Erin Spiritstride

23


166 cm


I'll take a nightmare that's real over a dream that's a lie.








Erin Spiritstride

Imię: Erin

Nazwisko: Spiritstride

Data urodzenia: 2. Marca

Miejsce urodzenia: Aberdeen, Szkocja

Wiek: 23

Wzrost: 1,66 m

Waga: 58 kg

Rasa: Nefilim

Wizerunek: Caity Lotz



APARYCJA

Wielu porównuje ją do matki, której piękne blond włosy były jej znakiem charakterystycznym. Inni zaś wolą stawiać ją przy ojcu, bo po nim odziedziczyła nieco więcej: błękitne tęczówki, budowę ciała oraz cerę i szkockie serce. Chociaż wielu się kłóci, ona sama dochodzi do wniosku, że otrzymała od obydwojga równy spadek.

Warto zacząć od samych w sobie podstaw. Erin pod kątem koloru skóry wcale się nie wyróżnia ze swoją jasną karnacją. Nietrudno jednak dojrzeć drobne, brązowe przebarwienia potocznie nazywane piegami. Ich skupiska głównie znajdują się na twarzy, ale również i na ramionach ich się znajdzie choć trochę. Wachlarze gęstych rzęs kryją w sobie błękitne tęczówki o delikatnym, nierażącym odcieniu. Ten zawsze jest inny, zależy od oświetlenia: gama przechodzi od bladego, stalowego koloru aż do głębokiego niebieskiego. Mimo szerokiej szczęki, cała jej twarz nabiera charakterystycznego owalu dzięki podkreślonym kościom policzkowym, jeszcze bardziej uwydatnione w przypadku szerokich uśmiechów owocujących w zmarszczkach mimicznych wokół ust. Te, o ile nie zostały podkreślone przez szminkę (zazwyczaj czerwoną, jednak nie przepada za intensywnymi kolorami), wyróżniają się naturalnym, lekkim odcieniem różu przypominającym pastele. Nie są ani za duże, ani za małe - a ona uważa to za plus. Bo przynajmniej widać, jeśli cokolwiek mówi - a mówi często. Małżowina nie odstaje za bardzo od głowy, a została dodatkowo przyozdobiona okrągłym, cieniutkim kolczykiem w górnej chrząstce, a także drugim, nieco węższym już w tradycyjnej lokalizacji - w płatku. Najczęściej jednak są przykryte długimi włosami, w większości przypadków spływającymi po ramionach i plecach. Bardzo rzadko wiąże je gumką, ale jeśli już, to wiąże je w kok, pozostawiając kilka pasm przy twarzy. Jak zostało powiedziane, zdecydowanie preferuje jak są rozpuszczone, ułożone swobodnie i bez zbytniego kombinowania w tej materii. Kiedy już je zostawi luźno, sięgają jej kawałek aż za łopatki.

Reszta ciała nie odstaje za bardzo od tego, co przyciąga największą uwagę. Jak zostało wspomniane - tutaj również skóra jest delikatnie obsypana piegami, szczególnie na ramionach oraz - jak już je odsłoni - na plecach. Zazwyczaj są one jednak ukryte choćby pod podkoszulkiem sięgającym poniżej piersi. Zdecydowanie stara się utrzymywać odpowiednią kondycję, co widać po uwydatnionym zarysie mięśni. Niektórym Nocnym Łowcom aż głupio, bo ma sześciopak lepiej zarysowany niż niejeden z nich, ale kto powiedział, że paraduje z odsłoniętym brzuchem? Poza tym, nie są one aż tak dobrze zarysowane, chociaż przynajmniej widać doskonale, że je ma. Figura odbiega jednak bardzo od kobiecej. Nie ma charakterystycznego wcięcia, nie ma dużych piersi, modelką się nie urodziła. To i nawet lepiej: w końcu jest Nocnym Łowcą, a nie... damą na wybiegu. Nogi ma długie i smukłe, podobnie jak ręce. Nie ukrywajmy, dziewczyna jest wygimnastykowana i gibka, zawsze gotowa do akcji. Dba o swoje ciało, oczywiście pokryte runami. Najważniejszą spośród podstawowego zbioru oczywiście jest ta oznaczającą więź z partnerem; znak parabatai znajduje się na jej brzuchu, po prawej stronie.

Wbrew pozorom, Erin nie ubiera się aż tak typowo jak mają to w zwyczaju Nefilim. I nie chodzi tutaj o odrzucenie czerni (w końcu wyglądać lepiej niż wdowy po zmarłych mężach to zaszczyt). Wciąż jednak znajdą się tacy, co uważają że jednak jej styl jest wystarczająco typowy aby przypiąć jej łatkę "Typowego Nocnego Łowcy". Oczywiście dobiera ciuchy w zależności od pogody, nie będzie latała w zimę w podkoszulku, a w 30° upale nie będzie miała długiej kurtki i bluzy pod nią. Jedynym wyjątkiem jest, że przy temperaturach poniżej dziesięciu zaczyna się ubierać prawie jak na zimę. Albo nie wychodzi spod kołdry, jedno z dwóch. Nieodłącznym elementem jej ubioru jest jednak czarny podkoszulek, czasami zastąpiony po prostu sportowym stanikiem (szczególnie na treningach). Na to - nałożona jest albo zwyczajna, czarna bluza z kapturem, albo cienki bezrękawnik z tym samym elementem. Na to dopiero zakłada kurtkę, gdzie analogia z rękawami jest bardzo podobna. Czasami nawet rezygnuje z kurtki wiedząc, że nie jest jej potrzebna. Wokół talii zawieszony ma pas z poprzypinanymi elementami potrzebnymi do ewentualnej walki oraz zadań, tudzież z serafickim ostrzem czy stelą, a nogi okryte są jeansowymi spodniami za kostkę. W jakim kolorze? Kruczoczarnym, rzecz jasna. Ostatnim elementem jakże ważnym w jej stylu są glany - ale nie te wysokie, te krótsze. Warto zauważyć, że Erin nigdy nie założy kilku elementów: ani biżuterii (poza kolczykami w uszach), ani obcasów, tudzież szpilek, ani spódnic. Nie jej styl. I tyle. Z drugiej strony może jej się również odwidzieć i wyjątkowo założyć coś jaśniejszego, ale jeśli już ma korzystać z bardziej przyziemnego ubioru, wybiera popielate i białe kolory.


CHARAKTER

Pełna energii, niektórzy by powiedzieli że nastolatka. Ale nic bardziej mylnego, jest po prostu bardzo żywym dinozaurem z krwi i kości. No dobrze, nie jest markotliwą osobą, która tylko będzie jęczeć i zrzędzić jaka ta pogoda jest beznadziejna. Nie jest też obrażona na cały świat za to, co działo się w jej młodości. Kiedyś była - na szczęście to uległo zdecydowanej zmianie, oczywiście na lepsze. Nie posiada tej nefilimskiej dumy, która by ją wynosiła gdziekolwiek wyżej w "hierarchii". Jako Nocny Łowca, wcale nie czuje się jakoś lepiej, w końcu poza przywilejami posiadają również odpowiednie obowiązki. Co za tym wywodem idzie to fakt, że stara się usilnie traktować wszystkich po równo, bo ma w dupie, jakie kto ma korzenie, czy został przemieniony wbrew swej woli czy może po prostu jest dumnym z bycia długowiecznym, bo potraktował to za dar od losu. Nie obchodzi jej to - nie i już. Nawet przyziemnych traktuje dość dobrze, bo ma z nimi jakąś styczność. Przynajmniej nic jej nie obchodzi dopóki nie zaatakuje kogokolwiek - wtedy już woli wyegzekwować prawo niż stać biernie. Mimo wszystko zasad stara się przestrzegać, o ile oczywiście sytuacja nie wymaga od niej ich nagięcia. Woli zaryzykować karą dla siebie niż pozwolić aby doszło do jakiejś katastrofy, której mogłaby zapobiec.

Jednocześnie, z tej zamkniętej w sobie, szczylowatej nastolatki przeszła w dorosłą, porządną kobietę, z którą nawet można pogadać przy kuflu czy w pubie. Lubi się pośmiać, pogadać (nawet z nieznajomymi, a ma dryg do zagadywania przechodniów i losowych nocnych łowców - szkockie nawyki) o czymkolwiek. Oczywiście wolałaby tematy związane z ich światem, bo preferuje kontrolować sytuację od dowiadywania się wszystkiego na ostatnią chwilę. Mediatorki jednak z niej nie zrobisz. Działa zbyt altruistycznie, aby wynegocjować cokolwiek dającego obopólny zysk. W końcu jej mniemanie określa, że "skoro Nefilim wcale nie są tacy najlepsi, to nie powinni mieć wcale lepiej od Podziemnych". I masz babo placek. Lepiej powstrzymaj ją od ustalania warunków jakichkolwiek traktatów, choćby tych tymczasowych, bo skończysz z kulą u nogi. Dosłownie, bo wynegocjowała że ich wezmą za zakładników.

Nie można jednak powiedzieć, że jest miła. Wielu uważa ją za dziwną, bo każdego nazywa per "cunt" (tłumaczone na "ciul" by nie przesadzać w wyzwiskach) - nie ważne, czy go zna czy nie, bo jednak jest szkotką i zawsze tak do ludzi mówi. Ale już nie o to chodzi. Jeśli trzeba, powie dosadnie co i jak zamiast pocieszać i udzielać rad. Ewentualnie ograniczy się do "wstań i skop mu dupę", ale jeśli chodzi o dobre słowo to możesz zapomnieć. Nie jest osobą, do której powinno się iść aby zapytać o zdanie, o ile nie chcesz szczerej odpowiedzi. Woli bolesną szczerość i prawdę niż kłamstwo, chociaż tych też nie omieszka się użyć. Biada ci jak ją zdenerwujesz: wtedy będzie miała w dupie nawet nastawienie "mam w dupie twoje pochodzenie" aby takową dupę skopać. Zazwyczaj ogranicza się do pięści, ale jeśli sytuacja tego od niej wymaga, nawet skorzysta z run i ostrza. Stara się za wszelką cenę odciąć od wszelkich niepowodzeń, a jakąkolwiek krytykę pozornie przyjmuje na klatę, starając się potem przetrawić wszystkie mankamenty jakie ktoś przed nią odkrył. Trwa to raptem kilka dni, w czasie których zawsze pada decyzja o poprawie swoich błędów czy relacji. Te drugie szczególnie stara się utrzymywać pozytywne, ale nie każdą się da szczególnie, jeśli niejednokrotnie zalazł jej za skórę. Takiej osobie już ciężko jej będzie wybaczyć.

Lepiej nie spotkać jej na swojej drodze jeśli ma misję specjalną. Ta towarzyska osoba zmienia się diametralnie jeśli ktoś jej powierzy zadanie o wadze nefilimskiej, od którego zależy więcej niż życie jednej czy dwóch osób, a nawet i mogłaby zostać zachwiana równowaga polityczna w świecie. W takim przypadku po prostu misja jest najważniejsza, nigdy nikogo nie narazi na jakikolwiek ból, a też i stara się aby została zrobiona perfekcyjnie. Nie jest wcale a wcale rozmowna. Zupełnie tak, jakby na czas misji zlecanych przez osoby wyższe stanowiskiem pozwalała sobie wrócić do czasów nastoletnich, kiedy to nienawidziła każdej rasy podziemia. Oczywiście nie oznacza to, że regularnych zadań z Instytutu nie traktuje poważnie - owszem, wypełnia je z należytym szacunkiem, ale na pewno zachowuje się tam swobodniej niż w czasie misji skrytobójczych. Jest po prostu inną osobą w zależności od tego, jaki typ misji ma zlecony.


BIOGRAFIA

Instytut w Aberdeen - jeden z wielu, jakie istnieją na wyspach Brytyjskich. Drugi największy ośrodek Nocnych Łowców na ziemiach Szkockich. Dla niektórych pracujących tutaj bariery językowe (głównie przez szkocki akcent używany przez tutejszych) wręcz nie istnieją, nauczyli się ich rozumieć i działać wspólnie. Inni jednak zdecydowali się nie wchodzić szkotom w paradę, szczególnie Irlandczycy. Typowy konflikt szkocko-irlandzki podkreślany między innymi przez piosenki o pijanych szkotach. Pozostali nawiązywali współprace, przyjaźnie, doprowadzali instytut do stanu świetności. Wszyscy tutaj byli pracowici, działali jak mróweczki. A pomiędzy nimi wszystkimi Declan i Lacey Spiritsride, którzy właśnie doczekali się pierwszego potomka. Błąd, to nie była Erin. Pierwszy był jej starszy brat, a ona przyszła dopiero po sześciu latach, w roku 1996. Małżeństwo było całkiem młode, starali się o to, aby zapewnić swojemu rodowi ciągłość. Różnica wieku nie szkodziła temu, aby rodzeństwo się ze sobą w jakiś sposób zżyło, a w późniejszych latach nawet zaczęli się od siebie wzajemnie uczyć. To znaczy - ona uczyła się od niego, bo ciężko aby mogłoby być inaczej. Jej młodość nie obfitowała w wiele zwrotów akcji i nagłych zmian w życiu. Gdyby nie szczęście jakie ich spotkało, pewnie nie byłoby reszty tej opowieści. W końcu rok 2007 to niestety Mroczna Wojna, w której prawdopodobnie tylko cudem nie zginęli, bo również ich instytut został zaatakowany przez Morgensterna. Tylko tymczasowy wyjazd do Idrisu w celu załatwienia paru rodzinnych spraw ich uratował. Po śmierci sprawcy, doszło do restrukturyzacji w Aberdeen. Erin uważała wówczas, że Zimny Pokój jest niemiarodajny patrząc, jakie zasługi miały Wróżki w tym, co się stało - a słyszała wiele. Dopiero z czasem jej myślenie się zmieniało.

Najistotniejszy moment w jej życiu miał miejsce raptem rok później, gdy miała dwanaście lat.W ramach szkolenia rodzice podjęli decyzję o zabraniu dorastającej córki na jedną z pierwszych misji - oczywiście dopasowaną do jej poziomu umiejętności. Zalecono im najzwyklejszy zwiad w okolicach Stonehaven. Demony, które tam grasowały zostawiły coś jeszcze poza swoją obecnością zanim jeszcze zostały zabite przez inną ekipę, a odkryto to dopiero niedawno. Podejrzewano zniszczenia czy trupy, a nawet i jakąś większą aktywność? A co zastali? Pułapkę wilkołaków, które wyniuchały okazję do pokazania Clave, co sądzą o Porozumieniach. To nie były wilki współpracujące z jakimkolwiek stadem, byli to zdrajcy niechętni wobec polityki nefilim. Wszystko działo się tak szybko, że Erin nawet nie wiedziała, kiedy znalazła się na powrót w Instytucie Aberdeen. W jednej chwili stała w drzwiach, w drugiej siedziała w gabinecie Szefa Instytutu, w trzeciej już była w swoim pokoju, ze strachu płacząc rzewnymi łzami. Nawet nie wiedziała, czy kiedykolwiek ujrzy swoją rodzinę. Straciła najważniejsze osoby w swoim życiu - rodziców.

Decyzja Szefa była jednak natychmiastowa. Erin została wysłana do starszego, pełnoletniego już brata pod opiekę. Gdzie wylądowała? W Yorku, a gdzieżby indziej. To tam przeniósł się jedyny - jak wówczas sądziła - żyjący członek rodziny. Przez ostatnie wydarzenia zamknęła się w sobie, nie odzywając się do nikogo poza bratem. Skupiała się na treningach, bo wówczas jeszcze wierzyła, że kiedyś znajdzie tamtą watahę i wymierzy na nich sprawiedliwość. Tamten atak wpłynął na jej postrzeganie Podziemnych. Znienawidziła wszystko, co związane jest z tymi istotami o demonicznej krwi. Nie wchodziła nikomu w drogę, dzień w dzień przesiadywała na sali treningowej przygotowując się do zadań. A przynajmniej dopóki nie spotkała jej - Ray. Oczywiście brat od razu zdążył ją przestrzec przed rówieśniczką, bo to przecież Moonwater, a to są mieszańce - są jak trędowaci. Ale co ją to obchodziło? Osoba jak osoba, szczególnie że sama Raven podeszła do niej i do niej zagadała. Zaczęły wspólny trening póki obie nie padły z sił. I tak dzień w dzień. Nawet pomruki innych nefilim o tym, że tamta jest mieszańcem, jej rodzina była taka a nie inna nie wpłynęły na zmianę zdania Spiritstride. Przez lata ich relacje się zacieśniały (wprost proporcjonalnie do tego, jak bardzo Erin miała w dupie pogłoski o swojej koleżance), a ostatecznie doprowadziły je do przypieczętowania swojej przyjaźni poprzez założenie runy parabatai. Miały walczyć wspólnie, wspierać się aż do śmierci i jeden dzień dłużej. W dniu nadawania tej runy miały po szesnaście lat.

Parabatai miała główny wkład w to, że poglądy Spiritstride wobec Podziemnych się zmieniły, ale ostatecznie nie ona ją do tego przekonała. Jeszcze na chwilę zanim przyjęły runę wiążącą, spotkała kogoś, kto już dawno powinien nie żyć. Dopiero po czterech latach dowiedziała się, że brat nie jest jej jedyną żyjącą rodziną, bo również i matka miała się całkiem dobrze. Nieco kłacząca się matka należąca do tutejszego stada wilkołaków, która mimo pewnych różnic wciąż jest jej matką. Wiedziała, że córka zostanie przeniesiona do Yorku, więc niedługo po tym jak okiełznała chociaż w niewielkim stopniu nową, wilczą naturę, ruszyła właśnie tam. Dokładnie wyjaśniła jej to co wtedy zaszło, bo z tamtego dnia niewiele pamiętała. W czasie ataku pomogła Erin uciec, tym samym się poświęcając aby ich córka przeżyła. Declan tamtego dnia zginął. Jayden jednak wilki "oszczędziły", zostawiły ją ranną, nie znajdując żadnej frajdy w zabijaniu kogoś, kto nie chciał już walczyć. Poza tym, chcieli zostawić ją żywą aby była świadectwem, co ta banda może zrobić nefilim. I chociaż nie broniła tamtych wyrzutków co ją przemienili, przekonała córkę, aby nie obwiniała też pozostałych, którzy nie mieli z tym nic wspólnego. Długo się przełamywała, ale jednak chyba ostatecznie Jayden i Raven osiągnęły swój cel: sprawiły, że Erin jednak zmieniła zdanie dotyczące Podziemia.

W następnych latach większość czasu spędzała na doszkalaniu się w walce oraz technikach nefilimskich, nierzadko wybierając się na misje, czy do swojego swojego poprzedniego Instytutu, a nawet i dawała się zabrać przez parabatai na wycieczki do Ameryki Północnej. W pewnym momencie wydawała się być bardzo zainteresowana życiem przyziemnych, często wybierając się nawet do barów czy do sklepu matki, z którą odnowiła dawne relacje - o ile nie zacieśniła ich bardziej. Pierwsze problemy nastały w czasie jednej z ostatnich wypraw do USA. Bo jak się okazało, jakiś czas przed ich przybyciem, tereny bardzo często odwiedzane przez Erin i Ray zostały przejęte przez tamtejsze wampiry. Oczywiście nie podobała im się obecność nefilim na terytorium łowieckim, więc bez zawahania zaatakowały je pod równie oczywistą osłoną nocy (bo kiedy indziej miałyby atakować wampiry, duh). A że były to wampirze popierdółki, które po prostu były zdziczałe i niechętne wobec jakichkolwiek porozumień, zasad, wolały być wolne (tak samo jak tamte wilki co pożarły jej obecnie kłaczącą się matkę), chciały nie dość, że wypędzić nocne łowczynie, to skorzystały z okazji aby się na nich pożywić. W końcu krew nefilim daje niezłego kopa, no nie? Na nieszczęście ich oraz szczęście dziewczyn, lokalne wilkołaki bardzo szybko odnalazły zgubę pod postacią rozpoznanej Indianki i najzwyczajniej w świecie same wymierzyły sprawiedliwość, a dziewczyny zostały uwolnione.

Dalszy czas to wcale nic ciekawego, z pewnych względów wolały pozostać w Yorku aby pomóc w tamtejszym instytucie. Wiele zmieniły też dalsze wydarzenia, szczególnie te związane z wielkim pogromem Świata Cieni, w czasie którego zagrożony był dosłownie każdy, nawet Nefilim. Erin dawała z siebie wszystko aby zapobiec kolejnym polowaniom czy po prostu drakom, angażując się praktycznie w każdą misję (nawet nieoficjalną, narzuconą przez siebie samą bo "biedni podziemni") dopóki nie została dostrzeżona przez władze Instytutu. Padła nieoficjalna (oficjalnie) oferta o wciągnięcie jej w zespół do cichego zabijania, z czym wiązały się zlecenia specjalne jeśli sytuacja będzie tego wymagała. Nieoficjalne, bo wiedziała o tym tylko Erin. I Ray. Z oczywistych względów ta druga musi milczeć jak trupy przez nią operowane. Ile to już trwa? Jakiś miesiąc. I wcale nie czuje się jakaś odmienna, może to kwestia tej tajemnicy.


CIEKAWOSTKI

≈ Jej zdanie dotyczące Zimnego Pokoju zmieniało się na przestrzeni lat. Na początku rzeczywiście obwiniała Wróżki o wydarzenia sprzed lat, niedługo później nawet zniechęciła się do pozostałych ras Podziemia. Po spotkaniu matki dowiedziała się większej ilości szczegółów, samą winę więc powiązała z poprzednim pokoleniem Faerie. Obecnie nie ma nic do żadnych Podziemnych, winą obarcza samego Jonathana Morgensterna i poprzednią Królową - a nie całą rasę, jak to miało miejsce dotychczas.

≈ Spiritstride'owie mają nawyk przybierania nazwisk swoich parabatai, czasami jednak to ich drugie połówki przyjmują nazwisko Spiritstride. W końcu są oni powiązani ze sobą póki śmierć ich nie rozłączy, co brzmi bardzo jak małżeństwo, tyle że bez miłości. Tylko w przypadku Erin i Ray do tego nie doszło, bo druga jej po prostu tego zabroniła ("bo czemu chciałabyś nosić nazwisko mieszańców") szczególnie, że wyjawiła tę tradycję po pijaku i uznała to za jakieś brednie.

≈ Jeżeli ma zły humor lub po prostu musi pomyśleć, nakłada na głowę kaptur aby zasłaniał jej twarz i siedzi tak z założonymi rękoma aż jej przejdzie albo wpadnie jakiś pomysł do głowy. Jest to jej osobliwy sposób pozbywania się stresu czy na obmyślenie planu.

≈ Nienawidzi temperatur poniżej 10°C. Wtedy to by tylko siedziała pod ciepłą kołderką i nie wychodziła.

≈ Zanim skończyła dwudziesty rok życia, była całkiem na bieżąco z przyziemną popkulturą. Głównie dzięki matce, która jako podziemna musiała znaleźć pracę, więc zatrudniła się w sklepie z komiksami.

≈ Nawet jeśli jej słowa i zachowania sugerują coś zupełnie innego, jest całkowicie pro-podziemie. O ile ktoś jej nie zajdzie za skórę.

≈ Często farbuje włosy. Zazwyczaj wraca do swojego blondu, czasami jednak można ją zastać z włosami w barwie miedzi, a kiedyś nawet zaszalała i "strzeliła" sobie fuksję. Tak jak zostało powiedziane: w 99% przypadków jednak znowu wraca do blondu.

≈ Panicznie boi się mew. Wynik dorastania w Aberdeen, gdzie te krogulce udają płacz dziecka i niejednokrotnie zaatakowały ją kiedy coś jadła czy piła.

≈ Cały czas kultywuje szkockie nawyki jakich się nabawiła w ciągu swego życia. Do nich między innymi należą: wyzywanie kiedy ktoś chce z czymkolwiek mieszać whisky (bo pije się tylko czystą, a jak nie to z dodatkową whisky), odsmażanie pizzy w głębokim oleju, jedzenie roztopionej czekolady czy używanie "ciul" jako pieszczotliwego przezwiska albo przecinka. Do tej mieszanki warto dodać uwielbienie smaku powstałego z połączenia soli z octem czy napoju o nazwie Irn Bru. Dobrze, że nie ma tego niezrozumiałego akcentu...

≈ Ze względu na ścisłą więź parabatai jaka wiąże Erin i Raven, również i ona oberwała klątwą rzuconą przez Zhang Ziyi. Polega ona na tym, że im bardziej przeginają w czasie walki, tym bardziej tracą siły (szybciej niż normalnie), a używanie run jedynie ten proces przyspiesza. Jak przegniesz - mdlejesz. Trochę jak dziecięca zabawa...
Erin Spiritstride


The fear of death follows from the fear of life. A man who lives fully is prepared to die at any time.
 

Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator

Accepted
Drogi Użytkowniku!
Cieszymy się, że dołączyłeś do naszego forum, a Twoja Karta Postaci już została zaakceptowana! Przejdź teraz do zakładania koniecznych tematów. Zapoznaj się z Mechaniką Gry oraz Spisem umiejętności. Zachęcamy również do przejrzenia Mapy York! Poza taką mapą na forum znajdziesz również Mapę Świata z najważniejszymi lokalizacjami!
Życzymy Ci miłej zabawy!

Shizofreniusz
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo