Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
Śniło jej się to już kilkukrotnie. Przemierzała las, a tak właściwie jego najdalsze i najbardziej oddalone od ziemskich osad tereny. Słońce wiszące nad koronami drzew nie było w stanie przebić się przez gęsty krzewostan, a drogi już dawno zniknęły na rzecz paproci i powalonych konarów, przez które musiała skakać lub przełazić pod nimi.
Czasami bywały wspomnienia tak smutne, tak ckliwe i przepełnione tęsknotą, że wypływały w momentach, w których logiczne myślenie nie było w stanie ich załagodzić i sprawić, że znikną. Sny właśnie były tymi momentami. Nie pozwalały zapomnieć. Albo śnił się jej Arthur, albo las i wolność o której marzyła Nadira.
Pierwsza myśl niestety nie była do odzyskania. Tracąc bezpowrotnie prawo do nazywania go miłością swojego życia, postanowiła zaspokoić chociaż duszę wilkołaka.
Las pachniał deszczem, który lał się z nieba od kilku dobrych dni. Dziewczyna szła powoli, nie spiesząc się i nie patrząc na to gdzie stąpa i jak bardzo nogi grzęzną jej w błocie. Ubrana jedynie w koszulkę i bluzę nie przejmowała się dreszczami, jakie powoli zaczynały targać jej ciało, czy gęsią skórką, która przykryła letnią opaleniznę wiedząc, że jeszcze chwila i zaraz nie będzie to istotne.
Wilk wewnątrz drobnej dziewczyny zaczął kręcić koła, wpatrując się niebieskimi ślepiami w teren, po którym być może za kilkanaście minut będzie mogła biegać. Od rozstania z Arthurem nie była na wolności, dlatego Hiddle nie dziwiło to, że coraz to bardziej się niecierpliwiła.
Kiedy znalazły się odpowiednio daleko od terenów miejskich, a las przerzedził się, przeistaczając w niewielką i otwartą polanę, Rachel wrzasnęła czując jak wilkołak powala ją na kolana a ból nasila się, rozrywając jej drobne ciało. Palce z impetem wbiły się w błotnistą ziemię, wyrywając przy okazji kępki brudnozielonej trawy. Oddech stał się szybki i przerywany, kiedy to kości zaczynały przemieszczać się pod skórą i formować kształt potwora drzemiącego w niej.

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Niedzielny wypad za miasto miał się stać ostatnią okazją tego lata do skorzystania z pogody. Choć już było przeraźliwie zimno, słońce postanowiło, jak się Arthurowi wydawało, rozpieścić mieszkańców Anglii ten jeden ostatni raz we wrześniu.
Niektórzy wspominali coś o zbieraniu grzybów w lesie, choć dla Arthura była to propozycja nie do przyjęcia - grzyby mógł co najwyżej zbierać w supermarkecie z półki. Inne jesienne dary lasu również go nie interesowały, co innego zapach, który podłapał biegnąć leśną ścieżką. Kojarzył mu się z czymś miłym i znajomym, a tęsknota, którą wywołał, kazała mu wejść w las i sprawdzić, z czym ma do czynienia...
Miał nadzieję, że zmysły nie płatają mu figla i nie trafi na coś mało przyjemnego. Kiedy wyszedł zza drzew i zobaczył kobietę na ziemi, przez moment nie miał pojęcia, co powinien zrobić.
Kobieta była w pewnym oddaleniu, ponadto zmylił go jasny kolor jej włosów.
- Przepraszam? Wszystko w porządku? - Zawołał z daleka, po czym zaczął ostrożnie zbliżać się do kobiety. Spodziewał się najgorszego. - Zadzwonię po pogotowie!

Conceal don't feel don't let them know
Let it go

Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
Kości strzelały jak znienawidzony przez Arthura popcorn w mikrofali, a z ust oprócz jęku bólu wydobył się cichy, ledwie słyszalny warkot.
Palce wryte w ziemię szarpnęły się, zbierając kępy trawy i pozostawiając sporej grubości wyżłobienie. Rachel spróbowała się podnieść, kiedy dotarło pytanie gdzieś za jej pleców. Chciała uciekać i ratować tego głupiego nieszczęśnika, który znalazł się w samym środku lasu oraz niebezpieczeństwa.
Zaciągnęła się powietrzem, gwałtownie i szybko, jednocześnie wdychając tak dobrze znany zapach, który jednocześnie był tym, za którym tęskniła najbardziej. Oczy rozszerzyły się, a ruchy przemiany spowolniły, zmuszając na krótką chwilę swojego wilczego towarzysza na to, aby się wycofał.
- WIEJ. - warknęła w jego stronę, odwracając głowę by upewnić się, że naprawdę była to najważniejsza osoba w całym jej życiu.
Wilkołak widząc swojego partnera zaskomlał żałośnie i naparł na dziewczynę, kiedy dotarło do niego, że wreszcie- po pięciu latach- pojawiła się okazja, aby się z Buckley’em przywitać.
Chwilę później coś rozerwało jej koszulkę, pojawiła się czarna sierść, a wilczyca stanęła na czterech łapach.
Otrzepała się i naprężyła mięśnie, chcąc je rozprostować, kierując pysk w kierunku mężczyzny. Ucho zastrzygło, kiedy to odwróciła się w jego stronę i w kilku susach znalazła się przy nim, kuląc ogon i dotykając nogawki jego spodni. Parsknęła kilkukrotnie, układając się tuż obok niego, przechylając na bok i odsłaniając puchaty brzuszek.

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
WIEJ
W pierwszym momencie Arthur chciał zerwać się do biegu i zniknąć, tak jak poleciła mu kobieta. Kiedy spiął już mięśnie i tylko ułamki sekund dzieliły go od wzięcia nogi za pas, dostrzegł, że to nie jakaś obca istota na leśnej polanie, ale jego Ray.
Z przerażoną miną patrzył, jak dziewczyną targa instynkt, a następnie bestia pokonuje ludzką powłokę i wychodzi na zewnątrz.
Nie był w stanie ruszyć choćby jednym mięśniem. Czuł, że jego stopy jakby przyrosły do ściółki, nie pozwalając przemieścić się nawet o milimetr. I choć Arthurowi zdarzało się widzieć członków stada, którzy przemieniali się w swoją wilczą formę, widok kobiety, która do niedawna była jego towarzyszką życia sprawił, że Arthur kompletnie spanikował.
- Nie możesz tak robić, Rachel! - Krzyknął na nią, gdy pod postacią wilka zbliżała się ku jego nogom. - Nie możesz! - Zawołał nieco wyższym głosem.
Musisz wziąć się w garść, Arthurze, pomyślał. Gęste futro wilczycy zachęcało, by zatopić w nim dłonie... dla pewności schował je za plecy.
- Co ty sobie wyobrażasz?! - Ciągnął dalej swój wywód. Wydawało się, że ptaki w najbliższej okolicy ucichły, by przysłuchać się słowom wzburzonego wilkołaka. - Jeśli ukrywałaś to przez tyle lat, teraz nie możesz pokazywać mi się w takim stanie! Nie wiesz, co to oznacza! Zmieniaj się, Rachel, natychmiast!
Gdyby mógł, złapałby ją za ramię i doprowadził do porządku. Przez emocje poczerwieniał na twarzy.
- Wracamy do Yorku, odstawię cię do domu! Nigdy więcej masz nie pokazywać się tak nikomu! To niebezpieczne, rozumiesz mnie?! Rozumiesz?!

Conceal don't feel don't let them know
Let it go

Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
Wilczyca przechyliła łeb delikatnie w bok, przyglądając mu się z zainteresowaniem. Czego nie mogła robić? Dlaczego nagle zaczął na nią krzyczeć i się czerwienić?
Ogon machnął nerwowo, a z pyska wydobyło się ciche skomlenie, jakby zamierzała mu odpowiedzieć.
Uszy opadły do tyłu, kiedy to zaczęła się tarzać i zbierać na gęstą sierść kolejne tumany igieł i liści, jakie spadały z powodu nadchodzącej jesieni.
Wilk wyraźnie cieszył się, że wreszcie mógł się przywitać z mężczyzną, dlatego niewiele robiąc sobie z jego krzyków dźwignęła się na łapy i trąciła mokrym nosem jego łydkę.
No dotknij mnie!, zdawała się mówić, wsuwając łeb między jego nogi i popiskując. Nie tylko czarnowłosy potwór spragniony był jego dotyku i bliskości, ale rownież i dziewczyna kryjąca się gdzieś pod gęstym futrem. Nie zorientowała się, że Buckley nic sobie nie zrobił z tego, że przeistoczyła się w potwora, że zamiast spanikować czy się wystraszyć ten zaczął po prostu prawić jej umoralniające wywody.

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Wilczyca nie rozumiała. Czyżby bestia przysłoniła rozsądek Rachel? Czy może jego była narzeczona nigdy przesadnym rozsądkiem się nie wykazywała?
- Nie! Stój!
Arthur odzyskał czucie w nogach. Gdy tylko wilk postanowił go dotknąć, odsunął się o dwa długie kroki. Chyba tylko cudem nie potknął się o trawę i inną roślinność lasu.
- Przestań! - Polecił wilkowi po raz kolejny.
Zaczęło do niego dochodzić, kim jest Rachel i co to oznacza. Pozwolił jej odejść, ponieważ obawiał się o jej bezpieczeństwo. Chciał, by Rachel pozostawała zwykłym człowiekiem w zwykłym ludzkim świecie, wolnym od wilkołaków, skrzydlatych kobiet i całej reszty magicznego stworzenia... Chciał, by była bezpieczna w swoim świecie bez Arthura Buckleya, tymczasem sama była zatopiona w magii po same wlochate uszy! Oznaczało to, że jej zapach, który Arthur wyłapywał w siedzibie Kierana, nie był tylko złudzeniem.
- Nie dotykaj mnie!
Zastanowił się, co powinien zrobić. Granie nieświadomego księgowego byłoby mu na rękę... Ale spalił swoją przykrywkę w momencie, gdy nie uciekł z krzykiem. Dopiero doszło do niego, że gdyby Rachel chciała, mógłby łatwo rozerwać mu krtań.
- Będę rozmawiał z Rachel albo wcale! Wracam do miasta, Rachel! - Zagroził. - Rozumiem, że poradzisz sobie beze mnie!

Conceal don't feel don't let them know
Let it go

Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
Wilczyca zaskomlała żałośnie, widząc jak mężczyzna cofa się od niej, odgraża się i wymachuje rękoma jakby była jakimś potworem, którego się brzydzi. Stanęła na czterech łapach, garbiąc się i podkulając włochaty ogon pod spód. Spuściła łeb, przez kilka długich sekund gapiąc się na wilgotną trawę. Błękitne oczy wpatrywały się jak rosa oprószyła zeschnięte łodyżki i zbijała się w coraz to większe, bardziej przypominające deszczowe, krople.
Nie dotykaj mnie!, odbiło się echem od wilkołaczego łba i ugrzęzło gdzieś na jego tyle, dotykając nie tylko zwierzęcej formy, ale i przede wszystkim tę drugą, kobiecą. Coś zakuło ją w klatce piersiowej, zapewne w bardzo podobny sposób jak ten, który dosięgnął i jej narzeczonego, kiedy wyznała mu, że już więcej nie jest jej potrzebny. Ból, który docierał do niego za każdym razem, kiedy coś mu o niej przypominało, tym razem uderzył w nią z taką siłą, że miała ochotę skulić się i już nigdy więcej nie podnieść na nogi.
Wilk uniósł łeb, rzucając mężczyźnie długie, pełne niezrozumienia cierpienia. Naprawdę już jej nie chciał? Przecież teraz, kiedy wiedział o jej drugiej naturze wszystko mogło się ułożyć. Teraz, kiedy wreszcie się pokazała i ten nie uciekł z krzykiem wszystko mogło być tak jak dawniej, nie licząc pełni. Zwłaszcza, że... Nadira pociągnęła nosem orientując się z zadowoleniem, że nie tylko ona miała sekret, który chciała ukrywać. Przyjemne wilcze piżmo roznosiło się bardzo blisko byłego partnera, tak jakby było z nim scalone. Chmurne spojrzenie lekko pojaśniało i zdawać by się mogło, że pysk czarnej wykrzywił się w uśmiechu. Już teraz wiadomym było dlaczego tak powściągliwa była wśród obcych, a przy nim pragnęła się pokazać.
W jej oczach pojawił się wyrzut, mówiący o tym, że doskonale zdają sobie sprawę z tego kim był. Wilczyca wewnątrz niej nie zamierzała jednak odpuścić. Machnęła ogonkiem i po raz kolejny przystąpiła do ataku, który polegał na złapaniu jego nogawki w zęby i stanowczym pociągnięciu w swoją stronę.

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Gdyby ktoś patrzył z boku, dostrzegłby mężczyznę odgrażającego się do bardzo dużego psa lub małego wilka. Fakt, że byli w środku lasu, a pies skomlał, na pewno nie zadziałałby dobrze na rzecz Arthura. Pozostawało być wdzięcznym losowi, że w środku lasu nikt nie mógł ich nakryć. A jednak coś pchnęło ich ku sobie po raz kolejny. Być może przeznaczenie, a być może zwykła złośliwość kolei losu, która kazała im spotkać się na kompletnym odludziu i zmierzyć z własnymi demonami.
- Wiem, jaki jest dzisiaj dzień, ale to nie ma żadnego znaczenia! - Ofukał futrzastą kulkę. Skoro on radził sobie z pełnią, każdy mógł!
Arthur odwrócił wzrok. Przysiągł sobie, że już nigdy żadne spojrzenia nie zmuszą go do niczego (co było oczywiście kompletną bzdurą, bo uległość miał we krwi). Po tym, jak Rachel potrafiła zmusić go do wszystkiego jedną smutną minką, wiedział, że nie może pozwolić, by coś takiego zrobił ktokolwiek inny. Nawet ta sama Rachel w nieco innej formie.
Panika mężczyzny powoli przeradzała się w złość.
- Mogłaś mi powiedzieć! Myślisz, że nie wiem, czym jesteś?! - Modlił się, by Ray nie domyśliła się, że on również dzieli jej brzemię. - Nie zbliżaj się! - Krzyknął po raz kolejny, cofając się o kolejny krok...
Potknął się o kępę trawy i padł na plecy.

Conceal don't feel don't let them know
Let it go

Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
Wilczyca nie patrzyła na to wszystko w ten sposób. Nie interesowało jej to, że to właśnie dziś była pełnia, choć zapewne miało to wpływ na jej rozemocjonowanie. Kiedy tylko w głowie Rachel pojawiła się myśl, że chciałaby pójść do lasu, ta wkradła się niepostrzeżenie i nacisnęła na to, aby faktycznie to zrobić.
Być może i obie tego pragnęły. Wilk chciał wolności, podczas kiedy jego ludzka nosicielka potrzebowała choć trochę odetchnąć i zaznać spokoju. Oczyścić umysł ze wszystkich zbędnych dywagacji i choć raz poczuć w nim przyjemną pustkę.
Czarny łeb przekrzywił się nieznacznie w lewą stronę, kiedy to Art zaczął krzyczeć. Błękitne ślepia przyglądały mu się z zainteresowaniem, tylko na moment wznosząc się w górę by ocenić ile jeszcze zostało do wzniesienia się księżyca w górę. Machnęła ogonem, zmiatając przy okazji kilka luźno leżących patyków i ponownie skierowała się w jego stronę. Łapy niezwykle gładko przeskakiwały większe odległości nie wydając przy tym żadnych dźwięków, a paszcza rozchyliła się tylko po to, by po raz kolejny dać upust podnieceniu i zaskomleć żałośnie.
Znowu go dopadła, mając jedynie nadzieję, że i on wreszcie postanowi zrzucić z siebie ludzką skórę i przemienić się w jej pobratymca oraz partnera. Wilkołak niewiele robił sobie z wrzasków mężczyzny, wykorzystując jego upadek. Od razu znalazła się przy nim, układając wielki łeb na jego klatce piersiowej. Przez chwilę leżała bez ruchu, po czym z mrukiem przypominającym ten koci, wsunęła się cała, wciskając mokry nos w jego szyję. Ogon poruszył się w zadowoleniu, a mokry język przejechał po męskim zaroście w czułym i radosnym geście, że wreszcie go widzi.

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Pierwszym typowo ludzkim odruchem Arthura był strach, gdy wilk w paru susach zbliżył się i znalazł nad nim. Zwierzę było silniejsze, zwinniejsze, zdecydowanie bardziej groźne ze swoim zestawem ostrych kłów, stworzonych do rozszarpywania gardeł zwierzyny takiej jak on. Przez moment czuł, jak wilk w jego wnętrzu szarpie się, chcąc wyjść na zewnątrz i przywitać się z przyjaciółką. Arthur wiedział, że to wina zbliżającej się pełni. Wiedział również, że za żadne skarby świata nie może ulec pokusie. Rodzice nie po to wymuszali na nim kontrolę nad bestią, by ulegał przy byle okazji.
Serce zamarło w nim na moment, gdy wilk ułożył łeb na jego klatce piersiowej.
Buckley musiał odpuścić złości i strachu, gdy w swojej wilczej formie Ray okazała się tak kochana i urocza, jak i w ludzkiej. Nie powstrzymał dłoni, które zatopiły się w puszystej sierści na karku stworzenia.
- Już, już! Przestań..! - Poprosił, jednak bez złości, odchylając głowę, by uciec przed jęzorem.

Conceal don't feel don't let them know
Let it go

Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
W jej rodzinie również kładli nacisk na kontrolowanie swojej wewnętrznej bestii, chociaż w przeciwieństwie do rodziny narzeczonego, w jej bycie potworem napawało ich najprawdziwszą dumą. Nie uważano, że te drzemiące w nich stwory były wynaturzeniem, a darem i możliwością bycia kimś więcej niż tylko człowiekiem. Dlatego po przemianie poddawali się swoim dzikim instynktom, ludzką formą odpływając gdzieś w niebyt i obserwując świat zupełnie innymi oczami.
Rachel była najłagodniejszym wilkiem w stadzie, niekiedy nieświadomie zachowując się jak omega, którą przez wzgląd na to, że Alfą był jej ojciec, sama być nie mogła. Wilkołaki w watasze obawiały się unieść chociażby wargę na czarną wilczycę, albowiem gdyby to zrobiły, tak z pewnością szybko napotkałyby się z gniewem olbrzymiego, białego basiora jakim był Joseph.
Do czułych uszu bez większych kłopotów dotarło to, że serce mężczyzny przyspieszyło, kiedy znalazła się w jego pobliżu. Ucho drgnęło ledwie zauważalnie, kiedy to wyłapała porównanie do zająca, który zastanawiał się czy zaraz nie zostanie przypadkiem rozszarpany.
Czując na sobie męską dłoń, z pyska samicy wydobył się pomruk zadowolenia, a oczy na moment zniknęły pod powiekami. Parsknęła krótko, starając się wpełznąć na niego całym swoim ciałem, jednocześnie nie zamierzając odpuszczać. Nos przesunął się z szyi na kilkudniowy zarost, a potem na policzek i ucho. Mógł usłyszeć jak wilk bierze głęboki wdech, a później wzdycha miękko, jakby właśnie tego mu najbardziej brakowało.
Ogon poruszał się leniwie to w lewą, to w prawą stronę na znak cichego zadowolenia, że tutaj był.
W tej chwili i jedna i druga sylwetka kobiety odczuła wyraźną ulgę. Tak jakby ponownie udało im się odnaleźć brakującą część siebie.
Coś strzyknęło jej w karku, a chwilę później w klatce piersiowej i ucichło, pozwalając jeszcze pozostać sobie w takiej, a nie innej formie.
Nos nacisnął delikatnie na policzek, prosząc go o to, aby i on ten jeden, jedyny raz odpuścił i pozwolił sobie na odrobinę dzikości.

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Futro wilka było miękkie i ciepłe. Arthur mimowolnie szukał porównania z włosami Rachel, nie stwierdził jednak podobieństw. W niczym mu to nie przeszkodziło. Starał się myśleć o stworzeniu, które przymilało się do niego, jako o bardzo dużym psie, nie byłej narzeczonej, która przemieniła się w bestię. Nie mógł dopuścić do siebie myśli, że Rachel dzieli z nim los wilkołaka - z punktu widzenia Arthura rozeszli się głównie przez klątwę. Nie walczył o związek wiedząc, że w ten sposób Rachel będzie bezpieczna... Okazywało się jednak, że Ray potrafi zadbać doskonale sama o siebie.
Arthur nie mógł wypuścić bestii, nawet jeśli bardzo chciał. Nie miał pojęcia, jak Rachel zareagowałaby na jego wilczą formę. Poza tym, bestia go przygniatała do ściółki i nie wydawało się, by była zadowolona, gdyby Arthur chciał ją choćby przesunąć. Nie dało się jednak ukryć, że wilk, choć ciepły, miękki i miły, był diabelnie ciężki.
- Wystarczy, Ray. - Poprosił.

Conceal don't feel don't let them know
Let it go

Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
- Wystarczy, Ray.- wilk podniósł łeb, aby przyjrzeć się jego twarzy, po czym posłusznie podniósł się na wszystkie łapy i otrzepał. Mężczyzna z pewnością poczuć mógł wyraźną ulgę, kiedy to sposób oddychania stał się luźniejszy, a ścisk na klatce piersiowej zelżał i finalnie zniknął całkowicie.
Po raz kolejny coś trzasnęło w ciele zwierzęcia, tym razem znacznie głośniej i intensywniej.
Samica potrząsnęła łbem, tuląc uszy i unosząc przednią z łap w górę, która wyraźnie zaczynała wygładzać się i pozbywać tak licznej ilości futra. Najwyraźniej wolała, aby dwoje ludzi mogło stanąć przed sobą i twarzą w twarz wylać na siebie wszystkie gorzkie żale, jakie trzymały ich zranione dusze.
O ile widok przemieniającego się człowieka w wilkołaka był długi i przerażający, tak powrót do swojej pierwotnej postaci trwał zaledwie chwilę i był znacznie mniej bolesny niż odwrotnie.
Kości przemieszczały się szybko i sprawnie formując dobrze znaną mu, chudą postać byłej narzeczonej, której jedyną różnicą w wyglądzie był kolor włosów. Błękit jej oczu ponownie omiótł jego twarz, a drobne kobiece dłonie zacisnęły się na nadgarstku, tym razem blokując go przed ewentualną ucieczką.
Mógł poczuć jak przez skórę pierw przemyka się lekkie mrowienie, które formuje się w emocje. Emocje, które z pewnością nie należały do niego. Taniec dwóch całkowicie skrajnych uczuć, jakimi była złość oraz przerażenie, wlewało się w mężczyznę, podczas gdy z jej ust nie wydobyło się nawet słowo.
Blada skóra oblepiona była kroplami rosy i deszczu, gdzieniegdzie dostrzec można było błękitne przebłyski żył, jakby oklejona była kalką, a nie ochraniającą ją i równie kruchą łupiną.
Nie miała pojęcia co też mogłaby mu powiedzieć. Zacząć na niego wrzeszczeć tylko dlatego, że zrobił dokładnie to samo co ona; że nie odezwał się słowem o swoim drugim obliczu, pragnąc ją tylko ochronić? A może zacząć go po prostu przepraszać i błagać o wybaczenie? Nie. Nie zrobiła żadnej z tych rzeczy, zamiast tego, przysuwając się w jego stronę i tak jak uprzednio wilkołak, tak i ona postanowiła na niego się wsunąć.
Niepewnie, aczkolwiek szybko usiadła na nim, zaciskając palce na przegubie jego nadgarstka w ten sposób, że nie mógł się wyrwać.
Uważnie spoglądała na niego, jakby doszukując się czegoś nowego, jakby chciała upewnić się, że miała styczność z dokładnie tym samym Arthurem, co jeszcze kilka miesięcy temu.
Niepewnie pochyliła się w pobliże jego twarzy, by tak jak wcześniej Nadira, tak i ona mogła przejechać nosem po szorstkim włosiu na jego policzkach i zaraz skryć się między jego szyją a ramieniem.

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Arthur zamierzał podnieść się do siadu, gdy tylko wilk postanowił z niego zejść. Mógł obejrzeć zwierzę w całej okazałości i przyznać przed sobą, jak wspaniałym, majestatycznym stworzeniem było. Im dłużej patrzył, tym bardziej narastała w nim niezręczność - jakim cudem ta bestia mogłaby być jego drobną, słabą Rachel?
Wolał nie patrzeć, gdy dziewczyna przybierała swoją ludzką postać. Wciąż wypierał świadomość, jakoby Ray miała być wilkołakiem. To było niemożliwe! Dlaczego rodzice niczego mu nie powiedzieli? Musieli przecież wiedzieć wcześniej... Jako bardziej doświadczone wilkołaki musieli dostrzec, kim jest przyszła synowa. Kogo chcieli chronić, gdy postanowili zataić prawdę?
Zawiesił spojrzenie na Rachel, gdy stanęła przed nim już jako człowiek. Nie umknęła mu zmiana koloru włosów, choć naturalnym, samczym instynktem jego wzrok przemknął po jej twarzy, by zatrzymać się na drobnych piersiach. Spuścił głowę, nim jego wzrok zawędrował dalej.
- Ubierz się, Rachel. Poczekaj... - Arthur zamierzał wyplątać się z bluzy, przez upadek oblepionej suchą trawą, liśćmi i igiełkami sosny, jednak drobna dłoń dziewczyny na jego nadgarstku powstrzymała go. Czuł jej rozżalenie, nie potrafił jednak powiedzieć, czy bardziej chce ją przeprosić i wszystko wyjaśnić, czy zareagować tym samym. Słowa pełne wyrzutów cisnęły się na jego usta, żadne jednak ich nie opuściło.
Nie oponował, gdy postanowiła przytulić się tak, jak za dawnych czasów. Nie mógł okłamywać samego siebie - tęsknił za nią.
- Zabiorę cię do Yorku. - Obiecał miękkim głosem. Choć dziewczyna przytuliła się i mógł poczuć jej znajomy zapach, nie wykonał choćby najmniejszego ruchu, by ją objąć. Nie była już wilczycą, która szuka bliskości, a jedynie kobietą, która go porzuciła. Nie mógł ulec przy pierwszej próbie odnalezienia czułości w jego ramionach.

Conceal don't feel don't let them know
Let it go

Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
Nagość nie była im obca. Mieszając się z naturą i licznymi przemianami musieli przywyknąć do tego, że była ich częścią. Oprócz tego, widywali się często bez ubrań. Nie tylko podczas miłosnych uniesień, ale także podczas wspólnych kąpieli, czy przebierania się w pokoju. Nie przeszkadzało jej to, że jego wzrok wodził po jej ciele, w końcu w przeciągu pięciu lat zdążyła do tego przywyknąć, tak jak i do tego, że wraz ze wzrokiem po jej ciele przesuwały się również i ręce.
Nagła pustka tego drugiego sprawiła, że coś się w niej skurczyło, a żal ponownie rozlał się po organizmie przemieszczając między palcami wprost do umysłu Arthura.
Zastanawiała się dlaczego tak jak i jego rodzina, tak i jej nie wspomniała nawet słowem o tym kim byli Buckleyowie, dlaczego żadne z nich nie wspomniało o tym, że w jego żyłach płynęła ta sama klątwa co w nich. Nie rozumiała tego, nie rozumiała dlaczego jej ojciec tak bardzo przeciwstawiał się temu związkowi, choć jako bardziej doświadczony wilk wiedział kim był Art i pozostali członkowie jego stada.
Miała żal do siebie, że słowo nie, jakie padło z ust jej Alfy uznała za pewnik i odtrącała wszelkie możliwe sygnały, że był dokładnie tą samą kreaturą, co ona. To jak unikał srebra i jak stawał się odrobinę bardziej nadpobudliwy, kiedy zbliżała się pełnia, ale przede wszystkim jak ignorowała fakt, że jej wilczyca doskonale wiedziała kim był i wymuszała na niej ujawnienie prawdy, tylko po to, aby tej dwójce żyło się lepiej. Bez żadnych dodatkowych sekretów.
Rachel odsunęła się od niego z niechęcią, jednocześnie wyczuwając, że nie miał najmniejszej ochoty na to, aby go obłapiała.
Mógł dostrzec, że ucieka wzrokiem w bok, a policzek zagryza się od środka - tak jak zwykła robić to za każdym razem, kiedy w jej głowie tworzyły się nieznane mu plany.
- Dobrze.- odparła jedynie, otulając się rękomai pocierając chude ramiona, na których to powoli wstępowała gęsia skórka.
Nadira, która przed chwilą skryła się wewnątrz ludzkiej skorupy tylko stuliła uszy, zirytowana milczeniem dwojga partnerów. Udawanie, że im na sobie nie zależy oraz jakby się nigdy wzajemnie nie skrzywdzili nie było jej na rękę. Miała jednak nadzieję, że nie zakończy się to rozdzieleniem dwójki i być może coś z tego będzie.
Hiddle uniosła dłoń do twarzy i przetarła ją, czując wyraźne zmęczenie.
- Pokażę ci drogę, Art.- dodała nieco ciszej, zdając sobie sprawę z tego, że jeszcze nigdy nie był w jej rodzinnym domu.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo