Xavier Alexander Verlac

32


190 cm


Be strong like a Dragon







[Cytuj]
Multikonta: Elvan, Ceris, Rose
Xavier miał wielkie plany co do swojej przyszłości. Miał o tyle szczęścia, że jego rodzice nie dowiedzieli się, że woli facetów. Jak to miał w swoim zwyczaju nie raz wyjeżdżał na jakby wakacje do York. Tam poszukiwał weny na pierwszą książkę. Myślał o tematyce fantasy. W sumie co nieco wiedział o Świecie Cieni dzięki kuzynowi Alanowi i Nicolasowi co przepadł bez wieści. Może owy mężczyzna musiał tego pierwszego odżałować w samotności? Możliwe. Morningstar go szukał, ale nie znalazł. Sporo czasu minęło od tego zdarzenia. Brunet skupił się na sobie. Za zarobione pieniądze z obrazów kupił sobie dom w York. Już miał 20 lat, więc w końcu trzeba by się usamodzielnić. Poza tym ojciec Xaviera był dość uciążliwy, bo chciał by jego syn miał już żonę i dzieci. Jednak młodzieniec nigdy tego mu nie da, ponieważ jest homoseksualny, a kobiety traktuję jak dzieła sztuki.
Właśnie wrócił do Francji i miał zamiar wyznać ojcu i matce swoją orientację. Wiedział, że musi być silny jak smok (be strong like a dragon). Nie było innego wyjścia.
Ojciec bruneta jak zwykle był w salonie i pił poranną kawę. Niedługo wybierał się do pracy w korporacji, a matka coś robiła w kuchni.
- Ojcze chciałbym z Tobą porozmawiać - zaczął Xavier.
Podszedł bliżej, a starszy Morningstar poklepał miejsce koło siebie. Brunet chciał odmówić, ale... ojcu nigdy się nie odmawiało. Dobrze o ty wiedział Xavier oraz jego matkę. Wtedy głowa rodziny wpadała w furie, nie obeszło się wtedy bez nieprzyjemnych epitetów. W sumie co się dziwić jeśli ojciec młodzieńca był prezesem jednej z najbardziej prosperujących film. Nie raz jak komuś uderzy władza do głowy to nie ma po miłuj. Właśnie było tak w tym przypadku. Niby idealna rodzina, ale... wszystko co się działo zostawało w czterech ścianach. Poza tym głowa rodziny była uzależniona od hazardu, więc pewnie pozostawił po sobie jakiś dług. Czego Xavier nie był świadomy.
Brunet posłusznie usiadł koło swojego ojca.
- Słucham? Mam nadzieję, że masz dla mnie dobre nowiny i nie długo przedstawisz mi swoją dziewczynę? - zapytał.
Owy mężczyzna nawet nie patrzył na swojego syna. Był jakby zaczytany w gazecie, którą miał położoną na małym stoliku. W ręce miał kubek z kawą.
- Nie ojcze, sprawa z tym jest dość... skomplikowana. - zaczął.
Już Xavier miał dalej kontynuować, ale ojciec go uprzedził.
- Już wiem, chcesz powiedzieć, że jest w ciąży tak? Kochanie choć posłuchać świetnej nowiny! - krzyknął.
Zaraz przyszła matka Xaviera. Po chwili też usiadła na kanapie. Młodzieniec już nie wytrzymał, raz, dwa wstał i stanął przed nimi.
- Do cholery! Nie mam dziewczyny i tym bardziej nie jest ona w ciąży. Jestem homoseksualny! - wykrzyczał.
To tyle ze spokojnego przekazania tej jakby nietypowej nowiny. Najpierw państwo Morningstrar ogarnął szok, aż głowa rodziny zakrztusiła się kawą, a potem on wstał.
- Dobrze słyszałem? Jesteś gejem, pedałem? Ty.... - rzekł.
Policzki owego mężczyzny poczerwieniały ze złości. Matka chłopaka patrzyła tępo w dywan. Nie mogło dojść do niej dlaczego tak się stało.
- Jesteś zakałą rodziny! - krzyknął.
Następnie zamachnął się i uderzył Xaviera z tzw. liścia w twarz.
- Nie waż mi się więcej pokazywać na oczy. Wydziedziczam Cię! Radź sobie sam! Wynoś się stąd! - krzyczał.
Matka wstała i zaprowadziła go do pokoju. Zaczęła pomagać Xavierowi się pakować.
- Kochanie zawsze masz mnie. Wybrałam Ci już dom w York, tylko trzeba go opłacić. - przyznała.
Szybko wyszła razem z ze swoim synem i pojechała na lotnisko.
Xavier już był trochę czasu w York. Studiował tam filologie angielską. Teraz skupiał się na książce, więc przyszedł do jednej z kawiarni. Pisał właśnie dalsze losy bohaterów do swojej książce. Nie korzystał z laptopa tylko z czystego zeszytu i tam też były rysunki. Brunet miał naprawdę ładne pismo jak na mężczyznę. Tak się skupił, że nie widział czy ktoś dosiadł się do jego stolika. Co raz pił gorącą czekoladę.
Xavier Alexander Verlac


Don't poison your heart
Remember, you will feel this magical light
Don't poison your heart
Senciner Gariel
[Usunięty]
Senciner Gariel
[Usunięty]
[Cytuj]
#1

- Pańska herbata z imbirem i cynamonem, oraz ciastko francuskie z dżemem śliwkowym i rodzynkami - z głębokiego zamyślenia wyrwał Sencinera miły dla ucha głos kelnerki. Odwrócił powoli głowę w kierunku młodej dziewczyny uśmiechającej się do niego blado i skinął powoli głową. Gdy odeszła, jeszcze przez chwilę obserwował ją wzrokiem, by w końcu całą uwagę skupić na filiżance z parującym, aromatycznym napitkiem. Zdążył wypić raptem dwa niewielkie łyki, gdy do kawiarni szybkim krokiem weszła osoba, na którą już od pewnej chwili czekał. Młody, na oko dziewiętnastoletni chłopak o bardzo szczupłej twarzy upstrzonej gęsto piegami, na czoło którego opadały rudoblond półdługie włosy. Omiótł pomieszczenie rozbieganym spojrzeniem zielonych oczu, zatrzymując je na osobie siedzącego samotnie przy stoliku Sencinera.
- Spóźniłeś się. - rzucił krótko czarownik na powitanie chłopaka, który właśnie podszedł do stolika i przystanął przed krzesłem, jakby czekając na zaproszenie. Brunet uniósł ciastko i ugryzł ciastko i odłożył je na talerzyk, strzepując okruszki z palców na serwetkę. Gdy sięgał po filiżankę dostrzegł, że jego towarzysz wciąż stoi przed stolikiem, więc dodał - Usiądź. Napijesz się czegoś, Gideonie? - młodzieniec nazwany Gideonem pokręcił przecząco głową i zajął miejsce naprzeciwko mężczyzny, po czym rozejrzał się i konspiracyjnym szeptem rzekł:
- Musiałem się upewnić, że nikt mnie nie śledzi. Nadłożyłem trochę drogi, aby zgubić ewentualny ogon. Starałem się zachowywać naturalnie, żeby nikt się nie domyślił kim jestem. - uśmiechnął się sam do siebie, ewidentnie dumny ze swojej własnej przebiegłości i sprytu. Miał do przekazania bardzo istotne informacje, więc nie mógł przecież ryzykować ewentualnego wykradzenia ich przez kogokolwiek... Czy spodziewał się pochwały lub nagrody za swoją błyskotliwość? Cóż... Jeżeli tak było, czekało go dosyć chłodne rozczarowanie.
- Dlatego też wszedłeś do kawiarni podejrzanie szybkim krokiem, podszedłeś bezpośrednio do mojego stolika, a teraz rozmawiasz ze mną nachylony nienaturalnie nad stolikiem, szepcząc konspiracyjnie. Przykrywka godna podziwu i naśladowania. Teraz z pewnością nikt się nie dowie, że przekazujesz mi jakieś informacje. - uśmiech na twarzy chłopaka zbladł, zaś na policzkach i czole pojawiły się czerwone plamy. Odchrząknął i po raz kolejny rozejrzał się nerwowo, po czym zaczął mówić. W trakcie składania raportu Senciner nie odezwał się ani słowem, bardzo powoli przeżuwając swój posiłek, popijając go gorącą herbatą. Od czasu do czasu kiwał głową z nieco sennym wyrazem twarzy i wyglądał za okno na gwarną ulicę, jakby całkowicie tracąc zainteresowanie tym, jakie nowiny ma do przekazania jego informator. Miał łagodny, nieco roztargniony wyraz twarzy a jego wzrok był zamglony i nieobecny, jak gdyby jego myśli wędrowały gdzieś bardzo, bardzo daleko. Paradoksalnie jednak im bardziej Senciner wyglądał na niezaabsorbowanego rozmową, tym uważniej słuchał swojego towarzysza i układał wszystkie fakty w swojej głowie, konstruując na ich podstawie plan działania. Siedział w milczeniu jeszcze przez chwilę po zakończeniu wywodu przez Gideona. Ten niecierpliwie zerkał zza przesłaniającej jedno oko rudej grzywki, oczekując jakiejś reakcji. W końcu Senciner przeniósł spojrzenie na chłopaka, łokcie oparł na stoliku a dłońmi złożonymi w piramidkę podparł sobie brodę.
- Potrzebuję, byś w moim imieniu skontaktował się z moimi agentami w Iranie i przekazał im, by przez jakiś czas przeszli w stan spoczynku dla ich własnego bezpieczeństwa. Niech nie próbują na własną rękę tropić ludzi Voxyna albo Fahriyi, ani szukać o nich informacji. Ostrzeż również ludzi w Iraku, Turcji i Grecji, że ta dwójka może przemieszczać się na zachód... - młody chłopak wstał od stolika, kiwając głową i już miał się odwrócić i wyjść z lokalu, kiedy Senciner zatrzymał go, wymieniając nieco ciszej jego imię. Gdy rudowłosy młodzieniec odwrócił się, czarownik uchylił lekko czoło i dodał. - Dobrze się spisałeś, Gideonie. Ty też masz na siebie uważać, rozumiesz? Trzy osoby w ciągu ostatniego miesiąca zniknęły bez śladu. Staraj się nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi i pozostań w dobrym zdrowiu. - to mówiąc odprawił go gestem dłoni i już odwracał głowę, by ponownie spojrzeć za okno, gdy usłyszał przeraźliwy tumult kilka metrów przed sobą. Spiął się cały i już był gotowy by zerwać się z siedzenia, gdy zauważył, że to tylko Gideon potknął się o torbę siedzącego trzy miejsca dalej mężczyzny, zrzucając na podłogę jego filiżankę z gorącą czekoladą, w rezultacie rozbijając delikatne naczynie i rozlewając jej zawartość, oraz rozrzucając po podłodze kartki z jego zapiskami. Przewrócił oczami w niedowierzaniu. I to by było na tyle z niezwracania na siebie niechcianej atencji... I oczywiście, zamiast przeprosić i pomóc poszkodowanemu mężczyźnie, wyprostował się i szybkim krokiem wyszedł z kawiarni. Senciner westchnął ciężko i podniósł się powoli z krzesła, ruszając w stronę nieznanego bruneta siedzącego doń tyłem. Kartki z jego zapiskami walały się po posadzce, a trzy z nich leżały w kałuży gęstej pitnej czekolady.
- Pomogę... - rzucił w eter, przykucając obok by pomóc zbierać mężczyźnie kartki, które tak nieuważnie strącił jego współpracownik.
 

Xavier Alexander Verlac

32


190 cm


Be strong like a Dragon







[Cytuj]
Multikonta: Elvan, Ceris, Rose
Morningstar zajął się szkicami i kartkami gdzie miał na brudno napisane niektóre rozwinięte przygody czy opis pobocznych postaci. Dopiero ocknął się gdy usłyszał trzask filiżanki. Gdy Xavier zobaczył co się zadziało zmartwił się i na chwilę zbladł. Jego wszystkie oddzielne kartki leżały na podłodze, a trzy leżały w kałuży gorącej czekolady.
Już miał krzyknąć coś za sprawcą tego incydensu, który się oddawał. Morningstar szybko ukląkł na kolana i zaczął zbierać swoje papiery.
Zaraz koło niego zjawił się jakiś inny mężczyzny oferujący pomoc.
- Dziękuję, naprawdę jestem wdzięczny za pomoc. Te kartki są bardzo ważne dla mnie - przyznał.
Pozbierał co się da.
- Posprzątam - rzekła kelnerka.
Dla Xaviera wszystko bardzo szybko się działo. Uśmiechnął się do tego mężczyzny co mu pomógł.
- Proszę niech Pan siada koło mnie. Jak mogę się odwdzięczyć za tą pomoc? - zapytał.
Zaraz brunet poukładał w kupkach kartki. Nieznajomy mógł zobaczyć szkicy coś na wzór elfów, smoków i opisy ich oraz gruby szkicownik z historiami itd.
Morningstar uśmiechał się szeroko do mężczyzny.
- Jestem Xavier, a Pan? - zapytał.
Xavier Alexander Verlac


Don't poison your heart
Remember, you will feel this magical light
Don't poison your heart
Senciner Gariel
[Usunięty]
Senciner Gariel
[Usunięty]
[Cytuj]
Pomoc poszkodowanemu nie zajęła Sencinerowi długo. Tajemniczy wiatr nie rozdmuchał kartek po całej kawiarni, zmuszając dwóch mężczyzn do wyruszenia w podróż z zadaniem odnalezienia ich wszystkich. Rozsypały się niefortunnie po podłodze, a kilka nadawało się już raczej do wyrzucenia, bo umorusane były w lepkiej, gęstej cieczy. Te czarownik podniósł wyjątkowo ostrożnie za rogi i delikatnie otrzepał z nadmiaru czekolady, zanim położył je na stoliku. Resztę kartek zebrał do kupy, raczej nie zastanawiając się nad tym, czy ich przypadkiem nie pomiesza. Już miał się podnosić i oddać nieznajomemu jego zapiski, kiedy w jego oczy rzuciły się szkice oraz staranne, odręczne zapiski. Zabawne, że w erze przenośnych komputerów ktoś jeszcze używa notesu i ołówka. Wyprostował się i oddał właścicielowi jego zapiski, a gdy ten podziękował, zdołał jedynie w ramach odpowiedzi wygiąć usta w coś na wzór uśmiechu. Już miał ruszać w stronę drzwi wyjściowych, kiedy mężczyzna postanowił zaprosić go do stolika i po krótkim przedstawieniu zapytał go o imię. Była to dla niego sytuacja nietypowa i z pewnością nowa. Nie spotkał się jeszcze z tak entuzjastyczną reakcją na tak zwykłą czynność, jaką było podniesienie i oddanie komuś tego, co upadło mu na ziemię. Zawahał się, marszcząc delikatnie czoło i w sumie to miał grzecznie odmówić i sobie wyjść, kiedy nadeszła kelnerka. No tak... Zapomniał zapłacić za herbatę i ciastko. Przesunął spojrzeniem od dziewczyny sprzątającej skorupy rozbitej filiżanki do czekającego na odpowiedź chłopaka i bez większego namysłu rzucił:
- Samarqand. - " "Samarqand"? Poważnie? To było pierwsze, o czym pomyślałeś?" Czarownik skarcił się w myślach. Nie mógł wybrać żadnego ze stu fałszywych imion, których przez ostatnie sto pięćdziesiąt parę lat używał podczas swoich podróży po Europie, tylko musiał wymyślić coś wyjątkowo dziwnego. Westchnąłby teraz ciężko, pochylając głowę nad własną głupotą, aczkolwiek musiał teraz odegrać swoją rolę, jako ten cały "Samarqand".
- Odwdzięczyć? Emm... Nie sądzę, by to było konieczne. Ja tylko zebrałem kilka kartek z podłogi, nic wielkiego... - dodał po chwili, zerkając na trzy mokre i brudne od pitnej czekolady karty. Były na nich rysunki stworzeń, które były dość... Znajome. Kątem oka zerknął na Xaviera a potem znowu na rysunki. Czyżby...? Nabrał powoli powietrza.
- Interesujące szkice... - Senciner przesunął dłonią kilka innych kartek, by rzucić okiem na resztę ilustracji a z każdą kolejną jego brwi unosiły się odrobinę wyżej. Odchrząknął cicho i zmusił się do uśmiechu, oraz do spojrzenia na bruneta. - Ciekawy styl... Interesująca kreska... Pańskie? - skoro już został zaproszony do stolika, to chociaż pociągnie naturalnie ten temat i być może dowie się nieco więcej o tym kim konkretnie jest ten człowiek. Korzystając z danego mu przyzwolenia, powoli opadł na siedzenie na przeciwko swojego nowego towarzysza, ale nie chcąc nadużywać jego gościnności, ani też bezczelnie grzebać w jego zapiskach bez wcześniejszej zgody, odsunął od siebie kartki, zbliżając je do części stołu należącej do Xaviera i zaczął przyglądać się mu z uprzejmym zainteresowaniem.
 

Xavier Alexander Verlac

32


190 cm


Be strong like a Dragon







[Cytuj]
Multikonta: Elvan, Ceris, Rose
Szczęście Xaviera, że jegi kartki nie poleleciały jeszcze dalej. Wtedy musiałby ich szukać, a mogło by się też zdarzyć, że ktoś by w nie wszedł. To dopiero była by katastrofa nie licząc faktu, że te trzy kartki, które utopiły się w czekoladzie. Ba bardziej została zalana. Widać było, że brunet jest szczęśliwy, że odzyskał swoją własnąć.
Zaraz dowiedział się jak na imię miała osoba, która mu pomogła.
- Samarqand miło mi Cię poznać. Poza tym nie da się ukryć masz dość orginalne imię. - przyznał.
Gdy już obaj mężczyzny uporządkowali cały ten bałagan, Morningstar był zadowolony.
- Wiesz może dla Ciebie to tylko nic takiego, a dla mnie kartki są bardzo ważne - odpowiedział.
Xavier z ciekawością przyglądał się swojemu nowemu towarzyszowi. Niestety nie zauważył aparycji czarownika, choć posiadał Wzrok. Na pewne mężcyzna zastosował czar maskujący.
- Dziękuję, tak są one moje. Chciałbym wydać książkę. Jednak wydawnictwa dość krzywo patrząc na moje pracę. Mówią, że są zbyt realistyczne i mają wrażenie, że owa postać wyskoczy im z kartki. - opowiedział.
Oczywiście powód był inny tylko nie mieli zamiariu poinformować o tym bruneta. Dla nich był tylko chłopkiem ze Wzrokiem o krwi Nefilim. Bali się, bo niektóre rysunki odzwierciedlają postacie, które Xavier spotkał na swojej drodze. A inne... po prostu wytwór jego fantazji.
- Podobają Ci się? Jak chcesz możesz pooglądać wszystko co mam, co Ty na to? - zapytał.
Xavier Alexander Verlac


Don't poison your heart
Remember, you will feel this magical light
Don't poison your heart
Senciner Gariel
[Usunięty]
Senciner Gariel
[Usunięty]
[Cytuj]
A jednak ten dzień postanowił go w jakiś sposób zaskoczyć... Postawił przed nim "widzącego", który absolutnym zbiegiem okoliczności znalazł się w tym samym miejscu i o tej samej porze co czarownik. Senciner nie musiał się zastanawiać czy robić jakichkolwiek dalszych testów. Miał przed sobą twardy dowód w postaci szkiców autorstwa Xaviera, który ze sporą dokładnością zilustrował faerię i przedstawicieli innych ras, oraz kilku stworzeń z Podziemnego bestiariusza. Podobieństwo było zbyt duże, by mogła być mowa o zwykłym przypadku lub nadinterpretacji. Wyprostował się na krześle i uśmiechnął blado na wzmiankę o imieniu, którym postanowił się przedstawić.
- Tak... Często to słyszę. - odpowiedział zdawkowo, kończąc temat egzotycznych personaliów, które sobie nadał. Mógł zawsze rzucić "Alexander", "Victor", "Adrian", ale nie - musiał polecieć z Samarqandem. Skąd w ogóle myśl o Samarkandzie? Dlaczego postanowił zapożyczyć dla siebie nazwę jednego ze starożytnych ośrodków kulturalnych (oraz magicznych) w Azji? Był tam tylko raz w trakcie swojej ucieczki z Persji. Nic specjalnego. Cała sława tego miejsca rozwiała się długi czas temu, kiedy samarkandzcy czarownicy postanowili opuścić miasto i osiedlić się w większych, bogatszych i mniej odizolowanych miastach. Nie zostało po nich nic, prócz starych zapisków, które nie prezentowały sobą większej wartości, poza byciem zwykłą historyczną ciekawostką.
Zamrugał szybko oczami, zdając sobie sprawę z tego, iż pozwolił sobie odpłynąć, będąc w trakcie rozmowy z mężczyzną. I choć część jego słów umknęła jego uwadze, to jednak udało mu się wychwycić kontekst wypowiedzi z pojedynczych słów - kluczy.
- Doprawdy? Może uważają, że ich czytelnicy nie są gotowi na poziom realizmu, który pan proponuje? - zapytał, przywołując wzrokiem kelnerkę, która kilka sekund później pojawiła się przy ich stoliku, wyjmując z kieszonki malutki kajecik i długopis, gotowa do przyjęcia zamówienia.
- Poproszę herbatę z goździkami, cynamonem i pomarańczą... Natomiast dla pana - tutaj odwrócił głowę w stronę Xaviera i patrząc nań, kontynuował - Gorąca czekolada. Ostatniej z powodu drobnego wypadku chyba nie dokończył. Dziękuję. - to mówiąc, wyciągnął z wewnętrznej kieszeni tweedowej marynarki banknot i wręczył go dziewczynie. Ta skinęła głową, dygnęła uprzejmie Xavierowi i ruszyła szykować oba napoje. W tym samym czasie Senciner pochylił się nieco nad stołem i korzystając z zaproszenia do zapoznania się z rysunkami, opatrzonymi także notatkami dotyczącymi każdego przedstawionego stworzenia, zaczął w milczeniu przeglądać kartę za kartą, mając gdzieś z tyłu głowy fakt, iż trzy kawałki papieru zostały poplamione zasychającą powoli czekoladą. Jedną dłonią sięgnął po jedną z wilgotnych kartek, drugą wyjmując serwetki z niewielkiego stojaka. Zaczął powoli ścierać nadmiar płynu, posiłkując się odrobiną własnej magii, by oczyścić papier. Wiedział jednak, że fizycznie niewykonalnym byłoby całkowite usunięcie plamy bez wzbudzenia podejrzeń, dlatego też pozostawił delikatne przebarwienie, akceptowalne przez logikę i zdroworozssądkowe myślenie.
- Fenomenalne mają te serwetki. Takie chłonne... - rzucił, zanim zdążył ugryźć się w język. Położył przed mężczyzną w większości oczyszczone zapiski, po czym kompletnie ignorując fakt, iż Xavier w swej bezpośredniości już jakiś czas temu postanowił przejść z czarownikiem na "ty", dodał:
- Większość wydawnictw ma dość okrojone spojrzenie na kwestie artystyczne. Liczy się dla nich głównie to, czy książka ze znaczkiem ich wydawnictwa się sprzeda i ile będą mogli za nią wziąć... Dlatego też wiele naprawdę dobrych, interesujących i nietuzinkowych książek nigdy się nie ukazało. Mogę o sobie mówić jak o takiej osobie, która potrafi rozpoznać talent, kiedy na niego patrzy. A widząc pana szkice koncepcyjne, dostrzegam potencjał. - po raz kolejny chwycił w dłoń plik kartek i przewertował je, przesuwając szybko spojrzeniem brązowych oczu wzdłuż linijek tekstu - Z tych kilkunastu fragmentów, które przeczytałem wnioskuję, iż ma pan lekkie pióro. Być może będę mógł pomóc, o ile jest pan takową pomocą z mojej strony zainteresowany...
 

Xavier Alexander Verlac

32


190 cm


Be strong like a Dragon







[Cytuj]
Multikonta: Elvan, Ceris, Rose
Gdy Morningstar nie chciał już kontynuować tematu imienia czarownika, po jego odpowiedzi. Od razu zauważyl, że nie ma to najmniejszego sensu.
Xavier miał Wzrok to prawda. Przez tą hmm... zdolność mało by parę razy nie zginął. Tak to jest jak człowiek ma szczęście i znajdzie się w nie odpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. Oczywiście najczęściej miał fart, że trafił na kuzyna Alana i go obronił. Nie zgłosił Xaviera do Clave. Jego zdaniem Morningstar nie był gotowy by zostać jeszcze Nocnym Łowcą. Poza tym do końca powodów jakie rodziły się u drugiego mężczyzny nie zna się i nie pozna, bo już gryzie piach. No i co z tego miał drogi Alan? Wczesną śmierć i życie w ciągłych zakazach, nakazach i prawie Clave, które były świętością. Cóż... w wielu przypadkach jak coś widział niezwykłego to udawał głupiego, chyba, że jak poznał osobę dość dobrze innej rasy to zdradzał, że ma Wzrok. Tak raczej nie chciał się ujawniać.
Słysząc od swojego towarzysza o realizmie jego rysunków zamyślił się na chwilę.
- Możliwe. Najczęściej ludzie wolą już oklepaną nie tylko tematykę i podobny sposób rysunków. Poza tym jeszcze maluję obrazy w sumie na każdą tematykę, nie tylko związane z fantastycznym światem - przyznał.
Tak czy siak brunet musiał dość ostrożnie dobierać słowa. Nie wiadomo z kim miał doczynienia. Jednak raczej samemu Xav nie domyśli się, że ma mężczyzna przed nim to czarownik. Poza tym jeśli chodzi o jego imię... to po prostu może być owy jego towarzysz poszukiwany i tyle.
Jeśli chodzi o napój to Morningstar kiwnął tylko głową.
Dobry był tekst z tymi serwetkami. Już Xavier domyślił się, że nie ma doczynienia ze zwykłym człowiekiem. Czy się bał? Cóż... bardziej czuł eksytacje i zastanawiał się kim może być owy mężczyzna.
- Powiedzmy, ale i tak tych kartek nie da się uratować - przyznał.
No taka była prawda.
Uśmiechnął się na dalsze słowa Samarqanda.
- Dziękuję, tak byłbym zaitetesowany. - odrzekł.
Widać było, że Xavier naprawdę się cieszył z tego, że w końcu ktoś zaiteresował się jego pisarstwem.
- Proszę mi powiedzieć czego oczekujesz, bo jeśli dobrze zrozumiałem chcesz mi pomóc wydać książkę. Jak każdy wydawca masz swoje, ale, albo też wymagania czy wizje. Proszę przedstaw je - wyjaśnił.
Może Samarqand jest inny, ale Xavier chciał wiedzieć na czym stoi.
Xavier Alexander Verlac


Don't poison your heart
Remember, you will feel this magical light
Don't poison your heart
Senciner Gariel
[Usunięty]
Senciner Gariel
[Usunięty]
[Cytuj]
Senciner zdawał się nie słuchać swojego towarzysza. Wlepił spojrzenie brązowych oczu w krajobraz za oknem, ułożył wygodnie plecy na oparciu swojego krzesła i w tej pozycji trwał przez dobry moment, co jakiś czas jedynie kiwając głową, potakując słowom Xaviera. I znów wyglądać to mogło tak, jakby kompletnie stracił zainteresowanie swoim rozmówcą, jednakże im bardziej rozkojarzony i nieobecny wydawał się Senciner, tym bardziej był skupiony. Poprzez brak jednoznacznej reakcji dawał sobie czas na przemyślenie swoich następnych kroków, oraz poskładanie do kupy wszystkich zebranych faktów...
Mógł bez cienia wątpliwości stwierdzić, iż miał do czynienia nie z Przyziemnym, ale z istotą należącą do świata Podziemnego, która - co więcej - była dość świadoma jego istnienia. Wątpliwością graniczącą z niemożliwością było, by Xavier nie domyślał się, że nie rozmawia teraz ze zwykłym podchodzącym pod trzydziestkę facetem, który jest zainteresowany wypromowaniem młodego artysty z czystej dobroci serca. Być może była to jakaś mało udolna przykrywka, gra, która miała na celu oszukać innych Podziemnych i skłonić do myślenia, że ten na oko dwudziestoletni chłopaczek ma po prostu bujną wyobraźnię i talent do rysowania. Z tej pseudo-zadumy wyrwał go dość intensywny zapach pomarańczy pomieszanej z goździkami i cynamonem. Bezwiednie odwrócił głowę w bok, napotykając spojrzeniem wzrok idącej w stronę obu mężczyzn kelnerkę, trzymającej w dłoni tacę z dwoma filiżankami.
- Gorąca czekolada dla pana... - powiedziała dziewczyna, kładąc przed Xavierem naczynie wypełnione niemal po brzegi gęstym, aromatycznym płynem, po czym zwróciła się w stronę Sencinera - I herbata korzenna dla pana... - ustawiwszy szklankę na spodku przez czarownikiem, dygnęła grzecznie i odeszła pospiesznym krokiem za ladę, by przygotować kolejne zamówienia. Przed odejściem młódki, Gariel zdążył tylko skinąć głową w podzięce. Zanim ułożył sobie w głowie dalszy scenariusz tej rozmowy, uniósł filiżankę ku swoim ustom, delikatnie podmuchał na gorący napitek i upił dwa małe łyki.
- Czyli teraz schodzimy na niewdzięczny temat interesów, hm? - rzucił zdawkowo, odkładając naczynie na niewielki talerzyk i ugryzł małe owsiane ciasteczko, podawane do każdego zamówienia w tej kawiarni. Podłożył sobie dłoń pod brodę, aby nie nakruszyć, a następnie strzepał drobiny na serwetkę. Gdy przeżuł i przełknął smakołyk, otarł serwetką kąciki swoich ust, odchrząknął, wyprostował się na swoim siedzeniu i ułożywszy na stole obie dłonie w kształt piramidki, dodał:
- Nie mam absolutnie żadnej ochoty wtrącać się w pana proces twórczy. Proszę pisać tę książkę, robić ilustracje... I przede wszystkim, proszę się nie śpieszyć. Chcę, by dał pan sobie tyle czasu, ile potrzebuje, by skończyć swoje opowiadanie. Miesiąc, pół roku, rok, dwa lata, nie ma znaczenia. Kiedy jednak ukończy pan swoje dzieło, proszę zgłosić się do tej osoby i powiedzieć, że przysłał pana Samarqand Vaye. Reszta zrobi się sama... - Senciner sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki i wyciągnął z niej elegancki, stalowy wizytownik i wyciągnął z niego małą, czarną wizytówkę z wypisanymi nań białymi literami imieniem i nazwiskiem, oraz adresem. Nic więcej nie znajdowało się na karteczce. Trzymał ją w dwóch palcach - wskazującym i środkowym w zasięgu dłoni Xaviera, lecz gdy ten chciał ją wziąć, odsunął palce.
- Jest jednak pewne "ale". Trudnię się w pomaganiu ludziom w potrzebie, aczkolwiek nie robię tego bezinteresownie... Tak więc teraz przedstawię swój warunek. Jest tylko jeden. Od momentu wydania książki, będzie mi pan dłużny przysługę. Proszę się nie obawiać... Nie zażądam niczego, czego nie będzie mi pan w stanie dać, niczego co będzie niemoralne, niehonorowe ani czegokolwiek, co narazi pana na niebezpieczeństwo. Jeszcze nie wiem, czego sobie zażyczę, co będzie mi potrzebne. Nie wiem też, kiedy pojawię się, by odebrać swoje zobowiązanie, rok później, za trzy lata, za dziesięć...
 

Xavier Alexander Verlac

32


190 cm


Be strong like a Dragon







[Cytuj]
Multikonta: Elvan, Ceris, Rose
Xavier miał nieodpartę wrażenie, że jego towarzysz go nie słucha. Oczywiście zauważył też, że mężczyzna co raz kiwa głową. Przecież jak brunet mówił to zwracał się do czarownika, a nie mówił sobie tak do siebie nieprawdaż?
Stwierdził, że nie będzie zwracał mu uwagę, że Morningstar się produkował, a facet po prostu nie wyrażał zaiteresowania słysząc jego wywód. Słowa Xaviera szły po prostu w tak zwany eter.
Czarownik dopiero się ocknął gdy kelnerka przyniosła ich zamówienie.
Brunet cały czas przyglądał się swojemu rozmówcy. Czekał co on powie na to wszystko.
Xavier wysłuchał czarownika.
- Myślę, że miesiąc to wystarczając czas, bo już jestem na końcu książki - wyznał.
Wyciągnął rękę by wziąć wizytówkę, a tu zaraz palce czarownika z karteczką zostały zapbrane.
Okazało się, że znalazło się pewne "ale". Nefilim mógł się spodziewać, że będzie jakiś haczyk. To było by zbyt piękne. Uspokoił się na wieść, że nie musi oddawać wydanie książki w tzw. naturze. To by było zbyt... niemoralne. Xavier chwilę się zastanowił. Przysługa? Pewnie nie będzie tak źle.
- Dobrze umowa stoi. Naprawdę mi zależy na wydanie chociaż jednej książki, więc będę czekał na nasze następne spotkanie w niedługim czasie - przyznał.
Morningstar na chwilę wstał i wyciągnął dłoń wstronę czarownika. W ten sposób chciał przypięczetować ich umowę. Następnie siadł i zaczął rozkoszować się swoją gorącą czekoladą.
Miał nadzieję, że naprawdę Samarqand mu pomoże i wyda jego pisartwo zamiast je przywłaszczyć sobie. Czekał czy mężczyzna coś jeszcze powie.
Xavier Alexander Verlac


Don't poison your heart
Remember, you will feel this magical light
Don't poison your heart
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo