Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Ogniska


Polanę spowija wieczny mrok, a drzewa nachylają się nad nią złowrogo. W trzech punktach na jej planie znajdują się olbrzymie ogniska, których płomienie lśnią i wypluwają jęzory płomieni wysoko, w kierunku rozgwieżdżonego nieba, na którym nie widać księżyca. W okół polany rozstawiono stoły uginające się pod jedzeniem i trunkami, a w miejscach, gdzie światło płomieni ognisk nie docierało, stały pochodnie rozświetlające magiczną noc. Gdzieniegdzie unosiły się skupiska świetlików i lampiony.

Info od MG:
1. Wszystkie wróżki w tym świecie funkcjonują z Wdziękiem klasy IV, którego nie sposób z siebie zdjąć. W przypadku krwi wróżki, ale nie bycia wróżką, również postać wydaje się bardziej "wdzięczna" operując na wdzięku II klasy.
2. Zmysły wilkołaków są trochę przytępione, nie czują tu one również "zewu agresji".

Emily Evans

459


170 cm

Brak






[Cytuj]
Multikonta: Makoa
Szła powoli przed siebie rozglądając się dookoła i choć wiedziała gdzie ma iść to i tak z automatu rozglądała się na boki z zaciekawieniem czy rozpozna jakąś twarz. Unosił lekko swoją suknię, gdyż była aż po same kostki, a nie chciała jej zabrudzić idąc na samo miejsce niedaleko ogniska. Swoje odzienie puściła w momencie gdy była niedaleko ogniska i prawdopodobnie zaszła tutaj pierwsza dlatego też poczuła się niezbyt komfortowo. Ale przynajmniej miała czas na podziwianie ognia.
Suknia w kwiaty <- na czas eventu
Roy

Roy MacRoth

34


195 cm

Pasta la vista bitches





Roy
[Cytuj]
Multikonta: Nie
Gdy dotarł w okolice ognisk zaczął rozglądać się w koło dość zaintrygowany. Miał w zwyczaju w miarę kontrolować otoczenie i wiedzieć czego może się spodziewać. Teraz... Cóż jak można się domyślić, nie bardzo. Nie widział też księżyca, co dla Wilkołaka akurat było dość na rękę, wszak nie musi się przejmować rosnąca srebrną tarczą.

Podszedł więc dalej. Wzrok zatrzymał na kobiecie w pewnej odległości. Uśmiechnął się lekko pod nosem, jego ubiór był najdelikatniej mówiąc, na drugim końcu osi elegancji. Nie przejmując się jednak ruszył w kierunku największego ogniska.
-Nieźle nas ugościła pani gospodarz, aye?- rzucił wesoło, podchodząc do ognia. Wyciągnął obydwie dłonie w kierunku płomieni celem sprawdzenia czy te są prawdziwe.
Można było zaobserwować kilka tatuaży pokrywających przedramię mężczyzny. W tym jakiś ciąg znaków będący zapisanym w futharku. No i brak blizn czy znamion, skóra mężczyzny była w wyjątkowo dobrym stanie.

Alysanne Branson

29


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Teq, Reb, Maz
Zrobiła krok w stronę ognisk i uśmiechnęła się lekko przekraczając lustro. Widok taki jaki uwielbiała, mrok który rozwijał się po okolicy rozświetlony jedynie ogniskami, to było naprawdę piękne. Do tego stoły uginające się od jedzenia i picia. Uśmiechnęła się pod nosem ciekawa, czy znajdzie tam alkohol z "wkładką". Przymknęła powieki zachwycona otoczeniem i przeszła powoli przed siebie kierując się prosto w stronę dwojga postaci.
- Witajcie.
Uśmiechnęła się lekko do mężczyzny i stojącej kobiety.
- Fakt, niemal jak w domu.
Przyznała z lekkim uśmiechem na ustach na stwierdzenie mężczyzny.

ubiór

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
Święto lata. Właściwie przez nią obchodzone co roku. Zmrok to idealny moment dla wampirów. Z zaproszenia jak najbardziej skorzystała. Idealne miejsce na rozluźnienie zesztywniałych mięśni i oderwania się od codziennego żywota. Po uroczym przywitaniu się na głównej polanie przyciągnęły ją ogniska. Przechodząc przez lustra rozejrzała się. Ogniska przypominały jej stare, dobre czasy gdy jeszcze podróżowała wraz z mężem, czy nawet czasy taboru. Tańce, śpiewy i zabawy. Tak. To lubiła więc czuła się tu swojsko. Odziana jak to przystało na cygankę w barwną i falbaniastą sukienkę. Dostrzegła mini zgromadzenie przy jednym z ognisk więc postanowiła się do nich dołączyć.
- Witajcie moi mili! Jestem Estera, widzę, że już zabawa się zaczyna. Mam nadzieję, że się nie spóźniłam. - powiedziała radośnie do nich podchodząc i każdemu z kolei uważnie się przyglądając. Szeroki uśmiech nie schodził z twarzy wampirzycy.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Emily Evans

459


170 cm

Brak






[Cytuj]
Multikonta: Makoa
Emily wzdrygnęła się w momecie gdy dotarł do niej męski głos, spojrzała na niego nieśmiało. Ona i pani gospodarz? Nie bardzo to do niej pasowało.
-Jestem gościem, Emily miło mi Cię poznać - odrzekła i wyciągnęła dłoń w stronę nieznanego mężczyzny z nadzieją, że ją uściśnie. W tym samym czasie zebrało się kilka innych osób, zerknęła na szybko na każdą z nich, lecz żadnej osoby nie znała więc powtórzyła swoje imię dla innych zebranych oraz lekko pokiwała głową na powitanie.
Suknia w kwiaty <- na czas eventu
Roy

Roy MacRoth

34


195 cm

Pasta la vista bitches





Roy
[Cytuj]
Multikonta: Nie
Roy uśmiechnął się lekko niepewnie. Kobieta emanowała nieopisanym wdziękiem. Jeśli była tutaj tylko gościem to aż strach pomyśleć jak na obecnych wpływać powinna kobieta sprzed wejścia.
Postąpił krok w jej kierunku i wyciągnął swoją dłoń na powitanie. Teraz wydawała się być wręcz łapa jakiegoś prostego pracownika budowlanego w porównaniu do jej wręcz absurdalnie wdzięcznej dłoni.
Nie pamiętał by kiedykolwiek myślał o czyichkolwiek kończynach w ten sposób, ani chybi magia
Jego dłoń była ciepła i sucha, jednak skóra była twarda wręcz szorstka z suchością.
-Roy. Wzajemnie- odparł z lekkim uśmiechem. Pociągnął też dziwmie nosem jakby go coś uwierało w środku - wszystko celem próby wyłapania czym jest jego rozmówczyni.
-W sumie miałem na myśli kobietę w bieli- dodal, wskazując przy tym portal przy pomocy ruchu głową.
Widząc resztę machnął im dłonią po czym zwrócił się raz jeszcze do Emily
-Co roku tak to wygląda?-

Veronica Winchester

34 lata


170 cm


Gdy znajdziesz się z wilkiem w jednej jamie, nie okazuj mu swego lekceważenia. - Winston Churchill







[Cytuj]
Multikonta: -
Wygląd:
Cytat:
Źdźbła trawy łaskotały kobietę w stopy, odziane w proste, delikatne sandały. Lekki wiatr poruszał kosmykami ciemnych włosów Ronnie oraz jej delikatną, jasno-błękitną sukienką do kostek. Przyodziana w biel, miała coś w sobie z greckiej bogini. Zresztą krój jej kreacji odkrywał ramiona, podkreślał piersi i zgrabnie tuszował brzuch. Oczywiście ciążę było widać z daleka, ale sama ciężarna nie wyglądała jak ociężale tocząca się przed siebie beczka. Poza zaokrąglonym brzuszkiem i nieco pokaźniejszym biustem, jej ciało niewiele się zmieniło. Poruszała się z gracją, jak zawsze z wysoko uniesioną głową, obserwując uważnie wszystkich wokoło.

Ciemnowłosa poprawiła włosy, w które wplecione zostały delikatne ozdoby w kształcie złotych gałązek oraz swój naszyjnik. To właśnie ta część biżuterii, ciężka, w kolorze starego złota, podkreślała najlepiej drapieżną naturę właścicielki. Świecidełko bowiem przywodziło na myśl pazury, układające się na kształt aureoli, opierające się na nagich obojczykach Ronnie.



Zakręciła się pośród drzew, ostrożnie stąpając po leśnej ściółce. Przyglądała się zebranym z pewnej odległości, drogą dedukcji próbując dojść do tego, kim są i co tam mają pod czupryną. W końcu, wciąż dzierżąc niewielką kiść winogron, którą zgarnęła ze stołu, oparła się barkiem o pień rozłożystego dębu.
Podjadając owoce, przyjrzała się Cygance, w pierwszej kolejności, bowiem akurat jej suknia wyjątkowo dawała po oczach. Zdawała się znajoma. Instynkt wilczycy podpowiadał Ronnie, że skądś powinna znać tę osobistość, ale przecież Esterę znała jedynie z opowieści. Jak więc mogłaby ją teraz rozpoznać?
Obecność innych wilków pokrzepiała. Veronica, pomimo potknięć, miała poczucie, że wciąż się liczy. Nawet ciężarna, dawała odczuć likantropom wokół, że lepiej z nią nie zadzierać, a i warto okazać odrobinę szacunku. Byłoby kobiecie raźniej, gdyby u jej boku stał jej brat lub Enzo. Jednak ani jednego, ani drugiego jakoś odnaleźć nie mogła.
- Estera? Wampirzyca Estera? - Winchester odezwała się na tyle głośno, by zwrócić na siebie uwagę zebranych. Wytykanie rasy było niewinną uszczypliwością. Zresztą przepiękny uśmiech, który zagościł na twarzy Ronnie, nie zwiastował jakichś złych intencji. - Chciano nas chyba ze sobą poznać. Takich dwóch, co zajebali księżyc. Jeden wielki i rozczochrany, a drugi w drogim garniaku. - Mówiąc to, ruszyła swoje cztery litery spod drzewa. - Veronica Wichester. - Przedstawiła się, przy czym skinęła lekko głową, okazując wampirzycy szacunek. Nie mylić z poddaniem!


Emily Evans

459


170 cm

Brak






[Cytuj]
Multikonta: Makoa
Emily z uśmiechem uścisnęła lekko dłoń nieznajomego jednocześnie posyłając w jego stronę lekki, acz wesoły uśmieszek. Nie przeszkadzało jej struktura dłoni mężczyzny, aczkolwiek minimalnie była nieprzyjemna. Choć były to tylko jej osobiste odczucia co do całej zaistniałej sytuacji.
-Ah tak. Masz rację, jest ona gospodarzem tego całego wydarzenia - odrzekła przez chwilę zamyślona. Leczy by odpędzić złe myśli pokręciła głową lekko na boki.
-Chodzi o klimat? To bywa podobnie, poznawanie nowych osób to chyba najlepsza część takiego spotkania - dodała po chwili odwracając twarz w stronę Roya a następnie uśmiechneła się szerzej odsłaniając swoje zęby.
Suknia w kwiaty <- na czas eventu
Roy

Roy MacRoth

34


195 cm

Pasta la vista bitches





Roy
[Cytuj]
Multikonta: Nie
Mężczyzna odpowiedział uśmiechem. Przyglądał się przez chwilę twarzy kobiety, światło ognia, wręcz tańczące po jej lekko chłopięcych ale i pociągająco kobiecych rysach miało w sobie coś z bajki. Brodacz aż potrząsnął lekko głową by zrzucić z siebie to dość dziwne odczucie. A to o zgrozo, nie przeminęło.
Choć nie mógł stwierdzić by mu jakoś strasznie ono przeszkadzało
-Fajnie- odparł z uśmiechem -Jestes stąd?- spytał w międzyczasie wyciągając dłoń do ognia. Tak zdecydowanie były prawdziwe
-Chetnie zaczerpne języka jak wygląda sytuacja w mieście- wyjaśnił i ponownie posłał jej wesoły uśmiech.

Alysanne Branson

29


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Teq, Reb, Maz
Alysanne wycofała się nie chcąc nikomu przeszkadzać. Nie znała tutaj nikogo, nikogo też nie kojarzyła. Jedynie od tamtej wilczycy wyczuła znajomy zapach. Ale nie była sobie pewna. Ostatnio tyle się wydarzyło, że wolała nie ryzykować, że pomyli ją z kimś innym. Po prostu wycofała się pozostawiając rozmawiających samych sobie a sama stanęła na uboczu obserwując ich w milczeniu. Nie brała nic do jedzenia i picia, jakoś czuła się niepewnie jeszcze w tym miejscu. Nadal w głowie miała stos myśli i próbowała je jakoś poskładać w całość, przypomnieć sobie wszystko sprzed utraty pamięci, przypomnieć sobie to co opowiadał jej Wania, ale nie chciała też nadwyrężać się za bardzo by nie zacząć tutaj szaleć. Nie czuła też tego dziwnego uczucia co w niej siedziało więc taki spokój jaki miała pragnęła zachować na jak najdłużej. Tamci dobrali się w grupki rozmawiając między sobą a ona skupiona na obserwacji po prostu stała w milczeniu przekładając z dłoni do dłoni jabłko w zadumie.

Emily Evans

459


170 cm

Brak






[Cytuj]
Multikonta: Makoa
-Można tak powiedzieć, jestem w głównej mierze uzdrowicielką więc okolice i samo miasto jest mi dość dobrze znane - odrzekła dość skromnie dodatkowo uśmiechając się lekko przy tym. Chwalenie się niektórymi rzeczami nie było w jej genach czy też z czystej grzeczności nie chciała się wywyższać.
-Skoro jesteś ciekaw to może po Święcie Lata nieco Cię oprowadzę? Chyba że nie chcesz to zrozumiem - Zaproponowała dość odważnie jak na siebie. Z reguły nie proponuje takich rzeczy, bo nie ma w sobie takiej odwagi, lecz w takim dniu jak dziś ta bariera w magiczny sposób zostaje przełamana, a dodatkowo uśmiech Roya dodał jej więcej otuchy i odwagi. Co tylko dało jej większego kopa do zareagowania. Podrapała się delikatnie opuszkiem palca po policzku zastanawiając się co jest w tym dniu, że tak zmienia się jej nastawienie, lecz nie potrafiła znaleźć logicznej odpowiedzi do tej całej sytuacji.
Suknia w kwiaty <- na czas eventu
Roy

Roy MacRoth

34


195 cm

Pasta la vista bitches





Roy
[Cytuj]
Multikonta: Nie
Roy uśmiechnął się zdecydowanie szerzej. Tak zdecydowanie ten dzień był na swój sposób wyjątkowy. -Chetnie!- odparł niemalże od razu. Propozycja kobiety bardzo przypadła mu do gustu. Zresztą też miło było poczuć przyjemność z obcowania z kimś nowym. Zawsze to miła odmiana od poczucia zagrożenia i gotowości do walki jaką odczuwał zazwyczaj każdego dnia.
Ciekawe czy to też było zasługą tego miejsca?
- Prowadź zatem- rzucił krótko, a otwartą dłonią wskazał otoczenie luźnym ruchem jako że nie widział w sumie gdzie mają iść.

Emily Evans

459


170 cm

Brak






[Cytuj]
Multikonta: Makoa
-No to... Nie wiem. Zwiedzimy to co się dzieje na innych ogniskach? - odrzekła z zamyśleniem. Ruszyła pierwsza unosząc lekko suknie ku górze by nie szorowała po ziemi oraz poprawiła swoje buty by przypadkiem jej nie spadły, a istniała taka możliwość. W pewien sposób czuła się skrępowana, gdyż Roy był niemal dwie głowy wyższy więc spoglądanie na jego twarz czasami mógłby być kłopotliwy.
-Jesteś tutaj pierwszy raz? Na takim święcie rzec jasna - zapytała z ciekawości idąc przed siebie w kierunku drugiego ogniska, który nie był za specjalnie daleko jednak gdy odeszła od ciepła ogniska poczuła ciarki chłodu na całym ciele. Aż jej lisie ogony poruszyły się nerwowo. Jej uszy, choć były czujne to na chwilę lekko opadły, gdyż nie słyszała żadnego zagrożenia. A w takim miejscu pewnie nawet ono nie istnieje. Zerkała co jakiś czas na twarz swojego rozmówcy jednoczesnie nie próbując się zabić o własne buty oraz sukienkę, co było nie lada wyzwaniem.
Suknia w kwiaty <- na czas eventu

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
Uuu... Takiego widoczku to się wampirzyca nie spodziewała. Zwróciła swoją uwagę na osóbkę, która postanowiła ją zawołać. Przyjrzała się jej uważnie. Ciążę było widać z daleka, a sama Constantin uniosła delikatnie brwi do góry. Nieco ją zaskoczyło to, iż jest to już tak zaawansowana ciąża. W normalnej sytuacji chyba nie powinien być aż tak widoczny. No ale z drugiej strony... No to nie była normalna ciąża. Estera podeszła do Ronnie uśmiechając się pogodnie. Położyła swe dłonie na jej ramionach i cmoknęła ją w policzki na przywitanie.
- Witaj moja droga. Dobrze móc w końcu cię poznać. No panowie jak zwykle się ociągają. Nie przejmuj się jednak tym. Faceci. - zaśmiała się delikatnie. Fakt, Lorenzo i Wania w tym wypadku się nie popisali. Ni trudno się mówi. Najważniejsze, że w końcu widzi wybrankę Enzo. Skierowała dłoń w kierunku brzucha kobiety, ale go nie dotknęła.
- Jak się miewasz? Jak przechodzisz ciążę? Kopie maleństwo? No i na kiedy w ogóle powinien być termin? Bo mi się wydawała, że jeszcze troszkę. A przede wszystkim... Czy rozmawialiście już z którymkolwiek czarownikiem? To nie jest zwykła ludzka ciąża, więc zwykli lekarze po prostu odpadają. Miałaś USG? Coś wiadomo? Jaka płeć? Wybacz, pewnie za dużo pytań. - zaśmiała się ponownie. No ale proszę się jej jednak nie dziwić. Pierwszy raz mogła spotkać ją osobiście, a z facetami na ten temat ciężko gadać. To jak głuchy telefon.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?

Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo