Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Nerezza. Sina, White

Sino, bardzo złe wieści – mowa była o wszelkich kosztownościach – tak więc w staniku musiał również grzebnąć. Hajs na taksę straciłaś również! Niemniej możesz chwalić regenerację, od następnej tury będziesz już otrzeźwiona. A na razie? Delektuj się licznymi potknięciami i obtarciami, w swym brawurowym pościgu za Puchatkiem!

Rez, twój plan się powiódł i zaraz obie znalazły się w kotle, który z trudem wytrzymał ciężar tak masywnego babska. Nie bez powodu na etykiecie widniał napis: ludzie wyłącznie do lat szesnastu lub karłowaci. Nim jednak ktokolwiek zdołał zaprotestować, do środka wpadł jeszcze jeden obiekt, znany pod ksywką White. Dla ścisłości, wywar miał zaledwie letnią temperaturę, więc obędzie się bez poparzeń. I zgadza się, teleportacja ten Pani była udana – przeliczając współrzędne na świat ludzki, tutaj znajdowała się Norwegia! Tym samym babcia kapturkowa, jedna z wiedźm i sama blondyneczka, były całe mokre. Niemniej to wystarczyło byś się obudziła, Frigg – jak po imprezowej nocy, tak więc potrzebujesz chwili by wrócić na pełne obroty. Zarazem to chyba nie najlepiej świadczy o jakości trucizny? Kociołek, który rozpadł się na kawałeczki, a cała jego zawartość rozlała się po okolicy. Z mrocznych rytuałów nici!
- Ty dwulicowa harpio, wypierdku Popisa! - zaczęła drzeć się wniebogłosy wiedźma, próbując podnieść się na nogi. Biorąc pod uwagę zacny wygląd tych panien i gabaryty, to nie było takie proste i szybkie. Gorzej, że różdżkę – taką jaką znachorzy szukają wody – wyciągnęła szybko i machnęła nią w twoim kierunku, Rez. Rezultat? Rzut K6: 1 – 3 oznacza, iż będziesz lewitowała nad ziemią, powieszona za własne majty, niczym na niewidzialnym haku na ubrania. 4 – 6, zdołasz skontrować to zaklęcie.
Zarazem ta która próbowała ocucić nadal nieprzytomną siostrę ewidentnie rzuci to w cholerę i zaraz dołączy do waszego morderczego tanga – czyżby miało być dwie na jednego, wraz z niepewnymi dodatkami?

Baczcie też na to, iż na polanę – w momencie gdy doszło do draki - wpadł Kubuś Puchatek, a za nim Sina. Ciekawe zjawisko, wilczyco, nieprawdaż?
- Ha, nie możesz mnie skrzywdzić na Polach Elizejskich! To już inna strefa równikowa i tamtejsze prawo tutaj nie sięga! W strefie wolnej od LGBT nie mogę być sądzony za kradzież! Przegrałaś, Wilczkokłaku! - darł się, wytykał paluszkami i zaczynał tańczyć z radości!
Tylko czy nie jest ona przedwczesna? I zarazem, czy cokolwiek z jego słów miało sens i faktyczną moc prawną? A może to czysty blef, bo opasły zwierz był cały spocony po tym krótkim maratonie ucieczkowym?



Prudence, Ghillie

Wewnętrzny wilk Prudence dał się przekonać, pewnie dlatego, iż dostał batonika – zaś sprawa honoru i wypełnienia powierzonego zadania miała nieco niższy priorytet. Ghillie mógł mieć potencjalnie gorzej, gdyż roślinki nie były zachwycone niedobiciem targu.
- Jeszcze tego pożałujesz - rzuciły, nim Faerie nie powrócił do Wilczycy. Sama kwestia zaufania, wspomniana później, wkrótce sama się wyjaśni.

Ile czasu trwała wędrówka za silniejszym tropem: dni, miesiące, lata – jeżeli spojrzeć na zegarek, z dobry kwadrans. Na szczęście nos podpowiadał, iż cel był coraz bliżej i bliżej – ewidentnie Smerf musiał niedawno tędy przechodzić. Aż w końcu do uszu Prudence zaczęła dochodzić rozmowa nieznajomego z kotem – bo tylko tam można było wytłumaczyć miauczenie co któreś słówko.
- … i zrobili to jak na horrorach, rozdzielili się! W dodatku ta parka co za nami poszła uwierzyła w ten kit o rządowej konspiracji! Teraz nic tylko ich wyłapać i ogołocić! Pewnie każdy z nich ma przy sobie tyle, że przynajmniej na prytę na główkę wystarczy! Dodaj do tego hajsy za okup, to więcej niż zarabiamy z reklam na youtube przez cały rok! Nasza dola to złapać wilkokłapkę, poszła w tę stronę. Mam nawet pewien pomysł, zrobimy to tak… - Dla czytelności, wspomniane wcześniej miauczenia zostały wycięte. Dalszy dialog, z tej odległości, zlewał się w niezrozumiałą dla ucha papkę. Gdyby chcieć przysłuchiwać się dalej, wypadałoby podejść bliżej.
W czym problem? Koty mają dobry słuch i nieostrożny krok mógłby zaalarmować futrzaka – tajemniczego drugiego lub Klakiera, trudno powiedzieć. Jedyne kogo widzicie to zarys smerfa – a jest nim sam karłowaty i niebieski Dyrektor w czerwonej czapeczce!
Tak więc zbliżenie się i poruszanie po podłożu wiąże się z rzutem kosteczką K6 dla obu z was: wartości parzyste oznaczają sukces dla Wróżka, zaś Wilkołaczyca zawiedzie wyłącznie na cyferkach 1 i 2. Wzbicie się w przestworza to osobna kategoria i sporo zależało od samego toru lotu.
Sam teren działań? Przerzedzony lasek z drzewkami pozbawionymi bujnych koron – tym samym jako takie manewry lotnicze byłyby możliwe. Was od rozmówców oddzielało nieco luźno rozsianych krzaczków. Kłopot tkwił wyłącznie w podłożu wysłanym wysuszonymi gałązkami i innym tego typu tałatajstwem, mogącym zdradzić waszą obecność – odliczając sam zapach.
Postanowicie ich capnąć, śledzić, a może to tajemna mistyfikacja – gdyż w baśniowej krainie nie wszystko musi być takie jakim wydaje się na pierwszy rzut oka?

Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
Hajs na taksę również? No to misiu oprócz oczywistego zarzutu kradzieży skończy jeszcze z zarzutem odurzenia funkcjonariuszki po służbie oraz dokonania tak zwanych innych czynności seksualnych to jest zmacania tudzież zmolestowania i to w obecności świadków sztuk dwóch, gdzie jednemu wierzyć nie można. Liczne potknięcia i otarcia nie były nikomu straszne przy wilczej regeneracji - słowem, ja Ci paskudny niedźwiedziu jeszcze pokażę!
Widok rozgardiaszu, resztek kociołka i jeszcze White na samym środku pozwalał jedynie złapać się za głowę. Wilczyca za to uśmiechnęła się paskudnie i podeszła wrednie do miśka.
- Zabroń mi kradzieju jeden! - wywarczała w wersji wkurzony kłak w półformie, a to już zdecydowanie dawało efekt. - I wierz mi, mogę. - a potem przyskoczyła do Puchatka, by na pełnej głośności zawyć mu do ucha. - Chyba, że oddasz, co ukradłeś? - przerwała na chwilę syrenę z paskudnie radosnym uśmiechem.
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies | Sif
Rzut

Nie mogła powstrzymać lekkiego uśmiechu, gdy jej plan się powiódł, a obie panie wylądowały prosto w kociołku. Zaraz też uniosła ze zdziwienia brwi, gdy dołączyła do nich White. Nie miała nawet czasu się zastanowić, co tu się tak właściwie stało, gdyż kocioł się rozpadł, a cała jego zawartość się rozlała. I tyle z mrocznych rytuałów i losu przegrywa...
- Kto tu jest wypierdkiem? - prychnęła, oczywiście, że bezczelnie nawiązując do ich wyglądu zewnętrznego. Co do dwulicowej harpii - tego nie negowała, chociaż mogłaby się kłócić, w końcu żadnych skrzydeł nie miała, ale to nie czas i miejsce na to. Szczególnie, że wiedźma zaczęła celować do niej z różdżki, na co Rez automatycznie zareagowała unikiem, a dokładniej odskokiem w prawą stronę. Dobrze, że zdecydowała się jednak na buty na niewysokim obcasie niż na wysokim, bo wtedy byłoby mniej ciekawie.
Nie mogła powstrzymać się od wydania z siebie wściekłego syknięcia. Oczywiście, że nie zamierzała puścić płazem żadnego ataku na siebie, nawet wtedy, gdy wciąż byli, jakby nie patrzeć, na wróżkowej imprezie. A to, że ta impreza najwyraźniej zaczęła wymykać się im spod kontroli, przynajmniej w tym miejscu, to już inna sprawa. Przynajmniej było ciekawie.
Korzystając z resztek krwi, które znajdowały się obok jej zranionej ręki, spróbowała rzucić klątwę na tę wiedźmę, która ją zaatakowała - a dokładniej, chciała wypowiedzieć odpowiednie zaklęcie, by zmienić ją w pewne urocze zwierzątko.

Prudence Lavoie

22 lata


159 cm


o







[Cytuj]
Multikonta: Brak
- Może coś przyuważył – odpowiedziała mu, wciąż lekko podekscytowana całą tą wyprawą i spotkaniu takiej osobistości. Po następnych słowach Ghilliego spojrzała nań z zaskoczeniem, jej by nawet przez myśl nie przeszło, by ograniczyć co do nich zaufanie. Prędzej by uwierzyła, że to wróg smerfów dał się na coś nabrać, niż sam chciałby ich oszukać, no bo jak to tak. – Och, naprawdę? Gargamel wydawał się taki… poczciwy?
Po kilkunastu minutach tropienia, zatrzymała się nagle, słysząc czyjś dialog z parszywcem. Wraz z następnymi słowami jej mina z zaskoczonego Pikachu zmieniła się na ponury wyraz, żeby na koniec przybrać gniewne oblicze. Wściekła zarówno na nich, że ich oszukali i na siebie, za swoją naiwność i głupotę oraz Klakiera, tego chuja przebrzydłego, temu parszywcowi było wcześniej jeszcze smutno, że nie pozwoliła dać sobie obślinić ręki! A mogła się posłuchać swojego wewnętrznego wilka, przynajmniej teraz miałaby niezłą ucztę.
-Miałeś rację. Kot z kimś jeszcze planują, jak nas dorwać – wyszeptała bardzo cichutko, jeśli wróżek znajdował się niedaleko niej – jeśli nie, wypowiedziała to bezgłośnie. Zerknęła na kartkę podpisaną przez "Premiera", podstęp? Chcieli ich tu zwabić? Nieważne, jej temperament nie pozwolił na bliższe spojrzenie się tej sprawie, dlatego karteczkę wypuściła, może wróci po nią później.
W obecnym stanie obmyślanie planu, zamiar ich śledzenia, czy wyszukiwanie w tym głębszego sensu nie wchodziły w grę, narastającą w niej złość i tak zdołała okiełznać do tego, by od razu, w pierwszej chwili się nie rzucić na oszustów. Dlatego zaraz po odezwaniu się do wróżka, ruszyła w ich stronę, stąpając powoli, by nie zdeptać gałązek i tym samym nie przepłoszyć intrygantów. Gdy już zbliżyła się wystarczająco blisko, niczym zły wilk chciała chwycić czerwonego kapturka, to jest Papę Smerfa, przygotowując się ewentualnie na to, że ten może ją ugryźć lub bronić się czymś innym, a następnie rozejrzała się po otoczeniu i wyszukała wzrokiem kota i Ghilliego. Czy ktoś czasem wcześniej nie wspominał o nierzucaniu się na nich? Na tym właśnie kończyła się dyplomacja Prue. Jeśli coś wcześniej zdołało przepłoszyć nicponi, ruszyłaby za nimi biegiem.

Chodzenie po podłożu

Ghillie Dhu

383


189 cm


The hills are bare now, and autumn leaves lie thick and still.







[Cytuj]
Multikonta: Alexander Lynn
Gdy Ghillie usłyszał, jak Prudence wypowiada się o Gargamelu, nie powstrzymywał nawet kpiącego prychnięcia, ale nie skomentował jej słów. Oczywiście, widział po niej, że nie jest szczególnie stara, ale tym jednym zdaniem upewniła go w przekonaniu, że nie siedzi w Świecie Cieni szczególnie długo. Uroczo. Ciekawiło go, czy przypadkiem nie wkopywała się – a właściwie nie wkopywali się – w coś nieprzyjemnego, ale on z kolei miał już takie doświadczenia z nieprzyjemnościami, jakie ten świat oferował, że dodatkowe nie robiło na nim wrażenia. A gdyby tym razem nie udało mu się z niego wykaraskać?
Cóż, kiedyś w końcu musiało mu się nie udać. Nie robiło mu szczególnej różnicy, kiedy.
Z drugiej strony, pewnie byłoby wstyd zginąć przy takiej głupocie. Po prawdzie była to dla niego raczej jakaś dziwna, ale świeża zabawa. Kiedy dziewczyna zajmowała się tropieniem, on leciał przy niej, więc też oczywiście usłyszał jej słowa – i nie zaskoczyło go szczególnie, że faktycznie miał rację. Przeciwnie, uśmiechnął się z satysfakcją, która dodatkowo zwiększyła się, gdy Prudence także się zirytowała. Albo raczej rozwścieczyła.
Gdy ruszyła po podłożu pełnym zasuszonych gałązek, on zamiast tego został w powietrzu, lecąc kilka metrów za nią i w razie potrzeby chcąc posiłkować się Dotykiem Demeter, żeby na pewno nie zahałasować przypadkiem. Jeśli też ani jemu, ani Prudence udało się nie wydać żadnych dźwięków, chciał zapikować z powietrza na osobę, która byłaby najbliżej – a jeśli któreś z nich jednak spłoszyło przeciwników, to zapewne poleciał także za nimi, mając na celu najlepiej przygwoździć kogoś do ziemi, żeby potem trochę go przepytać.
<div style=" width: 115px; font-family:georgia; font-size:9px; letter-spacing:2px; color:white; font-style:italic; text-align:right">

Glory of youth glowed in his soul; where is that glory now?


Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
Wpadnięcie do wywaru było niezwykle orzeźwiające. Coś w rodzaju ciepłego prysznica. White się ocknęła, ale miała wrażenie jakby była świeżo po imprezie. Czuła się niemrawo. Cieszyła się jednak, że jest przytomna. Zastanawiał się, czy będzie ją męczyć jakoś gigantyczny kac. Rozejrzała się uważnie na tyle, na ile była w ogóle w stanie. Chciała rozeznać się w aktualnej sytuacji, gdzie właściwie się znalazła i kto był w pobliżu. Próbowała doprowadzić się również do jakiegokolwiek stanunu używalności. Postanowiła wstać i przejść na trawę aby usiąść. spojrzała po sobie i jeknęła cichutko. Była cała mokra więc biały sukienka prześwitywała, w końcu była biała, a nasza droga czarownica bielizny tym razem nie miała w ogóle. White była bardzo niezadowolona, że była mokra. Miała nadzieję, że nie będzie również lepiąca, bo tego wręcz nienawidziła.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Prudence, Ghillie

Biedny Papa Smerf nie miał szansy na przedwczesną reakcję, skradanie się i dotyk demeter to mordercza – w jego przypadku – kombinacja. Nim Klakier zdołał obwieścić zagrożenie, a był jeszcze mocno pochłonięty omawianiem planu wilczych dołów i siateczek zrzucanych na was, Prudence już gnała w jego kierunku. Złapałaś go za nogę – co ten szybko kwitował stosownymi krzykami i kwiecistym słownictwem typu: kurwa mać, ja pierdolę, to boli, puszczaj mnie wredny futrzaku!
Gorzej, iż zaraz wyciągnął seraficki sztylet – adekwatny do rozmiarów samego siebie – i po aktywowaniu zaczął cię nim obijać! Wpierw wykonał dwa niezgrabne cięcia po pysku, co było czymś ledwie bardziej uporczywym aniżeli kąsanie komara. Dopiero za trzecim razem wbił je w okolicę noska, co było boleśniejsze od dziabnięcia bąka – łamane przez trzmiela lub innego tego typu owada – wyrośniętego. W dodatku parzyło i to całkiem mocno. I pomyśleć, jak mocno zabolałoby oberwanie takowym o typowo ludzkich wymiarach…

Ghilliego czekała trudniejsza przeprawa, kocur przeszedł w stan gotowości i szykował się do walki na uderzenia w szczepionkę i kopnięcia w narządy płciowe. Pikowanie ma to do siebie, iż o zmianę toru lotu trudno, co skrzętnie wykorzystał. Cwaniaczek skoczył prosto na twoją głowę, wbijał mocno pazurki w skórę, a przednimi łapkami drapał cię po twarzy – raz lewą, raz prawą. Śmiertelne? W żadnym wypadku, jedynie irytujące. Problemem był fakt samego latania na ślepo. Co będzie dalej? Zadecyduje kosteczka K3:
1 – walniesz ramieniem o drzewo, wskutek czego będzie ono obolałe oraz obaj znajdziecie się na ziemi. Z tym, że Kocur pozbiera się szybciej i znowu próbuje pomiziać cię pazurkami po twarzy, tym razem obiema łapkami.
2 – przeszkody terenowe nie będą problemem, w nic nie rąbniesz. Kłopotem będzie to, iż Klakier pacnie cię łapką po oku – wskutek czego zobaczenie czegokolwiek w najbliższej turze będzie graniczyło cudem. To nieprzyjemne doznanie, bolesne, piekące i automatycznie powodujące drobny potok łez…
3 – najlepszy możliwy scenariusz, żadnego zderzenia się z drzewem i Kiciuś nie trafia cię w oczko. Masz pełną swobodę działania.


Sina, Nerezza, White

Rez, zdołałaś rzucić klątwę szybciej aniżeli oponentka – zasługa cieknącej po twojej rączce krwi. Tym samym zamieniłaś paskudną wiedźmę w urocze zwierzątko – choć te wcale nie wyglądało na skłonne do kapitulacji. Biegiem rzuciło się w stronę twojej prawej nogi, chcąc pogryźć cię po kostce! Na domiar złego, druga dobyła podobnej różdżki i zaczęła miotać w kierunku twoich pośladków błyskawicami. Zasada podobna jak wcześniej, kostka K6: z tym że 1 – 2 są porażką w obronie przed czarem, zaś reszta sukcesem. Zmagania z futrzakiem to osobna kategoria, w końcu friendly fire jest włączone.

Sino, miałaś nieco gorzej – w końcu to potężny miś miodożer – z którym wdałaś się w dyskusję. Pech chciał, iż miał nad tobą jedną zasadniczą przewagę, o której dowiesz się i to bardzo szybko.
- Jestem studentem prawa i zgodnie z obowiązującymi regułami, zabraniam ci! - odpyskował błyskawicznie, stając na dwóch łapach i dumnie wypinając pierś do przodu. Następnie wrócił na czworaka i zrobił kroczek w tył, gdy tylko się do niego zbliżyłaś. Porażki blefu ewidentnie się nie spodziewał, bo spuścił nieco łeb do dołu. - Dobrze, oddam… - powiedział cichutko i sięgnął łapą do kieszeni…
Naprawdę w to wierzyłaś? Złapał nieprzytomną wiedźmę za nogę i użył jej jako broni przeciwko tobie, zamierzając chlasnąć cię tym paskudnym i capiącym bazarowymi perfumami moherem! Podobnie jak biedna Czarownica, kosteczka K6 zadecyduje o twoim losie:
1 – 3, obrywasz babskiem i lądujesz bokiem na ziemi, a niedźwiedź próbuje uderzyć cię nieprzytomnym cielskiem z góry. Wierz mi, to może zaboleć jeszcze bardziej.
4 – 6, unikasz i masz wolne pole do kontrataku. Puchatkowi chwilę zajmie, nim zdoła wyhamować i wykonać kolejny atak babskiem.

White – rozglądaj się do woli, wnioski próbuj wyciągnąć sama, gdyż nawet narrator nie ma pojęcia – jak to racjonalnie wyjaśnić. To baśń, sen, koszmar, parodia czy wszystko naraz? Doprowadzenie się do porządku również pozostaje w twojej gestii, od strony technicznej jesteś już w pełni sprawna. Co do cieczy, nie była lepiąca. Lecz co jeśli ci powiem, iż w twoim kierunku turlała się babinka, która wylądowała w kociołku razem z tobą?
- Pani Biała, Pani pomoże i mnie rozwiąże. Chciałam iść szukać Kwiatku Paproci, tylko zabłądziłam i mnie te mendy dopadły, okradły, związały i chciały oddać za okupem. Proszę? – zwróciła się do ciebie i teatralnie poruszyła spętanymi kończynami. Łgała, tak jak dosłownie wszyscy których wasza gromadka napotkała na drodze, czy też nie? Ponoć cuda się zdarzają, a dobroć powraca do okazującej jej istoty.
Tylko dlaczego do twojego nosa docierał aromat popcornu oraz chrupanie, prosto z piecyka obok?
- Kakadu, blin! Mmm! – Te oto słowa i aksamitny głos również stamtąd pochodziły. Jakiś dziwny ten baśniowy Jaś...

Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
Czy oberwie babskiem?


Pieprzone miodożery, znęcające się nad biednymi, puchatymi miodorobami... Słowem Sina zbyt dobrego zdania na temat niedźwiedzi aktualnie nie miała. Zwłaszcza tych bajkowych! Jak i innych postaci, banda podstępnych kradziejów i oszustów!
- Studentów prawa to się w moich stronach zżera na śniadanie, paskudo. - odcięła się wilczyca, jednak zaufania w jej oczkach do miśka nie było w ogóle. Tak więc mimo uruchomienia na chwilę wyjca nadal obserwowała czujnie Puchatka, coś nie chcąc wierzyć, że tak szybko cholernik się poddał. Za szybko, jeśli jej pytać. Stąd też próba ataku ze strony misia zaskoczeniem nie była, dzięki czemu całkiem sprawnie udało jej się ciosu uniknąć.
- Oż ty taki i owaki! - szczera sterta przekleństw wydobyła się z ust kobiety, a zaraz potem rzuciła się do ataku. Bez skrępowania wskoczyła miśkowi na plecy, przy okazji uderzając kolanami w boczki grubasa. Jednocześnie nadal wilczym pyskiem złapała go za kark, grożąc połamaniem kręgosłupa lub zwyczajnym oddzieleniem głowy od tułowia za pomocą wilczych szczęk. A do tego jeszcze ten głuchy warkot... Bój się misiu, bój!
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies | Sif
Rzut

Z satysfakcją patrzyła, jak udało jej się przemienić wiedźmę w zwierzątko - nawet, jeśli to zaraz rzuciłoby się w jej kierunku, by zaatakować. W tym przypadku wolała postawić na zero litości i kompromisów, dlatego chciała kopnąć je z całej siły wolną, nieatakowaną nóżką w pyszczek.
Była sfokusowana na małym, atakującym ją bezpośrednio targecie, dlatego zbyt późno dostrzegła drugą wiedźmę, która przymierzała się do rzucenia zaklęcia. I tym razem się udało, więc Rez zawisła w powietrzu, co oczywiście jej się nie spodobała, czemu raczej trudno się dziwić.
Wydobyła z siebie głośny syknięcie, przepełnione wściekłością, które szybko przeszło w warczenie. Chciała przejść w demoniczną formę - w końcu, skoro nie miała w niej majtów, to nie miała też za co wisieć. Nie czekając zbyt długo i nie marnując czasu, rzuciłaby się w kierunku wiedźmy, by ją przytulić. Z całej siły fizycznej i wyczarowywanego kwasu.
I gdyby tylko nie była tak bardzo skupiona na dopadnięciu wiedźm, dostrzegłaby wcześniej Sinę. Jednak była zbyt wściekła, by zastanowić się, czy jej zapach mógłby być dla kogoś wyjątkowo dotkliwy.

Prudence Lavoie

22 lata


159 cm


o







[Cytuj]
Multikonta: Brak
I hyc biednego Papę Smerfa za… Czekaj, co? Jakiego znowu biednego? W całej tej sytuacji to ona była poszkodowana! Nie dość, że oszukana, to jeszcze musiała się poznęcać nad bajkowymi, ulubionymi (no może poza Klakierem) stworkami, chociaż zdenerwowanej obecnie to nie przeszkadzało. Już szczerzyła do staruszka kły.
Chwilowo czuła rozbawienie, gdy ten ją wyklinał i wyjął broń, początkowo niezbyt skutecznie jej używając, aż w końcu za trzecim razem z pyska Lavoie wydobyło się ciche piśnięcie, a moment później niezadowolone warknięcie. No, mały, żeby tobie się czasem zaraz nie oberwało.
Problem ze szczurami, także smerfami, polegał na tym, że były delikatne – a ten egzemplarz na dodatek stary, jeden niewłaściwy ruch i Papa zawitałby do bram piekieł, tak przynajmniej przewidywała Prudence. Dlatego uniosła go i wciąż trzymając, walnęła nim o ziemię, starając się zrobić to na tyle delikatnie, a jednocześnie na tyle silno, by niebieski drań stracił przytomność – akcję powtórzyła kilka razy, dopóty jej się nie powiodło. Gdyby jej się to udało, na wszelki wypadek przyszpiliłaby go do ziemi, wyjęłaby serafickie ostrze i rzuciła niedaleko siebie, lecz by ten nie miał do niego dostępu.
Spojrzawszy na woje Ghilliego z Klakierem, jeszcze bardziej znielubiła kocura, jak on śmiał atakować wróżka! Jednak uwagi im zbyt wiele nie poświeciła, tylko rozejrzała się, czy w pobliżu nie ma siatek, o których wcześniej wspominali złole, mogłyby się przydać później.

Ghillie Dhu

383


189 cm


The hills are bare now, and autumn leaves lie thick and still.







[Cytuj]
Multikonta: Alexander Lynn
Paskudny kocur

Ghillie warknął na Klakiera agresywnie, gdy ten skoczył na niego, zaburzając mu stabilność lotu,a potem warknął jeszcze raz, jeszcze donośniej i zajadlej, gdy dobierając się do oczu, zaburzył mu tez ostrość widzenia. Zleciał możliwie nisko, żeby potencjalny upadek zaszkodził mu potencjalnie najmniej, w międzyczasie wyciągając spod kurtki sztylet, kierowany raczej wyuczoną już pamięcią mięśniową, aniżeli faktycznie wzrokiem - w końcu od wielu lat układał dodatkową broń w dokładnie tym samym miejscu, a jego dłonie same znajdowały do niej drogę.
Wyprowadził w Klakiera szybki cios, chcąc oczywiście zaatakować od siebie w kierunku kota, nie odwrotnie, żeby prędzej stracić cel spod dłoni niż wsadzić sobie sztylet w oko. Starał się nie musieć wyrzucić miecza, ale jeśli stałoby się to niemożliwe, zrobiłby to, na razie preferując rączek mniejszą, ale łatwiejszą w manewrach broń.
<div style=" width: 115px; font-family:georgia; font-size:9px; letter-spacing:2px; color:white; font-style:italic; text-align:right">

Glory of youth glowed in his soul; where is that glory now?


Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
Patrzyła na to wszystko szeroko otwartymi oczętami. Obrazek do prawdy dziwaczny. Sina w pół formie próbowała dorwać Puchatka. Nerka zawisła i również się zmieniła... Co kurwa?! WTF?! W co ona się zmienia?! I kurwa wali jak uj wie co. Jej nos oberwał i już White współczuła wilczycy. Czarownica zakryła usta i nos dłonią. Uniosła brwi na widok babuleńki. Tym większe było jej zdziwienie słysząc dziwne odgłosy z piecyka. Westchnęła cicho zaczesujac białe włosy do tyłu. Wzruszyła ramionami. Magią rozwiązała babuleńkę, a piecyk otworzyła. Siedziała jednak nadal na ziemi nadal obserwując. Nałożyła jednak na siebie zaklęcie ochronne. Wolała nie wciskać się walczących, chyba że któraś ze znajomych zacznie obrywać. Wtedy im pomoże. Na razie nie wciskała się między wódkę a zakąskę.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Sina, Nerezza, White

Sino, z szacunkiem do Miodożerów – one byłyby w stanie rzucić się w pojedynkę na całą watahę wilków – zabrać im mięsko – i jeszcze wyjść z tego bez szwanku i nabijać się z podkulonych ogonów crinosów! Co innego standardowe niedźwiedzie, zwłaszcza Puchatki. Te [i]drobne[/b] różnice szybko wyszły na jaw, gdy tylko wskoczyłaś na niego i zaczęłaś gryźć…
- Ała, to nie fair! Co mnie gryziesz w szczepionkę! To zabronione przez etos rycerski, bushido, jew-jitsu i konwencję genewską! Ja się tak nie bawię! - wył wściekle, próbując zrzucić cię z grzbietu – bezskutecznie. I w końcu, w przypływie rozpaczy…
Zamienił się w masę baniek mydlanych, podobnie jak babsztyl którym wymachiwał – a jedyne co po nim pozostało to garnuszek z miodem, podpisany twoim imieniem. Tylko dlaczego ten pachniał wyjątkowo kwiatowo, wręcz faerycznie?
Tylko tego co ukradł szkoda, przepadło bezpowrotnie...
I MG bardzo nie chciałby psuć tej chwili, lecz czy czujesz jak pewna Czarownica nieładnie pachnie?

Rez – zwisała w powietrzu? Niezupełnie, wszakże druga wiedźma zaatakowała cię wyładowaniami elektrycznymi w tyłek – zaraz po tym jak wcześniej zasadziłaś wcześniejszej solidnego kopa w japę. Prawdę mówiąc, tak się przekręciła, iż omal nie wywołała (bardzo) miniaturowego tornada…
I zniknęła.

Pewnie niewiele by to zmieniło i nadal byłabyś pod wpływem elektrycznych harców, gdyby nie demoniczna forma – i jej aromat. Ona skutecznie odstraszyła napastniczkę, która miała ewidentnie delikatny zmysł powonienia. Zwymiotowała i zbiegła – teleportacją – hen daleko stąd, jeżeli podjąć się tropienia. Pozostawiła jednak po sobie pierścień w ładnej szkatułce – podpisany twoim imieniem, od którego aż capiło faeryczną magią.

White, miałaś najłatwiej – wszakże trzymałaś się z daleka od tego harmidru, a babinka nawet ucałowała cię w polik, w ramach podziękowania! W dodatku spotkałaś chyba jedyną osobę, która była całkowicie normalna – pomijając żarcie popcornu w piecyku - Borysa po ostrej imprezie z Gopnikami tutaj nie jest aż tak naciąganym zjawiskiem.
- Coś tu chyba narodziło się, zgniło, umarło, zmartwychwstało, tylko przestać nadal podlegać procesom rozkładu zapomniało. I pomyśleć, że chciałem dojechać do Budapesztu, nagrać odcinek o robieniu węgierskich blinów… - wydusił z siebie, zaraz po tym jak wyszedł z miejsca w którym go przetrzymywano – a jako człek wprawiony w pewnych sztukach, zapewne kulinarnych, paluszki miał wyćwiczone to i więzów się sam wcześniej pozbył.
- To ci się przyda bardziej niż mnie, za bardzo czuć tutaj kapitalizmem… - dodał i wręczył ci faeryczny szaliczek. Trudno powiedzieć, co potrafił zrobić, lecz teraz przynajmniej przed smrodkiem mógłby choć trochę poratować.



Ghillie, Prudence

Prudence, wiedz że Papa Smerf dzielnie się stawiał – przynajmniej dopóki nie grzmotnęłaś go o ziemię po raz trzeci – wskutek czego upuścił sztylecik. Mimo to próbował walczyć dalej: kopał, drapał, nawet kępkę futerka wyrwał! I za to oberwał po raz czwarty, piąty i…
Puf! Może niezupełnie, gdyż wpierw rozpadł się na kilka kawałeczków, a później zaczął ulatniać niczym gaz, o zapachu gumy do żucia. Spokojnie, żadnego gore – ten widok byłby dopuszczony nawet dla najmłodszych. Chyba uderzyłaś go o jeden raz za dużo. Co nie zmienia faktu, iż pozostawił po sobie pachnącą kwiatami – w wyjątkowo faeryczny sposób – czapeczkę papy smerfa (o dziwo twojego rozmiaru!).

Ghillie, jak się czułeś, dźgając wręcz bezbronnego kocura? Przecież jedyne co chciał zrobić, to dorobić się twoim kosztem – łgał, próbował wciągnąć w pułapkę i nieco cię podrapał – czy to był wystarczający powód aby dźgnąć go sztyletem w ramach odwetu? Prawdę mówiąc to tak, zważywszy na fakt, iż futrzak miał ten sam pomysł – tylko realizacja kompletnie zawaliła, gdyż był duuużo wolniejszy od swojego przeciwnika. Zszedł na przysłowiowego hita, a może raczej, zamienił się w stertę kłaczków. Na całe szczęście pozostawił nożyk, od którego aż zionęło faeryczną magią. Może warto go zatrzymać?

Nota co do itemków: w tej krainie po prostu nie działają – co innego w świecie przyziemnych...
MG out.

Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
- To jest bardzo, bardzo fair, kradzieju parszywy i miodołowie! - oburzyła się wyraźnie wilczyca, przynajmniej dopóki misiek nie zmienił się w bańki mydlane, zresztą dokładnie tak samo jak jego wiedźmowa broń. Klapnęła zdumiona na glebie, zerkając na słój miodu i z lekko nieufnym wyrazem twarzy nachyliła się nad nim, niuchając przez chwilkę. Zapach był piękny i taki słodki, faeryczny... Tylko czemu coś przeszkadzało? Przez chwilę próbowała zrozumieć, co zakłóca jej delektowanie się zapachem, po czym jęknęła żałośnie rozpoznając zapach. Już raz go przecież czuła, a teraz prawdę mówiąc było gorzej. Ze zrozpaczonym wyrazem pyska poszła do pierwszej znajomej osoby, czyli do White i wtuliła się w nią, nadal w półformie. To natomiast oznaczało, że miała wilcze uszy oraz ogon i była wyższa niż wtedy w kawiarni.
- Ona gnije... - rozwyła się żałośnie, pchając nos w dekolt wiedźmy, a wszystko po to, by zagłuszyć zapach. Zresztą zapach White był bardzo przyjemny, kojarzył jej się tak bardzo z wyspami... - Za co ona mnie tak nienawidzi i czemu mi to robi... - pociągnęła noskiem, usilnie chcąc zagłuszyć paskudny zapaszek gnijącego mięsa. Niechaj przeklęte będą zmysły wilcze, a jeszcze bardziej nosy... Swoją drogą, nosek Siny był nieco zimniejszy i sprawiał wrażenie wilgotnego, idealnie jak u zdrowego wilczka. Przynajmniej ciuchy były normalne i w całości.
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime

Prudence Lavoie

22 lata


159 cm


o







[Cytuj]
Multikonta: Brak
Całkiem wytrzymały, skurczybyk jeden, który chyba miał przekonanie, że przed swoją klęską, i Prue będzie się musiała nacierpieć, a przynajmniej namęczyć. A mógłby się poddać, to tylko kwestia czasu, aż…
Zniknął. Tak po prostu, jakby ktoś snapnął albo go przeciął w kilku miejscach jednocześnie - może nie wyglądało to tak źle, ale co jej wyobraźnia sobie dodała, to jej. Tyle z tego, że zapach nie był nieznośny.
A łącznie z papą wyparowały jej negatywne emocje. Z gulą w gardle i z pustym wzrokiem patrzyła na miejsce, gdzie powinny znajdować się smerfowe zwłoki, a gdzie leżała jedynie powiększona czapeczka. Nie do końca pojmowała, co tu się właśnie stało, przecież nie chciała go zabić, co najwyżej trochę poobijać, złamać nóżkę, może dwie albo wydrzeć z głowy te pomysły o porwaniach i rabunkach, ale nie od razu mordować! Ulżyło jej, gdy stwierdziła, że chyba inaczej się nie dało w tej krainie, bo i po Klakierze zbyt wiele nie zostało.
- To było co najmniej dziwne – odparła już w ludzkiej formie. Jako że po wcześniejszej zmianie w wilka ubrania się rozerwały, siedziała na polance całkowicie naga, a świadomość tego dotarła z ogromnym rumieńcem tuż po pierwszym zdaniu do wróżka. By go nie przepłoszyć, momentalnie chwyciła za czapkę koloru jej polików i zakryła nią piersi, na tyle, ile się dało - Mógłbyś rzucić plecak?
Po dostaniu wspominanej rzeczy, zajrzała do niej, prychnęła na widok mini mikrofalówki od Gargamela i wyciągnęła białą sukienkę, niezajmującą zbyt wiele miejsca i włożyła, podobnie jak trofeum swojego wroga. - Wszystko w porządku? Chcesz batona? - Nie żeby te walki były jakieś wyczerpujące, prędzej irytujące, a nawet w pewien sposób zabawne, po prostu trochę czuła się winna za całe to zamieszanie i chciała się zrewanżować za taszczenie jej plecaka, a przede wszystkim musiała przed sobą przyznać, że to Januszostwo, każące jej brać żarcie na imprezy, na coś się zda.
- Myślisz, że już po wszystkim? I… Że innym nic nie jest? Chwilę przed tym, jak tu wskoczyliśmy, ci dwaj cieszyli się z naszego rozdzielenia, „jak na horrorach”. –Dopytała, zerknąwszy nań tylko po to, aby chwilę później powrócić wzrokiem na własne kolana. Wcześniej, przy tropieniu, była zbyt skupiona, aby zwracać uwagę na wróżka.Teraz, gdy zostali sami, obawiała się, że znów mogłaby się nim zachwycać – i miała poniekąd rację, trudno było odwracać głowę od kogoś, kto roztaczał wokół siebie taką aurę.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo