Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Zamglona Polana


Po przekroczeniu progu portalu, ten rozpływał się w mroku. Polana ta bardzo różniła się od miejsca, z którego przybywali goście. Mgła leniwie sunęła przy ziemi, otaczając srebrnymi pasmatmi rozliczne, powykrzywiane przez wieki drzewa. W powietrzu z cichym brzękiem latały świetliki, jednak nie tak barwne jak te z okolic tronu, bardziej przydymione i spokojne. Drzewa szumiały lekko, a wątłe promienie księżyca przebijały się przez gęste korony drzew, oświetlając porośniętą magiczną, bujną roślinnością polanę.

//Info od MG:
1. Wszystkie wróżki w tym świecie funkcjonują z Wdziękiem klasy IV, którego nie sposób z siebie zdjąć. W przypadku krwi wróżki, ale nie bycia wróżką, również postać wydaje się bardziej "wdzięczna" operując na wdzięku II klasy.
2. Zmysły wilkołaków są trochę przytępione, nie czują tu one również "zewu agresji".

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Jaka jest polana, w ogólnikowym opisie każdy to widzi. I od razu jedna podstawowa zasada, nic nie musicie – a wszystko możecie. Znaczy to nie mniej nie więcej jak to, że opisane poniżej zjawiska nie muszą być obskoczone, gdyż pójście w jeszcze innym kierunku może również obfitować w niespodzianki. Wszakże to baśniowy świat, a elementów składających się nań jest dostatek. To jednak nie znaczy, że wszystkie są milutkie – jeden nieostrożny ruch, niewłaściwe słowo – i kto wie czy konsekwencje nie będą iście czarnoksięskie?
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to jakaś sylwetka przygarbionego człowieka i jego brązowego kota – zmierzająca wprost na północ, czyli tam gdzie początkowo spoglądacie po przybyciu tutaj. Obiekty oddalają się i zaraz zniknął wam z oczu. Nawet gdyby chcieć mężczyznę zawołać, nie zareaguje i nawet się nie odwróci. Jedynie Sina jest w stanie dosłyszeć wiązankę pokroju: jak ja was, małe złodziejskie szkodniki, nie cierpię. Ale doigracie się, oj doigracie i srodze zapłacicie…
Ups?
Drugim potencjalnym punktem zaczepienia, znajdującym się jakieś 300 metrów za waszymi plecami i sporą ilością zarośli, był słup zielonego ognia, który wystrzelił w powietrze. Wyglądał mniej więcej tak. Nim jednak wyciągniecie pochopne wnioski i zaczniecie myśleć o śmiertelnym boju, zważajcie na dodatkową muzykę, konkretnie . To nieco rozbijało koncepcję przebudzającego się, pierwotnego zła i chaosu. Ciekawe co tam się naprawdę działo?
Trzecia ciekawostka to siedzący, na wschodzie, Kot Handlarz. Co jak co ale jebutny szyld z napisem „Sklep Wielobranżowy”, nie powinien pozostawiać złudzeń. Jeżeli przyjrzeć się oferowanym produktom z menu, poza jedzonkiem, na liście znajdowały się chociażby: magiczne błyskotki, informacje, błogosławieństwa oraz usługi typowe dla lombardu. Może miał coś ciekawego na podorędziu, o ile mieliście przy sobie środki płatnicze?
To pozostawia nam jeszcze czwartą opcję, tak aby pokryć i zachód. Słyszeliście może o kimś takim jak Tomcio Paluch? Podpowiem, to taki bardzo mały człowieczek, aczkolwiek bogaty z racji posiadanych ziem. I właśnie on skakał z jednego ula na drugi, w desperackiej ucieczce przed niedźwiedziem w czerwonym sweterku. Co prawda był to słodki misio o wręcz złotawym futerku, lecz gabarytami przypominał grizzly. I tak, ewidentnie chciał zrobić paniczykowi kuku.
Skusicie się na coś czy postanowicie udać po skosie lub w niebo, w poszukiwaniu szczęścia gdzie indziej?

Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
White za Chiny Ludowe nie odmówiłaby po otrzymaniu zaproszenia na Święto Lata. Toż ona uwielbiała takowe imprezy. No błagam, jakże mogłoby być inaczej, skoro była córką Peruna? Toż to coś idealnego dla niej. Samo przybycie w to miejsce było banalnie proste. Ubrała się oczywiście odpowiednio i wpierw przywitała się z Panią zasiadającą tron. Potem bez wahania wybrała sobie lusterko, przez które przepełzła i tak oto znalazła się na zamglonej polanie. Pomachała pogodnie Nerce, która również tutaj się znalazła. Znajoma duszyczka zawsze na propsie. Rozejrzała się po okolicy. Gdzieś jej mignął staruszek z kotełkiem. A to Tomcio paluch i gryzzli... No dobra, kogo my tam jeszcze mamy. Słup zielonego światła i zabawna muzyczka. No już miała swój krok postawić w tamtym kierunku, gdy dostrzegła kota handlarza. Oczy jej się aż zaświeciły. No nie... Najpierw to ona musi go za uszkami pomiziać. Poprawiła swoją sakiewkę przywiązaną do paska, który w odpowiednim miejscu oplatał jej zgrabną talię. Wielce zadowolona ruszyła w stronę Kociska. Przyklęknęła na przeciwko niego, ale właściwie nic jej tak nie interesowało jak on sam. No wybaczcie... Po prostu za bardzo lubiła koty i najchętniej to by go najzwyczajniej w świecie wymiziała. Uśmiechała się przeuroczo, jej oczy iskrzyły podekscytowane gapiąc się wprost na niego. Z trudem powstrzymała własne łapki, by od razu nie podrapać go za uszkiem.

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies | Sif
Zaraz też znalazła się na polanie, po której też się rozejrzała. Musiała przyznać, że taka sceneria przemawiała do niej bardziej niż ta sprzed chwili, chociaż zniknięcie portalu za jej plecami raczej nie było dobrą oznaką. Jednak tym wiedźma będzie się ewentualnie przejmować później, gdyż jej spojrzenie niemal od razu przykuł słup zielonego ognia.
Jednak, zanim do niego się udała, odmachała White, która również się tu znalazła.
Do kotów nie zamierzała się zbliżać, przynajmniej na razie - wróżkowe święto wróżkowym świętem, ale wciąż nie znosiła tych przeklętych pomiotów i nie zanosiło się na to, by miało się to zmienić. Bardziej od Tomcia Palucha natomiast zainteresował ją Puchatek w gustownym, czerwonym sweterku, jednak nie na tyle, by odwrócić jej uwagę od celu, który pierwotnie sobie założyła.
Dlatego też udała się w kierunku słupu ognia, wręcz się w niego wpatrując, będąc na równi zaciekawiona zarówno nim, jak i przygrywającą muzyką. Chciała sprawdzić, co też tam takiego się dzieje i skąd dobiega ta dość interesująca melodia.

Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
Święto Lata brzmiało zdecydowanie jak coś nowego i ostatnie, co było w głowie wilczycy, to odmówienie zaproszeniu. Ubrana wygodnie w kwiecistą bluzkę i białą spódnicę przybyła na miejsce. Najpierw kulturalne przywitanie z Panią tego świata, zaraz potem jednak przyciągnęła ją polanka - wybrała więc lusterko na nią prowadzące. I musiała przyznać, że miejsce wybrała sobie doskonałe! Wprawdzie mogło wyglądać trochę mrocznie, ale dla wilczycy miało ogrom uroku. Pomachała obydwu czarownicom na przywitanie, wszakże z obydwiema się już zetknęła w takich czy też innych okolicznościach. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, a raczej uszy, to pan narzekający na szkodniki. Oczywiście spróbowała go zawołać, ale skoro zignorował wołanie, to dała mu spokój. O szkodnikach jednak zamierzała pamiętać. W następnej kolejce wzrok powędrował do człowieczka i misia, a skoro kraina była czarodziejska...
Wesołym krokiem podeszła do nich, pozwalając paniczykowi schować się za sobą lub ewentualnie wskoczyć jej na plecy - do wyboru, do koloru.
- No, panie misiu, ładnie prosimy, nie róbcie krzywdy malutkim. - zaśmiała się lekko, składając futrzakowi zabawny, aż miły ukłon i wyciągnęła dłoń, dając misiowi się ewentualnie obwąchać.
- Czemuż to misiu chcę wam zrobić kuku? - zainteresowała się, pytając Palucha o powód swej niecodziennej interwencji.
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime

Prudence Lavoie

22 lata


159 cm


o







[Cytuj]
Multikonta: Brak
Gdy tylko dowiedziała się o święcie lata nie było innej opcji, niż właśnie udanie się na nie, zwłaszcza, że to pierwsze tego typu wydarzenie, w jakim weźmie udział. Ubrana w czarną, zwiewną, sięgającą mniej więcej do kolan sukienkę, zwykłe, szare trampki oraz czarny, malutki, plecaczek, w którym trzymała, tym razem białą, suknię na wypadek niechcianej przemiany, pojawiła się w miejscu docelowym i od razu poczuła fascynację tym, a jakże, przesiąkniętym magią miejscem, a później tą piękną kobietą na tronie. Wysłuchawszy jej od razu miała ochotę iść szukać kwiatu paproci, ale widząc ilu „rycerzy” tam właśnie zmierza, zmieniła zdanie i przypatrzyła się innym możliwościom. Najchętniej to udałaby się do każdej z lokacji i ją zwiedziła, ale na razie musiała się zdecydować na jedną. Ostatecznie wybrała polankę z mgłą, która wydała się jej tajemnicza, co w końcu przeważyło.
Nowe miejsce, nowe oczarowanie i nowy problem – w którą stronę teraz się udać? Przecież wszystkie wyglądały równie zachęcająco. Jednak skreśliła kota handlarza, wszak miała na nie uczulenie, do słupa wolała się na razie nie zbliżać, chociaż też wyglądał zachęcająco. Przez chwilę rozważała pomoc dla Tomcia, ale nim się zdecydowała, to ktoś już zdążył tam interweniować i Francuzka nie chciała jeszcze bardziej mieszać. W oddali widziała przygarbionego człowieka, którego ktoś zawołał, lecz gdy garbaty zignorował, Prue jak naczelny zatruwacz dup, ruszyła za nim, zupełnie zapominając o tym, że szedł z nim kot.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
White

A kot handlarz przez cały czas podziwiał kształty White, zwłaszcza w talii. Wszakże jest taka dewiza: przez żołądek do serca – poza tym to tam spoczywała sakiewka, oby, wypchana dukatami lub inną walutą przedstawiającą jakąkolwiek wartość. O innych organach nie wspominając, gdyż łatwiej wydłubać wątrobę niż oczka – te były bardziej podatne na skwaszenie.
- Miau? - zamiauczało kocisko, wpatrujące się jeszcze przez chwilę na siedzącą przed nim klientkę. - Gorsety najnowsze, skarpety cieplutkie – amulety kochane, od których dotyku, wszelkie Smerfy będą musiały kłaść na rany śmietanę! Miecze ostrótkie i szaszłyki przepyszne – a może pierścień szczęściarza od rzetelnego handlarza? - zaczął przedstawiać swą ofertę i faktycznie, zmysł magiczny odnotowywał obecność magicznych błyskotek.
- Powiedz mi, czego pragniesz? - spytał uwodzicielsko, po czym ośmielił się musnąć podbródek dziewczęcia. Nieskromnie dodam, miał całkiem niezły abs i jabłko adama.


Nerezza

Przeprawa przez chaszcze trwała chwilę, lecz potencjalnie trud mógł się opłacić – o ile Czarownica chciała wpaść na drobniejszą wersję sabatu. Otóż przy kociołku tańcowały i odprawiały rytuały trzy pannice – które właśnie wrzucały do środka głowę jakiegoś nieszczęśnika, dość niezdarnie uciętą. Obok miały karton, zapewne wypchany różnymi innymi przydatnymi w czarach rekwizytami. Trudno ocenić, gdyż zawartość była zasłonięta. Dodatkowo nieopodal znajdowało się to nieszczęsne radio, grające melodię z wcześniejszego postu oraz piecyk, jeszcze nierozgrzany.
- Ach! Witaj, siostro! Podejdź bliżej, śmiało! - zagadała najgrubsza z nich, zapraszając cię na do swojego grona. Pozostałe dwie zachichotały. - Czyżbyś się zgubiła? A może szukasz wymarzonego księcia z bajki, białogłowa? [b]- zapytała druga.
[b]- Jesteś dziewicą? Lub ktoś z twojego przybyłego tutaj grona?
- dorzuciła trzecia, oblizując swe iście kobiece usta.
Dokładnie w tej chwili, z piecyka zaczął dochodzić łomot, jak gdyby piętka od chleba stukała w ściankę piekarnika – albo człowiek...


Sina

Paniczyk nie zwlekał i od razu wskoczył wpierw na twoje ramię, a następnie na głowę i wplątał się nieznacznie we włosy. Dosłownie w ostatniej chwili, bo na drugim skoku byłby capnięty przez misia – a tak ten zatrzymał się metr przed tobą.
- Przepraszam Panią bardzo, lecz ten książę jest mój - ukłonił się iście dworsko, po czym spojrzał z nienawiścią na ukrywającego się w tobie kurdupla. - Fiut ukradł mi prawo własności do mojego domu i teraz próbuje mnie wywłaszczyć, zachciało mu się fabryki czekolady na cudzych posesjach budować… A tak poza tym, Puchatek jestem - dodał i ujawnił swe imię, czając się na Księcia.
- Sam żeś przerżnął akt grając w karty, bucu jeden, bo ci szmalu z przemytu miodu przez czeską granicę zabrakło. Mam odpalić filmik, jest na CzerwonejTubie, jak sam to stawiasz, huh? - odgrażał się paniczyk, wygrażając mu pięścią.
I zaczęli się przekrzykiwać, idąc bardziej w łacinę podwórkową aniżeli logiczne argumenty. Jeszcze chwila i dojdzie do rękoczynów, a skoro stoisz niejako pomiędzy nimi…


Prudence

Jako że koty i psy, w tym i wilki – raczej nie za bardzo się lubią – o długim i owocnym śledzeniu nie było mowy. Wszakże do głosu szybko doszedł wyostrzony węch oraz zaalarmowanie starszego pana. Klakier, bo którzby inny, przeszedł w stan gotowości do podrapania ci nóg.
- Hem? A ty czego chcesz? Nie widzisz, iż biorę udział w ostatniej krucjacie przeciwko tej niebieskiej zarazie? - wyrzucił jednym tchem i dopiero potem dokładniej zlustrował cię wzrokiem. Zmrużył przy tym oczka, jak gdyby doszukiwał się w tobie pewnych konkretnych cech, których najprawdopodobniej nie znalazł – odetchnął z ulgą.
- A może chcesz wziąć udział w walce ze złem ciemiężącym od wieków nas, przedstawicieli Świata Cieni? Lub przynajmniej wiesz, gdzie mogę znaleźć tych niebieskich – jak ich tam nazywacie – Fefilim? - spytał i wręczył ci portret Pierwszego, z niebieskim filtrem. Ciekawe co i za jakie grzechy chciał im zrobić? - Wiem, że ukrywa się gdzieś w okolicy, wraz ze swoimi akolitami...- dodał, zaś Klakier zrobił oczka niczym Kot ze Shreka. Wspomożesz nieszczęśników?

Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
Na taki ukłon oraz kurtuazję w wykonaniu niedźwiadka nie wypadało odpowiedzieć inaczej niż własnym ukłonem, toteż wilczyca grzecznie dygnęła przed misiem, uważając przy tym, by karzełek nie zleciał gdzieś na glebę.
- Sina. - przedstawiła się, unosząc niejako brwi wysoko do góry. Puchatek? Kubuś Puchatek, że Stumilowego Lasu, o którym bajki czytała jej mama w dzieciństwie? No proszę, proszę, zacne towarzystwo się tu zbierało. Tylko jakby panowie tak sobie nie wygrażali...
- Panowie... PANOWIE! - podniosła głosik, żeby czasem nie została przeoczona i cofnęła się kilka kroków, aby czasem ewentualne rękoczyny nie dosięgnęły jej osoby. Wprawdzie regenerację miała, ale co to za przyjemność dostać w łeb? - Ja naprawdę emocje rozumiem. Więc bardzo proszę, powoli tudzież spokojnie, bo bym chciała jakoś panom w konflikcie pomóc, a jeśli oberwę przez kłótnie szanownych panów, to mi raczej ta chęć przejdzie. - zaśmiała się przy tym lekko, starając się przy tym nieco powściągnąć emocje kłótliwych istotków.
- Jeśli dobrze rozumiem, pan... - łypnęła tu na malucha, który nie raczył się przedstawić. - ... Jest w posiadaniu aktu własności domu pana Puchatka. - upewniła się co do własnych wniosków, patrząc to na jednego, to na drugiego. - Jeśli panowie pozwolą, jak duży jest to dom, czy raczej jak rozległe są pańskie ziemie? Przepraszam za niedyskretne pytania, chcę tylko i wyłącznie pomóc. - zastrzegła sobie od razu, coby nikt jej źle tu nie zrozumiał. - Wszak przecież nie godzi się, by tacy mili panowie tak okrutnie się ze sobą kłócili i wygrażali, toż to nie przystoi, a zwłaszcza w tak pięknej krainie. Więc przede wszystkim, czy panowie wykazaliby troszkę chęci, żeby się z pomocą mojej skromnej osóbki dogadać? - uniosła delikatnie brwi do góry, jednak z grzecznym uśmiechem i bez żadnych agresywnych reakcji do obydwu panów.
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime

Ghillie Dhu

383


189 cm


The hills are bare now, and autumn leaves lie thick and still.







[Cytuj]
Multikonta: Alexander Lynn
Gdy pojawił się na polanie, od razu poczuł się spokojniej. Względna cisza (a przynajmniej brak stałych rozmów), przyjemnie oniryczna atmosfera, to wszystko nagle zakontrastowało z poprzednim hałasem. Zerknął pobieżnie po atrakcjach, które oferowała, i zaczął się rozglądać. Nagle trafił wzrokiem na dziewczynę, rozmawiającą ze staruszkiem z kociakiem – nie byłoby to szczególnie kuszące, ale zauważył nagle, że mężczyzna coś swojej rozmówczyni podaje.
Ghillie zastanowił się dwa razy. Sklepikarz odpadał, jacyś kłótliwi krzykacze także. Zielone światło zdawało mu się dosyć interesujące, ale dobiegająca stamtąd muzyka raczej wykluczała coś realnie groźnego – i tym samym ciekawego. A przynajmniej tak się Ghilliemu wydawało, więc nie ryzykując, że trafi przypadkiem na kolejne przyjęcie, po prostu poszedł w kierunku staruszka z kotem. Zakładał raczej, że po prostu minie rozmawiających i pójdzie gdzieś w swoją stronę, ale gdy tylko zbliżył się na tyle, żeby słyszeć, usłyszał słowo „Fefilim” i nie potrafił nie podejść jednak do nich z nieco krzywym uśmiechem. Jego dłoń oparła się o głowicę miecza, gdy popatrzył po nich, ale na razie się nie odezwał. W końcu to nie on był pytany.
<div style=" width: 115px; font-family:georgia; font-size:9px; letter-spacing:2px; color:white; font-style:italic; text-align:right">

Glory of youth glowed in his soul; where is that glory now?


Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies | Sif
Pomachała także wilkołaczce, gdy ją zauważyła - kolejna znajoma osóbka w tym miejscu. Przystanęła, gdy udało jej się dotrzeć do celu. Przyjrzała się dość... oryginalnie wyglądającym postaciom, których aparycja, jakby nie patrzeć, nie zachęcała zbytnio do integracji z nimi. Zaraz, zaraz, czy wiedźma przypadkiem nie widziała ich wcześniej? W tej grze, na której podstawie powstały później książki?
Na zaproszenie jednej z nich podeszła nieco bliżej, zerkając na chwilę na kociołek, a później na piecyk.
- Nie i nie. - powiedziała krótko, przenosząc wzrok na drugą z kobiet. Zgubić się na razie nie zgubiła, chociaż to może ulec zmianie, gdyż z oczywistych powodów zupełnie nie znała tego miejsca. Co do księcia z bajki... nieomal prychnęła z rozbawienia na myśl, że miałaby kogoś takiego szukać. Przecież wiadomo, że to są zwykłe dupki, pewien zielony ogr mieszkający na bagnie może to potwierdzić. - Przyszłam obejrzeć z bliska ten słup ognia i sprawdzić, z czego pochodzi. - dodała, wyjaśniając powód swojego przyjścia tutaj, w końcu nie była to szczególnie wielka tajemnica.
Pytanie o dziewictwo zdecydowanie nie należało do gatunku tych, które powinny padać jako pierwsze podczas rozmowy z nieznajomymi, jednak Rez, słysząc je, uniosła tylko brwi.
- Nie jestem i nie posiadam wiedzy na temat życia erotycznego moich towarzyszy. - odparła. Może i nie była to do końca prawda, w końcu o White mogła coś powiedzieć, nie oznaczało to jednak, że chciała o tym plotkować.
Gdy z piecyka zaczął dochodzić podejrzany odgłos, z powrotem przeniosła na niego wzrok, tym razem na dłużej.
- Chyba obiad chce wam uciec...

Prudence Lavoie

22 lata


159 cm


o







[Cytuj]
Multikonta: Brak
Och, Prudence wcale nie zamierzała ich śledzić, w sumie to nawet dobrze, że się zatrzymali, bardziej przypuszczała, że ją zignorują, tak jak tamtą kobietę wcześniej. Gdy jej podejrzenia okazały się niesłuszne, bo mężczyzna ją dostrzegł, nie mogła wyjść ze zdumnienia… Czy to nie był czasem jej ulubiony złolek za czasów berbecia? Nawet kot by się zgadzał!
- Spokojnie, po prostu się rozglądałam – uniosła ręce na wysokość szyi w geście pokazującym brak złych zamiarów – W krucjacie? Sam? – Spytała i spoglądnęła na kota, który jeszcze przed chwilą gotów był ją zaatakować, wredota jedna, i dodała: - To znaczy sami? – Zlustrowała jeszcze mężczyznę wzrokiem, patrząc, czyżby nie chował gdzieś jakiegoś miecza lub innej broni.
- Raczej Nefilim. I nie, nie widziałam jeszcze żadnego w pobliżu. – A na widok portretu nie zdołała stłumić parsknięcia. - Skąd Pan to ma? I czym biedaczyska sobie zasłużyli na zagładę? Może da się jakoś załagodzić wasz… spór? Nawet chętnie bym pomogła.
Słodkie oczy Klakiera nie robiły na niej wrażenia, zresztą wolała na niego za bardzo nie patrzeć, by nie okazać swojej niechęci, jeszcze by przepłoszyła swoich potencjalnych towarzyszy dalszej wędrówki. Oni sami wydawali się dość dziwni, nawet jak na świat wróżek, toteż Prue tym bardziej chciała się z nimi bliżej zapoznać. No i musiała się dopytać, czy to aby na pewno jest ten Gargamel.
- Ach, zapomniałam się przedstawić. Jestem Prudence, a pan?

Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
Czarownica była wręcz prze szczęśliwa słysząc miauknięcie kociska. Oczka zaiskrzyły radośnie. To, że się wpatrywał w jej talię zwróciło jej uwagę. Wyszczerzyła się i poklepała sakiewkę brzęcząc złotymi dukatami, które ze sobą zabrała. Tak, zabrała dukaty bo na co jej tutaj funty. Złoto znacznie bardziej się liczyło w tej materii niż jakieś papierowe, zmyślne funciaki. Jej dłoń pozostała na sakiewce niejako zabezpieczając, a zarazem dając do zrozumienia, że już niedługo jej zawartość faktycznie może znaleźć się w nowych łapkach. Mimowolnie zamruczała gdy musnął jej podbródek. Zaśmiała się uroczo słysząc jego zapytanie.
- Nie czego, a kogo... Teraz to z chęcią bym cię przytuliła i wymiziała. W końcu jest to specjalna noc, a i moje urodziny. Gorsety nie łatwo do mnie dopasować, bo nieco zbyt obfite piersi jak dla nich. Zwykle z tyłu brakuje materiału na osłonięcie pleców przed sznurkami. Wolę chodzić na boso, więc i skarpetki odpadają. Amulety zaś z chęcią obejrzę. - puściła do niego oczko, a jej znamię czarownika delikatnie zafalowało z powodu podekscytowania.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Sina

Dokładnie ten sam Puchatek, którego w nieco bardziej animowanej wersji puszczano w telewizji – to były czasy. Wszakże to kraina baśni, a misio był wybitnie zmyślony na potrzeby dzieciątek i tych którzy nie bali się oglądać takich rzeczy po przekroczeniu pewnej magicznej liczby umożliwiającej zakup alkoholu.
Jak by nie było, zarówno on jak i Tomcio chcieli mieć problem rozwiązany, więc w milczeniu zgodzili się na arbitraż.
- Co za różnica? To moja misiowizna jest! Piękna jama pod drzewem, mająca jakieś 20 metrów kwadratowych. Urzędowo 13, podatki. Wnętrze warte dobre dwie najniższe krajowe Polaka. A ty, bucu, spróbuj donieść to cię o molestowanie osiołka oskarżę. Ten gwóźdź to sam w tyłek się nie wpiął! No jest też ogródek, takie dwa metry kwadratowe, akurat petunie tam sadzę i marih… marne takie pokrzywy które ładnie pachną - przedstawił swoją posiadłość Niedźwiedź.
- Prąd ciągniesz na lewo, wodę już dawno ci odcięli, listonosz nawet nie podejdzie bo znowu mu torbę z rentą dla babki świsnąć spróbujesz. Nie ma znaczenia wartość, tym bardziej sentymenty których w interesach nie ma – oto kwit własnościowy - zagroził Karzełek i wyciągnął pomiętolony, ręcznie spisany papier. Jak to wyglądało? Nabazgrane względnie czytelnie: własność Puchatka należy do Tomcia.
Wszystko poniżej spisano innym długopisem i bardzo niechlujnie:
Poniżej widniał podpis: odcisk łapy, z tym że nie niedźwiedzia a jakiegoś kurczaka oraz wyraz przypominający napis „ćwieć burhatek”. W kategorii świadków tego procesu, poza drugą stroną podpisaną jako „sztomcio”, widniał niejaki „tot chandlaż”. I najważniejsze, papier śmierdział tanimi, ruskimi fajkami, bimbrem podlaskim i ziołem zmieszanym z różnymi tanimi specyfikami.
Rodzi się pytanie, jak oni spisywali tę umowę i co tam się odjaniepawliło? Sędzino Sino Mario Wesołowsko-Taulai, działaj.


Nerezza

- Słup ognia? - spojrzały na siebie wszystkie trzy i dopiero po chwili zrozumiały aluzję. - Masz na myśli nasz mobilny kociołek do rzucania mrocznych i dyskusyjnie złych czarów? Przyznaję, trochę kopci – za to nie pozostawia magicznych śladów! Gorzej jeśli panowie policjanci albo ekolodzy są w pobliżu - wyjaśniła pokrótce jedna z nich. To by się zgadzało, gdyż z samego wnętrza urządzenia, czuć było delikatną nutę czarnej magii. Panie musiałby albo rozpoczynać zabawę, albo to coś w rodzaju osadu po poprzednich i efekt niedokładnego wyczyszczenia naczynka.
- Szkoda, chociaż może mieliście chociaż dwumiesięczną przerwę? Na bezrybiu i rak ryba, Lucyfer strzela focha, lecz Apep i takie ofiary przyjmuje. Czynem nagradza! - zaczęła dopytywać się ta wcześniej oblizująca usta. I w chwili gdy tylko wspomniano o uciekającym obiedzie, najgrubsza zaraz wzięła ścierkę i trzasnęła w piecyk. - A wy tam uspokoić się, małe gnoje. Na was przyjdzie jeszcze czas! - A odpowiedział jej dziecięcy wrzask, chłopca i dziewczynki. Słowo daję, zero kultury!
- Nie wiem czy słyszałaś ale Pierwszy ma podnieść akcyzę na magię, no to chcemy rzucić taką klątwę, że w pięty mu pójdzie. Przez pośrednika, ma się rozumieć. Mamy już sztuczną szczękę dziadunia, replikę głowy Raziela, suszone oregano. Brakuje nam jedynie krwi dziewicy – dodała i zaczęła dosypywać rzeczoną przyprawę. Zarazem tajemnica wspomnianej wcześniej głowy byłaby jakby rozwiązana.
- Wspomożesz biedne siostry? Zdobędziesz krwi, dla dobra świata magii i na chwałę Wielkiego Demona z Egiptu? - padło pytanie po którym cała trójka zaczęła słać do ciebie maślane oczka.
Tylko po co im te dzieciaki?


White

Złoto, srebro, dukaty, ropa, dolary – waluta nie miała znaczenia, gdyż tę zawsze można wymienić – podobnie z dobrami. W dobie globalizacji, poznanie kursu konkretnej rzeczy to banał i minimalny wysiłek. W końcu Kot miał dostęp do internetu, ba – własną sieć wifi. W dodatku, im bardziej poruszałaś talią i sakwą, tym bardziej kociakowi świeciły się oczka – i poruszały uszka.
- W takim razie napawaj swe oczy, i nie tylko, tymi oto pięknościami – choć wszystkie chętnie wymieniłbym na ciebie - odparł uwodzicielsko i ośmielił się musnąć twą skórę policzka swymi kocimi wąsikami. I zaczął też przedstawiać całą ofertę amuletów, kolejno: odstraszające Nefilim, chroniące przed niektórymi urokami, maskujące-niewidzialności, ukrywające aurę oraz cały szereg pozwalających przechowywać w nich dobrane przez siebie zaklęcia – co egzemplarz to inna dziedzina – i to więcej niż jednokrotnie. I oczywiście, jak to w sklepie, do każdego doczepiona była metka z ceną – sporą. Z drugiej strony, co jeden to wyglądał jeszcze bardziej obłędnie i posiadał cenny klejnot/diament/inną wartościową błyskotkę.
- Którego pragniesz i ile jesteś gotowa za niego dać… - rzekł uwodzicielsko i musnął dłonią po twym udzie. Kociska są wredne, szczególnie gdy wiedzą, iż w twej sakwie znajdowało się niewystarczająco nawet na jeden egzemplarz – nazwij to wytrawnym okiem handlarza…
Magiczne aury przedmiotów? Wyłącznie metki z cenami – czyżby rodzaj zabezpieczenia i dezaktywacji towaru w razie kradzieży?


Prudence, Ghillie

- Dwóch? - spytał z niedowierzaniem i spojrzał na siebie i na kota, co na paluszkach pozwoliło mu naliczyć dwie osóbki. Następnie skierował wzrok na wilczycę i dodał trzecią osóbkę. - I nasz spóźniony kolega. Jest nas czterech. To jakieś 100% istot o czystym sercu na tym obszarze, wystarczy. Bo zakładam, że braliście z rana prysznic… - dodał, zakładając od razu entuzjastyczny scenariusz. W jego głosie słychać było ekscytację, zwłaszcza po przybyciu Ghilliego.
- Te gnoje stale podnoszą podatki! Opłata cukrowa! Akcyza! Podatek od ruchomości elektrycznej! Ostatnio nawet na kota wystawiają rachunki po 30 eurocentów za miesiąc! Od sierpnia wchodzi danina za czary. Pani, a vat od 9 lat utrzymują na poziomie 67%! Tak się nie da żyć w tej nieludzkiej krainie! To i się buntujemy, koniec tego dobrego! Rząd Smerfowy musi odejść! - przedstawił swoją petycję. Chyba nie sądziliście, iż w tych czasach, krucjaty urządza się w imię wyznania i dla nieskrepowanego niczym mordu? To rewolucja, a przecież gdyby zerknąć na dowód osobisty starca – jest jak nic z Francji. Taka tradycja!
- Gargamel, a to mój pupil – Klakier - przedstawił się, zaś kot stanął na dwóch łapach i jakkolwiek to nie będzie wyglądać, usiłował ucałować kobiecą dłoń. Różnica rasowa? Bolała, lecz istniało większe zło. - To jak, towarzysze-nieobywatele, pomożecie? Zginął, przeżyją – byle spieprzali z tej krainy! Niewiele mam ale co magicznego w kufrze mi się ostało, to oddam. Z kolei sam ich prędko nie wytropię… - Decyzje…

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies | Sif
Obecność czarnej magii oczywiście sprawiła, że Rez tym bardziej postanowiła jeszcze trochę tu zostać i wybadać, co się tutaj dzieje. A nawet, jeśli w jakiś sposób, by ją to odstraszyło, wspomnienie demonicznego ojca skutecznie zatrzymałoby Rez w miejscu.
- Wyznajecie Apophisa? - spytała, chcąc się jeszcze upewnić. Składanie ofiar demonicznemu megawężowi nie było czymś, z czym spotykała się często wśród innych, nie wspominając już o wierze czy czczeniu go. Pod tym względem, żałowała, że nie urodziła się jakieś kilka tysięcy lat wcześniej, gdy mieszkańcy Starożytnego Egiptu drżeli ze strachu przed nim. - Dwa miesiące? No to tak, była przerwa. - dodała, sama nawet nie wiedząc, dlaczego opowiada o swoim życiu erotycznym obcym osobom, chociaż najprawdopodobniej wspomnienie o jej ojcu sprawiało, że była zdecydowanie bardziej chętna do ewentualnej pomocy.
- Akcyza na magię? To w ogóle coś takiego istnie... znaczy, oczywiście, że istnieje i to jest doprawdy oburzające, że ma zostać podniesiona. - odparła, szybko się poprawiając, co by się nie wydało, że pierwszy raz słyszy o tej zupełnie irracjonalnej opłacie.
- Jaką klątwę? Mam nadzieję, że naprawdę paskudną, w końcu trzeba mu pokazać, że z czarownicami się nie zadziera. - permanentny owocostan na pizzy? Wiecznie wyładowana bateria w telefonie? A może nieustanny brak papieru toaletowego, gdy pójdzie się w wiadome miejsce? Jeśli chodzi o klątwy, potrafiła być kreatywna - jeśli oczywiście tylko jej się chciało, bo obecnie ograniczała się do sprawdzonych zaklęć i zmieniania innych w blobfishe. - To w takim razie do czego potrzebne wam są dzieci? - dopytała, jeszcze raz zerkając na piecyk, gdy bąbelki nie zostały wymienione na liście potrzebnych składników.
Na chwałę Wielkiego Demona z Egiptu mogła zrobić dosłownie wszystko, więc znalezienie krwi dziewicy nie powinno być szczególnie trudnym zadaniem. Jednocześnie jednak lekko uniosła brwi - przecież wyraźnie słyszała wrzask dziewczynki wydobywający się z piecyka. Czy to oznaczało, że... Rez nie dokończyła myśli, powstrzymując się od pokręcenia głową. Upadek wszelkich norm i obyczajów, ot co.
- Jeśli wystarczy wam dziewica, ale taka nie do końca, to mogę dać trochę swojej krwi. - odparła. W końcu na pytanie o przerwę odpowiedziała twierdząco. - Ale jeśli nie, to mogę poszukać. - dodała szybko, żeby nie było, że się wycofuje.

Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
White nie wiedziała na jakim poziome zaawansowania jest kotełek, więc no cóż, zgadywać przecież nie będzie prawda? Ona miała przy sobie złote dukaty no i tyle. A czy on by je sobie później wymienił to już jest zupełnie inna kwestia. Skoro miał internety to dla niego plus. Ona w mieszkanku czy na telefonie również takowe posiadała. Czarownica zamruczała cichutko czując jego wąsiki na swej twarzy. Zaśmiała się przy tym wdzięcznie zakrywając uroczo dłonią własne usta.
- Och Skarbeńku... Oddać na stałe siebie nie zamierzam, nawet za całe złoto wszystkich światów. Co innego uprzyjemnić sobie wzajemnie noc bez zobowiązań. - szepnęła mu do uszka czując jego dłoń na własnym udzie. Zerknęła na pokazywane amulety. Tak na prawdę żadne ją nie interesowały. W końcu wystarczyło słówko, a coś ciekawego dorwałaby od Eredina bądź Peszta. Oni się w takich sprawach specjalizowali. Z tego co pamiętała, to i Nith też się na tym znał. Przyjrzała się również cenom z kosmosu. No i nie dała by sobie głowy uciąć, iż faktycznie byłyby to przedmioty magiczne, skoro nic od nich nie czuć.
- A czy nie mówiłam, że pragnę kogoś, a nie czegoś? - wyszczerzyła się znów mrużąc delikatnie swe oczka.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo