Tequila Blauerwasser

10 lat


140 cm

"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Ledwo wyszła z gabinetu lekarskiego a już po kilku godzinach miała stawić się na kolejnych badaniach ale po co? Czego oni od niej chcieli? Czy to przez te skrzydła? A może zrobiła Gabrielowi krzywdę i zostanie ukarana? Spanikowana nie wiedziała jak się ma zachować i co zrobić. Zjadła na szybkiego batonika czekoladowego i dojadając jeszcze słodkość zapukała do gabinetu. Przełknęła by nie mówić z pełną buzią i wślizgnęła się do środka.
- Przepraszam...miałam przyjść.
Odezwała się nieśmiało od progu stojąc nadal przy drzwiach. Tutaj było nieco inaczej. Bardziej...przytulnie. Nie było żadnych sprzętów, które mogłyby spowodować, że zaczęłaby się bać. Przyjrzała się niepewnie siedzącej postaci za biurkiem czekając na pozwolenie wejścia dalej, albo wyproszenia jej z gabinetu.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Pukanie wyrwało kobietę z pracy papierkowej. Podniosła głowę wbijając spojrzenie w drzwi.
— Proszę. — Zawołała, pozwalając tym samym Tequili wejść do przytulnego gabinetu pomalowanego na kolor kawy z mlekiem¹. Pomieszczenie było naprawdę przytulne, specjalnie na przybycie Tequili został w pomieszczeniu umieszczony olbrzymi pluszak. Kobieta, na pierwszy rzut oka miała około 30 lat. Ciemne loki rozpuszczone w burzę, której nie dało się ujarzmić. Szare oczy patrzyły ciepło na dziewczynkę, a pociągnięte pomarańczowo-brązowo-różowawą szminką usta ułożyły się w miły dla oka uśmiech. Sylwetka wskazywała na kobietę drobną, o dziewczęcej figurze. Tequila nie widziała jednak bujnych bioder pani psychiatry, bowiem ta siedziała za biurkiem, które ją przesłaniało od talii w dół. Ubrana była w odcienie brązu, chcąc dzisiaj przede wszystkim sprawić, żeby dziewczynka poczuła się przy niej bezpiecznie i chciała z nią porozmawiać.
— Wejdź do środka. Tequila, tak? — Zaprosiła blondyneczkę i upewniła się, że to na pewno dziewczę, które miało dzisiaj mieć z nią sesję.
— Usiądź, proszę. Nazywam się Malie Lovelace, chciałabym z Tobą chwilę porozmawiać, dobrze? — Wskazała przy swojej prośbie fotel przed nią. Chciała dać dziecku wybór. Nie, żeby dziewczynka go miała, musiała przejść badania psychiatryczne, jednak był to zabieg typowo, żeby dodać dziewczynce odrobinę pewności siebie, jak i zobaczyć, jak zareaguje na takie traktowanie. Odpowiednio do swojego wieku, czy może jednak nie do końca?
____________________
¹ Z badań wynika, że jeśli psychiatra/psycholog pomaluje ściany na kolor kawy z mlekiem i sam ubierze się na brązowo, pacjent powie mu więcej, niż by chciał. Podyktowane jest to tym, że dziecko w okresie prenatalnym, w nocy widzi taki brąz i czuje się wtedy bezpiecznie.

Tequila Blauerwasser

10 lat


140 cm

"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Gdy weszła do środka rozejrzała się dookoła. Ściany miały ładny kolor, nie to co w salach gdzie jest wielka sterylka. Tutaj były takie...słodkie, łagodne? Tak, można to tak ująć. Na pytanie kobiety potwierdziła głową i podeszła bliżej i usiadła na miejscu.
- Dobrze proszę Pani.
Uśmiechnęła się nieco niepewnie. Na maskotkę nie zareagowała, mimo że miała kilka takowych w pokoju, który dzieliła z Darionem. Nie mniej nie bawiła się nimi, nie przytulała wiedząc, jak tato Jeff nie znosił takiego zachowania. Uważał, że skoro ma stać się Nefilim musi zostawić zabawki na boku. Tak też robiła. Odtrąciła zabawki i skupiała się na czymś zupełnie innym.
- Czy jestem tutaj przez to, że wystraszyłam Panią lekarz skrzydłami? Ja nie chciałam...naprawdę. Nie umiem jeszcze nad nimi panować. Nie chciałam nikogo wystraszyć. Miałam tylko nadzieję...że....że...że ktoś mi powie co się dzieje.
Wydukała w końcu opuszczając wzrok. Spięła mięśnie, siedziała niemal jak na szpilkach.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Malie, mimo ciepłego spojrzenia i uśmiechu wyłapywała każdy najmniejszy gest i emocję, żeby móc je przeanalizować. Tequila nie bez powodu miała się tutaj stawić. Do tego zachowanie, brak reakcji na misia, który jednak był dla dziecka w tym wieku czymś, co powinno jednak dziewczynę zainteresować. Malie ogółem była zdania, że dla prawidłowego rozwoju dziecka trzeba było pozwolić mu na zabawę w jego czasie wolnym, jednak z uwzględnieniem tego, że dziecko nie może się w tej zabawie zatracić i musi odbywać treningi. Dla kobiety po prostu dziecięca zabawa, czy tulenie się do misiów wydawało się czymś, co pomaga im ustabilizować emocje, odetchnąć od ciągłej rutyny. Brak reakcji był dla niej po prostu nieoczekiwany i niezbyt dobrze oceniany. W końcu... nawet nefilim musieli czasem odpocząć, zająć się sobą i swoimi sprawami, czy hobby.
— Nie, dziecinko, to nie z tego powodu. Chciałam z Tobą porozmawiać o Twoim tacie oraz nowym opiekunie. — Starała się uspokoić dziewczynkę, mówiąc do niej cały czas łagodnie, bez podnoszenia głosu. Nie dawała jej powodów do obaw, chciała zaskarbić sobie jej zaufanie. W końcu, miała ocenić jej stan psychiczny.
— Najpierw może jednak powiedz mi, co chciałabyś wiedzieć? Pytaj o co chcesz i rozwiejmy Twoje wątpliwości, bo widzę, że nimi bardzo się martwisz i stresujesz. — Dla spokojniejszej rozmowy i rozluźnienia dziewczynki, uznała, że najpierw muszą rozwiązać jej problem i odjąć jej jedno ze źródeł stresu, które mogłoby zaburzyć ocenę psychologiczną dziecka. Później przejdą do sprawy, przez którą została tutaj wysłana.

Tequila Blauerwasser

10 lat


140 cm

"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Wysłuchała kobiety w milczeniu. Chciała mówić o tacie i Darionie. O tacie mogła nieco powiedzieć, ale o Darionie. Znała go zaledwie tyle co nic. No ale, jeśli będzie miała jak pomóc czemu nie. Niestety dziewczynka nie zareagowała na maskotkę bo wpojone przez ojca zasady, że uczucia są dla miękkich osób, że płacz czy tulenie się do maskotek to oznaka słabości postanowiła odrzucić od siebie to wszystko. Co innego, że w pokoju pod łóżkiem ukrywa swoją ulubioną poduszkę, zniszczoną, potarganą ale to ona była jej "misiem" spełniała zadanie "niewidzialnego przyjaciela", czy w ogóle przyjaciela. Stała się jej częścią wieczorami gdzie nikt jej nie widzi. Ale zabawki...nie, nigdy nie miała zabawek i szczerze...nie umiałaby się nimi bawić.
- No bo...jak wyzdrowiałam po tej dziwnej chorobie co wszystkich męczyła...pojawiły się. Nie wiem skąd, po prostu. Myślałam, że to tylko chwilowe, że coś ze mną się dzieje ale chyba nie...myślałam, że to kara, że nie chciałam zostać z mamą, że unikam jej...ale przecież nie mogę być z nią. No i to uczucie...wie Pani, jak skrzydła już są...jak kogoś dotknę...to uczucie jest takie...przyjemne. Miłe.
Przyznała zakłopotana. Nie chciała do tego się przyznać, ale naprawdę czuła się nieziemsko. Nie miała pytań, nie miała pojęcia o co w ogóle mogłaby pytać.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Skoro dziewczynka wspomniała o matce, to zapewne i o nią Malie trochę wypyta, jeśli Tequila będzie skłonna do rozmowy. W końcu, nie zamierzała jej do niczego zmuszać. Nie po to tu była, żeby dokładać jej zmartwień i stresu, a żeby jakoś logicznie określić, w jakim jest stanie.
Widząc, że dziewczę nie zostało dalej przez nikogo uświadomione Malie zapisała sobie jakąś notatkę na kartce leżącej przed nią i uśmiechnęła się ciepło do dziecka. Trzeba było naprawić braki w wiedzy dziewczynki. Jak to możliwe, że przez tyle czasu nikt jej nic nie wytłumaczył? Jak w takim razie wyglądała jej dotychczasowa nauka? Póki co jednak, podejrzewając, że jednak zleci im trochę więcej czasu, niż początkowo zakładała, kobieta otworzyła jedną z szafek i wyciągnęła puszkę, którą otworzyła i położyła na stole, trochę bliżej krawędzi, po której siedziała Tequila, gestem zachęcając dziewczynkę do poczęstowania się, zanim zacznie dłuższy wywód.
— Te skrzydła to dar. Nie są niczym chwilowym, nie są żadnym defektem, ani tym bardziej nie są żadną karą, są czymś, z czego możesz być dumna. Skrzydła są oznaką, że jesteś w stanie przybrać anielską formę. Dotychczas zauważono, że nefilim, którzy to potrafią, mają trochę silniejsze niż normalnie atuty fizyczne, takie jak siła, zręczność, szybkość, czy zwinność. Zaobserwowano również, że nefilim w tej formie nie są wrażliwi na ataki normalnej broni, za to już demoniczna broń i magia potrafią takiego łowcę dosyć dotkliwie zranić. Barwa skrzydeł jest zależna od łaski, jaką władasz, a tym samym od tego, jakie działanie mogą mieć w pełnej formie. Aktualnie istnieją ich cztery typy. Przedstawię Ci je teraz pokrótce:
  • Skrzydła koloru białego oznaczają, że nefilim ma łaskę światła i pozwalają korzystać z anielskiego światła, które rozproszy każdy mrok, może oślepić każdego, oraz odstrasza demony. Światło to może również spopielić pomniejsze demony, poważnie rani słabe demony, odpycha, oślepia i mocno rani średnie demony oraz odpycha i dezorientuje silne demony.

  • Skrzydła koloru złotego oznaczają, że nefilim ma łaskę życia i pozwalają wyleczyć każdą ranę, włącznie z tymi śmiertelnymi. Po zaleczonych w ten sposób ranach nie pozostają nawet blizny. Łaska życia użyta na nieumarłych i demonach - rani je.

  • Skrzydła koloru srebrnego oznaczają, że nefilim ma łaskę siły i pozwalają na otoczenie jednej osoby tarczą z piór wystrzelonych bezpośrednio ze skrzydeł. Chronią one przez jakiś czas przed wszelkimi atakami fizycznymi i magią ofensywną. Srebrne skrzydła, nawet w niepełnej formie są o wiele bardziej wytrzymałe i doskonale pałnią rolę tarczy osobistej, mogą również zadawać rany kłute.

  • Skrzydła koloru czarnego oznaczają, że nefilim ma łaskę śmierci i pozwalają stopniowo wysysać siłę witalną osoby, której bezpośrednio dotkniesz. Dotyk takiego nefilim nikogo nie zabije, jednak może poważnie osłabić. Zabrana w ten sposób energia pomaga właścicielowi czarnych skrzydeł uleczyć siebie i tylko siebie ze wszelkich obrażeń. —
Spokojny głos przedstawiał Tequili fakty, co przerodziło się w swego rodzaju mały wykład na temat skrzydeł i ich różnych umiejętności. Jeśli dziewczynka miała po tym jakieś pytania, to Malie jak najbardziej chętnie odpowiedziałaby jej na nie, jeśli tylko zechce je zadać.

Tequila Blauerwasser

10 lat


140 cm

"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Teq obserwowała uważnie każdy krok, każdy gest kobiety. Gdy wyciągnęła puszkę i postawiła ją przed dziewczynką, ta niepewnie zerknęła do środka i poczęstowała się zawartością.
- Dziękuję.
Uśmiechnęła się lekko i wysłuchała z uwagą tego co miała kobieta do powiedzenia a co najważniejsze, wyjaśniła jej, że to nic złego. W prawdzie Gabriel też to powiedział, że to nic złego, że to dar dobry dar. Ona jednak uważała to za przekleństwo. Słysząc tym bardziej, że czarne skrzydła to dar śmierci w jej oczach pojawił się żal i zawód.
- Anioł mnie ukarał...jaki Nefilim posiada czarne skrzydła? Jaki Anioł, może być dobry z czarnymi skrzydłami? Żaden...
Wyszeptała przygnębiona i cicho westchnęła.
- Czemu nie mogłam dostać innych skrzydeł? Czemu nie mogłam nie wiem...białych? Złotych...czy nawet srebrnych...
Wydusiła spoglądając przed siebie w milczeniu. Niby dar, ale ona czuła to inaczej. Jakby wszystkiemu była winna...

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
— Nie ma za co, dziecino. Trochę tu chyba posiedzimy, więc jeśli chciałabyś coś do picia mów śmiało. — Zachęciła Tequilę. Swoją drogą, oryginalne imię, a zarazem odrobinę niepokojące. Bo kto nazywa dziecko jak alkohol? No, ale nie mogła się przyczepić do imienia, w końcu dziewczynka sama go sobie nie wybrała, a to bardziej jakiś problem osoby, która jej je nadała.
Widząc reakcję dziewczynki nie chciała jej tak zostawić. Nie kiedy naprawdę posiadała dar, który mogła wykorzystać dla dobra nefilim. Owszem, był niebezpieczny, trzeba było mieć przy nim mocny kręgosłup moralny, żeby nie zatracić się w wysysaniu energii od innych, ale po odpowiednim szkoleniu dziewczynka powinna dać sobie z tym radę. Tym bardziej, że widziała w niej empatię i dobroć.
— To nie jest kara. Czarne skrzydła odpowiednio użyte mogą ochronić wiele osób. Są przydatne w walce, jeśli wiesz, jak je odpowiednio wykorzystać. Patrząc po tym, że jest to dar, czarne skrzydła i anioły o takowych nie są wcale złe. Są po prostu wojownikami. Jeśli patrzeć na to przez ten pryzmat, znaczy to tyle, że jeśli przejdziesz odpowiednie szkolenie, możesz stać się wspaniałą łowczynią! W twoich skrzydłach nie ma nic złego. Pamiętasz może wiersz na temat znaczenia kolorów w naszej kulturze? Kulturze nefilim?

Czerń do polowań w nocy
Na śmierć i żałobę - biel
Złoto dla panny młodej w sukni ślubnej
Czerwony by przywołać zaklęcie
Biały jedwab, gdy nasze ciała płoną
Niebieskie sztandary, gdy zaginiony powraca
Płomień z okazji narodzin Nefilim,
I by zmyć nasze grzechy,
Szarość dla wiedzy, najlepiej niewypowiedzianej
Kość dla tych, którzy się nie zestarzeją
Szafran zapala marsz zwycięstwa
Zieleń lecząca złamane serca
Srebro za wieże demonów
I Brąz aby przywołać złe moce


Czerń nie jest zła. Czerń nam pomaga, czerń jest naszym kolorem do polowań. Tak samo czarne skrzydła pomagają wtopić się w noc i polować na demony. —
Mówiła szczerze, chcąc poprawić myślenie młodej łowczyni o swoim darze. Była łowczynią, powinna być pewna siebie i swoich darów, a nie bać się z nich korzystać. Bać się ich samych, skoro naprawdę mogłyby jej pomóc przeżyć, albo nawet i kogoś uratować od niechybnej śmierci. Póki co Malie nie chciała przechodzić dalej. Dziewczynka wydawała się zbyt rozgoryczona i pełna żalu, żeby móc spokojnie przejść dalej i kobieta uznała, że musi chociaż spróbować jakoś zmienić postrzeganie przez Tequilę jej daru.

Tequila Blauerwasser

10 lat


140 cm

"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Dziewczynka wysłuchała słów kobiety, chociaż nie była do końca przekonana do tego co ta mówi. Dopiero gdy padły słowa wiersza, który znalazła jakiś czas temu a który spodobał się jej na tyle by go zapamiętać. Gdy ta zaczęła recytować słowa Teq również powtórzyła słowa.
- Nie myślałam o nich w ten sposób.
Przyznała z powagą na twarzy.
- Pan Gabriel też mówił, że są one najlepszym co mogło mnie spotkać.
Przyznała chociaż ich spotkanie przebiegło nieco...nie tak jak powinno. Mimo jego słów i tak nie wierzyła a jednak...może faktycznie było to jedną dobrą rzeczą w tych czasach? Tego nie wiedziała. Na razie za dużo się stało i ona sama praktycznie musiała się z tym wszystkim uporać.
- Teraz jak sobie pomyślę na spokojnie...tata i Darion też ubierali się na patrole w czerń. Wszyscy, których mijam w Instytucie są przeważnie w czerni gdy wychodzą. Ale ja wojowniczką...raczej nie.
Przyznała cicho i wzruszyła ramionami.
- Jak miałam trening z Panem Lennanem...jeszcze przed nadaniem pierwszej runy...stwierdził, że nie nadaję się na Nefilim. A przecież Oni wszyscy są Wojownikami. A ja...ja nawet nie potrafię dobrze walczyć. Ciocia Lexa dała mi sztylet specjalnie przygotowany dla mnie bym, uczyła nim się posługiwać i w ogóle ale Pan Lennan, kazał mi walczyć serafickimi ostrzami, które miałam może...raz w dłoni. Mniejsza...wystraszyłam się i uciekłam wtedy.
Przygryzła nieco dolną wargę.
- Ale to moja wina, pewnie go czymś zdenerwowałam bo był zły...
Przyznała cicho odruchowo łapiąc się za własne ramiona jakby chciała się ukryć przed wszystkim i wszystkim, przed własnymi wspomnieniami.
- Właśnie wtedy chciałam uciec...wszystko było nie tak jak powinno. Pan Lennan był inny, a przecież jak przedtem z nim rozmawiałam był miły, uczył mnie nawet strzelania z łuku a potem...potem zaczął ze mnie się śmiać, że nie nadaje się na łowcę, że jestem beznadziejna, że wszyscy dookoła oszukują i kłamią...wykrzyczałam że jest taki sam jak inni...ale ja tak wcale nie myślałam....ja go bardzo polubiłam bo..bo on jeden na mnie nie patrzył z góry. Był miły, pomocy..tylko wtedy coś się z nim stało.
Wyrzuciła z siebie nie wiedzieć nawet czemu. Może poczuła się pewniej przy kobiecie? Może brakowało jej kobiecej ręki? Nie wiedziała sama, po prostu powiedziała co jej na wątrobie leżało.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Dla tak młodej osoby, ostatnio naprawdę dużo się działo, dlatego też Malie nie zamierzała naciskać zbyt mocno. Niech przetrawi informacje, które dostała, niech sama dojdzie do jakichś wniosków, jednak akurat to zapewnienie o tym, że skrzydła nie są złe i argumenty do tego użyte musiały paść. Dopiero teraz dziewczynka miała pełnię informacji i mogła sama ocenić, jak postrzegać swoje skrzydła. Jako dar, czy jako przekleństwo? Malie wolałaby, gdyby dziewczę przyjęło pierwszy sposób myślenia, jednak nie mogła jej przecież do tego zmusić. Jedynie mogła próbować nakierować ją na takie myślenie, co właśnie próbowała zrobić.
— Czerń jest stałym, wręcz codziennym, kolorem Nocnych Łowców. — przytaknęła kobieta, ciesząc się, że Tequila zaobserwowała takie szczegóły, które teraz trochę ułatwiały przekonanie jej. Słuchała dalej jej wywodu. Kulenie się, jakby chciała się ukryć przed światem niepokoiło kobietę, ale nie dawała tego po sobie poznać. Zamiast tego ułożyła sobie w głowie możliwy scenariusz, który może pomóc dziewczynce spojrzeć trochę inaczej na te wydarzenia i być może, popchną ją ku treningom z nową motywacją.
— A może to nie twoja wina, a Lennan chciał Cię w ten sposób przetestować? Sprawdzić, czy ugniesz się pod naciskiem jego krytyki, czy może jednak spróbujesz pokazać mu, że się myli, a ty masz silną wolę i motywację, żeby dalej ćwiczyć pomimo krytyki? W tych czasach często spotykamy się z krytyką od strony Podziemnych i nie możemy się przez nią załamywać i zniechęcać. Sam Anioł Razjel dał nam misję chronienia Przyziemnych i walki z hordą, nie możemy pozwolić, żeby opinia innych powstrzymała nas przed wypełnieniem jego woli. Jesteś młodą osobą, przed Tobą jeszcze lata szkolenia w walce, jeśli przyłożysz się do treningów, to możesz jeszcze wiele się nauczyć i zaskoczyć każdego, kto kiedykolwiek Cię skrytykuje. Tym bardziej, że masz dar, skrzydła, które, kiedy nauczysz się z nich korzystać, mogą Ci naprawdę w ogromnym stopniu pomóc. — Łagodnie dalej tłumaczyła i próbowała naprostować myślenie dziecka siedzącego przed nią. Czy nikt z nią wcześniej nie rozmawiał, tak po prostu, o tym, co ją męczy? Szczerze i bez naskakiwania? Widać, że brakowało jej tego. Dlatego z ust Malie padło pytanie i to nie takie, którego można by się spodziewać, nie przechodzące do tego, co Malie chciała wyciągnąć z młodej nefilim, a takie, które miało na celu pomóc jej odbudować jej pewność siebie i poczucie stabilizacji.
— Chciałabyś jeszcze o czymś porozmawiać? Masz jeszcze jakieś wątpliwości, czy coś, co Cię dręczy? Nie musisz się martwić o nic. To, o czym rozmawiamy nie wyjdzie poza ściany tego pokoju, chyba że będzie to absolutnie konieczne, żeby zapewnić bezpieczeństwo Tobie, bądź innym, bądź po prostu, żeby zareagować odpowiednia na to, co się dzieje, więc możesz mi zaufać. Spróbuję Ci pomóc z czymkolwiek, z czym do mnie przyjdziesz. — Zapewniła ją Lovelance, zastanawiając się, czy coś jeszcze będzie dręczyć małą nefilim. Czy może jakoś jeszcze pomóc jej dziecięcej psychice ustabilizować się, żeby zdjąć z niej trochę ciężaru, który widać dźwigała sama już zbyt długo. Zbyt długo była bez porządnego opiekuna, który zadbałby o nią, dlatego Malie, po tej rozmowie, zrobi wszystko, co w jej mocy, żeby dziewczynka otrzymała odpowiedniego opiekuna, a zarazem pozostawi dla niej otwarte drzwi, żeby mogła w każdej chwili przyjść do niej, szukać u niej wsparcia, które otrzyma. Musieli dbać o każdego młodego nefilim, skoro Cohorta się aktywowała. Nie wiadomo, jak to się skończy i ilu z nefilim przy tym polegnie, więc w tej chwili, dla Malie, każdy sprawny nefilim był na wagę złota.

Tequila Blauerwasser

10 lat


140 cm

"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Wysłuchała uważnie słów kobiety odnośnie bar Łowców a potem tego odnośnie Lennana. Sama słyszała nie raz i nie dwa, że do czasu aż nie nauczy się władania bronią treningową, nie dostanie do rąk prawdziwej broni. Więc dziwnym też było jej, że Lennan wówczas dał jej broń do ręki gdzie ona nie miała styczności nigdy z prawdziwą bronią.
- Jeśli Pani tak uważa...chociaż słyszałam, że okaleczanie innych nie jest drogą do nauki. Ale widocznie ktoś się pomylił. Może ma pani rację....
Zamyśliła się na chwilę nie wiedząc jak ma to wszystko odebrać i co myśleć. A co jeśli Lennan miał rację?
- Więc słowa Pana Lennana też są prawdziwe, że każdy Łowca kłamie...chociaż nie wiem...to wszystko jest takie dziwne. Nie wiem już jak mam trenować. Jedni mówią, że do ręki prawdziwą broń dostanę dopiero jak opanuję podstawy obrony no i runy. By móc się uleczyć potem...ale...Pan Lennan mówił znowu, że broń szkoleniowa nie jest odpowiednia i że powinnam od początku uczyć się na prawdziwej broni...wtedy nawet nie miałam treningów z taką bronią tylko łuk...jedynie co Pani Lexa nauczyła mnie kilka ruchów sztyletem jaki od niej dostałam ale nigdy nie miałam w dłoni serafickiego ostrza dopiero wtedy gdy Pan Lennan mnie pociął...
Urwała opuszczając wzrok czując jak nie wiedzieć czemu wszystko z niej schodzi. Nie chciała nikomu o tym mówi, u lekarza musiała bo wiedziała że i tak się wyda jak by chciała ją zbadać. A wiedziała, że tam gdzie chcą pomóc trzeba mówić prawdę ale tutaj...nie wiedziała po co tutaj była. Po co jej rozmowa z psychiatrą. Nie potrzebowała tego, ale była dzieckiem i widocznie uznali, że potrzebowała tego. Ale co się dziwić? Od kiedy jej tato zniknął i został uznany za martwego ona stała się bardziej milcząca. Tym bardziej, że wiedziała że coś musiało sie stać.
- Nie wiem...tato zawsze mówił, że użalanie się nad sobą jest słabością. Pan Lennan też tak mówi...nie chcę. I tak za dużo już powiedziałam. Nie chcę by ktoś miał z tego powodu problemy. Pani doktor też o tym wie...teraz Pani...nie chcę więcej nic mówić.
Przyznała nie zmieniając pozycji w jakiej siedziała. Dłońmi opatuliła się jeszcze szczelniej ]. Ona sama nie umiała rozmawiać o "wszystkim i o niczym". Była to pierwsza sytuacja, gdzie mogła z kimś porozmawiać. Mimo, że w środku czuła jak wszystko jej się przewraca jak chęć wygarnięcia tego co ją drażni, męczy i boli ujrzało światło dzienne, ale nie potrafiła. Zawsze pytana, odpowiadała nie umiała opowiadać, nie umiała mówić o tym co ją boli, czy niepokoi. Trzymała wszystko w sobie i dopiero gdy była sama czy na treningach wrzucała z siebie wszystko co ją męczyło.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
— Okaleczanie? Przy treningach z prawdziwą bronią może się zdarzyć, że zada się drugiej osobie ranę, jednak chciałabym usłyszeć dokładnie, Twoją wersję wydarzeń. Opowiesz mi o tym? — Cóż, w ustach dziewczynki brzmiało to, jakby Lennan specjalnie ją zranił, jednak na ile to mogła być dziecięca nadinterpretacja, a na ile prawda? Musiała poznać całą historię tak, jak pamiętała ją dziewczynka, żeby móc to ocenić prawidłowo i być może, pomóc jej z tym, jak rozwiązać tę nagłą niechęć do nauki i walki.
— Nie każdy łowca kłamie. Na pewno nie cały czas. Owszem, zdarzają się przypadki, gdzie trzeba nadwerężyć zaufanie drugiej osoby i skłamać, czy grać, jednak powinny to być raczej pojedyncze epizody. Mogę Cię zapewnić, że ja jestem i będę z tobą całkowicie szczera. Myślę, że twój mętlik w głowie, co do szkolenia, jest spowodowany tym, że nie masz jednego mentora. Każdy łowca ma inny pogląd na to, jak powinno się uczyć walki, więc trafiając za każdym razem na naukę do kogoś innego, trafiasz też w inne wymagania i inny schemat treningowy. Myślę, że dobrze byłoby, gdybyś została oddana pod opiekę jednej osobie, która by Cię wszystkiego uczyła w tempie, które byłoby dla Ciebie odpowiednie. Chciałabyś, żebym w Twoim imieniu porozmawiała z Dyrektorem odnośnie jednego, stałego mentora dla Ciebie? — Próby ponaprawiania dziur, połatania oczek niepewności, które pojawiły się u młodej łowczyni i znalezienia dla niej rozwiązania, które równocześnie byłoby dla niej najlepsze, jak i ją samą by satysfakcjonowało. Bo to jednak chodziło o jej dobro, więc jej zdanie było tutaj jednak ważne. Tak samo jak jej odczucia, czy emocje. A żeby je poznać Malie musiała zachęcić dziewczynkę do otwierania się przed nią i szczerej rozmowy jak równy z równym, sama na pewno odwdzięczyłaby się dziewczynce tym samym, starając się odpowiedzieć na wszelkie jej pytania. Była tu, aby jej pomóc, jakkolwiek by to miało wyglądać.
— To, co teraz robisz, to nie użalanie się nad sobą. Użalanie się nad sobą to zanurzanie się w swoim cierpieniu i długotrwałe w nim pozostawanie. Brak umiejętności pozostawienia złych wydarzeń za sobą. Czasem, żeby ruszyć dalej potrzeba się po prostu wygadać, zrzucić z siebie to, co ciąży na duszy – to nie użalanie się, a forma terapii. Coś, co ma Ci pomóc. W rzeczywistości tłumienie niechcianych myśli i emocji jedynie je wzmacnia. Bardzo dużo energii tracimy wówczas na „trzymanie” tych myśli i emocji, których chcielibyśmy się pozbyć. Chodzi o to, że emocji nie da się w prosty sposób unieważnić i odłożyć gdzieś na półkę, trzeba je zaakceptować i wtedy, puszczone wolno, zrobią miejsce dla tych bardziej pozytywnych i w końcu same odejdą. Właśnie to Ci oferuję - osobę, z którą będziesz mogła porozmawiać o swoich wątpliwościach, czy czymś, co Cię gryzie, żebyś nie musiała dusić tego w sobie, żebyś mogła uwolnić swoje emocje, bo tłumienie ich w sobie na dłuższy czas nie zdaje egzaminu. A problemy... to nie tak, że wszystko będę przekazywać dalej. Tylko to, co może zaważyć na czyimś życiu. Spójrz na to tak – jeśli dajmy tu przykład - przyszłabyś do mnie z informacją, że jakiś łowca zachowuje się podejrzanie, wymyka się regularnie chyłkiem z instytutu przemycając jakieś rzeczy, to musiałabym to przekazać górze, żeby sprawdzili, czy aby na pewno wszystko jest w porządku. Tym bardziej teraz, kiedy kohorta działa aż nazbyt aktywnie. Ktoś już Ci mówił, czym jest Kohorta? I jeśli to Ci pomoże - mogę Cię zawsze informować, które dokładnie części naszej rozmowy i z jakiego powodu muszę przekazać komuś spoza tego pokoju, żeby zapewnić bezpieczeństwo innym, jak i żebyś miała komfort psychiczny odnośnie tego, co dokładnie byłoby przekazane. — Kolejny wywód, kolejne słowa, które miały niejako pozytywnie oddziaływać na dziewczynkę i zapewnić ją o tym, że to, co powierza ona Malie, nie będzie wykorzystane w złym celu. Ba, dziewczyna dostanie pomoc, jakiej potrzebuje, wyjaśnienia, jeśli będzie ich potrzebować, opiekę, jeśli poprosi, a także szczerość w rozmowie, co często gęsto było potrzebne i dorosłym. W czasie wywodu Malie wstała i podeszła do Tequili, żeby pogłaskać ją po głowie i kucnąć obok, żeby móc pogłaskać ją po ramieniu i obserwować. Jeśli chciałaby się przytulić, Malie pozwoliłaby jej na to, otwierając ramiona i oplatając nią nimi, jednocześnie pewnie głaskałaby dziewczynkę po plecach. Musiała nauczyć się rozmów i wyrzucania z siebie tego, co się w niej kotłowało. Chociażby przy jednej osobie, ale zawsze to mogło jej pomóc utrzymać stabilność emocjonalną, czego, zdaniem Malie, potrzebowała.

Tequila Blauerwasser

10 lat


140 cm

"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
- Wiem o tym, z Panią Lexą jak trenowałam to też mówiła, że jak będę starsza i będę miała treningi z prawdziwą bronią nie sztyletami to mogą się zdarzyć skaleczenia. Ale to nie takie by jakoś były bardzo niebezpieczne. A te były...nie chciałam iść do lekarza bałam się..ale Pani Margot powiedziała, że powinnam zawsze mówić bo wtedy ona może mi pomóc. No bo na dziedzińcu trenowałam strzelanie z łuku tak jak Pan Lennan powiedział by być lepszą. No i wtedy przyszedł. Umówieni byliśmy tamtego dnia na trening z łukiem, ale on miał serafickie ostrze. Najpierw zapytał czy wiem coś na ich temat. No to powiedziałam wszystko to co Pani Lexa mi powiedziała. No i potem kazał mi atakować. Nie chciałam bo nie wiedziałam jak zacząć...a potem nawet nie wiem jak to wszystko się potoczyło. Tylko to spojrzenie takie...zimne, niemiłe. Ta wrogość, jakby wyżywał się na mnie za coś ale nie wiem, za co, przecież nic nie zrobiłam. Pierwsze zranienia to nawet nie poczułam, dopiero jak zranił mnie mocniej w brzuch...uciekłam.
Przyznała zawstydzona kuląc się w sobie. Wyrzuciła to z siebie i musiała przyznać, że naprawdę czuła się o niebo lepiej. W chwili gdy musiała powiedzieć o tym Margot czuła się jak skarżypyta, jak zdrajca, ale teraz...gdy kobieta ubrała to w odpowiednie słowa wyjaśniając co i jak poczuła się naprawdę lżej nie tylko gdzieś tam w sobie. W końcu o tym nikt nie wiedział do dzisiaj. No prawie nikt, jedynie Charlotte wiedziała w końcu była jej przyjaciółką.
- Nie, to nie tak...ja lubię jak mnie każdy inaczej uczy bo można z tego wyciągnąć różne sposoby walki. Ale..po prostu wtedy się wystraszyłam. Nie miałam nigdy w dłoniach serafickich ostrzy, tamten dzień był moim pierwszym razem. No i też pierwszy raz miałam walczyć...a to nie jest to samo co sztyletem. Potrafię tylko podstawowe ruchy...dziadek Joe..znaczy Pan Verlac mówił, że każdy walczy inaczej a ja mam plusy bo jestem mała i nikt nie podejrzewa mnie o siłę, która się we mnie kryje. Mówił też, że gdy odpowiednich nauczycieli będę miała to będę nie do pokonania.
Przyznała z delikatnym uśmiechem na ustach. Brakowało jej tego śmiesznego "dziadka" był całkiem fajny. No i te jego lody...żałowała, że nie było go bo z chęcią by znów poprosiła go o to by ją poczęstował...co tam, że potem widziała latające różowe krowy, czy hipopotamy!
- No dobrze...to skoro tak to się zgadzam.
Skinęła z głową nieco pewniej i sięgnęła po kolejne ciastko do puszki.
- Czy wszystkie wampiry są złe?
Wypaliła nagle przyglądając się kobiecie z ciekawością co jej powie. Zastanawiała się, czy jej mama jest zła, czy może to co widziała było po prostu przejawem słabości...złego dnia.
- Bo...wiem, że wilkołaki są niebezpieczne, niby wampiry też, ale mama mnie nie skrzywdziła, broniła mnie, chciała dobrze...chociaż...jak widziałam jak piła...
Wzdrygnęła się lekko czując jak ciarki przeszły jej po plecach.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
— Margot ma rację Jeśli masz rany, niezależnie od tego, czy są lekkie, czy mocne, lepiej, żebyś poszła do medyków. Nawet małe rany, jeśli wda się w nie zakażenie, mogą być groźne, dlatego warto je jednak opatrywać. Jeśli wolałabyś przy mniejszych ranach działać z opatrywaniem na własną rękę, możesz poprosić Margot o nauczenie, jak się z nimi obchodzić, wtedy nie będzie niebezpieczeństwa, że jakoś sobie zaszkodzisz samodzielnymi próbami. Poza tym, może medycyna spodobałaby Ci się na tyle, żeby zostać jednym z naszych medyków? Masz kilka opcji do wyboru, musisz tylko zastanowić się, czego tak naprawdę chcesz, może nawet po prostu spróbować? — Podsuwała Tequili kolejną propozycję tego, co może zrobić. Nie musi, może. Chciała pomóc jej w ten sposób skrystalizować jej cel w życiu. Kim chciała być? Chciała walczyć? A może wolałaby jednak zająć się leczeniem rannych? Miała na pewno węższy wybór niż przyziemni, jednak dalej nie miała całkowicie pozamykanych różnych dróg, którymi mogła iść w życiu, a im szybciej podejmie decyzję, tym szybciej będzie mogła skupić swój trening na rzeczach, które będą dla niej najważniejsze.
— To nie do końca pasuje do zachowania Lennana. Może, chciałabyś spróbować z nim porozmawiać na ten temat i wyjaśnić z nim ten incydent? Nie wiem, czy faktycznie miał zły humor, czy może coś się stało i był nieostrożny i zirytowany, czy może faktycznie chciał Cię w ten sposób przetestować, jednak myślę, że szczera rozmowa z nim, chociażby poprzez wymianę wiadomości, jeśli wolisz zachować dystans i bezpieczeństwo, mogłaby być dobra. Na pewno trochę wyjaśniłaby i wyczyściła waszą relację. A co do Twojej ucieczki... w tamtej sytuacji to było jedno z logicznych wyjść. Przynajmniej dla mnie, więc nie martw się tym. — naprawdę, sprawa wydawała jej się po prostu dziwna i jeśli tak dotykała dziewczynkę, to mogła tylko zachęcać ją, żeby spróbowała porozmawiać z Lennanem i wszystko sobie wyjaśnić. Może to było tylko jakieś nieporozumienie? Albo błąd łowcy? Najrozsądniej byłoby, żeby wyjaśnili pomiędzy sobą te niejasności.
— Całkowicie rozumiem Twój tok myślenia. Sama wolałam zawsze mieć wielu nauczycieli, bo każdy mógł przekazać mi coś innego. W takim razie, może umówmy się, że jeśli coś w treningach będzie budzić Twoje wątpliwości, to albo porozmawiasz o tym z trenerem, albo przyjdziesz do mnie, dobrze? — Chciała mieć po prostu pewność, że dziewczynka nie zostanie sama z mętlikiem w głowie, jeśli zdarzy się ponownie sytuacja, jak z Lennanem. Rozmowa potrafiła załatwić sporo nieporozumień, a jeśli z jakiegoś powodu mała miałaby blokadę, żeby porozmawiać szczerze z trenującą ją osobą... zawsze miała i Malie. Nie zostawi dziecka samego z bałaganem w głowie.
— Wampiry? Nie generalizowałabym ich. Nie wszystkie są nimi z wyboru, dodatkowo nie można wszystkich wrzucać do jednego worka. Każda istota, każdy wampir, czy inny podziemny powinien być w tej kwestii rozpatrywany indywidualnie i jak najbardziej obiektywnie. — Całkiem szczera odpowiedź. Chociaż Malie była kiedyś przyziemną, więc miała po prostu wpojone już za dziecka, że przecież każdy jest inny. Każdy to indywidualna jednostka, która może zachowywać się nieprzewidywanie. Po prostu... należało być ostrożnym i zebrać trochę wiedzy.
— Każdy podziemny potrafi być niebezpieczny. Nie znaczy to również, że każdy taki jest, jednak trzeba mieć się przy nich na baczności i obserwować ich zachowanie, żeby dobrze ich ocenić. Twoja matka... Została przemieniona niedawno. Jeśli widziałaś ją, jak się pożywia... mogła nie do końca kontrolować swój głód, czy to, jak się zachowuje. Do tego potrzeba czasu i nauki. Twoja matka może Cię kochać i chcieć bronić, jednak jest wampirem od tak niedawna, że mogłaby przez przypadek, pod wpływem głodu i wampirzego instynktu przetrwania, zrobić Ci krzywdę, jeśli straci kontrolę. Nie zabraniałabym Ci kontaktu z nią, jednak sugerowałabym, żebyś nie przebywała z nią sam na sam, a przynajmniej poprosiła jakiegoś łowcę, żeby poszedł z Tobą na spotkanie z nią. Możecie również wymieniać listy, czy wiadomości, bądź dzwonić do siebie, żeby utrzymać kontakt między sobą, a kiedy Twoja mama w końcu opanuje podstawy samokontroli, pewnie będziecie mogły widywać się częściej. no i, proponowałabym Ci, żebyś poszła do biblioteki i znalazła pozycje na temat wampirów. Będziesz mogła dzięki nim zapoznać się lepiej z tym, kim teraz jest Twoja mama i może trochę lepiej ją zrozumiesz, co też wpłynie pozytywniej na waszą relację. — Mimo wszystko, wampirzyca była matką małej. Nie należało ograniczać in skrajnie kontaktów, jedynie monitorować je, żeby małej nefilim nie stała się krzywda. Jeśli dziewczynka posiadłaby wiedzę na temat wampirów, mogłaby lepiej oceniać zachowania jej matki. lepiej rozumiałaby, z czym się mierzy. Widziała wzdrygnięcie i strach jak mała wspomniała o pożywianiu się i w sumie nie dziwiła się tej reakcji, jednak nie podsycała w dziewczynce nienawiści do rodzica. Możliwe, że to jedyna rodzina, jaka jej została, a przecież o rodzinę należało dbać, nawet jeśli byli podziemnymi. przynajmniej póki nie posuwają się do łamania prawa.

Tequila Blauerwasser

10 lat


140 cm

"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Zamyśliła się nad słowami kobiety, owszem drobne rany mogłyby nie być niebezpieczne, ale też mogłaby używać steli do takich sytuacji, ale po co? Nie chciała nadużywać tego kim była. Nie mniej, propozycja pójścia śladem medyka nieco ją zachęciła ale zaraz potem pokręciła głową.
- Pomoc rannym, całkiem fajne, ale...jakby spojrzeć na skrzydła...nie są one w żaden sposób do...pomocy. Prędzej mogą odebrać komuś życie. Myślę, że jednak przyłożę się bardziej do treningów. Chciałabym, spróbować kiedyś swojej mocy na demonie, albo...kimś innym. Na razie to tylko zwierzęta krzywdziłam...a nie chcę tego nikomu robić. Nie wiem nawet jak zacząć treningi by panować nad mocą jaką posiadam. Nie wiem w ogóle co robić. Bo trening treningiem, ale są jeszcze skrzydła i to co potrafię...sama nie wiem.
Wzruszyła ramionami nieco zakłopotana bo pierwszy raz poczuła się tak na luzie, mogąc z kimś pomówić o tym co ją męczy, czego się obawia. Propozycja rozmowy z Lennanem była dobra, jednak Teq bała się tego spotkania, czy nawet napisania do niego. Uważała, że pisanie w takich sprawach nie jest...na miejscu. W końcu on był dorosły, ona dzieckiem, które dopiero kroczyło od niespełna roku między Nefilim.
- Może...jednak to wszystko dzieje się tak szybko. Niespełna rok temu tutaj trafiłam, dostałam po kilku miesiącach runę...uczę się jak mogę, ale nie wiem sama co robię źle. Może faktycznie to we mnie jest coś nie tak i irytuje wszystkich swoją osobą? W końcu jestem córką Nocnego Łowcy i śmiertelniczki...teraz wampira. Nigdy nie spędzałam czasu w towarzystwie innych zawsze był tata albo mama...dopiero tutaj...może to mnie przerosło? Może widzą we mnie wyrzutka...
Wydusiła z siebie.
- Ale ma Pani rację...powinnam z nim stanąć twarzą w twarz i porozmawiać o tamtym dniu. O ile w ogóle będzie chciał się ze mną spotkać...i nie przez wiadomości. A twarzą w twarz. Tato zawsze mówił, że przez wiadomości nie załatwia się spraw. Należy stanąć twarzą w twarz z tym co nas męczy i boli. Chociaż wydawałoby się to nie do przebicia. Ale tak zrobię...napiszę do Pana Lennana i poproszę o rozmowę.
Zdecydowała chociaż jej ton głosu był pewny to jej spojrzenie i mina nie do końca.
- Co do mamy...skorzystam z biblioteki, ale nie chcę jej widzieć. Ostatnio...ostatnio namawiała mnie na to bym z nią została na zawsze. Miałam zostawić tatę i dołączyć do niej i jej pobratymców. Ale ja nie chciałam...uciekłam od niej nie po to by wracać i pozwolić się przemienić. Tato też poprosił jakiegoś czarownika by założył barierę na mieszkanie by żaden wampir nie wszedł jak go nie będzie. Mama może i mnie kocha, ale jest przerażająca jej towarzysze też.
Przyznała z powagą na twarzy. Nie chciała do niej wracać nie ważne co by się działo. Nawet jej widzieć nie chciała. Spojrzała przelotnie na kobietę podnosząc wzrok będąc jednocześnie ciekawa tego, co ta robi.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo