Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator
[Cytuj]
Opactwo Fountain Abbey

Malowniczo położone ruiny opactwa cysterskiego Faountain Abbey wraz z przylegającym Studley Royal Park. Spaceruje się tu między strzelistymi runami kościoła, w parku wodnym oraz pośród ogrodów Studley. Idealne miejsce na nieśpieszne spacery, spotkanie z historią i przyrodą. W niektóre dni mury zdają się szeptem opowiadać historie dawnych czasów. Śmiało, zatrzymaj się na chwilę, posłuchaj, odpocznij.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Opactwo Fountain Abbey, piękne, malownicze miejsce, uwielbiane przez turystów. Wybierane często przez pary młode na sesje ślubne. Wybrane również na miejsce egzekucji trojga dzieci Lilith. Erika, Lyanne oraz Yagi. Któż mógł się spodziewać, że w obecnych czasach zapłonie jeszcze stos skazujący czarowników i czarownice. Jednak mury opactwa nie takie tajemnice skrywały i wiele jeszcze doświadczyć miały.
Pomiędzy murami, w miejscu, które niegdyś było dziedzińcem, stały trzy zgliszcza stosów. Spopielone ciała, w nienaturalnych pozach, trudne do odróżnienia kto zacz. Przed stosami rzucone w jedno miejsce rzeczy osobiste, po których można byłoby dokonać identyfikacji, jeśli nie brałoby się pod uwagę odczuć demonicznego rodzeństwa. Czyż Jonathan nie czuł bólu siostry? A Shizhi czy też Nina, nie czuli gorąca płomieni liżących ciało ich siostry? Jedynie Erik zdawał się być pozbawiony współczującego, ale czy na pewno? Pytanie, czy żyjąca wciąż trójka czarowników wiedziała o istnieniu spalonych sióstr? Pośród rzeczy osobistych leżał topór z wygrawerowanym imieniem wróżki, tak znanej niektórym – Dziewanna. Poza bronią Erika, na kupce przedmiotów znalazły się również przepiękny antyczny zegarek z wygrawerowanym napisem „dla ukochanej Lyanne” oraz martwy legwan zielony przystrojony miniaturowym garniturem – lord Głodzilla, pupilek Yagi.
Wokół panowała cisza, zupełnie jakby mury opactwa oraz flora i fauna postanowiły uhonorować męczeńską śmierć trojga Podziemnych. Przed stosami leżały jeszcze fragmenty pergaminu. Na każdym były wykaligrafowane starannie imię i nazwisko wraz z adnotacją „oskarżony o czary, skazany na śmierć”. Cóż to wszystko miało znaczyć? Owszem, słuchy chodziły o tym, że powraca The Cohort, ale czy potrafiliby być aż tak bestialscy? Jeśli jednak nie oni, to kto? Czyżby wracały czasy polowania na czarownice, które tym razem uśmiercały rzeczywiste dzieci Lilith? Jedno było pewne, oczom czarowników przybyłych na miejsce egzekucji nie pozostawiono różowego obrazu. Wszystko wskazywało na to, że ciemne chmury spowiją ich niebo na dłużej. Do tego wciąż istniał problem ze Spiralnym Wymiarem, a dokładniej z jego siłą napędową. Ile czasu minie zanim długowieczność dwóch czarownic się wyczerpie?




Zapraszam czarowników gorąco, polowanie czas zacząć.

Zginęli Erik Godfrik, Lyanne Mabrey, Yaga

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
To było naprawdę dziwne i niezwykle niepokojące. Wiedźma nie mogła zignorować złowrogiej wizji, którą widziała w nagle pojawiającym się dymie, więc pierwszy, co zrobiła, było włączenie komputera i sprawdzeniu wszystkich możliwych ruin w okolicy Yorku. Miała nadzieję, że miejsce z wiadomości znajduje się w Anglii, bo tak naprawdę mogło ono być wszędzie, w dowolnym kraju na świecie. Nie wiedziała, ile czasu spędziła na poszukiwaniach, ale w końcu udało jej się odkryć lokalizację ruin.
Niemal od razu po znalezieniu lokalizacji teleportowała się w pewnej odległości od opactwa, w razie gdyby byli tam jacyś Przyziemni. Stosy z ciałami można by było jeszcze jakoś wytłumaczyć, ale pojawiającą się znikąd wiedźmę niekoniecznie. Nie miała też pewności, czy ruiny były już bezpieczne dla czarowników, zawsze mogli kręcić się tam jeszcze ci zakapturzeni mężczyźni. Zresztą, nie wiedziała też, czy wydarzenia z wizji miały w ogóle miejsce.
Nie doszła jeszcze całkowicie do siebie po walce z demonami w Spiralnym, jednak dzięki tradycyjnym tabletkom i magicznym ziółkom na pierwszy rzut oka wyglądała całkiem zdrowo i normalnie, a o tym, że coś mogło być z nią nie tak świadczył bandaż owinięty dookoła szyi, widoczny spod zapiętej skórzanej kurtki. W jej kieszeni wiedźma trzymała nóż motylkowy, a przy ciemnych spodniach miała kaburę z Glockiem. Obrazu dopełniały wojskowe buty.
Na terenie opactwa panowała cisza, jakby zupełnie nic się tutaj nie wydarzyło, jednak Nerezza szybko odkryła, że to tylko pozory – nie musiała długo spacerować, by to zobaczyć. Stosy ze spalonymi ciałami. Miała nadzieję, że ta cała sytuacja okaże się być zwykłą nieprawdą, ale niestety tak nie było.
To nie był dla niej obcy widok, przed kilkoma setkami lat niejednokrotnie była świadkiem procesów o czary, palenia czy topnienia domniemanych czarownic, które tak naprawdę były niczemu winnymi, zwykłymi Przyziemnymi. Sama nawet prawie że była na ich miejscu, jednak zawsze dzięki magii udawało jej się uciec, w odróżnieniu od tych nieszczęśników, których ciała teraz miała przed oczami.
Nie była w stanie się ruszyć, ponieważ te wszystkie wspomnienia wróciły do niej ze zdwojoną siłą. Miała wrażenie, jakby przez chwilę słyszała krzyki palonych i czuła smród dymu, jakby ta egzekucja działa się tu i teraz. Zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech, chcąc odgonić od siebie te niechciane wspomnienia.

Opal Lengyel

171


164 cm


I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana, Kasia
Opal trochę inaczej zabrała się za poszukiwania właściwego miejsca, w którym mogło dojść do masakry. Mogło. Marne pocieszenie, patrząc na to, co widziała u Jonathana. Sama nie przeżyła jeszcze śmierci rodzeństwa, nieprzyjemnych doznań dostarczyła jednak Malekithowi, teorię też znała. Jego zachowanie połączone więc z przesłaną wizją, która pojawiła się przed nią, gdy już wyszła z jego domu, nie powinny pozostawiać złudzeń. A jednak ona nadal chciała wierzyć, że to cholerny żart. Że ktoś postanowił się z niej pośmiać, wbijając koleją szpilę akurat wtedy, gdy i tak wszystko się kurwa sypało, gdy i tak decydowali się na poświęcenie dla ich własnej rasy. Nie chciała stracić kolejnych, nie mogła pojąć, czemu to musiała się stać.
Wracając jednak, Opal postanowiła skorzystać z medium zwanego Internetem oraz wyszukiwarki i mapy satelitarnej, do której dostęp miał teraz każdy. Zaczęła od okolic Yorku, bo skoro to ona dostała wiadomość, musiało chodzić o jej ludzi i tych z pobliskich terenów. Zresztą. Widziała twarze, w tym jedną, która była jej naprawdę bliska. Musiało chodzić o jej ludzi.
Napisała dwa smsy, jeden informujący Craiga co się stało i czemu się spóźni, drugi do Aidena, bo liczyła, że ten da radę jej pomóc. Nie wiedziała, kto jest jeszcze do cholery dostępny, a Aiden miał tak jak ona wiedzę medyczną. Mogła się przydać.
Ubrana była w czarne spodnie, czarną bluzkę na długi rękaw i pierwszy lepszy czarny płaszcz, który dorwała z wieszaka, na stopach miała za to dla odmiany płaskie, sznurowane botki. Włosy nadal miała związane w kucyk. Teleportowała się w pobliże miejsca, nie wiedząc, czy nie została sprowadzona już policja, lub czy oprawcy przypadkiem jeszcze nie byli na miejscu.
Była wściekła, czuła ból w sercu, wypełniał ją ogrom negatywnych emocji. Dotarła już prawie do ruin, gdy zobaczyła, że na miejscu ktoś już jest. Zawahała się na chwilę, zaczęła się jednak zbliżać, by po chwili rozpoznać osobę, która się już tu pojawiła.
- Nerezza - powiedziała, chcą powiadomić o swoim przybyciu. Dopiero wtedy podeszła bliżej, w końcu dostrzegając spalone ciała. Nie. Nie, nie, nie. Cofnęła się o krok, gdy prawda uderzyła ją z całą swoją mocą, gdy jej zmysły w końcu odebrały wszystkie bodźce. Zapach spalenizny, widok zwęglonego mięsa, które kiedyś było czarownikiem, głuchą ciszę, która objęła całą okolicę. Uniosła dłoń do ust, a w jej oczach pojawiły się łzy, które jednak opanowała. Znała wojnę, widziała ofiary wybuchów, pożarów, była przyzwyczajona do ciał w różnym stanie, jedna teraz ładunek emocjonalny sprawił, że całkowicie zbladła. Okrucieństwo ją dobiło.
- Szlag - niemal krzyknęła, obracając się na chwilę do tyłu i przykładając rękę do czoła, próbując się uspokoić. Czemu do cholery, kto, po co? Nie dostali wystarczająco w kość? Nie mieli już za dużo problemów? Ktoś jeszcze musiał zacząć na nich cholerne polowanie? Zacisnęła szczęki i spojrzała na Nerezzę. - Dopiero przyszłaś? Też miałaś wizję? - zapytała, starając się przejść do działania, nie chcąc zaraz zwariować.

Aiden Seire Andras Perrault

259


172 cm


Si je te promets tous les jours de ma vie sans un regret... Peux-tu me jurer un amour infini a jamai







[Cytuj]
Multikonta: Cassian
Od momentu, w którym Aiden zobaczył przed sobą tę makabryczna wizję nie był w stanie dojść do siebie nawet na chwilę. Jego najgorszy koszmar, coś co jeszcze lata temu spędzało mu sen z powiek i sprawiało, że wprowadzał większe środki ostrożności niż powinien powoli się ziszczało. Czarownikowi przyszło dorastać w przedrewolucyjnej Francji, kraju inteligencji i pochwały dla filozofii i kultury antycznej. Niemniej jednak, jeśli gdzieś jest światło, musi też być i cień. Ostatnie procesy czarownic odbywały się jeszcze, kiedy Francuz wchodził we wczesny wiek nastoletni i zaczynał sobie zdawać sprawę z tego kim naprawdę jest. Nic więc dziwnego, że to właśnie śmierć na stosie, tak wypromowana i sprawdzona przez popkulturę jawiła mu się niczym największy koszmar.
Wiadomość od Opal nie pozostawiał absolutnie żadnych złudzeń. Nie był jedynym, który doświadczył podobnego mirażu i głowił się z jakiego powodu wynikał taki dobór, a nie inny person, które zostały w taki, a nie inny sposób zaalarmowane o takim incydencie. Nie było jednak na to zbyt dużo czasu, dlatego też kilka chwil po sms-ie już przygotowywał się do podróży przez portal.
Tego dnia niespecjalnie miał głowę na jakieś większe rozmyślania na temat tego jak powinien się przygotować do tego wyjścia. Do jasnych, przylegających jeansów i granatowych trampek przywdział zwykły biały t-shirt i lekką błękitno-zieloną kurtkę w kwiecisty wzór. Było to pierwsze co na dobrą sprawę wpadło mu w ręce i jakoś ze sobą wyglądało. To drugie raczej spowodowane było tym, że przy swoje własnej szafie działał już raczej instynktownie i czasami naprawdę nie potrzebował spędzać przy niej nie wiadomo jak wiele czasu. Chowając jednak swoją próżność do kieszeni szybko powrócił do koszmaru z wizji.
Szybka teleportacja przeszła raczej bezproblemowo, ale już, kiedy jego stopy stanęły na delikatnie zroszonej trawie pokrywając trampki wilgocią zdawało się czuć jak to miejsce krzyczy. Wewnętrznie w każdej cząstce osoby parającej się magią to miejsce już zawsze będzie obszarem, w którym doszło do strasznej tragedii... Horroru. Kaźni.
Szybko przeniósł się statecznym acz nerwowym krokiem w miejsce, gdzie znajdowały się już kobiety. Kiedy jego oczom ukazały się zwęglone stosy, na których dawało się rozpoznać majaczące już sylwetki ich pobratymców Aiden nie był w stanie wydusić z siebie słowa. Narastał w nim strach i histeria. Przerażenie powoli acz dość przyjemnie znajdowało sobie przestrzeń dla własnego jestestwa w jego wzroku czyniąc oczy szklącymi się, bliskimi łez.
Otworzył usta chcąc wydusić chociaż słowo, ale nie potrafił. Ten widok przywołał najboleśniejsze widma czające się w zakamarkach jego umysłu. Liczył, że te czasy już minęły, że nie narażając się nikomu mogą przeżyć w szczęściu tyle lat, ile tylko potrzebują. Jednak... Wszystko to legło w gruzach. A wraz z tym narastała wściekłość i frustracja. Swąd palonego ciała coraz mocniej wdzierał się do nozdrzy kompletnie uniemożliwiając już ignorowanie go.
- Mais... Pourquoi?! - Powiedział kompletnie tracąc na chwilę kontrolę nad własnymi emocjami. Francuski zawsze przodował jako język wściekłości u blondyna.
- Koszmar się spełnia... - Rzucił półszeptem obniżając swój wzrok na ziemię. Miał dość wpatrywania się w zgliszcza.
Dopiero teraz powoli zaczynał zdawać sobie sprawę z kim przyszło mu się tutaj znaleźć. Nerezza... Nie widział jej blisko dwa i pół wieku, a mimo wszystko nadal wyglądała tak dobrze jak i ostatnim razem. Najwidoczniej nie było im pisane przyjazne spotkanie po takim czasie. Znów musieli coś ze sobą przeżyć by móc chociaż na chwilę odsapnąć.
No i byłą tam jeszcze Opal. Wyglądała na podobnie... Zakłopotaną, jeśli można użyć tego słowa w kontekście makabrycznej zbrodni jaka się wydarzyła, co Aiden. Coraz bardziej i dosadniej we Francuzie rozbrzmiewał frazes: Koszmary istnieją naprawdę. Czy chciał czy nie, musiał teraz temu przyznać rację.
I have seen what the darkness does
Say goodbye to who I was

<img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/aLCztjS.giff" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/6Cxe0uv.gif" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/1rwpHMv.gif" class="foto">

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Widok rzeczywiście nie należał do najprzyjemniejszych. Losowo wybrani na otrzymanie wiadomości, anonimowej groźby, nie zawiedli. Może jedno, dziecko, ale nie było teraz najważniejsze. Otoczenie zdawało się trwać w napięciu, w przerażonym oczekiwaniu na kontynuację. Zwęglone ciała wyglądało, jakby miały za chwilę ożyć. Wciąż jeszcze biło od nich ciepło, jakby egzekucja nie mogła skończyć się tak dawno temu. Czy na pewno wszyscy byli martwi? A może jednak, jakimś demonicznym cudem, którekolwiek przeżyło? Nikt jednak nie zakładał takiej możliwości, nikt nie zbliżał się do ciał.
Rzeczy osobiste, a także oskarżenia leżały wciąż na ziemi, czekając aż ktoś je podniesie. Wokół panowała złowroga cisza. Nagle, pomiędzy filarami na prawo od stosów Opal dostrzegła jakiś ruch. Zaraz w górę wzbiło się stado kruków ze swoją żałobną pieśnią. W niektórych wierzeniach kruk przynosi śmierć. Co to mogło oznaczać dla czarowników? Ptaszyska zatoczyły koło i usiadły na ruinach wpatrując się w przybyszów i miejsce kaźni. Dalej Opal, poślesz kogoś sprawdzić czy ktoś jednak was nie obserwuje, pójdziesz sama, czy jednak ruch mógł być spowodowany przez stado kruków?
Aiden i Nerezza również czuli, że ktoś ich obserwuje. Kobiecie zdawało się, że usłyszała jakiś szmer, jakby szept, mniej więcej z miejsca, skąd wyleciało stado kruków. Czyżby Przyziemni zaczęli się zbierać na swoje turystyczne atrakcje? Może warto byłoby rzucić parę zaklęć, wspomóc się nieco iluzję, aby żadne niepowołane oko nie mogło widzieć tego, co nie powinno się nigdy wydarzyć?

To teraz ładnie zaczynamy- 72h

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Miała wrażenie, jakby cofnęła się kilka setek lat, gdy praktykowano procesy o czary. Z racji swojego wieku, pamiętała je dokładnie. Tylko tym razem zagrożone były nie wiejskie zielarki, tylko prawdziwe dzieci demonów. Rez w żadnym wypadku nie chciała doprowadzić do tego, by to się powtórzyło, nie chciała jeszcze skrzętniej ukrywać się ze swoimi mocami, żeby nie skończyć na stosie.
Z rozmyślań wybił ją damski głos. Wiedźma zamrugała oczami, wracając z powrotem do rzeczywistości. Zerknęła na chwilę na Opal, by znów przenieść wzrok na spalone ciała. Dopiero teraz zastanowiła się, kto jeszcze mógł otrzymać wizję.
- Tak i tak. – odparła krótko na oba pytania. W odróżnieniu od drugiej czarownicy, nie pokazywała po sobie żadnych emocji. Czuła tylko powoli kiełkującą złość na bliżej nieokreślonych wrogów, którzy dopuścili się spalenia czarowników. – Jeszcze nie zdążyłam się tu rozejrzeć. – dodała zaraz. Może uda im się znaleźć coś, jakiś ślad, dzięki któremu mogliby trafić na trop tych zakapturzonych mężczyzn? Korciło ją też, by spróbować nekromancji, chociaż nie liczyła na zbyt wiele, biorąc pod uwagę stan zwłok. Jednak żeby sprawdzić i zbadać teren, należałoby się ruszyć z miejsca, a tego wiedźma jak na razie nie mogła się przymusić. Stała jak wryta zaciskając ręce w pięści.
Zauważyła też Aidena, kolejny raz trafiają na siebie, gdy coś się dzieje. Chociaż nawet nieco ucieszyła się na jego widok, na to, że jest cały i zdrowy.
Nagle w niebo wzbiło się z hałasem stado kruków, przerywając tym wszechobecną ciszę. Wiedźma niemal instynktownie położyła dłoń na pistolecie i rozejrzała się po okolicy. Jeszcze tego im brakowało, żeby po okolicy kręcił się ktoś nieproszony.
Czuła czyjś wzrok na swoim karku, do tego zdawało jej się, że coś lub kogoś słyszy. Początkowo chciała przyjrzeć się miejscu, skąd prawdopodobnie dochodziły dźwięki, jednak szybko zrezygnowała z tego pomysłu, mając ważniejszą rzecz do zrobienia. Korzystając z magii projekcji, spróbowała pod iluzją ukryć stosy z ciałami, a także leżące na ziemi przedmioty, tak, żeby zasłonić je przed wzrokiem osób trzecich.

Opal Lengyel

171


164 cm


I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana, Kasia
Wizja. Czyli to nie była wiadomość skierowana tylko do Opal, co? Sądząc po smsie od Aidena, on także mógł ją dostać, Nerreza właśnie przyznała się, że ją miała. Tylko czemu oni? Opal przełknęła ślinę, czując, że może nie do końca przemyśleli i sprawy i właśnie wylądowali w morderczej pułapce. Naprawdę nie miała zamiaru skończyć tak ja ci nieszczęśnicy przed nimi. Zabawne, myślała, że nigdy nie będzie świadkiem czegoś takiego. Owszem, słyszała powieści od starszych czarowników o tym, jaki kiedyś polowano na czarownice i o tym, jak najczęściej się kończyły. Tym razem jednak to nie było palenie kogokolwiek, kto wykazał większą wiedzę, niż wypadało, lub miał nieco inne poglądy. Nie, to była krucjata skierowana perfekcyjnie w czarowników, patrząc, że ktoś doskonale wiedział, że są dziećmi demonów i stąd ich możliwości. Zacisnęła pięści, nie mogąc na razie się pogodzić z tym, że znów ktoś stracił swe życie. Do tego jedna z tych osób była jej bliskim przyjacielem. Ile ich miała jeszcze pochować? Wypuściła powoli powietrze z płuc, nic to jednak nie pomogło. Spojrzała na Aidena, który dopiero co do nich doszedł.
- Nie wiem dlaczego, nie wiem kto, ale mam nadzieję to wyjaśnić. I dać temu komuś odpowiednią nauczkę - mówiło chicho, ale widać było, że jest naprawdę zła. Westchnęła, po chwili jednak się wyprostowała i wlepiła wzrok w miejsce, gdzie zauważyła ruch. Patrzyła tak kilka sekund, marszcząc brwi, dopiero po chwili zerkając na kruki. Nie podobała jej się ta cała sytuacja, coraz bardziej miała wrażenie, że dali się wciągnąć w pułapkę.
- Zabezpieczcie to miejsce. Ktoś tu jest, sprawdzę kto. Jak zacznę krzyczeć, to znaczy, że nie ma dobrych zamiarów. Będzie trzeba też za chwilę zebrać dowody, może na coś nas to naprowadzi - skinęła Ner, która ukryła zwłoki pod projekcją i posłała zaniepokojone spojrzenie Aidenowi. Nabrała powietrze w płuca i ruszyła między filary, gdzie coś jej mignęło, gotowa w każdej chwili zasłonić się magiczną tarczą. Bo przecież łatwo skóry nie sprzeda, prawda?

Aiden Seire Andras Perrault

259


172 cm


Si je te promets tous les jours de ma vie sans un regret... Peux-tu me jurer un amour infini a jamai







[Cytuj]
Multikonta: Cassian
O procesach czarownic słyszano jeszcze kiedy Aiden był młodym i niedoświadczonym czarownikiem dopiero uczącym się swoich talentów i różnorakich niestandardowych wyjść z sytuacji, które właśnie zapewniała magia. Ziemie franków w przededniu Wielkiej Rewolucji były tak samo żadne krwi jak w ciagu jej trwania. Nie dziwota, że początkowo oberwało się, a jakże, biednym i samotnym kobietom, które akurat jednej jedynej nocy nie miały szczęścia i gdzieś kiedyś były zauważone. A potem było już z górki. Szybki proces lub też jego brak ze względu na kompletnie wyssane z palca dowody i bum... Stos. Symbol, który potrafił spędzać sens z powiek niejednego z dzieci Lilith.
Jednym z ważniejszych pytań, które przedzierały się z bezdennej poetki histerii i rozpaczy, która pojawiła się w nim na sam widok zwęglonych, ludzkich ciał było to dlaczego akurat oni zostali wybrani by doświadczyć tej wizji i kto ją im zesłał. Blondyn kompletnie nie był świadom tego, że potencjalnie może to być zastawiona na nich pułapka. Zaczynał się o tym przekonywać dopiero w tym momencie, w którym odnosił wrażenie, że jest obserwowanym. Rozejrzał się uważniej wokoło. Poza odlatującym smutno krukami, które teraz już majaczyła gdzieś na firmamencie nieba teoretycznie nie powinno się tutaj znajdować nic więcej. Dlaczego więc wciąż uważał, że nie są tutaj sami?
Nadal dość mocno trawiąc w sobie zaistniałą sytuacje nie komentował poczynań dziewczyn, które najwidoczniej były bardziej opanowane niż nią. W tym momencie jednak, kompletnie ignorował zdroworozsądkowe wołanie ulokowane gdzieś pod jego blond czupryną i zacisnął mocniej zęby.
- Nikt, absolutnie nikt nie zasługuje na taką śmierć. - Wycedził prawie nie otwierając swoich ust.
Zmierzenie się z własnym koszmarem to chyba zawsze największy problem i walka głównie z samym sobą niźli z kimkolwiek innym. I właśnie to postanowił teraz blondyn nie chcąc się już błaźnić przed Opal i Rez, które najwidoczniej nie zamierzały pozostawać obojętne i użalać się nad zaistniałym obrazem tylko wziąć się od razu do roboty. Gdzieś tam w głębi siebie wiedział, że taka jest prawidłowa kolej rzeczy, że on sam nie przybył tutaj by spędzić czas na żałobie, a raczej pomścić tych, którzy najwidoczniej umarli za to kim byli i nic więcej.
- Obejrzę w takim wypadku ciała i porozglądam się za co bardziej przydatnymi... - Zawahał się na chwile dokładnie dobierając słowa tak by zdanie trzymało się jakiegoś sensu. - Tropami i poszlakami...
Chłopak głośno westchnął i powoli ruszył w kierunku jeszcze nie tak dawno płonących stosów. Odwrócił się jeszcze na odchodne w kierunku swoich towarzyszek i rzucił krótką przestrogę, by te na siebie uważały. Nie wiadomo jak niebezpiecznie mogło tutaj być i co czai się tam gdzie ludzkie oko nie sięga.
Używając swojej znajomości medycyny i anatomii dokładniej przyjrzał się ciałom starając się dopatrzyć jakichś znaków, które mogłyby wskazywać na sposób schwytania, przetrzymywania albo na cokolwiek użytecznego. Podobnie zresztą zrobił z samymi stosami i wszystkim co było porozrzucane wokół. Starał się zlokalizować i wyłapać wszystko to co mogło być dla nich użyteczne.
Teraz już był zdeterminowany do tego stopnia, że cały strach i smutek został przyćmiony wściekłością i żądzą zemsty. Nie zamierzał odpuścić.
I have seen what the darkness does
Say goodbye to who I was

<img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/aLCztjS.giff" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/6Cxe0uv.gif" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/1rwpHMv.gif" class="foto">

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Nie płaczcie nad zmarłymi, żałujcie żyjących... Mniej więcej takie słowa można byłoby przytoczyć obecnie czarownikom. Na nic przyjdzie opłakiwanie i boleść po tragicznie zmarłych. Zagrożenie nie odeszło wraz z ich duchami, tym samym istniało duże prawdopodobieństwo, że stosy się powtórzą. Raczej nie były kiepskim żartem.
Aiden zabrał się do oględzin zwłok. Oby tym razem żadnego nie zbezcześcił, w końcu taki incydent też już miał na swym koncie. Na podstawach anatomii znał się każdy, kto chciał uczyć się dobrze uzdrawiania. Jednak nasz czarownik nie był pierwszym lepszym człowiekiem, więc i jego oko zdolne było wypatrzyć więcej szczegółów. Niestety, stan ciał pozostawał wiele do życzenia. Nie mógł widzieć wszystkich śladów tortur, ale wyraźnie rzucał się w oczy nienaturalny układ ramion, świadczący o wybitych ze stawu barkach, najprawdopodobniej przez nieudolnie wykonane podwieszanie ofiary. Kolejne były połamane kości piszczelowe. Resztę śladów strawił ogień. Może to i dobrze? Czy na pewno chcieli wiedzieć co działo się z ich przyjaciółmi przed śmiercią? Może taki koniec wcale nie był najgorszy? Na aktach oskarżenia widniał herb. Czy czarownik wiedział jaka organizacja posługiwała się tym herbem, a także czym jeszcze się zajmowała?
Nerezza dobrze zrobiła, zakrywając wszystko iluzją. Atmosfery nie dało się zakryć, ale przynajmniej cudze, ciekawskie spojrzenie, nie będzie mogło dostrzec makabrycznych scen. Tym bardziej, że w oddali słychać było czyjś radosny śmiech, który wiatr niósł lekko w stronę uszu czarowników. Po chwili ich oczom ukazała się czwórka Przyziemnych - para młoda i dwóch fotografów. Ach, malownicza sesja ślubna, a pod projekcją trzy stosy... To by dopiero była pamiątka dla nowożeńców! Aż chciałoby się ich stąd przegnać, prawda? Profanacja miejsca zgonu...
Opal w tym czasie, wciąż mogła czuć na sobie czyjś wzrok. Nagle, tuż obok kobiety przeleciało ponownie stado kruków, uderzając ją skrzydłami w głowę, wyraźnie spłoszone. Przed nią rozległ się wyraźnie dźwięk czyiś kroków, odbijający się od posadzki i filarów, przytłumiony przez brak wyraźnych ścian. Ktoś przed nią uciekał. Ruch na lewo od Opal wskazywał kierunek, gdzie nieznajomy uciekał. Co teraz? W oddali czarownica widziała czwórkę Przyziemnych. Uciekający mógł być Przyziemnym, świadkiem egzekucji, a także kimś odpowiedzialnym za to, kto sprawdzał, czy odbiory wizji się zjawią. Należało go złapać, czy puścić wolno?

72h

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Na szczęście udało jej się ukryć pod iluzją wszystko to, co powinno zostać zakryte przed wzrokiem Przyziemnych, dzięki czemu na pierwszy rzut oka to miejsce wydawało się być mało podejrzane, jakby ta tragedia nie miała tu miejsca. W samą porę, gdyż chwilę później usłyszała czyjś śmiech. Wiedźma od razu skierowała wzrok w tamtą stronę i cicho przeklęła pod nosem, widząc zbliżających się ludzi. Oczywistym było, że czarownicy nie mogli dopuścić do tego, by pałętał się tutaj nikt nieproszony. Nie wtedy, gdy jeszcze nie pozbyli się stosów i nie zbadali ewentualnych śladów.
Zerknęła na pozostałych, by sprawdzić, co robią. Aiden zajęty był oglądaniem spalonych ciał, a Opal badała coś pomiędzy filarami, więc chcąc nie chcąc, Rez zdecydowała się jakoś pogonić stąd niechciane towarzystwo. Nawet mimo tego, że czuła, iż zdecydowanie nie jest do tego odpowiednią osobą.
Wzięła głęboki wdech i podeszła bliżej Przyziemnych, zastępując im drogę. Nie była zbyt dobra w gadaniu, z perswazją nie było jej po drodze, ale potrafiła kłamać i właśnie to chciała wykorzystać.
- Sierżant Bridget Cooper, policja North Yorkshire. – odparła pewnym tonem, obserwując czwórkę ludzi znajdujących się przed nią, na dłużej zatrzymując wzrok na pannie młodej. Gdyby nie była tak zdeterminowana, by nie dopuścić ich bliżej stosów, to może i trochę byłoby jej żal, że przerwała im sesję ślubną. Ale przynajmniej zapewne zagwarantuje im wspomnienia do końca życia. Jeśli tylko by jej się to udało, pokazałaby im przez kilka chwil iluzję policyjnej odznaki, wyciągniętej z tylnej kieszeni spodni.Niestety musicie opuścić państwo ten teren, jest on miejscem popełnienia zbrodni. – dodała, wymyślając to na szybko. Zupełnie nie wiedziała, jak w takiej sytuacji zachowałby się prawdziwy policjant, ale próbowała nie dać po sobie tego poznać. Starała się wyjść jak najbardziej autentycznie i miała nadzieję, że pewna siebie postawa ciała oraz widoczna kabura z pistoletem jej w tym pomogą.

Opal Lengyel

171


164 cm


I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana, Kasia
Żałoba musiała poczekać na moment, aż znajdą się w innym miejscu, takim, które zapewni im większą prywatność i spokój. Teraz musieli dowiedzieć się jak najwięcej o tym, co się tu się wydarzyło. Nie umiała odpowiedzieć na żadne z pytań. Nie wiedziała, czy to The Cohort, czy jakaś kolejna sekta, a może jakaś pozostałość po tych, które już York nawiedziły. Nie mogła określić, jaki był motyw tej zbrodni, nie mogła na razie powiedzieć nic, dlatego musieli się tu rozejrzeć i spróbować zrozumieć czemu? Wierzyła, że Aiden i Nerezza poradzą sobie z samym miejscem mordu, sama zaś musiała sprawdzić ich obserwatora.
Nie mogła pozbyć się uczucia, że ktoś jej się przygląda. Chciała się rozejrzeć, gdy nagle usłyszała szmer, a po chwili poczuła, jak coś uderza ją w głowę. Próbowała osłonić twarz rękami, co by przypadkiem nie dostać pazurami czy skrzydłami po swojej buźce, gdy stado kruków niemal w nią wleciało. Usłyszała jednak odgłos kroków, przez co szybko odsłoniła twarz w samą porę, by dostrzec ruch. Nie myśląc wiele, zaczęła biec za tym kimś, kto właśnie próbował stąd zwiać. Sprawca? Świadek? Przypadkowa osoba? Tylko czy przypadkowa osoba zaczęłaby przed nią uciekać? Zresztą, równie dobrze ten ktoś mógł trafić na moment, gdy Nerezza używała magii lub rozmawiali o miejscu zbrodni, co również należało wyjaśnić. Dlatego zamierzała biec za daną osobą, a gdyby udało jej się ją dotrzeć, miała zamiar krzyknąć, by się zatrzymała, a następnie tuż przed nią za pomocą magii wybrzuszyć posadzkę tak, by ów uciekinier się o nią potknął, przez co może udałoby się go spowolnić lub nawet pochwycić. Ewentualną walką miała zamiar przejmować się, jak już do niej dojdzie.

Aiden Seire Andras Perrault

259


172 cm


Si je te promets tous les jours de ma vie sans un regret... Peux-tu me jurer un amour infini a jamai







[Cytuj]
Multikonta: Cassian
Nie żałoba teraz wypełniała umysł chłopaka, doskonale zdawał on sobie sprawę, że na takie celebracje czas jest dopiero w momencie spokoju i względnego pokoju. Teraz? Teraz zapowiadało się na wojnę i szczerze powiedziawszy nie zamierzał już nigdy więcej bać się tego określenia. Dokładnie i uważnie obserwując ciała doszedł do paru wniosków. Przede wszystkim martwiły go oznaki przetrzymywania wcześniej. Zjeżył mu się włos na karku i zmarszczył delikatnie brwi.
- Oni ich torturowali... - Rzucił bezwiednie do samego siebie z ewidentnym smutkiem w głosie.
Połamane kości piszczelowe? Czy oni ich łamali na kole przed tym wszystkim? Doskonale zdawał sobie sprawę kto w historii wykonywał podobne działania. Najpierw godziny przerażających tortur, gdzie każda kolejna minuta była bardziej przerażająca od poprzedniej, a potem już jesteś tak zmęczony i życzysz sobie samemu śmierci, bo nie chcesz już dłużej ciągnąć tego koszmaru, że zrobisz wszystko by to już się skończyło. Łącznie z przyznaniem się do winy.
- Hmm... Wyłamane barki. - Westchnął coraz bardziej będąc przerażonym jak bardzo musieli cierpieć. Ich życie przez wieki było obarczone ogromnym ryzykiem i prześladowania najwidoczniej nigdy się nie kończą. Możesz mieć chwilę wytchnienia, ale nigdy nie możesz przestać się mieć na baczności.
Ogień, który strawił ich ciała wyrządził zbyt duże szkody by coś więcej z nich wyczytać. Idąc w kierunku Nerezzy i rozglądając się za jakimiś drobnymi poszlakami udało mu się dostrzec na ziemi pozostawione przez nich akty oskarżenia, które od razu zabrał ze sobą chcąc wyczytać z nich wszystko to co najistotniejsze.. Szybko zlokalizował coś, co wydawało mu się niesamowicie znajome, ale nie mógł zlokalizować w umyśle z jakiego okresu pochodzi to wspomnienie.
- Laudare... Benedicere... Preadicare... - Czytał pod nosem. - Rez... To po włosku oznacza Lode, benedire i predicare! - Powiedział podchodząc do niej chwilę po tym jak ta starała się spławić natrętną parkę z fotografem. - To jakieś pseudoreligijne motto.
Aiden znał trochę łacinę, głownie ze względu na to, że we Francji od zawsze panowało zafascynowanie się kulturą antyczną, a dodatkowo znał dwa języki z grupy romańskiej. Nigdy w życiu nie powiedziałby, że jest to jego język płynny, ale co nieco wiedział i teraz tylko to się liczyło.
Kiedy mieszkał w Rzymie prawie dwieście lat temu widział już kiedyś ten symbol, nawet bardzo dobrze. Wieczne miasto jak bardzo laickie teraz by nie było już na zawsze będzie przesiąknięte duchem wiary chrześcijańskiej. Ba! Znajduje się przecież tam katolickie państwo - Watykan, zatem nic więc dziwnego, że duch religii jest tam dość mocno odczuwalny. I to właśnie z tym miastem powoli Aiden łączył wątki. To tam widział ten symbol. Kiedy zdarzyło mu się tam mieszkać jego niewielkie mieszkanko znajdowało się w okolicach prawego brzegu Tybru, właśnie przy pewnym klasztorze nikogo innego jak Dominikanów.
- Psy Boga... - Rzucił w końcu łącząc fakty. Stał się nienaturalnie blady na twarzy, kiedy w końcu wszystkie wątki zostały ze sobą połączone. - To inkwizycja. - Jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Nie spodziewał się, że akurat ta, a nie inna organizacja ma zamiar wszystko zrujnować. To właśnie to ugrupowanie było odpowiedzialne za śmierć setek jak nie tysięcy niewinnych przyziemnych i czarowników z całego świata.
Uświadomił sobie także, że mając przy sobie akty oskarżenia może użyć magii tropiącej i bardziej bądź też mniej dokładnie zlokalizować, gdzie znajdują się nasi nieprzyjemni i nieproszeni goście. Może to pozwoli chociaż w minimalnym stopniu uzyskać odpowiedź, na jedno podstawowe pytanie: Dlaczego?
I have seen what the darkness does
Say goodbye to who I was

<img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/aLCztjS.giff" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/6Cxe0uv.gif" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/1rwpHMv.gif" class="foto">

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Każda projekcja jest iluzją, ale nie każda iluzja jest projekcją. Tym samym nie zawsze wszystko wychodzi tak, jak chciałby tego dany czarownik i dokładnie tak stało się w przypadku Nerezzy. Ukrywanie dziennie swoich widocznych dla osób postronnych znamion – oczu, kłów, języka, a także ukrycie miejsca egzekucji trojga z dzieci Lilith było wystarczającym utrudnieniem. Pomimo wyśmienitych zdolności z dziedziny projekcji nie udało się kobiecie w pełni okazać legitymacji policyjnej. Przeciwnie, Przyziemni zobaczyli jedynie złotą tarczę bez numerów i cech charakterystycznych, co w momencie odbiło się na ich twarzach. Widok broni u kobiety oraz lipnej odznaki wywołał na ich twarzach różne emocje. Od podejrzliwości do lęku i niepewności.
- Jest tu pani sama? Gdzie reszta zespołu? – Pan Młody wyraźnie nie zamierzał dostosować się do jej poleceń. Jednocześnie jedno z fotografów złapało za telefon, wybierając numer alarmowy. Wyraźnie sytuacja zaczynała wymykać się czarownicy z rąk.
Nieco inaczej wyglądało od strony Opal. Udało jej się osłonić twarz przed przykrymi konsekwencjami ze spotkania ze stadem ptaków. Przynajmniej wciąż będzie mogła piorunować spojrzeniem bez rozpraszania przesłuchiwanego bliznami na twarzy. Z drugiej strony, może takie blizny dodałyby więcej zadziorności brunetce? Może jednak warto następnym razem pozwolić szponom ptaków zahaczyć o delikatną skórę twarzy? Tak, czy inaczej, kobieta dobrze zrobiła ruszając w pościg za nieznajomym obserwatorem. Nie wiadomo co wiedział, zawsze mógł być przydatny. Wykorzystanie magii do uniesienia posadzki i potknięcia uciekiniera również było dobrym rozwiązaniem. Postać potknęła się i przewróciła, tracąc przy okazji jeden z butów. Pytanie czy kobieta zwróciła wcześniej uwagę na koślawy chód obserwatora? Teraz miała okazję dowiedzieć się o co chodziło. Postać odwróciła się na plecy i rakiem próbowała odsunąć się jak najdalej od Opal. Mężczyzna był przerażony, wpatrywał się szeroko otwartymi oczami w czarownicę i mógłby uchodzić za wystraszonego Przyziemnego, gdyby nie wyczuwalna magiczna aura, a także koźle kopyto wystające z nogawki spodni w miejscu, gdzie powinna być stopa.
- Z-zostaw m-m-mnie! N-nic n-nie wi-widział-łem! – zaczął się jąkać, wyciągając przed siebie dłonie i wyraźnie tworząc wokół siebie coś na wzór bariery magicznej, która miała go ochronić.
Przed czym? Na to prawdopodobnie powoli znajdywał odpowiedź sam Aiden. Akty oskarżeń, które trzymał w dłoniach blondyn zawierały kolejno opis tortur oraz pytania, jakie zadawano martwym czarownikom. Część pytań zdawała się być bez sensu, jak te o ilość inkubów zamieszkujących w ich ciałach. Wiadomym było, że żaden z nich nie był opętany przez demona, a z niego zrodzony. Jednak pojawiały się również pytania o wydanie innych czarowników. Akty oskarżeń kobiet nie zawierały żadnego znanego Aidenowi nazwiska, przynajmniej nie z York. Inaczej wyglądało z aktem oskarżenia Ericka. Z opisu jego tortur było widać, iż nad nim o wiele bardziej znęcali się oprawcy. Polewanie ciała alkoholem i następnie jego podpalenie, podtapianie, podwieszanie, kara kozła. Znalazło się tam również łamanie kołem, które widniało jako ostatnia z tortur. Wyraźnie nie zamierzali w ten sposób go zabić, a jedynie zmusić do mówienia. Poskutkowało. Pojawiły się nazwiska wydanych czarowników – Jonathan White, Opal Lengyel, Sigyn Ragnarsdóttir, Caranthir. Czy akt oskarżenia, zawierający nazwiska potencjalnych przyszłych ofiar, mógł być porzucony tu specjalnie? Ktoś zapomniał dokumentu, czy zostawiał im ślad? Na to raczej nie znajdą dodatkowych odpowiedzi. Rzucenie czaru tropiącego na akty nie przyniosło żadnego skutku. Wyraźnie wskazywało na ruiny Opactwa, w których się znajdowali. Ktoś najwyraźniej nie chciał być wytropiony.

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Chciała szybko i bezboleśnie załatwić sprawę z Przyziemnymi, próbując ich przegonić z tego miejsca, jednak, czego się można było spodziewać, ci nie myśleli o współpracy. Udawana policyjna odznaka nie wyszła do końca taka, jaka miała być, co w połączeniu z widocznym pistoletem odniosło skutek wręcz odwrotny od zamierzonego. Mimo tego, wiedźma postanowiła ciągnąć tę całą szopkę dalej, bo w końcu co innego jej zostało? Zawsze mogła po prostu spróbować pozbawić życia całą czwórkę, ale nie chciała tego robić – wydawało się jej to być naprawdę kiepskim pomysłem.
Zauważyła, że jeden z fotografów zaczyna coś robić ze swoim telefonem. Nie wiedziała, co planuje, ale była świadoma, że lepiej byłoby mu w tym przeszkodzić. Dlatego, gdy „chowała” swoją niby-odznakę z powrotem do tylnej kieszeni spodni, nie cofnęła ręki zza pleców. Lekkim ruchem dłoni, za pomocą telekinezy, chciała wytrącić mu telefon z ręki tak, by wyglądało to na zwykły wypadek. W końcu niech pierwszy rzuci kamieniem ten, komu nic nigdy się nie wyślizgnęło.
- Część ekipy jest już ze mną. – powiedziała, mając na myśli Opal i Aidena, którym w tej szopce przypadła rola techników czy innych ludzi, których można spotkać na miejscu zbrodni. – Reszta jest już w drodze i niedługo powinna tu być, więc bardzo proszę o opuszczenie miejsca zbrodni. Możecie państwo przez przypadek zetrzeć istotne dla śledztwa ślady. – dodała, starając się powstrzymać kłębiącą się w niej irytację. Wciąż próbowała sprawiać wrażenie profesjonalnej policjantki i odpowiedniej osoby na odpowiednim stanowisku. – Przypominam, że utrudnianie śledztwa jest karalne. – nie miało to zabrzmieć jak groźba, prędzej jako zwykłe stwierdzenie faktu i uzmysłowienie Przyziemnym, że mają do czynienia z policjantką. To, że fałszywą i udawaną, to już inna sprawa.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo