Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Podmuch wiatru

Co za dużo, to niezdrowo. Zdaje się, że jakoś tak się to prezentowało. Jonathan wiedział, że w którymś momencie noga mu się powinie, czy to ze zmęczenia, czy z nadmiernej pewności siebie. I tak mógł spokojnie powiedzieć, że w tym akurat pojedynku był górą, ale ostatecznie - w prawdziwej walce mogło wszystko wyglądać dokładnie odwrotnie i musiał o tym pamiętać nie tylko teraz, ale i zawsze. Tak czy inaczej osłabł już nieco od tych wszystkich manipulacji pogodowych i kolejne zaklęcie zdecydowanie nie poszło po jego myśli, dzięki czemu Aiden uniknął silnego podmuchu wiatru, jaki miał wywrócić go w stworzone przez starszego czarownika błotne bagnisko. Jak widać, piękny los szykował mu Jonathan, ale jakiś chochlik albo demon zdecydował, że tym razem nie będzie tak łatwo.
Kolejny ruch należał niewątpliwie do Aidena, ale mimo wszystko syn Abbadona domyślał się, że wkrótce będą musieli kończyć te zmagania, żeby przypadkiem żaden z nich nie padł tutaj zemdlony z uwagi na zbyt wielkie wykorzystanie własnego potencjału magicznego. Chyba wzajemne leczenie nie wchodziłoby wtedy w rachubę, prawda?
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you
Aiden Perrault
[Usunięty]
Aiden Perrault
[Usunięty]
[Cytuj]
Błyskawica

Zdawać by się mogło, że niepowodzenie u Jona rozbudzi trochę wolę walki u Aidena. W końcu jakby na to nie patrzeć od samego początku szło mu niespecjalnie dobrze. Ba! To było niekończące się pasmo porażek i już teraz dość mocno wyrzucał sobie, że nie nadaje się absolutnie do niczego. Zmarnował ogromne pokłady siły i doszczętnie zniszczył własne morale. Nie miał już ochoty się nawet Jonathanowi pokazywać na oczy. Wyszedł na kretyna i nieudacznika.
Nie dziwota, że w takim wypadku po raz kolejny starając się chociaż odrobinę pokazać swoje umiejętności kolejny raz zawiódł. Wszystko wydawać by się mogło przebiegało prawidłowo. Skupienie i naginanie siły woli do kształtów tego co chciał uzyskać. Zamiast jednak porządnych rozmiarów błyskawicy, która tylko mógłby w jakiś sposób pokazać, że już jest dobrze, że może i chce walczyć dalej kilka elektrycznych iskierek zaiskrzyło wokół jego wyciągniętej w kierunku Jona ręki.
Upadł na kolana w błocie już kompletnie nie panując nad sobą. Na jego twarzy gościło niepocieszenie, a we wnętrzu rozlewał się gorzki smak porażki. Nie miał już siły, zaklęcia chociaż wiązały się z niepowodzeniami zużywały jego energię, a z tym nie należało przesadzać. Nie zamierzał nawet wracać portalem do domu. Potrzebował ewidentnie ochłonąć i poukładać sobie wszystko w głowie. Dawno już tak bardzo nie najadł się wstydu będąc kompletnie i absolutnie bezbronnym. Zarzucał sobie okropną wręcz niekompetencję i żałość jak mógł do czegoś takiego dopuścić.
Wstyd...
 

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
- Wystarczy - rzucił Jonathan czując, że to nie prowadzi w żadne sensowne miejsce. Nie chciał również, by Aiden czuł się jakoś źle z uwagi na to, że widać tego dnia zaklęcia w ogóle się go nie imały, a i on sam zaczynał czuć już zmęczenie, które powoli wkraczało w jego ciało. Chłód, jaki go obejmował, jasno pokazywał, że to już najwyższa pora na to, żeby wybrać się na obiecaną wcześniej ciepłą herbatę i pozwolić na to, by ciała nieco się rozluźniły. To, że spora część zaklęć dzisiejszego dnia akurat mu wyszła, było miłą niespodzianką, ale jednocześnie Jonathan czuł, że właśnie teraz nie może z tego powodu osiadać na laurach. Nie chciał, by skończyło się to równie tragicznie, co przy ostatnich wydarzeniach w Spiralnym, tak więc postanowił sobie, że jeszcze na pewno poćwiczy, by później nie musieć świecić oczami, czy czuć wstydu. Domyślał się, że Aiden nie ma się teraz najlepiej i właściwie całkiem podświadomie zadecydował, że nie będzie poruszał tej kwestii, o ile oczywiście sam czarownik nie zechce podyskutować o technikach na skupienie, czy czymś podobnym.
- Mam u siebie całkiem sporo herbaty i ciepłych koców, więc zapraszam. Ta angielska pogoda jest dzisiaj nie do wytrzymania - dodał zaraz całkiem spokojnie. Nie było słychać u niego żadnego kłamstwa, Jonathan zachowywał się nad wyraz prosto i gładko, oddychając może nieco szybciej, bo dla niego również ten pojedynek był męczący, aczkolwiek niewątpliwie na zupełnie innym poziomie niż dla Aidena.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you
Aiden Perrault
[Usunięty]
Aiden Perrault
[Usunięty]
[Cytuj]
Aiden sam już nie wiedział czy decyzja Jonathana podyktowana była zmęczeniem czy najzwyczajniej w świecie litością. On sam zapewne odnosząc aż takie zwycięstwo oszczędziłby swojemu przeciwnikowi zbyt długich mąk i po prostu zakończył to z klasą, jak też właśnie się stało.
Nie mógł nic poradzić na to jak bardzo mu nie szło. Jakby przedziwne zrządzenie losu zadziałało i sprawiło, że każde zaklęcie bojowe, które postanowi użyć spali na panewce. Czy to kwestia tylko skupienia czy może niewystarczająco wysokich morale, które od samego początku mu nie dopisywały?
Wiedział tyle, że zdecydowanie musi się za siebie wziąć, bo z takimi zdolnościami bojowymi to daleko nie zajedzie. Strach pomyśleć co by było, gdyby w takim stanie wybrał się do Spiralnego. Jeszcze gorzej o tym w jakim stanie by wrócił i w jakim finalnie byłby po dość srogim wykładzie od Savio. Nie był z siebie zadowolony i to było widać. Generalnie szczerze mówiąc marzył wręcz o tym, by wrócić do mieszkania i zamknąć się w sypialni nic nie robiąc. Dawno nie czuł się tak wypluty z energii i podminowany. Niemniej jednak słowo się rzekło, a herbata czekała.
- Z przyjemnością... - Odparł delikatnie się uśmiechając.
Miał jedynie nadzieję, że Jon nie pomyślał sobie o nim niczego negatywnego w kontekście całego treningu, bo wyglądał gorzej niż dwudziestoparolatek uczący się dopiero wszystkiego.

[z/t x2]
 

Wania Siergiejew

30 lat


180 cm


Tylko głupiec nie słucha rad, nieważne, dobrych czy złych, gdyż każda niesie ze sobą naukę.






[Cytuj]
Multikonta: -
Wania musiał być pewny że obrona Azylu przebiegnie po ich myśli. Chciał mieć w razie czego plan “B”. Jednocześnie miał to być wstęp do tworzenia przyszłej wilczej straży którą planował od jakiegoś czasu. Czas by zacząć o tym otwarcie mówić i szukać chętnych wilków które podjęłyby współpracy w tworzenie projektu z pozoru trudnego do realizacji. Wania był natomiast pewien że jeżeli się temu poświęci i znajdzie choćby jednego wilka do projektu to zacznie to wszystko działać i reszta sama się zainteresuje.
Idąc na opuszczoną farmę napisał smsa do Sory. Słyszał plotki że niegdyś był Nefilem więc jego przeszkolenie mogło by znacznie pomóc w realizacji projektu i małego marzenia Wani. W końcu kto jak kto ale on mógł być w stanie podczas treningów pokazać to i owo.
Wszedł do zrujnowanej stodoły i znalazł sobie wygodne miejsce w cieniu gdzie mógłby usiąść i poczekać na wilka. Miał tylko nadzieje że sms zainteresuje go.


Haru Shimizu

26 lat


181 cm


I’m scared to begin, because I can taste the bitter scent in my mouth If you close your eyes







[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
/po spotkaniu z Aru i przed Azylem

Sora po odczytaniu smsa pokręcił kilka razy nosem. Nie był jednym z tych, co to mieszali się w nieswoje sprawy – z drugiej strony, czemu nie skorzystać z okazji, skoro mogła zapewnić kontakty i ewentualne opracowanie planu B. Młody wierzył w zdolności i doświadczenie Oscara, niemniej logika podpowiadała – ziom, ale wiesz że, zawsze coś się spierdoli? Z taką myślą warto było się zabezpieczyć, o czym nadawca raczył wspomnieć, wszak misja obrony Azylu nie mogła się nie udać!
Droga na opuszczoną farmę szczęśliwie minęła Basiorowi spokojnie. Nie miał przy sobie i na sobie nic wyjątkowego – ot zwykłe ciuchy i telefon. Po przybyciu na miejsce „trop” się urywał, acz tylko pośrednio. Choć kiepski w tropieniu – no sory stary, ale natura Ci tego poskąpiła – zdołał wyczuć szczątki zapachu kogoś obcego – wilkołaka, którym być może będzie organizator spotkania.
Ostrożność łowcy podpowiadała, aby nie spuszczać gardy nawet w czasie snu – to nic osobistego, zwykła przezorność, poprzedzona cichym przejściem na teren farmy i udaniem się za niewidzialną linią wyłapanej woni. Pomimo obuwia, stawianie miękkich kroków znacznie minimalizowało odgłosy. Do tego należało także dodać poszerzone nozdrza i oczy dosłownie dookoła głowy wraz z parą uszu niemalże stojących na sztorc. Przeszkolenie łowcy w istocie wyrobiło w skośnym kilka nawyków – mogło też okazać się przydatne w walce z Kohortą – o ile rzecz jasna Ci nielubiani klubowicze raczą odwiedzić Azyl.
Ostrożne wejście do środka szopy – tutaj nie dało się ukryć widoku uchylanych drzwi, czy wyciszyć ich trzeszczenie. Swoje pięć groszy dodało również blade światło wpadające do środka no i przede wszystkim won swojskiego przedstawiciela rasy. Kiedy więc cała otoczka tajemnicy poszła na spacer, wilkołak mógł pozwolić sobie na nieznaczne rozluźnienie mięśni ciała.
- Znaleziony, niekradziony. – rzucił luźno w typowym dla siebie stylu. Sms w istocie stał się tym, co przytargało jego dupę do tego miejsca.
A source of purpose and of balance. Why does a dominant exist? To protect those beneath him.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Wania Siergiejew

30 lat


180 cm


Tylko głupiec nie słucha rad, nieważne, dobrych czy złych, gdyż każda niesie ze sobą naukę.






[Cytuj]
Multikonta: -
Obserwował, jak wchodzi. Faktycznie plotki miały swoje podstawy, zachowanie, które już kiedyś widział u łowców, podczas podróży było niemal identyczne. Nawet będąc wilkołakiem, przeszłość dawała o sobie znać w postaci odruchów i zachowań. Wania stał z założonymi rękoma na klatce piersiowej i obserwował skośnookiego spod byka, jakby chcąc sprawdzić, czy ten wejdzie w naturalną dla ich rasy grę o nazwie dominacja. Uśmiechnął się, jednak łobuzersko odpychając się od ściany, by wyjść z cienia, w którym się skrył.
-Privet. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła czyż nie?- roześmiał się chwilę, po czym podszedł bliżej by wyciągnąć rękę na powitanie. Jeżeli uścisnęli sobie dłonie, Wania z powrotem skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-Zapewne tak samo jak ja masz być w pierwszej linii obrony Azylu. I zapewne też sobie zdajesz sprawę z tego, że coś może się zjebać po drodze.- Wania uważnie obserwował jego zachowanie, przekrzywiając odruchowo głowę w jedną stronę.
-O tym za chwilę chciałbym z tobą porozmawiać, nie wiem jak szybkie, są plotki wśród nas, które mówią o pewnym projekcie, który chciałbym w końcu ruszyć.- Spojrzał na rozmówcę, jakby chciał sprawdzić, czy coś słyszał na temat jego zamiarów wobec potencjalnej obrony Azylu w przyszłości. Nad wilczą strażą myślał już na tyle długo, że postanowił zacząć angażować w rozmowy innych. Był to ogromny projekt, który niewątpliwie wymagał sporo nakładu pracy i energii. Miał zamiar zapłacić tę cenę, jeżeli w zamian wilcze sprawy będą dobrze chronione, a projekt będzie pomagał tym którzy potrzebują takowej pomocy.
-Chciałbym skupić wilki w grupę na kształt wilczej straży, która na początku będzie zajmowała się ochroną Azylu, a w przyszłości stała się może nawet tak duża jak Preator Lupus.- Zaczął spokojnie, starając się dobrać odpowiednio słowa.


Haru Shimizu

26 lat


181 cm


I’m scared to begin, because I can taste the bitter scent in my mouth If you close your eyes







[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Plotki miały to do siebie, że nie zawsze pokrywały się z prawdą – jak już, to w niewielkim stopniu znanym nam pod postacią pseudo ziarenka. Potrzeba zachowania ostrożności była w tym wypadku łatwa do przewidzenia – podobnie zresztą jak typowo samcze zagrywki – wymiana i utrzymanie kontaktu wzrokowego, czy chociażby niewinne starcie przy ściśnięciu dłoni. To nie wina łowcy, co najwyżej jego wilka i chęci podjęcia posłania kilku zaczepnych tyrpnięć niekoniecznie dla samej dominacji. Choć zrodzony z przemiany, a nie z łona rodowitej wilczycy, Basior miał swój pazur, a do tego niebywale ognisty temperament. Z tego powodu wręcz przyciągał tarapaty, przy tym potrafiąc się z nich niejako wykaraskać. Wniosek ogólny: to nie żart - on i ex łowca byli niemalże jak odzwierciedlenie komiksowego Venoma.
- W takim razie pozostaje zaliczyć dwa kolejne. – skoro już na pierwszym wylądował, to czemu nie skorzystać i nie zejść po kilku następnych? Ot to tylko niewinny żart rzucony z charakterystycznym dla jego „rasy” twardym akcentem, a przy okazji i nawiązanie do zbliżającej się misji. Nie żeby wilkołak wątpił w jej powodzenie – no może odrobinkę, ale co tam! Grunt, że doszło do wymiany uprzejmości i przejścia kroczku dalej. Japończyk nie pozostał dłużny – korzystając z otoczenia, ulokował szanowne cztery litery na pierwszej, stabilniejszej beczce, skrzynce, czy co tam spoczywało niechciane w opuszczonej szopie.
- Poprawka – na pewno coś się spierdoli. – rzucił w odpowiedzi na wspomnienie o nadchodzącej misji i chwiejnym planie.
- I na pewno będzie to wręcz ociekało srebrem. – bo czegóż innego spodziewać się po łowcach? Sora wiedział jak działali lub jak „powinni” działać. Sam z pewnością zaopatrzyłby się w spory zapas tego kruszcu – pomijając standard w postaci serafickich ostrzy, również raniących jednostki Podziemia - taka posrebrzana broń dla przykładu, czy strzały z posrebrzanym grotem, norze do rzucania lub ewentualne shurikeny. Pomysłów na rynsztunek istniało wiele – pytanie, z którego skorzysta Kohorta. Potem rzecz jasna kwestia run – i tutaj Japończyk posiłkowałby się tymi zwiększającymi sprawność fizyczną wraz z jedną na zachowanie stoickiego spokoju. To, że dla nieczystej zagrywki można było narysować takową na ciele oponenta…
- Może… Aczkolwiek pierwsze słyszę o pomyśle. Pytanie jaki to ma związek z obroną Azylu? – zero uszczypliwości, raczej sugestywna uwaga. Temat wilczej grupy usiał chwilowo poczekać. Sorę bardziej interesował potencjalny plan B.
A source of purpose and of balance. Why does a dominant exist? To protect those beneath him.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Wania Siergiejew

30 lat


180 cm


Tylko głupiec nie słucha rad, nieważne, dobrych czy złych, gdyż każda niesie ze sobą naukę.






[Cytuj]
Multikonta: -
-Ma ogromny związek. Jeżeli zaczniemy współpracować już podczas obrony azylu, to będzie można uznać, że jesteśmy w stanie stworzyć podwaliny pod wilczą straż.- cóż zauważał subtelne rozgrywki, które były kierowane przez ich naturę i, pomimo że był zrodzonym wilkołakiem to, tego typu rozgrywki wciągały, nawet jeżeli było to podszczypywanie w celu typowo wilczej zabawy.
-W azylu powinniśmy wszyscy współpracować. Nigdy nie graliśmy wszyscy w jednej lidze i boję się, że właśnie to się spierdoli. Trzeba będzie bronić nie tylko Azyl, ale i Oscara. Jest najważniejszą osobą dla naszego społeczeństwa i nie możemy dopuścić do sytuacji, że nagle by zabrakło go. Dlatego myślę o stworzeniu wilczej straży, dla tego też chcę obmyślić plan "B" na wypadek gdy wszystko się spierdoli.- Cóż gdy poważnie rozmawiał, Wani lepiej się myślało podczas chodzenia wahadłowo to w prawo to w lewo.
-Słyszałem, że byłeś kiedyś Nefilem. Dla tego też skontaktowałem się z tobą, bo wole się zapytać wprost niż dochodzić słuszności plotek.- chciał sprawdzić, czy to wszystko prawda jak to miał w zwyczaju, u podstaw plotek, a nie u osób, które takowe rozpraszały po innych. Tak był Rosjaninem, a oni byli mistrzami jeżeli chodzi o plotki, ale on był osobą, która wolała mieć pewne informacje, gdyż nie było na świecie cenniejszej waluty jak właśnie informacja i wilk zdecydowanie zadawał sobie z tego sprawę.


Haru Shimizu

26 lat


181 cm


I’m scared to begin, because I can taste the bitter scent in my mouth If you close your eyes







[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
- Moment… - przystopował go. – Nie zrozum mnie źle – rozumiem, że obrona Oscara jest ważna, ale skąd zaraz stwierdzenie, że najważniejsza? Jeśli uznajesz go za „alfę”, to spoko, ja widzę w nim przyjaciela, niemniej z szacunkiem dla niego, stawiam na równi życie każdego wilka, szczególnie te najmniej doświadczone w bojach. Poza tym skąd pomysł, że będę chciał przynależeć do potencjalnej „straży”? Jasne idea azylu brzmi rozsądnie, jednakże czemu po odejściu od zwykłej przyjacielskiej pomocy, miałbym chcieć do niej przynależeć, skoro ktoś w każdej chwili może znów namieszać mi we łbie? – rozgrywki rozgrywkami – były fajne, lecz potem należało przejść do konkretów. Sora swoich obaw nie krył – nie po drodze było mu również owijanie w bawełnę. Chwilowo nie zdeklarował nigdzie swojej przynależności – nie wiadomo, czy ten stan ulegnie zmianie, chociażby ze względu na wspominaną już obawę ponownego przejęcia kontroli. Spośród wielu rzeczy, tą, którą wilkołak cenił najbardziej, była jego wolność. Pomimo wyjaśnień na zebraniu, wciąż był nieufny wobec „Pierwszego Stada” i wspominanych mocy.
- Byłem. – tego akurat nie miał co ukrywać. Namiastka zapachu łowcy z pewnością go zdradzała – w dodatku przemieszana z wilczym zapachem. Poza tym pozostawała kwestia śladów po runach – tych przecież Japończyk również nie mógł ukryć – na pewno nie po powrocie z formy wilka do ludzkiej.
- Załóżmy, że spodziewamy się niespodzianki. Co wtedy? – krótko mówiąc zasadzki. Abstrahując od wydarzeń w Azylu – wystarczyło to wziąć na logikę. Łowcy albo się gdzieś przyczają, albo… Nie, nie było żadnego „ale”. Biorąc pod uwagę podstawową wiedzę na temat Kohort, Sora był wręcz przekonany, iż zadziałają jak rasowi Shinobi w hiszpańskich togach.
A source of purpose and of balance. Why does a dominant exist? To protect those beneath him.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Wania Siergiejew

30 lat


180 cm


Tylko głupiec nie słucha rad, nieważne, dobrych czy złych, gdyż każda niesie ze sobą naukę.






[Cytuj]
Multikonta: -
Rozumiał go doskonale. Sam jeszcze jakiś czas temu nie chciał przynależeć gdziekolwiek. Zmieniło się dosłownie niedawno, naturalnie jakby bez jego ingerencji.
-Może tak może nie. Nie chcę cię wciągać w coś wbrew twojej woli. Fakt Oscar stał się dla mnie alphą. Natomiast jeżeli zginie Oscar wilki znów się rozproszą, a nasza siła jest w jedności, niezależnie czy się przynależy gdziekolwiek. Oscarowi udało się zjednoczyć prawie wszystkie wilki pod jednym sztandarem jakim jest Azyl, nie ważne czy należysz do jakiejś watahy, czy jesteś samotnikiem.- Mówił spokojnie. Nie miał za złe że Sora wytykał mu jego błędy. W końcu kto ich nie popełnia, w ten sposób przecież uczymy się i stajemy się lepszymi.
Kiedy usłyszał potwierdzenie na temat tego że był niegdyś Nefilem, uśmiechnął się lekko.
-Przemiana na pewno nie należała do łatwych. Sądząc po tym jak większość z łowców traktuje podziemnych.- westchnął ciężko. Każdy z nich miał swoją własną historię która ich ukształtowała.
-Znasz się na pewno lepiej na walce w ręcz niż ja. Mówiąc tobie o straży, miałem na myśli współpracę pod względem pomocy przy treningach walk. Nic więcej, jeżeli będziesz chciał rozwinąć mój pomysł i pomóc mi przy tym to będzie mi niezwykle miło.- Stwierdził zatrzymując się i spoglądając mu prosto w oczy.
-A co do azylu. Rozsądnie by było skupić ich wszystkich w jednym miejscu tak by można było walczyć na naszych warunkach a nie ich-


Haru Shimizu

26 lat


181 cm


I’m scared to begin, because I can taste the bitter scent in my mouth If you close your eyes







[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Jedna brew uniesiona do góry – efekt zdziwienia, acz niekoniecznie tym, co mogłoby się rzucić na tak zwany pierwszy plan. Podjudzane nią słowa aż same cisnęły się na usta.
- To dość śmiałe, wypowiadać się za wszystkich. – zaczął, nabierając nieco powietrza do płuc. - Nie odejmę Oscarowi jego zasług, bo faktycznie wilkołaki tłumnie przybyły na zgromadzenie. Pytanie czy poza rzekomym zainteresowaniem, inni podzielają Twoje zdanie. – w skrócie: czy mieli świadomość oddania się pod skrzydła starego wilczura – słuchania go, podążania za nim i odpowiadania przed nim za wszelkie potencjalne wykroczenia. Sora mógłby pociągnąć temat dalej i nieco to zakwestionować, bo szczerze wątpił, aby wszyscy jak jeden mąż, podążyli za ideą tak zwanej bezwzględnej uległości, jakakolwiek by ona nie była. A powód tego był banalny – niezależnie od charakteru wilka, prócz niego w KAŻDYM siedziała ludzka cząstka – ta, która ponad wszystko ceniła swoją niezależność.
- Ponoć gorsze są tylko igły. – zażartował dla rozluźnienia atmosfery, acz faktycznie przemiana nie należała do najprzyjemniejszych na świecie. Mając wybór, nigdy nie wybrałby jej po raz drugi. To, że nie miał… Stało się i już. Czy żałował? Niekoniecznie. Wszak tego od niego oczekiwał surowy ojciec – żelaznej zbroi: siły, szybkości i zwinności mogących doprowadzić go na sam szczyt. Popatrz tato, mam to, czego chciałeś! Czemu się ze mną nie cieszysz?
- To za dużo powiedziane. Znam tyle, ile mnie nauczono, zarówno w walce wręcz, jak i przy pomocy broni białej. Kwestia tego, z jakiego powodu miałbym chcieć się tą wiedzą podzielić. – innymi słowy – co on z tego będzie miał? Wania nie powinien odbierać słów Japończyka zbyt dosadnie – może odrobinkę. W świecie takim jak ten nic nigdy nie przychodziło łatwo – tym bardziej za darmo. Czasem nawet za złamanie nosa należało wpierw zapłacić, bo przecież kto normalny spierze Cię na kwaśne jabłko, czując nad sobą bat okrutnych Nefilim? Huh… Na wspomnienie o ich rzekomej niechęci wobec Podziemnych wilk prychnął.
- Wiesz… - odchrząknął. – Większość nie znaczy wszyscy. Z założenia łowcy są po to, aby chronić Podziemnych i z tego co mi wiadomo, przeważnie są do nich przyjaźnie nastawieni. – nie licząc takiej Kohorty. Pozostali? Mniej lub bardziej sceptyczni z większym naciskiem na „pokojowo” zaprogramowani. To, że nie każdy tolerował wpieprzanie się „innych” w sprawy rodowe czy sam ród, to już zupełnie inna bajka.
A source of purpose and of balance. Why does a dominant exist? To protect those beneath him.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Wania Siergiejew

30 lat


180 cm


Tylko głupiec nie słucha rad, nieważne, dobrych czy złych, gdyż każda niesie ze sobą naukę.






[Cytuj]
Multikonta: -
-Mówię to co myślę. Nie mam zamiaru owijać w bawełnę. Wydaje mi się że skoro nikt nie protestował, to znak że inni mu ufają na tyle by ten stał hmmm- no właśnie kim? Formalnie nie byli watahą a przynajmniej większość na pewno nie uznawała go za alphę. To że dla Wani oraz kilku wilków był alphą nie zmieniało faktu że Azyl nie miał być watahą.
-Głównym wilkiem naszego społeczeństwa.- stwierdził po namyśle, bo stanowczo nie pasowało tu stwierdzenie “alphą”. To wszystko było bardziej skomplikowane niż mogło się zdawać z pozoru.
-Wiem jedno, jeśli powinie mu się noga to któryś z nas stanowczo uderzy pięścią w stół. Taka już nasza natura, hierarchia zawsze była wybierana w sposób naturalny, przy użyciu siły i nic tego nie zmieni.- Natura zawsze sama znajdowała ścieżkę do tego by wywrzeć na innych swoje piętno. Niczym woda która drążyła skały tworząc w ten sposób rzeki.
-A myślałem że żądła pszczół- roześmiał się. Zdecydowanie drażnienie pszczół nie należało do najprzyjemniejszych, Wania stanowczo coś wiedział na ten temat. On sam nie znał innego życia jak to w którym był wilkiem.
-Z dobroci serca?- teraz to on zażartował.
-A poważniej, pewnie myślisz że pomysł wilczej straży miałby się skupiać na ochronie Oscara. Cóż plan jest nieco inny, tak ochrona Oscara ale to jedno z zadań które miałaby pełnić. Przede wszystkim chodzi o ochronę Azylu oraz wszystkich tych którzy potrzebują tej pomocy. Moja wiedza opiera się o to jak przeżyć w lesie, i to mogę przekazać komuś kto będzie chciał uzyskać taką wiedzę. Styl mojej walki wręcz raczej bym przyrównał do rozpędzonego Gopnika niż do umiejętności łowcy.- Co zabawne faktycznie tak było. Ubrać Wanię w dres, dać mu maczetę albo kastet, puścić ruski hard bass i rozpędzony Gopnik jak się patrzy.
-Dlatego powiedziałem większość. Sam spotkałem podczas podróży kilkoro łowców którzy na dzień dobry nie chcieli mi wbić srebra między żebra.- ba nawet jedna ukradła mu spod pyska kawał mięsa starając się go wyprowadzić z równowagi. A to że zmienił się w wilka i starannie ją wylizał jej twarz, jak przyjazny burek to już inna sprawa.


Haru Shimizu

26 lat


181 cm


I’m scared to begin, because I can taste the bitter scent in my mouth If you close your eyes







[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Oby Wania miał rację – znaczy się… Może i miał, może nie – nie Japończykowi oceniać. Sam pomimo swojej przyjaźni z Oscarem, nie uznawał go za Alfę – starszego i wprawniejszego w wilczym boju owszem, lecz nie jako swojego przywódcę. Dołączenie do Azylu chwilowo tłumaczył chęcią pomocy, niżeli faktycznej przynależności. Czas pokaże, czy status ten ulegnie zmianie i czy minie obecna nieufność wobec Pierwszego Stada oraz jego domniemanych darów. Do samej natury, siły i hierarchii się nie wtrącał, w końcu nie tylko wilki działały na podobnych zasadach – to akurat rozumiał doskonale.
- Dobroci? W takim razie jakaś laurka? Byle nie z pszczołą, chociaż żądła os są o wiele gorsze. – małe, wredne skurwiele i nawet miodu nie dawały. A gdyby tak pokusić się o jego zebranie? Nie żeby nie szło kupić słoiczka w sklepie, niemniej taki skradziony centralnie z ula zawsze smakował o wiele lepiej, a najlepiej jako odpowiedni trunek z procentami. Pierwsze spotkanie z tym napitkiem Sora zaliczył w trakcie jednej ze swoich podróży. Szkoda, że nikt nie pomyślał, o sprowadzeniu go do domu.
- Ochrona… Nie żebym tego nie popierał, niemniej jaką dajesz gwarancję, że potencjalnie wyuczone „sztuki walki” nie pójdą dalej? Nie znam wszystkich z Was, nie mam podstaw ufać – tym bardziej roszczę niepokój wobec intencji, bo co jeśli zamiast obrony, ktoś zechce wykorzystać to do dajmy na to ataku na wampiry? – rzucił pytaniem, niejako odsłaniającym wewnętrzne „obawy” młodego wilkołaka. Być może i był to pojedynczy wyskok, w którym sam brał udział, lecz wystarczający, aby podważyć poczytalność swoją i być może innych wilkołaków. Mimo szczerych chęci i prób nie zawsze szło całkowicie odseparować od siebie dwie przeciwne rasy, a już na pewno nie w miejscu tak „małym” jak York.
- A czemu mieliby chcieć? – z zasady Łowcy nigdy nie atakowali jako pierwsi, chyba że w obronie własnej.
A source of purpose and of balance. Why does a dominant exist? To protect those beneath him.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Wania Siergiejew

30 lat


180 cm


Tylko głupiec nie słucha rad, nieważne, dobrych czy złych, gdyż każda niesie ze sobą naukę.






[Cytuj]
Multikonta: -
-Zdecydowanie żądła są najgorsze. Ale za to ich produkt idealnie nadaje się na miód pitny- roześmiał się, oj tak z tym alkoholem Wania miał sporo odczynienia, szczególnie że uwielbiał go robić chyba nawet bardziej niż pić. Gorsze od pszczół były osy, które nie produkują miodu, a użądlenie takiej jest chyba boleśniejsze od pszczoły. Tak czy siak, takowa obrona tych owadów nie należała do najprzyjemniejszych na świecie.
-No tak... Wampiry- westchnął, znów kierując swoje kroki to tu to tam.
-Nie mogę tego zagwarantować, szczególnie po tym co zrobiła z nami pieśń. Jeżeli to cię pocieszy, ja swoją wendetę zakończyłem gdy byłem w Moskwie. Inni no cóż, dopóki skutki pieśnie nie zelżą to mamy dość spory problem gdy takowy przedstawiciel się pojawi w zasięgu.- Fakty mówiły same za siebie, nie był w stanie mu tego zagwarantować, nie teraz gdy wystarczy, że jakaś pijawka pojawi się na wyciągnięcie ręki. Milczał przez chwilę po to, by znów odezwać się z kolejnym pomysłem.
-Znam podstawy walki nożem stworzonej dla przyziemnego specnazu. Daleko w tym do doskonałości. Może w takim razie, na taki trening się zgodzisz. Na pewno zobaczysz więcej błędów niż ja. A powiedzmy, że nie pokażesz mi, wszystkiego, co umiesz.- Zaproponował, szukając odpowiedniego konsensusu w tej rozmowie. Ważne dla Wani było to, by się rozwijał.
Kiedy Wania usłyszał pytanie, uśmiechnął się łobuzersko.
-No wiesz, byłem to tu to tam, dodatkowo samotny wilk, no i miałem okres, gdzie lubiłem pakować się w kłopoty. Wybuchowa mieszanka jeżeli doliczyć do tego alkohol- wzruszył ramionami, każdy miał coś za uszami i nic się z tym nie dało zrobić.

Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo