężczyznę do dekoncentracji miało rozgonić chmury. Wody na tę chwilę nie był jeszcze w stanie cofnąć, ale mógł sprawić by jej nie przybierało.
Powoli już gubił się we własnych myślach nie wiedząc co biedny ma począć. Nie dziwota zatem, że i zaklęcie nie poszło po jego myśli. Koncentracja, ze względu na ogarniającą go nieporadność i panikę dość szybko przeszła w stan uśpienia ustępując miejsce histerii i francuskojęzycznym bluzgom w głowie młodszego czarownika. Z wiatru wyszła lekka, jesienna bryza, która nijak mogła nawet poruszyć delikatnie chmurą. Jeśli chłopak szybko czegoś nie wymyśli będzie ciężko cokolwiek już tutaj wskórać.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo