Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
Nikt nigdy nie powiedział, że bajki są tylko dla dzieci, tak więc żadną tam ujmą nie było kojarzyć bohaterów i mieć ubaw przy różnego typu kreskówkach. Bardziej interesujące były koneksje pomiędzy obydwoma panami oraz tajemnica aktu własności "misiowizny", jak to raczył określić Puchatek.
- Ależ ja nie zaprzeczę, mnie aktualnie interesuje wielkość terenu spornego. Spokojnie, ja sobie żadnych praw do Twojej misiowizny uzurpować nie zamierzam. - powiedziała od razu, chcąc uspokoić zdenerwowanego miśka. Jeszcze znowu zaczną z łapami startować do siebie i będzie kuku... Słysząc za to o marysi uśmiechnęła się domyślnie.
- Zapaliłoby się zielone, przypomniało czasy młodości... Szanuję, szanuję. Znaczy miejsce idealne dla niedźwiadka, może ciasne, ale przecież własne. - podsumowała, tym samym próba nawet pytania o to, czy zdecydowaliby się podzielić miejscem nawet nie wchodziło w grę. Tam nie było czym się dzielić. Kwestie wody, prądu tudzież ewentualnego gazu oraz podatków pominęła, wilk nie skarbówka, co najwyżej poczęstowany ziołem lub mięskiem nie odmówi. O wiele ciekawszy był za to kwitek własnościowy, którym to legitymował się karzełek, skądinąd wybitnie niekulturalny, skoro nadal swojego imienia podać nie raczył. Bazgroły? Idealnie widać było, że prędzej dziecko je zrobiło. Zapach? Jakby Wania po pijaku w Rosji bawił się w notariusza. Znaczy albo ordynarna podróbka, albo misiu miał problem. Ale powolutku. Zaczniemy od analizy grafologicznej. Zanim jednak zaczęła wypowiedź, obwąchała uważnie karteluszek, a potem karzełka i misia, by się upewnić, że zapachy obydwu są na kartce.
- Drodzy panowie. No więc tak. Od razu widać, że odcisk łapy niedźwiedziej to nie jest. Podpisy? O ile panowie nie są na bakier z ortografią... Wypadałoby dokonać analizy pisma, więc jakby panowie byli łaskawi się na jakimś karteluszku podpisać dla porównania, to będę wdzięczna. Przydałoby się również przesłuchać świadków, to jest "Sztomcia", oraz "Tota Handlarza". Bo do wydania wyroku w sprawie niezbędne jest dowiedzieć się, cóż to się tamtej nocy stało i czegóż to panowie doświadczyli... - złożony akt własności wylądował za to w staniku Siny, coby czasem nikt nie próbował go w ogóle odzyskać albo wykorzystać. Sięgać po niego nie polecamy. Tak więc śledztwo czas zacząć!
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime

Prudence Lavoie

22 lata


159 cm


o







[Cytuj]
Multikonta: Brak
Dopiero gdy wspomniał o czwartym towarzyszu, Prue odwróciła głowę w bok, by zobaczyć podsłuchiwacza. Najpierw pojawiła się lwia zmarszczka, kiedy wzrok wylądował na jego dłoni opierającej się na głowicy miecza, wiodąc oczami w górę, czoło stopniowo zaczęło się gładzić, a z ust kobiety wydobyło się ni to westchnięcie, ni to gwizdnięcie na wdzięk tej istoty. Mogłaby tu godzinami stać i podziwiać piękno wróżka, jego ciemne loki, tak uroczo okalające twarz i te hebanowe oczy…!
Dopiero następne, wzburzone słowa garbatego wyrwały ją z amoku i Lavoie niechętnie odwróciła wzrok od wróżka, skupiając się na Gargamelu. Co chwilę jednak spoglądając, czy czasem nie uciekł.
- Rzeczywiście, niemiło was traktowali. Jesteście pewni, że to oni są odpowiedzialni za te podatki? – Spytała z powątpieniem.
- Miło mi was poznać – A więc to oni, może nawet później zrobi sobie z nimi pamiątkowe selfie? Na pewno się zgodzą. Jednak trzeba przyznać, że Gargamel w bajkach nigdy nie był mistrzem planowania, ba, nawet gdy już coś mu się udało, to i tak zdołał to spieprzyć, ale też niewiadomo, na ile dobranocki były zgodne z rzeczywistością. Tam w końcu – czarny bohater, chociaż… I tutaj chciał pozbyć się swoich wrogów (przynajmniej nie chciał ich zjeść!).
Niby nie dostrzegając starań kota, sięgnęła akurat tą dłonią do głowy, żeby się podrapać, a następnie złożyła obie ręce. Jeszcze czego, aby przez tę paskudę miała problemy alergiczne, tfu.
- Ja, oczywiście, jak już wspominałam, pomogę ich znaleźć. Ale musicie obiecać, że gdy już ich spotkamy, to nie rzucicie się na nich z łapami lub pazurami. – Wypowiedziawszy ostatnie słowa spojrzała na pchlarza, który jeszcze chwilę temu był gotów zmienić się w krwiożerczą bestię i ją podrapać. – Nawet mogłabym spróbować ich wytropić, jeśli macie jakąś rzecz, która do nich należy. – Czy było nieodpowiedzialnym pomaganie nie tak dobrym charakterom w „zagładzie” nefilim? A gdzie tam, będzie ciekawie.

Ghillie Dhu

383


189 cm


The hills are bare now, and autumn leaves lie thick and still.







[Cytuj]
Multikonta: Alexander Lynn
Ghillie nie był szczególnie zainteresowany atencją dziewczyny, wręcz wolał ją trochę zignorować – z reguły nie zwracano na niego uwagi, a jeśli już, to w jego wspomnieniach wiązało się to raczej z obserwacją raczej jak zwierzątka niż faktycznej osoby.
Mimo to, on sam popatrzył na nią krótko. Wyglądała młodziutko, dosyć niedoświadczenie, i choć wróżek wiedział, że to często mylny pozór, jakoś tak nie mógł odwieść się od wrażenia, że ta nie jest w Świecie Cieni szczególnie długo. Coś takiego w jej spojrzeniu, było chyba zbyt… świeże.
Zaraz jednak wrócił spojrzeniem do mężczyzny z kotem, który wydawał się niezwykle poruszony sprawą z Nefilim – zresztą, w końcu nie on jeden w tym świecie, ale on, ze swoim kufrem, był w tym nieco bardziej nadmierny, śmieszniejszy, ale przez to też ciekawszy. Ghillie postarał się w sposób możliwie mało ostentacyjny, czy widać w owym kufrze coś ciekawego, czy to same rupiecie, tak jak by się tego spodziewał.
Obawiam się, że jest nas cokolwiek niewiele na takie krucjaty – rzucił lekko kpiącym tonem. – Nawet we czwórkę. Ale poszukać nie zaszkodzi – dodał, znów patrząc na Prudence. Nie był do końca pewien, czy uwaga o „nierzucaniu się” była skierowana też do niego, w końcu na pierwszy rzut oka wyglądał jak potencjalny adresat, ale zamiast odpowiedzieć, tylko posłał jej krzywy półuśmiech. Nie żeby spodziewał się wielkich sukcesów tejże „krucjaty”, ale przecież on sam nie był wielkim fanem Nefilim. Ale gdyby coś miało zacząć się dziać…
Ech, raczej nie było co sobie robić wielkich nadziei.
<div style=" width: 115px; font-family:georgia; font-size:9px; letter-spacing:2px; color:white; font-style:italic; text-align:right">

Glory of youth glowed in his soul; where is that glory now?


Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Nerezza

- Wyznawanie to zbyt wielkie słowo, przecież Demony nie mają tak wybujałego ego i bzdurnych wymagań jak bogowie. To prosta wymiana, konkretna ofiara w zamian za konkretne działanie, zaś Apophis ma całkiem ciekawe wymogi płatnicze. Raz, na ten przykład, domagał się zrzutu stonki ziemniaczanej nad Nil – a może to były szarańcze? Mniejsza o to, rozumiesz schemat - wyjaśniła jedna z wiedźm, najlepiej jak tylko umiała. Jak trwoga to do boga, jeśli ktoś nie potrafi umierać w ciszy. Edom odpowiada wyłącznie za orgie, zespoły metalowe i czasem dobrą zabawę.
- Najstraszliwszą, ucieleśniającą siedem grzechów głównych: pychę – czyli brak dostępu do instagrama i innych portali atencyjno-randkowych; chciwość – potracą karty płatnicze; nieczystość – po miesiącu bez kąpieli zmądrzeją; łakomstwo – wszystko co włożą do pyska zamieni się w szpinak z rodzynkami; zazdrość – ich życie erotyczne będzie naprawdę smutne; gniew – sezon na komary rozpoczęty a te burczące gnoje w środku nocy irytują; lenistwo – to co miękkie zamieni się w szpilki! - Zgodnie ze znajomością czarnej magii na poziomie IV: oto los przegrywa, a utrzymuje się nawet do sześciu tygodni! Uchodzi za niekontrowalną i dlatego potrzebny jest, do jej rzucenia, potężny Demon – najlepiej z poczuciem humoru lub wrodzoną złośliwością.
- Jaś kradł jabłka z sadu, z kolei Babcia Czerwonego Kapturka, która jest pod wpływem mikstury zmieniającej wygląd na Małgosię, chciała zwędzić nam syyyr ze spiżarni. Karą za to jest tygodniowa katorga w temperaturze 45 stopni celsjusza, o occie i szparagach. - Tudzież chcą złożyć je w ofierze Szatanowi na Czarnej Mszy, a gadka o przebranej babci to kłamstewko. Dem6n6l6gia na IV poziomie i taki scenariusz podpowiada.
- Oto pobierak krwi, tylko nie rób tego przy mnie, boję się igieł i mdleję na widok krwi… - krzyknęła najładniejsza, w chwili gdy jej siostrzyczka podała ci rzeczone urządzenie z cholernie grubą igłą. – Jeśli sądzisz, że jesteś wystarczająco czysta – proszę bardzo. W przeciwnym razie zawsze możesz poprosić o dotację kogoś z tobą tutaj przybyłych… - Wszakże baśniowa kraina, magia działa bez przeszkód! A Czarownicy są wielce mobilni – no i odpada ryzyko psikusa dla własnej osoby, jeżeli dać cudzą posokę.




White

Kot zamiauczał i zaczął poczynać śmielej, eksplorując dalsze fragmenty apetycznej nóżki. Racz jednak pannico wybaczyć mu pewne limity w nazewnictwie i erotycznych myślach, wszakże to wątek dzielony więc i smaku wypadało więcej zachować.
- W takim razie zapraszam do środka - wymruczał, wstał i pociągnął cię za sobą do wnętrza swojego całkiem nieźle urządzonego namiotu. Widać, iż handlującym kotom powodziło się i to całkiem nieźle, a jeśli oceniać po wystroju – ten musiał być wcześniej wojownikiem. Miał sporo ewidentnie używanego oręża i różnego rodzaju odznaczeń. Zarazem, jak przystało na gospodarza, zaraz wyciągnął kieliszki i nalał w nie wina – po czym jeden wręczył ci.
- Pod warunkiem, iż w jej kwotę wliczony jest i poranek - rzekł i uniósł wyżej szkło, toast na przypieczętowanie umowy? Wszakże wypadało wpierw zakończyć wszelkie formalności i przygotować organizm do konsumpcji, mniejsza o to w jakiej kategorii. Ponoć czerwone wino pasuje do wszystkiego idealnie...



Sina

Bajka to właśnie nic więcej jak show dla najmłodszych – o ile producenci nie postanowią nagrać czegoś w klimacie gore lub bardziej intymnych. Niezależnie od stylu, to wymaga sprzętu, personelu, rekwizytów, różnego rodzaju pozwoleń i otoczenia – oraz samych aktorów, którymi te wszystkie stworki są. W końcu nikt nie interesuje się tym co robią poza kadrem – przecież w eterze nie przebywają i mają swoje życia!
- E! E! E! Kultury może trochę, w mordę jeża, co! Nie Sztomcio tylko Tomcio! Każdemu może zdarzyć się błąd ornitologiczny! Poza tym ciemno tam było i zadymnie, gdyż ugodę podpisano w jaskini tego menela! - fuczał Karzełek i sięgnął po długopis i wizytówkę, na której tyle wypisał swoje imię. Tomasz Paluch, byznesmen – zaś odręczny podpis: Domcio. Zgadza się, niechlujnie.
Na obronę, nie zapomniał o magicznym słówku „proszę,”, kiedy podał ci drobniutki papierek, po czym zeskoczył na ziemię. Nadal jednak trzymał się za tobą, w obawie przed niedźwiedziem.
Misiek, nadludzkim wysiłkiem i rzutem na cierpliwość – zaczął bazgrać w ziemi pazurem. Papieru ani pisaka niestety nie miał, to i improwizował. O dziwo uszanował ortografię i spokojnie mógłby startować do konkursów z przepięknym pismem.
- Pewnie chodzi o Kota Handlarza, taki osiedlowy cwaniaczek i prywaciarz, o tam ma swoje stanowisko - tutaj wskazał na kierunek w którym wcześniej udała się White. - Czasem wpada pograć w karty, ale tylko do 22 i pod warunkiem, iż impreza zaczyna się o siódmej rano i jest gruba. Bimber, świeżo skoszona trawa, mocarz, dziewoje papierowe, koks, lasery… - Jednym słowem, typowo rosyjska impreza!
I tak, na wręczonej karteluszce było tego świadectwo – oraz bytności tej dwójki i jakiegoś kocura – aromat mokrej kociej sierści jest nie do zapomnienia. Zaś aromat był tak tęgi, jak gdybyś miała półtorej promila krwi w alkoholu – lub na odwrót – oraz wyjarała soczystego skręta. Lepiej poszukaj jakiegoś podparcia, w przeciwnym wypadku ryzykujesz wyłożeniem się...
- Długo będziesz zwlekała z przyznaniem mi racji? - ponaglał zirytowany Tomcio.



Prudence, Ghillie

Spójrz mu prosto w oczy i powiedz, iż jest wybitnie niestrategicznym typem. W bajkach zło musi albo przegrać albo przejść na dobrą stronę – w wypadku pierwszego wariantu, wychodzenie na idiotów jest normą. Czego to człowiek nie zagra, byle dorobić do emerytury i móc wykarmić poczciwego kocura? To nie stworzenia z pbf’ów, które nie muszą przejmować się trudami życia i pracy codziennej…
- Oto cały dziennik ustaw, uchwał i innych decyzji, podejmowanych za ich kadencji… - rzekł i wyciągnął zza pazuchy naprawdę opasłe tomiszcze, z wkładkami przy każdej podwyższonej lub nowej opłacie. Państwo Polskie razy 10 – takie to masywne!
P.S. Klakierowi zrobiło się smutno, zobacz co narobiłaś Prudence! Współczynnik humanitaryzmu -10!
- Młodzieńcze, synu - Gargamel zwrócił się do Ghilliego, w iście mentorskiej pozie. - Jeden pindol był cieniutki, a drugi gruby jak świnia. Może ukąszenie świni boli, lecz to rany po leszczynie goją się dłużej… - zacytował słynnego mistrza sztuk walki, Kutang Pana, po czym podrapał się po nieistniejącej brodzie. To tak odnośnie chodzenia w czwórkę na krucjaty – niestety z racji nie przynależności do Azjatów, wiedza typowo dedukcyjna nie może zostać ujawniona.
- Jeśli ich odnajdziecie, nastawcie te oto mikrofalówki na odmrażanie. Pójdę na północ, oba skrzydła są wasze - rzekł i wręczył każdemu z was po miniaturowej… mikrofali. Zarazem, Prudence, dano ci wezwanie do zapłaty za kota – podpisane odręcznie przez pewnego pana o ksywce „Premier”. To jedyne co miał Gargamel, a mogło przydać się w tropieniu.

I teraz nadchodziła technicznie najtrudniejsza część, samo tropienie: to nic więcej jak czysta opisówka – teoria jak się do tego zabierzecie. Na koniec poproszę o rzut kostką K10. Zarazem zmyślne wykorzystanie posiadanych umiejętności i sprzętu – MG nie wnika czego i ile macie, o ile jest to w granicach rozsądku – zapewni dodatkowe punkty do wyniku. Wpadki analogicznie ujemne…

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies | Sif
- To nie są... a zresztą, nieważne. - powiedziała tylko, nie chcąc się kłócić na tematy religijne, w końcu one rzadko miały dobre zakończenia. Osobiście miała zupełnie inny pogląd na to, w końcu niektóre demony były bóstwami, czczonymi kiedyś i niekiedy nawet dawno zapomnianymi. - Ale rozumiem.
Sam opis klątwy - chyba jeden z najlepszych, jakie dotąd słyszała. Kreatywnością i brutalnością przewyższała nawet słynne plagi egipskie. Nie wiedziała tylko, czy konkretnie o taką nieczystość chodziło, ale wtrącać się nie zamierzała, bo ta opcja była niezaprzeczalnie dotkliwa. Zresztą, cały los przegrywa był zdecydowanie paskudną klątwą i wiedźma raczej nie była w stanie wyobrazić sobie czegoś gorszego niż brak instagrama w połączeniu z permanentną obecnością komarów w nocy i i żywieniem się wyłącznie szpinakiem z rodzynkami.
Z lekko uniesionymi brwiami przysłuchiwała się historii o dzieciach. Coś jej tu nie grało, w końcu jedna z wiedźm sama przyznała, że jeszcze przyjdzie na nich czas, co niezbyt pasowało do wersji z karą. Ale co mogła zrobić, wzruszyła tylko ramionami.
- A szkoda, bo można byłoby złożyć je w ofierze demonowi... - odparła tylko. Oczywiście nie miała na myśli Szatana, a jej ojca, co zapewne nie dziwiło szczególnie mocno.
Spojrzała podejrzliwym wzrokiem na pobierak, który, jak dla niej, nie wzbudzał zbytnio zaufania, dlatego go nie wzięła. Jeszcze się jakimś magicznym syfem zarazi, bo kto wie, kto wcześniej z niego korzystał, a co do sterylności miała zastrzeżenia.
- Chyba lepiej, żeby to była moja krew, może ojciec spojrzy łaskawszym okiem. - odparła, przyznając się tym samym na głos do pokrewieństwa. Nie mówiąc nic więcej, robiąc użytek ze swoich kłów, wgryzła się gdzieś na wysokości lewego nadgarstka, by dzięki temu móc upuścić sobie nieco krwi. - Gotowe, mam już ją dodać do kociołka? - spytała, machając przy tym lewą ręką, jakoś nieszczególnie przejmując się tym, że jedna z jej towarzyszek nie przepadała za widokiem posoki. Oczywiście, była w każdej chwili oddać kilka kropel, już do kotła.

Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
- Sam kultury się naucz, co będzie na mnie głos podnosił, jak ja tylko pomóc chciałam! - wilczyca oburzyła się wyraźnie, łypiąc groźnie to na jednego to na drugiego z pełnym autorytetem funkcjonariuszki policji, której udało się wpakować w szambo w postaci trefnego aktu własności i dwóch bajkowych stworów kłócących się o niego. - Ja czytam, co pisze, pisało Sztomcio, to tak czytam... - w głosie było więcej niż tylko powątpiewanie, bo cała sprawa śmierdziała z daleka i to wcale nie dlatego, że karteluszek cuchnął na kilometr. Podziękowała jednak grzecznie za wizytówkę oraz odręczny podpis, po czym obejrzała sobie podpis w wykonaniu Puchatka. I jakoś wątpiła, by nawet napruty misio podpisał się jako "Burchatek", o innych sprawach to nawet nie wspominając...
- No to Kota ładnie spytamy, co z wydarzeń pamięta... - rzuciła radośnie, z nadzieją, że chociaż ten nie będzie problematyczny. Choć powiedzmy, że po wizycie pewnego kociego osobnika zdecydowanie lubiła kocie istoty. O ile rzecz jasna drapały jej brata, a nie ją samą.
Za to wąchnięcie karteluszka było najgłupszym pomysłem świata, lekko oszołomiona wilczyca oparła się o Puchatka, skoro stał blisko i dobrą chwilę próbowała jakoś oprzytomnieć. Takiego combo to się nie spodziewała.
- O do jasnej... Tego to się nie spodziewałam... Co żeście tam robili? - wymamrotała, półprzytomnie z wybitnie głupim wyrazem uroczej twarzyczki. Dobrą chwilę zajęło jej ogarnięcie się, oczywiście przy akompaniamencie podtrzymywania się łapki Puchatka.
- Panie Paluch, co pan tak nalegasz...? - zmrużyła oczy, zerkając na niego. - Papier na pewno był podczas tej imprezy. Czuć zapachem... Co do podpisów... Na moje pan Puchatek to tego nie podpisywał. Bo odcisk łapy to kurczaka, a nie niedźwiedzia, i co najważniejsze, pan Puchatek nie robi błędów ortograficznych i ma zdecydowanie ładniejszy charakter pisma. - łypnęła groźnie. - Ale i tak idziemy spytać kota, mam ogromną nadzieję, że on był chociażby trzeźwy... - po czym nadal wspierając się na misiu skierowała się do White oraz kota, mając przy tym nadzieję, że nie przerwie im jakoś specjalnie mocno.
- Przepraszam? I dzień dobry. - przywitała się grzecznie. - Mogę zająć chwilę?
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime

Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
Przyjemnym uczuciem był dotyk kociej dłoni na nodze. Cichutko zamruczała i z szerokim uśmiechem i wręcz dziewczęcym, delikatnym śmiechem pozwoliłam pociągnąć się do wnętrza namiotu. Z czystą przyjemnością oglądała wnętrze namiotu. Ciekawsko przyglądała się zebranej broni oraz odznaczeniom chcąc rozpoznać skąd mogą pochodzić. Oczka jej się świeciły widząc to wszystko, choć z największą przyjemnością przyjęła kieliszek z winem od Kotecka. Kokieteryjnie przesunęła dłonią po jego uszku. Upiła łyczek winka tuż po wzniesieniu toastu.
- Śniadanko zawsze w cenie- powiedziała wesoło. Odwróciła się jednak widząc wilczycę. Uśmiechnęła się delikatnie i skinęła głową na przywitanie.
- Hej Malutka. dawno się nie widziałyśmy - powiedziała wesoło na widok Siny. Ostatni raz widziała ją w kawiarni na dachu wraz z Yuu. Chyba jednak dalsze podrywu musi zostawić na później.

Prudence Lavoie

22 lata


159 cm


o







[Cytuj]
Multikonta: Brak
- A to podobno w torbie kobiety znajdziesz wszystko – mruknęła, widząc, jak mężczyzna wyciągnął księgę. Że też staruszkowi się chciało to dźwigać. Pytanie tylko, czy chciał dzięki niej wypomnieć Nefilim ich jakże okrutne postępowanie, czy ich nią zatłuc, a może dwie rzeczy na raz? Kto wie, kto wie.
Smutnym Klakierem przejmować się nie zamierzała, zwłaszcza, gdy spostrzegła półuśmiech ze strony wróżka. Nieważne, że krzywy, ważne, że do niej. Znów onieśmielona, zaczęła się w niego wpatrywać i znowu dopiero dialog Gargamela sprawił, że dziewczę się otrząsnęło.
I kiedy się spodziewała, że już nic ją nie może zaskoczyć od Gargamela, ten zaczął rozmawiać o mikrofalówce i nawet im wręczył po miniaturowej wersji! Doprawdy, czego ten człowiek nie posiadał? Chwilę patrzyła z lekkim zdumieniem, po czym przeniosła na niego wzrok. - Och, dzięki. Oby się przydała. – Najwyżej będzie miała ciekawą pamiątkę, jeśli wszystko pójdzie na manowce.
- Mógłbyś spróbować wzlecieć do góry i się trochę rozejrzeć? Może drzewa wszystkiego nie zasłaniają… - Zwróciła się do wróżka. Pewnie Gargamel nie był jedynym, który chciał się rozprawić z oprawcą, więc może ktoś już go dorwał? Albo uda się zobaczyć coś interesującego? Nie wiadomo, co mogłoby się przydać. - A tak właściwie, to jak mam się do ciebie zwracać? – W końcu gdy cała gromadka się przedstawiała, on biernie się temu przyglądał, a wołanie doń „ej ty!” wydawało się jej jak najbardziej niewłaściwie.
Ona sama przyklęknęła i zdjęła mały plecaczek, wyjęła z niego mały, rozmiarowo a5, dzienniczek z czystymi kartkami. Na jednej ze stron, w prawym, górnym rogu narysowała strzałeczkę, przy której dopisała literkę „N”. Na środku narysowała kropkę – miejsce początkowe i szybko zaznaczyła 4 ścieżki, które widziała na początku – północ z napisem „G” z liniami ukośnymi, oznaczającymi tyle, że Gargamel poszedł tam szukać Nefilim. Taka mapka wstępna z pewnością nie zaszkodzi, a i dużo czasu też nie zajęło na jej rysowanie. Zeszyt oraz mini mikrofalówkę na razie włożyła do środka, zostawiając plecak lekko rozsuniętym tak, by mieć na ten drugi przedmiot oko.
Na rękach i nogach zaczęły wyrastać jej ciemne, dłuższe włosy, twarz się zniekształciła, wyglądając przy tym trochę karykaturalnie, paznokcie bardziej przypominały pazury, a zęby przemieniły się w kły, spod sukienki wystawał też wilczy ogon, natomiast wzrost kobiety się nie zmienił. W tej połowicznej formie z otrzymanej wcześniej karteczki, którą trzymała w dłoni i którą przystawiła do nosa, spróbowała wyczuć inną woń, niż tą należącą do Gargamela czy Klakiera. Wilczy słuch także działał na pełnych obrotach, starając się usłyszeć każdy, być może, istotny szczegół. Ruszyła też wolnym krokiem w odwrotnym kierunku do garbatego, wciąż niuchając w powietrzu Jako że wiedziała, iż w tej formie nie pozostanie zbyt długo, a jedynie mogła ją pchnąć do wilczej, kartkę schowała do plecaka, a ten trzymała w rękach.
(na ten 1 rzut proszę uwagi nie zwracać, ten 2 jest poprawny)
Tropienie

Ghillie Dhu

383


189 cm


The hills are bare now, and autumn leaves lie thick and still.







[Cytuj]
Multikonta: Alexander Lynn
Ghillie prychnął coś pod nosem, gdy Gargamel wygłaszał jakieś obce mu cytaty, ale mężczyzna był cokolwiek urokliwy, a on sam chętnie wykorzystałby każdą możliwą sytuację do odrobiny walki z Nefilim. Albo już nawet tego tropienia, nawet jeśli szczególnie się na tym nie znał. Ewidentnie dziewczyna zamierzała raczej współpracować, jemu to pasowało.
Spojrzał na wręczoną mu mikrofalówkę i nie potrafił nie zaśmiać się cicho. Takie polowania to on rozumiał. Ciężko było nie nazwać ich odprężającymi, szczególnie jeśli skończą się niewymagającą potyczką, nawet czysto dla przyjemności.
Kiedy Prudence spytała go o imię, uświadomił sobie, że rzeczywiście, chyba powinien był się przedstawić. Uroki nawyków przeszłości, nadal rzadko używał swojego imienia.
Mów mi Ghillie Dhu, albo skróć to do Ghillie. Wedle wygody – rzucił.
Więc jednak wilkołaczyca, pomyślał, obserwując jej częściową przemianę. Skinął delikatnie głową – dobrze, to na pewno wyraźnie ułatwi tropienie. Zaraz więc rozwinął skrzydła przypominające wielkie, brzozowe liście i najpierw krótko nimi zatrzepotał, a zaraz potem wzniósł się w górę, żeby przyjrzeć się okolicy. Niezależnie od tego, co wypatrzył, gdy zleciał, najpierw nie wylądował na ziemi, tylko przysiadł przy liściach i spytał ich, jeszcze przed wejściem w jakąkolwiek uliczkę:
Byli tu w okolicy jacyś Nefilim? Albo w ogóle miały tu miejsce jakieś walki?
Jednocześnie uważał, żeby nie stracić z pola widzenia Prudence, jako że wolał tropić z wilkiem niż bez niego – a jeśli musiał trochę ją nadgonić, podleciał do niej, doceniając swoją wróżkową szybkość.
Jeśli potrzebujesz, mogę ci coś potrzymać – rzucił, podlatując nieco bliżej niej i przyglądając się karteczce.

Tropienie
<div style=" width: 115px; font-family:georgia; font-size:9px; letter-spacing:2px; color:white; font-style:italic; text-align:right">

Glory of youth glowed in his soul; where is that glory now?


Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Rez

O ile faktycznie wchodzenie w teologię to zbyt grząski grunt, tak raczej nietrudno stwierdzić, iż te wiedźmy testu na zakonnice na pewno nie zdałyby z wynikiem 100% poprawnych odpowiedzi. Na całe szczęście klątwy nie wymagały najwłaściwszych interpretacji tego czym się inspirowano…
- Ooooo? Mów dalej, moja droga. Każda oszczędność na szparagach jest dobra, wykarmi się nimi zwierzęta, a rodzynki zostaną do serniczków dla zarządu z Aliciamte - wszystkie trzy na chwilę powstrzymały się od działań i spojrzały na Czarownicę, a oczka zaświecił im się niczym u Kota ze Shreka. Składanie ofiar demonom wyjątkowo im odpowiadało, zwłaszcza gdy miały ku temu odpowiedni materiał. I tak, panna przejęzyczyła się z głównym ośrodkiem Smerfów.
- Tak, do kociołka… O mój boże, KREFFFFF! - wrzasnęła ta mająca do niej rzeczoną słabość i nie minęła chwila, a runęła jak kłoda na ziemię. Kolejna od razu pogoniła ją cucić, bez większych efektów i nic nie wskazywało na to, iż to się w najbliższym czasie zmieni. Z kolei trzecia, stojąca najbliżej kociołka od razu zaczęła się drzeć.
- Coś ty, na Apepa, Tutensteina, Tutenchamona i Hatszepsut, najlepszego odjaniepawliła!? I jak ja mam sama dokończyć ten rytuał! Wiesz jak trudno jest we trójkę przebłagać jednego Demona!? Teraz bez wrzucenia do kociołka Jasia i Starej Rury się nie obędzie! - darła się i skoczyła do miejsca w którym przechowywała rzeczoną dwójkę, po czym zaczęła babinkę wyciągać za nogi.
Oto chwila, którą obserwują wszystkie bóstwa i inne cudaki, dobre i złe – przyłożysz rękę do rytuału czy sabotujesz go? Zemdlała i jej wybawicielka, siłą rzeczy, nie zwracały na ciebie uwagi. Trzecia z kolei taszczyła babcię, niczym wór kartofli, prosto do kociołka nastawionego na 34,5 stopni celsjusza. To pozostawiało ci wolne, choć w przypadku jednej, krwawiące rączki. Krople własnej posoki i Jaś do wywaru klątwy czy przysłowiowy nóż w plecy?



White, Sina

Panno Sino - Puchatek, niczym książę z bajki, podtrzymywał niewiastę. Zarazem próbował przypomnieć sobie, co takiego miało miejsce na imprezie. Wniosek?
- Tego nie wiedzą nawet Cisi Bracia - Może zabrzmi to dziwnie i jest to efekt alkoholu i innych używek, lecz brzmiał niczym pewien Schizofreniusz. Tomcio z kolei wzruszył bezradnie ramionami. W przeciwieństwie do Vegas, typowo ruskiej imprezy nie sposób spamiętać.
- Najebany Puchatek jest gorszy niż radziecki sołdat - burknął malec tylko, na co misio rzucił mu, w ramach kontry, soczystym: spierdalaj. I tak, choć łagodniej i bez szarpaniny, spełzła ci droga do Kocura i White – na wyzwiskach. Dopiero pod namiotem raczyli się zamknąć.

Tymczasem Kocur prychnął, gdyż niedane mu było dalej kokietować z uroczą White – na co od razu wpadła cała przybyła tutaj trójka. Odstawił jedynie szkiełko z winem – zgadza się, nawet go nie tknął. I przykro mi to mówić, lecz wniosek był oczywisty, co zresztą Czarownica powinna już dobrze odczuwać – alkohol był zatruty. Skutki? Raptem jeden ruch do wykonania, nim padniesz jak kłoda. Bez obaw, to nic śmiertelnego, tylko środki usypiające – testowane na zwierzętach! Kocur od razu rzucił się do ucieczki, tylnym wejściem namiotowym, specjalnie wydrapanym na tę okazję. Swoją drogą, skoro porzucał majątek – to do kogo tak naprawdę należał?
- Kurwa, za szybko! - wrzasnął Tomcio i zaczął kuśtykać, dość powoli gdyż jest niewielkich gabarytów, w kierunku Ghilliego i Prudence. W drodze od razu zaczął zrzucać z siebie ludzkie przebranie, a na świat wychodziło parszywe, smerfne oblicze
Z kolei misiek już wcześniej zaczął grzebać w twoim oporządzeniu, Sino – z racji odurzenia różnymi substancjami, coś stracisz gdyż w porę tego nie wychwycisz. Rzut kostką K3, a wyniki odpowiadają kolejno za:
1 – kosztowności lub inne drobiazgi, z którymi tutaj przybyłaś
2- bluzeczkę i stanik (o ile go masz)
3- spódnicę (bielizna TYLKO zleci w dół i utrudni bieg – o ile ją masz...)
Czy wspomniałem, iż Puchatek to najlepszy złodziej z całej tej dzielnicy? Rzekomy rabuś zaczął uciekać w kierunku Wiedźm.

Uwaga! Ani Tomcio ani Puchatek nie dotrą do pozostałych grup graczy w tej turze! Kot ucieka dalej na wschód!



Prudence, Ghillie

Wpierw zajmijmy się Prudence. Aromatów, poza Gargamela i Klakiera, z samej karteczki była dwójka. Jeden z nich musiał należeć do samego Premiera, drugi mocno do niego podobny, zapewne do listonosza lub kogokolwiek innego z tego samego gatunku. I jak to bywało w tajemniczych lasach – jego mieszkańcy mieli tendencję do hasania w tę i tamtą. Stąd im dalej w dzicz, tym kolejnych zapaszków było więcej i więcej – wśród nich byli wyczuwalni Nefilim, Czarownicy oraz inni, o których można powiedzieć tylko tyle, iż na pewno ludźmi nie są. I jak na złość, wśród nich czaił się jeszcze jeden kocur. Na całe szczęście obecny poziom tropienia (i rzutu kostką – wraz z zakulisową matematyką) wystarczył do nieutracenia interesującego aromatu z celownika. Niemniej – wykluczał większy zasięg w niuchaniu.
Kierunki były dwa: jeden zakręcał bardziej w kierunku wcześniej obranym przez Gargamela i był intensywniejszy Drugi aromat ciągnął się w przeciwną stronę i choć był słabszy, tak dodatkowo bardzo mocno smagał cię po nosie dodatkowy aromat mięsa – przypomnij sobie najwspanialsze jakie w życiu jadłaś i pomnóż to przez dwa - taka to pokusa! Twój wewnętrzny wilk nalegał byś tam się skierowała.
Zakładając że preferujesz solidniejszy trop, jak próbowałabyś go od tego odwieść? W przeciwnym wypadku, kierunek dalszego marszu wydaje się oczywisty…

Ghillie! To co udało ci się dostrzec – to Gargamela który delikatnie zaczął zbaczać z kursu – na polance kawałek dalej. Zamiast prosto, szedł ukosem na prawo – a z twojego miejsca nic nie wskazywało na to aby przed nim znajdowały się jakieś przeszkody terenowe. Co z Klakierem? Z tej odległości trudno ocenić, zmieszał się z otoczeniem albo tropił w innym segmencie lasu. Poza tym nie było niczego wartego uwagi, tudzież nowego. Cisza i spokój.
Zaś rozmowa z roślinami.
- Walki? Panie! To porządna dzielnica jest! Tutaj o burdach nikt od wtorku nie słyszał!A Nefilim? Daj pięć złotych monet, to ci powiem! Może byli, a może ich nie ma...- obruszyła się reprezentantka okolicznej fauny i flory, po czym wysunęła w twoim kierunku sporego liścia, fakturę, pióro i atrament. Nie ma niczego za darmo, a podjęcie gry handlowej automatycznie wykluczy podążenie za wilczycą. Z drugiej strony, zawsze mogłeś to olać i potencjalnie utracić źródełko informacji, choć wtedy mógłbyś jeszcze dogonić Prudence i połączyć z nią siły. Tylko jak mogłeś już to zauważyć wcześniej, lokacja jest spora i kto wie czy przez ścieśnienie się – zwierzyna wam nie ucieknie?

Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
Co ukradnie podły misiek?

Miło ze strony Puchatka było, iż raczył wspomóc chwiejącą się na nogach niewiastę, tak pięknie lgnącą do silniejszego, misiowego cielska... A wszystko po to, by nie wywalić się na py... to jest twarz ma się rozumieć. Szkoda tylko, że poczciwego Shizofreniusza poznać nie miała okazji, choć o Cichych Braciach akurat słyszała. Zaraz, chwileczkę... Skąd misiek wiedział o Cichych...? Nie miała jednak za specjalnej siły kłócić się z jednym i drugim, tak więc dała im się wyzywać. Tak długo, jak nie używali przy tym łap, wszystko było w porządku.
W namiocie natomiast uśmiechnęła się radośnie do White. Choć ich pierwsze spotkanie nie należało do najlepszych, to przecież bądź co bądź wiedźma wcale nie była zła!
- I tak bywa. Miło Cię widzieć. - roześmiała się lekko, przewracając trochę oczami na tę malutką. Ale fakt, była niższa pd wiedźmy i pewnie o wiele, wiele młodsza, więc niech jej już będzie. Okazało się też, że w idealnej chwili przybyła... Wiedźma padła jak kłoda, a kot spierdzielił. Za nim Tomcio, który Tomciem chyba jednak nie był - czyżby pewien paskud miał rację co do polowania na Smerfy? Miała nawet za nim pogonić, ale poniewczasie zorientowała się, że bezczelnie ją okradziono! Łupem podłego miśka padły więc kolczyki, wisiorek i bransoletki sztuk trzy, wszystko ładnie pozłacane. Prócz tego kilka ozdóbek do włosów, nic więcej na szczęście nie miała. Miejmy nadzieję, że misiek nie zdecydował się grzebać w staniku, bo tam znalazłoby się trochę drobnych na taksę powrotną!
- Oż ty kurwiu futrzasty, niech no ja cię dorwę! - zawyła ze słusznym oburzeniem wilczyca. Skoro jednak biednej White pomóc nie mogła - nie martwić się proszę, wróci po nią! - przybrała półformę, tym samym ocalając ciuchy i pognała za paskudnym złodziejem prosto do wiedźm. No, niedźwiadku, miej się na baczności, wkurzony wilk to nie lada przelewki, a okradziony wkurzony wilk... Już ona ci pokaże tę twoją misiowiznę, tak pokaże, że na zawsze sobie zapamiętasz!
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime

Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
A miało być tak miło i przyjemnie. White cieszyła się, że oderwie się od codzienność. Były jej urodziny, a tu takie jaja. Paskudny Kocur. Jak on śmiał dać jej zatrute wino. No ale z drugiej strony mogła być ostrożniejsza. No cóż, nie była idealna i nigdy nie będzie. Jak widać bycie kociarą ma swoje minusy. Dała się zrobić na słodkie uszka i mięciutkie futerko. Może za bardzo jej to przypominało spotkania z Nithem? W końcu on miał urocze uszy i puszysty ogon. No i jego futerko było cudnie mięciutkie.
Przez głowę czarownicy przeszedł stek przekleństw na zaistniałą sytuację. Dała się zrobić jak małe dziecko. Wewnętrznie była wściekła, przez co znamię zaczęło intensywnie błyszczeć rozświetlane małymi wyładowaniami. W ostatnich chwilach swojej trzeźwości nie dała się jednak ponieść emocjom. Zamiast strzelić błyskawicą w gnojka postanowiła się teleportować zakątek w Norwegii by tam paść jak kłoda. Jeśli się nie udało no to padła tam, gdzie była. White zalicza więc K.O. z nadzieją, iż będzie jej cieplutko i milusio.
Jako, że była wkurzona to nie skupiała się na reszcie otoczenia. W jej głowie utrwalił się jedynie obraz uciekającego Kocura. Gdzieś jej umknął Tomcio kurdupel aka Smerf oraz pan Misiaczek, którego pewnie z chęcią by upolowała i zrobiła z niego pieczone mięsko. No ale nie było jej jak widać dane zapoznać się ze złodziejaszkiem bliżej. Widok Siny w pół formie musiał być ciekawy, ale biedna czarownica i tego nie miała jak zobaczyć, a szkoda. Tyle rzeczy ją teraz ominie. Może chociaż się wyśpi.

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies | Sif
- No wiecie… cmentarz, północ, rytualny sztylet zagłębiający się w ciałach niewinnych ofiar, te klimaty. - czyli idealny sposób na to, jak spędzić babski wieczór. Należy tylko uważać, plamy z krwi na ubraniach nie należą do tych najłatwiejszych do wyczyszczenia.
Z lekko uniesionymi brwiami patrzyła, jak jedna z wiedźm autentycznie zemdlała na widok krwi. Faktycznie nie zmyślała, co dla Rez było dość dziwne - babranie się z czarną magią i słabość na widok krwi niekoniecznie chodziły ze sobą w parze i razem dawały zapewne wyjątkowo upierdliwe połączenie. Jednak mleko, a właściwie krew, się rozlała i Nerezza nie była w stanie zrobić dla nieprzytomnej nic co mogłoby jej pomóc, szczególnie, że jedna z towarzyszek już rzuciła się w kierunku swojej koleżanki.
- Nie krzycz na mnie, chciałam pomóc. - odezwała się, dość ostrym tonem głosu, mrużąc przy tym oczy. Chciała się poświęcić i oddać trochę swojej posoki do rytuału, a w taki sposób jej się odwdzięczają. - Uspokój się, damy radę we dwie. - dodała, sama nie wierząc w to, że to ona kogoś uspokaja, z reguły było na odwrót. Jej krew na razie nie znalazła się w kociołku, nie po takim oburzającym potraktowaniu.
Przyłożenie ręki do rytuału lub sabotowanie go? Why not both? Taka właśnie myśl przyszło do głowy Rezki, która nie mogła powstrzymać lekkiego uśmiechu, gdy patrzyła, jak wiedźma taszczyła babcię do kociołka. Zaraz przybrała też bardziej poważny wyraz twarzy, zbliżając się do tej dwójki.
- Pomogę ci. - powiedziała, szybko obmyślając w głowie plan działania. Ten nie był wyjątkowo skomplikowany, można rzec nawet, że należał do tych wyjątkowo prostych - posługując się swoją krwią z nadgarstka, chciała jak najszybciej narysować przed wiedźmą i nieszczęsną babuszką bramę, prowadzący prosto nad kociołek - tak, że po wejściu do niego dzięki sile grawitacji wpadłyby prosto do gara. Jeśli byłaby taka konieczność, chciała wspomóc się podmuchem wiatru, które wepchałby obie do bramy.

Prudence Lavoie

22 lata


159 cm


o







[Cytuj]
Multikonta: Brak
Oczywiście nie obyłoby się bez podglądnięcia lotu Ghilliego, a raczej, co jej bardziej przypomniało, tańca z wiatrem. Istota tak delikatna, a jednak dzierżąca u boku miecz i posiadająca jakąś taką, trudną do zdefiniowania przez Prue, wewnętrzną siłę. Chociaż sama do końca nie wiedziała, czemu go tak opisuje, w końcu go nie znała.
Zaraz jednak całkowitą uwagę poświęciła na wywęszenie zapachów z kartki i chętnie ruszyła za zapachem Premiera. Im dalej, tym większa stawała się gama zapachów, wcale by jej to nie przeszkadzało, gdyby nie zapach kota, czyżby Gargamel nie wykastrował Klakiera? Oburzające! Trzeba będzie zrobić mu zbiórkę. Ale ten koci zapaszek zignorowała, skupiając się na tym właściwszym, pewniejszym, i, o…
Zorientowała się, że zboczyła z kursu, wyczuwając niesamowitą, najsmaczniejszą woń pod słońcem. Ktoś obserwujący to z boku mógł zauważyć u kobiety merdający ogonek w te i we wte. Pragnienie wilka wołającego: „jedzonko, jedzonko, jedzoooonko” było dosyć silne, a Prue wcale się temu nie dziwiła. W normalnej sytuacji bez chwili wahania posłuchałaby się swojego wewnętrznego nakazu, ale teraz liczył na nią Gargamel! Nie mogła go przecież zawieść. Pokręciła się chwilę w miejscu, wciąż wyraźnie rozdarta. „Później. Wrócimy tu później” - spróbowała i siebie, i jego przekonać, nawet wyciągnęła z plecaczka dzienniczek z wcześniej naszkicowaną „mapką” i zaznaczyła mniej więcej miejsce, w którym się teraz znajdowała plus stronę, z której dochodził zapach, tak dla pewności, że nie stracą tejże lokacji, i schowała go z powrotem. Następnie wyciągnęła jeszcze kalorycznego batonika i go zjadła, by ograniczyć głód i zapchać brzuch. Papierek – jakby kto pytał – nie wyrzuciła byle gdzie, tylko włożyła do plecaka, a ręce, coby nie usmarować karteczki gargamelowej, oczyściła. Gdyby przekupstwa tudzież zapewniania wilka się powiodły, Prue ruszyła w stronę solidniejszego tropu.
Jeśli wróżek by do niej dołączył i zaproponował znów(?) pomoc, wręczyłaby mu plecak, uprzednio dziękując.

Ghillie Dhu

383


189 cm


The hills are bare now, and autumn leaves lie thick and still.







[Cytuj]
Multikonta: Alexander Lynn
Ghillie westchnął na dźwięk słów rośliny. Nie był nawet pewien czy ma oczekiwaną kwotę, a ciężko mu było uwierzyć, żeby faktycznie znajdowali się tu Nefilim aż takiego kalibru... Jeśli roślina nic nie wiedziała i tylko nim manipulowała, a Ghillie wiedział, że to nie jest zupełnie nieprawdopodobne, w końcu to kraina wróżek, to tylko straciłby czas, a sam nijak by nikogo nie wytropił.
- Zrezygnuję - odparł tylko liściom i wrócił do Prudence.
Został nadal w powietrzu, ale na dystansie, z którego nadal dobrze by ją słyszał. Przejął od niej plecak i zdał raport:
- Mężczyzna zboczył z trasy, i to w cokolwiek dziwny sposób. Zresztą ten jego kot też zniknął. - Cmoknął, patrząc na wilczycę. Czuł, że patrzy na niego bardziej wnikliwie, niż do tego przywykł, i zaczęło go to zastanawiać. Mimo to, teraz miał na głowie przede wszystkim tego mężczyznę, o którym z nagła zaczął wątpić, czy nie prowadzi ich w pułapkę. - Nie wiem, na ile powinniśmy im ufać - dodał i od wtedy rozglądał się po okolicy dużo uważniej, wypatrując czegoś podejrzanego.
<div style=" width: 115px; font-family:georgia; font-size:9px; letter-spacing:2px; color:white; font-style:italic; text-align:right">

Glory of youth glowed in his soul; where is that glory now?

Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo