Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Letnia Polana
Polana Lata to olbrzymia polana, otoczona szczelnie z każdej strony leśną gęstwiną, która szumi leniwie. Zewsząd dobiega śpiew ptaków, który koi nerwy. Wyraźnie jednak miejsce nie powstało naturalnie - polana ma kształt idealnego koła, które podzielono na siedem części. U szczytu każdego z nich stoi olbrzymi, wykonany z kamienia portal, strzelisty i wysoki, w który wprawiono srebrne lustro, lśniące w letnim słońcu. Od każdego z portali do środka prowadzi ścieżka, do centralnego punktu, którym jest rozłożyste drzewo, rzucające kojący cień swoją rozłożystą koroną. Liście drzewa mienią się setkami barw, a najdelikatniejszy powiew wiatru wzbudza szum, który przypomina raczej słodkie dźwięki dzwoneczków, aniżeli cokolwiek innego.
Potężny pień drzewa, wraz z wystającymi, plączącymi się korzeniami, tworzy u nasady wspaniały, szeroki tron, pokryty rozlicznymi kwiatami i kłączami, co tylko nadaje mu misternego wyrazu. Co bardziej spostrzegawcze oko, dostrzeże płaskorzeźby, które wyraźnie przedstawiają opowieści wprost z wróżkowych legend.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Jedno z luster zamigotało i zafalowało delikatnie, niczym poruszona przez kamień woda. Powierzchnia zafalowała ponownie, a z wnętrza portalu wysunęła się filigranowa sylwetka, która skierowała swoje kroki w stronę tronu na samym środku. Nie była wysoka, ale nie należała też do najniższych. Jej złote, pełne słońca włosy, kaskadą fal i loków opadały do krągłych bioder. Otulona była cieniutkimi warstwami białego, lejącego się jedwabiu, który przylegał do smukłej sylwetki kobiety. Dekolt sukni obszyty został złotą i srebrną nicią, która skrzyła się delikatnie, ilekroć padły na nią promienie letniego słońca. Długą, łabędzią szyję zdobiła pyszna, platynowa kolia, przetkana drogocennymi kamieniami, ale również takimi, które nie mogły pochodzić z rzeczywistego świata. Jej twarz miała kształt serca, o delikatnie zaostrzonym podbródku. Wysokie kości policzkowe, pełne, kształtne usta, odcinające się wyraźnie od bladej, alabastrowej cery. Wąski, niewielki nos, lekko zadarty ku górze, co dodawało jej tylko uroku. I oczy, w których każdy rozmówca mógł zatonąć - duże, okolone firanką smolistych, wywiniętych rzęs, o barwie gniewnego, wzburzonego morza.
Z każdym jej krokiem, polana zdawała się bardziej ożywać. Rozkwitały kwiaty, a z leśnej gęstwiny zaczęły wylatywać świetliki, mieniące się wszystkimi barwami, którymi rozświetliły zacienioną polanę. Powierzchnia kolejnego lustra zafalowała delikatnie, wypuszczając kolejnych gości: fauny i fantastyczne stworzenia, które miały zająć się zabawianiem przybyszy. Zewsząd zaczęła dobiegać łagodna muzyka, wygrywana na fletniach, zaś przy każdej ze ścieżek stanęły stoły, okryte plecionymi obrusami. Nie minęła chwila, a wystawiono półmiski wypełnione owocami, dzbany pełne słodkiego wina i miodu, talerze z najbardziej wymyślnymi potrawami, których nie powstydziłby się żaden monarcha.
Drobna postać niestrudzenie wędrowała przed siebie, w stronę samego centrum, za nic sobie mając panujący wokół rozgardiasz. Gdy znalazła się przed tronem, ruszyła schodkami ku szczytowi, miękko stawiając bose stopy. Wreszcie, zasiadła na tronie, odgarniając z twarzy niesforne kosmyki. Szeroki uśmiech wypłynął na jej usta.
- To już czas, moi drodzy. Niechaj przybywają wszyscy ci, którzy pragną posmakować snu nocy letniej! - lustra zamigotały, a z portali zaczęły wychodzić postaci zaproszonych gości, których było bez liku. Kobieta zaś kontynuowała dalej, słodkim głosem, który docierał do najskrytszych zakamarków duszy, nie pozwalając odwrócić od niej uwagi.
- Najmilsi! Jak co roku, przez jeden dzień, mogę gościć was tu. I jak co roku, liczę na to, że noc spędzicie szampańsko, nawet jeśli jest ona najkrótszą w roku. Jedzenia i trunków wam nie zabraknie, także rozkoszujcie się wszystkim, na co przyjdzie tylko wam ochota! Jak co roku, tradycja każe byście szukali tu swoich partnerów, bowiem wszystko co zawarte w najkrótszą noc w roku, jest najbardziej magiczne! Każde z luster prowadzi w różne zakamarki mojego domu, byście mogli spędzać czas jak tylko marzycie! Lecz nie to jest najważniejsze! - Uniosła smukły palec, robiąc bardzo poważną minę - najważniejsze jest poszukiwanie kwiatu paproci! Tylko jedno z Was może zostać moim czempionem i przynieść mi go, nim noc zmieni się w dzień, a wszystko odejdzie w zapomnienie! Tylko najbardziej cnotliwy, ale i najsprytniejszy będzie w stanie posiąść roślinę, a nagroda go nie minie! - Uśmiechnęła się słodko, a każdy z obecnych faktycznie mógł zamarzyć o tym, by wiedziony urodą i głosem, obdarować kobietę upragnionym, magicznym kwiatem - tej nocy będziecie mogli doznać odrodzenia, będziecie mogli posmakować życia bez wad, ale również zmierzyć się ze swoją przeszłością. Wybierajcie mądrze!
Gdy Polana zapełniła się gośćmi, lustra ponownie zafalowały, zmieniając swoją naturę. Przy tym, które stało naprzeciwko tronu, stało dwóch strażników, którzy tłumaczyli każdemu, kto pytał, że to tędy właśnie można udać się na poszukiwania kwiatu. Jedno z luster prowadziło nad wyjątkową sadzawkę, gdzie grzało gorące, letnie słońce inne zaś w stronę innej polany, która lśniła od rozlicznych ognisk. Jeszcze inne prowadziło do polany zasnutej mrokiem, gdzie unosiła się mgła. Zza innego dobiegał szum morza, zaś zza ostatniego dobiegał śpiew ptaków i muzyka, od której nogi same rwały się do tańca. Lustro po przeciwnej stronie było drogą powrotną, gdyby ktoś jednak postanowił opuścić polanę. Którędy pójdziecie?

//
Info od MG:
1. Wszystkie wróżki w tym świecie funkcjonują z Wdziękiem klasy IV, którego nie sposób z siebie zdjąć. W przypadku krwi wróżki, ale nie bycia wróżką, również postać wydaje się bardziej "wdzięczna" operując na wdzięku II klasy.
2. Słońce nie pali wampirów, bez względu na posiadanie specjalnej umiejętności bądź nie.
3. Zmysły wilkołaków są trochę przytępione, nie czują tu one również "zewu agresji".

Zasady eventu:
1. W jednym temacie może być maksymalnie 5 kont. Dlatego też proszę, żebyście po przeczytaniu posta napisali, gdzie chcecie iść, żebyśmy mogli stworzyć odpowiednio dużo tematów.
2. Wybieracie coś z wypisanych poniżej, i piszecie do mnie (Boroczek) na DC. Zwłaszcza dotyczy do polany mglistej i kwiatu paproci, te miejsca to zaplanowane eventy.
3. W tematach stricte eventowych 48h na odpis, w pozostałych prosimy o sprawne odpisywanie.

Do wyboru są następujące lokacje:
1. Polana z ogniskami - będzie tam event z niewielką ingerencją MG, odpowiedni dla każdej postaci.
2. Kwiat paproci - każdy gracz może wysłać tam JEDNĄ POSTAĆ, nie będzie mógł wtedy odwiedzić innych lokacji w czasie trwania eventu.
3. Magiczna sadzawka - będzie tam event z niewielką ingerencją MG, odpowiedni dla każdej postaci.
4. Zamglona polana - każdy gracz może tam wysłać jedną postać. Gdy ruszy event, nie będzie można tej polany opuścić.
5. Morska, magiczna plaża - lokacja dla chcących się pointegrować, ingerencja MG nie będzie istnieć, bądź będzie znikoma
6. Leśna polana - lokacja dla chcących się pointegrować, ingerencja MG nie będzie istnieć, bądź będzie znikoma
Możecie też zostać na głównej polanie.

Haru Shimizu

26 lat


181 cm


I’m scared to begin, because I can taste the bitter scent in my mouth If you close your eyes







[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
- początek

Przybyły wraz z towarzyszem w miejsce tak magiczne, że niemalże niemożliwe do opisania, czy nawet pojęcia przez wilczy umysł. Znane mu do tej pory wyłącznie z legend, a jednak prawdziwe - rozciągające się przed oczami, nosem – praktycznie przed całym jestestwem. No a wtem centralnie przed nim pojawiła się ona – Dama nawet nie z kart prastarych legend, lecz prawdziwa boginka zeszła z piedestału Niebios na ziemski padół. Piękna, powabna, kusząca nie tylko ciałem, lecz także “duszą”. Oderwanie od niej wzroku mijało się z celem – trudne, bolesne, niemożliwe wręcz, szczególnie dla niego, istoty głównie operującej zmysłami i... Oh?
Dziw to niespotykany, niekoniecznie utkany palcami Matki Natury. Niewytłumaczony spokój i cisza wilka w środku. Wiedział to od dawna, że On i On pogodzili się ze sobą, że miast połówek stanowili jedność, tylko z pozoru podzieloną szokiem przemiany, a jednak... Wszystko wokół nagle poblakło - ucichły wyraziste dźwięki, zmalał dystans spojrzenia oraz... Jedyna rzecz niezmienna od dnia przewrotu – zapachy równie słabe, co i za egzystencji pod skórą Nefilim...
Pomyśleć, że dostrzegł to wszystko dopiero po przekroczeniu tali gładkiego lustra...
Trunki, poczęstunek no i Ci tłumnie przybyli goście. Ich ilość zaczęła niejako przytłaczać - no może pomijając znajome twarze, o ile takowych tu nie braknie. Oczarowany widokiem tutejszych wróżek niespecjalnie mógł odwrócić od nich wzrok – czasem tylko dawał radę, głównie po potrząśnięciu łbem. Potem? Powędrował jedną ze ścieżek - ot w kierunku miejsca, gdzie miało się zacząć rzekome poszukiwanie kwiatu paproci. Towarzysz z nim przybyły? No przecież o nim nie zapomniał - albo on powędrował za nim, albo odwrotnie, jeśli tylko zechcieć oczarować drugiego osobnika równie potężnym urokiem wróżek.
W takich czy innych przesłankach - natłok wrażeń nakłonił wilkołaka do zmiany lokalizacji na nieco bardziej przystępną i mniej zatłoczoną - ot dla zwykłego zwiedzania z możliwym powrotem, bo przecież nie pogardzi przysmakami.

z/t na event szukania paprotki <3
A source of purpose and of balance. Why does a dominant exist? To protect those beneath him.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Morgan MacGrioghair

728


186 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Logan Ward
Otrzymanie zaproszenia na wróżkowe święto lata nie było dla mnie czymś nadzwyczajnym. Uczestniczyłem w tej uroczystości przynajmniej kilka razy na przestrzeni swoich ponad siedmiu wieków życia. Jako, że ostatnim razem pojawiłem się tam przynajmniej kilka dekad temu postanowiłem tym razem skorzystać z ich uprzejmości. Nie interesowały mnie zbytnio kwestie społeczne tego przedsięwzięcia, ale ich rasa uwielbiała gierki. Na pewno i tym razem wymyślą jakąś atrakcję, w której nagroda będzie warta zachodu. Jako kolekcjoner rzadkich, a zwłaszcza magicznych przedmiotów nie mogłem sobie tym razem odmówić.
Pojawiłem się jako jeden z pierwszych w ich baśniowej krainie. Od razu przypomniałem sobie dlaczego ten wymiar nie był mi bliski. Wszystko tutaj, choć piękne, było zbyt dobre by być prawdziwym. W ich świecie brakowało tego, co czyniło nasz byt ludzkim. Cierpienia, smutku, bólu, tutaj zdawało się to nie istnieć. Jadła oraz napitki pachniały, słońce przyświecało utrzymując tutaj idealną temperaturę. To nie było miejsce dla mnie. Dlatego tylko rozejrzałem się po zebranych twarzach mając nadzieję, że nikt się mną zbytnio nie przejmie. Nie spodziewałem się spotkać tutaj nikogo, kogo znam. Ja również powinienem być dla nich zagadką.
Słysząc słowa o znalezieniu partnera powstrzymałem się od pogardliwego prychnięcia. Nikt nie znajdzie życiowego partnera w krainie wróżek. Wszystko, co dobre kończy się po powrocie do naszego świata. Stąd ustawiłem się na chwilę u stóp tronu kłaniając się kobiecie z pełną gracją oraz okazując należyty szacunek. Po wszystkim niczym letni wiatr, niezauważalnie przeszedłem przez lustro prowadzące do całej tej zabawy z kwiatem paproci.

z/t na poszukiwania paprotki

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies | Sif
Musiałaby skłamać, gdyby chciała stwierdzić, że tego rodzaju wydarzenia to były jej klimaty. Paradoksalnie jednak, nie czuła się tu nie na miejscu, a przynajmniej nie na tyle, by pożałować swojej decyzji przyjścia tutaj i wrócić w bardziej znane strony.
Noc była doprawdy magiczna - a z każdym kolejnym słowem kobiety, od której wręcz nie dało się oderwać wzroku, wiedźma chciała spróbować wszystkiego, o czym wspominała. Nawet, jeśli w normalnej sytuacji uznałaby to za brzmiące co najmniej patetycznie, to tym razem jednak nie była to żadna normalna sytuacja.
Ubrana była wyjątkowo i odmiennie w jak na siebie, w porównaniu do typowego, codziennego stylu - nałożyła na siebie ciemną sukienkę do kolan z delikatnego materiału, stylizowaną na bardziej antyczną. Włosy miała upięte, co w połączeniu z odkrytymi plecami sprawiało, że niemal z dumą prezentowała matowe, czarne łuski pokrywające skórę na tej części ciała. Do kompletu miała wysokie gladiatorki na niewielkim obcasie oraz sporo złotej biżuterii, którą skrycie uwielbiała, a którą nie miała okazji zbyt często się obwieszać.
Ogniste, gadzie oczy po kolei zerkały na coraz to kolejne lustra, jakby ich właścicielka zastanawiała się, co dokładnie skrywa każde z nich. Każde miejsce na swój sposób kusiło, by je odwiedzić i sprawdzić, jakie zagadki w sobie kryje, jednak jedno przemówiło do wiedźmy najbardziej. Po podjęciu decyzji, a właściwie chwilowym namyśleniu, niemal od razu skierowała się na odpowiednią ścieżkę - zanim jeszcze zaczęłaby się zastanawiać, czy dobrą decyzję podjęła i czy jednak nie chciałaby pójść gdzieś indziej.

/zt do zamglonej polany
Roy

Roy MacRoth

34


195 cm

Pasta la vista bitches





Roy
[Cytuj]
Multikonta: Nie
Gdy otrzymał zaproszenie Roy był szczerze zaskoczony. Do Yorku przybył stosunkowo niedawno, osoba która go zaprosiła nie wspominała nic o dużej aktywności wróżek, a sam cel jego przybycia nie był zbytnio... Cóż dobry i cnotliwy. Niemniej mimo tego, oraz faktu że w zasadzie nikogo nie znał postanowił skorzystać. Poznał kiedyś jedna wróżkę, czemu więc nie przekonać się jaka ta rasa jest tak naprawdę?
Przed przebyciem portalu przygotował się jak mógł. Zostawił broń w wynajmowanym pokoju, na gołe ciało założył luźne bojówki za kolano i fioletową koszule hawajską. W kieszeni bojówek miał kastet, na wszelki wypadek.
Po przebyciu portalu rozejrzał się nieco zaskoczony. Czuł jak magia miejsca wpływa na jego ciało, lecz nim mógł na dobre skupić się na czymkolwiek, biała kobieta uwiodła go zarówno głosem jak i wyglądem. Jej słowa... Coś było w tym co mówiła co pozwala on zatracić się w jej postaci. Co Roy chciał robić? Oj, on już dobrze wiedział co chciałby robić tego dnia. Niestety żadne lustro nie prowadziło w to miejsce. Dużo nie myśląc chciał ruszyć na polanę, jednak magiczna bariera wyraźnie wskazała że tam już mają komplet. Polowanie na kwiat paproci? Brzmi dumnie, jednak Roy nie poczuwał się ani trochę jako osoba cnotliwa.
Ruszył więc w kierunku ognisk.

Makoa Taualai

25


175 cm

kropka






[Cytuj]
Multikonta: Emily
Przyszedł tutaj wiadomo z czystej ciekawości, w sumie to szły gdzie go nogi poniosły. Nie sądził, że to miejsce będzie dość takie... no magiczne w jakimś stopniu dlatego też słuchał wypowiedzi kobiety w milczeniu. Miał w tym samym czasie schowane ręce w kieszeni obracając głową na bok i unosząc brwi ku górze. Miał chwilę by obejrzeć co i gdzie się znajduje, a także na zobaczenie co gdzie się znajduje, dlatego też czym prędzej poszedł tam gdzie stwierdził, że może dziać się coś ciekawego.

Z/t Kwiat paproci

Emily Evans

459


170 cm

Brak






[Cytuj]
Multikonta: Makoa
Emily szła dość niepewnie przed siebie ubierając przy takiej okazji długą i zwiewną suknie w kwiaty. Dość nerwowo ją poprawiała i zerkała na boki gdy wchodziła do środka. Tym razem zdecydowała się na małą torebeczkę, w której weźmie same najpotrzebniejsze rzeczy bez zbędnej torby czy nadmiaru informacji kiedy niekiedy ma w głowie. Zerkała na boki dość nieśmiało nie wiedząc czy znajdzie kogoś znajomego. Mimo wszystko jakieś takie huczne świętowanie dość mocno ją krępuje, choć nie do końca wiedziała dlaczego. Gdy całe przemówienie się zakończyło wybrała po chwili miejsce do którego pragnie się udać, a miała nadzieję, że będzie one dla niej odpowiednie.

z/t polana z ogniskami
Suknia w kwiaty <- na czas eventu

Veronica Winchester

34 lata


170 cm


Gdy znajdziesz się z wilkiem w jednej jamie, nie okazuj mu swego lekceważenia. - Winston Churchill







[Cytuj]
Multikonta: -
Ledwie wróciła do domu, zostawiając za sobą rajskie widoki Samoa, a już została okolicznościowo wepchnięta w kolejny bajeczny świat. Z tym że rodzinne strony jej matki były realne, obie natury likantropki czuły, że to jej wymiar. To nie był Gaj, gdzie mimo wszystko łapy stawiało się ostrożnie. Ani też nie było to miejsce, przepełnione tak dosłownym rodzajem magii.
Ronnie, pomimo że w jakimś stopniu jej przypadłość magiczna dla wielu była, raczej za ową magią nie przepadała. Zwłaszcza ostatnio, perspektywa spokojnego egzystowania, przyziemnych trosk i niezmąconego niczym oczekiwania na rozwiązanie ciąży, wydawała się wybitnie kusząca. Przez portal przestąpiła pełna obaw, ale i w poczuciu, że musi reprezentować wilki. Pierwsze, co sprawdziła, to czy maleństwo w jej wyraźnie zarysowanym brzuchu ma się dobrze. Cóż... Miało! Zasygnalizowało to wyraźnym kopnięciem.
Dopiero później zmysły wilczycy dopuściły wszechobecne bodźce do jej umysłu. Źdźbła trawy łaskotały kobietę w stopy, odziane w proste, delikatne sandały. Lekki wiatr poruszał kosmykami ciemnych włosów Ronnie oraz jej delikatną, jasno-błękitną sukienką do kostek. Przyodziana w biel, miała coś w sobie z greckiej bogini. Zresztą krój jej kreacji odkrywał ramiona, podkreślał piersi i zgrabnie tuszował brzuch. Oczywiście ciążę było widać z daleka, ale sama ciężarna nie wyglądała jak ociężale tocząca się przed siebie beczka. Poza zaokrąglonym brzuszkiem i nieco pokaźniejszym biustem, jej ciało niewiele się zmieniło. Poruszała się z gracją, jak zawsze z wysoko uniesioną głową, obserwując uważnie wszystkich wokoło.
Czuła znajome zapachy wilków, które łatwiej jej było wychwycić ponad całą resztę. Jednak i tak musiała się bardzo wysilić, bo miała wrażenie, że trafiła do jednej z książek Tolkiena. Ewentualnie mogła też rozważyć potknięcie i zrąbanie się na łeb prosto do króliczej nory, albo jakieś masowe ćpanie. Mózg Winchester, wciąż niechętnie przestawiający się na magiczne krainy pełne wyjątkowości, wróżek, Piotrusiów Panów i tańczących kwiatków, wolałby już którąś z bardziej przyziemnych opcji trafienia na obchody takowego święta.
- A więc takie rzeczy widzą przyziemni po tabsach... Brakuje jednorożców. - Mruknęła pod nosem, jakby do siebie. A może do swojego nienarodzonego dziecka? Zdecydowanie maluch nauczy się wagi sarkazmu i ironii, zanim jeszcze wypowie pierwsze słowa.
Ciemnowłosa poprawiła włosy, w które wplecione zostały delikatne ozdoby w kształcie złotych gałązek oraz swój naszyjnik. To właśnie ta część biżuterii, ciężka, w kolorze starego złota, podkreślała najlepiej drapieżną naturę właścicielki. Świecidełko bowiem przywodziło na myśl pazury, układające się na kształt aureoli, opierające się na nagich obojczykach Ronnie.
Veronica rozejrzała się, szukając bezpiecznej przystani. Niezależnie, czy byłaby to znajoma twarz, czy może jakieś stabilne, przytulne miejsce. Wybrała ogniska, bo za wodą nie przepadała, a ogień kusił swoim ciepłem i... No dobra, po prostu płomienie rozbudzały w Ronnie jej wewnętrzną piromankę.

/zt

Kazik Lipiński

1076


193 cm


It's out of sight but never out of mind






[Cytuj]
Multikonta: Nerezza | Sif
Bies pamiętał świętowanie najkrótszej nocy w roku jeszcze z czasów dzieciństwa - jako rodowity Słowianin i poganin miał kilka razy okazję uczestniczyć w obrzędzie Nocy Kupały, jednak tym razem miało być nieco inaczej. Tak samo, jak wcześniej zdarzało mu się uczestniczyć w podobnych wróżkowych świętach, to i tym razem nie mógł oczywiście przepuścić takiej okazji, więc i on pojawił się na polanie, w towarzystwie innych gości.
Gdy tylko usłyszał o poszukiwaniu kwiatu paproci, nie zastanawiał się długo - poczuł, że chce przynajmniej spróbować go znaleźć, by móc obdarzyć nim przemawiającą kobietę, od której wręcz nie mógł odwrócić wzroku. Chociaż ciągnęło go także w miejsca bardziej związane z jego wróżkową naturą, to jednak zdecydowanie przekładał szukanie kwiatu nad odwiedzenie plaży.
Dlatego niemal od razu udał się w stronę odpowiedniego lustra, przedtem podpytując jednego ze strażników o drogę.

/zt na szukanie kwiatu paproci

Oliver Moretta

560 (24)


160 cm


Never to suffer would never to have been blessed.







[Cytuj]
Multikonta: Oktober
Co wampir miałby robić na festiwalu wróżek? Inaczej, niektóre wampiry może i by się skusiły na udział w tym pozornie cudownym święcie lata, organizowanym, a jakże w świecie wróżek. Co miałby tam robić wampir z tendencjami socjopatycznymi, który gardzi zarówno zieloną rasą, jak i praktycznie każdą inną? Oliver właściwie z początku nie miał zamiaru nigdzie iść, po namyśle jednak doszedł do wniosku, że po tak długim życiu, zaczynało w nim brakować niespodzianek. Wydarzenie go zaciekawiło. Sprawiło, że chciał zobaczyć coś więcej niż ściany bastionu, które też mu się zaczynały nudzić. To był też jego sposób na, może nie skruszenie muru, jaki wokół siebie wybudował, ale choćby zobaczenie przez malutką dziurkę, co jest po drugiej stronie. Wyjęcie z niego jednej cegiełki. Nie spodziewał się jednak tego, co zobaczył już na samym początku.
Gdy postawił swój pierwszy krok we Wróżkowie, uderzyło go ciepło. Poczuł na twarzy coś, czego już od bardzo dawna nie miał przyjemności poczuć. Promienie słoneczne na swojej twarzy. Oczywiście instynktownie chciał się wrócić, oczekiwał na przejmujący ból palonej skóry. Kroczenie po świecie jako wampir, miało swoje wady, systematyczna ucieczka przed słońcem, była jednym z nich. Jednakże żaden ból nie nadszedł. Skwierczenie nie dobiegło jego uszu. Po względnym obejrzeniu swojego ciała nie wypatrzył żadnych płomieni. Stał tam, w kompletnym szoku, próbując prze-procesować w jakiś sposób podane mu informacje. Mózg standardowo zaliczył niebieski ekran śmierci. Szczerze, nawet nie przysłuchiwał się zbytnio temu, co ma do powiedzenia piękna dama. Wyścig, paprotka, nie obchodziło go to. Mógł myśleć teraz tylko o tym, jak bardzo tęsknił za tym, żeby jeszcze pewnego dnia stanąć pod gołym niebem podczas dnia. Coś, o czym nawet nie śmiał zamarzyć. Coś, co miało być dla niego zakazane na wieki. Chciał to wykorzystać jak najbardziej. Dlatego też swoje kroki skierował w stronę sadzawki. Wybrał po prostu miejsce z największą ilością słońca. Sama sadzawka i roślinność wokół, dawała mu odpowiednio dużo powodów, by dać się przyciągnąć jak ćma do światła. W tym wypadku należało to rozumieć dość dosłownie. Niewiele myśląc, przeszedł przez lustro, kierując się właśnie tam.

{z/t} -> Magiczna Sadzawka
You know you're in love when you can't fall asleep because reality is finally better than your dreams.

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
Co ona tutaj robiła? Po co przyszła, dla kogo...może gdyby nie to, że pragnęła poznać coś więcej niż tylko świat jaki ją otaczał to jednak był też ktoś. Wróżek, czy jak go zwać. Pamiętała go doskonale. Przystojny, pełen gracji. Ostatnie ich spotkanie zostało przerwane, ale może będzie dane jej go znów spotkać? Cieszyła się, że miała towarzystwo w postaci Alex'a. Chłopak był dla niej jak brat. Może trochę mniej, ale jednak. Traktował ją na równi sobie, nie przejmował się jej nastrojami i to sprawiło, że sobie wyścielił miejsce w jej serduszku. Tak też tutaj się pojawiła powiadamiając go gdzie ma jej szukać. Zaraz potem wysłuchała przemówienia pięknej kobiety obserwując jak wszystko dookoła niemal się zmienia, jak lustra falują jak po chwili wszystko zmieniało się na piękniejsze. Wpatrywała się z zachwytem i po wysłuchaniu słów udała się w stronę jednego z luster, które miało prowadzić gdzie...nie wiedziała i nie chciała wiedzieć wybrała wedle przeczucia, pozwalając by to lustro ją wybrało a nie ona. Tak też po chwili nieco niepewnie przeniosła stopę na drugą stronę lustra.
zt. ->magiczna sadzawka

Alysanne Branson

29


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Teq, Reb, Maz
Co ona tutaj robiła to nie miała bladego pojęcia. Świadomość, że dopiero co dowiedziała się o swoim stwórcy nieco nią wstrząsnął. Oczywiście nie wiedziała początkowo, że po prostu ocalił jej życie tym przypadkowym ugryzieniem. Ale jednak. Gdyby nie Wania, nie byłoby jej tutaj, nie byłaby tym kim była. Strzępki wspomnień, przeważnie z czasów dziecięcych wracały do niej jak bumerang. Dzisiaj musiała pozbierać się na tyle by jakoś funkcjonować i normalnie żyć, by nie myśleć o tym co było. Dostała szansę, zaczynała z czystą kartą. Co jej tam, musiała jakoś to wszystko ogarnąć. Jak tutaj się znalazła to jest podstawowe dobre pytanie. Mianowicie, sama nie miała bladego pojęcia! Po prostu bum i była...wdepła gdzieś w jakimś miejscu i pojawiła się gdzie się pojawiła. O dziwo wyczuła tutaj też kilka innych wilkołaków i wampiry? Zaskoczona uniosła brew i uśmiechnęła się pod nosem bo nie czuła tego dziwnego pragnienia rozszarpania na strzępki. To było miłe uczucie. W końcu mogła czuć się spokojniej. Rozejrzała się dookoła nie słuchając do końca tego co kobieta mówiła. Po prostu była za bardzo zafascynowana. Wiadomo, słowa do niej docierały owszem, ale no wszystko stopniowo. Po chwili skierowała się przed siebie prosto do ognisk.
zt

Jean-Philippe Moreau

504


197 cm


There are in fact two things, science and opinion; the former begets knowledge, the latter ignorance







[Cytuj]
Multikonta: Amaia
Nie bywał w takich miejscach, mimo że od setek lat mógłby uczestniczyć w tego typu wydarzeniach. Wynikało to głównie z tego, że wiecznie było mu tam nie po drodze, ale również z tego, że świat wróżek nigdy go nie ciągnął. W czystej magii, z jakiegoś (bezdennie głupiego najprawdopodobniej) powodu nigdy go nie ciągnął, jakby był za mało logiczny i jasny na potrzeby Moreau. Mimo swojej otoczki artystycznego nieładu, wciąż przede wszystkim był badaczem.
Próg portalu przekroczył ubrany odpowiednio, w jasnobeżowy, lniany garnitur trzyczęściowy, przetkany delikatną, różowo-błękitną kratką. Uzupełnił to śnieżnobiałą koszulą, rezygnując z krawatu. Nie wiedział czego się spodziewał, ale na pewno nie były to promienie słoneczne, które prawie zmusiły go do zrobienia kroku w tył. Nie pamiętał już jak to jest czuć promienie ciepła na twarzy, jak to jest widzieć w świat w naturalnych ciepłych barwach. Uniósł nawet dłoń do oczu, by osłonić wrażliwe zmysły przed tym wszystkim, co teraz doprowadzało je do wrzenia. Stał tak przez chwilę, pozwalając soczystej trawie łaskotać odsłonięte kostki... po czym zsunął ze stóp karmelowe mokasyny i boso ruszył przed siebie, ostrożnie stawiając krok za krokiem, jakby spodziewał się, że wszystko zaraz się skończy. Z każdą jednak chwilą, z każdym podmuchem rozgrzanego powietrza, jego uśmiech rozszerzał się, a oczy nabierały typowego blasku. Rozglądał się z fascynacją, unoszą głowę do nieba, przez chwilę nawet wpatrując się prosto w słońce. To, że świat zamigotał mu od tego przez chwilę przed oczami nie stanowiło najmniejszego problemu. Mroczkom odpowiedział radosnym, donośnym śmiechem, który utonął gdzieś w gwarze gawiedzi.
Wysłuchał słów wróżki, wpatrując się w nią jak urzeczony - nigdy nie widział nikogo, od kogo faktycznie nie mógł oderwać wzroku, a tutaj wydawało się to nużąco powtarzalne. Kolejne mijane wróżki powodowały, że faktycznie na chwilę zatrzymywał się, jakby czuł swoiste onieśmielenie, którego nie czuł od wieków. Pokręcił lekko głową, z wyrazem absolutnego zachwytu wymalowanego na twarzy, po czym wybrał jeden z portali. Ruszył ścieżką między stolikami, zgarniając jeden z kielichów wypełniony słodkim, aromatycznym winem, po czym przekroczył próg portalu prowadzącego do sadzawki.
z.t

Ghillie Dhu

383


189 cm


The hills are bare now, and autumn leaves lie thick and still.







[Cytuj]
Multikonta: Alexander Lynn
Ghillie nie był do końca pewien, czemu przyszedł; chyba głównie dlatego, że wydarzenie było z natury wróżkowe. Jakoś tak wyszło, że przyszedł z Amaią. Czuł, że muszą porozmawiać na osobności – czyli zdecydowanie nie tutaj – bo odnosił wrażenie, że była mu cokolwiek bliższa poglądami do reszty wróżek Yorku. Niestety, gdzie ona była jak ryba w wodzie, on niespecjalnie wiedział, gdzie się podziać, więc szybko rozeszli się w swoje strony.
To nie było miejsce dla Ghilliego. Jego strój mógł na to nie wskazywać, w końcu był standardowo dla siebie ubrany bardzo elegancko, w czerwoną marynarkę i modne spodnie, to wszystko doprawione jeszcze dużym pierścieniem, ale czuł się tu wyobcowany. Bankiety, przyjęcia, to wszystko kojarzyło mu się z najgorszą częścią niewoli. Walki polubił, wtedy był wolny, z kolei wszelkie przyjęcia... tam chłopak często nie mógł się nawet ruszyć bez rozkazu czarownika. Jedyną naprawdę jego rzeczą w tej okolicy był tylko jego miecz, bez którego nie wyobrażał sobie przyjść gdziekolwiek – nie obchodziło go, jak dużym nietaktem może się to wydawać.
W każdym razie, nie zamierzał siedzieć szczególnie długo w głównej sali i szybko wybrał portal – ten chłodny, zamglony. Wydawał mu się raczej najspokojniejszy.
zt
<div style=" width: 115px; font-family:georgia; font-size:9px; letter-spacing:2px; color:white; font-style:italic; text-align:right">

Glory of youth glowed in his soul; where is that glory now?

Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo